35,90 zł
To klasyczna, popularna monografia bitwy wiedeńskiej, stoczonej z 12 września 1683 roku ‒największego starcia, w którym wzięły udział wojska Rzeczypospolitej szlacheckiej. Zakończyła się ona błyskotliwym zwycięstwem sił sprzymierzonych pod dowództwem króla polskiego Jana III Sobieskiego nad Turkami oblegającymi Wiedeń, stolicę cesarstwa Habsburgów. O wyniku przesądziła śmiała szarża polskich chorągwi husarskich i pancernych, które zdobyły wrogi obóz.
Autorem książki jest prof. Leszek Podhorodecki (1934‒2000), wybitny historyk, specjalista od dziejów Polski w XVII wieku i wojskowości staropolskiej. Stworzył on barwny i poruszający obraz kampanii wiedeńskiej: wielkiej wyprawy wojowniczego wezyra Kara Mustafy, który marzył o triumfie islamu nad chrześcijaństwem; zagonów tureckich i tatarskich pustoszących ziemie habsburskie; oblężenia Wiednia, który był bliski upadku; strachu opinii europejskiej, która upatrywała w tych zmaganiach ostatniej szansy na ocalenie europejskiej kultury przed Turkami, wreszcie o polskiej odsieczy błyskawicznie zorganizowanej przez Sobieskiego i ostatecznej wiktorii.
Ta opowieść o burzliwym XVII-wiecznym świecie wojen wciągnie każdego czytelnika zainteresowanego przełomowymi momentami dziejów Europy i świata.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
W 1983 r. obchodziliśmy w kraju trzechsetletnią rocznicę zwycięstwa pod Wiedniem, zwycięstwa, które najbardziej w historii rozsławiło oręż polski w Europie i obok Grunwaldu najsilniej utkwiło w świadomości całego narodu. Do dzisiaj obecna jest wśród nas pamięć tej sławnej batalii, zwłaszcza gdy zwiedzamy w muzeach bogate zbiory sztuki Wschodu stanowiące w znacznym stopniu zdobycz wojsk polskich pod Wiedniem. Liczna rzesza naszych turystów odwiedzających stolicę Austrii natrafia również na ślady pamiętnej bitwy, gdy pełna wrażeń po obejrzeniu miasta zatrzyma się na chwilę w kościółku św. Józefa na Kahlenbergu, spod którego niegdyś Jan III Sobieski kierował walką wojsk sprzymierzonych.
Na temat bitwy wiedeńskiej pisało wielu polskich historyków i literatów, sporo swych dzieł poświęcili jej malarze i rzeźbiarze. Nic w tym dziwnego! Przecież bitwa ta na całe wieki przesądziła losy Europy Środkowej i Wschodniej. Zapoczątkowała zmierzch i upadek mocarstwowego dotąd Imperium Osmańskiego, przyczyniła się do wyzwolenia ludów bałkańskich z niewoli tureckiej, otworzyła drogę do rozwoju potęgi państwa Habsburgów, awansującego szybko do roli czołowego mocarstwa europejskiego. Stworzyła też warunki do umocnienia pozycji Rosji nad Morzem Czarnym.
Zwycięstwo wiedeńskie było ostatnim wielkim sukcesem chylącej się już ku upadkowi Rzeczypospolitej szlacheckiej, która wprawdzie odzyskała dzięki niemu po latach Ukrainę i Podole, utracone na rzecz Turcji w 1672 r., ale nie była w stanie wyciągnąć większych korzyści dla siebie i nie potrafiła rozszerzyć swych wpływów na Bałkanach, o czym marzyli od dawna królowie polscy i wybitni mężowie stanu. W późniejszych latach upadku, zaborów i okupacji pamięć Wiednia mobilizowała naród do walki z ciemiężcami, dodając mu otuchy, a postać Jana III urosła do symbolu rycerskich cnót Polaków.
Przez długie lata mieszkańcy stolicy Austrii pamiętali o swych wybawcach, a i dzisiaj władze Wiednia nie zapomniały o chlubnej roli wojsk koronnych w bitwie. Dlatego w powołanym przed laty do życia komitecie obchodu trzechsetnej rocznicy bitwy wiedeńskiej znaleźli się przedstawiciele Polski, a w stolicy Austrii stanął pomnik Jana III Sobieskiego.
„Padyszach-gazi jegomość (tj. sułtan), który zimę tę (1681/1682) spędził w Adrianopolu, postanowił, iż na wiosnę przyszłego roku odbędzie sam we własnej osobie monarszą wyprawę na cesarza niemieckiego, ponieważ na pogranicznych terenach państwa muzułmańskiego pobudował zamki i palanki (tj. małe twierdze drewniane – L. P.) oraz siał wielki zamęt, wybijając nieustannie tamtejszą ludność i grabiąc jej mienie – pisał turecki kronikarz Silahdar Mehmed aga z Fyndykły. – We czwartek drugiego miesiąca szabuna (6 sierpnia – L. P.) za sprawą dostojników państwa pełne świetności buńczuki sułtańskie zostały tedy wyniesione i zatknięte przed Bramą Szczęścia*”1.
Decyzja o rozpoczęciu wojny przeciw Austrii nie stanowiła dla Europy zaskoczenia. Już od połowy XVII w. w polityce Turcji wobec sąsiadów wzrosły tendencje agresywne. Po kilkuletnim okresie anarchii i wewnętrznego rozkładu państwa za panowania chorego i nieudolnego Ibrahima I (1640–1648) nastąpił okres stabilizacji władzy centralnej pod rządami sułtanki Turhan, kierującej państwem w imieniu małoletniego Mehmeda IV, zwanego później Avci, tj. Myśliwy (panował w latach 1648–1687).
