Wiedeń 1683 - Podhorodecki Leszek - ebook

Wiedeń 1683 ebook

Podhorodecki Leszek

0,0
35,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

To klasyczna, popularna monografia bitwy wiedeńskiej, stoczonej z 12 września 1683 roku ‒największego starcia, w którym wzięły udział wojska Rzeczypospolitej szlacheckiej. Zakończyła się ona błyskotliwym zwycięstwem sił sprzymierzonych pod dowództwem króla polskiego Jana III Sobieskiego nad Turkami oblegającymi Wiedeń, stolicę cesarstwa Habsburgów. O wyniku przesądziła śmiała szarża polskich chorągwi husarskich i pancernych, które zdobyły wrogi obóz.

Autorem książki jest prof. Leszek Podhorodecki (1934‒2000), wybitny historyk, specjalista od dziejów Polski w XVII wieku i wojskowości staropolskiej. Stworzył on barwny i poruszający obraz kampanii wiedeńskiej: wielkiej wyprawy wojowniczego wezyra Kara Mustafy, który marzył o triumfie islamu nad chrześcijaństwem; zagonów tureckich i tatarskich pustoszących ziemie habsburskie; oblężenia Wiednia, który był bliski upadku; strachu opinii europejskiej, która upatrywała w tych zmaganiach ostatniej szansy na ocalenie europejskiej kultury przed Turkami, wreszcie o polskiej odsieczy błyskawicznie zorganizowanej przez Sobieskiego i ostatecznej wiktorii.

Ta opowieść o burzliwym XVII-wiecznym świecie wojen wciągnie każdego czytelnika zainteresowanego przełomowymi momentami dziejów Europy i świata.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wstęp

W 1983 r. obcho­dzi­li­śmy w kraju trzech­set­let­nią rocz­nicę zwy­cię­stwa pod Wied­niem, zwy­cię­stwa, które naj­bar­dziej w histo­rii roz­sła­wiło oręż pol­ski w Euro­pie i obok Grun­waldu naj­sil­niej utkwiło w świa­do­mo­ści całego narodu. Do dzi­siaj obecna jest wśród nas pamięć tej sław­nej bata­lii, zwłasz­cza gdy zwie­dzamy w muze­ach bogate zbiory sztuki Wschodu sta­no­wiące w znacz­nym stop­niu zdo­bycz wojsk pol­skich pod Wied­niem. Liczna rze­sza naszych tury­stów odwie­dza­ją­cych sto­licę Austrii natra­fia rów­nież na ślady pamięt­nej bitwy, gdy pełna wra­żeń po obej­rze­niu mia­sta zatrzyma się na chwilę w kościółku św. Józefa na Kah­len­bergu, spod któ­rego nie­gdyś Jan III Sobie­ski kie­ro­wał walką wojsk sprzy­mie­rzo­nych.

Na temat bitwy wie­deń­skiej pisało wielu pol­skich histo­ry­ków i lite­ra­tów, sporo swych dzieł poświę­cili jej mala­rze i rzeź­bia­rze. Nic w tym dziw­nego! Prze­cież bitwa ta na całe wieki prze­są­dziła losy Europy Środ­ko­wej i Wschod­niej. Zapo­cząt­ko­wała zmierzch i upa­dek mocar­stwo­wego dotąd Impe­rium Osmań­skiego, przy­czy­niła się do wyzwo­le­nia ludów bał­kań­skich z nie­woli turec­kiej, otwo­rzyła drogę do roz­woju potęgi pań­stwa Habs­bur­gów, awan­su­ją­cego szybko do roli czo­ło­wego mocar­stwa euro­pej­skiego. Stwo­rzyła też warunki do umoc­nie­nia pozy­cji Rosji nad Morzem Czar­nym.

Zwy­cię­stwo wie­deń­skie było ostat­nim wiel­kim suk­ce­sem chy­lą­cej się już ku upad­kowi Rze­czy­po­spo­li­tej szla­chec­kiej, która wpraw­dzie odzy­skała dzięki niemu po latach Ukra­inę i Podole, utra­cone na rzecz Tur­cji w 1672 r., ale nie była w sta­nie wycią­gnąć więk­szych korzy­ści dla sie­bie i nie potra­fiła roz­sze­rzyć swych wpły­wów na Bał­ka­nach, o czym marzyli od dawna kró­lo­wie pol­scy i wybitni mężo­wie stanu. W póź­niej­szych latach upadku, zabo­rów i oku­pa­cji pamięć Wied­nia mobi­li­zo­wała naród do walki z cie­mięż­cami, doda­jąc mu otu­chy, a postać Jana III uro­sła do sym­bolu rycer­skich cnót Pola­ków.

Przez dłu­gie lata miesz­kańcy sto­licy Austrii pamię­tali o swych wybaw­cach, a i dzi­siaj wła­dze Wied­nia nie zapo­mniały o chlub­nej roli wojsk koron­nych w bitwie. Dla­tego w powo­ła­nym przed laty do życia komi­te­cie obchodu trzech­set­nej rocz­nicy bitwy wie­deń­skiej zna­leźli się przed­sta­wi­ciele Pol­ski, a w sto­licy Austrii sta­nął pomnik Jana III Sobie­skiego.

„W Rzymie mają być stajnie Sułtana!”

„Pady­szach-gazi jego­mość (tj. suł­tan), który zimę tę (1681/1682) spę­dził w Adria­no­polu, posta­no­wił, iż na wio­snę przy­szłego roku odbę­dzie sam we wła­snej oso­bie monar­szą wyprawę na cesa­rza nie­miec­kiego, ponie­waż na pogra­nicz­nych tere­nach pań­stwa muzuł­mań­skiego pobu­do­wał zamki i palanki (tj. małe twier­dze drew­niane – L. P.) oraz siał wielki zamęt, wybi­ja­jąc nie­ustan­nie tam­tej­szą lud­ność i gra­biąc jej mie­nie – pisał turecki kro­ni­karz Silah­dar Meh­med aga z Fyn­dy­kły. – We czwar­tek dru­giego mie­siąca sza­buna (6 sierp­nia – L. P.) za sprawą dostoj­ni­ków pań­stwa pełne świet­no­ści buń­czuki suł­tań­skie zostały tedy wynie­sione i zatknięte przed Bramą Szczę­ścia*”1.

Decy­zja o roz­po­czę­ciu wojny prze­ciw Austrii nie sta­no­wiła dla Europy zasko­cze­nia. Już od połowy XVII w. w poli­tyce Tur­cji wobec sąsia­dów wzro­sły ten­den­cje agre­sywne. Po kil­ku­let­nim okre­sie anar­chii i wewnętrz­nego roz­kładu pań­stwa za pano­wa­nia cho­rego i nie­udol­nego Ibra­hima I (1640–1648) nastą­pił okres sta­bi­li­za­cji wła­dzy cen­tral­nej pod rzą­dami suł­tanki Tur­han, kie­ru­ją­cej pań­stwem w imie­niu mało­let­niego Meh­meda IV, zwa­nego póź­niej Avci, tj. Myśliwy (pano­wał w latach 1648–1687).

W 1656 r. powo­łała ona na urząd wiel­kiego wezyra 75-let­niego Albań­czyka, Meh­meda paszę Köprülü, wpraw­dzie czło­wieka gmin­nego pocho­dze­nia, ale zna­nego z wiel­kiego rozumu, ener­gii i doświad­cze­nia. Uzy­skał on tak sze­ro­kie kom­pe­ten­cje, że zdo­był fak­tycz­nie wła­dzę dyk­ta­tor­ską. Meh­med pasza Köprülü upo­rząd­ko­wał sto­sunki w woj­sku i przy­wró­cił dys­cy­plinę, zapro­wa­dził porzą­dek w sto­licy, zapew­nił bez­pie­czeń­stwo w całym pań­stwie. Uczy­nił to za pomocą dra­stycz­nych metod: doko­nał licz­nych egze­ku­cji wśród opor­nych dostoj­ni­ków i wiel­mo­żów. Z tego powodu doszło do jaw­nego buntu wiel­kich feu­da­łów przy­zwy­cza­jo­nych do bez­kar­no­ści i samo­woli.

