Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 146
Rok wydania: 1972
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Zamach na Wolne Miasto
JERZT ł. WRÓBLEWSKI
WYDAWNICTWO MINISTERSTWA OBRONY NARODOWEJ
Okładkę projektował PRZEMYSŁAW BYTOMSKI
Redaktor EUGENIUSZ STANCZYKIEWICZ
Redaktor techniczny
JOANNA ROGOZIŃSKA
Korektor
BARBARA OŁESIK
Cztery tysiące dziewięćset trzydziesta publikacja Wydawnictwa MON
Printed In Poland
Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej Warszawa 1972. Wydanie I
Nakład 60.000 + 336 egz. Objętość: 5,69 ark. wyd., 5,00 ark. druk. Papier druk. sat. VII kl 65 g format 61X86 32 z Zakładów Papierniczych w Myszkowie Oddano do składu w czerwcu 1971 r. Druk ukończono w lutym 1972 r w Wojskowych Zakładach Graficznych w Warszawie. Zam. nr 3710 z dn. 30.VI.1971 r.
Cena zł 6.—
U.-100
Rok 1919... Stary system państw europejskich walił się w gruzy. W Europie środkowej pokonana na polach wielkich bitew I wojny światowej Rzesza Niemiecka, wstrząsana na przełomie lat 1918/1919 ruchami rewolucyjnymi, przybrała postać burżuazyjnej republiki z partią socjaldemokratyczną u steru władzy. Republika niemiecka, zwana weimarską, okazała się jednak niezdolna do usunięcia od wpływów wielkich przemysłowców, generalicji i junkierstwa. Obawiając się proletariackiej rewolucji, która zwyciężyła i umacniała się tymczasem w Rosji — władze republiki weimarskiej sprzymierzały się ze starymi siłami reakcji. W toczących się rokowaniach z aliantami o przyszły kształt niemieckiego państwa — nie rezygnowała z prób utrzymania przy Rzeszy zagrabionych przez imperializm prusko-niemiecki terytoriów na wschodzie, a zwłaszcza polskich ziem Pomorza, Wielkopolski i Śląska.
Obok rozpętanej na wielką skalę antypolskiej propagandy — ziarna wzajemnej wrogości zostały zasiane przez niemiecką akcję zbrojną. Mimo iż niektóre rewolucyjne rady robotniczo-żołnierskie na Pomorzu, w których zgodnie działali obok siebie Niemcy i Polacy, żądały od niemieckiego rządu wycofania do Rzeszy oddziałów tzw. Heimat-schutz-Ost, jako „zagrażających porządkowi” — od końca listopada 1918 r. nowe uzbrojone oddziały, na rozkaz Berlina, wlewały się szerokim strumieniem do rejonów Poznania, Górnego Śląska, Pomorza, Warmii i Mazur.
„Ochotnicy wszystkich stanów i zawodów — głosiło wezwanie dowódcy szczecińskiego okręgu gen. von Kräwela — zgłaszajcie się do formacji Grenschutz-Ost. Polacy i bolszewicy rabują nasz spokój, wypędzają Niemców z domów i zagród, zatrzvmują transporty zboża, kartofli i węgla z prowincji Poznań i Śląsk do środkowych Niemiec, wskutek czego grozi nam głód i jeszcze większe niż dotąd bezrobocie. Musimy przywołać do porządku polskich rebeliantów, a także rosyjskich i polskich bolszewików — przywrócić spokój w naszych prowincjach wschodnich. Do tego celu potrzebne są nam jak najprędzej sformowane wojskowe oddziały ochotnicze”.
W jednostkach Grenzschutzu nie ograniczano wieku ochotników — jędrnym warunkiem była co najmniej półroczna służba na froncie Ochotnicy otrzymywali normalny żołd wojskowy z dodatkiem w wysokości 5 marek dziennie. Zabierali ze sobą ubrania cywilne, które służyły do różnych akcji terrorystycznych, sabotażowo-dywersyjnych i szpiegowskich.
Podobne odezwy do oficerów i żołnierzy zamieszczało pismo hakatystów „Ostmark” i inne gazety niemieckie.
Wszystko to działo się w kilka już miesięcy po powstaniu 11 listopada 1918 r. niepodległej Polski. Sytuacja w zachodnich prowincjach była więc ciągle płynna, walka o granice i suwerenność Polski dopiero się zaczynała. W takiej atmosferze napięcia, walki i zamieszania rozpoczynały się obrady konferencji pokojowej, która rozstrzygnąć miała o powojennym kształcie Europy.
Dla powstałego w listopadzie 1918 r. na gruzach mocarstw zaborczych państwa polskiego jednym z kluczowych problemów jego egzystencji był dostęp do morza.
Sprawa ta stanęła na porządku dziennym pod koniec wojny, kiedy szala zwycięstwa przechyliła się na stronę aliantów. Postulat dostępu do morza sformułowany został w memoriale Komitetu Narodowego Polskiego z 13.XI.1917 r. w związku z przygotowaniami do konferencji międzysojuszniczej. Sprawa przyznania państwu polskiemu części wybrzeża Bałtyku znalazła się również w orędziu prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona z 8 stycznia 1918 r., którego punkt 13 m.in. głosił, że państwo polskie „powinno posiadać zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza”.
Sformułowanie to, potwierdzone w tzw. deklaracji wersalskiej Francji, Anglii i Włoch (3,VI. 1918 r.), było niejednoznaczne i mgliste. Dla strony niemieckiej, mimo poniesionej klęski, punkt ten pozostawiał możliwość przetargów. Przed zbliżającą się konferencją pokojową Niemcy spodziewali się, że o ile sprawa granic na zachodzie jest z góry przesądzona, to w kwestii granicy z Polską będą się mogli targować.
Konferencja pokojowa rozpoczęła się 18 stycznia 1919 r.
Sprawa polska stanęła na porządku dziennym 29 stycznia, ale dopiero 12 marca 1919 r. specjalna komisja do spraw polskich przedstawiła raport, w którym określono granice Polski. Raport ten niedwuznacznie proponował włączenie Gdańska do Polski: „Nie można spełnić uzasadnionych aspiracji narodu polskiego do dostępu do morza (...), jeśli Gdańsk nie stanie się polskim portem (...). Interesom ludności tego miasta najlepiej służyć będzie rozwój Gdańska jako polskiego portu”, gdyż „polityka rządu pruskiego świadomie dławiła handel gdański”.
Mogłoby się wydawać, że sprawa powrotu Gdańska do Polski, której zawdzięczał swój rozkwit w przeszłości, została przesądzona. Tymczasem na drodze ku takiemu rozwiązaniu wyrosły przeszkody: brytyjski premier Lloyd George kategorycznie przeciwstawił się przyznaniu Gdańska Polsce.
Argumenty Lloyd George’a cechowała duża doza obłudy. Utrzymywał bowiem, że jest pełen życzliwości dla Polski oraz że nie neguje konieczności dostępu Polski do morza; jednakże, „ma-
Jąc na uwadze dobro Polski”, nie może zgodzić się na proponowane rozwiązanie. Znaczna liczba Niemców, którzy zostaliby włączeni do przyszłego państwa polskiego — przekonywał — może przysporzyć Polsce „poważnych trudności”.
Delegacja brytyjska ostatecznie przeforsowała uchwałę, zalecającą ponowne rozpatrzenie kwestii Gdańska. 20 marca 1919 r. komisja doszła do wniosku, że znaczna liczba Niemców w regionie gdańskim „jest przede wszystkim rezultatem wielkiego pomieszania ras w tej części Europy” i dlatego względy ludnościowe nie powinny przesądzać sprawy. Ponieważ inne, poważne względy polityczne i gospodarcze przemawiają za przyznaniem Gdańska państwu polskiemu, Komisja podtrzymuje swój wniosek.
Na nic nie zdały się jednak propozycje Komisji. Nie pomogła też akcja francuskiego premiera Clemenceau ani przyjazd premiera Paderewskiego do Paryża. Konferencja pokojowa, wobec nieprzejednanego stanowiska Wielkiej Brytanii, popieranej przez Stany Zjednoczone i przy bierności Włoch1, postanowiła ostatecznie utworzyć Wolne Miasto Gdańsk. W myśl tej decyzji Rada Najwyższa poleciła komisji opracowanie statutu dla Wolnego Miasta. Ułożone przez nią artykuły weszły do projektu traktatu przedstawionego delegacji niemieckiej w Wersalu 7 maja 1919 r.
Istnieją różne opinie co do przyczyn i okoliczności towarzyszących utworzeniu Wolnego Miasta. W każdym razie zaciekłego oporu delegata brytyjskiego imperium kolonialnego nie da się wytłumaczyć jego przywiązaniem do ideałów „samostanowienia narodów”. „Nikt przecież nie uwierzy — pisał jeden z historyków polskich — że istotnym motywem działania Lloyd George’a była chęć niedopuszczenia, by niemiecki i protestancki przeważnie Gdańsk nie dostał się katolickiej Polsce (...). Domyślić się można, że podstawą koncepcji, które w życie wprowadzili brytyjscy mężowie stanu, były dwa momenty: polityczny — polegający na tym, by nie dopuścić do zbyt silnego zwiększenia potęgi Francji, i gospodarczy — by zapewnić dla handlu i przemysłu angielskiego jak najdalej posuniętą możność penetracji”.
Można też przyjąć, że na postawę Lloyd Geor-ge’a wpływała stara zasada angielska, dążąca do umiędzynarodowienia ujść wielkich rzek i uzyskania dla W. Brytanii punktów oparcia w newralgicznych regionach świata, a zwłaszcza w wielkich portach. Poza tym przyłączenie terytorium gdańskiego wzmocniłoby pozycję Polski, a pośrednio również pozycję Francji. Angielska polityka „ba-lance of power” (równowagi sił) była zaś temu niechętna.
Na stanowisku, jakie zajęła Wielka Brytania, a za nią pozostałe mocarstwa, zaważyło — obok wymienionych — szereg innych motywów i przyczyn. Nie sposób tu pominąć ruchy rewolucyjne, jakie w ślad za rewolucją rosyjską objęły na początku 1919 r. wiele krajów, a zwłaszcza Niemcy. Oddanie Gdańska Polsce — rozumowali przedstawiciele aliantów — mogłoby się przyczynić do załamania się rządu niemieckiego. Ten zaś skutecznie tłumił rewolucję, a więc zasługiwał na poparcie i na ,,nagrodę”. Gdańsk miał również stanowić dla Anglii swego rodzaju bazę dla jej akcji na wschodzie, wymierzonej przeciw rewolucyjnej Rosji (ekspedycja murmańska, wspieranie sił kontrrewolucji).
Jaką w tym wszystkim rolę odegrał prezydent Wilson? Jakie były przyczyny uderzająco szybkiego zaaprobowania przez delegację Stanów Zjednoczonych antypolskiego stanowiska Lloyd Geor-ge’a — oto dalsze pytania, nad którymi głowią się do dziś historycy.
Uderza tu fakt swego rodzaju „podziału ról” między delegacjami państw anglosaskich. Delegacja Wielkiej Brytanii stanowczo sprzeciwiła się przyznaniu Gdańska Polsce. Wniosek o przekształcenie Gdańska w Wolne Miasto przedstawiła delegacja amerykańska.
Interesujące światło na grę mocarstw zachodnich rzuca incydent związany z tranzytem armii gen. Hallera, która miała powrócić z Francji do Polski drogą morską przez Gdańsk. Państwa alianckie nie wyraziły na to zgody, a 22 marca 1919 r. prezydent Wilson „uzasadnił” odmowę tym, że ,,ludność Gdańska odniosłaby wrażenie, że Polacy przyszli, aby zająć to miasto”. Wobec tego — oświadczył Wilson — „...nie należy dawać złego przykładu” (?). Ostatecznie armia Hallera przetransportowana została drogą lądową przez Niemcy.
A więc już w 1919 r. odmówiono Polsce prawa do swobodnego korzystania z jej jedynego wówczas portu.
Kiedy 7 maja 1919 r. wręczono delegacji niemieckiej projekt traktatu pokojowego, delegaci Niemiec gwałtownie zaatakowali klauzule dotyczące Gdańska. Rząd niemiecki — oświadczyli — „zmuszony jest wystąpić przeciwko zamierzonemu gwałtowi nad Gdańskiem oraz zażądać, aby Gdańsk wraz z okolicami pozostawiony był Niemcom. Zamiar utworzenia z Gdańska Wolnego Miasta i oddania państwu polskiemu zewnętrznej reprezentacji jego praw napotkałby energiczny opór i wytworzyłby na wschodzie stan wiecznej wojny”.
Odtąd hasło „oporu i wiecznej wojny na wschodzie” podtrzymywane przez Rzeszę jako wyraz protestu wobec „niesprawiedliwości dyktatu wersalskiego” weszło na stałe do słownictwa szowinistycznych kół niemieckich.
Delegacja niemiecka próbowała też sugerować, że „wolny dostęp do morza” w ujęciu wilsonowskim nie powinien być rozumiany jako dostęp terytorialny. Czyż nie wystarczy ułatwić Polsce korzystanie z portów w Kłajpedzie, Królewcu i Gdańsku? Rząd niemiecki gotów jest przecież zagwarantować użytkowanie kolei łączących Polskę z tymi portami.
Delegacja polska rozpoczęła przeciwnatarcie dopiero wówczas, gdy delegacja niemiecka złożyła (29 maja) pisemną odpowiedź na projekt traktatu. Ton noty polskiej z 3 czerwca, którą pod przewodnictwem Wł. Grabskiego opracowali M. Sey-da i prof. E. Romer, wyrażał aprobatę dla planu przekształcenia Gdańska w Wolne Miasto. Do noty dołączono aneks, który zręcznie zbijał argumenty niemieckie i to w sposób dość osobliwy. Powtórzone zostały w nim mianowicie wcześniejsze niemieckie opinie i wypowiedzi mężów stanu o Górnym Śląsku i o Gdańsku. Prof. E. Romer, główny autor tego aneksu, w rozdziale: „Zdanie Niemców o Gdańsku” zamieścił m.in. charakterystyczny zwrot, jakiego użył Bismarck 23 września 1894 r. przemawiając do reprezentantów Prus Wschodnich; oświadczył on wówczas bez osłonek: „Dla państwa polskiego ze stolicą Warszawą posiadanie Gdańska jest koniecznością bardziej daleko palącą niż zawładnięcie Poznaniem... Państwo polskie będzie musiało zawładnąć Gdańskiem przede wszystkim dlatego, że miasto to jest usytuowane nad morzem”. Historia lubi wyrządzać niespodzianki — słowa „żelaznego kanclerza” i zagorzałego wroga Polski, który nawoływał do „bicia Polaków, tak aby odeszła im ochota do życia”, uderzały teraz rykoszetem w spadkobierców jego testamentu politycznego.
Konferencja Pokojowa odrzuciła kontrpropozycję delegatów niemieckich. Aby łatwiej im było przełknąć tę gorzką pigułkę, stwierdzono, że Gdańsk .otrzyma konstytucję jako Wolne Miasto; jego mieszkańcy będą się rządzić sami, nie dostaną się pod panowanie Polski i nie będą tworzyć części Państwa Polskiego”. Była to ostateczna decyzja Konferencji. Gdańsk, odebrany Niemcom, nie został zwrócony Polsce, lecz — jako Wolne Miasto — oddano go pod „ochronę Ligi Narodów”. Traktat wersalski, podpisany 28 czerwca 1919 r., w dziale XI „Wolne Miasto Gdańsk” utrwalił taki stan rzeczy.
Jednakże aż do 10 stycznia 1920 r., to jest do dnia ratyfikacji traktatu, Gdańsk, chociaż z pewnymi ograniczeniami, był jeszcze uznawany za terytorium Rzeszy. Niemcy wykorzystali ten okres, aby wywieźć znaczne ilości mienia w głąb swego kraju.
