Kot czarny. Literatura dla odważnych - Stefan Radziszewski - ebook
Wydawca: O-press Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 306 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kot czarny. Literatura dla odważnych - Stefan Radziszewski

Ks. Stefan Radziszewski, z kieleckiego Nazaretu, którego znamy głównie z realizacji scenicznych w Teatrze WSD w Kielcach (Fizycy Dürrenmatta, Barabasz Lagerkvista, Świt, czyli opowieść o wampirze M. C. Słonia), jest autorem zbioru esejów, jaki ukazał się pod frapującym tytułem Kot czarny. Literatura dla odważnych. Dlaczego dla odważnych? Odnajdujemy tu bowiem szkice na temat kontrowersyjnych (czy może prowokacyjnych) dzieł, zarówno z literatury powszechnej (Ostatnie kuszenie Chrystusa Kazantzakisa i Miasto ślepców Saramago), jak i polskiej (Lucyfer Micińskiego i Zły ptak Świetlickiego). Istnieje oczywiście tematyka związana z literaturą religijną wiersze maryjne z czasów II wojny światowej oraz analiza Uwag śmierci niechybnej ks. Józefa Baka, a także teksty dotyczące poezji Cypriana Norwida i Adama Zagajewskiego. Pojawia się, fascynujący autora, hiszpański filozof Miguel de Unamuno oraz poetka Anna Kamieńska. Dowiadujemy się, co łączy twórczość młodego Karola Wojtyły i duńskiego myśliciela Soerena Kierkegaarda oraz dlaczego nic nie wiadomo na temat nawrócenia autora Siekierezady, Edwarda Stachury. Nie sposób pominąć także sonetów Grzegorza Stachury, księdza-poety, którego twórczości poświęcony jest jeden spośród esejów.

Opinie o ebooku Kot czarny. Literatura dla odważnych - Stefan Radziszewski

Fragment ebooka Kot czarny. Literatura dla odważnych - Stefan Radziszewski



I

I wszyscy powiedzieli: jesteśmy mocni. Ale ich duch nie mógł się odważyć, aby stanąć w jego obecności, poza Judaszem Iskariotą1. Będziesz trzynastym i będziesz przeklęty (…) Chodź, a pouczę cię o rzeczach ukrytych, których nie widział nikt z ludzi2.

Wszyscy jesteśmy Judaszami
Zwycięstwo Judasza
w Ostatnim kuszeniu Chrystusa

Nikos Kazantzakis, autor Ostatniego kuszenia Chrystusa, obiecuje swoim czytelnikom prawie mistyczne doznania: „Jestem pewny, że każdy wolny człowiek, który przeczyta tę tak pełną miłości książkę, będzie bardziej niż kiedykolwiek i lepiej niż kiedykolwiek kochał Chrystusa” (s. 7)3. Finałowa scena powieści przynosi klimat zwycięstwa Mesjasza:

Jego głowa kiwała się na boki. Nagle przypomniał sobie, gdzie jest, kim jest i dlaczego czuje ból. Ogarnęła go dzika, nieposkromiona radość. Nie, nie jest tchórzem, dezerterem i zdrajcą! Wisi na krzyżu. Wytrwał do samego końca; dotrzymał słowa (…) Wydał z siebie triumfalny okrzyk: DOKONAŁO SIĘ!

I zabrzmiało to tak, jakby powiedział: Wszystko się zaczęło (s. 448).

Powieść Kazantzakisa nie jest jednak apokryfem, który głosi zwycięstwo Ewangelii miłości. Historia Jezusa staje się tylko kanwą do rozważań nad naturą człowieka, który nie wie dokąd iść, rozdarty pomiędzy niebem i ziemią próbuje ocalić swoją wolność, walczy o szczęście. Grecki pisarz–skandalista w bardzo dowolny sposób korzysta z danych biblijnych. W Ostatnim kuszeniu Piotr pojawia się z tatuażem (s. 149), Tomasz to chciwy żarłok (s. 182), Maryja idzie na ukrzyżowanie „ot tak, dla zabicia czasu” (s. 34). Jezus trzyma w zębach czerwony kwiat (s. 159), z Marią Magdaleną, jak u Chagalla, unosi się nad miastem (s. 205). Podobnie czas i miejsce nie są dla Kazantzakisa zbyt istotne: opis ocalenia jawnogrzesznicy, która jest prowadzona na ukamienowanie zawiera u Jana tylko 11 wersetów, zaś w powieści zamienia się w obszerny ciąg narracyjny (s. 162–175), w którego skład wchodzi… Kazanie na górze (Mt 5–7). Tak naprawdę bowiem dzieło Kazantzakisa nie jest historią Jezusa, ale opowieścią o snach4. Powieść rozpoczyna i kończy sen. W jednym i drugim śnie Jezus spotyka… Judasza. I to właśnie Judasz jest centralną postacią powieści – Judasz jest ostatecznym zwycięzcą5. Można nawet – czytając Ostatnie kuszenie Chrystusa – zaryzykować tezę: istnieje tylko Judasz, wszystko inne jest snem.

