Złodzieje światła - Helena Duggan - ebook
NOWOŚĆ

Złodzieje światła ebook

Helena Duggan

0,0

Opis

Gdy na Słońcu pojawia się tajemnicza ciemna plama, cały świat jest w niebezpieczeństwie. Miliarder i geniusz technologiczny Howard Hansom ogłasza, że ma plan powstrzymania choroby centralnej gwiazdy Układu Słonecznego. Stworzone przez niego miasteczko przyszłości ma być szansą dla ludzkości. Wielu młodych odpowiada na jego apel współdziałania na rzecz ocalenia Ziemi. Jest wśród nich Solas, starsza siostra Griana. Kiedy znika bez zapowiedzi, chłopiec domyśla się, że uciekła do nowego miasta Hansoma, aby ratować świat. Ale kiedy Grian i jego przyjaciele, Jeffrey i Shelli docierają do tego miejsca, okazuje się, że nic nie jest takie, jak mogło się zdawać.

 

Czego Howard Hansom chce od wszystkich ludzi, których zachęcił do zamieszkania w miasteczku przyszłości? Każdy kolejny dzień spowija coraz większy mrok. Co naprawdę dzieje się ze Słońcem?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 350

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginalny: The Light Thieves

Tekst: Helena Duggan

Przekład: Anna Kłosiewicz

Kierownik redakcji: Magdalena Cicha-Kłak

Redakcja: Paulina Zaborek

Korekta: Beata Kozieł-Kulesza

Przygotowanie wersji elektronicznej: Paweł Kowalski

 

Text © Copyright by Helena Duggan, 2022

Cover illustration, map and chapter head illustrations by Katie Kear © Usborne Publishing, 2022

First published in the UK in 2022 by Usborne Publishing Ltd.,

Usborne House, 83-85 Saffron Hill, London EC1N 8RT, England, usborne.com

© Copyright for the Polish translation by Anna Kłosiewicz, 2026

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo-91, Warszawa 2026

 

Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, przedrukowywanie i rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji bez pisemnej zgody wydawcy zabronione.

 

Wykorzystywanie treści niniejszego utworu lub jego części do celów eksploracji tekstów i danych (TDM), w szczególności na użytek uczenia maszynowego związanego z procesem szkolenia sztucznej inteligencji, bez wyraźnej zgody wydawcy jest zabronione.

 

dwukropek.com.pl

Wydawnictwo Juka-91 Sp. z o.o.

ul. Jutrzenki 118

02-230 Warszawa

Infolinia 800 650 300

[email protected]

Tę serię dedykuję Jo i Bobbie – kocham Was jak stąd do Słońca i z powrotem

PROLOG

Grian Woods spoglądał z okna klasy na kołyszące się w oddali na wietrze czubki drzew w lesie otaczającym jego rodzinne miasteczko Tallystick. Był upalny letni poranek, a słońce stało już wysoko na błękitnym niebie, więc okno, przy którym Grian siedział, otwarto na oścież, jednak do środka nie wpadał nawet najmniejszy powiew wiatru. Poranek był dziwnie spokojny, a powietrze tak nieruchome, że nawet wspomniał o tym głośno, kiedy godzinę wcześniej razem z siostrą wysiadali ze szkolnego autobusu.

Ale skoro nie było wiatru, to co sprawiało, że korony drzew kołysały się niespokojnie?

Dziś przypadał ostatni dzień szkoły, nauczyciel rozdzielał właśnie drobne zadania dotyczące organizacji pożegnalnego balu. Wszyscy mieli doskonałe humory, w klasie co rusz rozlegały się radosne chichoty. Grianowi wcale nie było do śmiechu – nie przepadał za imprezami, a już zwłaszcza za tymi odbywającymi się w szkole, bo to oznaczało, że będzie musiał zmyślać rzeczy, o których mógłby gadać z kolegami z klasy, a przecież większości z nich nie uważał za prawdziwych przyjaciół.

– Bob – szepnął do zegarka na nadgarstku – jakieś alerty pogodowe na dzisiaj?

Jego awatar Bob otworzył oczy i uśmiechnął się z tarczy zegarka – najnowsza aktualizacja firmy Hansom sprawiła, że awatary wyglądały jak żywe. Niektóre dzieciaki wybierały znanych piosenkarzy, aktorów czy sportowców, inni woleli postacie przedstawiające ich samych w przyszłości, a jedna dziewczyna zdecydowała się na wizerunek psa, bo, jak twierdziła, to była jej najulubieńsza istota na świecie.

Grian zostawił awatar fabryczny, przypominający odrobinę właściciela firmy Howarda Hansoma, bo sam ciągle nie wiedział, kim chciałby zostać, kiedy już dorośnie.

– Alertów brak, Grianie – rozległo się z urządzenia. – Będzie gorąco i słonecznie, choć w południowo-zachodniej części Babbage przewidywane są przelotne letnie deszcze oraz burze z piorunami.

Grian gwałtownie wciągnął powietrze, bo na szybie tuż obok jego ramienia pojawiła się nagle biegnąca przez sam jej środek rysa. Natychmiast wyłączył dźwięk w słuchawkach, by nie słyszeć komunikatów zegarka, a potem nachylił się w stronę okna. Ławki i kosze na śmieci na podwórku zakołysały się, a potem zaczęły przewracać.

Zaszokowany, zerwał się z miejsca, wywracając przy tym krzesło, podczas gdy rysa na szybie zamieniła się w całą sieć pęknięć. Potem rozległ się trzask, a Grian wrzasnął: „Na ziemię!”, zanim sam zanurkował pod ławkę akurat w momencie, gdy odłamki szkła posypały się do środka. Klasę wypełniły pełne przerażenia krzyki.

Grian zakrył uszy, z całej siły przyciskając dłonie do skroni. Miał wrażenie, że wszystko wokół trzęsie się i drży, zupełnie jakby jakiś olbrzym chwycił budynek szkoły i potrząsał nim niczym skarbonką. Książki, ołówki, tablety fruwały w powietrzu niczym pociski, podczas gdy pozostali uczniowie kryli się z przerażeniem pod ławkami.

Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, a jednocześnie jakby w zwolnionym tempie. Grian gorączkowo zastanawiał się, co robić. Na moment przymknął oczy i odetchnął głęboko przez nos, dopóki panujące wokół zamieszanie nie zamieniło się w szum gdzieś w tle, podczas gdy on słyszał głównie pulsowanie własnej krwi w uszach.

Przesunął palcem po wyświetlaczu zegarka, ale ten pozostał czarny. Bob nie działał. Serce podskoczyło Grianowi do gardła.

Nauczycielka wołała coś głośno i kiwała na uczniów ręką, by szli za nią. Z jej zwykle ciasno upiętego koka wysunęło się kilka pasm włosów, a na dodatek kobieta miała tylko jeden sandał, bo najwyraźniej zgubiła drugi gdzieś pośród przyborów do pisania, powywracanych ławek i odłamków szkła.

Grian ruszył za resztą kolegów, którzy przedzierali się przez zwały śmieci tarasujące drogę do drzwi. Na szczęście nauczycielka zaparła się o nie barkiem i zdołała je otworzyć.

