Wykłady o Mocy Wyobraźni (Klasyki Manifestacji) - Neville Goddard - ebook

Wykłady o Mocy Wyobraźni (Klasyki Manifestacji) ebook

Neville Goddard

0,0

Opis

Zmień film w swojej głowie, a rzeczywistość dostosuje się sama.
Co by było, gdybyś odkrył, że świat wokół Ciebie nie dzieje się „przypadkiem”, a twarde życiowe fakty wcale nie są ostateczne?
Przed Tobą kultowa seria 7 przełomowych wykładów Neville’a Goddarda – legendarnego mistrza manifestacji i prekursora ruchu Prawa Przyciągania. W tych niezwykle lekkich, żywych i osobistych wystąpieniach Goddard bez zbędnego patosu burzy tradycyjne schematy myślenia. Pokazuje, że najpotężniejsza siła sprawcza wszechświata nie ukrywa się w odległym kosmosie. Ona mieszka w Tobie. To Twoja własna, cudowna wyobraźnia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 145

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wykłady o Mocy Wyobraźni

Neville Goddard

Copyright

Tytuł oryginału:

7 Neville Goddard Lectures on Imagining

Copyright © 2026 by Klasyki Manifestacji

Wszelkie prawa do polskiego przekładu zastrzeżone.

Autor: Neville Goddard

Tłumaczenie: Tina Logan

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych ani przekazywana w jakiejkolwiek formie i jakimikolwiek środkami – elektronicznymi, mechanicznymi, fotokopiującymi, nagrywającymi czy innymi – bez uprzedniej pisemnej zgody właściciela praw autorskich.

Wydanie I

Kraków, 2026

ISBN:

Wydawca: Klasyki Manifestacji

WYKŁAD 1: PRZEBUDZONA WYOBRAŹNIA5

WYKŁAD 2: WYOBRAŹNIA13

Neville Goddard, 14 lipca 196913

WYKŁAD 3: WYOBRAŹNIA SAMA SIĘ SPEŁNIA31

Neville Goddard, 26 października 196831

WYKŁAD 4: WYOBRAŹNIA TWORZY RZECZYWISTOŚĆ39

Neville Goddard, 3 czerwca 196839

WYKŁAD 5: CZY CHRYSTUS JEST TWOJĄ WYOBRAŹNIĄ?46

Neville Goddard, 22 marca 196346

WYKŁAD 6: KAMIEŃ WĘGIELNY – WYOBRAŹNIA53

Neville Goddard, 1 grudnia 195953

WYKŁAD 7: OBRAZ IDEALNY60

Neville Goddard, 11 kwietnia 196960

WYKŁAD 1: PRZEBUDZONA WYOBRAŹNIA

Jak już wiecie, tematem dzisiejszego poranka jest „Przebudzona wyobraźnia”. To myśl przewodnia całej naszej serii dziewiętnastu wykładów – wszystko, o czym będziemy mówić, ma służyć właśnie obudzeniu wyobraźni.

Mam wrażenie, że niewiele jest tematów, wokół których narosło tyle chaosu i tak mało jasnego myślenia, co właśnie wokół wyobraźni. Pod to jedno słowo podciąga się najróżniejsze, często zupełnie sprzeczne ze sobą pomysły. Dzisiaj chciałbym Was jednak przekonać, że wyobraźnia to nic innego jak nasza wewnętrzna siła odkupienia. To ta sama moc, którą Biblia nazywa Drugim Człowiekiem lub „Panem z Nieba”. To ta sama siła, którą spersonalizowano jako Jezusa Chrystusa. W starożytnych tekstach nazywano ją Jakubem – w Biblii znajdziecie zresztą niezliczone imiona, które prowadzą do tego samego punktu i kulminują w tej niezwykłej postaci, jaką jest Chrystus Jezus.

Może Was to na początku szokować, że utożsamiam główną postać Ewangelii z ludzką wyobraźnią. Jestem jednak pewien, że zanim skończymy ten cykl, dacie się przekonać. To właśnie tę prawdę starożytni chcieli nam przekazać. Ludzkość jednak błędnie odczytała Ewangelie jako zwykłą historię, biografię czy naukę o wszechświecie. Przez to zupełnie zasnęliśmy, tracąc kontakt z mocą, którą mamy w sobie.

