Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Albo wyrzucisz z siebie gniew, albo gniew sprawi, że staniesz się zgorzkniały i nieszczęśliwy.
Wybór należy do ciebie.
Złość, frustracja i wieczne pretensje do wszystkich o to, że coś się nie udało, że ktoś nas zranił, że życie potoczyło się inaczej, niż powinno… Któż z nas choć raz nie doświadczył tego typu emocji? Takie uczucia to nie tylko wspomnienia niechcianej przeszłości, ale realna siła, która potrafi latami trawić serce, powodować ból, niszczyć zdrowie i relacje, a czasem nawet uniemożliwiać normalne życie. Wiemy o tym my, wiedzieli o tym także autorzy Biblii. Hiob, pogrążony w depresji, wołał do Boga, że lepiej byłoby dla niego, gdyby nigdy się nie urodził. Kohelet, doświadczając nieuchronnego upływu czasu, widział w świecie jedynie marność. Z kolei autorzy psalmów, pełni gniewu i goryczy, życzyli swym wrogom, by ci zniknęli jak rozdeptany ślimak i by przepadli w mroku nocy.
A jednak u żadnego z tych ludzi doświadczenie ciemności i depresji nie ma ostatniego słowa. Nikt z nich nie przegrał z beznadzieją i trawiącą siłą złości. Co więcej – jak przekonuje o. Piotr Różański SP - zarówno Biblia, jak i współczesna psychologia pokazują nam konkretne, sprawdzone ścieżki oraz metody wychodzenia z doświadczenia gniewu i irytacji. Historia wielu ludzi jest żywym dowodem na to, że gdy pozwolimy się poprowadzić krok po kroku, złość i gniew mogą stać się siłą napędową do działania, uzdrowienia i twórczego życia.
O. Piotr Różański SP - pijar, duszpasterz, rekolekcjonista, psychoterapeuta. Absolwent Ogólnopolskiej Szkoły Ewangelizatorów powołanej przez Zespół KEP ds. Nowej Ewangelizacji. Autor książek: Gdy przebaczasz, Bóg cię uzdrawia, Jezus chce Cię uzdrowić; Żyć jak Jezus; Dokąd po śmierci; Odnowienie aktu zawierzenia się Jezusowi przez ręce Maryi według św. Ludwika Marii Grignion de Montfort.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 99
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by IWR WE sp. z o.o.
Copyright © 2026 by Piotr Różański
REDAKTOR PROWADZĄCY: Michał Wilk
ADIUSTACJA JĘZYKOWO-STYLISTYCZNA: Anna Gacek
KOREKTA: Dorota Honek-Sac
REDAKCJA TECHNICZNA I PROJEKT OKŁADKI: Paweł Kremer
ZDJĘCIE NA OKŁADCE: iri.madrid.art / Adobe Stock
ZA ZEZWOLENIEM
Prowincjała Polskiej Prowincji Zakonu Pijarów
L.dz. 197/P/2025 Kraków, 19 grudnia 2025 r.
Wydanie I | Kraków 2026
isbn ebook: 978-83-8404-143-7
boskieksiazki.pl
Zamawiaj nasze książki przez Internet: boskieksiążki.pl lub bezpośrednio w wydawnictwie: 603 957 111,[email protected]
Wydawnictwo eSPe, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Georges Méautis – szwajcarski filolog klasyczny i profesor Uniwersytetu w Lozannie – jest autorem eseju, w którym zestawia tragiczny los Antygony z męką Chrystusa. Zwraca uwagę, że Antygona, podobnie jak Jezus na drodze krzyżowej, doświadcza głębokiej samotności i odrzucenia. Zostaje wykluczona z rodziny i wspólnoty za to, że wbrew prawu Kreona grzebie brata, a ten akt wierności prowadzi ją do męczeńskiej śmierci w grocie. Méautis widzi tu wyraźną analogię do Jezusa, który w Getsemani i na via dolorosa zostaje zdradzony i opuszczony przez najbliższych. Losy obu postaci ukazują dramatyczny konflikt między prawem boskim a ludzkim. Antygona świadomie wybiera nieposłuszeństwo wobec Kreona, stając po stronie „praw niebios”, co kończy się jej upadkiem – moralnym ciężarem przypominającym symboliczny upadek pod krzyżem. W tym właśnie Méautis dostrzega paralelę z Jezusem, który przyjmuje wyrok Piłata w posłuszeństwie wobec wyższego, zbawczego planu.
