20,00 zł
Podczas spotkania księdza Kamińskiego ze szlachtą i żołnierzami pojawia się temat miłości wobec nieprzyjaciela.
Kwestia ta jest bardzo trudna do zrozumienia dla wojaków, którzy przyzwyczajeni są do tego, by wrogowi zadawać śmierć. Ksiądz Kamiński, by pouczyć swoich towarzyszy, opowiada o swoim doświadczeniu. Polecił kiedyś zabić czternaścioro mieszkańców wsi, w tym starców i dzieci, w odwecie za zniszczenie jednego z fortów przez powstańców Chmielnickiego. Nie mając na czym powiesić jeńców, ściął ich u stóp krzyża, ofiarowując niczym wota, i był przekonany, że Chrystus będzie zadowolony z takiej ofiary. W nocy jednak miał sen, który poruszył jego sumienie i sprawił, że Kamiński odmienił swoje życie.
Z kurzem krwi bratniej to nowela Henryka Sienkiewicza, w której autor rozważa ważny problem chrześcijańskiej postawy wobec nieprzyjaciół i próby przełamania nienawiści. Porusza również kwestię zbiorowej odpowiedzialności — czy za złe uczynki swoich rodaków, zwłaszcza z przeszłości, muszą cierpieć niewinni współcześni? Utwór jest ważną wskazówką nie tylko dla XIX-wiecznego społeczeństwa polskiego, ale nie traci na aktualności również dzisiaj.
Książkę polecają Wolne Lektury — najpopularniejsza biblioteka on-line.
Henryk Sienkiewicz
Z kurzem krwi bratniej...
Epoka: Pozytywizm Rodzaj: Epika Gatunek: Opowiadanie
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 13
Rok wydania: 2026
Ta lektura, podobnie jak tysiące innych, jest dostępna on-line na stronie wolnelektury.pl.
Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Wolne Lektury.
ISBN-978-83-288-3919-9
Ksiądz Kamiński, za młodych lat żołnierz i kawaler wielkiej fantazji, siedział pod starość w Uszycy i parafię restaurował. Ale że kościół był w zgliszczach, a parafian brakło, zajeżdżał ów proboszcz bez owieczek do Chreptiowa i po całych tygodniach tam przesiadując, rycerstwo pobożnymi naukami budował.
Wysłuchawszy więc z uwagą opowieści pana Muszalskiego, w kilka wieczorów później tak ozwał się do zgromadzonych:
— Lubiłem ja zawsze słuchać takowych opowiadań, w których żałosne przygody szczęśliwy swój koniec mają, gdyż widoczna2 z nich, że kogo boża ręka piastuje, tego z łowczych obieży3 wyzuć każdego czasu potrafi i choćby z Krymu pod spokojny dach zaprowadzi.
Dlatego niech każdy z waściów raz na zawsze to sobie zakonotuje4, iż dla Pana Boga nie masz nic niepodobnego5, i niechże w najcięższych nawet terminach6 ufności w Jego miłosierdzie nie traci.
Ot, co jest!
Chwali się to panu Muszalskiemu, że prostego człeka braterską miłością pokochał. Przykład tego dał nam sam Zbawiciel, który, z królewskiej krwi pochodząc, przecie prostaków kochał, wielu z nich apostołami mianował i do promocji7 im dopomógł, tak że owi teraz w senacie niebieskim zasiadają. Lecz co inszego jest miłość prywatna, a co inszego generalna jednej nacji8 ku drugiej, którą to generalną Pan nasz Zbawiciel nie mniej pilnie obserwować9 nakazał. A gdzie ona? Kiedy, człeku, rozglądniesz się po świecie, to taka wszędy zawziętość w sercach, jakoby ludzie diabelskich, nie boskich przykazań słuchali.
— Mój jegomość — odrzekł pan Zagłoba — trudno nas przekonasz, abyśmy Turczyna, Tatara lub innych barbarów10
