Niezwyczajne ukrzyżowanie - Robert Ostaszewski - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Niezwyczajne ukrzyżowanie ebook i audiobook

Robert Ostaszewski

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Dom aspirant Rity Lewandowskiej zostaje ostrzelany. Policjantka podejrzewa, że ma to związek z prowadzonym przez nią nieoficjalnym śledztwem w sprawie zamordowanej kobiety, której nagie zwłoki ujawniono na środku największego ronda w Głogowie. Sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta, kiedy w głogowskim parku linowym odnalezione zostają ukrzyżowane zwłoki miejscowego dilera narkotyków. Wojna gangów? Lewandowska coraz mocniej jest przekonana, że podczas prywatnego dochodzenia trafiła na ślad tajemniczej i bezwzględnej organizacji przestępczej, która próbuje przejąć teren Dolnego Śląska. Potwierdza to Boruta, były szef głogowskiej mafii, a też stary znajomy ojca Rity, który stara się zbliżyć do policjantki.
Robert Ostaszewski – twórca między innymi bestsellerowej trylogii kryminalnej z podkomisarzem Konradem Rowickim („Zginę bez ciebie”, „Śmierć last minute", „Tysiąc ciętych róż”), kryminalnej serii śląskiej („Zabij ich wszystkich” i „Ukochaj na śmierć”) oraz bestsellerowej serii o komisarz Renacie Łukowskiej "Zemsta & Partnerzy" i opartego na autentycznych zdarzeniach thrillera ”Oskórowany”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 121

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 3 godz. 32 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Mariusz Bonaszewski

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Robert Ostaszewski

Niezwyczajne ukrzyżowanie

@lindcopl

e-mail: [email protected]

Tytuł oryginału: Niezwyczajne ukrzyżowanie

Seria: Podkomisarz Rita Lewandowska (t. 3)

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej część nie może być przedrukowywana

ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana

w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody

Wydawnictwa Lind & Co Polska sp. z o.o.

Ten e-book jest zgodny z wymogami

Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)

Wydanie I, 2026

Opracowanie redakcyjne: kaziki.pl

Projekt okładki: Magdalena Zawadzka Auresusart

Grafiki na okładce:

shutterstock /Yana Lyso

shutterstock /Shutterstock AI Generator

shutterstock /orodenkoff

Copyright © dla tej edycji:

Wydawnictwo Lind & Co Polska sp. z o.o., Gdańsk, 2026

ISBN 978-83-67978-83-5

Prolog

5 czerwca 2024 roku, nieco później, Wrocław

– Coraz bardziej porypana historia – powiedział na głos, podnosząc się z fotela.

Stanął przy oknie, przeciągnął się, wykonał kilka skrętów tułowiem, a potem splótł palce obu dłoni za głową i parę razy napiął mięśnie grzbietu. Prawie dwie godziny ślęczenia nad aktami dało mu się we znaki. Swoje lata już miał, ostatnio trochę zaniedbał ćwiczenia. Zwyczajnie mu się nie chciało.

Patrzył przed siebie z wysokości trzeciego piętra budynku Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Drzewa rosnące przy Fosie Miejskiej okryły się gęstą, soczystą zielenią, trochę przesłaniając widok w kierunku starego miasta. Nie wiedzieć czemu, zaczął przypominać sobie, kiedy ostatnio szwendał się po rynku i okolicy. Raczej dawno. Robota, dom, dom, robota. Zwyczajny kołowrotek codzienności, który jednak go nie frustrował.

– Taaa, pora się zbierać – rzucił.

Z pewnym rozbawieniem stwierdził, że coraz częściej mówi do siebie. Zaczęło się to prawie rok wcześniej, kiedy zakończył długoletni związek z Zofią. Bez zbytniego żalu. Od tego czasu był sam i nie szukał nowych relacji z kobietami. Miał pięćdziesiąt dwa lata, całkiem dobre zdrowie, jeszcze sporo włosów, chociaż posiwiałych, na głowie i pracę, której całkowicie się poświęcał. To mu wystarczało.

