Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Przełomowa praca w historii ruchu inteligentnego projektu Wnioskowanie o projekcie zrewolucjonizowała nasze pojmowanie metod wykrywania skutków przyczynowości inteligentnej. Pierwsze jej wydanie ukazało się 25 lat temu, a obecnie zostało poprawione i rozszerzone, tworząc wydanie drugie, w którym analiza wnioskowań o projekcie jest jeszcze bardziej wnikliwa. W nowym wydaniu zmierzono się z pytaniami o projekt, na które nie odpowiedzieli ani David Hume, ani Karol Darwin. Autorzy przedzierają się przez zawiłą sieć idei przypadku, prawdopodobieństwa oraz projektu i oferują nową perspektywę, za pomocą której można patrzeć na świat i próbować go zrozumieć. Jako jedno z kontrowersyjnych zastosowań do biologii, formułują przekonującą argumentację na rzecz teorii inteligentnego projektu, która rzuca wyzwanie dominującej neodarwinowskiej narracji ewolucjonistycznej. Dembski i Ewert napisali przełomową pracę, która nie stanowi jedynie komentarza na temat współczesnego dyskursu naukowego, lecz zasadniczo ten dyskurs przekształca.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 964
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
SERIA INTELIGENTNY PROJEKT
Seria Inteligentny Projekt to pierwsza tak ambitna i bogata propozycja na polskim rynku wydawniczym, w ramach której ukazują się książki dotyczące teorii inteligentnego projektu – Intelligent Design (ID).
Autorzy zastanawiają się: Czy różnorodność życia na Ziemi może być wyjaśniona wyłącznie przez procesy czysto przyrodnicze? Czy złożone struktury biologiczne mogły powstać drogą przypadku i konieczności, bez udziału inteligencji? Czy Ziemia jest tylko jedną z wielu niczym niewyróżniających się planet?
Teoria inteligentnego projektu jest ogólną teorią rozpoznawania projektu i ma szerokie zastosowanie w takich dziedzinach nauki, jak kryminalistyka, historia, kryptografia, astronomia i inżynieria. Seria Inteligentny Projekt pokazuje, że koncepcja ID powinna być stosowana również w zagadnieniach pochodzenia i rozwoju różnych form życia, a także w próbie zrozumienia nas samych.
Jaki hazardzista byłby na tyle szalony, aby zagrać w ruletkę z losowo przebiegającą ewolucją? Prędzej niesiony przez wiatr pył odtworzy „Melancholię” Dürera niż błędy kopiowania w cząsteczce DNA doprowadzą do powstania oka [...]. Nie ma prawa, które zabraniałoby marzyć, ale w nauce nie możemy na tym poprzestać.
Pierre-Paul Grassé,Evolution of Living Organisms,Academic Press, New York 1977, s. 104.
Naszym rodzicom:Billowi i Ursuli Dembskimoraz Kenowi i Micki Ewertom,Księga Przysłów 1:8–9
Argumenty obalające koncepcję szczęśliwego trafu w pewnych sytuacjach mogą być przydatne do należytego porównania hipotez przypadku i projektu: można sobie wyobrazić, że przypadek i projekt rywalizują ze sobą, wywołując pewne rodzaje zdarzeń, my zaś potrafimy obliczyć prawdopodobieństwo tego, że te zdarzenia są dziełem jednej z tych dwóch przyczyn.
Abraham de Moivre, The Doctrine of ChancesChelsea, New York 1967 [pierwodruk ukazał się w 1718 roku], s. v
Słowo wstępne
W 1998 roku filozof i matematyk William Dembski opublikował w wydawnictwie Cambridge University Press książkę, która na zawsze zmieniła debatę nad projektem i celowością w biologii[1]. Książka Wnioskowanie o projekcie. Wykluczanie hipotez przypadku na podstawie małych prawdopodobieństw zapewniła potężną strukturę pojęciową dla badań problemu pochodzenia złożoności i celowości w organizmach żywych. Drugie wydanie tej brzemiennej w skutki pracy, które w tym przypadku ma współautora, inżyniera oprogramowania Winstona Ewerta, zawiera głęboką i długo oczekiwaną refleksję na temat metody wnioskowania o projekcie i jej znaczenia dla problemu złożoności, specyfikacji i informacji biologicznej.
Przez tysiąclecia filozofowie i naukowcy uznawali złożoność i celowość biologiczną za wytwór projektu. W erze dominacji wiary teistycznej budzące podziw celowość i złożoność organizmów żywych wydawały się tak przekonująco przemawiać na rzecz opatrzności Bożej, jak można sobie tylko wyobrazić. Wraz z opublikowaniem w 1859 roku książki O powstawaniu gatunków autorstwa Karola Darwina[2] i wywołanym przez to dzieło tsunami ideologii ateistycznej świat nauki opanowała nowa era – era wiary ateistycznej. Wydawało się, że projekt biologiczny można wyjaśnić za pomocą darwinowskiego mechanizmu losowych zmian dziedzicznych i doboru naturalnego.
W książce Ślepy zegarmistrz Richard Dawkins podsumował perspektywę darwinowską następująco: „Biologia zajmuje się obiektami złożonymi, tworzącymi wrażenie celowego zamysłu”[3]. Niezwłocznie jednak dodał, że każde wrażenie projektu jest złudne: „Dobór naturalny to ślepy zegarmistrz – ślepy, bo nie patrzy w przód, nie planuje konsekwencji, nie ma celu. A mimo to żywe efekty działania doboru naturalnego sprawiają wrażenie przemyślanego projektu, jak gdyby zaplanował je prawdziwy zegarmistrz”[4]. Ponieważ wszelkie przejawy projektu biologicznego tłumaczy się w ten właśnie sposób, więc Dawkins doszedł do następującego wniosku: „dopiero Darwin sprawił, że ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie”[5].
Oczywiście nawet po Darwinie wnikliwi naukowcy nadal wskazywali na to, że złożoność i celowość dostrzegalne w organizmach żywych wciąż oddalają ateistów od intelektualnego spełnienia. W XX wieku wiara darwinowska była zgodna z wymaganiami ówczesnej mody intelektualnej i to pomimo odkrycia kodu komputerowego w DNA oraz zdumiewająco wytwornej nanotechnologii molekularnej w organizmach żywych, wliczając w to takie organelle komórkowe, jak wić bakteryjna, która ewidentnie funkcjonuje w zgodzie z zasadami inżynieryjnymi[6]. Niemniej trzeba było mieć niemałą odwagę, aby ośmielić się kwestionować paradygmat darwinowski w biologii. Ci naukowcy, którzy zakwestionowali ten ateistyczny dogmat, później zwykle doświadczali niespełnienia w sensie „braku zatrudnienia”.
Dla niektórych naukowców prawda liczyła się bardziej niż intratna posada. Trudno było jednak dotrzeć do prawdy naukowej. Problem polegał na tym, że masa świadectw zarówno za, jak i przeciwko darwinowskiej teorii ewolucji była w przeważającej mierze masą anegdot. Darwiniści powoływali się na anegdotyczne przeczucie, jak jakaś wyobrażona sekwencja zmian i selekcji mogła wytworzyć kod genetyczny, bijące serce, a nawet mózg, dzięki któremu pewien niewiarygodnie rozwinięty gatunek małp człekokształtnych może się nad takimi kwestiami zastanawiać. Naukowcy akceptujący ideę projektu wskazywali natomiast na funkcjonalną złożoność biologiczną, której wyjaśnienie zdawało się wymykać nawet najwymyślniejszym historyjkom darwinowskim – pomyślmy na przykład o oku fotograficznym, które nawet Darwinowi spędzało sen z powiek[7].
Do rozstrzygnięcia tej kwestii potrzeba było czegoś więcej niż przeformułowania rywalizujących ze sobą anegdot za i przeciwko hipotezie projektu, mianowicie struktury pojęciowej, dzięki której udałoby się uporządkować i sprawdzić tę masę różnych świadectw. Potrzebna była naukowa teoria wykrywania projektu – teoria, dzięki której można byłoby wykryć obecność projektu lub potwierdzić jego brak i która byłaby falsyfikowalna, czyli testowalna za pomocą obserwacji i eksperymentów. To było trudne zadanie. Powodem, dla którego tak trudno było uczynić zagadnienie projektu problemem autentycznie naukowym, było to, że przekonująca teoria projektu – metoda umożliwiająca wykrycie obecności projektu lub potwierdzenie jego braku – wymaga głębokiego zrozumienia biologii i matematyki, a także subtelnego i klarownego zrozumienia zdradliwego gruntu filozoficznego, po którym musi stąpać każdy naukowiec rozważający hipotezę projektu w biologii. Niezbędna jest zwłaszcza znajomość filozoficznych i matematycznych podstaw rachunku prawdopodobieństwa, który stanowi nieodłączną część procesu testowania wnioskowań o projekcie. Niewielu myślicieli, niezależnie od tego, jak byliby bystrzy i zmotywowani, cechowało się dostateczną sumiennością i pomysłowością, by potrafili zastosować tę wiedzę do badania organizmów żywych.
Na szczęście takim człowiekiem okazał się William Dembski. Błyskotliwość Dembskiego przejawia się w tym, że proponuje on metodę – filtr eksplanacyjny – za pomocą której można wiarygodnie wnioskować o projekcie. Filtr można zastosować do wielu obszarów badań naukowych – kryminalistyki, badań pochodzenia życia, SETI, kryptografii, archeologii i innych. Metoda ta nadaje ścisłość matematyczną i logiczną ludzkiej intuicji, że w przyrodzie można dostrzec projekt. Filtr eksplanacyjny – oraz stanowiąca jego podstawę struktura pojęciowa – to opis metody ilościowej prowadzącej do wniosku o projekcie poprzez wyeliminowanie hipotezy przypadku i hipotezy konieczności. Mówiąc konkretniej, projekt jest możliwy do wykrycia dzięki zidentyfikowaniu dającego się wyspecyfikować wzorca w jakimś bardzo mało prawdopodobnym zdarzeniu. Mimo że w książce Wnioskowanie o projekcie nie ma prawie żadnych odniesień do Arystotelesa, to kiedy przedstawioną w niej metodę wykrywania projektu zastosuje się do biologii, metoda ta okazuje się w pełni spójna z arystotelesowską definicją życia jako substancji, która ma wrodzone dążenie do określonych celów[8].
