Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
To książka, która w delikatny, uważny sposób dotyka niemal wszystkich obszarów życia: ciała, umysłu i duszy. Autor porusza tematy zdrowia, odżywiania, myślenia, emocji, relacji z naturą i drugim człowiekiem oraz codzienne wybory.
Co szczególnie porusza, to forma – krótkie, konkretne „dotknięcia” kolejnych sfer życia. Jedno po drugim, jak delikatne pukanie do świadomości czytelnika.
Autor najpierw pokazuje, jak jest, a zaraz potem podaje subtelną „pigułkę” refleksji: nie w stylu „musisz” i „powinnaś”, ale raczej „zatrzymaj się”, „zobacz”, „zastanów się, co jest dobre dla ciebie”. Wiele miejsca poświęca pytaniom, które zostają z czytelnikiem na dłużej i naturalnie uruchamiają proces myślenia.
To książka dla tych, którzy chcą spojrzeć na swoje życie szerzej, uważniej.
Zostawia po sobie poczucie spokoju, inspiracji i wewnętrznego poruszenia – jak małe ziarno, które po czasie zaczyna kiełkować.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 308
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
MARCIN DOMONIK
Z I A R N O
ŚWIADOMOŚCI
Czasami nam się wydaje, że już nic się nie da zmienić. Że zbyt wiele popełniliśmy w naszym życiu błędów i dlatego jest jak jest. Jeżeli chcesz coś zmienić, naucz się słuchać. Rozejrzyj się dokoła i szukaj nauczycieli. Otwórz się na wiedzę, którą chcą Ci przekazać. Ona odmieni Twoje życie.
Copyright 2026 Marcin Domonik
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żadna część tej książki nie może być odtwarzana, drukowana bez zezwolenia autora.
Wydawca:
Wydawnictwo Harmonia Życia
ul. Bolesława Prusa 2
59-300 Lubin
www.harmoniazycia.com
Redakcja: Zuzanna Domonik
Korekta: Zuzanna Domonik, Katarzyna Zima
Grafika na okładce: Amelia Rudek
ISBN 978-83-979694-0-7
Druk: Drukarnia ATUT
Ul. Bolesława Prusa 2
59-300 Lubin
Wydanie I
Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie teksty zawarte w niniejszej książce podlegają prawom autorskim. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich. W przypadku cytowania prosimy o podanie źródła tekstu.
Informacje zawarte w tej książce nie mają charakteru porady lekarskiej. Pomagają zrozumieć związek pomiędzy pożywieniem, złymi nawykami a chorobami, ale wszelkie problemy zdrowotne powinny być oceniane indywidualnie przez wykwalifikowanego specjalistę. Ani Autor, ani Wydawnictwo nie ponoszą żadnej odpowiedzialności wobec osób lub podmiotów za niewłaściwe wykorzystanie informacji zawartych w książce.
Spis treści
1. OD AUTORA
2. ZDROWE ŻYCIE TO ŚWIADOME ŻYCIE
3. MYŚLENIE SYSTEMOWE
3.1 Czym jest miłość?
3.2 Jak żyć poza systemem?
4. RELIGIA
4.1 Czy Bóg chce, żebyśmy z powodu miłości odwracali się do niego plecami?
5. MYŚLENIE POZASYSTEMOWE
6. CHCĘ ZACZĄĆ ŻYĆ ZDROWO
7. DIETA
7.1 Cukier
7.2 Na czym polega zdrowe odżywianie?
7.3 Olej palmowy
7.4 Sól
7.5 Jakość posiłków
7.6 Celebracja posiłków
8. JAK ODNALEŹĆ ŹRÓDŁA DOBRA?
9. ODDECH
9.1 Niewłaściwe nawyki- niewłaściwy oddech
9.2 Oddychamy za dużo
10. JAK PRZESTAĆ SIĘ MARTWIĆ?
11. NIE OCENIAJ
12. ŻYWOTNOŚĆ
12.1 W jaki sposób budować naszą żywotność?
13. SEN
14. NAWODNIENIE
14.1 Czym jest nanoplastik (mikroplastik)?
15. UZALEŻNIENIA
15.1 Papierosy elektroniczne
15.2 Uzależnienie od ludzi
15.3 Umilacze czasu
15.4 Gry komputerowe
15.5 Media społecznościowe
15.6 W jaki sposób pozbyć się uzależnień i zacząć żyć normalnie?
15.7 Narkotyki i alkohol
16. SUPLEMENTACJA
17. KOSMETYKI
17.1 Kosmetyki do mycia ciała
17.2 Pasta do zębów
18. SZCZĘŚCIE
18.1 Czas na odbudowanie lub budowę nowych relacji
18.2 Ponad wszystko- NAUCZ SIĘ SŁUCHAĆ!
18.3 Czy wewnętrznie jesteś szczęśliwy?
19. DUCHOWOŚĆ
19.1 Medytacja
20. CZAS NA ZMIANY
20.1 Jak sobie radzić z wampirem energetycznym?
20.2 Praca
21. HARMONIA ŻYCIA
22. PATRZ SZERZEJ
22.1 Dlaczego nie wszyscy potrafią widzieć szeroko?
22.2 Czym jest „prawda” i w jaki sposób do niej dotrzeć, jak ją zweryfikować?
23. LENISTWO, ADHD I PROKRASTYNACJA
23.1 Jak rozwiązać problem niewykonanych zadań?
24. ODNALEZIENIE PRAWDY, A UJAWNIENIE KŁAMSTWA
25. PODSUMOWANIE
26. KODEKS ETYCZNY INDIAN
Każdy z nas marzy o spokojnym życiu bez chorób, cierpienia i problemów. Marzy, aby codziennie budzić się szczęśliwym i cieszyć się każdym nowym dniem.
Myślisz, że to niemożliwe?
Wszystko jest możliwe- jestem tego najlepszym przykładem. Ale nie zawsze tak było. Przez wiele lat, tak jak Ty, borykałem się z życiowymi problemami, często nie widząc wyjścia z trudnej sytuacji. Każdego dnia system podsuwał mi nieprawdziwe scenariusze, których nie mogłem połączyć w jedną całość. Nic się ze sobą nie zgadzało. Nie potrafiłem cieszyć się z tego co mam, tylko ciągle miałem uczucie, jakby coś było nie tak, jakby ciągle mi czegoś brakowało do pełni szczęścia. W pewnym momencie zrozumiałem, że ktoś próbuje mnie oszukać, że ktoś steruje moim życiem za mnie, a ja tracę nad nim kontrolę.
