Zakała. Tom 3. Nadkomisarz Polański - Robert Ostaszewski - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Zakała. Tom 3. Nadkomisarz Polański ebook i audiobook

Robert Ostaszewski

4,3

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

44 osoby interesują się tą książką

Opis

Śledztwo, które nie wybacza błędów

Spacerujący z psem emeryt odkrywa nad rzeką ciało Barbary Koseły. Śledztwo rozpoczyna katowicka ekipa operacyjna pod kierownictwem komisarza Adama Tyszki. Szybko okazuje się, że policjanci stają przed nietypowym wyzwaniem, a każda godzina zwłoki działa na korzyść mordercy.

„Zakała” to surowy i wciągający kryminał policyjny osadzony w realiach śląskich familoków, w którym zmęczeni życiem śledczy muszą zmierzyć się nie tylko z brutalnym mordercą, ale i z własnymi słabościami.

Robert Ostaszewski – prozaik, autor kryminałów. Twórca między innymi bestsellerowej trylogii kryminalnej o podkomisarzu Konradzie Rowickim, śląskiej serii kryminalnej: „Zabij ich wszystkich” i „Ukochaj na śmierć”, oraz thrillera psychologicznego „Oskórowany”, a także licznych opowiadań kryminalnych.

Grafiki na okładce częściowo wygenerowane przy użyciu AI

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 330

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 53 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Marcin Popczyński

Oceny
4,3 (6 ocen)
3
2
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Callen

Dobrze spędzony czas

Trochę rozciągnięte, akcji niewiele,za to „dewotyzm” podbija poprzeczkę. Polecam!!! Mam nadzieję że autor zbiera siły na kolejne części.
00
Mbotka_56

Dobrze spędzony czas

Dobtze spędzony czas
00
Ewaor

Nie oderwiesz się od lektury

Mega część ! Wszyscy bohaterowie rewelacja, wątek kryminalny extra, dobrze pokręcony. Czekam na ciąg dalszy i to szybko. :-) tak się nie zostawia czytelnika, co tam przeskrobał młody prokurator. No i Renatka hm wplącze się w coś ? Polecam
00
LucyDemolka

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00



Robert Ostaszewski

Zakała

@lindcopl

e-mail: [email protected]

Tytuł oryginału: Zakała

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej część nie może być przedrukowywana

ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana

w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody

Wydawnictwa Lind & Co Polska sp. z o.o.

Ten e-book jest zgodny z wymogami

Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)

Wydanie I, 2026

Opracowanie redakcyjne: kaziki.pl

Projekt okładki: Daniel Rusiłowicz

(Grafiki wygenerowane przy użyciu AI)

Copyright © dla tej edycji:

Wydawnictwo Lind & Co Polska sp. z o.o., Gdańsk, 2026

ISBN 978-83-68254-34-1

Prologi

Noc z czwartku na piątek, 28 lutego – 29 lutego 2013 roku

Było tak samo strasznie jak zwykle, a jednak inaczej. Chociaż nieodmiennie dręczył ją ból podobny wcześniejszemu. Zmieniało się jedynie jego natężenie, ale to wciąż był ten sam dobrze znany ból, który napływał i odpływał niczym fale na pogrążonej w mroku plaży. Ból dwojakiej natury, zarazem fizyczny, jak i psychiczny. Ten drugi, zwykle przechodzący w trudną do opanowania rozpacz, z którą później nie mogła się uporać całymi dniami, a nawet tygodniami, dotąd zdecydowanie dominował. Tak właśnie. Oswoiła tę sytuację, chociaż nie mogła sobie tego wybaczyć – słabości, która sprawiała, że nie sprzeciwiała się, nie broniła przed agresją. Przed nieuniknioną, zasłużoną karą, jak mówił do niej, jakby w ten sposób chciał się usprawiedliwić i wybielić w jej oczach. Czy na pewno na tym mu zależało? Dla niego była grzesznicą, a każda grzesznica musiała odpokutować ze swoje grzechy i przewiny. A i bluźnierstwa, bo i takie jej się z bólu wyrywały. Co nie zmieniało faktu, że wcale nie czuła się niczemu winna. Nie wyrządzała zła, nikogo nie krzywdziła. Czasami jedynie siebie. Tylko i wyłącznie.

