Wyspa trzech ojczyzn. Reportaż z podzielonego Cypru - Thomas Orchowski - ebook

Wyspa trzech ojczyzn. Reportaż z podzielonego Cypru ebook

Thomas Orchowski

3,7

Opis

Kawa na Cyprze ma fundamentalne znaczenie, ale jeszcze ważniejsze jest to, jak się ją określa. „Cypryjską” pije zwolennik jedności Cypru, „grecką” zwolennik enosis, „turecką” zaś zamówi rzecznik zbliżenia z Ankarą. I tak jak rodzaje kawy, tak ojczyzny na Cyprze są trzy.

Thomas Orchowski opowiada o tej małej wyspie we wschodniej części Morza Śródziemnego z perspektywy, o której turyści zachwycający się lazurem wody nie mają zwykle pojęcia. To Cypr od wieków walczący z kolejnymi okupantami, naznaczony traumą konfliktów wewnętrznych i ścierających się nacjonalizmów. Cypr, z którego nie wyjeżdża się z urzekającymi fotografiami wybrzeża, ale z pamięcią o zbrodniach z Asii, Tochni, Alody, Maraty i Sandalaris, za które nikogo nie ukarano.

Wyspa trzech ojczyzn to reporterska relacja z podzielonego Cypru. Thomas Orchowski wyjaśnia nam jego skomplikowaną historię, podążając śladem osobistych historii mieszkańców – od roku 1955 aż po czasy współczesne, które wciąż nie przynoszą rozwiązania i szans na zakończenie konfliktu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 334

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,7 (43 oceny)
6
20
13
4
0

Popularność




W serii ukazały się ostatnio:

Karolina Baca-Pogorzelska, Michał Potocki Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu

Maciej Wasielewski Jutro przypłynie królowa (wyd. 2)

Anna Sulińska Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u (wyd. 2)

Anna Sulińska Olimpijki

Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak Łódź. Miasto po przejściach

Lidia Ostałowska Farby wodne (wyd. 2)

Albert Jawłowski Miasto biesów. Czekając na powrót cara

Peter Pomerantsev Jądro dziwności. Nowa Rosja (wyd. 2)

Ilona Wiśniewska Hen. Na północy Norwegii (wyd. 2)

Swietłana Aleksijewicz Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy (wyd. 2)

Patrick Radden Keefe Cokolwiek powiesz, nic nie mów. Zbrodnia i pamięć w Irlandii Północnej

Piotr Lipiński Kroków siedem do końca. Ubecka operacja, która zniszczyła podziemie

Karolina Przewrocka-Aderet Polanim. Z Polski do Izraela (wyd. 2 zmienione)

Katarzyna Surmiak-Domańska Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość (wyd. 2 zmienione)

Ludwika Włodek Gorsze dzieci Republiki. O Algierczykach we Francji

Peter Robb Sycylijski mrok (wyd. 2)

Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi, pod red. Małgorzaty Nocuń (wyd. 2)

Elizabeth Pisani Indonezja itd. Studium nieprawdopodobnego narodu (wyd. 2)

Barbara Seidler Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe (wyd. 2)

Tomasz Grzywaczewski Wymazana granica. Śladami II Rzeczpospolitej

Jacek Hołub Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci (wyd. 2)

Piotr Lipiński Cyrankiewicz. Wieczny premier (wyd. 2)

Birger Amundsen Harald. Czterdzieści lat na Spitsbergenie

Swietłana Aleksijewicz Cynkowi chłopcy (wyd. 4)

Małgorzata Sidz Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii (wyd. 2)

Ewa Stusińska Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity

Marcelina Szumer-Brysz Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji (wyd. 2)

Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń Łukaszenka. Niedoszły car Rosji (wyd. 2 zmienione)

Dawid Krawczyk Cyrk polski

Aleksandra Łojek Belfast. 99 ścian pokoju (wyd. 2 zmienione)

Peter Hessler Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie

Peter Hessler Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach (wyd. 2)

W serii ukażą się m.in.:

Haruki Murakami Podziemie. Największy zamach w Tokio

Drauzio Varella Więźniarki

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Kaveh Kazemi / Getty Images

Fotografie wewnątrz tomu © by Thomas Orchowski

Copyright © by Thomas Orchowski, 2021

Opieka redakcyjna Przemysław Pełka

Redakcja Małgorzata Tarnowska

Korekta Patrycja Piotrowska, Małgorzata Tabaszewska

Skład Agnieszka Frysztak / d2d.pl

Mapa d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8191-209-9

Dla moich dziadków

Mówią, że ludzie powinni kochać swoją ojczyznę

Często mówi to też mój ojciec

Moja ojczyzna została podzielona na dwie części

Którą z nich powinnam kochać?

wiersz Yurdunu Sevmeliymiş Insan [Ojczyznę powinno się kochać] autorstwa tureckiej Cypryjki, poetki Neşe Yaşın

Kalendarium

1955

wybuch narodowowyzwoleńczego powstania greckich Cypryjczyków przeciwko Brytyjczykom

1960

proklamacja niepodległości Republiki Cypryjskiej

1963

pierwsze walki między greckimi i tureckimi Cypryjczykami

1964

pojawienie się na wyspie oenzetowskich żołnierzy

1974

15 lipca – zamach stanu inspirowany przez Ateny

20 lipca – wkroczenie na wyspę wojsk Ankary

14 sierpnia – podział wyspy po drugiej fazie tureckiej operacji wojskowej

1983

powstanie nieuznawanej przez świat Tureckiej Republiki Cypru Północnego

2003

otwarcie przejść między południem a północą

2004

24 kwietnia – referendum zjednoczeniowe, w którym greccy Cypryjczycy mówią „nie”

1 maja – wejście Republiki Cypryjskiej do Unii Europejskiej

2020

sześćdziesiąta rocznica powstania Republiki Cypryjskiej

Wyspa wciąż jest podzielona.

Pisownia i wymowa

W czasie pracy na Cyprze przyjąłem następujące metody transkrypcji z greckiego i tureckiego.