Brzmi znajomo? — w takim razie dobrze trafiłeś!
Książka, którą trzymasz w dłoni nauczy Cię jak wyzbyć się poczucia strachu o każdy dzień, nauczy Cię samodzielnego myślenia i analizowania codziennych sytuacji w taki sposób, aby dążyć do prawdy. Prawdy o naszym zdrowiu, duchowości i harmonii z otaczającym nas światem. Nie jest to kolejny poradnik z cyklu: „Co zrobić, żeby być szczęśliwym”. To książka, która pokaże Ci w jaki sposób dotrzeć do Twojej wewnętrznej prawdy opartej na Twojej życiowej mądrości, a nie na teoriach innych ludzi. Pokażę Ci jak uwolnić się od przyzwyczajeń i teorii, które codziennie niszczą Ci zdrowie i życie. Kiedy naprawdę uwierzysz, że Twoje życie zależy wyłącznie od Ciebie, doświadczysz przemiany i już nigdy nie wrócisz do starego życia. Osiągniesz najcenniejszy dar dla człowieka- s p o k ó j. Bez względu na wszystkie atrakcje tego świata to właśnie spokój jest wyznacznikiem prawdziwego SZCZĘŚCIA.
Jeżeli chcesz żyć zdrowo i do tego być szczęśliwym, musisz zdobyć wiedzę. Wiedza ukryta jest, można powiedzieć, dość głęboko, bo w papierowych książkach, o których część społeczeństwa zapomina. Można by pomyśleć, że jest to wiedza ogólnie dostępna, lecz niewielu z niej korzysta. Niewiele z tych książek znajdziemy w postaci e-booków, audiobooków czy innych publikacji, których można wysłuchać, więc przede wszystkim trzeba wyrobić sobie nawyk codziennego, systematycznego czytania. Wiem, że nie wszystkim łatwo przychodzi skupienie się na lekturze. Nie martw się, po prostu najpierw popracuj nad nawykiem. Zacznij od prostych i lekkich pozycji, mogą to być nawet czasopisma, to nie ma wielkiego znaczenia. Znajdź spokojne miejsce, wygospodaruj czas i czytaj, czytaj, czytaj. W książkach znajdziesz wiedzę, która dla większości ludzi jest nieosiągalna. Ty nie musisz do nich należeć. Dziś możesz podjąć decyzję, czy chcesz zmienić swoje życie, czy zostajesz tam gdzie jesteś.
Dlatego zdecydowałem się, aby powstała ta książka. Jest to minimalny wstęp do zdrowego życia, w harmonii ze wszystkim, co nas otacza. Oczywiście nie ma na to jednej recepty. Żeby wprowadzić się w zdrowy tryb życia, trzeba się zastanowić czym on jest. Rozmawiam z różnymi osobami, które mówią mi: „Ja jestem zdrowy. Chodzę do lekarza, nic mi nie dolega”. Opowiadam na to: „Ale przecież bierzesz pięć tabletek dziennie, żeby być „zdrowym”.
Czy na pewno wszyscy postrzegamy zdrowie w ten sam sposób?
Ostatnio spotkałem się z pewną osobą, która opowiedziała mi o swojej znajomej. „Ona choruje od siedmiu lat na nowotwór i świetnie się czuje, niczego nie bierze, tylko co pół roku chemię, ale poza tym to niczego nie bierze i czuje się bardzo dobrze”.
Czy tak to powinno wyglądać?
To „świetne” samopoczucie - uzależnione od leków, jakichkolwiek używek, czy chociażby objadania się - nie jest zdrowiem. Człowiek jest zdrowy wtedy, kiedy bez względu na okoliczności, wszystko pozostaje w harmonii, a my możemy obejść się bez "podtrzymywaczy życia”, powszechnie nazywanych lekami. Jeżeli ktoś musi brać „leki” do końca życia, a jego organizm nie jest w stanie bez tego funkcjonować, to znaczy, że już nigdy nie będzie zdrowy. Jest to wyciszanie objawów, a nie szukanie przyczyny choroby.
Zatem jak znaleźć przyczynę?
Trzeba zdobyć choćby minimalną wiedzę na temat funkcjonowania naszego organizmu i każdego dnia szukać, myśleć i analizować. Sam kiedyś zmagałem się z „chorobami”, przez medycynę uznawanymi za ciężkie i nieuleczalne. Jedną z nich była migrena, która przez wiele lat niszczyła mi życie. Dopadała mnie w najważniejszych i najmniej spodziewanych momentach mojego życia, całkowicie eliminując mnie z życia społecznego. Lekarze „leczyli” mnie przez kilka lat, niestety przez efekty uboczne przyjmowanych „leków”, straciłem całkowicie energię życiową i wykonywanie najprostszych zadań było dla mnie bardzo dużym wysiłkiem. W związku z tym, że lekarze nie potrafili znaleźć przyczyny moich dolegliwości a tylko zaleczali objawy, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce.
Kiedy szukamy przyczyn, nie pomoże nam lekarz- oni leczą tylko objawy. Skupiają się przeważnie na wypisywaniu recept, nie szukając tak naprawdę przyczyny naszego cierpienia. Ludzie, którzy powinni dbać o nasze zdrowie dbają tylko o to, abyśmy jak najdłużej brali tak zwane „leki”. Większość z nich robi to nieświadomie. Myślą, że tak ma być, bo taką wiedzę im przekazano.
Na bazie doświadczeń zdrowotnych moich oraz osób, którym starałem się pomóc w rozwoju świadomości życiowej, lub osób które same są świadome od wielu lat, śmiem twierdzić, że nie ma chorób nieuleczalnych. Znane są przypadki, że dana jednostka chorobowa zostawała odkrywana „na nowo” po to, żeby zwiększyć sprzedaż leków. Zmienione zostały normy dla badań, aby wskazać, że wynik który kiedyś był prawidłowy, dziś wskazywać będzie już na stan chorobowy.
