Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
14 osób interesuje się tą książką
Te słowa padły w 2007 roku, ale ich znaczenie jest jeszcze bardziej aktualne w 2022 roku, gdy świat jaki znamy kruszy się na naszych oczach.
Peter Turchin w książce Wojna i pokój, i wojna udowodnił, że zdolność społeczeństwa do wspólnego działania warunkuje powstanie imperium. Wysoki poziom współpracy występuje tam, gdzie ludzie muszą się jednoczyć, by odeprzeć wspólnego wroga. Właśnie ten rodzaj współpracy doprowadził do powstania rosyjskiego i rzymskiego imperium, a także Stanów Zjednoczonych. Proces ten nie może jednak trwać wiecznie, gdy imperia rosną w siłę, bogaci stają się bogatsi, a biedni biedniejsi, konflikt zastępuje współpracę, wskutek czego następuje nieuchronny rozpad. Błyskotliwie uargumentowana i bogata w historyczne przykłady Wojna i pokój, i wojna oferuje nową, śmiałą teorię na temat biegu historii świata.
• Czy imperium da się obalić za pomocą telefonu komórkowego?
• Jak miłujący wolność Kozacy stali się wiernymi sługami carskiej Rosji?
• Czy Lew Tołstoj napisałby Wojnę i pokój, gdyby znał mechanikę kwantową?
• Co mają wspólnego ruchy skrzydeł motyla z kryzysem cywilizacji zachodniej?
• Co św. Mateusz mógł wiedzieć o współczesnych nierównościach społecznych?
• Dlaczego wojna i przemoc rozprzestrzeniają się niczym epidemia wirusa?
Dowiedz się z naszej książki!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 614
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Peter Turchin jest profesorem na Wydziale Ekologii i Biologii Ewolucyjnej Uniwersytetu Connecticut. Opublikował pracę naukową Historical Dynamics zawierającą dane statystyczne, które były punktem wyjścia budowy teorii przedstawionej w Wojnie i pokoju, i wojnie.
Liczne omówienia wydarzeń z rozmaitych epok historycznych, przedstawione klarownym, żywym językiem, składają się na dzieło w duchu książki Jareda Diamonda Strzelby, zarazki, maszyny, pobudzające do myślenia, rewizjonistyczne spojrzenie na historię świata.
– „Publishers Weekly”
Jest to fascynująca teoria historii świata, zasługująca na zainteresowanie fachowców i uznanie szerokich kręgów czytelniczych. Lektura tej książki prowokuje i dostarcza wiele przyjemności.
– Paul Seabright, autor książki
The Company of Strangers: A Natural History of Economic Life
W XVII wieku swoją teorią państwa Thomas Hobbes dał początek „racjonalnej nauce” dotyczącej polityki. Oceniano ją jako skandaliczną, bluźnierczą, cyniczną, odrażającą lub po prostu błędną. Jednego tylko nie można było zrobić z Hobbesem: zignorować go. Peter Turchin proponuje interpretację historii imperiów, która również może być uznana za kontrowersyjną i której też nie można zignorować. Ta spektakularna, prowokująca teoria zasługuje na to, by o niej dyskutować i ją analizować, a historycy powinni się o nią spierać. Jest to przypomnienie, bardzo na czasie, że historia nie jest tylko ciągiem zdarzeń, lecz procesem, który kieruje się własnymi zasadami i logiką.
– Philip Ball, autor książki
Masa krytyczna. Jak jedno z drugiego wynika
Turchin jest jedną z najważniejszych postaci współczesnej teorii ewolucji. (…) Jej osiągnięcia wykorzystuje do badania dziejów ludzkości. Przedstawia pasjonujący opis zmiennych losów imperium rosyjskiego – jego powstania i upadku – obficie cytując kroniki z epoki i szczegółowo omawiając stosunki między Księstwem Moskiewskim a Krymem oraz między Rosjanami a Tatarami. W analizie, która towarzyszy tym opisom, dochodzi do wniosku, że istnieje podobieństwo między tym dobrze znanym przykładem a ekspansją osadników amerykańskich na tereny pogranicza. Najwięcej miejsca w książce zajmuje studium przypadku rozciągniętego na tysiąclecie, czyli analiza przyczyn powstania i upadku imperium rzymskiego, którego Turchin dokonuje z odpowiednią dozą uproszczeń i z polotem. Wojna i pokój, i wojna jest pomyślana jako lektura dla jak najszerszej rzeszy odbiorców, toteż ma bez mała formę powieści. Proza Turchina jest bardzo atrakcyjna.
– Gordon Johnson, rektor Wolfson College, University of
Cambridge, artykuł w „Times Higher Education Supplement”
Naukowiec Turchin (…) bierze się za bary z pozornie chaotyczną naturą historii i za pomocą modeli matematycznych oraz teorii behawioralnych dochodzi do wniosku, że historia podlega stałym cyklom, które nazywa kliodynamiką. (…) Jego wizja historii pod wieloma względami kłóci się z poglądem Jareda Diamonda przedstawionym w książce Strzelby, zarazki, maszyny. Hipoteza Turchina z pewnością wywoła kontrowersje.
– „Library Journal”
Wydanie pierwsze
Tytuł oryginału:
War And Peace And War. The Rise and Fall of Empires
Copyright © Peter Turchin, 2006
All rights reserved including the right of reproduction in whole
or in part in any form.
This edition published by arrangement with Dutton,
an imprint of Penguin Publishing Group, a division of Penguin
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania lub przekazywana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób elektroniczny, mechaniczny, fotokopiujący, nagrywający lub inny, bez uprzedniej pisemnej zgody.
redaktor prowadzący: Michał Banaś
tłumaczenie: Witold Falkowski
redakcja: Renata Nowak
korekta: Anna Śleszyńska
e-book: Robert Waszkiewicz
Obrazy użyte na okładce:
Lisowczycy, Józef Brandt;
Podbój Syberii przez Jermaka, Wasilij Surikow.
Fundacja Warsaw Enterprise Institute
Al. Jerozolimskie 30
00-024 Warszawa
ISBN: 978-978-83-67272-51-3
Dla Olgi
„A zatem pokój przynosi wojnę, a wojna pokój”
Imperium zjednoczyło wreszcie wszystkie cywilizacje. Po wielu latach wojen ostatni wrogowie zostali pokonani. Wydaje się, że przed mieszkańcami imperium otwiera się perspektywa wiecznego pokoju i dostatku. Tymczasem nietuzinkowy matematyk Hari Seldon burzy ten sielankowy obraz. Stworzył nową naukę, psychohistorię, która pozwala przewidzieć dążenia całych społeczeństw na podstawie równań opisujących działania miliardów jed-nostek. Dzięki tym równaniom można określić z wyprzedzeniem rozkład i upadek władzy centralnej, bunty lokalnych przywódców i nielojalnych generałów, a w końcu okrutną wojnę domową, która przekształci tętniącą życiem, wielomiliardową stolicę imperium w miasto widmo zamieszkane przez kilka tysięcy niedobitków walczących o przetrwanie wśród ruin. Długotrwały proces rozkładu i upadek imperium następują dokładnie według przewidywań skromnego matematyka.
Jest to scenariusz przedstawiony w trylogii Izaaka Asimowa Fundacja. Opisuje on przyszłość planety Trantor, stolicy potężnego imperium galaktycznego. W powieści fantasy Asimowa historię ludzkości można zrozumieć i przewidywać tak samo, jak fizycy poznają i szacują trajektorie planet, a biolodzy ekspresję genu. Kluczem do przewidywania losów społeczeństw jest psychohistoria, „gałąź matematyki, która zajmuje się reakcjami konglomeratów ludzkich na określone bodźce społeczne i ekonomiczne”. Możliwości precyzyjnego prognozowania nie są jednak nieograniczone. Psychohistoria nie potrafi dokładnie przewidzieć działań jednostki. Ponadto społeczność, której przypuszczenie dotyczy, nie może jej znać. „Znajomość prognozy powodowałaby zwiększenie wolności, a liczba dodatkowyc. zmiennych, które by się pojawiły, przekraczałaby możliwości psychohistorii”. wyjaśnia Hari Seldon. Prognozowanie przyszłości społeczeństw mogłoby się okazać niemożliwe z jeszcze jednego powodu. Złożone systemy dynamiczne są z natury nieprzewidywalne w dłuższym okresie z powodu tzw. efektu motyla. Niepozorne przyczyny mogą powodować poważne skutki, na przykład ruchy skrzydeł motyla frunącego gdzieś w Australii mogą wywołać huragan nad Atlantykiem. Inny przykład zawiera powiedzenie: „Z braku gwoździa zginęła podkowa, z braku podkowy koń się zmarnował, z braku konia zginął jeździec”. Jednakowoż Asimow nie mógł jeszcze wiedzieć o efekcie motyla, gdyż swoją trylogię pisał na początku lat pięćdziesiątych XX wieku, zanim powstała matematyczna teoria chaosu.
Dzieło Asimowa podziałało na wyobraźnię milionów czytelników, nie wyłączając licznej grupy naukowców i historyków. Wizja w nim przedstawiona jest jednak całkowicie sprzeczna z poglądami większości zawodowych historyków i przedstawicieli nauk ścisłych, które w naszej kulturze podziela zresztą większość. Filozofowie od wieków zastanawiali się nad możliwością analizowania historii metodą nauk ścisłych. Niemal wszyscy doszli do przekonania, że w ten sposób nie da się badać społeczeństw, ponieważ znacznie różnią się one od systemów fizycznych i biologicznych. Są zbyt złożone. Składają się z niepowtarzalnych jednostek, z których każda jest obdarzona wolną wolą i zdolna do celowego działania, a nie z prostych, identycznych elementów, takich jak atomy lub molekuły. Stwierdzono jednoznacznie, że jakakolwiek historia jako nauka ścisła musi być fantastyką naukową, a nie prawdziwą nauką. I niektórym pewnie się zdaje, że tak jest lepiej.
