Wnioskowanie o projekcie. Wykluczanie hipotez przypadku na podstawie małych prawdopodobieństw - William A. Dembski,Winston Ewert - ebook

Wnioskowanie o projekcie. Wykluczanie hipotez przypadku na podstawie małych prawdopodobieństw ebook

William A. Dembski, Winston Ewert

0,0

Opis

Przełomowa praca w historii ruchu inteligentnego projektu Wnioskowanie o projekcie zrewolucjonizowała nasze pojmowanie metod wykrywania skutków przyczynowości inteligentnej. Pierwsze jej wydanie ukazało się 25 lat temu, a obecnie zostało poprawione i rozszerzone, tworząc wydanie drugie, w którym analiza wnioskowań o projekcie jest jeszcze bardziej wnikliwa. W nowym wydaniu zmierzono się z pytaniami o projekt, na które nie odpowiedzieli ani David Hume, ani Karol Darwin. Autorzy przedzierają się przez zawiłą sieć idei przypadku, prawdopodobieństwa oraz projektu i oferują nową perspektywę, za pomocą której można patrzeć na świat i próbować go zrozumieć. Jako jedno z kontrowersyjnych zastosowań do biologii, formułują przekonującą argumentację na rzecz teorii inteligentnego projektu, która rzuca wyzwanie dominującej neodarwinowskiej narracji ewolucjonistycznej. Dembski i Ewert napisali przełomową pracę, która nie stanowi jedynie komentarza na temat współczesnego dyskursu naukowego, lecz zasadniczo ten dyskurs przekształca. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 964

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ty­tuł ory­gi­nałuThe De­sign In­fe­rence:Eli­mi­na­ting Chance Thro­ugh Small Pro­ba­bi­li­ties.2nd Edi­tion, Re­vi­sed And Expan­ded
Co­py­ri­ght © 2023 by Wil­liam A. Demb­ski and Win­ston Ewert. All Ri­ghts Re­se­rved. Ori­gi­nally pu­bli­shed by Di­sco­very In­sti­tute Press. First edi­tion by Wil­liam A. Demb­ski, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, 1998 Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2025
Prze­kładDA­RIUSZ SA­GAN
Re­dak­tor na­ukowy se­riiprof. dr hab. KA­ZI­MIERZ JOD­KOW­SKI
Re­dak­tor pro­wa­dzącyJA­CEK FRON­CZAK
Re­dak­cja me­ry­to­rycznaDR GRZE­GORZ MA­LEC
Ko­rektaBAR­BARA MA­NIŃ­SKA
Pro­jekt okładkiJA­DWIGA TO­PO­LOW­SKA
Pro­jekt gra­ficznyMA­RIA RO­SŁO­NIEC
SkładMA­RIA ANNA SZY­PRZAK
Ilu­stra­cja na okładceWi­ki­me­dia Com­mons
Wy­da­nie II(po­pra­wione i roz­sze­rzone)
ISBN 978-83-68119-01-5 (PDF) ISBN 978-83-68119-00-8 (EPUB)
Fun­da­cja En Ar­che al. Jana Pawła II 80 lok. 15 00-175 War­szawabiuro@enar­che.pl Księ­gar­nia in­ter­ne­towa enar­che.pl/ksie­gar­nia/

SE­RIA IN­TE­LI­GENTNY PRO­JEKT

Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt to pierw­sza tak am­bitna i bo­gata pro­po­zy­cja na pol­skim rynku wy­daw­ni­czym, w ra­mach któ­rej uka­zują się książki do­ty­czące teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu – In­tel­li­gent De­sign (ID).

Au­to­rzy za­sta­na­wiają się: Czy róż­no­rod­ność ży­cia na Ziemi może być wy­ja­śniona wy­łącz­nie przez pro­cesy czy­sto przy­rod­ni­cze? Czy zło­żone struk­tury bio­lo­giczne mo­gły po­wstać drogą przy­padku i ko­niecz­no­ści, bez udziału in­te­li­gen­cji? Czy Zie­mia jest tylko jedną z wielu ni­czym nie­wy­róż­nia­ją­cych się pla­net?

Teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu jest ogólną teo­rią roz­po­zna­wa­nia pro­jektu i ma sze­ro­kie za­sto­so­wa­nie w ta­kich dzie­dzi­nach na­uki, jak kry­mi­na­li­styka, hi­sto­ria, kryp­to­gra­fia, astro­no­mia i in­ży­nie­ria. Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt po­ka­zuje, że kon­cep­cja ID po­winna być sto­so­wana rów­nież w za­gad­nie­niach po­cho­dze­nia i roz­woju róż­nych form ży­cia, a także w pró­bie zro­zu­mie­nia nas sa­mych.

Jaki ha­zar­dzi­sta byłby na tyle sza­lony, aby za­grać w ru­letkę z lo­sowo prze­bie­ga­jącą ewo­lu­cją? Prę­dzej nie­siony przez wiatr pył od­two­rzy „Me­lan­cho­lię” Dürera niż błędy ko­pio­wa­nia w czą­steczce DNA do­pro­wa­dzą do po­wsta­nia oka [...]. Nie ma prawa, które za­bra­nia­łoby ma­rzyć, ale w na­uce nie mo­żemy na tym po­prze­stać.

Pierre-Paul Grassé,Evo­lu­tion of Li­ving Or­ga­ni­sms,Aca­de­mic Press, New York 1977, s. 104.

Na­szym ro­dzi­com:Bil­lowi i Ur­suli Demb­skimoraz Ke­nowi i Micki Ewer­tom,Księga Przy­słów 1:8–9

Ar­gu­menty oba­la­jące kon­cep­cję szczę­śli­wego trafu w pew­nych sy­tu­acjach mogą być przy­datne do na­le­ży­tego po­rów­na­nia hi­po­tez przy­padku i pro­jektu: można so­bie wy­obra­zić, że przy­pa­dek i pro­jekt ry­wa­li­zują ze sobą, wy­wo­łu­jąc pewne ro­dzaje zda­rzeń, my zaś po­tra­fimy ob­li­czyć praw­do­po­do­bień­stwo tego, że te zda­rze­nia są dzie­łem jed­nej z tych dwóch przy­czyn.

Abra­ham de Mo­ivre, The Do­ctrine of Chan­cesChel­sea, New York 1967 [pier­wo­druk uka­zał się w 1718 roku], s. v

Słowo wstępne

W 1998 roku fi­lo­zof i ma­te­ma­tyk Wil­liam Demb­ski opu­bli­ko­wał w wy­daw­nic­twie Cam­bridge Uni­ver­sity Press książkę, która na za­wsze zmie­niła de­batę nad pro­jek­tem i ce­lo­wo­ścią w bio­lo­gii[1]. Książka Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Wy­klu­cza­nie hi­po­tez przy­padku na pod­sta­wie ma­łych praw­do­po­do­bieństw za­pew­niła po­tężną struk­turę po­ję­ciową dla ba­dań pro­blemu po­cho­dze­nia zło­żo­no­ści i ce­lo­wo­ści w or­ga­ni­zmach ży­wych. Dru­gie wy­da­nie tej brze­mien­nej w skutki pracy, które w tym przy­padku ma współ­au­tora, in­ży­niera opro­gra­mo­wa­nia Win­stona Ewerta, za­wiera głę­boką i długo ocze­ki­waną re­flek­sję na te­mat me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie i jej zna­cze­nia dla pro­blemu zło­żo­no­ści, spe­cy­fi­ka­cji i in­for­ma­cji bio­lo­gicz­nej.

Przez ty­siąc­le­cia fi­lo­zo­fo­wie i na­ukowcy uzna­wali zło­żo­ność i ce­lo­wość bio­lo­giczną za wy­twór pro­jektu. W erze do­mi­na­cji wiary te­istycz­nej bu­dzące po­dziw ce­lo­wość i zło­żo­ność or­ga­ni­zmów ży­wych wy­da­wały się tak prze­ko­nu­jąco prze­ma­wiać na rzecz opatrz­no­ści Bo­żej, jak można so­bie tylko wy­obra­zić. Wraz z opu­bli­ko­wa­niem w 1859 roku książki O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków au­tor­stwa Ka­rola Dar­wina[2] i wy­wo­ła­nym przez to dzieło tsu­nami ide­olo­gii ate­istycz­nej świat na­uki opa­no­wała nowa era – era wiary ate­istycz­nej. Wy­da­wało się, że pro­jekt bio­lo­giczny można wy­ja­śnić za po­mocą dar­wi­now­skiego me­cha­ni­zmu lo­so­wych zmian dzie­dzicz­nych i do­boru na­tu­ral­nego.

W książce Ślepy ze­gar­mistrz Ri­chard Daw­kins pod­su­mo­wał per­spek­tywę dar­wi­now­ską na­stę­pu­jąco: „Bio­lo­gia zaj­muje się obiek­tami zło­żo­nymi, two­rzą­cymi wra­że­nie ce­lo­wego za­my­słu”[3]. Nie­zwłocz­nie jed­nak do­dał, że każde wra­że­nie pro­jektu jest złudne: „Do­bór na­tu­ralny to ślepy ze­gar­mistrz – ślepy, bo nie pa­trzy w przód, nie pla­nuje kon­se­kwen­cji, nie ma celu. A mimo to żywe efekty dzia­ła­nia do­boru na­tu­ral­nego spra­wiają wra­że­nie prze­my­śla­nego pro­jektu, jak gdyby za­pla­no­wał je praw­dziwy ze­gar­mistrz”[4]. Po­nie­waż wszel­kie prze­jawy pro­jektu bio­lo­gicz­nego tłu­ma­czy się w ten wła­śnie spo­sób, więc Daw­kins do­szedł do na­stę­pu­ją­cego wnio­sku: „do­piero Dar­win spra­wił, że ate­izm jest w pełni sa­tys­fak­cjo­nu­jący in­te­lek­tu­al­nie”[5].

Oczy­wi­ście na­wet po Dar­wi­nie wni­kliwi na­ukowcy na­dal wska­zy­wali na to, że zło­żo­ność i ce­lo­wość do­strze­galne w or­ga­ni­zmach ży­wych wciąż od­da­lają ate­istów od in­te­lek­tu­al­nego speł­nie­nia. W XX wieku wiara dar­wi­now­ska była zgodna z wy­ma­ga­niami ów­cze­snej mody in­te­lek­tu­al­nej i to po­mimo od­kry­cia kodu kom­pu­te­ro­wego w DNA oraz zdu­mie­wa­jąco wy­twor­nej na­no­tech­no­lo­gii mo­le­ku­lar­nej w or­ga­ni­zmach ży­wych, wli­cza­jąc w to ta­kie or­ga­nelle ko­mór­kowe, jak wić bak­te­ryjna, która ewi­dent­nie funk­cjo­nuje w zgo­dzie z za­sa­dami in­ży­nie­ryj­nymi[6]. Nie­mniej trzeba było mieć nie­małą od­wagę, aby ośmie­lić się kwe­stio­no­wać pa­ra­dyg­mat dar­wi­now­ski w bio­lo­gii. Ci na­ukowcy, któ­rzy za­kwe­stio­no­wali ten ate­istyczny do­gmat, póź­niej zwy­kle do­świad­czali nie­speł­nie­nia w sen­sie „braku za­trud­nie­nia”.

Dla nie­któ­rych na­ukow­ców prawda li­czyła się bar­dziej niż in­tratna po­sada. Trudno było jed­nak do­trzeć do prawdy na­uko­wej. Pro­blem po­le­gał na tym, że masa świa­dectw za­równo za, jak i prze­ciwko dar­wi­now­skiej teo­rii ewo­lu­cji była w prze­wa­ża­ją­cej mie­rze masą aneg­dot. Dar­wi­ni­ści po­wo­ły­wali się na aneg­do­tyczne prze­czu­cie, jak ja­kaś wy­obra­żona se­kwen­cja zmian i se­lek­cji mo­gła wy­two­rzyć kod ge­ne­tyczny, bi­jące serce, a na­wet mózg, dzięki któ­remu pe­wien nie­wia­ry­god­nie roz­wi­nięty ga­tu­nek małp człe­ko­kształt­nych może się nad ta­kimi kwe­stiami za­sta­na­wiać. Na­ukowcy ak­cep­tu­jący ideę pro­jektu wska­zy­wali na­to­miast na funk­cjo­nalną zło­żo­ność bio­lo­giczną, któ­rej wy­ja­śnie­nie zda­wało się wy­my­kać na­wet naj­wy­myśl­niej­szym hi­sto­ryj­kom dar­wi­now­skim – po­myślmy na przy­kład o oku fo­to­gra­ficz­nym, które na­wet Dar­wi­nowi spę­dzało sen z po­wiek[7].

Do roz­strzy­gnię­cia tej kwe­stii po­trzeba było cze­goś wię­cej niż prze­for­mu­ło­wa­nia ry­wa­li­zu­ją­cych ze sobą aneg­dot za i prze­ciwko hi­po­te­zie pro­jektu, mia­no­wi­cie struk­tury po­ję­cio­wej, dzięki któ­rej uda­łoby się upo­rząd­ko­wać i spraw­dzić tę masę róż­nych świa­dectw. Po­trzebna była na­ukowa teo­ria wy­kry­wa­nia pro­jektu – teo­ria, dzięki któ­rej można by­łoby wy­kryć obec­ność pro­jektu lub po­twier­dzić jego brak i która by­łaby fal­sy­fi­ko­walna, czyli te­sto­walna za po­mocą ob­ser­wa­cji i eks­pe­ry­men­tów. To było trudne za­da­nie. Po­wo­dem, dla któ­rego tak trudno było uczy­nić za­gad­nie­nie pro­jektu pro­ble­mem au­ten­tycz­nie na­uko­wym, było to, że prze­ko­nu­jąca teo­ria pro­jektu – me­toda umoż­li­wia­jąca wy­kry­cie obec­no­ści pro­jektu lub po­twier­dze­nie jego braku – wy­maga głę­bo­kiego zro­zu­mie­nia bio­lo­gii i ma­te­ma­tyki, a także sub­tel­nego i kla­row­nego zro­zu­mie­nia zdra­dli­wego gruntu fi­lo­zo­ficz­nego, po któ­rym musi stą­pać każdy na­uko­wiec roz­wa­ża­jący hi­po­tezę pro­jektu w bio­lo­gii. Nie­zbędna jest zwłasz­cza zna­jo­mość fi­lo­zo­ficz­nych i ma­te­ma­tycz­nych pod­staw ra­chunku praw­do­po­do­bień­stwa, który sta­nowi nie­od­łączną część pro­cesu te­sto­wa­nia wnio­sko­wań o pro­jek­cie. Nie­wielu my­śli­cieli, nie­za­leż­nie od tego, jak by­liby by­strzy i zmo­ty­wo­wani, ce­cho­wało się do­sta­teczną su­mien­no­ścią i po­my­sło­wo­ścią, by po­tra­fili za­sto­so­wać tę wie­dzę do ba­da­nia or­ga­ni­zmów ży­wych.

