W pułapce namiętności - Catherine Mann - ebook
Opis

Marianna i Sebastian byli bardzo dobraną parą wyłącznie w łóżku. Dlatego nawet po rozwodzie wciąż rozpamiętują wspólne noce. Podczas przypadkowych spotkań udają obojętność, ale wystarczy lekki dotyk, by przestali się kontrolować. Czy seks z byłym mężem to dobry pomysł?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 141

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Catherine Mann

W pułapce namiętności

Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Hilton Head Island, Karolina Południowa

Sebastian Landis spędził w sądach więcej czasu niż jakikolwiek zatwardziały kryminalista. Nic w tym dziwnego, był w końcu jednym z najbardziej znanych prawników w Karolinie Południowej. Teraz jednak trafił na miejsce w pierwszym rzędzie w zupełnie innej roli i zdawało się, że to inni prawnicy posiadają władzę nad jego życiem.

Ani trochę mu się to nie podobało.

Rzecz jasna na liście jego życiowych celów rozwód zajmował ostatnie miejsce. Chciał jak najszybciej przebrnąć przez wszystkie dokumenty i omówić sporne sprawy, by sędzia mógł wreszcie ogłosić rozwód.

Zabrał ze stołu dokumenty w jednym z sądowych pokoi, w roztargnieniu pożegnał się ze swoim adwokatem i uprzejmie uścisnął dłoń adwokata Marianny. Myślał jedynie o tym, by mieć to już za sobą. Przypinając znów do paska telefon, starał się nie patrzeć na żonę, jedyną kobietę, która była zdolna wytrącić go z równowagi. W kręgach sądowych Sebastian słynął z tego, że nawet pod obstrzałem potrafi zachować zimną krew.

W ten pochmurny letni dzień z pomocą prawników uporali się z najważniejszymi ustaleniami i została im tylko ostatnia rozprawa. Ugoda była sprawiedliwa. Prawdziwy cud, wziąwszy pod uwagę jego rodzinny majątek i doskonale rozwijającą się karierę Marianny, dekoratorki wnętrz. Nie kłócili się nawet o podział wartych wiele milionów dolarów aktywów.

Jedyna zmarszczka na tym gładkim jeziorze pojawiła się, kiedy musieli zdecydować o losie swoich dwóch psów. Żadne z nich nie chciało stracić ani Buddy’ego, ani Holly, ani też zgodzić się na rozdzielenie psiego rodzeństwa. Ostatecznie każde z nich wzięło jednego z dwóch mieszańców boston teriera z jakąś tajemniczą rasą, które uratowali ze schroniska.

Co by było, gdyby mieli dzieci?

Sebastian szybko odsunął od siebie tę myśl. W ten potwornie trudny dzień nie warto tego drążyć. Nawet krótki powrót do tematu, który wciąż był otwartą raną, stanowił zagrożenie dla spokoju Sebastiana.

I tak wbrew rozsądkowi zerknął na Mariannę.

Wstała ze skórzanego fotela, jak zwykle stanowczo zbyt piękna. Z ciemnymi oczami i jeszcze ciemniejszymi długimi włosami była uosobieniem marzeń każdego mężczyzny. Poznali się tuż po maturze, podczas rejsu na Karaiby.

Sebastian wiedział, że wspomnienie tamtego zdominowanego seksem lata przeniesie go znów do świata, w którym rządzi szaleństwo, nie rozum. Sięgnął po teczkę, skupiając się na tym, co do końca popołudnia powinien zrobić. Oczywiście mógł pracować do wieczora. Przeniósł się do rodzinnej rezydencji, nie musiał już spieszyć się do domu. Dotarł do drzwi w tej samej chwili co Marianna.

Otworzył je i przytrzymał. Gdy Marianna go mijała, poczuł kuszący zapach perfum Chanel. Tak, sporo wiedział o swojej już prawie byłej żonie, na przykład znał jej ulubione zapachy. Wiedział, co lubi zjeść rankiem po namiętnej nocy. Znał marki jej ulubionej bielizny. W zasadzie wiedział o niej wszystko.

