Wesele w Argentynie - Susan Stephens - ebook
Opis

Utalentowana reporterka Romy Winner jedzie do Argentyny na wesele przyjaciółki. Tam poznaje brata pana młodego Kruza Acostę. Wybucha między nimi namiętny romans. Niedługo potem Kruz przyjeżdża do Romy do Londynu i chce kontynuować znajomość. Oboje jednak nie są przygotowani na konsekwencje, które ten związek przyniesie…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 139

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Susan Stephens

Wesele w Argentynie

Tłumaczenie: Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dwoje spośród gości zgromadzonych pod lśniącym namiotem nie wyglądało na zainteresowanych przebiegiem wesela. Fotoreporterka Romily Winner – dla znajomych Romy – z oczywistych względów zachowywała zawodowy dystans. Braku zainteresowania Kruza Acosty, brata pana młodego, nie usprawiedliwiało nic.

Romy skryła się w cieniu i wycelowała w niego obiektyw. Aparycja śniadego, postawnego bruneta o mrocznym obliczu doskonale pasowała do surowego krajobrazu argentyńskiej pampy. Romy zwykle nie ulegała emocjom podczas pracy, lecz najbardziej tajemniczy spośród sławnych braci Acostów niezmiernie ją fascynował, nie tylko dlatego, że każdy wydawca na świecie zapłaciłby fortunę za jego fotografie. Przypuszczalnie jego groźny wygląd i wojownicze spojrzenie przyciągały uwagę i skłaniały do plotek. Mówiono, że weteran Sił Specjalnych, kształcony w Europie i Ameryce, służył obecnie dwóm rządom. W gruncie rzeczy niewiele o nim wiedziano, nie licząc sukcesów zarówno w interesach, jak i na boisku do polo, co jeszcze podsycało zaciekawienie jego osobą.

Romy poznawała go bliżej za pomocą soczewek obiektywu podczas wesela jego brata Nacha z uroczą, niewidomą Grace. Gdy omiótł wzrokiem bogato udekorowany namiot, z pewnością w poszukiwaniu nieproszonych gości, przykucnęła ukradkiem, żeby jej nie spostrzegł.

Powiedziała sobie, że najwyższa pora zapomnieć o atrakcyjnym wojowniku i skupić uwagę na powierzonym zadaniu, choć Ronalda, wydawcę gazety „Rock!”, dla której pracowała, z pewnością ucieszyłby widok kilku niestandardowych ujęć słynnego żołnierza.

Z duszą na ramieniu ostatni raz nacisnęła migawkę, gdy Kruz zwrócił wzrok w jej stronę. Tworzenie fotoreportażu z wesela sprawiłoby jej ogromną przyjemność, gdyby uzyskała akredytację. Niestety, nikt nie zaprosił oficjalnie reporterki gazety uważanej przez wielu za szmatławiec polujący na skandale. Pracowała na sekretne zlecenie panny młodej, od której dostała zgodę na publikację niektórych ujęć.

Grace poznała znaną reporterkę przez Holly Acostę, koleżankę Romy z redakcji. W ciągu ostatnich trzech miesięcy trzy panie często się spotykały. W rezultacie Grace zadeklarowała, że nie pozwoli nikomu innemu udokumentować ceremonii dla narzeczonego, Nacha i dzieci, które planowała mu urodzić w przyszłości. Odwaga niewidomej dziewczyny tak zaimponowała Romy, że wyraziła zgodę. W krótkim czasie Grace stała się bardziej przyjaciółką niż klientką. Romy wątpiła jednak, czy gdyby Kruz złapał ją na gorącym uczynku, podzielałby entuzjazm bratowej.

Groźna, tajemnicza postać weterana Sił Specjalnych fascynowała ją i przerażała równocześnie. Oczy same podążały za człowiekiem, który ze zbuntowanego młodzieńca wyrósł na bohatera, odznaczonego wieloma orderami za odwagę na polu bitwy. Obecnie prowadził doskonale prosperującą firmę ochroniarską, toteż powierzono mu zadbanie o bezpieczeństwo uczestników ceremonii.