Na szczę­ście ta­kim czło­wie­kiem oka­zał się Wil­liam Demb­ski. Bły­sko­tli­wość Demb­skiego prze­ja­wia się w tym, że pro­po­nuje on me­todę – filtr eks­pla­na­cyjny – za po­mocą któ­rej można wia­ry­god­nie wnio­sko­wać o pro­jek­cie. Filtr można za­sto­so­wać do wielu ob­sza­rów ba­dań na­uko­wych – kry­mi­na­li­styki, ba­dań po­cho­dze­nia ży­cia, SETI, kryp­to­gra­fii, ar­che­olo­gii i in­nych. Me­toda ta na­daje ści­słość ma­te­ma­tyczną i lo­giczną ludz­kiej in­tu­icji, że w przy­ro­dzie można do­strzec pro­jekt. Filtr eks­pla­na­cyjny – oraz sta­no­wiąca jego pod­stawę struk­tura po­ję­ciowa – to opis me­tody ilo­ścio­wej pro­wa­dzą­cej do wnio­sku o pro­jek­cie po­przez wy­eli­mi­no­wa­nie hi­po­tezy przy­padku i hi­po­tezy ko­niecz­no­ści. Mó­wiąc kon­kret­niej, pro­jekt jest moż­liwy do wy­kry­cia dzięki zi­den­ty­fi­ko­wa­niu da­ją­cego się wy­spe­cy­fi­ko­wać wzorca w ja­kimś bar­dzo mało praw­do­po­dob­nym zda­rze­niu. Mimo że w książce Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie nie ma pra­wie żad­nych od­nie­sień do Ary­sto­te­lesa, to kiedy przed­sta­wioną w niej me­todę wy­kry­wa­nia pro­jektu za­sto­suje się do bio­lo­gii, me­toda ta oka­zuje się w pełni spójna z ary­sto­te­le­sow­ską de­fi­ni­cją ży­cia jako sub­stan­cji, która ma wro­dzone dą­że­nie do okre­ślo­nych ce­lów[8].

Dru­gie wy­da­nie książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie to fa­scy­nu­jąca, do­głębna ana­liza za­gad­nień na­uko­wych i ma­te­ma­tycz­nych, które Demb­ski po raz pierw­szy roz­wa­żał dwa­dzie­ścia pięć lat temu. Au­to­rzy dro­bia­zgowo ob­ja­śniają po­ję­ciowy roz­wój kon­cep­cji fil­tra eks­pla­na­cyj­nego i jej teo­re­tycz­nej pod­bu­dowy, czyli kon­cep­cji wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści. Cho­ciaż trak­tują bio­lo­gię jako osta­teczny po­li­gon do­świad­czalny dla swo­jej me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie, to opi­sują rów­nież jej za­sto­so­wa­nie do sze­ro­kiego za­kresu ludz­kich przed­się­wzięć. Oma­wiają na­wet kwe­stię „mar­nego” pro­jektu, czyli pro­blem czę­sto pod­no­szony przez dar­wi­ni­stów w celu pod­wa­że­nia wnio­sku o pro­jek­cie[9].

Fra­pu­jąca jest rów­nież przed­sta­wiona przez Demb­skiego i Ewerta w epi­logu kon­cep­cja za­cho­wa­nia in­for­ma­cji, czyli za­gad­nie­nie, które nie zo­stało po­ru­szone w pierw­szym wy­da­niu książki. Au­to­rzy wni­kli­wie za­ob­ser­wo­wali, że pro­jekt mogą prze­ja­wiać na­wet pro­cesy bio­lo­giczne, nie zaś tylko bio­lo­giczne pro­dukty. Tak jak me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie sta­nowi na­rzę­dzie ana­li­tyczne do roz­pa­try­wa­nia ta­kich pro­duk­tów, jak czą­steczki bio­lo­giczne, tak kon­cep­cja za­cho­wa­nia in­for­ma­cji jest na­rzę­dziem ana­li­tycz­nym ma­ją­cym za­sto­so­wa­nie do pro­ce­sów, które two­rzą pro­dukty bio­lo­giczne.

Bio­lo­gia zaj­muje się nie tylko ba­da­niem struk­tury or­ga­ni­zmów ży­wych, lecz także pro­ce­sami bio­lo­gicz­nymi (wli­cza­jąc w to sam pro­ces ewo­lu­cji), które od­po­wia­dają za bu­do­wa­nie, or­ga­ni­zo­wa­nie i prze­ka­zy­wa­nie form ży­cia. Struk­tura po­dwój­nej he­lisy DNA oraz zło­żona ana­to­mia mó­zgu i oka fo­to­gra­ficz­nego są za­dzi­wia­jące, ale w moim od­czu­ciu jesz­cze bar­dziej fa­scy­nu­jące i ce­chu­jące się głę­bo­kim pięk­nem są pro­cesy, dzięki któ­rym te skład­niki or­ga­ni­zmów ży­wych po­wstają, funk­cjo­nują i łą­czą się z in­nymi skład­ni­kami or­ga­ni­zmów ży­wych. W dru­gim wy­da­niu książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie au­to­rzy po­świę­cają kilka stron za­gad­nie­niu kon­cep­cji za­cho­wa­nia in­for­ma­cji jako struk­tu­rze po­ję­cio­wej umoż­li­wia­ją­cej ba­da­nie pro­ce­sów bio­lo­gicz­nych. Te­mat ten jest jed­nak tak ważny, że wy­maga na­pi­sa­nia od­ręb­nej książki, któ­rej pu­bli­ka­cję au­to­rzy za­po­wia­dają.

Za­gad­nie­nie wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie łą­czy w so­bie dwa fun­da­men­talne i od­mienne aspekty ba­dań na­uko­wych: teo­re­tyczne wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie i me­to­do­lo­giczne wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Teo­re­tyczne wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie wy­ko­rzy­stuje na­rzę­dzia ra­chunku praw­do­po­do­bień­stwa, teo­rii in­for­ma­cji i teo­rii zło­żo­no­ści. Umoż­li­wia wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie w przy­ro­dzie za po­mocą obiek­tyw­nych me­tod ilo­ścio­wych. Jego zdol­ność do wy­kry­wa­nia pro­jektu za po­mocą tych na­rzę­dzi ma ogromne na­ukowe, fi­lo­zo­ficzne i teo­lo­giczne zna­cze­nie. Na­to­miast me­to­do­lo­giczne wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie to me­toda heu­ry­styczna. Za­kłada ideę pro­jektu, by uzy­skać owocne spo­strze­że­nia, do któ­rych to za­ło­że­nie może naj­praw­do­po­dob­niej za­pro­wa­dzić. Za­pew­nia po­tężne na­rzę­dzie do kie­ro­wa­nia ba­da­niami na­uko­wymi nie­za­leż­nie od swo­ich teo­re­tycz­nych kon­se­kwen­cji. W moim wła­snym do­świad­cze­niu za­równo teo­re­tyczne, jak i me­to­do­lo­giczne wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie ode­grały bar­dzo istotną rolę.

Około dwu­dzie­stu lat temu na­wró­ci­łem się z agno­sty­cy­zmu (a w trud­niej­szych chwi­lach – ate­izmu) na chrze­ści­jań­stwo. Za­wsze ko­cha­łem na­ukę, ale od dawna po­dej­rze­wa­łem, że dar­wi­now­skie wy­ja­śnie­nie wspa­nia­łych cech or­ga­ni­zmów ży­wych nie jest zgodne z rze­czy­wi­sto­ścią i ma nie­wiele wspól­nego z rze­telną na­uką. Już w szkole śred­niej za­uwa­ży­łem, że pod­czas gdy fi­zyka, che­mia i bio­lo­gia ogólna to na­uki ma­jące so­lidne pod­stawy, bio­lo­gia ewo­lu­cyjna ofe­ruje je­dy­nie zbiór do­gma­tycz­nych ta­kich so­bie ba­je­czek. Moje po­dej­rze­nia po­twier­dziły się w szkole wyż­szej, kiedy jako stu­dent bio­che­mii nie by­łem w sta­nie zgo­dzić się z wnio­skiem, że mi­sterne szklaki mo­le­ku­larne po­wstały bez udziału planu bądź pro­jektu.

Jak bez po­mocy in­te­li­gen­cji po­wstał cykl Krebsa albo pro­cesy trans­kryp­cji i trans­la­cji DNA? Wy­ja­śnie­nie dar­wi­now­skie – zgod­nie z któ­rym ta­kie kunsz­towne układy mo­le­ku­larne to je­dy­nie re­zul­tat se­tek mi­lio­nów lat dzia­ła­nia (bio­tycz­nego lub pre­bio­tycz­nego) do­boru na­tu­ral­nego – uzna­łem za skraj­nie nie­wia­ry­godne. Za­uwa­ży­łem po­nadto, że moi pro­fe­so­ro­wie bio­che­mii i bio­lo­gii ewo­lu­cyj­nej ni­gdy nie po­dają szcze­gó­łów – nie po­tra­fili po­dać od­wo­łu­ją­cego się do me­cha­ni­zmu dar­wi­now­skiego ilo­ścio­wego wy­ja­śnie­nia dla choćby jed­nej struk­tury mo­le­ku­lar­nej lub szlaku mo­le­ku­lar­nego. Mil­cząco dano mi do zro­zu­mie­nia, że dar­wi­nizm po­wi­nie­nem przyj­mo­wać na wiarę. Gdy­bym uwie­rzył, to w końcu bym zro­zu­miał. W związku z tym w szkole wyż­szej i szkole me­dycz­nej trzy­ma­łem się wy­ja­śnień dar­wi­now­skich. Za­kła­da­łem, że za moje wąt­pli­wo­ści od­po­wia­dała moja nie­wie­dza o dar­wi­now­skiej teo­rii ewo­lu­cji, a kiedy do­sta­tecz­nie do­brze tę teo­rię zro­zu­miem, to wszystko na­bie­rze sensu.

Hi­sto­ria mo­jego na­wró­ce­nia się na chrze­ści­jań­stwo jest zło­żona, ale ważną w niej rolę ode­grały me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie i ruch in­te­li­gent­nego pro­jektu. Zro­zu­mia­łem, że moje wąt­pli­wo­ści co do wy­ja­śnień dar­wi­now­skich mają mocne pod­stawy – że mają opar­cie w rze­tel­nej, ści­słej na­uce. Lek­tura i zro­zu­mie­nie tre­ści książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie po­mo­gły mi w wy­raź­nym do­strze­że­niu bio­lo­gicz­nych świa­dectw na rzecz nie­pod­wa­żal­nej kre­atyw­no­ści i mą­dro­ści Boga. By­łem też pod ogrom­nym wra­że­niem tego, jak Demb­ski za­sto­so­wał ści­słą ma­te­ma­tykę do za­gad­nie­nia pro­jektu. Uwa­żam, że można to po­rów­nać do prze­ło­mo­wej pracy in­for­ma­tyka Ju­dei Pe­arla, który wniósł istotny wkład w roz­wój ana­lizy przy­czy­no­wo­ści[10]. Me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie jest za­sto­so­wa­niem ra­chunku praw­do­po­do­bień­stwa i teo­rii in­for­ma­cji do wy­kry­wa­nia ce­lo­wo­ści w or­ga­ni­zmach ży­wych. Ba­da­nia Demb­skiego, po­dob­nie do prze­ło­mo­wej pracy Pe­arla, dają nam oka­zję do przej­ścia od zwy­kłej ko­re­la­cji sta­ty­stycz­nej do wy­kry­wa­nia przy­czy­no­wo­ści i pro­jektu w przy­ro­dzie. Cóż to za eks­cy­tu­jące i po­tężne uję­cie nauk bio­lo­gicz­nych!

Istot­ność me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie znacz­nie wy­kra­cza jed­nak poza za­kres nauk teo­re­tycz­nych. Me­toda ta ma także aspekt heu­ry­styczny – jest po­tęż­nym na­rzę­dziem do pro­wa­dze­nia ba­dań bio­lo­gicz­nych oraz prze­ło­mo­wym wkła­dem w bio­lo­gię teo­re­tyczną. Oczy­wi­ście wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie sta­no­wią ka­mień wę­gielny nauk bio­lo­gicz­nych od cza­sów Ary­sto­te­lesa. Na­ukowcy ana­li­zują or­ga­ni­zmy żywe – tak jak in­ży­nie­ro­wie ana­li­zują wy­pro­du­ko­wane urzą­dze­nia o nie­zna­nym po­cho­dze­niu – aby zro­zu­mieć za­sady pro­jek­towe, za po­mocą któ­rych je wy­two­rzono i dzięki któ­rym one funk­cjo­nują. Ba­da­nia bio­lo­giczne można cał­kiem do­słow­nie uznać za in­ży­nie­rię od­wrotną sto­so­waną do or­ga­ni­zmów ży­wych. W isto­cie nic w bio­lo­gii nie ma sensu, je­śli nie jest roz­pa­try­wane w świe­tle wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie.

Po­śród fun­da­men­tal­nych py­tań, ja­kie mu­szą za­da­wać bio­lo­go­wie, znaj­dują się na­stę­pu­jące: Jaki ta struk­tura ma cel? Do czego służy w or­ga­ni­zmie? Dla­czego jest zbu­do­wana aku­rat tak, a nie ina­czej? Tra­dy­cyj­nie py­ta­nia te były umiesz­czane w ra­mach ogól­niej­szego py­ta­nia teo­lo­gicz­nego: Dla­czego Bóg tak to stwo­rzył? Obec­nie na­ukowcy, znaj­du­jąc się w cie­niu ogra­ni­cza­ją­cego współ­cze­sną na­ukę ate­izmu, sta­rają się ukry­wać, że prze­pro­wa­dzają wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie (w prze­ciw­nym ra­zie grozi im utrata pracy). Zwy­kle nie wnio­skują o pro­jek­cie otwar­cie, lecz nie­jaw­nie. Wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie za­wsze są jed­nak pro­wa­dzone – ro­bią to za­równo te­iści, jak i ate­iści. Trudno wy­obra­zić so­bie ba­da­nia serca bez uzna­nia tego na­rządu za pompę, ba­da­nia DNA bez przy­zna­nia, że ta czą­steczka za­wiera kod, albo ba­da­nia ry­bo­so­mów i mi­to­chon­driów bez przy­ję­cia, że są one ko­mór­ko­wymi fa­bry­kami bia­łek i elek­trow­niami.

Je­stem neu­ro­chi­rur­giem dzie­cię­cym i pro­fe­so­rem ba­daw­czym na Uni­wer­sy­te­cie No­wo­jor­skim w Stony Brook. Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie od­grywa istotną rolę w mo­ich ba­da­niach. Jed­nym z naj­pow­szech­niej­szych le­czo­nych przeze mnie za­bu­rzeń jest wo­do­gło­wie, które ma zwią­zek z nad­mia­ro­wym na­gro­ma­dze­niem płynu mó­zgowo-rdze­nio­wego w mó­zgu. Na wo­do­gło­wie cier­pią mi­liony dzieci oraz osób do­ro­słych, a cho­roba ta czę­sto za­graża ży­ciu. Od wielu lat wiem, że na­sze tra­dy­cyjne poj­mo­wa­nie przy­czyny wo­do­gło­wia jest ża­ło­śnie nie­ade­kwatne. Przez dwa­dzie­ścia lat sta­ra­łem się le­piej zro­zu­mieć tę kwe­stię. Przez sto lat neu­ro­chi­rur­dzy uwa­żali, że przy­czyną wo­do­gło­wia jest nie­droż­ność miejsc ab­sorp­cji płynu mó­zgowo-rdze­nio­wego w mó­zgu (bę­dąca na przy­kład skut­kiem in­fek­cji, wy­le­wów krwi lub wro­dzo­nych de­for­ma­cji), ale wielu ba­da­czy wo­do­gło­wia wie­działo, że ta­kie uję­cie tej cho­roby jest nie­ade­kwatne[11]. Pod­stawą dla na­szego no­wego uję­cia wo­do­gło­wia są wy­niki ba­dań Dana Gre­itza, neu­ro­nau­kowca ze Sztok­holmu, który za po­mocą ob­ra­zo­wa­nia me­todą re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego (MRI) wy­ka­zał, że wo­do­gło­wie jest ści­śle zwią­zane z nie­pra­wi­dło­wo­ściami w spo­so­bie, w jaki mózg pul­suje w re­ak­cji na puls tęt­ni­czy bie­gnący od serca[12].

