Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Kiedyś podziwiano Kościół za niezachwianą wiarę i pewność. Dzisiaj, kiedy słucha się niektórych „postępowych” duchownych, często nie wiadomo, czego katolicyzm tak naprawdę naucza: co dopuszcza, a czego zabrania, co pochwala, a co – przeciwnie – potępia. Wielu katolików, patrząc na ten zamęt w Kościele, rozkłada bezradnie ręce.
Znany apologeta Trent Horn, autor głośnej książki Dlatego jesteśmy katolikami, bierze pod lupę liberalne przekonania katolickie i wykazuje ich szkodliwość oraz sprzeczność z ortodoksją. Rozkłada na czynniki pierwsze mechanizm manipulacji, ucząc tym samym, jakich argumentów użyć przeciwko szerzącym się błędnym poglądom.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 279
Data ważności licencji: 1/22/2030
Tytuł oryginału
Confusion in the Kingdom. How „Progressive” Catholicism Is Bringing Harm and Scandal to the Church
© 2024 Trent Horn. All rights reserved.
© Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2026
Redaktor prowadząca – Ewa Kubiak
Redakcja – Lidia Kozłowska
Korekta – Paulina Jeske-Choińska, Lidia Kozłowska
Skład i łamanie wersji do druku – Stanisław Tuchołka | panbook.pl
Redakcja techniczna – Józefa Kurpisz
Projekt okładki i layoutu – Krzysztof Lorczyk OP
ISBN 978-83-7906-902-6 (wersja drukowana)
ISBN 978-83-7906-903-3 (wersja elektroniczna)
Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.
Wydanie I
ul. Kościuszki 99
61-716 Poznań
tel. 61 852 39 62
www.wdrodze.pl
Przygotowanie wersji elektronicznej
Dla Harolda i Margie
„Trent, czy mógłbyś odpowiedzieć na to, co ten katolik napisał w Internecie? To naprawdę coś dezorientującego”.
Zwykle nie lubię być przesadnie krytyczny wobec innych katolików, nawet jeśli nie zgadzam się z ich podejściem do wspólnej nam wiary. Bardziej zajmuje mnie dyskusja z argumentami wysuwanymi przez niekatolickich krytyków – takich jak ateiści czy protestanci – którzy próbują obalić fundamentalną naukę naszego wyznania. Albo staram się bronić moralnego nauczania Kościoła – jak to dotyczące świętości małżeństwa i ludzkiego życia – które jest w naszej kulturze nieustannie atakowane. Nie chcę tracić czasu na kłócenie się o rzeczy, co do których katolicy mogą mieć różne poglądy, zwłaszcza że tego typu spory i walki są potępione w Piśmie Świętym. Święty Paweł stwierdził: „Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga. (…) Starajmy się więc o to, co służy sprawie pokoju i wzajemnemu zbudowaniu” (Rz14,10.19)1.
Niekiedy jednak nasi współwyznawcy mogą wprowadzać zamęt wśród wiernych, a kiedy tak się dzieje, należy ich pouczyć. Paweł wprost zwraca na to uwagę pod koniec Listu do Rzymian, gdzie zauważa: „Proszę was jeszcze, bracia, strzeżcie się tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia przeciw nauce, którą otrzymaliście. Strońcie od nich! Tacy bowiem ludzie nie Chrystusowi służą, ale własnemu brzuchowi, a pięknymi i pochlebnymi słowami uwodzą serca prostaczków” (Rz16,17–18). Zachęca też Tymoteusza: „głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli” (2 Tm4,2–3).
Chociaż wiarę mogą zniekształcać katolicy reprezentujący dowolny nurt teologiczny, ludzie przeważnie zwracają się do mnie z prośbą o pomoc wówczas, gdy chodzi o poradzenie sobie z zamętem wprowadzanym przez katolicyzm liberalny. Czasem dotyczy to katolickiego autora twierdzącego, że katolicy okazywaliby kobietom prawdziwy szacunek, gdyby nie zakazywali aborcji. Niekiedy zaś – słynnego księdza katolickiego, który głosi, że w żywieniu „dumy gejowskiej” nie ma nic złego. Te osoby publiczne nie mówią wprost: „Kościół myli się w kwestii aborcji i homoseksualizmu”, ale robią coś gorszego. Swoim postępowaniem zasiewają ziarno zwątpienia, pod wpływem czego niektórzy odrzucają nauczanie Kościoła w imię liberalnych wartości w rodzaju „inkluzywności”.
Czym jest zatem katolicyzm liberalny?
Liberalizm teologiczny był w pełni rozkwitu w początkach XX wieku, kiedy to – w odpowiedzi na dorobek niemieckiej wyższej krytyki Biblii – próbował „zmodernizować” wiarę chrześcijańską poprzez odrzucenie doktryn w rodzaju dziewictwa Maryi. Bardziej konserwatywni protestanci zasłynęli przeciwstawianiem się temu ruchowi przez wydawanie serii esejów pod tytułem The Fundamentals. A Testimony to the Truth, które stały się podstawą dla późniejszych protestanckich ruchów „fundamentalistycznych”.
Podobne kontrowersje zrodziły się w świecie katolickim, gdzie rozmaici badacze zaczęli kwestionować takie rzeczy, jak doktryna nieomylności papieża (przez co nauka ta została na nowo potwierdzona na Soborze Watykańskim I), biblijne opisy cudów, a nawet przekonania fundamentalne w rodzaju wiary w bóstwo Chrystusa. Jeden z wybitnych francuskich naukowców określił Jezusa mianem un homme incomparable – człowieka wprawdzie niezrównanego, ale jednak tylko człowieka. Papież Pius X stwierdził, że takie przedkładanie współczesnych poglądów ponad boskie objawienie stanowi „zbiór wszystkich herezji”2.
„Katolicyzm liberalny” trudno jest zdefiniować, gdyż termin „liberalny” ma rozmaite znaczenia. W XIX wieku „liberałem” politycznym był ktoś opowiadający się za prawami jednostkowymi, zwiększaniem wolności oraz ograniczaniem władz rządowych. Wówczas Kościół potępiał tę odmianę „liberalizmu”, gdyż nie uwzględniała ona prawomocnej roli państwa w prowadzeniu ludzi ku dobrom nie tylko doczesnym, ale również duchowym. Dzisiejszym liberałom odpowiada natomiast sięganie po pomoc państwa w promowaniu ich sposobu pojmowania tego, co jest wspólnym dobrem społeczeństwa. Tymczasem ci, którzy określają samych siebie mianem konserwatystów (a zwłaszcza libertarian), są najbardziej skłonni do preferowania ograniczonych form rządu.