Szkolny korytarz przypominał pobojowisko po przejściu rozwścieczonej tłuszczy, wszędzie walały się powywracane szafki, tablety i podręczniki. Grian jakoś przecisnął się między tym wszystkim i dołączył do tłumu przerażonych, krzyczących dzieciaków, które przepychały się do głównego wyjścia.

Gdy tylko udało mu się wydostać na zewnątrz, popędził na środek dziedzińca, gdzie nauczyciele usiłowali zgromadzić uczniów z dala od rumowiska. Rozejrzał się w poszukiwaniu Solas, ale nigdzie nie zauważył siostry. Znów przesunął palcem po wyświetlaczu zegarka z nadzieją, że Bob zdoła ją zlokalizować, ale urządzenie nadal nie działało.

Wstrząsnął nim gwałtowny dreszcz, zupełnie jakby ktoś oblał go lodowatą wodą. Co się stało? Jak miał się teraz skontaktować z rodzicami? Czy nic im nie jest? I gdzie podziała się Solas?

Nagle jakaś dziewczyna niedaleko niego wrzasnęła, wskazując przy tym w górę. Zrobiło się ciemno, zupełnie jakby niebo zasnuły burzowe chmury.

Grian podniósł wzrok, ale nie dostrzegł najmniejszej chmurki na błękitnym niebie.

– Słońce… słońce – wydukała nauczycielka płaczliwym głosem.

Grian nie potrafił pojąć, co właściwie widzi. Przetarł oczy z obawą, że kurz i pył mogły mu zaszkodzić, ale to nic nie dało.

W dolnej części tarczy Słońca, po prawej, widać było czarny cień, zupełnie jakby ten sam olbrzym, który chwilę wcześniej potrząsał budynkiem szkoły, odgryzł porządny kęs ognistej kuli.

Grian ze świstem wciągnął powietrze do płuc, a serce zabiło mu w piersi jeszcze mocniej, podczas gdy na szkolnym dziedzińcu zapadła martwa cisza. A potem ktoś krzyknął:

– To koniec świata!

TRZY LATA PÓŹNIEJ

Rozdział 1

Koniec szkoły

Wibracje ogarnęły jego nadgarstek, a potem ramię, wyrywając go ze snu. Grian wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tej najnowszej aktualizacji swojego zegarka.

– Przecież mówiłem, Bob, że masz wyłączyć budzik! – jęknął, naciągając mocniej kołdrę na głowę.

– Wczoraj wieczorem wydałeś dyspozycję, że mam cię zbudzić w każdy dostępny mi sposób, Grianie! – dobiegło z urządzenia.

– No ale przecież nie w taki! Te wibracje to trochę za dużo.

– Jestem tylko zegarkiem, Grianie. Traktuję twoje polecenia dosłownie. Trudno ustalić, co masz na myśli, jeśli nie jesteś wystarczająco precyzyjny – zauważył Bob, zanim dodał: – Dzisiaj w szkole czeka cię ostatni egzamin, a potem masz wakacje. Twój dziadek musiał wyjść na kilka godzin, więc to ty masz towarzyszyć Solas dzisiaj po południu na zebraniu Potęgi Ludzi.

Grian nie odpowiedział, zajęty naciąganiem granatowych spodni od dresu i szarej bluzy z kapturem. Już ubrany, powlókł się korytarzem do toalety.

– Chwilunia, ja pierwsza! – Solas wpadła do łazienki tuż przed nim. – Muszę się przygotować, Grian!

Starsza siostra zatrzasnęła mu drzwi przed nosem, zostawiając go samego na chłodnym korytarzu. Od czasu trzęsienia ziemi sprzed trzech lat poranki były odrobinę zimniejsze, a dni ciemniejsze. Mieli lipiec, a zdawało się, jakby nadeszła już jesień.

Pozostało mu czekać cierpliwie, aż Solas skończy się szykować – zawsze zajmowało jej to całe wieki. Nie miał pojęcia, czemu u dziewczyn to tyle trwa. Wciąż żałował, że nie ma starszego brata zamiast siostry.

– Chciałbyś jeszcze powtórzyć materiał do dzisiejszego egzaminu? – odezwał się Bob. – Na przykład dzielenie liczb wielocyfrowych? Wczoraj wieczorem miałeś z tym wciąż trochę problemów.

– Daj już spokój, Bob – jęknął Grian, osuwając się na wyłożoną wykładziną podłogę, by tam zaczekać.

Cieszył się, że nie organizowano już imprez z okazji zakończenia roku szkolnego, więc przynajmniej ominą go durne pogawędki z innymi dzieciakami. Dyrektor orzekł, że nie godzi się świętować w rocznicę wielkiego trzęsienia ziemi – dnia, który wszystko zmienił – więc zamiast balu na koniec szkoły urządzano teraz co roku egzamin, chociaż to wydawało się wszystkim odrobinę niesprawiedliwe.

Sprawdzian odbywał się rano, a potem wszyscy mieli resztę dnia wolną, żeby przygotować się do pochodu Potęgi Ludzi.

– Spokój to nie jest droga do sukcesu! – wytknął Bob.

Grian wcisnął guzik zasilania, a awatar na tarczy zegarka zamknął oczy, zanim wyświetlacz przybrał stalowoszarą barwę. Zaraz potem jednak rozbłysnął na powrót podwójną literą H w logo firmy Hansom, a na włączonym ponownie ekranie pojawiła się uśmiechnięta twarz Boba.

– Co jest? – warknął Grian, wpatrując się ze złością w wyświetlacz.

– Najnowsza aktualizacja kontroli rodzicielskiej. Nie możesz mnie wyłączyć, kiedy udzielam ci rad dla twojego dobra, Grianie! W porządku, a teraz lepiej bierzmy się do tej powtórki.

Zaraz potem urządzenie zaczęło wyświetlać jedno równanie za drugim.

Grian zdjął zegarek i wcisnął go do kieszeni. Przygotował się do egzaminu naprawdę porządnie, więc nie martwił się specjalnie o jego wynik. Lubił się uczyć, chociaż nikomu się do tego w szkole nie przyznawał z obawy, że dzieciaki zaczęłyby mu dokuczać.

– A masz jakieś rady, jak wydostać się z mojej kieszeni, co, Bob? – zakpił.

Zegarek nie odpowiedział, zamiast tego mamrotał kolejne pytania testowe. Był akurat przy czwartym, kiedy drzwi łazienki stanęły wreszcie otworem. Solas wyłoniła się ze środka niczym gwiazda filmowa, z włosami połyskującymi srebrzystym różem. Mama na pewno wściekłaby się na ten widok, więc Solas zaczekała z tym do chwili wyjazdu rodziców. Grian mógłby też przysiąc, że zauważył u siostry makijaż. Sam nie miał pojęcia, czemu ludzie, a już zwłaszcza dziewczyny, nakładają na twarz różne mazidła. Sam użył ich tylko raz, kiedy przebrał się na Halloween za postać z ulubionej gry komputerowej, „Pokonaj fryzjera”. Kostium był odlotowy, ale Grian starł ten cały makijaż od razu po powrocie do domu.

– Ale wiesz, że on nawet cię nie zobaczy?

– Kto niby? – zapytała Solas, przemykając pospiesznie obok niego.

– No Howard Hansom. Całe Tallystick tam będzie, nie ma mowy, żeby w ogóle na ciebie spojrzał!