Było więc inaczej, jakby intensywniej i groźniej. Leżała na podłodze. Czuła żelazisty smak krwi, która wciąż sączyła się z rozbitej wargi. Starała się oddychać jak najciszej, nie ruszać, żeby nie sprowokować go żadnym gwałtowniejszym gestem. O mówieniu w ogóle nie było mowy – wiedziała o tym aż za dobrze. Na początku próbowała prosić albo grozić, ale zawsze uznawał to za pyskowanie, które określał jako brak szacunku wobec niego. Ale przede wszystkim wobec Boga. Właściwie – całego świata, który za solidne fundamenty miał wartości i reguły. W końcu Pan jest całym światem i nie ma świata bez Pana.

Milczała i połykała łzy. Łez też nie lubił. Chociaż może… Momentami odnosiła wrażenie, że jej szloch w niewytłumaczalny sposób przynosi mu satysfakcję i dodatkowo nakręca. Robiła więc wszystko, żeby nie płakać, nie dać mu powodów do niezrozumiałego dla niej zadowolenia. Bo niby z czego?

Było też inaczej, bo zdecydowanie dłużej. Leżała na dywanie i spod wpółprzymkniętych powiek śledziła jego abstrakcyjny wzór. Liczyła w myślach. Odliczanie ją uspokajało. Przez chwilę pozwalało odciąć się od tego, co działo się w niej samej i wokoło. Czekała na kolejny punkt „ceremonii pokutnej” – to także jego słowa. Krzycząc, wyliczył jej grzechy, a ona potwierdzała, że zgrzeszyła – punkt pierwszy. Ukarał ją, a ona przyjęła to nawet bez jęku – punkt drugi. Teraz powinien nastąpić punkt trzeci, czyli coś w rodzaju skruchy pomieszanej z zadośćuczynieniem. Miała przeprosić za swoje niegodne postępowanie i obiecać poprawę. Zawsze przepraszała i obiecywała, a potem wcale nie czuła ulgi. Żadnej. Jedynie obrzydzenie do samej siebie. Jednak jego ciche, ale stanowcze „Przeproś” tym razem nie padało. Długo, zbyt długo, co zaczęło ją mocno niepokoić.

Wzór dywanu rozmywał się przed jej oczami. Przymknęła powieki. Słyszała, jak krążył po pokoju w niekończącym się marszu. Od okna do drzwi i z powrotem. Po co to robił? Co sprawiło, że zwyczajowy scenariusz zaczął się zmieniać. Niech to się wreszcie skończy, niech skończy się jak najszybciej – ta myśl kołatała jej w głowie.

Kroki ucichły. Odchrząknął, jakby zaschło mu w gardle, i powiedział dobitnie:

– Odwróć się na plecy.

Bez szemrania spełniła jego polecenie. Już nieraz przekonała się, że brak reakcji na jego rozkazy powodował, że było tylko gorzej. Dużo gorzej. Zamknęła oczy. Nie chciała na niego patrzeć, bo nie była pewna, czy jej twarzy nie wykrzywi na jego widok niekontrolowany grymas. Była pewna, że to by mu się nie spodobało. Zdecydowanie.

Usłyszała jego głębokie westchnięcie, a zaraz potem poczuła, że siada na jej biodrach. Do cholery, co on wyprawia? – zastanawiała się gorączkowo. Nigdy tak nie robił. Nie wiedziała, co zamierza. Pragnął ją skrzywdzić, upokorzyć bardziej niż zazwyczaj? Na pewno nie chciała do tego dopuścić pomimo niepewności i bólu. Spodziewanego. Poruszyła się, uniosła powieki, spojrzała mu prosto w oczy, chociaż kosztowało ją to bardzo wiele, i powiedziała tak zdecydowanym głosem, na jaki tylko było ją stać:

– Nie. Nie rób tego.

Dłuższą chwilę patrzył na nią bez słowa. Jego twarz była niczym maska, która skrywa wszelkie emocje. Znowu odchrząknął, jakby w gardle drażnił go paproch czy włosek. Albo nabrzmiewała gula zła. Nie miała pojęcia, dlaczego akurat tak jej się pomyślało.

– Zakała. Jesteś prawdziwą zakałą – wycedził powoli.

Złapał ją za gardło. Szarpnęła się, próbując zrzucić go z siebie. Bez efektu. Coraz mocniej zaciskał palce. Chciała krzyczeć, wrzeszczeć, ale z jej ust wydobywał się jedynie cichy charkot. Walczyła, ale z każdą sekundą miała coraz mniej tchu i sił.

Znów spojrzała mu w oczy. Tym razem błagalnie. Były czarne jak głębokie, wyschłe studnie.

A jej oczy powoli zasnuwała mgła.

