Władcy rzek. Nowa historia wikingów - Cat Jarman - ebook + audiobook + książka

Władcy rzek. Nowa historia wikingów ebook

Jarman Cat

0,0
67,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

KSIĄŻKA HISTORYCZNA ROKU 2021 WEDŁUG MAGAZYNU „THE TIMES”

NOWY OBRAZ ŚREDNIOWIECZNEGO ŚWIATA

Kim naprawdę byli wikingowie? Jak daleko sięgały ich wyprawy?

Gdy w wikińskim grobowcu w Anglii natrafiono na niewielki karneolowy paciorek, nikt nie przypuszczał, że to właśnie on stanie się kluczem do zupełnie nowej opowieści.

Cat Jarman, bioarcheolożka wyposażona w ciekawość i nowoczesne metody badawcze,podąża śladami odnalezionego koralika. Droga prowadzi przez Bagdad aż do Indii i odsłania sieć powiązań, która na zawsze zmieni nasze myślenie o średniowieczu. Okazuje się bowiem, że relacje między kontynentami musiały być znacznie bogatsze i bardziej zróżnicowane, niż dotąd przypuszczano.

Władcy rzek to opowieść rozciągająca się poza granice północnych mórz. Wikingowie przemierzali rzeki Europy Wschodniej, docierali na Bliski Wschód, handlowali na Jedwabnym Szlaku i stykali się z kulturami oddalonymi o tysiące kilometrów od Skandynawii. Ich wyprawy sięgały nowych kontynentów, ludzi i idei.

To książka o podróżach, władzy, pieniądzach i przemocy, a wreszcie – o świecie połączonym rzekami na długo przed globalizacją.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 353

Data ważności licencji: 6/12/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginalny

River kings. A new history of the Vikings from Scandinavia to the Silk Road

Copyright © by Cat Jarman, 2026

Redaktorka inicjująca

Natalia Hońca

Redaktorka prowadząca

Urszula Ilnicka-Gębarowska

Redaktorka językowa

Agnieszka Mąka

Koordynatorka procesu wydawniczego

Agata Błasiak

Opieka promocyjna

Karolina Domańska

Redakcja merytoryczna

Leszek Gardeła

Adiustacja

Małgorzata Nowak / Book Flow

Korekta

Damian Pawłowski / Book Flow

Indeks

Tomasz Babnis

Projekt okładki

Urszula Gireń

Łamanie

Dariusz Ziach

Ilustracje

Richard Osgood

Opracowanie map

Marcin Słociński

Copyright © for the translation by SIW Znak sp. z o.o.

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

ISBN 978-83-8427-552-8

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. (12) 61 99 569, e-mail: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2026

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk

Til Mormor. Babci

Prolog Paciorek z karneolu

Latem 1982 roku, gdy przyszłam na świat, archeolodzy prowadzący wykopaliska na terenie wikińskiego obozu zimowego w cichej wsi Repton w hrabstwie Derbyshire natrafili w masowym grobie – pośród przemieszanych ze sobą kości niemal trzystu osób – na maleńki, pomarańczowy paciorek. Przez niemal trzydzieści pięć lat o jego istnieniu zupełnie zapomniano. Umieszczony w plastikowym pojemniczku, czekał na przeniesienie do muzealnego magazynu lub na wystawienie w jasno oświetlonej gablotce, w której w deszczowe, niedzielne popołudnia mogłyby podziwiać go zaciekawione dzieci wraz ze swoimi umęczonymi rodzicami. W 2017 roku paciorek trafił tymczasowo w moje ręce. W tamtym czasie rozplątywanie historii zmarłych z grobu w Repton stanowiło już istotną część mojego życia – ponad pięć lat spędziłam na badaniu ich kości oraz dopasowywaniu do siebie strzępków informacji z raportów patologów i wyników analiz chemicznych, starając się zrozumieć, kim byli i skąd pochodzili. Wówczas nie wiedziałam jeszcze, że ten paciorek nada moim badaniom zupełnie nowy bieg i całkowicie zmieni moje rozumienie epoki, w której żyli.

Znalazłam go w dużym pojemniku śniadaniowym, wciśniętym między setki torebek, pudełek i kopert ze znaleziskami z Repton. Kolega przywiózł je wszystkie do mojego domu poprzedniego dnia wieczorem i przez cały ranek stopniowo przebijałam się przez ten stos, by ustalić, co już zostało zrobione. Przekazano mi raporty specjalistyczne, ilustracje i opisy ponad dziewięciu tysięcy przedmiotów odkrytych w czasie wykopalisk w latach 70. i 80., żebym mogła pomóc w ich upowszechnieniu. Wśród nich była duża liczba artefaktów, które przed odesłaniem do Derby Museum musiały zostać jeszcze przeanalizowane, narysowane i sfotografowane. Wykopaliska w Repton, obejmujące ponad 1300 lat historii tego miejsca, były prawdziwą podróżą w czasie: od prahistorii, przez czasy rzymskie, zbezczeszczony przez wikingów anglosaski klasztor, normandzki zamek i klasztor augustianów, aż po współczesną parafię, kościół i dobrze znaną szkołę publiczną. Przedmioty w pudełkach pochodziły ze wszystkich tych okresów: emaliowane rzymskie brosze spoczywały obok fragmentów średniowiecznego witrażowego szkła, kościanej szczoteczki do zębów z IX wieku oraz anglosaskiego grzebienia. Czułam się jak dziecko wpuszczone po godzinach do sklepu z zabawkami.