– Och, zamknij się! – Solas popatrzyła na niego ze złością, a potem z hukiem zamknęła drzwi swojego pokoju.

Grian wszedł do łazienki i też z całej siły walnął drzwiami. Skoro Solas mogła, to on też.

– Przestańcie wreszcie tak trzaskać! – zawołał dziadek ze swojego ciasnego pokoiku na dole.

Pewnie spędził tam całą noc przy wiekowej radiostacji, chociaż przecież istniały znacznie łatwiejsze sposoby na porozumiewanie się z ludźmi na całym świecie. Grian nie miał pojęcia, dlaczego dziadek nie sprawi sobie któregoś z urządzeń Hansoma, tak jak wszyscy.

Grian czym prędzej umył zęby i próbował przyklepać swoje niesforne loki, żeby nie sterczały tak na wszystkie strony. Całkiem zadowolony z efektów swoich starań wyszedł w końcu z powrotem na korytarz i właśnie wyjmował zegarek z kieszeni, kiedy Solas otworzyła drzwi sypialni i ruszyła schodami na dół. Miała na sobie jakąś idiotyczną błyszczącą spódnicę i taki sam T-shirt z wielokolorowym napisem „Potęga Ludzi”, jakie ostatnio nosili chyba wszyscy.

– Dzień dobry, Solas – powitał ją Bob z uśmiechem, gdy Grian założył zegarek z powrotem na rękę.

Grian aż się wzdrygnął, a potem czym prędzej wcisnął słuchawki do uszu i połączył się z zegarkiem, żeby Bob nie mógł już powiedzieć nic więcej na głos. – Dlaczego jesteś dla niej taki miły, skoro ona ciągle mi dogryza? – burknął do urządzenia, rozglądając się za butami.

– Twoje tenisówki są pod łóżkiem – podpowiedział mu Bob. – A co do tej sprawy, to miło jest być miiii…

Wyświetlacz zegarka zamigał, twarz awatara zastygła w pół słowa, zanim na powrót ożyła.

– Co to było? – wystraszył się Grian, któremu serce zabiło mocniej.

– Nic takiego, zakłócenia sygnału. Drzewa znowu go blokują – wyjaśniło urządzenie, a jego głos imitujący ludzki zabrzmiał wyjątkowo mechanicznie.

Ostatnio rzeczywiście zdarzało się sporo takich usterek, co Grian przyjmował ze sporym niepokojem. Co prawda od czasu do czasu zdejmował zegarek, kiedy Bob za bardzo go wkurzał, ale nie mieściło mu się w głowie, że urządzenie mogłoby się całkiem zepsuć. Wcześniej zdarzyło się to jeden jedyny raz, ale było naprawdę strasznie – dokładnie trzy lata temu w dniu trzęsienia ziemi.

Wszyscy mówili o nim jako o dniu Przechylenia, bo jak ustalono później, trzęsienie okazało się tak silne, że przekrzywiło oś Ziemi – tuż przed tym, jak na Słońcu pojawiła się tajemnicza czarna plama.

– Plecak do szkoły leży w kuchni. Mam nadzieję, że twój dziadek pamiętał o przygotowaniu ci drugiego śniadania, ale ponieważ nadal odmawia używania zegarka naszej marki, nie jestem w stanie tego sprawdzić. – Sfrustrowany głos Boba wyrwał Griana z przerażających wspomnień. – Do przyjazdu autobusu zostały dokładnie cztery minuty i dwadzieścia trzy sekundy. Pospiesz się!

Grian zbiegł pędem po schodach na dół. Drzwi pokoju dziadka były jak zawsze uchylone, dobiegały zza nich trzaski i piski starej radiostacji. Czasami wdzierał się w nie urywany, niewyraźny głos kogoś mieszkającego na drugim końcu świata.

Grian zapalił światło w kuchni, chociaż było już dwadzieścia po ósmej. Na drewnianym blacie stało jego pudełko na drugie śniadanie, pod uchyloną plastikową pokrywką widać było jabłko i kanapkę z wyciekającym spomiędzy kromek chleba ohydnie fioletowym dżemem.

– Dżem! – mruknął Grian i odstawił pudełko z powrotem na stół. – Skąd w ogóle dziadek bierze takie rzeczy?

Sięgnął do kuchennej szafki po paczkę chipsów i czekoladowy batonik, a potem chwycił plecak, wepchnął swoje łupy do środka i ruszył do wyjścia, przepychając się obok Solas, która właśnie wetknęła głowę do pokoju dziadka, pewnie żeby wydębić od niego parę groszy. Odkąd tacie groziła utrata pracy, starszy pan wspomagał wnuki drobnymi sumkami znacznie chętniej od ich rodziców.

Ojciec Griana, Cam Woods, był naczelnikiem poczty, czyli także głównym listonoszem w okręgu Turing. Grian nigdy o tym w szkole nie mówił, bo trochę się tego wstydził. To było naprawdę żenujące zajęcie, a dzieciaki na pewno zaczęłyby się z niego wyśmiewać. Nikt już przecież nie wysyłał listów – tak się robiło w zeszłym stuleciu.

Ale właśnie dlatego rodziców nie było teraz w domu – tata pojechał na jakąś konferencję w związku ze swoją pracą. A mama wzięła urlop, żeby zrobić mu niespodziankę i tam do niego dołączyć. Mieli spędzić parę dni tylko we dwoje. „Wracamy w niedzielę wieczorem”, zapewniła, kiedy wczesnym rankiem z uśmiechem cmoknęła Griana w czubek głowy przed wyjściem z domu.

Mama nazywała się Saoirse Woods i pracowała jako adwokatka w Turing, metropolii położonej zaledwie parę przystanków autobusem od ich miasteczka. Jak sama mówiła, „reprezentowała przegranych” – Grian nie bardzo wiedział, co to właściwie oznacza, poza tym, że klienci mamy zwykle nie mieli zbyt wiele pieniędzy. Tata często żartował, że mama jest uparciuchem i pracuje wyłącznie dla ludzi, których lubi, a ona odpowiadała wtedy, że jeśli ma wykonywać swoją pracę dobrze, to musi wierzyć, że jej klient jest tego wart – i to właściwie miało sens.

– Minuta do odjazdu! – krzyknął Bob akurat w chwili, gdy Grian otwierał drzwi wejściowe.

– Powodzenia na egzaminie! – zawołał dziadek.

– Dzięki, dziadku! – odkrzyknął Grian i ruszył pędem w stronę furtki.

Kiedy wbiegał na przystanek, szkolny autobus akurat zatrzymywał się w zatoczce. Solas niemal deptała bratu po piętach. Nigdy nie przejmowała się tym, że inni muszą na nią czekać, za to Grian aż wzdrygał się z zażenowania na samą myśl o tym. Właściwie to nawet żałował, że nie przypomina pod tym względem siostry, która miała w nosie, co inni o niej sądzą.

Zdążył się już ulokować na siedzeniu, kiedy Solas wreszcie wspięła się po schodkach i zajęła swoje miejsce. Siedziała przed nim obok swojej najlepszej przyjaciółki, Amz. Wszyscy uważali Amy Alton za jedną z najfajniejszych dziewczyn w szkole, ale Grian wiedział, że to nieprawda. Amy była wredna, tak samo jak Solas.