W 1656 r. powołała ona na urząd wielkiego wezyra 75-letniego Albańczyka, Mehmeda paszę Köprülü, wprawdzie człowieka gminnego pochodzenia, ale znanego z wielkiego rozumu, energii i doświadczenia. Uzyskał on tak szerokie kompetencje, że zdobył faktycznie władzę dyktatorską. Mehmed pasza Köprülü uporządkował stosunki w wojsku i przywrócił dyscyplinę, zaprowadził porządek w stolicy, zapewnił bezpieczeństwo w całym państwie. Uczynił to za pomocą drastycznych metod: dokonał licznych egzekucji wśród opornych dostojników i wielmożów. Z tego powodu doszło do jawnego buntu wielkich feudałów przyzwyczajonych do bezkarności i samowoli.
Na czele opozycji stanął bejlerbej* Aleppo (dziś Haleb w północno-zachodniej Syrii), Abaza Hasan pasza. Sułtan nie zgodził się na żądanie odsunięcia od władzy wszechwładnego Albańczyka, a wezwany na pomoc syn wielkiego wezyra, Fazyl (tj. Oświecony) Ahmed pasza, złamał niebawem opór wielmożów i pojmał ich przywódcę, który oddał głowę pod topór kata.
Po śmierci Mehmeda paszy Köprülü (1661) na urząd wielkiego wezyra powołany został zgodnie z wolą ojca 27-letni Fazyl Ahmed pasza, człowiek starannie wykształcony i nieco łagodniejszy, słabego jednak charakteru, co uwidoczniło się w skłonności do pijaństwa, które zapewne przyczyniło się do jego przedwczesnego zgonu w 1676 r. Mało energiczny sułtan zadowolony był z rządów rodu Köprülüch, zwolniony bowiem został faktycznie ze wszystkich poważniejszych obowiązków państwowych i mógł spokojnie zajmować się ulubionym myślistwem. Dlatego na urząd wielkiego wezyra powołał 4 listopada 1676 r. szwagra Fazyla Ahmeda paszy i dotychczasowego jego kajmakana, tj. zastępcę, a od 1660 r. namiestnika Sylistrii – Kara (tj. Czarnego) Mustafę paszę z Merzifonu, małego miasteczka anatolijskiego. Nowy wielki wezyr
Za rządów wezyrów z rodu Köprülüch został zaprowadzony ład w państwie i rozpoczęto nową ekspansję w Europie Środkowej. „Dla Mehmeda IV i dla wezyrów z rodu Köprülüch wyprawa wojenna miała być zarazem panaceum na bolączki wewnętrzne, miała zaspokoić ciągłe pretensje wojsk najemnych (raczej zaciężnych – L. P.) o podwyżkę żołdu, dostarczyć łupu dla janczarów, segbanów i martolosów (rodzaje wojsk tureckich – L. P ), skarbów do pustej kasy sułtańskiej. Miała zabłysnąć mitem niezwyciężalności państwa osmańskiego, natchnąć nową wiarą tych, co popadli w zwątpienie w powodzenie «świętej wojny»”2.
Jeszcze za panowania Ibrahima I Turcy rozpoczęli wojnę z Wenecją o Kretę i Morze Egejskie. Początkowo sukcesy odnosili Wenecjanie, których flota opanowała morze, zajęła wiele wysepek i dotarła do przylądka Gallipoli w Cieśninie Dardanelskiej. Niebawem Turcy przeszli do przeciwuderzenia i 24 czerwca 1645 r. wysadzili na Krecie 50-tysięczną armię. Po zaciętych walkach, 14 listopada zdobyła ona twierdzę Rethimnon, a 5 maja 1648 r. znalazła się pod Kandią (Iraklion), gdzie doszło do długotrwałych walk. Chociaż działania wojenne niebawem ustały na dłuższy okres, to jednak Turcy w 1649 r. odrzucili weneckie propozycje pokojowe. Gdy władzę w Imperium Osmańskim objął Mehmed pasza Köprülü, wznowiono działania przeciw Republice św. Marka. Flota turecka rozbudowana w szybkim tempie przez wielkiego wezyra wyparła okręty weneckie z Morza Egejskiego i zdobyła kilka wysp. Latem 1666 r. Fazyl Ahmed pasza wylądował z potężną armią na Krecie i ponownie przystąpił do oblężenia Kandii, którą po zaciętych szturmach Turcy ostatecznie zdobyli 29 sierpnia 1669 r.3
Dopiero po opanowaniu prawie całej wyspy Porta przystała na pokój, potwierdzający jej zwycięstwo oraz zapewniający zdobycze terytorialne na Morzu Egejskim. Wenecji pozostawiono na Krecie tylko trzy niewielkie porty na wybrzeżu północnym. Natomiast nie została załatwiona kwestia granicy turecko-weneckiej w Dalmacji, gdzie dochodziło do incydentów zbrojnych między obu państwami. Spór o te ziemie załatwiono dopiero w dwa lata później, tj. w 1671 r.
Jeszcze się nie skończyła wojna z Wenecją, a już w 1661 r. wybuchła wojna z Austrią spowodowana długotrwałym sporem o Węgry i Siedmiogród. Protestancki i niepodległościowy odłam szlachty węgierskiej od dawna buntował się przeciw nietolerancyjnej i antywęgierskiej polityce Habsburgów. Niejednokrotnie zwracał się o pomoc do Turcji. Głównym powodem zadrażnienia był tym razem Siedmiogród, w którym od dawna krzyżowały się wpływy tureckie i habsburskie. Mehmed pasza Köprülü usunął z tronu nieposłusznego lennika, księcia Jerzego II Rakoczego, sojusznika Karola X Gustawa w okresie „potopu”. Tron po nim objął powolny Turkom Akos Barcsay.
Po nieudanej próbie odzyskania władzy i śmierci Jerzego II Rakoczego pretensje do tronu siedmiogrodzkiego wysunął wódz pokonanego księcia, János Kemény, który przy pomocy cesarza Leopolda I pokonał Akosa Barcsaya i zdobył władzę. Turcy zdecydowali się wtedy na interwencję, rozgromili Kemenyego oraz posiłkujące go oddziały austriackie i osadzili na tronie posłusznego im Michała Apafiego I.