***

U Kazantzakisa Judasz istnieje od początku. Powieść otwiera sen z Judaszem w roli głównej, zaś finałowa scena snu–kuszenia na krzyżu zamyka powieść rozmową Jezusa z Judaszem. Ostatnie kuszenie Chrystusa wychodzi zatem od postaci Judasza i do Judasza powraca. To zastanawiające, ponieważ Ewangelia nie poświęca aż tyle uwagi ostatniemu z apostołów. Dla porównania, w czterotomowej powieści R. Brandstaettera Jezus z Nazaretu, Judasz pojawia się dopiero w końcu drugiego tomu:

Przechodząc przez Dziedziniec Pogan, nagle spostrzegł idącego mu naprzeciw Jezusa. Przystanął. Jezus również zatrzymał się. Spojrzeli sobie w oczy, po raz pierwszy na ziemi.

„…Oto on” – pomyślał Jezus.

„…Oto On” – pomyślał Juda (…)

– Jak się nazywasz? – spytał Jezus.

– Juda ben Symeon z Kerijoth.

A na to rzekł Jezus:

– Pójdź za mną, Judo z Kerijoth.

Twarz Judy rozpromieniła się. Padł do nóg Jezusowi, który położył na jego głowie rękę.

W tej chwili liczba dwunastu uczniów stała się doskonałą6.

U Brandstaettera Judasz nie tylko zostaje powołany przez Jezusa, ale otrzymuje jego błogosławieństwo (położył na jego głowie rękę) i przyjmuje to z wielką radością (twarz Judy rozpromieniła się)7.

Ostatnie kuszenie nie jest jednak powieścią, która wiernie opowiada historię Chrystusa, wprost przeciwnie! Pisarz pragnie opowiedzieć własną historię – bardziej niż Jezus intryguje go to, co w Ewangelii ukryte i niewypowiedziane. Dlatego tytuł powieści tylko pozornie odsyła do Chrystusa, bowiem dla Kazantzakisa istotniejsze są inne osoby dramatu. Kim jest ten, który kusi? Dlaczego kusi? W jaki sposób? I wreszcie – przez kogo? Stąd centralną postacią Ostatniego kuszenia Chrystusa nie jest Chrystus, ale Judasz. Kazantzakis przedstawia jego historię w sześciu odsłonach (w nawiasach odpowiednie rozdziały):

1. Judasz zelota (I–IX),

2. Judasz milczący (X–XIII),

3. Judasz towarzysz (XIV–XIX),

4. Judasz wierny pies (XX–XXV),

5. Judasz cień – czarna materia (XXVI–XXIX),

6. Ostatnie spotkanie (XXX–XXXIII).

1.

Powieść Kazantzakisa rozpoczyna się od snu. Jezusa nęka koszmarna wizja: ściga go grupa olbrzymów, które nagle przemieniają się w złośliwe karły:

Na szczycie pojawił się rudobrody mężczyzna. Miał bose stopy, czerwoną twarz i pocił się niemiłosiernie (…) śliniąc się z wysiłku i gniewu chciał cisnąć przekleństwo, ale opanował się i tylko wymamrotał ponuro:

– Jak długo, Adonai, jak długo?

(…)

Grupa olbrzymich, gniewnych mężczyzn wielkimi krokami podążała na szczyt (…) Nagle olbrzymy skarłowaciały, pomarszczyły się i poskręcały. Były teraz sapiącymi karłami, gnomami z trudem łapiącymi oddech, a ich brody wlokły się po samej ziemi. Każdy z nich miał dziwne narzędzia tortur (s. 10–11).

Tłumowi przerażających i okrutnych istot – niczym z obrazów Hieronima Boscha – przewodzi rudobrody przywódca, nazywany niekiedy kapitanem. Jezus jeszcze nie wie, że to Judasz. Ale podczas wizyty, którą przyszły zdrajca składa w jego domu w Nazarecie, już odczuwa wyraźny lęk:

Rudobrody zwrócił się do niego:

– Zamknij drzwi – warknął. – Mam ci coś do powiedzenia.

Młodzieniec zadrżał, gdy usłyszał pełen wściekłości głos.

Zamknął drzwi i usiadł pokornie na brzegu warsztatu.

– Przyszedłem – powiedział rudobrody. – Wszystko gotowe (…)

– A ty – ty też jesteś gotowy? (s. 19).

Dlaczego Judasz przychodzi do Jezusa? Przynosi Jezusowi–cieśli ostrzeżenie – jeżeli Jezus nie zaprzestanie ciosania krzyża dla zeloty, którego Rzymianie skazali na śmierć, wówczas spotka go kara. Jednak stanowczość Judasza napotyka na dziwny mur. Wątpliwości, które żywi dotyczą najbardziej istotnej kwestii, tzn. przyjścia Mesjasza. Judasz oczekuje na objawienie się Mesjasza, który będzie wyzwolicielem Izraela spod panowania Rzymian. I – nie jest to wykluczone – ten polityczny Mesjasz oczekuje na odpowiedni moment: pragnie zstąpić na ziemię podczas ukrzyżowania pojmanego zeloty. Wówczas misja Jezusa–cieśli jest jak najbardziej konieczna. Ktoś musi wykonać krzyż, aby dokonało się objawienie Mesjasza.