Sam paciorek dokładnie owinięto w bibułkę i umieszczono w woreczku strunowym. Był starannie uformowany, miał mniej więcej centymetr długości i pół centymetra szerokości, ciemnopomarańczową barwę, równo wyszlifowane boki oraz wypolerowaną, lśniącą powierzchnię. Nie licząc kilku zadrapań na jednym z boków i odrobiny ziemi, która nadal znajdowała się w przewierconym przez środek otworze, paciorek był w idealnym stanie. Nic nie zdradzało jego wieku i łatwo było zapomnieć, że patrzy się na fragment biżuterii z XII stulecia. Zresztą sama nie byłam w stanie gołym okiem określić, z jakich czasów pochodzi. Wyjęłam z woreczka przypisaną do niego kartonową zawieszkę, na której wypisano ciąg liczb, wyrazów i liter zrozumiały tylko dla wtajemniczonych. W czasie wykopalisk archeologicznych każdy przedmiot jest szczegółowo opisywany, a kontekst towarzyszący jego odkryciu – dokumentowany z chirurgiczną precyzją, tak aby można było go odtworzyć dziesiątki, a nawet setki lat później.

29.8.82, Tr8. 3710, 703 [zakreślone], bardzo ciemna

W tłumaczeniu na język zwykłych ludzi: paciorek znaleziono pod koniec lata 1982 roku w tym samym wykopie co masowy grób – ten, na którego analizę poświęciłam sześć lat życia. Wzięta w kółko liczba 703 oznacza kontekst (warstwę), w której na niego natrafiono. Opis koloru gleby – „bardzo ciemna” – wskazuje na dużą zawartość składników organicznych, czyli na obszar dużej aktywności człowieka. Spojrzałam do ośmiotomowej listy znalezisk z ówczesnych wykopalisk, aby sprawdzić, czy paciorek pochodził z czasów wiktoriańskich, wikińskich czy może rzymskich. W tej samej warstwie odkryto również wiele innych przedmiotów, w tym kawałek szkła witrażowego z czasów anglosaskich, starannie rzeźbiony kawałek kości, pochodzący prawdopodobnie z okładki saksońskiej książki, odpad z obróbki metalu oraz nieokreślone kawałki żelaza – nic starszego niż IX wiek. Innymi słowy, paciorek znajdował się wśród szczątków pozostałych po wikińskim napadzie oraz kości 264 zmarłych, którzy – o czym byłam przekonana – byli poległymi członkami Wielkiej Armii Wikingów1 (dalej posługuję się nazwą skróconą: Wielka Armia). Dlaczego nigdy wcześniej o nim nie słyszałam?

Przyglądając się mu uważniej, dostrzegłam na woreczku sporządzony długopisem, wyblakły już napis: „karneol”. Niewiele wiedziałam o tym materiale, ale samo słowo wydało mi się egzotyczne i kuszące. W internecie znalazłam informację, że karneol to minerał wykorzystywany powszechnie jako kamień półszlachetny, odmiana kwarcu (dwutlenku krzemu). Był bardzo popularny w IX i X wieku wśród wikingów, jego złoża jednak występowały na obszarze dzisiejszych Indii, Iranu oraz Iraku. Z tego względu wykonane z niego paciorki stanowią dowód na kontakty ze światem islamskim i szlakami handlowymi wchodzącymi w skład Jedwabnego Szlaku – starożytnej sieci powiązań handlowych, rozchodzącej się niczym pajęczyna po większej części Azji oraz środkowej Europy. Był to świat prawie mi nieznany, ale bardzo uwodzicielski. O ile ekspansja wikingów we wschodniej Europie oraz sprowadzanie przez nich tamtejszymi szlakami handlowymi towarów do Skandynawii są dość dobrze rozpoznane, o tyle wikingów, którzy przybyli do Anglii, uznaje się zwykle za przedstawicieli innej grupy. Mapy w książkach historycznych ilustrują to zazwyczaj pogrubionymi strzałkami: ze Szwecji w kierunku wschodnim i z Danii oraz Norwegii w kierunku zachodnim. Repton nie stanowiło tu wyjątku – powszechnie przyjęta interpretacja kości, które sama później analizowałam, idealnie wpisywała się w tradycyjną narrację: podróżujący na Zachód2 ludzie z Północy oraz Duńczycy w 793 roku dokonali brutalnego ataku na niczego niespodziewających się mnichów w Lindisfarne, co później określono jako symboliczny początek epoki wikingów. Ich początkowe cykliczne rajdy, połączone z wycofywaniem się w rodzinne strony, w IX wieku miały przekształcić się w polityczny podbój oraz osadnictwo. Historycy zgadzają się powszechnie, że to właśnie na skutek tych tendencji w 873 roku Wielka Armia (wojska wikińskie plądrujące tereny dzisiejszej Anglii między 865 rokiem a końcówką lat 70. IX wieku) zdobyła Repton oraz podbiła anglosaskie królestwo Mercji. Była to zgrabna narracja, ale przyglądając się temu niewielkiemu paciorkowi z karneolu, zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno oddaje ona całą rzeczywistość. Panuje ogólna zgoda co do tego, że wschodnie szlaki handlowe miały niewielki wpływ na działania wikingów na Zachodzie. Co więc pochodzący z Bliskiego Wschodu lub Azji paciorek z karneolu robił w IX wieku w rolniczym Derbyshire?

Moja rola w całej tej historii zaczęła się w pewien chłodny, zimowy poranek w styczniu 2012 roku, gdy wypożyczonym Land Roverem Defenderem, przystosowanym do jazdy po znacznie trudniejszym terenie niż autostrada, udałam się do Oksfordu. Miałam się tam spotkać z dwoma bardzo znanymi mężczyznami. Pierwszy był jednym z najbardziej szanowanych brytyjskich profesorów, odznaczonym Orderem Imperium Brytyjskiego za wkład w rodzimą archeologię. Listę wykopalisk, w których brał udział, czyta się jak gazetę ze spisem najważniejszych stanowisk archeologicznych. Drugi zaś był jednym z najsłynniejszych wikingów w Anglii.