Szczególnie poruszająca jest jeszcze jedna paralela. Kreon wychodzi na balkon pałacu i wygłasza płomienne przemówienie w odpowiedzi na nieposłuszeństwo Antygony. Padają wtedy znamienne słowa: „Ludzie mają być takimi, jakimi ja chcę, aby byli. A jeśli nie – to śmierć”. Jezus w Ewangelii prezentuje postawę dokładnie odwrotną: miłość, która nie narzuca, lecz zaprasza; wolność, która nie zabija za nieposłuszeństwo, lecz umiera za nieposłusznych. Kreon jawi się jako tyran, który bez wahania mówi: „Niech umrze w grocie. Moje słowo jest ponad bogami”. Tymczasem Jezus modli się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34) – i umiera za swoich wrogów.
„Ludzie mają być takimi, jakimi ja chcę, aby byli”. To pokusa stara jak świat i wciąż boleśnie aktualna. Wystarczy spojrzeć na politykę czy inne obszary życia publicznego – nieustannie ktoś próbuje narzucić nam, kim mamy być. A jednocześnie sami robimy dokładnie to samo, często nawet tego nie zauważając.
Lubimy, gdy inni są tacy, jakimi chcemy, żeby byli. Widać to w zupełnie codziennych sytuacjach: żona „wie lepiej” od męża, w co powinien się ubrać; matka „wie lepiej” od dziecka, jakie studia wybrać; przyszła teściowa „wie lepiej”, jaka powinna być przyszła żona jej syna. Gdy rzeczywistość nie układa się zgodnie z naszym wyobrażeniem, pojawiają się silne emocje i bunt wobec samej myśli, że ktoś może widzieć świat inaczej. Chcemy, żeby wszystko było po naszej myśli.
To właśnie nasza egoistyczna, egocentryczna natura. Odzywa się zawsze wtedy, gdy rzeczywistość wymyka się spod kontroli. Co więcej, często przybiera pozory dobra. Wydaje nam się, że wiemy lepiej, co będzie dobre dla drugiego człowieka, a każda inna możliwość budzi sprzeciw. Intencja wygląda na szlachetną, ale nie rodzi dobra. Wiele konfliktów bierze się stąd, że nie pozwalamy innym być różnymi od nas. Nie lubimy różnic – najlepiej czujemy się tam, gdzie mamy władzę i poczucie kontroli.
Ewangelia uczy czegoś dokładnie odwrotnego. Po pierwsze, prawdziwa wolność rodzi się z porzucenia potrzeby kontroli i z miłości, która nie zniewala. Wolność oznacza prawo do bycia sobą – nawet w błędzie. Jezus nikogo nie zmusza, by za Nim szedł. Stawia warunek i zostawia wybór: „Jeśli kto chce iść za Mną…” (Mt 16,24). Bogaty młodzieniec odchodzi smutny po wezwaniu do sprzedaży majątku, a Mistrz nie zatrzymuje go siłą (Mk 10,21-22).
Po drugie, miłość bezwarunkowa daje wolność od lęku przed odrzuceniem. Jezus nie oczekuje, że wszyscy będziemy tacy sami. Przyjmuje celnika Mateusza, faryzeusza Nikodema, Samarytankę i Piotra takimi, jacy są – z ich słabościami i historią. Prowadzi relację od zależności pana i sługi („Nie taki sługa, jak pan jego”; J 14,28) do przyjaźni („Już nie nazywam was sługami, lecz przyjaciółmi”; J 15,15). Nie mówi: „Zostań taki, jak Ja chcę”, lecz zaprasza: „Pójdź za Mną” – takim, jakim jesteś.
Po trzecie, największa wolność w Ewangelii polega na decyzji oddania życia za innych. „Nikt Mi życia nie zabiera, Ja sam je oddaję” (J 10,18). Na krzyżu Jezus nie przeklina oprawców ani nie grozi: „Macie być tacy, jak Ja chcę – albo śmierć!”, lecz modli się: „Ojcze, przebacz im” (Łk 23,34) i dobrowolnie umiera za tych, którzy Go odrzucają.
Wolność jest przestrzenią nie tylko dla „tak”, ale także dla „nie”. Tyran narzuca jedyną słuszną wizję rzeczywistości, podporządkowuje wolę groźbą i rządzi strachem: „Jeśli nie jesteś mój – zgiń”. Jezus postępuje dokładnie odwrotnie. Daje wolność opartą na zaufaniu: „Nawet jeśli nie idziesz za Mną, i tak cię kocham”.