Judasz przychodzi do Jezusa także z innej przyczyny. Z niepokojem patrzy na młodzieńca z Nazaretu. Wyczuwa w nim tajemnicę, przedziwną moc, która pochodzi od Boga. Dla Judasza Jezus jest zagadką: z jednej strony to marzyciel, lunatyk i odszczepieniec, który pomaga Rzymianom w egzekucji zeloty, a z drugiej człowiek, którego nie można ogarnąć rozumem i którego powołaniem jest… bycie Mesjaszem! Ale niesamowite odkrycie dokonuje się nie tylko w Judaszu:

I wtedy, patrząc na rudego olbrzyma, który stał z szeroko rozpostartymi ramionami, wytrzeszczonymi oczami i nastroszoną czupryną, młodzieniec [Jezus] krzyknął głośno. Przerażający koszmar wychynął z głębi jego umysłu – cała gromada karłów niosących narzędzia używane przy ukrzyżowaniu i wznoszących okrzyki: Za nim chłopcy! Teraz rozpoznał ich rudobrodego kapitana – to był Judasz, Judasz kowal, który spieszył na czele z dzikim śmiechem (s. 24).

Jezus rozpoznaje Judasza, natomiast Judasz dokonuje innego odkrycia – młodzieniec z Nazaretu może być Mesjaszem. Jednak nie ośmiela się postawić pytania: „Jego głos był teraz przepełniony tęsknotą, błaganiem i strachem: Czy to ty… ty…?” (s. 25).

Już wówczas Kazantzakis podkreśla szczególną więź, która łączy Judasza z Jezusem. „Judaszu, Judaszu, mój bracie” – błagalnym głosem zwraca się do niebieskookiego kowala Jezus (s. 23). Choć wydaje się, że nie ma osób bardziej do siebie niepodobnych: Jezus – już za chwilę nauczyciel Ewangelii miłości, oraz Judasz – pełen nienawiści i żądzy zabijania. Jednak Judasz nie jest w Ostatnim kuszeniu pospolitym mordercą. Jest zelotą, czyli żydowskim patriotą walczącym o wyzwolenie Izraela. Kazantzakis wielokrotnie wskazuje na jego związek z ruchem zelotów:

Rudobrody rzucił się z pasją do przodu, tracąc panowanie nad sobą. Chciał krzyknąć Niech żyje wolność! i rozchylił już wargi, ale jego towarzysz Barabasz schwycił go i położył mu rękę na ustach (s. 46);

– Mówię ci, mam dość. Czułem dziś obrzydzenie do siebie. Idź przodem, Judaszu, i pokaż mi drogę. Jestem gotów.

Rudobrody rozejrzał się wkoło i zniżył głos:

– Filipie, potrafiłbyś zabić?

– Człowieka?

– Przecież nie owcę!

– Nie zabiłem jeszcze człowieka, ale chyba bym potrafił… Tak, bez wahania (…) Filip wzdrygnął się. Zrozumiał.

– Czy ty jesteś jednym z nich? Jednym z zelotów? (s. 106);

[Tomasz do Jezusa] Posłuchaj mnie: musimy poradzić sobie z pewnym człowiekiem – z nieuczciwym, po siedmiokroć przebiegłym człowiekiem. Przede wszystkim, strzeż się Judasza Rudobrodego. Zanim opuściłem Nazaret, widziałem jak szeptali z matką ukrzyżowanego zeloty. Później z Barabaszem, z dwoma czy trzema jego przyjaciółmi, nożownikami z Bractwa. Słyszałem, jak wymawiali twoje imię (s. 119–120).

Święte Bractwo wzywa do buntu przeciw Rzymianom i głosi nadejście Mesjasza, który poprowadzi cały naród do walki o wolność:

Nie płaćcie daniny niewiernym. Mamy tylko jednego Pana, Adonai. Zabijajcie każdego Żyda, który złamie święte Pismo, który śmieje się, rozmawia lub pracuje z wrogami naszego Boga, Rzymianami. Atakujcie, zabijajcie, oczyśćcie drogi, aby Mesjasz mógł przejść! Oczyśćcie świat i przygotujcie ulice – On nadchodzi (s. 106).

Judasz należy do Bractwa Świętych Zabójców i tak naprawdę to jedyny sens jego życia. Wyznaje to w przywołanej już rozmowie z Filipem:

Nie wtykaj nosa w nasze sprawy (…) Za kilka dni – trzy lub cztery – znów będę przechodził obok twego obozowiska. Przemyśl dobrze to wszystko, co dziś usłyszałeś. Nic nie rozpowiadaj. Nie zdradź tajemnicy nikomu. Sam musisz podjąć decyzję. Jeśli jesteś mężczyzną i zdecydujesz właściwie, powiem ci na kogo planujemy zamach (…) Do dziś byłeś niczym! Nikogo nie obchodziło, czy żyjesz, czy nie. Ja też taki byłem – nikt – do dnia, kiedy stałem się członkiem Bractwa. Teraz jestem kimś innym – stałem się mężczyzną. Nie ma już rudobrodego Judasza, kowala (…) Teraz służę wielkim rzeczom – słyszysz? – wielkim. A ktokolwiek służy wielkim celom, nawet jeśli jest najmniejszym z maluczkich, staje się wielki (s. 107–108).

Tym, którego ma zabić Judasz jest… Jezus! To on został skazany przez zelotów na karę śmierci. I Judasz – pomimo swoich przeczuć, iż Jezus może być Mesjaszem – jest zdecydowany wykonać wyrok. Judasz zelota rusza na spotkanie ze swoją ofiarą.

2.

