Brazylijska samba - Susan Stephens - ebook
Opis

Danny Collins zawsze musiała liczyć się z groszem. Propozycja znanego brazylijskiego hodowcy koni Tiaga Santosa spada jej z nieba. Wystarczy, że przez rok będzie jego żoną, a otrzyma pieniądze, które zabezpieczą ją do końca życia. Tiago też zyska na tym małżeństwie – dzięki ożenkowi odziedziczy rodzinne ranczo. Tiago nie mówi jednak Danny wszystkiego o układzie, którym się z nim związała…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 150

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Susan Stephens

Brazylijska samba

Tłumaczenie:

PROLOG

Zapisy w testamencie dziadka zdziwiły wszystkich oprócz Tiaga Santosa, dla którego nie były żadną niespodzianką. Chce dostać spadek ‒ musi się ożenić. Prosta sprawa. Jeśli w ściśle określonym czasie nie zawrze małżeństwa, jego ukochane ranczo w Brazylii, które zamienił w świetnie prosperujące przedsiębiorstwo, zostanie zagarnięte przez ludzi, którzy nie odróżniali końskiego ogona od grzywy.

Dziadek zdecydowanie cierpiał na kompleks wyższości. Wszystkiego było mu mało. Chciał być nie tylko najpotężniejszym, ale i najbardziej wpływowym biznesmenem. Tiago westchnął ciężko, przygotowując się do lądowania. Leciał własnym odrzutowcem z Brazylii do Szkocji na ślub najlepszego przyjaciela. Będzie musiał zrezygnować z wolności i ożenić się, by ród Santosów nie zginął w pomroce dziejów. Dziadek zawsze uważał, że dobro rodziny jest ważniejsze od szczęścia jej członków.

‒ Nazwisko Santos musi przetrwać – oznajmił na łożu śmierci. – Tiago, już czas, żebyś znalazł sobie żonę. Jeśli nie będziesz miał dziedzica, za kilka lat wszyscy zapomną o naszej rodzinie.

‒ A co, jeśli się okaże, że nie możemy mieć dzieci?

‒ Załatwicie adopcję – odparł dziadek bez zastanowienia. – Jeśli nie spełnisz tego warunku, stracisz wszystko, na co tak ciężko pracowałeś.

‒ A czy pomyślałeś o rodzinach, które od pokoleń mieszkają na Fazenda Santos?

‒ Nie apeluj do moich uczuć, to strata czasu. Nie obchodzi mnie, co będzie po mojej śmierci, ważne jest tylko to, by przetrwało moje dziedzictwo. Nie patrz tak na mnie – zdenerwował się. – Wiesz, ile mnie kosztowało zdobycie tej ziemi? Zresztą chyba nie proszę o zbyt wiele. Każdy tydzień spędzasz z inną kobietą, po prostu poproś którąś z nich o rękę. Hodujesz konie, prawda? Postępuj tak samo z kobietą i postaraj się, żeby szybko zaszła w ciążę. Nie musisz z nią być zbyt długo, ale zatrzymaj przy sobie dziecko.

Nie było sensu dyskutować z umierającym dziadkiem, dlatego Tiago ugryzł się w język. Jednego był pewien. Bez względu na koszty, nie straci rancza.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pięść pojawiła się dosłownie znikąd. Uderzyła ją w policzek, przewracając na plecy. Przez chwilę Danny leżała zszokowana, gwałtownie mrugając, a potem zaczęła walczyć jak opętana. Silne dłonie przytrzymały jej nadgarstki nad głową. Wstrzymała oddech, gdy poczuła, jak przygniata ją ciężkie ciało. Strach zacisnął gardło, ból niemal obezwładniał. Mężczyzna ukląkł na niej. Była w stajni sama, wokół panowała ciemność. Orkiestra przygrywająca weselnikom grała tak głośno, że nikt nie usłyszałby krzyku.

Nie, nie zgwałci mnie, myślała gorączkowo, nie pozwolę na to.

Strach i złość dodały jej sił. Niestety, nie na wiele się to zdało.

Nie wygra z tym mężczyzną, był za silny. Przycisnął ją mocno do ziemi, oddychał ciężko podniecony tym, co zamierzał zrobić.