Kończyłam wówczas studia magisterskie na Uniwersytecie w Oslo i w ramach pracy dyplomowej analizowałam ludzkie szkielety pod kątem diety oraz schematów migracyjnych norweskich wikingów – doszłam do tego, że: a) jedli dużo ryb oraz b) bardzo dużo podróżowali; ani jedno, ani drugie nie było specjalnie odkrywcze. Kilka miesięcy wcześniej, gdy szukałam odpowiadającego mi tematu na doktorat, jeden z moich wykładowców przedstawił mnie profesorowi Martinowi Biddle’owi oraz zapoznał mnie z wikińskim obozem w Repton. Zasugerował, że mogłabym wykorzystać moje świeżo nabyte umiejętności do rozwiązania zagadki szkieletów z Repton, odkrytych w latach 70. i 80. XX wieku przez Martina oraz jego nieżyjącą już żonę, Birthe Kjølbye-Biddle. Martin i jego gabinet w Oksfordzie byli dokładnie tacy, jak sobie wyobrażałam Anglię jako dziecko wychowujące się w Norwegii (chociaż trochę się zawiodłam, że trafiłam nie do przypominającego Hogwart, wyłożonego drewnianymi panelami college’u, lecz do betonowego bloku z lat 70. w Summertown). Pięć lat później, gdy już kończyłam doktorat, a moja analiza szkieletów z Repton była niemal gotowa, w ręce wpadł mi wspomniany paciorek z karneolu.

W tym maleńkim paciorku było dla mnie coś fascynującego. Wykonano go z gładkiego, niemal przezroczystego materiału; miał ostro ścięte krawędzie, a kształt – idealny i bardzo współczesny. Nie mogłam uciec od myśli o tych wszystkich ludziach i dłoniach, które go dotykały przed ponad tysiącem lat, żeby po stuleciach trafić w moje ręce. Do kogo należał? Czy został upuszczony przypadkiem, czy celowo umieszczono go w masowym grobie? W jaki sposób trafił do Repton i czy wśród tamtejszych znalezisk były jeszcze jakieś inne łączniki ze Wschodem, których do tej pory nie zidentyfikowano? Czy mogło być to nowe, wielkie odkrycie? Niektóre wyniki moich badań szkieletów z Repton nie do końca pasowały do tradycyjnego obrazu odmalowanego przez historyków i archeologów. Ponadto w ostatnich latach nasz stan wiedzy na temat obecności wikingów w Anglii zaczął gwałtownie rosnąć, szczególnie dzięki poszukiwaczom wyposażonym w wykrywacze metalu, którzy weekendami niezmordowanie przeczesują tonące w błocie pola, aby czasami natknąć się gdzieś pośrodku niczego np. na pojedynczą islamską monetę z IX wieku. Czy w świetle tych odkryć mój niewielki paciorek mógł wskazywać na to, że związki między Wschodem a Zachodem w epoce wikingów były silniejsze, niż do tej pory uważaliśmy? W końcu to tylko jeden paciorek. Przecież to chyba niemożliwe, żeby taki niewielki przedmiot podważał obowiązujące do tej pory ustalenia, prawda? Było bardzo mało prawdopodobne (ale nie niemożliwe), że paciorek pokonał całą drogę z Azji do Repton, przez cały czas będąc w posiadaniu tylko jednej osoby. Za czyim pośrednictwem i z jakich powodów paciorek trafił do Anglii?

W tej książce rekonstruuję trasę, którą – jak sądzę – przebył odkryty przeze mnie paciorek z karneolu od miejsca swojego powstania w Gudźarat w Indiach do miejsca swojego ostatecznego spoczynku w Derbyshire. Śledząc jego losy, celowo pomijam znaczną część fenomenu, jakim byli wikingowie: eksplorację Atlantyku, która zaprowadziła ich aż do Ameryki Północnej, a także ich wielowymiarowy wpływ na politykę w Brytanii, Irlandii oraz Francji. Te problemy były już omawiane wielokrotnie w innych publikacjach, spojrzenie na Wschód w poszukiwaniu łączników między tamtą częścią świata a Zachodem pozwala natomiast przedstawić wikingów z innej perspektywy. Podchodzę do tego zagadnienia jako archeolożka – badam przede wszystkim przedmioty oraz ludzkie szczątki z wykorzystaniem nowych metod badawczych, które zrewolucjonizowały nasz dotychczasowy stan wiedzy. Za ich pomocą oraz na podstawie innych typów źródeł staram się prześledzić losy ludzi, którzy ponad tysiąc lat temu migrowali do oraz ze Skandynawii w poszukiwaniu bogactw, władzy, przygód lub po prostu nowego życia – niektórzy z własnej woli, inni bez możliwości wyboru. To właśnie ten sposób rozumowania doprowadził mnie do świata władców rzek. W kolejnych rozdziałach analizuję różne artefakty, stanowiące swego rodzaju kamienie milowe przebytej przeze mnie drogi, z których każdy ilustruje jeden problem. Zawsze zaczynam od fabularyzowanej historii kogoś, kto na pewnym etapie swego życia mógł się z nim zetknąć – czasami są to prawdziwe osoby, czasami zmyślone. Czytelnikowi pozostawiam do rozstrzygnięcia to, które są które.