Historia jako nauka ścisła brzmi zimno i twardo – czyż takie ujęcie nie pozbawiłoby nas przyjemności podziwiania całego bogactwa wątków, z których upleciona jest przeszłość? Ponadto, czy nauka ta nie stałaby się narzędziem w rękach jakiejś tajnej sekty, która mogłaby go użyć do złowrogiej manipulacji? Zastanówmy się jednak: czy utraciliśmy umiejętność podziwiania błękitu nieba w pogodny letni dzień lub gry kolorów o zachodzie słońca? A przecież fizycy, począwszy od Newtona, a skończywszy na Einsteinie, badali właśnie to, jaki jest związek barwy nieba z załamywaniem się promieni słonecznych w atmosferze. Istotnie, historia jako nauka ścisła mogłaby zostać użyta w niecnych celach, ale każda nauka może służyć dobrym i złym celom. W powieści Asimowa pojawia się Druga Fundacja, złożona z psychohistoryków pociągających za sznurki z tajnego centrum. Jest to jednak najmniej przekonujący wątek książki.
Wojna i pokój, i wojna to próba udzielenia odpowiedzi na pytanie, które postawił Asimow (a przed nim wielu innych, m.in. Marks i Tołstoj): Czy historia jako nauka ścisła jest możliwa? Czy da się zbudować teorię upadku wielkich mocarstw, która byłaby nie mniej wartościowa niż, powiedzmy, nasza wiedza o przyczynach trzęsień ziemi? Sejsmolodzy poczynili wielkie postępy na drodze do zrozumienia ich natury. Potrafią nawet przewidzieć w przybliżeniu, w jakich rejonach świata wystąpią w najbliższym czasie wstrząsy, choć nie są w stanie dokładnie określić ani ich czasu, ani siły. Czy historia jako nauka ścisła mogłaby również wyjaśniać, dlaczego rozpadają się państwa oraz przewidywać, które społeczeństwa stoją w obliczu upadku?
Tematem tej książki są mocarstwa. Dlaczego niektórym – początkowo małym i nieodgrywającym istotnej roli – narodom udaje się zbudować potężne imperia, a innym nie? I z jakiego powodu twórcy tych imperiów z upływem czasu zawsze doprowadzają do ich upadku? Czy jesteśmy w stanie zrozumieć przyczyny narodzin i rozpadu wielkich mocarstw?
Imperium to duże, wielonarodowe państwo o rozbudowanej strukturze władzy. Najistotniejszym czynnikiem jest tu wielkość. Kiedy jakiś organizm państwowy staje się dostatecznie duży, zawsze obejmuje różne grupy etniczne, co przekształca go w państwo wielonarodowe. W epoce przedindustrialnej dużym wyzwaniem dla takiego mocarstwa była kwestia łączności. Rozwiązaniem problemu miały być różne wymyślane ad hoc sposoby spajania odległych terytoriów z centrum. Jednym z nich było wcielanie sąsiednich, mniejszych państw jako samorządnych prowincji, które odtąd musiały płacić daninę i zrzec się samodzielnej polityki zagranicznej, ale zachowywały niezależność w sprawach wewnętrznych. Taki proces stopniowego powiększania terytorium prowadzi zwykle do powstania skomplikowanych łańcuchów przekazywania poleceń oraz do współistnienia w jednym państwie heterogenicznych terytoriów.
Mocarstwa nie są jedynym przedmiotem badań historii jako nauki ścisłej. Historycy, tacy jak np. Arnold Toynbee, napisali tomy o powstaniu i upadku całych cywilizacji. Innych fascynuje rozwój wielkich religii, ewolucja stylów w sztuce, postępy nauki i techniki lub zmiany gospodarcze i demograficzne. Wszystkie te dziedziny mogą być tematem dociekań. Nie da się ich jednak zawrzeć w jednej książce. Zacznijmy więc od badania narodzin i śmierci imperiów.
W przeciwieństwie na przykład do cywilizacji państwa, jako organizacje terytorialne, można stosunkowo łatwo zdefiniować i wyróżnić spośród innych form organizacji ludzkich społeczności (takich jak państwa-miasta, przymierza plemienne itd.). Historycy nie przestają się spierać o to, jak odróżnić jedną cywilizację od drugiej. Niektórzy uważają, że Persja Achemenidów była częścią cywilizacji syryjskiej, inni – że częścią irańskiej, a kolejni – mezopotamskiej. W odróżnieniu od tej mnogości stanowisk w sprawie cywilizacji ustalenie przebiegu granic imperium Achemenidów nie nastręcza większych trudności: w każdym atlasie historycznym przedstawione są podobnie.
Choć dokonania imperiów zajmują najwięcej miejsca w przekazach historycznych, to nie powinniśmy stąd wyciągać wniosku, że były normą w dziejach ludzkości. Do XVIII wieku powierzchnia ziemi nadająca się do zamieszkania była w większości (a do czwartego tysiąclecia przed Chr. w całości) podzielona między małe bezpaństwowe społeczności, a nie imperia. Historyczne imperia zaś były bardzo często w stanie zapaśc. lub rozpadu. Duże i trwałe imperium utrzymujące wewnętrzny pokój to rzadkość w historii. Kiedy spojrzy się na zagadnienie z takiej perspektywy, to najbardziej palącą kwestią wymagającą wyjaśnienia staje się pytanie, jak imperiom udaje się przetrwać, a nie dlaczego doznają rozkładu i upadają.
Historie imperiów działają na wyobraźnię. Pomyślmy, jak mógł się czuć podróżujący po świecie w XVIII wieku Anglik, który znalazł się wśród dobrze zachowanych ruin starożytnego Rzymu (zanim jeszcze wchłonęło je nowoczesne wielkie miasto). Dziś podobnego uczucia doznajemy w Chichén Itzá w Meksyku. (Trzeba tam być wcześnie rano, zanim autokary przywiozą tłumy turystów). Kim byli ludzie, którzy wznieśli te wspaniałe świątynie i piramidy? Dlaczego już ich nie ma? Dzieje imperiów – czy to będzie imperium Ozymandiasza z sonetu Shelleya, czy imperium Dartha Vadera – niezmiennie nas fascynują.
Jako zapowiedź tego, o czym jest ta książka, przedstawiam w największym skrócie jej główną myśl. Procesy historyczne są często dynamiczne. Imperia powstają i upadają, społeczeństwa i gospodarki przeżywają okresy rozwoju i stagnacji, światowe religie zyskują coraz więcej wyznawców, a później ich tracą. Dynamika historyczna to dział nauki zajmujący się takimi zmiennymi procesami w historii. Gros badań dotyczyło jak dotąd społeczności rolniczych, w których większość ludzi (w niektórych wypadkach ponad 90 procent) uczestniczy w produkcji żywności.
Podstawa teoretyczna, nad którą pracuję od kilku lat, pozwala skupić się na zmianach zachodzących w grupach ludzi, a nie na ewolucji jednostek. Ostatecznie zachowanie grupy jest wynikiem działań jej członków, ale grupy społeczne nie są prostymi zbiorami identycznych elementów dających się łatwo opisać w kategoriach fizyki statystycznej, lecz systemami o złożonej strukturze wewnętrznej.
Ważnym aspektem struktury grupowej jest to, że poszczególni jej członkowie w różnym stopniu korzystają z dostępu do władzy i bogactwa. W społeczeństwach rolniczych prawie cała władza i większość zasobów znajdują się w rękach niewielkiej liczby osób (zazwyczaj 1–2 procent ludzi). Jest to elita lub arystokracja. Resztę społeczeństwa stanowi plebs.
Inną istotną cechą struktury społecznej jest narodowość rozumiana jako wykorzystywanie przez grupę wszelkich przejawów kultury do budowania wewnętrznej spójności i odrębności w stosunku do innych społeczności. Członkowie grupy narodowościowej są odseparowani od reszty ludzi umowną granicą. Grecy na przykład stworzyli barierę oddzielającą ich od barbarzyńców, czyli ludów niemówiących po grecku. Do wyznaczeni. granicy etnicznej mogą być użyte różne markery symboliczne: język i dialekt, religia i zachowania rytualne, rasa, strój, konwenanse, fryzura, ozdoby i tatuaże. Nie jest istotne, których markerów się używa, tylko czy pozwalają one odróżnić członków grupy od nie-członków, „swoich” od „obcych”.
Najczęściej każdy identyfikuje się z kilkoma grupami etnicznymi, które zawierają się jedna w drugiej. Mieszkaniec Dallas może być jednocześnie Teksańczykiem, Amerykaninem i członkiem cywilizacji zachodniej. Najpojemniejszą kategorię wśród grup społecznych, obejmującą liczne narody, nazywa się zazwyczaj cywilizacją, ja jednak wolę używać nazwy wspólnota metaetniczna (od greckiego meta – „ponad” i ethnos – „grupa narodowościowa” lub „naród”). Moja definicja odnosi się nie tylko do cywilizacji w utartym znaczeniu – takich jak cywilizacja zachodnia, islamska, chińska – lecz również do kręgów kulturowych, na przykład Celtów lub stepowych koczowników turecko-mongolskich. Z reguły największe różnice kulturowe występują między ludźmi należącymi do różnych wspólnot metaetnicznych; niekiedy są one tak duże, że członkowie jednej grupy odmawiają wręcz człowieczeństwa tym, którzy znajdują się po drugiej stronie metaetnicznej przepaści.