Większość osób nie wie, że gdy farmaceutyk zalecza dotychczasowe objawy, powoli wyniszcza nasz organizm. Trwale uszkadza pozostałe narządy. Poprzez nadmiar przyjmowanych leków cierpi na przykład nasza wątroba, a kiedy zostanie uszkodzona będziemy sięgać po kolejne specyfiki, aby brać je już do końca życia- błędne koło.
Aby być zdrowym, żyć zdrowo, a przede wszystkim dobrze się czuć, warto również zrezygnować z wszelkich używek w postaci ogólnie dostępnych bez recepty farmaceutyków, papierosów, e-papierosów, alkoholu, narkotyków, śmieciowego jedzenia.
Jeżeli będziemy postrzegać nasz organizm jako dobrze naoliwioną machinę, która świetnie sobie radzi dopóki o nią dbamy i nie przeszkadzamy jej w naturalnym funkcjonowaniu, zrozumiemy, że poprzez szereg różnych negatywnych działań, które wspólnie oddziaływują na siebie, każdego dnia wyniszczamy swój organizm.
Jest na to dobry przykład, który idealnie to zobrazuje.
Wyobraźcie sobie samochód. Właściciel tego samochodu bardzo o niego dba. Wie dobrze, że pojazd nie pojedzie bez oleju, bez paliwa, bez płynu chłodniczego. Bo wiadomo, że brak któregokolwiek z tych elementów, będzie ciągnął za sobą pewne następstwa i w efekcie samochód ten stanie i nie da rady jechać dalej. Jeżeli przyrównamy swój organizm do wspomnianego samochodu, to można wyciągnąć wniosek, że gdy nie zaspokajamy podstawowych potrzeb naszego organizmu, to znaczy, że nie „pojedziemy dalej”.
Zdrowy organizm to taki, który nas nie zawiedzie, taki, który w różnych sytuacjach nadal reagować będzie prawidłowo. Ale jeżeli chcemy na niego liczyć, to najpierw musimy spełnić jego potrzeby. Jeżeli chcemy coś z niego wyciągnąć- na przykład uprawiać sport wyczynowy, jakąkolwiek inną aktywność fizyczną, bądź umysłową- musimy dać mu wszystko, czego potrzebuje. I nie chodzi tu wyłącznie o wyczynowe uprawianie sportu, chodzi o codzienne życie.
Niestety nasz organizm szybko przyzwyczaja się do patologii. Patologii w rozumieniu ciągłego złego samopoczucia. Ludzie potrafią przywyknąć do ciągłego bólu głowy i jest to dla nich normą, tłumaczą to w sposób: „To starość, po czterdziestce jak nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz!” Nie musi tak być. Można czuć się świetnie po czterdziestce, a po pięćdziesiątce uprawiać sport i wspinaczkę górską. To tylko liczby, które nie wiadomo dlaczego wyznaczają niektórym z nas jedną drogę- „tak, jesteś stary, masz czuć się źle i najlepiej już zacznij brać tabletki, bo inaczej umrzesz”.
Jeżeli będziemy postrzegać nasz organizm jako zbiór wspólnie działających mechanizmów, to będziemy zwracać szczególną uwagę na każdy z tych elementów. Bo w momencie kiedy jeden mechanizm zawiedzie, cała maszyna przestaje działać. Będziemy mieli tę myśl, że zaniedbywanie któregokolwiek z tych mechanizmów będzie niosło za sobą zgubne skutki. Maszyna nie będzie działać. Samochód nie pojedzie dalej. Co z tego, że mamy w nim piękną tapicerkę, klimatyzację, super radio, dobre nagłośnienie, jeżeli samochód stoi i jest bezużyteczny?
Jeżeli w naszym ciele zaniedbamy jeden z elementów, który wydaje nam się nieistotny i o nim nie pamiętamy, nasz organizm przestaje prawidłowo funkcjonować. Na początku będą to małe objawy niekomplikujące nam życia, do których szybko się przyzwyczaimy, natomiast nasza wydajność, nasze samopoczucie znacznie spadnie. I właśnie w takim momencie zaczyna się nasza droga do samozagłady. Żeby poczuć się lepiej wspieramy się farmaceutykami i używkami. Tłumaczymy sobie: jeżeli się nie wyspałem, to wypije napój energetyczny, jeżeli nie mogę zasnąć, to wezmę tabletkę na sen, jeśli nie mogę się rozbudzić, to wypiję coś pobudzającego, jeśli wątroba źle funkcjonuje, to wezmę coś na trawienie, kiedy za dużo się najem, to wezmę coś na jelita…
Organizm pokazuje objawy po to, żeby skłonić nas do refleksji nad tym, że coś zaczyna się dziać. Kluczowy w tym wszystkim jest czas, którego ciągle nam brakuje. Dlaczego nie mamy czasu? Dlatego, że poprzez zaniedbanie naszego organizmu spada nasza wydajność. Wtedy naszą pracę wykonujemy o wiele wolniej i dużo trudniej przychodzi nam jej wykonanie, przez co zajmuje nam to coraz więcej czasu. Tworzy się tu błędne koło, ponieważ z drugiej strony, kiedy mamy mniej czasu, nie mamy kiedy skupić się nad tym co tak naprawdę szkodzi naszemu organizmowi i dlaczego źle się czujemy. Nie mamy czasu, żeby zastanowić się nad własnym zdrowiem, poszukać przyczyny złego samopoczucia aby móc ją wyeliminować. Lekarze nazywają to „chorobami cywilizacyjnymi”, a moim zdaniem to nic więcej, jak brak troski o własny organizm.
Często zadaję ludziom pytanie: -Ile musiałbyś mieć na koncie, żeby czuć się pewnie, że jesteś zabezpieczony na przyszłość, że jesteś spokojny o finanse? Odpowiadają:
No nie wiem.
Dopytuję:
Milion, może dwa miliony?
No tak.
A co byś zrobił, żeby mieć te dwa miliony? Urabiałbyś się po kilkanaście godzin dziennie niszcząc swoje zdrowie?
Pewnie tak.
A co jeśli zarobisz te dwa miliony, ale zachorujesz na nowotwór? Będzie Ci potrzebna operacja, która kosztuje trzy miliony i okaże się, że wcale nie jesteś taki bogaty.