Nerwowo rozglądała się za czymś do obrony. Gdyby tylko zdołała uwolnić jedną rękę…

Im bardziej się rzucała, tym napastnik wydawał się bardziej rozbawiony.

Zaśmiał się głośno.

Znała ten śmiech.

Carlos Pintos!

Wszystko rozegrało się zbyt szybko, by mogła zebrać myśli. Skupiła się na podstawowym instynkcie przetrwania, a przecież powinna od razu poznać tego prostaka i brutala, który kiedyś był jej chłopakiem. Zrobiło jej się niedobrze na myśl, że Carlos zapewne ją śledził i dotarł aż tutaj, do leżącej na odludziu wioski w górach Szkocji. Przyjechał na sam koniec świata, by ukarać ją za to, że go porzuciła.

Przyjazd do Szkocji traktowała jako ucieczkę od dawnego życia i od Pintosa. Poprzysięgła sobie, że ten brutal już nigdy jej nie uderzy.

Nienawiść i strach dodały jej sił. Uniosła lekko kolana, próbując zrzucić Carlosa, ale okazał się szybszy. Znów się zaśmiał i przycisnął jej twarz do ziemi.

‒ Byłaś i pozostaniesz żałosna i nudna – wycedził przez zęby, gdy cicho jęknęła. – Przyznaj, że chcesz tego tak samo jak ja.

Owszem, często mawiał, że jest nudna, zwłaszcza gdy chciała coś zmienić w ich związku albo nie zgadzała się na jego pomysły.

‒ Dobrze ci? – zapytał śpiewnie.

Kiedy zaczął ją lizać po twarzy, zebrało jej się na mdłości.

Niestety szybko się przekonała, że Carlos Pintos, słynny gracz w polo, uwielbia przemoc. Media znały go jako czarującego sportowca celebrytę, ale gdy zostawał z Danny sam na sam, zmieniał się nie do poznania. Pewnie użył swojego słynnego czaru, by przekabacić ochroniarzy pilnujących wesele.

Z krzykiem obróciła głowę na bok. Musiała wykorzystać moment nieuwagi Carlosa. To mogło się udać, bo był zbyt pewny siebie. Zebrała wszystkie siły i uderzyła go głową w twarz.

Wrzasnął i natychmiast się cofnął. Z rozbitego nosa sączyły się strużki krwi. Potykając się i wspierając o ściany, Danny ruszyła do wyjścia. Miała nogi jak z ołowiu, ale z determinacją parła do drzwi, które wydawały się nieskończenie daleko.

Tiago wymknął się z przyjęcia, by obejrzeć okoliczne pola. Chciał zerknąć na farmę okiem fachowca. Był znanym graczem w polo o międzynarodowej sławie, ale tak naprawdę najlepiej się czuł na dzikiej brazylijskiej pampie. Wkładał dużo serca w hodowlę koni i tylko na swoim ranczu był naprawdę sobą. Tabloidy nazywały go playboyem, a on nawet nie lubił przyjęć. Dlatego teraz też wolał się wymknąć na świeże powietrze.

Okrążył dom i skierował się w stronę stajni. Świetnie, że jego przyjaciel Chico poślubił właścicielkę tej posiadłości. Hodował konie w Brazylii, tutaj zamierzał rozwinąć hodowlę kuców. Często rozważali ekspansję na rynek europejski, a ten teren idealnie się do tego nadawał.

Mnie się nie układa tak dobrze, pomyślał z autoironią. Musiał wypełnić postanowienia testamentu dziadka, ale zbyt kochał wolność, by kiedykolwiek myśleć o ustatkowaniu się. Prasa często pisała o graczach polo jako o paczce nieodpowiedzialnych imprezowiczów. Tiago według nich zaczynał dzień od szampana i zmieniał partnerki jak rękawiczki.

Gdy podszedł do stajni, wyraźnie poprawił mu się humor. Wolał pogadać z końmi, niż prowadzić banalne konwersacje w sali weselnej.

Nagle drzwi stajni otworzyły się i zataczając się, ze środka wyszła drobna kobieta w zwiewnej sukni.

‒ Co do diabła?! – zawołał.

