Mandat - Agnieszka Kowalska-Bojar - ebook
NOWOŚĆ

300 osób interesuje się tą książką

Opis

Czy życie może się zmienić w przeciągu kilku sekund?

Chciała mu zrobić niespodziankę w przeddzień ślubu, a nakryła go na zdradzie. Zapłakana, nie dostrzegła czerwonego światła i została zatrzymana przez stojący nieopodal patrol, a konkretnie przez wysokiego, seksownego bruneta w mundurze, który w ramach pocieszenia zaproponował jej wyjście na drinka... No przyznajcie, która z Was nie snuła takich fantazji?

Mandat to krótkie, pełne namiętności opowiadanie, które rozpali wasze zmysły. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 68

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (7 ocen)
4
1
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Atram86

Nie oderwiesz się od lektury

Książka bardzo krótka niestety ,ale taka w sam raz na chwile do poczytania . Mi się podobała 😃 Polecam 😃
00
Mbotka_56

Nie oderwiesz się od lektury

Zabawna
00



MANDAT

Agnieszka Kowalska–Bojar

Wydawnictwo Motylewnosie

Poznań 2025

Copyright © Agnieszka Kowalska–Bojar

Copyright @ Motylewnosie 2025

Wydanie I

Poznań 2025

Ebook ISBN 978–83–66352–32–2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejsze pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Wydawnictwo:

motyleWnosie

[email protected]

Ebooki i książki kupisz na stronie:

www.motylewnosie.pl

www.sklep.motylewnosie.pl

Jeżeli czytasz tego ebooka i pobrałaś czy pobrałeś go z nielegalnego źródła, pamiętaj – jesteś ZŁODZIEJEM. I żadne tłumaczenia tego nie zmienią – bez poważania, okradziona przez ciebie autorka.

Uczciwym czytelnikom dziękuję za to z całego serca – to dzięki Wam dalej piszę! Pozdrawiam

Aga Kowalska-Bojar.

Zapowiadał się pierwszy mandat w moim życiu. Tylko dlatego, że oślepiona własnymi łzami, nie zauważyłam tego cholernego czerwonego światła!

Stanęłam na poboczu i w pośpiechu usiłowałam znaleźć chusteczkę w czeluściach torby. Niestety, zanim się to udało, ktoś energicznie zapukał w szybę.

– Dokumenty, proszę! – usłyszałam głęboki męski głos.

Otarłam oczy skrajem rękawa i z jeszcze większą gorliwością zaczęłam grzebać w przepastnej torebce. Nic z tego, nie mogłam znaleźć ani portfela, ani chusteczek. Jakby w ogóle ich tam nie było.

– Chyba nie mam – powiedziałam bezradnie i spojrzałam w najpiękniejsze męskie oczy, jakie dane było mi widzieć w całym swoim życiu. Niestety, akurat w tym momencie było to mało ważne.

– Nie ma pani?

– Nie wiem…

Pod czujnym okiem policjanta, zagryzając wargi i usiłując na nowo się nie rozpłakać, wygramoliłam się z auta i całą zawartość torebki wysypałam na zajmowane przed chwilą siedzenie. Po czym pochyliłam się, bo wśród tysiąca rupieci od razu dostrzegłam leżący portfel. Chwyciłam go z ulgą i gwałtownie się odwróciłam. Na tyle szybko, że zdążyłam jeszcze dostrzec, jak szanowny przedstawiciel władzy gapi się z zachwytem na moje nogi oraz to, co znajduje się powyżej. A kiedy napotkał mój nieco zdumiony wzrok, ani odrobinę się nie speszył, tylko uśmiechnął łobuzersko.

Z tym uśmiechem wyglądał tak, że od razu moje serce przyspieszyło. Niestety, kilka sekund później uświadomiłam sobie, że wygląd to mało, bardzo mało. Bo przecież przekonałam się o tym przed chwilą, gdy nakryłam mojego przyszłego męża, mężczyznę, w którym byłam zakochana do szaleństwa, z inną kobietą. Na dodatek dzień przed ślubem.

Z odpowiedniej przegródki wyłuskałam dokumenty i podałam, czując, jak dłonie dygoczą mi ze wzburzenia.

– Ej, spokojnie! – Silnymi palcami objął mój nadgarstek. – Znajdziemy jakieś okoliczności łagodzące i nie będzie tak źle.

– Łagodzące? – spytałam drżącym głosem. – Jutro mój ślub, a ja właśnie przyłapałam przyszłego męża z kochanką… – wykrzyczałam i ponownie wybuchnęłam płaczem.