Przełom w relacji Judasz – Jezus następuje na pustyni. Jezus udaje się tam, aby opat klasztoru wyjaśnił mu znaczenie snu „o dzikiej pogoni z rudobrodym na czele i biegnącymi za nim karłami z narzędziami tortur” (s. 126). Judasz idzie tam, aby zabić Jezusa. Spotkanie, które powinno być ostatnim, wszystko odmienia. Zbrodnia nie zostaje dokonana, pomimo że wszystko sprzyja Judaszowi: przekupił mnicha, który – jako odpowiedzialny za przyjmowanie w klasztorze gości – wyznacza Jezusowi miejsce nocnego spoczynku obok Judasza. Ta noc powinna być, dla jednego z nich, ostatnia. Morderstwo nie zostaje jednak popełnione.

Nagle Judasz zaczął syczeć – najpierw łagodnie i czule, potem coraz silniej, rozkazująco; syn Marii, który już ułożył się do snu, podskoczył ze strachu (…)

– Judaszu, mój bracie, to ty? – zapytał cicho.

– Oprawco! – warknął Judasz, uderzając gniewnie piętą w ziemię (…)

– Cieszę się, że cię widzę, Judaszu, mój bracie. Jestem gotów (…)

Kowal stęknął i ściągnął wargi. Wcale mu się to nie podobało – dotknięcie bezbronnego gardła napawało go obrzydzeniem. Chciał oporu, walki wręcz: śmierć miała przyjąć na końcu – jak u prawdziwych mężczyzn – jako sprawiedliwa nagroda za walkę.

Syn Marii wyciągnął szyję i czekał. Kowal odepchnął go swą ogromną łapą.

– Dlaczego się nie opierasz? – warknął. – Co z ciebie za mężczyzna. Wstań i walcz! (s. 142).

Dramat Jezusa zmienia się w dramat Judasza. On nie potrafi zrozumieć postawy Jezusa, pragnie być zelotą, a nie przyjacielem i bra–tem. Dlaczego Jezus nie walczy? Dlaczego pragnie oddać swe życie? Porażony bezbronnością swej ofiary Judasz ucieka8. Więcej, powoli dokonuje się w nich szczególna metamorfoza: „Od dnia ucieczki z klasztoru zmienił się nie do poznania” (s. 147).

Nie oznacza to jednak, że nastąpił w Judaszu tajemniczy cud. W miejsce planu zabicia Jezusa pojawia się nowa myśl. Być może rzeczywiście Jezus jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem. Być może to właśnie on – jako człowiek, który nie lęka się własnej śmierci – stanie na czele powstania przeciwko Rzymianom. Judasz postanawia to sprawdzić (zawsze przecież może zlikwidować Jezusa później – na razie „da mu jeszcze jedną szansę”). Z mordercy przemienia się w apostoła Mesjasza, który już nadchodzi. Zbrodniczy Judasz staje się Judaszem pobożnym, ale nadal zamiast modlitwy woli czyny i dlatego rzuca się w wir pracy konspiracyjnej, aby przygotować drogę dla Mesjasza, o którym Jan Chrzciciel nad Jordanem mówi, że jest już blisko. Judasz „krążył po wioskach (…) wchodził do domów, pracował, przysłuchiwał się rozmowom i rejestrował w pamięci słowa i czyny każdego człowieka, aby donieść o wszystkim Bractwu. Gdzież podział się dawny rudobrody – tamten kłótliwy awanturnik!” (s. 147).

Ta zmiana nie oznacza jednak zmiany natury Judasza, ale dotyczy jedynie sposobu postępowania. Judasz jest wciąż ten sam, ale postanawia działać inaczej. Dobrze ilustruje to rozmowa o Judaszu, którą prowadzi Filip ze starym Zebedeuszem:

Wrócił z klasztoru, zdaje się, że chce przywdziać habit. Nie słyszałeś o tym? Kiedy diabeł się zestarzeje, zostaje mnichem. Judasz odwrócił się i posłał Filipowi jadowite spojrzenie, ale nie odezwał się (s. 148),

oraz postawa Judasza do samego Zebedeusza, który „nie był złym człowiekiem, jeśli tylko nie przeszkadzano mu w osiąganiu zysków” (s. 153). Dla rudobrodego jest on symbolem chciwego wyzyskiwacza zainteresowanego tylko własną korzyścią i wygodą:

[Judasz] wzniósł swoje turkusowe oczy na Zebedeusza i ujrzał go pływającego na plecach we własnej krwi wypełniającej prasę do winogron. Całą twarz Judasza okrył uśmiech (s. 149)9.

Poprzednia odsłona w działalności Judasza to życie zeloty. Obecnie stał się milczącym agentem, który postanawia czekać na właściwą chwilę. Nadal Jezus jest dla niego tylko narzędziem w osiągnięciu własnych planów. Widząc, że wokół nauczyciela z Nazaretu zaczynają gromadzić się tłumy, Judasz postanawia oczekiwać na rozwój wypadków. Jego relacja do Jezusa jest ambiwalentna, z jednej strony patrzy na niego z pogardą:

[do Piotra, jako komentarz do wieści, że za Jezusem podążają żebracy:]

„Syn Marii” – odparł z szyderstwem rudobrody (s. 166),

kiedy patrzył na syna Marii w jego zimnych,

stalowych oczach igrały mordercze błyski (s. 167);

z drugiej zaś strony Judasz pełen jest niepokoju, nie wie, co sądzić o Jezusowej nauce o Bogu, który jest Miłością, o jego nieoczekiwanym wezwaniu do miłości nieprzyjaciół:

Judasz oparł się o sosnę i gniewnie tarmosił rudą brodę.