Pierwsza część książki jest w pewnym sensie kontynuacją i jednocześnie podsumowaniem mojej wcześniejszej publikacji Gdy przebaczasz, Bóg cię uzdrawia. Wracam w niej do najważniejszych kroków i zasad procesu przebaczania, patrząc na nie zarówno z perspektywy duchowości chrześcijańskiej, jak i psychologii.
Po lekturze tamtej książki wiele osób pytało mnie, czy planuję ciąg dalszy, i zachęcało, by pójść o krok dalej – opowiedzieć o tym, jak żyć twórczo po doświadczeniu przebaczenia. Druga część tej książki, jest odpowiedzią na te pytania. Gdy pozbędziemy się gniewu i wyrzucimy z siebie złość, rodzi się w nas prawdziwa siła do twórczego działania. Dlatego w drugiej części tej książki poruszam m.in. tematy troski o ciało i duszę, akceptacji przemijania, pozytywnego myślenia, miłości, sprawczości, prawdy, dobra i piękna. Nie są to jednak teoretyczne rozważania, ale raczej konkretne punkty do zatrzymania się i przemyślenia. Wierzę, że mogą one poszerzyć perspektywę i pomóc odkryć nowe sposoby działania.
W tej części znalazło się także wiele propozycji ćwiczeń praktycznych. Niektóre można wykonywać samodzielnie, inne są przeznaczone do pracy w parach lub w grupie. Nie jest to jednak zamknięty program, który trzeba realizować krok po kroku. Tematy i ćwiczenia można podejmować w zaproponowanej kolejności, ale można też traktować każdy rozdział osobno i sięgać po to, co w danym momencie życia jest najbardziej aktualne.
W trzeciej części zaproponowałem kilkanaście medytacji biblijnych. Mam nadzieję, że okażą się one pomocą w modlitwie i w duchowej lekturze Pisma Świętego oraz że pozwolą połączyć wątki omawiane od strony psychologicznej z konkretnym doświadczeniem życia duchowego.
Pozbyć się gniewu, czyli przebaczyć
Przebaczenie jest najskuteczniejszym sposobem na pozbycie się gniewu. Kiedy nasze serce jest zranione, gniew pojawia się naturalnie i zaczyna przenikać wiele sfer naszego życia. Gromadzi się w nas napięcie, które działa jak toksyna: frustruje, niszczy, wpływa na całe życie – stan ducha i ciała. Nieprzepracowany gniew odbija się na wszystkich poziomach naszego człowieczeństwa.
Przebaczenie jest najskuteczniejszym sposobem, by ten gniew osłabić. Kiedy nazywamy ból po imieniu, docieramy do jego źródła. Kiedy decydujemy się przebaczyć – komuś, sobie, a czasem również Bogu – napięcie zaczyna opadać. Sam akt przebaczenia nie zawsze od razu usuwa ból, ale realnie minimalizuje poczucie gniewu i pozwala rozpocząć proces gojenia.
W tym procesie istotną rolę odgrywa zadośćuczynienie. Gdy to my jesteśmy sprawcami krzywdy – zraniliśmy kogoś lub przekroczyliśmy jakieś normy – zadośćuczynienie pomaga uruchomić proces zdrowienia i przywraca równowagę emocjonalną: uznajemy swoją winę, bierzemy odpowiedzialność i robimy krok w stronę naprawy tego, co zostało naruszone. W praktyce ten proces może zacząć się w gabinecie terapeutycznym, ale także w konfesjonale. Zadośćuczynienie w wymiarze duchowym to pokuta, naprawienie szkody i konkretne działanie, które ma przywrócić dobro. Od strony psychologii pomaga wyrównać poczucie krzywdy i sprawia, że przestajemy czuć się tymi, którzy tylko ranią, co samo w sobie potrafi być źródłem gniewu wobec siebie. Zadośćuczynienie daje więc szansę na rekompensatę i naprawienie tego, co zniszczyliśmy i uczyniliśmy źle – wobec drugiego człowieka, wobec Boga i wobec samych siebie. I właśnie dzięki temu otwiera drogę do prawdziwego wewnętrznego uwolnienia.