Kie­ru­jąc się wy­ni­kami ba­dań Gre­itza, do­ko­na­li­śmy dwóch nie­zwy­kłych ob­ser­wa­cji do­ty­czą­cych po­wią­za­nia pulsu z serca z pul­sem w mó­zgu[13]. Po pierw­sze, mózg se­lek­tyw­nie tłumi ener­gię pulsu tęt­ni­czego mniej wię­cej w czę­sto­tli­wo­ści bi­cia serca, dzięki czemu chroni de­li­katne na­czy­nia wło­so­wate przed uszko­dze­niem przez wy­soką ener­gię bi­cia serca. Zja­wi­sko to od­kryto też w in­nych na­rzą­dach ciała i okre­ślono mia­nem efektu po­wietrzni. Po dru­gie, od­kry­li­śmy, że puls w mó­zgu po­prze­dza puls z serca o około 150 mi­li­se­kund – ozna­cza to, że puls w mó­zgu na­stę­puje, za­nim do mó­zgu do­trze puls z serca, który ma po­wo­do­wać puls w mó­zgu! Ewi­dent­nie po­trzebne było nowe uję­cie dy­na­miki we­wnątrz­czasz­ko­wej[14]. Do­ko­na­łem prze­glądu li­te­ra­tury fi­zjo­lo­gicz­nej w po­szu­ki­wa­niu wy­ja­śnie­nia dla tych usta­leń. Nie zna­la­złem żad­nego – w grun­cie rze­czy daw­niejsi ba­da­cze nie byli na­wet świa­domi tych nie­zwy­kłych cech pulsu w mó­zgu.

Aby zro­zu­mieć dy­na­mikę pulsu tęt­ni­czego oraz efekt po­wietrzni w mó­zgu, za­sto­so­wa­łem filtr eks­pla­na­cyjny słu­żący do wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie. Te ce­chy pulsu w mó­zgu ewi­dent­nie nie były skut­kiem re­gu­lar­no­ści czy ko­niecz­no­ści, po­nie­waż w przy­ro­dzie se­lek­tywne tłu­mie­nie wy­mu­szo­nych wi­bra­cji nie na­stę­puje re­gu­lar­nie wraz z czę­sto­tli­wo­ścią wy­mu­sza­ją­cego te wi­bra­cje pulsu (w śro­do­wi­sku na­tu­ral­nym może to na­stę­po­wać z do­wolną czę­sto­tli­wo­ścią), a rytmy wi­bra­cji znacz­nie się od sie­bie róż­nią. Ce­chy pulsu w mó­zgu z pew­no­ścią nie są też skut­kiem pro­ce­sów przy­pad­ko­wych, po­nie­waż usta­le­nia do­ty­czące pro­cesu tłu­mie­nia w spe­cy­ficz­nej czę­sto­tli­wo­ści oraz cha­rak­te­ry­styki fa­zo­wej pulsu w mó­zgu są w ra­mach wszyst­kich eks­pe­ry­men­tów w du­żej mie­rze wza­jem­nie spójne i do­ty­czą wszyst­kich zwie­rząt oraz lu­dzi[15].

Jest po­nadto nie­wy­obra­żal­nie mało praw­do­po­dobne, aby przy­pad­kowe mu­ta­cje – w po­łą­cze­niu z do­bo­rem na­tu­ral­nym bądź bez jego udziału – mo­gły wy­two­rzyć taki kunsz­towny układ w po­stę­pu­ją­cym krok po funk­cjo­nal­nym kroku pro­ce­sie, który jest nie­odzowny do dzia­ła­nia do­boru na­tu­ral­nego, przy czym funk­cjo­nalny sys­tem tłu­mie­nia pul­sa­cji w mó­zgu mu­siałby po­wstać u wspól­nego przodka róż­nych po­sia­da­ją­cych go or­ga­ni­zmów ży­wych. Po­zo­staje więc nam jedno wy­ja­śnie­nie – pul­sa­cyjna dy­na­mika w mó­zgu jest re­zul­ta­tem pro­jektu.

Dla mnie, jak rów­nież dla in­nych, to wnio­sko­wa­nie nie było koń­cem pro­cesu ba­daw­czego, lecz po­cząt­kiem. Zwró­ci­łem się w stronę ba­dań opar­tych na idei pro­jektu, czyli in­ży­nie­rii. Ku­pi­łem wszyst­kie książki in­ży­nie­ryjne na te­mat ru­chu har­mo­nicz­nego i tłu­mie­nia wi­bra­cji, ja­kie by­łem w sta­nie zna­leźć. Ana­li­zo­wa­łem, jak in­ży­nie­ro­wie bu­dują sys­temy tłu­miące pul­sa­cje w ma­szy­nach, ob­wo­dach elek­trycz­nych i ru­rach prze­no­szą­cych wodę i gaz. Do­wie­dzia­łem się, że ist­nieje układ tłu­miący wi­bra­cje, na­zy­wany fil­trem środ­ko­wo­za­po­ro­wym, który tłumi wła­śnie czę­sto­tli­wo­ści bli­skie pod­sta­wo­wej czę­sto­tli­wo­ści siły har­mo­nicz­nej po­wo­du­ją­cej wi­bra­cje (czyli w tym przy­padku tempu bi­cia serca), co od­kry­li­śmy w od­nie­sie­niu do mó­zgo­wego me­cha­ni­zmu po­wietrzni.

Ra­zem z mo­imi zna­jo­mymi in­ży­nie­rami z Uni­wer­sy­tetu No­wo­jor­skiego w Stony Brook prze­pro­wa­dzi­li­śmy sy­mu­la­cję efektu po­wietrzni, który zmie­rzy­li­śmy w ra­mach wielu eks­pe­ry­men­tów z psami przy uży­ciu ob­wodu elek­trycz­nego z pro­stym fil­trem środ­ko­wo­za­po­ro­wym[16]. Na­pię­cie w ob­wo­dzie od­po­wia­dało ci­śnie­niu w mó­zgu, prąd w ob­wo­dzie był od­po­wied­ni­kiem ru­chu pły­nów i tka­nek, a ła­du­nek w ob­wo­dzie od­po­wia­dał prze­miesz­cze­niu we­wnątrz­czasz­ko­wych pły­nów i tka­nek. Dane wyj­ściowe z ob­wodu były nie­mal cał­ko­wi­cie zgodne z za­pi­sami ci­śnie­nia w mó­zgu. Pro­sty ob­wód elek­tryczny za­pro­jek­to­wany w zgo­dzie z da­nymi do­ty­czą­cymi pul­sa­cji w mó­zgu sy­mu­lo­wał dy­na­mikę pul­sa­cji w mó­zgu z nie­zwy­kłą do­kład­no­ścią. Oba sys­temy – za­pro­jek­to­wany ob­wód i sys­tem pul­sa­cji w mó­zgu – dzia­łały zgod­nie z ta­kimi sa­mymi za­sa­dami dy­na­miki.

Grun­tow­nie prze­ana­li­zo­wa­li­śmy dy­na­mikę tego pro­stego ob­wodu i zro­zu­mie­li­śmy, jak w mó­zgu po­wstaje efekt po­wietrzni – ryt­miczne roz­sze­rza­nie się i roz­luź­nia­nie mó­zgu tłumi puls tęt­ni­czy w spo­sób ana­lo­giczny do ryt­micz­nego ła­do­wa­nia i roz­ła­do­wy­wa­nia kon­den­sa­tora w ob­wo­dzie elek­trycz­nym. Wy­niki te rzu­ciły świa­tło na za­gad­nie­nie wo­do­gło­wia i te­raz cho­robę tę uzna­jemy za za­bu­rze­nie mó­zgo­wego me­cha­ni­zmu po­wietrzni po­wo­do­wane przez nad­mier­nie duży opór w ru­chu pul­sa­cyj­nym („prą­dzie” pul­sa­cyj­nym) płynu mó­zgowo-rdze­nio­wego w i wo­kół mó­zgu.

Na­sze oparte na hi­po­te­zie pro­jektu ba­da­nia do­star­czyły po­nadto wy­ja­śnie­nia dla za­gad­ko­wej ob­ser­wa­cji, że puls w mó­zgu po­prze­dza do­cie­ra­jący do mó­zgu puls tęt­ni­czy o około 150 mi­li­se­kund. W sta­cjo­nar­nym ukła­dzie oscy­la­cyj­nym ha­mo­wa­nym przez znaczny opór wzglę­dem ru­chu har­mo­nicz­nego (do czego nie­wąt­pli­wie do­cho­dzi w mó­zgu) opty­malne tłu­mie­nie pul­sa­cji na­stę­puje, gdy zwięk­sza się masa pul­sa­cji, co pro­wa­dzi do fazy wio­dą­cej mię­dzy tłu­mioną pul­sa­cją (pul­sem w mó­zgu) a pul­sa­cją wy­mu­sza­jącą (pul­sem tęt­ni­czym). Wy­niki na­szych opar­tych na hi­po­te­zie pro­jektu ba­dań wy­ja­śniły za­gad­kowe po­prze­dza­nie pulsu tęt­ni­czego przez puls w mó­zgu – ma to zwią­zek z opty­ma­li­za­cją me­cha­ni­zmu po­wietrzni w celu chro­nie­nia na­czyń wło­so­wa­tych w mó­zgu. Mó­zgowy me­cha­nizm po­wietrzni jest nie tylko za­pro­jek­to­wany – kiedy funk­cjo­nuje nor­mal­nie, jest za­pro­jek­to­wany opty­mal­nie i sta­ran­nie do­stro­jony!

Na­sze ba­da­nia są w toku, ale wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie prze­kształca na­szą wie­dzę o prze­pły­wie krwi i płynu mó­zgowo-rdze­nio­wego w mó­zgu, za­pew­nia­jąc nowe wska­zówki w za­kre­sie le­cze­nia ta­kich za­bu­rzeń, jak wo­do­gło­wie, udary i urazy mó­zgu. Pod­stawą na­szych ba­dań jest in­ży­nie­ria od­wrotna dy­na­miki we­wnątrz­czasz­ko­wej, a więc opie­ramy się na wnio­sko­wa­niu o pro­jek­cie.

Książka Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie jest ide­olo­gicz­nie neu­tralna. Przed­sta­wiona w niej lo­gika wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie nie sta­nowi ar­ty­kułu wiary, lecz na­rzę­dzie ba­daw­cze. Na­daje ści­słość na­ukową na­szej nie­od­par­tej, co­dzien­nej in­tu­icji, że do­strze­gamy pro­jekt w wielu ota­cza­ją­cych nas za­pro­jek­to­wa­nych obiek­tach. Dzięki tej lo­gice mo­żemy uzy­skać prze­ko­nu­jące świa­dec­twa na rzecz pro­jektu i – ze względu na jej bez­stron­ność – można ją wy­ko­rzy­stać do pod­no­sze­nia za­sad­nych wąt­pli­wo­ści w przy­pad­kach, kiedy ktoś być może błęd­nie do­strzega pro­jekt. Jest ona rów­nie ważna dla dar­wi­ni­sty, jak i na­ukowca ak­cep­tu­ją­cego teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu. Z wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie ko­rzy­sta za­równo teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu, jak i dar­wi­now­ska teo­ria ewo­lu­cji, po­nie­waż kon­cep­cje te re­pre­zen­tują prze­ciwne strony tej sa­mej mo­nety.

Co dziwne, re­ak­cja dar­wi­ni­stów na me­todę wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie nie miała cha­rak­teru ana­li­tycz­nego, lecz aler­giczny. Trudno ocze­ki­wać, że dar­wi­ni­ści będą po­szu­ki­wali prawdy o pro­jek­cie w bio­lo­gii. Za­warty w tej książce hojny dar me­to­do­lo­gii na­uko­wej, dzięki któ­rej można prze­ko­nu­jąco po­twier­dzić lub oba­lić dar­wi­now­ską teo­rię ewo­lu­cji, nie wy­wo­łał u dar­wi­ni­stów ani po­czu­cia ulgi, ani wdzięcz­no­ści, lecz skło­nił ich do sto­so­wa­nia wy­bie­gów i za­cho­wy­wa­nia po­gar­dli­wego mil­cze­nia prze­ry­wa­nego nie­kiedy ata­kami wście­kło­ści[17]. Czę­ściowo za tę nie­nau­kową re­ak­cję nie­wąt­pli­wie od­po­wiada trudna ma­te­ma­tyka, która jest nie­od­łącz­nie zwią­zana z wy­kry­wa­niem wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści, oraz w pełni zro­zu­miały dys­kom­fort, jaki bio­lo­go­wie ewo­lu­cyjni od­czu­wają w ob­li­czu ilo­ścio­wej ana­lizy ich wła­snych twier­dzeń. Duża część oporu dar­wi­ni­stów przed me­todą wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie ma jed­nak cha­rak­ter ide­olo­giczny.

W ob­rę­bie bio­lo­gii po­trzebna jest go­to­wość bio­lo­gów do pod­da­nia twier­dzeń dar­wi­now­skiej teo­rii ewo­lu­cji obiek­tyw­nemu spraw­dze­niu za po­mocą me­tod ilo­ścio­wych. Czas na przy­wo­ły­wa­nie „mas” aneg­dot prze­mi­nął. W tym zna­ko­mi­tym no­wym wy­da­niu książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie Demb­ski i Ewert umie­ścili teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu na so­lid­nym fun­da­men­cie na­uko­wym i dali na­ukow­com moż­li­wość prze­te­sto­wa­nia ich – przy­chyl­nych bądź nie­przy­chyl­nych hi­po­te­zie pro­jektu – teo­rii za po­mocą obiek­tyw­nych me­tod ilo­ścio­wych. Trudno unik­nąć wnio­sku, że za nie­chęć dar­wi­ni­stów do re­flek­syj­nego i uczci­wego roz­wa­że­nia wy­ni­ków tej pracy od­po­wiada siła, nie zaś sła­bość wy­zwa­nia, ja­kie me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie sta­wia współ­cze­snej teo­rii ewo­lu­cji.

Tylko dzięki za­sto­so­wa­niu me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie bio­lo­go­wie będą w sta­nie prze­ko­nu­jąco po­twier­dzić swoje teo­rie po­cho­dze­nia zło­żo­no­ści, spe­cy­fi­ka­cji i in­for­ma­cji bio­lo­gicz­nej. Wiąże się z tym oczy­wi­ście ry­zyko oba­le­nia ich teo­rii. Ta­kie są jed­nak uroki ba­dań na­uko­wych, któ­rych głów­nym ce­lem za­wsze musi być po­szu­ki­wa­nie prawdy za po­mocą ści­słych me­tod. Pełna ści­słość na­ukowa w na­ukach bio­lo­gicz­nych wy­maga za­sto­so­wa­nia wy­ło­żo­nej w ni­niej­szej książce lo­giki wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie.

Mi­chael Egnor

Dy­rek­tor Od­działu Kli­nicz­nego Neu­ro­chi­rur­gii Dzie­cię­cej

Re­na­is­sance School of Me­di­cine

Uni­wer­sy­tet No­wo­jor­ski w Stony Brook

Wpro­wa­dze­nie do dru­giego wy­da­nia

Pierw­sze wy­da­nie książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie uka­zało się w 1998 roku na­kła­dem wy­daw­nic­twa Cam­bridge Uni­ver­sity Press[1]. Wy­wo­łało ono sta­now­cze re­ak­cje – za­równo przy­chylne, jak i nie­przy­chylne. Książka no­siła pod­ty­tuł Wy­klu­cza­nie hi­po­tez przy­padku na pod­sta­wie ma­łych praw­do­po­do­bieństw, co wska­zy­wało na to, że przed­sta­wiono w niej sta­ty­stycz­nie ści­słą me­todę eli­mi­na­cji hi­po­tez przy­padku i wy­kry­wa­nia pro­jektu. Opu­bli­ko­wano ją w wy­da­wa­nej przez re­no­mo­wane wy­daw­nic­two uni­wer­sy­tec­kie se­rii mo­no­gra­fii sta­ty­stycz­nych („Cam­bridge Stu­dies in Pro­ba­bi­lity, In­duc­tion, and De­ci­sion The­ory”). Da­wała ona na­dzieję na nada­nie ści­sło­ści na­uko­wej do­cie­ka­niom na te­mat pro­jektu w przy­ro­dzie. Jej bez­po­śred­nim skut­kiem było do­da­nie wi­goru do­piero wów­czas po­wsta­ją­cemu ru­chowi in­te­li­gent­nego pro­jektu i uwia­ry­god­nie­nie jego na­uko­wych aspi­ra­cji. Dzięki tej mo­no­gra­fii ruch in­te­li­gent­nego pro­jektu roz­wi­nął się, a w nie­któ­rych miej­scach wręcz roz­kwitł.