W ten sposób doszło do wybuchu wojny turecko-austriackiej. Dwór wiedeński oskarżył o jej sprowokowanie przywódcę opozycji węgierskiej, magnata chorwackiego Mikołaja Zrinyiego, który zmierzał do odnowienia Królestwa Węgierskiego, niezależnego zarówno od Stambułu, jak i od Wiednia. W 1651 r. Zrinyi opracował plan wojny wyzwoleńczej spod jarzma Imperium Osmańskiego.
Od początku działań wojennych Turcy odnosili sukcesy, zdobywając wiele twierdz i mocno ufortyfikowanych miast, np.: Újvár (dziś Nowe Zamki w Słowacji), Wielki Waradyn (dziś rum. Oradea), Novigrad (Nógrad w Istni), Nitrę. Atak turecki został powstrzymany najpierw przez Mikołaja Zrinyiego. Maszerując wzdłuż biegu Raby, Turcy dotarli później do miejscowości Szentgotthárd, gdzie napotkali 60-tysięczną armię austriacko-niemiecko-francuską pod dowództwem sławnego marszałka cesarskiego Rajmunda Montecuccolego. Natarcie ponad 100-tysięcznej armii osmańskiej Fazyla Ahmeda paszy Köprülü zakończyło się niepowodzeniem i po kilkudniowych walkach (1–6 VIII 1664 r.) Turcy rozpoczęli odwrót, straciwszy w bitwie 6000 ludzi.
Austriacy nie wykorzystali sukcesu i nie przeszli do natarcia. Dwór wiedeński w obawie, by sukcesy na Węgrzech nie wzmocniły sił opozycji antyhabsburskiej, postanowił wycofać się z wojny. 10 sierpnia w Vasvár niedaleko Wiednia podpisano układ pokojowy, pozostawiający w rękach Turków Újvár i Novigrad. Inne miasta, jak np. Wielki Waradyn i Nitrę Turcy oddali Austriakom, którzy w zamian wyrzekli się mieszania w sprawy Siedmiogrodu, uznanego za strefę wpływów Porty. Ponadto Austriacy wypłacili Turcji 200 tysięcy czarnych groszy tytułem odszkodowania wojennego. Porta ze swej strony obiecała nie popierać opozycji antyhabsburskiej na Węgrzech.
Ledwie przebrzmiały echa wystrzałów na Węgrzech i na Krecie, a już doszło do nowego konfliktu, tym razem z Polską. „Skierowanie ostrza ekspansji tureckiej na przełomie lat sześ ćdziesiątych i siedemdziesiątych XVII w. ku północy nie może być rozpatrywane tylko w kontekście czysto teoretycznej i praktycznej koncepcji Köprülüch (tj. polityki ekspansji – L. P.) Nie można bowiem zapominać o tym, że zakończenie wojny między Rzecząpospolitą a Rosją, z wyraźnymi tendencjami do przekształcenia rozejmu z 30 stycznia 1667 r.* w rozejm antymuzułmański, stwarzało bezpośrednią i niewątpliwie realną groźbę nie tylko dla planów tureckich na północ od Morza Czarnego, ale i dla bezpieczeństwa samego Imperium Osmańskiego, przede wszystkim zaś Chanatu Krymskiego. Stała groźba antytureckiej ligi cesarza, papieża i Wenecji powiększona została przez możliwość utworzenia u północnych granic państwa sułtańskiego nowego przymierza skierowanego przeciw Porcie. Jest rzeczą oczywistą, że Turcja nie mogła przyglądać się temu obojętnie. Wtedy zapewne zrodziła się koncepcja wojny z Polską i Rosją, oczywiście z każdym z tych państw oddzielnie”4.
Za pretekst do wojny z Polską posłużył Turkom fakt poddania się pod władzę sułtana Kozaków zaporoskich hetmana Piotra Doroszenki (1669), rozczarowanych podziałem Ukrainy między Polskę i Rosję oraz łudzących się, że przy pomocy Porty uda im się odtworzyć państwo ukraińskie. Najazd turecki na nie przygotowaną do wojny Rzecząpospolitą w 1672 r. zakończył się pełnym sukcesem Osmanów. 28 sierpnia padł Kamieniec Podolski, a 16 października zawarty został pokój w Buczaczu, na mocy którego Turcja zatrzymywała Podole i podległą Polsce część Ukrainy. Rzeczpospolita spadła do roli lennika sułtana i miała wypłacać haracz w wysokości 22 tysięcy złotych rocznie.
Sejm jednak nie zatwierdził haniebnych warunków układu i zadecydował kontynuowanie wojny, uchwalając wysokie podatki na wojsko. Na jego czele stanął hetman wielki koronny Jan Sobieski, który 11 listopada 1673 r. rozgromił Turków pod Chocimiem. To wspaniałe zwycięstwo zapewniło niebawem koronę Sobieskiemu, nie zabezpieczyło jednak kraju przed dalszymi najazdami Turków.
Wiosną 1674 r. przed pałacem sułtańskim znowu zatknięto buńczuki oznaczające nową kampanię. Tym razem nawała turecka skierowała się przeciw Rosji. Sułtan chciał jej odebrać Ukrainę prawobrzeżną, zajętą uprzednio przez wojska carskie. Słaba armia rosyjska prawie bez walki wycofała się za Dniepr. Jan III nie dał się zwieść tureckim obietnicom rokowań i zaproponował Rosji współdziałanie. Zdawał sobie sprawę, że po klęsce Rosji nastąpiłby kolejny atak na Rzeczpospolitą.
