90,00 zł
Imponująca rozmachem, pasjonująca i pełna rzetelnej wiedzy panorama dziejów Afryki od starożytności po czasy współczesne.
Ceniony historyk Martin Meredith odmalowuje 5000 lat wspólnoty dziejów tego niezwykłego kontynentu i jego mieszkańców. Śledzi powstanie i upadek starożytnych królestw i imperiów, rozprzestrzenianie się religii uniwersalistycznych – chrześcijaństwa i islamu, ukazuje znaczenie bogactw materialnych (ropy, złota, diamentów) oraz wpływ czynników zewnętrznych (odkrywców, misjonarzy, awanturników) na bieg wydarzeń politycznych, społecznych i gospodarczych. Szczególną uwagę poświęca kwestii niewolnictwa oraz konsekwencjom europejskiej kolonizacji, przy czym nie zawęża zjawiska niewolnictwa do handlu transatlantyckiego, lecz przywraca też pamięć o ofiarach – głównie pochodzenia azjatyckiego lub bałkańskiego – berberyjskich korsarzy. Podobnie, omawiając zjawisko kolonializmu, Meredith nie ogranicza się do działań mocarstw zachodnioeuropejskich, ale opisuje też rolę imperium osmańskiego w podboju Afryki.
Mocną stroną książki jest galeria barwnych postaci, których sprawczość odbiła się na historii kontynentu; od św. Antoniego – najsławniejszego pustelnika pierwszych wieków chrześcijaństwa, poprzez mansę Musę – władcę średniowiecznego imperium Mali (być może najbogatszego człowieka epoki), po prominentnych polityków afrykańskich, takich jak Nelson Mandela, Kwame Nkrumah, Léopold Senghor czy Félix Houphouët-Boigny, którzy odegrali kluczową rolę w budowie Afryki postkolonialnej. Autor rzetelnie, często surowo, ocenia rolę współczesnych elit afrykańskich, upatrując w nich jedną z przyczyn obecnej sytuacji kontynentu, nie pomija jednak często fatalnych skutków decyzji europejskich kolonizatorów, które legły u podstaw wielu tragedii Afryki, jak choćby w Kongo czy w Rwandzie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 1051
Rok wydania: 2025
Tytuł oryginału
The Fortunes of Africa: A 5000-Year History of Wealth, Greed, and Endeavor
Redaktor prowadząca
Elżbieta Brzozowska
Redakcja
Helena Kamińska / ADK-MEDIA
Korekta
Bernadeta Lekacz
Opracowanie map
Radosław Kierełowicz vel Kieryłowicz
Wybór ilustracji
Ewa Mazur
Projekt okładki i stron tytułowych
AKC / Ewa Majewska
© Copyright by Martin Meredith, 2014
© Copyright for this edition by Państwowy Instytut Wydawniczy, 2025
Księgarnia internetowa www.piw.pl
www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy
Wydanie pierwsze, Warszawa 2025
Państwowy Instytut Wydawniczy
ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa
tel. 22 826 02 01
ISBN: 978-83-8196-634-4
Już od czasów faraonów Afryka była obiektem pożądania ze względu na swoje bogactwa. Piramidy w dolinie Nilu uważano za cud świata nie tylko z uwagi na geniusz ich architektów i budowniczych; stanowiły także symbol bogactwa egipskich władców, którzy wznieśli je jako swoje schody do życia pozagrobowego.
Krążące przez całe tysiąclecia wieści o bogactwach Afryki przyciągały odkrywców i zdobywców z dalekich krain. Biblijne opowieści o złocie i drogich kamieniach, jakie królowa Saby złożyła w darze królowi Salomonowi, gdy odwiedziła go w Jerozolimie w X wieku p.n.e., przyczyniły się do powstania legendy o przebogatej krainie Ofir. Trzy tysiące lat później baśnie te pchnęły do Afryki europejskich poszukiwaczy złota. Tak rozpoczął się podbój południa kontynentu.
Ziemi pożądano nie mniej niż złota. Rzymskie kolonie w północnej Afryce dostarczały zboża, którym żywiło się rosnące miasto. Jednej ze swoich nadbrzeżnych prowincji Rzymianie nadali miano Africa, co znaczy ziemia Afrów; tak bowiem zwało się berberyjskie plemię mieszkające na obszarze dzisiejszej Tunezji. W ślad za Rzymianami pojawili się najeźdźcy arabscy; pierwsza ich fala przybyła na kontynent w VII wieku, ostatecznie wypierając lokalne wodzostwa w większości północnej Afryki. Nadbrzeżny region, który niegdyś Rzymianie nazwali Africa, po arabsku nazywał się Ifrikijja.
Kiedy w XV wieku europejscy żeglarze rozpoczęli eksplorację atlantyckiego wybrzeża Afryki, objęli tą nazwą cały kontynent. Z początku pragnęli jedynie znaleźć drogę morską do kopalni złota w Afryce Zachodniej, z których – takie krążyły pogłoski – wyruszały karawany wielbłądów objuczonych złotem, by przez pustynię zwaną Sahara dotrzeć do portów handlowych na afrykańskim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Zainteresowanie Europejczyków zachodnioafrykańskim złotem wzmogła wizyta władcy imperium Mali, mansy Musy, w Kairze w 1324 roku. Malijski mansa podczas pielgrzymki do Mekki zatrzymał się w Egipcie i tak hojnie rozdawał tam złoto, że zrujnował lokalny rynek pieniężny na ponad dziesięć lat. Europejscy kartografowie nie przegapili tego faktu. Wizerunek Musy zdobi atlas z 1375 roku, znany jako Atlas Kataloński, jeden z najwcześniejszych europejskich zestawów map zawierających wiarygodne informacje o Afryce. Podpis pod wizerunkiem władcy brzmi: „Tak obfite jest złoto, które znajduje się w jego kraju, że jest on najbogatszym i najszlachetniejszym królem na całej ziemi”. Według współczesnych szacunków mansa Musa był najbogatszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył na kuli ziemskiej; był bogatszy nawet od dzisiejszych miliarderów
Kolejnym wysoce pożądanym towarem, w jaki obfitowała Afryka, byli niewolnicy. Niewolnictwo występowało powszechnie w wielu afrykańskich społeczeństwach. Jeniec wojenny zazwyczaj stawał się niewolnikiem; budujący własne państwa afrykańscy wodzowie używali jeńców jako robotników i żołnierzy. Handel niewolnikami na duże odległości, który miał trwać ponad tysiąc lat, nadał temu procederowi nowy, przerażający wymiar. Począwszy od IX wieku niewolnicy z Czarnej Afryki byli prowadzeni karawanami przez Saharę, przewożeni przez Morze Czerwone, z jego wschodniego wybrzeża gnani dalej i sprzedawani na targach Lewantu, Mezopotamii, Półwyspu Arabskiego i Zatoki Perskiej. Śródlądowy handel niewolnikami przeznaczonymi na sprzedaż za granicę prowadzili w większości afrykańscy handlarze i watażkowie. W XVI wieku europejscy kupcy rozpoczęli handel transatlantycki, przewożąc niewolników statkami do obu Ameryk. Fortuny rosły na obu końcach tego szlaku. Szacuje się, że do końca XIX wieku przedmiotem handlu afrykańskimi niewolnikami stało się łącznie około 24 milionów mężczyzn, kobiet i dzieci.
Kontynent afrykański był także głównym światowym dostawcą kości słoniowej. Przez wieki największy popyt na afrykańską kość słoniową był w Azji, na rynkach indyjskich i chińskich. Jednak w XIX wieku, gdy rewolucja przemysłowa w Europie i Ameryce Północnej nabrała rozpędu, kość słoniową zaczęto wykorzystywać do produkcji klawiszy fortepianowych, kul do gry w bilard, instrumentów naukowych i szerokiej gamy artykułów gospodarstwa domowego. To uczyniło z niej jeden z najbardziej dochodowych towarów na świecie.
Chciwy i przebiegły europejski monarcha, Leopold II król Belgów, zamierzał zbudować prywatny majątek na handlu kością słoniową, ogłaszając się „suwerenem Wolnego Państwa Kongo”, czyli ponad dwóch milionów kilometrów kwadratowych w dorzeczu Konga. Kiedy zyski z handlu kością słoniową zaczęły maleć, Leopold zwrócił uwagę na inny towar, na który właśnie rósł popyt. Był to kauczuk. Podporządkował gospodarkę całej kolonii pozyskiwaniu kauczuku. Kosztem życia kilku milionów Afrykańczyków król Belgów stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie.
Walkę o afrykańskie terytoria, jaka rozgorzała wśród europejskich mocarstw pod koniec XIX wieku, zapoczątkowało głównie – chociaż nie wyłącznie – dążenie Leopolda do zdobycia tego, co był on łaskaw nazwać „kawałkiem tego magnifique gâteau africain”, wspaniałego afrykańskiego tortu. Do tego czasu działalność Europejczyków w Afryce ograniczała się głównie do małych, izolowanych enklaw handlowych na wybrzeżu, a europejskie osadnictwo zapuściło korzenie jedynie wzdłuż śródziemnomorskiego wybrzeża Algierii i na samym krańcu południowej Afryki. Teraz jednak cała Afryka stała się przedmiotem zaciekłej rywalizacji.
W ciągu dwudziestu lat – głównie w nadziei na korzyści gospodarcze, lecz także ze względu na prestiż narodowy – europejskie mocarstwa weszły w posiadanie praktycznie całości kontynentu. To oczywiście wywołało opór i w nieomal każdym jego zakątku wybuchły wojny. Wielu afrykańskich władców, którzy sprzeciwili się kolonialnym rządom, zginęło w walce, zostało straconych lub wygnanych po klęsce. W końcowym akcie podziału kontynentu Wielka Brytania, wówczas stojąca u szczytu swej imperialnej potęgi, zapragnęła położyć rękę na najbogatszym złożu złota, jakie kiedykolwiek odkryto, i sprowokowała wojnę z dwiema republikami burskimi w południowej Afryce. Spuścizna goryczy i nienawiści, jaką wojna ta pozostawiła wśród Afrykanerów, przetrwała przez kilka pokoleń.
Pod koniec tej batalii o ziemię europejskie mocarstwa scaliły około dziesięciu tysięcy afrykańskich państw w zaledwie czterdzieści kolonii. Prawie wszystkie nowe terytoria były sztucznymi bytami, z granicami wytyczonymi bez zwracania uwagi na istniejące tam niezliczone monarchie, wodzostwa i inne społeczności. Większość kolonii obejmowała dziesiątki różnych grup, które nie miały wspólnej historii, kultury, języka ani religii. Niektóre z nich powstały w poprzek wielkiej przepaści między pustynnymi regionami Sahary a pasem lasów tropikalnych na południu, łącząc żywiące do siebie skrytą wrogość ludy muzułmańskie i niemuzułmańskie. Jednakże wszystkie te sztuczne terytoria przetrwały, tworząc podstawę współczesnych państw afrykańskich.