Wstrzymała oddech ze strachu, gdy spojrzał w jej stronę. Nie wątpiła, że ją spostrzegł. Nie wiedziała tylko, co teraz zrobi. Nie po to przemierzyła pół świata, żeby wrócić do Londynu z pustymi rękami lub zawieść pannę młodą. Nie pozwoli, żeby ten groźny wojownik udaremnił jej wysiłki. Dyskretnie wmieszała się w tłum i opuściła aparat. Przejrzawszy zrobione fotografie, stwierdziła, że subtelna uroda Grace jeszcze nabrała blasku, gdy stała pod ukwieconym baldachimem pomiędzy mężem, a jego równie postawnym bratem.

Na próżno ukradkiem omiotła wzrokiem wnętrze w poszukiwaniu cienia. Odkąd wirusowa choroba odebrała Grace wzrok, dostrzegała tylko światło. Dlatego olbrzymi namiot oświetlały kryształowe, weneckie żyrandole, a gości poproszono o założenie jasnych, błyszczących strojów.

Gdy tłum powoli przesuwał się w kierunku gospodarzy, Romy spuściła głowę. Tylko czterej zabójczo przystojni bracia Acosta stali w miejscu. Najstarszy, Nacho, pożerał wzrokiem świeżo poślubioną małżonkę. Powietrze aż iskrzyło od gorących spojrzeń Diega i jego żony Maxie, organizatorki przyjęcia. Ruiz Acosta najwyraźniej nie mógł się doczekać, aż zaciągnie do łóżka swoją żonę, Holly, koleżankę Romy z redakcji. Lucia Acosta, jedyna siostra w rodzinie, otwarcie kokietowała męża, Luke’a Forstera, niezwykle fotogenicznego amerykańskiego gracza w polo.

Tylko Kruz pozostał kawalerem. No i co z tego? Nawet jeśli aparat go uwielbiał, Romy nie musiała. Te blizny i posępne oblicze powinny ją odpychać, lecz zamiast tego pociągały nieodparcie. Zaskoczyło ją, że gdy zwrócił wzrok na Grace, rysy mu nagle złagodniały. Nie odparła pokusy, by wycelować w nich obiektyw. Takie ujęcia na żywo, znienacka, określano w jej branży mianem złotych żył. Właśnie umiejętności błyskawicznego utrwalania takich ulotnych chwil zawdzięczała swoją doskonałą reputację.

Nim zdążyła sobie pogratulować sukcesu, Kruz ponownie na nią spojrzał. Zrozumiała, co czuje królik na jezdni, sparaliżowany strachem na widok świateł samochodu. Gdy zrobił krok w jej kierunku, zostało jej na tyle przytomności umysłu, by schować aparat do torby i pośpieszyć ku wyjściu.

Sama siebie nie rozumiała. Nie wpadała łatwo w popłoch niczym wylękniona debiutantka. Nie brakowało jej doświadczenia ani w zawodzie, ani w kontaktach z płcią przeciwną. Dlaczego więc zapierało jej dech właśnie na widok tego człowieka? Widocznie sama świadomość, że ściga ją mężczyzna, wyglądający jak uosobienie najśmielszych erotycznych fantazji, wprawiała ją w stan radosnego podniecenia.

Nim zdążył na dobre ją wypłoszyć, sfotografowała ukradkiem zza masztu namiotu kompozycje kwiatowe z mocno pachnących białych różyczek i puszystych, bladoróżowych peonii. Strop ozdobiono wstążkami z białej satyny, srebrnymi dzwoneczkami i bukiecikami kwiatów. Choć Grace nie mogła ich zobaczyć, organizatorka zapewniła, że ich aromat sprawi jej wielką przyjemność. Romy zaplanowała, że zrobi dla niej dokumentację fotograficzną ze szczegółowymi opisami alfabetem Braille’a.

– Cześć, Romy!