Gdy dowodzona przez króla armia polska usiłowała wyjść Turkom na tyły, ci rozpoczęli pospieszny odwrót. W ręce polskie dostała się wówczas znaczna część Ukrainy. Wiosną 1675 r. w granice Rzeczypospolitej wkroczyła silna armia turecka. 24 sierpnia Jan III rozgromił pod Lwowem ordę tatarską, po czym ruszył przeciw głównym siłom nieprzyjaciela oblegającym wówczas dzielnie bronioną Trembowlę. Unikając spotkania z niezwyciężonym wodzem polskim, Turcy wycofali się za Dniestr. Ale w następnym roku znowu uderzyli na Polskę potężnymi siłami, dowodzonymi przez paszę Damaszku Szejtana (tj. Szatana). Sobieski spotkał nieprzyjaciela w warownym obozie pod Żórawnem i powstrzymał jego dalszy marsz w długotrwałych walkach pozycyjnych.
17 października 1676 r. podpisany został traktat pokojowy. Rzeczpospolita uzyskała zwolnienie od haraczu, natomiast Kamieniec Podolski, Ukraina i Podole pozostały przy Turcji. Ukraina zachowała kozacki samorząd, znaczna zaś część Podola przeszła pod bezpośredni zarząd turecki. Kościoły zamieniono na meczety, a ziemie porzucone przez zbiegłą do Polski szlachtę przydzielono sipahom* jako lenna. Stolicą paszałyku** osmańskiego na zdobytych terenach został Kamieniec Podolski, zamieniony wkrótce w potężną twierdzę. W celu ułożenia ostatecznych warunków pokoju wysłano w poselstwie do Turcji wojewodę chełmińskiego Jana Gnińskiego.
Teraz agresja Porty zwróciła się przeciw Rosji. Już latem 1677 r. ponad 80-tysięczna armia turecka wtargnęła na Ukrainę moskiewską z zamiarem opanowania jej, a zwłaszcza głównych ośrodków miejskich – Kijowa i Czehrynia. Na miejsce Piotra Doroszenki, który dostał się w ręce rosyjskie, Turcy powołali na urząd hetmana Ukrainy Jerzego Chmielnickiego, nieudolnego syna wielkiego wodza kozackiego – marionetkę muzułmańskich mocodawców. W sierpniu wojska tureckie obiegły Czehryń, niebawem jednak poniosły klęskę pod kuzynem i wycofały się z Ukrainy. Porażka ta jeszcze bardziej zmobilizowała Turków do walki, toteż gdy w Stambule pojawił się poseł rosyjski z propozycją układów pokojowych, zdecydowanie mu odmówiono przystąpienia do rozmów i dano do zrozumienia, że Porta szykuje się do jeszcze silniejszego uderzenia.
W lipcu 1678 r. nowa, wielka armia turecka, wsparta posiłkami tatarskimi, mołdawskimi i wołoskimi, pod wodzą samego Kara Mustafy obiegła Czehryń. Po miesiącu zaciętych walk miasto wpadło w ręce Turków. Klęska wojsk carskich odbiła się wówczas głośnym echem w całej Europie. Podejmowane przez Moskwę próby wciągnięcia do wojny Polski i Austrii nie powiodły się. Sobieski bowiem zmienił wtedy kurs polityki zagranicznej Rzeczypospolitej i usiłował odzyskać Śląsk oraz Prusy, Austria natomiast szykowała się do wojny z Francją Ludwika XIV i nie myślała wcale walczyć na dwa fronty.
Ponieważ osamotniona Rosja nie mogłaby sprostać przeżywającemu renesans swej potęgi Imperium Osmańskiemu, dlatego usiłowała zakończyć wojnę, zanim Turkom uda się osiągnąć nowe sukcesy militarne. Podjęte z inicjatywy moskiewskiej rokowania z Krymem uwieńczane zostały traktatem rozejmowym w Bakczysaraju, podpisanym 3 stycznia 1681 r. W marcu następnego roku ratyfikował go Mehmed IV, co oznaczało zakończenie stanu wojny również z Turcją. Zawarty na 20 lat rozejm ustalał jako linię graniczną między obu państwami rzekę Dniepr, pozostawiając we władaniu rosyjskim Kijów z okręgiem. Tereny miedzy Dnieprem i Bohem miały być nie zasiedloną pustynią, natomiast Zaporoże uznano za strefę turecką. W ten sposób granice Imperium Osmańskiego zostały jeszcze bardziej przesunięte na północny wschód i sięgały tak daleko, jak jeszcze nigdy dotąd w historii.
Uwaga Turcji zwróciła się teraz znowu w stronę Węgier. Zdaniem Węgrów haniebny pokój vasvárski wywołał wśród szlachty nową falę oburzenia na dwór wiedeński, którego postępowanie uważano powszechnie za zdradę. W tej sytuacji niektórzy z panów węgierskich znowu zaczęli szukać oparcia w Turcji, chociaż zdawali sobie sprawę z niepopulamości takiego kroku. Sam Mikołaj Zrinyi nie popierał tych planów i starał się powiązać sprawę swego kraju z antyhabsburską polityką Ludwika XIV, ale w trakcie rokowań z posłem francuskim zginął niespodziewanie na polowaniu. Po jego śmierci opozycją węgierską kierował palatyn Ferenc Wesselenyi, który zorganizował spisek przeciw Habsburgom. Spisek został wykryty, a jego przywódcy straceni (sam Wesselenyi zmarł wcześniej).
W obawie przed prześladowaniami tysiące ludzi schroniły się w Siedmiogrodzie, skąd w 1672 r. wtargnęły na teren Górnych Węgier, wszczynając powszechne powstanie zbrojne. Od 1678 r. dowodził nim zdolny dyplomata i organizator Emeryk Thököly, syn hr. Stefana, właściciela znacznych majątków ziemskich na Węgrzech Górnych i w Siedmiogrodzie, jednego z członków spisku Wesselenyiego.