Dzisiaj przynoszę Wam konkretne narzędzie, dzięki któremu możemy tę potężną siłę w sobie obudzić. Nazywam je sztuką rewizji.

Robię to tak: pod koniec dnia przeglądam go w myślach. Zaczynam od pierwszego porannego wydarzenia i krok po kroku odtwarzam cały dzień. Kiedy trafiam na scenę, która mi się nie podobała – albo po prostu nie była tak idealna, jak bym chciał – zatrzymuję się dokładnie w tym momencie i ją zmieniam. Piszę ten scenariusz na nowo. A kiedy już przerobię tę sytuację tak, by pasowała do mojego ideału, przeżywam ją w wyobraźni tak intensywnie, jakby wydarzyła się naprawdę. Powtarzam to w kółko, aż poczuję, że ta nowa wersja staje się rzeczywista.

Doświadczenie nauczyło mnie, że moment, który w ten sposób zmieniłem i przeżyłem na nowo, nie odejdzie w przeszłość. Wręcz przeciwnie – on ruszy naprzód, prosto w moją przyszłość, żeby tam na mnie czekać w tej nowej, poprawionej formie. Jeśli tego nie zrobię, stare chwile – ponieważ nigdy nie znikają, tylko zawsze idą przed nas – zamanifestują się znowu, odtwarzając to samo niefajne, nieprzyjemne zdarzenie. Dlatego nigdy nie pozwalam, by „nad moim gniewem zachodziło słońce”. Pod koniec dnia nie akceptuję faktów takimi, jakimi są – nieważne, jak bardzo wydają się realne. Odrzucam je, zmieniam bieg tego dnia w swojej głowie, a to wywołuje odpowiednie zmiany w moim świecie zewnętrznym.

Ta technika nie tylko pozwala osiągnąć każdy życiowy cel. Kiedy zaczynasz zmieniać swój dzień w myślach, realizuje się jej najważniejsze zadanie: budzi się w Tobie istota, którą ludzie nazywają Chrystusem Jezusem, a ja – Twoją cudowną ludzką wyobraźnią.

Kiedy ta siła się budzi, staje się „okiem Boga”. Zwraca się do wewnątrz, do świata myśli i nagle dostrzegasz, że to, co wcześniej uważałeś za zewnętrzną rzeczywistość, tak naprawdę istnieje w Tobie. Odkrywasz, że całe stworzenie ma swoje korzenie w Tobie i w Tobie się kończy – tak jak Ty masz swoje korzenie w Bogu. Od tego momentu zyskujesz prawdziwy cel w życiu. Jest nim po prostu wypełnianie woli Tego, który Cię posłał. A Jego wola jest prosta: z tego wszystkiego, co mi dał, mam niczego nie stracić, lecz podnieść to na wyższy poziom.

A co takiego mi dał? Dał mi każde życiowe doświadczenie. Dał mi Ciebie. Każdy mężczyzna, kobieta i dziecko, których spotykam, to dar od mojego Ojca. Ale oni „upadli” we mnie przez moje własne nastawienie do świata i do samego siebie. Kiedy zaczynam się budzić, moje wewnętrzne oko się otwiera i widzę, że wszystko wokół to po prostu ja sam, tylko uzewnętrzniony. Wtedy muszę spełnić swój prawdziwy cel – wolę Tego, który mnie posłał. A tą wolą jest podniesienie i uzdrowienie tych wszystkich ludzi i sytuacji, którym w czasach mojej ignorancji, kiedy jeszcze spałem, pozwoliłem upaść.

Na tym właśnie polega prawdziwa sztuka rewizji. Twoim obowiązkiem – kiedy już się obudzisz – jest podniesienie drugiego człowieka w swojej wyobraźni. I to bez względu na to, jakie masz o nim zdanie i jakie twarde fakty stoją Ci przed oczami. Szybko odkryjesz, że ten człowiek nigdy nie był prawdziwym powodem Twojej frustracji czy niezadowolenia. Kiedy patrzysz na kogoś i czujesz niechęć, zajrzyj w głąb siebie – tam znajdziesz źródło. To nie zaczęło się na zewnątrz.