Wiele osób pró­bo­wało prze­for­mu­ło­wać, prze­ana­li­zo­wać lub pod­wa­żyć przed­sta­wioną w pierw­szym wy­da­niu me­todę wy­kry­wa­nia pro­jektu, którą póź­niej za­częto na­zy­wać po pro­stu wnio­sko­wa­niem o pro­jek­cie[2]. Jak bę­dziemy prze­ko­ny­wali w ni­niej­szym dru­gim wy­da­niu książki, ta me­toda na­dal po­zo­staje w mocy. Po pu­bli­ka­cji pierw­szego wy­da­nia szybko jed­nak stało się ja­sne, że wy­maga ona uprosz­czeń, kla­ry­fi­ka­cji, a przede wszyst­kim roz­bu­do­wa­nia. Na przy­kład naj­waż­niej­sze w tej me­to­dzie po­ję­cie spe­cy­fi­ka­cji po­trze­bo­wało znacz­nego uprosz­cze­nia: moż­liwe oka­zało się zu­pełne po­zby­cie się jed­nego z de­fi­niu­ją­cych to po­ję­cie wa­run­ków (mia­no­wi­cie nie­za­leż­no­ści wa­run­ko­wej), a to za sprawą ści­ślej­szego za­sto­so­wa­nia in­nego wa­runku de­fi­niu­ją­cego (roz­wią­zy­wal­no­ści). Filtr eks­pla­na­cyjny – dia­gram umoż­li­wia­jący szybką i in­tu­icyjną re­kon­struk­cję me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie – wy­ma­gał na­to­miast dal­szych kla­ry­fi­ka­cji, aby mieć pew­ność, że jego wę­zły de­cy­zyjne ade­kwat­nie i spój­nie wy­czer­pują wszyst­kie moż­liwe wy­ja­śnie­nia.

Różne tego typu ko­rekty zo­stały wpro­wa­dzone do książki sta­no­wią­cej kon­ty­nu­ację pracy Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie, za­ty­tu­ło­wa­nej Nic za darmo. Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja (wy­da­nie ory­gi­nalne uka­zało się w 2002 roku)[3], oraz do książki The De­sign Re­vo­lu­tion: An­swe­ring the To­ughest Qu­estions About In­tel­li­gent De­sign [Re­wo­lu­cja pro­jektu. Od­po­wie­dzi na naj­trud­niej­sze py­ta­nia o teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu] (2004)[4]. Jed­nak żadna z tych do­dat­ko­wych prac nie za­stą­piła tej pier­wot­nej mo­no­gra­fii, która wciąż była głów­nym punk­tem od­nie­sie­nia za­równo dla zwo­len­ni­ków, sym­pa­ty­ków, jak i kry­ty­ków teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu. Kiedy kry­tycy pod­no­sili za­rzuty, zwy­kle pi­sa­łem [Wil­liam Demb­ski] od­po­wie­dzi, cza­sem w for­mie dłu­gich ar­ty­ku­łów. Nie­które za­rzuty oka­zały się bez­pod­stawne i sta­ra­łem się po­ka­zać, dla­czego tak jest. Inne słusz­nie wska­zy­wały na moż­li­wość do­ko­na­nia ko­rekt i po­dej­mo­wa­łem próbę ich wpro­wa­dze­nia. Za­wsze jed­nak utrzy­my­wa­łem, że przed­sta­wiona w pierw­szym wy­da­niu me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie jest za­sad­ni­czo po­prawna, a różne jej słabe strony mają nie­wiel­kie zna­cze­nie i można je wy­eli­mi­no­wać. Na­dal tak uwa­żam.

Po­wią­za­nie z teo­rią in­for­ma­cji

Po opu­bli­ko­wa­niu pierw­szego wy­da­nia co­raz bar­dziej pilna sta­wała się kwe­stia, jak me­todę wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie można po­łą­czyć z teo­rią in­for­ma­cji. Wy­raź­nie wska­za­łem na to po­wią­za­nie w epi­logu do pierw­szej edy­cji. Sta­ra­łem się tam usta­lić, ja­kie jest „główne zna­cze­nie me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie dla na­uki”[5]. Uzna­łem, że „me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie umoż­li­wia wy­kry­wa­nie i po­miar in­for­ma­cji”[6]. Na­stęp­nie, w kilku ko­lej­nych aka­pi­tach pierw­szego wy­da­nia, po­ka­za­łem w za­ry­sie, że re­la­cje mię­dzy spe­cy­fi­ka­cjami a zda­rze­niami o ma­łym praw­do­po­do­bień­stwie od­po­wia­dają pro­ce­sowi prze­sy­ła­nia wia­do­mo­ści przez ka­nał ko­mu­ni­ka­cyjny od nadawcy do od­biorcy.

Do 2004 roku po­czy­ni­łem już pewne po­stępy w za­kre­sie szcze­gó­ło­wego po­wią­za­nia me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie z teo­rią in­for­ma­cji. Na­dal po­zo­stała jed­nak pa­ląca kwe­stia po­ję­cia wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści. Ter­min „wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność” nie po­ja­wił się w pierw­szym wy­da­niu, ale był tam po­ję­ciowo za­warty w kon­cep­cji wy­spe­cy­fi­ko­wa­nego ma­łego praw­do­po­do­bień­stwa, która sta­no­wiła klucz do wy­kry­wa­nia pro­jektu. Zło­żo­ność, w sen­sie uży­tym w ter­mi­nie „wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność”, jest więc rów­no­ważna ma­łemu praw­do­po­do­bień­stwu. Ta rów­no­waż­ność ma do­sko­nały sens. Roz­ważmy przy­kład rzu­tów pra­wi­dłową mo­netą. Im wię­cej razy ją pod­rzu­camy, tym mniej­sze praw­do­po­do­bień­stwo za­ob­ser­wo­wa­nej se­kwen­cji or­łów i re­szek, a jed­no­cze­śnie tym więk­sza zło­żo­ność tej se­kwen­cji wy­ra­żona za po­mocą bi­tów. Praw­do­po­do­bień­stwo tej se­kwen­cji do­kład­nie od­po­wiada więc licz­bie po­trzeb­nych do jej opi­sa­nia bi­tów.

Jed­nak na­wet po­mimo ta­kiej ko­re­spon­den­cji z teo­rią in­for­ma­cji wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność nie sta­no­wiła po­ję­cia ja­sno zde­fi­nio­wa­nego w ka­te­go­riach in­for­ma­cji. W pierw­szym wy­da­niu wy­spe­cy­fi­ko­waną zło­żo­ność od­nio­słem do okre­ślo­nej li­sty wa­run­ków i spraw­dzi­łem, czy speł­nia ona pewne wa­runki lo­giczne, sta­ty­styczne i in­for­ma­cyjne. Po­ję­cie in­for­ma­cji było tam obecne, ale mo­gło się wy­da­wać, że cho­dzi rów­nież o aspekty nie­zwią­zane z in­for­ma­cją. Co wię­cej, ści­słe po­wią­za­nie po­ję­cia wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści z kon­cep­cją in­for­ma­cji shan­no­now­skiej, kon­cep­cją in­for­ma­cji al­go­ryt­micz­nej bądź z ja­ką­kol­wiek inną do­brze ugrun­to­waną ma­te­ma­tyczną teo­rią in­for­ma­cji nie było oczy­wi­ste.

Mój przy­ja­ciel i współ­pra­cow­nik Jay Ri­chards, który był go­ścin­nym re­dak­to­rem nu­meru spe­cjal­nego w cza­so­pi­śmie fi­lo­zo­ficz­nym „Phi­lo­so­phia Chri­sti”, po­pro­sił mnie o na­pi­sa­nie ar­ty­kułu na ten te­mat. Ar­ty­kuł, za­ty­tu­ło­wany Spe­ci­fi­ca­tion: The Pat­tern That Si­gni­fies In­tel­li­gence [Spe­cy­fi­ka­cja – wzo­rzec wska­zu­jący na in­te­li­gen­cję][7], uka­zał się w tym cza­so­pi­śmie w 2005 roku. Po­ka­za­łem w nim, jak wy­spe­cy­fi­ko­waną zło­żo­ność można zde­fi­nio­wać jako zu­ni­fi­ko­waną miarę in­for­ma­cji utwo­rzoną po­przez po­łą­cze­nie in­for­ma­cji shan­no­now­skiej (za­sto­so­wa­nej do zda­rze­nia) z in­for­ma­cją al­go­ryt­miczną (za­sto­so­waną do wzorca). Ta de­fi­ni­cja roz­wią­zała pro­blem, czy wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność może sta­no­wić formę in­for­ma­cji, i była za­do­wa­la­jąca pod wzglę­dem po­ję­cio­wym, po­nie­waż różne ele­menty me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie ujęła w jedną miarę in­for­ma­cji.

Ar­gu­ment z nie­wie­dzy?

Żadna z tych prób wy­ar­ty­ku­ło­wa­nia in­for­ma­cyj­nej pod­bu­dowy me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie nie uci­szyła jed­nak kry­ty­ków. Mil­cząco w pierw­szym wy­da­niu pracy Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie i otwar­cie w jej kon­ty­nu­acji, książce Nic za darmo, ar­gu­men­to­wa­łem, że do­bór na­tu­ralny i lo­sowe zmiany nie są w sta­nie two­rzyć tego ro­dzaju zło­żo­no­ści, jaki ob­ser­wu­jemy w or­ga­ni­zmach ży­wych. Sto­su­jąc me­todę wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie do bio­lo­gii, opie­ra­łem się na wy­ni­kach ba­dań bio­lo­gów bę­dą­cych zwo­len­ni­kami teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu – Do­uglasa Axe’a i Mi­cha­ela Be­hego. Zi­den­ty­fi­ko­wali oni pewne układy sub­ko­mór­kowe (na przy­kład wić bak­te­ryjną i en­zym beta-lak­ta­mazę), które w wiel­kiej mie­rze wy­my­kają się wy­ja­śnie­niom dar­wi­now­skim.

Na­szym wspól­nym za­da­niem było przy­pi­sa­nie tym ukła­dom wia­ry­god­nych liczb, aby po­ka­zać, że na­wet przy uwzględ­nie­niu dar­wi­now­skiego do­boru na­tu­ral­nego praw­do­po­do­bień­stwo po­wsta­nia tych ukła­dów jest skraj­nie małe. Za­uważmy, że okre­śle­nie od­po­wia­da­ją­cej tym ukła­dom spe­cy­fi­ka­cji, czyli wy­ka­za­nie, że uka­zują one wzo­rzec od­po­wiedni do prze­pro­wa­dze­nia wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie, ni­gdy nie sta­no­wiło pro­blemu. Trud­niej­szym za­da­niem za­wsze było wy­ka­za­nie, czy praw­do­po­do­bień­stwo po­wsta­nia tych ukła­dów jest do­sta­tecz­nie małe. Bio­rąc wy­spe­cy­fi­ko­wane małe praw­do­po­do­bień­stwo za pod­stawę wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie w bio­lo­gii, mu­sia­łem więc ar­gu­men­to­wać, że praw­do­po­do­bień­stwo wy­two­rze­nia pew­nych ukła­dów bio­lo­gicz­nych (na przy­kład tych wska­zy­wa­nych przez Axe’a i Be­hego) przez pro­cesy dar­wi­now­skie rze­czy­wi­ście jest małe.

Jed­nak w oczach dar­wi­ni­stów wszyst­kie próby wy­ka­za­nia, że ta­kie układy bio­lo­giczne ce­chuje skraj­nie małe praw­do­po­do­bień­stwo, są błędne i nie­istotne. Wszyst­kie prze­pro­wa­dzone wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie, które miały pod­wa­żyć dar­wi­now­ską teo­rię ewo­lu­cji, to we­dług nich ar­gu­menty z nie­wie­dzy. W ich prze­ko­na­niu nie można de­fi­ni­tyw­nie wy­klu­czyć wszyst­kich nie­zna­nych jesz­cze ście­żek dar­wi­now­skich, a sama ich moż­li­wość unie­waż­nia wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie za­sto­so­wane do za­gad­nie­nia ewo­lu­cji bio­lo­gicz­nej. Krótko mó­wiąc, żadne ob­li­cze­nia wska­zu­jące na małe praw­do­po­do­bień­stwo nie mogą prze­ko­nać kry­ty­ków, że praw­do­po­do­bień­stwo ewo­lu­cji dar­wi­now­skiej rze­czy­wi­ście jest małe.

Nie ma zna­cze­nia, że dar­wi­ni­ści nie znają żad­nych szcze­gó­ło­wych świa­dectw ist­nie­nia ta­kich dar­wi­now­skich ście­żek, przez co nie są w sta­nie po­dać bar­dziej sprzy­ja­ją­cych ich te­zom sza­cun­ków praw­do­po­do­bień­stwa. Wy­star­czy im samo wska­zy­wa­nie moż­li­wo­ści ist­nie­nia ta­kich ście­żek, jak gdyby wska­za­nie moż­li­wo­ści samo w so­bie sta­no­wiło świa­dec­two prze­czące ar­gu­men­tom o ma­łym praw­do­po­do­bień­stwie. Z punktu wi­dze­nia zwo­len­ni­ków teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu, któ­rzy mają kry­tyczne na­sta­wie­nie do dar­wi­now­skiej teo­rii ewo­lu­cji, za­rzut o sto­so­wa­nie ar­gu­mentu z nie­wie­dzy go­dzi bar­dziej w sa­mych dar­wi­ni­stów, któ­rzy po­stu­lują ist­nie­nie ście­żek dar­wi­now­skich, ale nie za­pew­niają ta­kim po­stu­la­tom szcze­gó­ło­wego em­pi­rycz­nego po­twier­dze­nia, lecz tylko usi­łują od­wró­cić na­szą uwagę od sedna sprawy.

Po­twier­dze­nie em­pi­ryczne nie jest dla nich istotne. Do oba­le­nia teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu dar­wi­ni­ście wy­star­czy samo po­stu­lo­wa­nie nie­zna­nych jesz­cze, a być może na­wet zu­peł­nie nie­po­zna­wal­nych, po­śred­nich ście­żek dar­wi­now­skich, któ­rymi struk­tura i funk­cja ukła­dów bio­lo­gicz­nych ule­gały ko­ewo­lu­cji, pro­wa­dząc osta­tecz­nie do po­wsta­nia roz­pa­try­wa­nych przez nas zło­żo­nych cech bio­lo­gicz­nych. Drogę do sto­so­wa­nia ta­kiej ar­gu­men­ta­cji uto­ro­wał bio­log Ken­neth R. Mil­ler z Uni­wer­sy­tetu Browna. Mi­chael J. Behe zde­fi­nio­wał układ (bio­lo­giczny lub inny) jako nie­re­du­ko­wal­nie zło­żony, je­żeli traci on funk­cję po usu­nię­ciu jego pod­sta­wo­wych czę­ści. Behe ar­gu­men­to­wał, że ta­kie układy sta­no­wią pro­blem dla wy­ja­śnień dar­wi­now­skich. Mil­ler uznał, że za­pro­po­no­wana przez Be­hego kon­cep­cja nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści jest błędna, po­nie­waż ni­gdy nie można wy­klu­czyć, że usu­nię­cie czę­ści z układu bio­lo­gicz­nego, czyli – ina­czej mó­wiąc – jego uprosz­cze­nie, bę­dzie skut­ko­wało otrzy­ma­niem układu peł­nią­cego inną funk­cję. W oczach ta­kich za­twar­dzia­łych dar­wi­ni­stów, jak Mil­ler, hi­po­teza pro­jektu w bio­lo­gii to idea od sa­mego po­czątku ska­zana na po­rażkę. Dar­wi­now­skie ścieżki pro­wa­dzące do wszyst­kich zło­żo­nych ukła­dów bio­lo­gicz­nych mu­siały ist­nieć, a na­sza ewen­tu­alna nie­zdol­ność do ich od­kry­cia świad­czy po pro­stu o nie­do­sko­na­ło­ści na­szej wie­dzy bio­lo­gicz­nej, nie zaś o sła­bo­ści dar­wi­now­skiej teo­rii ewo­lu­cji.