Dynamika historyczna może być rozumiana jako skutek rywalizacji i konfliktu między grupami, z których jedne zyskują przewagę nad innymi. Dominacja z kolei jest możliwa tylko dlatego, że poszczególne grupy spaja współdziałanie ich członków na poziomie mikro. Współpraca wewnątrzgrupowa stanowi podstawę międzygrupowego konfliktu, który w skrajnych wypadkach przyjmuje postać wojny, a nawet ludobójstwa.
Każda grupa charakteryzuje się specyficznym stopniem spójności i solidarności. Tę cechę grupy nazywam za czternastowiecznym myślicielem arabskim Ibn Chaldunem asabijją. Określa ona zdolność grupy społecznej do skoordynowanego, wspólnego działania. Podobnie jak wiele konstruktów teoretycznych, takich jak newtonowskie pojęcie siły, zdolność do wspólnego działania nie może być przedmiotem bezpośredniej obserwacji, można ją jednak zmierzyć na podstawie dających się zauważyć skutków.
Każde imperium ma za swoje jądro – naród imperialny. (Niektóre imperia miały w pewnych okresach więcej niż jeden naród imperialny, ale taka struktura jest niestabilna). Zdolność imperium do powiększania swojego terytorium i obrony przed wrogami zewnętrznymi i wewnętrznym. zależy w dużym stopniu od charakterystyki jej narodu imperialnego, przede wszystkim od jego asabijji. Jako że duże imperia powstają tylko za sprawą grup o wysokim poziomie asabijji, zasadniczą kwestią staje się odpowiedź na pytanie: jak owe grupy osiągają jej taki wysoki stopień oraz dlaczego ostatecznie ją tracą?
Grupy o wysokiej asabijji powstają na pograniczach metaetnicznych, czyli obszarach, gdzie krańce imperium pokrywają się z linią styku dwóch metaetnicznych wspólnot. Takie pogranicza to tereny bardzo intensywnej konkurencji międzygrupowej. Ekspansywne imperia wywierają ogromną presję militarną na ludy wokół swoich granic. Jednocześnie bogactwo imperium bardzo pociąga społeczności mieszkające na pograniczach. Próbują one uszczknąć z tego bogactwa coś dla siebie przez wymianę handlową lu. grabież. Zarówno zewnętrzne zagrożenie, jak i perspektywa zysku stanowią mocne bodźce integrujące, które zasilają asabijję. W tyglu metatnicznego pogranicza grupy słabo zintegrowane rozpadają się lub zanikają, natomiast te dobrze współpracujące rozwijają się i poszerzają swoje wpływy.
Aby dorównać potędze starego imperium, grupa pogranicza o wysokiej asabijji – kandydatka na naród imperialny – musi pomnożyć swój potencjał przez wchłonięcie innych grup. Na pograniczu integracja grup podobnych pod względem etnicznym jest łatwiejsza za sprawą obecnośc. odmiennych „innych” – graniczących metaetnicznych wspólnot. Stosunkowo niewielkie różnice między grupami po tej samej stronie granicy stają się nieistotne w porównaniu z ogromną przepaścią kulturową między nimi po obu jej stronach. Na podstawie danych empirycznych można stwierdzić, że duże agresywne imperia nie powstają na obszarach, gdzie granice polityczne dzielą społeczności zbliżone kulturowo.
Otóż główną myślą mojej książki jest to, że wspólnoty tworzące się na pograniczach o charakterze uskoku metaetnicznego nabywają umiejętności współpracy i wysokiej zdolności współdziałania, co z kolei umożliwia im budowanie dużych i potężnych państw. Rozwijam tę myśl w części I, posługując się przykładami Rosji i Ameryki (rozdziały 1. i 2.), Germanów i Arabów na pograniczu Rzymu (rozdziały 3. i 4.), początków Rzymu (rozdział 6.) oraz powstania supermocarstw europejskich (rozdział 7.).
Najważniejszą hipotezą, którą stawiam w tej książce, jest ta, że fundamentem potęgi imperium jest kooperacja. Podważa ona zasadnicze postulaty dominujących teorii nauk społecznych i biologicznych: racjonalneg wyboru w ekonomii i samolubnego genu w biologii ewolucyjnej. Trzeba jednak zauważyć, że ostatnie odkrycia nowo powstałych pól badawczych, takich jak ekonomia eksperymentalna i dobór wielopoziomowy, pokazują, iż model standardowy, oparty na hipotezie interesu własnego, zawiera poważne błędy. Nie potrafi wyjaśnić zagadki ultrasocjalizacji człowieka – naszej wyjątkowej zdolności łączenia się we współpracujące grupy złożone z milionów niespokrewnionych ze sobą jednostek. Co więcej, prawdziwości tego modelu przeczą eksperymenty behawioralne.
Wykształcenie się ultrasocjalizacji było możliwe za sprawą dwóch istotnych adaptacji. Pierwsza to strategia moralisty: współpracuj, dopóki większość członków grupy również współpracuje i karze tych, którzy nie współpracują. Grupa, w której znalazło się wystarczająco wielu moralistów, by jej kolektywne zachowanie osiągnęło poziom kooperatywnej równowagi, zyskała przewagę nad grupami, które nie potrafiły działać wspólnie, lub wręcz eksterminowała je. Druga adaptacja to właściwa człowiekowi umiejętność posługiwania się markerami symbolicznymi do definiowania grup współpracujących. Pozwoliła ona na wykształcenie się w procesie ewolucyjnym socjalizacji, która przełamała ograniczenia interakcji bezpośredniej. Organizmy społeczne rosły w siłę skokowo w kolejnych fazach rozwoju ludzkości: od wioski i klanu, przez plemię i związek plemion, aż po państwo, imperium i cywilizację. W rozdziale 5. przedstawiam tę nową naukę dotyczącą kooperacji.
Część I poświęcona jest imperiogenezie – omówieniu czynników, które wyjaśniają powstawanie imperiów, natomiast w części II koncentruję się na imperiopatozie, czyli przyczynach upadku imperiów.
Stabilizacja i pokój wewnętrzny panujące w silnych imperiach zawierają już w sobie zalążki przyszłego chaosu. Skutkują one wzrostem liczby ludności. Rozwój demograficzny doprowadza do przeludnienia, przeludnienie powoduje spadek wynagrodzeń, wzrost czynszów dzierżawnych i spadek dochodów per capita wśród plebsu. Z początku korzystają na tym klasy uprzywilejowane, które pomnażają swoje bogactwo dzięki niskim wynagrodzeniom i wysokim czynszom. W miarę jednak jak liczebność i apetyty wyższych klas rosną, one również zaczynają odczuwać spadek dochodów. Pogorszenie standardu życia wywołuje niezadowolenie i konflikty. Elity żądają od państwa zatrudnienia i dodatkowego wynagrodzenia, co doprowadza do wzrostu wydatków państwa. Jednocześnie przychody podatkowe się kurczą, ponieważ gros ludności biednieje. Kiedy finanse państwa się załamują, traci ono kontrolę nad armią i policją. Znikają wszelkie hamulce, wzmagają się konflikty wewnątrz elit, doprowadzając do wojny domowej. Z kolei niezadowolenie biedoty przeradza się w powszechny bunt.
Załamanie się porządku budzi z uśpienia czterech jeźdźców apokalipsy: głód, wojnę, zarazę i śmierć. Spada liczba ludności, płace rosną, czynsze maleją. Podczas gdy dochody plebsu wracają do dawnego poziomu, fortuny klas wyższych nikną. Upadek ekonomiczny elit oraz brak skutecz-nych rządów podtrzymują ciągłe konflikty wewnętrzne. Wskutek wojen domowych elity zostają przetrzebione. Ich członkowie giną w walkach frakcyjnych, potyczkach z sąsiadami lub po prostu rezygnują z utrzyma-nia arystokratycznego statusu i niepostrzeżenie zasilają szeregi plebsu. Walki wewnątrz elit ustają, co pozwala przywrócić ład. Stabilizacja i pokój zapewniają wzrost zamożności i rozpoczyna się kolejna faza cyklu. Jak to ujął szesnastowieczny komentator: „pokój przynosi wojnę, a wojna pokój”.
Pełny cykl, który składa się z łagodnej fazy integracji oraz niespokojnej fazy dezintegracji, trwa zazwyczaj dwa lub trzy stulecia. Te potężne wahania w strukturach: demograficznej, gospodarczej i socjalnej społeczeństw agrarnych nazywam cyklami sekularnymi. Teorię demograficzno-strukturalną wyjaśniającą cykle sekularne przedstawiam w rozdziałach 8. i 9., powołując się na przykłady z historii Francji i Anglii w okresie średniowiecza i początków współczesności.