Zamiast spojrzeć na niego z wdzięcznością, zaczęła przeklinać jak szewc, gwałtownie odpychając Tiaga. Spojrzała na niego wściekle, zasłaniając się rękami w obronnym geście.

Rozpoznał ją dopiero po chwili.

‒ Danny? – spytał.

Była najlepszą przyjaciółką i druhną panny młodej. Po raz pierwszy spotkali się na ranczu Chica w Brazylii. Przyjechała wtedy z Lizzie, obecnie już żoną Chica, by pobrać kilka lekcji od znanego ze srogości nauczyciela, za jakiego uchodził Chico Fernandez, kolega Tiaga z drużyny polo.

‒ Co się stało? – spytał zniecierpliwiony jej milczeniem. Dyszała ciężko, jakby przebiegła długi dystans. Zauważył, że ma mocno podrapaną twarz. ‒ Boże, Danny! – Zerknął do stajni, ale było zbyt ciemno, by mógł cokolwiek zauważyć. – Danny, to ja, Tiago. Poznaliśmy się w Brazylii. Już wszystko w porządku, jesteś bezpieczna.

‒ Bezpieczna? Z tobą?! – wyrzuciła gwałtownie.

No jasne, pomyślał. Jeżeli wierzyła we wszystko, co pisała o nim prasa, zaraz rzuci się do ucieczki.

Jednak nadal stała bez ruchu gotowa do konfrontacji. Nie zdziwiło go to, bo pamiętał, że ta dziewczyna umiała pokazać pazurki.

‒ Dlaczego jesteś tutaj zupełnie sama? Gdzie, do diabla, podziała się ochrona? – spytał, rozglądając się wokół.

‒ A co cię to obchodzi? – Dotknęła zaczerwienionego policzka.

– Spokojnie, pozwól sobie pomóc.

‒ Też mi rycerz.

Popchnęła go mocno, a kiedy odzyskiwał równowagę, zauważył kątem oka, że ktoś skrada się za jego plecami.

Zasłonił Danny i uprzedził atak, powalając napastnika na ziemię.

‒ Carlos Pintos!

Nie znosił tego kretyna. To przez takich jak on gracze polo cieszyli się złą sławą. Pintos grał nieczysto zarówno na boisku, jak i w życiu prywatnym. Tiago wiedział, że Carlos spotykał się z Danny i nigdy nie traktował jej dobrze. Na szczęście teraz leżał bez ruchu. Na wszelki wypadek Tiago przygwoździł go nogą do ziemi, a dopiero potem zadzwonił do Chica. Kiedy skończył, odwrócił się do Danny.

‒ Nie dotykaj mnie – uprzedziła, wojowniczo unosząc ręce.

W przeszłości często się kłócili, ale były to raczej miłe przekomarzania. Tiago lubił z niej żartować, a ona zawsze z nim flirtowała, jednak nigdy do niczego nie doszło. Byli tylko dobrymi znajomymi.

‒ Wystarczyłoby po prostu podziękować – skomentował łagodnie. – Przysięgam, że nie zamierzam cię dotknąć.

Kątem oka sprawdził, jak bardzo ucierpiała. Trzeba będzie wezwać policję, złożyć doniesienie i doprowadzić do tego, by Pintos wylądował w areszcie.

‒ Dziękuję – mruknęła, patrząc na niego spod rzęs.

‒ Skrzywdził cię? – zapytał.

‒ A jak myślisz?

‒ Widzę, że masz podrapaną twarz, ale dobrze wiesz, o co pytam.

‒ Nie, nie zrobił tego. – Potrząsnęła głową. – Tak, wiem, o co pytasz, bo wszyscy faceci myślą o tym samym.

‒ Nie oceniaj mnie tą samą miarką co Pintosa. Poza tym nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie, po co tu przyszłaś, i to sama.

‒ Chciałam sprawdzić, czy z końmi wszystko w porządku – wyjaśniła.

‒ Bzdura. – Chico miał do tego personel. Poza tym nawet taka pracoholiczka jak Danny nie rezygnowałaby z zabawy tylko po to, by zajrzeć do stajni.