Pozwólcie, że opowiem Wam pewną historię, która świetnie to ilustruje. Wiem, że część z Was była na naszym bankiecie, a kilku z Was słyszało mnie w zeszły czwartek w telewizji. Ale wątpię, by z tej naszej dzisiejszej grupy – a jest nas tu jakieś dwadzieścia trzy czy dwadzieścia cztery setki – słyszało to więcej niż sto pięćdziesiąt osób. Zresztą, nawet jeśli już to znacie, warto słuchać tego bez końca. Dlaczego? Bo dobra historia motywuje do działania.

Mówiłem o tym chyba w zeszłą niedzielę, ale jeśli nie, to powtórzę to teraz: możecie przyjść na wszystkie dziewiętnaście wykładów, nasiąknąć całą tą wiedzą i mieć poczucie, że wiecie już absolutnie wszystko, co potrzebne do osiągnięcia celu. Ale jeśli nie wdrożycie tego w życie, nic Wam to nie da. Odrobina wiedzy przekuta w czyn jest nieskończenie więcej warta niż ogromna wiedza, z którą nic nie robicie. Dlatego przypominam tę historię – nawet jeśli część z Was już ją zna – żebyście pamiętali, że tę wiedzę trzeba po prostu zacząć stosować.

Kiedy będziesz gotowa na kolejną część lub chcesz dopracować konkretne sformułowania w tym tekście, śmiało podrzucaj dalej!

W maju zeszłego roku w Nowym Jorku na sali siedziała kobieta, która przychodziła na moje wykłady od lat. Wspomniałem wtedy o jednej prostej rzeczy: że musimy zacząć wdrażać te słowa w życie, a nie tylko ich słuchać. Jeśli człowiek tylko słucha, a nigdy nie sprawdza tego w praktyce, to tak naprawdę nigdy nie przekona się, czy to prawda, czy nie. I opowiedziałem historię innej kobiety, która słyszała mnie zaledwie trzy czy cztery razy, a mimo to zdołała całkowicie odmienić czyjeś życie.

Kiedy nasza stała słuchaczka usłyszała o cudzie w życiu kogoś, kto przyszedł tylko trzy razy, wróciła do domu z mocnym postanowieniem: tym razem naprawdę zastosuje to, czego uczyła się przez lata. I tak też zrobiła.

Dwa lata wcześniej, po potężnej awanturze, synowa wyrzuciła ją z domu syna. Syn powiedział jej wtedy: „Mamo, przecież wiesz, jak bardzo cię kocham. Myślę, że udowadniam to każdego dnia. Ale skoro Mary podjęła taką decyzję – choć ogromnie tego żałuję – muszę stanąć po jej stronie. Kocham ją, mieszkamy pod jednym dachem, to nasz dom i nasza mała rodzina. Przykro mi, że tak to widzisz, ale sama wiesz, jak te wszystkie drobnostki zbierały się w nas, aż doszło do dzisiejszego wybuchu. Skoro ona tak zdecydowała, ja to akceptuję”. To było dwa lata temu.

Kobieta wróciła wtedy do domu i przez kolejne dwa lata – noc w noc – pozwalała, by nad jej gniewem zachodziło słońce. Myślała o tej wspaniałej rodzinie, którą tak kochała, czując się odtrącona i wygnana z domu własnego syna. Nie zrobiła nic, by to zmienić, mimo że moim nowojorskim słuchaczom mówiłem o rewizji przez cały tamten rok.

Ale tym razem postąpiła inaczej. Wiedziała, że w porannej poczcie nic nie znajdzie. Był środowy wieczór. Od dwóch lat nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. W tym czasie wysłała wnukowi przynajmniej kilkanaście prezentów, ale żaden nie został odebrany z podziękowaniem. Wiedziała, że doszły, bo większość z nich ubezpieczyła. Usiadła więc tego wieczoru i w myślach napisała do siebie dwa listy. Pierwszy – od synowej. Pełen ciepła i życzliwości, w którym Mary pisała, jak bardzo brakuje jej w domu i pytała, kiedy ich odwiedzi. Drugi list napisała od wnuka. Chłopak pisał w nim: „Babciu, kocham cię”. Dziękował też za ostatni prezent urodzinowy z kwietnia i dodawał, że jest mu smutno, bo dawno się nie widzieli, więc prosił, żeby szybko przyjechała.