Grian zajmował miejsce w połowie autobusu, tak było najbezpieczniej. Siedział sam i tak wolał. Kiedy był młodszy, próbował się zaprzyjaźnić z innymi dzieciakami, ale nie skończyło się to najlepiej. Mama przekonywała, że po prostu źle trafił, bo nie wszystkie dzieci są wredne, ale Grian jakoś w to wątpił. Zresztą i tak nikt nigdy nie chwytał jego żartów.

– Jeffrey też już jest – odezwał się Bob, gdy blondynek o błękitnych oczach, szczupłym zadartym nosie i zaczerwienionych teraz policzkach z sapaniem wdrapał się po stopniach do środka. – Dlaczego nie spróbujesz się z nim zaprzyjaźnić? Ciągle ci powtarzam, że macie podobne zainteresowania. Jeffrey lubi historię i ma świetne wyniki w matematyce, a poza tym uwielbia gry komputerowe, zwłaszcza „Pokonaj fryzjera”, w której świetnie sobie radzi. Dotarł już do poziomu szesnastego i jest na pierwszym miejscu w okręgu Turing. Mógłby ci udzielić paru…

Grian aż poczerwieniał. Ten durny zegarek ciągle go namawiał, żeby spróbował się z kimś zakumplować, zwłaszcza z Jeffreyem Slightem. Ktoś zachichotał za plecami Griana, a ten natychmiast przyciszył dźwięk w słuchawkach. Zawsze się bał, że ktoś mógłby go podsłuchać.

Właściwie to trochę znał tego Jeffreya, skoro mieszkali praktycznie po sąsiedzku i chodzili do tej samej szkoły. Ale to jeszcze nie powód, żeby się z nim zadawać, więc Grian tego nie robił, nawet kiedy mama usiłowała go namówić do zmiany zdania.

Jeffrey robił miłe wrażenie, chociaż był trochę dziwny i wkurzający. Inne dzieciaki często się z niego nabijały, a Grian nie chciał się przyjaźnić z kimś takim, bo to zwróciłoby na niego uwagę szkolnych prześladowców, od których starał się trzymać z daleka, odkąd zetknął się z nimi po raz pierwszy. Czasami nawet specjalnie zaznaczał na sprawdzianach błędne odpowiedzi, bo to bardzo ułatwiało życie. Nikt nie lubi przemądrzałych dzieciaków, które wiedzą wszystko. A Jeffrey Slight taki właśnie był.

Jeffrey zawsze miał sto procent poprawnych odpowiedzi na testach, a poza tym ciągle próbował opowiadać wszystkim wokół o głupotach, które go interesowały. Na dodatek czasami nosił niedopasowane ciuchy, spodnie sięgające jedynie do kostek czy za ciasne koszulki, chociaż sam nie zdawał sobie chyba z tego sprawy, nawet kiedy inni się z niego naśmiewali.

– Jeśli chciałbyś jeszcze skorzystać przed egzaminem z toalety, sugerowałbym udać się do tylnego wejścia. W korytarzu numer pięć zrobił się zator w związku z bójką dwóch szóstoklasistów – odezwał się Bob, gdy autobus zatrzymał się przed szkolną bramą.

Grian ruszył biegiem dookoła budynku szkoły. Przed każdym sprawdzianem zawsze musiał wstąpić do łazienki. Typowy przejaw stresu egzaminacyjnego, przynajmniej według jego zegarka. Teraz też czym prędzej zatrzasnął drzwi toalety i cisnął plecak na podłogę.

– Pospiesz się, zostało ci sześć minut i czterdzieści dwie sekundy do rozpoczęcia egzaminu. Większość twoich kolegów czeka już w ławkach, ale pani Norman jeszcze nie przyszła – poinformował Bob, gdy Grian pospiesznie mył ręce.

Chłopak ruszył biegiem do klasy i zajął swoje miejsce akurat w momencie, kiedy nauczycielka zaczęła rozdawać arkusze.

– Proszę przełączyć zegarki w tryb egzaminacyjny – poleciła jeszcze pani Norman, stanąwszy twarzą do klasy, po czym włączyła minutnik.

Grian przesunął palcem po wyświetlaczu zegarka i uruchomił funkcję uniemożliwiającą mu korzystanie z podpowiedzi Boba podczas sprawdzianu, a następnie zalogował się na swoim szkolnym tablecie.

Egzamin okazał się prosty. Nawet jeśli wziąć pod uwagę, że w kilku punktach Grian specjalnie udzielił błędnych odpowiedzi, i tak spisał się całkiem nieźle. Świadectwo na pewno będzie miał dobre, a chociaż rodzice nie przejmowali się specjalnie jego egzaminami, to wiedział, że się ucieszą.

– Wyniki otrzymacie mejlem na początku przyszłego tygodnia – poinformowała ich pani Norman, gdy z uśmiechem zbierała arkusze. – Zjedzcie jeszcze lunch, a potem możecie się już cieszyć wakacjami, chociaż większość z was spotkam na pewno jeszcze dzisiaj podczas pochodu Potęgi Ludzi. Cóż za wspaniały początek lata!

Jego koledzy wśród głośnych okrzyków zaczęli się ściskać, zupełnie jakby mieli nigdy więcej się nie spotkać. Grian pożegnał się tylko z kilkorgiem z nich w przelocie, zanim włączył z powrotem Boba i wyszedł na korytarz.

Kiedy znalazł się na zewnątrz, nie dostrzegł na niebie ani jednej chmurki, ale czarna plama na Słońcu sprawiała, że nie było już tak ciepło jak w minionych latach. Chociaż Grianowi niespecjalnie to przeszkadzało – nigdy nie przepadał za upałami.

Wpływ tej ciemnej plamy na planetę nie przestawał jednak zaprzątać myśli mieszkańców całego globu, dlatego właśnie z takim entuzjazmem przyjmowano wszędzie powstanie Potęgi Ludzi – planu Howarda Hansoma na ocalenie ich wszystkich.

To hasło było teraz wszędzie. Co kilka minut na wyświetlaczu Boba pojawiały się jego reklamy, pełno ich też było na szkolnych tabletach, w telewizji, sieci i wiadomościach, tylko o tym mówiono w radiu i pisano w gazetach. Reklamy wyświetlały się nawet na ekranie ich lodówki czy na przystankach, aż Grian zaczynał mieć ich już powoli dosyć.

– Do spotkania z Solas przy bramie szkoły zostało trzydzieści minut – odezwał się Bob w ramach przypomnienia. – Skontaktowałem się już z Petrą, żeby poinformowała twoją mamę, że zostaniesz na terenie szkoły nieco dłużej, zanim udasz się wraz z siostrą na wiec. A teraz pora na lunch.

Grian nienawidził, kiedy Bob rozmawiał z Petrą, czyli zegarkiem Hansom jego mamy, który miał bardzo restrykcyjne ustawienia. W rezultacie Bob ciągle słyszał od niego, że Grian nie może robić właściwie niczego. Kiedy raz zignorował te obostrzenia, Bob zameldował o tym Petrze, co skończyło się dla Griana szlabanem na cały tydzień.

Gdy jego starsza siostra skończyła trzynaście lat, niektóre z uprawnień Petry zostały cofnięte, tak że urządzenie nie wiedziało już wszystkiego na temat poczynań Solas. Grian nie mógł się doczekać trzynastych urodzin, żeby Petra przestała szpiegować i jego.