Jeden ze sposobów odpowiedzi na pytanie, czym jest katolicyzm liberalny, to przyjrzenie się temu, jak liberalni katolicy opisują samych siebie. Dzięki temu można też odeprzeć zarzuty krytyków, zdaniem których nie powinno się nazywać ludzi liberałami, gdyż termin ten jest czymś w rodzaju obelgi – i rzeczywiście tak może być przez niektórych ludzi odbierany. Lecz dla innych autorów nie stanowi problemu to, że są określani mianem liberalnych katolików. Na przykład Michael Sean Winters z „National Catholic Reporter” stwierdza: „My, liberalni katolicy, nigdy nie zniknęliśmy i nigdy nie powinniśmy zniknąć”3. Heidi Schlumpf, redaktor naczelna tego czasopisma, podaje następujący opis liberalnych (czy też, jak mówi, „postępowych”) katolików:
Należą do nich siwowłosi weterani działający w parafiach i organizacjach na rzecz kościelnej reformy. Należą do nich młodzi katolicy uczęszczający na swój pierwszy kurs teologiczny w katolickim college’u czy na katolickiej uczelni – jak również teologowie prowadzący te zajęcia. Należą do nich emerytowani kapłani, siostry zakonne, a nawet niektórzy biskupi, którzy przez całe swe życie walczyli o sprawiedliwość społeczną. Należą do nich uczestnicy marszów kobiet, zwolennicy Zielonego Nowego Ładu oraz biorący udział w protestach Black Lives Matter z każdego pokolenia4.
Cieszę się, że to Heidi Schlumpf podała ten dość trafny opis, bo gdybym ja był jego autorem, uznano by go za karykaturę. Współcześni katoliccy liberałowie, podobnie jak liberałowie z XIX wieku, próbują pogodzić nauczanie Kościoła ze współczesnymi liberalnymi wartościami politycznymi. W szczególności skoncentruję się na promowaniu przez nich rzeczy wprost sprzecznych z wiarą katolicką, takich jak aborcja, sodomia oraz odrzucenie nadprzyrodzoności w egzegezie biblijnej. Poddam też krytyce wysuwane przez nich twierdzenia, jakoby katolicka nauka społeczna miała być identyczna z tezami głoszonymi przez lewicowe organizacje w rodzaju Black Lives Matter (BLM) czy grupy działające na rzecz tak zwanych praw kobiet – lub wręcz wymagać wejścia w sojusz z tymi organizacjami.
Zanim jednak przejdę dalej, muszę odróżnić katolików liberalnych od katolików skrajnie lewicowych, czyli tych, którzy otwarcie i bez skrupułów odrzucają kościelne nauczanie na takie tematy jak aborcja, małżeństwo lub dopuszczanie do kapłaństwa wyłącznie mężczyzn. W niniejszej książce koncentruję się przede wszystkim na tych katolikach, którzy publicznie potwierdzają naukę Kościoła, lecz podważają ją swoimi słowami i czynami.
Tak więc w kwestii na przykład homoseksualizmu nie poświęcę większej uwagi dysydenckim kapłanom w rodzaju o. Bryana Massingale’a, według których nauka Kościoła na ten temat jest fałszywa5. Zamiast tego skoncentruję się na księżach takich jak o. James Martin, którzy rzekomo podtrzymują kościelne nauczanie na temat moralności aktów homoseksualnych, lecz mówią rzeczy rodzące w ludziach dysonans poznawczy i mogące ich skłonić do odrzucenia tego nauczania – księża ci głoszą na przykład, że nie ma nic gorszącego w tym, iż w katolickiej szkole uczy ktoś pozostający w tak zwanym „małżeństwie” jednopłciowym.
Z kolei w kwestii aborcji oczywiste jest, że organizacja Catholics for Choice6 odrzuca nauczanie Kościoła, a zatem nie będę tutaj dyskutować z argumentami wysuwanymi przez tę grupę. Jednak inni katolicy – tacy jak Emily Reimer-Barry lub Stephen Millies – wprawdzie mówią, że akceptują kościelną naukę na temat aborcji (na tej samej zasadzie, na jakiej miałby ją akceptować Joe Biden), lecz ich sprzeciw wobec praw zapewniających ochronę dzieciom nienarodzonym wprowadza zamęt odnośnie do tego zagadnienia. Jak Kościół może uczyć, że aborcja jest ciężkim grzechem zabójstwa, skoro katolicy powinni zarazem – zdaniem tych osób – „okazywać szacunek kobietom” lub „chronić demokrację” poprzez zachowywanie legalności tej formy zabójstwa?
Ponadto muszę odróżnić „katolików liberalnych”, którzy dezorientują wiernych w kwestii istotnego nauczania Kościoła, od tych katolików, którzy po prostu są zwolennikami bardziej liberalnej polityki. Znam katolików niestrudzenie walczących o zdelegalizowanie aborcji i przywrócenie właściwej prawnej definicji małżeństwa, a zarazem popierających rządowe rozwiązania problemu biedy, które moim zdaniem wyrażają dobre chęci, lecz w ostatecznym rozrachunku są nieskuteczne.
Nic nie szkodzi.
Dopóki dana osoba potwierdza to, czego naucza Kościół, odrzuca to, czemu Kościół się sprzeciwia, i dopuszcza rozbieżność zdań w kwestiach, których nauczanie Kościoła nie dotyczy, zasadniczo nie budzi to żadnych oporów z mojej strony. Mam jednak problem z liberalnymi katolikami, którzy ignorują to, do czego są zobligowani, celebrują to, co złe, oraz dogmatyzują sprawy, w jakich można posiadać odmienne opinie.
Oczywiście, katolicy konserwatywni i tradycyjni mogą być winni takich samych rzeczy. Tutaj muszę się odnieść do potencjalnej krytyki, że powinienem napisać książkę o zamęcie wprowadzanym przez te grupy katolików. Owszem, poruszałem już kwestię „katolickiego fundamentalizmu” w swoim podcaście oraz w rozmaitych artykułach, a zatem poważnie rozważam dokładniejsze zajęcie się tym tematem. Niemniej zamęt związany z liberalnym katolicyzmem prowadzi do większych szkód duchowych niż ten, jaki rodzi się w odniesieniu do nauki Kościoła pod wpływem stanowisk konserwatywnych czy tradycjonalistycznych.
Kiedy naukę Kościoła zniekształcają katolicy tradycjonalistyczni, przeważnie uznają oni coś dobrego za obligatoryjne. Odmawianie różańca staje się codziennym obowiązkiem. Msza łacińska – jedyną dopuszczalną liturgią. Niekiedy zaś absolutnie zakazują oni wszystkiego, co choć potencjalnie może prowadzić do grzechu – twierdzą na przykład, że zawsze czymś złym jest obejrzenie filmu przedstawiającego jakieś bluźnierstwo. W najgorszych przypadkach pod wpływem tak surowego stanowiska ludzie mogą stracić nadzieję i w rozpaczy odejść z Kościoła lub też pełni rozgoryczenia nabrać przekonania, że wiedzą więcej od biskupów – a przez to popaść w ciężki grzech schizmy. Niemniej w większości wypadków skutkiem jest po prostu powszedni grzech bycia denerwująco przekonanym o własnej wyższości moralnej.