Nauczyła się tych dwóch krótkich liścików na pamięć. Potem, tuż przed zaśnięciem, wyobraziła sobie, że trzyma te kartki w dłoniach i czytała je w kółko w swojej głowie. Robiła to tak długo, aż poczuła czystą radość z tego, że rodzina znowu się do niej odzywa i że jest im potrzebna. Zasnęła przepełniona tym szczęściem.

Robiła to przez siedem kolejnych nocy. Ósmego dnia rano dostała list. W kopercie były dwie wiadomości: jedna od wnuka, druga od synowej. Treść obu listów była dokładnie taka sama jak to, co kobieta napisała w swojej głowie siedem dni wcześniej.

Gdzie więc podziało się to całe ochłodzenie stosunków? Gdzie podział się konflikt i źródło tego cierpienia, które ciągnęło się jak otwarta rana przez dwa lata? Kiedy otwierają nam się oczy, zaczynamy rozumieć, że wszystko, co widzimy na zewnątrz – choć wydaje się realne – tak naprawdę istnieje w nas, w naszej wyobraźni. Ten materialny świat jest tylko jej cieniem.

Ta kobieta pozwoliła mi opowiedzieć swoją historię. Kiedy podzieliłem się nią ze słuchaczami i przyszedł czas na pytania od publiczności, reakcja ludzi była dość osobliwa. Zastanawiali się, jaka to przyjemność z życia, jeśli sami musimy pisać do siebie listy. Twierdzili, że to odbiera radość z rzeczy, które powinny dziać się spontanicznie i wychodzić od drugiej osoby. Mówili: „Nie chcę sam pisać do siebie listu miłosnego od żony, dziewczyny czy przyjaciela. Chcę, żeby to oni tak o mnie pomyśleli i sami z siebie to wyrazili, żebym miał w życiu miłą niespodziankę”.

Cóż, nie przeczę – człowiek, który wciąż głęboko śpi, święcie wierzy, że właśnie tak działa świat. Kiedy jednak się budzisz, dociera do Ciebie, że wszystko, co spotykasz na swojej drodze, jest częścią Ciebie. Nawet jeśli czegoś teraz nie rozumiesz, to dzięki otwartym oczom wiesz, że jest to przyciągane przez jakąś nieuświadomioną jeszcze siłę w Tobie. To Ty to napisałeś, tylko o tym zapomniałeś. Ty sam wymierzyłeś sobie ten policzek, ale uleciało Ci to z pamięci. To w swoim wnętrzu uruchomiłeś cały ten życiowy dramat. Kiedy patrzysz na świat, wydaje Ci się on obcy, ponieważ większość z nas – kiedy śpi – zupełnie nie ma pojęcia, co tak naprawdę robi od środka.

Każdy z Was może zrobić dokładnie to, co ta kobieta. Nie potrzebujecie lat, żeby to udowodnić. To, co teraz powiem, może Was zaszokować, a nawet brzmieć jak szaleństwo. W końcu ludzie obłąkani wierzą w realność swoich wewnętrznych stanów, podczas gdy człowiek o „zdrowych zmysłach” wierzy tylko w to, na co pozwalają mu zmysły i co mu dyktują. Ale zapewniam Was: kiedy zaczynacie się budzić, przejmujecie pełną władzę nad swoją wyobraźnią i podporządkowujecie jej wszystko inne. Nigdy więcej nie kłaniacie się faktom i nie akceptujecie życia tylko na podstawie tego, co dyktuje Wam świat zewnętrzny.

Dla Was Prawda nie jest ograniczona faktami, ale intensywnością Waszej wyobraźni. I tak oto dochodzimy do ucieleśnienia Prawdy – którą moim zdaniem jest ludzka wyobraźnia – stojącej w tym wielkim życiowym dramacie przed ucieleśnieniem rozumu, spersonalizowanym jako Poncjusz Piłat. Piłat ma władzę, by przesłuchać Prawdę. Pyta więc: „Czym jest prawda?”, a Prawda milczy. Odmawia usprawiedliwiania jakichkolwiek swoich czynów czy tego, co jej zrobiono. Wie bowiem jedno: nikt nie przychodzi do mnie, jeśli go nie wezwę. Nikt nie odbiera mi życia – ja sam je oddaję.

Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem. Bo tak właśnie działa Prawda – nie widzi już niczego jako czysto zewnętrznego obiektu. Widzi, że wszystko jest z nią połączone na poziomie wewnętrznym i że to ona jest źródłem każdego działania w jej świecie. Dlatego Prawda milczy i nie odpowiada na pytania rozumu o swoją definicję.

