Wojna w Polsce - Marcin Wyrwał - ebook

Wojna w Polsce ebook

Marcin Wyrwał

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.



Dowiedz się więcej.
Opis

Ta książka powstała z frustracji. Mojej i moich rozmówców.

Zacznę od przytoczenia kilku historii.

Wkrótce po ataku Rosji na ukraińskie Krym i Donbas odbyły się ćwiczenia z zarządzania kryzysowego zorganizowane przez NATO. W ćwiczeniach, które odnosiły się bezpośrednio do hybrydowego zagrożenia ze strony Rosji, wzięły udział najwyższe wojskowe i cywilne instytucje wszystkich dwudziestu ośmiu państw NATO. Uczestniczyły w nich także polskie instytucje – ale w bardzo specyficzny sposób.

Polski prezydent nie był nimi zainteresowany, więc je zignorował. Podobnie zrobił premier. Ważniejsze sprawy miał też minister obrony narodowej, który przynajmniej wyznaczył do ćwiczeń jedną z urzędniczek resortu. Mimo że ćwiczenia odbywały się przez kilka dni w trybie dwudziestu czterech godzin na dobę, urzędniczka już na pierwszej odprawie zakomunikowała, że w ministerstwie nikt w nocy nie pracuje i ona także nie ma zamiaru tego robić.

– Właśnie atakowała nas Rosja, a my z powodu paraliżu decyzyjnego nie robiliśmy nic, bo w ministerstwie wszyscy spali. W Brukseli zastanawiali się, czy my w ogóle chcemy bronić własnego kraju – opowiada mi oficer uczestniczący w tych ćwiczeniach.

I następna historia. W 2024 roku – dwa lata po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę i w pełnym natężeniu wojny – zorganizowano w Warszawie inne ćwiczenia. Symulowały one atak Rosji na stolicę.

Ćwiczenia odbywały się w kilku miejscach na terenie miasta jednocześnie. Jednym z najciekawszych miejsc były warszawskie Filtry, do których bez wiedzy ich obsługi wtargnęli zamaskowani „terroryści” i założyli „ładunki wybuchowe” na pojemnikach z chlorem. Zdetonowanie takich pojemników w centrum miasta spowodowałoby śmiertelne zagrożenie dla mieszkańców. Służby zdecydowały się więc na użycie urządzeń do zakłócania fal radiowych, które miały uniemożliwić „terrorystom” zdetonowanie ładunków za pomocą radia. Rychło okazało się, że systemy te zakłóciły nie tylko łączność „terrorystów”, ale także komunikację służb mających ich zneutralizować. Co więcej, ich realne użycie sparaliżowałoby funkcjonowanie znacznego obszaru w centrum miasta, łącznie z zablokowaniem łączności pomiędzy przelatującymi tamtędy samolotami i wieżą kontrolną na Lotnisku Chopina, co spowodowałoby ryzyko katastrofy lotniczej.

A to był dopiero początek pomyłek i niespodzianek, do których należy zaliczyć skończenie się baterii w dronie obserwacyjnym w newralgicznym momencie akcji lub niemożność dojazdu żołnierzy na miejsce w godzinach szczytu.

– Nie muszę dodawać, że ćwiczenia uznano za niebywały sukces i na końcu decydenci i politycy gratulowali sobie dobrze wykonanej roboty – zakończył opowieść związany z kwestiami bezpieczeństwa w mieście urzędnik, z którym rozmawiam w tej książce.

Te historie pokazują fikcję, jaką władza karmi Polaków, przekonując ich o budowaniu systemu odpornego na rosyjską agresję.

Książka opiera się na wielogodzinnych rozmowach ze specjalistami z zakresu wojskowych szkoleń, rezerw, lotnictwa, artylerii, wojsk pancernych, dronów, ratownictwa pola walki, sztucznej inteligencji, obrony cywilnej, schronów dla ludności. Trudno w tych rozmowach o optymizm. Ale i nie taki był ich cel. Dla narodu stojącego w obliczu wojny ważniejszy od optymizmu jest realizm.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 238

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copy­ri­ght © Mar­cin Wyrwał, Czer­wone i Czarne

Pro­jekt okładki: Paweł Pan­cza­kie­wicz/PAN­CZA­KIE­WICZ ART.DESIGN Korekta: Dorota Kasprzyk

Czer­wone-Czarne Spółka z o.o. Przy­le­sie 42 a, Jabłonna

Wyłączny dys­try­bu­tor Dres­sler Dublin Sp. z o.o. ul. Poznań­ska 91, 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-6840-115-8 War­szawa 2026

E-book przy­go­to­wany w sys­te­mie Zecer.

Wstęp

Wstęp

Ta książka powstała z fru­stra­cji. Mojej i moich roz­mów­ców.

Zacznę od przy­to­cze­nia kilku histo­rii.

Wkrótce po ataku Rosji na ukra­iń­skie Krym i Don­bas odbyły się ćwi­cze­nia z zarzą­dza­nia kry­zy­so­wego zor­ga­ni­zo­wane przez NATO. W ćwi­cze­niach, które odno­siły się bez­po­śred­nio do hybry­do­wego zagro­że­nia ze strony Rosji, wzięły udział naj­wyż­sze woj­skowe i cywilne insty­tu­cje wszyst­kich dwu­dzie­stu ośmiu państw NATO. Uczest­ni­czyły w nich także pol­skie insty­tu­cje – ale w bar­dzo spe­cy­ficzny spo­sób.

Pol­ski pre­zy­dent nie był nimi zain­te­re­so­wany, więc je zigno­ro­wał. Podob­nie zro­bił pre­mier. Waż­niej­sze sprawy miał też mini­ster obrony naro­do­wej, który przy­naj­mniej wyzna­czył do ćwi­czeń jedną z urzęd­ni­czek resortu. Mimo że ćwi­cze­nia odby­wały się przez kilka dni w try­bie dwu­dzie­stu czte­rech godzin na dobę, urzęd­niczka już na pierw­szej odpra­wie zako­mu­ni­ko­wała, że w mini­sterstwie nikt w nocy nie pra­cuje i ona także nie ma zamiaru tego robić.

– Wła­śnie ata­ko­wała nas Rosja, a my z powodu para­liżu decy­zyj­nego nie robi­li­śmy nic, bo w mini­ster­stwie wszy­scy spali. W Bruk­seli zasta­na­wiali się, czy my w ogóle chcemy bro­nić wła­snego kraju – opo­wiada mi ofi­cer uczest­ni­czący w tych ćwi­cze­niach.

I następna histo­ria. W 2024 roku – dwa lata po peł­no­ska­lo­wej agre­sji Rosji na Ukra­inę i w peł­nym natę­że­niu wojny – zor­ga­ni­zo­wano w War­sza­wie inne ćwi­cze­nia. Symu­lo­wały one atak Rosji na sto­licę.

Ćwi­cze­nia odby­wały się w kilku miej­scach na tere­nie mia­sta jed­no­cze­śnie. Jed­nym z naj­cie­kaw­szych miejsc były war­szaw­skie Fil­try, do któ­rych bez wie­dzy ich obsługi wtar­gnęli zama­sko­wani „ter­ro­ry­ści” i zało­żyli „ładunki wybu­chowe” na pojem­ni­kach z chlo­rem. Zde­to­no­wa­nie takich pojem­ni­ków w cen­trum mia­sta spo­wo­do­wa­łoby śmier­telne zagro­że­nie dla miesz­kań­ców. Służby zde­cy­do­wały się więc na uży­cie urzą­dzeń do zakłó­ca­nia fal radio­wych, które miały unie­moż­li­wić „ter­ro­ry­stom” zde­to­no­wa­nie ładun­ków za pomocą radia. Rychło oka­zało się, że sys­temy te zakłó­ciły nie tylko łącz­ność „ter­ro­ry­stów”, ale także komu­ni­ka­cję służb mają­cych ich zneu­tra­li­zo­wać. Co wię­cej, ich realne uży­cie spa­ra­li­żo­wa­łoby funk­cjo­no­wa­nie znacz­nego obszaru w cen­trum mia­sta, wraz z zablo­ko­wa­niem łącz­no­ści pomię­dzy prze­la­tu­ją­cymi tam­tędy samo­lo­tami i wieżą kon­tro­lną na Lot­ni­sku Cho­pina, co spo­wo­do­wa­łoby ryzyko kata­strofy lot­ni­czej.

