Zdobędę twoje serce - Natalie Anderson - ebook

Zdobędę twoje serce ebook

Natalie Anderson

3,0
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Talia Parrish i Dain Anzelotti poznają się na przyjęciu urodzinowym matki chrzestnej Daina. Są sobą tak zauroczeni, że spędzają razem noc. Talia wie, że dla zwykłej baristki nie ma miejsca w życiu australijskiego milionera, więc nazajutrz wyjeżdża bez słowa pożegnania. Dain bezskutecznie stara się ją odszukać. Dopiero rok później przypadkiem wpadają na siebie w Nowej Zelandii. W oczach Talii płonie ten sam ogień, ale z jakiegoś powodu nie chce się spotykać z Dainem. On jednak tym razem nie zamierza pozwolić jej odejść…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 158

Rok wydania: 2026

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Natalie Anderson

Zdobędę twoje serce

Tłumaczenie:

Piotr Błoch

Tytuł oryginału: My One-Night Heir

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2024

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2024 by Natalie Anderson

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-2065-4

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

Talia

– Och, Talia, dzięki Bogu, że jesteś!

Pomimo zmęczenia uśmiecham się do szefowej kuchni, Kiri.

– Gdzie mnie potrzebujesz?

– Wszędzie! – Kiri jest bliska łez. – Kelnerzy są tak niedoświadczeni, że wymagają szkolenia, nie wskazówek. Frytkownica nie nagrzewa się do odpowiedniej temperatury, a ja…

– Kelnerów biorę na siebie – przerywam.

Jest jasne, że szefowa doszła do granicy stresu, więc muszę działać. Na szczęście rozwiązywanie problemów grożącej eksplozją kuchni to coś, co robiłam w życiu więcej razy, niż chciałabym pamiętać. Jeśli szybko zapanuję nad tym, co się dzieje na sali, Kiri skupi się na swoich magicznych daniach.

– Brakuje kieliszków do Affogato…

Kiri kontynuuje wyliczanie katastrof.

– Coś znajdę.

– Tak, ale ekspres do kawy szaleje, a pierwsze zamówienie na Espresso Martini było już dziesięć minut temu …

– Affogato i Espresso Martini? Naraz? – znów jej przerywam.

– Zamówiła też tiramisu! – jęczy Kiri.

Ta klientka musi być podobna do mnie! Kawa to moja jedyna prawdziwa miłość i będę potrzebować własnej dawki kofeiny, żeby przetrwać następnych kilka godzin.

– Wynajęci animatorzy się spóźnili i podobno dopiero są w drodze! – Kiri wrzuca patelnię do zlewu z całej siły, dużo gwałtowniej, niż to konieczne.

Ekskluzywna restauracja na szczycie góry oddzielona jest od ziemi zaledwie półgodzinną jazdą wagonikiem kolejki linowej, jednak z kapryśnym ekspresem do kawy i spóźnionymi animatorami nie wygląda to wcale różowo. Nie jestem artystką, nie umiem animować imprez, ale mogę zapanować nad kawą.

– O zaległe Martini się nie martw – zapewniam Kiri, która z wściekłością miesza bulgoczącą zawartość wielkiego gara.

– Widziałaś prognozę pogody? – warczy niewzruszenie, bo zapętliła się już w swej spirali zagłady. – Nadchodzi jakaś apokaliptyczna burza!

– Tak? Naprawdę? To już koniec świata? – Usiłuję po prostu rozśmieszyć Kiri. Jej gorączkowe mieszanie w garze ustaje.

– Wiem… Tracę rozum.

– Damy radę. Skup się na jedzeniu. Zajmę się resztą. Ale nawet ja nie mogę zmienić pogody!

– Jesteś pewna? – Kiri skacze między blatem a płonącym grillem. – Uważam, że jesteś boginią.

Nie jestem. Ale przywykłam do pracy zmianowej z minimalną przerwą pomiędzy zmianami. Pracuję tak, odkąd miałam trzynaście lat i dostałam pierwszą fuchę jako pomoc kuchenna. Kiedy Romy – właścicielka kawiarni, w której pracuję na zmianie dziennej – zadzwoniła na pół godziny przed zamknięciem, mówiąc, że kierownik znajomej restauracji na górze ma grypę i potrzebują pomocy, zgodziłam się. Jasne, że już i tak pracuję często po dwanaście godzin dziennie, a później wieczorem biorę zmiany w nocnej knajpie od północy do zamknięcia, ale potrzebuję pieniędzy i to nie tylko z powodu tutejszych kosztów życia.

Queenstown jest mega drogie. Śnieżny, górski raj na ziemi, na południu Nowej Zelandii jest oszałamiająco piękny i super popularny wśród bogatych. Wszędzie są tu same luksusowe pensjonaty. Wydaje się, że co drugi klient kawiarni jest miliarderem. Ubierają się w eleganckie swetry z wełny merynosów, noszą wyłącznie dżinsy znanych marek, których twarzami są gwiazdy rocka, i mieszają się ze zwykłymi podróżnikami, przybyłymi tu, by cieszyć się widokami i przeżyć prawdziwą przygodę. Jedni i drudzy jednak mają tak samo wysokie oczekiwania co do obsługi.

