Brazylijski playboy - Susan Stephens - ebook
Opis

Karina Marcelos od dzieciństwa przyjaźniła się z Dantem Baraccą. Ich dobre relacje zakończyły się jednak w dzień jej osiemnastych urodzin. Karina wolałaby już nigdy więcej go nie widzieć. Spotykają się po kilku latach, oboje bardzo odmienieni: on – brazylijski sportowiec u szczytu sławy i znany playboy, ona – spięta i wycofana, skupiona wyłącznie na pracy. Oboje mają sobie wiele do wyjaśnienia…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 145

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Susan Stephens

Brazylijski playboy

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Nie zrobię tego, wykluczone!

Zasłaniając oczy przed intensywnymi promieniami porannego słońca, Karina Marcelos patrzyła na brata z niedowierzaniem. Stali na balkonie jego apartamentu położonego na ostatnim piętrze luksusowego hotelu. U stóp mieli Rio de Janeiro powoli budzące się do życia. Luka był zawodowym graczem w polo. Zdarzało mu się bywać nieobliczalnym, ale przeważnie liczył się z uczuciami siostry.

– Dlaczego nie? Nie ma lepszej organizatorki imprez od ciebie, a Puchar Polo to nie przelewki.

Luka wzruszył ramionami i wyminął ją, znikając we wnętrzu apartamentu. Karina mogła tylko bezsilnie zacisnąć pięści i pójść za nim.

– Musisz mnie z tego wyplątać! – poprosiła stanowczo.

Zmarszczył brwi, opadając ciężko na fotel za biurkiem. Nie był przyzwyczajony, by ktokolwiek mu odmawiał. Wyjątek mógł zrobić tylko dla ukochanej żony Emmy.

– Mówię poważnie! – nalegała Karina. – Mam grafik wypełniony po brzegi. Może udałoby mi się wykroić kilka tygodni, ale to za mało na wydarzenie tej rangi.

Nie była to prawda. Mogła znaleźć więcej czasu, ale to nie był główny powód, dla którego musiała odrzucić propozycję.

– Już za późno – odparł Luka. – Wysłaliśmy plakaty i jest na nich twoje nazwisko. Nie sądziłem, że odmówisz. Zresztą drużyna na ciebie liczy.

Mówiąc drużyna, Luka miał na myśli Team Thunderbolt – drużynę graczy w polo, którzy słynęli w środowisku sportowym przede wszystkim z wywoływania burd. Główny jej trzon stanowili Luka i Dante Baracca, którego nazwisko od dziesięciu lat wisiało nad życiem Kariny niczym klątwa. W tym roku Gaucho Cup miał się odbyć na ranczu Dantego, a to oznaczało, że jako organizatorka musiałaby z nim współpracować.

– Więc co się stało, że nie możesz? – domagał się odpowiedzi, spoglądając na nią z niecierpliwością.

Nie wiedziała, od czego zacząć. Nie chciała wzbudzać podejrzeń brata, a znalezienie sensownej wymówki nie było łatwe. Równie trudna wydawała jej się perspektywa przebywania na co dzień z Dantem Baraccą, pomyślała, czując przebiegający po skórze dreszcz.

– Musisz to dla mnie zrobić, zrozum.

– Wiem, ile znaczy dla ciebie Puchar, ale przecież są też inni organizatorzy.

– Nie tak dobrzy jak ty – argumentował.

Spojrzenie Kariny powędrowało ku gablocie, w której Luka trzymał trofea sportowe. Zrobił nawet miejsce pośrodku, spodziewając się zapewne, że i tym razem drużyna Thunderbolt zdobędzie puchar. Tuż obok stał jej puchar, wyróżnienie od Międzynarodowego Związku Organizatorów Imprez. Wiedziała, że Luka był z niego tak samo dumny, jak ze swoich osiągnięć.

– Więc jak, Karino? Potrzebuję odpowiedzi – naciskał.