Na czele opo­zy­cji sta­nął bej­ler­bej* Aleppo (dziś Haleb w pół­nocno-zachod­niej Syrii), Abaza Hasan pasza. Suł­tan nie zgo­dził się na żąda­nie odsu­nię­cia od wła­dzy wszech­wład­nego Albań­czyka, a wezwany na pomoc syn wiel­kiego wezyra, Fazyl (tj. Oświe­cony) Ahmed pasza, zła­mał nie­ba­wem opór wiel­mo­żów i poj­mał ich przy­wódcę, który oddał głowę pod topór kata.

Po śmierci Meh­meda paszy Köprülü (1661) na urząd wiel­kiego wezyra powo­łany został zgod­nie z wolą ojca 27-letni Fazyl Ahmed pasza, czło­wiek sta­ran­nie wykształ­cony i nieco łagod­niej­szy, sła­bego jed­nak cha­rak­teru, co uwi­docz­niło się w skłon­no­ści do pijań­stwa, które zapewne przy­czy­niło się do jego przed­wcze­snego zgonu w 1676 r. Mało ener­giczny suł­tan zado­wo­lony był z rzą­dów rodu Köprülüch, zwol­niony bowiem został fak­tycz­nie ze wszyst­kich poważ­niej­szych obo­wiąz­ków pań­stwo­wych i mógł spo­koj­nie zaj­mo­wać się ulu­bio­nym myśli­stwem. Dla­tego na urząd wiel­kiego wezyra powo­łał 4 listo­pada 1676 r. szwa­gra Fazyla Ahmeda paszy i dotych­cza­so­wego jego kaj­ma­kana, tj. zastępcę, a od 1660 r. namiest­nika Syli­strii – Kara (tj. Czar­nego) Mustafę paszę z Merzi­fonu, małego mia­steczka ana­to­lij­skiego. Nowy wielki wezyr

Za rzą­dów wezy­rów z rodu Köprülüch został zapro­wa­dzony ład w pań­stwie i roz­po­częto nową eks­pan­sję w Euro­pie Środ­ko­wej. „Dla Meh­meda IV i dla wezy­rów z rodu Köprülüch wyprawa wojenna miała być zara­zem pana­ceum na bolączki wewnętrzne, miała zaspo­koić cią­głe pre­ten­sje wojsk najem­nych (raczej zacięż­nych – L. P.) o pod­wyżkę żołdu, dostar­czyć łupu dla jan­cza­rów, seg­ba­nów i mar­to­lo­sów (rodzaje wojsk turec­kich – L. P ), skar­bów do pustej kasy suł­tań­skiej. Miała zabły­snąć mitem nie­zwy­cię­żal­no­ści pań­stwa osmań­skiego, natchnąć nową wiarą tych, co popa­dli w zwąt­pie­nie w powo­dze­nie «świę­tej wojny»”2.

Jesz­cze za pano­wa­nia Ibra­hima I Turcy roz­po­częli wojnę z Wene­cją o Kretę i Morze Egej­skie. Począt­kowo suk­cesy odno­sili Wene­cja­nie, któ­rych flota opa­no­wała morze, zajęła wiele wyse­pek i dotarła do przy­lądka Gal­li­poli w Cie­śni­nie Dar­da­nel­skiej. Nie­ba­wem Turcy prze­szli do prze­ciw­u­de­rze­nia i 24 czerwca 1645 r. wysa­dzili na Kre­cie 50-tysięczną armię. Po zacię­tych wal­kach, 14 listo­pada zdo­była ona twier­dzę Rethim­non, a 5 maja 1648 r. zna­la­zła się pod Kan­dią (Ira­klion), gdzie doszło do dłu­go­trwa­łych walk. Cho­ciaż dzia­ła­nia wojenne nie­ba­wem ustały na dłuż­szy okres, to jed­nak Turcy w 1649 r. odrzu­cili wenec­kie pro­po­zy­cje poko­jowe. Gdy wła­dzę w Impe­rium Osmań­skim objął Meh­med pasza Köprülü, wzno­wiono dzia­ła­nia prze­ciw Repu­blice św. Marka. Flota turecka roz­bu­do­wana w szyb­kim tem­pie przez wiel­kiego wezyra wyparła okręty wenec­kie z Morza Egej­skiego i zdo­była kilka wysp. Latem 1666 r. Fazyl Ahmed pasza wylą­do­wał z potężną armią na Kre­cie i ponow­nie przy­stą­pił do oblę­że­nia Kan­dii, którą po zacię­tych sztur­mach Turcy osta­tecz­nie zdo­byli 29 sierp­nia 1669 r.3

Dopiero po opa­no­wa­niu pra­wie całej wyspy Porta przy­stała na pokój, potwier­dza­jący jej zwy­cię­stwo oraz zapew­nia­jący zdo­by­cze tery­to­rialne na Morzu Egej­skim. Wene­cji pozo­sta­wiono na Kre­cie tylko trzy nie­wiel­kie porty na wybrzeżu pół­noc­nym. Nato­miast nie została zała­twiona kwe­stia gra­nicy turecko-wenec­kiej w Dal­ma­cji, gdzie docho­dziło do incy­den­tów zbroj­nych mię­dzy obu pań­stwami. Spór o te zie­mie zała­twiono dopiero w dwa lata póź­niej, tj. w 1671 r.

Jesz­cze się nie skoń­czyła wojna z Wene­cją, a już w 1661 r. wybu­chła wojna z Austrią spo­wo­do­wana dłu­go­trwa­łym spo­rem o Węgry i Sied­mio­gród. Pro­te­stancki i nie­pod­le­gło­ściowy odłam szlachty węgier­skiej od dawna bun­to­wał się prze­ciw nie­to­le­ran­cyj­nej i antywęgier­skiej poli­tyce Habs­bur­gów. Nie­jed­no­krot­nie zwra­cał się o pomoc do Tur­cji. Głów­nym powo­dem zadraż­nie­nia był tym razem Sied­mio­gród, w któ­rym od dawna krzy­żo­wały się wpływy turec­kie i habs­bur­skie. Meh­med pasza Köprülü usu­nął z tronu nie­po­słusz­nego len­nika, księ­cia Jerzego II Rako­czego, sojusz­nika Karola X Gustawa w okre­sie „potopu”. Tron po nim objął powolny Tur­kom Akos Barc­say.

Po nie­uda­nej pró­bie odzy­ska­nia wła­dzy i śmierci Jerzego II Rako­czego pre­ten­sje do tronu sied­mio­grodz­kiego wysu­nął wódz poko­na­nego księ­cia, János Kemény, który przy pomocy cesa­rza Leopolda I poko­nał Akosa Barc­saya i zdo­był wła­dzę. Turcy zde­cy­do­wali się wtedy na inter­wen­cję, roz­gro­mili Keme­ny­ego oraz posił­ku­jące go oddziały austriac­kie i osa­dzili na tro­nie posłusz­nego im Michała Apa­fiego I.

