114 Decybeli Ciszy - Dorota Górczyńska-Bacik - ebook

114 Decybeli Ciszy ebook

Dorota Górczyńska-Bacik

0,0
14,13 zł

lub
Opis

Poezja, jak zmierzyć siłę jej oddziaływania? Jeśli za ideał przekazu poetyckiego uznamy ciszę, to szept będzie bliski ideału. W tej książce wiersze są delikatnym szeptem, ale jakże wyrazistym i pełnym różnorodnych dźwięków. Smutek, zaduma miesza się z absurdem i poczuciem humoru, pozwalającym zachować dystans nawet do zjawisk tak nieuchronnych jak starość i umieranie. Wszystko napisane doskonałym językiem. Autorka to aktorka, poetka, malarka która w poezji zawiera swój swiat.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 36

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Dorota Górczyńska-Bacik

114 Decybeli Ciszy

Wiersze

KorektaBartosz Romanek

Fotografia na okładceDaniel Cichy

© Dorota Górczyńska-Bacik, 2018

Poezja. Jak zmierzyć siłę jej oddziaływania? Jeśli za ideał przekazu poetyckiego uznamy ciszę, to szept będzie bliski ideału. W tej książce wiersze są delikatnym szeptem, ale jakże wyrazistym i pełnym różnorodnych dźwięków. Smutek, zaduma miesza się z absurdem i poczuciem humoru, pozwalającym zachować dystans nawet do zjawisk tak nieuchronnych jak starość i umieranie. Wszystko napisane doskonałym językiem

ISBN 978-83-8155-240-0

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Piciowi — kochanemu mężowi,

przyjaciołom, najbliższym w podziękowaniu za obecność

i wsparcie w drodze po marzenia

2018

***

Zamarzam ciszą

myśli co zamknięte w kropli

bezgłośnie toczą się

po skamieniałym policzku

i rozsypują słonymi kryształami

dudniąc cichutko po zbolałym

asfalcie mojego świata

słowa co niewypowiedziane

tworzą we mnie zmarznięte kałuże

kiedyś je wypłaczę…

wówczas wzejdzie we mnie świt

26.01.2018

***

Nie wiem co czują stokrotki

puste ulice

zziębniete prześcieradła

czy samotne jabłonie

nie nazywam już poniedziałków naburmuszonymi

końcami świata

nie porównuję chmur do twoich uśmiechów

nie odgaduję też myśli przemilczanych

wstaję jednak codziennie

i kupuję chleb by krew nie musiała

skraplać sie do szpitalnej kroplówki

toczę też batalię z grawitacją

i z niesfornymi kosmykami

które nie lubią wełnianych czapek

i z humorem sąsiada

co muchomorem

wieczorem jem ziemniaka bezpłodnego

omaszczonego beznamiętną słoniną

i głupkiem gapię się w telewizor

potem automatycznie

zasuwam kotary

zapłakanych okien

kolejny raz uciekam przed światem

w którym kiedyś wiersze pisały się same

31.01.2018

Obraz

olejny Doroty Górczyńskiej-Bacik

inspirowany

fotografią Daniela Cichego

***

Poszłam po chleb

obiecałam nie wrócić

z tulipanami w dłoni

w różowym kapeluszu

i w przemoczonych gumowcach

wróciłam

wybaczyłeś

bo u mnie nawet myśli

co pomylone to niepewne

I głupota co

mocną stroną

drepcze w deszczu

za parasolką

której nigdy nie rozkładam

bo po co

kto powiedział że deszcz

jest tylko dla kwiatów…

3.02.2018

***

Mam jeszcze parę słów w sobie

plotę z nich czasem warkocze smutku

Przepływają przez palce

pochmurne kosmyki życia

głucha radość przycupnęła

na odległym kamieniu

12.02.2018

***

Wśród kamiennych płyt

na ławeczce cmentarnej

szukałam dzisiaj człowieka

tu gdzie tylko ptaki echo niosą

a cisza wstydzi się krzykiem

obecność zatrzepotała skrzydłami

i przysiadła na kamieniu

„Wieczne odpoczywanie tobie

smutku bezcenny…” — szeptałam

gołąb zerwał się do lotu

6.03.2018

***

Pogubione słowa

trawiąc wnętrzności

napływają do oczu kroplami

— nie do ust

Przytkane pióro

zanosi się spazmem

dusza

pomału

rodzi

wiersz

19.03.2018

***

Przyszłam

i pomimo iż czas nie zwolnił

spóźniłam się o kilka uderzeń zegara

nie czekałeś

drzwi zamknięte do odwołania

pajęczyna pomału

snuje plany na przyszłość

wiatr niesie przez ciszę pieśni aniołów

kiedy ty na załamaniu tęczy

wznosisz toast z tymi

co rozgoszczeni o tydzień dłużej

czekasz

tam

gdzie czas już nawet nie słowem

przyjdę

nim herbata zdąży wystygnąć

w wygodnych butach

razem

policzymy kroki do nieba

20.03.2018

***

Samotność jest bezpieczna

nie pyta…

Stąpam zatem pośpiesznie

z głową wypchaną myślami

i wystukuję patykiem rytm

w takt uderzeń skrzydeł motyla.

Pofrunę z nim przez szerokość godzin

raz

dwa

jeszcze chwila

i zasmakuję

nektaru żonkili…

próżno…

grawitacja

co nad uchem przekornie

gwiżdże

ciężarem zabija

Upadam zatem kamieniem

w dzień

w drogę

w życie

lecz bez tłumaczeń

dlaczego bose stopy tęsknią do zimy

a głowa płodna wciąż rodzi szaleństwo

samotność bowiem jest bezpieczna

nie pyta…

9.04.2018

Obraz

olejny Doroty Górczyńskiej-Bacik

inspirowany

fotografią Daniela Cichego

***

Kiedy świadomość balansuje na granicy

przebudzenia

tęsknota nie ma nade mną władania

polskie sny

które pod powiekami pozostały

tulą do piersi dziecko wygnania

przysiadam ciszą

na zielonych połoninach

pod niebem

na którym jaskółki nie gubią swej drogi

wśród polskiego oddechu traw

dusza i ciało

pod tą samą chatą rozgoszczone

co bieszczadzkie anioły

wspólnie nucą Czwartą Nad Ranem

moje manowce odeszły daleko

niech świt nie budzi dziś

marnotrawnego syna

13.04.2018

***

Powrócę

Bez pytań o wczoraj

usiądziemy na ganku dogasającego życia

i zapłaczemy nad brakiem

co nawet nie nieobecnością

opowiesz mi o gajach zielonych

co latem pachniały szarlotką i cynamonem

o smaku polskiego chleba

który

otulał stęsknione wargi

o zimie co zawsze w grudniu skrzypiała