Winter - Marissa Meyer - ebook + książka

Winter ebook

Marissa Meyer

0,0

Opis

Nr 1 na liście bestsellerów New York Timesa. Bestseller USA Today oraz Publishers Weekly

Cztery bohaterki. Jedna zła królowa. Ostateczna bitwa o przyszłość galaktyki, w której stawką jest wszystko, co kochają.

Nie była dziewczyną z lodu i szkła. Była dziewczyną ze słońca i z gwiezdnego pyłu. Księżniczka Winter jest podziwiana przez mieszkańców Księżyca za swoją grację i dobroć, a także za zapierającą dech w piersi urodę, pomimo blizn znaczących jej twarz. Winter od lat skrywa się w cieniu swojej macochy, królowej Levany, jednocześnie po cichu podważając jej poczynania. Choć jej serce należy do Jacina, przystojnego strażnika, wie, że na Księżycu miłość bywa wyrokiem śmierci. Jednak księżniczka nie jest tak słaba, jak wszyscy uważają. Gdy losy Winter splatają się z losami Cinder, Scarlet, Cress oraz reszty ich sojuszników, księżniczka musi podjąć decyzję – pozostać w ukryciu czy zaryzykować i znaleźć szczęśliwe zakończenie?

Nie chcesz przegapić tego ekscytującego finału Sagi Księżycowej!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 856

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Spis treści
Okładka
Strony tytułowe
Spis treści
Dedykacja
Księga Pierwsza

Księga Druga Księga Trzecia Księga Czwarta Księga Piąta Podziękowania Kilka słów od tłumaczki

Dla Jessego, który zmienia każdy dzień w „i żyli długo i szczęśliwie”.

Księga pierwsza

Młoda księżniczka była urodziwa niczym słoneczny poranek. Była piękniejsza nawet od samej królowej.

1

Winter czuła, że jej palce u nóg zmieniły się w kostki lodu.

Były zimne jak przestrzeń kosmiczna. Zimne jak ciemna strona Księżyca. Zimne jak…

– Kamery monitoringu nagrały go, gdy wchodził do podziemi kliniki w Centralnej Artemisii o dwudziestej trzeciej U.T.C…

Taumaturg Aimery Park przemawiał rytmicznie spokojnym, miarowym głosem, jakby śpiewał balladę. Łatwo było zgubić się w tym, co mówił, i pozwolić, by wszystkie słowa plątały się i zlewały w jedno. Winter podkurczyła palce w butach na cienkiej podeszwie. Obawiała się, że jeśli zrobi się jeszcze zimniej, to w końcu jej odpadną.

– …próbował wydostać jedną ze skorupek, przetrzymywanych obecnie w…

Odpadną. Jeden po drugim.

– …zapisy wskazują, że skorupka jest synem oskarżonego, złapanym dwudziestego dziewiątego lipca ubiegłego roku. Obecnie ma piętnaście miesięcy.

Winter schowała dłonie w fałdy sukni. Znowu drżały jej palce. W ostatnich dniach Winter drżała bez przerwy. Zacisnęła pięści, by powstrzymać dreszcze, i mocniej oparła stopy o twardą podłogę. Starała się skupić na sali tronowej, zanim ta się rozwieje.

Sala tronowa znajdowała się w centralnej wieży pałacu i rozciągał się z niej najbardziej uderzający widok w całym mieście. Ze swojego miejsca Winter mogła dostrzec jezioro Artemisia. W jego tafli odbijał się biały pałac i miasto, które sięgało aż do krawędzi ogromnej, przezroczystej kopuły chroniącej ich wszystkich przed obiektami na zewnątrz – albo przed ich brakiem. Sama sala tronowa sięgała poza ściany wieży; gdy ktoś przekroczył krawędź pokrytej mozaiką podłogi, stawał na przejrzystej, szklanej platformie. Zupełnie jakby stał w powietrzu i miał zaraz spaść w otchłań jeziora kraterowego poniżej.