Inaczej ma się rzecz z liberalnym katolicyzmem. Nie tyle przekształca on to, co dobre, w coś obowiązkowego, ile często uznaje zło za dopuszczalne. Wprowadza zamęt odnośnie do tego, czy można angażować się w akty homoseksualne, poddać się aborcji lub korzystać z antykoncepcji. A zamiast uznawania czegoś dopuszczalnego za zakazane, częściej przemienia w opcjonalne coś, co jest obligatoryjne. Sieje zamieszanie, jeśli chodzi o potrzebę posiadania wiary w Boga objawionej w credo czy konieczność bronienia nienarodzonych przed zabijaniem ich w majestacie prawa. Gdy katolik odrzuca naukę Kościoła w kwestii dopuszczalności kary śmierci, w najgorszym razie może popaść w schizmę, ale mało prawdopodobne jest, by sam zaczął brać udział w egzekucjach. Natomiast istnieje o wiele większe prawdopodobieństwo, że katolicy odrzucający naukę Kościoła co do aborcji, in vitro, antykoncepcji czy sodomii podejmą się takich aktów moralnych, przez które znajdą się w stanie grzechu śmiertelnego.
Wreszcie, zdaję sobie sprawę z faktu, że niektórzy konserwatywni i tradycyjni katolicy będą krytykować tę książkę za to, że nie omawiam w niej w pierwszym rzędzie zamętu związanego z niektórymi wypowiedziami papieża Franciszka czy nie zajmuję się głównie oburzającymi rzeczami, jakie głoszą bardziej liberalni biskupi. Chociaż tam, gdzie uznam to za konieczne, odniosę się do pewnych nieroztropnych wystąpień papieża i biskupów, czytelnicy zainteresowani spisem kontrowersyjnych twierdzeń papieża Franciszka i co bardziej „wyzwolonych” biskupów mogą sięgnąć do prac wielu innych autorów, którzy się tym zajmują.
W niektórych przypadkach koncentrowanie się na tym, co uznawane jest za porażkę ze strony biskupów, zastępuje próbę stanowczego rozprawienia się z argumentami wysuwanymi przez „liberalnych” czy „postępowych” katolików (zarówno kapłanów, jak i świeckich). W niniejszej książce chcę ponownie skupić się na tych kontrargumentach – i mam nadzieję, że zachęcę do tego samego innych katolików, którym zależy na chronieniu depozytu wiary przed błędami i zgorszeniem.
Czy spotkaliście kiedykolwiek kogoś, kto najpierw mówi coś kontrowersyjnego, a potem zachowuje się tak, jakby wypowiedź ta była całkiem prozaiczna, i dziwi się, dlaczego wszyscy wokół się denerwują? Jeśli nie, po prostu zacznijcie przyglądać się działalności o. Jamesa Martina – będziecie mieli wiele okazji do zaznajomienia się z takim schematem postępowania.
Na przykład 21 stycznia 2023 roku Catholic League1 napisała tweeta na temat Pete’a Buttigiega, sekretarza transportu, który w powszechnym odbiorze jest uznawany za będącego w związku małżeńskim z mężczyzną imieniem Chasten. Organizacja stwierdziła: „Owszem, Pete Buttigieg prawnie jest zamężny, ale jest to fikcja prawna”. Ojciec Martin w odpowiedzi napisał: „Pete Buttigieg jest zamężny”2.
Po fali krytyki, z jaką spotkał się ten wpis, o. Martin opublikował artykuł, w którym wyjaśnił, że chodziło mu tylko o to, iż Buttigieg, „jak każdy w tym kraju, kogo małżeństwo zostało zarejestrowane w ratuszu, jest w prawnym związku małżeńskim ze swoim mężem Chastenem”3. To jednak nieszczere postawienie sprawy, gdyż w tweecie, na który o. Martin pierwotnie zareagował, było jasno stwierdzone, że Pete i Chasten są zamężni w świetle prawa. Catholic League chodziło o to, iż relacja między tymi mężczyznami jest małżeństwem tylko z nazwy.
Państwa totalitarne mogą twierdzić, że ich obywatele cieszą się „wolnością”, lecz wolność ta jest fikcyjna i w niczym nie przypomina wolności rzeczywistej. Podobnie państwo może twierdzić, że dwóch mężczyzn albo trzy kobiety, albo człowiek i robot (albo kto wie, co jeszcze w przyszłości) mogą wstąpić w „związek małżeński”, chociaż relacje te w ogóle nie przypominają rzeczywistego małżeństwa.
Zanim wyjaśnię, jaki jeszcze błąd się tu kryje (oraz w wielu innych poglądach głoszonych przez o. Martina), pomocne będzie przypomnienie, jak rozwijała się jego praca na rzecz osób identyfikujących się jako należące do ruchów LGBT.
O jeden most za daleko
Do 2016 roku o. Martin był znany głównie jako katolicki komentator występujący w telewizyjnych programach w rodzaju The Colbert Report. Choć podkreślał znaczenie takich rzeczy, jak sprawiedliwość społeczna, koncentrował się na ogólnych kwestiach związanych z duchowością i nie był osobą szczególnie kontrowersyjną. Otwarcie zaczął być kimś takim po tym, jak w 2016 roku przyjął Nagrodę za Budowanie Mostów (Bridge Building Award) od organizacji New Ways Ministry.
Organizacja ta otwarcie sprzeciwia się nauczaniu Kościoła na temat rozmaitych zagadnień, w tym homoseksualizmu. Została założona w 1977 roku przez s. Jeannine Gramick i o. Roberta Nugenta. W 1999 roku Kongregacja (obecnie Dykasteria) Nauki Wiary zwróciła uwagę, że oboje „promują niejednoznaczne stanowisko w sprawie homoseksualizmu i wprost krytykują dotyczące tej kwestii dokumenty kościelnego Magisterium”. Kongregacja stwierdziła, że wypowiedzi Gramick i Nugenta są „nie do pogodzenia z nauką Kościoła” i na stałe zabroniła im angażowania się w „jakąkolwiek pracę duszpasterską z udziałem osób homoseksualnych”, podkreślając, że „nie wolno im przez nieokreślony czas zajmować żadnego urzędu w instytutach zakonnych, do jakich należą”4.