Mam kilka zleceń w gastronomii i jednocześnie rozwijam działalność w mediach społecznościowych, ponieważ nie tylko muszę zarobić wystarczająco dużo, by przeżyć, ale także wspieram moją siostrę. Ava jest cztery lata młodsza i jest geniuszem, ale nawet ze swoimi stypendiami potrzebuje dodatkowego wsparcia, a ja nie chcę, by nasza zdemoralizowana rodzina przeszkodziła jej w osiągnięciu sukcesu.

Dosyć filozofii. Ruszam na salę. Szczerze mówiąc, jest dość kiepsko. Główny gość, Simone Boras, jest Australijką, podobnie jak jej goście, a na swoje siedemdziesiąte siódme urodziny zarezerwowała całą restaurację. Są głośni, śmieją się, przyjechali dobrze się bawić, więc naprawdę będziemy potrzebować animatorów, żeby utrzymać energię i odwrócić uwagę od opóźnień.

– Simone, jestem Talia. – Uśmiecham się do niej. – Przyszłam przyrządzić twoje specjalne Espresso Martini.

Simone jest uprzejma i czarująca, ale zauważam lekką przekorę w jej uśmiechu. Oczekuje tylko tego, co najlepsze. Więc działam szybko. Nie zajmuje mi dużo czasu, żeby opanować ekspres do kawy i robię jej Espresso Martini. Nikt nie robi lepszej kawy niż ja. Zachwyt Simone jest szczery.

– Dziękuję, Talia!

Nie przeszkadzają mi goście o wysokich standardach, kiedy doceniają moją pracę.

– Czy możemy dostać jeszcze takie dwa? – woła do mnie jeden z gości. – Wyglądają nieziemsko!

– Oczywiście. – Uśmiecham się. – Zaraz przyniosę!

Przygotowując kolejne Espresso Martini, omawiam strategię z kelnerami. Atmosfera na sali poprawia się. Sprawdzam też, co u Kiri. Chaos w kuchni zmalał.

Przed przyjściem tutaj udało mi się wziąć szybki prysznic, włożyć czystą sukienkę, poprawić fryzurę i nałożyć minimalny makijaż. Dałabym wiele, by móc odpocząć. Zamiast tego idę do magazynu po dodatkowe kieliszki. Niesamowity widok z okien dodaje mi energii. Bo oto właśnie zachodzi słońce, a chmury z dzikością mkną po niebie, by zasłonić wierzchołki gór ponurym całunem. Poniżej migoczą światła miasta, a w oddali połyskuje tafla jeziora. Kiedyś naprawdę będę miała dzień wolny. Zwinę się w kłębek przed dużym oknem na szczycie góry, napiję się czegoś gorącego i słodkiego i nie będę robić nic tylko patrzeć. I po prostu oddychać. Ale teraz oddychanie jest jedyną rzeczą z tej listy, na którą mogę sobie pozwolić. Wchodzę do magazynu, zamykam drzwi, odwracam się i…

Nagle nawet mój oddech ustaje. Szczęka mi opada. Mózg… A mózg?

W środku ktoś stoi. Wysoki. Muskularny. Potargane włosy. Kaloryfer na brzuchu. Intensywnie niebieskie oczy. Szczegóły wbijają się w mój umysł jeden po drugim w postaci serii mentalnych stopklatek. Pasują do gorączkowego bicia mojego serca. Wiem o brzuchu, bo człowiek jest półnagi. Jak wyrzeźbiony… taki totalny „Wow! Ale ciacho!”.

W ręku ma elegancką białą koszulę i najwyraźniej nie przejmuje się swoim stanem nagości ani moimi wybałuszonymi oczami. Wiem, że mam otwarte usta, ale kompletnie mi w nich zaschło i nie mogę ich zamknąć. Nie mogę zrobić nic, bo mój mózg się zawiesił. Obecna wizualizacja jest dla niego zbyt trudna. Tymczasem gość spokojnie zaczyna zapinać koszulę. On szczerze jest nie z tej ziemi. A może…?

– To ty jesteś tym animatorem? – szepczę. – Pewnie będziesz tańczył?

Jego oczy rozszerzają się w niemym zdumieniu.

– Spóźniłeś się – dodaję. – Ale to nic. Nie zaczęli nawet jeść deseru. Rozmawiają.

On ani drgnie. Czuję, że moja twarz robi się coraz gorętsza.

– Czy jest jakiś problem? – Jakaś część mojego mózgu odżywa. Jestem przyzwyczajona do rozwiązywania problemów. – Trzeba ci pomóc czy coś w tym stylu?

– Musiałem zetrzeć gąbką ślad z mojej koszuli.

– Gdzie?

– Tutaj.

Muszę podejść bliżej, żeby zobaczyć małą plamkę.

– Och, nikt tego nie zauważy!

Podnoszę wzrok i czuję się… uwikłana w jego spojrzenie. Jest niesamowicie przystojny. Musi za każdą imprezę zarabiać krocie.

– Myślałam, że macie jakieś specjalne koszule na występy – brnę bezmyślnie.