Nie ma pieniędzy, które byłyby w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo i komfort psychiczny, tym bardziej, jeśli są zarobione kosztem naszego zdrowia. Nadużywanie samochodu bez odpowiedniego poziomu oleju w silniku, bez płynu w chłodnicy, szybko zakończy się tragedią. Tak samo, jak brak zabezpieczenia potrzeb naszego organizmu, skończy się tragedią dla nas. I nie jest ważne ile zarobimy kosztem naszego zdrowia, czego się dorobimy, i jak piękny dom zbudujemy. Ważne jest, czy będzie miał kto w tym domu mieszkać.
Myślenie systemowe to postrzeganie świata w sposób narzucany przez „system”, któremu jesteśmy podporządkowani. System to zbiór określonych norm i zasad, które mają nam „ułatwić życie”, ale w głównej mierze służą tylko temu, aby włączyć nas do określonej grupy ludzi, którymi łatwo sterować. Głównymi systemami w naszym życiu są: system kościelny, system ochrony zdrowia, system edukacji, system państwowy. To wszystko powinno w pewien sposób normować nasze życie i pomóc nam odnaleźć się w społeczeństwie. Niestety, indywidualnie na każdego z nas, działa to destrukcyjnie. Nie pozwala nam to skupić się na sobie, bo przecież żyjemy w jakimś społeczeństwie, zatem myślimy: „muszę się liczyć z innymi, muszę najpierw pomyśleć o innych, a później, jeżeli wystarczy mi czasu, skupię się na swoich indywidualnych potrzebach.”
Każdy z nas powinien zrobić rachunek sumienia, i odpowiedzieć sobie na pytania:
Czy którykolwiek system zrobił dla mnie coś dobrego?
Czy państwo dba o moje potrzeby?
Czy system ochrony zdrowia w wystarczającym stopniu i bezpłatnie zabezpiecza moje potrzeby zdrowotne? Czy w taki sposób, na przykład, wyleczę swoje zęby?
Czy system edukacji wykształcił mnie, albo moje dzieci na odpowiednim poziomie?
Czy na pewno wiem wszystko w zakresie w jakim zdobywałem wiedzę?
Czy system edukacji od pierwszych lat naszego życia, uczy dzieci jak samodzielnie poradzić sobie w życiu?
Czy system kościelny, wliczając w to wszystkie możliwe religie, służy do tego, żebym czuł się zdrowy, wyzwolony i szczęśliwy? Czy bardziej wprowadza mnie w stan lęku, niepewności, bojaźni i zastraszania, fundując nam reguły, które nie do końca są spójne z nauką Boga. I nie chodzi tu o Boga znanego z obrazków, starszego pana siedzącego gdzieś na chmurce.
Zatem: czy kościół i religia przybliżają mnie do Boga łącząc mnie z nim? Czy uczestnicząc w różnorakich obrzędach religijnych czuję faktyczną bliskość z Bogiem?
Nie podważam autorytetu żadnego z systemów, natomiast każdy z nas może odpowiedzieć sobie sam, co te systemy nam dają. Czy przybliżają nas do zdrowego i harmonijnego życia?
Czy system państwowy, w tym polityka, pomaga nam żyć w jedności z innymi, czy bardziej generuje nienawiść między ludźmi?
Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sam. Nie chcę nakierowywać Cię na mój tok myślenia, lecz wiem jedno - trzeba myśleć, dużo myśleć. Jeżeli chcemy uwolnić się od pewnych „demonów cywilizacyjnych” musimy myśleć i rozpatrywać wszelkie działania w tych systemach z dwóch stron: może ktoś chce zrobić dla mnie coś dobrego, ale może pod przykrywką tego kryje się coś, co zaszkodzi mi osobiście?
Może jest to egoistyczne podejście, ale w tym miejscu należy skupić się na ważnych pojęciach: egoizm, egotyzm, egocentryzm. Są to trzy różne pojęcia, lecz często używane są zamiennie w niewłaściwy sposób:
egoizm - czyli przedkładanie własnego interesu nad dobro innych;
egotyzm - tendencja do nadmiernego zajmowania się własną osobą, własnymi przeżyciami;
egocentryzm - przekonanie, że jest się najważniejszym, uważanie tylko swoich poglądów za słuszne, przesadne zajmowanie się sobą i własnymi przeżyciami, brak zdolności do współodczuwania emocji z inną osobą.
W potocznym rozumieniu egoizm jest uznawany za zjawisko negatywne. Często egoistą nazywamy człowieka, który próbuje w pierwszej kolejności zaspokoić swoje potrzeby.
Czy to naprawdę takie karygodne postępowanie?
Tu możemy wziąć za przykład rodzica, który nie dbając o siebie, w pierwszej kolejności zaspokaja potrzeby swoich dzieci lub współmałżonka. Czy to jest dobre podejście? Zaniedbując swoje życie, nie mając czasu dla siebie, na spełnienie podstawowych potrzeb życia codziennego, relaks, rozrywkę, dbanie o zdrowie o kondycję fizyczną, tak naprawdę dużo ryzykujemy. Rodzicielstwo trwa przeważnie około 20 lat, tyle czasu potrzeba, aby młody człowiek nauczył się samodzielności.
Czy postępując w ten sposób - zaniedbując swoje potrzeby - wystarczy Ci sił, aby dokończyć misję wychowania dziecka?
Odpowiedź brzmi NIE!
Jeżeli przez zaniedbywanie siebie cieżko zachorujesz, przestaniesz wspierać swoje dzieci, a nawet staniesz się dla nich obciążeniem. Dotyczy to każdej dziedziny naszego życia. Bez względu na to, co w życiu robimy, jak ważne funkcje pełnimy, w pierwszej kolejności musimy zadbać o siebie.
Tak jak w samolocie. Instrukcja bezpieczeństwa mówi jasno: w razie niebezpieczeństwa maskę z tlenem załóż najpierw sobie, później swojemu dziecku. O ile ta instrukcja jest całkiem logiczna, to trudno jest doszukać się logiki w innych instrukcjach kreowanych przez system, potocznie używanych przez nas w życiu codziennym.
Bóg się kazał dzielić - chętnie się podzielę, kiedy będę miał za dużo.