Dziesięć lat później kard. Francis George, przewodniczący Konferencji Katolickich Biskupów Stanów Zjednoczonych (United States Conference of Catholic Bishops, USCCB), przedstawił wyjaśnienie odnośnie do statusu New Ways Ministry:
Nikt nie powinien dawać się zwieść twierdzeniu, że New Ways Ministry dostarcza autentycznej interpretacji katolickiego nauczania i prowadzi autentycznie katolicką praktykę duszpasterską. Określanie się przez tę organizację mianem katolickiej tylko wprowadza zamęt wśród wiernych, jeśli chodzi o autentyczne nauczanie i posługę Kościoła w odniesieniu do osób o skłonnościach homoseksualnych. Odpowiednio do tego chcę jasno wskazać, że New Ways Ministry – jak inne grupy twierdzące, że są katolickie, ale przeczące centralnym aspektom kościelnej nauki – nie jest akceptowana ani uznawana przez Kościół katolicki i nie może wypowiadać się w imieniu katolickich wiernych w Stanach Zjednoczonych5.
Jak czymś gorszącym byłoby, gdybym przyjął nagrodę w dziedzinie apologetyki od grupy katolików, którzy dokonali schizmy, zaprzeczających władzy papieskiej, tak samo gorszące było to, że o. Martin przyjął nagrodę od grupy w rodzaju New Ways Ministry (tak jak zgorszeniem był fakt, iż papież Franciszek spotkał się z s. Gramick w październiku 2023 roku i publicznie podziękował za jej działalność)6.
Przemówienie o. Martina z okazji otrzymania nagrody od New Ways Ministry zostało w 2017 roku przekształcone w książkę Building a Bridge; duchowny wziął też udział w filmie dokumentalnym z 2021 roku o tym samym tytule. W dokumencie znajduje się scena, w której o. Martin mówi osobom uczestniczącym w mszy: „Kiedyś mówiłem, że Kościół musi być gościnny – ale to nie wystarczy. Wy wszyscy, ludzie LGBT, musicie przewodzić. Musicie prowadzić Kościół”. W innym wiele mówiącym momencie o. Martin wyjaśnia, że nie bierze udziału w paradach równości, gdyż mógłby zostać sfotografowany na tle transparentu opowiadającego się za jednopłciowymi „małżeństwami”. W odpowiedzi na pytanie prowadzącego wywiad: „Dlaczego miałoby to być czymś złym?”, o. Martin stwierdza: „Bo nie powinienem popierać małżeństw jednopłciowych”7.
Nie mówi: „nie popieram małżeństw jednopłciowych”, ani: „ponieważ małżeństwo nie może być jednopłciowe”. Zamiast tego pada odpowiedź: „nie powinienem popierać małżeństw jednopłciowych”, która brzmi raczej jak wypowiedź pracownika użalającego się wraz z klientem na surowe szefostwo niż duchowego ojca, biorącego na siebie brzemiona innych, by wypełnić prawo Chrystusa (zob. Ga6,2). Wyobrażam sobie, że gdyby zarząd firmy zapytał o. Martina, czy zgadza się z korporacyjną polityką, postarałby się on udzielić takiej odpowiedzi, która przynajmniej nie doprowadziłaby do jego zwolnienia.
W rzeczy samej, takie właśnie odczucie miałem po lekturze artykułu, który o. Martin napisał w 2018 roku dla czasopisma „America” i w którym objaśnia on kościelne nauczanie na temat homoseksualizmu. W jednym z fragmentów autor stwierdza: „Ze wszystkich tych względów wyklucza się małżeństwa jednopłciowe. Zresztą oficjalne nauczanie Kościoła wyklucza jakąkolwiek aktywność seksualną poza małżeństwem mężczyzny i kobiety”8.
Robert George jest katolickim filozofem, do którego największych osiągnięć należą prace broniące nauki Kościoła na temat małżeństwa i seksualności. Określa on o. Martina mianem przyjaciela – mimo rozbieżności zdań między nimi – i twierdzi, że opublikowawszy ten artykuł, „o. Martin nie zostawia swym przeciwnikom (ani zresztą również zwolennikom) możliwości zakładania, że jego zdaniem może istnieć małżeństwo między osobami tej samej płci lub że akty homoseksualne mogą być czymś moralnie dobrym”9.
Ojciec Martin może nie stworzył innym szansy uznania go za odstępującego od nauki Kościoła w chwili obecnej, ale zostawił sobie drogę otwartą do uznania w którymś momencie, że „małżeństwa” jednopłciowe są możliwe lub że akty homoseksualne mogą być dobre moralnie.
Co głosi Kościół?
W różnych miejscach swego artykułu dla czasopisma „America” o. Martin stwierdza, że akty homoseksualne i jednopłciowe „małżeństwa” są „nieuznawane”, „zakazywane” i „wykluczane”. Nigdzie nie mówi, że są one grzeszne, złe, błędne czy niemoralne. Przyznaje wprawdzie, że nauczanie to ma „pewne źródła w Biblii”, lecz wskazuje, że przede wszystkim pochodzi ono z „tradycyjnej interpretacji prawa naturalnego” – co dopuszcza możliwość pojawienia się nowszych interpretacji tego prawa, które zastąpiłyby podejście znajdujące się, jak mówi o. Martin, „pod silnym wpływem pism św. Tomasza z Akwinu”. Tymczasem Katechizm Kościoła katolickiego (KKK) podkreśla, że tradycyjne nauczanie – według którego takie postępowanie oznacza poważne zepsucie – „opiera się na Piśmie Świętym”10, o czym o. Martin nie wspomina.
Rodzi to wrażenie, że uznanie homoseksualizmu za coś nieprawidłowego wynika wyłącznie z pewnego kościelnego rozstrzygnięcia, które może się zmienić, w przeciwieństwie do niezmiennego depozytu wiary.
Ojciec Martin streszcza na przykład nauczanie Kościoła czy Katechizmu, ale nie mówi wprost, czy się z nim zgadza. Pisze w artykule: „według Katechizmu akty homoseksualne »z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane«”. Jednak w Building a Bridge mówi, że określenie to jest „niepotrzebnie krzywdzące”, gdy odnosi się je do pociągu do osób tej samej płci. W tekście z 2023 roku o. Martin uznaje za „postęp” to, że „szereg kardynałów, arcybiskupów i biskupów wzywa Kościół do ponownego przemyślenia tego, czy w Katechizmie akty homoseksualne mają być nazwane »nieuporządkowanymi z samej swojej wewnętrznej natury«”11.