Rządy kolonialne przyniosły bezlik zmian. Europejskie władze budowały drogi i linie kolejowe, próbowały stymulować wzrost gospodarczy i dać nowym terytoriom samowystarczalność. Ustanowiono nowe wzorce działalności gospodarczej. Afrykańskie kolonie stały się znaczącymi eksporterami towarów rolnych, takich jak bawełna, kakao i kawa. Na wyżynach wschodniej i południowej Afryki europejscy osadnicy weszli w posiadanie ogromnych połaci ziemi, kładąc podwaliny pod komercyjne rolnictwo na dużą skalę. Największą uwagę przyciągały jednak zasoby surowców mineralnych Afryki. Odkrycie ogromnych złóż w Katandze opisano jako „prawdziwy skandal geologiczny”. Okazało się, że Afryka posiada nie tylko obfitość złota, diamentów i miedzi, ale także wiele innych cennych kopalin, w tym ropę naftową.
Spodziewano się, że rządy kolonialne będą istnieć wieki, ale okazało się, że były tylko przerywnikiem w historii Afryki: przetrwały niewiele ponad siedemdziesiąt lat. W obliczu narastającej fali antykolonialnych protestów i powstań rządy europejskie przekazały swoje afrykańskie terytoria ruchom niepodległościowym. Częścią spuścizny kolonialnej były systemowe ramy szkolnictwa, usług medycznych i infrastruktury transportowej państw afrykańskich. Zachodnia edukacja oraz umiejętność czytania i pisania przekształciły społeczeństwa Afryki tropikalnej. Powstało jednak tylko kilka wysp nowoczesnego rozwoju gospodarczego, z których większość ograniczała się do obszarów przybrzeżnych lub przedsiębiorstw górniczych na takich obszarach, jak Katanga i pas złóż miedzi w Zambii. Znaczna część interioru pozostawała niezagospodarowana, odległa i odcięta od kontaktu z nowoczesnym światem. Co więcej, europejskie władze zniknęły, lecz europejskie firmy zachowały kontrolę nad budowanymi przez pół wieku imperiami biznesowymi. Prawie cała nowoczesna produkcja, bankowość, handel importowo-eksportowy, żegluga, górnictwo, plantacje i przedsiębiorstwa drzewne pozostały w rękach zagranicznych korporacji. Widząc zbliżający się kres swojego panowania w koloniach, Europejczycy zastosowali starą zasadę: „Dajcie im parlament, a banki zachowajcie dla siebie”.
Era niepodległości, jaka rozpoczęła się w latach pięćdziesiątych, wywołała ogromną radość Afrykańczyków oraz spotkała się z aprobatą społeczności światowej. Afrykańscy przywódcy z energią i entuzjazmem przystąpili do realizacji zadań związanych z rozwojem. Wszystko zapowiadało się pięknie. Ale jutrzenka swobody szybko zgasła. Nowe państwa afrykańskie nie były „narodami”; nie posiadały etnicznego, klasowego czy ideologicznego spoiwa, które trzymałoby je razem. Po wygaśnięciu zapału, jaki towarzyszył obaleniu rządów kolonialnych, na pierwszy plan wysunęły się układy i koneksje, stare powiązania i dawne ambicje, często wykorzystywane przez polityków do własnych celów. Afrykańscy przywódcy zaczęli skupiać się na zdobyciu monopolu na władzę. Swoje państwa kontrolowali, tworząc systemy klienckie. Elity rządzące wykorzystywały każdą okazję do wzbogacenia się, bez żadnych zahamowań grabiąc aktywa państwowe. Całe dekady upływały bezproduktywnie – zasoby trawiła korupcja i nieudolność władz, czas marnowano na konflikty wewnętrzne.
Pomimo wysokiego ryzyka i potencjalnych kłopotów związanych z eksploatacją pokusa zagarnięcia bogactw Afryki pozostaje tak samo silna w XXI wieku, jak była w przeszłości. Obok zachodnich korporacji na rynku pojawili się nowi gracze. Rosnąca potęga gospodarcza Chin i innych krajów azjatyckich spowodowała wzrost popytu na afrykańskie zasoby ropy naftowej i surowców mineralnych. Ziemia ponownie stała się cennym towarem. Aby zabezpieczyć dostawy żywności, zagraniczne korporacje weszły w posiadanie ogromnych majątków ziemskich w Afryce, podobnie jak niegdyś Rzymianie.
Jednak znaczna część zasobów finansowych generowanych przez działalność podmiotów zagranicznych odpływa poza kontynent. Afrykańskie elity rządzące dodatkowo drenują swoje kraje z funduszy, przechowując ogromne sumy na rachunkach bankowych i w nieruchomościach za granicą. Bank Światowy szacuje, że 40 procent prywatnego majątku Afryki jest przechowywane poza nią. Afryka pozostaje zatem kontynentem o ogromnym potencjale, ale ograniczonych perspektywach.
Kompilując swoje encyklopedyczne dzieło Historia naturalis, rzymski uczony Pliniusz Starszy nawiązał do greckiego powiedzenia, które przytoczył Arystoteles w IV wieku p.n.e., odnoszącego się do obfitości występujących w Afryce osobliwych zwierząt: „Ex Africa semper aliquid novi”1, czyli „Z Afryki zawsze coś nowego przychodzi”. Nic w tym dziwnego: Afryka jest rzeczywiście kontynentem o wielkiej różnorodności. Posiada mnogość krajobrazów i kultur. Mówi się tam około 1500 językami. Zagrożenia, jakie stwarza, są równie zróżnicowane. Znaczna część Afryki ma surowy i zmienny klimat. Częstotliwość i obfitość opadów deszczu trudno przewidzieć, dokuczają długotrwałe susze. Jej tereny są trudne do pokonania, gleby – słabe. Na ludzi i zwierzęta czyha mnóstwo chorób. Ale to, co również wyróżnia Afrykę na tle innych kontynentów, to ogromne bogactwo zasobów naturalnych. To właśnie ta obfitość odegrała tak znaczącą rolę w kształtowaniu losów Afryki w ciągu ostatnich pięciu tysięcy lat. Aby ogłosić „nowiny o złotych czasach, dniach pełnych wesela”, Shakespeare nie bez kozery przywoływał obraz przebogatego kontynentu: „To, o czym mówię, to skarby Afryki”2.
Nad pustynnymi równinami w południowo-zachodnim zakątku Egiptu wznoszą się wysokie klify płaskowyżu Dżilf Kabir (Hadabat al-Dżilf al-Kabir). To tajemnicze miejsce. Płaskowyż znajduje się w samym środku najbardziej jałowej i niegościnnej części Sahary, największej pustyni na świecie, która rozciąga się na całą szerokość Afryki: od Oceanu Atlantyckiego do Morza Czerwonego. Dzisiaj na skalistym pustkowiu Dżilf Kabir nikt nie mieszka. Jednak prehistoryczne malowidła i ryty przedstawiają tańczących, polujących, pływających i nurkujących ludzi. To dowodzi, że kiedyś było tu inaczej. Jako świadectwo swego istnienia dawni mieszkańcy Dżilf Kabir pozostawili również wiele odcisków dłoni o rozczapierzonych palcach, a na północnym krańcu płaskowyżu zbudowali krąg z kamieni. Kamienie te ustawili zgodnie z astronomicznymi wyliczeniami: dawno temu na Dżilf Kabir obserwowano gwiazdy.
Kiedyś na Saharze nie brakowało wody. Była to ziemia trawiastych sawann, jezior i rzek oraz obfitych opadów deszczu. Zamieszkiwali ją koczowniczy pasterze bydła i myśliwi. Było to też królestwo dzikiej fauny o ogromnej różnorodności: słoni, żyraf, nosorożców, hipopotamów i wielkich bawołów. Jednak około 7000 lat temu pas opadów napędzanych wiatrem znad południowego Atlantyku zaczął stopniowo przesuwać się na południe. Klimat stał się suchy i to zmusiło pasterskie plemiona do migracji. 6000 lat temu znaczna część Sahary była już niezdatna do zamieszkania, jej krajobraz zredukował się do nagich skał i ruchomych wydm. Mieszkańcy Dżilf Kabir, podobnie jak inne społeczności wschodniej Sahary, porzucili swoje dotychczasowe siedziby i skierowali się w stronę Nilu. Poza kilkoma oazami na jałowym pustkowiu było to jedyne źródło wody w regionie.
Pasterze z Sahary, przynoszący ze sobą zwyczaj rzeźbienia w kamieniu i znajomość ruchu gwiazd, osiedlali się wśród ludów doliny, które na terenach zalewowych Nilu uprawiały już rośliny zbożowe – pszenicę, jęczmień i proso. Szybko rosło zaludnienie doliny Nilu, wąskiego pasa żyznej ziemi z obu stron ograniczonego pustynią.
Około 5500 lat temu dolina Nilu na całej swej długości – od pierwszej katarakty, nieprzebytych bystrzyn w pobliżu współczesnego miasta Asuan, aż do bagien w jego delcie, gdzie rzeka dzieliła się na siedem odnóg – była pokryta ciągiem wiosek. Z czasem kilka ich skupisk rozwinęło się w otoczone murami miasta. Miasta stały się ośrodkami kultu lokalnych bogów. Aby zapewnić płodność ziemi, a tym samym stabilność życia mieszkańców, należało składać tym bogom przebłagalne ofiary. Rozwijały się idee religijne: od wiary w magiczną moc przedmiotów, poprzez wiarę w magiczną moc zwierząt, takich jak jastrząb, szakal, wąż i krokodyl, aż po wiarę w bogów o zwierzęcych głowach i ludzkich ciałach.
Nowe społeczeństwa, które pojawiły się w dolinie Nilu, stawały się coraz bardziej hierarchiczne. Szczyt tej hierarchii zajmowała niewielka, bogata elita, która sprawowała władzę nad tłumem poddanych, kontrolowała handel i sieć dostaw, a także obejmowała mecenatem nową klasę społeczną: wykwalifikowanych rzemieślników, znających się na obróbce tak twardego, jak i miękkiego kamienia lub wytwarzających przedmioty osobiste z miedzi, złota, srebra i kości słoniowej. Wytwórcy ceramiki zaczęli malować skomplikowane wizerunki na misach, garnkach i wazach. W ten sposób rozwijała się praktyka ilustracji i projektowania, z której z czasem wyłoniło się pismo hieroglificzne.
Elita ulegała także coraz silniejszym wpływom koncepcji zmartwychwstania. Zwyczaje pogrzebowe, przygotowujące zmarłego do życia w zaświatach, stawały się bardziej wyszukane. Bogacze znad Nilu wydzielali dla siebie osobne cmentarze, gdzie grobowce były wspaniale zdobione i wypełnione cennymi przedmiotami. Ciała zmarłych mumifikowano: balsamowano je i owijano w lniane płótna nasączone żywicą, aby ich nieśmiertelnym duszom zapewnić wieczne trwanie.
Życie i śmierć zwykłych mieszkańców doliny Nilu pozostały proste. Większość z nich uprawiała ziemię i łowiła ryby na własne potrzeby, a mieszkała w glinianych lepiankach. Nadwyżki produktów rolnych, jakie powstawały w ich wioseczkach, były wysoko opodatkowane. Mieli oni także obowiązek dostarczać siłę roboczą do wykonania projektów rządowych. Ich ciała grzebano w dołach wykopanych w piasku, bez trumny i wyposażenia grobowego.