– A ja potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć – powiedziała.

– O czym chcesz myśleć? – Zniecierpliwiony odsunął od siebie papiery. – To najbardziej prestiżowy kontrakt, jaki mógł ci się trafić, więc dlaczego tak się upierasz?

Kochała brata, ale Luka naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, o jak wielką przysługę ją prosi. Dante Baracca był najbardziej aroganckim i zadufanym w sobie mężczyzną, z jakim kiedykolwiek miała do czynienia. Unikała go podczas rozgrywek polo, ale gdy Luka i Emma zeszli się ze sobą, zmuszona była co jakiś czas widywać go na gruncie towarzyskim. Jeśli teraz przyjmie zlecenie, w które wplątał ją brat, szlag trafi jej wszystkie dotychczasowe wysiłki.

– Mogłeś chociaż zapytać… – powiedziała urażona.

– Pewnie. Jak w ogóle mogłem pomyśleć, że ucieszysz się z takiej propozycji? – zadrwił ponuro.

Organizacja zawodów byłaby ekscytującym wyzwaniem. Tu Luka miał rację. Problemem był Dante Baracca, z którym Karina byłaby zmuszona pracować.

– Dante to despota bez krzty poczucia humoru – mruknęła.

– Odnosi sukcesy i ma pieniądze. To raczej normalne zachowanie – odpowiedział Luka.

– Właśnie to powiedziałam.

Luka z zaciekawieniem przyjrzał się siostrze, która spuściła oczy. Naprawdę nie chciała przysparzać mu kłopotów.

– Czy jest coś, o czym nie wiem?

Lodowaty dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa. Milczała.

– Znam się z Dantem od lat. Gramy w jednej drużynie. Ty też go znasz, więc w czym problem? Chyba nie wierzysz w to, co piszą o nim w gazetach?

– Nie ma żadnego problemu – zaprzeczyła stanowczo. – A co do jego reputacji… – Westchnęła głęboko. – Media robią z niego diabła wcielonego i zapewne część tych rewelacji jest prawdą. Nieważne zresztą. Muszę odmówić i myślałam, że jako mój brat zrozumiesz to.

Luka potrząsnął głową i spojrzał na nią błagalnie. Tak jak tylko on umiał.

– Zrób dla mnie tę jedną rzecz i nigdy więcej o nic nie poproszę.

Uśmiechnęła się blado.

– Aż do następnego razu?

– Zawsze myślałem, że jesteś rozsądna.

Karina zwierzała mu się z wielu rzeczy, ale nie ze wszystkiego.

– Spróbuję znaleźć inne rozwiązanie.

– Nie ma innego rozwiązania. Chcę, żebyś to była ty. Dante też tego chce.

Jakoś w to nie wierzyła. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach, analizując sytuację. Jeśli plakaty z jej nazwiskiem już wisiały w mieście, będzie trzeba zastąpić je bannerami z nazwiskiem jej następcy. I będzie to musiał być ktoś dobry. Ktoś, komu gracze mogliby zaufać. Nawet jeśli sama nie weźmie tej pracy, dopilnuje, żeby zajął się nią ktoś odpowiedzialny. Nie życzyła przecież źle bratu ani jego drużynie.

– Jeśli martwisz się zakusami Dantego, to niepotrzebnie. Ma tyle wielbicielek, że nawet nie będzie miał czasu zawracać sobie głowy kolejnymi podbojami.

– Och, dzięki za troskę – odparła sucho.

Rzeczywiście, dziewczyny zawsze kręciły się wokół drużyny. Zresztą tak było w każdym sporcie. Karina nigdy nie uważała się za kogoś, kto mógłby z nimi konkurować.

– Jesteś moją siostrą – powiedział rozdrażniony, jakby sam ten fakt mógł ją ochronić przed ściągnięciem na siebie uwagi Dantego. – Nie ubzdurałaś sobie chyba, że będzie się narzucał.