Kolejnym sposobem, w jaki o. Martin pozostawia otwartą drogę do uznania aktów homoseksualnych za moralnie dobre, jest założenie, jakoby nauczanie musiało być „przyjmowane” przez wiernych, aby było autorytatywne. Dzięki temu o. Martin mógłby mówić: „Kościół zakazuje zachowań homoseksualnych”, a jednocześnie nie musiałby wzywać do nawrócenia nikogo, kto jego zdaniem tego nauczania nie „przyjął”. O to przynajmniej wydawało się chodzić o. Martinowi w wywiadzie, którego w 2017 roku udzielił „The Jesuit Post”:
Spoglądając z teologicznej perspektywy, nauczanie musi być „przyjęte” przez wiernych. Jest to złożona kwestia (a ja nie jestem zawodowym teologiem), lecz – ogólnie rzecz biorąc – nauczanie, aby było kompletne, musi zostać docenione, zaakceptowane i zrozumiane przez wiernych. Zgodnie z tradycją wierni mają własne, wewnętrzne wyczucie autorytatywności nauczania. Jest to sensus fidei czy też sensus fidelium. Więcej na ten temat można znaleźć w watykańskim dokumencie Sensus fidei (…). Jak mówi mi wiele osób ze środowiska LGBT, to konkretne nauczanie nie wpisuje się w ich własne doświadczenie jako ludzi kochających i kochanych. Tak więc wydaje się, że nauczanie to nie zostało „przyjęte” przez społeczność LGBT12.
We wstępie do poprawionego wydania książki Building a Bridge, opublikowanego w 2018 roku, o. Martin krótko nawiązuje do tej kwestii, stwierdzając: „z teologicznego punktu widzenia można by przekonywać, że nauczanie to nie zostało »przyjęte« przez katolicką społeczność LGBT, do której jest w pierwszym rzędzie skierowane”. Autor jednak nie wskazuje tutaj, jakoby z tego względu nauczanie to miało nie być „kompletne”13.
Pełne objaśnienie pojęcia sensus fidei wykracza poza zakres tego rozdziału, niemniej wystarczy powiedzieć, że oznacza ono – zgodnie z nauczaniem Soboru Watykańskiego II – iż „ogół wierzących, mających namaszczenie od Ducha Świętego, nie może zbłądzić w wierze”14.
Nie znaczy to jednak, że nie może błądzić nikt, kto określa samego siebie mianem katolika – ani że nie może się mylić nawet duża grupa osób deklarujących swoją katolickość. Może być tak, że ludzie nazywający samych siebie wiernymi w rzeczywistości nie mają nadprzyrodzonego daru wiary i są katolikami tylko z nazwy (jak ci katolicy, którzy z nawyku chodzą z rodziną do kościoła jedynie w Wielkanoc). Wspomniany przez o. Martina dokument stwierdza, że sensus fidei nie jest w Kościele czymś tożsamym z opinią publiczną i że „w historii Ludu Bożego często to nie większość, lecz mniejszość prawdziwie żyła wiarą i świadczyła o niej”15.
Można by pomyśleć, że o. Martinowi zależy na wspieraniu wiernej mniejszości, lecz w 2022 roku zaczął on promować „Outreach” – internetowe czasopismo „dostarczające wiadomości, eseje, materiały i poczucie wspólnoty katolikom LGBTQ, ich rodzinom i przyjaciołom oraz tym, którzy im posługują”. Co się jednak okazało? Znajdujące się tam teksty koncentrują się nie tyle na takich rzeczach, jak unikanie okazji do grzechu przez osoby mające pociąg do tej samej płci, ile na podważaniu nauki Kościoła w tych kwestiach. Obejmuje to artykuły, w których padają następujące twierdzenia:
✽Biblia nie potępia „relacji LGBT w jakiejkolwiek formie”, a znajdujące się w Księdze Kapłańskiej zakazy dotyczące zachowań homoseksualnych „nie są uniwersalnymi prawami moralnymi”16.
✽Księga Kapłańska dlatego głosi, że zachowania homoseksualne, zoofilia i ofiary z dzieci są czymś złym, ponieważ „zakładają one jakąś nierówną dynamikę władzy”17.
✽Święty Paweł, mówiąc, że homoseksualizm jest czymś nienaturalnym, po prostu nawiązuje do (fałszywego) poglądu, zgodnie z którym inne zwierzęta niż człowiek nie podejmują zachowań homoseksualnych18.
✽„Osoby heteroseksualne” wierzą, że są „wybranymi przez Boga”, Biblia zaś zachęca nas, byśmy do grona „wybranych przez Boga” zaliczali także homoseksualistów19.
W 2023 roku „Outreach” zorganizował konferencję z udziałem katolików takich jak Jason Steidl Jack i o. Bryan Massingale, którzy otwarcie występują przeciwko nauczaniu Kościoła; w wydarzeniu uczestniczyli nawet niekatolicy w rodzaju Brandana Robertsona, który broni „katolickiej poliamorii”20. Dzięki wydawnictwom w rodzaju „Outreach” o. Martin może z jednej strony zrobić krok do przodu, twierdząc: „nigdy nie kwestionowałem nauczania Kościoła”, z drugiej zaś – zrobić krok wstecz, pozwalając inaczej myślącym, a nawet niekatolikom po prostu „zadawać pytania”, które de facto podważają kościelną naukę.
Właściwy o. Martinowi zwyczaj mówienia czegoś, co brzmi heretycko, a następnie twierdzenia, że było to w pełni ortodoksyjne, nazwałbym „dwukrokiem o. Martina”. Innym określeniem dla tej taktyki jest argumentacja typu motte-and-bailey.
Średniowieczna „przynęta z zamianą”
W 2005 roku filozof Nicholas Shackel opisał pewien sofizmat, który nazwał „doktryną motte-and-bailey” od ściśle określonego rodzaju średniowiecznego systemu obronnego21. W systemie tym motte22 stanowił silnie ufortyfikowaną budowlę lub wieżę, trudną do zdobycia przez przeciwnika. Natomiast bailey23 był otaczającą tę budowlę otwartą przestrzenią, łatwą do przejęcia. Jednak mniejsze bezpieczeństwo oznaczało zarazem lepsze warunki do życia. Motte był ciemnym, zawilgoconym budynkiem, w którym nikt nie chciał żyć na stałe. Miał on służyć wyłącznie jako miejsce schronienia na wypadek ataku na mniej bezpieczny bailey.
Według Shackela z czymś podobnym mamy do czynienia w dyskusjach. Dana osoba zajmuje bailey, czyli przyjmuje jakiś korzystny dla siebie pogląd, który jest wątły z logicznego punktu widzenia, a zatem łatwo go obalić (przykładem może być tu liberalny katolik twierdzący, że Pete Buttigieg jest „zamężny”). Kiedy bailey zostanie zaatakowany (jak wówczas, gdy wierni katoliccy wskażą, że według Kościoła dany związek nie jest małżeństwem), osoba ta wycofuje się na mniej korzystną dla siebie pozycję, której jednak łatwiej jest bronić – kryje się w motte. W przypadku o. Martina byłoby to zastrzeżenie, że Pete Buttigieg jest „prawnie zamężny”. Następnie, gdy atakujący już zrezygnują, mieszkańcy powracają do bailey, jak gdyby nic się nie zdarzyło. Podobnie krytycy w rodzaju o. Martina na nowo zaczynają używać mylącego języka, już bez żadnych zastrzeżeń, gdyż bitwa się skończyła, a kwestia tego, „co naprawdę miał ktoś na myśli”, rozmywa się w pamięci jak wszystkie inne kontrowersje.