Drugie wydanie książki Wnioskowanie o projekcie to fascynująca, dogłębna analiza zagadnień naukowych i matematycznych, które Dembski po raz pierwszy rozważał dwadzieścia pięć lat temu. Autorzy drobiazgowo objaśniają pojęciowy rozwój koncepcji filtra eksplanacyjnego i jej teoretycznej podbudowy, czyli koncepcji wyspecyfikowanej złożoności. Chociaż traktują biologię jako ostateczny poligon doświadczalny dla swojej metody wnioskowania o projekcie, to opisują również jej zastosowanie do szerokiego zakresu ludzkich przedsięwzięć. Omawiają nawet kwestię „marnego” projektu, czyli problem często podnoszony przez darwinistów w celu podważenia wniosku o projekcie[9].
Frapująca jest również przedstawiona przez Dembskiego i Ewerta w epilogu koncepcja zachowania informacji, czyli zagadnienie, które nie zostało poruszone w pierwszym wydaniu książki. Autorzy wnikliwie zaobserwowali, że projekt mogą przejawiać nawet procesy biologiczne, nie zaś tylko biologiczne produkty. Tak jak metoda wnioskowania o projekcie stanowi narzędzie analityczne do rozpatrywania takich produktów, jak cząsteczki biologiczne, tak koncepcja zachowania informacji jest narzędziem analitycznym mającym zastosowanie do procesów, które tworzą produkty biologiczne.
Biologia zajmuje się nie tylko badaniem struktury organizmów żywych, lecz także procesami biologicznymi (wliczając w to sam proces ewolucji), które odpowiadają za budowanie, organizowanie i przekazywanie form życia. Struktura podwójnej helisy DNA oraz złożona anatomia mózgu i oka fotograficznego są zadziwiające, ale w moim odczuciu jeszcze bardziej fascynujące i cechujące się głębokim pięknem są procesy, dzięki którym te składniki organizmów żywych powstają, funkcjonują i łączą się z innymi składnikami organizmów żywych. W drugim wydaniu książki Wnioskowanie o projekcie autorzy poświęcają kilka stron zagadnieniu koncepcji zachowania informacji jako strukturze pojęciowej umożliwiającej badanie procesów biologicznych. Temat ten jest jednak tak ważny, że wymaga napisania odrębnej książki, której publikację autorzy zapowiadają.
Zagadnienie wnioskowania o projekcie łączy w sobie dwa fundamentalne i odmienne aspekty badań naukowych: teoretyczne wnioskowanie o projekcie i metodologiczne wnioskowanie o projekcie. Teoretyczne wnioskowanie o projekcie wykorzystuje narzędzia rachunku prawdopodobieństwa, teorii informacji i teorii złożoności. Umożliwia wnioskowanie o projekcie w przyrodzie za pomocą obiektywnych metod ilościowych. Jego zdolność do wykrywania projektu za pomocą tych narzędzi ma ogromne naukowe, filozoficzne i teologiczne znaczenie. Natomiast metodologiczne wnioskowanie o projekcie to metoda heurystyczna. Zakłada ideę projektu, by uzyskać owocne spostrzeżenia, do których to założenie może najprawdopodobniej zaprowadzić. Zapewnia potężne narzędzie do kierowania badaniami naukowymi niezależnie od swoich teoretycznych konsekwencji. W moim własnym doświadczeniu zarówno teoretyczne, jak i metodologiczne wnioskowanie o projekcie odegrały bardzo istotną rolę.
Około dwudziestu lat temu nawróciłem się z agnostycyzmu (a w trudniejszych chwilach – ateizmu) na chrześcijaństwo. Zawsze kochałem naukę, ale od dawna podejrzewałem, że darwinowskie wyjaśnienie wspaniałych cech organizmów żywych nie jest zgodne z rzeczywistością i ma niewiele wspólnego z rzetelną nauką. Już w szkole średniej zauważyłem, że podczas gdy fizyka, chemia i biologia ogólna to nauki mające solidne podstawy, biologia ewolucyjna oferuje jedynie zbiór dogmatycznych takich sobie bajeczek. Moje podejrzenia potwierdziły się w szkole wyższej, kiedy jako student biochemii nie byłem w stanie zgodzić się z wnioskiem, że misterne szklaki molekularne powstały bez udziału planu bądź projektu.
Jak bez pomocy inteligencji powstał cykl Krebsa albo procesy transkrypcji i translacji DNA? Wyjaśnienie darwinowskie – zgodnie z którym takie kunsztowne układy molekularne to jedynie rezultat setek milionów lat działania (biotycznego lub prebiotycznego) doboru naturalnego – uznałem za skrajnie niewiarygodne. Zauważyłem ponadto, że moi profesorowie biochemii i biologii ewolucyjnej nigdy nie podają szczegółów – nie potrafili podać odwołującego się do mechanizmu darwinowskiego ilościowego wyjaśnienia dla choćby jednej struktury molekularnej lub szlaku molekularnego. Milcząco dano mi do zrozumienia, że darwinizm powinienem przyjmować na wiarę. Gdybym uwierzył, to w końcu bym zrozumiał. W związku z tym w szkole wyższej i szkole medycznej trzymałem się wyjaśnień darwinowskich. Zakładałem, że za moje wątpliwości odpowiadała moja niewiedza o darwinowskiej teorii ewolucji, a kiedy dostatecznie dobrze tę teorię zrozumiem, to wszystko nabierze sensu.
Historia mojego nawrócenia się na chrześcijaństwo jest złożona, ale ważną w niej rolę odegrały metoda wnioskowania o projekcie i ruch inteligentnego projektu. Zrozumiałem, że moje wątpliwości co do wyjaśnień darwinowskich mają mocne podstawy – że mają oparcie w rzetelnej, ścisłej nauce. Lektura i zrozumienie treści książki Wnioskowanie o projekcie pomogły mi w wyraźnym dostrzeżeniu biologicznych świadectw na rzecz niepodważalnej kreatywności i mądrości Boga. Byłem też pod ogromnym wrażeniem tego, jak Dembski zastosował ścisłą matematykę do zagadnienia projektu. Uważam, że można to porównać do przełomowej pracy informatyka Judei Pearla, który wniósł istotny wkład w rozwój analizy przyczynowości[10]. Metoda wnioskowania o projekcie jest zastosowaniem rachunku prawdopodobieństwa i teorii informacji do wykrywania celowości w organizmach żywych. Badania Dembskiego, podobnie do przełomowej pracy Pearla, dają nam okazję do przejścia od zwykłej korelacji statystycznej do wykrywania przyczynowości i projektu w przyrodzie. Cóż to za ekscytujące i potężne ujęcie nauk biologicznych!
Istotność metody wnioskowania o projekcie znacznie wykracza jednak poza zakres nauk teoretycznych. Metoda ta ma także aspekt heurystyczny – jest potężnym narzędziem do prowadzenia badań biologicznych oraz przełomowym wkładem w biologię teoretyczną. Oczywiście wnioskowania o projekcie stanowią kamień węgielny nauk biologicznych od czasów Arystotelesa. Naukowcy analizują organizmy żywe – tak jak inżynierowie analizują wyprodukowane urządzenia o nieznanym pochodzeniu – aby zrozumieć zasady projektowe, za pomocą których je wytworzono i dzięki którym one funkcjonują. Badania biologiczne można całkiem dosłownie uznać za inżynierię odwrotną stosowaną do organizmów żywych. W istocie nic w biologii nie ma sensu, jeśli nie jest rozpatrywane w świetle wnioskowania o projekcie.
Pośród fundamentalnych pytań, jakie muszą zadawać biologowie, znajdują się następujące: Jaki ta struktura ma cel? Do czego służy w organizmie? Dlaczego jest zbudowana akurat tak, a nie inaczej? Tradycyjnie pytania te były umieszczane w ramach ogólniejszego pytania teologicznego: Dlaczego Bóg tak to stworzył? Obecnie naukowcy, znajdując się w cieniu ograniczającego współczesną naukę ateizmu, starają się ukrywać, że przeprowadzają wnioskowania o projekcie (w przeciwnym razie grozi im utrata pracy). Zwykle nie wnioskują o projekcie otwarcie, lecz niejawnie. Wnioskowania o projekcie zawsze są jednak prowadzone – robią to zarówno teiści, jak i ateiści. Trudno wyobrazić sobie badania serca bez uznania tego narządu za pompę, badania DNA bez przyznania, że ta cząsteczka zawiera kod, albo badania rybosomów i mitochondriów bez przyjęcia, że są one komórkowymi fabrykami białek i elektrowniami.
Jestem neurochirurgiem dziecięcym i profesorem badawczym na Uniwersytecie Nowojorskim w Stony Brook. Wnioskowanie o projekcie odgrywa istotną rolę w moich badaniach. Jednym z najpowszechniejszych leczonych przeze mnie zaburzeń jest wodogłowie, które ma związek z nadmiarowym nagromadzeniem płynu mózgowo-rdzeniowego w mózgu. Na wodogłowie cierpią miliony dzieci oraz osób dorosłych, a choroba ta często zagraża życiu. Od wielu lat wiem, że nasze tradycyjne pojmowanie przyczyny wodogłowia jest żałośnie nieadekwatne. Przez dwadzieścia lat starałem się lepiej zrozumieć tę kwestię. Przez sto lat neurochirurdzy uważali, że przyczyną wodogłowia jest niedrożność miejsc absorpcji płynu mózgowo-rdzeniowego w mózgu (będąca na przykład skutkiem infekcji, wylewów krwi lub wrodzonych deformacji), ale wielu badaczy wodogłowia wiedziało, że takie ujęcie tej choroby jest nieadekwatne[11]. Podstawą dla naszego nowego ujęcia wodogłowia są wyniki badań Dana Greitza, neuronaukowca ze Sztokholmu, który za pomocą obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (MRI) wykazał, że wodogłowie jest ściśle związane z nieprawidłowościami w sposobie, w jaki mózg pulsuje w reakcji na puls tętniczy biegnący od serca[12].