– Oczywiście, że nie. Za kogo ty mnie uważasz?

– Za doskonałą organizatorkę i przepiękną kobietę. Dante Baracca jest przyjacielem z dzieciństwa i moim kolegą z drużyny. Niczym więcej.

– I facetem, którego powinnam unikać – mruknęła.

– Słucham?

– Nie muszę lubić wszystkich twoich kolegów.

– Nie musisz też kierować się irracjonalnymi obawami. Podpisz kontrakt, Karino. Mam dość tych wykrętów.

Podpisać kontrakt i wejść w drogę Dantemu? Spotykać się z nim dzień w dzień? Minęło już sporo czasu, odkąd Karina włóczyła się po okolicy z bratem i jego kolegami. Mimo że była dziewczynką, i to młodszą od nich, chłopcy jakoś ją tolerowali. Duża była w tym zasługa Luki, który po śmierci rodziców praktycznie sam zajmował się wychowaniem siostry. Nie był jednak dorosły, przez co Karinie co rusz zdarzało się pakować w dziwne sytuacje, o których jej brat nie miał pojęcia nawet teraz, gdy oboje już byli dorośli.

Luka wyciągnął w jej stronę rękę z długopisem. Poczuła się zmuszona zaakceptować fakt, że brat znaczył dla niej więcej niż jej własny upór i duma. Po prostu będzie się musiała pożegnać wreszcie z przeszłością. Zrobić tak, jak poradzili jej w szpitalu. Podnieść głowę i ruszyć z miejsca. Wiedziała, że potrafi poradzić sobie z Dantem Baraccą. Po prostu do tej pory odkładała to, unikając go. Luka nie zasługiwał na kolejną ucieczkę. A zatem zrobi dobrą minę do złej gry i rozwiąże swój problem raz na zawsze.

Wzięła długopis i pochyliła się nad umową.

– Powinnam ci podziękować za to, że mnie poleciłeś – powiedziała.

Luka roześmiał się z wyraźną ulgą, widząc, jak Karina składa podpis na dokumencie.

– Wszyscy mieli nadzieję, że to będziesz ty. Ja tylko pierwszy powiedziałem to głośno.

Cóż, przynajmniej jedno z nas jest zadowolone, pomyślała Karina, widząc jak Luka wychodzi zza biurka. Praca była naprawdę prestiżowa i Karina postąpiłaby głupio, odrzucając propozycję tylko dlatego, że w pakiecie był Dante Baracca.

Luka ją uścisnął.

– To będzie najlepsze zlecenie w twojej dotychczasowej karierze, zobaczysz!

Odwzajemniła uścisk. Kolejny raz zrobiła ustępstwo na rzecz brata. Ale jej zdaniem zasługiwał na to.

– Wiem, że Dante drażnił się z tobą, kiedy byliśmy mali – przypomniał Luka. – Wszyscy byliśmy zaskoczeni, gdy zaprosiłaś go na swoją osiemnastkę.

Karina drgnęła, po czym uśmiechnęła się, maskując zmieszanie.

– Połowa mojej klasy chciała go poznać – odpowiedziała wymijająco. – Stare dzieje. Od tamtej pory wiele się zmieniło.

– Od tamtej pory trzymałaś się od niego z daleka. Pewnie znowu coś palnął. Cokolwiek to było, zapomnij o tym i patrz w przyszłość.

Karina patrzyła w przyszłości, ale to, co widziała, nie wyglądało zbyt kolorowo.

Wysunęła się z objęć brata i podeszła do balkonu. Nie mogła znieść jego przenikliwych spojrzeń.

– Dante to opoka drużyny – podkreślił Luka. – Będzie gościł u siebie tegoroczny Puchar. Jakieś pytania?

– Chyba nie – powiedziała zamyślona.