Jeśli chodzi o greckie nazwy wiosek oraz imiona i nazwiska, zdecydowałem się na radykalną polską transkrypcję i dostosowanie słów greckich do polskiego systemu fonetycznego.

Jest więc „Janis”, a nie „Yiannis”, czy „Stawros”, a nie „Stavros”.

Jeśli chodzi o tureckie określenia – używam oryginalnych form.

Recep Tayyip Erdoğan pozostał „Erdoğanem” i wymawia się go „Erdoan”, bo „ğ” jest nieme, choć ta litera wydłuża poprzedzającą samogłoskę. Z kolei imię Şener czyta się „Szener”, bo „ş” to polskie „sz”, tak jak „ç” to „cz”.

Samo „c” to natomiast „dż”, więc Cevdet jest „Dżewdetem”.

Tureckie umlauty brzmią jak niemieckie, a nadbosforskie „y” to nadwiślańskie „j”.

„ı” wymawia się natomiast podobnie do polskiego „y”, dlatego Yılmaz to „Jylmaz”.

Widok z wieży kontroli lotów na opuszczony terminal lotniska w Nikozji. Po tureckiej inwazji znalazło się ono w strefie buforowej. Aby je zobaczyć, trzeba dostać pozwolenie od UNFICYP-u

Wstęp

Są na Cyprze takie miejsca, gdzie nic nie jest oczywiste.

Historia linowamwaki, co można przetłumaczyć jako „lnianobawełniani”, to zagadka. Na ich temat krążą różne teorie, a łączy je jedno – domysły. Miało być mniej więcej tak: po przejęciu wyspy przez Osmanów w 1571 roku niektórych mieszkańców Cypru zmuszono do zmiany wiary. Ilu Greków, Ormian czy katolików zostało w ten sposób muzułmanami? Niektórzy badacze twierdzą, że nawróceń z nożem na gardle było raczej niewiele. Nikt jednak dokładnie nie wie, ilu potomków lnianobawełnianych chrześcijan-muzułmanów żyje dziś na wyspie.

Wyspie, gdzie są wioski, w których część mieszkańców wciąż potrafi powiedzieć po grecku „wierzę w Allaha”.

– Moja prababcia była grecką Cypryjką[1] – opowiada Sultan Barbaros, mieszkanka wioski Lurudzina, która po inwazji Ankary w 1974 roku wylądowała po tureckiej, północnej stronie wyspy. – Dziadek aż do śmierci nie nauczył się tureckiego. Przez całe życie mówił tylko po grecku. Czytać i pisać w ogóle nie potrafił. Był rolnikiem, całymi dniami pracował na ziemi. Twardy facet, nigdy w pełni nie zadowolony, często się sprzeczaliśmy. Ale był dobrym człowiekiem. Rodzinnym. Za jego czasów tutejszy świat wyglądał inaczej. Rozróżnienie na Greków i Turków właściwie nie istniało. Wszyscy byli po prostu Cypryjczykami. Przecież na tej wyspie zmieszali się ludzie z tak wielu miejsc… Mieszkańcy robili sobie jakiś czas temu badania, żeby sprawdzić, skąd pochodzą. Komuś wyszło, że ma weneckie korzenie, komuś, że bałkańskie.

Sultan proponuje mi pierwszą domową mrożoną lemoniadę.

– Ja z dziadkiem też rozmawiałam po grecku. W tym języku wypowiedziałam pierwsze słowa, które pamiętam: „Dziadku, daj mi pieniądze”. – Sultan wybucha śmiechem. – Żył kawał czasu. Miał sto cztery lata, gdy zmarł w latach osiemdziesiątych. Pamiętam, jak opowiadał nam o wydarzeniach, które zmieniły całą rzeczywistość. I wojna światowa, II wojna światowa… Wszystkiego był świadkiem, ale z oddali. Całe życie siedział w Lurudzinie. Tylko raz, w latach siedemdziesiątych, pojechał na ślub do Anglii. Miał tam być miesiąc, wytrzymał zaledwie dziesięć dni. „Zabierzcie mnie stąd, inaczej umrę”, błagał, rzecz jasna, po grecku. Babcia chyba też nie znała tureckiego, niezbyt dobrze pamiętam, byłam malutka, kiedy zmarła. Tak było z rodzicami taty. Nie wiem, skąd ta różnica, ale rodzina mamy bardzo dobrze mówiła w tym języku. Oczywiście później w szkole w Lurudzinie się w nim uczyłam, ale to mama wcześniej mi go wpoiła. Od piętnastego roku życia kontynuowałam edukację w Nikozji, a na studia wyjechałam do Ankary. Gdy mnie tam widzieli, zagadywali po angielsku. Kiedy pytali: „Skąd jesteś?”, odpowiadałam: „Jestem Cypryjką, która mówi po turecku”.

Nie tylko Sultan zna w Lurudzinie grecki. Starsi tureccy Cypryjczycy też go używają. Podobno kiedy jeżdżą na południe, ich greccy sąsiedzi nie potrafią rozpoznać, że rozmawiają z kimś z północy. Po drugiej stronie wyspy bardzo się to podoba. Dlatego mieszkańcy Lurudziny mają tam być traktowani w wyjątkowy sposób.