Poziom opadów był tak znikomy, że los społeczności zamieszkujących dolinę Nilu zależał całkowicie od corocznych wylewów rzeki. Każdego roku na wyżynach w głębi Afryki padały rzęsiste monsunowe deszcze. Wtedy rzeka gwałtownie wzbierała, osiągając szczyt w lipcu i sierpniu, a we wrześniu cofała się, umożliwiając rolnikom sadzenie upraw. Plony dojrzewały w miesiącach zimowych, a wiosną je zbierano. W dobrych latach tereny zalewowe, wzbogacone osadami mułu, dawały ogromne nadwyżki rolne. Stale jednak groziło nadejście złych lat. Powodzie niszczyły domostwa i zatapiały pola. Gdy wody Nilu nie wezbrały dostatecznie, ziemia pozostawała spieczona i jałowa, a wtedy nastawał głód. W późniejszych relacjach biblijnych będzie mowa o „siedmiu latach tłustych i siedmiu latach chudych”.
Rytm wzbierania i opadania wód Nilu wpływał na całe życie. Wśród wielu lokalnych bóstw i duchów domowych, czczonych przez nilowe społeczności, ważną rolę odgrywał Hapi, pan rzeki i jej wylewów. Wzbieranie Nilu powszechnie nazywano „przybyciem Hapi”, które wieśniacy świętowali, wrzucając do rzeki ofiary, amulety i inne dary w nadziei, że dzięki temu bóg ześle im rok obfitości.
Nil służył również jako arteria komunikacyjna i handlowa, nić łącząca odległe społeczności. Żeglugę ułatwiały nie tylko skierowane na północ prądy rzeki, lecz także dominujące wiatry, które wiały ku południowi. Wyprawiano się łodziami na dalekie południe, aby pozyskać luksusowe surowce: kość słoniową, heban, kadzidło i skóry egzotycznych zwierząt. Z północy na południe płynęły sztabki miedzi i wonne olejki.
W miarę jak społeczeństwa doliny Nilu stawały się coraz bardziej zorganizowane, tempo innowacji przyspieszało. Około 5100 lat temu elita rządząca rozpoczęła eksperymenty z rodzimym systemem pisma obrazkowego przy użyciu hieroglifów. Najwcześniejsze znane nam przykłady egipskiego pisma znaleziono na kościanych etykietkach przymocowanych do elementów wyposażenia grobowego w ozdobnym grobowcu lokalnego możnowładcy, którego pochowano na królewskim cmentarzu w Abydos, niedaleko starożytnego miasta Tinis (w okolicach dzisiejszego miasta Dżirdża), około 3100 roku p.n.e. Wczesne teksty zapisane są na glinianych tabliczkach; znaki ryto w mokrej glinie, a później tabliczkę suszono. Następnie Egipcjanie opracowali prototyp papieru, wytwarzany ze zmiażdżonych, splecionych z sobą łodyg papirusu.
Przez kilka stuleci trzy małe królestwa w dolinie Nilu rywalizowały ze sobą o ziemię i kontrolę nad handlem. Z upływem czasu królowie Tinis rozszerzyli swoją władzę na całą dolinę Nilu, czyli obszar z czasem nazwany Górnym Egiptem. Później królowie Górnego Egiptu ruszyli na północ, rozpoczynając podbój Dolnego Egiptu, czyli delty Nilu – aluwialnej równiny w kształcie wachlarza, rozciągającej się aż do wybrzeży Morza Śródziemnego.
Zjednoczenie Górnego i Dolnego Egiptu, które miało miejsce prawie 5000 lat temu, oznaczało powstanie pierwszego na świecie państwa narodowego. Jego władcy – kolejne dynastie faraonów, które miały panować przez 3000 lat – uzyskali status bogów i nie szczędzili czasu ani środków na demonstrowanie swojego boskiego autorytetu i wszechmocy. Zbudowali ogromne królewskie grobowce i świątynie, sfinansowali prowadzone na wielką skalę projekty budowlane i stanęli na czele jednej z najbardziej olśniewających cywilizacji w historii ludzkości.
Jednym z najcenniejszych skarbów Muzeum Egipskiego w Kairze jest pokryta płaskorzeźbami płyta z mułowca, aleurytu, o wysokości ponad sześćdziesięciu centymetrów. Po obu jej stronach z fachową precyzją przedstawiono osiągnięcia króla Narmera, pierwszego faraona, który rządził „Oboma Krajami” – Górnym i Dolnym Egiptem. Na awersie płyty Narmer przedstawiony jest jako triumfujący król Górnego Egiptu: na głowie ma Białą Koronę, stoi nad klęczącym jeńcem, trzyma go za włosy i wznosi maczugę, by roztrzaskać mu czaszkę. Z góry z aprobatą spogląda na niego sokół – to bóg Horus, patron królestwa. Trzyma on na uwięzi sześć trzcin papirusu, symbol Dolnego Egiptu. Rewers przedstawia Narmera jako władcę Dolnego Egiptu: nosi on Czerwoną Koronę i przygląda się dwóm rzędom ciał z odciętymi głowami i genitaliami; tak oto skończyli jego wrogowie. Paletę Narmera – bo pod taką nazwą płyta jest znana egiptologom – wyrzeźbiono po to, by ukazać władzę faraonów i wszechmoc ich panowania.
Największym wyzwaniem, jakie czekało Narmera i jego następców z I dynastii, było utrwalenie władzy nad około milionem poddanych, którzy pochodzili z różnych ludów i rozproszeni byli w państwie rozciągającym się od pierwszej katarakty Nilu na południu aż do wybrzeży Morza Śródziemnego na północy. Jedną z ich najwcześniejszych decyzji było założenie nowej stolicy w Memfis (dzisiaj jej ruiny znajdują się kilkanaście kilometrów na południe od Kairu). Ze strategicznego punktu widzenia wybór miejsca był doskonały: miasto leżało na zachodnim brzegu Nilu, na styku Górnego i Dolnego Egiptu, co pozwalało faraonom jednakowo kontrolować oba kraje. Memfis pozostawało centralnym punktem egipskiego państwa przez większą część jego dynastycznej historii. Aby strzec południowej granicy, faraonowie z I dynastii zbudowali fortecę w kolejnym strategicznie położonym punkcie: na wyspie na Nilu tuż poniżej pierwszej katarakty, znanej pod nazwą Abu albo – ze względu na jej rolę w handlu kością słoniową – Elefantyna.
System władzy wprowadzony za panowania I dynastii z czasem objął każdy aspekt życia w Egipcie. Ustanowiony przez władców aparat państwowy sprawił, że cały kraj znalazł się pod królewską kontrolą. Górny Egipt podzielono na dwadzieścia dwie prowincje, a Dolny na dwadzieścia prowincji. Każdą z nich zarządzał namiestnik prowincji odpowiedzialny przed samym władcą. Dzięki sieci urzędników podatki od handlu i produktów rolnych płacone były sprawnie i o czasie; wpływy szły na finansowanie aparatu państwowego oraz podejmowanych przez władców wielkich projektów budowlanych. Chłopi musieli oddawać część swoich plonów lub odsłużyć należność jako robotnicy, wydobywając kamień lub kopiąc kanały na państwowych budowach. Państwo przywłaszczyło sobie wielkie połacie ziemi, które stały się posiadłościami faraona. W królewskich warsztatach wytwarzano najróżniejsze produkty, takie jak kamienne wazy, garbowane skóry, lniane tkaniny i wyroby koszykarskie, a dochody z nich szły do skarbu państwa. Władza królewska stała się absolutna.
Wszystkie te decyzje były usankcjonowane ceremoniami, rytuałami oraz królewskimi pismami, które głosiły, że panujący faraon jest żywym bogiem, ziemskim wcieleniem najwyższego niebiańskiego bóstwa, Horusa. Serech – pieczęć faraona odciskana na towarach handlowych w celu oznaczenia królewskiej własności lub ryta w kamieniu na królewskich pomnikach – przedstawiała boga jako sokoła stojącego na szczycie prostokątnego panelu, w którym widniało „Horusowe imię” władcy. Według inskrypcji na fragmencie bazaltowej steli, znanym pod nazwą Kamień z Palermo, następca Narmera, król Aha, co dwa lata objeżdżał państwo, ukazując się poddanym w całym majestacie, wydając wyroki sądowe i upewniając się, że podatki zostały zebrane. Objazd ten, zwany „podążaniem za Horusem”, oznaczał po prostu inspekcję państwową. Pojęcie boskiej władzy królewskiej głęboko zakorzeniło się w świadomości Egipcjan. Faraon, jako wcielony bóg, był uważany za gwaranta stabilności i dobrobytu zarówno w tym, jak i w przyszłym życiu.
Faraonowie I dynastii, ich urzędnicy, doradcy i dworzanie żyli w zbytku, lecz znaczną część dochodów państwa przeznaczali na budowę coraz bardziej wyszukanych grobowców i otoczonych murami kompleksów grobowych, zaprojektowanych tak, by zapewnić im wszelkie wygody w życiu pozagrobowym. Nie inaczej było w czasach II dynastii, kiedy to po raz pierwszy oprócz cegieł z suszonej gliny do budowy użyto także kamienia. Zabudowania grobowe ostatniego władcy z II dynastii, króla Chasechemui, zostały zaprojektowane na monumentalną skalę. Ściany obwodowe miały ponad pięć metrów grubości i prawie osiemnaście metrów wysokości. Zbudowano je z suszonej cegły, lecz centralna komora grobowa była już z ciosanego wapienia. Grobowiec składał się z pięćdziesięciu ośmiu pomieszczeń. Na ostatnią podróż Chasechemui został wyposażony w ogromną liczbę miedzianych narzędzi i naczyń, w ceramiczne misy i dzbany wypełnione zbożem i owocami, a także w całą flotyllę łodzi, które miały przewieźć go w zaświaty. Umysły możnych zajmowało przede wszystkim dążenie do wieczności. Egipscy faraonowie spodziewali się kontynuować panowanie po śmierci, przemierzając niebiosa w towarzystwie bogów.
Za panowania III dynastii projekty grobowców uległy daleko idącemu ulepszeniu. W Sakkarze, na skraju pustynnej skarpy z widokiem na stolicę Memfis, wzniesiono piramidę o sześciu stopniach, która miała pomieścić grobowiec panującego w XXVII wieku p.n.e. faraona Neczericheta (Dżesera). Budowę nadzorował Egipcjanin szlachetnego rodu imieniem Imhotep. Piramida schodkowa w Sakkarze była pierwszym na świecie pomnikiem grobowym wzniesionym w całości z kamienia. Mierząc 62,5 metra wysokości, była także najwyższym budynkiem swoich czasów. Jej budowa zapoczątkowała erę piramid.