CZĘŚĆ 1ZACHÓD

Rozdział 1 Młot Thora. Kości

Repton, ok. 874 roku oraz 1986 rok

Przez pięć dni nosił go bezpiecznie w skórzanym woreczku zawieszonym u pasa. Trzymając naszyjnik w ręku, przejechał palcami wzdłuż krawędzi młota i kilkukrotnie obrócił nawleczone po obu jego stronach paciorki, po czym zawiązał je na szyi mężczyzny na skórzanym rzemieniu. Skóra zmarłego była zimna i blada, lśniąca od olejów, którymi nasmarowano ciało, przygotowując je do transportu. Klęcząc na kamienistym podłożu obok grobu, przesunął zawieszony na rzemyku młot tak, aby znajdował się tuż pod obojczykiem mężczyzny – dokładnie tak, jak ten nosił go za życia. Jeden po drugim ułożył wokół ciała inne przedmioty, z których każdy stanowił ofiarę symbolizującą to, kim był zmarły i kim dopiero miał się stać.

Tysiąc sto lat później naszyjnik ponownie ujrzał światło dzienne. Pokrywająca go kamienista i gliniasta gleba została delikatnie usunięta przez pracującą przy wykopaliskach wolontariuszkę, która omyłkowo wzięła nawleczony nań przedmiot za kotwicę. Nietrudno zrozumieć jej błąd – kształt kojarzący się z odwróconą literą „T” z zaostrzoną dolną częścią jak najbardziej przypomina coś, co mogłoby być wykorzystane do zakotwiczenia statku. Ale wisiorek był maleńki, delikatny i cechował się starannie wykonanymi, prostymi cięciami. Można nawet powiedzieć, że jego forma była przemyślana, szczególnie gdy się wie, co przedstawia: Mjǫllnir, młot Thora, wykuty w kuźni karłów ze Svartálfheimru.

Wikiński wojownik

Zgodnie z tradycyjną narracją epoka wikingów rozpoczęła się 8 czerwca 793 roku, gdy grupa wikingów zaatakowała bogaty klasztor na wyspie Lindisfarne w królestwie Northumbrii. Ten napad, technicznie rzecz biorąc niebędący pierwszym najazdem wikingów na tereny Anglii, został opisany w liście do Aethelreda – króla Northumbrii – przez Alkuina z Yorku, uczonego, który mieszkał podówczas w miejscowości położonej na terenie dzisiejszych Niemiec: „jeszcze nigdy w historii Brytanii taki strach i terror nie zagościły w sercach ludzi jak za sprawą pogan. Niewierni ci kąpali się we krwi i bezczeszcząc ołtarz w świątyni Boga, deptali ciała świętych jak gnój na ulicach”.

Jako przyczynę ataków wikingów podaje się zwykle mieszaninę czynników przyciągających ich do danego obszaru oraz wypychających z miejsca zamieszkania: bogactwa zgromadzone w niebronionych saksońskich klasztorach, wzrost populacji Skandynawii, mało żyzne tereny rolne w Norwegii, waśnie polityczne, a nawet – przypuszczalnie – niewystarczającą liczbę kobiet zdolnych do zamążpójścia1. W wyniku kumulacji tych okoliczności wyłoniła się nowa epoka w historii Europy. Źródła pisane, takie jak Kronika anglosaska2, relacjonując dzieje Anglów i Sasów na przestrzeni wieków, skupiają się przede wszystkim na walkach o władzę pomiędzy różnymi królestwami składającymi się na to, co dziś nazywamy Anglią. Narracja zaprezentowana w Kronice… dobrze wpisuje się w tradycyjną opowieść o wikingach, którzy mieli wyruszać z terenów Norwegii i Danii na Zachód, aby plądrować, grabić i podbijać ziemie Brytanii oraz Irlandii, niosąc tam – podobnie jak na inne tereny położone w kontynentalnej części Europy – śmierć i zniszczenie. Pod koniec epoki wikingów, w połowie XI wieku, oddziaływanie Skandynawów na Brytanię miało osiągnąć apogeum i wpływać na wszystkie aspekty funkcjonowania państwa: począwszy od rozwoju miast, przez walutę i kulturę, na języku i sztuce skończywszy.

Gdy w 873 roku Wielka Armia dotarła do Repton, informacje o rajdach wikingów nie były już niczym nowym. W latach 50. IX wieku wikińscy najeźdźcy porzucili praktykę powrotów do swoich domów w Skandynawii pod koniec sezonu i przyjęli zwyczaj zimowania na terenie Wysp Brytyjskich. Zgodnie z przekazem znajdującym się w Kronice… Wielka Armia po raz pierwszy stanęła na brytyjskiej ziemi zimą 865 roku. Właśnie tego roku duże siły wikingów wylądowały w Anglii Wschodniej, której król wyposażył przybyszów w konie w zamian za pokój. Wojska przezimowały w Thetford. Przez kolejnych trzynaście lat Wielka Armia przemieszczała się po kraju, w 866 roku zajmując York, a w 868 roku – Anglię Wschodnią. Kampania ta była wielkim krokiem naprzód dla wikingów, którzy mniejsze, pojedyncze rajdy zawsze kończące się wycofaniem ze splądrowanego terenu zastąpili czymś zupełnie nowym – pragnieniem ustanowienia długotrwałego politycznego panowania nad podbitymi ziemiami. W latach 70. IX wieku sezonowe wyprawy wojskowe stanowiły już ugruntowaną strategię militarną, przynoszącą – jak się wydaje – wymierne efekty.