– Mmm… – Kiwa głową, sięga po czarną marynarkę, której nie zauważyłam, i wyciąga z kieszeni czarny jedwabny krawat. W jego oczach pojawia się błysk, który sprawia, że przechodzą mnie ciarki. – Czy mogłabyś mi pomóc z krawatem?

Nie wierzę ani przez sekundę, że nie potrafi sam go zawiązać.

– Nie potrafię tego zrobić bez lustra – dodaje, najwyraźniej czytając mi w myślach.

– Jasne.

Podchodzę bliżej i biorę krawat. Animator jest dużo wyższy ode mnie, więc muszę stanąć na palcach. Czuję boski zapach jego wody po goleniu. Z wrażenia zapominam, co miałam zrobić. Chwieję się. Natychmiast mnie przytrzymuje. Jego dotyk działa na mnie jak prąd elektryczny. Nagle to nie tylko jego ręka obejmuje mnie w talii, lecz jego ramię owija się wokół moich pleców. Prawie się o niego opieram. Nie cofam się jednak. Przypominam sobie o Simone.

– Goście są dość hałaśliwi – mamroczę, wiążąc mu w końcu krawat. – To urodziny, wiesz?

– Wiem.

Jest absolutnym profesjonalistą. Ma w sobie spokój, pewność siebie, zero pośpiechu. Jestem zazdrosna o Simone i jej imprezę. Czy uda mi się zerknąć na jego występ? Zalewa mnie fala pożądania. Prawie się duszę. Normalnie nie gapię się na mężczyzn. Wolę ich unikać – mam inne priorytety. Poza tym boję się, że odziedziczyłam po matce okropnego pecha do facetów. Ale nie mogę przestać się gapić na niego.

– Postarasz się dla niej? Ona jest taka miła…

Moje palce wydają się przyklejone do jego krawata. Nie umiem ich oderwać. Jesteśmy tak blisko, że to szaleństwo. Udaje mi się odwrócić wzrok od jego ciała, ale zatrzymuję się na ustach.

– Czy ty jesteś tu kierowniczką sali?

Kręcę głową.

– Robię kawę. Robię dużo kawy. Uwielbiam parzyć kawę!

Kiwa głową.

– Ja też kocham swoją pracę.

– Założę się, że jesteś naprawdę dobry.

– Tak mi mówią – odpowiada z powagą.

Powinnam już iść, ale mnie nie puszcza, więc jestem całkowicie unieruchomiona i wcale nie narzekam. Kolejny długi moment, kiedy stoimy zbyt nieruchomo, zbyt cicho, zbyt blisko. Moje serce wali tak mocno, że on musi to czuć. Nie znam tego uczucia. Z sekretnego źródła nisko w moim brzuchu rozprzestrzenia się ciepło i faluje we mnie jak coś zakazanego. Nie chcę, żeby to się skończyło, choć nie mam czasu na takie rzeczy. Ava polega na mnie. Romy polega na mnie. Kiri polega na mnie. Simone też. I ja polegam na sobie. Nie ma nikogo innego, na kim mogłabym polegać.

– Naprawdę zależy ci na tym, żeby ona dobrze się bawiła? – pyta.

– Tak, zależy mi. I nie dlatego, że za to zapłaciła. Jest miła. To, jak ludzie tacy jak ona traktują ludzi takich jak ja i ty, mówi o nich wiele.

– Ludzie tacy jak ona?

– Obscenicznie bogaci. – Pomijając sam fakt rezerwacji całej restauracji, Simone ma charakterystyczny jedwabny strój i błyszczące klejnoty. Większość ultra bogatych ludzi, których spotkałam, jest przyzwyczajona do tego, że dostają wszystko, czego chcą. W najlepszym wypadku biorą takich ludzi jak ja za pewnik, nie okazując im wdzięczności, a w najgorszym – traktują ich jak śmieci. Ale ona jest w porządku.

– Wobec takich ludzi jak ty i ja?

– Takich, którzy potrafią przetrwać w branży usługowej! – Uśmiecham się półgębkiem. Dobrze mi z nim, gdy mnie tak trzyma. Przychodzi mi do głowy najgłupsza możliwa myśl, że chce mnie pocałować. Jeszcze bardziej szalone jest to, że zamierzam mu pozwolić…

– Talia? – Nagle zza drzwi dobiega głos Kiri. – Znalazłaś coś?

Błyskawicznie wracam do rzeczywistości. On się cofa. No tak. Przecież całkowicie zapomniałam, po co tu przyszłam i nawet nie mam pojęcia, jak długo tu tkwię!

– Miałam szukać kieliszków – przypominam sobie oszołomiona.

– I dlatego stoisz tak blisko mnie? – Nie umie ukryć rozbawienia.

– Wiązałam ci krawat.

– Przepraszam, moja słodka. Dziś nie mam szczęścia. – Pochyla się i całuje mnie w policzek, a w zasadzie tak delikatnie muska ustami, że zastanawiam się, czy aby sobie tego nie wymyśliłam. Nie reaguję. Nie mogę. Mój mózg to papka.

Rozdział drugi

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji