Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
467 osób interesuje się tą książką
Życie w półświatku było niebezpieczne, ale dawało Arturowi nieograniczony dostęp do pięknych kobiet, alkoholu i używek. Jednak na dłuższą metę stało się zbyt nudne dla kogoś, kto uwielbia ryzyko i życie poza granicami prawa. Dlatego pewnego wieczoru lekkomyślnie założył się, że zdobędzie każdą wskazaną kobietę.
Dla Bogny praca w policji przestała być spełnieniem marzeń, a stała się pogonią za zemstą na każdym zwyrodnialcu znęcającym się nad słabszymi. Po ciężkim dniu wstąpiła na drinka i wtedy zaczepił ją mężczyzna będący spełnieniem wszelkich kobiecych marzeń.
Tylko nie jej.
Znudzony gangster i pani detektyw z bolesną przeszłością, to nie może się dobrze skończyć. Tylko które z nich bardziej ucierpi w walce na granicy zakazanych światów prawa i przestępstw? Co się wydarzy gdy spotka się twarde serce z cynicznym gangsterem? Jedno jest pewne. Będzie ostro i boleśnie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 131
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
#TABOO
Zakład
Agnieszka Kowalska-Bojar
Wydawnictwo Motylewnosie
Poznań 2026
Copyright © Agnieszka Kowalska-Bojar
Copyright © Motylewnosie
Wydanie I
Poznań 2026
Ebook ISBN 978-83-940307-0-4
Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione bez wcześniejsze pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.
Wydawnictwo:
motyleWnosie
Ebooki i książki kupisz na stronie:
www.motylewnosie.pl
www.sklep.motylewnosie.pl
Rozdział 1
Można powiedzieć, że świat miał u swoich stóp.
Pieniądze, kobiety, władzę. Wszystko, na co przyszła mu ochota i czego pragnął. Trochę nadszarpnął to incydent z Wiktorią, ale w ostateczności Artur nie traktował tego jako porażki. Był pewien, że gdyby nie brat, zdobyłby i ją.
Mateusz był chyba jedynym powodem, dla którego mógł zrezygnować z walki. Więcej – dla którego chciał zrezygnować z walki.
W końcu brat to brat.
Siedział na miękkiej kanapie, w loży dla VIP-ów, paląc ze znudzeniem papierosa, podczas gdy pomiędzy jego nogami poruszała się rytmicznie kobieca głowa. Szczerze mówiąc, wcale nie miał ochoty na seks, ale skoro dziwka się uparła... Jemu było to obojętne.
Spojrzał w dół i wykrzywił twarz.
– Caro, wiesz co? Spadaj!
– Ale ja...
Brutalnie chwycił ją za jasne włosy, odpychając z taką siłą, że rozpłaszczyła się na granitowej posadzce. Artur ze spokojem zapiął spodnie i sięgnął po drinka.
– Już mnie nie kręcisz – powiedział szyderczo. – Na dodatek kiepska jesteś w te klocki. Idź, poszukaj innego frajera.
Dziewczyna ze łzami w oczach zerwała się na równe nogi.
– Dupek!
– Taaa... Dupek – mruknął. – Dobra, wypierdalaj, mam gości.
Przywitał się z dwoma mężczyznami, z których jeden wyglądem przypominał jego samego, napakowanego osiłka o wymuskanej aparycji i tatuażach zdobiących bicepsy, które opinała jasna koszulka, a drugi dla kontrastu był przeraźliwie chudy. Towarzyszyła im ponętna brunetka, posyłająca Arturowi wieloznaczne spojrzenia. On jednak miał swoje zasady i kobiet swoich kumpli nie ruszał.
Po chwili trzej panowie raczyli się trunkami i koką, a kobieta stanęła nieopodal i patrząc w dół na szalejący na parkiecie tłum, zaczęła zmysłowo się poruszać. Artur przez chwilę podziwiał sposób, w jaki kręciła dupką, czując, jak w spodniach robi mu się dziwnie ciasno, po czym stwierdził, że czas na nowy podbój.
– Nie zrywacie przypadkiem? – zagadnął Mariusza.
– Nie. A co? Masz ochotę?
– Mam – westchnął Artur. – Wypożyczenie nie wchodzi w rachubę?
– Ja bym ci nie żałował, ale Violett mnie zostawi, jeśli odpierdolę taki numer.
– Nie byłbym taki pewien.
– Ja też, ale wiesz, pozory trzeba zachować. Zresztą, mało to bab dookoła?
– Dobrych dup nigdy zbyt wiele – mruknął Artur. – Nudzą mnie łatwe podboje. Każda jedynie pcha się do rozporka i do kasy.
– Słyszałem, że brat zwinął ci laskę sprzed nosa? – zakpił Mariusz, spoglądając porozumiewawczo w stronę trzeciego mężczyzny.
– Gówno prawda – wykrzywił się Artur. – Zdobędę każdą, na jaką będę miał ochotę. Wiktorii odpuściłem, bo Mateusz się zabujał. Nie jestem świnia, nie będę bruździł własnemu bratu.
– Każdą?
– Każdą tutaj, pewnie też większość w tym mieście.
– Chętnie bym się z tobą o to założył, popatrzył jak przegrywasz, jak wkurwiasz się z tego powodu. Nawet tutaj znalazłaby się taka, która da ci kosza.
– Dobra, to o co się założymy? – Nieoczekiwanie ożywił się Artur.
– Miałeś ochotę na moją dziewczynę. Więc stawiam jedną noc w jej towarzystwie! – roześmiał się Mariusz, wskazując wijącą się przy poręczy Violett. – A jak przegrasz, dostanę prochów z zapasem na miesiąc.
– Ćpun – mruknął Artur, wodząc oczyma za ponętną brunetką, która nieświadomie stała się właśnie jego nagrodą. Stała się, a nie miała się stać, bo był wyjątkowo pewien zwycięstwa. W życiu skapitulował tylko raz i to dlatego, że chodziło o jego brata. – Zgoda.
– Super! – Mariuszowi zabłysły oczy. W wyobraźni już widział ten zapas koki, czuł nawet przyjemność związaną z jej degustacją. – Ale ja wybieram.
– Mnie obojętne, tylko ma być kobieta i hetero, zrozumiałeś? Inaczej zakład uznaję za nieważny. – Wygodnie rozsiadł się na kanapie, sięgając po szklaneczkę z drinkiem.
– To ja się przyłączę – odezwał się milczący dotąd Karol. – Stawiam mojego jaguara, że wybiorę laskę, której nie zdobędziesz.
– Jaguara? – Artur spojrzał na niego podejrzliwie, zaciągając się papierosem. Grubo, pomyślał, bo to nie był zwyczajny samochód, ale dzieło sztuki, odrestaurowane z wyjątkowym pietyzmem. Lecz skoro chciał…
– Zgoda. Też zapas prochów na miesiąc?
– Nie, broń. Pamiętasz, wspominałem, że jest mi potrzebne coś dużego i łatwego w obsłudze.
– Wspominałeś. Dobrze, zgadzam się, ale pamiętajcie, bez podstępów. Macie do dyspozycji każdą babę w tym klubie, nawet tę, co pilnuje klozetu – zadrwił. – Wolną, zajętą, obojętnie. Ja mam dwadzieścia jeden dni. Zakład uważam za wygrany, kiedy ją zaliczę. Żadnych głupich pomysłów i kręcenia. Moją przyszłą bratową proszę wykluczyć, zrozumiano?
– Przecież jej tu nie ma? – zdziwił się Mariusz.
– Los bywa złośliwy. Wybierajcie! – Artur zatoczył dokoła dłonią, najwyraźniej zadowolony z zakładu. Zapowiadała się emocjonująca rozrywka. A wygrana! To dopiero będzie przyjemność. Zerżnie dziewczynę jednego kumpla w samochodzie drugiego.
– Dasz nam z kwadrans?
– Nawet dwa, jeśli tego potrzebujecie.
Mariusz zaczął niepewnie się rozglądać, ale Karol miał już kogoś na oku i tylko kpiąco się uśmiechał. Nawet nie chodziło mu o wygraną, bo była to raczej kwestia prywatnej wendetty. W sumie nie zamierzał się wtrącać, lecz kiedy dostrzegł siedzącą przy barze kobietę, od razu postanowił skorzystać z okazji. Trącił łokciem kumpla, a później już tylko coś szeptali, podczas gdy znudzony Artur przyglądał im się nieco drwiąco.
Nie przewidywał większych problemów. Jedyną kobietą, która wymknęła mu się z rąk, była Wiktoria, przyszła bratowa. Zresztą, gdyby nie Mateusz, to nie wiadomo, czy w końcu nie zdobyłby i jej. Odpuścił ze względu na brata. Kochał tego głupka, a głupek najwyraźniej zabujał się bez pamięci, do tego stopnia, że za miesiąc mieli stanąć na ślubnym kobiercu. Artur uśmiechnął się drwiąco na samo wspomnienie Wiki, dyrygującej dwumetrowym olbrzymem. Biedak, wpadł po same uszy, chociaż nie wyglądał, jakby go to martwiło. Cóż, jego sprawa, on, Artur, nie zamierzał skończyć tak samo.
– Mamy cel – oświadczył zadowolony Karol, chociaż na twarzy Mariusza malowała się niepewność. – Widzisz tę babeczkę przy barze? Krótkie, jasne włosy. Skórzana kurtka.
– Ta, przed którą stoi butelka whisky?
– Dokładnie. Ruszaj do boju, Casanovo – zadrwił Karol, sięgając po papierosy. – Masz tylko dwadzieścia jeden dni.
– Hetero, pamiętaj.
– Zaręczam, że jest hetero.
– Znasz ją? – Artur zmrużył oczy.
– Słabo, ale znam. To siostra mojej eks. Policjantka – dodał głosem ociekającym kpiną. – Ale mówiłeś każda, więc teraz nie możesz się wycofać.
– Sądzisz, że nie posuwałem policjantek? – roześmiał się Artur. – Wierz mi, niejedną zaliczyłem i zazwyczaj błagały o więcej. Okay, idę. Ty – wskazał na Mariusza – przygotuj swoją laskę na ostre rżnięcie tej nocy. A ty szykuj kluczyki.
Zgasił papierosa, po czym podszedł do baru, przyglądając się siedzącej przy nim kobiecie. Wydała mu się dość pospolita, mało seksowna, i szczerze mówiąc, nieciekawa. W życiu nie zwróciłby na nią uwagi. Siedziała pochylona, z palcami zaciśniętymi na kieliszku, jakby przygniotły ją wszystkie troski tego świata. Albo była pijana. Nie obchodziło go to. Tym lepiej, nie będzie musiał się wysilać.
– Cześć, piękna – zaczął swoim nieśmiertelnym tekstem, zajmując miejsce obok. Jednocześnie skinął na barmana, który bez słowa postawił przed nim butelkę i dwie szklaneczki. – Sama tak pijesz?
Powoli uniosła głowę i spojrzała na niego. Była szczupła, wręcz drobna. Jasne włosy otaczały krótkimi kędziorami bladą twarz, w której prym wiodły ogromne oczy i szerokie usta. Na prawym policzku dostrzegł podłużną szramę, która bynajmniej nie dodawała jej uroku. Mimowolnie się wykrzywił. Ależ brzydactwo, pomyślał z niechęcią, z trudem panując nad mimiką. Cóż, trudno, przygasi światło i weźmie coś na pobudzenie, żeby mu stanął, a potem szybko zaliczy, zanim opadnie.
Kobieta nie zareagowała. Patrzyła na niego w milczeniu, a w zielonych oczach dostrzegał jedynie gniew.
– Może się przyłączę? – Czarował uśmiechem, nalewając złocistego płynu do obu szklaneczek. – Artur – przedstawił się, muskając kciukiem blady policzek. Drgnęła, odsuwając się i nadal mierząc go wrogim spojrzeniem.
– Bogna – powiedziała w końcu. – Czego chcesz, bawidamku? Założyłeś się z kumplami o piwo, że poderwiesz największego maszkarona w klubie? – zakończyła szyderczo.
Zatkało go, lecz podjął wyzwanie.
– Nie, nie o piwo – roześmiał się, wyjmując papierosy. – O całkiem niezłą laskę i samochód. Podobno z eks twojej siostry.
– Z Karolem? Po tym gnojku wszystkiego można się spodziewać – mruknęła, obserwując go z uwagą. Mężczyzna siedzący naprzeciwko wyglądał jak senne marzenie. Wysoki, postawny, emanował pewnością siebie i seksapilem. W ciemnych, błyszczących oczach dostrzegła coś niebezpiecznego, szalonego. Z pewnością był zarozumiałym, bezczelnym draniem, który po trupach dążył do celu. I chyba właśnie ona była tym celem. Uśmiechnęła się z przekąsem. Nie lubiła takich wymuskanych przystojniaków. Co do tego miała też podejrzenie, że działał na bakier z prawem. Czy to nie był przypadkiem jeden z właścicieli klubu?