– W latach pięćdziesiątych co bardziej nacjonalistycznie nastawieni tureccy Cypryjczycy chcieli zmusić mieszkańców wioski, żeby zaczęli używać tureckiego. Wprowadzili kary za mówienie po grecku – tłumaczy Sultan i opowiada historię swojego ojca, zgoła inną niż dziadka. – Kiedyś ludzie byli biedni. Gdy tata miał siedem lat, dziadkowie wysłali go do greckiej wioski. Przyuczał się tam na rolnika, potem mieszkał u greckich Cypryjczyków i u nich pracował. Wrócił dopiero po dwudziestce. Nigdy o tym nie wspominał, przekazała mi to wszystko matka. Nie wiem dlaczego, ale gdy wrócił, przyłączył się do organizacji bojowej tureckich Cypryjczyków. Bardzo rzadko bywał w domu. Zaangażował się w politykę. Jeździł na szkolenia do Ankary, ale nie wiem, ile razy tam był. Kiedyś jeden facet powiedział nam, że w trudnych czasach ojciec zawiózł tureckim Cypryjczykom broń do Limassolu. Dowiadywałam się takich rzeczy od innych. On nie dzielił się swoimi sekretami z rodziną. – Sultan jest tym chyba lekko rozczarowana. – Minęło już dwadzieścia lat, odkąd zmarł. Oddałam wtedy policji jego broń. Bo to ona oddzieliła nas od niego…

Z Sultan rozmawiam w jej domu rodzinnym w Lurudzinie. Kiedyś mieścił on i dziesięć osób. Obecnie jest pusty, ona mieszka gdzie indziej w wiosce. Wpada tutaj od czasu do czasu, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Dogląda też swoich kur, które biegają swobodnie po podwórku. Dom Barbarosów to wygodne miejsce na spotkanie. Siedzimy w przedpokoju, drzwi z obydwu stron są otwarte, więc upał tak nie doskwiera. Przyjemnie wieje. Na ścianach wiszą rodzinne fotografie. Jest na przykład cała czarno-biała rodzina – kilkanaście osób. Zerka na mnie między innymi dziadek Sultan. Z siwym wąsem, w swetrze i z małym białym turbanikiem na głowie pozuje obok babci ubranej w koszulę w kratę i spódnicę z wysokim stanem. Jest też młody ojciec Sultan. Przystojny facet – szeroka szczęka, ciemne oczy. Wystroił się na specjalną okazję, jaką niewątpliwie był moment wykonania tego zdjęcia. Założył krawat i marynarkę w prążki z szerokimi klapami. Na fotografii przytula się z bratem, który wyjechał później do Wielkiej Brytanii.

– Mam pięciu braci i siostrę. – Sultan poprawia krótkie rudawe włosy. – Wszyscy znają grecki. Jeden wyjechał do Anglii, drugi do Włoch. Siostra jest bliżej, żyje w Nikozji. Reszta rodzeństwa została w Lurudzinie. Ja mieszkałam jakiś czas poza wioską, ale wróciłam, nie przepadam za miastami. Chciałam tu jednak być głównie ze względu na rodziców, żeby się nimi opiekować. Troszczyłam się o nich do samego końca. Kiedyś ludzie tak nie gonili za pieniędzmi. Żyli dla samego życia. Teraz wszyscy je wydają na lewo i prawo, a do opieki nad rodzicami zatrudniają Filipinki, zamiast zajmować się nimi samemu.

Sultan dobrze zna wioskowe życie. Dziesięć lat temu została wybrana na muhtarkę, naczelniczkę wioski, liderkę lokalnej społeczności. Przekazywała informacje władzom, zajmowała się między innymi potwierdzaniem aktów urodzenia czy zgonu. Nie dostawała pieniędzy za pracę. Muhtarzy – znani na poosmańskich terytoriach – mają dzisiaj pełnić na północnym Cyprze raczej symboliczną funkcję, chociaż cieszą się dużym szacunkiem u mieszkańców wiosek[2].

Ale Sultan nie była pierwszą wpływową kobietą w Lurudzinie. W latach osiemdziesiątych na burmistrzynię – osobę z bardziej realną władzą niż muhtar – wybrano Sevim Akbaş, kobietę z klasą, która do małej cypryjskiej wioski przyjechała ze Stambułu. Wzięła ślub z miejscowym policjantem. Podobno to on ją zabił – tak tu się mówi. Trzy razy uderzył ją ciężkim przedmiotem w głowę. Nie wiadomo, dlaczego to zrobił, nie jest jasne, co nim kierowało, gdy pozbawił matki trójkę dzieci. O morderstwie Akbaş Lurudzina dyskutuje od lat. „Jedyna kobieta burmistrz na Cyprze”, jak tu ją się przedstawia, zginęła w 1990 roku. Niektórzy szepczą, że sprawca miał kontakty, że to w jakiś sposób sprawa polityczna. Bo jej mąż przebywa na wolności, chociaż wyjechał z wioski – nie chcieli go mieszkańcy. Organizacje broniące praw kobiet od lat domagają się sprawiedliwości, a Sultan je w tym wspiera. Trudno, żeby było inaczej, skoro nazwa „Lurudzina” ma według niektórych pochodzić od łacińskiej wersji słowa „królowa”[3].

Dzisiaj w Lurudzinie – która ma też turecką nazwę Akıncılar, choć w czasie, gdy tu będę, nikt jej nie użyje – mieszka około dwustu pięćdziesięciu osób. Wioska jest pustawa. To dlatego, że po tureckiej inwazji wylądowała w złym miejscu na mapie. Lurudzina wcina się w południową część wyspy, ale uznawana jest za terytorium północy. Po bokach mieszkają greccy Cypryjczycy, a dojazd od góry przez długi czas ograniczały tereny tureckiej armii. Mieszkańcy, żeby dostać się do domów, musieli pokazywać dokumenty żołnierzom na punktach kontrolnych. Obowiązywała godzina policyjna. Cudzoziemcy? Bez zgody wysoko postawionego wojskowego – wstęp wzbroniony. Niektóre ograniczenia pozostawały w mocy jeszcze niedawno. Trzy lata temu były mieszkaniec przyleciał na Cypr, żeby odwiedzić swój dom w Lurudzinie. Wylądował w Larnace, wynajął tam samochód. Auto miało południowe rejestracje. Gdy przyjechał do wioski, żołnierze powiedzieli mu, że nie powinno go tu być.

Wszystko zmieniło się, gdy pod terenami armii wybudowano tunel. Dostęp do Lurudziny nie jest już dzisiaj w żaden sposób ograniczony. Mnie nikt nie sprawdzał, ale Sergen, który pomagał mi na miejscu, ostrzegał, żebym nie robił zdjęć – wioska to wciąż strefa wojskowa.