Gdyby ktoś ją zapytał, Karina szczerze powiedziałaby o sobie, że była trudnym dzieckiem, a potem zbuntowaną nastolatką. Ważną częścią tego nastoletniego życia był Dante. Ale jako starszy, był bardziej doświadczony. Ona potrzebowała więcej czasu, by dorosnąć i pozbyć się naiwnych marzeń, a za brak doświadczenia zapłaciła wysoką cenę. Rozsądek przyszedł dopiero później, a wraz z nim konkluzja, że mleko już się rozlało. Od tamtej pory podążała stromą ścieżką i uczyła się życia, zostawiając Dantego daleko za sobą.

– Wiem, że tak duży kontrakt to dla ciebie także stres – wrócił do rozmowy Luka, źle odczytując jej zamyślenie. – Poradzisz sobie, jestem tego pewien.

– Postaram się – obiecała, odwracając się w jego stronę.

– Wiem – odparł. – Dlatego chciałem, żebyś to była ty, a nie kto inny. Co do Dantego… – Uśmiechnął się, chcąc dodać jej odwagi. – Wierz mi, że wszyscy uważają go za ciężki orzech do zgryzienia.

– Wszyscy z wyjątkiem jego kobiet – powiedziała nieopatrznie.

– A co to ma z tobą wspólnego?

– Absolutnie nic – powiedziała, dzielnie wytrzymując podejrzliwe spojrzenie brata.

Opierając się o chłodną szybę, przypomniała sobie, jak błagała go, by pozwolił jej wyjechać za granicę. Powiedziała wtedy, że ma dosyć Rio i że w końcu musi rozpocząć samodzielne życie. Luka nie domyślił się, że wszystko to było próbą ucieczki od Dantego. Opłacił jej studia hotelarskie, a potem Karina dostała stypendium w znanej szwajcarskiej firmie, która prowadziła szkolenia dla organizatorów imprez. Ukończyła kurs z wyróżnieniem i z dyplomem wróciła do Rio, gotowa zmieniać świat.

Na uznanie Luki musiała solidnie zapracować, podejmując się wielu mniejszych projektów, dopiero wtedy Luka stwierdził, że jej umiejętności faktycznie mogą się mu przydać. Gaucho Polo Cup był najpoważniejszym wśród dotychczasowych zleceń Kariny i w normalnych warunkach byłaby zaszczycona propozycją. Wiedziała, że poradziłaby sobie. Jedynym problemem był Dante. Karina nie była już tą nastolatką, którą kiedyś znał. Tylko czy Dante Baracca będzie to umiał zaakceptować? Według doniesień prasy nic a nic się nie zmienił. Wciąż przyciągał tłumy pięknych kobiet, które zmieniał jak rękawiczki. Tego Karina obawiała się najbardziej.

– Dante Baracca to legenda polo – rzucił jej brat z rozbawieniem. – Kobiety będą ci zazdrościć.

– Pewnie dlatego, że nie wiedzą, jak okropnym człowiekiem jest ich idol. – Wzdrygnęła się.

– To chyba trochę za ostra ocena, szczególnie że nie rozmawiałaś z nim od lat.

– Miałam swoje powody. Dante Baracca to same kłopoty.

To prawda, umiał być miły, gdy mu na czymś zależało. Ale potrafił też być zimny i bezwzględny. Jeśli uda mu się zachowywać profesjonalnie, być może współpraca jakoś się ułoży. Jeśli nie…

Jej myśli jak bumerang powracały do mężczyzny o czarnych włosach, czarnych oczach i czarnym sercu. Mężczyzny, który wyglądał jak król cygański. Miał nawet złote kolczyki w uszach. Karina bardzo dobrze pamiętała tamtą noc, kiedy praktycznie zmusiła go, by przekłuł uszy, będąc przekonana, że nigdy się na to nie odważy. Wygrał zakład. Oboje byli postrzeleni, a skończyło się to tym, że postanowili razem uciec. On miał wtedy czternaście lat, a ona dziesięć.