Kierując się wynikami badań Greitza, dokonaliśmy dwóch niezwykłych obserwacji dotyczących powiązania pulsu z serca z pulsem w mózgu[13]. Po pierwsze, mózg selektywnie tłumi energię pulsu tętniczego mniej więcej w częstotliwości bicia serca, dzięki czemu chroni delikatne naczynia włosowate przed uszkodzeniem przez wysoką energię bicia serca. Zjawisko to odkryto też w innych narządach ciała i określono mianem efektu powietrzni. Po drugie, odkryliśmy, że puls w mózgu poprzedza puls z serca o około 150 milisekund – oznacza to, że puls w mózgu następuje, zanim do mózgu dotrze puls z serca, który ma powodować puls w mózgu! Ewidentnie potrzebne było nowe ujęcie dynamiki wewnątrzczaszkowej[14]. Dokonałem przeglądu literatury fizjologicznej w poszukiwaniu wyjaśnienia dla tych ustaleń. Nie znalazłem żadnego – w gruncie rzeczy dawniejsi badacze nie byli nawet świadomi tych niezwykłych cech pulsu w mózgu.
Aby zrozumieć dynamikę pulsu tętniczego oraz efekt powietrzni w mózgu, zastosowałem filtr eksplanacyjny służący do wnioskowania o projekcie. Te cechy pulsu w mózgu ewidentnie nie były skutkiem regularności czy konieczności, ponieważ w przyrodzie selektywne tłumienie wymuszonych wibracji nie następuje regularnie wraz z częstotliwością wymuszającego te wibracje pulsu (w środowisku naturalnym może to następować z dowolną częstotliwością), a rytmy wibracji znacznie się od siebie różnią. Cechy pulsu w mózgu z pewnością nie są też skutkiem procesów przypadkowych, ponieważ ustalenia dotyczące procesu tłumienia w specyficznej częstotliwości oraz charakterystyki fazowej pulsu w mózgu są w ramach wszystkich eksperymentów w dużej mierze wzajemnie spójne i dotyczą wszystkich zwierząt oraz ludzi[15].
Jest ponadto niewyobrażalnie mało prawdopodobne, aby przypadkowe mutacje – w połączeniu z doborem naturalnym bądź bez jego udziału – mogły wytworzyć taki kunsztowny układ w postępującym krok po funkcjonalnym kroku procesie, który jest nieodzowny do działania doboru naturalnego, przy czym funkcjonalny system tłumienia pulsacji w mózgu musiałby powstać u wspólnego przodka różnych posiadających go organizmów żywych. Pozostaje więc nam jedno wyjaśnienie – pulsacyjna dynamika w mózgu jest rezultatem projektu.
Dla mnie, jak również dla innych, to wnioskowanie nie było końcem procesu badawczego, lecz początkiem. Zwróciłem się w stronę badań opartych na idei projektu, czyli inżynierii. Kupiłem wszystkie książki inżynieryjne na temat ruchu harmonicznego i tłumienia wibracji, jakie byłem w stanie znaleźć. Analizowałem, jak inżynierowie budują systemy tłumiące pulsacje w maszynach, obwodach elektrycznych i rurach przenoszących wodę i gaz. Dowiedziałem się, że istnieje układ tłumiący wibracje, nazywany filtrem środkowozaporowym, który tłumi właśnie częstotliwości bliskie podstawowej częstotliwości siły harmonicznej powodującej wibracje (czyli w tym przypadku tempu bicia serca), co odkryliśmy w odniesieniu do mózgowego mechanizmu powietrzni.
Razem z moimi znajomymi inżynierami z Uniwersytetu Nowojorskiego w Stony Brook przeprowadziliśmy symulację efektu powietrzni, który zmierzyliśmy w ramach wielu eksperymentów z psami przy użyciu obwodu elektrycznego z prostym filtrem środkowozaporowym[16]. Napięcie w obwodzie odpowiadało ciśnieniu w mózgu, prąd w obwodzie był odpowiednikiem ruchu płynów i tkanek, a ładunek w obwodzie odpowiadał przemieszczeniu wewnątrzczaszkowych płynów i tkanek. Dane wyjściowe z obwodu były niemal całkowicie zgodne z zapisami ciśnienia w mózgu. Prosty obwód elektryczny zaprojektowany w zgodzie z danymi dotyczącymi pulsacji w mózgu symulował dynamikę pulsacji w mózgu z niezwykłą dokładnością. Oba systemy – zaprojektowany obwód i system pulsacji w mózgu – działały zgodnie z takimi samymi zasadami dynamiki.
Gruntownie przeanalizowaliśmy dynamikę tego prostego obwodu i zrozumieliśmy, jak w mózgu powstaje efekt powietrzni – rytmiczne rozszerzanie się i rozluźnianie mózgu tłumi puls tętniczy w sposób analogiczny do rytmicznego ładowania i rozładowywania kondensatora w obwodzie elektrycznym. Wyniki te rzuciły światło na zagadnienie wodogłowia i teraz chorobę tę uznajemy za zaburzenie mózgowego mechanizmu powietrzni powodowane przez nadmiernie duży opór w ruchu pulsacyjnym („prądzie” pulsacyjnym) płynu mózgowo-rdzeniowego w i wokół mózgu.
Nasze oparte na hipotezie projektu badania dostarczyły ponadto wyjaśnienia dla zagadkowej obserwacji, że puls w mózgu poprzedza docierający do mózgu puls tętniczy o około 150 milisekund. W stacjonarnym układzie oscylacyjnym hamowanym przez znaczny opór względem ruchu harmonicznego (do czego niewątpliwie dochodzi w mózgu) optymalne tłumienie pulsacji następuje, gdy zwiększa się masa pulsacji, co prowadzi do fazy wiodącej między tłumioną pulsacją (pulsem w mózgu) a pulsacją wymuszającą (pulsem tętniczym). Wyniki naszych opartych na hipotezie projektu badań wyjaśniły zagadkowe poprzedzanie pulsu tętniczego przez puls w mózgu – ma to związek z optymalizacją mechanizmu powietrzni w celu chronienia naczyń włosowatych w mózgu. Mózgowy mechanizm powietrzni jest nie tylko zaprojektowany – kiedy funkcjonuje normalnie, jest zaprojektowany optymalnie i starannie dostrojony!
Nasze badania są w toku, ale wnioskowanie o projekcie przekształca naszą wiedzę o przepływie krwi i płynu mózgowo-rdzeniowego w mózgu, zapewniając nowe wskazówki w zakresie leczenia takich zaburzeń, jak wodogłowie, udary i urazy mózgu. Podstawą naszych badań jest inżynieria odwrotna dynamiki wewnątrzczaszkowej, a więc opieramy się na wnioskowaniu o projekcie.
Książka Wnioskowanie o projekcie jest ideologicznie neutralna. Przedstawiona w niej logika wnioskowania o projekcie nie stanowi artykułu wiary, lecz narzędzie badawcze. Nadaje ścisłość naukową naszej nieodpartej, codziennej intuicji, że dostrzegamy projekt w wielu otaczających nas zaprojektowanych obiektach. Dzięki tej logice możemy uzyskać przekonujące świadectwa na rzecz projektu i – ze względu na jej bezstronność – można ją wykorzystać do podnoszenia zasadnych wątpliwości w przypadkach, kiedy ktoś być może błędnie dostrzega projekt. Jest ona równie ważna dla darwinisty, jak i naukowca akceptującego teorię inteligentnego projektu. Z wnioskowania o projekcie korzysta zarówno teoria inteligentnego projektu, jak i darwinowska teoria ewolucji, ponieważ koncepcje te reprezentują przeciwne strony tej samej monety.
Co dziwne, reakcja darwinistów na metodę wnioskowania o projekcie nie miała charakteru analitycznego, lecz alergiczny. Trudno oczekiwać, że darwiniści będą poszukiwali prawdy o projekcie w biologii. Zawarty w tej książce hojny dar metodologii naukowej, dzięki której można przekonująco potwierdzić lub obalić darwinowską teorię ewolucji, nie wywołał u darwinistów ani poczucia ulgi, ani wdzięczności, lecz skłonił ich do stosowania wybiegów i zachowywania pogardliwego milczenia przerywanego niekiedy atakami wściekłości[17]. Częściowo za tę nienaukową reakcję niewątpliwie odpowiada trudna matematyka, która jest nieodłącznie związana z wykrywaniem wyspecyfikowanej złożoności, oraz w pełni zrozumiały dyskomfort, jaki biologowie ewolucyjni odczuwają w obliczu ilościowej analizy ich własnych twierdzeń. Duża część oporu darwinistów przed metodą wnioskowania o projekcie ma jednak charakter ideologiczny.
W obrębie biologii potrzebna jest gotowość biologów do poddania twierdzeń darwinowskiej teorii ewolucji obiektywnemu sprawdzeniu za pomocą metod ilościowych. Czas na przywoływanie „mas” anegdot przeminął. W tym znakomitym nowym wydaniu książki Wnioskowanie o projekcie Dembski i Ewert umieścili teorię inteligentnego projektu na solidnym fundamencie naukowym i dali naukowcom możliwość przetestowania ich – przychylnych bądź nieprzychylnych hipotezie projektu – teorii za pomocą obiektywnych metod ilościowych. Trudno uniknąć wniosku, że za niechęć darwinistów do refleksyjnego i uczciwego rozważenia wyników tej pracy odpowiada siła, nie zaś słabość wyzwania, jakie metoda wnioskowania o projekcie stawia współczesnej teorii ewolucji.