A kiedyś wszystko było inaczej. Przed inwazją żyło tu prawie dziesięć razy więcej ludzi niż teraz. Były szkoły, były kina. Lurudzina była jedną z największych wiosek tureckich Cypryjczyków na całej wyspie! Po inwazji zaczęła się wyludniać, ludzie mieli dosyć trudnych warunków. Niektórzy przenieśli się do innych miejsc na północy, niektórzy wybrali życie w Australii, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii. „Tysiące wyjechały!”, narzekają mieszkańcy. Dzisiaj wioska jest jedną z najmniejszych na północy. Ci, którzy wyemigrowali, zjeżdżają się do Lurudziny na festiwal organizowany dwa razy w roku. Wtedy wioska znowu tętni życiem. Na co dzień nie wytrzymuje jednak próby czasu. Niektóre domy się pozawalały.

Lata płyną, starsi robią się też ci, którzy zostali.

– Stąd udam się do grobu. – Sultan, która jest po sześćdziesiątce, kiwa głową. Męża i dzieci nie ma, towarzyszą jej pies, koty i kury. Po co miałaby wyjeżdżać? Planuje też kupić osła, w końcu – jak powiedział jeden z przywódców tureckich Cypryjczyków – tylko one są naprawdę cypryjskie, bo w przeciwieństwie do ludzi były na wyspie od zawsze.

W wiosce żyją dzisiaj głównie rówieśnicy Sultan. Średnia wieku mieszkańców Lurudziny wynosi sześćdziesiąt pięć lat. Przewidywana długość życia – jakieś siedemdziesiąt, siedemdziesiąt pięć. Za dekadę wioska zostanie więc zdziesiątkowana. Tymi obawami dzielą się ze mną w miejscowym kafenijo, czyli cypryjskiej barokawiarni, nieliczni młodzi, którzy zostali w Lurudzinie. Tylko jedna dziesiąta mieszkańców jest między piętnastym a trzydziestym rokiem życia. Większość znajomych w ich wieku już uciekła. Oni się nie poddają, choć bywa ciężko. „Wszędzie daleko”, pomstują. Nikozja niby jest blisko w linii prostej, ale trzeba do niej jeździć naokoło, nie da się stąd wjechać na drugą stronę wyspy. Dlatego młodzi żartują, żebym przekazał ich apel, który przypomina ten wypowiedziany kilkadziesiąt lat wcześniej w innym podzielonym mieście:

– Panie Erdoğan, niech pan otworzy przejście graniczne blisko Lurudziny!

Sultan Barbaros w swoim domu w Lurudzinie. Na komodzie po lewej stronie stoi fotografia rodziny Barbarosów

1955–1974

Powstanie

Najpierw jest mit, choć prawdziwy. Wydarzenie przełomowe dla istnienia wspólnoty.

Na Cyprze – zamieszkanym przez dwie społeczności silnie związane z Grecją i Turcją – trudno o takie zajście. Bo i legendy docierały tu zza wody, z „ojczyzn”, jak co poniektórzy nazywają państwa ze stolicami w Atenach i w Ankarze. Ale na tej małej wyspie we wschodniej części Morza Śródziemnego, gdzie z piany miała się wyłonić Afrodyta, krążą bohaterskie opowieści, które można przytoczyć bez zbędnych podróży. Dla greckich Cypryjczyków takim mitem, mitem założycielskim, jest rewolucja EOKA (Etniki Organosis ton Kiprion Agoniston,Cypryjska Organizacja Wyzwolenia Narodowego).

Gdy w 1878 roku Brytyjczycy przejęli kontrolę nad Cyprem od imperium osmańskiego, wielu greckich Cypryjczyków wierzyło, że jest to pierwszy krok do przyłączenia wyspy do Grecji. Mylili się. Cypr był dla Londynu zbyt ważnym miejscem, by się go ot tak pozbywać – znajdował się na szlaku do kolonialnych Indii.

Na początku Brytyjczycy tylko dzierżawili wyspę od sułtana, który de facto oddał im ją w zamian za wsparcie w konflikcie z Rosjanami. Ale gdy imperium stanęło po stronie państw centralnych w I wojnie światowej, Londyn postanowił je ukarać – i w 1914 roku anektował Cypr. Zaraz później Brytyjczycy znowu chcieli wykorzystać wyspę jako kartę przetargową. Zaproponowali Atenom, że zgodzą się na zjednoczenie Cypru z „ojczyzną”, jeśli Grecy poprą ententę. Proniemiecki król Grecji odmówił. Niektórzy greccy Cypryjczycy rozpamiętują to do dzisiaj.

W 1925 roku Londyn nadał Cyprowi status kolonii. Ta decyzja tylko wzmogła grecki nacjonalizm na wyspie, w której rozwój Brytyjczycy niezbyt chcieli inwestować. Światowy kryzys, susze – wszystko to doprowadziło sześć lat później do pierwszych antybrytyjskich zamieszek. W odpowiedzi Londyn przykręcił śrubę: między innymi zdelegalizował partie polityczne i zakazał wywieszania greckich flag. „Inaczej wywrotowa działalność będzie trwać”, mniej więcej tak tłumaczono te kroki w brytyjskiej stolicy, oddalonej od wyspy o trzy i pół tysiąca kilometrów. W oczach wielu greckich Cypryjczyków Brytyjczycy zmienili się z potencjalnych oswobodzicieli w zwykłych okupantów.

Mimo to mieszkańcy wyspy masowo zgłaszali się do brytyjskiej armii, gdy wybuchła II wojna światowa. Niektórzy politycy w Londynie zaczęli sugerować, że nie zostanie im to zapomniane, że przyłączenie do Grecji wcale nie jest niemożliwe. Sam Winston Churchill obiecywał, że Cypr znajdzie się na liście dobrze zasłużonych. Ale gdy wojna się skończyła, brytyjskie zapewnienia ucichły.