A to był dopiero począ­tek pomy­łek i nie­spo­dzia­nek, do któ­rych należy zali­czyć skoń­cze­nie się bate­rii w dro­nie obser­wa­cyj­nym w new­ral­gicz­nym momen­cie akcji lub nie­moż­ność dojazdu żoł­nie­rzy na miej­sce w godzi­nach szczytu.

– Nie muszę doda­wać, że ćwi­cze­nia uznano za nie­by­wały suk­ces i na końcu decy­denci i poli­tycy gra­tu­lo­wali sobie dobrze wyko­na­nej roboty – zakoń­czył opo­wieść zwią­zany z kwe­stiami bez­pie­czeń­stwa w mie­ście urzęd­nik, z któ­rym roz­ma­wiam w tej książce.

Kolejna histo­ria doty­czy dro­nów, które sta­no­wią główną siłę bojową na współ­cze­snym polu walki. W paź­dzier­niku 2025 roku opi­sa­li­śmy w One­cie z Edytą Żemłą histo­rię drona, który miał być sym­bo­lem tech­no­lo­gicz­nej suwe­ren­no­ści pol­skiej armii. To woj­skowy dron obser­wa­cyjny Wizjer wypro­du­ko­wany w Woj­sko­wych Zakła­dach Lot­ni­czych nr 2 w Byd­gosz­czy, pod­le­ga­ją­cych pań­stwo­wej Pol­skiej Gru­pie Zbro­je­nio­wej. Dwa mie­siące póź­niej roz­po­częło się woj­skowe szko­le­nie, na któ­rym woj­skowi ope­ra­to­rzy mieli ćwi­czyć wyko­rzy­sta­nie Wizjera. Pod­czas szko­le­nia jeden z dro­nów roz­bił się doszczęt­nie, a inny urwał się ope­ra­to­rom na czter­dzie­ści minut, szy­bo­wał bez żad­nej kon­troli nad oko­licą. To był jed­nak tylko począ­tek pro­ble­mów, które potem opi­sali żoł­nie­rze w woj­skowym rapor­cie. Zwró­cili uwagę, że trzeba go w jakiś spo­sób dowieźć w rejon frontu. Będzie to po pro­stu nie­moż­liwe, ponie­waż cały sys­tem naszego drona mie­ści się w jede­na­stu skrzy­niach kom­po­zy­to­wych, a do ich prze­wie­zie­nia potrzebny jest samo­chód cię­ża­rowy. Auto natych­miast zosta­nie znisz­czone przez drony wroga, które masowo likwi­dują cele znacz­nie mniej­sze od cię­ża­ró­wek.

Jeśli już ten dron jakimś cudem zdo­łałby wystar­to­wać, to i tak nie będzie w sta­nie wyko­nać swo­jego zada­nia, jakim jest obser­wa­cja i prze­ka­zy­wa­nie tych infor­ma­cji do woj­sko­wych szta­bów. Bo nie jest kom­pa­ty­bilny z żad­nym z sys­te­mów łącz­no­ści sto­so­wa­nych w Siłach Zbroj­nych RP. Kiedy ukra­iń­skie drony już na początku wojny były w sta­nie prze­ka­zy­wać do swo­ich szta­bów obraz pola walki w cza­sie zbli­żo­nym do rze­czy­wi­stego, to pol­ski Wizjer naj­pierw musi wylą­do­wać, następ­nie zapi­sany w jego sys­te­mie mate­riał wideo musi zostać zgrany na płytę CD, a w końcu ta płyta musi być w jakiś spo­sób prze­ka­zana do sztabu. W dyna­micz­nie roz­wi­ja­ją­cej się sytu­acji bojo­wej takie roz­wią­za­nie po pro­stu nie ma sensu.

Ostat­nia histo­ria pocho­dzi z czasu, w któ­rym koń­czy­łem pisać tę książkę – z lutego 2026 roku. Po raz kolejny byłem w Ukra­inie. Mia­łem oka­zję spo­tkać się z Ser­hi­jem Tisz­czenką, dowódcą bata­lionu inży­nie­ryj­nego w Trze­cim Kor­pu­sie ukra­iń­skiej armii. Pod­czas spo­tka­nia ofi­cer opo­wia­dał, jak jego ludzie, bazu­jąc na wojen­nych doświad­cze­niach, budują nie tylko sieć umoc­nień wokół mia­sta, ale też pod­ziemne kom­pleksy i prze­prawy dla cięż­kiego sprzętu. Ten ostatni wątek szcze­gól­nie mnie zain­te­re­so­wał. Od kilku z moich roz­mów­ców do tej książki sły­sza­łem wcze­śniej o pro­ble­mie, jakim są pol­skie mosty dla trans­portu czoł­gów, szcze­gól­nie wyróż­nia­ją­cych się tona­żem ame­ry­kań­skich Abram­sów. Ser­hij powie­dział, że dla jego ludzi budowa prze­prawy wod­nej pod pan­cerny sprzęt nie jest już żad­nym pro­ble­mem. Swo­jej wie­dzy nie zaczerp­nęli by­naj­mniej z natow­skich pod­ręcz­ni­ków, ale z wojen­nej prak­tyki i nauki na błę­dach dzie­sią­tek podob­nych prze­praw.

– Pro­ce­dury NATO nie dzia­łają na współ­cze­snej woj­nie – powie­dział mi Ser­hij. – Dzia­łały w Iraku i Afga­ni­sta­nie, ale nie tutaj. Gdyby przy­jeż­dżali tu Polacy, mogliby naby­wać doświad­cze­nia.

– A przy­jeż­dżają?

– Nie.

Te histo­rie poka­zują trzy rze­czy.

Pierw­sza to fik­cja, jaką wła­dza karmi Pola­ków, prze­ko­nu­jąc ich o budo­wa­niu sys­temu odpor­nego na rosyj­ską agre­sję.

Drugą jest nie­kom­pe­ten­cja woj­sko­wych i poli­ty­ków, któ­rzy podej­mują klu­czowe decy­zje doty­czące naszego bez­pie­czeń­stwa.

Ostat­nia w końcu to odre­al­nie­nie odpo­wie­dzial­nych za bez­pie­czeń­stwo ludzi, któ­rzy pia­stują naj­bar­dziej odpo­wie­dzialne funk­cje, ale do tej pory nie zadbali o nawią­za­nie ści­słych kon­tak­tów z Ukra­iń­cami, o wizy­to­wa­niu frontu nie wspo­mi­na­jąc.

Moja książka opiera się na wie­lo­go­dzin­nych roz­mo­wach ze spe­cja­li­stami z zakresu woj­sko­wych szko­leń, rezerw, lot­nic­twa, arty­le­rii, wojsk pan­cer­nych, dro­nów, ratow­nic­twa pola walki, sztucz­nej inte­li­gen­cji, obrony cywil­nej, schro­nów dla lud­no­ści. Trudno w tych roz­mo­wach o opty­mizm. Ale i nie taki był ich cel. Dla narodu sto­ją­cego w obli­czu wojny waż­niej­szy od opty­mizmu jest realizm.