Po lewej stronie Winter dostrzegła paznokcie macochy, wbijające się w poręcze tronu – imponującego siedziska wyrzeźbionego z białego kamienia. Na ogół macocha była spokojna podczas podobnych obrad i słuchała rozpraw, nie okazując nawet cienia emocji. Winter przywykła do tego, że Levana gładzi wypolerowany kamień opuszkami palców, a nie próbuje go zmiażdżyć. Ale odkąd Levana i jej świta wrócili z Ziemi, napięcie było bardzo wysokie. Od paru miesięcy macocha Winter wpadała we wściekłość nawet częściej niż zwykle.

Było tak, odkąd ten lunarski zbieg – ta cyborgini – uciekł ze swojego ziemskiego więzienia.

Odkąd wybuchła wojna między Ziemią i Luną.

Odkąd narzeczony królowej został porwany, a wraz z nim Levanie skradziono szansę na zostanie cesarzową.

Błękitna planeta wisiała nad horyzontem, przecięta równo na pół. Na Lunie minęła nieco ponad połowa długiej nocy, a miasto Artemisia lśniło bladoniebieskimi latarniami i kryształowymi oknami, których odbicia tańczyły po powierzchni jeziora.

Winter tęskniła za Słońcem i jego ciepłem. Tutejsze sztuczne dni nie mogły się z nim równać.

– Skąd dowiedział się o skorupkach? – zapytała królowa Levana. – Dlaczego nie uwierzył, że jego syn został zabity po urodzeniu?

Wokół sali, w czterech rzędach, siedziały rodziny. Dwór królowej. Lunarska szlachta, której Jej Wysokość przyznała ten zaszczyt za to, że kolejne ich pokolenia dochowywały jej wierności, a także za niezwykły talent do wykorzystywania lunarskiego daru lub za to, że mieli szczęście urodzić się jako obywatele Artemisii.

Nagle zobaczyła tego mężczyznę, klęczącego u boku taumaturga Parka. On nie urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.

Trzymał ręce złożone w błagalnym geście. Winter żałowała, że nie może mu powiedzieć, że to nic nie da. Całe jego błagania nie zdadzą się na nic. Pomyślała, że świadomość, że nie możesz zrobić nic, by uniknąć śmierci, niosłaby ze sobą pociechę. Ci, którzy trafiali przed oblicze królowej, zaakceptowawszy już swój los, wyraźnie lepiej go znosili.

Spojrzała na własne dłonie, nadal zaciśnięte na fałdach zwiewnej, białej spódnicy. Miała oszronione palce. W pewnym sensie sprawiało to, że były piękne. Mieniły się, były lśniące i zimne, takie zimne…

– Twoja królowa zadała ci pytanie – rzucił Aimery.

Winter wzdrygnęła się, jakby to na nią krzyczał.

Skupić się. Musi postarać się skupić.

Podniosła głowę i wzięła głęboki wdech.

Odkąd Aimery zastąpił Sybil Mirę na stanowisku głównego taumaturga królowej, ubierał się na biało. Złote hafty na jego płaszczu migotały, gdy okrążał więźnia.

– Przykro mi, Wasza Wysokość – powiedział mężczyzna. – Moja rodzina i ja służyliśmy ci od pokoleń. Jestem dozorcą w tamtej klinice medycznej i słyszałem plotki… To nie była moja sprawa, więc nigdy się nimi nie przejmowałem, nie słuchałem ich. Ale… kiedy urodził się mój syn i okazało się, że jest skorupką… – Jęknął. – To mój syn.

– Czy nie przeszło ci przez myśl – powiedziała Levana głośnym, ostrym tonem – że mogą być powody, dla których twoja królowa postanowiła trzymać twojego syna i wszystkie inne pozbawione daru lunarskie dzieci z dala od naszych obywateli? Że trzymaniu ich tam, gdzie je trzymamy, może przyświecać cel, który służy dobru wszystkich naszych ludzi?

Mężczyzna przełknął ślinę tak mocno, że Winter zobaczyła, jak porusza się jego jabłko Adama.