W ten spo­sób doszło do wybu­chu wojny turecko-austriac­kiej. Dwór wie­deń­ski oskar­żył o jej spro­wo­ko­wa­nie przy­wódcę opo­zy­cji węgier­skiej, magnata chor­wac­kiego Miko­łaja Zri­ny­iego, który zmie­rzał do odno­wie­nia Kró­le­stwa Węgier­skiego, nie­za­leż­nego zarówno od Stam­bułu, jak i od Wied­nia. W 1651 r. Zri­nyi opra­co­wał plan wojny wyzwo­leń­czej spod jarzma Impe­rium Osmań­skiego.

Od początku dzia­łań wojen­nych Turcy odno­sili suk­cesy, zdo­by­wa­jąc wiele twierdz i mocno ufor­ty­fi­ko­wa­nych miast, np.: Újvár (dziś Nowe Zamki w Sło­wa­cji), Wielki Wara­dyn (dziś rum. Ora­dea), Novi­grad (Nógrad w Istni), Nitrę. Atak turecki został powstrzy­many naj­pierw przez Miko­łaja Zri­ny­iego. Masze­ru­jąc wzdłuż biegu Raby, Turcy dotarli póź­niej do miej­sco­wo­ści Szentgotthárd, gdzie napo­tkali 60-tysięczną armię austriacko-nie­miecko-fran­cu­ską pod dowódz­twem sław­nego mar­szałka cesar­skiego Raj­munda Mon­te­cuc­co­lego. Natar­cie ponad 100-tysięcz­nej armii osmań­skiej Fazyla Ahmeda paszy Köprülü zakoń­czyło się nie­po­wo­dze­niem i po kil­ku­dnio­wych wal­kach (1–6 VIII 1664 r.) Turcy roz­po­częli odwrót, stra­ciw­szy w bitwie 6000 ludzi.

Austriacy nie wyko­rzy­stali suk­cesu i nie prze­szli do natar­cia. Dwór wie­deń­ski w oba­wie, by suk­cesy na Węgrzech nie wzmoc­niły sił opo­zy­cji anty­habs­bur­skiej, posta­no­wił wyco­fać się z wojny. 10 sierp­nia w Vasvár nie­da­leko Wied­nia pod­pi­sano układ poko­jowy, pozo­sta­wia­jący w rękach Tur­ków Újvár i Novi­grad. Inne mia­sta, jak np. Wielki Wara­dyn i Nitrę Turcy oddali Austria­kom, któ­rzy w zamian wyrze­kli się mie­sza­nia w sprawy Sied­mio­grodu, uzna­nego za strefę wpły­wów Porty. Ponadto Austriacy wypła­cili Tur­cji 200 tysięcy czar­nych gro­szy tytu­łem odszko­do­wa­nia wojen­nego. Porta ze swej strony obie­cała nie popie­rać opo­zy­cji anty­habs­bur­skiej na Węgrzech.

Led­wie prze­brzmiały echa wystrza­łów na Węgrzech i na Kre­cie, a już doszło do nowego kon­fliktu, tym razem z Pol­ską. „Skie­ro­wa­nie ostrza eks­pan­sji turec­kiej na prze­ło­mie lat sześ ćdzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych XVII w. ku pół­nocy nie może być roz­pa­try­wane tylko w kon­tek­ście czy­sto teo­re­tycz­nej i prak­tycz­nej kon­cep­cji Köprülüch (tj. poli­tyki eks­pan­sji – L. P.) Nie można bowiem zapo­mi­nać o tym, że zakoń­cze­nie wojny mię­dzy Rze­czą­po­spo­litą a Rosją, z wyraź­nymi ten­den­cjami do prze­kształ­ce­nia rozejmu z 30 stycz­nia 1667 r.* w rozejm anty­mu­zuł­mań­ski, stwa­rzało bez­po­śred­nią i nie­wąt­pli­wie realną groźbę nie tylko dla pla­nów turec­kich na pół­noc od Morza Czar­nego, ale i dla bez­pie­czeń­stwa samego Impe­rium Osmań­skiego, przede wszyst­kim zaś Cha­natu Krym­skiego. Stała groźba anty­tu­rec­kiej ligi cesa­rza, papieża i Wene­cji powięk­szona została przez moż­li­wość utwo­rze­nia u pół­nocnych gra­nic pań­stwa suł­tań­skiego nowego przy­mie­rza skie­ro­wa­nego prze­ciw Por­cie. Jest rze­czą oczy­wi­stą, że Tur­cja nie mogła przy­glą­dać się temu obo­jęt­nie. Wtedy zapewne zro­dziła się kon­cep­cja wojny z Pol­ską i Rosją, oczy­wi­ście z każ­dym z tych państw oddziel­nie”4.

Za pre­tekst do wojny z Pol­ską posłu­żył Tur­kom fakt pod­da­nia się pod wła­dzę suł­tana Koza­ków zapo­ro­skich het­mana Pio­tra Doro­szenki (1669), roz­cza­ro­wa­nych podzia­łem Ukra­iny mię­dzy Pol­skę i Rosję oraz łudzą­cych się, że przy pomocy Porty uda im się odtwo­rzyć pań­stwo ukra­iń­skie. Najazd turecki na nie przy­go­to­waną do wojny Rze­czą­po­spo­litą w 1672 r. zakoń­czył się peł­nym suk­ce­sem Osma­nów. 28 sierp­nia padł Kamie­niec Podol­ski, a 16 paź­dzier­nika zawarty został pokój w Bucza­czu, na mocy któ­rego Tur­cja zatrzy­my­wała Podole i pod­le­głą Pol­sce część Ukra­iny. Rzecz­po­spo­lita spa­dła do roli len­nika suł­tana i miała wypła­cać haracz w wyso­ko­ści 22 tysięcy zło­tych rocz­nie.

Sejm jed­nak nie zatwier­dził hanieb­nych warun­ków układu i zade­cy­do­wał kon­ty­nu­owa­nie wojny, uchwa­la­jąc wyso­kie podatki na woj­sko. Na jego czele sta­nął het­man wielki koronny Jan Sobie­ski, który 11 listo­pada 1673 r. roz­gro­mił Tur­ków pod Cho­ci­miem. To wspa­niałe zwy­cię­stwo zapew­niło nie­ba­wem koronę Sobie­skiemu, nie zabez­pie­czyło jed­nak kraju przed dal­szymi najaz­dami Tur­ków.

Wio­sną 1674 r. przed pała­cem suł­tań­skim znowu zatknięto buń­czuki ozna­cza­jące nową kam­pa­nię. Tym razem nawała turecka skie­ro­wała się prze­ciw Rosji. Suł­tan chciał jej ode­brać Ukra­inę pra­wo­brzeżną, zajętą uprzed­nio przez woj­ska car­skie. Słaba armia rosyj­ska pra­wie bez walki wyco­fała się za Dniepr. Jan III nie dał się zwieść turec­kim obiet­ni­com roko­wań i zapro­po­no­wał Rosji współ­dzia­ła­nie. Zda­wał sobie sprawę, że po klę­sce Rosji nastą­piłby kolejny atak na Rzecz­po­spo­litą.

Gdy dowo­dzona przez króla armia pol­ska usi­ło­wała wyjść Tur­kom na tyły, ci roz­po­częli pospieszny odwrót. W ręce pol­skie dostała się wów­czas znaczna część Ukra­iny. Wio­sną 1675 r. w gra­nice Rze­czy­po­spo­li­tej wkro­czyła silna armia turecka. 24 sierp­nia Jan III roz­gro­mił pod Lwo­wem ordę tatar­ską, po czym ruszył prze­ciw głów­nym siłom nie­przy­ja­ciela oble­ga­ją­cym wów­czas dziel­nie bro­nioną Trem­bowlę. Uni­ka­jąc spo­tka­nia z nie­zwy­cię­żo­nym wodzem pol­skim, Turcy wyco­fali się za Dniestr. Ale w następ­nym roku znowu ude­rzyli na Pol­skę potęż­nymi siłami, dowo­dzo­nymi przez paszę Damaszku Szej­tana (tj. Sza­tana). Sobie­ski spo­tkał nie­przy­ja­ciela w warow­nym obo­zie pod Żóraw­nem i powstrzy­mał jego dal­szy marsz w dłu­go­trwa­łych wal­kach pozy­cyj­nych.