– To jak będzie? Oferuję całkiem niezły seks – kusił, podsuwając jej jedną szklankę. – Oralny, analny, normalny. Spełnię każdą twoją fantazję. Ja wygram zakład, a ty poprawisz sobie humor. Pewnie kłopoty w pracy?
– Tak. Szanowany ojciec rodziny poderżnął gardło trzyletniej córce i żonie, a później popełnił samobójstwo – odparła z goryczą. – Spadaj, palancie, bo działasz mi na nerwy.
– Dlatego musisz się odstresować. – Nie wyglądał na zniechęconego, raczej na rozbawionego jej słowami.
– Odstresować? Owszem, miałabym ochotę uciąć ci fiuta, ale cenię sobie własną pracę. No i nie biję słabszych – dodała z pogardą. Arturowi z miejsca minęła wesołość. Co za kurwa!
Błyskawicznie wyciągnął rękę, chcąc chwycić ją za kark, ale kobieta chyba się tego spodziewała, bo kilka sekund później uderzył twarzą w blat baru, a ona bez litości wykręciła jego prawe ramię. Jak na kogoś o tak drobnej posturze, wykazała się niezwykłą siłą.
– W sumie czasami idę na ustępstwa – powiedziała szyderczo i puściła zaskoczonego Artura. Po czym opróżniła kieliszek, a zawartością szklaneczki chlusnęła prosto w twarz mężczyzny, który właśnie się wyprostował.
– Zwariowałaś? – wrzasnął.
– Odstresowałam się – zakpiła. – Jak jeszcze pozwolisz mi poprawić kolanem w jaja, to osiągnę wręcz stan nirwany.
– Chyba rozumiem – zmrużył oczy. – Jesteś tak kurwa brzydka, że tylko tak możesz zdobyć faceta. Stąd dzisiejsza wizyta w klubie. Ciemno tutaj, pełno pijanych i naćpanych, wezmą wszystko jak leci, byle miało dziurę. Ta blizna to co? Ktoś zapalił światło podczas seksu w męskim kiblu i facet wpadł w panikę?
– Nie, ktoś próbował wygrać zakład, że da radę mnie poderwać. On mnie drasnął, ja mu wybiłam zęby. Znikam, a ty ruszaj na podbój, ogierze. – Nie tyle słowa, co ton jej głosu doprowadził go do furii. – Jesteś kurwa tak tępy i ograniczony, że tylko tutaj możesz zdobyć chętną. Ciemno jest, pełno tu pijanych i naćpanych lasek. Wezmą wszystko jak leci, nawet takiego palanta jak ty, byle miało fiuta. Ten złoty łańcuch to co? Uciekłeś z pastwiska?
– Aż tak ciemno nie jest – odgryzł się, chociaż najchętniej by jej przyłożył. – Ciebie bym nie wziął.
– To przegrasz zakład.
– To przegram. I tak by mi nie stanął przy takim maszkaronie.
– Może to nie odstępstwo od reguły, a norma? – wzruszyła ramionami, odwracając się. Artur tylko na to czekał, lecz kobieta nie wydawała się być zaskoczona, gdy oplótł ją od tyłu, nie pozwalając odejść. Pomimo drobnej postury, w szczupłym ciele drzemała niezwykła siła i zwinność. Nawet nie wiedział, kiedy znalazł się na podłodze, a na jego krtani damska stopa, przyduszająca go ciężkim, wojskowym butem.
Nic więcej nie zrobiła. Patrzyła tylko z pogardą na wściekłego mężczyznę.
– Trzeba było tyle nie chlać – powiedziała, po czym czubkiem buta lekko uderzyła go w policzek. – Oho! Widzę twoich goryli biegnących na pomoc szefowi. Mam nadzieję, że nakleją plasterek, pocieszą i utulą biednego chłopca – zadrwiła, po czym energicznie ruszyła w stronę wyjścia.