Obóz założony przez wikingów w Repton przez ponad czterdzieści lat stanowił jedno z najważniejszych miejsc ich obecności na Wyspach Brytyjskich. Wykopaliska prowadzone przez Martina i Brithe początkowo skupiały się na wiejskim, anglosaskim Kościele pod wezwaniem św. Wystana3 – jednym z najlepiej zachowanych przykładów sztuki wczesnośredniowiecznej na terenie dzisiejszej Anglii. W latach 70. XX wieku niewiele jeszcze wiedziano o pobycie Wielkiej Armii w Repton, poza przekazem Kroniki anglosaskiej za rok 873: „w owym czasie najeźdźcy przemieścili się z Lindsey do Repton, gdzie przezimowali, w dwadzieścia dwa lata po objęciu tronu przez króla Burgreda wypędzając go za morze i podbijając całą tę krainę”. Zimowanie Wielkiej Armii w 873 roku miało się stać punktem zwrotnym w historii najazdów wikińskich na Wyspy Brytyjskie.

W trakcie wykopalisk prowadzonych na terenie cmentarza otaczającego kościół zespół natknął się na duży rów przecinający groby z wcześniejszego okresu oraz przylegający do ściany kościoła. W pobliżu odkryto kilka charakterystycznych, typowych dla Skandynawii pochówków, połamane fragmenty misternie wykonanej głowicy anglosaskiego krzyża oraz płaskorzeźbę przedstawiającą konnego wojownika z Mercji. Rów zinterpretowano jako część umocnień obronnych wskazujących na to, że bez wątpienia był tu obóz zimowy Wielkiej Armii.

Nikt wcześniej nie prowadził poszukiwań wikińskiego obozu w Repton. Nikt zresztą nie wiedział w ogóle, jak miałby on wyglądać ani jak go znaleźć. W tamtym czasie było to dość powszechne zjawisko – choć istnieje wiele źródeł pisanych dotyczących Wysp Brytyjskich z okresu najazdu wikingów, dysponujemy zadziwiająco małą liczbą namacalnych zabytków, które potwierdzałyby obecność wikingów na terenie dzisiejszej Anglii. W znacznym stopniu mamy z tym do czynienia nawet dziś. Przekazy pisane, takie jak Kronika anglosaska, dostarczają nam szczegółowych opisów bitew toczonych przeciwko najeźdźcom – podają liczbę zabitych oraz lamentują nad zagrożeniem, jakie wikingowie stanowili dla miejscowej ludności. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że rozwój największych miast brytyjskich oraz proces zjednoczenia Anglii były reakcją na najazd wikingów, ale ze względu na relatywnie małą liczbę źródeł archeologicznych wiedzę na ten temat czerpiemy często jedynie ze źródeł pisanych.

Odkrycia archeologiczne wokół Kościoła św. Wystana dobrze wpisywały się w funkcjonujący wówczas obraz wikingów. Rów uznano za strukturę obronną w kształcie litery D, podobną do tych znanych z terenów Skandynawii. Zbezczeszczony kościół miał służyć jako strażnica, a całość dawała armii możliwość bezpiecznego przegrupowania się w trakcie zimy i opracowania planu kolejnego ataku. Pochowano tam kilku znanych władców, a krypta, w której spoczywały kości świętego Wigstana – króla Mercji z IX wieku, później znanego jako Wystan – przyciągała liczne pielgrzymki. Odkrycie to potwierdzało, że wikingowie kierowali się nie tylko żądzą zdobycia bogactw i zapasów, które z całą pewnością znaleźli w kościele, lecz także chęcią przejęcia politycznej władzy. W następstwie ich ataku król Mercji Burgred udał się wraz z żoną na wygnanie do Paryża, skąd nigdy nie powrócił. Na jego miejsce wikingowie zainstalowali Ceolwulfa, którego Kronika… określa mianem „głupiego tegna” – marionetkowego króla. Ceolwulf obiecał wikingom sojusz, gwarantując, że on sam oraz całe królestwo Mercji będą w razie potrzeby do ich dyspozycji.

Po przeczekaniu zimy przełomu 873 i 874 roku Wielka Armia rozdzieliła się: jedna jej część ruszyła na północ, w stronę Nortumbrii, druga zaś na południe, aby stawić czoła Alfredowi Wielkiemu, królowi Wesseksu. W Repton groby ze skandynawskimi artefaktami zostały znalezione w znaczących miejscach wokół kościoła, co być może miało na celu legitymizację władzy wodzów, którzy „podbili całą tę krainę”, i ustanowienie ich długotrwałej obecności na tym terenie. Wykazanie związku z poprzednią elitą rządzącą stanowiło powszechną taktykę wikingów, mającą na celu podkreślenie ich praw politycznych i terytorialnych do danego obszaru.

Gdy w 2012 roku po raz pierwszy odwiedziłam Oksford, Martin Biddle pokazał mi tak zwanego wojownika z Repton, znanego także jako Grób 511 (dalej: G511). Jego szczątki zostały ostrożnie przeniesione do trzech beżowych kartonów, które umieszczono w rogu gabinetu: w mniejszym kartonie znajdowała się czaszka, a w dwóch większych, prostokątnych – pozostałe kości. W swoim życiu widziałam tysiące takich kartonów, w których przechowywano szczątki odkrytych szkieletów, przeniesione z miejsc pochówku do muzeów. Przeczytałam wszystkie raporty na temat G511, jakie tylko byłam w stanie znaleźć, i wiedziałam wszystko, co tylko możliwe, na temat odniesionych przez niego obrażeń. W przypadku szkieletów dowody dotyczące rodzaju ran poniesionych przez zmarłego za życia są często bardzo subtelne – ostrze przecinające skórę, mięso i mięśnie wytracają swój początkowy pęd, a pozostała energia wystarcza co najwyżej do pozostawienia na kości niewielkiego zarysowania. W związku z tym, chociaż z perspektywy ofiary odniesione obrażenia były przerażające i prowadziły do śmierci, to jej kości pozostawały niemal nienaruszone, co zwykle nie daje nam żadnych podstaw do określenia przyczyny śmierci. Tym razem jednak obrażenia były doskonale widoczne. Gdy wyjęłam z kartonu dobrze zachowaną lewą kość udową, zobaczyłam głęboki ślad po uderzeniu toporem, który przeciął biodro ofiary. Kąt, pod jakim zadano cios, był bardzo wyraźny i nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do swoich makabrycznych następstw.