Mar­cin Wyrwał

Rozdział I. Jeśli Rosja zaatakuje. Symulacja ataku i obrony

Roz­dział I

Jeśli Rosja zaata­kuje. Symu­la­cja ataku i obrony

Roz­mowa z płk. Pio­trem Lewan­dow­skim

O tym, jak może prze­bie­gać wojna z Rosją, roz­ma­wiam z puł­kow­ni­kiem Pio­trem Lewan­dow­skim, który sie­dem razy uczest­ni­czył w misjach bojo­wych – w Liba­nie, Iraku i Afga­ni­sta­nie. Jako dowódca prze­szedł przez kolejne szcze­ble woj­sko­wej struk­tury, dowo­dził plu­to­nem, kom­pa­nią, w końcu samo­dziel­nym bata­lio­nem, który został wyróż­niony mia­nem przo­du­ją­cej jed­nostki Woj­ska Pol­skiego. Do rezerwy prze­szedł ze sta­no­wi­ska dowódcy bazy tar­czy anty­ra­kie­to­wej w Redzi­ko­wie. Teraz jest wykła­dowcą w Cen­trum Szko­le­nia Wojsk Obrony Tery­to­rial­nej w Toru­niu.

Mój roz­mówca poru­sza kwe­stię, która stała się tema­tem poli­tycz­nej awan­tury, a więc: „Gdzie się bro­nimy?”. Według pla­nów ujaw­nio­nych przez mini­stra Mariu­sza Błasz­czaka na linii rzek Wisła i Wieprz. Według zapew­nień byłego szefa sztabu gene­rała Raj­munda Andrzej­czaka na linii Bugu, nie odda­jąc Rosji ani metra pol­skiej ziemi. Puł­kow­nik Lewan­dow­ski poka­zuje, dla­czego ani Pol­ska, ani jaki­kol­wiek inny kraj nie mogą bro­nić się dokład­nie na swo­jej gra­nicy.

W końcu nad­cho­dzi pierw­sza minuta wojny, a po niej pierw­sza godzina, dzień, tydzień, mie­siąc…

* * *

Dwa scenariusze rozpoczęcia wojny

Dla­czego sce­na­riusz nie­wpusz­cze­nia Rosjan do Pol­ski nie jest moż­liwy, wyja­śnię potem. Teraz opo­wiem o takich sce­na­riuszach, któ­rych możemy się real­nie spo­dzie­wać.

Wojna w Pol­sce będzie wyglą­dać nieco ina­czej niż w Ukra­inie. Wpraw­dzie oba kraje są nizinne, ale w Ukra­inie mamy olbrzy­mie obszary ste­powe, gdzie na otwar­tym tere­nie róż­nego rodzaju sprzęt może strze­lać do sie­bie na dystan­sie kilku kilo­me­trów. W Pol­sce nato­miast mamy wię­cej tere­nów zale­sio­nych, które będą natu­ral­nymi prze­szko­dami. Dystans wymiany ognia będzie więc krót­szy, poni­żej pół­tora kilo­me­tra.

Para­dok­sal­nie minu­sem dla naszej obrony będzie to, że mamy znacz­nie lep­szą sieć dróg niż w Ukra­inie. Tam Rosja­nie nacie­rali głów­nie wzdłuż dróg, bo wia­domo, że sieć dróg pozwala nie tylko na swo­bodne prze­miesz­cza­nie się sprzętu woj­sko­wego, ale też na szyb­kie pod­cią­ga­nie zaopa­trze­nia dla frontu.

Rosja­nie roz­poczną wojnę w jed­nym z dwóch sce­na­riu­szy. Żaden z nich nie będzie dla nas stu­pro­cen­to­wym zasko­cze­niem. Przy dzi­siej­szych moż­li­wo­ściach roz­po­zna­nia pełne zasko­cze­nie prze­ciw­nika jest prak­tycz­nie nie­moż­liwe.

W pierw­szym sce­na­riu­szu kon­flikt będzie nara­stać powoli. Rosja będzie wywie­rać coraz więk­szą pre­sję, podob­nie jak to było w przy­padku Ukra­iny. Rosja­nie naj­pierw wywie­rali pre­sję poli­tyczną, by następ­nie stop­niowo kon­cen­tro­wać woj­ska wokół ukra­iń­skich gra­nic. To jest sce­na­riusz, w któ­rym będziemy mieć czas, żeby zwięk­szyć stany oso­bowe w armii, ogło­sić mobi­li­za­cję, pod­jąć dzia­ła­nia przy­go­to­waw­cze.

W dru­gim sce­na­riu­szu tego czasu możemy mieć nieco mniej. To jest opcja, w któ­rej Rosja­nie, przy­pusz­czal­nie wraz z Bia­ło­ru­si­nami, będą tra­dy­cyj­nie orga­ni­zo­wać ćwi­cze­nia pod naszą gra­nicą i wtedy ude­rzą, aby zasko­czyć nas przy­naj­mniej w pew­nym stop­niu.

Dla­tego tak ważne jest, aby rów­no­le­gle do ich ćwi­czeń pro­wa­dzić wła­sne po swo­jej stro­nie gra­nicy. Jesz­cze do 2025 roku NATO reago­wało na rosyj­sko-bia­ło­ru­skie ćwi­cze­nia w ogra­ni­czony spo­sób, orga­ni­zu­jąc nie­wiel­kie manewry czy zwięk­sza­jąc moni­to­ring gra­nicy. Jed­nak w 2025 roku na ćwi­cze­nia Zapad, w któ­rych według róż­nych źró­deł wzięło udział od trzy­na­stu do trzy­dzie­stu tysięcy żoł­nie­rzy, kraje NATO po raz pierw­szy odpo­wie­działy dużymi, zsyn­chro­ni­zo­wa­nymi ćwi­cze­niami Żela­zny Wojow­nik, w któ­rych uczest­ni­czyło trzy­dzie­ści, czter­dzie­ści tysięcy żoł­nie­rzy z Pol­ski i kra­jów sojusz­ni­czych. To był jasny sygnał dla Rosjan, że atak na jeden z kra­jów gra­nicz­nych jest ata­kiem na cały Sojusz Pół­noc­no­atlan­tycki.

Sygnały, że wojna już blisko

Patrzę na to z per­spek­tywy czy­sto woj­sko­wej, czyli jak to oce­niają ofi­ce­ro­wie wywiadu woj­sko­wego. Ważne są sygnały zwią­zane z zabez­pie­cze­niem medycz­nym. U Rosjan to było roz­wi­ja­nie na dużą skalę szpi­tali polo­wych, a także opróż­nia­nie w przy­fron­to­wych miej­sco­wo­ściach szpi­tali z cywil­nych pacjen­tów i prze­no­sze­nie ich do szpi­tali w głębi Rosji. Do szpi­tali polo­wych dowo­żono też duże ilo­ści krwi. Krew ma ogra­ni­czony ter­min przy­dat­no­ści, więc jeśli się ją dowozi do takich szpi­tali, to zna­czy, że roz­po­czę­cie dzia­łań wojen­nych jest bli­skie.

Bar­dzo moc­nym sygna­łem było wyda­nie żoł­nie­rzom peł­nego zapasu amu­ni­cji, tak zwa­nej jed­nostki ognia. Mogli­by­śmy z dużym praw­do­po­do­bień­stwem spo­dzie­wać się ataku, jeśli dosta­li­by­śmy ana­lizę wywiadu, z któ­rej wynika, że Rosja­nie pobie­rają jed­nostki ognia na wszystko, czyli wyda­wana jest broń pokła­dowa od bojo­wych wozów pie­choty po czołgi. Także desant, czyli pie­chota, pobiera przy­dzia­łową amu­ni­cję bojową. Mało tego, żoł­nie­rze pobie­rają uzbro­je­nie jed­no­ra­zowe, czyli gra­nat­niki prze­ciw­pan­cerne i gra­naty ręczne. Je się wydaje w zasa­dzie tylko na wojnę. Samo wyda­nie z maga­zy­nów pew­nych typów uzbro­je­nia powo­duje, że to trzeba wystrze­lić i to do maga­zynu już nie wróci. W pew­nym momen­cie Rosja­nom zaczęto wyda­wać takie uzbro­je­nie i to w olbrzy­mich ilo­ściach. To był już mocny sygnał, że wojna wkrótce się roz­pocz­nie.