17 paź­dzier­nika 1676 r. pod­pi­sany został trak­tat poko­jowy. Rzecz­po­spo­lita uzy­skała zwol­nie­nie od hara­czu, nato­miast Kamie­niec Podol­ski, Ukra­ina i Podole pozo­stały przy Tur­cji. Ukra­ina zacho­wała kozacki samo­rząd, znaczna zaś część Podola prze­szła pod bez­po­średni zarząd turecki. Kościoły zamie­niono na meczety, a zie­mie porzu­cone przez zbie­głą do Pol­ski szlachtę przy­dzie­lono sipa­hom* jako lenna. Sto­licą pasza­łyku** osmań­skiego na zdo­by­tych tere­nach został Kamie­niec Podol­ski, zamie­niony wkrótce w potężną twier­dzę. W celu uło­że­nia osta­tecz­nych warun­ków pokoju wysłano w posel­stwie do Tur­cji woje­wodę cheł­miń­skiego Jana Gniń­skiego.

Teraz agre­sja Porty zwró­ciła się prze­ciw Rosji. Już latem 1677 r. ponad 80-tysięczna armia turecka wtar­gnęła na Ukra­inę moskiew­ską z zamia­rem opa­no­wa­nia jej, a zwłasz­cza głów­nych ośrod­ków miej­skich – Kijowa i Czeh­ry­nia. Na miej­sce Pio­tra Doro­szenki, który dostał się w ręce rosyj­skie, Turcy powo­łali na urząd het­mana Ukra­iny Jerzego Chmiel­nic­kiego, nie­udol­nego syna wiel­kiego wodza kozac­kiego – mario­netkę muzuł­mań­skich moco­daw­ców. W sierp­niu woj­ska turec­kie obie­gły Czeh­ryń, nie­ba­wem jed­nak ponio­sły klę­skę pod kuzy­nem i wyco­fały się z Ukra­iny. Porażka ta jesz­cze bar­dziej zmo­bi­li­zo­wała Tur­ków do walki, toteż gdy w Stam­bule poja­wił się poseł rosyj­ski z pro­po­zy­cją ukła­dów poko­jo­wych, zde­cy­do­wa­nie mu odmó­wiono przy­stą­pie­nia do roz­mów i dano do zro­zu­mie­nia, że Porta szy­kuje się do jesz­cze sil­niej­szego ude­rze­nia.

W lipcu 1678 r. nowa, wielka armia turecka, wsparta posił­kami tatar­skimi, moł­daw­skimi i woło­skimi, pod wodzą samego Kara Mustafy obie­gła Czeh­ryń. Po mie­siącu zacię­tych walk mia­sto wpa­dło w ręce Tur­ków. Klę­ska wojsk car­skich odbiła się wów­czas gło­śnym echem w całej Euro­pie. Podej­mo­wane przez Moskwę próby wcią­gnię­cia do wojny Pol­ski i Austrii nie powio­dły się. Sobie­ski bowiem zmie­nił wtedy kurs poli­tyki zagra­nicz­nej Rze­czy­po­spo­li­tej i usi­ło­wał odzy­skać Śląsk oraz Prusy, Austria nato­miast szy­ko­wała się do wojny z Fran­cją Ludwika XIV i nie myślała wcale wal­czyć na dwa fronty.

Ponie­waż osa­mot­niona Rosja nie mogłaby spro­stać prze­ży­wa­ją­cemu rene­sans swej potęgi Impe­rium Osmań­skiemu, dla­tego usi­ło­wała zakoń­czyć wojnę, zanim Tur­kom uda się osią­gnąć nowe suk­cesy mili­tarne. Pod­jęte z ini­cja­tywy moskiew­skiej roko­wa­nia z Kry­mem uwień­czane zostały trak­ta­tem rozej­mo­wym w Bak­czy­sa­raju, pod­pi­sa­nym 3 stycz­nia 1681 r. W marcu następ­nego roku raty­fi­ko­wał go Meh­med IV, co ozna­czało zakoń­cze­nie stanu wojny rów­nież z Tur­cją. Zawarty na 20 lat rozejm usta­lał jako linię gra­niczną mię­dzy obu pań­stwami rzekę Dniepr, pozo­sta­wia­jąc we wła­da­niu rosyj­skim Kijów z okrę­giem. Tereny mie­dzy Dnie­prem i Bohem miały być nie zasie­dloną pusty­nią, nato­miast Zapo­roże uznano za strefę turecką. W ten spo­sób gra­nice Impe­rium Osmań­skiego zostały jesz­cze bar­dziej prze­su­nięte na pół­nocny wschód i się­gały tak daleko, jak jesz­cze ni­gdy dotąd w histo­rii.

Uwaga Tur­cji zwró­ciła się teraz znowu w stronę Węgier. Zda­niem Węgrów haniebny pokój vasvárski wywo­łał wśród szlachty nową falę obu­rze­nia na dwór wie­deń­ski, któ­rego postę­po­wa­nie uwa­żano powszech­nie za zdradę. W tej sytu­acji nie­któ­rzy z panów węgier­skich znowu zaczęli szu­kać opar­cia w Tur­cji, cho­ciaż zda­wali sobie sprawę z nie­po­pu­la­mo­ści takiego kroku. Sam Miko­łaj Zri­nyi nie popie­rał tych pla­nów i sta­rał się powią­zać sprawę swego kraju z anty­habs­bur­ską poli­tyką Ludwika XIV, ale w trak­cie roko­wań z posłem fran­cu­skim zgi­nął nie­spo­dzie­wa­nie na polo­wa­niu. Po jego śmierci opo­zy­cją węgier­ską kie­ro­wał pala­tyn Ferenc Wesse­le­nyi, który zor­ga­ni­zo­wał spi­sek prze­ciw Habs­bur­gom. Spi­sek został wykryty, a jego przy­wódcy stra­ceni (sam Wesse­le­nyi zmarł wcze­śniej).

W oba­wie przed prze­śla­do­wa­niami tysiące ludzi schro­niły się w Sied­mio­gro­dzie, skąd w 1672 r. wtar­gnęły na teren Gór­nych Węgier, wsz­czy­na­jąc powszechne powsta­nie zbrojne. Od 1678 r. dowo­dził nim zdolny dyplo­mata i orga­ni­za­tor Eme­ryk Thököly, syn hr. Ste­fana, wła­ści­ciela znacz­nych mająt­ków ziem­skich na Węgrzech Gór­nych i w Sied­mio­gro­dzie, jed­nego z człon­ków spi­sku Wesse­le­ny­iego.

Po śmierci ojca w 1670 r. Eme­ryk Thököly zbiegł do Sied­mio­grodu i rychło wstą­pił w sze­regi wojsk powstań­czych, lecz ze względu na młody wiek nie od razu sta­nął na ich czele. „Nie­po­spo­lity ten pod każ­dym wzglę­dem czło­wiek zdo­łał skon­cen­tro­wać roz­pro­szone po całych Węgrzech oddziały powstań­cze, dotych­cza­sową walkę pod­jaz­dową prze­kształ­cić w regu­larną wojnę, tery­to­rial­nemu i moral­nemu roz­bi­ciu Węgier prze­ciw­sta­wić jed­no­lity plan poli­tyczny o kon­kret­nym celu i śmia­łych środ­kach dzia­ła­nia”5.