W 1955 roku greccy Cypryjczycy powiedzieli dosyć. Była ich garstka – w sumie nie więcej niż dwustu pięćdziesięciu regularnych członków EOKA i jakiś tysiąc wspierających ich osób. Londyn do obrony swoich interesów rzucił niemal czterdzieści tysięcy żołnierzy i policjantów.

Wśród tych, którzy walczyli w organizacji lub ją wspomagali, byli Charalambos Batarias, rodzina Leli Schizy-Kokinidu i Panajotis Kodzias.

Oto ich mity, choć jak najbardziej prawdziwe.

Charalambos

Pochodzę z małej wioski w górach Troodos. Rodzice nie byli wykształceni, nie chodzili do szkoły. Gorliwie wierzyli za to w Boga. Mimo że nie mieli zapewnionej edukacji, to znali historię Cypru. Wiedzieli, że jest związana z Grecją. Poczuwali się do bycia Grekami.

Ojciec był rolnikiem. Leszczyny, winorośle, żyto – z nich się utrzymywaliśmy. Mieliśmy też drzewa karobowe. Karob nazywano kiedyś czarnym złotem Cypru. To był nasz główny produkt eksportowy. Z jego strąków robiło się na przykład cukier. Mama zajmowała się domem. Dbała o dzieci, gotowała, sprzątała.

Miałem trzy siostry. Miałem, bo dzisiaj wszystkie już nie żyją. Ja po szkole wyprowadziłem się do innej wioski, gdzie opanowałem sztukę robienia i naprawiania butów. Nauczyłem się też grać na skrzypcach. Gdy wróciłem w rodzinne strony w wieku siedemnastu lat, otworzyłem własny zakład obuwniczy. Dorabiałem, grając na skrzypcach na weselach.

Zacząłem mieć problemy z zakładem, tak że musiałem go w końcu zamknąć. To były czasy, gdy Brytyjczycy robili wszystko, żeby utrzymać kontrolę nad Kanałem Sueskim. Brali wtedy pracowników z Cypru do Egiptu. Wyjechałem tam na siedem miesięcy, pracowałem w knajpie w brytyjskiej bazie. Ale nic nie wiedziałem o antybrytyjskich wysiłkach Egipcjan. Odcięli nas od świata.

W końcu musiałem wrócić na Cypr, bo rozchorowała się moja matka. O wyzwolenie i przyłączenie Cypru do Grecji chciałem walczyć od najmłodszych lat. Zachęcał nas do tego wioskowy ksiądz. Już jako dziecko wiedziałem, że Cypr zawsze walczył, że był okupowany przez Wenecjan i Osmanów. Potem nastał czas Brytyjczyków, którzy też byli źli, chociaż wierzono, że coś zmienią. Nie poprawiło się. Brytyjscy politycy deklarowali, że nigdy nie oddadzą naszej wyspy. My, greccy Cypryjczycy, chcieliśmy enosis, przyłączenia do Grecji! W 1950 roku przeprowadzono referendum w tej sprawie. Ponad dziewięćdziesiąt pięć procent głosujących opowiedziało się za![4] Nikt na świecie nie przywiązywał do tego wagi. Mamy takie powiedzenie: „Do drzwi głuchego możesz pukać, ile chcesz”. Tak się wtedy czuliśmy – nie obchodziliśmy świata.

Lela

Było nas siedmioro – ja, cztery siostry i dwóch braci. Moja bliźniaczka odeszła, gdy miała trochę więcej niż roczek. Wcześnie umarł też jeden z braci. Do podstawówki chodziliśmy w wiosce, później uczyliśmy się w Nikozji. Tam – oprócz ludzi z wyspy – wykładali też Grecy.

Do domu wracaliśmy tylko na święta i w czasie dłuższych przerw. Inaczej byłoby to strasznie męczące. Trzeba by było wyjechać już o czwartej rano i podróżować z robotnikami. Zresztą i tak bylibyśmy spóźnieni, ponieważ autobus docierał do miasta po rozpoczęciu zajęć o siódmej. Wtedy przemieszczało się znacznie dłużej niż obecnie! Drogi były jednopasmowe, kursy trwały tak długo, że ludzie spali w autobusach, które zatrzymywały się w każdej wiosce po drodze.

Za Brytyjczyków wszystko słabo się rozwijało. Także dlatego chcieliśmy walczyć o wolność! Ojciec pracował w Cyprus Mines Corporation, amerykańskiej firmie, która miała kopalnie miedzi między innymi w Skuriotisie. To wioska zaraz obok naszej Katidaty, gdzie urodziłam się – mana mu, matko – osiemdziesiąt lat temu! Całe okoliczne wioski zarabiały w tej kopalni. Ojciec pracował w CMC w biurze. Był sekretarzem. Skończył angielską szkołę, znał język, więc miał u Amerykanów bardzo dobrą pozycję.

Jak poznał matkę? Mieszkali obok siebie. Rodzice wychowali nas na Greków. Mieliśmy greckie flagi, po prostu uważaliśmy się za Greków. Tata był bardzo religijny, nie było szans, żebyśmy w niedzielę nie poszli wcześnie rano do kościoła. Mama też była bardzo blisko Boga. To w domu jej rodziny siedzimy i rozmawiamy. Kiedy go wybudowano?Dawno temu! Mieszkała tu już moja praprababcia. Dokładnej daty budowy nie znam, ale to było naprawdę przed wieloma laty! O, tutaj wisi zdjęcie babci, a obok jest fotografia prababci. Dziadek, którego zdjęcie jest tutaj, był księdzem, duchownym był też pradziadek. W rodzinie wszyscy mieli bardzo dobre wykształcenie. Mama co prawda skończyła tylko podstawówkę, ale to była mądra kobieta. Pisała, świetnie opowiadała historie. Po prostu nie chciała wyjeżdżać do szkoły do Nikozji. Wolała zostać z rodziną.