– A zatem, synu cieśli – powiedział sarkastycznie – przyszedłeś tu, aby nam właśnie to powiedzieć? Czy to jest ta wspaniała nowina? Chcesz, byśmy kochali Rzymian, co? Mamy nadstawiać karki, tak jak ty swój policzek i mówić: „Drogi bracie, proszę, zabij mnie” (s. 170);

Jezus dostrzegł zmarszczone czoło rudobrodego i odczytał ukryte myśli.

– Niebo i ziemia to jedno, Judaszu, bracie mój – mówił uśmiechając się do niego. – Kamienie i chmury to jedno. Królestwo niebieskie nie wisi w powietrzu – jest w nas, w naszych sercach. O sercu właśnie mówię. Zmieńcie swoje serca, a niebo i ziemia padną sobie w objęcia, Izraelici i Rzymianie także – i zapanuje jedność.

Ale rudobrody ukrył tylko głębiej swoje oburzenie, z trudem zmuszając się do dalszej cierpliwości. Ten człowiek nie wie, co mówi – mruczał pod nosem. – Żyje w świecie marzeń i pojęcia nie ma, co się wokół niego dzieje. Moje serce odmieni się tylko wraz ze światem wokół mnie. Dopiero gdy Rzymianie opuszczą ziemię Izraela, poczuję ulgę! (s. 179).

Jednak milczący i posępny Judasz nadal należy do grona uczniów Jezusa. Jest inny niż jego pozostali towarzysze, co często jest powodem rozmów apostołów. Jan domaga się interwencji mistrza:

– Wybacz, Rabbi – powiedział – ale nie znajduję w sercu miłości do Judasza. Kiedy się do niego zbliżam, z jego ciała bucha jakaś mroczna siła, jakby tysiące drobnych igieł; niedawno widziałem jak czarny anioł szeptał mu coś do ucha. Ciekawe co mu powiedział?

– Chyba wiem, co to było – westchnął Jezus.

– Co? Boję się, Rabbi. Co takiego?

– Dowiesz się we właściwym czasie. Sam nie wiem tego dokładnie.

– Dlaczego zabierasz go ze sobą, czemu pozwalasz, żeby był z tobą w dzień i w nocy? Dlaczego, gdy zwracasz się do niego, twój głos jest łagodniejszy, niż kiedy przemawiasz do nas?

– Tak musi być, Janie, mój bracie. On potrzebuje więcej miłości (s. 179–180).

Jezus faworyzuje Judasza, traktuje go jako najbliższego powiernika. Jednak niepokorny buntownik zamierza go opuścić:

Synu Marii, nie pasuję do twojej gromady (…) Jestem dziką, bezlitosną bestią. Jestem nieślubnym dzieckiem, moja matka porzuciła mnie w lesie, gdzie piłem mleko wilczycy. Tam stałem się twardy, surowy i szczery. Jeśli kogoś kocham, zrobię dla niego wszystko; gdy kogoś nienawidzę, zabijam go (…) Jestem nawet zdolny zabić kogoś, kogo kocham, jeśli zobaczę, że zbacza z drogi prawdy (s. 185).

Decyzja o porzucenia gromady Jezusa nie zostaje podjęta. Judasz wciąż żywi wątpliwości – nie jest przekonany, kim jest młodzieniec z Nazaretu. Napięcie w rozmowach tych dwóch narasta, Judasz próbuje przekonać Jezusa do walki z Rzymianami:

Nie jestem niewolnikiem, jestem wolnym człowiekiem. Tak to wygląda i lepiej o tym pamiętaj.

– Ale wolność, Judaszu, jest właśnie tym, czego i ja pragnę.

Rudobrody aż podskoczył.

– Chcesz wyswobodzić Izraela od Rzymian?

– Chcę wyswobodzić duszę od grzechu.

Judasz gwałtownie cofnął rękę z ramienia Jezusa i uderzył pięścią w pień oliwnego drzewa.

– Tu rozchodzą się nasze drogi – warknął mierząc Jezusa nienawistnym spojrzeniem. – Najpierw trzeba uwolnić ciało od Rzymian, a potem duszę od grzechu. To jest właściwa droga. Czy ty nią pójdziesz? Domu nie stawia się od dachu, lecz od fundamentów.

– Dusza jest fundamentem, Judaszu.

– Fundament to ciało – i od niego trzeba zacząć. – Uważaj, synu Marii. Już ci to raz powiedziałem, ale powtórzę raz jeszcze: uważaj, obierz właściwą drogę, powiadam ci. Jak myślisz, dlaczego chodzę za tobą? Może lepiej, żebyś się wreszcie dowiedział – po to, żeby wskazać ci drogę (s. 185–186).

– Milczący Judasz traci cierpliwość i przechodzi do natarcia. Teraz to on będzie dyktował warunki – nie pokora i czekanie, ale działanie, wzywanie do wielkiej wojny z okupantem. Jezus staje się jego najsilniejszą bronią. Lud oczarowany naukami nowego proroka zapewne ruszy za nim w walce przeciwko Rzymianom.