Niedziela, 3 marca 2013 roku

Promienie słońca zakłuły podkomisarz Renatę Łukowską w oczy, kiedy tylko uchyliła powieki. Szlag by to ciężki i nieforemny! – pomyślała. Tak, wczoraj była na weselu, oczywiście popiła, jak każe obyczaj, a pragnienie nakręca, ale znowu nie aż tak bardzo, żeby zasłużyć na kaca giganta. Ale może tylko tak jej się wydawało. Była w dobrym nastroju, bawiła się wybornie, więc mogła wychylić jeden albo dwa kielonki za dużo. Zamknęła oczy i wsłuchała się w swój organizm. Suchość w ustach, lekko ćmiący ból pod czaszką. Uznała, że bywało gorzej.

Odruchowo sięgnęła na stolik nocny, by namacać komórkę i sprawdzić, która jest godzina. Nie było jej tam. Przekręciła się na bok, plecami do okna, i znowu otworzyła oczy. Jeśli telefonu nie było tam, gdzie zwykle, pewnie leżał na podłodze. Wychyliła się ku brzegowi łóżka i spojrzała w dół. Kłębiły się tam nie tylko jej wyjściowe, bardziej eleganckie ciuchy, ale też ubrania ewidentnie męskie. Nieco dziwne, bo nie pamiętała, aby po weselu zabrała kogoś do domu, jednak całkiem możliwe. Czyli ewidentnie zapiła bardziej, niż w pierwszej chwili jej się zdawało. Ciche chrapnięcie dobiegające zza jej pleców potwierdziło, że musiała spędzić przyjemną noc. Prawdopodobnie przyjemną, bo nie pamiętała szczegółów. Usiadła na łóżku i ścignęła kołdrę, którą mężczyzna był nakryty aż po czubek głowy.

– Prokurator Sebastian Krok, a to ci niespodzianka – cmoknęła.

Wygramoliła się z łóżka i poczłapała do kuchni. Wypiła szklankę wody, zrobiła sobie kawę i zapaliła. Powoli wracały do jej świadomości obrazy z wczorajszego wieczora i nocy. Poszła na wesele z Sebastianem, bo ostatnio słabo dogadywała się z Krzyśkiem. Właściwie wcale. Cały ich związek polegał na dziwnym tańcu, w którym raz się odpychali, raz przyciągali. Związek? Problematyczna nazwa. Pewnie tak ich relację określał Krzysiek, jednak ona myślała, że jedynie z nim bywa. Niby wciąż związana była z Krzyśkiem, ale poszła na imprezę z Sebastianem i dobrze czuła się w jego towarzystwie. Tyle że nie planowała dalszego ciągu we własnym łóżku. Właściwie w niczyim.

– Walić to! – warknęła. Dawno temu uznała, że żadne przemyślenia na kacu nie mają najmniejszego sensu.

Sięgnęła do paczki po kolejnego papierosa, ale była już pusta. Westchnęła. Poszła do przedpokoju, przeszukała torebkę, kieszenie kurtki, zajrzała do plecaka. Zero fajek. Naprawdę nie planowała tej niedzieli wychodzić z mieszkania, ale nałóg ma swoje prawa. Bezwzględne. Ubrała się w zwykły strój, czyli dżinsy, bluzę z kapturem i poprzecieraną skórzaną kurtkę. Zajrzała do pokoju. Sebastian wciąż spał, nie obudziła go jej krzątanina. Co potwierdzało, że w nocy musieli mieć stosunkowo udany seks. Chyba. A na pewno on, skoro teraz spał jak suseł.

Ledwie wyszła na klatkę schodową kamienicy, usłyszała:

– A dzień dobry pani ładnej.

Pan Rysiu siedział na drewnianej ryczce przy drzwiach swojego mieszkania. Żona nieodmiennie wyganiała go z paleniem na klatkę. Emeryt był jedynym mężczyzną, któremu Renata pozwalała zwracać się do siebie per „pani ładna” bez słowa protestu. Lubiła go.

– To się jeszcze okaże, ale można założyć, że nie będzie najgorszy – powiedziała.

– Cygaryta? – Wyciągnął ku niej paczkę tanich papierosów.

– Tym razem nie odmówię.

Zapaliła. Stanęła obok staruszka i oparła się o ścianę. Trochę brakowało jej sił. Pan Rysio spojrzał na nią z ukosa i spytał z uśmiechem:

– I jak było na weselu?