W porównaniu do wszystkich poprzednich grobowców, budowa piramidy w Sakkarze stanowiła ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Wymagało ono między innymi powołania wysoce zorganizowanego systemu dostaw, obejmującego kamieniołomy, kopalnie, stocznie, magazyny, warsztaty oraz tysiące robotników. Piramida składała się z bloków wapiennych o łącznej wadze sześciuset tysięcy ton. Główną komorę grobową tworzyło dziesięć bloków granitu, każdy o wadze dwunastu i pół tony, które przetransportowano barką rzeczną z kamieniołomów w Asuanie. Ale piramida to jeszcze nie wszystko. Otaczał ją czterdziestohektarowy kompleks budynków, okolony prostokątem murów obwodowych o boku ponad półtora kilometra. Mury te wzniesiono z pięknie obrobionego białego kamienia. Szacuje się, że liczba miedzianych dłut, jakiej potrzeba było do ociosania tylu kamiennych bloków, równała się siedemdziesięciu tonom kruszcu. Miedź do ich wykonania trzeba było dostarczyć do warsztatów z nowo otwartych kopalni miedzi na wschodniej pustyni.
Szczyt ery piramid nastąpił sto lat później, za panowania IV dynastii, czyli około 4500 lat temu. Wkrótce po wstąpieniu na tron król Chufu (Cheops) rozpoczął budowę miejsca swojego pochówku, które miało być wspanialsze niż którykolwiek z grobowców wzniesionych dla jego poprzedników. Jako lokalizację wybrał płaskowyż Giza, nieco w dół rzeki od Sakkary. Przez następne dwadzieścia lat dziesiątki tysięcy robotników: kamieniarzy wydobywających ciosy w kamieniołomach oraz kamieniarzy obrabiających bloki, wytwórców narzędzi, rzemieślników, pracowników ekip transportowych, z których wielu było chłopami wziętymi do tej pracy z branki, pracowało bez wytchnienia, aby ukończyć pomnik przed śmiercią faraona. Skala przedsięwzięcia była niezwykła. Po ukończeniu Wielka Piramida faraona Chufu składała się z 2,3 miliona kamiennych bloków, z których każdy ważył średnio ponad tonę, i osiągnęła wysokość blisko stu pięćdziesięciu metrów. Zewnętrzne powierzchnie pokryto licówką z gładzonego białego kamienia, który lśnił w słońcu. Całość zaprojektowano z niezwykłą precyzją. Podstawa, zajmująca powierzchnię nieco ponad pięciu hektarów, była niemal idealnym kwadratem, precyzyjnie ustawionym względem stron świata, z dokładnie wyliczoną orientacją na rzeczywistą północ. W późniejszych czasach Wielką Piramidę uważano za jeden z siedmiu cudów starożytnego świata. Pozostawała najwyższą budowlą na świecie przez trzydzieści osiem wieków.
Syn Chufu, faraon Chefren, wybudował w Gizie swój własny kompleks grobowy. Jego piramida osiągnęła podobną wysokość, ale kompleks zawierał dodatkową cechę: wzdłuż grobli prowadzącej do piramidy, głową zwrócony na wschód, w kierunku wschodzącego słońca, stanął ogromny posąg strażnika: leżącego lwa z twarzą króla. Posąg stał się znany jako Wielki Sfinks i nic dziwnego, bowiem mierzył ponad siedemdziesiąt metrów długości i dwadzieścia metrów wysokości, licząc od piaszczystego, pustynnego podłoża. Był to wyrazisty symbol władzy królewskiej.
Następca Chefrena, faraon Menkaure, postawił w Gizie trzecią piramidę, ale była ona już zaprojektowana na znacznie mniejszą skalę. Egipscy faraonowie nie byli w stanie dłużej dźwigać kosztów budowy tak kolosalnych pomników.
Faraonowie z V i VI dynastii przestali koncentrować się na rozmiarach; zamiast tego odmienili wygląd wewnętrznych komór swoich piramid, zdobiąc je wspaniałymi dekoracjami oraz wprowadzając szereg innych zmian. Ściany zbudowanej w XXIV wieku p.n.e. komory grobowej króla Unisa pokryto pionowymi rzędami rzeźbionych, malowanych na niebiesko hieroglifów. Inskrypcje te – zestaw różnego rodzaju modlitw i zaklęć – stanowią najstarszy na świecie zbiór pism religijnych. Miały one pomóc Unisowi podczas podróży w zaświaty i zagwarantować mu mieszkanie „w krainie światła przez całą wieczność”. Niektóre zawierały ślady ustnych tradycji sięgających najwcześniejszych egipskich dynastii; inne dotyczyły bardziej współczesnych wierzeń. Do tego zestawu dodano później kolejne teksty, które archeolodzy odkryli w grobowcach dziewięciu kolejnych królów i królowych.
W tych inskrypcjach szczególnie często wymieniani byli dwaj bogowie. Jednym z nich był Ra, bóg słońca z Heliopolis, ośrodka kultu położonego na wschodnim brzegu Nilu, na północny wschód od Memfis (dziś na przedmieściach Kairu). Kult Ra zyskiwał na znaczeniu od czasów III dynastii. Faraonowie z IV dynastii włączyli tę nazwę do swoich własnych tytułów, używając przydomka „syn Ra”. Faraonowie z V dynastii zbudowali kilka świątyń Ra z inskrypcjami podkreślającymi rolę boga słońca jako najwyższego dawcy życia i spiritus movens natury, z którym, jak twierdzili, byli związani. Pod królewskim patronatem kult Ra szybko stał się najpotężniejszym kultem egipskiego państwa.
Drugim bogiem najczęściej wymienianym w Tekstach Piramid był Ozyrys, król świata podziemnego – krainy umarłych. Pierwotnie był on lokalnym bóstwem ze wschodniej części delty, związanym z rolnictwem i corocznie powtarzającymi się zjawiskami przyrodniczymi, takimi jak wylewy Nilu, lecz z czasem stał się potężnym symbolem odnowy życia po śmierci, z którym faraonowie V dynastii gorliwie się identyfikowali. W Tekstach Piramid król Unas figuruje jako Ozyrys Unas.
Po upadku VI dynastii nastąpiło kilku słabych królów, którzy okazali się niezdolni do utrzymania jedności Egiptu. Prowincjonalni urzędnicy zamiast sprawować kontrolę w imieniu władcy, skupiali w swoich rękach coraz większą władzę. Doprowadziło to do upadku rządów centralnych i kresu tego, co historycy później nazwali Starym Państwem, erą słynną z budowy piramid. Przetrwawszy tysiąc lat, państwo egipskie rozpadło się wzdłuż linii regionalnych; rozpoczął się okres wojen domowych, który miał trwać ponad sto lat. Chaos potęgował przedłużający się cykl słabych wylewów Nilu. Wioski, jedną po drugiej, nawiedzał głód. W biograficznym tekście wyrytym na filarach jego skalnego grobowca lokalny władca Anchtifi napisał: „Cały kraj stał się niczym szarańcza wędrująca w górę i w dół rzeki” – nieszczęśni Egipcjanie szukali pożywienia.
Za czasów Średniego Państwa, okresu w dziejach Egiptu, który rozpoczął się w XXI wieku p.n.e. i miał trwać czterysta lat, faraonowie znów rządzili całością ziem Egiptu, przywracając dobrobyt gospodarczy i wspierając renesans literatury, sztuki i architektury. Dzięki nowo wybudowanym systemom nawadniania wielkie połacie ziemi trafiły pod uprawę. Do Lewantu i do krainy Punt, leżącej w Afryce na południowym krańcu Morza Czerwonego, wysłano wyprawy handlowe.
Założyciel Średniego Państwa, faraon Mentuhotep II, był dynastycznym władcą z Teb w Górnym Egipcie, który zwyciężył w wojnie domowej i przejął władzę nad całym krajem. Wcześniej Teby były tylko małym prowincjonalnym miastem na wschodnim brzegu Nilu, a teraz stały się nową stolicą kraju. Na swój przyszły pochówek Mentuhotep wybrał miejsce dziś zwane Deir el-Bahari (Ad-Dajr al-Bachri), położone na zachodnim brzegu Nilu, naprzeciwko Teb, gdzie jego kolosalny grobowiec wyciosano w skalnym urwisku nad doliną rzeki. Aby okazać potęgę swej władzy, Mentuhotep zlecił budowę kilkunastu świątyń i budowli religijnych w całym Egipcie; nazywano go w nich „żywym bogiem, pierwszym wśród królów”.
Z czasem także inne warstwy ludności Egiptu przejęły zainteresowanie faraonów życiem wiecznym. Nie uważano już, że wyłącznie faraon ma prawo do życia pozagrobowego w towarzystwie bogów. Wyżsi urzędnicy zaczęli zamieszczać na bokach swoich drewnianych trumien fragmenty i ilustracje zaadaptowane z Tekstów Piramid i innych świętych tekstów zawierających zestaw instrukcji, jak bezpiecznie dotrzeć do życia w zaświatach – do nieba – oraz jak uniknąć piekła, czyli wielu niebezpieczeństw i demonów, które czaiły się na drodze do wiecznej szczęśliwości. Teksty Trumienne, jak je później nazwano, zawierały również porady dotyczące takich kwestii, jak „założenie przez mężczyznę rodziny w królestwie zmarłych”.
Wśród innych koncepcji, które zyskały na popularności, był pogląd, że nie tylko królowie, lecz wszyscy ludzie posiadają ba, duchową siłę mającą odzwierciedlać istotę unikalnej osobowości człowieka i która jest w stanie przetrwać jego śmierć. Egipcjanie zaczęli również wierzyć, że dostęp do bóstw można uzyskać bezpośrednio, a nie za pośrednictwem króla lub kapłanów. Kolejnym elementem zerwania z tradycją było powszechne uczestnictwo w rytuałach Ozyrysa: zwykli ludzie zaczęli otrzymywać błogosławieństwa, które kiedyś były zarezerwowane dla królów. Ozyrys stał się bogiem wszystkich Egipcjan, symbolizującym triumf dobra nad złem i obietnicę ogólnodostępnej nieśmiertelności. Królowie zachęcali poddanych do uczestnictwa w rytuałach ku jego czci podczas festiwali i ceremonii. Wkrótce kult Ozyrysa osiągnął nowy poziom, wypierając wiele dawnych wierzeń i kultów innych bóstw.
Odzyskawszy władzę nad całością Egiptu, faraonowie Średniego Państwa szukali możliwości zdobycia bogactw i rozszerzenia swojego panowania w regionie, zwłaszcza w Wawat (Dolnej Nubii), czyli na obszarze doliny Nilu leżącym na południe od pierwszej katarakty. Nubia od dawna przyciągała uwagę egipskich władców, była bowiem głównym źródłem złota i miedzi. Wyprawy handlowe na jej tereny wysyłano od czasów VI dynastii. Odkrywca imieniem Harkuf relacjonował, jak jego karawana powracała z wyprawy „z trzema setkami osłów objuczonych kadzidłem, hebanem, drogocennym olejkiem, zbożem, skórami panter, kłami słoni, kijami myśliwskimi: wszystko to [były] dobre daniny”.