Ile razy złapałeś się na tym, że odebrałeś coś sobie tylko po to, żeby w oczach innych stać się „lepszym człowiekiem”? Wrzuciłeś pieniądze do puszki, bo tak wypada, bo tak wszyscy robią- wiedząc o tym, że zabraknie dla Ciebie. Zubożając siebie wcale nie stajemy się lepsi, no może w oczach systemu i systemowych ludzi.
Stawiając innych na pierwszym miejscu doprowadzisz do tego, że przez zaniedbania kiedyś zabraknie Ciebie i wtedy twoje dzieci zostaną same, a Twoja misja „ratowania świata”, nie zostanie ukończona.
Żeby być człowiekiem dobrym dla innych, żeby dać coś od siebie, trzeba najpierw być egoistą. Należy w pierwszej kolejności zadbać o swoje potrzeby, swoje zdrowie, i wtedy naszą energią życiową możemy dzielić się z innymi.
Dopóki nie znajdziesz miłości w sobie i dla siebie, nie będziesz w stanie dać tego innym.
Frank Tallis, psycholog i pisarz, ma nietypowe spojrzenie na miłość, często przedstawiając zakochanie jako formę choroby psychicznej, analizując je z perspektywy klinicznej i historycznej, a także opisując je jako obsesję i źródło siły witalnej, sugerując, że „niedościgły obiekt pożądania” napędza mężczyznę. Jego dzieło „Chory na miłość. Miłość jako choroba umysłowa”- udowadnia, że stan zakochania ma symptomy wielu chorób umysłowych, choć miłość może być też postrzegana jako coś idealnego i wiecznego.
Natomiast moim zdaniem miłość to zjawisko, w którym troszczymy się o siebie oraz ludzi na których nam zależy. Dla wielu ludzi miłość jest tym, co dajemy drugiej osobie. Jednak dla mnie miłość jest przede wszystkim we mnie. Gdy kogoś kocham, to robię wszystko, aby czuł się dobrze. Spełniam jego potrzeby, zastanawiam się co jeszcze mogę zrobić, aby tej osobie było lepiej. Dlaczego nie mogę obdarzać taką miłością samego siebie? Jeśli zaczniemy od siebie i pokochamy siebie, zaczniemy się troszczyć o siebie, to wtedy tą miłością będziemy mogli obdarować inną osobę. Dopóki nie osiągniesz stanu, w którym patrząc w lustro będziesz mógł powiedzieć sobie z pełnym przekonaniem: „kocham Cię, akceptuję Cię takim jakim jesteś”, mając świadomość, że jeżeli coś jest nie w porządku to będziesz nad tym pracować- nie dasz miłości innym. Nawet jak wydaje Ci się, że to co robisz to objawy miłości, szybko wyjdzie w praniu, że coś jest nie tak, jak powinno. Miłość to nie tylko piękne słowa, przytulanie. Cytując klasyka:
„Miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże ani całusy małe, duże…” To cytat z piosenki „Zanim pójdę”, zespołu Happysad.
Warto wysłuchać jej w całości, nawet kilka razy, bo w jednej piosence możemy znaleźć więcej treści niż w niejednej publikacji na temat miłości.
Bardzo dobrze pokazuje to, że miłość to nie tylko kwiaty, pocałunki i ciągłe mówienie „kocham Cię”, to w znacznej mierze wyrzeczenia i poświęcenie w poszukiwaniu wiedzy. Jeżeli chcemy pokochać siebie i żyć w harmonii ze wszystkim co nas otacza, musimy się poświęcić żeby zdobyć wiedzę, która pomoże nam to osiągnąć. Nie dojdziemy do takiego poziomu po przeczytaniu jednej książki. To tylko pierwszy krok z wielu, które zbudują pełną świadomość życiową. To ziarno, które pielęgnowane w odpowiedni sposób, zaowocuje pełnią świadomości.
Jest to proces, który będzie trwał, ale efekt ostateczny odmieni Twoje życie i sam, bez pomocy innych będziesz wiedział jak pokochać siebie, żyć zdrowo, spokojnie, bez zmartwień i stresu.
Pamiętaj, ze każdy proces potrzebuje czasu. Tak jak podczas pieczenia ciasta- jeżeli pominiemy jeden z elementów, to ciasto nam nie wyjdzie. Gdy robimy ciasto drożdżowe musimy przygotować zaczyn, połączyć składniki, poczekać aż wyrośnie, przełożyć do formy i włożyć do pieca. Póżniej czekamy, aż się upiecze. Pominięcie jakiegokolwiek etapu sprawi, że ciasto się nie uda. I tu znów wielką rolę odgrywa czas, którego ciągle nam brakuje.
Podobnie jest w naszym życiu. Jeśli chcemy pogłębić i zbudować swoją świadomość, należy pamiętać, że to też jest proces. Jeżeli znajdziemy czas na zdobywanie wiedzy, będziemy tę wiedzę pogłębiać, wprowadzać do naszego życia, szybko zaobserwujemy efekty, które dadzą nam satysfakcję- może nawet większą niż dobrze wypieczone ciasto. Z drugiej strony, jeżeli będziemy się oszukiwać, że „coś” robimy, ale poświęcimy temu zbyt mało czasu, to otrzymamy życiowy zakalec.
Ileż książek zalega na Twojej półce, które kupiłeś z myślą, że kiedyś przeczytasz, bo tytuł aż prosił o uwagę?
Każdy człowiek ma linie życia, którymi powinien iść. Można to porównać do pociągu jadącego właściwym torem. Kiedy zdarzy mu się zjechać „na bocznicę”, lub na niewłaściwy tor, nie dojedzie do celu, lub dojdzie do poważnej w skutkach tragedii.
Podobnie, kiedy zjedziemy z naszego życiowego „toru”, dostrzeżemy pierwsze objawy nieprawidłowości. Człowiek szczęśliwy i zdrowy, skupiony na swoich liniach życia, nie powinien odczuwać takich dolegliwości. Jeżeli one się pojawiają, oznacza to, że gdzieś zbłądziliśmy. Że jesteśmy w złym miejscu i złym czasie. Nawet świetna praca, która daje nam dobre dochody, ale rujnuje nasze zdrowie, prowadzić nas będzie bocznym torem. W takim wypadku nigdy nie będziemy szczęśliwi.
Szczęście - radość - miłość- harmonia pomiędzy tymi trzema aspektami życia, powinna stać się naszym fundamentem.