Osta­tecz­nym sygna­łem będzie malo­wa­nie na rosyj­skich pojaz­dach zna­ków tak­tycz­nych, po któ­rych mogą się roz­po­zna­wać na polu walki – Z, X, O, w zależ­no­ści od odcinka frontu.

Podob­nie ostat­nim dzwon­kiem będzie roz­wi­nię­cie rosyj­skich sys­te­mów prze­ciw­lot­ni­czych i ich praca na czę­sto­tli­wo­ściach bojo­wych, a nie ćwi­czeb­nych.

Niedostrzegalny początek wojny

Dla prze­cięt­nego oby­wa­tela sam atak będzie nie­zau­wa­żalny. I może on wcale się nie pokry­wać z ofi­cjal­nym począt­kiem wojny. To dla­tego że ten atak odbę­dzie się w cyber­prze­strzeni. Oby­wa­tel zorien­tuje się dopiero wtedy, kiedy podej­dzie do ban­ko­matu i nie będzie mógł wyjąć z niego pie­nię­dzy albo nie będzie w sta­nie połą­czyć się ze stroną inter­ne­tową lub na lot­ni­sku zostaną ska­so­wane loty.

Kolejny krok też będzie nie­zau­wa­żalny dla więk­szo­ści ludzi, ale będzie zauwa­żalny, i to w tra­giczny spo­sób, dla żoł­nie­rzy sto­ją­cych przy pło­cie na gra­nicy z Bia­ło­ru­sią. Oni po pro­stu zostaną zastrze­leni przez snaj­pe­rów. Rosja­nie zli­kwi­dują ich po to, aby umoż­li­wić prze­nik­nię­cie na nasz teren woj­skom rosyj­skim, bia­ło­ru­skim, wagne­row­skim, nie­ważne. Istotne jest to, że będą to grupy dywer­syjne, roz­po­znaw­cze oraz dywer­syjno-roz­po­znaw­cze. Te grupy będą oczy­wi­ście pró­bo­wały wkra­dać się na nasze tery­to­rium tak, aby nasze jed­nostki gra­niczne ich nie zauwa­żyły, ale zapewne nie wszystko pój­dzie zgod­nie z pla­nem, więc zakła­dam, że do pierw­szego kon­taktu ognio­wego doj­dzie pod­czas prze­ni­ka­nia tych grup.

Rola tych grup jest nie­zwy­kle ważna. W Pol­sce infor­ma­cje o roli dywer­san­tów w Ukra­inie albo słabo się prze­biły do wia­do­mo­ści publicz­nej, albo w ogóle nie były upu­blicz­niane, ale takie grupy dzia­łały w Kijo­wie od pierw­szych minut dzia­łań wojen­nych, a nawet wcze­śniej. Gdyby nie duże siły ukra­iń­skie, w tym bry­gada pre­zy­dencka, któ­rej celem było dzia­ła­nie prze­ciw­dy­wer­syjne, to nie­wiele bra­ko­wało, aby już na samym początku Zełen­ski dostał się w rosyj­skie ręce.

Część rosyj­skich grup dywer­syj­nych znaj­dzie się w Pol­sce jesz­cze przed ata­kiem. One będą dzia­łać w opar­ciu o ukra­iń­ską emi­gra­cję z 2022 roku, kiedy prak­tycz­nie otwarto gra­nice i wielu ludzi wcho­dziło do nas bez kon­troli. Wiemy, że Rosja wyko­rzy­stała tę emi­gra­cję, żeby ulo­ko­wać w Pol­sce wła­sną agen­turę. Tamte grupy prze­nik­nęły do Pol­ski bez żad­nego wypo­sa­że­nia. Ich zada­niem jest przy­go­to­wa­nie gruntu dla kolej­nych, które wraz z roz­po­czę­ciem wojny będą prze­ni­kać do Pol­ski już w cięż­kim uzbro­je­niu. Wesprą też sprzę­tem już funk­cjo­nu­jące tu grupy.

Grupy dywer­syjno-roz­po­znaw­cze to jest naj­wyż­sza półka. U nas do tego typu dzia­łań są szko­lone Woj­ska Spe­cjalne. Takie rosyj­skie grupy mogą dzia­łać w ubra­niach cywil­nych lub prze­brani w nasze mun­dury. Będą ope­ro­wać wie­loma dro­nami roz­po­znaw­czymi i być może dro­nami ude­rze­nio­wymi. Zada­nia takich jed­no­stek będą zróż­ni­co­wane, od ata­ków na cele nie­ru­chome po ude­rza­nie w kon­kret­nych ludzi. To nie musi być od razu pre­zy­dent, ale na przy­kład dowódcy jed­no­stek bro­nią­cych kraju lub ich rodziny. Czy zakła­damy, że Rosja­nie nie wie­dzą, gdzie miesz­kają dowódcy? W któ­rym budynku, które to okno w ich miesz­ka­niu? Jaki pro­blem wysłać drona, który eks­plo­duje w tym miesz­ka­niu, jesz­cze zanim się zacznie wojna? Ktoś powie, że jest małe praw­do­po­do­bień­stwo, aby taki dowódca był w miesz­ka­niu w momen­cie mobi­li­za­cji. Ale jak to wpły­nie na jego morale, jeśli on się dowie, że wła­śnie został zaata­ko­wany jego dom i jego rodzina? Nie musi być więc tam samego dowódcy, żeby cel został osią­gnięty.

To są rze­czy, do któ­rych nie jeste­śmy przy­go­to­wani, na­dal wydają nam się bar­dzo fil­mowe. Tylko że mówimy o zdol­no­ściach, jakie obie wal­czące w Ukra­inie armie już posia­dają i już je pre­zen­to­wały w róż­nych oko­licz­no­ściach.

Jeżeli jed­nak roz­wi­niemy naszą Tar­czę Wschód z jej wszyst­kimi elek­tro­nicz­nymi sys­te­mami alar­mo­wa­nia i śle­dze­nia, takie prze­nik­nię­cia będą eks­tre­mal­nie trudne, być może nawet nie­moż­liwe. Wtedy agre­sor będzie musiał zre­zy­gno­wać z tego ele­mentu. Ale na razie tego nie ma.

W końcu nad­cho­dzi pierw­sza minuta wojny, a po niej pierw­sza godzina, dzień, tydzień, mie­siąc. Tę symu­la­cję skoń­czę w momen­cie, w któ­rym Rosja­nie stają na linii Wisły.

Pierwsza minuta

Od samego początku dzia­łań zbroj­nych Rosja­nie będą chcieli uzy­skać sytu­ację dla nich opty­malną, czyli zasko­czyć nas jed­no­cze­śnie stra­te­gicz­nie i ope­ra­cyj­nie. W tym celu będą nie­ustan­nie pro­wa­dzić jakieś ćwi­cze­nia na Bia­ło­rusi przy gra­nicy z Pol­ską, żeby­śmy nie znali dnia ani godziny ataku. Na Bia­ło­rusi znaj­dują się duże stałe rosyj­skie bazy woj­skowe. W tych ćwi­cze­niach będzie brać udział coraz więk­sza liczba żoł­nie­rzy, aż do kon­tyn­gen­tów liczą­cych dwie­ście tysięcy ludzi.

Woj­sku, które wycze­kuje ataku, bar­dzo trudno jest utrzy­my­wać per­ma­nentny stan wyso­kiej goto­wo­ści. Wymu­sza­jąc na nas goto­wość przez bar­dzo długi czas, Rosja­nie siłą rze­czy będą nas nieco usy­piać. Będą to robić dla­tego, aby w odpo­wied­nim momen­cie uzy­skać mak­sy­malny efekt zasko­cze­nia.