Tylko dzięki zastosowaniu metody wnioskowania o projekcie biologowie będą w stanie przekonująco potwierdzić swoje teorie pochodzenia złożoności, specyfikacji i informacji biologicznej. Wiąże się z tym oczywiście ryzyko obalenia ich teorii. Takie są jednak uroki badań naukowych, których głównym celem zawsze musi być poszukiwanie prawdy za pomocą ścisłych metod. Pełna ścisłość naukowa w naukach biologicznych wymaga zastosowania wyłożonej w niniejszej książce logiki wnioskowania o projekcie.
Michael Egnor
Dyrektor Oddziału Klinicznego Neurochirurgii Dziecięcej
Renaissance School of Medicine
Uniwersytet Nowojorski w Stony Brook
Wprowadzenie do drugiego wydania
Pierwsze wydanie książki Wnioskowanie o projekcie ukazało się w 1998 roku nakładem wydawnictwa Cambridge University Press[1]. Wywołało ono stanowcze reakcje – zarówno przychylne, jak i nieprzychylne. Książka nosiła podtytuł Wykluczanie hipotez przypadku na podstawie małych prawdopodobieństw, co wskazywało na to, że przedstawiono w niej statystycznie ścisłą metodę eliminacji hipotez przypadku i wykrywania projektu. Opublikowano ją w wydawanej przez renomowane wydawnictwo uniwersyteckie serii monografii statystycznych („Cambridge Studies in Probability, Induction, and Decision Theory”). Dawała ona nadzieję na nadanie ścisłości naukowej dociekaniom na temat projektu w przyrodzie. Jej bezpośrednim skutkiem było dodanie wigoru dopiero wówczas powstającemu ruchowi inteligentnego projektu i uwiarygodnienie jego naukowych aspiracji. Dzięki tej monografii ruch inteligentnego projektu rozwinął się, a w niektórych miejscach wręcz rozkwitł.
Wiele osób próbowało przeformułować, przeanalizować lub podważyć przedstawioną w pierwszym wydaniu metodę wykrywania projektu, którą później zaczęto nazywać po prostu wnioskowaniem o projekcie[2]. Jak będziemy przekonywali w niniejszym drugim wydaniu książki, ta metoda nadal pozostaje w mocy. Po publikacji pierwszego wydania szybko jednak stało się jasne, że wymaga ona uproszczeń, klaryfikacji, a przede wszystkim rozbudowania. Na przykład najważniejsze w tej metodzie pojęcie specyfikacji potrzebowało znacznego uproszczenia: możliwe okazało się zupełne pozbycie się jednego z definiujących to pojęcie warunków (mianowicie niezależności warunkowej), a to za sprawą ściślejszego zastosowania innego warunku definiującego (rozwiązywalności). Filtr eksplanacyjny – diagram umożliwiający szybką i intuicyjną rekonstrukcję metody wnioskowania o projekcie – wymagał natomiast dalszych klaryfikacji, aby mieć pewność, że jego węzły decyzyjne adekwatnie i spójnie wyczerpują wszystkie możliwe wyjaśnienia.
Różne tego typu korekty zostały wprowadzone do książki stanowiącej kontynuację pracy Wnioskowanie o projekcie, zatytułowanej Nic za darmo. Dlaczego przyczyną wyspecyfikowanej złożoności musi być inteligencja (wydanie oryginalne ukazało się w 2002 roku)[3], oraz do książki The Design Revolution: Answering the Toughest Questions About Intelligent Design [Rewolucja projektu. Odpowiedzi na najtrudniejsze pytania o teorię inteligentnego projektu] (2004)[4]. Jednak żadna z tych dodatkowych prac nie zastąpiła tej pierwotnej monografii, która wciąż była głównym punktem odniesienia zarówno dla zwolenników, sympatyków, jak i krytyków teorii inteligentnego projektu. Kiedy krytycy podnosili zarzuty, zwykle pisałem [William Dembski] odpowiedzi, czasem w formie długich artykułów. Niektóre zarzuty okazały się bezpodstawne i starałem się pokazać, dlaczego tak jest. Inne słusznie wskazywały na możliwość dokonania korekt i podejmowałem próbę ich wprowadzenia. Zawsze jednak utrzymywałem, że przedstawiona w pierwszym wydaniu metoda wnioskowania o projekcie jest zasadniczo poprawna, a różne jej słabe strony mają niewielkie znaczenie i można je wyeliminować. Nadal tak uważam.
Powiązanie z teorią informacji
Po opublikowaniu pierwszego wydania coraz bardziej pilna stawała się kwestia, jak metodę wnioskowania o projekcie można połączyć z teorią informacji. Wyraźnie wskazałem na to powiązanie w epilogu do pierwszej edycji. Starałem się tam ustalić, jakie jest „główne znaczenie metody wnioskowania o projekcie dla nauki”[5]. Uznałem, że „metoda wnioskowania o projekcie umożliwia wykrywanie i pomiar informacji”[6]. Następnie, w kilku kolejnych akapitach pierwszego wydania, pokazałem w zarysie, że relacje między specyfikacjami a zdarzeniami o małym prawdopodobieństwie odpowiadają procesowi przesyłania wiadomości przez kanał komunikacyjny od nadawcy do odbiorcy.
Do 2004 roku poczyniłem już pewne postępy w zakresie szczegółowego powiązania metody wnioskowania o projekcie z teorią informacji. Nadal pozostała jednak paląca kwestia pojęcia wyspecyfikowanej złożoności. Termin „wyspecyfikowana złożoność” nie pojawił się w pierwszym wydaniu, ale był tam pojęciowo zawarty w koncepcji wyspecyfikowanego małego prawdopodobieństwa, która stanowiła klucz do wykrywania projektu. Złożoność, w sensie użytym w terminie „wyspecyfikowana złożoność”, jest więc równoważna małemu prawdopodobieństwu. Ta równoważność ma doskonały sens. Rozważmy przykład rzutów prawidłową monetą. Im więcej razy ją podrzucamy, tym mniejsze prawdopodobieństwo zaobserwowanej sekwencji orłów i reszek, a jednocześnie tym większa złożoność tej sekwencji wyrażona za pomocą bitów. Prawdopodobieństwo tej sekwencji dokładnie odpowiada więc liczbie potrzebnych do jej opisania bitów.
Jednak nawet pomimo takiej korespondencji z teorią informacji wyspecyfikowana złożoność nie stanowiła pojęcia jasno zdefiniowanego w kategoriach informacji. W pierwszym wydaniu wyspecyfikowaną złożoność odniosłem do określonej listy warunków i sprawdziłem, czy spełnia ona pewne warunki logiczne, statystyczne i informacyjne. Pojęcie informacji było tam obecne, ale mogło się wydawać, że chodzi również o aspekty niezwiązane z informacją. Co więcej, ścisłe powiązanie pojęcia wyspecyfikowanej złożoności z koncepcją informacji shannonowskiej, koncepcją informacji algorytmicznej bądź z jakąkolwiek inną dobrze ugruntowaną matematyczną teorią informacji nie było oczywiste.
Mój przyjaciel i współpracownik Jay Richards, który był gościnnym redaktorem numeru specjalnego w czasopiśmie filozoficznym „Philosophia Christi”, poprosił mnie o napisanie artykułu na ten temat. Artykuł, zatytułowany Specification: The Pattern That Signifies Intelligence [Specyfikacja – wzorzec wskazujący na inteligencję][7], ukazał się w tym czasopiśmie w 2005 roku. Pokazałem w nim, jak wyspecyfikowaną złożoność można zdefiniować jako zunifikowaną miarę informacji utworzoną poprzez połączenie informacji shannonowskiej (zastosowanej do zdarzenia) z informacją algorytmiczną (zastosowaną do wzorca). Ta definicja rozwiązała problem, czy wyspecyfikowana złożoność może stanowić formę informacji, i była zadowalająca pod względem pojęciowym, ponieważ różne elementy metody wnioskowania o projekcie ujęła w jedną miarę informacji.
Argument z niewiedzy?
Żadna z tych prób wyartykułowania informacyjnej podbudowy metody wnioskowania o projekcie nie uciszyła jednak krytyków. Milcząco w pierwszym wydaniu pracy Wnioskowanie o projekcie i otwarcie w jej kontynuacji, książce Nic za darmo, argumentowałem, że dobór naturalny i losowe zmiany nie są w stanie tworzyć tego rodzaju złożoności, jaki obserwujemy w organizmach żywych. Stosując metodę wnioskowania o projekcie do biologii, opierałem się na wynikach badań biologów będących zwolennikami teorii inteligentnego projektu – Douglasa Axe’a i Michaela Behego. Zidentyfikowali oni pewne układy subkomórkowe (na przykład wić bakteryjną i enzym beta-laktamazę), które w wielkiej mierze wymykają się wyjaśnieniom darwinowskim.
Naszym wspólnym zadaniem było przypisanie tym układom wiarygodnych liczb, aby pokazać, że nawet przy uwzględnieniu darwinowskiego doboru naturalnego prawdopodobieństwo powstania tych układów jest skrajnie małe. Zauważmy, że określenie odpowiadającej tym układom specyfikacji, czyli wykazanie, że ukazują one wzorzec odpowiedni do przeprowadzenia wnioskowania o projekcie, nigdy nie stanowiło problemu. Trudniejszym zadaniem zawsze było wykazanie, czy prawdopodobieństwo powstania tych układów jest dostatecznie małe. Biorąc wyspecyfikowane małe prawdopodobieństwo za podstawę wnioskowania o projekcie w biologii, musiałem więc argumentować, że prawdopodobieństwo wytworzenia pewnych układów biologicznych (na przykład tych wskazywanych przez Axe’a i Behego) przez procesy darwinowskie rzeczywiście jest małe.
Jednak w oczach darwinistów wszystkie próby wykazania, że takie układy biologiczne cechuje skrajnie małe prawdopodobieństwo, są błędne i nieistotne. Wszystkie przeprowadzone wnioskowania o projekcie, które miały podważyć darwinowską teorię ewolucji, to według nich argumenty z niewiedzy. W ich przekonaniu nie można definitywnie wykluczyć wszystkich nieznanych jeszcze ścieżek darwinowskich, a sama ich możliwość unieważnia wnioskowania o projekcie zastosowane do zagadnienia ewolucji biologicznej. Krótko mówiąc, żadne obliczenia wskazujące na małe prawdopodobieństwo nie mogą przekonać krytyków, że prawdopodobieństwo ewolucji darwinowskiej rzeczywiście jest małe.