Powsta­nie węgier­skie spo­tkało się z życz­liwą postawą Tur­cji, cho­ciaż sam wezyr Fazyl Ahmed pasza prze­ciwny był otwar­tej inter­wen­cji, a także woju­ją­cej z Austrią Fran­cji i króla Jana III Sobie­skiego. Korzy­sta­jąc z zaan­ga­żo­wa­nia Habs­bur­gów w woj­nie z Fran­cją nad Renem (wojna Ludwika XIV z koali­cją państw euro­pej­skich w latach 1672–1679) powstańcy, zwani powszech­nie kuru­cami, zaczęli odno­sić poważne suk­cesy, co zmu­siło dwór wie­deń­ski do odwo­ła­nia poprzed­nich ostrych zarzą­dzeń, przy­wró­ce­nia samo­rządu sta­no­wego na Węgrzech i osła­bie­nia akcji anty­pro­te­stanc­kiej.

Thököly jed­nak nie uznał decy­zji cesar­skich i w dal­szym ciągu pro­wa­dził walkę, cho­ciaż stra­cił sporo zwo­len­ni­ków. Gdy po trak­ta­tach poko­jo­wych z koali­cją w Nym­we­gen, St. Ger­main i Fon­ta­ine­bleau w latach 1678–1679 Fran­cja prze­stała inte­re­so­wać się spra­wami węgier­skimi, a Jan Sobie­ski pogo­dził się z Wied­niem, Thököly został osa­mot­niony i w lipcu 1682 r. uznał się len­ni­kiem suł­tana. Za cenę 40 tysięcy tala­rów hara­czu rocz­nie uzy­skał tytuł kró­lew­ski i pro­tek­to­rat suł­tana w walce prze­ciw abso­lu­ty­zmowi Leopolda I.

Do związku z Impe­rium Osmań­skim skło­niła Węgrów w znacz­nej mie­rze sytu­acja w Sied­mio­gro­dzie, gdzie za cenę hara­czu lud­ność wszel­kich wyznań i naro­do­wo­ści miała pod opieką Porty liczne swo­body, a kul­tura węgier­ska i myśl poli­tyczna w niczym nie były skrę­po­wane. Już w 1677 r. Węgrzy usi­ło­wali prze­ku­pić Kara Mustafę sumą pię­ciu tysięcy tala­rów, ale poseł cesar­ski dał 30 tysięcy i odsu­nął na pewien czas inter­wen­cję turecką. Ale nie na długo! Chci­wość wiel­kiego wezyra była ogromna, toteż Thököly „posłał mu wielki mają­tek i dopiął swego”. Kara Mustafa wyjed­nał u suł­tana list przy­mierny* dla wodza powstań­ców węgier­skich. Ten czym prę­dzej wysłał swego posła do Tur­cji. „Zamy­dliw­szy wiel­kiemu wezy­rowi madziar­skim zło­tem oczy, przed­ło­żył mu i per­swa­do­wał sprawę ode­bra­nia i wyzwo­le­nia z rąk Niem­ców utra­co­nych przez się (tj. Węgrów) ziem Węgier Środ­ko­wych… wresz­cie zaś pro­sił o pewną liczbę woj­ska. Mimo tedy, że do końca pokoju újvárskiego (rozejmu w Vasvár – L. P.) pozo­stały jesz­cze dwa lata, (wielki wezyr) przez swą nie­szczę­sną chci­wość dopu­ścił się jed­nak zła­ma­nia ukła­dów”6.

Kro­ni­karz turecki twier­dzi, że Kara Mustafa był but­nym i chci­wym czło­wie­kiem, nie­wdzięcz­ni­kiem i zaro­zu­mial­cem, skłon­nym do awan­tur­ni­czych wojen. Prze­cią­gnąw­szy na swą stronę jan­cza­ragę*, wezyra Bekri Mustafę paszę, namó­wił go do zor­ga­ni­zo­wa­nia demon­stra­cji jan­cza­rów na rzecz wojny. Suł­ta­nowi oświad­czono na posie­dze­niu dywanu, że kor­pus jan­czar­ski woła: „Po cóż karmi nas pady­szach? Od tej bez­czyn­no­ści robią się z nas nie­zdary. My chcemy wojny, chcemy pójść i ode­brać od nie­przy­ja­ciela kufry nasze, co się zostały nad Rabą” (w prze­gra­nej bitwie 1664 r. – L. P.)7.

Sam suł­tan był prze­ciwny woj­nie, toteż Kara Mustafa uciekł się do pod­stępu, by pozy­skać go dla swo­ich pla­nów. Pogra­nicz­nym dostoj­ni­kom roz­ka­zał pisać listy do monar­chy ze skar­gami na gwałty ze strony Niem­ców oraz przy­słać świad­ków do Stam­bułu, by potwier­dzili wia­ry­god­ność tych rela­cji. „W końcu sku­sił pady­sza­cha niby sza­tan. W swej żar­li­wo­ści i poczu­ciu honoru szach (tj. suł­tan) zawrzał i zapa­łał (gnie­wem), a potem posta­no­wił pod­jąć wyprawę i zaczął ścią­gać woj­sko”8. Decy­zja o woj­nie zapa­dła na wiel­kiej radzie w Top­kapi Sarayu 6 sierp­nia 1682 r.

Zrzu­ce­nie winy za wywo­ła­nie wojny na samego Kara Mustafę byłaby jed­nak zbyt­nim uprosz­cze­niem sprawy, za wiel­kim wezy­rem stały bowiem koła dwor­skie i wielcy feu­da­ło­wie, zain­te­re­so­wani poli­tyką eks­pan­sji.

Na próżno poseł cesar­ski Albrecht Caprara sta­rał się utrzy­mać pokój. 9 kwiet­nia 1682 r. roz­ma­wiał na audien­cji z Meh­me­dem IV, 22 kwiet­nia kon­fe­ro­wał z Kara Mustafą, ale roko­wa­nia te nie dały rezul­tatu. W ostat­niej chwili Caprara sta­rał się jesz­cze odwró­cić nie­bez­pie­czeń­stwo od Austrii i skie­ro­wać agre­sję turecką w inną stronę. „Z wszyst­kiego, co mi jest wia­do­mem – pisał cynicz­nie 6 lipca do cesa­rza – sądzę, że byłoby moż­liwe za cenę poważ­nej sumy pie­nięż­nej odsu­nąć od nas wojnę i skie­ro­wać ją na Pol­skę”9. Ale w Stam­bule wkrótce zapa­dła już decy­zja o kie­runku agre­sji. 21 grud­nia 1682 r. Caprara został więc przy­pro­wa­dzony przed obli­cze jan­cza­ragi. Oświad­czono mu, że jeśli nie zosta­nie wydana Tur­kom twier­dza Jawa­ryn (dziś Györ na Węgrzech), to doj­dzie do wojny. Poseł odpo­wie­dział, że zamek można zdo­być tylko za pomocą sza­bli, a nie przez roko­wa­nia.

Odmowa wyda­nia Jawa­ryna, zupeł­nie zro­zu­miała z racji jego zna­cze­nia dla Austrii, ozna­czała więc wojnę. 2 stycz­nia 1683 r. jesz­cze raz wysta­wiono buń­czuki przed pała­cem suł­tana w Stam­bule. Ze strony turec­kiej wojnę miał pro­wa­dzić nie tyle suł­tan, co Kara Mustafa, o któ­rym jeden z wenec­kich obroń­ców Kan­dii wyra­ził się, iż „nie zazna spo­koju, dopóki bazy­liki św. Pio­tra (w Rzy­mie) nie prze­robi na staj­nie suł­tana”10.