Jeszcze raz usiadł za biurkiem, żeby przejrzeć dokumenty. Chciał się przygotować jak najlepiej do działań w Głogowie. Zaczęło się od donosu, który wpłynął do nich niecały tydzień wcześniej. Sygnalista pisał, że niektórzy policjanci z głogowskiej komendy utrzymują podejrzane kontakty z miejscowymi gangsterami. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na zwykłą podpierduchę frustrata albo wielbiciela lokalnych teorii spiskowych, bo w donosie było mało konkretów. Poszedł do szefa działu kontroli, który uznał, że na razie nie ma co nadawać sprawie oficjalnego biegu, bo mają za mało danych. Się poczeka, się zobaczy. Jego przełożony nie palił się do szybkich akcji, co czasami ratowało im tyłek. Tyle tylko że wokół Głogowa z dnia na dzień zaczynało się robić coraz bardziej gorąco. Wybuchła sprawa zamordowanej młodej dziewczyny, której zwłoki ujawniono na największym w mieście rondzie. Zrobił się wokoło niej duży szum medialny, a tego nikt w dowództwie wojewódzkiej jednostki nie lubił. Wprawdzie koledzy z Głogowa szybko zamknęli temat i posadzili sprawcę morderstwa, jednak od tego momentu różni ludzie uważniej przyglądali się głogowskiej komendzie. A dzisiaj jeszcze doszło ostrzelanie domu policjantki. Zaczynało się robić naprawdę grubo, więc jego szef uznał, że nie ma się co czaić, trzeba działać.

Spojrzał na zegarek, zbliżała się szesnasta. Czas był najwyższy, żeby ruszyć tyłek. Pojedzie jeszcze do domu, żeby zabrać trochę ciuchów i najpotrzebniejszych rzeczy, a potem ruszy do Głogowa. Tak postanowił. Spakował do plecaka laptop i kwit z delegacją. Zgarnął z biurka teczkę z aktami i zszedł na dół. Stanął przed parkingiem znajdującym się przy Podwalu i zerknął na budynek komendy wojewódzkiej. Pięciopiętrowy, o regularnych, chociaż nieco topornych kształtach, z czerwonej, mocno poszarzałej cegły. Zastanawiał się, kiedy go znowu zobaczy, ile czasu zejdzie mu na dochodzenie w Głogowie. W sumie było mu to obojętne. Przez dłuższy czas prawie nie ruszał się z Wrocławia, więc robota w terenie była odmianą. Czy miłą? To się dopiero okaże.

Podszedł do swojego samochodu, trzydrzwiowej, czerwonej hondy civic type R. Koledzy podśmiewali się i z koloru jego auta, i z tego że miało dobrze ponad dwadzieścia lat. On bardzo lubił się nim wozić, a złośliwe teksty miał głęboko gdzieś. Otworzył drzwi, położył plecak na tylnym siedzeniu. Na fotel pasażera rzucił teczkę.

Na jej okładce było napisane drukowanymi literami – aspirant Rita Lewandowska.

Rozdział pierwszy

Ukrzyżowany, ale nie Jezus

5 czerwca 2024 roku, środa, Głogów

Lewandowska wcale nie musiała udawać, że jest w szoku. Po prostu w nim była. W czasie lat służby policyjnej uczestniczyła w kilku mniej lub bardziej niebezpiecznych zajściach, ale nigdy do nikogo nie strzelała. I nikt nie strzelał do niej. Może zwyczajnie miała farta, który właśnie się skończył.

Na dodatek miotający się po jej kuchni nadkomisarz Joachim Smolorz kolejny raz zadał to samo pytanie:

– Do chuja jasnego, pani aspirant, i naprawdę nie ma pani pojęcia, co tu się odpierdoliło?

– Nie – ledwo wydukała.