Bez problemu zniknęła w tłumie, podczas gdy ogarnięty furią Artur gramolił się z podłogi. Miała rację, trochę przesadził z alkoholem, zresztą to nie było nic nowego. W piątkowe wieczory zawsze bawił się do upadłego, budząc się zazwyczaj we własnym łóżku w towarzystwie nieznajomej lub nieznajomych kobiet.
Teraz przeszła mu ochota na zabawę. Był wściekły i tak wkurwiony, że o mało co nie pobił własnych ludzi. Co za gruboskórna, pozbawiona wdzięku krowa! I ona ośmielała się jeszcze wybrzydzać? A Karola to jak dorwie, to mu nogi z dupy powyrywa, żeby…
Padł na kanapę, sięgając po papierosa, i zamyślił się.
Nie, nie zrobi tego. Tym samym przyznałby się do porażki. Cóż, trzeba będzie trochę się postarać. Taki jeżozwierz zazwyczaj był groźny do pewnego momentu. Zamknął oczy, wyobrażając sobie piękną scenę. Podobną do tych, które znał z doświadczenia. Cała noc seksu i płacząca, skamląca o więcej dziwka, którą i tak nie był już zainteresowany.
– Czysta przyjemność – uśmiechnął się szeroko. I jak zawsze ani przez chwilę nie pomyślał, że może ponieść klęskę.
Rozdział 2
Sięgnęła po zimną kawę, nie odrywając wzroku od monitora. Szczerze mówiąc, była też głodna, ale to musiało zaczekać. Chciała już dziś dopełnić formalności i zamknąć śledztwo. Tak naprawdę w tej sprawie był jedynie ogrom ludzkiego nieszczęścia, nic poza tym.
– Bogna! – Drzwi otworzyły się gwałtownie i ukazała się barczysta sylwetka kolegi. – Mam dla ciebie robotę.
– Jaką znowu, u diabła, robotę? – wymamrotała gniewnie.
– Mam przesłuchać takiego palanta, ale typek tak mnie wkurza, że nie dam rady, przywalę mu. A wiesz, czym to się skończy w mojej sytuacji?
– Dobra, idę – mruknęła. – Tylko nie ręczę za siebie, jak też zacznie mnie wkurzać. Będziesz mi winny przysługę.
– Jasne – ucieszył się Michał. – Powodzenia.
Poirytowana weszła energicznie do pokoju przesłuchań i to, co zobaczyła, od razu wzmogło jej gniew.
– Cześć, piękna! – Artur wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Znów się spotykamy.
– Czym go przekupiłeś? – spytała krótko.
– Walczyliśmy kiedyś w jednej piaskownicy. – Nie zamierzał zaprzeczać. – Nie pałamy do siebie sympatią, zwłaszcza teraz, sama rozumiesz?
– Co nabroiłeś? – Otworzyła leżącą przed nią teczkę. – Gwałt? – dodała z niedowierzaniem.
– Zaraz gwałt – mruknął, przyglądając się jej zmrużonymi oczami. – Jakaś nieżyciowa idiotka mi się trafiła. Sądziła, że po jednym bzykanku popędzę z nią przed ołtarz.
– Fakt, idiotka – potaknęła Bogna. – Cóż, dwie doby na dołku?
– Ale za co? – Artur wyglądał jak skrzywdzone niewiniątko.
– Za darmo! – warknęła. – Czy kilka dni temu nie wyraziłam się wystarczająco jasno?
– Byłem pijany.
– Co to ma do rzeczy?
– Zabrałem się za ciebie w nieodpowiedni sposób – oświadczył bezczelnie, a Bognę z miejsca szlag trafił. – Pora to nadrobić. Kolacja?
– W celi, owszem.
– Może być też śniadanie podane do łóżka. Zaraz po porannym orgazmie.
– Nie wytrzymam – wymamrotała, pochylając głowę. – Złożysz zeznania i od razu dodam, że jeśli jeszcze raz zjawisz się na komisariacie, proponując seks, kolację czy chociażby kawę, to przysięgam, połamię ci nogi.
– Coraz bardziej mi się podobasz. – Oparł ramiona o blat biurka, a głowę podparł dłonią. – Przypominasz mi przyszłą bratową, z tą różnicą, że ona jest piękna, a ty brzydka jak noc. Jedynie charakterki macie podobne. To mnie kręci – dodał ze śmiechem, nie zważając na ponury wzrok Bogny.