Panajotis

Mój ojciec był wyrafinowanym i wykształconym – jak na tamte czasy – człowiekiem. Uczył się sam. Przez trzydzieści pięć lat sprawował funkcję muhtara Jeri. Był nim za angielskiej okupacji. Mieliśmy dużo ziemi, ojciec się nią zajmował, jak to robili mieszkańcy wiosek. Zatrudniał trochę ludzi. Ja urodziłem się w roku 1936. Jeri, z którego pochodzę, znajduje się jakieś dziesięć kilometrów od Nikozji. Za mojej młodości żyło tam około pół tysiąca osób, może więcej, z siedemset.

Oprócz mnie było jeszcze trzech braci. Jeden wyjechał po szkole do Wielkiej Brytanii na studia. Poznał tam dziewczynę, Austriaczkę. Rzucił naukę, wzięli ślub. Nie wrócił na wyspę, urodziło mu się ośmioro dzieci. Drugi brat został, żeby pomagać ojcu, bo straciliśmy matkę bardzo wcześnie. Miałem jakieś trzynaście lat, gdy zmarła. Ja też chciałem pojechać na studia do Wielkiej Brytanii, dlatego pilnie uczyłem się języka.

Sam nie wiem czemu, ale jako nastolatek postanowiłem opanować również turecki. Intuicja? Może przeczuwałem, że kiedyś będzie potrzebny? Nie mam pojęcia. Tyle że w Jeri nie mieszkali tureccy Cypryjczycy, więc nie miałem z kim ćwiczyć, a w szkole nie uczyli ich języka. Moja rodzina nie narzekała na brak pieniędzy, znalazłem więc bardzo dobrego nauczyciela w tak zwanej tureckiej dzielnicy Nikozji. Chodziłem do niego na płatne korepetycje dwa, trzy razy w tygodniu. Nazywał się doktor Aziz. Bardzo fajny człowiek, lubił greckich i tureckich Cypryjczyków tak samo, nic nas wtedy nie różniło. Wciąż potrafię czytać i pisać po turecku, ale ze względu na to, że nie używam tego języka, zapomniałem już wiele słów.

W domu nie rozmawiało się o polityce. W wiosce mało kto o niej dyskutował – tylko ci, którzy uczęszczali do szkoły w Nikozji, mieli o niej jakiekolwiek pojęcie. Ja o rewolucji zacząłem myśleć, gdy miałem około szesnastu lat. W szkole uczyli nas na przykład o wojnie o niepodległość Grecji. „Chcemy być jak jej uczestnicy”, tak mówiliśmy między sobą z kolegami na korytarzach. Też moglibyśmy zostać bohaterami!

Nauczyciele nie mówili wprost, że należy wzniecić powstanie na wyspie. Przekazywali tylko wiedzę. Bardziej bezpośredni byli księża. Oni na katichitiko, czyli takiej religii po szkole, wieścili, że nadejdzie dzień, w którym będzie trzeba rozpocząć rewolucję, żeby wyzwolić Cypr. Duchowni sączyli nam to do głów, mieli na młodych znacznie większy wpływ niż nauczyciele. „Zobaczcie, Grecy walczyli przez kilkaset lat i im się udało, są wolni, my możemy zrobić to samo!”, tak mówili księża. Dlatego gdy wybuchło powstanie, wielu kapłanów się w nie zaangażowało. My mieliśmy do duchownych duży szacunek. W ogóle bardziej szanowało się wtedy starszych. Inaczej wszystko wyglądało niż teraz. Gdy wybuchła wolnościowa rewolucja, poczuliśmy się tak, jakbyśmy zostali wybrani przez los. Naprawdę chcieliśmy coś zmienić. Dzisiaj młodych nic nie obchodzi. Nie winię ich. Nie mają autorytetów, nikt ich nie uczy, politycy tylko kradną.

Charalambos

Miałem wuja. Był księdzem. On wiedział, co i jak z EOKA. Pewnego dnia podszedł do mnie i powiedział, że będą potrzebowali więcej ludzi do pomocy bojownikom. Zgodziłem się, ale zacząłem też się zastanawiać… Czy dam radę? Czy w razie pojmania przetrwam tortury?

Siedziałem w pokoju na łóżku. Miałem ze sobą Biblię. Mijały kolejne godziny, nie mogłem spać. W końcu położyłem rękę na księdze i powiedziałem, że zniosę wszystko. Od tego czasu zawsze miałem Pismo przy sobie. Pewnego dnia bardzo mi to pomogło, ale o tym opowiem za chwilę.

Przysięgę wierności EOKA złożyłem z dwoma innymi chłopakami. Studiowali w Grecji, wrócili na wyspę, żeby dołączyć do powstania.

Przysięgam na Trójcę Świętą, że…

Po pierwsze, będę robił wszystko, żeby wyzwolić Cypr z angielskiego jarzma, nawet jeśli będzie to oznaczało poświęcenie życia.

Po drugie, będę wykonywał wszystkie polecenia Organizacji, które mogą zostać mi wydane, i nie będę się im sprzeciwiał, jakkolwiek mogłyby one być trudne lub niebezpieczne.

Po trzecie, nie zaprzestanę walki, chyba że taki będzie rozkaz lidera Organizacji, i po tym, jak nasz cel zostanie osiągnięty.

Po czwarte, nikomu nie zdradzę sekretów naszej Organizacji ani nazwisk moich przełożonych, ani innych członków, nawet wtedy, gdy zostanę schwytany lub poddany torturom.

Po piąte, nie ujawnię żadnych poleceń, które mogą zostać mi wydane, ani tych, które zostaną wydane moim towarzyszom broni.

Po szóste, jeśli złamię tę przysięgę, niech spotka mnie każda kara jako zdrajcę i niech spadnie na mnie wieczna pogarda[5].

Panajotis

Przystąpiłem do EOKA jeszcze przed wybuchem rewolucji. Chciałem walczyć o wolność dla mojego kraju! Rozumiem przez to oczywiście enosis. Cypryjczycy zawsze byli niewolnikami, Cypr od wieków był pod okupacją różnych krajów. Nasi politycy? To przedstawiciele kilku bogatych rodzin, które mieszkały w Nikozji czy Limassolu. Tyle że oni bardziej wierzyli w Brytyjczyków niż w Cypr i jego przyłączenie do Grecji.