Romy podskoczyła ze strachu, gdy ktoś dotknął jej ramienia. Odetchnęła z ulgą na widok celebryty, liczącego na zdjęcie w gazecie. Otrzymała niespodziewaną szansę zarobienia sporych pieniędzy, których bardzo potrzebowała, choć osobiście wolałaby fotografować zwyczajnych ludzi w niezwykłych sytuacjach. Obiecała sobie, że kiedyś zrealizuje to marzenie, ale na razie skorzystała z okazji, którą ofiarował jej los.

Goście już siadali za stołami. Tłum stojących rzedniał. Romy uznała, że najwyższa pora uciekać. Zwykle wmieszanie się w tłum przychodziło jej bez trudu, ale tym razem wątpiła, czy zdoła umknąć przed bystrym okiem Kruza Acosty. Pożegnawszy gwiazdora, znalazła sobie stanowisko obserwacyjne za olbrzymim bukietem, skąd mogła do woli obserwować grę mięśni przy każdym poruszeniu się Kruza. Rozpalona wyobraźnia podsunęła jej jego wizerunek bez garnituru. Grace poinformowała ją, że choć Kruz za swój dom uważa argentyńskie pampasy, zamierza otworzyć firmę w Londynie.

– Tuż obok redakcji „Rocka!” – dodała radośnie, jakby przekazywała wyjątkowo pomyślną wiadomość.

Romy nie podzielała jej entuzjazmu. Jej zdaniem to bliskie sąsiedztwo mogło przynieść co najwyżej kłopoty. Tym niemniej sam jego widok rozpalał krew w żyłach. Poszukała go wzrokiem, ale nie wypatrzyła. Widocznie skorzystał z któregoś z licznych wyjść. Postanowiła więcej nie ryzykować, tylko jak najszybciej wrócić do wozu transmisyjnego. Na szczęście stał niedaleko, a Holly dała jej klucz. Ponieważ nie opuszczało jej poczucie, że ktoś ją śledzi, przyspieszyła kroku. W gruncie rzeczy nie miała powodów do obaw. Ponieważ nie urosła duża, koleżanki dokuczały wątłej dziewczynce, więc z konieczności w dzieciństwie zaczęła trenować kick-boxing. Każdego, kto by spróbował odebrać jej aparat, czekała przykra niespodzianka.

Kruz rozpoznał dziewczynę spieszącą ku wyjściu. Nie zamierzał pozwolić jej umknąć. Jako że sam podpisywał akredytacje dla dziennikarzy, wiedział, że takowej nie otrzymała. Uchodziła za nieustraszoną poszukiwaczkę ciekawych historii. Szybko zyskała reputację uzdolnionej, wnikliwej obserwatorki. Podobno nie miała sobie równych w zawodzie, co nie usprawiedliwiało jej bezprawnego wtargnięcia na wesele jego brata.

Rozczarowała go. Wyobrażał sobie, że znajdzie jakąś pomysłową kryjówkę, wejdzie na dach albo przebierze się za kelnerkę. Tymczasem szukała schronienia za masztem namiotu czy plecami innych jak niedoświadczona nowicjuszka. Mimo drobnej postury z daleka przyciągała wzrok. Końcówki krótkich, czarnych włosów ufarbowała na czerwono i nastroszyła „na jeża” za pomocą żelu. Grube, czarne kreski wokół oczu kontrastowały z bladą cerą.

Nie mógł wykluczyć, że celowo wybrała tak dziwaczny wizerunek, by wykorzystać moment zaskoczenia gości dla zrobienia ciekawych zdjęć. Niezależnie od jej motywów, przysiągł sobie, że zapłaci za swoją zuchwałość. Nie zdecydował jeszcze tylko, w jakiej walucie. Podejmie decyzję, jak ją złapie, w zależności od nastroju.

Romy przemknęła w ciemnościach ku wysypanej żużlem ścieżce. Cały czas czuła, że ktoś ją obserwuje. Miała nadzieję, że to nie Kruz. Chyba miał ważniejsze zadania do wykonania.