Zakłopotał się. Ja również poczułam się niezręcznie. Najchętniej padłabym wprost w szerokie ramiona i przytuliła się do muskularnej piersi, ale przecież nie policjantowi na służbie i obcemu człowiekowi! Choćby i był sto razy piękniejszy.

– Przepraszam, to nic. – Znów się odwróciłam, by tym razem sięgnąć po chusteczki. Kiedy wydmuchiwałam nos, zauważyłam, że mężczyzna wpatruje się we mnie zachłannym, pełnym podziwu wzrokiem. I nagle zrozumiałam, co było powodem!

Umówiłam się z Adamem, że ani ja nie będę robiła wieczoru panieńskiego, ani on kawalerskiego. Grzecznie pójdziemy spać już po dwudziestej, by w tym wymarzonym dniu wyglądać świeżo i promiennie. Oczywiście nie zamierzałam się trzymać swojej części umowy. Chciałam mu zorganizować prywatny wieczór kawalerski. Specjalnie na tę okazję założyłam czarne, samonośne pończoszki, skórzane, mega wysokie kozaki i specjalny gorset, z mini spódniczką ledwo zasłaniającą nagie pośladki. Początek marca tego roku był dość ciepły, więc na wierzch narzuciłam jedynie lekki prochowiec. Na moje nieszczęście również krótki. Nachylając się przy siedzeniu, wypięłam pupę i doskonale wyeksponowałam wszelkie walory.

To właśnie dlatego przedstawiciel władzy przyglądał mi się z takim zachwytem!

– Och! – jęknęłam, czując, jak na moje policzki wypełza ciemna czerwień.

A on nieoczekiwanie zaczął się śmiać.

– Nie ma się czego wstydzić – powiedział wciąż rozbawiony. – To był cudowny widok.

– Możliwe – mruknęłam, odruchowo poprawiając płaszcz.

– Kolega chyba zaczyna mi zazdrościć. – Wskazał na radiowóz.

– Czy mogłabym prosić, aby załatwił to pan jak najszybciej? Chciałabym wrócić do domu.

– A może pójdziemy gdzieś na kawę? – spytał, dość nieuważnie przeglądając podane mu dokumenty. – Kończę za pół godziny.

Trzeba przyznać, że mnie zaskoczył.

– Na kawę? Późnym wieczorem?

– Racja, lepiej na drinka. Mocnego i odprężającego, w jakimś głośnym, tłocznym miejscu. Co pani na to?

– Ja… – zająknęłam się. W zasadzie powinnam była odmówić, wrócić do domu, wypłakać się i utopić swoje smutki w butelce szampana. Ale z drugiej strony aż żal było nie skorzystać z takiej propozycji. Chłopak był jak marzenie, świetnie zbudowany, smagły, z ciemnym śladem po goleniu na przystojnej twarzy. I na dodatek te oczy. Duże, ciemne, otoczone gęstymi, czarnymi rzęsami. Poza tym mundur… Co takiego było w tym kawałku materiału, że tak potrafił działać na kobiety?

– A moje wykroczenie?

– Tak pięknej kobiecie mogę wiele wybaczyć – mrugnął okiem, oddając mi papiery.

– Kolega nie będzie miał nic przeciwko?

– Nie będzie miał. To jak? Jesteśmy umówieni?

Jak mogłam zrezygnować z takiej okazji? W dodatku patrzył na mnie tak, że nawet złamane serce zaczęło jakby mniej boleć.

– Musiałabym jechać do domu, aby się przebrać.

– Uważam, że nie trzeba.

– Jestem półnaga!

– Dla mnie bomba! – Coś napisał na kartce, którą wyjął z kieszeni. – Pojedziesz za nami? Zmienię ciuchy na mniej służbowe i będę gotów.

– Dlaczego? W mundurze wyglądasz szałowo. – Posłałam mu przeciągłe spojrzenie spod opuszczonych rzęs. Przy takim mężczyźnie, nawet pomimo mojej nieciekawej sytuacji, od razu poczułam się stuprocentową kobietą.

Pochylił się lekko i z uśmiechem zażartował:

– Wezmę ze sobą jedynie kajdanki…

Zmieszałam się. Ten skok z otchłani rozpaczy na sam szczyt i w ramiona zupełnie obcego nieznanego mi wcześniej faceta, był zbyt zaskakujący. Czułam jednak przypływ adrenaliny, mrowienie w koniuszkach palców i dziwne podniecenie. Na dodatek dotarło do mnie, że jutro czeka mnie bardzo ciężki dzień. Tłumaczenia, wyjaśnienia, przeprosiny. Odwołać huczne wesele na ponad sto osób, to jednak był powód do zmartwienia.