Niekiedy stosujący tę strategię ludzie przekonują, że motte było tym, o co cały czas im chodziło, bailey zaś jest „karykaturalną wersją” ich stanowiska. W przypadku o. Martina miało to miejsce wówczas, gdy stwierdził on, że powodem, dla którego napisał: „Pete Buttigieg jest zamężny”, był fakt, iż sekretarz transportu zarejestrował swoje małżeństwo w ratuszu jak wszyscy inni. Nigdy nie chciał powiedzieć, że Buttigieg jest w dobrym i naturalnym małżeństwie, uznawanym przez prawo kanoniczne, ani że małżeństwem jest po prostu to, co jest rozumiane jako małżeństwo przez państwo – to byłyby niemożliwe do obrony baileys. Chodziło mu wyłącznie o prozaiczne motte odnoszące się do małżeństwa prawnego.
W artykule Like It or Not, Pete Buttigieg Is Legally Married o. Martin zastanawia się nad tym, dlaczego katolików tak bardzo oburza idea, że Pete i Chasten mieliby być ze sobą zamężni, a nie reagują w ten sam sposób na inne niekatolickie małżeństwa. „Kiedy dwoje Żydów pobiera się przy rabbim w synagodze – stwierdza o. Martin – większość katolickich gości powie: »Mazeł tow!«, nie zaś: »spłoniecie w piekle!«”. Jedynym wytłumaczeniem, jakie potrafi podać o. Martin, jest uznanie, że jego krytycy niepokoją się homoseksualnymi skłonnościami, których sami doświadczają, i czują się zagrożeni tym, czego dokonał24. Lecz taka odpowiedź jest wyrazem dogłębnej nieznajomości nauczania Kościoła na temat małżeństwa.
Bóg ustanowił małżeństwo dla całej ludzkości poprzez przymierze z Adamem („bądźcie płodni i rozmnażajcie się”). Dlatego prawo kanoniczne definiuje małżeństwo (czy też „przymierze małżeńskie”) jako sytuację, gdy „mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa”25.
Następnie Kodeks prawa kanonicznego stwierdza, że małżeństwo „zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu”26. Również w przypadku niechrześcijan małżeństwo stanowi obiektywną, choć niesakramentalną, rzeczywistość uznawaną przez Kościół. Dlatego właśnie osoby rozwiedzione, które chcą zawrzeć małżeństwo w Kościele, mogą tak uczynić tylko pod warunkiem, że Kościół uzna ich poprzednie małżeństwo za nieważne – czyli stwierdzi, że w ogóle nie były one nigdy zamężne czy żonate.
Lecz dwóch mężczyzn lub dwie kobiety nie mogą stworzyć tego związku, jakim jest małżeństwo. Oczywiście, nie powstrzymuje to kreatywnych krytyków od twierdzenia, że jest to możliwe. Według Todda Salzmana i Michaela Lawlera „zarówno geje, jak i lesbijki są w naturalny sposób osobami seksualnymi, a ich seksualna aktywność cechuje się równie nieodwracalną niepłodnością, co aktywność trwale niepłodnej pary heteroseksualnych małżonków, których związek Kościół katolicki uznaje za prawomocny i etyczny”27.
Przykro mi, ale przypadek, gdy do prokreacji nie dochodzi, bo ktoś dokonuje aktów niemających z nią nic wspólnego, zupełnie nie przypomina sytuacji, w której współżycie pary podejmującej akt małżeński nie skutkuje prokreacją. Tego typu argumentacja jest niczym twierdzenie, że człowiek zaciekle machający ramionami jest równie „nieodwracalnie uziemiony”, co orzeł mający trwale uszkodzone skrzydło. Zachowania tego człowieka nie można na serio porównać do latania, a pobudzania narządów płciowych przez pary jednopłciowe nie można na serio zrównywać z aktem małżeńskim. Dlatego papież Franciszek stwierdził w encyklice Amoris laetitia („Radość miłości”), że „tylko wyłączny i nierozerwalny związek między mężczyzną a kobietą realizuje w pełni funkcję społeczną, będąc zaangażowaniem stabilnym i umożliwiającym płodność”28. Wskazał on również, że związków jednopłciowych „nie można zwyczajnie zrównywać z małżeństwem”29.
Jednak gdy zwolennicy o. Martina słyszą, jak mówi: „Pete Buttigieg jest zamężny” – i nie dowiadują się o wszystkich dookreśleniach podawanych przezeń po jego ucieczce do bailey – odczytują te słowa właśnie jako takie zrównywanie. Taki sam błąd pojawia się w artykule opublikowanym w „Outreach” w 2023 roku, w którym autorka – będąca profesorem teologii na Uniwersytecie Georgetown – wychwala jednopłciową parę mającą „pobrać się” i przewiduje, że jej trójka dzieci w wieku szkolnym doświadczy „obecności Boga” podczas udziału wraz z nią w tych (fałszywych) zaślubinach30.
Gdy wystarczająco długo śledzi się działalność o. Martina, można samemu przewidzieć to, kiedy rozpocznie on swój „dwukrok” i wycofa się do motte. Na przykład 23 października 2019 roku o. Martin opublikował tweeta:
Interesujące: „Gdy Biblia w ogóle wspomina o [homoseksualnych] zachowaniach, wyraźnie je potępia. Spokojnie przyznaję, że tak jest. Problem polega właśnie na tym, czy biblijny osąd jest właściwy. Biblia sankcjonowała też niewolnictwo i nigdzie nie uznaje go za niesprawiedliwe”31.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem tego tweeta, natychmiast dostrzegłem, że za pomocą słowa: „interesujące” o. Martin zostawił samemu sobie drogę ucieczki. Dalsza część wpisu jest cytatem z dzieła protestanckiego biblisty Waltera Winka. Już widziałem oczami wyobraźni, jak o. Martin odpiera zarzuty: „Po postu mówię, że to interesujący pogląd. Czyż nie możemy analizować przekonań, z którymi może się nie zgadzamy?”. Rzeczywiście, następnego dnia o. Martin opublikował kolejnego tweeta:
Powiedziałem, że krótki artykuł profesora Winka o krytyce biblijnej był „interesujący” (bo taki faktycznie był), i zostałem zmieszany z błotem przez katolików, którzy zrugali mnie za to, jakobym nie przyjmował „nieomylności” Pisma. Wiadomość z ostatniej chwili: katolicy nie są biblijnymi fundamentalistami32.