Kiedy Twoje wewnętrzne oko się otwiera, wiesz, że to, co dla śpiącego człowieka jest tylko mglistą ideą, dla przebudzonej wyobraźni staje się twardym faktem – namacalną rzeczywistością, a nie tylko myślą. Mogę nosić w głowie obraz przyjaciela i wyobrażać sobie o nim wspaniałe rzeczy. Kiedy śpię, wydaje mi się to tylko życzeniem, tęsknotą serca, czymś czysto wewnętrznym – po prostu pomysłem. Ale kiedy budzi się we mnie to wewnętrzne oko, ten przyjaciel staje przede mną i ucieleśnia dokładnie te cechy, które we śnie chciałem w nim zobaczyć. To, co dla śpiącego człowieka (czyli dla nieprzebudzonej wyobraźni) jest tylko myślą, dla przebudzonej wyobraźni staje się obiektywną rzeczywistością.

To ćwiczenie wymaga od nas – powiedziałbym – aktywnego i świadomego używania wyobraźni, w przeciwieństwie do biernego i bezwiednego przyjmowania tego, jak wyglądają sprawy na powierzchni. Nigdy nie uznajemy za prawdę ani za ostateczność niczego, co nie pasuje do ideału, jaki chcemy wprowadzić do naszego świata. Robimy dokładnie to, co ta babcia. Z tą różnicą, że zaczynamy to robić już teraz i powtarzamy to każdego dnia. Efekty możecie zobaczyć jutro, pojutrze albo za tydzień – ale zapewniam Was, że one przyjdą.

Nie potrzebujecie żadnego skomplikowanego laboratorium, jak nasi naukowcy, żeby dowieść słuszności tej teorii lub ją obalić.

W 1905 roku pewien młody człowiek zaszokował świat nauki równaniem, którego nikt nie był w stanie nawet przetestować. Mówi się, że na całym świecie żyło wtedy może sześciu ludzi, którzy w ogóle je rozumieli. Dopiero czternaście lat później Lord Rutherford znalazł sposób, by to równanie sprawdzić. I okazało się ono prawdziwe – choć nie w stu procentach, bo Rutherford nie dysponował jeszcze narzędziami do przeprowadzenia pełnego testu. Musiało minąć kolejne czternaście lat, zanim dało się przeprowadzić dokładniejsze badania. Sami doskonale znacie efekty tego równania, które Albert Einstein dał nam w 1905 roku. Dzisiaj ludzkość, nie znając potęgi własnej wyobraźni, stoi oszołomiona uwalniającą się wokół energią. A przecież to właśnie ten człowiek powiedział słowa, które umieściłem na pierwszej stronie mojej nowej książki: „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy”.

To słowa Alberta Einsteina. Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Jeśli bowiem człowiek uznaje za ostateczne tylko te fakty, które podsuwają mu zmysły, nigdy nie użyje tego darowanego przez Boga narzędzia ratunku, jakim jest jego wyobraźnia.

Chcę, żebyście to przetestowali. Nie potrzebujecie na to trzech tygodni, które tu z Wami spędzę. Pamiętajcie jednak, że sama wiedza nie obroni się sama – dopiero jej zastosowanie w praktyce pokaże, czy to działa, czy nie. Ja z własnego doświadczenia wiem, że nie da się tej teorii obalić. Obierzcie sobie jakiś cel: niech to będzie nowa praca, ważna rozmowa z Grzegorzem czy podwyżka. Możecie powiedzieć: „No tak, ale na tym stanowisku tyle się nie zarabia”, albo „Związki zawodowe na to nie pozwolą”. Zupełnie nie obchodzi mnie, co na to pozwala, a co nie.

Wczoraj rano w poczcie znalazłem list od pewnego kapitana, pilota statków z San Francisco. Pisał, że spotkaliśmy się za kulisami po jednym z moich wykładów. Powiedział mi wtedy: „Neville, uderzyłem głową w mur. Jestem świetnie wyszkolonym pilotem, pływałem po całym świecie, po wszystkich siedmiu morzach. Kocham morze i nie chcę w życiu robić niczego innego. Ale przez przepisy o stażu pracy związki ograniczają mnie tylko do określonych, lokalnych wód. Nieważne jakich argumentów używam, związek jest nieugięty i zamknął temat”. Odpowiedziałem mu: „Nie obchodzi mnie, co zrobili. Przenosisz moc, która prawnie należy do Boga – czyli Twoją własną wyobraźnię – na cień, który sam rzucasz na ekran rzeczywistości.