Usiadł na ławce tuż przy szkolnej bramie, a potem sięgnął do plecaka po chipsy i batonik. Z budynku wylewały się teraz tłumy dzieciaków, większość ubrana w te same T-shirty z neonowym wielobarwnym napisem „Potęga Ludzi”. Wyglądali na równie podekscytowanych czekającym ich wydarzeniem jak jego siostra.

Ale czy przejmowaliby się sprawą ratowania planety, gdyby nie zaangażował się w to sam Howard Hansom?

Grian uwielbiał urządzenia tej firmy, bo zwyczajnie były najlepsze, a on nie wyobrażał już sobie życia bez Boba czy internetu od Hansoma, więc oczywiście liczył na kolejne aktualizacje ich produktów i nowe gadżety. Ale to przecież jeszcze nie oznaczało, że musiał się zachwycać samym Howardem Hansomem, nawet jeśli ten rzeczywiście próbował ratować świat. Byłoby lepiej, gdyby pan Hansom trzymał się roboty, na której się znał, zamiast zgrywać superbohatera – tak przynajmniej uważał dziadek.

Grian szybko rozprawił się z przekąskami, a następnie zajął się ulubioną grą. Ciągle nie mógł przejść poziomu czternastego. Może Bob miał rację i należało jednak pogadać z Jeffreyem?

Nadal próbował ściąć na jeżyka wymachującego nożem klienta i uniknąć przy tym poszatkowania na kawałki, kiedy jego zegarek znów się odezwał.

– Solas się spóźnia! – oznajmił Bob. – Zwykle daję jej dziesięć minut marginesu, a dzisiaj po uwzględnieniu lunchu odczekałem pół godziny, ale nadal jej nie ma!

Grian podniósł wzrok.

Dziedziniec szkoły już niemal całkiem opustoszał, woźny właśnie zamykał budynek. Griana przeszył zimny dreszcz. Bez uczniów panowała tu niesamowita cisza. Biegnąca wzdłuż ogrodzenia szkoły ulica też była pusta, na światłach nieopodal stało tylko jedno auto.

Nagle Grian drgnął nerwowo, bo gdzieś w oddali po niebie przetoczył się grzmot.

Rozdział 2

Potęga Ludzi

Dźwięk dobiegał od strony stadionu.

– Wygląda na to, że twoja siostra już tam jest – odezwał się Bob rozgniewanym tonem, najwyraźniej sprawdziwszy sygnał GPS z zegarka Solas. – Powiadomię Petrę, że twoja siostra po raz kolejny nie odebrała cię po szkole. Wasza matka nie będzie zadowolona. Lepiej się zbierajmy, jeśli nie chcemy przegapić widowiska!

Bob pokierował go kolejnymi uliczkami tak umiejętnie, że Grian przez całą drogę nie przerywał gry, jednak im bliżej był stadionu, tym więcej ludzi spotykał, musiał więc uważać, żeby się z nikim nie zderzyć.

Nigdy by nie pomyślał, że ich maleńkie Tallystick miało tylu mieszkańców, aż zaczął się zastanawiać, czy niektórzy z nich nie przyjechali autobusem z miasta tylko po to, żeby na własne oczy zobaczyć Howarda Hansoma. Tallystick leżało na przedmieściach Turing, drugiej największej metropolii i faktycznej stolicy Babbage po tym, jak Quantum, rzeczywista stolica, zamieniło się w następstwie trzęsienia ziemi w strefę zakazaną, pełną ruin i gruzów.

Bob połączył się z Suzi, zegarkiem Solas, i poprowadził Griana przez tłum gapiów w stronę dziewczyny. Jej srebrzysto-różowe włosy i połyskująca spódniczka nie rzucały się tutaj tak bardzo w oczy jak w domu, bo wszyscy wokół byli ubrani w równie kolorowe stroje.

Solas towarzyszyła oczywiście Amz, obie przewróciły oczami z niezadowoleniem, gdy Grian wreszcie do nich dołączył.

– Myślałam, że następne pół godziny masz spędzić z dziadkiem! – westchnęła Solas, przygarbiwszy się tak mocno, że Grian wystraszył się, czy siostra nie zaryje za chwilę nosem w ziemię.

– Wcale nie byłem z dziadkiem! Przecież miałaś się ze mną spotkać pod szkołą, nie udawaj, że zapomniałaś. Zostawiłaś mnie tam samego… znowu! – burknął.

– No i? Przecież jesteś już duży – warknęła Solas. – Zresztą nieważne, nawet się do mnie nie zbliżaj! Udawaj, że w ogóle się nie znamy!

– Nie bój żaby, za nic bym się nie przyznał, że jesteś moją siostrą – sapnął Grian, zajmując miejsce za jej plecami.

Błyszcząca spódnica Solas odbijała światło przy każdym ruchu dziewczyny i oślepiała Griana.

– Jak ci poszedł egzamin? – Amz odwróciła się w jego stronę.

– Po co w ogóle z nim gadasz? – obruszyła się Solas.

– Bardzo dobrze, Amz – zapewnił Grian z uśmiechem. – Wręcz doskonale!

– Ale z ciebie nerd! – prychnęła Amy i pociągnęła przyjaciółkę za ramię, po czym obie wybuchnęły śmiechem, zgięte niemal wpół.

Grian aż się zaczerwienił. Mógł się domyślić, że Amy wcale nie próbuje być dla niego miła. Czemu znowu dał się na to nabrać? Ciągle musiał sobie przypominać, dlaczego nie potrzebuje żadnych przyjaciół. W pojedynkę było łatwiej, bo on przynajmniej się z siebie samego nie nabijał.

W oddali widać już było bramę stadionu, tłum zaczynał coraz bardziej gęstnieć. Solas nawet się nie obejrzała, kiedy ktoś odepchnął Griana na bok. Chłopak aż musiał uchwycić się ramienia jakiegoś mężczyzny, żeby uniknąć upadku.

– Dziękuję – wydukał, podnosząc wzrok.

Mężczyzna z transparentem uniesionym wysoko nad głową uśmiechnął się do niego w odpowiedzi. Grian przypadkiem wpadł na grupkę protestujących tuż przy wejściu ludzi. Ściskali w rękach plakaty z napisami: „Przechylenie to kłamstwo” i „Wszyscy jesteśmy zakładnikami Howarda Hansoma”. W samym ich środku Grian zauważył teraz własnego dziadka, skandującego antyprzechyleniowe hasło.

Mijający protestujących ludzie naśmiewali się z nich otwarcie, a niektórzy wykrzykiwali nawet jakieś obraźliwe komentarze. Grian czym prędzej pochylił głowę, żeby dziadek przypadkiem go nie zauważył, a potem wcisnął się w największy tłum. Policzki płonęły mu ze wstydu.

Bob błyskawicznie pokierował go z powrotem do siostry, która stała pośrodku boiska i pokrzykiwała z podekscytowaniem w stronę pustej jeszcze sceny.

– Twój brat wrócił – zauważyła na jego widok Amy.

– Dzięki Bogu, bo już zaczynałam się martwić – zakpiła Solas.

Grian nie zwrócił na nią uwagi, tylko na powrót zajął się swoją grą. Nie wspomniał siostrze, że zauważył dziadka wśród protestujących przed bramą stadionu, chociaż kusiło go, żeby to zrobić przy Amy. Solas pewnie byłaby zażenowana jeszcze bardziej od niego.