Wojownik z Repton był uważany za stereotypowego wikinga przez duże W – wysoki, silny, blondwłosy i niebieskooki (chociaż niektóre detale jego fizjonomii ustalono dopiero kilka lat później). Pochowano go z mieczem typu skandynawskiego oraz z zawieszonym na szyi wisiorkiem przedstawiającym srebrny młot Thora. Na podstawie tych artefaktów natychmiast zidentyfikowano zmarłego jako wikinga – młot uznawany był bowiem przez wielu za typowy symbol tradycyjnego wikińskiego wojownika. Człowiek, chowający ciało, umieścił wokół niego w grobie kilka innych przedmiotów, które zapewne miały służyć mężczyźnie w zaświatach: klucz, dwa żelazne noże oraz kilka sprzążek i zapięć do ubrań. Po obu stronach młota Thora znajdowały się jasne, kolorowe szklane paciorki. Między nogami szkieletu delikatniejsza gleba pozostawiła prostokątny kształt – prawdopodobnie wszystko, co zostało z drewnianej skrzyni. Wewnątrz znajdowała się kość kawki, która być może miała symbolizować dwa kruki Odyna: Hugina oraz Munina. Obok miednicy spoczywała szabla dzika.

Gdy kości G511 zostały wyjęte z ziemi, odkryto, że odniósł on wiele makabrycznych i śmiertelnych obrażeń. Widać było uszkodzenia czaszki (cięto go w oczodół), a blizny sugerowały, że w chwili śmierci mógł mieć na głowie hełm. Żebra nosiły ślady nacięć typowych dla patroszenia, czyli usuwania jelit oraz innych organów wewnętrznych. Najpoważniejszym urazem była jednak zadana toporem, głęboka, ukośna rana biegnąca przez lewo udo, która przecięła staw biodrowy oraz kość udową. Bliższe oględziny wykazały, że cięcie dosięgło penisa i mogło wykastrować mężczyznę. Możliwe, że znaleziona przy nogach zmarłego szabla dzika miała służyć mu jako zastępczy członek, tak aby jego ciało było kompletne, gdy trafi do Walhalli – pałacu Odyna, gdzie nocami polegli wojownicy oddawali się ucztowaniu i gdzie penis z całą pewnością mógł się przydać.

Może zabrzmi to nieco szumnie, ale mamy tu do czynienia wręcz z modelowym grobem wikińskiego wojownika4. Jego wyjątkowość polega na tym, że jest to jedyny znany, tak dobrze zachowany grób wikinga na terenach dzisiejszej Anglii. Nie mamy innych grobów z nietkniętymi kośćmi, z którymi moglibyśmy go porównać, chociaż przekazy pisane informują nas, że tacy wojownicy ginęli na tym obszarze setkami, jeśli nie tysiącami. Z wielu cech grobu można wywnioskować, że G511 był człowiekiem o wysokim statusie, być może nawet jednym z wodzów Wielkiej Armii. Miejsce jego pochówku, ulokowane tuż obok dawnego mauzoleum całej dynastii królów Mercji, wskazuje na to, że ci, którzy go tu pogrzebali, chcieli podkreślić jego (a także swoją) władzę i prawo do rządzenia tym terytorium.

W ramach doktoratu badałam obecność wikingów w Repton. Kluczowym elementem moich studiów nad G511 i innymi zmarłymi było pobranie próbek z kilku tamtejszych szkieletów w celu przebadania ich z wykorzystaniem jednej z najnowszych technik kryminalistycznych – analizy izotopowej. Miałam nadzieję, że dzięki niej dowiem się jak najwięcej o tym, kim byli ci ludzie i skąd przybyli. Analiza izotopowa stała się w ostatnich latach jedną z podstawowych metod ustalania geograficznego pochodzenia oraz przeszłości zmarłego. Tradycyjnie badanie w tym zakresie zostałoby wykonane poprzez zidentyfikowanie pochodzenia znalezionych w grobie dóbr (przedmiotów), o ile takowe w ogóle by się w nim znajdowały. Jest to jednak sposób, który ma kilka dość oczywistych minusów. Po pierwsze, grzebanie zmarłych z artefaktami nie było powszechną praktyką, przez co dysponujemy niewielką liczbą śladów, które mogłyby pomóc nam zrekonstruować ich przeszłość. Po drugie, nawet gdy takie groby istnieją, to leżące w nich osoby mogły przecież zostać pochowane z przedmiotami takimi jak wikiński miecz czy paciorek, które zwyczajnie ktoś kupił lub wymienił, więc dotarły na miejsce inną drogą niż ich ostatni właściciele. Groby, które udało nam się odszukać, są wielowymiarowe – nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy znajdujące się w nich przedmioty należały do zmarłych, czy może były to dary złożone przez żałobników. Mogły nawet w ogóle nie mieć związku z życiem zmarłych. Jak stwierdził swego czasu jeden z archeologów: „Zmarli nie grzebią samych siebie”.