Faza cyklu sekularnego wpływa na trend w nierównościach ekonomicznych i społecznych, co z kolei oddziałuje na dynamikę asabijji. Naro-dy, które mają zadatki na zbudowanie swojego imperium, są względnie egalitarne. Grupa, w której panują duże różnice zamożności między jej członkami, gorzej współpracuje i ulega rywalom, którzy dysponują wyższym poziomem asabijji. Ponadto pogranicza metaetniczne są zazwyczaj słabo zaludnione, więc jest tam dość ziemi (głównego bogactwa w społeczeństwach agrarnych) dla wszystkich, którzy chcą ją uprawiać. Sukces narodu imperialnego w ekspansji terytorialnej powoduje jednak przesunięcie granic daleko od centrum, co eliminuje istotną siłę hamującą wzrost nierówności. Pokój prowadzi do wzrostu liczby ludności, z kolei przeludnienie skutkuje zubożeniem mas chłopskich. Biedni biednieją, a bogaci się bogacą. Jest to proces nazywany efektem św. Mateusza. Rosnące dysproporcje między bogatymi a biednymi wystawiają na próbę społeczny konsensus. Rozwarstwienie z powodu nierównego podziału bogactwa wyraż. się już nie tylko w powstaniu przepaści między arystokracją a plebsem, lecz w rosnących różnicach w obrębie każdej grupy społecznej. Konkuren-cja wewnątrz elity o kurczące się zasoby doprowadza do powstania frakcji i narusza solidarność narodową. W trakcie fazy dezintegracji cyklu sekularnego tożsamość lokalna i frakcyjna nabierają większego znaczenia niż tożsamość narodowa czy imperialna, czego rezultatem jest erozja asabijji narodu imperialnego. Jak widać, efekt św. Mateusza odgrywa istotną rolę w imperiopatozie, czyli upadku imperiów.
Spadek poziomu asabijji nie jest procesem linearnym. W fazach integracyjnych cykli sekularnych, kiedy nierówności nie są zbyt duże, wygasają konkurencja wewnątrz elit i konflikt między elitami a plebsem; tożsamość imperialna odzyskuje na pewien czas znaczenie. Jak zobaczymy w rozdziale 10., redukcja asabijji do poziomu, który uniemożliwia utrzymanie integralności imperium, następuje dopiero po kilku fazach dezintegracji.
Cykl życia typowego narodu imperialnego obejmuje dwa, trzy lub nawet cztery cykle sekularne. Za każdym razem kiedy imperium wkracza w fazę dezintegracji, asabijja jego rdzennego narodu zostaje znacznie osłabiona. W wielkim cyklu wzrostu i spadku asabijji zawiera się zate. kilka cykli sekularnych. Faza dezintegracji też nie przebiega liniowo. Wojna domowa zaczyna się jak pożar lasu lub epidemia: przemoc rodzi jeszcze większą przemoc, napędzając spiralę mordu i zemsty. W końcu jednak ludzie mają dość ciągłej walki i wojna domowa „wypala się”. Ci, którzy ją przeżyli. a także ich dzieci, nie mają ochoty na kolejną eskalację wrogości. Są niejako uodpornieni na bakcyl waśni domowej. Kolejne pokolenie, wnukowie tych, którzy brali udział w wojnie domowej, nie doświadczywszy na własnej skórze okropności wojny, nie mają już tej odporności. Jeśli społeczne uwarunkowania prowadzące do konfliktu (przede wszystkim nadprodukcja elit) występują nadal, to wnukowie znów wzniecą wojnę domową. W rezultacie w fazie dezintegracji wojna domowa będzie się powtarzać z częstotliwością od 40 do 60 lat. Tę prawidłowość nazywam cyklami ojców i synów. Te składają się na cykle sekularne, które z kolei tworzą cykle asabijji. W rozdziale 11. pokazuję tę współzależność „kół wewnątrz kół wewnątrz kół” na przykładzie postępującego upadku imperium rzymskiego.
Podsumowując, w książce tej omawiam trzy teorie: pogranicza metaetnicznego (wyjaśniającą cykle asabijji), demograficzno-strukturalną (tłumaczącą cykle sekularne) i społeczno-psychologiczną (objaśniającą cykle ojców i synów). Teorie te tworzą część nowej nauki dynamiki historycznej lub – wolę używać tego określenia – kliodynamiki (od Klio – muza historii i dynamika – badanie procesów w czasie).
Kliodynamika czerpie wiele z dwóch dyscyplin przyrodniczych. Koncentruje się na grupach, a nie na jednostkach, co upodabnia ją do mechaniki statystycznej, która zbiera dane dotyczące ruchu miliardów cząsteczek, by przewidywać takie właściwości układu, jak temperatura i ciśnienie. Jednakowoż badanie i przewidywanie zachowania się grup ludzkich jest znacznie trudniejsze, gdyż ludzie różnią się od siebie (m.in.
pod względem siły i tożsamości etnicznej). Ponadto mają wolną wolę. W rozdziale 12. omawiam znaczenie czynników zwiększających złożoność badań społeczeństw.
Jeszcze więcej kliodynamika zawdzięcza dynamice nielinearnej. Społeczeństwa i państwa można przedstawiać jako systemy dynamiczne składające się z elementów, które na siebie oddziałują. Państwa należą do systemu międzynarodowego, co zwiększa jeszcze stopień komplikacji. Podstawowym pojęciem jest tutaj dynamiczne sprzężenie zwrotne. Zmiana stanu jednego elementu systemu ma wpływ na inny element, ale modyfikacja stanu tego drugiego elementu może z kolei wywołać (zwrotnie) zmianę pierwszego. Jeśli system dynamiczny zawiera takie nielinearne sprzężenia zwrotne, staje się wysoce podatny na oscylację. Ujmując to zwięźle: „pokój przynosi wojnę, a wojna pokój”.
Cykle, którym podlegają społeczeństwa i państwa na przestrzeni dziejów, mają inny charakter niż występujące ze ściśle określoną częstotliwością, powtarzalne cykle zjawisk fizycznych, takie jak ruchy planet czy wahadła. Systemy społeczne są znacznie bardziej złożone. Jak wiadomo z dynamiki nielinearnej, jeśli dwa lub więcej doskonale linearne zachowania zostaną na siebie nałożone, to rezultatem może być dynamika niecykliczna, innymi słowy: chaos. Interakcje między asabijją, cyklami sekularnymi oraz cyklami ojców i synów mogą skutkować taką złożoną, chaotyczną dynamiką. W systemie chaotycznym niepozorne działanie jednego elementu, na przykład jednostki ludzkiej korzystającej z wolnej woli, może przynieść ogromne konsekwencje. Duże znaczenie mają też czynniki zewnętrzne, na przykład: zmiany klimatyczne powodujące nieurodzaj; przypadkowe mutacje mikroorganizmów, których skutkiem mogą być epidemie; katastrofalne wybuchy wulkanów. Chaotyczność zachowań, wolna wola i klęski żywiołowe to czynniki, które sprawiają, że dynamiki żywych społeczeństw nie da się dokładnie przewidzieć z dużym wyprzedzeniem. Hari Seldon się mylił.
Choć przewidywanie odległej przyszłości jest niemożliwe, to uwzględniwszy wszystko, co wiemy o społeczeństwach i dynamice nielinearnej, możemy stwierdzić, że udoskonalone zrozumienie funkcjonowania społeczeństw nie jest wiedzą czysto akademicką. Zrozumienie procesów, któr. doprowadzają społeczeństwo do wojny domowej, może stanowić wskazówkę. jak jej uniknąć. Taka inżynieria społeczna to oczywiście kwestia przyszłości. Nasze rozumienie dynamiki społeczeństw agrarnych jest jeszcze dalekie od doskonałości, a przecież wysoce złożone współczesne społeczeństwa industrialne i postindustrialne stanowią o wiele większe wyzwanie dla socjologów. Liczne procesy, które odgrywały decydującą rolę w funkcjonowaniu wspólnot agrarnych, w społeczeństwach nowoczesnych mają o wiele mniejsze znaczenie,lub są go w ogóle pozbawione. W dzisiejszych czasach w społeczeństwach Zachodu właściwie nie występuje na przykład zjawisko głodu. Rewolucja przemysłowa nie zmieniła jednak całkowicie ludzkiej natury. W końcowych dwóch rozdziałach zastanawiam się, czego może nas nauczyć kliodynamika o wojnie, pokoju, i wojnie, które być może nas czekają.
Kozacy Jermaka zdobywają Syberię
Dwudziestego drugiego października 1581 roku wojownik Jermak Ti-mofiejewicz, ataman dowodzący oddziałem kilkuset Kozaków, postanowił rozbić obóz na brzegu rzeki Irtysz. Kozacy znajdowali się w głębi wrogiego terytorium po wschodniej stronie Uralu, otoczeni ze wszystkich stron przez dzikie hordy. Zapadła już noc, toteż rozpalili krąg ognisk, które miały ich chronić przed podstępnym atakiem nieprzyjaciela oraz ogrzać rannych. Po założeniu obozu Jermak zgromadził tych, którzy nie odnieśli ran i nie trzymali warty, żeby omówić plan dalszego działania. Mieli do wyboru kilka możliwości, ale żadna nie dawała wielkiej nadziei powodzenia.