W XX wieku p.n.e. wodzowie z Wawat coraz mniej chętnie podejmowali współpracę. Amenemhat I, faraon z XII dynastii, zarządził wówczas wyprawę wojenną. Wracając w triumfie z Wawat, doradca króla i wódz wyprawy przechwalał się: „Płynąłem zwycięski w górę rzeki, zabijając Nubijczyka na jego ziemi, i płynąłem w dół rzeki, wyrywając z korzeniami rośliny uprawne i wycinając pozostałe jeszcze drzewa. Paliłem domy, tak jak czyni się to buntownikom przeciwko królowi”. Aby wzmocnić swoją władzę nad Dolną Nubią, faraonowie z XII dynastii zbudowali łańcuch potężnych twierdz, który biegł od pierwszej katarakty aż do południowego krańca drugiej katarakty, gdzie ustanowiono nową południową granicę Egiptu.
Średnie Państwo, podobnie jak wcześniej Stare Państwo, upadło w wyniku przedłużającego się kryzysu wywołanego problemami z następstwem tronu. W ciągu około stu lat przyszło i odeszło mniej więcej siedemdziesięciu władców – jeden słaby król po drugim; niektórzy panowali nie dłużej niż kilka miesięcy. Trudną sytuację Egiptu po raz kolejny pogorszył okres słabych wylewów Nilu, których skutkiem był głód i choroby. Osłabione państwo było podatne na ataki najeźdźców. Na południu Egipcjanie musieli opuścić twierdze w Dolnej Nubii, co otwarło drogę do przejęcia tego obszaru Nubijczykom z królestwa Kusz, leżącego na południe od Wawat i rywalizującego z nim. Na północy migranci z Lewantu wkroczyli do delty, zakładając tam własne osady.
Sytuacja dalece się pogorszyła w XVII wieku p.n.e., kiedy to armia Hyksosów z Lewantu przekroczyła północny Synaj, weszła do delty, przejęła kontrolę nad całym Dolnym Egiptem i zdobyła starożytną stolicę Memfis. Hyksosi byli ludem zaawansowanym technologicznie i posiadali doskonałą broń, między innymi kute z brązu groty włóczni, groty strzał i ostrza toporów bojowych, łuki kompozytowe klejone z laminowanych pasów drewna, rogu i ścięgien, co podwajało ich zasięg, oraz konne rydwany, które miały ogromną przewagę nad oddziałami piechoty. Władcy Hyksosów utrzymali się u władzy przez ponad sto lat. Państwo faraonów zredukowało się do spłachetka ziemi wokół Teb.
Egipcjanie mieli dość uprzykrzonych najeźdźców. Młody ród wojowniczych królów opanował nowe technologie wojskowe i poprowadził lepiej wyszkolone i wyposażone oddziały do walki o wyzwolenie. Po trzydziestu latach wojen faraon z XVIII dynastii, Amhose I, zdołał wyprzeć Hyksosów z delty i odzyskać kontrolę nad Dolną Nubią i jej kopalniami złota. Jego triumf zapoczątkował kolejną wspaniałą erę cywilizacji faraońskiej, którą historycy nazwali później Nowym Państwem.
W epoce Nowego Państwa Egipt wyrósł na mocarstwo. Faraonowie wyruszali na wyprawy wojenne, zawierali sojusze dyplomatyczne i tworzyli sieci handlowe, budując imperium, które rozciągało się na ponad trzy tysiące kilometrów: od Eufratu w Syrii do nowych granic na górnym Nilu w Nubii. Jego podstawą była zawodowa armia. Do tej pory egipscy władcy polegali na armiach zaciężnych, rekrutowanych doraźnie z ogółu ludności i wspieranych przez zagranicznych najemników. Nowa armia, teraz już stała, składała się z wyspecjalizowanych jednostek uzbrojonych w zaawansowany technicznie sprzęt bojowy. Armię tę zbudowano według wzorców przejętych od Hyksosów: w jej skład wszedł elitarny korpus rydwanów, a także oddziały piechoty morskiej wyszkolonej do walki na lądzie i z pokładu statku, łuczników wyposażonych w łuki kompozytowe oraz piechoty wyposażonej w pancerze i wyszkolonej w technikach bojowych.
Jedna z pierwszych kampanii wojennych ery Nowego Państwa skierowana była przeciwko królestwu Kusz z Górnej Nubii. W 1492 roku p.n.e. faraon Totmes I rozpoczął podbój Kusz, obracając w gruzy jego stolicę, miasto Kerma w pobliżu trzeciej katarakty, i posuwając się w górę rzeki aż poza czwartą kataraktę, do Kurgus, które ogłosił nową południową granicą Egiptu. W drodze powrotnej Totmes na znak zwycięstwa kazał zawiesić na dziobie swojego okrętu flagowego zwłoki władcy Kusz, głową w dół. Odtąd kraina Kusz była zarządzana przez egipskich urzędników jako kolonia i wysyłała na północ regularne dostawy złota, kości słoniowej, bydła i niewolników.
Następną wyprawą Totmesa był krótki wypad na ziemie Lewantu w celu zbadania potencjału tego obszaru w kwestii zarówno sławy wojennej, jak i zasobów. Był to region państw-miast i mniejszych osad, które bogaciły się na handlu. Dotarłszy do brzegów Eufratu i pozostawiwszy tam pamiątkową inskrypcję, Totmes powrócił do Egiptu. Jego misję kontynuował wnuk, Totmes III, który w 1458 ro-ku p.n.e. poprowadził dziesięciotysięczną armię, zamierzając narzucić państwom Lewantu egipską hegemonię i zdobyć kontrolę nad szlakami handlowymi. Była to pierwsza z jego szesnastu kampanii, które w ciągu dwóch dekad dały Egiptowi dominację nad rozległym obszarem Kanaanu i Syrii. Zwasalizowane przez Egipt państwo czy miasto mogło zachować własny system administracyjny i pozostać pod rządami lokalnego władcy (oczywiście pod warunkiem, że złożyło przysięgę wierności i grzecznie dostarczało coroczną daninę), ale w portach wzdłuż wybrzeża osadzone zostały egipskie załogi.
Łupy, które Totmes zdobył podczas wojen w Lewancie, stanowiły ogromny zastrzyk dla egipskiego skarbca. Rejestr zdobyczy przejętych po upadku Megiddo (czyli biblijnego Armagedonu) obejmował między innymi dwa tysiące koni, blisko tysiąc rydwanów oraz dwadzieścia pięć tysięcy owiec, bydła i kóz. Wojskowi skrybowie odnotowali również przychód w postaci 2500 osób wziętych w niewolę oraz 340 jeńców wojennych. Do Egiptu pojechał ogromny transport złota, srebra, miedzi, drewna, zboża, wina i wonnych olejków.
Oprócz wypraw wojennych Egipt wysyłał też misje handlowe. Jedna z najbardziej ambitnych wypraw wyruszyła w 1463 roku p.n.e. za panowania Hatszepsut, córki Totmesa I. Zgodnie z serią rzeźbionych płaskorzeźb na ścianach jej świątyni grobowej w zachodnich Tebach pięć statków załadowano na karawanę wozów zaprzęgniętych w woły i przewieziono przez pustynię z Teb aż do portu Mersa Gawasis nad Morzem Czerwonym. Następnie flotylla skierowała się na południe i po sześciotygodniowej podróży dotarła do wybrzeża Punt. Tamtejsi władcy, zdumieni przybyciem Egipcjan, pytali dowódcę wyprawy: „Jak tutaj dotarłeś, do tej krainy, o której nikt nie wie?”.
Z wybrzeża Egipcjanie powędrowali w głąb lądu, do serca krainy Punt. Po drodze zauważyli, że domostwa tubylców są osadzone na palach, mają kształt ula i wchodzi się do nich po drabinie. Wyprawa powróciła z najbardziej imponującym ładunkiem afrykańskich towarów, jakie kiedykolwiek widziano w Egipcie: złota, hebanu, skór lampartów, kości słoniowej oraz wonności: mirry, gumy żywicznej (olibanum) i rozmaitych kadzideł. Do przetransportowania tych wszystkich wspaniałości do Teb potrzebna była ogromna karawana osłów. Królową Hatszepsut szczególnie ucieszyło trzydzieści jeden ukorzenionych sadzonek kadzidłowca, przewiezionych w koszach wraz z ziemią, w której rosły; władczyni kazała zasadzić je w ogrodzie przed swoją świątynią grobową.
Od narodzin imperium rozpoczęła się era rozkwitu Teb. Kolejni faraonowie, teraz już uznawani za samodzielne boskie istoty, zlecali budowę królewskich pałaców, świątyń i grobowców oraz przewodniczyli festiwalom i ceremoniom, aby zademonstrować swoją moc i wiecznotrwałą władzę. Bóstwo opiekuńcze Teb, Amon, co znaczyło Ukryty, scaliło się z wielkim bogiem słońca Ra i przekształciło w najwyższego boga państwowego – Amona-Ra, na którego kult hojnie łożyli faraonowie. Świątynia Amona-Ra w Ipetsut (dziś Karnak) została sanktuarium państwowym, które z czasem rozbudowało się w rozległy kompleks kaplic i obelisków, warsztatów i magazynów obsługiwanych przez zastępy kapłanów i rzemieślników. Drugą świątynię poświęconą Amonowi-Ra wzniesiono za panowania faraona Amenhotepa III w Luksorze, na południowym krańcu Teb, niecałe pięć kilometrów na południe od Ipetsut.
Na zachodnim brzegu Nilu, po przeciwnej stronie doliny niż Teby, faraonowie z XVIII dynastii wybudowali nowy kompleks królewskich świątyń grobowych. Totmes I jako pierwszy uznał, że aby uniknąć zagrożenia ze strony rabusiów grobowców, jego świątynia powinna zostać wyciosana w skale, a zlokalizowana w odległej dolinie, na pustynnej skarpie, z dala od ciekawskich spojrzeń. Zatrudniony do tego architekt Ineni zapisał: „Nadzorowałem drążenie grobowca jego majestatu na urwisku, w tajemnicy. Nikt nie widział i nikt nie słyszał”. Następcy Totmesa poszli w jego ślady, zakładając nekropolię, która dziś znana jest jako Dolina Królów.
Tymczasem ciekawskie spojrzenia kierowały się na szereg królewskich kompleksów świątynnych położonych także naprzeciwko Teb, lecz na dnie doliny. Królowa Hatszepsut, najpotężniejsza kobieta, jaka rządziła starożytnym Egiptem, zbudowała tam jeden z najbardziej spektakularnych pomników grobowych w historii: świątynię na tle skalnych urwisk, do której prowadziła – i prowadzi do dziś – rampa, niegdyś obramowana ponad setką sfinksów o twarzy królowej, oraz gigantyczne schody z kolumnadowymi tarasami. Świątynia była poświęcona „mojemu ojcu Amonowi”, a na jej ścianach wyryto opowieść o tym, jak to Amon spłodził królową i dał jej prawo do rządzenia państwem jako faraon. Z kolei rozległego kompleksu świątynnego Amenhotepa III strzegły dwa prawie dwudziestometrowe posągi króla, widoczne z odległości wielu kilometrów.