Po zdo­by­ciu Kon­stan­ty­no­pola cesa­rze tureccy uwa­żali się za następ­ców cesa­rzy bizan­tyj­skich i marzyli o odbu­do­wie Impe­rium Rzym­skiego pod swoim pano­wa­niem. Dla­tego przez dłu­gie lata odma­wiali Habs­bur­gom prawa do tytułu cesar­skiego i trak­to­wali ich jako głów­nych prze­ciw­ni­ków w reali­za­cji swych dale­ko­sięż­nych pla­nów.

Marze­nia Kara Mustafy o zdo­by­ciu Rzymu podzie­lała cała ekipa rzą­dząca w Stam­bule. W Euro­pie zda­wano sobie dobrze sprawę z turec­kich zamia­rów. Świad­czy o tym naj­le­piej utwór współ­cze­snego wypad­kom poety dubrow­nic­kiego Petara Kana­ve­lo­vi­cia pt. Pje­san sla­vnomu kralju poljačkomu Ivanu Sobie­ski, Tur­ska pre­do­bit­niku i Beća obra­ni­telju (Pieśń sław­nemu kró­lowi pol­skiemu Janowi Sobie­skiemu, pogromcy Tur­ków i obrońcy Wied­nia), w któ­rym autor wkłada w usta suł­tana obiet­nicę, że po zdo­by­ciu Rzymu przez Tur­ków nakarmi swego rumaka przed ołta­rzem w bazy­lice św. Pio­tra.

Czy jed­nak Impe­rium Osmań­skie było na tyle potężne, by suł­tan mógł zre­ali­zo­wać aż tak dale­ko­siężne zamiary?

W dru­giej poło­wie XVII w. Tur­cja osią­gnęła naj­więk­sze w histo­rii roz­miary tery­to­rialne. Opa­no­wała wschod­nią część basenu Morza Śród­ziem­nego, zawład­nęła Maro­kiem, wybrze­żami dzi­siej­szej Ery­trei, Oma­nem, Azer­bej­dża­nem, zachod­nim Ira­nem, zdo­była sobie enklawy w Indiach, roz­sze­rzyła gra­nice na Ukra­inie. Pod jej wła­dzą znaj­do­wał się cały Pół­wy­sep Bał­kań­ski, Azja Mniej­sza, Bli­ski Wschód, kraje Magh­rebu, pół­nocne i wschod­nie wybrzeże Morza Czar­nego, Kau­kaz i odle­gły Jemen. Ogromne pań­stwo obej­mo­wało w sumie ponad 6 min km2 i liczyło około 30 min miesz­kań­ców, a więc znacz­nie wię­cej niż naj­lud­niej­sza wów­czas w Euro­pie Fran­cja (ok. 20 min). Potęga mili­tarna Impe­rium Osmań­skiego od dawna budziła postrach u wszyst­kich sąsia­dów, a dochody skarbu Porty prze­wyż­szały znacz­nie dochody każ­dego pań­stwa euro­pej­skiego, Pol­ski zaś kil­ku­na­sto­krot­nie. Mimo to świet­ność Tur­cji była już tylko pozorna, kryła w sobie zna­miona przy­szłego upadku!

W ciągu XVI w. Tur­cja osią­gnęła szczyt potęgi i we wszyst­kich woj­nach kro­czyła od zwy­cię­stwa do zwy­cię­stwa. Ale już pod koniec tego stu­le­cia weszła w tzw. epokę sta­gna­cji i zna­la­zła się u schyłku świet­no­ści. W ciągu XVII w. wystą­piły wyraź­nie pierw­sze objawy kry­zysu, widoczne szcze­gól­nie w stale postę­pu­ją­cej dewa­lu­acji pie­nią­dza i rosną­cym defi­cy­cie skarbu suł­tań­skiego, zmniej­sza­ją­cych się docho­dach z han­dlu, łupów wojen­nych i hara­czu, ścią­ga­nego od kra­jów zależ­nych. Jed­no­cze­śnie stale rosły wydatki pań­stwowe, zwłasz­cza na woj­sko, zaczęły wystę­po­wać różne zja­wi­ska nega­tywne, jak np. kup­cze­nie sta­no­wi­skami i urzę­dami, bunty chłop­skie wywo­łane rosną­cym uci­skiem spo­łecz­nym, sze­rze­nie się anar­chii feu­dal­nej oraz upa­dek bez­pie­czeń­stwa na dro­gach i szla­kach han­dlo­wych, wzrost zbój­nic­twa i inne. Wła­dze cen­tralne tra­ciły auto­ry­tet, a lokalna admi­ni­stra­cja sta­wała się coraz bar­dziej nie­za­leżna od sto­licy. Doszło do ogól­nego upadku dys­cy­pliny, co osła­biało spraw­ność dzia­ła­nia nie­za­wod­nej dotąd admi­ni­stra­cji.

Stop­niowo nara­stał kry­zys w rol­nic­twie pozba­wia­jący skarb pań­stwa źró­deł dochodu. W Impe­rium Osmań­skim utrwa­lił się sys­tem len­nego wła­da­nia zie­mią. Majątki: timary – o nie­wiel­kiej lub śred­niej docho­do­wo­ści, zia­mety – o dużej docho­do­wo­ści i hass – spe­cjalne o naj­wyż­szej docho­do­wo­ści, przy­dzie­lane były zasłu­żo­nym żoł­nie­rzom, dowód­com, dostoj­ni­kom pań­stwa i rodzi­nie panu­ją­cego. Wła­da­jący tymi len­nami feu­da­ło­wie nie byli dzie­dzicz­nymi wła­ści­cie­lami ziemi, for­mal­nie nale­żały one do suł­tana, fak­tycz­nie zaś do upra­wia­ją­cych je chło­pów. Postę­pu­jący stop­niowo kry­zys sys­temu len­nego, wyni­kły z ogól­nego zastoju gospo­dar­czego i spadku docho­dów z rol­nic­twa, spo­wo­do­wał: zmniej­sze­nie się zain­te­re­so­wa­nia sipa­hów swo­imi dzier­ża­wami, porzu­ca­nie ich, prze­no­sze­nie się do miast lub innych regio­nów kraju, uchy­la­nie się od służby woj­sko­wej.

Wobec zmniej­sza­ją­cych się docho­dów wła­dze Porty zaczęły sys­te­ma­tycz­nie zwięk­szać wymiary podat­ków, co w kon­se­kwen­cji pro­wa­dziło czę­sto do ruiny gospo­darstw chłop­skich. Rezul­ta­tem takiej poli­tyki były bunty chłop­skie, masowe zbie­go­stwo do miast lub w inne regiony kraju, wylud­nia­nie się bar­dziej wyzy­ski­wa­nych pro­win­cji.

Rów­nież rze­mio­sło, zor­ga­ni­zo­wane w prze­sta­rzały już sys­tem cechowy, zna­la­zło się w zastoju. Nie­ko­rzyst­nie oddzia­ły­wało na pro­duk­cję ogólne roz­przę­że­nie w pań­stwie, ucisk i nad­uży­cia ze strony wiel­mo­żów, brak poczu­cia pew­no­ści i pra­wo­rząd­no­ści. Cia­snota rynku wewnętrz­nego ogra­ni­czała moż­li­wo­ści zbytu wyro­bów rze­mio­sła, a rosnąca kon­ku­ren­cja ze strony towa­rów fran­cu­skich, angiel­skich, holen­der­skich i wło­skich pro­wa­dziła do wypie­ra­nia rodzi­mej pro­duk­cji. Impe­rium Osmań­skie stop­niowo sta­wało się dla bar­dziej roz­wi­nię­tych państw Europy typo­wym ryn­kiem kolo­nial­nym, dostar­cza­ją­cym surow­ców w zamian za gotowe wyroby, a dystans dzie­lący poziom gospo­darki turec­kiej od euro­pej­skiej nie­ustan­nie się powięk­szał. W pro­duk­cji rze­mieśl­ni­czej wyją­tek sta­no­wiły: tkac­two, gar­bar­stwo i prze­mysł zbro­je­niowy, roz­wi­ja­jące się w dal­szym ciągu pomyśl­nie i mające wysoką markę za gra­nicą.