– Wiem, moja królowo. Wiem, że używasz ich krwi do… eksperymentów. Ale… ale masz ich tak wiele, a on jest tylko dzieckiem, i…

– Nie chodzi tylko o to, że jego krew jest cenna z perspektywy naszych politycznych sojuszy, choć nie mogę oczekiwać, że zrozumie to dozorca z zewnętrznych sektorów. Twój syn jest skorupką, a jego rodzaj dowiódł już, że jest niebezpieczny i niegodny zaufania. Przypomnij sobie zabójstwo króla Marroka i królowej Jannali osiemnaście lat temu. Chciałeś wystawić nasze społeczeństwo na takie zagrożenie?

Mężczyzna z przerażenia wytrzeszczył oczy.

– Zagrożenie, moja królowo? To niemowlę. – Przerwał. Nie wyglądał na buntownika, ale widać było, że jego brak wyrzutów sumienia wkrótce doprowadzi Levanę do furii. – A reszta z nich, w tych zbiornikach… tak wiele dzieci… Niewinnych dzieci.

W pokoju powiało chłodem.

Mężczyzna wiedział za dużo. Skorupki zabijano od czasów rządów siostry Levany, królowej Channary, odkąd skorupka wkradła się do pałacu i zabiła ich rodziców. Ludzie nie byliby zadowoleni, wiedząc, że ich dzieci wcale nie zginęły, tylko trzymano je w zamknięciu jako małe fabryki produkujące płytki krwi.

Winter zamrugała, wyobrażając sobie własne ciało jako zakład produkcji płytek krwi.

Spuściła wzrok. Lód sięgał teraz aż do jej nadgarstków.

To na pewno nie byłoby korzystne dla systemów maszyn, które transportowały krew.

– Czy oskarżony ma rodzinę? – zapytała królowa.

Aimery skinął głową.

– Dokumenty wskazują, że ma córkę w wieku dziewięciu lat. Ma też dwie siostry i siostrzeńca. Wszyscy mieszkają w sektorze GM-12.

– Nie ma żony?

– Umarła pięć miesięcy temu po zatruciu regolitem.

Więzień obserwował królową. Widać było, że ogarnia go coraz większa desperacja.

Wśród dworzan zapanowało poruszenie, ich barwne ubrania zaszeleściły. Ta rozprawa trwała już zbyt długo. Zaczynali się nudzić.

Levana opadła na oparcie tronu.

– Niniejszym zostajesz uznany winnym zarzucanego ci naruszenia dóbr i próby kradzieży własności Korony. Ta zbrodnia karana jest natychmiastową śmiercią.

Mężczyzna zadrżał, ale z jego twarzy nie zniknął wyraz błagania. Zawsze mijało parę sekund, nim skazańcy zrozumieli taki wyrok.

– Członkowie twojej rodziny otrzymają publicznie po dwanaście batów, co przypomni twojemu sektorowi, że nie toleruję kwestionowania moich decyzji.

Mężczyźnie opadła szczęka.

– Twoja córka zostanie przekazana w prezencie jednej z rodzin na dworze. Tam nauczą ją posłuszeństwa i pokory, których, jak można przypuszczać, nie nauczyła się pod twoją opieką.

– Nie, błagam! Pozwólcie jej zostać z ciotkami. Nie zrobiła nic złego!

– Aimery, możesz kontynuować.

– Błagam!

– Twoja królowa przemówiła – powiedział taumaturg Aimery. – Jej decyzja jest ostateczna.

Aimery wyciągnął obsydianowy nóż z szerokiego rękawa swojej szaty i podał go skazańcowi rękojeścią do przodu. Oczy więźnia rozszerzyły się w panice.

W sali zrobiło się jeszcze zimniej. Oddech Winter krystalizował się w powietrzu. Przycisnęła mocno ramiona do ciała.

Więzień chwycił za rękojeść noża. Ręka nawet mu nie zadrżała, ale resztą jego ciała wstrząsały dreszcze.

– Proszę. Moja mała dziewczynka… ona ma tylko mnie. Błagam. Moja królowo. Wasza Wysokość!

Wzniósł ostrze do własnego gardła.

I wtedy Winter odwróciła wzrok. Zawsze w takich chwilach odwracała wzrok. Obserwowała własne palce, jak wbijały się w suknię i drapały materiał, aż zaczynała czuć ukłucia na udach. Patrzyła, jak lód wspina się wyżej po jej nadgarstkach, w kierunku łokci. Tam, gdzie pokrywał ją lód, jej ciało drętwiało.