Niemcy, z dniem 10.1.1920 r., zrzekły się na rzecz głównych mocarstw sprzymierzonych i stowarzyszonych wszystkich praw i tytułów do terytorium Wolnego Miasta Gdańska.
10 lipca 1920 r. tzw. rada ambasadorów mocarstw zwycięskich uzyskała w Spaa od przedstawiciela rządu polskiego Wł. Grabskiego zgodę in blanco na przyjęcie tekstu konwencji polsko-gdańskiej, którą ona sama ustali. Konwencję podpisano 9 listopada 1920 r. w Paryżu.
Nowo powstały twór polityczny — Wolne Miasto Gdańsk — objął terytorium 1888 km2. Na obszar Wolnego Miasta Gdańska składały się dwa powiaty miejskie: Gdańsk i Sopot oraz trzy powiaty wiejskie: Gdańskie Wyżyny, Gdańskie Niziny i Wielkie Żuławy. Według spisu ludności z 1 listopada 1923 r. na ogólną liczbę 366 730 mieszkańców 65% stanowiła ludność miejska.
Liczba Polaków zamieszkujących obszar Wolnego Miasta Gdańska jest stosunkowo trudna do ustalenia. Wolne Miasto Gdańsk, mimo kilku przeprowadzonych spisów ludności, nie dokonało wyliczeń, które ukazałyby jasno skład narodowościowy. Przyjęto bowiem w tych spisach tylko ,,klucz językowy”, który zaciemniał prawdziwy obraz rzeczy.
Na temat samej metody spisu przeczytać można w numerze 2/5 „Statistische Mitteilungen” z 1924 r., iż „Spis został przeprowadzony, zwłaszcza w okręgu miasta Gdańska, przez policję, przy czym, gdzie tylko to było możliwe, wezwano do współpracy również właścicieli domów i administratorów”. Metoda ta — jak przyznało to samo pismo — „odbiegała od zazwyczaj stosowanych i jedynie celowych metod przeprowadzenia tego rodzaju spisu”.
Zaangażowanie antypolsko nastawionej policji gdańskiej, a także wpływ niemieckich właścicieli i administratorów budynków zamieszkałych przez Polaków — wszystko to spowodowało, że wyniki spisów musiały ulec znacznemu odchyleniu na niekorzyść ludności polskiej!
Spośród większych miast zaboru pruskiego Niemcom udało się najbardziej zgermanizować Gdańsk. Wynikało to z roli, jaką zaborca wyznaczył temu miastu. Gdańsk miał służyć jako ośrodek administracyjny i polityczny dla germanizacji Pomorza i realizacji hasła „Drang nach Osten”.
Robotnicy i rzemieślnicy w Gdańsku już w 1906 r. założyli dla obrony swych interesów Zjednoczenie Zawodowe Polskie (ZZP) z trzema sekcjami: robotników metalowych, robotników budowlanych i krawiecką. Organizacja ta zrzeszała kilkaset członków, a jej przewodniczącym był Józef Czyżewski. Niemieckie związki zawodowe przyjęły zrzeszanie się robotników polskich niechętnie. Zjednoczenie bowiem, obok walki o poprawę warunków bytowych, udziału w strajkach (m.in. w Stoczni Schichau), dbało o uświadomienie narodowe swych członków, prowadziło tajne nauczanie języka polskiego, skutecznie przeciwdziałało germanizacji.
Wraz z końcem I wojny światowej, w latach 1918—1919 Zjednoczenie rozwinęło poza Gdańskiem ożywioną działalność na całym Pomorzu. Walczyło o powrót tej ziemi, a także Gdańska, w granice państwa polskiego. Liczebność ZZP wzrosła do 120 tysięcy członków.