Tak samo dzieje się, gdy o. Martin głosi rzeczy w rodzaju: „Chrześcijanie nie powinni robić wszystkiego, co nakazuje Stary Testament. Dotyczy to również nowotestamentowych listów”33. Albo gdy ludzie powołują się na zapisane w Księdze Kapłańskiej zakazy dotyczące homoseksualizmu, a o. Martin odpiera, że w księdze tej zakazane jest również spożywanie skorupiaków34. Kiedy jego krytycy wskazują na niebezpieczeństwa związane ze zrównywaniem tymczasowych praw ceremonialnych z trwałymi prawami moralnymi, o. Martin kryje się w motte: nie wszystkie biblijne zalecenia są nadal aktualne, a zatem kluczowy jest kontekst. Szczerze, chociaż Biblia sankcjonuje niewolnictwo, czy naprawdę sądzicie, że posiadanie niewolników jest w porządku?
Po uspokojeniu krytyków przez o. Martina jego zwolennicy ponownie wychodzą na bailey: „należy przestrzegać tylko tych biblijnych zaleceń, z którymi się samemu zgadza”.
Szczególnie irytujący w tym podejściu jest fakt, że o. Martin korzysta z niego wyłącznie wówczas, gdy dany fragment biblijny potępia jakieś seksualne zachowanie. W odniesieniu do jednego wersetu z Księgi Kapłańskiej (18,22): „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!”, słyszymy od niego obszerne wywody na temat kontekstu oraz tego, że nie każda reguła zapisana w tej księdze wciąż obowiązuje. Jednak gdy chodzi już o inny werset: „przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela” (Kpł19,34), zdaniem o. Martina ma on jedynie oznaczać, że Stany Zjednoczone powinny w zasadzie prowadzić w kwestii imigracji politykę otwartych granic i nie deportować osób, które przybyły do kraju nielegalnie. Nie ma już potrzeby mówienia o „kontekście” czy odmienności środowiska społecznego ani wytykania, że według Biblii nie powinniśmy również jeść skorupiaków. Biblia po prostu stwierdza to, co stwierdza, a zatem mamy „uczynić to wszystko, o co ten cudzoziemiec będzie do Ciebie wołać” (1 Krl8,43)35.
W ostatecznym rozrachunku o. Martin, choć opublikował w czasopiśmie „America” tekst sprawiający wrażenie podtrzymującego naukę Kościoła, swymi czynami (włącznie z popieraniem czasopisma w rodzaju „Outreach”, które kwestionuje kościelne nauczanie) przekazuje coś zdecydowanie odmiennego. A jego wsparcie dla tych katolickich organizacji, w których działają osoby jawnie trwające w grzechach ciężkich, takich jak sodomia (co przeanalizujemy w kolejnym rozdziale), wprowadza wśród wiernych jeszcze większy zamęt.
Wprowadzenie
1 Cytaty biblijne pochodzą z IV wydania Biblii Tysiąclecia, https://biblia.deon.pl/ – przyp. tłum.
2 Pius X, Pascendi Dominici gregis, nr 39, Te Deum, Warszawa 2002, s. 50.
3 M.S. Winters, Liberal Catholics and the Temptation of Sectarianism, „National Catholic Reporter”, 1 lutego 2001, https://www.ncronline.org/opinion/distinctly-catholic/liberal-catholics-and-temptation-sectarianism (dostęp: 24.03.2025).
4 H. Schlumpf, Liberal Catholicism. We’ve Been Here All Along, „National Catholic Reporter”, 18 stycznia 2021, https://www.ncronline.org/opinion/ncr-connections/liberal-catholicism-weve-been-here-all-along (dostęp: 24.03.2025).
5 Zob. Openly Gay Catholic Priest Discusses Pope Francis’ Appeal for LGBTQ Protections, National Public Radio, 23 października 2020, https://www.npr.org/2020/10/23/927015178/openly-gay-catholic-priest-discusses-pope-francis-appeal-for-lgbtq-protections (dostęp: 24.03.2025).
6 Amerykańska organizacja założona w 1973 roku, opowiadająca się za umożliwianiem kobietom dostępu do aborcji – przyp. tłum.
Rozdział pierwszy
1 Pełna nazwa: Catholic League for Religious and Civil Rights. Jest to amerykańska organizacja założona w 1973 roku, zajmująca się obroną praw katolików do uczestnictwa w życiu publicznym w Stanach Zjednoczonych – przyp. tłum.
2https://x.com/JamesMartinSJ/status/1616870528794464257 (dostęp: 24.03.2025).
3 J. Martin, Like It or Not, Pete Buttigieg Is Legally Married, „Outreach”, 23 stycznia 2023, https://outreach.faith/2023/01/like-it-or-not-pete-buttigieg-is-legally-married/ (dostęp: 24.03.2025).
4 Kongregacja Nauki Wiary, Notification Regarding Sister Jeannine Gramick, SSND, and Father Robert Nugent, SDS, 31 maja 1999, https://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith/documents/rc_con_cfaith_doc_19990531_gramick-nugent-notification_en.html (dostęp: 24.03.2025).
5 Konferencja Katolickich Biskupów Stanów Zjednoczonych, USCCB President Clarifies Status of New Ways Ministry, 12 lutego 2010, https://www.usccb.org/news/2010/usccb-president-clarifies-status-new-ways-ministry (dostęp: 24.03.2025).
6 J.J. McElwee, Pope Francis Meets Jeannine Gramick, US Sister Known for LGBTQ Ministry, „National Catholic Reporter”, 17 października 2023, https://www.ncronline.org/vatican/vatican-news/pope-francis-meets-jeannine-gramick-us-sister-known-lgbtq-ministry (dostęp: 24.03.2025).
7Buidling a Bridge (2021). Omawiany fragment można zobaczyć w mojej wideorecenzji filmu: My Review of Fr. James Martin’s New Documentary (30:53), https://www.youtube.com/watch?v=n9TrCqiyi_Q (dostęp: 24.03.2025).
8 J. Martin, What Is the Official Church Teaching on Homosexuality? Responding to a Commonly Asked Question, „America”, 6 kwietnia 2018, https://www.americamagazine.org/faith/2018/04/06/what-official-church-teaching-homosexuality-responding-commonly-asked-question (dostęp: 24.03.2025).
9 R.P. George, Fr. James Martin, Friendship and Dialogue, and the Truth about Human Sexuality, „Public Discourse”, 17 czerwca 2018, https://www.thepublicdiscourse.com/2018/06/21846/ (dostęp: 24.03.2025).
10KKK, nr 2357.