Ciąg wypadków, które doprowadziły tych rosyjskich żołnierzy nad brzeg Irtyszu, miał swój początek ponad 20 lat wcześniej, w 1558 roku, kiedy car Iwan IV nadał Jakubowi i Grzegorzowi Stroganowom ogromne terytorium w dzikim rejonie górnego odcinka rzeki Kamy na zachód od Uralu. Stroganowowie byli rosyjskim odpowiednikiem kupców-awanturników z Niderlandów i Anglii, którzy poszerzali zdobycze imperialne w Indiach Wschodnich i Zachodnich. Na początku XVI wieku rodzina Stroganowów rozwinęła duże przedsiębiorstwa na północno-wschodnich krańcach Rosji: posiadali kopalnie soli, handlowali futrami i zajmowali się rybołówstwem. Mieli więc niezbędne doświadczenie i kapitał do zagospodarowania nowych terytoriów. Bracia Stroganowowie niezwłocznie przystąpili do werbowani. kolonistów, zakładania osad i rozmieszczania garnizonów. Teren był bardzo słabo zaludniony przez rdzenne plemiona Ugrofinów, którzy patrzyli niechętnie na inwazję, ale nie byli w stanie skutecznie się jej oprzeć. Poważniejsze zagrożenie stanowili Tatarzy zamieszkujący stepy i lasostepy za Uralem. Tatarzy to używane przez Rosjan ogólne określenie koczowniczych ludów pochodzenia turecko-mongolskiego. Koczownicy ci mieli za przywódcę Kuczuma, potomka Czyngis-chana. Kuczum okrzyknął się chanem Sybiru (stąd nazwa Syberia), a kiedy dowiedział się, że Rosjanie umacniają swoje panowanie nad rejonem górnej Kamy, wysłał garstkę Tatarów i ich lokalnych sprzymierzeńców, którzy pod wodzą jego siostrzeńca Mehmet-Kuli (Mametkuli) napadli na nowych osadników. Tatarzy wymordowali Rosjan i ich lokalnych sojuszników, biorąc do niewoli kobiety i dzieci, by następnie wycofać się z łupami za Ural.
MAPA 1. ROSJA I TATARZY W XVI WIEKU
W odpowiedzi Stroganowowie postanowili działać w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak. Pierwszym krokiem było poproszenie cara o zgodę na poszerzenie ich terytoriów poza Ural. Car przystał na takie rozwiązanie, zastrzegając jednak, że Stroganowowie mogą liczyć tylko na siebie – rząd ni. udzieli im żadnego wsparcia, ani finansowego, ani militarnego. Na szczęście mogli wykorzystać inne źródło zaciągu: Kozaków. Byli oni gotowymi na wszystko bezpaństwowymi mieszkańcami stepów między Rosją a terenami kontrolowanymi przez Tatarów krymskich, kazańskich i astrachańskich. Ich pochodzenie jest niepewne, wiadomo jednak, że w XVI wieku należeli do nich głównie zbiegli chłopi, zubożała szlachta i inni uciekinierzy z Rosji centralnej oraz ich potomkowie. Stosunki Kozaków z Rosją nie były uregulowane. Kozacy wyznawali prawosławie i zazwyczaj walczyli przeciw wrogom cara, obejmując nieraz państwowe urzędy. Nade wszystko cenili sobie jednak wolność i zdarzało się, że wzniecali bunty przeciw władzy centralnej. Ponadto na dzikich stepach możliwości uprawiania pokojowego handlu były bardzo ograniczone, toteż kozackie bandy żyły z rozboju.
Kiedy Stroganowowie rozpoczęli poszukiwania rekrutów, dowiedzieli się o jednej z takich wyjętych spod prawa band nad Wołgą. Do jej przywódców należeli Jermak Tomofijewicz i Iwan Kolco (Pierścień). Ten ostatni zyskał międzynarodowy rozgłos jako zdobywca stolicy Ordy Nogajskiej. Nogajowie byli wówczas sprzymierzeńcami Rosji i kiedy poskarżyli się carowi Iwanowi IV, ten wydał zaoczny wyrok śmierci na Iwana Kolco. Stroganowo-wie wysłali list do Kozaków, proponując im udział w obronie wschodniej flanki chrześcijaństwa przed „poganami” w zamian za darowanie kary przez cara. Kozacy przyjęli tę ofertę.
W 1579 roku oddział Jermaka przybył na terytorium Stroganowa, gdzie z początku służył jako załoga garnizonu. Latem 1581 roku odparł na przykład najazd 680 Wogułów (wojowniczego zauralskiego plemienia ugryjskiego, zwanego obecnie Mansami) i pojmał ich przywódcę. Podstawowym zadaniem Kozaków miało być jednak prowadzenie wojny na terenie wroga. Opis późniejszych wydarzeń zawiera dokument z epoki Kronika Stroganowów.
„Pierwszego września 1582 roku, w dniu wielebnego ojca naszego Szy-mona Słupnika, Siemion, Maksym i Nikita Stroganowowie wyprawili ze swojego miasta atamanów wołżańskich i Jermaka Timofiejewicza z jego Kozakami przeciw sułtanowi syberyjskiemu [chanowi Kuczu-mie]. Wraz z nimi wysłali jeszcze 300 swoich żołnierzy: zaciągniętych w miastach oraz pojmanych na Litwie [byli to jeńcy litewscy i germańscy, którym obiecano uwolnienie po pomyślnym zakończeniu wyprawy], a także Tatarów i Rosjan; wszyscy oni odznaczali się wielk. odwagą. Ruszyli jak jeden mąż, razem z atamanami wołżańskimi i Kozakami. Było ich razem 840 nieustraszonych wojowników. Zanosili śpiewy ku czci miłosiernego Boga w Świętej Trójcy i do Maryi Dziewicy oraz do wszystkich mocy niebiańskich i świętych.
Kozacy załadowali na łodzie zapasy i broń, w tym arkebuzy i lekkie działo, po czym flotylla wypłynęła w górę rzeki Czusowaja w kierunku Uralu. Dopłynąwszy tak daleko, jak się dało, przeprawili się następnie lądem przez Ural (w tym rejonie góry nie są trudne do przebycia) i ponownie łodziami dopływami Irtyszu.
Dziewiątego września 1582 roku, w dniu świętych Ojca Joachima i Anny, dzielni wojownicy dotarli na Syberię i zaatakowali nad rzeką Turą liczne osady Tatarów i rdzennych mieszkańców. Dotarli do rzeki Tawdy i pojmali jeńców tatarskich u jej ujścia. Jeden z nich o imieniu Tauzak służył na dworze cara [chodzi tu o chana Kuczu-ma, nie o cara Rosji]; powiedział im wszystko o syberyjskich carach i książętach, o ich wojskach i carze Kuczumie. Kiedy już go wypytali, puścili wolno, żeby opowiedział sułtanowi Kuczumie o ich przybyciu i o tym, jak są silni i waleczni (…).
Wraży car Kuczum posłał swego syna [w rzeczywistości siostrzeńca lub bratanka] Mametkulę z wielkim wojskiem i kazał im stawić opór Rosjanom. Polecił też, żeby ścięli drzewa i zbudowali fortyfikacje nad Irtyszem koło Czuwasza, umocnili je ziemią i rozmieścili na nich broń. To miało być główne miejsce obrony.
Mametkul i jego liczne wojska przybyli do miejscowości zwanej Babasan. Wojsko rosyjskie, atamani i Kozacy zatrwożyli się, widząc tak wielką ciżbę pogan, ale pokładając ufność w Bogu, opuścili swoje forty i uderzyli na nich. Poganie wyjechali konno przeciw atakującym i siekli bezlitośnie, raniąc Kozaków lancami i strzałami z łuków. Wojownicy rosyjscy odpowiedzieli ogniem [arkebuzów i lekkiego działa] i zabili wielką liczbę pogan. Walka z Tatarami była zacięta i wielu poległo po obu stronach. Gdy poganie ujrzeli, jak wielu z nich padło z rąk Rosjan, uszli z pola bitwy (…).
Kiedy Kozacy dotarli do dóbr Karaczy, doszło do drugiej bitwy, tym razem przeciw doradcy cara [Kuczuma]. Zajęli jego dobra, zabrali miód i inny dobytek i załadowali na łodzie. Poganie na koniac. i pieszo ruszyli za nimi w pościg aż do brzegów Irtyszu. Gdy zgromadzili się na brzegu rzeki, atamani i Kozacy stawili im mężnie czoło. Wielu poległo po obu stronach walczących w tej wielkiej bitwie. Wtedy poganie, widząc, jak wielu z nich zginęło z rąk rosyjskich wojowników, uciekli. Z ludzi Jermaka tylko kilku straciło życie, ale niemal wszyscy byli ranni.
Car Kuczum, zobaczywszy swe pobite wojska, wycofał się i rozbił obóz na szczycie góry Czuwasz. Jego syn Mametkul pozostał
w fortyfikacjach z licznymi odwodami. Tymczasem Kozacy posuwali się w górę Irtyszu.