Trzymali sztamę palaczy, często wymieniali po kilka zdań, więc pan Rysio jako tako orientował się w jej życiu. Wspomagany przez żonę, która bardzo lubiła wiedzieć wszystko o wszystkich. Nie tylko mieszkańcach kamienicy.

– Nawet dobrze, potańczyłam, popiłam.

– Ino teraz kac. – Śmiech pana Rysia skończył się kaszlem palacza. Wieloletniego.

– Cóż zrobić? Ale żyć będę.

– A gdzie się pani ładna wybiera tak przy niydzieli? Chyba nie do roboty?

– Nie, fajki muszę kupić i jakieś bułki na śniadanie.

– Śniodanie? Teraz to już czas na obiad. I pewnie żymły już w sklepie nie uświadczy.

Roześmiała się szczerze. Akurat brakiem bułek się nie martwiła, tym bardziej że nie zamierzała robić śniadania Sebastianowi. Podobnie jak innym facetom, z którymi zdarzało się jej spędzać noce.

Wyszła przed kamienicę i spojrzała w niebo. Nad Gliwicami wisiały grube zwały szarych chmur. Pomyślała, że niedziela pewnie nie będzie najgorsza, ale po niej przyjdzie poniedziałek. Na moment rozbawiła ją absurdalna oczywistość tej konstatacji. A jutro w pracy spotka się z Krzyśkiem. I pewnie zaczną się schody. Wzruszyła ramionami. Pokona je jak zawsze.

Poniedziałek, 4 marca 2013 roku

Wprawdzie nadkomisarz Edmund Polański przezornie założył lżejszy płaszcz, ale i tak było mu za ciepło. Zdjął go i przewiesił przez ramię. Do pociągu do Granady, na który zawczasu kupił bilet, miał jeszcze sporo czasu, więc postanowił, że przynajmniej spojrzy na Morze Śródziemne. Szedł po szarawym żwirze plaży po wschodniej stronie portu w Maladze, dziwiąc się, po czym stąpa. Naprawdę nie ma tu złocistego piasku jak na bałtyckich plażach? – myślał. Żaden był z niego podróżnik, zaliczył jedynie rodzinne wczasy w Chorwacji oraz Bułgarii i tyle, nie wiedział więc, czego spodziewać się w Hiszpanii. Doszedł do brzegu, który omywały niewielkie fale. Widok wcale go nie ukoił. Powoli zaczynało docierać do niego, w jak absurdalną aferę się wpakował.

Kiedy podczas sobotniego wesela ojca Adama ktoś zadzwonił do niego z numeru z zagranicznym prefiksem, był pewien, że to jego matka. Nikt inny, bo przecież nie miał za granicą przyjaciół czy choćby znajomych. Najpierw chciał odrzucić połączenie, ale tknęło go, że coś się stało. Krystyna praktycznie nigdy nie dzwoniła do niego, kiedy bywała poza Polską, co zdarzało się bardzo często. Poza tym wiedział, że matka będzie wydzwaniała do skutku. Tak zwyczajnie miała. Odebrał i z miejsca zalał go potok słów matki. Słuchał i był coraz bardziej przerażony. Matka trafiła do aresztu w Granadzie, czym chyba zbytnio się nie przejęła. Tłumaczyła, że poszło o jakieś fałszywe dokumenty, których jednak nie przedłożyła w urzędzie ona, tylko jej wspólnik. Nie zamierzała tkwić za kratami zbyt długo, więc żądała, żeby przyjechał i coś z tym zrobił. W końcu był nie tylko jej synem – nie omieszkała nadmienić, że jedynym, choć nieco wyrodnym – ale również policjantem, więc powinien się orientować, jak zadziałać. Z trudem udało mu się wtrącić, że od takich spraw są prawnicy, a nie policjanci. Zaraz zgasiła go, że tu ma pod ręką tylko hiszpańskich, którym nie ufa, a ze swoim polskim prawnikiem nie może się skontaktować. Nigdy nie potrafił spierać się z matką, zawsze go przegadywała. Spróbował jeszcze walczyć, mówiąc, że absolutnie nie ma pojęcia, w jaki sposób mógłby jej pomóc. Wtedy lodowatym tonem oznajmiła, że nie spodziewała się, że jej rodzony syn pozwoli jej zgnić w więzieniu. Na dodatek za granicą. Zgodził się przyjechać tylko po to, żeby skończyć tę rozmowę. Taka prawda, niezbyt dla niego miła.