Wła­ściwe roz­po­czę­cie wojny nadej­dzie wraz z ude­rze­niami arty­le­ryj­skimi, powietrz­nymi i dro­no­wymi w rejo­nie przy­gra­nicz­nym, gdzieś do około dwu­dzie­stu kilo­me­trów w głąb naszego tery­to­rium. W pierw­szej gru­pie ataku znaj­dzie się arty­le­ria lufowa i rakie­towa bar­dzo bli­skiego zasięgu. W dru­giej wejdą bomby szy­bu­jące, któ­rych obec­nie Rosja­nie pro­du­kują sie­dem­dzie­siąt tysięcy rocz­nie. Warto zauwa­żyć, że przed wojną nie pro­du­ko­wali ich w ogóle, więc do tej liczby doszli w zale­d­wie trzy lata – to à pro­pos lek­ce­wa­że­nia przez niektó­rych zdol­no­ści rosyj­skiego prze­my­słu zbro­je­nio­wego. I w końcu będą drony. W ich pro­duk­cji i wyko­rzy­sta­niu Rosja­nie nabyli bar­dzo duże doświad­cze­nie. Czyli ist­nieje duże praw­do­po­do­bień­stwo, że odno­sząc się do okre­śle­nia gene­rała Andrzej­czaka, to Rosja­nie będą nas „spa­lać” w tym rejo­nie. (To alu­zja do słów gene­rała Raj­munda Andrzej­czaka, który w lutym 2024 roku w pro­gra­mie Patry­cju­sza Wyżgi w WP.pl powie­dział: „Będziemy pro­sić grzecz­nie i bar­dzo długo, żeby­ście nas nie doty­kali, będziemy uży­wać wszyst­kich form nego­cja­cyj­nych, nawet na jedno kolano przy­klęk­niemy, żeby nie doszło do tra­ge­dii, ale jak nas dotknie­cie, to »spa­limy« was do trzy­stu kilo­me­trów” – przyp. M.W.).

Rosyj­skie poci­ski będą także spa­dać na infra­struk­turę dużych miast w pasie przy­gra­nicz­nym do głę­bo­ko­ści powiedzmy stu pięć­dzie­się­ciu do dwu­stu kilo­me­trów. W tych mia­stach będą ata­ko­wane w pierw­szej kolej­no­ści obiekty uzna­wane przez Rosjan za woj­skowe, czyli wszel­kiego rodzaju koszary jed­no­stek woj­sko­wych. One będą w dużej czę­ści opróż­nione z wojsk i sprzętu, które wtedy powinny znaj­do­wać się już w rejo­nach alar­mo­wych. Jed­nak koszary i tak zostaną znisz­czone, choćby dla­tego że ist­nieje tam infra­struk­tura maga­zy­nowa, warsz­ta­towa, gara­żowa, a poza tym są to miej­sca, w któ­rych kwa­te­ro­wano by szko­lone rezerwy.

W pierw­szej fazie naj­więk­sze straty poniosą Siły Powietrzne, ponie­waż Rosja­nie zaata­kują wszyst­kie nasze bazy lot­ni­cze. W rów­nie wiel­kim stop­niu będą ata­ko­wać woj­ska obrony powietrz­nej. Wszystko po to, aby uzy­skać prze­wagę w powie­trzu.

Ale wśród pierw­szych celów rosyj­skich ata­ków będą znaj­do­wać się rów­nież woj­ska wspar­cia dowo­dze­nia oraz łącz­no­ści – w ten spo­sób Rosja­nie będą chcieli zdła­wić naszą komu­ni­ka­cję.

Kolej­nym z naj­in­ten­syw­niej ata­ko­wa­nych ele­men­tów naszej armii będą sto­jące na gra­nicy Woj­ska Obrony Tery­to­rial­nej oraz bata­liony Kor­pusu Ochrony Pogra­ni­cza, czyli żoł­nie­rze roz­miesz­czeni w pasie przy­gra­nicz­nym.

Ale nisz­czone będą rów­nież urzędy admi­ni­stra­cji publicz­nej, a także infra­struk­tura cie­płow­ni­cza, wodo­cią­gowa, ener­ge­tyczna, zakłady petro­che­miczne, aby odciąć nas od tych źró­deł, a także spo­wo­do­wać ska­że­nie terenu, bo to będzie dla nas dodat­kowy pro­blem.

Naj­waż­niej­sze jest to, żeby w chwili ataku dowódcy mieli przy­go­to­wane plany dzia­ła­nia. Żeby nie było tak jak w 2022 roku w Ukra­inie, kiedy takich pla­nów nie przy­go­to­wano, a kraj trzy­mał się dzięki ini­cja­ty­wie dowód­ców poje­dyn­czych bata­lio­nów i upo­rowi żoł­nie­rzy.

Kolejna ważna kwe­stia to czas decy­zji, że wdra­żamy w życie ten, a nie inny plan. Jeżeli rosyj­skie ude­rze­nie nastąpi z powie­trza, to z cen­trum obrony powietrz­nej pój­dzie infor­ma­cja do Sztabu Gene­ral­nego, do Dowódz­twa Ope­ra­cyj­nego, do władz poli­tycz­nych. Decy­zja, któ­rego z tych pla­nów uży­jemy, oczy­wi­ście zapada na pozio­mie poli­tycz­nym. Klu­czowe jest to, czy ta decy­zja zapad­nie w ciągu minut czy godzin. Im szyb­ciej zosta­nie zde­fi­nio­wana sytu­acja i wdro­żony kon­kretny plan, tym więk­sze będą szanse sku­tecz­nej obrony. W ciągu dwóch godzin od pod­ję­cia decy­zji o wdro­że­niu kon­kret­nego planu jeste­śmy w sta­nie uru­cho­mić cały sys­tem obrony. Tak więc pierw­sze roz­kazy dotrą do wal­czą­cych jed­no­stek nie w ciągu minut, ale do dwóch godzin.

Jeżeli mie­li­by­śmy bro­nić każ­dego metra naszego tery­to­rium, jak mówią poli­tycy, to zna­czy, że żoł­nie­rze będą w oko­pach na samej gra­nicy. Wróg będzie o tym wie­dział – i na tych żoł­nie­rzy spad­nie potężna nawała ogniowa.

Druga godzina

Po tej pierw­szej nawał­nicy arty­le­ryj­skiej i powietrz­nej ruszą grupy sztur­mowe, które będą pró­bo­wały prze­ła­mać nasze pozy­cje.

Sztuka ope­ra­cyjna pod­po­wiada, że po to budu­jemy Tar­czę Wschód, aby siły rela­tyw­nie nie­duże, ale pozo­sta­jące w schro­nach, prze­trwały rosyj­ską nawałę, a następ­nie na tyle długo odpie­rały rosyj­skie czo­łówki, żeby nasze główne siły były w sta­nie podejść z głębi i zatrzy­mać Rosjan bojem spo­tka­nio­wym. Te wysu­nięte woj­ska muszą być w sta­nie utrzy­mać się przez około pół­to­rej doby, czyli trzy­dzie­ści sześć godzin, bo tyle zaj­mie głów­nym siłom dotar­cie na miej­sce.