Właśnie udało mu się przejść poziom czternasty – odciął fryzjerowi rękę i podwędził jego złote nożyczki – kiedy z ogromnych głośników po obu stronach sceny buchnęła głośna muzyka, a na zebrany na boisku tłum padły snopy kolorowych świateł.

Zaraz potem zapanowało istne szaleństwo. Grian patrzył w milczeniu, jak Solas i Amy podskakują i wrzeszczą co sił w płucach.

– Witajcie na wiecu Potęgi Ludzi, ruchu, który zrodził się wśród zwyczajnych osób, pragnących ratować planetę! – zadudnił dramatycznie głos lektora.

Wszyscy znów zaczęli krzyczeć, chociaż Grian był niemal pewien, że jego siostra robi to najgłośniej. Nawet jego superanckie słuchawki nie były w stanie całkowicie wygłuszyć jej pisku.

Otaczali go dorośli, zasłaniający mu widok sceny, dlatego popatrzył na wyświetlacz zegarka, który transmitował całe wydarzenie.

– Mieszkańcy Tallystick, powitajcie gorąco samego Howardaaaa Hansomaaaa!

I znowu wybuch szaleństwa. Tym razem Grian był już pewien, że Solas i Amy zaraz padną na zawał serca. Już się zbierał, żeby polecić Bobowi wezwanie karetki, kiedy na scenie pojawił się mężczyzna o muśniętych słońcem ciemnych falujących włosach.

Howard Hansom sprawiał wrażenie wysokiego, chociaż na wyświetlaczu Boba trudno to było ocenić, a poza tym miał piękną opaleniznę, zupełnie jak surfer cały czas przesiadujący gdzieś na plaży.

Grian znów podniósł wzrok, ale nadal nie widział sceny, bo część wyższych ludzi wzięła sobie tych niższych na barana. Pomyślał nawet, czy nie poprosić Solas o to samo, bo wtedy przynajmniej mógłby na nią pierdnąć, ale ona pewnie nie uznałaby tego za zabawne, a już na bank nie dałaby rady go utrzymać dłużej niż sekundę czy dwie.

Dlatego popatrzył z powrotem na ekran Boba. Howard Hansom nachylał się właśnie i ściskał dłonie ludzi stojących tuż pod sceną. Jakaś kobieta zdołała się nawet na nią wspiąć i rzucić mężczyźnie na szyję, zanim jeden z ochroniarzy odciągnął ją na bok.

– Rany, to się nazywa gorące powitanie! – zażartował Hansom z szerokim uśmiechem i rozłożył ramiona, jakby chciał objąć całą publiczność. – Wspaniałe uczucie widzieć was wszystkich. Mówiono mi, że zjawiło się tu dzisiaj całe Tallystick! Cóż za wspaniałe miasteczko. Najwyraźniej zależy wam na sobie nawzajem i na tej naszej maleńkiej planecie!

Tłum znów zaczął wiwatować i krzyczeć.

– A teraz odpowiedzcie sobie na pytanie: czy jesteście gotowi zrobić wszystko, co w waszej mocy, by ratować nasz piękny świat? – zawołał Hansom.

Po stadionie przetoczył się ogłuszający ryk setek gardeł: „Tak!”. Tylko Grian milczał. Ze względu na dziadka sam nie był za bardzo pewien, co sądzi na temat Howarda Hansoma i jego planu.

– Pamiętacie, gdzie byliście dokładnie trzy lata temu? W dniu, w którym cały świat zatrząsł się w posadach, a Ziemia się przekrzywiła? – zapytał mężczyzna, tym razem znacznie poważniejszym tonem.

Ludzie zaczęli się przekrzykiwać, udzielając jakichś przypadkowych odpowiedzi, chociaż Hansom wcale przecież nie chciał tego wiedzieć. Grian doskonale pamiętał tamten ranek, chociaż wolałby zapomnieć. Był wtedy w szkole, w snach wciąż nawiedzały go tamte dźwięki: brzęk tłukącego się szkła i pełne przerażenia krzyki.

Tu w Tallystick mieli zresztą szczęście, bo straty ograniczyły się prawie całkowicie do potłuczonych szyb – w wyniku trzęsienia najbardziej ucierpiała stolica, Quantum. Podobno mnóstwo tamtejszych budynków legło w gruzach, ulice przypominały powyginane zabawkowe tory wyścigowe, a przemysłowe centrum miasta zmieniło się w morze ruin. W pierwszych godzinach po trzęsieniu ziemi służby musiały zadbać przede wszystkim o to, by śmiercionośne chemikalia nie rozprzestrzeniły się na pozostałą część Babbage. Całe miasto zostało więc ewakuowane, a wszystkie stacje telewizyjne transmitowały na żywo postępy akcji ratunkowej, podczas gdy reszta kraju obserwowała je z zapartym tchem. Wszyscy bali się wychodzić z domów z obawy przed zabójczymi gazami.

Grian nigdy nie zapomni tego, jak kilka miesięcy później oglądał w wiadomościach montaż ogromnej kopuły, która nadal skrywała ruiny stolicy i więziła w środku zatrute powietrze. Uczcili tę okazję całą rodziną, ale po raz pierwszy od trzęsienia ziemi rodzice nie mieli już takich zatroskanych min i odważyli się nawet wyjść na zewnątrz bez ochronnych maseczek. Wokół kopuły ustanowiono jeszcze wielką Strefę Zamkniętą, w którą nie wolno się było zapuszczać nikomu poza służbami zajmującymi się uprzątaniem zniszczeń.

W końcu dzień tragedii zaczęto nazywać Przechyleniem, bo trzęsienie ziemi okazało się na tyle silne, że doprowadziło do zmiany osi Ziemi. Wszyscy eksperci twierdzili, że to właśnie nowy kąt nachylenia był odpowiedzialny za to złudzenie, jakby na powierzchni Słońca pojawiła się czarna plama.

W tamtym czasie Grian jeszcze niewiele z tego wszystkiego rozumiał, bo dopiero co dowiedział się na lekcjach geografii, że Ziemia krąży wokół Słońca odchylona pod kątem dwudziestu trzech i pół stopnia. Potem musiał wymazać z głowy tę wiedzę, bo najznamienitsi astrofizycy i geolodzy na świecie spierali się w mediach, co się właściwie stało i pod jakim kątem jest obecnie przechylona oś Ziemi. Przed tym wszystkim Grian nie miał pojęcia, czym zajmują się astrofizycy czy geolodzy – teraz ci wszyscy naukowcy byli celebrytami.

Co prawda trochę im zajęło dojście do konsensusu na temat Przechylenia, ale kiedy to się wreszcie stało, trąbiły o tym wszystkie media. O niczym innym się nie mówiło, a rodzice znów mieli zmartwione miny.

Pojawiały się kolejne badania na potwierdzenie tezy, że nowa oś Ziemi jest wyjątkowo niestabilna, a ich planeta może w każdej chwili pomknąć gdzieś w przestrzeń kosmiczną.

Wstrzymano wszelki ruch lotniczy, frachtowce tkwiły bezczynnie w portach, wydano zakaz prowadzenia odwiertów i eksploatacji kopalń, a nawet zdemontowano wszystkie turbiny wiatrowe, tak bardzo obawiano się, że najdrobniejszy element mógłby naruszyć tę kruchą równowagę.