My najpierw się przygotowywaliśmy. Wykonywaliśmy rozkazy. Czyściliśmy starą broń, transportowaliśmy ją do wiosek, drążyliśmy kryjówki. W dniu rozpoczęcia powstania byłem z oddziałem w domu. Siedziało nas tam z sześciu. Wszyscy młodzi, wszyscy podekscytowani. Będziemy walczyć! Wygramy! Cypr będzie częścią Grecji! Ale rozkazy były takie, że mamy nie wychodzić. Więc pierwszego dnia rewolucji koniec końców zrobiliśmy niewiele.

Potem pakowałem się we wszystkie akcje. Chowaliśmy i transportowaliśmy broń. Ukrywaliśmy i karmiliśmy bojowników. Wysadzaliśmy. Zabijaliśmy brytyjskich żołnierzy. O nie, nie powiem, że ja zabijałem, nikt otwarcie się do tego nie przyzna, ale to była przecież wojna! Inaczej my byśmy ginęli. Oczywiście nie likwidowaliśmy kobiet i dzieci, tak jak chwilę wcześniej mieli to w zwyczaju robić Brytyjczycy w czasie kenijskiego powstania Mau-Mau. Oprócz brytyjskich żołnierzy eliminowaliśmy też zdrajców – przede wszystkim greckich Cypryjczyków. Czy tureckich też? Brytyjczycy byli dosyć sprytni, angażowali ich do walki w swoich szeregach [w ten sposób mieli chcieć podzielić obydwie społeczności, to zarzut często powtarzany na wyspie – przyp. aut.]. Rozkazy były jednak jasne – nigdy nie zabijajcie nikogo tylko dlatego, że jest tureckim Cypryjczykiem. „Walczymy z Brytyjczykami, żeby się ich pozbyć”. Wiem, że dzisiaj krążą rewelacje o tym, że eliminowaliśmy tureckich Cypryjczyków, bo byli tureckimi Cypryjczykami. To propaganda. To fałsz. Przysięgam na kości mojej matki – nigdy tego nie robiliśmy. Nigdy! Tak samo nieprawdą jest, że likwidowaliśmy lewicowców. Te kłamstwa rozpowszechnia partia komunistyczna. Oprócz Brytyjczyków zabijaliśmy tylko zdrajców.

Lela

Przed wybuchem powstania działałam w młodzieżowej organizacji kościelnej. Przygotowywaliśmy różne uroczystości i wydarzenia, które miały związek z Grecją i enosis. Pamiętam, że śpiewaliśmy patriotyczne piosenki. Każdy tak wtedy robił.

Gdy wybuchło powstanie, nie miałam jeszcze siedemnastu lat. Wszystko zaczęło się pierwszego kwietnia. Myślałam, że eksplozje bomb to prima aprilis! Że ludzie robią to dla żartów!

Włączałam się w działania młodzieżówki EOKA, rozdawałam ulotki, przekazywałam listy. Przez kilka pierwszych miesięcy rewolucji nasza rodzina nie była jednak bardzo zaangażowana w walkę. Aż do momentu, gdy do powstania wciągnął nas jeden z mieszkańców wioski. Wtedy wszystko się zmieniło. Dom został kryjówką dla bojowników.

Inni mieszkańcy nie mieli pojęcia, że pomagamy EOKA. Zresztą na początku ojca nikt nie podejrzewał, sąsiedzi mieli go za zwolennika Brytyjczyków – chodził do angielskiej szkoły i był zatrudniony w CMC, gdzie pracowało sporo ludzi z Wysp. Brytyjczycy próbowali się dowiedzieć, kto w firmie pomaga organizacji, ale przełożeni ojca zarzekali się, że to niemożliwe, aby on brał udział w powstaniu. Rodzice zresztą odsuwali od nas podejrzenia – w domu wisiało zdjęcie królowej.

Charalambos

Na początku roznosiłem listy między partyzantami. Nie byłem wtedy jednym z nich. Przygotowywałem też skrytki na broń. Zakopywaliśmy ją w beczkach. Gdy walki stały się bardziej intensywne, dowództwo chciało je przenieść z wiosek w góry. To wtedy zostałem prawdziwym bojownikiem.

Wylądowałem z innymi chłopakami w wiosce Spilia, skąd powstaniem dowodził Dijenis, czyli Jeorjos Griwas, lider EOKA. Niepozorny człowiek – raczej niski, szczupły. Ale gdy patrzyło się w jego oczy, widać było pasję. Inspirował ludzi, motywował ich do walki. Przez tę energię wiele osób chciało go poznać.

Spotkałem też Grigorisa Afksendiju, zastępcę Griwasa i prawdziwego bohatera narodowego. Walczyliśmy wszyscy razem w bitwie o Spilię. Była straszna mgła, udało się nam przechytrzyć Brytyjczyków – strzelali sami do siebie, a my uciekliśmy. Wielu z nich zginęło. Afksendiju określiłbym czterema słowami: Grek, bojownik, patriota, człowiek. Prawdziwy Grek, bo w Grecji studiował, służył w jej armii. Człowiek, bo po długim marszu potrafił powiedzieć, żebyśmy odpoczęli, a wartę brał na siebie.

Brytyjczycy spalili go później żywcem w kryjówce.