Nie ma znaczenia, że darwiniści nie znają żadnych szczegółowych świadectw istnienia takich darwinowskich ścieżek, przez co nie są w stanie podać bardziej sprzyjających ich tezom szacunków prawdopodobieństwa. Wystarczy im samo wskazywanie możliwości istnienia takich ścieżek, jak gdyby wskazanie możliwości samo w sobie stanowiło świadectwo przeczące argumentom o małym prawdopodobieństwie. Z punktu widzenia zwolenników teorii inteligentnego projektu, którzy mają krytyczne nastawienie do darwinowskiej teorii ewolucji, zarzut o stosowanie argumentu z niewiedzy godzi bardziej w samych darwinistów, którzy postulują istnienie ścieżek darwinowskich, ale nie zapewniają takim postulatom szczegółowego empirycznego potwierdzenia, lecz tylko usiłują odwrócić naszą uwagę od sedna sprawy.
Potwierdzenie empiryczne nie jest dla nich istotne. Do obalenia teorii inteligentnego projektu darwiniście wystarczy samo postulowanie nieznanych jeszcze, a być może nawet zupełnie niepoznawalnych, pośrednich ścieżek darwinowskich, którymi struktura i funkcja układów biologicznych ulegały koewolucji, prowadząc ostatecznie do powstania rozpatrywanych przez nas złożonych cech biologicznych. Drogę do stosowania takiej argumentacji utorował biolog Kenneth R. Miller z Uniwersytetu Browna. Michael J. Behe zdefiniował układ (biologiczny lub inny) jako nieredukowalnie złożony, jeżeli traci on funkcję po usunięciu jego podstawowych części. Behe argumentował, że takie układy stanowią problem dla wyjaśnień darwinowskich. Miller uznał, że zaproponowana przez Behego koncepcja nieredukowalnej złożoności jest błędna, ponieważ nigdy nie można wykluczyć, że usunięcie części z układu biologicznego, czyli – inaczej mówiąc – jego uproszczenie, będzie skutkowało otrzymaniem układu pełniącego inną funkcję. W oczach takich zatwardziałych darwinistów, jak Miller, hipoteza projektu w biologii to idea od samego początku skazana na porażkę. Darwinowskie ścieżki prowadzące do wszystkich złożonych układów biologicznych musiały istnieć, a nasza ewentualna niezdolność do ich odkrycia świadczy po prostu o niedoskonałości naszej wiedzy biologicznej, nie zaś o słabości darwinowskiej teorii ewolucji.
Richard Dawkins, skuteczniej niż ktokolwiek inny, publicznie propagował dogmatyczne przekonanie, że do każdego układu biologicznego mogą i muszą prowadzić jakieś ścieżki darwinowskie. W wywiadzie telewizyjnym przeprowadzonym w latach dziewięćdziesiątych XX wieku pamiętnie zbeształ Behego za twierdzenie, że nieredukowalnie złożone maszyny biochemiczne – tego typu, jakie Behe spopularyzował w książce Czarna skrzynka Darwina[8] – znajdują się poza zasięgiem procesów darwinowskich. Dawkins oskarżył Behego o „lenistwo” (tak, użył dokładnie tego słowa), jeśli w nieredukowalnej złożoności tych maszyn widzi powód do przyjęcia wniosku o projekcie. Behe po prostu nie chce podjąć żadnego wysiłku, aby odkryć, jak procesy darwinowskie mogły utworzyć na przykład wić bakteryjną. Inaczej mówiąc, zamiast uznać, że takie układy zaprojektowała autentyczna inteligencja, Behe powinien wrócić do laboratorium i podwoić wysiłki w celu odkrycia, jak ewolucja darwinowska mogła je wytworzyć bez udziału projektu[9].
W odpowiedzi na wysunięte przez Dawkinsa „oskarżenie o lenistwo” teoretycy projektu mogliby równie dobrze zalecić fizykom, aby nie ustawali w próbach skonstruowania perpetuum mobile. Dlaczego jednak jedno zadanie (skonstruowanie perpetuum mobile) wydaje się daremne, a drugie – nie (odkrycie ścieżek darwinowskich prowadzących do nieredukowalnie złożonych maszyn biochemicznych)? W celu odrzucenia oskarżenia o lenistwo fizycy mogą powołać się na drugą zasadę termodynamiki. To dlatego Dawkins nigdy nie powiedziałby fizykowi: „Jesteś leniwy, jeśli porzucasz próby wynalezienia maszyny, która mogłaby wykonywać pracę w nieskończoność”.
W każdym razie wysunięte przez Dawkinsa „oskarżenie o lenistwo” było i jest nietrafne, ponieważ podstawą sceptycyzmu Behego nie jest niewiedza, lecz sumienna analiza przeszkód, jakie musi pokonać ewolucja darwinowska, oraz stałe niepowodzenia tego procesu w tym zakresie. Aby postawić kropkę nad „i”, teoretycy projektu potrzebowali jednak czegoś w rodzaju drugiej zasady termodynamiki, która obowiązywałaby w biologii. Uznaliśmy, że taką zasadą jest prawo zachowania informacji. To prawo stanowi logiczne dopełnienie metody wnioskowania o projekcie. Opiszemy je w epilogu. Prawo zachowania informacji to rozległy temat, który wymaga napisania osobnej książki. Zamierzamy taką książkę ukończyć po opublikowaniu drugiego wydania niniejszej monografii.
Dobór naturalny jako wielki substytut projektanta
Bez względu na to, w jakiej mierze darwinowscy krytycy są gotowi do dopuszczenia wnioskowań o projekcie w innych kontekstach, odruchowo wykluczają tę możliwość, gdy prowadzi się takie wnioskowania w biologii, kosmologii czy gdziekolwiek, gdzie można podejrzewać, że projektant nie ma charakteru naturalnego. Pozbawiają więc metodę wnioskowania o projekcie wszelkiego szerszego światopoglądowego znaczenia i gwarantują, że nigdy nie da się jej zastosować do naprawdę wielkich i ważnych pytań zadawanych przez ludzkość.
W książce Ślepy zegarmistrz Dawkins stwierdził, że życie jest czymś szczególnym, ponieważ ma „cechy”, które są „określone z góry” i których „powstanie w drodze przypadku można uznać za wysoce nieprawdopodobne”[10]. W przedstawionym przez Dawkinsa opisie życia zawarte są wszystkie elementy koncepcji wyspecyfikowanej złożoności. Jednak Dawkins i inni darwiniści nie uznają wyspecyfikowanej złożoności za oznakę rzeczywistego projektu, lecz za skutek działania doboru naturalnego, który stanowi wielki substytut projektanta. Zdaniem Dawkinsa dobór naturalny eliminuje małe prawdopodobieństwa potrzebne do przyjęcia wniosku o projekcie. Jak zauważył: „To przekonanie, że ewolucja darwinowska jest »przypadkowa«, jest nie tylko fałszywe. Stanowi ono wręcz odwrotność prawdy. Przypadek to tylko podrzędna ingrediencja w recepcie darwinowskiej, której zasadniczym składnikiem jest dobór kumulatywny [czyli naturalny] – z samej swojej istoty nieprzypadkowy”[11]. Nieprzypadkowy oznacza tutaj nie aż tak mało prawdopodobny.
Aby dzięki zastosowaniu metody wnioskowania o projekcie zasadnie wyciągnięto wniosek o projekcie, muszą być spełnione dwa warunki:
X. zaobserwowany skutek pasuje do pewnego niezależnie rozpoznawalnego wzorca, który nazywamy specyfikacją (Dawkins mówi w tym przypadku o cechach „określonych z góry”); oraz
X. zdarzenie odpowiadające temu wzorcowi ma małe prawdopodobieństwo (przykładem takiego wzorca może być cel, a tego typu zdarzeniem może być wylądowanie strzały w dowolnym punkcie celu).
Jeśli oba te warunki są spełnione, to metoda wnioskowania o projekcie nakazuje przypisać zaobserwowany skutek projektowi. Dawkins uznaje taką formę wnioskowania za prawidłową pod warunkiem, że prawdopodobieństwa rzeczywiście są małe. Przyznaje nawet, że w teoriach naukowych „wolno nam jeszcze powoływać się” na pewną dozę „niczym nie ograniczonego, cudownego przypadku”[12], ale nie więcej. Dawkins dał tutaj wyraz powszechnej intuicji, że pewne zdarzenia znajdują się w zasięgu przypadku, a inne – nie. Ma on słuszność, że u ludzi ta intuicja jest powszechna i że rzutuje ona na naukę.
Biorąc pod uwagę pogląd Dawkinsa, zgodnie z którym w teoriach naukowych na przypadek można powoływać się tylko w pewnej mierze (teoretycy projektu się z tym poglądem zgadzają), powinien on przyznać, że gdyby za proces ewolucji życia odpowiadały głównie procesy losowe, to prawdopodobieństwa zdarzeń byłyby małe, a wnioskowanie o projekcie należałoby uznać za zasadne. Jako wskazówkę, że Dawkins rzeczywiście tak myśli, rozważmy, w jaki sposób wyraża on uznanie dla sformułowanego przez Williama Paleya argumentu na rzecz projektu. W zdumiewającym przypływie szczerości Dawkins pisze: „nie rozumiem, jak można było być ateistą przed rokiem 1859, kiedy to Darwin opublikował swoje O powstawaniu gatunków. [...] Chociaż więc, logicznie rzecz biorąc, można było być ateistą już przed Darwinem, dopiero Darwin sprawił, że ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie”[13]. Czyli – w przekonaniu Dawkinsa – gdyby nie Darwin, bylibyśmy skazani na argumenty Paleya i musielibyśmy być teistami.