Zakła­dam, że w tej pierw­szej fazie walk będzie uczest­ni­czyć około dwóch dywi­zji. Do tego dojdą arty­le­ria oraz dzia­ła­jące na tych tere­nach bry­gady Wojsk Obrony Tery­to­rial­nej. Woj­ska Obrony Tery­to­rial­nej skła­dają się z miej­sco­wych ludzi zna­ją­cych teren, na któ­rym będą wal­czyć. To też ludzie naj­bar­dziej zmo­ty­wo­wani, bo będą bro­nić swo­ich domów. Te wschod­nie bry­gady WOT znam bar­dzo dobrze, bo pra­cuję z nimi od pię­ciu lat. Tam jest naj­mniej­sza rota­cja kadr, a więc znaj­dują się tam żoł­nie­rze z dużym doświad­cze­niem. Mamy tam ogromną liczbę pasjo­na­tów i ludzi naprawdę zmo­ty­wo­wa­nych. Oczy­wi­ście to, jak zachowa się każdy z żoł­nie­rzy w warun­kach praw­dzi­wej wojny, będzie można oce­nić dopiero po pierw­szych strza­łach. Reasu­mu­jąc, w pierw­szej fazie walk powinno uczest­ni­czyć czter­dzie­ści tysięcy żoł­nie­rzy plus trzy do pię­ciu bry­gad WOT ze ściany wschod­niej. Zakła­dam, że w sumie do walki zosta­nie wyzna­czo­nych mini­mum pięć­dzie­siąt tysięcy ludzi.

Zupeł­nie inną kwe­stią jest jed­nak to, ilu z nich prze­ła­mie się psy­cho­lo­gicz­nie na tyle, aby roz­po­cząć walkę z wro­giem. Weźmy przy­pad­kową grupę stu żoł­nie­rzy i załóżmy, że zostali oni dobrze wyszko­leni, ufają swoim dowód­com i sobie nawza­jem oraz znają swój sprzęt i uwa­żają, że jest on ade­kwatny do wymo­gów pola walki. W takim wypadku decy­zję o tym, aby natych­miast zaan­ga­żo­wać się w walkę podej­mie jedna trze­cia z nich. Kolejna jedna trze­cia żoł­nie­rzy nie podej­mie walki – będą dono­sić amu­ni­cję, ewa­ku­ować ran­nych, prze­no­sić sprzęt, robota się dla nich znaj­dzie, ale oni nie będą wal­czyć. Klu­czowa jest pozo­stała jedna trze­cia żoł­nie­rzy – oni z początku też nie będą wal­czyć, ale decy­zja tej grupy o tym, czy zaan­ga­żo­wać się w walkę, czy pozo­stać bier­nym, będzie zale­żeć od wyniku walki tej jed­nej trze­ciej, która jest aktywna. Jeżeli ci żoł­nie­rze wygrają pierw­sze star­cie, jeżeli pokażą tam­tym, że można odnieść suk­ces i nie zgi­nąć, to ta jedna trze­cia do nich dołą­czy. Ale jeżeli prze­grają, to ta waha­jąca się grupa do nich nie dołą­czy.

Po stro­nie wroga będą doświad­czone grupy sztur­mowe, w któ­rych stu na stu żoł­nie­rzy będzie wal­czyć. Dla­tego tak ważne są pierw­sze suk­cesy w walce, bo tylko wtedy odse­tek wal­czą­cych będzie rósł. Jeżeli jed­nak obrońcy będą masa­kro­wani, coraz więk­sze grupy żoł­nie­rzy po pro­stu nie będą dołą­czać do walki.

Kolej­nym ele­men­tem, który prze­są­dzi o wyniku tych pierw­szych dni walk będzie dowódca. Dobry dowódca sprawi, że wielu z tych nie­zde­cy­do­wa­nych pój­dzie za nim do walki. Z kolei słaby dowódca spo­wo­duje, że jesz­cze więk­szy odse­tek nie­zde­cy­do­wa­nych walki nie podej­mie. I tu docho­dzimy do kwe­stii przy­wódz­twa w armii.

Mówi się, że przy­wódcą trzeba się uro­dzić, i to jest prawda. To wła­śnie są ci naj­lepsi, ale ich jest mini­malny pro­cent. Żadna armia nie bazuje na uro­dzo­nych przy­wód­cach, bo jest ich po pro­stu za mało. Ta nie­wielka część przy­wód­ców powinna zająć się szko­le­niem, bo tylko oni mają szansę wyszko­lić innych przy­wód­ców. Przy­wódcy naj­bar­dziej są potrzebni w polu jako dowódcy dru­żyn, plu­to­nów, bo to wła­śnie oni wydają pod­czas walki roz­kazy – naprzód, do tyłu, do mnie. Tylko ten żoł­nierz, który widzi w swoim dowódcy przy­wódcę, wykona roz­kaz. Cała reszta dowód­ców może się zająć pracą szta­bową, pracą jed­no­oso­bową. To są też cenni ludzie. Infor­ma­tyk w woj­skach cyber­prze­strzeni nie musi być przy­wódcą, żeby sku­tecz­nie wyko­ny­wać swoją pracę.

Pro­blem polega na tym, że w pol­skiej armii nie mamy stan­dar­dów przy­wódz­twa, takich jak mają choćby Ame­ry­ka­nie. W USA tych stan­dar­dów uczy się w aka­de­miach woj­sko­wych. My mamy jed­nostki, gdzie ten temat jest trak­to­wany bar­dzo poważ­nie, ale mamy też takie, gdzie jest cał­ko­wi­cie igno­ro­wany. Dla­tego to, czy żoł­nierz będzie wal­czył pod przy­wódcą, czy tylko pod dowódcą, będzie zale­żało w dużej mie­rze od przy­padku.

To nie­prawda, że do sku­tecz­nej ofen­sywy potrzebna jest pię­cio­krotna prze­waga liczebna ata­ku­ją­cych, jak to można prze­czy­tać w nie­któ­rych opra­co­wa­niach. Jeżeli w dowol­nym oko­pie masz dzie­się­ciu żoł­nie­rzy zwy­kłej pie­choty, to w momen­cie ataku będzie strze­lać trzech z nich. Ten okop będzie ata­ko­wać dzie­się­ciu sztur­ma­nów i wszy­scy będą strze­lać. Jest wiele fil­mów z rosyj­sko-ukra­iń­skiej wojny, na któ­rych widać takie szturmy. Po stro­nie obroń­ców są trzy okopy i w każ­dym z nich znaj­duje się po dzie­się­ciu ludzi, czyli w sumie trzy­dzie­stu. Te okopy sztur­muje podobna grupa trzy­dzie­stu, cza­sami czter­dzie­stu żoł­nie­rzy. Ata­ku­jący zdo­by­wają te okopy po kolei, bo one nie wspie­rają się ogniem, bo ludzie się cho­wają, bo boją się strze­lać. W efek­cie wszyst­kie okopy zostają zdo­byte, straty po stro­nie obroń­ców wyno­szą kil­ku­na­stu zabi­tych, a po stro­nie ata­ku­ją­cych – dwóch ran­nych.

Przed wojną z Ukra­iną rosyj­ska sztuka ope­ra­cyjna bar­dzo pre­cy­zyj­nie opi­sy­wała spo­sób sztur­mo­wa­nia. Pierw­sza fala sztur­mu­ją­cych to była zwy­kła pie­chota, która do szturmu musiała być pędzona przy­sło­wio­wym batem. Oni byli rzu­cani do przodu, aby ata­ku­jący mogli odna­leźć sta­no­wi­ska ogniowe bro­nią­cych się, oce­nić ich siłę, namie­rzyć przedni skraj obrony, czyli linię czo­ło­wych punk­tów oporu. Kiedy na początku wojny mówi­li­śmy o tak zwa­nych mię­snych sztur­mach, to cho­dziło wła­śnie o tych zwy­kłych żoł­nie­rzy, któ­rzy byli rzu­cani na okopy prze­ciw­nika w celu roz­po­zna­nia jego moż­li­wo­ści. Dopiero kiedy ten prze­ciw­nik został roz­po­znany i odpo­wied­nio osła­biony, wcho­dziła wła­ściwa grupa sztur­mowa zło­żona z doświad­czo­nych spe­cja­li­stów.