Ri­chard Daw­kins, sku­tecz­niej niż kto­kol­wiek inny, pu­blicz­nie pro­pa­go­wał do­gma­tyczne prze­ko­na­nie, że do każ­dego układu bio­lo­gicz­nego mogą i mu­szą pro­wa­dzić ja­kieś ścieżki dar­wi­now­skie. W wy­wia­dzie te­le­wi­zyj­nym prze­pro­wa­dzo­nym w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku pa­mięt­nie zbesz­tał Be­hego za twier­dze­nie, że nie­re­du­ko­wal­nie zło­żone ma­szyny bio­che­miczne – tego typu, ja­kie Behe spo­pu­la­ry­zo­wał w książce Czarna skrzynka Dar­wina[8] – znaj­dują się poza za­się­giem pro­ce­sów dar­wi­now­skich. Daw­kins oskar­żył Be­hego o „le­ni­stwo” (tak, użył do­kład­nie tego słowa), je­śli w nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści tych ma­szyn wi­dzi po­wód do przy­ję­cia wnio­sku o pro­jek­cie. Behe po pro­stu nie chce pod­jąć żad­nego wy­siłku, aby od­kryć, jak pro­cesy dar­wi­now­skie mo­gły utwo­rzyć na przy­kład wić bak­te­ryjną. Ina­czej mó­wiąc, za­miast uznać, że ta­kie układy za­pro­jek­to­wała au­ten­tyczna in­te­li­gen­cja, Behe po­wi­nien wró­cić do la­bo­ra­to­rium i po­dwoić wy­siłki w celu od­kry­cia, jak ewo­lu­cja dar­wi­now­ska mo­gła je wy­two­rzyć bez udziału pro­jektu[9].

W od­po­wie­dzi na wy­su­nięte przez Daw­kinsa „oskar­że­nie o le­ni­stwo” teo­re­tycy pro­jektu mo­gliby rów­nie do­brze za­le­cić fi­zy­kom, aby nie usta­wali w pró­bach skon­stru­owa­nia per­pe­tuum mo­bile. Dla­czego jed­nak jedno za­da­nie (skon­stru­owa­nie per­pe­tuum mo­bile) wy­daje się da­remne, a dru­gie – nie (od­kry­cie ście­żek dar­wi­now­skich pro­wa­dzą­cych do nie­re­du­ko­wal­nie zło­żo­nych ma­szyn bio­che­micz­nych)? W celu od­rzu­ce­nia oskar­że­nia o le­ni­stwo fi­zycy mogą po­wo­łać się na drugą za­sadę ter­mo­dy­na­miki. To dla­tego Daw­kins ni­gdy nie po­wie­działby fi­zy­kowi: „Je­steś le­niwy, je­śli po­rzu­casz próby wy­na­le­zie­nia ma­szyny, która mo­głaby wy­ko­ny­wać pracę w nie­skoń­czo­ność”.

W każ­dym ra­zie wy­su­nięte przez Daw­kinsa „oskar­że­nie o le­ni­stwo” było i jest nie­trafne, po­nie­waż pod­stawą scep­ty­cy­zmu Be­hego nie jest nie­wie­dza, lecz su­mienna ana­liza prze­szkód, ja­kie musi po­ko­nać ewo­lu­cja dar­wi­now­ska, oraz stałe nie­po­wo­dze­nia tego pro­cesu w tym za­kre­sie. Aby po­sta­wić kropkę nad „i”, teo­re­tycy pro­jektu po­trze­bo­wali jed­nak cze­goś w ro­dzaju dru­giej za­sady ter­mo­dy­na­miki, która obo­wią­zy­wa­łaby w bio­lo­gii. Uzna­li­śmy, że taką za­sadą jest prawo za­cho­wa­nia in­for­ma­cji. To prawo sta­nowi lo­giczne do­peł­nie­nie me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie. Opi­szemy je w epi­logu. Prawo za­cho­wa­nia in­for­ma­cji to roz­le­gły te­mat, który wy­maga na­pi­sa­nia osob­nej książki. Za­mie­rzamy taką książkę ukoń­czyć po opu­bli­ko­wa­niu dru­giego wy­da­nia ni­niej­szej mo­no­gra­fii.

Do­bór na­tu­ralny jako wielki sub­sty­tut pro­jek­tanta

Bez względu na to, w ja­kiej mie­rze dar­wi­now­scy kry­tycy są go­towi do do­pusz­cze­nia wnio­sko­wań o pro­jek­cie w in­nych kon­tek­stach, od­ru­chowo wy­klu­czają tę moż­li­wość, gdy pro­wa­dzi się ta­kie wnio­sko­wa­nia w bio­lo­gii, ko­smo­lo­gii czy gdzie­kol­wiek, gdzie można po­dej­rze­wać, że pro­jek­tant nie ma cha­rak­teru na­tu­ral­nego. Po­zba­wiają więc me­todę wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie wszel­kiego szer­szego świa­to­po­glą­do­wego zna­cze­nia i gwa­ran­tują, że ni­gdy nie da się jej za­sto­so­wać do na­prawdę wiel­kich i waż­nych py­tań za­da­wa­nych przez ludz­kość.

W książce Ślepy ze­gar­mistrz Daw­kins stwier­dził, że ży­cie jest czymś szcze­gól­nym, po­nie­waż ma „ce­chy”, które są „okre­ślone z góry” i któ­rych „po­wsta­nie w dro­dze przy­padku można uznać za wy­soce nie­praw­do­po­dobne”[10]. W przed­sta­wio­nym przez Daw­kinsa opi­sie ży­cia za­warte są wszyst­kie ele­menty kon­cep­cji wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści. Jed­nak Daw­kins i inni dar­wi­ni­ści nie uznają wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści za oznakę rze­czy­wi­stego pro­jektu, lecz za sku­tek dzia­ła­nia do­boru na­tu­ral­nego, który sta­nowi wielki sub­sty­tut pro­jek­tanta. Zda­niem Daw­kinsa do­bór na­tu­ralny eli­mi­nuje małe praw­do­po­do­bień­stwa po­trzebne do przy­ję­cia wnio­sku o pro­jek­cie. Jak za­uwa­żył: „To prze­ko­na­nie, że ewo­lu­cja dar­wi­now­ska jest »przy­pad­kowa«, jest nie tylko fał­szywe. Sta­nowi ono wręcz od­wrot­ność prawdy. Przy­pa­dek to tylko pod­rzędna in­gre­dien­cja w re­cep­cie dar­wi­now­skiej, któ­rej za­sad­ni­czym skład­ni­kiem jest do­bór ku­mu­la­tywny [czyli na­tu­ralny] – z sa­mej swo­jej istoty nie­przy­pad­kowy”[11]. Nie­przy­pad­kowy ozna­cza tu­taj nie aż tak mało praw­do­po­dobny.

Aby dzięki za­sto­so­wa­niu me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie za­sad­nie wy­cią­gnięto wnio­sek o pro­jek­cie, mu­szą być speł­nione dwa wa­runki:

X. za­ob­ser­wo­wany sku­tek pa­suje do pew­nego nie­za­leż­nie roz­po­zna­wal­nego wzorca, który na­zy­wamy spe­cy­fi­ka­cją (Daw­kins mówi w tym przy­padku o ce­chach „okre­ślo­nych z góry”); oraz

X. zda­rze­nie od­po­wia­da­jące temu wzor­cowi ma małe praw­do­po­do­bień­stwo (przy­kła­dem ta­kiego wzorca może być cel, a tego typu zda­rze­niem może być wy­lą­do­wa­nie strzały w do­wol­nym punk­cie celu).

Je­śli oba te wa­runki są speł­nione, to me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie na­ka­zuje przy­pi­sać za­ob­ser­wo­wany sku­tek pro­jek­towi. Daw­kins uznaje taką formę wnio­sko­wa­nia za pra­wi­dłową pod wa­run­kiem, że praw­do­po­do­bień­stwa rze­czy­wi­ście są małe. Przy­znaje na­wet, że w teo­riach na­uko­wych „wolno nam jesz­cze po­wo­ły­wać się” na pewną dozę „ni­czym nie ogra­ni­czo­nego, cu­dow­nego przy­padku”[12], ale nie wię­cej. Daw­kins dał tu­taj wy­raz po­wszech­nej in­tu­icji, że pewne zda­rze­nia znaj­dują się w za­sięgu przy­padku, a inne – nie. Ma on słusz­ność, że u lu­dzi ta in­tu­icja jest po­wszechna i że rzu­tuje ona na na­ukę.

Bio­rąc pod uwagę po­gląd Daw­kinsa, zgod­nie z któ­rym w teo­riach na­uko­wych na przy­pa­dek można po­wo­ły­wać się tylko w pew­nej mie­rze (teo­re­tycy pro­jektu się z tym po­glą­dem zga­dzają), po­wi­nien on przy­znać, że gdyby za pro­ces ewo­lu­cji ży­cia od­po­wia­dały głów­nie pro­cesy lo­sowe, to praw­do­po­do­bień­stwa zda­rzeń by­łyby małe, a wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie na­le­ża­łoby uznać za za­sadne. Jako wska­zówkę, że Daw­kins rze­czy­wi­ście tak my­śli, roz­ważmy, w jaki spo­sób wy­raża on uzna­nie dla sfor­mu­ło­wa­nego przez Wil­liama Pa­leya ar­gu­mentu na rzecz pro­jektu. W zdu­mie­wa­ją­cym przy­pły­wie szcze­ro­ści Daw­kins pi­sze: „nie ro­zu­miem, jak można było być ate­istą przed ro­kiem 1859, kiedy to Dar­win opu­bli­ko­wał swoje O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków. [...] Cho­ciaż więc, lo­gicz­nie rzecz bio­rąc, można było być ate­istą już przed Dar­wi­nem, do­piero Dar­win spra­wił, że ate­izm jest w pełni sa­tys­fak­cjo­nu­jący in­te­lek­tu­al­nie”[13]. Czyli – w prze­ko­na­niu Daw­kinsa – gdyby nie Dar­win, by­li­by­śmy ska­zani na ar­gu­menty Pa­leya i mu­sie­li­by­śmy być te­istami.

Uwa­żano więc, że Dar­win, uzna­jąc do­bór na­tu­ralny za mo­tor na­pę­dowy ewo­lu­cji, osła­bił moc kla­sycz­nych ar­gu­men­tów na rzecz pro­jektu. Do­bór na­tu­ralny, po­tra­fiący ku­mu­lo­wać małe, na­ra­sta­jące ulep­sze­nia, umoż­li­wia stop­niowy prze­bieg ewo­lu­cji – krok po ma­łym kroku – dzięki czemu po­ko­nuje ona wszel­kie prze­szkody. Kon­se­kwen­cją po­stę­pu­ją­cej ma­łymi kro­kami ewo­lu­cji dar­wi­now­skiej jest wy­eli­mi­no­wa­nie skraj­nie ma­łych praw­do­po­do­bieństw, które w prze­ciw­nym ra­zie mo­głyby sta­no­wić dla ewo­lu­cji ży­cia prze­szkodę nie do po­ko­na­nia. Każdy etap ewo­lu­cji dar­wi­now­skiej po­wi­nien mieć więc do­sta­tecz­nie duże praw­do­po­do­bień­stwo (czyli nie na­zbyt małe).

Skoro pro­cesy dar­wi­now­skie po­ko­nują prze­szkody pro­ba­bi­li­styczne w ten spo­sób, to wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie po­winny być wy­klu­czone z bio­lo­gii. Zda­niem Daw­kinsa i in­nych bio­lo­gów dar­wi­now­skich w rze­czy­wi­sto­ści ni­gdy nie mamy do czy­nie­nia z ma­łymi praw­do­po­do­bień­stwami po­trzeb­nymi do za­sad­nego prze­pro­wa­dze­nia wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie. W grun­cie rze­czy wła­śnie to Daw­kins sta­rał się wy­ka­zać w książce Wspi­naczka na szczyt nie­praw­do­po­do­bień­stwa[14], która uka­zała się po Śle­pym ze­gar­mi­strzu. Wej­ście na Szczyt Nie­praw­do­po­do­bień­stwa jest mało praw­do­po­dobne tylko wtedy, gdy trzeba tego do­ko­nać za po­mocą jed­nego ogrom­nego skoku, ale je­żeli da się zna­leźć stop­niowo (mały krok po ma­łym kroku) wzno­szącą się, krętą ścieżkę na szczyt, to wej­ście na szczyt okaże się cał­kiem praw­do­po­dobne.

Daw­kins ni­gdy nie ofe­ruje cze­goś wię­cej niż ten ogól­ni­kowy opis, jak można wy­eli­mi­no­wać skraj­nie małe praw­do­po­do­bień­stwa, które w prze­ciw­nym ra­zie unie­moż­li­wi­łyby ewo­lu­cję. Jest wiele sy­tu­acji pro­ba­bi­li­stycz­nych, w któ­rych każdy krok jest do­sta­tecz­nie praw­do­po­dobny, ale ko­or­dy­na­cja wszyst­kich tych do­sta­tecz­nie praw­do­po­dob­nych zda­rzeń po­zwala otrzy­mać sku­tek bar­dzo mało praw­do­po­dobny. Gdy pod­rzu­camy mo­netą sto razy, ist­nieje duże praw­do­po­do­bień­stwo, że wy­pad­nie orzeł. Jed­nak otrzy­ma­nie stu or­łów z rzędu jest bar­dzo mało praw­do­po­dobne i nie po­win­ni­śmy ocze­ki­wać, że zda­rzy się to zu­peł­nie przy­pad­kowo. Daw­kins po­trze­buje nie tylko do­sta­tecz­nie du­żych praw­do­po­do­bieństw na każ­dym kroku, lecz także ta­kiego ro­dzaju ko­or­dy­na­cji lub me­cha­ni­zmu za­pad­ko­wego, który utrzy­muje wcze­śniej uzy­skane ko­rzy­ści i wy­ka­zuje ten­den­cję do uzy­ski­wa­nia przy­szłych ko­rzy­ści oraz ich na­gro­ma­dza­nia. Wska­zy­wa­nie na to, że do­bór na­tu­ralny po­siada tę zdol­ność w każ­dym przy­padku, jest rów­no­znaczne z wy­bie­ga­niem da­lece poza to, co Daw­kins lub ja­ki­kol­wiek inny bio­log dar­wi­now­ski był kie­dy­kol­wiek w sta­nie uza­sad­nić na grun­cie pro­ba­bi­li­stycz­nym.