Po śmierci ojca w 1670 r. Emeryk Thököly zbiegł do Siedmiogrodu i rychło wstąpił w szeregi wojsk powstańczych, lecz ze względu na młody wiek nie od razu stanął na ich czele. „Niepospolity ten pod każdym względem człowiek zdołał skoncentrować rozproszone po całych Węgrzech oddziały powstańcze, dotychczasową walkę podjazdową przekształcić w regularną wojnę, terytorialnemu i moralnemu rozbiciu Węgier przeciwstawić jednolity plan polityczny o konkretnym celu i śmiałych środkach działania”5.
Powstanie węgierskie spotkało się z życzliwą postawą Turcji, chociaż sam wezyr Fazyl Ahmed pasza przeciwny był otwartej interwencji, a także wojującej z Austrią Francji i króla Jana III Sobieskiego. Korzystając z zaangażowania Habsburgów w wojnie z Francją nad Renem (wojna Ludwika XIV z koalicją państw europejskich w latach 1672–1679) powstańcy, zwani powszechnie kurucami, zaczęli odnosić poważne sukcesy, co zmusiło dwór wiedeński do odwołania poprzednich ostrych zarządzeń, przywrócenia samorządu stanowego na Węgrzech i osłabienia akcji antyprotestanckiej.
Thököly jednak nie uznał decyzji cesarskich i w dalszym ciągu prowadził walkę, chociaż stracił sporo zwolenników. Gdy po traktatach pokojowych z koalicją w Nymwegen, St. Germain i Fontainebleau w latach 1678–1679 Francja przestała interesować się sprawami węgierskimi, a Jan Sobieski pogodził się z Wiedniem, Thököly został osamotniony i w lipcu 1682 r. uznał się lennikiem sułtana. Za cenę 40 tysięcy talarów haraczu rocznie uzyskał tytuł królewski i protektorat sułtana w walce przeciw absolutyzmowi Leopolda I.
Do związku z Imperium Osmańskim skłoniła Węgrów w znacznej mierze sytuacja w Siedmiogrodzie, gdzie za cenę haraczu ludność wszelkich wyznań i narodowości miała pod opieką Porty liczne swobody, a kultura węgierska i myśl polityczna w niczym nie były skrępowane. Już w 1677 r. Węgrzy usiłowali przekupić Kara Mustafę sumą pięciu tysięcy talarów, ale poseł cesarski dał 30 tysięcy i odsunął na pewien czas interwencję turecką. Ale nie na długo! Chciwość wielkiego wezyra była ogromna, toteż Thököly „posłał mu wielki majątek i dopiął swego”. Kara Mustafa wyjednał u sułtana list przymierny* dla wodza powstańców węgierskich. Ten czym prędzej wysłał swego posła do Turcji. „Zamydliwszy wielkiemu wezyrowi madziarskim złotem oczy, przedłożył mu i perswadował sprawę odebrania i wyzwolenia z rąk Niemców utraconych przez się (tj. Węgrów) ziem Węgier Środkowych… wreszcie zaś prosił o pewną liczbę wojska. Mimo tedy, że do końca pokoju újvárskiego (rozejmu w Vasvár – L. P.) pozostały jeszcze dwa lata, (wielki wezyr) przez swą nieszczęsną chciwość dopuścił się jednak złamania układów”6.
Kronikarz turecki twierdzi, że Kara Mustafa był butnym i chciwym człowiekiem, niewdzięcznikiem i zarozumialcem, skłonnym do awanturniczych wojen. Przeciągnąwszy na swą stronę janczaragę*, wezyra Bekri Mustafę paszę, namówił go do zorganizowania demonstracji janczarów na rzecz wojny. Sułtanowi oświadczono na posiedzeniu dywanu, że korpus janczarski woła: „Po cóż karmi nas padyszach? Od tej bezczynności robią się z nas niezdary. My chcemy wojny, chcemy pójść i odebrać od nieprzyjaciela kufry nasze, co się zostały nad Rabą” (w przegranej bitwie 1664 r. – L. P.)7.
Sam sułtan był przeciwny wojnie, toteż Kara Mustafa uciekł się do podstępu, by pozyskać go dla swoich planów. Pogranicznym dostojnikom rozkazał pisać listy do monarchy ze skargami na gwałty ze strony Niemców oraz przysłać świadków do Stambułu, by potwierdzili wiarygodność tych relacji. „W końcu skusił padyszacha niby szatan. W swej żarliwości i poczuciu honoru szach (tj. sułtan) zawrzał i zapałał (gniewem), a potem postanowił podjąć wyprawę i zaczął ściągać wojsko”8. Decyzja o wojnie zapadła na wielkiej radzie w Topkapi Sarayu 6 sierpnia 1682 r.
Zrzucenie winy za wywołanie wojny na samego Kara Mustafę byłaby jednak zbytnim uproszczeniem sprawy, za wielkim wezyrem stały bowiem koła dworskie i wielcy feudałowie, zainteresowani polityką ekspansji.
Na próżno poseł cesarski Albrecht Caprara starał się utrzymać pokój. 9 kwietnia 1682 r. rozmawiał na audiencji z Mehmedem IV, 22 kwietnia konferował z Kara Mustafą, ale rokowania te nie dały rezultatu. W ostatniej chwili Caprara starał się jeszcze odwrócić niebezpieczeństwo od Austrii i skierować agresję turecką w inną stronę. „Z wszystkiego, co mi jest wiadomem – pisał cynicznie 6 lipca do cesarza – sądzę, że byłoby możliwe za cenę poważnej sumy pieniężnej odsunąć od nas wojnę i skierować ją na Polskę”9. Ale w Stambule wkrótce zapadła już decyzja o kierunku agresji. 21 grudnia 1682 r. Caprara został więc przyprowadzony przed oblicze janczaragi. Oświadczono mu, że jeśli nie zostanie wydana Turkom twierdza Jawaryn (dziś Györ na Węgrzech), to dojdzie do wojny. Poseł odpowiedział, że zamek można zdobyć tylko za pomocą szabli, a nie przez rokowania.