3.

Całkowita przemiana Judasza dokonuje się podczas nocnej rozmowy z Jezusem (s. 186–188). Judasz wyjawia, iż widzi w Jezusie zapowiadanego przez proroków Mesjasza. I podejmuje niezwykle ważną decyzję: postanawia udać się do Jana Chrzciciela, aby ten charyzmatyk, który głosi chrzest nawrócenia nad Jordanem, wydał opinię o Jezusie. Jezus… zgadza się:

Judaszu, bracie mój – powiedział – połóż się przy moim boku. Pan przyjdzie pod postacią snu i zabierze nas ze sobą. Jutro, jeśli Bóg tak zechce, wyruszymy o brzasku na poszukiwanie proroka z Judei i cokolwiek postanowi Bóg, tak się stanie. Jestem gotów (s. 187).

W Judaszu dokonuje się niesamowita odmiana. „Słońce padło na jezioro i rozjaśniło świat. Rudobrody szedł na przedzie torując drogę. Za nim podążał Jezus” (s. 188). A w innym miejscu: „Maszerowali przed siebie. Judasz, taszcząc zakrzywiony kij, szedł znowu na przedzie. Jemu śpieszyło się najbardziej” (s. 193) oraz „Odeszli. Przodem szedł Judasz” (s. 210). Jezus „co chwila przywoływał Judasza” (s. 208), zaś pozostali apostołowie coraz bardziej są zależni od niego, co słychać w pytaniu zaniepokojonego Piotra: „Judaszu, powiedz mi w końcu, do–kąd idziemy (…) Przestań sobie żartować, na miłość boską, powiedz mi dokąd idziemy. Boję się zapytać Nauczyciela” (s. 193).

Idą do Jerozolimy. Jednak wcześniej Jezus musi zjawić się przed Janem Chrzcicielem. Ta „próba” jest konieczna, ponieważ właśnie Jan jest dla Judasza prawdziwym prorokiem. A jeśli to nie Jezus jest Mesjaszem? Jeśli to Jan…? Albo cały naród, który musi chwycić za broń? Niepokój Judasza narasta…

Judasz zbliżył się i wziął Jezusa za ramię.

– Słyszysz? Słyszysz? Patrz! Tak przemawia Mesjasz! On jest Mesjaszem!

– Nie, Judaszu, mój bracie – odpowiedział Jezus. – Ten, kto trzyma topór i mówi w ten sposób, tylko toruje drogę dla Mesjasza (s. 214).

Pełen podniecenia Judasz popycha Jezusa i rozkazuje: „Idź, niech cię zobaczy (…) On osądzi” (s. 214). Podczas rozmowy dwóch proroków Judasz przechadza się nerwowo w ciemności. Nie słyszy słów Jana i Jezusa, myśli z lękiem, że oddala się od swojego celu – wywołania wielkiego powstania przeciw Rzymianom. Dlatego, gdy Jezus powraca od Jana, Judasz nie może czekać:

– Synu Dawida, zatrzymaj się! – zawołał. – Dlaczego mnie tak zostawiasz?

Jezus odwrócił się.

– Judaszu, mój bracie – powiedział błagalnym tonem – nie podchodź bliżej.

Muszę być sam.

– Chcę poznać twoją tajemnicę! – powiedział Judasz, podchodząc bliżej.

– Nie spiesz się tak. Poznasz ją we właściwym czasie. Teraz mogę ci tylko powiedzieć, Judaszu, mój bracie: raduj się, wszystko idzie dobrze!

– „Wszystko idzie dobrze” – to dla mnie za mało. Słowa nie zaspokoją głodu wilka. Może ty o tym nie wiesz, ale ja wiem.

– Jeśli mnie miłujesz, bądź cierpliwy. Spójrz na drzewa. Czy spieszą się, by wydać dojrzały owoc? (s. 222).

Zwraca uwagę zmiana tonu w wypowiedzi Judasza. Jezus nie jest już dla niego synem Marii, zwykłym cieślą z Nazaretu, ale – synem Dawida, zesłanym przez Boga Mesjaszem. Dlatego tym gwałtowniej próbuje wedrzeć się w tajemnicę jego misji:

– Nie jestem drzewem, jestem człowiekiem – sprzeciwił się rudobrody podchodząc jeszcze bliżej. Jestem człowiekiem, a człowiek to istota, której się spieszy. Kieruję się własnymi prawami.

Judaszu, prawo Boże jest jednakowe i dla ludzi, i dla drzew. Rudobrody zazgrzytał zębami.

– A jak się nazywa to prawo? – zapytał z przekąsem.

– Czas. Judasz stał bez ruchu, zacisnąwszy pięści (…)

– Bóg żyje wiele lat – zawołał. – Jest nieśmiertelny i dlatego może cierpliwie czekać. Ale ja jestem człowiekiem, istotą, której się spieszy. Nie chcę umrzeć, nie ujrzawszy tego, o czym teraz myślę. Chcę to nie tylko ujrzeć, ale też dotknąć własnymi rękami! (s. 223).