Przypomniawszy sobie skąpe relacje na jego temat, uprzytomniła sobie, czemu zawdzięcza aparycję i opinię twardziela. Odkąd rodzice zginęli podczas powodzi, dorastał pozbawiony macierzyńskiej czułości, która złagodziłaby jego charakter. Najstarszy brat, Nacho, wychował resztę rodzeństwa.

Przystanęła na rozdrożu w poszukiwaniu świateł wozu transmisyjnego. Musiała zachować zimną krew, żeby wysłać kopie zdjęć. Wkrótce po rozpoczęciu kariery zawodowej zorientowała się, że najłatwiej zarobić na sensacjach. Zarobione na fotoreportażach pieniądze pozwalały na utrzymanie matki w domu opieki od czasu, gdy straciła samodzielność po dotkliwym pobiciu przez męża. Kiedy usłyszała, że do końca życia będzie wymagała całodobowej opieki, Romy przysięgła sobie, że zrobi wszystko, co w jej mocy, żeby zapewnić mamie jak najlepsze warunki.

Zimny powiew od strony Andów przyprawił ją o dreszcze. Biały namiot został daleko w tyle. Przerażał ją ten surowy krajobraz z ostrymi szczytami gór, zwłaszcza teraz, w nocy. Mieszkanka gwarnego Londynu czuła się tu nie na miejscu. Potężni bracia Acosta idealnie pasowali do rozległych przestrzeni, wśród których wyrośli i których większa część stanowiła ich własność.

Po wyjściu za róg uspokoił ją nieco widok świateł wozu transmisyjnego, najeżonego antenami radiowymi i satelitarnymi. Nie na długo. Czy to gałązka trzasnęła za jej plecami? Z mocno bijącym sercem zaczęła szukać kluczy w torebce. Krzyknęła ze strachu, gdy męska dłoń złapała ją za nadgarstek, a druga sięgnęła po aparat. Odruchowo wykonała zamach nogą, ale nim zdążyła kopnąć napastnika, złapał ją za kostkę.

– Dobrze – pochwalił, przypierając ją do drzwi pojazdu. – Ale nie doskonale.

Romy stwierdziła, że obiektyw nie oddaje w pełni mrocznej urody Kruza. Widziała z bliska złote refleksy w ciemnych oczach i cyniczny uśmieszek. Nie odrywając wzroku od jej twarzy, powoli zsunął jej z ramienia pasek aparatu i odłożył na bok. Na próżno usiłowała go odepchnąć. Bez trudu powalił ją na ziemię. Romy zrobiła przewrót i skoczyła na równe nogi, ale złapał ją i przyciągnął do siebie. Był prawie dwa razy wyższy od niej. Zaszokowana, potarła ramię, choć nie sprawił jej bólu. Znów spróbowała walczyć, ale skwitował śmiechem jej próżne wysiłki. Upokorzył ją jeszcze bardziej, gdy spytał:

– Jakim cudem się tu dostałaś? Nie wpuszczamy tu paparazzich.

– Pracuję dla „Rocka!” – wyjaśniła z godnością.

– Och, przepraszam za nietakt – odrzekł z teatralnym ukłonem. – Pewnie we własnym gabinecie na eksponowanym stanowisku?

– Owszem, mam całkiem ładny gabinet – skłamała, dokładając wszelkich starań, by ukryć zmieszanie. Nie przywykła do takiego lekceważenia ze strony płci przeciwnej.

– Dobrze wiedzieć, że osławiona Romy Winner jest mistrzynią kick-boxingu – drwił dalej.

Romy zaczerwieniła się ze wstydu. Nie zaprezentowała mistrzowskiej klasy, skoro unieszkodliwił ją przy pierwszej próbie obrony.

– Przypuszczam, że ten sport bardzo się przydaje przy forsowaniu zamkniętych drzwi – ciągnął Kruz.

– Zwłaszcza w zetknięciu z takimi brutalami jak ty – odburknęła z wściekłością.

– Może powalczylibyśmy kiedyś na macie w sali gimnastycznej? – zasugerował, niezrażony.

– Po moim trupie!