Odmowa wydania Jawaryna, zupełnie zrozumiała z racji jego znaczenia dla Austrii, oznaczała więc wojnę. 2 stycznia 1683 r. jeszcze raz wystawiono buńczuki przed pałacem sułtana w Stambule. Ze strony tureckiej wojnę miał prowadzić nie tyle sułtan, co Kara Mustafa, o którym jeden z weneckich obrońców Kandii wyraził się, iż „nie zazna spokoju, dopóki bazyliki św. Piotra (w Rzymie) nie przerobi na stajnie sułtana”10.
Po zdobyciu Konstantynopola cesarze tureccy uważali się za następców cesarzy bizantyjskich i marzyli o odbudowie Imperium Rzymskiego pod swoim panowaniem. Dlatego przez długie lata odmawiali Habsburgom prawa do tytułu cesarskiego i traktowali ich jako głównych przeciwników w realizacji swych dalekosiężnych planów.
Marzenia Kara Mustafy o zdobyciu Rzymu podzielała cała ekipa rządząca w Stambule. W Europie zdawano sobie dobrze sprawę z tureckich zamiarów. Świadczy o tym najlepiej utwór współczesnego wypadkom poety dubrownickiego Petara Kanavelovicia pt. Pjesan slavnomu kralju poljačkomu Ivanu Sobieski, Turska predobitniku i Beća obranitelju (Pieśń sławnemu królowi polskiemu Janowi Sobieskiemu, pogromcy Turków i obrońcy Wiednia), w którym autor wkłada w usta sułtana obietnicę, że po zdobyciu Rzymu przez Turków nakarmi swego rumaka przed ołtarzem w bazylice św. Piotra.
Czy jednak Imperium Osmańskie było na tyle potężne, by sułtan mógł zrealizować aż tak dalekosiężne zamiary?
W drugiej połowie XVII w. Turcja osiągnęła największe w historii rozmiary terytorialne. Opanowała wschodnią część basenu Morza Śródziemnego, zawładnęła Marokiem, wybrzeżami dzisiejszej Erytrei, Omanem, Azerbejdżanem, zachodnim Iranem, zdobyła sobie enklawy w Indiach, rozszerzyła granice na Ukrainie. Pod jej władzą znajdował się cały Półwysep Bałkański, Azja Mniejsza, Bliski Wschód, kraje Maghrebu, północne i wschodnie wybrzeże Morza Czarnego, Kaukaz i odległy Jemen. Ogromne państwo obejmowało w sumie ponad 6 min km2 i liczyło około 30 min mieszkańców, a więc znacznie więcej niż najludniejsza wówczas w Europie Francja (ok. 20 min). Potęga militarna Imperium Osmańskiego od dawna budziła postrach u wszystkich sąsiadów, a dochody skarbu Porty przewyższały znacznie dochody każdego państwa europejskiego, Polski zaś kilkunastokrotnie. Mimo to świetność Turcji była już tylko pozorna, kryła w sobie znamiona przyszłego upadku!
W ciągu XVI w. Turcja osiągnęła szczyt potęgi i we wszystkich wojnach kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa. Ale już pod koniec tego stulecia weszła w tzw. epokę stagnacji i znalazła się u schyłku świetności. W ciągu XVII w. wystąpiły wyraźnie pierwsze objawy kryzysu, widoczne szczególnie w stale postępującej dewaluacji pieniądza i rosnącym deficycie skarbu sułtańskiego, zmniejszających się dochodach z handlu, łupów wojennych i haraczu, ściąganego od krajów zależnych. Jednocześnie stale rosły wydatki państwowe, zwłaszcza na wojsko, zaczęły występować różne zjawiska negatywne, jak np. kupczenie stanowiskami i urzędami, bunty chłopskie wywołane rosnącym uciskiem społecznym, szerzenie się anarchii feudalnej oraz upadek bezpieczeństwa na drogach i szlakach handlowych, wzrost zbójnictwa i inne. Władze centralne traciły autorytet, a lokalna administracja stawała się coraz bardziej niezależna od stolicy. Doszło do ogólnego upadku dyscypliny, co osłabiało sprawność działania niezawodnej dotąd administracji.
Stopniowo narastał kryzys w rolnictwie pozbawiający skarb państwa źródeł dochodu. W Imperium Osmańskim utrwalił się system lennego władania ziemią. Majątki: timary – o niewielkiej lub średniej dochodowości, ziamety – o dużej dochodowości i hass – specjalne o najwyższej dochodowości, przydzielane były zasłużonym żołnierzom, dowódcom, dostojnikom państwa i rodzinie panującego. Władający tymi lennami feudałowie nie byli dziedzicznymi właścicielami ziemi, formalnie należały one do sułtana, faktycznie zaś do uprawiających je chłopów. Postępujący stopniowo kryzys systemu lennego, wynikły z ogólnego zastoju gospodarczego i spadku dochodów z rolnictwa, spowodował: zmniejszenie się zainteresowania sipahów swoimi dzierżawami, porzucanie ich, przenoszenie się do miast lub innych regionów kraju, uchylanie się od służby wojskowej.
Wobec zmniejszających się dochodów władze Porty zaczęły systematycznie zwiększać wymiary podatków, co w konsekwencji prowadziło często do ruiny gospodarstw chłopskich. Rezultatem takiej polityki były bunty chłopskie, masowe zbiegostwo do miast lub w inne regiony kraju, wyludnianie się bardziej wyzyskiwanych prowincji.