I jeszcze Adam. Przystojny drań, który połamał moje serce na drobne kawałeczki. Planowaliśmy nasze życie przez długie miesiące, a on przekreślił wszystko swoją zdradą.

– Dobrze – powiedziałam stanowczo. – Pojadę za wami.

Skinął głową i po dżentelmeńsku otworzył drzwi mojego własnego auta.

Pół godziny później, podczas których biłam się z własnymi myślami i na nowo przeżywałam gorycz niedawnej porażki, przekonałam się, że mój nowy znajomy po cywilnemu wygląda jeszcze lepiej niż w mundurze. Zwykłe dżinsy podkreślały wąskie biodra, sportowa kurtka z ledwością opinała szerokie ramiona, a pasiasty szalik zawadiacko owinięty wokół szyi, chronił przed chłodem nocy.

– Bałem się, że jednak odjedziesz – uśmiechnął się szeroko.

– Nie odjechałam, ale odrobinę zmarzłam.

– Stanowczo masz na sobie strój nieodpowiedni do spacerów. – Władczo objął mnie ramieniem. – Ale stąd mamy zaledwie kilka kroków na rynek. Wybierzesz lokal, czy ja mam to zrobić?

– Niech nie będzie jednak ani tłoczny, ani głośny – mruknęłam, wtulając nos w kołnierz. Bez namysłu zdjął szal i owinął nim mnie. Niewyraźnie podziękowałam, z przyjemnością wdychając obcy zapach mężczyzny i jakiejś nieznanej mi wody po goleniu.

Wybrał idealnie. Knajpka była niewielka i sprawiała wrażenie niezwykle intymnej. Z ulgą zajęłam miejsce na podwójnej sofie, nie zamierzając zdejmować płaszcza.

– Tu jest więcej niż ciepło – uśmiechnął się. – Nie krępuj się.

– Wolałabym pozostać ubrana.

– Jesteś ubrana. Tylko bardziej seksownie, niż na co dzień się to spotyka.

Miał trochę racji. Z westchnieniem oddałam mu prochowiec i otuliłam się ramionami. Kiedy wrócił, usiadł nie w fotelu naprzeciwko, na co po cichu liczyłam, ale tuż obok.

– Co zamówimy?

– Nie wiem. – Bezradnie kartkowałam podane menu. – Mam ochotę się upić, wręcz utopić w morzu alkoholu.

– Czyli na początek butelka wina, szampana? Czy też coś znacznie mocniejszego?

– Niech będzie wódka z czymkolwiek – oznajmiłam stanowczo.

Nawet jeśli się zdziwił, nie dał tego po sobie poznać. Zerwał się z miejsca i po chwili wrócił, niosąc ze sobą dużą flaszkę, kartonik soku i dwie szklanki.

– Nie czekałem na kelnerkę – znów się uśmiechnął i przyrządził mi solidnego drinka. – Na sam początek chyba wypada, abym się przedstawił. Jestem Wojtek.

– Marta. – Ujęłam podaną sobie dłoń i energicznie nią potrząsnęłam. Potem jednym haustem opróżniłam szklankę. Czułam, jak oczy wyszły mi na wierzch, a przełyk zapłonął żywym ogniem. Chyba domyślił się, co się stało, bo szybko nalał mi czystego soku i zmusił do wypicia.

– Nie tak prędko – powiedział kpiąco. – Jeszcze zdążysz utopić się w tym morzu alkoholu.

Powinnam się zawstydzić. Powinnam poczuć żal. Tymczasem pragnęłam jedynie upić się i przytulić do siedzącego obok faceta. Było mi źle, tak źle, że w zasadzie mogło być już tylko lepiej.

– Czy on jest warty tego, byś upijała się do nieprzytomności? – spytał cicho.

– Nie. Ale co innego mi pozostało? – odparłam z doskonale wyczuwalną rozpaczą.

– Sądzę, że to skończony kretyn, skoro na własne życzenie zrezygnował z takiej kobiety jak ty.

– Ech – mruknęłam i zabrałam się za kolejnego drinka. – Sęk w tym, że wcale nie zamierzał rezygnować. Złapał dwie sroki za ogon i z obu nas zrobił skończone idiotki.

– Opowiadaj. – Wojtek wygodnie rozsiadł się na kanapie.

– Za dużo tego nie ma. To był związek idealny, z idealnym mężczyzną i idealnie zaplanowanym zakończeniem.

– Nie ma idealnych związków.