Ogólny zastój gospo­dar­czy i nara­sta­jące zja­wi­ska kry­zy­sowe odbiły się na potę­dze mili­tar­nej pań­stwa. Woj­sko turec­kie dzie­liło się wów­czas na dwa pod­sta­wowe rodzaje broni: oddziały suł­tana otrzy­mu­jące żołd ze skarbu pań­stwa, sta­cjo­nu­jące w Stam­bule i oko­licz­nych twier­dzach oraz siły pro­win­cjo­nalne len­ni­ków, zło­żone z oddzia­łów nadwor­nych i pospo­li­tego rusze­nia powo­ły­wa­nego pod broń na wypa­dek wojny. Siły zbrojne Tur­cji opie­rały się począt­kowo na sys­te­mie pospo­li­tego rusze­nia len­ni­ków suł­tana (dzier­żaw­ców tima­rów i zia­me­tów) zobo­wią­za­nych do służby woj­sko­wej z tytułu otrzy­ma­nej we wła­da­nie ziemi.

Wzrost grupy wiel­kich feu­da­łów i zmniej­sze­nie się liczby drob­nych i śred­nich dzier­żaw­ców dopro­wa­dziły do spadku liczeb­nego tych wojsk. W XVII w. w Impe­rium Osmań­skim było 3192 zia­me­tów i 50 160 tima­rów zobo­wią­za­nych do wysta­wie­nia łącz­nie 126 000 żoł­nie­rzy; fak­tycz­nie uda­wało się zmo­bi­li­zo­wać na poszcze­gólne kam­pa­nie nie­wiele wię­cej niż połowę tej liczby. Chcąc zapo­biec upad­kowi armii, wła­dze turec­kie stop­niowo powięk­szały liczbę wojsk zawo­do­wych. Dzie­liły się one na pie­chotę i jazdę. Trzon pie­choty sta­no­wił kor­pus jan­cza­rów, pier­wot­nie rekru­tu­jący się z przy­mu­sowo pobra­nych chłop­ców chrze­ści­jań­skich, sko­sza­ro­wa­nych w Stam­bule oraz Adria­no­polu (dziś Edime) i wycho­wy­wa­nych w śle­pym posłu­szeń­stwie i fana­ty­zmie muzuł­mań­skim. Po zanie­cha­niu przy­mu­so­wej branki kor­pus jan­cza­rów roz­rósł się do 100 000, z czego tylko 55 000 było wła­ści­wymi żoł­nie­rzami. Rów­no­cze­śnie jed­nak stra­cił wiele na war­to­ści, zwłasz­cza po uzy­ska­niu prawa do zawie­ra­nia mał­żeństw i zaj­mo­wa­nia się rze­mio­słem.

Oprócz jan­cza­rów w skład pie­choty zawo­do­wej wcho­dzili: kadeci – ucznio­wie szkół jan­czar­skich, żoł­nie­rze prze­wo­żący armaty, bom­bar­die­rzy obsłu­gu­jący moź­dzie­rze, arty­le­rzy­ści, sape­rzy i mine­rzy. Ponadto różne służby pomoc­ni­cze, jak np.: straż­nicy lasów pogra­nicz­nych, inży­nie­ro­wie wyspe­cja­li­zo­wani w zakła­da­niu obo­zów, fel­cze­rzy i chi­rur­dzy, służby trans­por­towe, zbroj­mi­strze, przy­boczni łucz­nicy suł­tana, orkie­stra woj­skowa.

Kon­nica zawo­dowa nazy­wana w Pol­sce sipa­hami gwar­dii dzie­liła się na kilka rodza­jów, a więc: sipa­hów, silin­da­rów-miecz­ni­ków, lek­ko­zbroj­nych ulu­fe­ci­le­rów i gari­ble­rów, dęli, tj. sza­lo­nych, czyli har­cow­ni­ków, przy­bocz­nych gwar­dzi­stów suł­tana – mute­fe­ri­ków oraz żoł­nie­rzy jed­no­stek pomoc­ni­czych. Woj­ska te były znacz­nie lepiej uzbro­jone niż pospo­lite rusze­nie i bar­dziej zdy­scy­pli­no­wane, toteż ich war­tość bojowa była dość wysoka. W XVII w. liczba zawo­do­wej jazdy turec­kiej się­gała 16 000–20 000 ludzi. Tak mocno roz­bu­do­wana armia zawo­dowa poważ­nie obcią­żała skarb pań­stwa. Jej morale w porów­na­niu z daw­nymi czasy znacz­nie się obni­żyło, upa­dła dys­cy­plina, toteż w razie nie­otrzy­ma­nia na czas żołdu (co wobec czę­stych pustek w skar­bie zda­rzało się nie­jed­no­krot­nie) bun­to­wała się i gra­biła wła­sną lud­ność.

Naj­wię­cej zawo­do­wych żoł­nie­rzy dostar­czały Impe­rium Osmań­skiemu pro­win­cje: Bośnia, Her­ce­go­wina, Czar­no­góra, ponadto paster­skie ludy Kur­dy­stanu. Armia turecka – podob­nie jak całe pań­stwo – sta­no­wiła zle­pek róż­nych naro­do­wo­ści, połą­czo­nych wspólną reli­gią – isla­mem, sta­no­wią­cym istotny czyn­nik ide­olo­giczny, zwłasz­cza w cza­sie wojen toczo­nych z chrze­ści­jań­skimi pań­stwami Europy.

Żoł­nie­rzy osmań­skich cecho­wała na ogół duża walecz­ność i bie­głość w walce na białą broń, nato­miast w star­ciu ognio­wym, odgry­wa­ją­cym coraz więk­szą rolę w bitwach XVII w., byli mniej odporni. Uzbro­je­nie armii turec­kiej było róż­no­rodne, lecz nie ustę­pu­jące pod wzglę­dem jako­ści armiom euro­pej­skim, z wyjąt­kiem sipa­hów pospo­li­tego rusze­nia. Główną bro­nią jan­cza­rów były tzw. jan­czarki w isto­cie duże rusz­nice kali­bru 12–27 mm, z lon­to­wym zam­kiem i celow­ni­kiem pły­to­wym. Ustę­po­wały one musz­kie­tom euro­pej­skim cel­no­ścią oraz zasię­giem strzału, toteż w dru­giej poło­wie XVII w. dowódz­two turec­kie zaczęło wypo­sa­żać swe woj­ska rów­nież w nowo­cze­śniej­szą broń, wzo­ro­waną na euro­pej­skiej.

Po refor­mach rodu Köprülüch sku­tecz­ność ognia kom­pa­nii jan­czar­skich znacz­nie wzro­sła, w dal­szym ciągu jed­nak nie dorów­ny­wała woj­skom pol­skim i zachod­nio­eu­ro­pej­skim. Nato­miast w walce na białą broń, sza­blami, jan­cza­rzy bili się dziel­nie i byli nie­bez­pieczni nawet dla naj­le­piej wyszko­lo­nych oddzia­łów euro­pej­skich. Uzbro­je­nia ochron­nego nie nosili, ubrani byli jedy­nie w grube kaftany sukienne i sza­ra­wary.