Również rzemiosło, zorganizowane w przestarzały już system cechowy, znalazło się w zastoju. Niekorzystnie oddziaływało na produkcję ogólne rozprzężenie w państwie, ucisk i nadużycia ze strony wielmożów, brak poczucia pewności i praworządności. Ciasnota rynku wewnętrznego ograniczała możliwości zbytu wyrobów rzemiosła, a rosnąca konkurencja ze strony towarów francuskich, angielskich, holenderskich i włoskich prowadziła do wypierania rodzimej produkcji. Imperium Osmańskie stopniowo stawało się dla bardziej rozwiniętych państw Europy typowym rynkiem kolonialnym, dostarczającym surowców w zamian za gotowe wyroby, a dystans dzielący poziom gospodarki tureckiej od europejskiej nieustannie się powiększał. W produkcji rzemieślniczej wyjątek stanowiły: tkactwo, garbarstwo i przemysł zbrojeniowy, rozwijające się w dalszym ciągu pomyślnie i mające wysoką markę za granicą.
Ogólny zastój gospodarczy i narastające zjawiska kryzysowe odbiły się na potędze militarnej państwa. Wojsko tureckie dzieliło się wówczas na dwa podstawowe rodzaje broni: oddziały sułtana otrzymujące żołd ze skarbu państwa, stacjonujące w Stambule i okolicznych twierdzach oraz siły prowincjonalne lenników, złożone z oddziałów nadwornych i pospolitego ruszenia powoływanego pod broń na wypadek wojny. Siły zbrojne Turcji opierały się początkowo na systemie pospolitego ruszenia lenników sułtana (dzierżawców timarów i ziametów) zobowiązanych do służby wojskowej z tytułu otrzymanej we władanie ziemi.
Wzrost grupy wielkich feudałów i zmniejszenie się liczby drobnych i średnich dzierżawców doprowadziły do spadku liczebnego tych wojsk. W XVII w. w Imperium Osmańskim było 3192 ziametów i 50 160 timarów zobowiązanych do wystawienia łącznie 126 000 żołnierzy; faktycznie udawało się zmobilizować na poszczególne kampanie niewiele więcej niż połowę tej liczby. Chcąc zapobiec upadkowi armii, władze tureckie stopniowo powiększały liczbę wojsk zawodowych. Dzieliły się one na piechotę i jazdę. Trzon piechoty stanowił korpus janczarów, pierwotnie rekrutujący się z przymusowo pobranych chłopców chrześcijańskich, skoszarowanych w Stambule oraz Adrianopolu (dziś Edime) i wychowywanych w ślepym posłuszeństwie i fanatyzmie muzułmańskim. Po zaniechaniu przymusowej branki korpus janczarów rozrósł się do 100 000, z czego tylko 55 000 było właściwymi żołnierzami. Równocześnie jednak stracił wiele na wartości, zwłaszcza po uzyskaniu prawa do zawierania małżeństw i zajmowania się rzemiosłem.
Oprócz janczarów w skład piechoty zawodowej wchodzili: kadeci – uczniowie szkół janczarskich, żołnierze przewożący armaty, bombardierzy obsługujący moździerze, artylerzyści, saperzy i minerzy. Ponadto różne służby pomocnicze, jak np.: strażnicy lasów pogranicznych, inżynierowie wyspecjalizowani w zakładaniu obozów, felczerzy i chirurdzy, służby transportowe, zbrojmistrze, przyboczni łucznicy sułtana, orkiestra wojskowa.
Konnica zawodowa nazywana w Polsce sipahami gwardii dzieliła się na kilka rodzajów, a więc: sipahów, silindarów-mieczników, lekkozbrojnych ulufecilerów i gariblerów, dęli, tj. szalonych, czyli harcowników, przybocznych gwardzistów sułtana – muteferików oraz żołnierzy jednostek pomocniczych. Wojska te były znacznie lepiej uzbrojone niż pospolite ruszenie i bardziej zdyscyplinowane, toteż ich wartość bojowa była dość wysoka. W XVII w. liczba zawodowej jazdy tureckiej sięgała 16 000–20 000 ludzi. Tak mocno rozbudowana armia zawodowa poważnie obciążała skarb państwa. Jej morale w porównaniu z dawnymi czasy znacznie się obniżyło, upadła dyscyplina, toteż w razie nieotrzymania na czas żołdu (co wobec częstych pustek w skarbie zdarzało się niejednokrotnie) buntowała się i grabiła własną ludność.
Najwięcej zawodowych żołnierzy dostarczały Imperium Osmańskiemu prowincje: Bośnia, Hercegowina, Czarnogóra, ponadto pasterskie ludy Kurdystanu. Armia turecka – podobnie jak całe państwo – stanowiła zlepek różnych narodowości, połączonych wspólną religią – islamem, stanowiącym istotny czynnik ideologiczny, zwłaszcza w czasie wojen toczonych z chrześcijańskimi państwami Europy.
Żołnierzy osmańskich cechowała na ogół duża waleczność i biegłość w walce na białą broń, natomiast w starciu ogniowym, odgrywającym coraz większą rolę w bitwach XVII w., byli mniej odporni. Uzbrojenie armii tureckiej było różnorodne, lecz nie ustępujące pod względem jakości armiom europejskim, z wyjątkiem sipahów pospolitego ruszenia. Główną bronią janczarów były tzw. janczarki w istocie duże rusznice kalibru 12–27 mm, z lontowym zamkiem i celownikiem płytowym. Ustępowały one muszkietom europejskim celnością oraz zasięgiem strzału, toteż w drugiej połowie XVII w. dowództwo tureckie zaczęło wyposażać swe wojska również w nowocześniejszą broń, wzorowaną na europejskiej.
Po reformach rodu Köprülüch skuteczność ognia kompanii janczarskich znacznie wzrosła, w dalszym ciągu jednak nie dorównywała wojskom polskim i zachodnioeuropejskim. Natomiast w walce na białą broń, szablami, janczarzy bili się dzielnie i byli niebezpieczni nawet dla najlepiej wyszkolonych oddziałów europejskich. Uzbrojenia ochronnego nie nosili, ubrani byli jedynie w grube kaftany sukienne i szarawary.