– Och, przestań się zamartwiać, Karino. Ktoś mógłby pomyśleć, że kazałem ci wejść do jaskini lwa. Popatrz… – Luka wziął do ręki magazyn. – Dante jest teraz na fali.

Uśmiechnięta triumfalnie twarz Dantego zdobiła okładkę magazynu. Gdzież indziej można było zobaczyć króla polo jak nie na okładce?

– Nie mogliście się spotkać w lepszym momencie! – przekonywał ją Luka.

– Nie będę się z nim spotykać, tylko pracować.

– Oczywiście, oczywiście – przytaknął brat.

Karina zapatrzyła się w zdjęcie widniejące na stronie tytułowej. Gdy zerknęła na brata, zobaczyła jego pełen aprobaty uśmiech. Na całe szczęście nie mógł słyszeć, jak głośno wali jej serce. Na zdjęciu Dante siedział na koniu w dżinsach, z nagim torsem. Za plecami miał morze i ognistą kulę zachodzącego słońca. Pomijając kiczowatą scenerię, wyglądał rzeczywiście bosko. Opalona na złoty brąz skóra, kruczoczarne włosy opadające na czoło i uśmiech mężczyzny, który na skinienie ręki mógłby mieć każdą kobietę.

Miał teraz więcej tatuaży niż w czasach, gdy byli ze sobą bliżej. Każdy z członków zespołu Luki miał wytatuowaną błyskawicę będącą symbolem drużyny. Nie zdziwiłoby jej wcale, gdyby się dowiedziała, że nowe tatuaże, które dodawały mu demonicznego uroku, były dziełem samego diabła.

Na wspomnienie przeszłości zaschło jej w ustach. Nerwowo przełknęła ślinę. Czy Dante Baracca kiedykolwiek opuści jej skołatane myśli? Nie była pewna, czy tego chce. Wspomnienia z Dantem w roli głównej miały słodko-gorzki smak. Jego odejście było dla niej trudne do przeżycia, a smutek tak dojmujący, że do dziś bolało ją serce. Dante na zawsze już pozostanie częścią jej życia. Przysunęła okładkę bliżej i zmrużyła oczy. Wciąż nosił kolczyki identyczne jak te, które podarował jej w dniu osiemnastych urodzin. Po imprezie Karina wepchnęła je w jak najodleglejszy kąt szuflady, aby nie przypominały jej o Dantem. Byli jak dwie bratnie dusze, które omal nie doprowadziły siebie nawzajem do zagłady.

– Nie martw się, Karino. Jeśli radzisz sobie z takim barbarzyńcą jak ja, równie łatwo poradzisz sobie z Dantem.

– Jeśli będzie robił, co mu każę, to kto wie… – odpowiedziała wciąż zamyślona.

– Chciałbym to zobaczyć – skomentował Luka, tłumiąc śmiech.

– Ja nie żartuję. Mam poważną pracę. To że ty i Dante nadal nie wyrośliście z wygłupów…

– Co się dzieje, Karino? – przerwał jej Luka. – Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałaś. Jak bez przerwy będziesz się obnosić z tą obrażoną miną, zrujnujesz nam zawody.

– Dobrze, już dobrze! – Zrezygnowana machnęła ręką. – Ale nie możesz mnie więcej stawiać wobec faktów dokonanych. Dante Baracca to ostatni taki przypadek, czy to jest jasne?

Luka odwrócił się w stronę drzwi, w których pojawiła się głowa jego sekretarki.

– Może powiesz mu to sama. – Drzwi otworzyły się szerzej i Luka zasłonił jej widok, idąc w kierunku gościa. – Wejdź, przyjacielu. Karina wprost nie może się doczekać, by opowiedzieć ci o swoich planach.

Tytuł oryginału: Back in the Brazilian’s Bed

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2015 by Susan Stephens

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2851-0

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.