Zazwyczaj nie pił, bo nie przepadał za alkoholem, ale po rozmowie z Krystyną zrobił sobie solidnego drinka, wódkę z sokiem pomarańczowym. Beata spojrzała na niego pytająco. Rzucił żonie tylko, że opowie wszystko, gdy wrócą do domu. Powoli układał myśli w głowie. Zdał sobie sprawę, dlaczego bez wahania postanowił jechać do Hiszpanii. Przez wyrzuty sumienia. Prawie miesiąc wcześniej matka niespodziewanie przyjechała do ich domu na katowickim Giszowcu. Oczywiście z interesem, bo nie zwykła tracić czasu na kurtuazyjne wizyty jak inne matki czy babcie. Prowadziła dobrze prosperujące biuro podróży, które do tej pory działało na Bałkanach, w Grecji i we Włoszech. Trafiła jej się możliwość wejścia na rynek hiszpański, tyle że potrzebowała do tego wspólnika i go znalazła. Prosiła, by go sprawdził swoimi policyjnymi metodami. Zaparł się i nie chciał tego robić. Tym bardziej że prowadził śledztwo w sprawie wypadku starszej kobiety na pasach, który wcale na wypadek nie wyglądał, i zwyczajnie nie miał czasu. Matka skwitowała odmowę tradycyjnym „łaski bez” i po swojemu podeszła do sprawy. Najprawdopodobniej w swoim niepowtarzalnym stylu, czyli szybko, po łebkach i z entuzjastycznym nastawieniem. I wylądowała za kratami. Czy odpowiadał za czyny matki? Nie. Czy czuł się przynajmniej trochę winny? Tak.

A teraz stał na hiszpańskiej plaży i wsłuchiwał się w szum fal, który wcale nie koił skołatanych nerwów. Dotarł na miejsce, spełnił synowską powinność, ale poczuł się bezradny, a tego nie znosił. Lubił kontrolować sytuację, czego nie mógł zrobić w Hiszpanii. Jako człowiek zorganizowany i metodyczny próbował przed wylotem przygotować się do zderzenia z nieznaną mu rzeczywistością, ale poddał się już po próbie zorientowania się w strukturach i kompetencjach hiszpańskiej policji oraz prokuratury. Była Guardia Civil, zwykła policja i do tego jeszcze lokalna. Pomieszanie z poplątaniem.

– Co i jak mam tu robić? – powiedział na głos.

Nie miał żadnego planu, bo i nie mógł mieć. Brakowało mu danych do analizy. Jedyne, co mógł zrobić, to w jakiś sposób – jeszcze nie wiedział jaki – uzyskać widzenie z matką i wyciągnąć od niej szczegóły afery, w którą się wplątała. Albo którą sama nakręciła, bo wcale nie wykluczał takiej możliwości.

Sprawdził godzinę w komórce. Musiał powoli zbierać się na pociąg. Uznał, że wystarczy mu jeszcze czasu na krótki spacer przez park, który ciągnął się wzdłuż basenu portu. Miał nadzieję, że zieleń ukoi jego skołatane nerwy. Szedł powoli alejkami, spoglądając na rośliny, których w większości przypadków nawet nie umiał nazwać. Rozpoznawał jedynie palmy daktylowe i platany. Z koron drzew dobiegał harmider ptasich głosów. Spojrzał tam i zobaczył chmarę niewielkich papużek o zielonkawym ubarwieniu. Lepsze niż nasze gołębie – przeszło mu przez myśl. I niemal w tym samym momencie pacynka ptasiego guana wylądowała na ramieniu jego granatowej marynarki.

– Na szczęści czy nieszczęście? – wymamrotał pod nosem, starając się chusteczką usunąć zabrudzenie.

DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ

Spis treści

Prologi

Noc z czwartku na piątek, 28 lutego – 29 lutego 2013 roku

Niedziela, 3 marca 2013 roku

Poniedziałek, 4 marca 2013 roku

Część I

Załamani

Poniedziałek, 4 marca 2013 roku

Wtorek, 5 marca 2013 roku

Środa, 6 marca 2013 roku

Czwartek, 7 marca 2013 roku

Piątek, 8 marca 2013 roku

Sobota, 9 marca 2013 roku

Część druga

Zakłamani

Sobota, 9 marca 2013 roku

Niedziela, 10 marca 2013 roku

Poniedziałek, 11 marca 2013 roku

Wtorek, 12 marca 2013 roku

Środa, 13 marca 2013 roku

Czwartek, 14 marca 2013 roku

Piątek, 15 marca 2013 roku

Epilogi

Poniedziałek, 18 marca 2013 roku

Wtorek, 19 marca 2013 roku