11 J. Martin, Six Things We’ve Learned During Outreach’s First Year, „Outreach”, 1 maja 2023, https://outreach.faith/2023/05/six-things-weve-learned-during-outreachs-first-year/ (dostęp: 24.03.2025).
12 B. McCormick, Bridging Truth and Love. An Interview with James Martin, SJ, „The Jesuit Post”, 24 lipca 2017, https://thejesuitpost.org/2017/07/bridging-truth-and-love-an-interview-with-james-martin-sj/ (dostęp: 25.03.2025).
13 J. Martin, Building a Bridge. How the Catholic Church and the LGBT Community Can Enter into a Relationship of Respect, Compassion, and Sensitivity, HarperOne, New York 2018, s. 5.
14 Sobór Watykański II, Lumen gentium, nr 12, Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, Wrocław 2004, s. 48–49.
15Sensus fidei w życiu Kościoła. Dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej, nr 118, Wydawnictwo Księży Sercanów, Kraków 2015, s. 110.
16 B. Robertson, The Bible Does Not Condemn LGBTQ People, „Outreach”, 9 października 2022, https://outreach.faith/2022/10/brandan-robertson-the-bible-does-not-condemn-lgbtq-people (dostęp: 25.03.2025).
17 D. Ruttenberg, Rabbi Danya Ruttenberg: The „Clobber Verses” Used against LGBTQ People Are Open to a Diversity of Interpretation, „Outreach”, 2 lipca 2023, https://outreach.faith/2023/07/rabbi-danya-ruttenberg-the-clobber-verses-used-against-lgbtq-people-are-open-to-a-diversity-of-interpretations/ (dostęp: 25.03.2025).
18 Zob. H.W. Attridge, New Testament Passages on Same-Sex Relations Must Be Read in Context, „Outreach”, 2 października 2022, https://outreach.faith/2022/10/harold-w-attridge-new-testament-passages-on-same-sex-relations-must-be-read-in-context/ (dostęp: 25.03.2025): „Niezależnie od tego, co myślimy na temat argumentów z »prawa naturalnego«, nie o nie chodzi tutaj Pawłowi. Opiera się on natomiast na niesprawdzonym założeniu, że pociąg do jednostek tej samej płci i działania homoseksualne nie występują wśród innych zwierząt”.
19 W. Brueggemann, The Book of Amos Shows How God’s „Emancipatory Embrace” Includes LGBTQ People, „Outreach”, 2 kwietnia 2023, https://outreach.faith/2023/04/walter-brueggemann-the-book-of-amos-shows-how-gods-emancipatory-embrace-includes-lgbtq-people/ (dostęp: 25.03.2025): „Każdy widzi, że również osoby heteroseksualne uważają, iż są wybrane przez Boga (…). Teraz, poniewczasie, jesteśmy w stanie zobaczyć, że zasięg emancypacyjnej miłości Boga rozciąga się poza osoby heteroseksualne, które bez problemu są akceptowane w społeczeństwie, i obejmuje osoby LGBTQ, które zbyt długo były krępowane więzami społecznej cenzury i społecznego braku akceptacji”.
20 B. Robertson, The Gospel of Inclusion. A Christian Case for LGBT+ Inclusion in the Church, Wipf and Stock, Eugene 2019, s. 95: „Tak więc poliamoria nie jest równoznaczna z rozwiązłościa. Jestem przekonany, że gdy ludzie łączą się ze sobą w trwały związek, zachowują biblijny paradygmat przymierza niezależnie od liczby osób, jakie są w ten związek zaangażowane”.
21 Zob. N. Shackel, The Vacuity of Postmodernist Methodology, „Metaphilosophy” 2005, nr 36, s. 298–299.
22 W języku polskim ten typ budowli określa się też mianem gródka stożkowatego – przyp. tłum.
23 W języku polskim „podgrodzie” czy „przedzamcze” – przyp. tłum.
24 J. Martin, Like It or Not…: „W ostatnich kilku latach w rzeczywistości otrzymałem kilka listów (chyba cztery czy pięć) od młodych ludzi, których treść była zasadniczo następująca: »żałuję, że kilka lat temu atakowałem ojca w mediach społecznościowych. Byłem młody i nie umiałem sobie poradzić z własną seksualnością. Ale już dokonałem coming outu i przepraszam za to, co było”.
25Kodeks prawa kanonicznego (dalej: KPK), kan. 1055, § 1.
26 Tamże.
27 T.A. Salzman, M.G. Lawler, Conservative Defense of „Humanae Vitae” Is Not Just About Contraception, „National Catholic Reporter”, 6 lutego 2023, https://www.ncronline.org/opinion/guest-voices/conservative-defense-humanae-vitae-not-just-about-contraception (dostęp: 25.03.2205).
28 Franciszek, Amoris laetitia, nr 52, https://www.vatican.va/content/francesco/pl/apost_exhortations/documents/papa-francesco_esortazione-ap_20160319_amoris-laetitia.html (dostęp: 25.03.2025).
29 Tamże.
30 K. Bonnette, The First Wedding My Kids Will Attend Will Be Between Two Women. Here’s What I Hope They Learn, „Outreach”, 10 sierpnia 2023, https://outreach.faith/2023/08/the-first-wedding-they-attend-will-be-between-two-women-heres-what-i-hope-my-kids-learn/ (dostęp: 25.03.2025).
31https://x.com/JamesMartinSJ/status/1187090285332967424 (dostęp: 25.03.2025).
32https://x.com/JamesMartinSJ/status/1187409944104128516 (dostęp: 25.03.2025).
33The Outreach Guide to the Bible and Homosexuality, https://outreach.faith/bible/ (dostęp: 25.03.2025).
34 Zob. tamże.
35Fr. James Martin: What Does the Bible Say About Refugees, Migrants and Foreigners?, 13 lutego 2017, https://www.youtube.com/watch?v=2BawKt1tAcI (dostęp: 25.03.2025).
Trent Horn (ur. 1985) – ukończył teologię na Franciscan University of Steubenville oraz filozofię w Holy Apostles College. Obecnie łączy studia z bioetyki z pracą apologety dla organizacji Catholic Answers. Występuje w cotygodniowej audycji radiowej Catholic Answers Live, podczas której prowadzi na żywo dialog z ateistami i wyznawcami innych religii. Uczestniczył w debatach na temat wiary w UC Berkeley, UC Santa Barbara i Stanford University. Jest autorem dziewięciu książek, m.in. Answering Atheism, Persuasive Pro-life i Hard Sayings: A Catholic Approach to Answering Bible Difficulties.
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Wprowadzenie
Część pierwsza. Kwestie związane z seksualnością oraz życiem ludzkim
Rozdział pierwszy. „Budowanie mostów”
Przypisy
O Autorze
Spis treści
Cover
Title Page
Strona tytułowa
Dedykacja