Kiedy siły rosyjskie podeszły do niewielkiej osady należącej do Atik-murzy, zajęły ją i stanęły tam obozem, gdyż zapadła noc i było już ciemno. Kozacy zobaczyli ogromne rzesze pogan za ich fortyfikacjami i wpadli w trwogę. Mówili między sobą: »Jak damy radę takiej ciżbie?« Zastanawiali się, co czynić, a potem uformowali koło i zaczęli się naradzać wspólnie [był to tradycyjny sposób podejmowania decyzji w kozackiej demokracji]. Dyskutowali: »Czy mamy się wycofać, czy powinniśmy stanąć do boju jak jeden mąż?« Niektórzy radzili: »Lepiej się wycofajmy«, ale inni nie poddawali się zwątpieniu i stanowczym głosem odpowiadali: »Ejże, towarzysze broni, jakże to mamy się wycofywać? Nadeszła już jesień i rzeki zaczyna skuwać lód. Nie możemy teraz uciec i ściągnąć na siebie gniewu i hańby. Zaufajmy Bogu. Wszak zwycięstwa nie odnosi się dzięki wielkiej liczbie wojsk, lecz pomocy Boga na wysokości. Bóg może pomóc nawet bezbronnym. Bracia, czyż nie słyszeliśmy na własne uszy, jakie zniszczenie zasiał ten bezbożny, przeklęty poganin z Syberii, sułtan Kuczum, na naszej ziemi permskiej, jak zburzył miasta naszego Pana [cara Rosji], jak prawosławnych chrześcijan mordował i brał do niewoli? Czyż nie wiemy, ile fortów Stroganowów zniszczył? Bóg Wszechmogący ukarze przeklętego za to, że przelał krew chrześcijańską. Bracia, wspomnijcie na naszą przysięgę, którą złożyliśmy przed Bogiem wobec szlachetnych mężów [Strogano-wów]. Daliśmy słowo i obiecaliśmy, całując krzyż, że z pomocą Boga Wszechmogącego nie wycofamy się, nawet gdybyśmy mieli zginąć do ostatniego. Nie wolno nam zawrócić. Nie wolno okryć się hańbą i złamać przysięgi. Jeśli Wszechmogący Wielki Bóg w Trójcy przyjdzie nam z pomocą, to nawet gdybyśmy polegli, pamięć o nas nigdy nie zginie, a chwała nasza będzie wieczna!«.
Podniosło to atamanów i Kozaków na duchu i odwaga w nich odżyła. Ze wszystkich gardeł naraz dał się słyszeć głos przysięgi: »Jesteśmy gotowi zginąć za święty kościół Boga. Będziemy cierpieć dla prawdziwej wiary prawosławnej. Będziemy służyli naszemu pobożnemu panu, carowi i wielkiemu księciu Iwanowi Wasiljewiczowi całej Rosji [Iwanowi IV]. Będziemy walczyć z poganami do ostatniej kropli krwi, aż do śmierci. Bracia, nie złamiemy przysięgi, będziemy jak jeden mąż, niezłomni!«.
Wyruszyli z obozu, by stoczyć bitwę 23 października, w świętego Jana Apostoła, brata naszego Pana. Wszyscy jednym głosem zawołali: »Niech Bóg będzie z nami! Boże, pomóż nam, Twoim sługom niegodnym!«.
Uderzyli na fortyfikacje z mocą i odważnie. Wywiązała się zacięta walka z poganami. Ze szczytu fortyfikacji i z otworów strzelniczych leciał grad strzał, które dosięgły wielu dzielnych ludzi Jermaka, jednych raniąc, innych zabijając. Gdy poganie zobaczyli tych walecznych żołnierzy leżących na ziemi, wylegli z umocnień w trzech miejscach, mając nadzieję, że zmuszą Kozaków do ucieczki. Zaczęła się mordercza walka wręcz.
Kozacy stawili czoło wrogowi jak jeden mąż, pokazując tym pozbawionym honoru bezbożnikom swoją dzielność i nieustraszoność. Z czasem poganie zaczęli słabnąć i Bóg dał Kozakom zwycięstwo. Kozacy odzyskali pole, przemogli pogan i wielu z nich zabili. Wyparli ich z fortyfikacji i zaczęli stamtąd kierować bitwą. Ranili Mametkulę, a jego ludzie przeprawili go z pola bitwy małą łodzią na drugi brzeg Irtyszu.
Car Kuczum, który obozował na wzgórzu, widząc klęskę swoich Tatarów i to jak zabrano z pola bitwy jego rannego syna, kazał mułłom odprawić żałosne modły islamskie. Wzywał swoich fałszywych bożków na pomoc, ale oni nie kiwnęli nawet palcem. W tym samym czasie książęta Ostiaków [obecnie Chantów, lokalnych sprzymierzeńców Tatarów] zaczęli uciekać ze swoimi ludźmi, jak tylko się dało…
Nędzny car popędził do swojego miasta, Sybiru, unosząc resztki swego dobytku. Potem uciekał dalej, porzuciwszy opustoszałe miasto. Dzielny Jermak i jego ludzie przybyli do Sybiru, któremu później nadano nazwę Tobolsk, 26 października, w dzień świętego męczennika Dymitra z Tesaloniki. Złożyli dziękczynienie Bog. za to, że dał im zwycięstwo nad bezbożnymi, przeklętymi poganami, i wielce się radowali. Podzielili między siebie znaczne ilości złota oraz srebra, sukna ze złotej przędzy, kamieni szlachetnych, futer soboli, kun i drogocennych lisów, które zdobyli na wrogu.
Historia ta napełnia serce radością i daje świadectwo chwały Boga Wszechmogącego w Trójcy Jedynego, który niewielkim. lecz silnym oddziałom rosyjskim dał zwycięstwo nad poganami i spuścił klęskę na pyszałkowatego cara Kuczuma. Car Kuczu. zebrał armię, która przewyższała liczebnością Kozaków jak 10, 20, a może nawet 30 do 1. Przeklęty opłakiwał zastępy swych poległych wojowników. Tak Bóg poniża pysznych, a wywyższa pokornych chrześcijan”.
Ta historia podboju Syberii przez Jermaka, opowiedziana przez współczesnego mu kronikarza, jest ciekawa nie tylko ze względu na wydarzenia, które opisuje, lecz także z uwagi na to, jak je przedstawia. Propagandowy charakter relacji kronikarza pozwala lepiej zrozumieć, jak Rosjanie postrzegali konflikt z Tatarami, i jakimi motywacjami kierowali się ludzie, którzy dokonywali podboju tych ziem. Przyjrzyjmy się jednak najpierw najważniejszym zdarzeniom, które opisano w kronice. Kilkuset gotowych na wszystko awanturników z Europy zwycięża hordy rdzennych mieszkańców, podbija królestwo i zgarnia pokaźny łup. Analogia między Kozakami Jermaka a konkwistadorami Korteza i Pizzara w Nowym Świecie jest uderzająca (choć oczywiście zdobycze Pizzara przewyższały wszystko, co Jermak mógłby złupić na Syberii).
Jak tego dokonali? Niedawno Jared Diamond wyjaśnił spektakularn. sukcesy Korteza i Pizzara, wskazując, że Hiszpanie dysponowali bronią palną i stalową bronią białą w przeciwieństwie do rdzennych Amerykanów, którzy stracili kontakt z kontynentem eurazjatyckim przed 1492 rokiem. ponadto rozsiewali choroby, na które Indianie nie byli odporni. Wyjaśnienie to można uznać za satysfakcjonujące w odniesieniu do podboju Ameryki przez Hiszpanów, ale nie wnosi ono wiele do zrozumienia łatwości, z jaką zdobyto Syberię. W tym wypadku dwie trzecie argumentacji Diamonda od razu można odrzucić, gdyż obie strony walk o Syberię miały odporność na te same choroby i posługiwały się stalową bronią białą od stuleci. Istotnie, broń palna w rękach Rosjan okazała się bardzo skuteczna przeci. łukom i strzałom koczowników. Powstaje jednak pytanie, dlaczego Rosjanie mogli wyposażyć swoje wojsko w broń palną, a Tatarzy nie? Ani jedni, ani drudzy nie byli jej wynalazcami. (Można by nawet spekulować, że Tatarzy mieli znacznie większe szanse na zdobycie prochu bezpośrednio od jego wynalazców Chińczyków niż Rosjanie). Wyjaśnienie rasistowskie, w którym podkreśla się różnice między Europejczykami i nie-Europejczykami, jest niezadowalające, bo inne ludy tureckie – Osmanowie i Mogołowie – bardzo szybko docenili wynalazek broni palnej i skutecznie go wykorzystali do budowy ogromnych imperiów. Tatarzy krymscy, którzy rezydowali tysiąc mil na południowy zachód od ich syberyjskich pobratymców, zaczęli używać wież oblężniczych i ręcznej broni palnej około roku 1530. W każdym razie rola broni palnej w zdobyciu Syberii była minimalna. Prymitywne arkebuzy, których używali Kozacy, były bronią lontową. Odpalenie naboju z takiej broni zajmowało sporo czasu, trafienie w cel nie należało do łatwych, a w czasie deszczu arkebuz był w ogóle bezużyteczny. Znaczenie rewolucji przełomu wieków XV i XVI, związanej z wynalazkiem prochu, polegało głównie na tym, że za pomocą artylerii można było burzyć mury średniowiecznych fortyfikacji. Skuteczność ręcznej broni palnej datuje się od końca XVII wieku, kiedy zaczęto wytwarzać karabiny skałkowe.