Krótko mó­wiąc, dar­wi­now­scy kry­tycy me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie mylą po­zorną wy­spe­cy­fi­ko­waną zło­żo­ność z rze­czy­wi­stą wy­spe­cy­fi­ko­waną zło­żo­no­ścią. Tacy dar­wi­ni­ści, jak Daw­kins, przy­znają, że rze­czy­wi­sta wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność uza­sad­nia wnio­sek o pro­jek­cie. Dar­wi­now­ski me­cha­nizm do­boru na­tu­ral­nego po­strze­gają jed­nak jako wzmac­niacz praw­do­po­do­bień­stwa, który spra­wia, że ską­d­inąd mało praw­do­po­dobne zda­rze­nia stają się praw­do­po­dobne i prze­stają być zło­żone. Dla­tego nie ma zna­cze­nia, że z per­spek­tywy lo­giki sta­ty­stycz­nej wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność uza­sad­nia wnio­sek o pro­jek­cie, po­nie­waż w prze­ko­na­niu dar­wi­ni­stów ży­cie w isto­cie nie prze­ja­wia wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści. Dar­wi­ni­ści będą oczy­wi­ście twier­dzili, że me­cha­nizm dar­wi­now­ski two­rzy wy­spe­cy­fi­ko­waną zło­żo­ność, ale na­prawdę będą mieli na my­śli to, że dzięki dzia­ła­niu me­cha­ni­zmu dar­wi­now­skiego ży­cie daje je­dy­nie złu­dze­nie wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści. Układy oży­wione tylko wy­dają się bar­dzo mało praw­do­po­dobne, je­śli bo­wiem ro­zu­miemy, jak two­rzy je ewo­lu­cja dar­wi­now­ska, to w rze­czy­wi­sto­ści oka­zują się mieć duże praw­do­po­do­bień­stwo. W ten wła­śnie spo­sób więk­szość bio­lo­gów ewo­lu­cyj­nych do­ko­nuje ra­cjo­na­li­za­cji me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie (o ile w ogóle ją ro­zu­mieją).

Od czasu opu­bli­ko­wa­nia pierw­szego wy­da­nia ni­niej­szej książki de­bata nad me­todą wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie i moż­li­wo­ścią za­sto­so­wa­nia jej do za­gad­nie­nia ewo­lu­cji sku­piała się na tym, czy ta­kie stop­niowo wzno­szące się, kręte ścieżki ist­nieją i czy ich ist­nie­nie bądź nie­ist­nie­nie ma wpływ na praw­do­po­do­bień­stwo, z ja­kim pro­cesy dar­wi­now­skie mogą two­rzyć formy ży­cia. Teo­re­tycy pro­jektu iden­ty­fi­kują różne układy bio­lo­giczne, które wy­my­kają się wy­ja­śnie­niom dar­wi­now­skim, i ar­gu­men­tują, że praw­do­po­do­bień­stwo dar­wi­now­skiej ewo­lu­cji ta­kich ukła­dów jest zni­komo małe. Uznają tym sa­mym, że w prak­tyce te układy nie mogą po­wstać w wy­niku ewo­lu­cji dar­wi­now­skiej i że ich ist­nie­nie uza­sad­nia wnio­sek o pro­jek­cie. W ni­niej­szej książce do­ko­nu­jemy prze­glądu tej de­baty i prze­ko­nu­jemy, że teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu ofe­ruje moc­niej­szą ar­gu­men­ta­cję.

Lek­tura dru­giego wy­da­nia

Dru­gie wy­da­nie książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie cał­ko­wi­cie za­stę­puje wy­da­nie pierw­sze. Pierw­sza edy­cja na­dal może mieć war­tość hi­sto­ryczną, ale nowe wy­da­nie sta­nowi te­raz ka­no­niczną po­zy­cję dla każ­dego, kto chciałby oce­nić, czy i w ja­kim stop­niu me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie na pod­sta­wie ma­łych praw­do­po­do­bieństw jest za­sadna. W pierw­szym wy­da­niu ro­iło się od spe­cja­li­stycz­nych no­ta­cji i skom­pli­ko­wa­nej ter­mi­no­lo­gii. Cho­ciaż dru­gie wy­da­nie ma bo­gat­szą treść i jest ści­ślej­sze, to jed­no­cze­śnie jest na­pi­sane ja­śniej i po­zba­wione zbęd­nych tre­ści. Czy­tel­ni­kom, któ­rzy nie za­po­znali się z pierw­szym wy­da­niem, wy­star­czy po pro­stu zgłę­bić wy­da­nie dru­gie. Ci zaś, któ­rzy czy­tali pierw­szą edy­cję, mogą naj­pierw za­po­znać się z do­dat­kiem C.5 – „Przej­ście od wy­da­nia pierw­szego do dru­giego”.

Pierw­sze dwa roz­działy no­wego wy­da­nia („Pro­blem ma­łych praw­do­po­do­bieństw” i „Przy­kłady wnio­sko­wań o pro­jek­cie”) są bar­dzo ła­twe do zro­zu­mie­nia dla każ­dego czy­tel­nika. Ich ce­lem jest po pro­stu po­ka­za­nie, że wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie sto­so­wane są po­wszech­nie i głę­boko prze­ni­kają ludz­kie my­śle­nie i do­świad­cze­nie. Jak w przy­padku karty płat­ni­czej Ame­ri­can Express, nie mo­żemy opu­ścić domu bez wnio­sko­wań o pro­jek­cie w na­szej skrzynce na na­rzę­dzia umy­słowe. Sto­su­jemy te wnio­sko­wa­nia wszę­dzie. I na­wet je­śli nie ar­ty­ku­łu­jemy wy­raź­nie pod­sta­wo­wych po­jęć spe­cy­fi­ka­cji i ma­łego praw­do­po­do­bień­stwa, to ro­zu­miemy i sto­su­jemy je w spo­sób in­tu­icyjny.

W ko­lej­nych dwóch roz­dzia­łach („Spe­cy­fi­ka­cja” i „Za­soby pro­ba­bi­li­styczne”) przed­sta­wiamy dwa fi­lary, na któ­rych wspiera się me­toda wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie, mia­no­wi­cie ro­dzaje wzor­ców umoż­li­wia­ją­cych roz­po­zna­wa­nie skut­ków dzia­ła­nia in­te­li­gen­cji (czyli spe­cy­fi­ka­cje) oraz istotne oka­zje do przy­pad­ko­wego na­stą­pie­nia zda­rze­nia (czyli za­soby pro­ba­bi­li­styczne). W tych i ko­lej­nych roz­dzia­łach znaj­duje się wię­cej spe­cja­li­stycz­nych szcze­gó­łów niż w dwóch pierw­szych. Aby uła­twić zro­zu­mie­nie dal­szych roz­dzia­łów, do­łą­czy­li­śmy do książki do­da­tek A („Pod­stawy ra­chunku praw­do­po­do­bień­stwa i teo­rii in­for­ma­cji”). Ra­dzimy czy­tel­ni­kom, aby za­po­znali się z tym do­dat­kiem po prze­czy­ta­niu pierw­szych dwóch roz­dzia­łów. Czy­tel­nicy, któ­rzy chcie­liby bar­dziej zgłę­bić za­gad­nie­nie spe­cy­fi­ka­cji, po­winni za­po­znać się z do­dat­kiem B („Wy­brane za­gad­nie­nia po­krewne”), zwłasz­cza z czę­ściami B.1–B.4.

Roz­dział 5 („Lo­gika wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie”) spaja ze sobą przed­sta­wione w dwóch po­przed­nich roz­dzia­łach usta­le­nia na te­mat spe­cy­fi­ka­cji i za­so­bów pro­ba­bi­li­stycz­nych. Oma­wiamy w nim for­malny apa­rat lo­giczny zwią­zany z ogól­nie po­ję­tymi ar­gu­men­tami na rzecz eli­mi­na­cji hi­po­tez przy­padku na pod­sta­wie ma­łych praw­do­po­do­bieństw, a w szcze­gól­no­ści z wnio­sko­wa­niami o pro­jek­cie. W roz­dziale 5 jako kon­kretny przy­kład za­sto­so­wa­nia tego for­mal­nego apa­ratu szcze­gó­łowo oma­wiamy też po­dej­rzaną ko­lej­ność kan­dy­da­tów na kar­tach do gło­so­wa­nia usta­loną przez Ni­cho­lasa Ca­puto, od­po­wie­dzial­nego za to urzęd­nika ze stanu New Jer­sey (któ­remu pierw­sze wy­da­nie ni­niej­szej książki za­pew­niło – jak wy­ra­ził się fi­lo­zof Char­les Cha­stain – „nie­śmier­tel­ność”). W roz­dziale tym pre­zen­tu­jemy rów­nież filtr eks­pla­na­cyjny, czyli dia­gram sta­no­wiący ła­twą do zro­zu­mie­nia re­kon­struk­cję me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie. Je­śli czy­tel­ni­kowi pierw­szego wy­da­nia co­kol­wiek za­pa­dło w pa­mięć, to zwy­kle był to wła­śnie filtr eks­pla­na­cyjny.

W roz­dziale 6 („Wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność”) znaj­duje się ści­słe ma­te­ma­tyczne uję­cie wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści. Uzu­peł­nia on więc na­sze uję­cie spe­cy­fi­ka­cji róż­nymi waż­nymi spe­cja­li­stycz­nymi szcze­gó­łami. Do­kład­niej rzecz bio­rąc, z za­cho­wa­niem peł­nej ści­sło­ści po­ka­zu­jemy w nim, co to zna­czy, że opis zda­rze­nia ma krótką dłu­gość. Na­stęp­nie po­ka­zu­jemy, jak spe­cy­fi­ka­cja łą­czy się z ma­łym praw­do­po­do­bień­stwem, two­rząc zu­ni­fi­ko­waną miarę in­for­ma­cji mo­gącą sta­no­wić pod­stawę dla wnio­sko­wań o pro­jek­cie. W tym roz­dziale opie­ramy się na usta­le­niach in­for­ma­tyki teo­re­tycz­nej (zwłasz­cza al­go­ryt­micz­nej teo­rii in­for­ma­cji), aby w prze­ko­nu­jący spo­sób od­po­wie­dzieć na za­strze­że­nia do pew­nych kwe­stii tech­nicz­nych, które były nie­do­sta­tecz­nie ja­sno przed­sta­wione w pierw­szym wy­da­niu. W tym roz­dziale szcze­gó­łowo opi­su­jemy też przy­kłady ilu­stru­jące kon­cep­cję wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści.

W roz­dziale 7 – i ostat­nim (za­ty­tu­ło­wa­nym „Bio­lo­gia ewo­lu­cyjna”) – za­pew­niamy osta­teczny po­li­gon do­świad­czalny dla naj­waż­niej­szych tez ni­niej­szej książki. Gdyby wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie miało za­sto­so­wa­nie wy­łącz­nie do skut­ków ak­tyw­no­ści czło­wieka, to nie mo­głoby być mowy o żad­nych kon­tro­wer­sjach. Pro­blem po­ja­wia się wtedy, gdy to wnio­sko­wa­nie za­sto­su­jemy do pew­nych cech przy­rody (bio­lo­gicz­nych lub ko­smo­lo­gicz­nych), po­nie­waż wów­czas wska­zuje się na pro­jekt, w któ­rym nie mo­gła mieć żad­nego udziału in­te­li­gen­cja ludzka lub po­za­ziem­ska. Z tego po­wodu ba­da­cze wierni na­tu­ra­li­zmowi od­ru­chowo sta­rają się unie­waż­nić ta­kie wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie. My na­to­miast prze­ko­nu­jemy, że wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie ma za­sadne za­sto­so­wa­nie rów­nież do struk­tur i zja­wisk przy­rod­ni­czych. W szcze­gól­no­ści pewne aspekty ukła­dów bio­lo­gicz­nych za­pew­niają prze­ko­nu­jące uza­sad­nie­nie peł­no­praw­nym wnio­sko­wa­niom o pro­jek­cie. Do­da­tek B.5–B.8 sta­nowi roz­sze­rze­nie tre­ści tego roz­działu i za­wiera sporo in­te­re­su­ją­cego ma­te­riału, któ­rego część jest w sta­nie zro­zu­mieć każdy czy­tel­nik. Książkę koń­czymy epi­lo­giem, w któ­rym po­krótce oma­wiamy kon­cep­cję za­cho­wa­nia in­for­ma­cji sta­no­wiącą do­peł­nie­nie me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie. Te­ma­towi za­cho­wa­nia in­for­ma­cji po­świę­cimy książkę, która bę­dzie kon­ty­nu­acją ni­niej­szej mo­no­gra­fii.

W róż­nych miej­scach tek­stu znaj­dują się dy­gre­sje za­pew­nia­jące przy­datne spo­strze­że­nia. Więk­szość tych dy­gre­sji pier­wot­nie miała być przy­pi­sami, ale oka­zały się one zbyt dłu­gie. Wy­da­wały się też na tyle istotne, by włą­czyć je do tek­stu głów­nego, uni­ka­jąc tym sa­mym moż­li­wo­ści prze­ocze­nia ich w przy­pi­sach. Do­łą­czy­li­śmy dzie­więć ta­kich dy­gre­sji: „Nie­odzow­ność ZA­RÓWNO ma­łego praw­do­po­do­bień­stwa, JAK I spe­cy­fi­ka­cji” (pod­roz­dział 1.3), „Me­ta­fi­zyka przy­padku” (pod­roz­dział 1.4), „Da­vid Hume a Tho­mas Reid” (pod­roz­dział 2.8), „Zło­żo­ność pro­ba­bi­li­styczna i pro­stota opisu” (pod­roz­dział 3.1), „Me­ta­fi­zyka pro­jektu i in­for­ma­cji” (pod­roz­dział 5.5), „Po­wód umniej­sza­nia war­to­ści kon­cep­cji wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści” (pod­roz­dział 6.1), „Od­miany al­go­rytmu WE­ASEL” (pod­roz­dział 7.1), „Kto sto­suje ar­gu­ment z nie­wie­dzy?” (pod­roz­dział 7.2) oraz „Pod­wa­że­nie kon­cep­cji ewo­lu­owal­no­ści” (pod­roz­dział 7.6). Każda dy­gre­sja jest na swoim po­czątku i końcu od­dzie­lona od tek­stu głów­nego za po­mocą ob­razka po­dwój­nej he­lisy.

Dru­gie wy­da­nie ni­niej­szej książki, po­dob­nie jak pierw­sze, jest mo­no­gra­fią ba­daw­czą, a jej ce­lem jest do­tar­cie do róż­nych czy­tel­ni­ków – za­równo spe­cja­li­stów, jak i la­ików. Za­chę­camy więc wszyst­kich czy­tel­ni­ków do roz­po­czę­cia lek­tury od roz­działu 1 i prze­czy­ta­nie wszyst­kich ko­lej­nych roz­dzia­łów oraz epi­logu, za­glą­da­jąc w ra­zie po­trzeby do do­dat­ków. Czy­tel­nicy le­piej zna­jący się na rze­czy po­winni za­po­znać się z ca­łym ma­te­ria­łem od po­czątku do końca. Inni czy­tel­nicy mogą po­mi­nąć czę­ści, które są dla nich nie­zro­zu­miałe, co jed­nak nie zna­czy, że lek­tura bę­dzie dla nich mniej war­to­ściowa. Nie po­winni jed­nak pod­da­wać się od razu, gdy tylko na­po­tkają bar­dziej onie­śmie­la­jące spe­cja­li­styczne czy ma­te­ma­tyczne tre­ści. W ni­niej­szej książce to, co ła­twiej zro­zu­mieć, za­wsze wy­nika z cze­goś trud­niej­szego do zro­zu­mie­nia.