Terry Goodkind napisał: „W przebaczeniu tkwi magia, która uzdrawia. W przebaczeniu, które dajesz, a zwłaszcza w tym, które uzyskujesz”. Także Jan Paweł II przekonywał: „Nie potrafi przebaczać innym, kto sam nie zaznał przebaczenia”. To bardzo trafne spostrzeżenie, bo między przebaczaniem innym a doświadczaniem przebaczenia od innych rzeczywiście istnieje ścisła zależność. Wielu życiowych postaw uczymy się, testując rzeczywistość. Jeśli w dzieciństwie rodzice potrafili przeprosić za swoje błędy, zbyt ostre słowa czy niesprawiedliwą ocenę, to naturalnie kształtowało w nas otwartość na przebaczenie – zarówno dawane, jak i przyjmowane. Doświadczając przebaczenia od innych, uczymy się tej umiejętności, którą potem łatwiej zastosować wobec innych. Dlatego im częściej przebaczamy i im częściej sami słyszymy prośbę o przebaczenie, tym bardziej otwiera się w nas „strefa miłosierdzia”.
Niektórzy mówią, że przebacza się nie dla dobra osoby, która nas skrzywdziła, ale dla samego siebie. Jest w tym wiele prawdy. Jeśli zostałem zraniony i noszę w sobie tę ranę, rodzi się we mnie frustracja i gniew. Kiedy przebaczam krzywdzicielowi, to choć może się wydawać, że robię to dla niego, w pierwszej kolejności sobie samemu wyświadczam dobro. Przebaczenie domyka bolesne doświadczenie, pozwala odzyskać wewnętrzny spokój. Tym bardziej że ten, kto mnie zranił, może nawet nie zdawać sobie sprawy z wyrządzonej krzywdy albo nie uważać jej za coś złego. To ja noszę w sobie ciężar doświadczenia. Dlatego gdy przebaczam, to przede wszystkim ja sam przestaję się zadręczać, znika chęć odwetu i maleje gniew związany z bolesną sytuacją. Warto czasem powiedzieć sobie to wprost: przebacz drugiemu człowiekowi ze względu na własny spokój i swoje dobre samopoczucie.
I w konfesjonale, i w gabinecie spotykam się z ludźmi, którzy intuicyjnie wychodzą z założenia, że przebaczenie polega na umiejętności oddalania od siebie bolesnych wspomnień, póki czas nie uleczy ran i gniewu. Nie do końca zgadzam się z takim podejściem. Owszem, czas potrafi goić rany i bywa potrzebny, żebyśmy w ogóle zauważyli, co nas naprawdę boli. Często długo doświadczamy trudnych emocji, nie zdając sobie sprawy, że ich źródłem jest konkretna rana czy krzywda. W tym sensie czas może przygotować nas do konfrontacji z bólem. Jednak odsuwanie bolesnych wspomnień na margines życia i spychanie ich w podświadomość nie prowadzi do uzdrowienia. Rana, której nie dotkniemy świadomie, i tak upomni się o uwagę. Po dłuższym czasie może nawet boleć bardziej, bo narasta frustracja, a niewyrażony gniew zamienia się w napięcie wewnętrzne.
Dlatego potrzeba czasu – tak. Ale nie po to, żeby unikać konfrontacji z tym, co nas boli. Raczej po to, aby dojrzeć do procesu przebaczenia. Odkładanie konfrontacji na nieokreślone „kiedyś” jedynie przedłuża cierpienie.
Czasami dzielimy życie na dwie fazy: nieidealną i oczekiwaną idealną. Mówimy: „najpierw poukładam swoje sprawy i rozwiążę problemy, a potem zacznę twórczo żyć”. Tymczasem Richelle Mead pisze: „Pozwalaj sobie na wyrzuty sumienia. Opłakuj straty. Ale żyj”. Żyj już teraz! To słuszna uwaga. Kiedy mamy ze sobą dobry kontakt i rozumiemy własne emocje – nawet te ciężkie, trudne czy bolesne – nasze życie staje się bardziej prawdziwe. Im większa świadomość własnych ran, błędów czy grzechów, tym pełniej żyjemy. Unikanie prawdy o sobie sprawia, że budujemy wokół siebie iluzję, a nie autentyczne życie.
Odkładane emocje, próba „przypudrowania” tego, co niewygodne, może w konsekwencji prowadzić do poważnych trudności – od nasilonego napięcia po zaburzenia lękowe czy nerwicowe. Natomiast świadome przeżywanie gniewu, buntu, poczucia winy, straty czy żalu uświadamia nam, że naprawdę żyjemy. Taka postawa, choć nieraz wymagająca, prowadzi do większego zdrowia psychicznego i pomaga szybciej dojść do wewnętrznego dobrostanu poprzez zrozumienie, prawdę i przebaczenie.