‒ Mieszkam tutaj od wieków – szepnęła. – Zawsze czułam się tu bezpieczna, nigdy nie miałam żadnej przykrej przygody. A skoro już jesteś taki dociekliwy – zaczerwieniła się lekko – po prostu chciałam być sama. Muszę to i owo przemyśleć, a na przyjęciu jest strasznie głośno.

‒ Doskonale cię rozumiem. – Czuł się tak samo. – Ale czasy się zmieniają, Danny.

‒ Owszem – odparła z goryczą. – Wszystko się zmienia, tylko ja wciąż tkwię w miejscu.

Domyślił się, że będzie jej brakowało Lizzie. Zapewne liczyła też na szybszy rozwój kariery zawodowej.

‒ Musisz być cierpliwa. Na pewno odniesiesz sukces, ale to wymaga czasu.

‒ I sporo pieniędzy, których nie mam. Cóż, życie mnie nauczyło, że nie można mieć wszystkiego.

‒ Mylisz się. Spójrz na mnie.

Rozbawiła ją ta granicząca z arogancją pewność siebie, ale wiedziała też, że wiara we własne możliwości to pierwszy krok do zrobienia kariery.

‒ Tobie też się uda. – Widząc, że zamierza zaprotestować, dodał: ‒ Owszem, znalazłem się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, ale też ciężko zapracowałem na sukces. Zawsze dokładnie wiedziałem, jak ma wyglądać moja przyszłość. Ty jesteś taka sama. Nie poddawaj się.

To straszne, jak bardzo Pintos pozbawił ją pewności siebie. Próbował zniszczyć w niej ducha walki, sprawił, że pogrążyła się w wątpliwościach. Tiago pragnął, by Danny odzyskała dawną siłę.

Chyba po raz pierwszy od wielu lat rozmawiał z kobietą na tak poważne tematy. Miał wiele kochanek, ale nigdy nie był z nimi szczególnie zżyty. Bo i po co? Ale teraz, ku własnemu zdziwieniu, postanowił podtrzymać Danny na duchu i wyleczyć ją z kompleksów.

‒ Kiedy cię poznałem, chciałaś trenować konie, prawda?

‒ Tak – odparła, ale zarazem przecząco potrząsnęła głową. – Byłam naiwna.

‒ A myślisz, że ja nie? – Nachylił się nad nią i z zadowoleniem zauważył, że trochę się uspokoiła. – Ciężko pracowałem, ale nigdy nie przestałem marzyć. Nie poddawałem się, Danny, naprawdę. Nie patrz na niego, patrz na mnie – zażądał, kiedy zerknęła na Pintosa.

‒ Dziękuję. Przypomniałeś mi, czego naprawdę pragnę. I że on mi tego nie odbierze.

‒ Jesteś silna, poradzisz sobie. On już cię nigdy więcej nie skrzywdzi.

‒ Nic mi się nie stało, przysięgam. – Uśmiechnęła się, ale jej oczy pozostały smutne.

Nie chciała, by się nad nią użalał. Doskonale to rozumiał. Danny nie należała do kobiet, które szukają pociechy w męskich ramionach. Nie płakała, nie rzuciła mu się na szyję. Na ranczu w Brazylii ciężko pracowała i zawsze miała dobry humor. Lubiła żartować i wszyscy ją lubili.

Spojrzał ze wstrętem na Pintosa. Żałosna kreatura leżała na ziemi w rozpiętych spodniach.

‒ Poczekam z tobą na ochroniarzy – zapewnił, bo wyczuł, że Danny wciąż boi się Pintosa. – Przekażemy go ochronie, a później razem wrócimy do domu.

‒ Nie trzeba, poradzę sobie – upierała się.

‒ Ależ trzeba – sprzeciwił się. – Dziś w nocy nie powinnaś być sama.

‒ Nie wierzę, że to się wydarzyło. Że do tego dopuściłam. – Wydawało się, że dopiero teraz dociera do niej cała zgroza sytuacji.

‒ To nie twoja wina, Danny, nie zrobiłaś nic złego – zapewnił szybko.

‒ Możliwe… ‒ Spojrzała na niego, jakby szukając potwierdzenia. – A może to znak, że już powinnam stąd odejść?