W trak­cie wojny z Ukra­iną Rosja­nie cał­ko­wi­cie zmie­nili to podej­ście. Teraz obo­wią­zują ugru­po­wa­nia roz­pro­szone, które wypy­chają prze­ciw­nika powta­rzal­no­ścią ata­ków. Tak jak poprzed­nio Rosja­nie zakła­dali bar­dzo silne, szyb­kie ude­rze­nie, żeby znisz­czyć prze­ciw­nika bez względu na ponie­sione straty we wła­snych sze­re­gach, tak dziś ich dowódcy pogo­dzili się z tym, że cza­sami sztur­mują jeden okop przez kilka dni. Bywa, że jedna grupa sztur­mowa liczy zale­d­wie trzech żoł­nie­rzy, ale takich grup jest bar­dzo dużo. Takie podej­ście ogra­ni­cza straty wła­sne, bo ta wojna wymu­siła na Rosja­nach licze­nie swo­ich strat. Takie grupy są wspie­rane przede wszyst­kim przez drony, w następ­nej kolej­no­ści przez lot­nic­two, a dopiero w trze­ciej kolej­no­ści przez arty­le­rię, która przed wojną sta­no­wiła główne wspar­cie.

Zwy­kle wygląda to w ten spo­sób, że Rosja­nie iden­ty­fi­kują cele za pomocą dro­nów roz­po­znaw­czych. Następ­nie ude­rzają na prze­mian poprzez grupy sztur­mowe i ataki pośred­nie, czyli drony ude­rze­niowe, lot­nic­two, głów­nie w postaci bomb szy­bu­ją­cych, moź­dzie­rze, arty­le­ria, i tak na prze­mian. W pew­nym momen­cie Ukra­iń­com zaczyna bra­ko­wać zaso­bów, żeby uzu­peł­niać straty. Stąd te walki bywają dłu­go­trwałe, a front prze­suwa się powoli, ale jed­nak się prze­suwa.

W obec­nych warun­kach spek­ta­ku­larne szturmy nie zda­rzają się pra­wie w ogóle. Jedną z takich prób Rosja­nie pod­jęli w oko­li­cach Łyma­nia w dru­giej poło­wie marca 2026 roku. W swoją ope­ra­cję zaan­ga­żo­wali ponad pół tysiąca żoł­nie­rzy i dzie­siątki pojaz­dów opan­ce­rzo­nych, a także moto­cy­kli, buggy i quadów. Ukra­ińcy wykryli te przy­go­to­wa­nia dzięki dro­nom roz­po­znaw­czym. Zami­no­wali dro­nami drogi i szlaki podej­ścia, tak że Rosja­nie utknęli na minach dokład­nie tam, gdzie spo­dzie­wali się czy­stego przej­ścia. Ukra­ińcy zablo­ko­wali ich, a następ­nie dobi­jali dro­nami FPV. Rosyj­ska ope­ra­cja prze­ła­mu­jąca zakoń­czyła się fia­skiem. Według ukra­iń­skich źró­deł ponad czte­ry­stu Rosjan, czyli osiem­dzie­siąt pro­cent zaan­ga­żo­wa­nych ludzi, zgi­nęło lub zostało ran­nych.

Warto dodać, że w warun­kach wojny pozy­cyj­nej wysu­nięte jed­nostki po obu stro­nach z reguły nie dys­po­nują arty­le­rią cięż­szą niż co naj­wy­żej moź­dzie­rzami. Dla­tego to nie będzie tak jak na fil­mach, że za umoc­nie­niami Tar­czy Wschód stoją nasze Kraby. To jest bzdura. Jeżeli posta­wimy tam Kraby, to one nie prze­trwają pierw­szej godziny wojny.

Trzydziesta szósta godzina

Po pół­to­rej doby walki powin­ni­śmy już znać kie­runki głów­nych rosyj­skich ude­rzeń. Trzeba zało­żyć, że tam, gdzie prze­ciw­nik sku­pił główne siły, uzy­skał postępy. Będziemy więc mieć front z wła­ma­niami. W tych kie­run­kach zaczniemy prze­rzu­cać nasze siły, które do tej pory były w odwo­dzie, czyli jesz­cze nie weszły do walki.

Do dwóch dywi­zji, które już wal­czą, powinny dołą­czyć kolejne dwie dywi­zje. Ich zada­niem będzie nie dopu­ścić, aby miej­scowe wła­ma­nia na fron­cie prze­kształ­ciły się w prze­ła­ma­nie frontu.

W tym momen­cie do wal­czą­cych jed­no­stek powinny zacząć docie­rać uzu­peł­nie­nia powo­łane w ramach mobi­li­za­cji, czyli docie­ramy do kolej­nego poważ­nego pro­blemu naszego pań­stwa. Cho­dzi o to, że jed­nostki, które ponio­sły straty, będą uzu­peł­niane rezer­wi­stami z mobi­li­za­cji. Po takim uzu­peł­nie­niu jed­nostki będą musiały przejść prze­szko­le­nie zgry­wa­jące doświad­czo­nych żoł­nie­rzy z tymi nowymi, aby osią­gnąć zdol­ność do walki. Poja­wie­nie się takich jed­no­stek na polu walki zaj­mie raczej tygo­dnie niż dni. Do tego dojdą nowe jed­nostki for­mo­wane od zera.

Pierwszy tydzień

Zakła­da­jąc, że w pierw­szej fazie walk będzie uczest­ni­czyć pięć­dzie­siąt tysięcy żoł­nie­rzy, to gdyby dobrze nam poszło w ciągu pierw­szego tygo­dnia, straty wyniosą około pię­ciu tysięcy pole­głych i dzie­się­ciu tysięcy ran­nych.

W tym przy­padku suk­ces pole­gałby na tym, że po pierw­sze, obro­ni­li­by­śmy teren, czyli zatrzy­ma­li­by­śmy prze­ciw­nika w całym pasie jego ope­ra­cji i spo­wol­nili na głów­nych kie­run­kach ude­rze­nia. Po dru­gie, zada­li­by­śmy prze­ciw­ni­kowi na tyle duże straty, że mogli­by­śmy budo­wać warunki do kontrude­rze­nia.

Takie esty­ma­cje są dosyć ryzy­kowne, bo gdyby coś poszło źle, to w ciągu doby możemy stra­cić całą bry­gadę, czyli trzy tysiące ludzi, i mogłoby dojść do gwał­tow­nego prze­ła­ma­nia frontu. W takiej wer­sji wyda­rzeń straty w pierw­szym tygo­dniu mogą oka­zać się masowe i liczone w dzie­siąt­kach tysięcy ludzi.

Drugi tydzień

W złym sce­na­riu­szu Tar­cza Wschód nie wytrzyma dwóch tygo­dni. Aby ten sce­na­riusz został jed­nak zre­ali­zo­wany, Rosja­nom musia­łoby się udać kilka rze­czy. Po pierw­sze, zasko­czy­liby nas na pozio­mie stra­te­gicz­nym, czyli zaata­ko­wali nasz kraj w nie­spo­dzie­wany dla nas spo­sób. Po dru­gie, zasko­czy­liby nas na pozio­mie ope­ra­cyj­nym, czyli ude­rzyli na nie­spo­dzie­wanych dla nas kie­run­kach.

Naszym pro­ble­mem jest to, że w cza­sie pokoju nie minuje się tere­nów przy­gra­nicz­nych. Jeśli Rosja­nom uda się nas zasko­czyć i dopro­wa­dzić do sytu­acji, w któ­rej nie wyro­bimy się z cał­ko­wi­tym zami­no­wa­niem terenu przed ich ude­rze­niem, to poko­na­nie Tar­czy Wschód, nawet gdyby była już roz­bu­do­wana do zakła­da­nego obec­nie poziomu, zaj­mie im mak­sy­mal­nie do dwóch tygo­dni.