Długa, kręta droga

Dru­gie wy­da­nie ni­niej­szej książki mo­gło zo­stać ukoń­czone dzie­sięć lat temu (acz­kol­wiek dzięki więk­szemu od­wle­cze­niu w cza­sie książka wiele zy­skała). Prze­szko­dziło w tym kilka rze­czy. Przede wszyst­kim w 1999 roku otrzy­ma­łem [Wil­liam Demb­ski] fi­nan­so­wa­nie na książkę od Fun­da­cji Tem­ple­tona[15]. Apli­ku­jąc o uzy­ska­nie tego fi­nan­so­wa­nia, mu­sia­łem za­pro­po­no­wać szcze­gó­łowy opis przy­szłej książki. Zdo­by­wa­jąc fi­nan­so­wa­nie, zgo­dzi­łem się na­pi­sać książkę po­świę­coną na­uce i me­ta­fi­zyce in­for­ma­cji. Zde­cy­do­wa­łem się roz­bić ma­te­riał na dwie książki – jedną na te­mat na­uki in­for­ma­cji (książka uka­zała się w 2002 roku i no­siła ty­tuł Nic za darmo[16]), oraz drugą, do­ty­czącą me­ta­fi­zyki in­for­ma­cji i za­ty­tu­ło­waną Be­ing as Com­mu­nion [By­cie jako re­la­cyj­ność][17].

Od­wle­ka­łem pu­bli­ka­cję tej ostat­niej książki, po­nie­waż miała ona po­łą­czyć teo­rię in­for­ma­cji ze świa­dec­twami ce­lo­wo­ści w przy­ro­dzie, a to po­wią­za­nie było przed­mio­tem mo­ich in­ten­syw­nych ba­dań, naj­pierw w po­je­dynkę, a póź­niej we współ­pracy z ko­le­gami z Evo­lu­tio­nary In­for­ma­tics Lab (zwłasz­cza w te­ma­cie za­cho­wa­nia in­for­ma­cji). To, że je­stem już w sta­nie na­pi­sać książkę Be­ing as Com­mu­nion, po­czu­łem w 2013 roku. Na­pi­sa­łem ją w rok i w 2014 roku opu­bli­ko­wano ją w ra­mach se­rii książ­ko­wej „Ash­gate Science and Re­li­gion Se­ries”. Wraz z pu­bli­ka­cją tej o wiele lat opóź­nio­nej książki wy­wią­za­łem się ze zo­bo­wią­za­nia zwią­za­nego z fi­nan­so­wa­niem otrzy­ma­nym od Fun­da­cji Tem­ple­tona.

Po opu­bli­ko­wa­niu książki Be­ing as Com­mu­nion mia­łem wolną drogę do roz­po­czę­cia pracy nad dru­gim wy­da­niem ni­niej­szej książki. Dla­czego nie za­bra­łem się do tego od razu? Były inne po­wody do od­wle­cze­nia tego w cza­sie. Obec­nie dużą po­pu­lar­ność zy­skała kul­tura unie­waż­nia­nia (can­cel cul­ture), ale do­świad­czy­łem jej już dwa­dzie­ścia lat wcze­śniej jako opo­wia­da­jący się za teo­rią in­te­li­gent­nego pro­jektu pra­cow­nik aka­de­micki, który usi­ło­wał utrzy­mać się na po­wierzchni. Na po­czątku dru­giej de­kady XXI wieku mia­łem już tego dość i zde­cy­do­wa­łem się opu­ścić kręgi aka­de­mic­kie na do­bre. Mój przy­ja­ciel, który z suk­ce­sami pro­wa­dził różne in­te­resy w in­ter­ne­cie, wziął mnie pod swoje skrzy­dła i przy­uczył do za­wodu. Dzięki jego na­ukom zo­sta­łem przed­się­biorcą roz­wi­ja­ją­cym edu­ka­cyjne strony in­ter­ne­towe i tech­no­lo­gie. W 2013 roku raz na za­wsze po­rzu­ci­łem ży­cie uni­wer­sy­tec­kie. To, że zo­sta­łem biz­nes­me­nem, było bar­dzo do­brym ru­chem z mo­jej strony, po­nie­waż od tej pory mam szczę­śliw­sze ży­cie. Wią­zało się to jed­nak z tym, że od tego mo­mentu mia­łem peł­no­eta­tową pracę po­za­aka­de­micką i moje za­an­ga­żo­wa­nie w pracę nad teo­rią in­te­li­gent­nego pro­jektu mu­siało być znacz­nie mniej­sze.

Może to za­brzmieć dziw­nie, ale dla mnie oso­bi­ście główną prze­szkodę do na­pi­sa­nia ni­niej­szego dru­giego wy­da­nia sta­no­wiło to, że było mi nie po dro­dze z moim wy­dawcą – Cam­bridge Uni­ver­sity Press. Mój re­dak­tor w tym wy­daw­nic­twie, Te­rence Mo­ore, po­cząt­kowo był bar­dzo za­do­wo­lony z pierw­szego wy­da­nia książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Przez pierw­sze pięć lat był to be­st­sel­ler wśród mo­no­gra­fii fi­lo­zo­ficz­nych wy­da­nych przez Cam­bridge Uni­ver­sity Press[18]. Za­py­ta­łem się więc Mo­ore’a, czy wy­daw­nic­two by­łoby za­in­te­re­so­wane wy­da­niem kon­ty­nu­acji tej książki, w któ­rej otwar­cie pi­sał­bym o związku mię­dzy me­todą wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie a za­gad­nie­niem ewo­lu­cji bio­lo­gicz­nej.

W tam­tym cza­sie moja przy­chyl­ność dla teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu i kry­tyczny sto­su­nek do dar­wi­ni­zmu były już po­wszech­nie znane. Zdra­dza­jąc ku­lisy we­wnętrz­nego funk­cjo­no­wa­nia wy­daw­nic­twa, Mo­ore po­wie­dział mi, że człon­ko­wie Syn­dy­katu Cam­bridge (zwłasz­cza je­den lub dwóch bio­lo­gów) byli prze­ciwni mo­jej pracy w za­kre­sie teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu i że na­wet gdyby tę książkę za­twier­dzono po tej stro­nie Atlan­tyku, to Syn­dy­kat naj­praw­do­po­dob­niej wy­ra­ziłby sprze­ciw, gdyby moż­li­wość wy­da­nia książki roz­wa­żono po dru­giej stro­nie Atlan­tyku. Nor­mal­nie Syn­dy­kat za­twier­dza książki re­ko­men­do­wane po tej stro­nie Oce­anu Atlan­tyc­kiego. W moim przy­padku miałby jed­nak zro­bić wy­ją­tek.

Te­rence Mo­ore był szcze­rym czło­wie­kiem i by­łem wdzięczny za to, że po­wie­dział mi to wszystko bez ogró­dek. Nie­stety, nie­długo po na­szej roz­mo­wie zmarł na raka. Osta­tecz­nie opu­bli­ko­wa­łem kon­ty­nu­ację mo­no­gra­fii Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie, czyli książkę Nic za darmo, w in­nym wy­daw­nic­twie – Row­man and Lit­tle­field. Przez wiele lat nie oglą­da­łem się za sie­bie. Po pro­stu da­lej roz­wi­ja­łem idee i apa­rat tech­niczny in­spi­ro­wane przez pierw­sze wy­da­nie pracy Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie, nie my­śląc o wpro­wa­dze­niu do tej książki ko­rekt i zak­tu­ali­zo­wa­niu jej w po­staci dru­giego wy­da­nia. Po­rzu­ca­jąc kręgi aka­de­mic­kie, by zo­stać przed­się­biorcą, mia­łem jesz­cze mniej­szą mo­ty­wa­cję do przy­go­to­wa­nia dru­giej edy­cji.

Wciąż jed­nak drę­czyła mnie myśl o tym, że mój wy­dawca, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, nie stał po mo­jej stro­nie. W końcu, w 2020 roku, pod wpły­wem im­pulsu, skon­tak­to­wa­łem się z Cam­bridge Uni­ver­sity Press i po­pro­si­łem o zwró­ce­nie mi praw au­tor­skich do książki. W ciągu ty­go­dnia od­zy­ska­łem prawa au­tor­skie i mo­głem zro­bić z książką, co tylko chcia­łem. Po­czu­cie bez­wład­no­ści, które od­czu­wa­łem na myśl o na­pi­sa­niu dru­giej edy­cji, te­raz zni­kło. Aby po­waż­nie za­jąć się pracą, po­pro­si­łem wła­dze Di­sco­very In­sti­tute w Se­at­tle o przy­zna­nie mi grantu. Przed­sta­wi­ciele Di­sco­very In­sti­tute wspie­rali moją pracę przy pierw­szym wy­da­niu i wspa­nia­ło­myśl­nie przy­znali mi grant na wy­da­nie dru­gie. To uto­ro­wało mi drogę do przy­go­to­wa­nia ni­niej­szego wy­da­nia książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie.

Po­dzię­ko­wa­nia do dru­giego wy­da­nia

Kiedy Win­ston Ewert zgo­dził się zo­stać współ­au­to­rem dru­giego wy­da­nia książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie, po­czu­łem [Wil­liam Demb­ski], że bę­dzie to płodna współ­praca, co po­twier­dza ukoń­czona już książka. Już od 2009 roku współ­pra­cu­jemy nad za­pew­nie­niem teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu pod­staw w teo­rii in­for­ma­cji, a wiele zwią­za­nych z tym za­gad­nień wy­wo­dzi się z pierw­szego wy­da­nia ni­niej­szej książki. Wie­dza Win­stona w za­kre­sie in­for­ma­tyki uzu­peł­nia moją wie­dzę z ma­te­ma­tyki teo­re­tycz­nej, dzięki czemu dru­gie wy­da­nie jest znacz­nie bo­gat­sze i bar­dziej sty­mu­lu­jące niż pierw­sze.

Pierw­sze wy­da­nie książki Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie od sa­mego po­czątku za­równo chwa­lono, jak i kry­ty­ko­wano. W ciągu po­nad dwu­dzie­stu lat wielu uczo­nych pro­po­no­wało uwagi oraz kla­ry­fi­ka­cje i wy­su­wało za­rzuty w sto­sunku do idei przed­sta­wio­nych w pierw­szej edy­cji. Dzięki temu dru­gie wy­da­nie ni­niej­szej książki jest znacz­nie lep­sze od pierw­szego i chcie­li­by­śmy przy­naj­mniej nie­któ­rym z tych lu­dzi za to po­dzię­ko­wać. Dwa­dzie­ścia pięć lat to długi okres i pa­mięć co­raz bar­dziej się za­ma­zuje. Oczy­wi­ście wszyst­kim oso­bom, któ­rym wy­ra­zi­łem wdzięcz­ność w pierw­szym wy­da­niu, po­dzię­ko­wa­nia na­leżą się rów­nież te­raz i dla­tego prze­dru­ko­wa­li­śmy po­dzię­ko­wa­nia do pierw­szego wy­da­nia jako do­da­tek do ni­niej­szego tomu (do­da­tek C.4).

Naj­więk­sze po­dzię­ko­wa­nia i po­chwały na­leżą się na­szemu do­bremu przy­ja­cie­lowi Ro­ber­towi Jack­so­nowi „Bo­bowi” Mark­sowi II. Jako mój [Wil­liama Demb­skiego] główny współ­pra­cow­nik od 2004 roku oraz pro­mo­tor roz­prawy dok­tor­skiej Win­stona z za­kresu in­ży­nie­rii elek­trycz­nej i kom­pu­te­ro­wej na Uni­wer­sy­te­cie Bay­lora, ode­grał on klu­czową rolę w roz­wi­nię­ciu idei wy­ar­ty­ku­ło­wa­nych w pierw­szym wy­da­niu ni­niej­szej książki i do­pro­wa­dze­niu ich do obec­nej, doj­rza­łej po­staci. Ko­niecz­nie mu­simy też wspo­mnieć o Geo­rge’u Mon­ta­ñe­zie, który od­był stu­dia dok­to­ranc­kie pod kie­run­kiem Boba na Uni­wer­sy­te­cie Bay­lora w tym sa­mym cza­sie, co Win­ston, a na­stęp­nie obro­nił dok­to­rat z in­for­ma­tyki na Uni­wer­sy­te­cie Car­ne­giego i Mel­lo­nów. Na­sza czwórka przy­czy­niła się do wzro­stu liczby re­cen­zo­wa­nych ar­ty­ku­łów po­świę­co­nych za­gad­nie­niu za­cho­wa­nia in­for­ma­cji, które pro­wa­dzi for­malny apa­rat me­tody wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie do jego lo­gicz­nego wnio­sku (o tym te­ma­cie wspo­mi­namy w epi­logu, a jego szcze­gó­łowe omó­wie­nie za­wrzemy w ko­lej­nej książce – za­cho­waj czuj­ność!).

Di­sco­very In­sti­tute z sie­dzibą w Se­at­tle ode­grał klu­czową rolę w pu­bli­ka­cji pierw­szego wy­da­nia pod ko­niec lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku i to samo do­ty­czy dru­giej edy­cji. Je­ste­śmy wdzięczni przed­sta­wi­cie­lom in­sty­tutu za fi­nan­sowe wspar­cie dru­giego wy­da­nia, ale też za ich nie­usta­jące wspar­cie dla ca­łego pro­gramu ba­daw­czego teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu. Człon­ko­wie i pra­cow­nicy in­sty­tutu są ser­cem ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu. Do wszyst­kich kie­ru­jemy go­rące po­dzię­ko­wa­nia! Po­śród osób, któ­rym na­le­żały się po­dzię­ko­wa­nia dwa­dzie­ścia pięć lat temu przy pierw­szej edy­cji, więk­szość wciąż żyje, ak­tyw­nie działa na rzecz teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu i cie­szy się na myśl o pu­bli­ka­cji dru­giego wy­da­nia. Na naj­więk­sze wy­róż­nie­nie pod tym wzglę­dem za­słu­gują: Ste­phen Meyer, Paul Nel­son, Jo­na­than Wells, Mi­chael Behe, Da­vid Ber­lin­ski, Bruce Gor­don, Jay Ri­chards, Do­uglas Axe, Wal­ter Bra­dley oraz nie­ży­jący już Phil­lip John­son (1940–2019).

Osoby kie­ru­jące Di­sco­very In­sti­tute – Ste­phen Meyer, John West, Ca­sey Lu­skin, Ste­ven Buri i Bruce Chap­man – to wi­zjo­ne­rzy, któ­rzy przy­czy­nili się do roz­woju teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu. W ich stronę kie­ru­jemy szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia za to, że do­strze­gli zna­cze­nie na­szego przed­się­wzię­cia i po­mo­gli w jego ukoń­cze­niu. Na po­chwałę za­słu­guje rów­nież ze­spół Di­sco­very In­sti­tute Press – w tym Jo­na­than i Amanda Wit­to­wie – któ­rego umie­jęt­no­ści re­dak­tor­skie i pro­duk­cyjne spra­wiają, że książki są o wiele lep­sze. Pod tym wzglę­dem chcie­li­by­śmy także wy­ra­zić wdzięcz­ność wy­dawcy Jo­nowi Bu­el­lowi (1939–2020), któ­rego wy­daw­nic­two Fo­un­da­tion for Tho­ught and Ethics tra­fiło pod skrzy­dła Di­sco­very In­sti­tute Press. W la­tach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych XX wieku Bu­ell ode­grał klu­czową rolę w utwo­rze­niu ru­chu in­te­li­gent­nego pro­jektu, zwłasz­cza dzięki przy­czy­nie­niu się do wy­da­nia książki The My­stery of Life’s Ori­gin [Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia] w re­no­mo­wa­nym wy­daw­nic­twie aka­de­mic­kim Phi­lo­so­phi­cal Li­brary[19].