Jako broni zaczepnej jazda turecka używała szabli oraz długich koncerzy, długich i ciężkich kopii lub lżejszych spis, a także dzirytów służących do miotania i noszonych w pochwie po trzy sztuki (była to głównie broń agów*), berdyszy i łuków. Natomiast rzadkością były w armii tureckiej pistolety, noszone na wzór zachodnioeuropejski w skórzanych olstrach, pokrytych aksamitem i ozdobionych haftami lub lśniącymi gwoździami.
Ogromna większość starych rycin przedstawia jeźdźców tureckich wyłącznie w turbanach, kaftanach i hajdawerach, bez żadnego uzbrojenia ochronnego. Tylko niektóre oddziały ciężkiej jazdy miały szyszaki na głowach, kolczugi, juszmany (tj. kolczugi połączone z płytkami metalowymi) i bechtery (tj. zbroje płytkowo-kolcze). Natomiast niemal wszyscy jeźdźcy używali tarcz, kałkanów; sporządzonych z gałązek spowitych jedwabiem, ze stalowymi lub srebrnymi umbami. Kałkany stanowiły czasem istne klejnoty sztuki, wysadzane drogimi kamieniami i owijane plecionką ze złotogłowiu.
Zawodowi sipahowie oraz bogaci sejmenowie z pospolitego ruszenia ozdabiali swe stroje skórami lampartów, lwów i innych zwierząt, a także piórami ptaków. Rzędy końskie były u nich niejednokrotnie również dziełami sztuki. Jazda pospolitego ruszenia była mało zdyscyplinowana i nie przedstawiała dużej wartości bojowej, natomiast sipahowie zawodowi stanowili poważną siłę, groźną dla każdego przeciwnika.
Doskonała niegdyś artyleria turecka straciła już swą przewagę nad artylerią europejską, w dalszym ciągu jednak miała poważne walory bojowe. Była przede wszystkim bardzo liczna i dysponowała różnorodnym kalibrem dział, od najcięższych o wagomiarze ponad 40 okka, tj. wyrzucających pociski wagi ponad 50 kg, aż do lekkich, o wagomiarze poniżej 10 okka, tj. ponad 10 kg. Ponadto mieli Turcy wielkie moździerze. Instruktorami w artylerii osmańskiej byli przeważnie doskonali fachowcy francuscy, przysłani sułtanowi przez Ludwika XIV. Przyczynili się oni do podniesienia na wysoki poziom tego rodzaju broni. Również duże walory bojowe reprezentowały wojska inżynieryjne, szczególnie oddziały numerów wyspecjalizowanych w zdobywaniu twierdz oraz saperów, specjalistów od budowy mostów. Korpus inżynierów składał się głównie z cudzoziemców, zwłaszcza Francuzów, oraz specjalistów z podbitych państw bałkańskich, przede wszystkim Wołochów i Mołdawian.
Flota turecka w tym okresie dzięki reformom Köprülüch znacznie podniosła swą wartość bojową, chociaż w dalszym ciągu bardziej nadawała się do działań korsarskich niż regularnych walk na morzu. Przed kampanią wiedeńską składała się z około 200 jednostek obsadzanych przez ponad 20 000 marynarzy, głównie Greków.
Siłę militarną Imperium Osmańskiego uzupełniały wojska lenników sułtana: chana krymskiego, hospodarów Mołdawii i Wołoszczyzny oraz bejów Tunisu i Algierii. Największą wartość bojową przedstawiały oddziały jazdy tatarskiej, niezwykle szybkie, ruchliwe, odporne na trudy życia wojskowego. Składały się one z wojowników szlacheckich – bejów i murzów – doskonale uzbrojonych w luki, dziryty, dzidy, szable i koncerze, pancerze, tarcze, szyszaki oraz znacznie liczniejszych karaczów, czyli czerni. Ci byli na ogół nędznie uzbrojeni, często tylko w maślaki, tj. ostre kości lub kawałki żelaza osadzone na gibkim drzewie. Szabla, a nawet łuk należały u nich do rzadkości. Tatarzy dosiadali niezwykle szybkich i odpornych na trudy koników, bachmatów, dzięki czemu potrafili przebyć jednego dnia ponad 100 km, tym bardziej że prowadzili zawsze ze sobą zapasowe konie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.Kara Mustafa pod Wiedniem. Źródła muzułmańskie do dziejów wyprawy wiedeńskiej 1683 roku. Z tureckiego przełożył i opracował Z. Abrahamowie z, Kraków 1973. * Brama Szczęścia – pałac cesarski w Konstantynopolu. Zatknięcie przed nim buńczuków było znakiem do rozpoczęcia wojny. [wróć]
2. J. Reychman, Historia Turcji, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1973. [wróć]
3. Abrahamowicz, op. cit.. [wróć]
4. * Mowa o pokoju andruszowskim kończącym długotrwałą wojnę z Rosją o Białoruś i Ukrainę. Z. Wójcik, Rzeczpospolita wobec Turcji i Rosji 1674–1679, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1976. [wróć]
5. K. Konarski, Polska przed odsieczą wiedeńską, Warszawa 1914. [wróć]
6. * List przymiemy – oficjalne pismo dyplomatyczne sułtana, zapewniające utrzymanie przyjaznych stosunków z danym państwem. Abrahamowicz, op. cit.. [wróć]
7. * Janczaraga – dowódca janczarów.Tamże. [wróć]
8.Tamże. [wróć]
9. Konarski, op. cit.. [wróć]
10. Dążenia do opanowania ziem dawnego Imperium Rzymskiego sygnalizuje Abrahamowicz, op. cit.. Cytat ze stów obrońcy Kandii zob. N. A. de Salvandy, Jan III Sobieski, wyd. 6, Warszawa 1920. O wspomnianym później poemacie Kanavelovicia zob. J. Śliziński, Jan III Sobieski w literaturze narodów Europy, Warszawa 1979. [wróć]