‒ Obiecaj tylko, że nie podejmiesz żadnej decyzji pod wpływem impulsu, zwłaszcza teraz, gdy jesteś roztrzęsiona.

‒ Roztrzęsiona?! – rzuciła gniewnie. – Nic mi nie jest.

‒ W porządku. Po prostu prześpij się z tym i zobacz, co przyniesie ranek. Może jutro zapragniesz czegoś innego.

‒ A może po prostu dojdę do wniosku, że trzeba zacząć wszystko od nowa.

‒ To też jakieś rozwiązanie – odparł.

‒ Nie mogę wiecznie uciekać – szepnęła tak cicho, jakby mówiła do siebie.

‒ Nie musisz – zapewnił ją. – Zmiana to nie to samo co ucieczka. Nie podejmuj pochopnie żadnej wiążącej decyzji, wszystko dokładnie przemyśl. I dobra rada na przyszłość: nie pałętaj się sama nocą po odludnych miejscach.

‒ A to dlaczego? – Spojrzała na niego uważnie. – Bo nie będzie cię w pobliżu, żeby mnie uratować?

‒ Właśnie tak. Nie będzie mnie w pobliżu.

Danny nie umiałaby nazwać swych uczuć. Owszem, była zszokowana tym, co stało się w stajni, ale późniejsza rozmowa z Santosem wydała jej się czymś wręcz nierealnym. Tiago zawsze się jej podobał, szybko nawiązała się między nimi nić porozumienia i nigdy nie był jej obojętny.

To lekkie zauroczenie tylko dowodzi, jak fatalnie lokuję uczucia, pomyślała. Przecież Tiago to niepoprawny playboy i właśnie tak go zawsze traktowała. Flirtowała z nim, ale nigdy nie przekraczała pewnych granic. Zresztą lubiła się przekomarzać również z innymi mężczyznami. Taką miała naturę. A tu nagle Tiago udzielił jej kilku życiowych rad. Czy powinna potraktować je poważnie?

Tak, zadecydowała ku własnemu zdziwieniu. Rozmawiał z nią jak przyjaciel i chyba szczerze przejął się jej losem.

‒ Widzę ochroniarzy i policjantów – powiedział Tiago. – Powiemy, co się stało, a później wrócimy do domu.

‒ Nie potrzebuję rycerza na białym koniu – zdenerwowała się.

‒ Świetnie się składa, bo nie jestem do wynajęcia.

‒ No to może wrócisz na przyjęcie – zasugerowała. – Głupio mi, że cię tu zatrzymuję.

‒ Nie zostawię cię – upierał się. – Wrócimy razem. Muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna.

‒ A co może mi się jeszcze stać?

Tiago tylko popatrzył na nią znacząco. Zrozumiała, że dalsza dyskusja nie ma sensu. I, o dziwo, choć cieszył się opinią niepoprawnego playboya, czuła się przy nim bezpiecznie. Przestań, nakazała sobie w duchu. To nie jest mężczyzna dla ciebie.

‒ Spokojnie, to już nie potrwa długo.

Uśmiechnęła się, bo takim samym łagodnym tonem przemawiał do swoich koni.

‒ Nie musisz wracać na przyjęcie, Danny. Wymyślę jakąś wymówkę.

‒ To ci się raczej nie uda – zaprotestowała.

Tiago tylko uniósł brwi. Był bardzo przystojny, co trochę rozpraszało Danny. W dodatku czytał w niej jak w otwartej księdze.

Szkolenie w Brazylii było naprawdę wyczerpujące. Wiedziała, że Tiago jest świetnym graczem, dlatego gdy tylko był w pobliżu, przechodziła samą siebie. Chciała się przed nim popisać. Z kolei dzisiaj widział ją w bardzo opłakanym stanie. Była roztrzęsiona, ale nie powinien uznać, że jest słaba.

Czas wlókł się niemiłosiernie, a Danny czuła się coraz bardziej nieswojo. Marzyła, by jak najszybciej znaleźć się w zaciszu swojego pokoju, wejść pod prysznic i zmyć brudny dotyk Carlosa. Gdyby jeszcze udało jej się wymazać z pamięci niewygodny fakt, że ten brutalny i arogancki mężczyzna był kiedyś jej kochankiem.