Analiza izotopowa pozwala nam na bezpośrednie zbadanie szkieletu w celu ustalenia przeszłości konkretnego zmarłego. Chociaż służy temu również badanie DNA, to w znacznej mierze dostarcza ono informacji o odziedziczonych przez zmarłego markerach genetycznych, a nie o specyficznych okolicznościach jego życia. Gdybym po śmierci została pochowana w południowo-zachodniej Anglii, to analiza DNA moich kości wykazałaby, że pochodziłam ze Skandynawii, a to sugerowałoby, że byłam imigrantką. Problem w tym, że takie same geny znaleziono by również w kościach moich dzieci, które przyszły na świat i dorastały już w Wielkiej Brytanii. Innymi słowy, analiza DNA nie uwzględnia różnicy między pierwszym a kolejnymi pokoleniami migrantów. Mimo to dzięki niej możemy zarysować szerszy kontekst – w jaki sposób na przestrzeni tysięcy lat rozchodziliśmy się po świecie i jak migrowali nasi przodkowie. Metoda ta może pomóc nam w ustaleniu relacji rodzinnych, odnalezieniu dawno zaginionego kuzyna czy ujawnieniu markerów świadczących o podatności na różnorakie choroby. W przypadku grobów z Repton byłam ciekawa, czy bylibyśmy w stanie bezsprzecznie udowodnić, że spoczywali w nich wikingowie, którzy przybyli ze Skandynawii – tak jak do tej pory uważaliśmy.

Jesteśmy – dosłownie – tym, co jemy. W chwili, gdy czytacie tę książkę, wasze organizmy trawią ostatni posiłek, wyciągając z niego wszelkie możliwe składniki potrzebne do tworzenia nowych komórek, krwinek oraz tkanek skóry. Od momentu, gdy zaczęliście lekturę, proces ten zdążył zajść w wielu częściach waszych ciał i nawet w tej sekundzie wasze kości przechodzą subtelną przemianę – stare fragmenty są zastępowane nowymi, aby zapewnić im siłę i utrzymać odpowiednią budowę. Dzieje się to w całym waszym ciele, z jednym wyjątkiem – nie w szkliwie zębów. Od chwili uformowania się w okresie dzieciństwa ludzkie szkliwo pozostaje niezmienne, a jest na tyle trwałe, że można je odnaleźć w nienaruszonym stanie nawet po tysiącach lat przechowywania w bardzo złych warunkach. Z tego powodu zęby są najlepszymi przyjaciółmi bioarcheologów.

Jako że w trakcie kształtowania się wszystkie tkanki nieustannie pobierają z przetrawionego pokarmu składniki odżywcze, to absorbują przy okazji także śladowe ich ilości, pozwalające po latach określić nie tylko, co jadł zmarły, lecz także – co było kluczowe dla moich badań – skąd pochodziło jego pożywienie. Gdy w wieku dziecięcym tworzą się zęby człowieka, ich budulcem są konsumowany pokarm oraz woda. One również mają swoje unikatowe markery lub warianty chemiczne, typowe dla środowiska, w którym powstały. Na przykład rośliny większość składników odżywczych pobierają z gleby, w której rosną, a która ma unikatową charakterystykę wynikającą geologii. Innymi słowy, bochenek chleba wypieczony ze zboża rosnącego w Derbyshire będzie się subtelnie różnił pod względem chemicznym od bochenka chleba wypieczonego ze zboża rosnącego w Danii.

Do wykrywania tych różnic wykorzystuje się pierwiastek o nazwie stront, który występuje w stanie naturalnym niemal wszędzie. Stront ma kilka izotopów, których stosunek względem siebie różni się w zależności od budowy gleby i tym samym pozwala identyfikować jej rodzaje (izotopy to odmiany tego samego pierwiastka). Co istotne, w czasie wędrowania przez łańcuch pokarmowy wspomniany stosunek izotopów strontu pozostaje niezmienny – jest identyczny w glebie, w zbożu, w chlebie i w organizmie wikinga, który chleb ten spożył. Gdy określony stosunek izotopów strontu staje się częścią budulca szkliwa w zębie dziecka, zostaje tam zamknięty na resztę jego życia – a nawet dłużej. W przypadku wojownika z Repton możliwe powinno być zatem ustalenie tego, czy naprawdę był on wojownikiem najeźdźczej armii wikingów, czy może pochodził z okolicy.

Muszę nadmienić w tym miejscu, że tożsamość to niezwykle skomplikowany problem i mimo wszystkich niesamowitych możliwości, jakie dają nam nowe metody badawcze, nauki przyrodnicze nie są w stanie samodzielnie odpowiedzieć na pytanie o to, kim był zmarły. Nawet jeśli dane izotopowe będą wyraźnie wskazywać na jego pochodzenie z terenów Skandynawii, to nie czyni to z niego od razu wikinga. Prawdę mówiąc, nawet nie istnieje tak zdefiniowane pojęcie tożsamości, które jednoznacznie mogłoby zostać wykorzystane jedynie przez nauki przyrodnicze. To, że zmarły wykazywałby cechy typowe dla miejscowych, również nie czyniłoby z niego automatycznie Anglosasa5. Nasze tożsamości są wielowymiarowe, a na przestrzeni całego życia zmieniamy je i nimi manipulujemy. Jestem archeolożką, naukowczynią, pisarką oraz imigrantką, ale nie licząc tej ostatniej cechy, żadnego z powyższych elementów nie byłoby można ustalić na podstawie analizy moich kości. Interpretując wyniki badań, musimy się kierować zatem daleko posuniętą ostrożnością i zawsze analizować je w kontekście jak największej liczby innych dostępnych źródeł. Niemniej jednak nowe techniki badawcze dają takie możliwości wglądu w życie osób zmarłych, o jakich jeszcze kilkadziesiąt lat temu badacze mogli jedynie pomarzyć.