Inne osoby i pod­mioty, któ­rym chcie­li­by­śmy po­dzię­ko­wać za ich wkład do ni­niej­szej książki, to mię­dzy in­nymi: Jake Akins, Ame­ri­can Scien­ti­fic Af­fi­lia­tion, Eric An­der­son, Barry Ar­ring­ton, Joe Audi, Pam Ba­iley, Ja­mes Bar­ham, Jo­na­than Bar­tlett, Chris Bi­shop, John Bracht, Linda Mont­go­mery Bu­ell, Ashby Camp, Gre­gory Cha­itin, Da­vid Chiu, Chri­stian Scien­ti­fic So­ciety, Sal Cor­dova, Paul Da­vies, Mi­chael Den­ton, Da­niel An­drés Díaz-Pa­chón, Kirk Dur­ston, Mi­chael Egnor (szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia za jego wspa­niałe słowo wstępne do ni­niej­szej książki!), Mark Fit­zmau­rice, Mi­chael Flan­nery, Ann Gau­ger, Mike Gene, Ho­ward Glick­sman, Gu­il­lermo Gon­za­lez, Niels Hen­rik Gre­ger­sen, Char­les Har­per, Jo­seph Hol­den, Cor­ne­lius Hun­ter, Mu­zaf­far Iqbal, Stu­art Kauf­f­man, Da­vid Klin­ghof­fer, Rob Ko­ons, Erik Lar­son, Steve Lauf­mann, John Le­slie, Rick Mar­ti­nez, Sean McDo­well, Tim i Ly­dia McGre­wo­wie, Jo­na­than McLat­chie, An­gus Me­nuge, Brian Mil­ler, Todd Mo­ody, nie­ży­jący już o. Ri­chard John Neu­haus, De­nyse O’Le­ary, nie­ży­jący już Wil­lis Page, Nancy Pe­ar­cey, J. Brian Pitts, Mar­tin Po­enie, Mary Po­plin, Alex Pruss, Terry Ric­kard, nie­ży­jący już Noel Rude, Do­uglas Rudy, Mi­chael Ruse, An­drew Ruys, John San­ford, Ja­mes Sha­piro, Rob Shel­don, Ru­pert Shel­drake, Mi­chael Sher­mer, Edward Sis­son, Fred Skiff, Wol­fgang Smith, Da­vid Snoke, Mi­cah Spa­ra­cio, Ri­chard Stern­berg, John Sto­ne­street, Iain Stra­chan, Fun­da­cja Tem­ple­tona, Ja­mes Tour, Ide Trot­ter, Frank Tu­rek, o. Pa­squ­ale Vu­oso, Rob Ward oraz Bill Wil­ber­force.

Na ko­niec chcie­li­by­śmy upa­mięt­nić na­sze ro­dziny i wy­ra­zić im wdzięcz­ność. Żona Win­stona, Elyse, i żona Wil­liama, Jana, za­słu­gują na szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia za swoją cier­pli­wość, wspar­cie oraz mi­łość oka­zane w trak­cie re­da­go­wa­nia i pi­sa­nia książki. Win­ston jest te­raz w wieku, w któ­rym Wil­liam opu­bli­ko­wał pierw­sze wy­da­nie książki. Na szczę­ście ro­dzice Win­stona wciąż żyją i mogą zo­ba­czyć na wła­sne oczy na­szą książkę, gdy ukaże się ona dru­kiem. Ro­dzi­ców Wil­liama nie ma już wśród nas. Pierw­sze wy­da­nie za­de­dy­ko­wane było ro­dzi­com Wil­liama – Bil­lowi i Ur­suli. W dru­gim wy­da­niu do de­dy­ka­cji do­łą­czy­li­śmy ro­dzi­ców Win­stona – Kena i Micki.

Wil­liam A. Demb­ski

Win­ston Ewert

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

Słowo wstępne
[1] Por. W. A. Demb­ski, The De­sign In­fe­rence: Eli­mi­na­ting Chance Thro­ugh Small Pro­ba­bi­li­ties, „Cam­bridge Stu­dies in Pro­ba­bi­lity, In­duc­tion, and De­ci­sion The­ory”, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, Cam­bridge 1998. To wy­da­nie prze­tłu­ma­czono rów­nież na ję­zyk pol­ski: tenże, Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw, tłum. Z. Ko­ściuk, „Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt”, Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021 (przyp. tłum.).
[2] Por. K. Dar­win, O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków drogą do­boru na­tu­ral­nego, czyli o utrzy­ma­niu się do­sko­nal­szych ras w walce o byt. Dzieła wy­brane, t. II, tłum. S. Dick­stein, J. Nus­baum, „Bi­blio­teka Kla­sy­ków Bio­lo­gii”, Pań­stwowe Wy­daw­nic­two Rol­ni­cze i Le­śne, War­szawa 1959 (przyp. tłum.).
[3] R. Daw­kins, Ślepy ze­gar­mistrz, czyli jak ewo­lu­cja do­wo­dzi, że świat nie zo­stał za­pla­no­wany, tłum. A. Hof­f­man, „Bi­blio­teka My­śli Współ­cze­snej”, Pań­stwowy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­szawa 1994, s. 21.
[4] Tamże, s. 47.
[5] Tamże, s. 28.
[6] Por. M.J. Behe, Czarna skrzynka Dar­wina. Bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu, tłum. D. Sa­gan, „Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt”, Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2020.
[7] Por. K. Dar­win, O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków, s. 179–183.
[8] Por. S. By­ers, Life as „Self-Mo­tion”: De­scar­tes and „the Ari­sto­te­lians” on the Soul as the Life of the Body, „The Re­view of Me­ta­phy­sics” 2006, Vol. 59, No. 3, s. 723–755.
[9] Por. N.H. Lents, Czło­wiek i błędy ewo­lu­cji. Nie­po­trzebne ko­ści, ze­psute geny i inne nie­do­sko­na­ło­ści ludz­kiego ciała, tłum. M. Za­wi­ślak, J. Środa, „Nowe Ho­ry­zonty”, Dom Wy­daw­ni­czy Re­bis, Po­znań 2018.
[10] Por. J. Pe­arl, D. Mac­ken­zie, Przy­czyny i skutki. Re­wo­lu­cyjna na­uka wnio­sko­wa­nia przy­czy­no­wego, tłum. T. Chaw­ziuk, Co­per­ni­cus Cen­ter Press, Kra­ków 2021.
[11] Por. M. Berg­sne­ider et al., What We Don’t (but Sho­uld) Know about Hy­dro­ce­pha­lus, „Jo­ur­nal of Neu­ro­sur­gery: Pe­dia­trics” 2006, Vol. 104, No. 3, s. 157–159, https://doi.org/10.3171/ped.2006.104.3.157.
[12] Por. D. Gre­itz, Ra­dio­lo­gi­cal As­ses­sment of Hy­dro­ce­pha­lus: New The­ories and Im­pli­ca­tions for The­rapy, „Neu­ro­sur­gi­cal Re­view” 2004, Vol. 27, No. 3, s. 145–165, https://doi.org/10.1007/s10143-004-0326-9.
[13] Por. M. Egnor et al., The Ce­re­bral Wind­kes­sel and its Re­le­vance to Hy­dro­ce­pha­lus: The Notch Fil­ter Mo­del of Ce­re­bral Blood Flow, „Ce­re­bro­spi­nal Fluid Re­se­arch” 2006, Vol. 3, No. 1, nu­mer ar­ty­kułu: S48.
[14] Por. tamże.
[15] Por. tamże.
[16] Por. M. Egnor et al., A Qu­an­ti­ta­tive Mo­del of the Ce­re­bral Wind­kes­sel and Its Re­le­vance to Di­sor­ders of In­tra­cra­nial Dy­na­mics, „Jo­ur­nal of Neu­ro­sur­gery: Pe­dia­trics” 2023, Vol.32, No. 3, s. 302–311, https://doi.org/10.3171/2023.1.PED­S22372.
[17] Por. Expel­led: No In­tel­li­gence Al­lo­wed, Vi­vendi En­ter­ta­in­ment 2008, https://www.imdb.com/ti­tle/tt1091617 [do­stęp: 28 VIII 2023] – film do­ku­men­talny, któ­rego nar­ra­to­rem jest Ben Stein. Film opo­wiada o pro­ble­mach, z ja­kimi w krę­gach aka­de­mic­kich mają do czy­nie­nia zwo­len­nicy teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu.
Wpro­wa­dze­nie do dru­giego wy­da­nia
[1] Por. W.A. Demb­ski, The De­sign In­fe­rence: Eli­mi­na­ting Chance Thro­ugh Small Pro­ba­bi­li­ties, „Cam­bridge Stu­dies in Pro­ba­bi­lity, In­duc­tion, and De­ci­sion The­ory”, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, Cam­bridge 1998. To wy­da­nie prze­tłu­ma­czono rów­nież na ję­zyk pol­ski: W.A. Demb­ski, Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw, tłum. Z. Ko­ściuk, „Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt”, Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021 (przyp. tłum.).
[2] Ian Bar­bour, lau­reat Na­grody Tem­ple­tona i kry­tyk teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu, do­świad­czył kie­dyś na­wet freu­dow­skiego prze­ję­zy­cze­nia i użył okre­śle­nia „Bo­skie wnio­sko­wa­nie” (di­vine in­fe­rence za­miast de­sign in­fe­rence).
[3] Por. tenże, Nic za darmo. Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja, tłum. Z. Ko­ściuk, „Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt”, Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021 (przyp. tłum.).
[4] Por. tenże, The De­sign Re­vo­lu­tion: An­swe­ring the To­ughest Qu­estions about In­tel­li­gent De­sign, In­te­rVar­sity Press, Do­wners Grove 2004 (przyp. tłum.).
[5] Tenże, Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie, s. 260 (przyp. tłum.).
[6] Tamże [wy­róż­nie­nie zgod­nie z ory­gi­na­łem cy­tatu].
[7] Por. tenże, Spe­ci­fi­ca­tion: The Pat­tern That Si­gni­fies In­tel­li­gence, „Phi­lo­so­phia Chri­sti” 2005, Vol. 7, No. 2, s. 299–343, https://doi.org/10.5840/pc20057230 (przyp. tłum.).
[8] Por. M.J. Behe, Czarna skrzynka Dar­wina. Bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu, tłum. D. Sa­gan, „Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt”, Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2020 (przyp. tłum.).
[9] O tym, że Daw­kins oskar­żył go o le­ni­stwo, Mi­chael Behe wspo­mniał (przed­sta­wia­jąc przy tym szer­szy kon­tekst) w dys­ku­sji z Mi­cha­elem Du­du­item na Uni­wer­sy­te­cie Union w 1998 roku: Chal­len­ging Dar­wi­nism: A Co­nver­sa­tion on Science and Fa­ith, https://www.uu.edu/unio­nite/sprin­g98/dar­win.htm [do­stęp: 30 VIII 2023].
[10] R. Daw­kins, Ślepy ze­gar­mistrz, czyli jak ewo­lu­cja do­wo­dzi, że świat nie zo­stał za­pla­no­wany, tłum. A. Hof­f­man, „Bi­blio­teka My­śli Współ­cze­snej”, Pań­stwowy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­szawa 1994, s. 34.
[11] Tamże, s. 91.
[12] Tamże, s. 227.
[13] Tamże, s. 28.
[14] Por. tenże, Wspi­naczka na szczyt nie­praw­do­po­do­bień­stwa, tłum. M. Yama­zaki, „Na Ścież­kach Na­uki”, Pró­szyń­ski i S-ka, War­szawa 1998 (przyp. tłum.).
[15] Ory­gi­nalne ogło­sze­nie kon­kursu na fi­nan­so­wa­nie książki przez Fun­da­cję Tem­ple­tona: https://web.ar­chive.org/web/20080206101208/http://li­sts.ucla.edu/pi­per­mail/re­li­gion­law/1998-No­vem­ber/013503.html [do­stęp: 1 IX 2023]. Ogło­sze­nie zwy­cięz­ców kon­kursu na stro­nie Fun­da­cji Tem­ple­tona: https://web.ar­chive.org/web/19991127214936/http://www.tem­ple­ton.org/pcr­s_win­ners.asp [do­stęp: 1 IX 2023]. Kon­trolę nad kon­kur­sem spra­wo­wało Phi­la­del­phia Cen­ter for Re­li­gion and Science: https://web.ar­chive.org/web/19991011211435/http://www.pc4rs.org/ [do­stęp: 1 IX 2023].
[16] Por. W.A. Demb­ski, Nic za darmo (przyp. tłum.).
[17] Por. tenże, Be­ing as Com­mu­nion: A Me­ta­phy­sics of In­for­ma­tion, „Ash­gate Science and Re­li­gion Se­ries”, Ash­gate Pu­bli­shing, Bur­ling­ton 2014 (przyp. tłum.).
[18] Mimo że wy­daw­nic­twa uni­wer­sy­tec­kie są zor­ga­ni­zo­wane jak or­ga­ni­za­cje non-pro­fit, ich przed­sta­wi­ciele cie­szą się, gdy za­ra­biają na wy­da­nych przez sie­bie książ­kach!
[19] Por. C.B. Tha­xton, W.L. Bra­dley, R.L. Ol­sen, The My­stery of Life’s Ori­gin: Re­as­ses­sing Cur­rent The­ories, Phi­lo­so­phi­cal Li­brary, New York 1984 (przyp. tłum.).

Do­tych­czas w se­rii uka­zały się:

Jo­na­than Wells

Ikony ewo­lu­cji.

Na­uka czy mit?

Phil­lip E. John­son

Dar­win przed są­dem

Mi­chael J. Behe

Czarna skrzynka Dar­wina.

Bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu

Mi­chael J. Behe

Gra­nica ewo­lu­cji.

W po­szu­ki­wa­niu ogra­ni­czeń dar­wi­ni­zmu

Jo­na­than Wells

Zom­bie-na­uka.

Jesz­cze wię­cej ikon ewo­lu­cji

Gu­il­lermo Gon­za­les

Jay W. Ri­chards

Wy­jąt­kowa pla­neta.

Dla­czego na­sze po­ło­że­nie w ko­smo­sie umoż­li­wia od­kry­cia na­ukowe

Wil­liam A. Demb­ski

Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie.

Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw

Mi­chael Den­ton

Kry­zys teo­rii ewo­lu­cji

Do­uglas Axe

Nie­pod­wa­żalne.

Jak bio­lo­gia po­twier­dza na­szą in­tu­icję, że ży­cie jest za­pro­jek­to­wane

Mi­chael Den­ton

Teo­ria ewo­lu­cji.

Kry­zysu ciąg dal­szy

Ste­phen C. Meyer

Pod­pis w ko­mórce.

DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu

Ste­phen C. Meyer

Wąt­pli­wość Dar­wina.

Kam­bryj­ska eks­plo­zja ży­cia jako świa­dec­two in­te­li­gent­nego pro­jektu

Wil­liam A. Demb­ski

Nic za darmo.

Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja

Jo­na­than Wells

Mit śmie­cio­wego DNA

Gra­nville Se­well

Na po­czątku

Eseje o teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu

Mi­chael J. Behe

De­wo­lu­cja

Od­kry­cia na­ukowe do­ty­czące DNA wy­zwa­niem dla dar­wi­ni­zmu

Pod re­dak­cjąDa­vida Klin­ghof­fera

Kon­tro­wer­syjny pod­pis

Od­po­wiedź na kry­tykę książki Pod­pis w ko­mórce

Mar­cos Eber­lin

Da­le­ko­wzrocz­ność

Jak bio­che­mia uka­zuje plan i ce­lo­wość ży­cia

Mi­chael J. Den­ton

Prze­zna­cze­nie na­tury

Co prawa bio­lo­gii mó­wią o na­szym miej­scu we Wszech­świe­cie

Eric Cas­sell

Al­go­rytmy zwie­rząt

Ewo­lu­cja a ta­jem­nica za­dzi­wia­ją­cych in­stynk­tów

Mi­chael J. Behe

Pu­łapka na Dar­wina

Mi­chael J. Behe od­po­wiada kry­ty­kom

Pod re­dak­cjąDa­vida Klin­ghof­fera

Spór o Wąt­pli­wość Dar­wina

Kon­tro­wer­sja na­ukowa, któ­rej nie spo­sób za­prze­czyć

Char­les B. Tha­xton, Wal­ter L. Bra­dley, Ro­ger L. Ol­sen i in.

Ta­jem­nica po­cząt­ków

Dla­czego wciąż nie wiemy, jak po­wstało ży­cie