Panajotis

Organizowałem odbicie Polikarposa Jeorkadzisa[6] ze szpitala w Nikozji. To znana bitwa, straciłem w niej dwóch ludzi. Później ocalony mnie za nią ochrzanił. „Naraziłeś najlepszy oddział egzekucyjny w stolicy, nie powinieneś tego robić”. A ja przecież tylko wykonywałem rozkazy! Po tych wydarzeniach od razu stałem się poszukiwany. Proszę, oto list gończy, który wystawili za mną Brytyjczycy:

Niezwłocznie należy przeprowadzić pilne śledztwo w kawiarniach i innych miejscach, aby odnaleźć poniżej opisaną osobę. Ma ona zostać doprowadzona na przesłuchanie w związku z użyciem siły zbrojnej przeciwko Rządowi w Głównym Szpitalu Nikozji 31 sierpnia 1956 roku. KODZIAS Panajotis z Jeri. Opis: dwadzieścia dwa lata; sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu; średnia budowa; kasztanowe włosy zaczesane do tyłu, przedzielone po lewej stronie; krzaczaste brwi, brązowe oczy; spiczasty nos; szerokie nozdrza; duże usta; pełne wargi; kwadratowa szczęka; małe uszy przylegające do głowy; pieprzyk na prawym policzku powyżej prawego rogu ust. Urzędnik, grecki Cypryjczyk.

Po wystawieniu tego listu uciekłem w góry. Czatowaliśmy tam na brytyjskie konwoje. Podkładaliśmy ładunki wybuchowe, przygotowywaliśmy broń i czekaliśmy, aż nadjadą. Było nas niewielu, więc musieliśmy prowadzić działania w ten sposób. Strzelaliśmy, a potem uciekaliśmy. To była typowa wojna partyzancka.

Lela

W domu funkcję strażniczki pełniła moja młodsza, dziewięcioletnia siostra. Udawała, że bawi się przy wejściu, a tak naprawdę strzegła nas przed nieproszonymi gośćmi. To samo robiła babcia. Bojownicy – w sumie przez okres powstania było ich u nas siedmiu – zazwyczaj siedzieli normalnie w pokoju, chyba że Brytyjczycy prowadzili akurat jakąś obławę; wtedy chowali się do kryjówki. Ta znajdowała się pod domem – wiodło do niej przejście, które partyzanci wydrążyli w podłodze przybudówki. W salonie stała też wielka szafa, w której, jakby co, mogli szybko się schować. Ale to nie zdarzało się zbyt często.

W domu ukrywał się między innymi Markos Drakos, znany bojownik EOKA. Poznałam w życiu mnóstwo ludzi, ale on… Kyrie eleison, wspaniały człowiek… Uprzejmy, bardzo religijny, przed wyjściem z kryjówki odczytywał zawsze kilka zdań z Biblii. Wierzył w sprawę. Inspirujący, charyzmatyczny. Imponowali mi wszyscy bojownicy EOKA, ale Drakos… On był wyjątkowy.

Pierwszy raz ukrywał się u nas trochę ponad dwa tygodnie. Byli tacy, co plotkowali, że niektórzy rewolucjoniści źle się zachowują. Radzili, żeby uważać na córki. Ale ja nigdy tego nie doświadczyłam. To byli bardzo szlachetni ludzie. Zresztą obowiązywał ich zakaz utrzymywania jakichkolwiek kontaktów miłosnych z mieszkańcami domów, w których się ukrywali! Moja siostra związała się z partyzantem, ale on poprosił o jej rękę dopiero po zakończeniu rewolucji.

Czy ojciec się o nas nie obawiał? Nie. Znał swoje córki, wiedział, że dowództwo EOKA pilnuje przestrzegania zasad. Gotowaliśmy i jedliśmy wspólnie. Bojownicy – w końcu młode chłopaki – opowiadali historie i żartowali. Wspominali życie w swoich wioskach, przywoływali szkolne anegdoty. Wszystko robiliśmy razem. Obserwowałam ich nawet, jak czyszczą broń! Nie wychodzili z domu, więc przebywaliśmy z nimi całymi dniami.

Drakos ukrywał się u nas jeszcze raz – został ze swoją grupą przez kilka dni. Była deszczowa noc, gdy jego koledzy z oddziału przyszli nam to powiedzieć… Jeden z nich kazał wezwać rodziców. Strasznie, strasznie lało. „Gdzie jest Markos?”, zapytał ojciec. „Nie żyje”. „Nieprawda, to niemożliwe”, odpowiedziałam. Nie chciałam w to uwierzyć! Markos Drakos zginął tego samego dnia w obławie Brytyjczyków na inną kryjówkę. Reszcie udało się uciec i trafić do nas. Jego śmierć była dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w czasie całej rewolucji.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

Przypisy

[1] Używam określeń „greccy Cypryjczycy” i „tureccy Cypryjczycy”, choć niektórzy mieszkańcy wyspy – w szczególności starsi – mówili po prostu „Grecy” lub „Turcy”. Wprowadziłem to ujednolicenie, ponieważ chciałem uniknąć chaosu. Dlaczego zdecydowałem się na takie formy, tłumaczę w dalszej części książki.

[2] Na południu wyspy usłyszałem z kolei, że muhtarzy odpowiadają na przykład za zbieranie niektórych podatków, mogą też zdobywać fundusze na istotne inwestycje w swoich wioskach. Co do zasady ich rola po obydwu stronach wyspy jest taka sama – pośredniczenie między mieszkańcami a władzami.

[3] Etymologię nazw cypryjskich wiosek oraz informacje o liczbie ich mieszkańców przytaczam w większości książki za projektem PRIO Cyprus Centre: Internal Displacement in Cyprus. Mapping the Consequences of Civil and Military Strife, prio-cyprus-displacement.net, bit.ly/2BLNAsy, dostęp: 23.06.2020.

[4] W referendum głosowali tylko greccy Cypryjczycy.

[5] Przetłumaczoną przysięgę bojowników EOKA przywołuję za tekstem udostępnianym w Muzeum Walki Narodowej w Nikozji.

[6] Późniejszy minister spraw wewnętrznych Republiki Cypryjskiej, zamordowany w 1970 roku.

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Wydawnictwo Czarne

@wydawnictwoczarne

Sekretariat i dział sprzedaży:

ul. Węgierska 25A, 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

Dział promocji:

ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa

tel. +48 22 621 10 48

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, e-mail: [email protected]

Wołowiec 2021

Wydanie I