Tiago jest zupełnie inny, pomyślała, przyglądając się, jak rozmawia z ochroniarzami.

Co za ironia losu, uznała w duchu. Tiago Santos, słynny playboy, bez wahania pośpieszył jej na pomoc. Okazał się odważny i troskliwy. Jego postawa nie miała nic wspólnego z wizerunkiem wykreowanym przez media.

‒ Dokąd idziesz? – zawołał za nią, gdy ruszyła w stronę domu.

‒ Skoro policja już zabrała Pintosa…

‒ Obiecałem, że cię odprowadzę, pamiętasz? Idź prosto do swojego pokoju, a ja powiem Lizzie, co się stało.

‒ Nie ma mowy. Lizzie ma dzisiaj wystarczająco dużo na głowie. Na pewno już zauważyła, że zniknęłam, i widziała światła radiowozu. To ona jest dzisiaj najważniejsza, nie ja. Nie ma sensu psuć jej wesela. Po prostu powiedz, że nic wielkiego się nie stało i nie ma powodów do zmartwienia. Poszłam sprawdzić, co z końmi, i straciłam poczucie czasu. Pobrudziłam sukienkę błotem i dlatego poszłam się przebrać. Zmienię sukienkę i zaraz wrócę na przyjęcie.

‒ Spróbuję – obiecał Tiago. – Tylko że nie chcę okłamywać Lizzie, a poza tym i tak nie ukryjesz prawdy.

‒ Przecież nie proszę, żebyś kłamał. Po prostu nie powiesz całej prawdy. No co? – spytała niecierpliwie, bo Tiago od kilku sekund nie spuszczał z niej wzroku.

‒ Nie uda ci się wszystkich oszukać – rzucił z uśmieszkiem.

‒ A to dlaczego?

‒ Szczerze mówiąc, nie wygrałabyś dzisiaj konkursu piękności.

Dotknęła twarzy i jęknęła cicho. Zupełnie zapomniała, że Carlos ją podrapał.

‒ Masz coś, żeby opatrzyć rany? – spytał.

‒ W domu na pewno coś się znajdzie.

‒ A może jednak wezwę lekarza?

‒ A kto przyjedzie o tej porze? Zresztą nie ma sensu nikogo fatygować. Dziękuję za troskę, naprawdę, ale to tylko zadrapania i siniaki. Szybko się zagoją.

‒ Nie musisz być cały czas taka dzielna – odbił piłeczkę.

‒ Nie twoja sprawa – szepnęła, walcząc z napływającymi do oczu łzami.

Popełniła błąd, nie uciekając przed spojrzeniem Tiaga. Ten mężczyzna coraz bardziej ją niepokoił. Nie chciała, by jej mówił, co powinna zrobić, nie chciała, by się nad nią litował. Nie chciała się zastanawiać, jakim byłby kochankiem i partnerem.

Najważniejsze, to przetrwać dzisiejszą noc. Rany się zabliźnią, ale uczucie niesmaku pozostanie. Była sobą bardzo rozczarowana. Jej kariera zawodowa rozwijała się zbyt wolno, w dodatku związała się z mężczyzną pokroju Carlosa Pintosa.

‒ Pomyślę, jak ci się odwdzięczyć – obiecała.

‒ Żadnych medali, Danny. Tylko mi zniszczą garnitur.

Zawsze potrafił ją rozśmieszyć. Dzisiaj co prawda okazał się rycerzem na białym koniu, ale gdy zagrożenie minęło, zaczął z nią flirtować. Nigdy nie powinna zapomnieć, że jego urok złamał serce wielu kobietom. Nie winiła się jednak za romantyczne rozważania o Tiagu, bo wiedziała, że w głębi duszy jest zupełnie inny, niż wszyscy sądzą.

Nie przypominał wytwornego dżentelmena, ale pozory często mylą. Tatuaże widoczne pod rozpiętą koszulą, złoty kolczyk w uchu… Wiele kobiet raczej by od niego uciekło, niż poprosiło o pomoc. Może i barbarzyńca, ale jakże czuły.

Tytuł oryginału: At the Brazilian’s Command

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2015 by Susan Stephens

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osob rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2524-3

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.