Jako broni zaczep­nej jazda turecka uży­wała sza­bli oraz dłu­gich kon­ce­rzy, dłu­gich i cięż­kich kopii lub lżej­szych spis, a także dzi­ry­tów słu­żą­cych do mio­ta­nia i noszo­nych w pochwie po trzy sztuki (była to głów­nie broń agów*), ber­dy­szy i łuków. Nato­miast rzad­ko­ścią były w armii turec­kiej pisto­lety, noszone na wzór zachod­nio­eu­ro­pej­ski w skó­rza­nych olstrach, pokry­tych aksa­mi­tem i ozdo­bio­nych haftami lub lśnią­cymi gwoź­dziami.

Ogromna więk­szość sta­rych rycin przed­sta­wia jeźdź­ców turec­kich wyłącz­nie w tur­ba­nach, kafta­nach i haj­da­we­rach, bez żad­nego uzbro­je­nia ochron­nego. Tylko nie­które oddziały cięż­kiej jazdy miały szy­szaki na gło­wach, kol­czugi, jusz­many (tj. kol­czugi połą­czone z płyt­kami meta­lo­wymi) i bech­tery (tj. zbroje płyt­kowo-kol­cze). Nato­miast nie­mal wszy­scy jeźdźcy uży­wali tarcz, kał­ka­nów; spo­rzą­dzo­nych z gałą­zek spo­wi­tych jedwa­biem, ze sta­lo­wymi lub srebr­nymi umbami. Kał­kany sta­no­wiły cza­sem istne klej­noty sztuki, wysa­dzane dro­gimi kamie­niami i owi­jane ple­cionką ze zło­to­gło­wiu.

Zawo­dowi sipa­ho­wie oraz bogaci sej­me­no­wie z pospo­li­tego rusze­nia ozda­biali swe stroje skó­rami lam­par­tów, lwów i innych zwie­rząt, a także pió­rami pta­ków. Rzędy koń­skie były u nich nie­jed­no­krot­nie rów­nież dzie­łami sztuki. Jazda pospo­li­tego rusze­nia była mało zdy­scy­pli­no­wana i nie przed­sta­wiała dużej war­to­ści bojo­wej, nato­miast sipa­ho­wie zawo­dowi sta­no­wili poważną siłę, groźną dla każ­dego prze­ciw­nika.

Dosko­nała nie­gdyś arty­le­ria turecka stra­ciła już swą prze­wagę nad arty­le­rią euro­pej­ską, w dal­szym ciągu jed­nak miała poważne walory bojowe. Była przede wszyst­kim bar­dzo liczna i dys­po­no­wała róż­no­rod­nym kali­brem dział, od naj­cięż­szych o wago­mia­rze ponad 40 okka, tj. wyrzu­ca­ją­cych poci­ski wagi ponad 50 kg, aż do lek­kich, o wago­mia­rze poni­żej 10 okka, tj. ponad 10 kg. Ponadto mieli Turcy wiel­kie moź­dzie­rze. Instruk­to­rami w arty­le­rii osmań­skiej byli prze­waż­nie dosko­nali fachowcy fran­cu­scy, przy­słani suł­ta­nowi przez Ludwika XIV. Przy­czy­nili się oni do pod­nie­sie­nia na wysoki poziom tego rodzaju broni. Rów­nież duże walory bojowe repre­zen­to­wały woj­ska inży­nie­ryjne, szcze­gól­nie oddziały nume­rów wyspe­cja­li­zo­wa­nych w zdo­by­wa­niu twierdz oraz sape­rów, spe­cja­li­stów od budowy mostów. Kor­pus inży­nie­rów skła­dał się głów­nie z cudzo­ziem­ców, zwłasz­cza Fran­cu­zów, oraz spe­cja­li­stów z pod­bi­tych państw bał­kań­skich, przede wszyst­kim Woło­chów i Moł­da­wian.

Flota turecka w tym okre­sie dzięki refor­mom Köprülüch znacz­nie pod­nio­sła swą war­tość bojową, cho­ciaż w dal­szym ciągu bar­dziej nada­wała się do dzia­łań kor­sar­skich niż regu­lar­nych walk na morzu. Przed kam­pa­nią wie­deń­ską skła­dała się z około 200 jed­no­stek obsa­dza­nych przez ponad 20 000 mary­na­rzy, głów­nie Gre­ków.

Siłę mili­tarną Impe­rium Osmań­skiego uzu­peł­niały woj­ska len­ni­ków suł­tana: chana krym­skiego, hospo­da­rów Moł­da­wii i Wołosz­czy­zny oraz bejów Tunisu i Algie­rii. Naj­więk­szą war­tość bojową przed­sta­wiały oddziały jazdy tatar­skiej, nie­zwy­kle szyb­kie, ruchliwe, odporne na trudy życia woj­sko­wego. Skła­dały się one z wojow­ni­ków szla­chec­kich – bejów i murzów – dosko­nale uzbro­jo­nych w luki, dzi­ryty, dzidy, sza­ble i kon­ce­rze, pan­ce­rze, tar­cze, szy­szaki oraz znacz­nie licz­niej­szych kara­czów, czyli czerni. Ci byli na ogół nędz­nie uzbro­jeni, czę­sto tylko w maślaki, tj. ostre kości lub kawałki żelaza osa­dzone na gib­kim drze­wie. Sza­bla, a nawet łuk nale­żały u nich do rzad­ko­ści. Tata­rzy dosia­dali nie­zwy­kle szyb­kich i odpor­nych na trudy koni­ków, bach­ma­tów, dzięki czemu potra­fili prze­być jed­nego dnia ponad 100 km, tym bar­dziej że pro­wa­dzili zawsze ze sobą zapa­sowe konie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.Kara Mustafa pod Wied­niem. Źró­dła muzuł­mań­skie do dzie­jów wyprawy wie­deń­skiej 1683 roku. Z turec­kiego prze­ło­żył i opra­co­wał Z. Abra­ha­mo­wie z, Kra­ków 1973. * Brama Szczę­ścia – pałac cesar­ski w Kon­stan­ty­no­polu. Zatknię­cie przed nim buń­czu­ków było zna­kiem do roz­po­czę­cia wojny. [wróć]

2. J. Reych­man, Histo­ria Tur­cji, Wro­cław–War­szawa–Kra­ków–Gdańsk 1973. [wróć]

3. Abra­ha­mo­wicz, op. cit.. [wróć]

4. * Mowa o pokoju andru­szow­skim koń­czą­cym dłu­go­trwałą wojnę z Rosją o Bia­ło­ruś i Ukra­inę. Z. Wój­cik, Rzecz­po­spo­lita wobec Tur­cji i Rosji 1674–1679, Wro­cław–War­szawa–Kra­ków–Gdańsk 1976. [wróć]

5. K. Konar­ski, Pol­ska przed odsie­czą wie­deń­ską, War­szawa 1914. [wróć]

6. * List przy­miemy – ofi­cjalne pismo dyplo­ma­tyczne suł­tana, zapew­nia­jące utrzy­ma­nie przy­ja­znych sto­sun­ków z danym pań­stwem. Abra­ha­mo­wicz, op. cit.. [wróć]

7. * Jan­cza­raga – dowódca jan­cza­rów.Tamże. [wróć]

8.Tamże. [wróć]

9. Konar­ski, op. cit.. [wróć]

10. Dąże­nia do opa­no­wa­nia ziem daw­nego Impe­rium Rzym­skiego sygna­li­zuje Abra­ha­mo­wicz, op. cit.. Cytat ze stów obrońcy Kan­dii zob. N. A. de Salvandy, Jan III Sobie­ski, wyd. 6, War­szawa 1920. O wspo­mnia­nym póź­niej poema­cie Kana­ve­lo­vi­cia zob. J. Śli­ziń­ski, Jan III Sobie­ski w lite­ra­tu­rze naro­dów Europy, War­szawa 1979. [wróć]