Pominięcie któregokolwiek z tych „składników” będzie uszczęśliwiało nas tylko przez jakiś czas. Możemy cieszyć się nową pracą, nowym domem. Co z tego, że posiadamy te rzeczy, jeżeli patrząc na siebie widzimy człowieka, który ma zrujnowany organizm. Taki, który nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować, bo musi codziennie być podtrzymywany przez farmaceutyki, a raz w tygodniu przez coś mocniejszego, aby spuścić parę, która zbiera się w nas podczas tworzenia swojego nadmuchanego w bańce życia.
Gdybym miał to ująć w jednym zdaniu - nie walcz z nim, toleruj, przytakuj, słuchaj swojego sumienia i tego, co podpowiada Ci serce i żyj po swojemu.
Walka z systemem nie ma większego sensu. Nawet jeśli pod wpływem emocji podejmiesz taką walkę- jesteś skazany na porażkę. Szkoda czasu i energii na „kopanie się z koniem”.
Jednym z systemów z którym nie warto walczyć jest państwo, a jednym z narzędzi manipulacji, doskonale spełniającym swoją rolę, jest telewizja.
Telewizja przed 1989 rokiem służyła przede wszystkim do zbliżania ludzi do kultury i przekazywania fałszywych informacji w postaci wiadomości, tak zwanego „Dziennika”, oraz innych programów publicystycznych. Podobnie jak dzisiaj- prawda?
Prawda, ale nie do końca. Nasze codzienne życie było szare, biedne i „odrapane”- przynajmniej dla większości Polaków. W związku z tym, telewizja wszystko upiększała i kolorowała tak, żeby kreować złudzenie, że jednak nie jest tak źle, że życie jest piękne, a miejsce w którym żyjemy, to jedyne słuszne miejsce na ziemi. Stosowano jeszcze inne metody manipulacji, żeby „przypudrować trupa”.
W miastach sadziło się mnóstwo kwiatów na klombach, wszystko było piękne i kolorowe. Oczywiście zawsze szedł za tym przekaz polityczny, na przykład piękny napis z kwiatów „40 LAT PRL”. Wszystko było, kwieciste, były maki na grafikach, które musieli robić artyści malarze, bo kiedyś to było robione ręcznie, bez pomocy komputera- można powiedzieć sztuka w służbie dla ojczyzny. Na zewnątrz ten świat był piękny, ukwiecony i pomimo tego, że w sklepach na półkach nie było prawie niczego, ludzie wydawali się być szczęśliwi. System - państwo, przez to, że nie potrafiło w żaden sposób zaspokoić ludziom ich podstawowych potrzeb, próbowało wszystko koloryzować. I udawało się to. Ludzie byli szczęśliwi, często się spotykali, byli życzliwi dla siebie, nie kłócili się o byle co, wszyscy się kochali. „Wszyscy Polacy to jedna rodzina”, taka piosenka też powstała niegdyś, a jej autor musiał mieć jakąś inspirację z tamtych czasów.
Dziś działa to zupełnie odwrotnie. Przez 35 lat system, za pomocą telewizji, wychował sobie ludzi na wiernych temu, co zobaczą w okienku. I nie ważne jaką telewizję oglądasz. Kiedyś telewizja była jedna i propaganda była jedna, lecz ludzie przestali w nią wierzyć więc zaczęli się buntować, co doprowadziło do upadku komunizmu w Polsce, oraz w kilku krajach sąsiadujących. W dzisiejszych czasach mamy kilka telewizji, w tym dwie wiodące. Każda z nich, na swój sposób, przeinacza lub tworzy fakty, aby nami manipulować. Zasada jest jedna- MAMY SIĘ BAĆ!
Każdy program ma swój przekaz, aby za pomocą pięknych obrazków włożyć nam do głowy coś, na czym im zależy i abyśmy mieli wrażenie, że to zawsze tam było, że takie właśnie są moje poglądy. I to bez względu na to, czy oglądasz filmy, seriale, czy programy informacyjne - przekaz jest wszędzie, szczególnie w blokach reklamowych. I nie musisz wcale siedzieć i oglądać reklam, żeby odniosły zamierzony skutek. Myślisz, że jesteś sprytny, bo podczas bloku reklamowego pójdziesz do toalety, lub zrobisz sobie coś do jedzenia? Specjaliści od marketingu pomyśleli również o tym. Nie musisz patrzeć, wystarczy, że słuchasz. Już ONI zadbają o to, żeby przyciągnąć Twoją uwagę, lub przynajmniej zaszczepić w twojej głowie myśli, dzięki którym podczas następnych zakupów nie będziesz miał wątpliwości, który produkt jest „najlepszy”.
Dziś większość z nas patrzy „w telewizor” i wierzy, że to co mówią dziennikarze lub twórcy programów telewizyjnych to jedyna słuszna prawda, że w tej drugiej telewizji kłamią.
Jeżeli nawet próbują przykryć swoje niecne działania programami z pogranicza kultury i sztuki, to tylko po to, żeby przyciągnąć naszą uwagę. Oczywiście nie może być tego za dużo, bo przez ponad 30 lat nauczono nas, że dobra muzyka na poziomie, czy dobre kino, to nie są wartości same w sobie. Że nam to niepotrzebne, że można w łatwiejszy sposób się zrelaksować, nie analizując sztuki wysokich lotów, że wystarczą „odmóżdżające” kolorowe i przaśne treści, żeby zatrzymać uwagę widza i odciągnąć go od samodzielnego myślenia oraz analizowania faktów.
W związku z tym, iż, w zależności od telewizji, przekazy kierowane do widzów są celowo sprzeczne, zaczynają tworzyć się konflikty pomiędzy ich odbiorcami. I to jest kolejna świetnie działająca metoda manipulacji - PODZIAŁ.
Niby różne stacje, ale misja wspólna - podzielić naród. Podzielić ludzi na dwa obozy, żeby Polak Polakowi był wrogiem, i żeby ludzie wzajemnie się nienawidzili, tylko po to, żeby nie stanowili jedności. Bo zjednoczony naród jest w stanie obalić każdą władzę. Naród rozbity zawsze będzie słaby, bo dwa obozy walczące ze sobą niszczące się wzajemnie nigdy nie będą sięgały po władzę. Co więcej, te wszystkie sytuacje zdarzyły się już w historii, to nie jest wymysł współczesnych polityków, jest to starorzymska doktryna: dziel i rządź.