Chociaż powyższe metody wydają się dość proste w zastosowaniu, pozyskanie wszystkich niezbędnych danych wymagało wielu miesięcy pracy laboratoryjnej, po której nastąpiły kolejne długie miesiące przekształcania ich w arkusze, bazy danych, wykresy oraz mapy porównawcze. Wyniki badania strontu w kościach G511 były względnie łatwe do zinterpretowania – z całą pewnością nie dorastał on ani w Repton, ani w okolicy. Stosunek izotopów strontu wskazywał na to, że zmarły pochodził z południowej Skandynawii, najprawdopodobniej z Danii, co idealnie pasowało do narracji archeologów. Interesujący był także wynik analizy strontu w drugim analizowanym przypadku – mężczyzny, który leżał tuż obok. G511 nie został bowiem pochowany samotnie, ale pogrzebano obok niego innego, młodszego mężczyznę – G295. Chociaż ich ciała spoczęły w ziemi w różnym czasie (G295 został pochowany niedługo po G511), to ich groby były połączone wspólnym kamiennym obramowaniem (do którego należała również rozbita anglosaska płaskorzeźba), co sugerowało wyraźnie, że ci dwaj mężczyźni byli ze sobą związani. Groby podwójne w epoce wikingów były powszechne na terenie Skandynawii – niekiedy chowano w nich pary, innym razem dwóch ludzi tej samej płci, niemal zawsze mężczyzn. W przypadku, który badaliśmy, nikt nie był w stanie określić, jaka relacja łączyła obu zmarłych.

Badanie izotopowe wskazywało jednak, że młodszy mężczyzna dorastał na obszarze, który pod względem stężenia izotopów strontu był niemal identyczny jak ojczyzna starszego wojownika. Drugi szkielet również nosił ślady poważnych ran, więc możliwe, że G295 zginął w walce, ale jego grób, w przeciwieństwie do G511, nie był tak bogato wyposażony – znajdował się w nim tylko jeden nóż. Można postawić hipotezę, że obaj mężczyźni przybyli do Repton z tego samego miejsca, prawdopodobnie z Danii. Datowanie radiowęglowe wykazało, że umarli między 873 a 886 rokiem, a to jeszcze ściślej łączyłoby ich z Wielką Armią. Istniało przypuszczenie, że był to grób wodza oraz mężczyzny, który nosił jego broń. Sugerowano nawet, że młodszy z nich mógł zostać celowo zabity, aby towarzyszyć swemu panu w zaświatach. Prawdziwy powód, dla którego G511 i G295 zostali pochowani obok siebie, ustalono dopiero kilka lat później.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Przypisy

Prolog. Paciorek z karneolu

1 Używany na przestrzeni całej tej książki termin Wielka Armia Wikingów (Viking Great Army) jest wariantem używanego w języku angielskim terminu Wielka Armia Pogan (Great Heathen Army) – przyp. tłum.
2 W całej książce termin „Zachód” odnosi się mniej więcej do obszaru północno-zachodniej Europy oraz części północnego Atlantyku, a „Wschód” – do terenów rozciągających się od południowych i południowo-wschodnich wybrzeży Morza Bałtyckiego i dalej, poprzez system rzek wschodniej Europy, aż po Bliski Wschód.

Młoth Thora. Kości

1 Na temat początków epoki wikingów w ostatnich latach ukazało się bardzo wiele prac. Patrz np.: J.H. Barrett, What Caused the Viking Age?, „Antiquity”, 2008, nr 82 (317) s. 671–686; D. Griffiths, Rethinking the Early Viking Age in the West, „Antiquity” 2009, nr 93 (368), s. 468–477.
2 Źródło to stanowi kompilację różnych, zachowanych w wielu kopiach przekazów pisanych, przedstawiających historię Anglii od 60 roku p.n.e. do XII wieku. Większość tego tekstu powstała w IX wieku w klasztorach leżących w królestwie Wessex na południu Wysp Brytyjskich.
3 Na temat szczegółów wykopalisk patrz: M. Biddle, B. Kjǿlbye-Biddle, Repton and the Vikings, „Antiquity” 1992, nr 66, s. 36–51, M. Biddle, B. Kjǿlbye-Biddle, Repton and the „Great Heathen Army”, 873–4, w: Vikings and the Danelaw: Select Papers from the Proceedings of the Thirteenth Viking Congress, Nottingham and York, 21–30 August 1997, red. J. Graham-Campbell, Oxford 2001.
4 To, czy takie groby należy uznawać za groby „wojowników”, jest szeroko dyskutowane w archeologii. Patrz np.: N. Price, C. Hedenstierna-Jonson, T. Zachrisson, A. Kjellström, J. Storå, M. Krzewińska, T. Günther, V. Sobrado, M. Jakobsson oraz A. Götherström, Viking Warrior Women? Reassessing Birka Chamber Grave Bj.581, Antiquity 2019, nr 93 (367), s. 181–198. DOI:10.15184/aqy.2018.258 oraz na cytowane źródła.
5 Zarówno określenie „wiking”, jak i „Anglosas” są czysto nowoczesne – najprawdopodobniej nie miałyby żadnego sensu dla ludzi żyjących w IX wieku. W tej książce terminy „wiking” oraz „wikiński” stosuję w szerokim znaczeniu, mając na myśli ludzi, którzy pochodzili z terenów Skandynawii i rozprzestrzenili się po świecie w epoce wikingów, oraz elementy ich kultury. Z kolei terminy „Anglosas” i „anglosaski”, przez długie lata wykorzystywane przez różnorakich rasistów oraz ekstremistów, rozumiane są jako wspólny punkt odniesienia dla społeczności i królestw angielskich między V a XI wiekiem. Ani „Anglosas”, ani „wiking” nie jest używany tutaj w kontekście etnicznym. To po prostu najbardziej użyteczne – choć nie do końca poprawne – terminy, którymi dziś dysponujemy.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Prolog. Paciorek z karneolu

CZĘŚĆ 1. ZACHÓD

Rozdział 1. Młot Thora. Kości

Wikiński wojownik

Przypisy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Meritum publikacji