Przygotowując się do życia w zaświatach, faraonowie wypełniali swoje komory grobowe ogromną obfitością najprzeróżniejszych skarbów. W następnych stuleciach większość z nich została splądrowana. Pewne wyobrażenie o bogactwach w nich gromadzonych daje królewski grobowiec Tutanchamona, odkryty w stanie nienaruszonym w 1922 roku. Młodziutki król rządził dziesięć lat, aż do swojej śmierci w 1322 roku p.n.e., a na życie pozagrobowe wyposażony został w bajeczny zestaw pozłacanych łóżek, rydwanów, modeli łodzi, pięknych tkanin, ozdobnych mebli, szkatułek, podgłówków, biżuterii, pojemników na żywność, plansz do gier, prętów pomiarowych oraz kilkuset uszebti, figurek sług i rzemieślników, którzy w zaświatach mieli wykonywać jego polecenia. Wewnętrzna trumna Tutanchamona została wykonana z litego złota, a na twarzy owiniętego w płótno ciała spoczywał dowód znakomitych umiejętności egipskich złotników – złota maska pogrzebowa, która stała się symbolem bogactw i tajemnic starożytnego Egiptu.
Elita rządząca – najwyżsi kapłani, oficerowie armii, namiestnicy i administratorzy – mieli swój udział w państwowym bogactwie. W szczególności kapłani zyskiwali coraz większą władzę nad gospodarką Egiptu. Aktywa świątyń rosły wraz z rozprzestrzenianiem się kultu Amona-Ra w całym państwie; ich własnością były spichlerze, browary, piekarnie, kapłani sprawowali też kontrolę nad jedną dziesiątą gruntów rolnych. Rodziny członków elity mieszkały w przepysznych willach w ogromnych posiadłościach i rozkoszowały się wystawnymi bankietami z udziałem muzyków, tancerzy i śpiewaków. Bogaty Egipcjanin doceniał też przyjemności płynące z umiejętności czytania i pisania, lubił spędzać czas, recytując opowieści i wiersze spisane na arkuszach papirusu. Na niższych szczeblach hierarchii urzędniczej cała armia skrybów zajmowała się sporządzaniem dokumentów gospodarczych oraz innymi zadaniami administracyjnymi.
Godną uwagi cechą egipskiego społeczeństwa był status przyznawany kobietom. Kilka kobiet rządziło jako faraonowie; w szczególności należy tu wspomnieć Hatszepsut. Zdarzało się, że królowe współdzieliły władzę ze swoimi mężami i miały wielki wpływ na funkcjonowanie państwa. Co ważniejsze, kobiety posiadały prawa i przywileje niespotykane w innych częściach ówczesnego świata – i to w każdej dziedzinie życia: trudniły się różnymi zawodami oraz posiadały i kontrolowały majątek, a także miały prawo spisać testament.
Jednakże każdy Egipcjanin, niezależnie od swojej rangi i statusu, najwięcej uwagi poświęcał życiu pozagrobowemu. W okresie Nowego Państwa zbiór zaklęć i modlitw, które pojawiły się w Tekstach Piramid, a następnie w Tekstach Trumiennych, został rozszerzony do nowej wersji, która wówczas była znana jako Księga Wyjścia za Dnia, ale w XIX wieku p.n.e. zyskała swą dzisiejszą nazwę: Księga Umarłych. Zwykle Księgę zapisywano na zwoju papirusu; jej zawartość różniła się w zależności od tego, które teksty dana osoba wybrała jako potencjalnie potrzebne lub przydatne w czekającej ją podróży przez Duat, czyli świat podziemny, do zaświatów.
Mówiono, że podróż ta jest pełna niebezpieczeństw. Gdy duch zmarłego opuścił swoje ciało, musiał przejść przez ciąg bram, jaskiń i kurhanów, których pilnowały dziwne nadprzyrodzone stworzenia. Atakowały one wędrującą duszę; bezpieczne przejście zapewniała wyłącznie znajomość właściwych procedur i odpowiednich zaklęć. Przeszedłszy przez straszliwy podziemny świat, zmarły stawał przed radą bogów i był sądzony w rytuale znanym jako „ważenie serca”. Recytując tekst „negatywnej spowiedzi”, oskarżona dusza zaprzeczała popełnieniu kolejnych grzechów: „Nie okradałem ubogich”; „Nie złorzeczyłem sługom”; „Nie znęcałem się nad bydłem”; „Nie odbierałem mleka dzieciom od ust”. Bogowie ważyli serce zmarłego na wadze ustawionej przed wizerunkiem Maat, bogini prawdy. Jeśli szale pozostały w równowadze, zmarły mógł przejść do zaświatów. Jeśli serce okazało się zbyt ciężkie, przerażający potwór znany jako Ammit, Pożeracz Umarłych, zjadał je, unicestwiając wszelkie szanse zmarłego na życie pozagrobowe. Egipską koncepcję sądu ostatecznego – surowego, lecz dającego nadzieję na chwalebne zmartwychwstanie – przejęły późniejsze tradycje religijne, w szczególności chrześcijaństwo.
Obok wyposażenia zmarłego w odpowiednie teksty pogrzebowe, Egipcjanie przywiązywali ogromną wagę do zachowania jego ciała. Ludzie zamożni zatrudniali biegłych balsamistów, aby upewnić się, że po śmierci zostaną zmumifikowani zgodnie ze świętymi tekstami, owinięci w najlepsze płótno i przystrojeni kosztownymi amuletami. Ich trumny zdobiły osobiste inskrypcje i dekoracyjne rzeźbienia, a w skład wyposażenia grobowego wchodziły między innymi meble i malowidła. Ubodzy robili wszystko, by zaoszczędzić na zakup trumny i odłożyć sobie kilka przydatnych przedmiotów, by kiedyś zabrać je ze sobą w zaświaty.
Radykalne zerwanie z dawnymi tradycjami religijnymi nastąpiło za panowania Amenhotepa IV, faraona z XVIII dynastii. Powziął on ambitny plan ustanowienia własnego kultu, a tym samym podważenia wpływów potężnych kapłanów Amona. Miał to być kult życiodajnego boga imieniem Aton, widzialnego pod postacią tarczy słonecznej. Faraon ogłosił, że jest jego synem, zmienił swoje imię na Echnaton, co oznacza „duch Atona”, i zażądał od poddanych całkowitego posłuszeństwa. Nadał niezwykłą rangę swojej żonie, królowej Nefertiti (imię to oznacza „piękna kobieta przybyła”), dobrze znanej z portretowego popiersia dłuta rzeźbiarza imieniem Totmes, które dziś jest jednym z najbardziej ikonicznych dzieł sztuki z tej epoki. Na reliefach świątynnych parę królewską przedstawiano zawsze w obecności słonecznego dysku Atona. Władca i władczyni poddający się pieszczotom świetlistych promieni zakończonych ludzkimi dłońmi: to była boska triada, od której zależały losy państwa.
Kult Amona pozostał jednak głęboko zakorzeniony w Tebach. Po pięciu latach spędzonych w tym mieście zirytowany Echnaton postanowił więc całkowicie je opuścić i założyć nową stolicę. Miejsce, które wyznaczył, znajdowało się prawie trzysta dziewięćdziesiąt kilometrów na północ od Teb; miało to umożliwić rozkwit popieranego przez faraona kultu bez sprzeciwu ze strony kapłanów. Zbudowane od podstaw miasto Achetaton, z kompleksami pałacowymi, świątynią Atona oraz dzielnicami mieszkalnymi, zajęło prawie 2700 hektarów na wschodnim brzegu Nilu.
Echnaton nie poprzestał na oddzieleniu się od konkurencyjnych kultów odległością, lecz także zakazał oddawać cześć innym bóstwom i zadekretował, że od tej chwili Aton będzie nie tylko najwyższym, ale i jedynym bogiem. Zamierzając narzucić Egiptowi ścisły monoteizm, nakazał zniszczyć świątynie i oszpecić posągi, które gloryfikowały władców i bogów z poprzednich epok, aby zatrzeć pamięć o nich. Głównym celem tych niszczycielskich działań był kult Amona.
Jednakże pomimo wysiłków faraona popierany przezeń kult nigdy się nie przyjął. Echnaton umarł w siedemnastym roku panowania, a jego następcy odrzucili jego rewolucyjne wierzenia, zawrócili Egipt na ścieżkę tradycji i z takim samym zapałem jak on niszczył pomniki poprzedników, zaczęli zacierać wszelkie ślady jego rządów. Jego ukochana stolica obróciła się w gruzy i wkrótce została zapomniana. Jej pozostałości odnaleziono dopiero około 3500 lat później.
W XIII wieku p.n.e., na samym początku panowania XIX dynastii, Egipt był nadal mocarstwem z potężną armią i sprawną administracją. Imperium egipskie istniało dzięki potędze militarnej połączonej ze sprawną dyplomacją. Faraonów nadal uważano za boskich królów, od których zależał dobrobyt ludności. Nadal też demonstrowali oni swoją władzę, zlecając ogromne przedsięwzięcia budowlane. Za panowania Ramzesa II budowa pałaców, świątyń i posągów osiągnęła bezprecedensowy poziom.
Ramzes II urodził się w wojskowej rodzinie ze wschodniej części delty Nilu, rządził Egiptem przez sześćdziesiąt siedem lat – od 1279 do 1213 roku p.n.e., spłodził ponad pięćdziesięciu synów i tyleż córek, a w spadku pozostawił swojemu państwu budowle, z których wiele uważanych jest za najwspanialsze zabytki egipskiej architektury. Wśród nich była założona w ojczyźnie jego przodków, delcie Nilu, nowa stolica dynastyczna, której architektoniczny majestat nie miał sobie równych, a także świątynie i posągi samego faraona, które stawiano wzdłuż i wszerz kraju.
W Dolnej Nubii, na północ od drugiej katarakty, tysiące nubijskich robotników zapędzono do pracy przy budowie nowej świątyni (dziś: Abu Simbel). Świątynia została wydrążona w skale wznoszącej się nad Nilem świętej góry. Wejścia do niej strzegły cztery posągi tronującego Ramzesa II, każdy o wysokości ponad dwudziestu metrów. Za fasadą znajdowała się sala kolumnowa z ośmioma kolosalnymi posągami faraona w postawie stojącej, przedstawionego jako Ozyrysa, a w wewnętrznym sanktuarium stały posągi czterech głównych bogów, obrońców Egiptu oraz jego nubijskich i lewantyńskich posiadłości (jednym z tych bogów był Ramzes II we własnej osobie). Wewnętrzne sanktuarium zaprojektowano tak, by dwa razy w roku, w równonoc wiosenną i jesienną, promienie wschodzącego słońca wpadały przez wejście do świątyni i oświetlały posągi.
Świątynia grobowa Ramzesa II w Tebach zaprojektowana była na podobnie kolosalną skalę. Znajdował się w niej granitowy posąg faraona o wysokości dziewiętnastu metrów i wadze około tysiąca ton. Wiele lat później posąg ten przewrócił się podczas trzęsienia ziemi. W I wieku p.n.e. grecki historyk Diodor Sycylijczyk, opisując pierwotny wygląd posągu, odnotował, że na jego podstawie widniała inskrypcja odnosząca się do jednego z imion tronowych Ramzesa II, Usermaatra. Diodor przekształcił to imię tak, aby brzmiało bardziej z grecka: Ozymandias. W inskrypcji tej władca zwracał się do potomności: „Jam jest król królów, Ozymandias. Kto chce poznać moją wielkość i miejsce spoczynku, niech przewyższy moje dzieła”1.