Można oczywiście przez długi czas udawać, że nic się nie dzieje, ale prędzej czy później niewypowiedziane emocje i tak powrócą. Lepiej zmierzyć się z nimi jak najszybciej.
☑ Co możesz zrobić dziś
Jak żyć logiką przebaczenia na co dzień?
Zacznij od uczciwego uznania własnych błędów – nawet drobnych. Zapisz je i nazwij, zamiast spychać je na margines.
Porozmawiaj z kimś zaufanym o sytuacji, która cię uwiera. Często samo wypowiedzenie tego, czego się wstydzisz, otwiera drogę do innego spojrzenia na siebie.
Zanim spróbujesz przebaczyć innym, spróbuj przeżyć doświadczenie bycia przyjętym mimo słabości. To może być modlitwa, rozmowa, szczera spowiedź albo ciche uznanie faktu, że każdy czegoś żałuje. Dopiero wtedy rodzi się wewnętrzna przestrzeń, w której gniew wobec innych słabnie, bo nie opiera się już na poczuciu własnej wyższości.
Kiedy masz żal do kogoś, zatrzymaj się i zapytaj: czy nie oczekuję od innych czegoś, czego sam nie potrafię innym dać? Taka refleksja zmienia perspektywę i pozwala zobaczyć, że bliźni w podobny sposób może przeżywać kłopoty, słabości i problemy, a nie tylko cudzą winę.
Proponuję ci mały rytuał codzienny: na koniec dnia nazwij jedną rzecz, którą sobie wybaczasz, i jedną, którą odpuszczasz komuś. Ten prosty nawyk trenuje serce do łagodności i pokazuje, że przebaczenie to proces, nie jednorazowy gest.
Słowo Boże
Nie mówię ci, że [trzeba przebaczać] aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Mt 18,21-22
Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.
Łk 23,34
Małe kroki, realne zmiany
List, którego nie musisz wysłać
Znajdź spokojne miejsce i przygotuj kartkę oraz długopis. Ustaw minutnik na 10 minut.
Najpierw wypisz wszystko, co budzi w tobie złość wobec konkretnej osoby lub sytuacji. Nie cenzuruj się – chodzi o oczyszczenie emocji. Zapisuj zdania krótkie, wyrażaj myśli szczerze, nawet ostro. Pozwól, by gniew miał szansę wyrazić się poprzez pisanie, zamiast pozostać w głowie.
Kiedy minutnik zadzwoni, weź kilka spokojnych oddechów i przejdź do części drugiej.
Ustaw kolejne 10 minut. Teraz przepisz swój tekst, ale z innej perspektywy: zamiast trzymać się zranienia, opisz, co mogło kryć się za zachowaniem tej osoby – stres, niewiedza, jej własne słabości? Nie chodzi o usprawiedliwianie, lecz o poszerzenie obrazu.
Następnie napisz krótkie zdanie wyrażające przebaczenie, nawet jeśli jest tylko „na próbę”. Zdanie typu: „Decyduję się odpuścić ten ciężar, żeby przestał mnie zjadać”.
Po zapisaniu zdania sprawdź, co zmieniło się w twoim ciele. Czy oddech jest odrobinę głębszy? Barki luźniejsze? Czy odczuwasz teraz mniejsze napięcie? Jeśli czujesz choć minimalne rozluźnienie, to jest to pierwsza oznaka prawdziwego przebaczenia.
Kończąc ćwiczenie, weź pierwszą kartkę – tę z zapiskami wyrażającymi złość, gniew i ból – i zgnieć ją. To symboliczny gest: twoje emocje zostały rozpoznane, ale nie muszą już nad tobą panować.
Drugą kartkę możesz zachować albo także wyrzucić – ważne, że sam proces się dokonał.
Regularne powtarzanie takiego ćwiczenia uświadamia nam, że gniew znika nie wtedy, gdy zachowujemy pamięć o krzywdzie, ale wtedy, gdy podejmujemy świadomą decyzję o przebaczeniu. Przebaczenie staje się wtedy doświadczeniem, a nie deklaracją.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Spis treści
Wstęp
Przebaczenie
1. Pozbyć się gniewu, czyli przebaczyć
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