Gdyby udało nam się zami­no­wać porząd­nie teren, to teo­re­tycz­nie Rosja­nie mogą utknąć na Tar­czy Wschód na dłuż­szy czas. Do tego jed­nak potrzeba olbrzy­mich ilo­ści min prze­ciw­pie­chot­nych i prze­ciw­pan­cer­nych, a także sys­te­mów mino­wa­nia narzu­to­wego, które bez prze­rwy two­rzy­łyby przed Rosja­nami nowe pola minowe – mówimy tu o dzie­siąt­kach tysięcy min.

Czas utrzy­ma­nia się na Tar­czy Wschód będzie w dużym stop­niu zale­żał od zacho­wa­nia się lot­nic­twa naszych sojusz­ni­ków w NATO. Dziś dys­po­nu­jemy infor­ma­cjami, że Rosja­nie wyko­nują około stu lotów bojo­wych na dobę. Spe­cja­li­ści z zakresu lot­nic­twa mówią, że sto lotów bojo­wych na dobę to jest nie­wiele. Pożą­dana aktyw­ność ze strony lot­nic­twa NATO wyno­si­łaby raczej jakieś czte­ry­sta, pięć­set lotów bojo­wych na dobę, czyli mówimy tu o całych ope­ra­cjach, a więc ude­rze­niach sko­or­dy­no­wa­nych zespo­łów powietrz­nych liczą­cych po kil­ka­na­ście maszyn. A zatem istot­nym ele­men­tem naszej obrony będzie zacho­wa­nie lot­nic­twa NATO. To, co mnie mar­twi, to pyta­nie o zaan­ga­żo­wa­nie Ame­ry­ka­nów. Wiemy, że NATO jest zdolne do dużych ope­ra­cji powietrz­nych. W ope­ra­cji „Pustynna burza” wzięło udział dwa tysiące sie­dem­set osiem­dzie­siąt samo­lo­tów, ale to wszystko opie­rało się na zdol­no­ściach Ame­ry­ka­nów. W obec­nej sytu­acji poli­tycz­nej ich reak­cja na atak Rosji pozo­staje tajem­nicą.

Jeśli wszystko pój­dzie źle, a więc Rosja­nie zasko­czą nas na pozio­mie stra­te­gicz­nym i ope­ra­cyj­nym, Tar­cza Wschód zosta­nie prze­rwana w ciągu dwóch tygo­dni, a w naszej obro­nie zostaną doko­nane znaczne wyłomy, to pozosta­nie nam tylko jedno – opóź­nia­nie ich ofen­sywy.

W takim wypadku do dwóch mie­sięcy możemy mieć Rosjan na linii Wisły.

Drugi miesiąc

W ciągu tych dwóch mie­sięcy NATO powinno zebrać siły do obrony lub kontr­ude­rze­nia. Te siły zgro­ma­dzą się po dru­giej stro­nie Wisły. Wisła będzie sta­no­wiła bar­dzo mocną zaporę dla Rosjan, która może ich zatrzy­mać na kolejne dwa mie­siące, w trak­cie któ­rych będą się przy­go­to­wy­wali do sku­tecz­nej prze­prawy przez rzekę. Żeby myśleć o sku­tecz­nej prze­pra­wie, Rosja­nie muszą wypra­co­wać prze­wagę w powie­trzu oraz przy­kryć osłoną prze­ciw­lot­ni­czą obszary, w któ­rych chcą for­so­wać Wisłę.

Czwarty miesiąc

Miej­sce prze­prawy przez Wisłę Rosja­nie będą mieć bar­dzo pre­cy­zyj­nie zapla­no­wane, żeby speł­niało sze­reg warun­ków. Rosja­nie muszą mieć rejon wycze­ki­wa­nia wojsk na for­so­wa­nie rzeki. Muszą mieć dogodne drogi dojaz­dowe do miej­sca for­so­wa­nia. Po poko­na­niu rzeki muszą okre­ślić rejon zgru­po­wa­nia wojsk i ich wej­ścia do walki. Okre­ślić obszar roz­środ­ko­wa­nia sprzętu, musi to więc być teren, na któ­rym znaj­duje się co naj­mniej kilka dróg. Dodat­kowo musi to być miej­sce o dogod­nym do for­so­wa­nia rzeki kształ­cie brze­gów, trzeba wyszu­kać takie miej­sce, gdzie droga w dogodny spo­sób zej­dzie z brzegu do wody. Woj­ska inży­nie­ryjne muszą poło­żyć bez­po­śred­nie drogi dojaz­dowe do samej rzeki, bar­dzo solidną kon­struk­cję, bo mówimy o set­kach jed­no­stek cięż­kiego sprzętu, który będzie się przez tę rzekę prze­pra­wiał.

Zanim roz­pocz­nie się budowa prze­prawy, rosyj­skie woj­ska muszą naj­pierw uchwy­cić przy­czó­łek po dru­giej stro­nie rzeki, a następ­nie go utrzy­mać do czasu, aż powsta­nie prze­prawa mostowa i pro­mowa. To wszystko będą reali­zo­wać pod zma­so­wa­nymi ata­kami lot­ni­czymi naszych wojsk. Rosja­nie będą też ostrze­li­wani arty­le­rią rakie­tową. Nie­zwy­kle sku­teczna okaże się tutaj amu­ni­cja kase­towa oraz mino­wa­nie narzu­towe.

Rosja­nie będą pró­bo­wać roz­bu­do­wać przy­czó­łek, aby odsu­nąć naszą arty­le­rię lufową na tyle, by umoż­li­wić swoim woj­skom bez­pieczną prze­prawę. Wiel­kim pro­ble­mem Rosjan na tym eta­pie walk będzie ochrona prze­praw przed bar­dzo sil­nym lot­nic­twem NATO, nato­miast klu­czową rolę obok arty­le­rii będą odgry­wać drony.

Rosja­nie będą pró­bo­wali przejść Wisłę tam, gdzie rzeka jest wąska, czyli raczej na połu­dniu Pol­ski niż na pół­nocy. Łatwiej im będzie zro­bić to latem, kiedy poziom wody będzie bar­dzo niski. W 1939 roku Wisłę można było przejść nie­mal suchą nogą. Teraz też bory­kamy się z niskimi pozio­mami wody w tej rzece. Nie ozna­cza to jed­nak, że brak wody roz­wiąże wszyst­kie pro­blemy Rosjan, bo sprzęt po mule nie prze­je­dzie. Prze­prawa będzie w takim przy­padku zbli­żona roz­mia­rowo do tej, w któ­rej woda pły­nie, ale z pew­no­ścią sta­nie się łatwiej­sza, bo nie będzie sil­nego nurtu, żoł­nie­rze nie będą się topić.

Wisła może oka­zać się punk­tem, w któ­rym wal­czące strony utkną na dłuż­szy czas. Dla­tego roz­wa­ża­nia na temat roz­woju sytu­acji należy zatrzy­mać w tym miej­scu.

Krok w tył: co będzie przed godziną zero? Czy wypowiemy wojnę Rosji?

Moim zda­niem ist­nieje małe praw­do­po­do­bień­stwo, że Pol­ska zosta­nie zaata­ko­wana przed Łotwą, Litwą i Esto­nią. Co prawda jesz­cze kilka mie­sięcy temu powie­dział­bym, że to praw­do­po­do­bień­stwo jest wręcz eks­tre­mal­nie małe, jed­nak wobec zmie­nia­ją­cej się poli­tyki USA nie jestem już tego taki pewny. Uwa­żam jed­nak, że pozo­sta­wie­nie kra­jów bał­tyc­kich przez Rosjan za swo­imi ple­cami byłoby ich fatal­nym błę­dem. Jeśli więc doj­dzie do wojny, to praw­do­po­dob­nie Bał­to­wie pójdą na pierw­szy ogień, a my będziemy po nich.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki