Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2019

Niedokończona historia (Światowe Życie) ebook

Susan Stephens  

3.86842105263158 (38)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 163 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Niedokończona historia (Światowe Życie) - Susan Stephens

Do greckiej restauracji w Londynie, w której pracuje Lizzie Montgomery, przychodzi przyjaciel szefa, milioner Damon Gavros. Kiedyś Lizzie go kochała, ale ich znajomość zakończyła się burzliwie. Teraz Damon, jak gdyby nigdy nic, zaprasza ją na kawę. Lizzie nie może mu wybaczyć, że kiedy była osiemnastolatką, zburzył jej świat, nie potrafi się jednak oprzeć jego urokowi…

Opinie o ebooku Niedokończona historia (Światowe Życie) - Susan Stephens

Fragment ebooka Niedokończona historia (Światowe Życie) - Susan Stephens

Susan Stephens

Niedokończona historia

Tłumaczenie: Agnieszka Wąsowska

PROLOG

Jedenaście lat wcześniej…

Lizzie była jak dynamit. Miała osiemnaście lat, płomiennorude włosy, tatuaże i kolczyk w wardze. Była ubrana w czarne skórzane spodnie i skąpy top. Musiałby być niespełna rozumu, żeby nie pragnąć Lizzie Montgomery.

Nie zmieniało to jednak faktów. A fakty były takie, że byli w sądzie. On, Damon Gavros, był jednym z właścicieli międzynarodowej firmy transportowej Gavros Inc zarejestrowanej w Grecji i znalazł się tu, by wesprzeć ojca, będącego głównym świadkiem oskarżenia w sprawie przeciw oszustowi, jakim się okazał Charles Montgomery.

Kiedy ujrzał ponownie Lizzie w sądzie, przeżył szok, choć skłamałby mówiąc, że żałował nocy, którą z nią spędził. Nawet gdyby wiedział, kim jest, z pewnością nie znalazłby w sobie dość siły, by się jej oprzeć. Zrobiłby dokładnie to, co zrobił, nie bacząc na konsekwencje.

Wczorajszego wieczora spotkali się po raz pierwszy w życiu. Barman nie chciał sprzedać Lizzie drinka. On sam siedział przy tym samym barze, rozmyślając o człowieku, który zamierzał zdefraudować pieniądze jego ojca. Widząc zdeterminowaną kobietę i doprowadzonego do ostateczności barmana nie mógł nie zareagować. Posadził Lizzie koło siebie, dał jej dużo kawy i zaczęli rozmawiać.

Powiedziała mu, że ma na imię Lizzie. Nie miał pojęcia, że jest córką Charlesa Montgomery’ego. Była zabawna i napalona. Wkrótce miała rozpocząć studia, a on właśnie je kończył. Ich rozmowa oczywiście miała ciąg dalszy, a teraz było już za późno, żeby to zmienić.

Ojciec Lizzie został zamknięty w areszcie. Ona sama czekała na niego przed budynkiem sądu. Kiedy go zobaczyła, nie przebierała w słowach. Wymierzyła mu siarczysty policzek, na który, jak sądził, zasłużył. Nie bacząc na znajdujących się wokół ludzi, uniosła w oskarżycielskim geście zaciśnięte w pięści dłonie.

– Ty draniu! Jak mogłeś pójść ze mną wczoraj do łóżka, wiedząc, że dziś to się stanie?

– Uspokój się, Lizzie. Robisz z siebie widowisko.

– Mam się uspokoić? Przez ciebie mój ojciec został potraktowany jak kryminalista! – wykrzyknęła z goryczą.

W jej oczach Charles Montgomery zawsze pozostanie niewinny. Jeśli o nią chodzi cała reszta świata, a w szczególności mężczyzna, któremu dała się wczoraj uwieść, może iść do diabła.

– Nie patrz na mnie w ten sposób! Nie przestraszę się ciebie.

– Mam nadzieję, że nie.

– Ani się waż! – krzyknęła ostrzegawczo, gdy wyciągnął rękę, by ją uspokoić.

– Twój ojciec wyrządził krzywdę wielu ludziom, Lizzie. Nie tylko nam.

– Przestań! Przestań! – krzyknęła, zakrywając uszy dłońmi. – Tobie zależy jedynie na pieniądzach!

– Mam rodzinę, o którą muszę dbać – powiedział cicho. – I ludzi, którzy pracują w naszej firmie. Nie sądzisz, że im też należy się zadośćuczynienie?

– A ty za to jesteś chodzącą świętością! – rzuciła z sarkazmem i odeszła.

Kiedy patrzył na jej pochylone ramiona, ogarnęło go poczucie winy. Czy gdyby wiedział, co się dziś wydarzy, zachowałby się wczoraj inaczej? Bardzo wątpił. Ani przez chwilę nie żałował tego, że spędził z Lizzie noc. Teraz chciał jedynie móc ją pocieszyć, ukryć przed wzrokiem ciekawskich ludzi, ale ona wcale nie chciała jego współczucia.

– Nienawidzę cię! – krzyknęła za siebie.

– Cóż, ja ciebie nie nienawidzę.

Nie mógł jej winić za to, co zrobił jej ojciec. Rozumiał, że stara się być wobec niego lojalna, niezależnie od tego, że wcale na to nie zasługiwał. On odczuwał dokładnie to samo w stosunku do swojego ojca, który poświęcił całe życie na zbudowanie imperium, którego Charles Montgomery omal nie zniszczył.

Ojciec Damona zawsze czuł się odpowiedzialny za rodzinę i ludzi, którzy dla niego pracowali. Pewnego dnia miał przekazać tę odpowiedzialność synowi i spodziewał się, że ten będzie kontynuował jego tradycję. Lizzie jeszcze tego nie wiedziała, ale była kolejną ofiarą swego ojca.

– Chciałbym ci pomóc.

– Pomóc mnie? – spytała drwiąco. – Nie ma takiej możliwości. Wracaj do swoich bogatych przyjaciół i swojego wygodnego życia, chłoptasiu!

Usłyszał jeszcze kilka innych epitetów, ale nie zwracał na nie uwagi.

Będzie za nią tęsknił. Wystarczyła jedna spędzona z nią noc, by przekonać się, że była dzikim kotem o złotym sercu.

– Mój ojciec jest niewinny. Rozumiesz? Niewinny! – krzyknęła w jego stronę.

– O winie twojego ojca orzekł sąd – powiedział spokojnie. – I to najwyższej instancji.

Lizzie wyrwała się z rąk powstrzymujących ją przyjaciół.

– To przez ciebie i przez takich jak ty! – wykrzyknęła z wściekłością. – Nigdy ci tego nie wybaczę. Słyszysz? Nigdy!

– Nigdy nie mów nigdy, Lizzie – powiedział, uśmiechając się lekko.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Damon Gavros! Dawno go u nas nie było!

Damon Gavros! Lizzie zmartwiała. Na pewno w Londynie jest więcej Damonów Gavrosów? Kiedy jej szef Stavros wpadł do kuchni i wypowiedział to nazwisko, omal nie upuściła trzymanego w ręku talerza. Nie. Nie miała cienia wątpliwości. To był ten Damon Gavros, czuła to każdą komórką swojego ciała. Czy to możliwe, żeby od czasu, kiedy widzieli się po raz ostatni, upłynęło jedenaście lat?

Lizzie oparła się o zlew pełen brudnych naczyń, starając się uspokoić. Nie spodziewała się, że go spotka, a już na pewno nie tu, gdzie pracowała.

Nie musiała mocno się starać, żeby sobie przypomnieć, jak wygląda. Damon Gavros był jedynym mężczyzna, który zrobił na niej tak kolosalne wrażenie, że nie była w stanie go zapomnieć. I nie chodziło jedynie o to, że był najbardziej charyzmatycznym mężczyzną, jakiego w życiu poznała.

– Witamy! Witamy! – Stavros uśmiechnął się szeroko do mężczyzny, który stanął pośrodku sali. – Zapraszamy, Damon! Chodź do kuchni, chcę cię wszystkim przedstawić.

Lizzie nie była w stanie się poruszyć. Pochyliła głowę i odruchowo zacisnęła pięści. Stare urazy odezwały się w niej z nową siłą. Kiedy jedenaście lat temu stała przed budynkiem sądu w Londynie, przeklinała Damona Gavrosa za to, że stał się przyczyną jej nieszczęścia.

Teraz wiedziała już, że Damon i jego ojciec postąpili słusznie i że jej ojciec rzeczywiście okazał się oszustem. Zdefraudował pieniądze wielu ludzi, doprowadzając ich do ruiny. Wtedy nie potrafiła tego dostrzec. Dopiero kiedy wróciła do domu, a jej macocha zaraz potem ją z niego wyrzuciła, zrozumiała, jakim człowiekiem był jej ojciec i kobieta, którą poślubił.

A Damon…?

Jego nigdy nie zapomniała.

Ale gdzie on się podziewał przez te jedenaście lat?

Na pewno nie był częścią jej życia. Nie miała o to do niego żalu. Co więcej, była mu wdzięczna za to, czym ją obdarował. Zastanawiała się, co pomyśli o niej teraz. Wówczas była zbuntowaną nastolatką, podczas gdy obecnie zamieniła się w nudną, stateczną kobietę.

Zadrżała. Przez te wszystkie lata żaden mężczyzna nie zrobił na niej takiego wrażenia jak Damon. Żaden też nie mógł się z nim równać.

Zbliżał się teraz do niej wraz ze Stavrosem, przez cały czas prowadząc z nim ożywioną rozmowę. Przypomniała sobie, jak bardzo był związany ze swoim ojcem. Widziała to podczas procesu i bardzo im wtedy tej bliskości zazdrościła. Ona nie miała nikogo, komu mogłaby bezgranicznie zaufać. Spoglądając wstecz, widziała, że ten proces był dla niej zbawienny. Nauczyła się liczyć tylko na siebie. Choć teraz nie miała wiele, sama zarabiała na swoje utrzymanie i była niezależna.

– Lizzie! – Stavros podszedł do niej z promiennym uśmiechem. – Mogę ci przedstawić mojego przyjaciela, który właśnie wrócił z długich podróży? Damon Gavros!

Lizzie niechętnie zwróciła twarz w jego stronę.

Przez chwilę w kuchni panowała absolutna cisza.

– My się już znamy – odezwał się w końcu Damon.

Jego głos zabrzmiał tak znajomo, jakby te jedenaście lat w ogóle nie miało miejsca.

– To prawda – potwierdziła drżącym głosem, uśmiechając się lekko do Stavrosa.

– W takim razie zostawię was na chwilę samych – powiedział taktownie Stavros, pocierając z zadowoleniem ręce.

– Minęło sporo czasu, Damon.

– To prawda – przyznał, kiwając głową. Cały czas przyglądał jej się uważnie.

Poczuła się, jakby była obnażona. Miała na sobie kuchenny fartuch, gumowe buty i czepek, który przykrywał niesforne loki. Jej twarz była zaczerwieniona i spocona od wysokiej temperatury, jaka panowała w kuchni.

Zupełnie cię nie znam, pomyślała, patrząc na jego przystojną twarz, która z wiekiem wyglądała jeszcze lepiej, niż zapamiętała. Niewiele wiedziała o tym, co się z nim przez te lata działo, i nie miała pojęcia, że wrócił do Londynu.

Niewiarygodne oczy. Uwodzicielskie oczy. Roześmiane oczy…

Niebezpieczne oczy. Zbyt wiele potrafiły dostrzec.

Jego widok wywarł na niej niewiarygodne wrażenie. Wiedziała, że musi uważać. Damon Gavros był bogatym, wpływowym mężczyzną i mógł stanowić zagrożenie dla tego, co było dla niej najcenniejsze.

I choć rozum ją przed nim ostrzegał, ciało ku niemu ciągnęło. Damon był charyzmatycznym, niezwykle przystojnym mężczyzną, ale największe wrażenie robiła na niej siła jego umysłu. To jej się najbardziej obawiała.

– Do twarzy ci z sukcesem – powiedziała lekko.

Damon skinął głową, ale nic nie powiedział. On też nie mógł do siebie dojść po tym, jak ją tu zobaczył.

Odkąd przejął firmę po ojcu, interes kwitł. On sam był już bardzo bogatym człowiekiem i jedną z najlepszych partii w Europie.

Oboje się zmienili. Ona sama miała znacznie więcej doświadczenia i obycia niż wówczas, gdy się poznali, i potrafiła sobie z nim poradzić.

– Może byśmy gdzieś wyszli, żeby porozmawiać? – zaproponował.

– Słucham? – Spojrzała na niego zaskoczona. Miała wrażenie, że się przesłyszała.

– Wolałbym się z tobą pojednać w jakimś innym miejscu – powiedział, rozglądając się wokół siebie.

Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć. Sama myśl, że miałaby z nim dokądkolwiek pójść, była wielce niepokojąca.

Damon rozumiał, że Lizzie jest zdumiona jego widokiem. On sam też przeżył szok, gdy ją zobaczył. Bardzo chciał się dowiedzieć, co się z nią przez te lata działo i dlaczego tu pracowała.

– Jestem pewien, że Stavros da ci godzinę wolnego – nalegał.

Ruszył w stronę drzwi, pewien, że Lizzie za nim pójdzie.

– Nie mogę – oznajmiła krótko. Sam widzisz… – Rozłożyła ręce. – Mam mnóstwo pracy.

Nie przyszło mu do głowy, że może się nie zgodzić.

– Stavros? – Damon spojrzał pytająco na przyjaciela, który stał nieopodal.

– Oczywiście. Lizzie zasługuje na przerwę. Możecie usiąść do stolika, szef zaraz przygotuje coś wyjątkowego…

– Nie, dziękuję – przerwała mu Lizzie.

Damon dostrzegł, że ma na sobie dżinsy i spraną koszulkę i zrozumiał jej obawy. Restauracja Stavrosa cieszyła się doskonałą renomą i na pewno nie czułaby się dobrze, siedząc przy stoliku w takim ubraniu. Mimo to był zdeterminowany, żeby z nią porozmawiać. Bardzo mu zależało, by się z nią pojednać.

– Możemy pójść zjeść gdzieś na mieście – zaproponował. – U ciebie zjemy innym razem, Stavros – dodał, uśmiechając się promiennie do gospodarza. – Chciałbym się dowiedzieć, co się z tobą działo przez te lata – dodał, zwracając się do Lizzie.

Zaśmiała się nerwowo. To było tak do niej niepodobne, że spojrzał na nią podejrzliwie.

– Chyba że przez ten czas wyszłaś za mąż albo się zaręczyłaś?

– Nie – powiedziała, spoglądając mu w oczy.

– Masz płaszcz?

– Tak, ale…

– Co ci szkodzi? To tylko godzina.

Stavros wtrącił się, zanim zdążyła zaprotestować.

– Nie możesz odmówić, Lizzie – powiedział, uśmiechając się do niej szeroko. – Nie bój się, ktoś cię zastąpi. Idź już – ponaglił ją. – Lizzie nigdy nie bierze wolnego – wyznał Damonowi.

Lizzie westchnęła zrezygnowana. Nie chcąc być niegrzeczną, mogła zrobić tylko jedną rzecz.

– Pójdę po płaszcz.

Poszła do toalety i umyła twarz, po czym spojrzała w lustro. Gdzie się podziało te jedenaście lat? Zresztą, jakie to miało znaczenie? Damon Gavros wrócił i musiała stawić temu czoło.

Przynajmniej Stavros był zachwycony. Zawsze próbował ją z kimś wyswatać. Milioner i pomywaczka? Nawet Stavros nie dałby rady tego załatwić, chociaż Damon sprawiał wrażenie bardzo zainteresowanego jej osobą. Podobnie jak tej nocy, która okazała się tak brzemienna w skutki.

Wyszła do holu i dostrzegła Damona opartego niedbale o ścianę. Czy on zawsze był taki gorący?

Pomógł jej założyć płaszcz, ani przez chwilę nie dając po sobie poznać, co myśli o tym ubraniu. Płaszcz był na nią za duży i już kiedy go kupowała w second handzie, miał wytarty kołnierz. On sam miał na sobie płaszcz z alpaki, w ciemnoniebieskim kolorze, który zapewne został uszyty na miarę.

Szyję owinął kaszmirowym szlem i wyglądał w tym jak król świata. Na pewno myślał sobie teraz, co, do diabła, stało się z Lizzie Montgomery?

Życie. Stało się jej życie, pomyślała, wychodząc z restauracji. Życie zmienia ludzi. Mogła jedynie mieć nadzieję, że na lepsze.

– Dziś przyjechałem sam – oznajmił, kiedy zatrzymali się przed nowiutkim bentleyem z osobistą rejestracją. DG1.

– Naturalnie – zażartowała, niczym dawna Lizzie. – Dałeś szoferowi wolne, tak?

Damon nie dopowiedział, tylko otworzył jej drzwi pasażera. Gdy tylko usiadła w wygodnym, skórzanym fotelu, poczuła zapach skóry i bogactwa.

– Piękny samochód – powiedziała z uznaniem.

Nie chciała, żeby odniósł wrażenie, że jego niewiarygodne bogactwo jakoś specjalnie ją poruszyło. Kiedy się poznali, była zuchwała, żeby nie powiedzieć, bezczelna. Teraz była inna. Miała wszystko, czego potrzebowała i, choć on był milionerem, a ona biedna, nie czuła się nieszczęśliwa. W życiu można osiągnąć satysfakcję na różne sposoby, a ona właśnie taki sposób znalazła.

Damon przekręcił kluczyk i ruszył, gładko włączając się w uliczny ruch. A więc tak podróżują bogacze, skonstatowała. Nie muszą stać w ciasnym autobusie, tylko płyną miękko ulicami miasta, słuchając muzyki klasycznej grającej delikatnie w tle.

– Lubisz swoją pracę?

Pytanie Damona zaskoczyło ją.

– Tak – potwierdziła, unosząc głowę. – Mam tam wielu przyjaciół, głównie Stavrosa. Pracuję z ludźmi, których lubię i którym na mnie zależy, podobnie jak mnie zależy na nich.

Damon przez chwilę rozważał jej słowa.

– Jesteś głodna?

Była głodna, ale nie tylko. Obecność Damona miała na nią niezwykły wpływ. Nie czuła się tak od jedenastu lat. Wystarczyło, że na nią spojrzał, aby sobie przypomniała, jakie to uczucie być w jego ramionach. Oczywiście te wspomnienia nie miały żadnego sensu. Owinęła się ciaśniej płaszczem, czując, że jej zimno.

– Dziwne, ale ja też jestem głodny.

– Możesz mnie odwieźć z powrotem.

– Dlaczego miałbym to zrobić?

Spojrzała zaskoczona na jego rękę, która w tej chwili przykryła jej własną. Nie chciała, by jej żałował.

Zaparkował bentleya na nadbrzeżu Tamizy. Lizzie odpięła pas i wysiadła z samochodu. Widok był tak romantyczny, że przez chwilę zapatrzyła się na rzekę.

– Hot dog czy burger?

Roześmiała się, rozbawiona tym, jak sprowadził ją na ziemię. Ona podziwia Pałac Westminsterski i Big Bena, a on ją pyta o jedzenie.

– Poproszę o hot doga.

– Z ketchupem i musztardą?

– Jak szaleć, to szaleć – uśmiechnęła się.

Damon odwrócił się do mężczyzny, który sprzedawał jedzenie ze stojącego nieopodal wózka. Zawsze bez trudu dogadywał się ludźmi, ale nie była pewna, czy dogada się z nią, kiedy się dowie tego, co zamierzała mu powiedzieć.

Ale jeszcze nie teraz. Chciała go lepiej poznać, zobaczyć, jakim stał się człowiekiem i jakie życie prowadzi.

Kiedy podawał jej hot doga, ich palce na moment się zetknęły. Ta chwila wystarczyła, żeby jej uzmysłowić, że, niezależnie od jej starań, ciało ma swoje prawa. A jej ciało pragnęło ciała Damona.

– Myślisz o przeszłości?

O czasach, gdy miała osiemnaście lat i nie miała pojęcia o życiu? Tak, właśnie o tym myślała.

– Myślę o tym, że chyba dołożyłam sobie za dużo ketchupu.

– Zawsze tak robiłaś.

Stał oparty o uliczną latarnię, która go oświetlała. Był taki przystojny i taki przykuwający uwagę. Światło latarni wyostrzało jego rysy, przez co stały się jeszcze bardziej wyraziste.

– Nie miałam pojęcia, że jestem taka głodna – przyznała, wgryzając się w bułkę. Miała nadzieję, że to oderwie jej myśli od Damona.

– Gdzie zniknęłaś po procesie?

– Gdzie zniknęłam?

Dobre pytanie. Na pewno nie pojechała do ukochanego domu, to pewne.

„Kto będzie mnie teraz wspierał?” – to było pierwsze pytanie, jakie usłyszała od macochy po powrocie. Jej walizka stała już spakowana w korytarzu.

Powinna się zorientować, co się dzieje. Pobiegła na górę do sypialni, żeby się wypłakać, ale okazało się, że jej sypialni już nie ma. Minęło kilka minut, zanim się z tym uporała. Zrozumiała, że jej życie nigdy nie będzie już takie samo i że jak najszybciej powinna zdać sobie z tego sprawę.

Kiedy zeszła na dół, zobaczyła, że macocha przeszukuje szuflady biurka ojca.

– Chyba obie musimy znaleźć sobie jakąś pracę – powiedziała.

– Ja nie pracuję – oznajmiła jej macocha. – A jeśli wydaje ci się, że będziesz mogła tu zostać, to jesteś w błędzie. Nie stać mnie na utrzymywanie cię.

Wtedy widziały się ostatni raz. Macocha Lizzie potrzebowała tygodnia, żeby zastąpić ojca innym bogatym mężczyzną.

– Nie było tak źle. Zostałam bez domu, ale wyszło mi to na dobre. Musiałam stanąć na własnych nogach i muszę przyznać, że sprawiło mi to wielką satysfakcję.

– Poświęciłaś swoje marzenia?

– Czasami marzenia muszą poczekać. – Lizzie naprawdę miała powody do zadowolenia. Nie tylko udało jej się przetrwać, ale osiągnęła znacznie więcej, niż się spodziewała.

– Masz na brodzie ketchup…

Jego dotyk podziałał na nią jak impuls elektryczny. Odruchowo wstrzymała powietrze.

– Następnym razem zaproszę cię na prawdziwą kolację…

– Następnym razem? Czy to oznacza, że wróciłeś na dobre?

Na myśl o implikacjach tego faktu serce zaczęło jej bić jak oszalałe.

Damon nie odpowiedział na pytanie.

– Stavros mówi, że zbyt dużo pracujesz. Powinnaś czasami brać sobie wolne.

Zastanawiała się, co jeszcze powiedział mu Stavros. Damon nie wiedział o tym, ale przez te wszystkie lata był istotną częścią jej życia. Najgorsze było to, że teraz, kiedy wrócił, mógł przewrócić jej życie do góry nogami.

– Woda gazowana czy nie?

– Bez gazu, poproszę.

Podczas gdy on kupował im wodę, Lizzie wróciła myślami do nocy sprzed lat. Była dziewicą udającą niezwykle doświadczoną w tej materii kobietę, która postanowiła wdać się w romantyczną przygodę z przystojnym Grekiem. Jej życie było wówczas jednym wielkim chaosem i nie myślała do końca racjonalnie. Macocha jej nienawidziła, dlatego tak zawzięcie walczyła o uwagę ojca.

Bezskutecznie.

Z desperacją przyczepiła się więc do Damona. Prawie go błagała, by ją ze sobą zabrał.

Oczywiście, że bierze tabletkę.

Mimo to on sam też się zabezpieczył.

Damon okazał się wspaniałym kochankiem. Spędzili ze sobą upojną noc, podczas której dużo ze sobą rozmawiali. To wtedy nieoczekiwanie odkryli, że doskonale się rozumieją. Dobrze się czuli w swoim towarzystwie i ta noc upłynęła im niczym chwila.

– Przejdźmy się – zaproponował Damon, podając jej butelkę z wodą.

– Chętnie.

Spacer być może pozwoli jej zapomnieć o przeszłości. Będzie podziwiać panoramę miasta… o ile zdoła oderwać wzrok od Damona.

On także zmienił się przez te lata. Miał wokół ust drobne zmarszczki, które sprawiały, że wyglądał bardziej ludzko. Stanowczy, ale pełen empatii. Surowy, ale niepozbawiony poczucia humoru. Damon był wyjątkowym mężczyzną.

– Kiedy jestem w Londynie, dużo spaceruję – wyznał, spoglądając na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Czasami dobrze jest pobyć sam na sam ze swoimi myślami, nie sądzisz?

– To chyba zależy od tego, kim jesteś i jakie masz myśli.

Po tym, co zaszło między nimi w sądzie, miała wrażenie, że trzeba będzie czegoś znacznie więcej niż tylko spaceru po mieście, aby oczyścić między nimi powietrze.

Lizzie straciła wtedy wiarę w samą siebie. Straciła pewność siebie i przekonanie o nieomylności własnych osądów. Na szczęście wystarczyło jej silnej woli, aby się z tego podźwignąć. Zdała sobie sprawę, że nikt jej nie pomoże i musi sama od nowa zbudować swoje życie.

Pierwsze czesne za mieszkanie zapłaciła z pieniędzy, które dostała ze sprzedaży resztek biżuterii, jaka pozostała jej po matce. Pamiętała, co powiedział właściciel lombardu, kiedy zastawiała ślubną obrączkę matki.

– Nie jestem instytucją charytatywną. To zwykła obrączka, na pewno ma pani takich całe mnóstwo…

Potem przyjrzał jej się dokładniej.

– Choć ta jest wyjątkowo piękna. Wysadzana perłami.

– Spłacę ją panu w inny sposób. Mogę sprzątać panu sklep…

Jednak życie było nieubłagane. Musiała gdzieś mieszkać i coś jeść. Może kiedyś…

– Coś się stało? – Damon przyglądał jej się uważnie.

– Nie, a dlaczego pytasz?

– Wydałaś z siebie dźwięk jak rozzłoszczony kot.

Nie odpowiedziała. Porównanie do kota nie wydało jej się zbyt odpowiednie. Po tych wszystkich bitwach, jakie stoczyła, czuła się raczej jak tygrys.

– Masz dosyć? – spytał, widząc, że zadrżała.

– Chyba lepiej będzie, jak już wrócimy.

Bentley Damona przyciągał spojrzenia przechodniów. Kiedy do niego podeszli, oni także stali się przedmiotem zainteresowania. Ten elegancki samochód był w przekonaniu Lizzie symbolem wszystkiego, co ich dzieli. Nie potrafiła sobie wyobrazić, co myślą ludzie, widząc, jak do takiego samochodu wsiada elegancki mężczyzna w towarzystwie pomocy kuchennej.

– Do domu? – spytał, spoglądając na nią.

Żeby zobaczył, gdzie mieszka?

– Do restauracji – odparła, unikając jego wzroku. – Muszę zabrać stamtąd kilka rzeczy.

Nie chciała, by odwiedził ją w domu. Spacer był miły, ale na tym koniec. Nie miała zamiaru ryzykować. To, co chroniła, było dla niej zbyt cenne, by ryzykować utratę tego.

Damon mógłby zabrać jej wszystko. Nie pozwoli mu na to..

Damon przekręcił kluczyk w stacyjce.

– Twoja matka była Greczynką, mam rację? – spytał, wyjeżdżając na główną drogę.

– Tak, była.

– To chyba dlatego masz taką niezwykłą urodę. Jasna karnacja, rude włosy i ciemnobrązowe oczy otoczone czarnymi rzęsami to naprawdę dość niezwykła mieszkanka…

– Chyba rzeczywiście… – Lizzie zdała sobie sprawę, że nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiała. W okresie, kiedy była w najtrudniejszym momencie swojego życia, zastanawiała się, czy nie zwrócić się o pomoc do greckiej społeczności w Londynie. Tam każdy znał każdego i można było liczyć na wsparcie. Czyż nie takie właśnie było życie? Ludzkie ścieżki się krzyżowały, rozchodziły, po czym znów spotykały.

– Powinniśmy się jeszcze spotkać.

Popatrzyła na niego zaskoczona.

– Naprawdę tak myślisz? Ale po co?

W odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami.

– Obiecałem ci kolację.

– Nie oczekuję, że dotrzymasz tej obietnicy.

Doskonale jednak wiedziała, że będą musieli się jeszcze spotkać. I to zapewne nieraz.

– Umówimy się konkretnie, zanim się dziś rozstaniemy.

Czy na pewno? Czy mogła ryzykować spędzenie całego wieczora z Damonem? Czy mogła beztrosko z nim rozmawiać, nie mówiąc jednocześnie nic o tym, co się wydarzyło w jej życiu? Czy może na nowo rozbudzać w sobie uczucie do niego tylko po to, by je znów stracić? Tym razem bezpowrotnie?

Miała do wyboru zmywanie garów u Stavrosa bądź kolejne spotkanie z człowiekiem, który, choć o tym nie wiedział, był ojcem jej dziesięcioletniej córki.

The Secret Kept from the Greek

Harlequin Mills & Boon Limited, 2017

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2017 by Susan Stephens

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327642660

Konwersja do formatu EPUB: Legimi S.A.