Zawiła historia niesfornego Kacperka - Katarzyna Michalec - ebook + książka

Zawiła historia niesfornego Kacperka ebook

Katarzyna Michalec

5,0

Opis

Kacperek jest niesfornym chłopcem, który pisze pamiętnik, projektuje supernowoczesne odrzutowce i chce być komandosem.
Pani Genia to była nauczycielka matematyki, nosi glany i moro, ćwiczy jogę i mieszka w lesie.
Są inni, a to nie wszystkim się podoba. Razem mogą zrobić coś naprawdę dobrego (i wcale nie dziwacznego).

Książka dla wszystkich, którzy nie zawsze są akceptowani i rozumiani.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 50

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Redakcja: Hanna Negowska

Projekt okładki: Sławomir Kilian

Skład: Kamila Kwiek

Wersja elektroniczna:

Wydawca: Wydawnictwo Adamada

al. Grunwaldzka 411, 80-309 Gdańsk

www.adamada.pl

ISBN EPUB 978-83-7420-884-0

ISBN MOBI 978-83-7420-885-7

Gdańsk 2016. Wydanie pierwsze

Rozdział I

Już na wstępie chciałbym zaznaczyć, że moja historia lepiej się skończyć nie mogła. To by było na tyle, jeśli chodzi o koniec, bo przecież i tak wszystko muszę opowiedzieć od początku. Jeśli jednak wśród was znajdzie się ktoś, kogo bardziej interesowałby finał opowieści, to zawsze może rozpocząć czytanie od końca. Nie wiem, czy to ma jakiś sens, ale ja bym tak zrobił.

Bo ja to właśnie ja. Wiele rzeczy robię na opak, co nie wszystkim się podoba. Nic na to nie poradzę, że jestem – jak to mówią – niesfornym chłopaczyskiem z sobie tylko znanej planety. Ale wbrew pozorom to wcale nie jestem aż takim kosmitą, za jakiego mnie uważają. Na imię mam Kacper, lecz i tak wszyscy mówią na mnie Koper. Jestem piegowatym czwartoklasistą z wielkim nosem i wiecznie potarganą czupryną. Pewnie stąd to przezwisko. O moich piegach później, ale tak naprawdę to co to za piegowatość, skoro ma się zaledwie jedenaście piegów? Jednak do moich kolegów najwyraźniej w ogóle to nie dociera.

Co do czwartoklasistów, to wszyscy wiedzą, że to poważny wiek. Potrafi się doskonale czytać i pisać, umie dodawać i mnożyć, a niektórzy to już nawet mają dziewczyny. Ja z tego wszystkiego umiem świetnie czytać, pisać oraz dodawać. Mnożyć też potrafię, ale potrzebuję na to więcej czasu, bo matematyka nie jest moją mocną stroną. Bardziej od tych wszystkich koślawych cyferek, słupków i znaczków wolę bujanie w obłokach, myślenie o niebieskich migdałach czy robienie dziwnych rzeczy, co – jak twierdzą moi koledzy – nikomu nie wychodzi na dobre. Dziewczyny nie mam, ale za to przyjaźnię się z fantastyczną koleżanką Olą. O niej więcej dowiecie się później. Zresztą – jak uważają moi rodzice – na dziewczynę mam jeszcze sporo czasu i najlepiej, abym z tym poczekał, aż będę starszy. Jak to dobrze, że choć raz pozwolą mi zadecydować o czymś samodzielnie, zwłaszcza że o wszystkich innych rzeczach i tak postanawiają za mnie. Tak było z nowymi dżinsami, w których postrzępiłem nogawki i wyciąłem dziury na kolanach.

Wyobraźcie sobie dwoje rozwścieczonych rodziców, czyli czworo oczu wiszących tuż nad moją głową, cztery dziurki w nosie i czworo uszu, które wcale nie chciały słuchać, że takie spodnie bardziej mi się podobają. Stałem skulony naprzeciw nich (gdybym miał ogon, to podwinąłbym go jak skarcony pies), spoglądałem to na mamę, to na tatę i myślałem:

„Nad moją głową wiszą czarne chmury, bo w nowiutkich dżinsach zrobiłem dwie dziury”.