Wyobraziła sobie, jak rzuca się na królową ze skutymi lodem pięściami. Wyobraziła sobie, jak jej ręce rozpadają się na tysiąc lodowych odłamków.

Lód sięgał już jej ramion. I szyi.

Nawet przez skrzypienie i trzeszczenie lodu usłyszała dźwięk noża wbijającego się w ciało. Szmer krwi i stłumiony odgłos krztuszenia. Zimno skradło jej klatkę piersiową. Zacisnęła powieki, przypominając sobie, że powinna zachować spokój i oddychać. Usłyszała w głowie spokojny głos Jacina, który ściskał ją dłońmi za ramiona. To nie dzieje się naprawdę, księżniczko. To tylko iluzja.

Na ogół to pomagało – te wspomnienia o tym, jak pomagał jej otrząsnąć się z paniki. Ale tym razem wydawało jej się, że tylko przyspieszają działanie lodu. Obejmował jej żebra. Wgryzał się w żołądek. Zamrażał jej serce.

Zamarzała na wylot.

Słuchaj mojego głosu.

Jacina tu nie było.

Zostań ze mną.

To wszystko jest tylko w twojej głowie.

Usłyszała ciężkie kroki strażników, którzy zbliżyli się do ciała. Odgłos zwłok przesuwanych w stronę szklanej półki. Pchnięcie i odległy plusk poniżej.

Dwór królowej zaklaskał cicho i uprzejmie.

Winter słyszała, jak odpadają jej palce u stóp. Jeden. Po. Drugim.

– Bardzo dobrze – powiedziała królowa Levana. – Taumaturgu Tavalerze, dopilnuj, aby reszta wyroku została wykonana.

Lód sięgał jej teraz do gardła i wspinał się po szczęce. Łzy zamarzały jej w kanalikach. Ślina zbijała się w kryształki na języku.

Podniosła głowę, gdy służący zaczął zmywać z kafelków krew. Aimery napotkał jej spojrzenie, wycierając nóż ściereczką. Uśmiechnął się zjadliwie.

– Obawiam się, że księżniczka jest zbyt wrażliwa na takie rozprawy.

Zgromadzona na widowni szlachta zachichotała – obrzydzenie, jakie procesy sądowe wywoływały w Winter, stanowiło źródło radości dla większości dworzan Levany.

Królowa odwróciła się, ale Winter nie potrafiła podnieść głowy. Była dziewczyną całą z lodu i szkła. Jej zęby były kruche, a płuca pokruszyłyby się z łatwością.

– Tak – potwierdziła Levana. – Często zapominam, że w ogóle tu jest. Jesteś prawie tak bezużyteczna jak szmaciana lalka, nieprawdaż, Winter?

Świadkowie zaśmiali się ponownie, tym razem głośniej, jakby królowa właśnie dała im przyzwolenie na naśmiewanie się z młodej księżniczki. Ale Winter nie mogła odpowiedzieć, nie na słowa królowej, nie na ten śmiech. Skupiła się na taumaturgu, próbując ukryć panikę.

– Och, nie, wcale nie jest bezużyteczna – powiedział Aimery. Winter wpatrywała się w niego i zobaczyła, jak na jego szyi pojawia się cienka, czerwona linia, która otwiera się jak rana i spływa bulgocącą krwią. – Najpiękniejsza dziewczyna na całym Księżycu? Pewnego dnia uraduje któregoś z dworzan jako szczęśliwa małżonka, jak sądzę.

– Najpiękniejsza dziewczyna, Aimery? – Lekki ton głosu Levany prawie zamaskował warknięcie.

Aimery ukłonił się zamaszyście.

– Zaledwie najpiękniejsza, moja królowo. Żaden śmiertelnik nie może się równać z twoją doskonałością.

Dworzanie szybko przytaknęli, podsuwając setki komplementów naraz, choć Winter wciąż czuła, że niejeden szlachcic nie spuszczał z niej pożądliwego spojrzenia.

Aimery postąpił o krok w stronę tronu, a jego odcięta głowa przechyliła się i spadła, uderzyła o marmur i toczyła się, toczyła, toczyła, aż zatrzymała się przy zamarzniętych stopach Winter.