Grian nigdy nie zapomni też gęsiej skórki, której dostał w chwili, gdy Solas postanowiła zabawić się w ekspertkę i wyjaśnić mu to wszystko najprościej, jak się dało.

„Zobacz”, powiedziała, sięgając po leżące w misce z owocami jabłko, a następnie położyła je na stole ogonkiem do góry. „Widzisz?”, delikatnie postukała palcem w owoc. „Nawet nie drgnie. Tak właśnie było z Ziemią”, dodała tonem, którego używała zawsze, kiedy wydawało się jej, że jest bardzo, bardzo mądra. „Patrz uważnie… teraz mamy trzęsienie!”

Uderzyła dłonią w jabłko, które przewróciło się na bok.

„Teraz ogonek jest skierowany w zupełnie inną stronę, a jabłko straciło stabilność”, wyjaśniła, podczas gdy owoc kołysał się przez chwilę na boki, zanim całkiem stoczył się z blatu. „I tak to właśnie będzie z nami”, szepnęła jeszcze, gdy jabłko uderzyło o podłogę.

Grian był tym wszystkim przerażony, dopóki ktoś nie wyjaśnił mu, że „lada moment” oznacza kilkaset lat. Dla niego całe wieki. Tak czy inaczej wszyscy myśleli o tej ewentualności ze strachem, dopóki Howard Hansom, najsławniejszy na świecie przedsiębiorca z branży elektroniki, nie obmyślił planu naprawczego.

– Potęga Ludzi może zaradzić naszym problemom – krzyknął teraz ze sceny, wyrywając Griana z ponurych rozmyślań. – Ale potrzebujemy do tego was!

Wyjaśnił, że umieszczenie wyjątkowo wielkiego ciężaru w określonym punkcie globu jest w stanie przywrócić go do poprzedniego położenia i ocalić planetę przed ucieczką w kosmos. Następnie dodał, że wyprodukowanie takiego ciężaru jest fizycznie niemożliwe, ale jeśli wystarczająca liczba ludzi zgromadzi się w jednym miejscu, powinno się udać osiągnąć podobny efekt.

A potem wskazał to miejsce. Skoro Quantum stanowiło epicentrum wstrząsu, który zmienił położenie ziemskiego globu, to właśnie południowe przedmieścia stolicy, gdzieś w odludnym zachodnim Babbage, zostały wytypowane przez naukowców jako ten punkt, w którym należało zastosować wystarczająco dużą siłę, by przywrócić właściwą oś Ziemi.

Howard Hansom był gotów postawić na to całą swoją fortunę.

– Płacę całym rodzinom za przeprowadzkę do miasteczka przyszłości Tipping Point. To inteligentne miasto kazałem wznieść dokładnie na długości i szerokości geograficznej umożliwiającej przywrócenie właściwego nachylenia Ziemi. Jeśli tylko uda nam się tam zgromadzić wystarczająco dużo ludzi, osiągniemy masę krytyczną, potrzebną do poruszenia globu i uratowania planety! Jak wam wiadomo, wszyscy ci, którzy stracili swoje domy w Quantum, mieszkają już w Tipping Point, ale potrzeba znacznie więcej osób. Dlatego liczymy na was! Gwarantuję, że firma Hansom zaopiekuje się waszymi obecnymi domami i miejscami pracy tu w Tillystick na czas waszej przeprowadzki, a kiedy już pomożecie nam ocalić świat, będziecie mogli wrócić do dawnego życia. Oferuję wam wyjątkową szansę zamieszkania w mieście, które przekracza wasze najśmielsze marzenia, więc przyłączcie się do mnie i zostańcie prawdziwymi superbohaterami!

Tym razem w tłumie wybuchło istne szaleństwo, aż Grian przysunął się bliżej siostry. Chyba po raz pierwszy w życiu szukał u niej pociechy, chociaż usiłował przekonać samego siebie, że chce ją tylko wykorzystać jako żywą tarczę.

– Przeprowadzamy się, Amz! I to jak najprędzej! – wrzasnęła Solas, podczas gdy Hansom wskazał na płachtę za swoimi plecami, na której chwilę później, niczym na ogromnym ekranie, zaczął się wyświetlać film prezentujący rozmaite udogodnienia Tipping Point. Były w nim więc latające deskorolki, hologramy i słynna Hyperloop – wyjątkowo szybka kolej podziemna. Stworzono nawet park rozrywki inspirowany grą „Pokonaj fryzjera”, w którym można było zagrać w warunkach rzeczywistości rozszerzonej. Grian widział ten filmik już z milion razy i musiał przyznać, że Hansom miał rację – Tipping Point robiło wrażenie.

– Przysięgam, namówię rodziców na tę przeprowadzkę! – wrzasnęła Amy.

– Ja moich też! – odkrzyknęła Solas.

– Hej… Nie ma mowy! – Grian pociągnął ją za rękaw, kręcąc przy tym głową. – Nie chcę się przenosić do Tipping Point!

Nigdy nie przepadał za zmianami, a Tipping Point może i było fajne, ale też strasznie zatłoczone. Przecież ciągle widywał ciężarówki z logo Potęgi Ludzi na drogach wokół Tallystick – wyglądało na to, że i tak mieli sporo chętnych na przeprowadzkę. Poza tym lubił ich dom i wcale nie wyrywał się do ratowania świata, skoro inni wręcz prześcigali się, by się tym zająć.

– I tak by cię tam nie chcieli. – Jego siostra parsknęła śmiechem. – Czytałam, że od razu odrzucają chudzielców, którzy za mało ważą… Przeniosę się tam sama!

– No tak, biorą tylko wieloryby, co? W takim razie będziesz tam idealnie pasować, Solas… Baw się dobrze! – odgryzł się Grian.

– Na płycie stadionu ulokowano punkty informacyjne – rozległ się głos Hansoma, który właśnie wskazywał wielobarwne namioty w rogach boiska. – Tam otrzymacie wszystkie niezbędne szczegóły, możecie również od razu wypełnić formularze zgłoszeniowe. Pamiętajcie, że to poważna decyzja, więc przemyślcie ją starannie i dopiero wtedy zgłoście swoją kandydaturę online. Oferujemy również możliwość zwiedzania Tipping Point, żebyście na własne oczy mogli się przekonać o zaletach tego miejsca. Zdajemy sobie sprawę, że nie dla wszystkich będzie to łatwa decyzja, dlatego nie zamierzamy przekonywać nikogo na siłę. Nasza akcja ma zasięg globalny, więc z pewnością nie zabraknie nam Potęgi Ludzi, by uratować nas wszystkich!

– Widzisz… mają dość chętnych, wcale nie musimy się przeprowadzać! – Grian z ulgą odwrócił się do siostry.

Tyle że Solas i Amy zniknęły. Dopiero po chwili zauważył połyskującą spódniczkę siostry nieco dalej, w kolejce do punktu informacyjnego. Obie z przyjaciółką rozmawiały właśnie dziwnie się uśmiechając z chłopakiem w kolorowym T-shircie z logo Potęgi Ludzi.

Grian westchnął. Wokół zrobiło się trochę luźniej, więc usiadł na murawie boiska i wrócił do gry.