Rozwiązanie tej zagadki stanie się jeszcze trudniejsze, gdy weźmie się pod uwagę to, co wydarzyło się w Europie Wschodniej 300 lat przed Jermakiem. W 1236 roku na równinie na zachód od Irtyszu, czyli w tym samym miejscu, gdzie trzy stulecia później powstał chanat Sybiru, zebrała się ogromna armia stepowych najeźdźców pod wodzą Batu, jednego z wnuków Czyngis-chana. Choć najeźdźców tych nazywamy Mongołami, to etniczni Mongołowie stanowili może jedną dziesiątą tej rzeszy wojowników. Na resztę składały się różne plemiona pochodzenia tureckiego: Keraici, Tatarzy (Rosjanie rozciągnęli tę nazwę na wszystkie rodzaje stepowych ludów turecko-mongolskich), Ujgurzy, mieszkańcy imperium chorezmijskiego, Turkmeni itd. Mongolski podbój Europy Wschodniej zaczął się wraz ze zniszczeniem Bułgarii Wołżańsko-Kamskiej. Od 1237 roku przez 3 lata Mongołowie systematycznie podbijali kolejne połacie Rosji i zajęli ją właściwie całą (jedynie wysunięty najdalej na północny zachód Nowogród uniknął bezpośredniej inwazji, ale i on musiał uznać zwierzchność Batu i płacić mu daninę). Jednym z najbardziej zastanawiających aspektów tego podboju wydaje się to, że choć poszczególne księstwa dzielnie opierały si. najeźdźcom, to Rosjanom nie udało się zjednoczyć przeciw zagrożeniu mongolskiemu. Ten brak umiejętności współpracy najlepiej oddaje opowieść o dwóch braciach, Juriju i Romanie, którzy rządzili księstwem riazańskim na południowy wschód od Moskwy. Kiedy zbliżała się armia mongolska, Jurij zamknął się za murami stołecznego Riazania. Tymczasem Roman, zamiast pospieszyć bratu z pomocą, przebywał w mniejszym mieście, Kołomnie, około 80 kilometrów na północny zachód od Riazania. Mongo-łowie zdobyli najpierw Riazań, zabili Jurija i wymordowali całą ludność miasta. Później ruszyli na Kołomnę, pokonali i zabili Romana przed murami miasta, a następnie zdobyli Kołomnę.
Podobne historie zdarzały się w całej Rosji. Podział kraju na dziesiątk. księstewek i brak zdolności do zjednoczenia się w obliczu zewnętrzneg. zagrożenia były jednym z głównych czynników, które umożliwiły Mongołom podbój Rosji w XIII wieku (a może nawet najważniejszym). Mankament ten dostrzegali sami Rosjanie, o czym świadczy Oda o upadku ziem ruskich napisana wkrótce po najeździe mongolskim.
Tymczasem Mongołowie doskonale opanowali sztukę współdziałania. Historycy są na ogół zgodni, że umiejętność miażdżenia przeciwników nie brała się u Mongołów z ich technicznej przewagi w uzbrojeniu ani liczebnej (często walczyli i zwyciężali z liczniejszymi wrogami). Gdzie indziej trzeba więc szukać wyjaśnienia ich sukcesów.
Armia mongolska była dobrze naoliwionym mechanizmem społecznym, zdolnym do wymuszania dyscypliny i wewnętrznej spójności w stopniu nieznanym Europejczykom od czasów rzymskich. Mongołowie rozlokowywali się, manewrowali i przemieszczali w złowieszczej ciszy. Nie było nawet słychać komend, gdyż ruchami oddziałów kawalerii kierowano za pomocą sygnałów flagowych, które dawali sygnaliści. W odpowiednim momencie wszyscy ruszali do ataku, wrzeszcząc i wydając przeraźliwe odgłosy jak demony, co zupełnie wytrącało przeciwnika z równowagi.
Jedną z ulubionych sztuczek stosowanych przez Mongołów był markowany odwrót, którym wabili nieostrożnego przeciwnika do pułapki. by następnie go rozgromić. Przeprowadzenie takiego manewru ze stutysięczną armią wymagało precyzyjnego planowania i doskonałej współpracy. Inną taktykę opisuje nuncjusz papieski Plano Carpini: „W pierwszych szeregach, które spotykają się z kawalerią, umieszczają więźniów i oddziały pomocnicze złożone z obcokrajowców, a główne siły rozmieszczają w tym czasie na skrzydłach, żeby okrążyć przeciwnika. Robią to tak skutecznie. że wrogowi wydaje się, iż jest ich znacznie więcej niż w rzeczywistości. Jeśli przeciwnik stawia twardy opór, to rozstępują się, pozwalając mu przejść. Wtedy ruszają za nimi i zabijają tylu uciekających, ilu mogą”. Specjalista w dziedzinie historii globalnej William McNeill zauważył, że „Mongołowie potrafili poruszać się w rozproszonych kolumnach po dowolnie ukształtowanym terenie, zachowując tak dobrą komunikację między poszczególnym. kolumnami, że w decydującym momencie i w odpowiednim miejscu przeprowadzali koncentrację wszystkich sił. Wódz Subedej, dowodzący najazdem na Europę w 1241 roku, nie miał żadnych trudności z koordynacją działań kolumn operujących w Polsce i na Węgrzech, mimo bariery, którą tworzył łańcuch Karpat. Taki poziom koordynacji na znacznych przestrzeniach europejskie armie osiągnęły dopiero w XIX wieku”.
Właściwe Mongołom zjednoczenie wokół celu rozciągało się od działań wielkich jednostek wojskowych aż po relacje interpersonalne. Jak informował ambasador dworu francuskiego Wilhelm z Robruk: „Na całym świecie nie ma tak posłusznych poddanych, jak Tatarzy, ani wśród świeckich, ani wśród zakonników. Okazują więcej szacunku swoim panom niż jakakolwiek inna nacja i nie ośmieliliby się ich okłamać. Prawie nigdy nie używają wobec innych obraźliwych słów, a nawet jeśli dochodzi między nimi do sporu, to nigdy nie kończy się on poważną kłótnią. Nie ma u nich swarów, rękoczynów ani zabójstw, nie zdarzają się kradzieże na dużą skalę”. To dzięki tej niezwykłej spójności społecznej Mongo-łowie odnosili spektakularne zwycięstwa nad armiami euroazjatyckimi, od Korei po Węgry.
Wielu czytelnikom może się wydawać dziwne, że w charakterystyce Mongołów tak bardzo podkreśla się ich umiejętność współdziałania. Współdziałanie to określenie, które kojarzy się dobrze, a przecież Mongo-łowie Czyngis-chana nie byli miłymi ludźmi. Zgładzili dosłownie miliony mężczyzn, kobiet i dzieci, wzięli do niewoli miliony tych, którzy przeżyl. ich najazdy. Dziesiątki bogatych i pięknych miast obrócili w ruiny, a jako makabryczny pomnik swoich dokonań zostawili po sobie stosy ludzkich czaszek. Nieszczęśnicy, którzy trafili w ich ręce, ginęli w okrutnych egzekucjach lub byli nieludzko torturowani. A ponadto, czyż imperium Czyngis-chana nie było typową „wschodnią despotią”? Jak zatem można mówić o duchu współpracy w takim społeczeństwie?
Jest to bardzo ważne pytanie, bo jak zobaczymy w kolejnych rozdziałach, współpraca, a ogólniej mówiąc kolektywne działanie, stanowi zasadniczy czynnik wzrostu imperiów. Od razu trzeba zauważyć, że pojęcie wschodniego despotyzmu, jeśli ma oznaczać absolutną władzę określonej jednostki nad całym społeczeństwem, jest socjologicznym nonsensem. Jeden człowiek, nawet o niezwykłych przymiotach, nie może rządzić wbrew woli wszystkich poddanych. Wystarczyłoby, żeby zasnął, a już jeden z ciemiężonych poddanych pozbawiłby go życia. W rzeczywistości tyrani mogli się utrzymywać przy władzy, ponieważ mieli poparcie jakiejś grupy – straży pałacowej, arystokracji, a może najwyższej warstwy urzędniczej. Tylko grupy mogą uciskać inne grupy lub całe społeczeństwa i to pod warunkiem, że ta uciskająca charakteryzuje się wewnętrzną spójnością. Innymi słowy, ucisk musi się opierać na współpracy, jakkolwiek paradoksalne by się to wydawało.
Właściwa zachodnim społeczeństwom siatka pojęć dotyczących zjawisk społecznych (utkana z takich składników, jak edukacja, środki masowego przekazu, a nawet pogawędki w trakcie cocktail party) narzuca nam przekonanie, że jedynym legalnym źródłem władzy nad społeczeństwem jest to, co kryje się pod sloganem „my naród” (we the people). W rezultacie przyjmujemy za oczywistość, że społeczeństwa niedemokratyczne są zorganizowane wyłącznie dzięki stosowaniu przymusu. Przykładem tego powszechnego przesądu może być założenie, które przyjęli amerykańscy stratedzy planujący inwazję na Irak w 2003 roku. Wyobrażali sobie, że gdy amerykańskie wojsko obali Saddama Husajna, Irakijczycy podejmą współpracę z władzami okupacyjnymi w celu budowy demokratycznego społeczeństwa.
Nie ulega wątpliwości, że jednopartyjny reżim Saddama Husajna opierał się na przemocy i zastraszeniu, które służyły dławieniu działalności grup dysydenckich. Liczne okrucieństwa, których dopuścili się poplecznicy Husajna, są dobrze udokumentowane. To jednak nie jest pełen obraz. Reżim bazował nie tylko na przymusie, lecz także na współpracy określonych grup: najistotniejsze oparcie miał w klanie Saddama Husajna, a szerszą podstawę jego egzystencji stanowili arabscy sunnici mieszkający w Iraku. Ponadto bardziej rozproszona grupa o różnych korzeniach etnicznych (arabscy szyici, kurdyjscy i turkmeńscy sunnici) zaczęła się uważać przede wszystkim za „Irakijczyków”, swoją przynależność etniczną postrzegając jako mniej istotną. Choć ta grupa – nazwijmy ją w uproszczeniu nacjonalistami – nie wspierała aktywnie reżimu, to jednak przyzwalała nań. Wielu z owych nacjonalistów zapewne nie miało wielkich złudzeń co do legalności rządu Husajna, ale z jeszcze mniejszym szacunkiem traktowali oni władze okupacyjne.