Wciąż malował się na niej uśmiech.

Winter jęknęła, ale ten dźwięk utonął wśród lodu skuwającego jej gardło.

To wszystko jest tylko w twojej głowie.

– Cisza – zarządziła Levana, kiedy już nacieszyła się ich zachwytami. – Czy skończyliśmy?

W końcu lód sięgnął jej oczu i Winter nie miała wyboru – musiała zacisnąć powieki, by oddzielić się od bezgłowego wizerunku Aimery’ego i pogrążyć się w chłodzie i ciemności.

Umrze tutaj bez słowa skargi. Zostanie pochowana pod tą lawiną braku życia. Nigdy więcej nie będzie musiała być świadkiem kolejnego morderstwa.

– Jeszcze jeden więzień czeka na proces, moja królowo. – Głos Aimery’ego odbił się echem wśród pustki w głowie Winter. – Sir Jacin Clay, królewski strażnik i pilot, wyznaczony jako obrońca taumaturgiczki Sybil Miry.

Winter zachłysnęła się, czując, jak lód pęka, a milion ostrych, połyskliwych odłamków eksploduje w sali tronowej i rozsypuje się po podłodze. Nikt ich nie usłyszał. Nikt ich nie zauważył.

Aimery, z głową na swoim miejscu, znowu ją obserwował, jakby czekał na jej reakcję. Po chwili z lekkim uśmieszkiem odwrócił się z powrotem do królowej.

– Och, tak – powiedziała Levana. – Wprowadźcie go.

Winter

Copyright © 2015 by Marissa Meyer

Copyright © 2015 by Rampion Books, Inc

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2026

Copyright © for the Polish translation by Papierowy Księżyc 2020

Tłumaczenie – Ewelina Zarembska

Redakcja – Katarzyna Myszkorowska

Korekta – Julia Młodzińska, Kornelia Dąbrowska

Projekt typograficzny i skład – Kasia Kotynia

Przygotowanie e-booka – Julia Dominika Rombel

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Ilustracja na okładce – Anna Stalica

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Drogi Czytelniku,

niniejsza książka jest owocem pracy m.in. autora, zespołu redakcyjnego i grafików.

Prosimy, abyś uszanował ich zaangażowanie, wysiłek i czas. Nie udostępniaj jej innym, również w postaci e-booka, a cytując fragmenty, nie zmieniaj ich treści. Podawaj źródło ich pochodzenia oraz, w wypadku książek obcych, także nazwisko tłumacza.

Dziękujemy!

Ekipa Wydawnictwa SQN

Wydanie I, Kraków 2026

ISBN epub: 9788383306438

ISBN mobi: 9788383306421

Wydawnictwo SQN pragnie podziękować wszystkim, którzy wnieśli swój czas, energię i zaangażowanie w przygotowanie niniejszej książki:

Produkcja: Kamil Misiek, Joanna Pelc, Joanna Mika, Grzegorz Krzymianowski, Natalia Patorska, Katarzyna Kotynia

Design i grafika: Paweł Szczepanik, Marcin Karaś, Julia Siuda, Zuzanna Pieczyńska

Promocja: Aleksandra Parzyszek, Piotr Stokłosa, Łukasz Szreniawa, Małgorzata Folwarska, Marta Sobczyk-Ziębińska, Natalia Nowak, Magdalena Ignaciuk-Rakowska, Martyna Całusińska, Aleksandra Doligalska

Sprzedaż: Tomasz Nowiński, Małgorzata Pokrywka, Patrycja Talaga

E-commercei IT: Tomasz Wójcik, Szymon Hagno, Marta Tabiś, Marcin Mendelski, Jan Maślanka, Anna Rasiewicz

Administracja: Monika Czekaj, Anna Bosowiec

Finanse: Karolina Żak

Zarząd: Przemysław Romański, Łukasz Kuśnierz, Michał Rędziak

www.wsqn.pl

www.sqnstore.pl

www.labotiga.pl

Spis treści

Okładka

Strony tytułowe

Dedykacja

Księga Pierwsza

1

Punkty orientacyjne

Spis treści