Uważano więc, że Darwin, uznając dobór naturalny za motor napędowy ewolucji, osłabił moc klasycznych argumentów na rzecz projektu. Dobór naturalny, potrafiący kumulować małe, narastające ulepszenia, umożliwia stopniowy przebieg ewolucji – krok po małym kroku – dzięki czemu pokonuje ona wszelkie przeszkody. Konsekwencją postępującej małymi krokami ewolucji darwinowskiej jest wyeliminowanie skrajnie małych prawdopodobieństw, które w przeciwnym razie mogłyby stanowić dla ewolucji życia przeszkodę nie do pokonania. Każdy etap ewolucji darwinowskiej powinien mieć więc dostatecznie duże prawdopodobieństwo (czyli nie nazbyt małe).
Skoro procesy darwinowskie pokonują przeszkody probabilistyczne w ten sposób, to wnioskowania o projekcie powinny być wykluczone z biologii. Zdaniem Dawkinsa i innych biologów darwinowskich w rzeczywistości nigdy nie mamy do czynienia z małymi prawdopodobieństwami potrzebnymi do zasadnego przeprowadzenia wnioskowania o projekcie. W gruncie rzeczy właśnie to Dawkins starał się wykazać w książce Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa[14], która ukazała się po Ślepym zegarmistrzu. Wejście na Szczyt Nieprawdopodobieństwa jest mało prawdopodobne tylko wtedy, gdy trzeba tego dokonać za pomocą jednego ogromnego skoku, ale jeżeli da się znaleźć stopniowo (mały krok po małym kroku) wznoszącą się, krętą ścieżkę na szczyt, to wejście na szczyt okaże się całkiem prawdopodobne.
Dawkins nigdy nie oferuje czegoś więcej niż ten ogólnikowy opis, jak można wyeliminować skrajnie małe prawdopodobieństwa, które w przeciwnym razie uniemożliwiłyby ewolucję. Jest wiele sytuacji probabilistycznych, w których każdy krok jest dostatecznie prawdopodobny, ale koordynacja wszystkich tych dostatecznie prawdopodobnych zdarzeń pozwala otrzymać skutek bardzo mało prawdopodobny. Gdy podrzucamy monetą sto razy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wypadnie orzeł. Jednak otrzymanie stu orłów z rzędu jest bardzo mało prawdopodobne i nie powinniśmy oczekiwać, że zdarzy się to zupełnie przypadkowo. Dawkins potrzebuje nie tylko dostatecznie dużych prawdopodobieństw na każdym kroku, lecz także takiego rodzaju koordynacji lub mechanizmu zapadkowego, który utrzymuje wcześniej uzyskane korzyści i wykazuje tendencję do uzyskiwania przyszłych korzyści oraz ich nagromadzania. Wskazywanie na to, że dobór naturalny posiada tę zdolność w każdym przypadku, jest równoznaczne z wybieganiem dalece poza to, co Dawkins lub jakikolwiek inny biolog darwinowski był kiedykolwiek w stanie uzasadnić na gruncie probabilistycznym.
Krótko mówiąc, darwinowscy krytycy metody wnioskowania o projekcie mylą pozorną wyspecyfikowaną złożoność z rzeczywistą wyspecyfikowaną złożonością. Tacy darwiniści, jak Dawkins, przyznają, że rzeczywista wyspecyfikowana złożoność uzasadnia wniosek o projekcie. Darwinowski mechanizm doboru naturalnego postrzegają jednak jako wzmacniacz prawdopodobieństwa, który sprawia, że skądinąd mało prawdopodobne zdarzenia stają się prawdopodobne i przestają być złożone. Dlatego nie ma znaczenia, że z perspektywy logiki statystycznej wyspecyfikowana złożoność uzasadnia wniosek o projekcie, ponieważ w przekonaniu darwinistów życie w istocie nie przejawia wyspecyfikowanej złożoności. Darwiniści będą oczywiście twierdzili, że mechanizm darwinowski tworzy wyspecyfikowaną złożoność, ale naprawdę będą mieli na myśli to, że dzięki działaniu mechanizmu darwinowskiego życie daje jedynie złudzenie wyspecyfikowanej złożoności. Układy ożywione tylko wydają się bardzo mało prawdopodobne, jeśli bowiem rozumiemy, jak tworzy je ewolucja darwinowska, to w rzeczywistości okazują się mieć duże prawdopodobieństwo. W ten właśnie sposób większość biologów ewolucyjnych dokonuje racjonalizacji metody wnioskowania o projekcie (o ile w ogóle ją rozumieją).
Od czasu opublikowania pierwszego wydania niniejszej książki debata nad metodą wnioskowania o projekcie i możliwością zastosowania jej do zagadnienia ewolucji skupiała się na tym, czy takie stopniowo wznoszące się, kręte ścieżki istnieją i czy ich istnienie bądź nieistnienie ma wpływ na prawdopodobieństwo, z jakim procesy darwinowskie mogą tworzyć formy życia. Teoretycy projektu identyfikują różne układy biologiczne, które wymykają się wyjaśnieniom darwinowskim, i argumentują, że prawdopodobieństwo darwinowskiej ewolucji takich układów jest znikomo małe. Uznają tym samym, że w praktyce te układy nie mogą powstać w wyniku ewolucji darwinowskiej i że ich istnienie uzasadnia wniosek o projekcie. W niniejszej książce dokonujemy przeglądu tej debaty i przekonujemy, że teoria inteligentnego projektu oferuje mocniejszą argumentację.
Lektura drugiego wydania
Drugie wydanie książki Wnioskowanie o projekcie całkowicie zastępuje wydanie pierwsze. Pierwsza edycja nadal może mieć wartość historyczną, ale nowe wydanie stanowi teraz kanoniczną pozycję dla każdego, kto chciałby ocenić, czy i w jakim stopniu metoda wnioskowania o projekcie na podstawie małych prawdopodobieństw jest zasadna. W pierwszym wydaniu roiło się od specjalistycznych notacji i skomplikowanej terminologii. Chociaż drugie wydanie ma bogatszą treść i jest ściślejsze, to jednocześnie jest napisane jaśniej i pozbawione zbędnych treści. Czytelnikom, którzy nie zapoznali się z pierwszym wydaniem, wystarczy po prostu zgłębić wydanie drugie. Ci zaś, którzy czytali pierwszą edycję, mogą najpierw zapoznać się z dodatkiem C.5 – „Przejście od wydania pierwszego do drugiego”.
Pierwsze dwa rozdziały nowego wydania („Problem małych prawdopodobieństw” i „Przykłady wnioskowań o projekcie”) są bardzo łatwe do zrozumienia dla każdego czytelnika. Ich celem jest po prostu pokazanie, że wnioskowania o projekcie stosowane są powszechnie i głęboko przenikają ludzkie myślenie i doświadczenie. Jak w przypadku karty płatniczej American Express, nie możemy opuścić domu bez wnioskowań o projekcie w naszej skrzynce na narzędzia umysłowe. Stosujemy te wnioskowania wszędzie. I nawet jeśli nie artykułujemy wyraźnie podstawowych pojęć specyfikacji i małego prawdopodobieństwa, to rozumiemy i stosujemy je w sposób intuicyjny.
W kolejnych dwóch rozdziałach („Specyfikacja” i „Zasoby probabilistyczne”) przedstawiamy dwa filary, na których wspiera się metoda wnioskowania o projekcie, mianowicie rodzaje wzorców umożliwiających rozpoznawanie skutków działania inteligencji (czyli specyfikacje) oraz istotne okazje do przypadkowego nastąpienia zdarzenia (czyli zasoby probabilistyczne). W tych i kolejnych rozdziałach znajduje się więcej specjalistycznych szczegółów niż w dwóch pierwszych. Aby ułatwić zrozumienie dalszych rozdziałów, dołączyliśmy do książki dodatek A („Podstawy rachunku prawdopodobieństwa i teorii informacji”). Radzimy czytelnikom, aby zapoznali się z tym dodatkiem po przeczytaniu pierwszych dwóch rozdziałów. Czytelnicy, którzy chcieliby bardziej zgłębić zagadnienie specyfikacji, powinni zapoznać się z dodatkiem B („Wybrane zagadnienia pokrewne”), zwłaszcza z częściami B.1–B.4.
Rozdział 5 („Logika wnioskowania o projekcie”) spaja ze sobą przedstawione w dwóch poprzednich rozdziałach ustalenia na temat specyfikacji i zasobów probabilistycznych. Omawiamy w nim formalny aparat logiczny związany z ogólnie pojętymi argumentami na rzecz eliminacji hipotez przypadku na podstawie małych prawdopodobieństw, a w szczególności z wnioskowaniami o projekcie. W rozdziale 5 jako konkretny przykład zastosowania tego formalnego aparatu szczegółowo omawiamy też podejrzaną kolejność kandydatów na kartach do głosowania ustaloną przez Nicholasa Caputo, odpowiedzialnego za to urzędnika ze stanu New Jersey (któremu pierwsze wydanie niniejszej książki zapewniło – jak wyraził się filozof Charles Chastain – „nieśmiertelność”). W rozdziale tym prezentujemy również filtr eksplanacyjny, czyli diagram stanowiący łatwą do zrozumienia rekonstrukcję metody wnioskowania o projekcie. Jeśli czytelnikowi pierwszego wydania cokolwiek zapadło w pamięć, to zwykle był to właśnie filtr eksplanacyjny.
W rozdziale 6 („Wyspecyfikowana złożoność”) znajduje się ścisłe matematyczne ujęcie wyspecyfikowanej złożoności. Uzupełnia on więc nasze ujęcie specyfikacji różnymi ważnymi specjalistycznymi szczegółami. Dokładniej rzecz biorąc, z zachowaniem pełnej ścisłości pokazujemy w nim, co to znaczy, że opis zdarzenia ma krótką długość. Następnie pokazujemy, jak specyfikacja łączy się z małym prawdopodobieństwem, tworząc zunifikowaną miarę informacji mogącą stanowić podstawę dla wnioskowań o projekcie. W tym rozdziale opieramy się na ustaleniach informatyki teoretycznej (zwłaszcza algorytmicznej teorii informacji), aby w przekonujący sposób odpowiedzieć na zastrzeżenia do pewnych kwestii technicznych, które były niedostatecznie jasno przedstawione w pierwszym wydaniu. W tym rozdziale szczegółowo opisujemy też przykłady ilustrujące koncepcję wyspecyfikowanej złożoności.