Podczas II wojny światowej, tę metodę stosował jeden z głównych współpracowników Adolfa Hitlera, Heinrich Himmler - który jako zwierzchnik SS dysponował zasobami taniej siły roboczej- więźniów obozów koncentracyjnych i gett, wspierając nazistowskie plany podboju i podporządkowania szeregu państw europejskich. Jak pisał w swoim ściśle tajnym memorandum, cyt.: „…najbardziej zainteresowani jesteśmy nie tym, ażeby ludność wschodu jednoczyć, lecz przeciwnie, ażeby ją rozbić na możliwie wiele części i odłamów. Nie leży w naszym interesie doprowadzanie wymienionych narodowości do jedności i wielkości i stopniowe budzenie wśród nich świadomości narodowej i rozwijanie kultury narodowej, lecz przeciwnie, rozbicie ich na niezliczone małe odłamy i cząstki”.
Brzmi znajomo?
To wszystko już było. Oglądamy filmy, w których widzimy, że wcześniej stosowano takie metody, to nie jest ukryta, tajemna wiedza. Ludzie nie wyciągają wniosków, że to są te same zasady stosowane na nas, tylko po to, żeby łatwiej nami manipulować.
Głosujemy na tych, których widzimy w telewizji, bez względu na to, czy oni obiecują coś dobrego, czy nie, pomijając fakt, że przy każdych wyborach obiecują to samo, a nie spełniają swoich obietnic- to stało się normą. Czyli przyzwyczajamy się do patologii. Tak, jak przyzwyczajamy się do nieprawidłowości w naszym organizmie, podobnie zaczynamy akceptować patologiczne zachowania polityków. Myślimy, że tak musi być, że każdy polityk to oszust, złodziej i kombinator i nic się nie zmieni, nie szukając wyjścia z tej sytuacji. Przyzwyczajamy się do tego, że mamy chorobę wieńcową, chorobę serca, chorobę stawów, przewlekłe stany zapalne- nie szukamy wyjścia z tej sytuacji. Nie próbujemy się wyleczyć tylko, biorąc pod uwagę wszystko co się dzieje wokół nas, że wszystko się psuje, i wszystko z czasem ulega destrukcji, godzimy się na patologie.
Każdą chorobę można uleczyć, każde objawy można usunąć likwidując przyczyny, pod warunkiem, że nie jest za późno. Każdy system można obalić, natomiast na to jest potrzebny czas, na to jest potrzebna praca, świadomość i zaangażowanie. Telewizja bardzo mocno ogranicza naszą świadomość, bo przekazuje tylko to, co system chce nam przekazać.
W czasach komunizmu program w telewizji był bardzo ograniczony- trwał od godziny 7 do północy. Były tylko dwa programy telewizyjne, bo telewizja satelitarna nie była dostępna w Polsce. Jeżeli obejrzymy sobie programy telewizyjne z tamtych czasów, to zauważymy, że opierały się głównie na przekazie kulturalnym i na przekazie propagandowym. Oprócz polityki były filmy na poziomie, dzieła światowych reżyserów, spektakle teatralne, rozmowy o kulturze, o muzyce rozrywkowej, klasycznej. W skrócie- kiedyś w telewizji dostępna była albo kultura, albo propaganda.
Za to w dzisiejszej telewizji dostępna jest propaganda i… propaganda. Brakuje w tym kultury, gdyż przekazy z wydarzeń nazywanych kulturalnymi są na poziomie takim, że komunistyczna telewizja by ich nie wyemitowała z szacunku do widzów. Dziś w telewizji emituje się wszystko, byle by pieniądze się zgadzały, żeby przy okazji ogłupić i omamić człowieka wkładając mu do głowy „wartości systemowe”. Przy okazji emituje się zapętlone bloki reklamowe, które prezentują nam coraz to nowe leki, żebyśmy trwali w przekonaniu, że bez nich nie jesteśmy w stanie funkcjonować. W naszym społeczeństwie panuje przekonanie, że bez wspomagaczy i umilaczy życia daleko nie zajedziemy. Nie pamiętamy o tym, że wystarczy nam chwila wytchnienia, tak zwany reset, na przykład wycieczka do lasu, przytulenie się do drzewa, chodzenie boso po ściółce leśnej, żeby poczuć się lepiej. Te czynności napełnią nas takim szczęściem, że żaden syntetyczny dopalacz nie jest w stanie tego zapewnić. Warto sięgać po metody umilana sobie życia, które są dla nas dobre, a nie tylko wprowadzają nas w dobry nastrój.
Kolejnym systemem, który mocno ingeruje w nasze życie jest religia.
Bez względu na to jakiej religii jesteśmy wyznawcami, musimy zgodzić się z jednym- każda religia mocno ingeruje w nasze życie, narzucając z dużym naciskiem swoje prawa i zasady moralne. Religie ograniczają naszą wolność, wpływają na życiowe decyzje, często czyniąc nas nieszczęśliwymi. Kiedy łamiemy zasady, jesteśmy straszeni konsekwencjami- wiecznym potępieniem. Ciekawe jest to, że stosujemy się do nich, bo musimy, a nie robimy tego z własnej woli.
Jedną z religii, która nie narzuca, a wskazuje drogę, jest Buddyzm. I nie będę w tym miejscu nakłaniał nikogo do zmiany wyznania. Nigdy nie byłem wyznawcą Buddyzmu i pewnie nie będę. Nie sympatyzuję z wyznawcami tej religii, oceniam tylko suche fakty na podstawie zebranych informacji. To bardzo dobra droga do wyrobienia sobie własnego zdania, którą serdecznie polecam.
Dlaczego więc postanowiłem przyjrzeć się bliżej buddyzmowi? Czym różni się od chrześcijaństwa?
Pierwszą znaczącą różnicą między tymi dwiema religiami jest pojęcie Boga. W chrześcijaństwie Bóg jest istotą najwyższą, nieomylną i doskonałą. Cechuje go wielka mądrość. Jest on potężniejszy od wszystkich istot żyjących na ziemi. W buddyzmie natomiast Bóg nie ma nic wspólnego z jego chrześcijańskim odpowiednikiem. Sam Budda nie był Bogiem, tylko pierwszym człowiekiem, który osiągnął oświecenie, czyli stan całkowitego wyzwolenia się z cierpienia.