Teraz wiemy na podstawie doświadczenia, że reżim Saddama bazował wyłącznie na przymusie, bo ci, którzy należeli do grup wspierających go, kiedy był u władzy, często nadal są gotowi oddać życie, by go uwolnić z rąk Amerykanów (choć Husajn nie ma już żadnej władzy). Jeszcze więcej jest tych, którzy uczestniczą w demonstracjach i innych pokojowych aktach sprzeciwu. Nie ryzykują wprawdzie życiem jak ci, którzy podejmują próby wydostania Husajna z więzienia strzeżonego przez dobrze uzbrojonych żołnierzy amerykańskich, jednak narażają się na pewne niebezpieczeństwo. I wreszcie, większość Irakijczyków stara się mieć jak najmniej do czynienia z władzami amerykańskimi. W pierwszych miesiącach okupacji różni komentatorzy przyczyn tej niechęci upatrywali w pokutującym wciąż strachu, że Saddam wróci do władzy i ukarze tych, którzy kolaborowali z Amerykanami. Tymczasem po schwytaniu Saddama pod koniec 2003 roku postawa Irakijczyków wobec Amerykanów nie zmieniła się w istotny sposób.
Przykład baasistowkiego Iraku jest więc znakomitą ilustracją tego, że ucisk i współpraca nie wykluczają się: aby pacyfikować dysydentów, Saddam musiał mieć oparcie we współpracujących z nim grupach. Z punktu widzenia rządu Busha Saddam był zwykłym bandytą, marionetkowym dyktatorem, kiepskim i niekompetentnym naśladowcą Hitlera. Można go jednak widzieć jako twardego i przebiegłego przywódcę plemiennego, który suto wynagradzał swoich ludzi, a ich wrogom wymierzał surową karę. Brutalność jego tajnej policji, przestępcze praktyki synów i jego samego można traktować jako wyraz siły. Niewątpliwie tak go widziała istotna mniejszość Irakijczyków. To byli właśnie ludzie gotowi do współpracy z nim.
Czy w XVI wieku Tatarzy też tak skutecznie współpracowali, walcząc na eurazjatyckich stepach? Należy pamiętać, że ci z chanatu syberyjskiego byli bezpośrednimi potomkami turecko-mongolskiej ordy, która pod wodzą Batu podbiła Europę Wschodnią 300 lat wcześniej. Na przykład chan Kuczum był potomkiem Czyngis-chana, a jego przodkiem brat Batu Szaj-ban. Owi późniejsi Tatarzy nie byli jednak tymi samymi Tatarami, co ich przodkowie. Choć mieli znaczną przewagę liczebną, nie potrafili pokonać Kozaków Jermaka.
Co ważniejsze, w XVI wieku różne księstwa tatarskie nie umiały się zjednoczyć przeciw powstającej z kolan Rosji. Kiedy imperium Mon-gołów zostało podzielone między cztery gałęzie potomków Czyngis-chana, Batu i jego spadkobiercy wzięli we władanie część wysuniętą najdalej na zachód i założyli stolicę w Saraju nad Dolną Wołgą. Złota Orda, jak zaczęto nazywać królestwo Batu, zachowała jedność przez 200 lat, pominąwszy okres wojny domowej pod koniec XIV wieku. W połowie XV wieku królestwo to rozpadło się na niezależne księstwa: chanaty kazański, astrachański, krymski i syberyjski oraz Ordę Nogajską. Te państewka – spadkobiercy Złotej Ordy – nie były stabilne; aż do XVI wieku raz po raz wstrząsały nimi wojny domowe. Różne stronnictwa szlacheckie w chanacie kazańskim dokonywały jeden za drugim przewrotów, a jeden z książąt, Szach Ali, tracił i odzyskiwał tron aż trzykrotnie! Chanat syberyjski też przeżył serię wojen domowych. W ostatniej z nich chan Kuczum pokonał i zabił poprzedniego chana Sybiru. Wojna toczyła się w latach 1563–1569, czyli zakończyła się 12 lat przed inwazją rosyjską. Jak widać, po 300 latach role się odwróciły: teraz Tatarzy – w zderzeniu z monolitem rosyjskim – mieli odczuć, co znaczy rozpad społeczeństwa.
W tym samym czasie kiedy Złota Orda ulegała rozczłonkowaniu, ziemie rosyjskie były powoli, ale nieubłaganie „zbierane”, jak to ujął jeden z rosyjskich kronikarzy, pod zwierzchnictwem Moskwy. Proces ten właściwie zakończył się w 1485 roku, kiedy Moskwa zaanektowała ostatnią niezależną prowincję rosyjską, księstwo twerskie. Tendencja do dezintegracji, tak charakterystyczna w okresie poprzedzającym najazd mongolski, został. całkowicie odwrócona. Kiedy jakąś ziemię przyłączano do Księstwa Moskiewskiego, to pozostawała ona już tam na dobre. Te dążenia centralizacyjne, integracyjne utrzymały się również po przyłączeniu do rdzennie ruskich ziem Księstwa Moskiewskiego chanatów kazańskiego i astrachańskiego (1552–1556). O konsekwencji, z jaką Rosja powiększała swoje terytorium, mogą świadczyć wypadki, które nastąpiły po bitwie o Sybir.
Jermak spędził zimę na Sybirze, a następnie wysłał porucznika Iwana Kolco „Pierścień”, żeby zdał sprawozdanie z wielkiego zwycięstwa za Uralem. Wiadomość o przyłączeniu kolejnego królestwa do Imperium Rosyjskiego wywołała powszechną radość. Kolco darowano karę za jego zbrodnie, a car osobiście wręczył mu drogocenne prezenty. Wracał do Sybiru w asyście wojsk rządowych. Choć podbój Syberii rozpoczął się jako przedsięwzięcie prywatne, ani Jermak, ani Strogano-wowie nie zamierzali ustanawiać na Syberii niezależnego księstwa dla siebie. Niezależnie od tego, czy przekazanie Syberii carowi było wyrazem lojalności, czy wynikało z kalkulacji, późniejsze wypadki pokazały, że była to bardzo mądra decyzja.
Pomimo przegranej bitwy o Sybir, chan Kuczum nie zrezygnował z walki. Wśród Tatarów rosło jednak niezadowolenie. Kilku tatarskich dostojników wraz ze swoimi zwolennikami opuściło go i przeszło do obozu syna poprzedniego chana (którego Kuczum zabił w wojnie domowej). Kuczum nie miał wystarczających sił, żeby wyprzeć Kozaków z Sybe-rii, więc przyjął taktykę partyzancką. Jego siostrzeniec Mametkul zabił pewną liczbę Rosjan, ale w końcu został schwytany i wysłany do Moskwy. W ciągu kolejnej zimy Kozacy nie mieli dość zapasów, zaczęli chorować na szkorbut i przymierać głodem. Latem 1584 roku doszło do katastrofy. Tatarzy zaatakowali nocą obóz Jermaka i jego Kozaków. Większość Kozaków zginęła, a Jermak utonął, próbując dotrzeć do łodzi na rzece. Wiadomość o śmierci Jermaka przeważyła szalę: obrońcy Syberii, zdziesiątkowani przez nieustanne ataki Tatarów, zrozumieli, że nie przetrwają trzeciej z kolei zimy. Wycofali się przez Ural na ziemie Stroganowów, a Kuczum znów zajął Syberię.
Tatarzy krótko cieszyli się tym sukcesem. Już 2 lata później ostatecznie wyparli ich z Syberii Rosjanie, którzy wykazali się dużą konsekwencją. Najpierw zbudowali ufortyfikowany Tiumeń (1586), następnie – w pobliżu przejętego miasta Sybir – Tobolsk (1587), potem Tarę (1594) i wreszcie Surgut nad Obem (również 1594). Kuczum walczył jeszcze kilka dobrych lat, ale został pokonany w rozstrzygającej bitwie nad Obem w 1598 roku. Zbiegł do Nogajów, gdzie został zamordowany w 1600 roku.
Najważniejsze pytanie, na które próbuję odpowiedzieć w tej książce, brzmi: dlaczego duże imperia powstają i upadają? A zatem jest ze wszech miar właściwe zacząć ją od opisu zmagań między ludźmi, którzy zbudowali dwa największe imperia w historii. Gdy spojrzymy z dystansu na ich przebieg, uderzy nas, że sukcesy i porażki jednego są odwrotnie proporcjonalne do sukcesów i porażek drugiego. W XIII wieku Rosja podzielona na mnóstwo księstew nie miała szans w starciu z mongolskim walcem. Z kolei w XVI wieku rosyjski monolit zmiażdżył zwaśnione chanaty tatarskie. Dlaczego Tatarzy utracili swoją spójność społeczną? Jak Rosjanie ją uzyskali?
Spójność społeczna nie jest oczywiście jedynym czynnikiem, którego będziemy potrzebowali do wyjaśnienia tego, jak powstają i upadają imperia. Historia jest zbyt złożona na tak proste wyjaśnienia. To jednak jasne, że spójność społeczna lub jej brak miał istotne znaczenie w zamianie ról, którą możemy zaobserwować w kilkusetletnich zmaganiach rosyjsko-tatarskich. Co doprowadziło do przekształcenia się Rosji z roju księstewek w silnie scentralizowane państwo?