Kruz obrzucił ją ostrym spojrzeniem, lecz nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia, ponieważ nie odrywała wzroku od twardych, lecz zmysłowych ust. Zadawała sobie pytanie, czy chciałaby, żeby ją pocałował, choć w gruncie rzeczy znała odpowiedź. Doprawdy niewiarygodną! Lubiła na niego patrzeć okiem fotografa, jak na pięknego tygrysa, ale bez chęci pogłaskania. Uznała, że najwyższa pora utrzeć mu nosa.

– Kick-boxing pomaga stłumić zapędy nachalnych adoratorów.

– Nie pochlebiaj sobie, Romy – wycedził lodowatym tonem.

Romy nie widziała szansy odzyskania aparatu. Miał błyskawiczny refleks, bystre spojrzenie i szybkie ruchy. Ciekawe, jakim byłby kochankiem? Na szczęście nigdy tego nie sprawdzi. Spróbowała pochwycić pasek aparatu, lecz znowu zdołał ją zaskoczyć, zdzierając jednym ruchem żakiet z jej ramion. Romy nie włożyła nic pod spód prócz cienkiego, białego podkoszulka. Nie potrzebowała biustonosza. Żałowała, że nie może mu zaimponować pokaźnym biustem.

– Znowu mnie prowokujesz? – wycedził, nie odrywając wzroku od drobnych, żenująco sterczących sutków.

– Muszę cię rozczarować. Próbuję tylko odzyskać swoją własność – odburknęła.

– Co takiego zarejestrowałaś, czego twoim zdaniem nie powinienem zobaczyć? Odbierzesz go jutro, jak sprawdzę zawartość.

– Muszę dziś opracować i wysłać zdjęcia. Na tym polega moja praca.

– Nielegalna bez akredytacji.

Romy zrozumiała, że go nie przekona. Błyskawicznie sięgnęła po aparat, lecz Kruz jeszcze szybciej powalił ją na ziemię i przygniótł własnym ciężarem.

– Co mam z tobą zrobić? – wymamrotał.

Unieruchomiona za pomocą rozstawionych, muskularnych ud, Romy nie znalazła sposobu obrony. Prawdę mówiąc, nie szukała zbyt intensywnie jego słabych stron. Znała je, podobnie jak własne. Jego gorący oddech pieścił skórę. Miękka jak materac, pognieciona trawa pachniała odurzająco. Gdy spróbowała go odepchnąć, zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem. Sprawił jej zbyt wielką przyjemność, by podejmować walkę. Jęknęła dopiero, gdy odchylił głowę. Wychowana w patologicznej rodzinie, w całym swoim dwudziestoczteroletnim życiu nie zaznała czułości. Pozwalała sobie czasami na chwile rozkoszy. Nie widziała powodu, by nie skorzystać z niespodziewanej okazji.

Bez zahamowań, bez gry wstępnej, bez względu na konsekwencje?

Uczciwa odpowiedź brzmiała: tak. Samo spojrzenie Kruza działało jak afrodyzjak, gorące dłonie wzniecały ogień pod skórą. Nie próbowała odeprzeć pokusy. Gdy powoli zdjął marynarkę, a potem zajrzał jej głęboko w oczy, wiedziona pierwotnym instynktem, szarpnęła poły jego koszuli, aż guziki poleciały na boki. Na widok muskularnego torsu, pokrytego bliznami i tatuażami, zaparło jej dech.

Choć nie potrzebowali słów, na wszelki wypadek głośno uprzedził o swoich zamiarach. Romy w odpowiedzi tylko błogo westchnęła. Z niecierpliwością wyczekiwała spełnienia. Zdziwiło ją, że w szale namiętności zachował na tyle przytomności umysłu, by pomyśleć o zabezpieczeniu, podczas gdy ona zupełnie straciła głowę.

Tytuł oryginału: Taming the Last Acosta

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2013 by Susan Stephens

© for the Polish edition by Arlekin – Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2015

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Życie są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-1070-6

ŚŻE – 570

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com