Buddyzm od chrześcijaństwa odróżnia również teza mówiąca o tym, co się dzieje z duszą po śmierci. W chrześcijaństwie dusza idzie do piekła albo nieba, w buddyzmie istnieje pojecie reinkarnacji, czyli powrotu na ziemię w kolejnym wcieleniu.
Jak można zauważyć, Buddyzm jest religią wywierającą najmniejszy wpływ na nasze życie, bo faktycznie skupia się na tym, żeby człowiek prowadził zdrowe i godne życie zgodzie z naturą i innymi ludźmi, które ma nas prowadzić do szczęścia poprzez osiągniecie wysokiej świadomości życiowej. Taka świadomość jest niewygodna dla innych religii. Wyznawcy Buddyzmu to ludzie szczęśliwi. Wszystkie wschodnie cywilizacje mają bardzo wysoką średnią wieku, dzięki temu, że nie używają farmaceutyków, stosują naturalne metody leczenia, uprawiają jogę oraz inne formy aktywności fizycznej. Ci ludzie harmonizują się z otoczeniem, wszystko jest wyważone i zrównoważone. Żyją w spokoju i w zgodzie, dążąc do pełnej harmonii z otaczającym światem.
Daje nam to jasny obraz tego jak wygląda recepta na długie i spokojne życie.
Pozostałe religie podporządkowują sobie ludzi. Narzucają zasady niemające nic wspólnego z Bożą nauką. Możliwym jest, że nie do końca dobrze została rownież odczytana nauka Jezusa, jego przesłanie, które ten przyniósł nam na ziemię. Zakładając, że jego słowa: „Jestem synem Bożym, tak jak i wy nimi jesteście”, znaczyły, że porównywał się do nas.
Natomiast to pierwsi chrześcijanie „ubrali go” w szaty zesłańca z niebios, z obłoków, że przyszedł od Boga jako Syn Boży.
Wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi, wszystkie istoty na ziemi są jego tworami.
Oczywiście to moje przekonanie, każdy może mieć swój pogląd na ten temat. Natomiast jedno jest pewne- religie przyporządkowują sobie różne wydarzenia z życia Jezusa lub jego przesłania, do swoich potrzeb, często fałszując je i wypaczając ich wartość. Robią to tylko po to, żeby narzucić posłuszeństwo.
Zasady są tworzone przez kościoły i religie. Zasady, które niekoniecznie są zgodne z tym co przekazywał nam Jezus. Trzeba sobie odpowiedzieć również na pytanie kim tak naprawdę był Jezus. W większości religii był Synem Bożym, zesłanym na ziemię, aby odkupić nasze grzechy, aby zmienić świat na lepszy. Zatem biorąc pod uwagę nieomylność Boga, bo wszystkie religie uważają, że jest nieomylny, że wszystko co robi, ma na celu to, aby zbawić świat od grzechu, należy zadać sobie pytanie- co poszło nie tak?
Przecież jest gorzej niż było 2000 lat temu. Nic się nie zmieniło na lepsze. Zatem po co Jezus został zesłany przez swojego Ojca na ziemię, z przesłaniem, aby odkupić nasze grzechy, żeby ludzie żyli w końcu w zgodzie, harmonii, miłości itd., skoro dalej jest tak samo, a nawet jest jeszcze gorzej niż za czasów Jezusa?
Bóg się pomylił? Skoro jest nieomylny…
Jest dużo sprzeczności w religijnych przekazach, które należy przeanalizować, żeby wyrobić sobie własną opinię na ten temat i przynajmniej zbliżyć się do prawdy. Moim zdaniem Jezus, owszem, żył na ziemi, był człowiekiem wysoko oświeconym, który przyszedł przekazać nam wiedzę, abyśmy żyli ze sobą w zgodzie, miłości i harmonii, żebyśmy się wzajemnie kochali i szanowali. Natomiast religie „kupiły” go sobie, aby stworzyć system, żeby na bazie słów Jezusa, przeinaczonych i dostosowanych do własnych potrzeb stworzyć twór, który trzyma ludzi w garści na prawie całym świecie przez ponad 2000 lat.
Czyli możemy założyć, że ludzie wierzą nie w naukę Jezusa, ale w naukę kościoła, która z jego nauką ma niewiele wspólnego.
Skąd taka teza?
Moim zdaniem, podstawową „instrukcję obsługi” tej religii, czyli Pismo Święte, Biblię, Stary Testament, przeczytało 5% ludzkości świata. Reszta żyje w przekonaniu, że to, co mówi ksiądz, pop, czy inny duchowny, jest jedyną słuszną prawdą, więc po co mam tracić czas na czytanie. Dlaczego kościołowi nie zależy na tym, żeby ludzie czytali? Dlatego, że „łącząc kropki” ludzie, już nawet w tych zakłamanych przekładach, znajdą nieścisłości.
Dlaczego zakłamanych?
Każdy odłam chrześcijaństwa „tłumaczy” Biblię na swój sposób. Tłumaczy, czyli dostosowuje do własnych potrzeb tak, aby wszelkie obrzędy obecnie odprawiane, pokrywały się z zapisem księgi.
Bez względu na to jaka to religia, współczesne tłumaczenia mocno odbiegają od hebrajskiego, aramejskiego czy greckiego oryginału. Jednym z przykładów jest trzecie przykazanie, które w oryginale brzmi, cyt.:
„Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, Boga twego. Nie możesz przeto w dniu tym wykonywać żadnej pracy”. (Wj 20,8-11)
Szabat (szabas) to w judaizmie siódmy dzień tygodnia (sobota), będący cotygodniowym dniem świętym i odpoczynku. Trwa od zachodu słońca w piątek do pojawienia się trzech gwiazd w sobotni wieczór. Upamiętnia odpoczynek Boga po stworzeniu świata, a czas ten poświęcany jest modlitwie, rodzinie oraz rezygnacji z 39 zakazanych prac.
Czyli jasno można określić, do kogo są kierowane te słowa. Chrześcijanie „dopasowali” poszczególne zapisy do swoich potrzeb.
Kolejnym przykładem hipokryzji kościoła katolickiego jest zapis:
„Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!” (Wj 20,4)