W rozdziale 7 – i ostatnim (zatytułowanym „Biologia ewolucyjna”) – zapewniamy ostateczny poligon doświadczalny dla najważniejszych tez niniejszej książki. Gdyby wnioskowanie o projekcie miało zastosowanie wyłącznie do skutków aktywności człowieka, to nie mogłoby być mowy o żadnych kontrowersjach. Problem pojawia się wtedy, gdy to wnioskowanie zastosujemy do pewnych cech przyrody (biologicznych lub kosmologicznych), ponieważ wówczas wskazuje się na projekt, w którym nie mogła mieć żadnego udziału inteligencja ludzka lub pozaziemska. Z tego powodu badacze wierni naturalizmowi odruchowo starają się unieważnić takie wnioskowania o projekcie. My natomiast przekonujemy, że wnioskowanie o projekcie ma zasadne zastosowanie również do struktur i zjawisk przyrodniczych. W szczególności pewne aspekty układów biologicznych zapewniają przekonujące uzasadnienie pełnoprawnym wnioskowaniom o projekcie. Dodatek B.5–B.8 stanowi rozszerzenie treści tego rozdziału i zawiera sporo interesującego materiału, którego część jest w stanie zrozumieć każdy czytelnik. Książkę kończymy epilogiem, w którym pokrótce omawiamy koncepcję zachowania informacji stanowiącą dopełnienie metody wnioskowania o projekcie. Tematowi zachowania informacji poświęcimy książkę, która będzie kontynuacją niniejszej monografii.
W różnych miejscach tekstu znajdują się dygresje zapewniające przydatne spostrzeżenia. Większość tych dygresji pierwotnie miała być przypisami, ale okazały się one zbyt długie. Wydawały się też na tyle istotne, by włączyć je do tekstu głównego, unikając tym samym możliwości przeoczenia ich w przypisach. Dołączyliśmy dziewięć takich dygresji: „Nieodzowność ZARÓWNO małego prawdopodobieństwa, JAK I specyfikacji” (podrozdział 1.3), „Metafizyka przypadku” (podrozdział 1.4), „David Hume a Thomas Reid” (podrozdział 2.8), „Złożoność probabilistyczna i prostota opisu” (podrozdział 3.1), „Metafizyka projektu i informacji” (podrozdział 5.5), „Powód umniejszania wartości koncepcji wyspecyfikowanej złożoności” (podrozdział 6.1), „Odmiany algorytmu WEASEL” (podrozdział 7.1), „Kto stosuje argument z niewiedzy?” (podrozdział 7.2) oraz „Podważenie koncepcji ewoluowalności” (podrozdział 7.6). Każda dygresja jest na swoim początku i końcu oddzielona od tekstu głównego za pomocą obrazka podwójnej helisy.
Drugie wydanie niniejszej książki, podobnie jak pierwsze, jest monografią badawczą, a jej celem jest dotarcie do różnych czytelników – zarówno specjalistów, jak i laików. Zachęcamy więc wszystkich czytelników do rozpoczęcia lektury od rozdziału 1 i przeczytanie wszystkich kolejnych rozdziałów oraz epilogu, zaglądając w razie potrzeby do dodatków. Czytelnicy lepiej znający się na rzeczy powinni zapoznać się z całym materiałem od początku do końca. Inni czytelnicy mogą pominąć części, które są dla nich niezrozumiałe, co jednak nie znaczy, że lektura będzie dla nich mniej wartościowa. Nie powinni jednak poddawać się od razu, gdy tylko napotkają bardziej onieśmielające specjalistyczne czy matematyczne treści. W niniejszej książce to, co łatwiej zrozumieć, zawsze wynika z czegoś trudniejszego do zrozumienia.
Długa, kręta droga
Drugie wydanie niniejszej książki mogło zostać ukończone dziesięć lat temu (aczkolwiek dzięki większemu odwleczeniu w czasie książka wiele zyskała). Przeszkodziło w tym kilka rzeczy. Przede wszystkim w 1999 roku otrzymałem [William Dembski] finansowanie na książkę od Fundacji Templetona[15]. Aplikując o uzyskanie tego finansowania, musiałem zaproponować szczegółowy opis przyszłej książki. Zdobywając finansowanie, zgodziłem się napisać książkę poświęconą nauce i metafizyce informacji. Zdecydowałem się rozbić materiał na dwie książki – jedną na temat nauki informacji (książka ukazała się w 2002 roku i nosiła tytuł Nic za darmo[16]), oraz drugą, dotyczącą metafizyki informacji i zatytułowaną Being as Communion [Bycie jako relacyjność][17].
Odwlekałem publikację tej ostatniej książki, ponieważ miała ona połączyć teorię informacji ze świadectwami celowości w przyrodzie, a to powiązanie było przedmiotem moich intensywnych badań, najpierw w pojedynkę, a później we współpracy z kolegami z Evolutionary Informatics Lab (zwłaszcza w temacie zachowania informacji). To, że jestem już w stanie napisać książkę Being as Communion, poczułem w 2013 roku. Napisałem ją w rok i w 2014 roku opublikowano ją w ramach serii książkowej „Ashgate Science and Religion Series”. Wraz z publikacją tej o wiele lat opóźnionej książki wywiązałem się ze zobowiązania związanego z finansowaniem otrzymanym od Fundacji Templetona.
Po opublikowaniu książki Being as Communion miałem wolną drogę do rozpoczęcia pracy nad drugim wydaniem niniejszej książki. Dlaczego nie zabrałem się do tego od razu? Były inne powody do odwleczenia tego w czasie. Obecnie dużą popularność zyskała kultura unieważniania (cancel culture), ale doświadczyłem jej już dwadzieścia lat wcześniej jako opowiadający się za teorią inteligentnego projektu pracownik akademicki, który usiłował utrzymać się na powierzchni. Na początku drugiej dekady XXI wieku miałem już tego dość i zdecydowałem się opuścić kręgi akademickie na dobre. Mój przyjaciel, który z sukcesami prowadził różne interesy w internecie, wziął mnie pod swoje skrzydła i przyuczył do zawodu. Dzięki jego naukom zostałem przedsiębiorcą rozwijającym edukacyjne strony internetowe i technologie. W 2013 roku raz na zawsze porzuciłem życie uniwersyteckie. To, że zostałem biznesmenem, było bardzo dobrym ruchem z mojej strony, ponieważ od tej pory mam szczęśliwsze życie. Wiązało się to jednak z tym, że od tego momentu miałem pełnoetatową pracę pozaakademicką i moje zaangażowanie w pracę nad teorią inteligentnego projektu musiało być znacznie mniejsze.
Może to zabrzmieć dziwnie, ale dla mnie osobiście główną przeszkodę do napisania niniejszego drugiego wydania stanowiło to, że było mi nie po drodze z moim wydawcą – Cambridge University Press. Mój redaktor w tym wydawnictwie, Terence Moore, początkowo był bardzo zadowolony z pierwszego wydania książki Wnioskowanie o projekcie. Przez pierwsze pięć lat był to bestseller wśród monografii filozoficznych wydanych przez Cambridge University Press[18]. Zapytałem się więc Moore’a, czy wydawnictwo byłoby zainteresowane wydaniem kontynuacji tej książki, w której otwarcie pisałbym o związku między metodą wnioskowania o projekcie a zagadnieniem ewolucji biologicznej.
W tamtym czasie moja przychylność dla teorii inteligentnego projektu i krytyczny stosunek do darwinizmu były już powszechnie znane. Zdradzając kulisy wewnętrznego funkcjonowania wydawnictwa, Moore powiedział mi, że członkowie Syndykatu Cambridge (zwłaszcza jeden lub dwóch biologów) byli przeciwni mojej pracy w zakresie teorii inteligentnego projektu i że nawet gdyby tę książkę zatwierdzono po tej stronie Atlantyku, to Syndykat najprawdopodobniej wyraziłby sprzeciw, gdyby możliwość wydania książki rozważono po drugiej stronie Atlantyku. Normalnie Syndykat zatwierdza książki rekomendowane po tej stronie Oceanu Atlantyckiego. W moim przypadku miałby jednak zrobić wyjątek.
Terence Moore był szczerym człowiekiem i byłem wdzięczny za to, że powiedział mi to wszystko bez ogródek. Niestety, niedługo po naszej rozmowie zmarł na raka. Ostatecznie opublikowałem kontynuację monografii Wnioskowanie o projekcie, czyli książkę Nic za darmo, w innym wydawnictwie – Rowman and Littlefield. Przez wiele lat nie oglądałem się za siebie. Po prostu dalej rozwijałem idee i aparat techniczny inspirowane przez pierwsze wydanie pracy Wnioskowanie o projekcie, nie myśląc o wprowadzeniu do tej książki korekt i zaktualizowaniu jej w postaci drugiego wydania. Porzucając kręgi akademickie, by zostać przedsiębiorcą, miałem jeszcze mniejszą motywację do przygotowania drugiej edycji.
Wciąż jednak dręczyła mnie myśl o tym, że mój wydawca, Cambridge University Press, nie stał po mojej stronie. W końcu, w 2020 roku, pod wpływem impulsu, skontaktowałem się z Cambridge University Press i poprosiłem o zwrócenie mi praw autorskich do książki. W ciągu tygodnia odzyskałem prawa autorskie i mogłem zrobić z książką, co tylko chciałem. Poczucie bezwładności, które odczuwałem na myśl o napisaniu drugiej edycji, teraz znikło. Aby poważnie zająć się pracą, poprosiłem władze Discovery Institute w Seattle o przyznanie mi grantu. Przedstawiciele Discovery Institute wspierali moją pracę przy pierwszym wydaniu i wspaniałomyślnie przyznali mi grant na wydanie drugie. To utorowało mi drogę do przygotowania niniejszego wydania książki Wnioskowanie o projekcie.