Zanim usłyszałem, że mam szlaban na komputer i że w tych spodniach mogę chodzić tylko po własnym pokoju, dokładnie policzyłem te dziury, oczy i uszy, po czym wszystko dodałem, a następnie, nie wiedząc czemu, podzieliłem przez cztery i oto, co powstało:

Tak, tak. To głowa naszego sąsiada, tylko że z trzema oczami, trzema uszami i nosem z trzema dziurkami. Nie bacząc na zrzędzenie rodziców, zacząłem się głośno śmiać na samą myśl o tym, że sąsiad mógłby tak właśnie wyglądać. I stało się. Za karę nie tylko nie wolno mi było korzystać z komputera, ale również nie mogłem wychodzić z domu przez cztery dni. Jakby tego było mało, musiałem przez ten czas zmywać naczynia. Rodzice to nieźle wymyślili! Mamę nawet dręczyły wyrzuty sumienia, czy nie postąpili zbyt okrutnie. Tak, mamy mają gołębie serca. Bo chociaż usiłowała mówić do mnie szorstkim tonem, abym przypadkiem nie zapomniał, że odbywam karę, to w głębi duszy chciała mi ulżyć w tych katuszach. I tak za każdym razem, kiedy mówiła:

– Dokończyć za ciebie czy wolisz sam pozmywać? – stanowczo odpowiadałem:

– Ależ skąd, sam to zrobię. Zostało już tak niewiele.

Patrząc na stos brudnych naczyń, z których dotychczas udało mi się umyć tylko kubek i widelec, w myślach mówiłem sobie:

„Ale z ciebie osioł. Zamiast odgrywać twardziela, mogłeś zostawić to mamie”.

W ten sposób zmarnowałem godzinę życia. W tym czasie mógłbym spisać swoje złote myśli w pamiętniku, który chowam pod łóżkiem, lub zaprojektować supernowoczesny odrzutowiec.

Najbardziej denerwowała mnie zadowolona mina mojej pryszczatej siostry, która pastwiła się nad moim nieszczęściem. To takie niesprawiedliwe, że ona nigdy nie dostaje żadnych kar.

Najmniej z tego wszystkiego martwił mnie zakaz wychodzenia z domu. Wówczas i tak nie miałem na to wielkiej ochoty. Koledzy się ze mnie wyśmiewali, a do lasu bałem się iść, bo tam mieszkała czarownica. Chcecie wiedzieć, z czego tak naprawdę śmiali się moi koledzy? Z moich jedenastu piegów. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że głównym prowokatorem tej nagonki był rudy Piotrek, na którego twarzy było więcej piegów niż maku w makowcu mojej mamy. Dlatego nazywałem go Piegusem. A wszystko zaczęło się na przerwie między lekcjami, kiedy jego banda otoczyła mnie ze wszystkich stron, a ich piegowaty boss przemówił pogardliwym tonem:

– No, no, kogo my tu mamy. Koper i jego dwadzieścia piegów.

– Jedenaście – poprawiłem go, choć wiedziałem, że to może grozić mocnym pstryczkiem w nos.

– Jedenaście – powtórzył drwiąco jeden z chłopaków – patrzcie, nawet je sobie policzył – dodał takim samym tonem, lecz widząc zbliżającego się dyrektora, złagodniał i powiedział szeptem:

– Koper nie pasuje do kolegów, bo ma jedenaście piegów. – Wszyscy natychmiast obrócili się na pięcie i odeszli, zanosząc się śmiechem.

Zakaz spotykania się z kolegami również nie był dla mnie dotkliwą karą. Ale co tam, żadna kara nie jest taka straszna. W końcu i tak szybko minie, i znów będzie jak dawniej. We wszystkim można dostrzec pozytywne strony, nawet w zmywaniu. Bo w końcu dobrze jeść z czystych naczyń. Myślę, że nawet nasz sąsiad ma jakieś pozytywne cechy, mimo że nie lubi dzieci i zawsze przegania je ze swoich grządek z truskawkami, wymachując packą na muchy i głośno przy tym krzycząc:

– Ja wam dam, wandale! Żeby to było ostatni raz! – Taka sytuacja powtarza się każdego dnia przez cały sezon truskawkowy.

W zasadzie doskonale go rozumiem. Też nie żywiłbym szczególnej sympatii do kogoś, kto kradnie mi truskawki. Mimo że ja tego nie robię, sąsiad i tak mnie nie lubi.

„Cóż, dziecko