Panowanie Ramzesa II stanowiło szczytowy okres w dziejach Egiptu. Faraonowie już nigdy więcej nie mieli osiągnąć ani tak wielkiej władzy, ani podobnego prestiżu. Następcom Ramzesa groziły spiski pałacowe i bratobójcze walki. Gospodarka, obciążona wydatkami wojskowymi i kosztami wielkich projektów budowlanych, zaczęła słabnąć. Sytuację pogorszył okres słabych wylewów Nilu. Granice Egiptu atakowali najeźdźcy z Libii oraz grasujące hordy Ludów Morza ze wschodniej części Morza Śródziemnego. Aby utrzymać bezpieczeństwo wewnętrzne, garnizony stacjonujące w lewantyńskich portach trzeba było odwołać do kraju. To oznaczało upadek egipskiego imperium. Rosły niepokoje społeczne; zaczęto rabować grobowce. W Tebach wybuchły zamieszki. Królewska nekropolia została splądrowana; z prawie wszystkich grobowców królewskich zniknęły skarby, nietkniętych zachowało się tylko kilka. Nawet mumie wielkich faraonów Nowego Państwa rozerwano na strzępy i pozbawiono drogocennych amuletów. Władzę w Tebach przejęło wojsko. Ramzes XI wysłał do Teb oddziały ze swojej ojczyzny w delcie, starając się odzyskać kontrolę nad stolicą i zapobiec groźbie wojny domowej, lecz jego żołnierze zbuntowali się i ustanowili w Tebach własny rząd. Ramzes XI zmarł w 1069 roku p.n.e. Ze śmiercią faraona dobiegła końca era Nowego Państwa. Zapanował chaos, Egipt podzielił się na dwie części i tak osłabiony stał się łatwym kąskiem dla grasantów, którzy już nadciągali spoza jego granic.
Legenda o Ozymandiasie i jego pomnikach samouwielbienia przetrwała. W 1817 roku angielski poeta Percy Bysshe Shelley napisał sonet o posągu faraona i o tym, że imperia budowane przez tyranów, niezależnie od tego jak potężne mogły się wydawać w swoich czasach, czeka nieuchronny uwiąd i rozpad:
Podróżnik wracający z starożytnej ziemi
Rzekł do mnie: – Nóg olbrzymich z głazu dwoje sterczy
Wśród puszczy bez tułowia. W pobliżu za niemi
Tonie w piasku strzaskana twarz. Jej wzrok szyderczy,
Zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu –
Świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu
Odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce,
Przetrwały rękę mistrza i mocarza serce.
A na podstawie napis dochował się cało:
„Ja jestem Ozymandyas, król królów. Mocarze!
Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą
Gińcie z rozpaczy!” Więcej nic już nie zostało…
Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże
I piaski bielejące w pustyni obszarze2.
Tymczasem w Afryce Zachodniej trwała jedna z największych długookresowych migracji w historii ludzkości. Zapoczątkowała ją grupa społeczności mówiących językiem bantu, a zamieszkujących wyżynny region między rzeką Nyong a rzeką Sanaga na obszarze, który dziś jest południową częścią Kamerunu. Tamtejsza grupa bantu była częścią szerszej grupy zachodnioafrykańskich społeczności należących do rodziny języków nigero-kongijskich. Nie wiadomo, co spowodowało tę migrację; językoznawcy, którzy w XX wieku zajmowali się klasyfikacją języków afrykańskich, określili jedynie miejsce jej początku. Ustalili mianowicie, że niemal wszystkie języki używane w południowej Afryce są ze sobą blisko spokrewnione. Okazało się, że grupa około sześciuset języków ma wiele wspólnych słów i terminów. Jest wśród nich rdzeń ntu, który znaczy „człowiek”, oraz przedrostek ba – wyznacznik liczby mnogiej. Termin „bantu”, który dosłownie znaczy „lud”, ukuł dziewiętnastowieczny niemiecki filolog Wilhelm Bleek na oznaczenie mnogości podobnych do siebie języków, które europejscy kolonizatorzy napotkali w południowej Afryce. Pierwotną ojczyzną ludów posługujących się językiem bantu były oddalone o ponad cztery tysiące kilometrów wyżyny Kamerunu.
Strefa, którą na początku czwartego tysiąclecia p.n.e. zamieszkiwały ludy nigero-kongijskie, rozciągała się od rzeki Senegal na zachodzie do Kamerunu na wschodzie. Jej wschodnią część zajmowała podgrupa Benue-Kwa. Potomkami Benue-Kwa są współczesne grupy etniczne Joruba, Ibo i Akan. Użytkownicy języka bantu byli podgrupą Benue-Kwa zamieszkującą wschodnie pogranicze jej zasięgu, na skraju równikowego lasu deszczowego.
Benue-Kwa byli rolnikami przystosowanymi do tropikalnego środowiska. Uprawiali głównie pewną odmianę pochrzynu, jadalnej bulwy pochodzącej z zachodniej Afryki, a także kilka rodzajów drzew. Była wśród nich palma olejowa, dostarczająca oleju do gotowania i wina palmowego, palma iglasta, której włókna – rafii – używano do produkcji tkanin, oraz orzechy kola, które później stały się podstawą zachodnioafrykańskiego handlu. Byli także utalentowanymi szkutnikami; czółna do połowu ryb i transportu rzecznego ciosali z pojedynczych kłód. Snycerze specjalizowali się w produkcji posążków i masek, których używano podczas świąt. Podobnie jak inne ludy nigero-kongijskie, Benue-Kwa byli wyjątkowo muzykalni. Częścią ich repertuaru było polirytmiczne bębnienie na bębnach o różnych tonach; były to rytmy, które z czasem weszły do zasobu muzycznego dzisiejszego świata. Inną cechą społeczeństwa Benue-Kwa była głęboka cześć, jaką oddawali duchom przodków. Przodkowie wymagali szacunku i pamięci; zaniedbanie ich mogło spowodować nieszczęście. Benue-Kwa wierzyli również, że nieszczęście mogą na człowieka sprowadzić także złe intencje osób żyjących; środków zaradczych na tego rodzaju uroki szukali u uzdrowicieli.
Pod koniec czwartego tysiąclecia p.n.e. rolnicy mówiący językiem bantu ruszyli na południe, przez region lasów deszczowych, przenosząc swoje umiejętności rolnicze, kamienne narzędzia, czółna i techniki garncarskie na obszary dotychczas zajmowane przez starożytny zbieracko-łowiecki lud Batwa, w językach europejskich powszechnie znany pod nazwą Pigmejów. Wędrówka ludów Bantu przez lasy deszczowe była bardzo powolna: przemieszczali się oni nie więcej niż dwadzieścia kilometrów na dekadę. Jednak do około tysięcznego roku p.n.e. grupy Bantu, wykorzystując rzeki jako szlaki komunikacyjne, przeniknęły do większości dorzecza Konga, a na wschodzie i południu dotarły do zewnętrznego skraju lasu równikowego.
Za granicą lasu rozciągały się sawanny wschodniej i południowej Afryki – królestwo ludów zbieracko-łowieckich, potomków jednej z najstarszych na świecie linii ludzkich. Byli to ludzie niewysocy, mierzący zazwyczaj poniżej półtora metra wzrostu; posiadali szeroki wachlarz umiejętności doskonalonych przez tysiące lat wędrownego życia na sawannie. Wytwarzali narzędzia z drewna, kości i kamienia, włókna roślinne splatali w cienkie powrozy i sieci, z trzciny robili maty i promienie strzał. Wynaleźli także liczne trucizny myśliwskie, jedne pochodzenia roślinnego, a inne wytwarzane z owadów lub jadu węży.
Jednakże najbardziej niezwykłe były ich malowidła naskalne. Tradycja ich tworzenia sięgała dwudziestu ośmiu tysięcy lat wstecz. We wschodniej Afryce głównymi motywami sztuki naskalnej były malowane palcami geometryczne wzory, najczęściej koła i równoległe linie. W południowej Afryce, poniżej rzeki Zambezi, artyści z grup etnicznych, które później stały się znane pod nazwą San3, kontynuowali inną tradycję. W tysiącach miejsc w całym regionie drobnymi pociągnięciami pędzla malowali sceny przedstawiające ludzi zajętych różnymi czynnościami, zwierzęta totemiczne i wyimaginowane stwory. Twórcy malowideł naskalnych byli szamanami, czołowymi postaciami w społeczeństwie San; ich malowidła odzwierciedlały wspomnienia przeżyć i halucynacji doznanych w stanie transu wywołanego tańcem. Według wierzeń San taniec taki umożliwiał wejście do świata duchów, gdzie szaman mógł wykorzystać nadprzyrodzone moce, aby wywołać deszcz, uleczyć chorego, złagodzić napięcia społeczne czy podprowadzić bliżej stado antylop. Malowidła naskalne przedstawiają tancerzy – pochylonych do przodu, z grzechotkami u nadgarstków i kostek nóg, trzymających w dłoniach kije używane podczas tańców transowych, w towarzystwie takich zwierząt, jak antylopa eland, żyrafa i słoń, które uważano za posiadające nadprzyrodzoną moc.
Języki używane przez San były – i wciąż są, ponieważ lud ten żyje w Afryce do dzisiaj – bardzo stare. Występują w nich rozmaite mlaski i inne dźwięki, które dawno, dawno temu mogły stanowić podstawę rodziny językowej rozciągającej się od współczesnej Etiopii po południową Afrykę; później jednak ewolucja nowszych języków spowodowała ich zaniknięcie.
Od czwartego tysiąclecia p.n.e. ziemie zamieszkane przez zbieracko-łowieckie ludy wschodniej Afryki przyciągały różne grupy migrantów. Z północnego wschodu, z górskiego regionu Etiopii, nadciągnęli pasterze mówiący językami kuszyckimi, sprowadzając ze sobą zwierzęta hodowlane i umiejętność uprawy roli; w drugim tysiącleciu p.n.e. osiągnęli oni południową granicę swego zasięgu, równiny Serengeti we współczesnej Tanzanii. Z doliny Nilu na północnym zachodzie przybyli niloccy pasterze, którzy uprawiali rośliny takie jak sorgo. Jednakże najbardziej dalekosiężny wpływ miało przybycie ludów Bantu. Nadeszli oni z regionu kongijskich lasów deszczowych na zachodzie. Społeczności posługujące się językami bantu stopniowo rozprzestrzeniały się we wschodniej Afryce, podążając w kierunku wybrzeża, a po drodze nabywając bydło i ucząc się nowych technik uprawy roli. Przez pewien czas ludy zbieracko-łowieckie koegzystowały z przybyszami, handlując z nimi, lecz ostatecznie zostały przez nich wchłonięte. Do dziś we wschodniej Afryce przetrwały tylko dwie grupy ich potomków: ludy Hadzabe (Hadza) i Sandawe w Tanzanii.