Oczywiście domyślała się, że ma to związek z jej wczorajszą wycieczką do Rawicza. Albo z pokrętną grą, do której zaprosił ją Boruta. A ona z tego zaproszenia skorzystała pewnie nazbyt lekkomyślnie. Tyle tylko że nie zamierzała sprzedawać komendantowi ani prawdy, ani kłamstw, w ogóle mówić niczego konkretnego, dopóki nie porozmawia z Parzyszkiem. Jej partnerowi zwyczajnie się to należało. Poza tym nie chciała, szyjąc własne kłamstwa, go narażać. Chociaż na razie nie miała pojęcia, ile swoich tajemnic chce i może mu teraz zdradzić, tak aby nie zaszkodziło to jej prywatnemu śledztwu w sprawie Roksany Zawiały. A tu jak na złość Lewy się gdzieś zawieruszył. Nie przyszedł rano do fabryki, co komendant oznajmił jej z wyrzutem, jakby ona była temu winna. Nie odbierał telefonu. Ricie nawet przeszło przez myśl, że Lewy swoimi kanałami dowiedział się o strzelaninie pod jej domem i z niejasnych dla niej powodów postanowił zniknąć wszystkim z radarów.

Smolorz ciągle krążył nerwowo po kuchni i znowu wrócił do pytania, które zadał zaraz po tym, jak wszedł do jej domu przy ulicy Księżnej Mechtyldy:

– I nie widziała pani aspirant, kto do pani strzelał?

– Nie.

Akurat w tej kwestii nawet nie musiała kłamać, bo faktycznie nie widziała, kto ostrzelał okna kuchni oraz drzwi wejściowe. Dopijała kawę, kiedy pękła szyba za jej plecami, a w ścianę wbiły się kule. Padła na podłogę i czołgała się do przedpokoju, gdzie zostawiła broń. Wtedy strzały trafiły w drzwi wejściowe. Ktoś, kto do niej strzelał, nie chciał, żeby wyszła przed dom, więc prawdopodobnie nie zamierzał jej zabić. Tę wiedzę, chociaż właściwie jedynie przypuszczenia, zachowała dla siebie. Potem usłyszała jeszcze ryk szybko odjeżdżającego samochodu. I było po wszystkim.

Smolorz wreszcie zatrzymał się w miejscu, ale nie skończył z pytaniami:

– Żadnych, choćby z dupy wziętych, pomysłów, kto i dlaczego do pani aspirant strzelał?

Musiała dać komendantowi coś. Cokolwiek. Zastanawiała się, co powiedzieć, kiedy nagle ją olśniło.

– W sumie – zaczęła ostrożnie – to nie jest mój dom, tylko mojej kuzynki. Wynajmuję go na pół roku.

– I dobrze, że nie pani, bo bym musiał się zastanowić, skąd pani wzięła na niego kasę. Z policyjnej pensji raczej by pani aspirant na niego nie uciułała. A czym kuzynka się zajmuje?

– Consulting, pracuje w międzynarodowej korporacji, a teraz jest w Anglii.

– I co, ktoś niby wkurwił się, bo zrobiła audyt nie po jego myśli – rzucił Smolorz z krzywym półuśmiechem.

Sama wiedziała, że to bardzo naciągany trop, więc nie skomentowała.

– W sumie niczego takiego nie znalazłem w teczce personalnej pani aspirant, ale dla jasności spytam: czy nie ciągną się za panią stare, wrocławskie problemy?

Czasami Smolorzowi udawało się wpaść na ciekawe pomysły.

– Kilku zbójów mi groziło. Jak pewnie każdemu z nas. Żaden z nich nie wyglądał jednak na tak zawziętego, żeby dopiero po latach zasadzać się na mnie tutaj, w Głogowie.

Komendant tylko kiwnął głową.

– Dobra, robimy tak, że dzisiaj ma pani wolne, żeby trochę odreagować. I pewnie będzie musiała pani porozmawiać z naszym psychologiem.

Nie zamierzała. Nie chciała okłamywać kolejnej osoby, ale odpowiedziała tak, jak komendant lubił:

– Tak jest!

– Aha, i może niech pani aspirant, z łaski swojej, ustali w wolnej chwili, gdzie jest podkomisarz Parzyszek.

– A co ja, jego żona? – odpyskowała.

– Nawet jego żona już dawno nie jest jego żoną – odparł nie wiedzieć czemu nad wyraz enigmatycznie.

Bez słowa pożegnania wypadł z kuchni. A Rita przynajmniej dowiedziała się, że Lewy miał kiedyś żonę.

DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ

Spis treści

Prolog

Rozdział pierwszy

Ukrzyżowany, ale nie Jezus

Rozdział drugi

Takie tam porachunki

Epilog