Siedzimy teraz w tym pokoju, ale czy to musi być pokój? Czy nie możesz użyć wyobraźni i nazwać tego miejsca mostkiem kapitańskim? Od teraz to jest mostek, ja jestem na nim Twoim gościem, a Ty nie pływasz po wodach ograniczonych przez związek, tylko tam, gdzie sam chcesz sterować swoim statkiem. Zamknij teraz oczy, poczuj rytm oceanu, poczuj to razem ze mną, porozmawiaj ze mną i opowiedz mi o swojej radości – najpierw z tego, że ta zasada naprawdę działa, a po drugie z tego, że jesteś na pełnym morzu, tam, gdzie Twoje miejsce”.

Dzisiaj ten człowiek jest w Vancouver, na statku płynącym z ładunkiem drewna do Panamy. Ma już rozpisany cały grafik zleceń na najbliższy rok. Pływa legalnie po wodach, o których związek mówił, że nigdy na nie nie wypłynie. To nie oznacza, że likwidujemy związki zawodowe. Po prostu nikogo nie stawiamy wyżej od siebie – nikogo: królów, królowych, prezydentów czy generałów. Nikogo nie koronujemy i nie stawiamy ponad mocą, która należy do Boga. Nie muszę więc łamać żadnego prawa – rzeczywistość sama otworzy przede mną drzwi w sposób, jakiego sam bym nigdy nie wymyślił.

Usiądę w ciszy i we własnym wnętrzu zmienię ten obraz. Usłyszę, jak ten sam człowiek, który powiedział mi: „Nie, to moja ostateczna decyzja”, mówi mi „Tak” – i nagle otwierają się drzwi. Nie muszę nigdzie chodzić, załatwiać niczego po znajomości ani pociągać za sznurki. Odwołuję się do tej cudownej mocy w sobie, o której ludzkość całkowicie zapomniała, bo ubrała ją w postać kogoś obcego – stworzyła piękny wizerunek kogoś na zewnątrz, ale to nie jest to. Prawdziwy człowiek nie żyje w jakimś innym świecie.

Kiedy religia – ta prawdziwa – zabiera głos, nie mówi o jakimś odległym świecie. Mówi o drugim człowieku, który drzemie, jeszcze nienarodzony, w każdym z nas. O człowieku, który jest nastrojony na zupełnie inny poziom znaczeń. Ten pilot usiadł, nastroił się na ten głębszy poziom i obudził w sobie moc, której wcześniej pozwolił zasnąć, bo zbyt dosłownie brał ludzkie przepisy. Uznał za ostateczność twarde fakty, bo przeczytano mu regulaminy i związkowe paragrafy. A dzisiaj pływa po oceanie dokładnie tak, jak chciał. Wspomniana babcia też nie jest już odcięta od domu, który kochała – ma świetny kontakt z rodziną. A przecież przez dwa lata sama trzymała się na dystans. Ten pilot też sam odciął się od morza na ponad osiemnaście miesięcy, spalając się dzień po dniu we własnej frustracji, choć miał w sobie moc i klucz do każdych drzwi na świecie.

Mówię każdemu z Was: nie chcę odbierać Wam Waszego zewnętrznego komfortu ani Waszej religii. Dla śpiącego człowieka te rzeczy są jak zabawki. Ja przychodzę po to, żeby obudzić w Was coś, co po przebudzeniu widzi zupełnie inny świat. Widzi rzeczywistość, której nikt, kiedy śpi, nie jest w stanie dostrzec. I wtedy taki człowiek zaczyna podnosić w sobie każdą istotę, którą dał mu Bóg. A zapewniam Was, że Bóg dał Wam każdego człowieka, który chodzi po tej ziemi. I dał go w konkretnym celu – nic nie może zostać odrzucone. Każdy na tym świecie musi zostać uzdrowiony i podniesiony, a Wasze indywidualne życie to proces, w którym to uzdrowienie się dokonuje.