Solas miała dopiero czternaście lat, na pewno nie pozwolą jej się przeprowadzić w pojedynkę. Mogła przekonywać rodziców, ale to będzie strata czasu, bo rodzice na pewno nie zgodzą się opuścić Tallystick, dopóki tata miał tu pracę. A nawet gdyby rodzice zgodzili się na przeprowadzkę, dziadek na pewno się tam nie przeniesie, tego Grian był pewien.

Rozejrzał się w poszukiwaniu protestujących z transparentami, ale z ulgą zobaczył, że wśród ich niedobitków nie ma już dziadka.

Adler Rothe nie był taki jak większość i nie wierzył w Przechylenie. Praktycznie co wieczór rozmawiał na ten temat przez radio ze znajomymi na całym świecie. Jego zdaniem trzęsienie sprzed trzech lat wcale nie zmieniło osi Ziemi – ciągle powtarzał, że cała ta teoria to jedna wielka bujda.

Większość ludzi uważała jej przeciwników za oszołomów, a Grian sam już nie wiedział, co o tym myśleć, bo przecież dziadek był jedną z najmądrzejszych osób, jakie znał. Kiedy grali w kalambury albo różne zagadki, dziadek nigdy nie przegrywał, a gdy na którąś gwiazdkę dostał pod choinkę kostkę Rubika, rozprawił się z nią jeszcze przed kolacją.

– Solas wychodzi – odezwał się Bob. – Skontaktowałem się z Suzi, siostra będzie na ciebie czekać na końcu parkingu po lewej stronie, niedaleko lasu. Solas powiedziała, że daje ci dziesięć minut, a sam dobrze wiesz, jaka ona jest, więc lepiej zacznij się już zbierać.

Grian z ciężkim westchnieniem sięgnął po plecak i zarzucił go sobie na ramię.

Zapadł już prawie zmrok, światła opuszczających parking aut odbijały się w odblaskowych elementach kolorowych T-shirtów z hasłem Potęgi Ludzi.

Solas nie było tam, gdzie obiecała, Grian rozejrzał się jeszcze po parkingu, ale nigdzie jej nie zauważył.

– Poszła sobie, a nie minęło jeszcze dziesięć minut – poinformował go Bob. – Sygnał Suzi przemieszcza się Main Street w stronę domu. Jeśli pobiegniesz Forest Drive, powinieneś ją dogonić.

– Ale… – Grian popatrzył niepewnie w głąb pustej ulicy.

Po jednej jej stronie stał rząd domów, każdy ze skrawkiem ogródka i brukowanym podjazdem od frontu, zaś naprzeciwko budynków ciągnął się drewniany płot broniący wstępu do lasu. Grian wiedział, że droga przez to osiedle to skrót, którym mógł dotrzeć do domu – Bob pokierował go kiedyś tą trasą, ale to było za dnia. Włóczenie się tamtędy po zmroku nie wydawało się już takim dobrym pomysłem, w miasteczku krążyło całe mnóstwo mrożących krew w żyłach opowieści na temat mieszkających w lesie Wilde’ów.

Ostatnio jakaś dziewczynka w szkole twierdziła, że Wilde’owie zamknęli jej babcię w domu na wiele dni, aż biedna staruszka z głodu zjadła własne palce u stóp, inni opowiadali o skradzionych psach i rowerach czy ściąganym ze sznura praniu. Jednak kiedy Grian powtarzał te okropne historyjki w domu, dziadek zwykle bronił Wilde’ów i mówił, że nie należy wierzyć we wszystko, co się usłyszy. Tak czy inaczej Wilde’owie byli dziwni – bo przecież kto z własnej woli mieszka w lesie?

– Widzę, że twoje tętno znacznie przyspieszyło, Grianie, ale już ci mówiłem, Wilde’owie to po prostu grupka ludzi, którzy zdecydowali się żyć z dala od reszty świata jedynie z tego, co jest im w stanie zapewnić las – odezwał się Bob. – Nie ma się czego bać, niezależnie od krążących po mieście historyjek.

Grian zadrżał, ruszył jednak prowadzącą przez osiedle ulicą. Wiedział, że dziadek będzie się złościł, jeśli nie wrócą do domu razem z Solas – chociaż to przecież ona znowu na niego nie zaczekała.

Całą drogę pokonał z duszą na ramieniu, a raz o mało się nie przewrócił, kiedy spod jednego z aut wyskoczył kot i przebiegł mu pod nogami. Dotarł jednak do domu akurat w momencie, gdy Solas zbliżała się ścieżką do drzwi wejściowych.

– Hej, o co ci chodzi? – syknęła siostra, gdy przepchnął się obok niej w progu.

– Miałaś na mnie zaczekać – burknął, ruszając schodami na górę.

– Och, nie bądź takim dzieciakiem, Grian – zawołała za nim Solas. – Może jeszcze nie wiesz, ale ludzie wcześniej czy później dorastają!

– Jasne, a potem wyprowadzają się z domu – odkrzyknął. – Podobno w Tipping Point jest super!

Zatrzasnął drzwi swojego pokoju i wskoczył na łóżko, wciąż wściekły na siostrę. Niestety nie zdążył przejść na następny poziom w „Pokonaj fryzjera”, bo powieki zaczęły mu ciążyć, by koniec końców wreszcie opaść.

Miał wrażenie, że minęło zaledwie kilka minut, kiedy całe jego ramię przeszył jakby prąd, a on sam o mało nie spadł z łóżka. Oszołomiony, zerwał się na równe nogi.

– Co… au… Bob, przestań! – krzyknął, próbując przesunąć palcem po wyświetlaczu zegarka. – Wyłącz wibracje, natychmiast! Bob! Co ty wyprawiasz!?

Cały czas próbował zdjąć zegarek z nadgarstka, kiedy urządzenie wreszcie przestało brzęczeć. Grian rozejrzał się wokół, teraz już całkiem rozbudzony, choć nadal oszołomiony. Był w swoim pokoju i nadal miał na sobie te same ciuchy, co wcześniej, ale w brzuchu mu burczało, a za oknem wciąż było ciemno.

Najwyraźniej zasnął w ubraniu.

– Przepraszam, Grianie – odezwał się Bob. – Wiem, że jest środek nocy, nie chciałem wywoływać zamieszania, ale łagodniejszymi metodami nie mogłem cię dobudzić. Możesz mnie skontaktować z Adlerem? Chciałbym z nim porozmawiać… martwię się o twoją siostrę!

Rozdział 3

Uciekinierka

– Co, o Solas? Co się stało? – Grian potarł zaspane oczy. – Bob, no mów wreszcie!

– No cóż, słyszałem jakieś dziwne hałasy z jej pokoju, ale kiedy próbowałem się połączyć z GPS-em Suzi, nie udało mi się ustalić jej pozycji – wyjaśnił Bob. – Co prawda wykracza to nieco poza moje kompetencje, zalogowałem się jednak do systemu operacyjnego Suzi, zamierzałem tylko sprawdzić, czy wszystko w porządku. Rozszerzenie źrenic twojej siostry, przewodność skóry, aktywność fal mózgowych oraz tętno wskazywały na silną reakcję stresową. Zaraz potem Suzi całkiem przestała działać. Od tamtej pory nie jestem w stanie się z nią połączyć.