– Karolina Ol…
– Caro słabo ciągnie, dlatego kazałem jej wypieprzać. To nie jest gwałt, a samoobrona. Poszkodowanego mam w spodniach.
– Nie bądź wulgarny.
– Ma to swój urok.
– Urok? – zapytała z ironią, lecz nie kontynuowała tematu. – Karolina Olczak twierdzi, że wykorzystałeś ją w klubie wbrew…
– Przyznaję się do wykorzystania, ale na pewno nie wbrew jej woli – odparł znudzony. – Sama dobrała mi się do rozporka, tyle w tym mojej winy. A wiesz dlaczego? Pokazać ci? – znów się uśmiechał, ale ten jego uśmiech doprowadzał ją do szewskiej pasji. Był tak pewny siebie, tak butny i pyszny, że naprawdę, jak mało kto, działał jej na nerwy. Słynęła ze stoickiego spokoju oraz zimnej krwi, więc zawsze przyznawano jej najtrudniejsze przypadki. Niestety, tym razem było wyjątkowo ciężko zachować zimną krew.
– Może wnieść oskarżenie.
– Oskarżenie? – zaczął się głośno śmiać. – Dobrze, wyjdę stąd, pojadę do Caro, a za godzinę zadzwoni, że jednak wszystko wycofuje. Zgoda?
– Sądzisz, że każda kobieta…
– Sądzę, że każda – bezczelnie przerwał jej w pół zdania. – Jeśli to zrobi, dasz się zaprosić na kolację.
– A jeśli nie?
– Przyłożysz mi, o tutaj – dotknął palcem prawego policzka. – I w jeszcze jedno wybrane miejsce.
– Już ci przyłożyłam, nie czuję potrzeby, aby to powtarzać – wzruszyła z obojętnością ramionami.
– Dobra, dam ci namiary na dwóch dealerów.
– Na siebie?
– Słonko, mam wiele grzechów na sumieniu, ale nie handluję – odchylił się do tyłu. Jak dzieciak, który kiwa się na krześle przy szkolnym biurku. – Dawno temu nasza siostra oświadczyła, że jeśli wdamy się w to gówno, to się nas wyrzeknie. A ponieważ Ewa jest i dla mnie, i dla brata całym światem, to nigdy nie złamaliśmy danego słowa. Owszem, niejedno się brało, niejedno się wąchało, ale nigdy handel prochami.
– No proszę, gangster z zasadami – odparła z przekąsem. – Dobrze, ale mam dwa warunki. Pierwszy – najpierw ja z nią porozmawiam. Drugi – namiary na tych, co handlują w liceum na Żeromskiego.
– Mówisz, masz.
– Żadnych wyrzutów sumienia?
– Kolacja z tobą jest tego warta.
– Mam wsadzić na łeb papierową torbę, żeby znajomi się z ciebie nie śmiali?
– A mogłabyś?
Nie wiadomo dlaczego, to ją rozbawiło. Wybuchnęła śmiechem, a Artur przyglądał się temu w milczeniu, z lekko przekrzywioną głową. Ładnie się śmiała. Kiedyś o takim śmiechu mówiono, że był jak dźwięk dzwoneczków. Czyli ta suka miała jakieś dobre strony? Cóż, wolałby coś innego, ale co poradzić?
– Dobrze, jadę teraz do panny Olczak, a ty możesz ją odwiedzić za godzinę.
– Sądzisz, że ją przekonasz, żeby mnie oskarżyła?
– Sądzę, że tak.
Łatwiej było jednak powiedzieć niż zrobić. Karolina Olczak charakteryzowała się wyjątkową tępotą, oślim uporem i sporym zacietrzewieniem. Na początku w bardzo niecenzuralny sposób opisała Artura, jego brata oraz potencjalne rywalki. Potem zaczęła płakać. I znów przeklinała. Ostatecznie Bogna wyszła z jej mieszkania zniesmaczona, z wizją kolacji z tym dupkiem.
I miała rację, bo kwadrans po jej wyjściu zadzwonił kolega.
– Odwołała zeznania? – zapytała domyślnie, z odrobiną rezygnacji.
– Tak, skąd wiesz?
– Po prostu wiem – westchnęła. – Powiedz szefowi, że nie wracam już dzisiaj do pracy, tylko jadę do domu.
– Ryzykantka – mruknął. – Do jutra, twardzielko.
