Wierszyki z krainy muzyki - Narloch Jakub - ebook

Wierszyki z krainy muzyki ebook

Narloch Jakub

0,0

Opis

„Wierszyki z krainy muzyki” to zbiór zabawnych historyjek dla najmłodszych, które wprowadzają w czarodziejską krainę poezji i rozbudzają wyobraźnię. Dzięki nim każdy młody człowiek pozna tajemniczy świat muzyki, a w nim różne instrumenty – zarówno współczesne, jak i zapomniane. Akordeon, Dudy, Rożek, Bałałajka, Bęben, Cymbały, Fujarka, Nuty, Fortepian, Gitara, Tam-Tam i Trąbka są głównymi bohaterami, z którymi mali czytelnicy wraz z rodzicami przeżyją fascynujące przygody i wyruszą w niezwykłą podróż po krainie muzyki. W tym bajkowo-muzycznym świecie wszystko jest możliwe!

Kto chce poznać dziś krainę,

W której żyją rytmy, dźwięki,

Niech nadstawi ucho swoje,

Biorąc książkę tę do ręki

Instrumenty w tej Krainie

Mają swoje własne sprawy,

Mówią swoim własnym głosem.

Czy nie jesteś już ciekawy?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 13

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

AKORDEON

Na południu pięknej Francji,

która słynie z elegancji,

była sobie wioska mała,

a w niej bieda wciąż piszczała.

 

Choć w złym tonie narzekanie

było tu dla wszystkich ludzi,

to nikt biedy tu nie lubił,

że ich rano co dzień budzi.

 

Żył tam młody Akordeon,

co jadł sery i bagietki,

gdy zasiadał do kolacji,

na kolanach kładł serwetki.

 

Uśmiechnięty chodził zawsze,

więc miał zęby na widoku,

sam natomiast był koślawy,

jak się go widziało z boku.

 

Choć w kieszeni nie brzęczały

mu dukaty ani złoto,

starał się wyglądać dobrze,

gdy nad morze szedł piechotą.

 

Dbał, by guzik przy guziku

był zapięty jak należy,

bo miłości swojej szukał,

a w swe szczęście ciągle wierzył.

 

Po kolacji zawsze solo

musiał wybrać się na molo.

W kruczoczarnym swoim stroju

w romantycznym był nastroju.

 

– To śpiew mew

czy morskie fale?

 

Choć znał dźwięk ten doskonale,

nie mógł zgadnąć, co takiego

słyszy tutaj dnia każdego.

Wracał wolno sam do domu,

nie poznawszy tajemnicy,

nucił coś pod nosem, gubiąc

resztę wiary na ulicy.

 

Aż tu nagle, dnia któregoś,

gdy na molo stał zgarbiony,

tracąc oddech, prawie zemdlał,

swoją myślą zaskoczony!

 

– Czy to twój głos słyszę, Biedo?

Czy to ty mnie ciągle wołasz?

 

I zaciągnął się powietrzem.

– Teraz umknąć mi nie zdołasz!

 

Wszyscy ze swych domów wyszli,

choć to była późna pora.

– Akordeon połknął Biedę!

– Już nie dręczy nas ta zmora!

 

Ludzie wzięli się do pracy

i pijają wciąż szampany,

jeżdżą własnym mercedesem,

lecą gdzieś aeroplanem.

 

Są bogaci i szczęśliwi,