Pojawienie się technologii obróbki żelaza zmieniło dynamikę kultur tropikalnej Afryki. W połowie pierwszego tysiąclecia p.n.e. technologia ta była już dobrze znana w regionie między kotliną Czadu a Wielkimi Jeziorami we wschodniej Afryce. Rozprzestrzeniła się również na obszary Afryki Zachodniej. W Taruga na płaskowyżu Dżos (we współczesnej Nigerii) przedmioty z żelaza wytwarzali członkowie kultury Nok, znanej z terakotowych rzeźb ludzkich głów. W Dżenne--Dżeno (Djenné-Djenno), osadzie miejskiej na terenach zalewowych w środkowym biegu Nigru, hutnicy wytwarzali wysokiej jakości metal podobny do stali. Myśliwi cenili sobie żelazne groty włóczni i strzał; żelazne narzędzia, takie jak siekiery i motyki, pozwoliły rolnikom wykarczować duże obszary lasu i przygotować ziemię pod uprawę, dzięki czemu rolnictwo stało się bardziej produktywne.
Mieszkańcy wschodniej Afryki przejęli umiejętność obróbki żelaza od grup mieszkających w Międzyjezierzu, czyli na obszarze Wielkich Jezior Afrykańskich, w regionie Maszariki. Konieczność zaopatrywania pieców hutniczych w węgiel drzewny sprawiła, że wykarczowano wówczas duże obszary lasów. Bantyjscy mieszkańcy Maszariki należący do kultury Urewe nie tylko umieli wytapiać żelazo, lecz także zaczęli wytwarzać ceramikę z charakterystycznymi zdobieniami, która rozpowszechniła się w różnych formach we wschodniej i południowej Afryce.
Końcowa faza ekspansji ludów Bantu do południowej Afryki u schyłku pierwszego tysiąclecia p.n.e. przebiegała w szybszym tempie. Począwszy od III wieku p.n.e., grupy pionierów przemieszczały się ze wschodniej Afryki kilkoma różnymi szlakami. Bantu, wyposażeni już w żelazne narzędzia, przesuwali granicę rolnictwa na południe. Na zajętych przez siebie terenach wprowadzali też hodowlę bydła i owiec. Najchętniej osiedlali się na ziemiach dobrze nawodnionych oraz w dolinach rzek. Ich podstawowymi produktami spożywczymi były sorgo i proso; trudnili się także rybołówstwem, zbieractwem i łowiectwem. W II wieku p.n.e. niektóre grupy Bantu dotarły do środkowego biegu Zambezi. Inne przemieszczały się w dół wybrzeża Oceanu Indyjskiego, odżywiając się po drodze morskimi rybami i skorupiakami; w II wieku n.e. grupy te dotarły do doliny Limpopo, a sto lat później do bujnych zielonych wzgórz i dolin współczesnego Natalu. Ich ekspansja zatrzymała się na rzece Groot-Kei, za którą rozciągał się region Przylądka Dobrej Nadziei, gdzie nie można było już uprawiać roślin tropikalnych, takich jak sorgo.
Zapuściwszy korzenie na nowych terenach, społeczności rolnicze zaczęły rozwijać odrębne tożsamości i kultury regionalne, lecz zachowały wiele cech wspólnych. Pojęcia i praktyki społeczne i religijne z czasów ich nigero-kongijskich przodków przekazywano z pokolenia na pokolenie przez kilka tysięcy lat migracji. Ludy mówiące językami bantu nadal czciły duchy przodków i wierzyły, że nieszczęścia wywołują złe intencje zawistników. Posiadały również podobny talent do gry na bębnach i do tańca.
Podstawę gospodarki tych społeczności stanowiła uprawa zbóż; z czasem jednak coraz większego znaczenia gospodarczego i społecznego nabierało bydło. Posiadanie krów stało się głównym wyznacznikiem bogactwa, zapewniając właścicielom status i prestiż znacznie przewyższający status i prestiż rolników. Było także metodą tworzenia patronatu i systemu zobowiązań. Wiele grup zdobyło władzę dzięki posiadaniu i kontrolowaniu stad bydła.
Ludność napływowa mówiąca językami z rodziny bantu wywarła ogromny wpływ na zbieracko-łowieckie społeczności San z południa Afryki. Kilka grup, na przykład Khoikhoi znad środkowego biegu Zambezi, przystosowało się do nowego, pasterskiego stylu życia, łącząc wypas bydła i owiec z polowaniem i zbieractwem. W poszukiwaniu pastwisk Khoikhoi rozpoczęli ekspansję na południe, przenosząc swoje stada na stepy Kalahari, a wreszcie docierając do południowej części Kraju Przylądkowego. Niektóre grupy San zostały wchłonięte przez społeczności Bantu, inne zdołały przetrwać jako nomadyczni zbieracze, lecz często były przepędzane na suche tereny lub w regiony górskie, mało przydatne dla rolników.
Na terenach wzdłuż rzeki Oranje i w innych częściach Kraju Przylądkowego szamani z grupy językowej taa-kwi, odgałęzienia ludu San, utrzymywali starożytne tradycje wykonywania malowideł naskalnych jeszcze przez tysiąc lat. Należy ten okres zapamiętać jako ostatni wielki rozkwit najstarszej formy sztuki w historii ludzkości.
W pierwszym tysiącleciu p.n.e. na nadmorskich równinach północno-zachodniej Afryki nastąpiła rewolucja handlowa. Przez długie wieki ludy berberyjskie zamieszkujące żyzny pas od dzisiejszego Maroka na zachodzie po Tunezję na wschodzie z powodzeniem uprawiały rolnictwo i hodowały bydło. Jednak w X wieku p.n.e. z Lewantu nadciągnęli feniccy kupcy poszukujący źródeł złota, srebra, miedzi i cyny. Ich przybycie zrodziło nowy system handlu. Region zaczął również nabierać znaczenia strategicznego. Wiele afrykańskich kolonii wyrosło z placówek, które Fenicjanie założyli wzdłuż wybrzeża jako punkty zaopatrzeniowe i schronienie przed nagłymi burzami morskimi. Jedna z nich, Kartagina, stała się najpotężniejszym miastem-państwem w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego, a jej imperium obejmowało nie tylko łańcuch osad w północno-zachodniej Afryce, lecz także duże połacie południowej Europy, w tym część Hiszpanii, Sardynii i Sycylii. Z czasem jednak potędze afrykańskiej Kartaginy rzucił wyzwanie szybko rosnący w siłę europejski Rzym. Stawką w tej rozgrywce była kontrola nad zachodnim regionem Morza Śródziemnego.
Położone na cyplu z widokiem na Zatokę Tuniską miasto stało u wrót zachodniej części Morza Śródziemnego i kontrolowało żeglugę przez Cieśninę Sycylijską. Według starożytnej tradycji założenie Kartaginy miało miejsce w 814 roku p.n.e. W ciągu stulecia miasto rozrosło się do kwitnącej metropolii handlowej, zamieszkanej przez około trzydziestu tysięcy ludzi. Za jej murami wyrósł ośrodek przemysłowy zajmujący się obróbką żelaza oraz produkcją ceramiki i dóbr luksusowych. Ziemia w Kartaginie i okolicach była dzierżawiona od miejscowej ludności berberyjskiej. Wraz ze wzrostem populacji granice Kartaginy stopniowo przesuwały się w głąb lądu. W żyznej dolinie Madżardy na zachodzie i na półwyspie Cape Bon na wschodzie rozkwitało rolnictwo. Kartagina szybko zyskała renomę w całym Śródziemnomorzu jako producent oliwek, owoców i win. Traktat o agronomii autorstwa Kartagińczyka imieniem Mago, zawierający porady dotyczące sadzenia drzew, zbioru owoców, uprawy winorośli i hodowli zwierząt, często cytowali autorzy tak greccy, jak i rzymscy. Dzisiaj niektórzy uczeni uważają opracowanie Mago za biblię rolniczą starożytnego świata.
W V wieku p.n.e. Kartagina była już niezależną potęgą handlową i dysponowała jedną z największych flot wojennych w basenie Morza Śródziemnego. Jej elita rządząca nieustannie dążyła do rozszerzenia nie tylko kartagińskiego imperium handlowego, lecz także podległych jej terytoriów w Afryce. Na wybrzeżu na wschód od miasta, na obszarze znanym obecnie jako Trypolitania, zakładano nowe osady. Kartagińskie statki wpływały na Atlantyk.
Na początku V wieku p.n.e. kartagiński żeglarz imieniem Hannon poprowadził dużą wyprawę morską przez Słupy Herkulesa (czyli Cieśninę Gibraltarską). Celem przedsięwzięcia było założenie kolonii wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki. Zgodnie ze zwięzłą relacją z jego podróży, skopiowaną przez Greków z inskrypcji na ścianie świątyni w Kartaginie, Hannon dotarł do Soloeis (dziś przylądek Cantin), a następnie popłynął dalej wzdłuż wybrzeża, zakładając tam siedem osad. Po drodze spotkał różnych ludzi „o dziwnym wyglądzie”. Wyprawa dotarła do zalesionej wyspy, opowiadał Hannon, „na której wylądowaliśmy. W dzień widzieliśmy tylko las, ale w nocy pojawiły się liczne ognie i słyszeliśmy dźwięki piszczałek, cymbałów i bębnów oraz wielki gwar głosów. Przejął nas strach i wróżbici poradzili opuścić wyspę”4.
Gdziekolwiek Kartagińczycy wylądowali, ich głównym celem był handel. W V wieku p.n.e. grecki historyk Herodot opisał system wymiany towarów stosowany przez nich w kontaktach z afrykańskimi plemionami:
Opowiadają też Kartagińczycy, co następuje. Jest w Libii [Afryce] miejscowość i osiadli tam ludzie poza Słupami Heraklesa. Skoro do nich przybędą i wyładują swe towary, kładą je rzędem na wybrzeżu morskim, po czym wsiadają na statki i wzniecają dym. Krajowcy, widząc go, idą nad morze, potem za towary składają złoto i usuwają się od nich na sporą odległość. Wtedy Kartagińczycy wysiadają z okrętów, aby się przypatrzyć: jeżeli złoto wyda im się równowartościowe z towarami, zabierają je i oddalają się; jeżeli zaś nie, z powrotem wchodzą na statki i tam siedzą. Wtedy znowu zbliżają się krajowcy i przyczyniają złota, aż ich zadowolą. Żadna strona nie krzywdzi drugiej: ani bowiem Kartagińczycy nie tykają złota, aż uznają je za równowartościowe z towarami, ani krajowcy nie tykają wprzód towarów, zanim tamci złota nie zabiorą5.
Kartagińczycy nie tylko prowadzili handel przybrzeżny, lecz także eksplorowali szlaki transsaharyjskie. Berberyjscy koczownicy wyprawiali wielkie karawany koni jucznych do osad po drugiej stronie pustyni (było to na długo, zanim w północnej Afryce pojawiły się wielbłądy). Jeden prowadził na południe, od kartagińskiej osady Lixus (dziś Larache/Al-Ara’isz w Maroku) w kierunku złotonośnych piasków krainy Bambuk w dolinie Senegalu. Inny biegł z Trypolitanii do oaz w samym sercu pustyni, w krainie Fazzan, gdzie przedsiębiorczy saharyjski lud Garamantów stworzył kwitnącą cywilizację miejską.