Ta nocna rozmowa jest jednak początkiem nowej epoki. Dla Judasza rozpoczął się czas realizacji jego planów. Chwila zwycięstwa jest blisko. Idzie samotnie na czele grupy apostołów (s. 256). Nawet wiadomość o śmierci Jana Chrzciciela, którą z lękiem przyjmują inni uczniowie, na nim nie wywiera żadnego wrażenia. Więcej, Judasz z wyższością patrzy na apostołów, bowiem czuje, że tylko on jest blisko prawdziwej tajemnicy Jezusa:

Dzięki ci, Boże Izraela, że nie stworzyłeś mnie na ich podobieństwo. Urodziłem się na pustyni, jestem wykuty z beduińskiego granitu, a nie z miękkiej gleby Galilei (…) ja – dzikus, diabeł, zabijaka – ja go nie opuszczę (s. 258);

Judasz splunął ze złością i walnął pięścią w drzwi.

– Przeklęci wyznawcy (…) Pewnego dnia każdy z was go zdradzi – zapamiętajcie sobie moje słowa – a ja jeden pozostanę mu wierny (s. 260).

Judasz podjął decyzję. Wraz z Jezusem dokona wyzwolenia Izraela. Dlatego nagłe spotkanie z Barabaszem10, który przypomina o konieczności zabicia Jezusa, nie zmienia sytuacji. Od tej chwili już nie przynależność do Bractwa, służba ojczyźnie w ramach ruchu zelotów, ale droga za Jezusem staje się dla Judasza najistotniejsza:

– Co zamierzasz? Bractwo pragnie jego śmierci, jeśli chcesz wiedzieć. To szpieg Rzymian: płacą mu, żeby wykrzykiwał o królestwie niebieskim i odwracał uwagę ludzi od ziemi i naszej niedoli. A ty… co zamierzasz?

– Nic. Mam własne rachunki di wyrównania. No już, wynocha! (s. 265).

Potężna i ślepa nienawiść do Rzymian zamienia się w Judaszu w nieoczekiwane uwielbienie dla Nazarejczyka. Jednak nadal niesie on w swoim sercu wątpliwości.

4.

Dla Judasza Jezus staje się nowym Janem Chrzcicielem. Stąd pełne napięcia oczekiwanie: „To on zabił Chrzciciela, on, on (…) zagrabił jego ciało, ale czy wziął także duszę i nieokiełznane słowa? Zaraz przemówi, a wtedy się okaże…” (s. 268). Pomimo wielu niewiadomych, Judasz już podjął decyzję – pójdzie za Jezusem aż do końca, tylko on jest w stanie dotrzymać mu kroku w wypełnieniu Bożego posłannictwa.

– Idziesz, Judaszu? – zagadnął [Jezus].

– Będę z tobą aż do śmierci. Wiesz o tym.

– To nie dosyć! Słyszysz? Nie dosyć. Po śmierci też! … Chodźmy! (s. 269).

Ta pewność – pomimo nieustannej walki, która toczy się w sercu Judasza – pozwala mu na podjęcie obowiązków apostoła. Judasz staje się przewodnikiem dla idących ku Jerozolimie apostołów.

Rudobrody Judasz znowu prowadził, pogwizdując. Od lat nie czuł w sercu takiego zadowolenia. Twarz Nauczyciela, jego głos i gwałtowność, którą przejawiał odkąd wrócił z pustyni, cieszyły go ogromnie. To on zabił Chrzciciela – powtarzał Judasz w duchu. – Przyjął go w swoje ciało – baranek i lew połączone w jednym. Czy Mesjasz może być jednocześnie barankiem i lwem, jak starożytne potwory?… (s. 270).

W sposób szczególny Judasz podziwiał siłę Jana Chrzciciela, który chrzcił wodą – teraz Jezus przynosi większy chrzest: chrzest ogniem. Stąd nawet w prostych słowach i gestach Judasz dostrzega znaki:

[Gdy Jezus wzniósł swoje ramię] wysoko i z całą mocą opuścił, towarzysze przelękli się. Twarz Judasza była lśniąca ze szczęścia i czerwona jak burak. Złapał dłoń Jezusa i ucałował ją.

– Rabbi! – krzyknął. – Widziałem! Widziałem! To topór Chrzciciela! (s. 272).

Powiernik Jezusa, który z wyższością (i dzikim wzrokiem) patrzy na resztę apostołów, śmieje się z nich, gdy po głoszeniu Ewangelii powracają pobici, staje się także jego strażą przyboczną, z zeloty zmienia się w ochroniarza, gdy Chrystusowi zagraża niebezpieczeństwo:

– Wynocha – warknął – albo będziecie mieli ze mną do czynienia (…)

Judasz złapał najsilniejszego z mężczyzn, przystawił mu nóż do gardła, ale Jezus w porę odciągnął rudobrodego.

– Judaszu, mój bracie – wykrzyknął. – Bez krwi! Żadnej krwi!

– A co, woda? – odparł wściekle rudobrody. – Zapomniałeś, że niesiesz topór?

Nadszedł czas (s. 282–283).

Dlatego nie dziwią pełne złości wyrzuty, które stawia Jezusowi:

Wiesz dobrze, że nie za tobą idę, a za tym toporem (s. 274);

(Po uzdrowieniu córki setnika)

Trwonisz swoją moc na niewiernych. Pomagasz naszym wrogom (s. 294);

Wpierw musimy wypędzić Rzymian (…) Rozpętaj powstanie!

Przypomnij sobie Machabeuszy! Wypędzili Greków. Teraz nasza kolej (s. 316).