Prężnie rozwijało się w Gdańsku, mimo narastającej fali szowinizmu, szkolnictwo polskie. W 1921 r. powstaje Macierz Szkolna, która prowadzi 20 przedszkoli, 7 szkół podstawowych, szkołę zawodową dokształcającą, szkołę średnią, gimnazjum, dwie szkoły handlowe — średnią i wyższą oraz konserwatorium muzyczne. Stan względnie spokojnego rozwoju szkół polskich trwał jednak krótko. Od 1925 r., kiedy w układzie w Lo-carno nie zagwarantowano ostatecznego charakteru granic niemieckich na Wschodzie, wzmaga się nacisk germanizacyjny i w Gdańsku. Tutaj odbywają się zjazdy i kongresy ogólnoniemieckie, na które ściągają z całej Rzeszy tłumy podekscytowanych szowinistów. Rzucane są hasła „zagrożenia niemczyzny w Wolnym Mieście”, jej „misji dziejowej” na Wschodzie.
Ludność polska zrozumiała potrzebę zorganizowania się dla skuteczniejszej obrony swoich praw i interesów. Polonia gdańska, mimo szykan administracji, wykazała w międzywojennych latach zdumiewającą prężność. W Gdańsku, podminowanym nienawiścią do wszystkiego co polskie, działało 60 polskich organizacji społecznych, naukowych, kulturalnych, zawodowych i sportowych. Jeszcze w 1918 r. powstała Naczelna Rada Ludowa, składająca się z pięćdziesięciu delegatów, z prezesem dr. Władysławem Paneckim, a następnie dr. Franciszkiem Kubaczem na czele. Rada rozwijała działalność organizacyjną, oświatową i społeczną.
Dnia 26 listopada 1921 r. utworzono Gminę Polską jako organizację wszystkich Polaków w Wolnym Mieście Gdańsku. Prezesem został Piotr Be-rvsiwsvi (później funkcję tę pełnili: Józef Uller, Władysław Panecki, Stanisław Leszczyński, Józef Czyżewski, Zygmunt Moczyć ski, ksiądz Leon Mi-szewski, Teodor Maliszewski, Erazm Czarnecki). Ostatnim prezesem Gminy Polskiej przed hitlerowską agresją był Roman Ogryczak.
Szeregi Polonii gdańskiej zasilili w latach późniejszych obywatele polscy, którzy przybyli tu do różnych polskich instytucji i placówek, czy też podejmujący działalność gospodarczą.
Prawa obywateli polskich i ludności pochodzenia polskiego gwarantowały postanowienia traktatu wersalskiego (art. 104 ust. 5), a także konwencja paryska z listopada 1920 r. Konstytucja Gdańska traktowała natomiast Polaków jako mniejszość narodową. Gwarantowała jednak swobodny rozwój narodowy, używanie języka polskiego w szkołach, urzędach i sądach.
Gdańsk — chociaż historycznie, geograficznie i gospodarczo związany z Polską — nie znalazł się więc w granicach państwa polskiego. Został przekształcony w odrębny organizm polityczno-terytorialny. Na mocy postanowień traktatu wersalskiego Gdańsk został jednak wyłączony z niemieckiego terytorium. Rzesza nie posiadała odtąd żadnego tytułu do jakiejkolwiek ingerencji w jego sprawy.
Jednocześnie traktat przyznawał Polsce w Wolnym Mieście szereg uprawnień, gwarantujących jej korzystanie z tego naturalnego i jedynego w tym czasie portu pełnomorskiego.
Jednym z najważniejszych uprawnień Polski wobec Gdańska było prowadzenie przez Polskę spraw zagranicznych oraz ochrona obywateli gdańskich za granicą, co przewidywał art. 104 traktatu wersalskiego oraz art. 2—12 konwencji paryskiej. Polska miała prawo zawierać traktaty i umowy międzynarodowe mające obowiązywać Gdańsk. Rząd polski miał konsultować się z senatem co do projektów umów, jednak zawarta umowa nie podlegała ratyfikacji przez Sejm gdański (Volkstag).
Z dyplomatyczną reprezentacją Wolnego Miasta wiązała się ochrona obywateli gdańskich. Gdańsk nie posiadał własnych placówek dyplomatycznych i konsularnych. Obywatel gdański mógł mieć zapewnioną taką samą opiekę, jaką roztaczały polskie placówki w stosunku do obywateli polskich wyjeżdżających za granicę, uzyskując wizę w Komisariacie Generalnym RP w Gdańsku. Ponieważ nie było obowiązku wizowania paszportów, gdańszczanie z opieki tej rzadko korzystali. W latach późniejszych częste były wypadki zwracania się przez nich o pomoc do niemieckich placówek dyplomatycznych.