Podziękowania do drugiego wydania
Kiedy Winston Ewert zgodził się zostać współautorem drugiego wydania książki Wnioskowanie o projekcie, poczułem [William Dembski], że będzie to płodna współpraca, co potwierdza ukończona już książka. Już od 2009 roku współpracujemy nad zapewnieniem teorii inteligentnego projektu podstaw w teorii informacji, a wiele związanych z tym zagadnień wywodzi się z pierwszego wydania niniejszej książki. Wiedza Winstona w zakresie informatyki uzupełnia moją wiedzę z matematyki teoretycznej, dzięki czemu drugie wydanie jest znacznie bogatsze i bardziej stymulujące niż pierwsze.
Pierwsze wydanie książki Wnioskowanie o projekcie od samego początku zarówno chwalono, jak i krytykowano. W ciągu ponad dwudziestu lat wielu uczonych proponowało uwagi oraz klaryfikacje i wysuwało zarzuty w stosunku do idei przedstawionych w pierwszej edycji. Dzięki temu drugie wydanie niniejszej książki jest znacznie lepsze od pierwszego i chcielibyśmy przynajmniej niektórym z tych ludzi za to podziękować. Dwadzieścia pięć lat to długi okres i pamięć coraz bardziej się zamazuje. Oczywiście wszystkim osobom, którym wyraziłem wdzięczność w pierwszym wydaniu, podziękowania należą się również teraz i dlatego przedrukowaliśmy podziękowania do pierwszego wydania jako dodatek do niniejszego tomu (dodatek C.4).
Największe podziękowania i pochwały należą się naszemu dobremu przyjacielowi Robertowi Jacksonowi „Bobowi” Marksowi II. Jako mój [Williama Dembskiego] główny współpracownik od 2004 roku oraz promotor rozprawy doktorskiej Winstona z zakresu inżynierii elektrycznej i komputerowej na Uniwersytecie Baylora, odegrał on kluczową rolę w rozwinięciu idei wyartykułowanych w pierwszym wydaniu niniejszej książki i doprowadzeniu ich do obecnej, dojrzałej postaci. Koniecznie musimy też wspomnieć o George’u Montañezie, który odbył studia doktoranckie pod kierunkiem Boba na Uniwersytecie Baylora w tym samym czasie, co Winston, a następnie obronił doktorat z informatyki na Uniwersytecie Carnegiego i Mellonów. Nasza czwórka przyczyniła się do wzrostu liczby recenzowanych artykułów poświęconych zagadnieniu zachowania informacji, które prowadzi formalny aparat metody wnioskowania o projekcie do jego logicznego wniosku (o tym temacie wspominamy w epilogu, a jego szczegółowe omówienie zawrzemy w kolejnej książce – zachowaj czujność!).
Discovery Institute z siedzibą w Seattle odegrał kluczową rolę w publikacji pierwszego wydania pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku i to samo dotyczy drugiej edycji. Jesteśmy wdzięczni przedstawicielom instytutu za finansowe wsparcie drugiego wydania, ale też za ich nieustające wsparcie dla całego programu badawczego teorii inteligentnego projektu. Członkowie i pracownicy instytutu są sercem ruchu inteligentnego projektu. Do wszystkich kierujemy gorące podziękowania! Pośród osób, którym należały się podziękowania dwadzieścia pięć lat temu przy pierwszej edycji, większość wciąż żyje, aktywnie działa na rzecz teorii inteligentnego projektu i cieszy się na myśl o publikacji drugiego wydania. Na największe wyróżnienie pod tym względem zasługują: Stephen Meyer, Paul Nelson, Jonathan Wells, Michael Behe, David Berlinski, Bruce Gordon, Jay Richards, Douglas Axe, Walter Bradley oraz nieżyjący już Phillip Johnson (1940–2019).
Osoby kierujące Discovery Institute – Stephen Meyer, John West, Casey Luskin, Steven Buri i Bruce Chapman – to wizjonerzy, którzy przyczynili się do rozwoju teorii inteligentnego projektu. W ich stronę kierujemy szczególne podziękowania za to, że dostrzegli znaczenie naszego przedsięwzięcia i pomogli w jego ukończeniu. Na pochwałę zasługuje również zespół Discovery Institute Press – w tym Jonathan i Amanda Wittowie – którego umiejętności redaktorskie i produkcyjne sprawiają, że książki są o wiele lepsze. Pod tym względem chcielibyśmy także wyrazić wdzięczność wydawcy Jonowi Buellowi (1939–2020), którego wydawnictwo Foundation for Thought and Ethics trafiło pod skrzydła Discovery Institute Press. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku Buell odegrał kluczową rolę w utworzeniu ruchu inteligentnego projektu, zwłaszcza dzięki przyczynieniu się do wydania książki The Mystery of Life’s Origin [Tajemnica pochodzenia życia] w renomowanym wydawnictwie akademickim Philosophical Library[19].
Inne osoby i podmioty, którym chcielibyśmy podziękować za ich wkład do niniejszej książki, to między innymi: Jake Akins, American Scientific Affiliation, Eric Anderson, Barry Arrington, Joe Audi, Pam Bailey, James Barham, Jonathan Bartlett, Chris Bishop, John Bracht, Linda Montgomery Buell, Ashby Camp, Gregory Chaitin, David Chiu, Christian Scientific Society, Sal Cordova, Paul Davies, Michael Denton, Daniel Andrés Díaz-Pachón, Kirk Durston, Michael Egnor (szczególne podziękowania za jego wspaniałe słowo wstępne do niniejszej książki!), Mark Fitzmaurice, Michael Flannery, Ann Gauger, Mike Gene, Howard Glicksman, Guillermo Gonzalez, Niels Henrik Gregersen, Charles Harper, Joseph Holden, Cornelius Hunter, Muzaffar Iqbal, Stuart Kauffman, David Klinghoffer, Rob Koons, Erik Larson, Steve Laufmann, John Leslie, Rick Martinez, Sean McDowell, Tim i Lydia McGrewowie, Jonathan McLatchie, Angus Menuge, Brian Miller, Todd Moody, nieżyjący już o. Richard John Neuhaus, Denyse O’Leary, nieżyjący już Willis Page, Nancy Pearcey, J. Brian Pitts, Martin Poenie, Mary Poplin, Alex Pruss, Terry Rickard, nieżyjący już Noel Rude, Douglas Rudy, Michael Ruse, Andrew Ruys, John Sanford, James Shapiro, Rob Sheldon, Rupert Sheldrake, Michael Shermer, Edward Sisson, Fred Skiff, Wolfgang Smith, David Snoke, Micah Sparacio, Richard Sternberg, John Stonestreet, Iain Strachan, Fundacja Templetona, James Tour, Ide Trotter, Frank Turek, o. Pasquale Vuoso, Rob Ward oraz Bill Wilberforce.
Na koniec chcielibyśmy upamiętnić nasze rodziny i wyrazić im wdzięczność. Żona Winstona, Elyse, i żona Williama, Jana, zasługują na szczególne podziękowania za swoją cierpliwość, wsparcie oraz miłość okazane w trakcie redagowania i pisania książki. Winston jest teraz w wieku, w którym William opublikował pierwsze wydanie książki. Na szczęście rodzice Winstona wciąż żyją i mogą zobaczyć na własne oczy naszą książkę, gdy ukaże się ona drukiem. Rodziców Williama nie ma już wśród nas. Pierwsze wydanie zadedykowane było rodzicom Williama – Billowi i Ursuli. W drugim wydaniu do dedykacji dołączyliśmy rodziców Winstona – Kena i Micki.
William A. Dembski
Winston Ewert
PRZYPISY
Dotychczas w serii ukazały się:
Jonathan Wells
Ikony ewolucji.
Nauka czy mit?
Phillip E. Johnson
Darwin przed sądem
Michael J. Behe
Czarna skrzynka Darwina.
Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu
Michael J. Behe
Granica ewolucji.
W poszukiwaniu ograniczeń darwinizmu
Jonathan Wells
Zombie-nauka.
Jeszcze więcej ikon ewolucji
Guillermo Gonzales
Jay W. Richards
Wyjątkowa planeta.
Dlaczego nasze położenie w kosmosie umożliwia odkrycia naukowe
William A. Dembski
Wnioskowanie o projekcie.
Wykluczenie przypadku metodą małych prawdopodobieństw
Michael Denton
Kryzys teorii ewolucji
Douglas Axe
Niepodważalne.
Jak biologia potwierdza naszą intuicję, że życie jest zaprojektowane
Michael Denton
Teoria ewolucji.
Kryzysu ciąg dalszy
Stephen C. Meyer
Podpis w komórce.
DNA i świadectwa inteligentnego projektu
Stephen C. Meyer
Wątpliwość Darwina.
Kambryjska eksplozja życia jako świadectwo inteligentnego projektu
William A. Dembski
Nic za darmo.
Dlaczego przyczyną wyspecyfikowanej złożoności musi być inteligencja
Jonathan Wells
Mit śmieciowego DNA
Granville Sewell
Na początku
Eseje o teorii inteligentnego projektu
Michael J. Behe
Dewolucja
Odkrycia naukowe dotyczące DNA wyzwaniem dla darwinizmu
Pod redakcjąDavida Klinghoffera
Kontrowersyjny podpis
Odpowiedź na krytykę książki Podpis w komórce
Marcos Eberlin
Dalekowzroczność
Jak biochemia ukazuje plan i celowość życia
Michael J. Denton
Przeznaczenie natury
Co prawa biologii mówią o naszym miejscu we Wszechświecie
Eric Cassell
Algorytmy zwierząt
Ewolucja a tajemnica zadziwiających instynktów
Michael J. Behe
Pułapka na Darwina
Michael J. Behe odpowiada krytykom
Pod redakcjąDavida Klinghoffera
Spór o Wątpliwość Darwina
Kontrowersja naukowa, której nie sposób zaprzeczyć
Charles B. Thaxton, Walter L. Bradley, Roger L. Olsen i in.
Tajemnica początków
Dlaczego wciąż nie wiemy, jak powstało życie