Te, wypowiadane z gniewem i złością, słowa przeplatają się z przejawami uwielbienia. Gdy Chrystus głosi, że świat obróci się w popiół, a potem Bóg zasadzi nową winnicę,

Judasz rzucił się naprzód i uścisnął rękę Jezusa.

– Rabbi – wyszeptał z nieoczekiwaną czułością – mój Rabbi…

Nigdy w życiu Judasz nie zwracał się do nikogo tak czule (s. 322).

Począwszy od XXV rozdziału, mówiąc o Judaszu, Kazantzakis sięga po formułę „wierny pies”11. Judasz stale towarzyszy Jezusowi i otacza go opieką. Wie, a może tylko intuicyjnie przeczuwa, iż stanie się coś wielkiego, wydarzy się coś najważniejszego w jego życiu i historii całego Izraela:

– Pójdę za tobą, Mistrzu, nie opuszczę cię – przerwał Judasz.

– Dobrze, chodź – powiedział Mistrz. – I ja ciebie nie opuszczę.

– I odeszli w stronę Jerozolimy, Jezus z centurionem, a za nimi, jak pies pasterski, szedł Judasz (s. 341).

Wraz z narastającą czułością i oddaniem, w Judaszu pojawia się nowy niepokój. Zaczyna dojrzewać w nim przekonanie, że został powołany do misji, której tylko on może podołać:

Pewnego dnia, gdy Judasz spytał go, kiedy w końcu odrzuci jagnięcą skórę, żeby lew mógł ukazać się w pełnej chwale, Jezus potrząsnął głową i uśmiechnął się z niewypowiedzianą goryczą. Od tego czasu Judasz nie opuszczał go na krok (s. 347–348).

Judasz czuje, że chwila ostatecznej rozgrywki jest już blisko.

5.

Punkt kulminacyjny relacji Judasz – Jezus w powieści Kazantzakisa stanowi rozmowa, w której Jezus powierza Judaszowi swoją tajemnicę. W Ewangelii „szatan wszedł w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu. Poszedł więc i umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży, jak ma im Go wydać. Ucieszyli się i ułożyli się z nim, że dadzą mu pieniądze. On zgodził się” (Łk 22, 3–6). „Odtąd szukał dogodnej sposobności, jak by Go wydać” (Mk 14, 11). W Ostatnim kuszeniu inicjatywa należy do Jezusa – to on zleca ostatniemu apostołowi misję:

– Judaszu – odpowiedział Jezus po chwili głębokiego milczenia – powierzę ci straszliwą tajemnicę.

Judasz pochylił głowę, otworzył usta i czekał.

– Jesteś najsilniejszy z nas wszystkich. Chyba tylko ty będziesz w stanie to udźwignąć. Nie powiedziałem nic innym i nie powiem. Oni nie wytrzymaliby tego.

Judasz zaczerwienił się z zadowolenia.

– Dziękuję za zaufanie, Rabbi – powiedział. – Mów. Zobaczysz, nie przyniosę ci wstydu (…)

– Judaszu – powoli odpowiedział mu Jezus. – Mój bracie, ja jestem tym, który ma umrzeć.

– Ty? – spytał Judasz, wzdrygając się. – To nie jesteś Mesjaszem?

– Jestem.

– Nie rozumiem! – odparł Judasz, raniąc palce o kamienie.

– Nie krzycz, Judaszu. Tak ma być. Żeby ocalić świat, muszę umrzeć, całkowicie z własnej woli (s. 349–350).

Zdruzgotany Judasz jest o krok od załamania. Jezus jest Mesjaszem, ale nie na takiego czekał Judasz. „Pragnął Mesjasza z mieczem, na którego zawołanie pokolenia martwych powstałyby z grobów w dolinie Jozafata (…) Mesjasz siedziałby na tronie Dawida, a świat byłby poduszką pod jego stopami. To był Mesjasz, jakiego oczekiwał Judasz Iskariota” (s. 350). Ale zamiast wybuchu – Judasz odkrywa sens tajemnicy. Wszystko zostało już zdecydowane. To Bóg prowadzi Jezusa i Judasz musi wziąć udział w ostatniej odsłonie jego misji. Gwałtownik i zelota zmienia się w przyjaciela Mesjasza, współuczestnika jego ostatnich godzin:

Chciał wyrzucić z siebie ostre słowa sprzeciwu, które paliły mu język. Może udałoby mu się wpłynąć na Jezusa, żeby nie szedł drogą śmierci. Z ust wyrwał mu się jednak okrzyk przerażenia: postać Jezusa rzucała ogromny cień. Nie był to jednak cień człowieka, ale wielkiego krzyża.

– Spójrz – powiedział i wskazał na cień.

Jezus zadrżał.

– To nic, Judaszu, mój bracie. Nic nie mów.

I tak oto, w milczeniu, ramię w ramię, zaczęli wspinać się drogą wiodącą do Betanii. Pod Jezusem uginały się kolana i Judasz musiał go podtrzymywać. Nic nie mówili (s. 351).

Poczucie wyższości, bycia wybranym, narasta w Judaszu. Gdy apostołowie pytają go o rozmowę Jezusa z Piłatem, „Judasz nie chciał na nich nawet patrzeć (…) gardził nimi; mógł teraz rozmawiać tylko z Jezusem. Straszliwa tajemnica połączyła ich i oddaliła od innych” (s. 355).

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com