Uprawnienia Polski rozciągały się na kwestię wizyt obcych okrętów wojennych w Gdańsku. Strona dyplomatyczno-protokolarna tych wizyt należała do rządu polskiego. Drobiazgowy protokół regulował zasady przyjmowania tych wizyt, z udziałem Wysokiego Komisarza Ligi Narodów, Komisarza Generalnego RP i Senatu W. M. Gdańska. Sprawy wojskowe Gdańska nie zostały w traktacie wersalskim wyraźnie uregulowane. Ustalono jedynie, że Gdańsk nie będzie nikomu służył jako baza wojskowa lub morska. Westerplatte, z jej nieliczną polską załogą, nie było bazą wojskową, jednakże Senat uporczywie dowodził, że chodzi tu o utworzenie „bazy”.
Westerplatte — nazwa, która stała się później symbolem!
21 czerwca 1921 r. wyznaczono w porcie gdańskim niewielki rejon o powierzchni 1 ha dla wyładunku i składowania polskiej amunicji. Ochraniał go oddział złożony z 88 ludzi, uzbrojony i umundurowany. Nie miał on jednak prawa noszenia broni i munduru poza granicami tego obszaru. Rada Ligi 9 grudnia 1925 r. zadecydowała, że oddział straży nie stanowi bazy wojskowej.
Liga Narodów nie powierzyła państwu polskiemu obrony Gdańska, niemniej uznała, iż „rząd polski jest szczególnie powołany do zapewnienia obrony Gdańska na lądzie, jak również do utrzymania porządku na obszarze Wolnego Miasta, w razie gdyby miejscowe siły policyjne okazały się niewystarczające”.
Jak uregulowano sprawę administracji portem gdańskim?
Na mocy uchwały Rady Ambasadorów z 11 lip-ca 1920 r. utworzona została, wbrew przepisom traktatu wersalskiego, tzw. Rada Portu. Posiadała ona odrębną osobowość prawną, własny majątek, własną flagę i policję.
Oddanie portu gdańskiego pod zarząd ciała mieszanego polsko-gdańskiego pod kierownictwem neutralnego przewodniczącego uszczuplało prawa Polski w Wolnym Mieście i godziło w jej interesy.
Art. 104 traktatu wersalskiego zapewniał Polsce nadzór i zarządzanie siecią kolejową w granicach Wolnego Miasta (z wyjątkiem tramwajów i kolei bezpośrednio służących potrzebom miasta), a także nad komunikacją pocztową, telegraficzną i telefoniczną między Polską a portem gdańskim.
Traktat wersalski przyznawał Polsce prawo utrzymywania własnej służby pocztowej (zaczęła ona funkcjonować dopiero od 1925 r.). Przy większych ulicach umieszczono 10 polskich skrzynek pocztowych oraz zorganizowano służbę listonoszy. Skrzynki te, pomalowane na kolor czerwony i opatrzone polskim godłem państwowym, miały polskie napisy oraz w języku niemieckim wskazówkę, iż służą do korespondencji z Polską. Natychmiast po umieszczeniu skrzynek na ulicach miasta doszło do prowokacji: „nieznani sprawcy” przemalowali je w nocy na kolory niemieckie —■ czerwony, biały i czarny.
Władze gdańskie odmawiały Polsce prawa do zawieszenia skrzynek i do utrzymywania własnych listonoszy. Spór oparł się o Wysokiego Komisarza, a następnie o Ligę Narodów, która odwołała się z kolei do międzynarodowego Trybunału Haskiego. Trybunał potwierdził prawa Polski — skrzynki i sieć listonoszy zostały utrzymane. W praktyce ustalił się zwyczaj, iż przesyłki z napisem „Gdańsk” doręczała poczta polska, natomiast przesyłki z niemieckim napisem „Dan-zig” — poczta gdańska.