Poza najważniejszym – jak ją uszczęśliwić.

– Dziękuję, Sebastianie.

Nawet nie spojrzała mu w oczy. Gdy przechodziła obok, poczuł tylko lekkie muśnięcie spódnicy od kostiumu.

To wszystko? Tylko dziękuję?

Najwyraźniej nadal wzbudzała w nim coś więcej niż pożądanie, bo po prostu się zirytował. Nie oczekiwał, że będą świętować rozwód kolacją z szampanem, ale, na Boga, powinni przynajmniej pożegnać się jak dorośli kulturalni ludzie. Niestety uprzejmość nigdy nie była mocną stroną jego wybuchowej żony. Marianna nigdy nie bała się konfrontacji, nie dążyła za wszelką cenę do zgody.

Czemu teraz tak spieszyła się do windy, stukając obcasami modnych czółenek? Boże, te wysokie obcasy tak fantastycznie wyglądały na jej nieskończenie długich nogach. Kochała buty, a on nie miał nic przeciw jej rosnącemu zbiorowi, gdyż zazwyczaj prezentowała mu nowe nabytki w specjalny sposób. Nago.

Niech to szlag. Ile czasu musi upłynąć, zanim wyrzuci ją z pamięci? Zapomni o wspólnych chwilach? Chciał, żeby rozstali się kulturalnie. Pragnął zakończyć ten związek spokojnie. Koniec i kropka.

Drzwi windy już prawie się zamknęły, gdy Sebastian do nich dotarł. W ostatniej chwili wsunął w szczelinę dłonie. Marianna spojrzała na niego, a on pomyślał, że zaraz uraczy go złośliwym komentarzem. Może nawet rzuci skórzaną teczką, którą przyciskała do piersi.

W tym momencie Marianna gwałtownie opuściła wzrok, po czym spojrzała w bok.

– Jak się ma Buddy? – spytał Sebastian, gdy winda ruszyła na dół.

– Dobrze – padła zwięzła odpowiedź.

– Holly wczoraj pogryzła kij golfowy Matthew.

Poprzedniego dnia brat namówił go na chwilę relaksu na polu golfowym. Sebastian wygrał. Zawsze wygrywał. Co nie znaczy, że się odprężył.

– Na szczęście zajęty nową narzeczoną i ubieganiem się o fotel senatora Matthew ma ostatnio dobry nastrój. Więc na razie Holly jest bezpieczna.

Sebastian odnosił wrażenie, że Marianna wcale go nie słucha. To było dziwne, bo chociaż już go nie kochała, nie przestała kochać psów.

Zazwyczaj poza salą sądową nie był skory do konfrontacji, ale widział zbyt wiele spraw rozwodowych, by wiedzieć, że im wcześniej wszystko sobie wyjaśnią, tym lepiej.

– Chyba nie oczekujesz, że już nigdy nie będziemy ze sobą rozmawiać. Czeka nas ostatnia rozprawa, a poza tym Hilton Head to dość mała społeczność. Na pewno będziemy na siebie wpadać.

Marianna przygryzła dolną wargę, a Sebastian natychmiast przypomniał sobie, jak te same wargi namiętnie go pieściły, właściwie dokładnie to poczuł, aż zrobiło mu się gorąco.

Kciukiem otarł z czoła kroplę potu, zirytowany jak diabli.

– Powinniśmy chyba w pisemnej ugodzie zawrzeć zasady komunikowania się. Chciałbym wiedzieć, czy dobrze rozumiem twoje życzenie. Nasze rozmowy mają ograniczyć się do powitania i pożegnania? Czy wolno nam będzie kiwnąć sobie głową, kiedy spotkamy się na plaży na spacerze z psami? Czy może powinniśmy się unikać?

Marianna zacisnęła palce na skórzanej teczce, wlepiając wzrok w numery pięter.

– Nie zaczynaj. Nie dzisiaj.

Co do diabła?

Sebastian nigdy nie zaczynał kłótni, to była jej domena. On był cichy i spokojny, przynajmniej na zewnątrz. Co się z nią dzieje? A może z nim?

– Czy podczas naszych ustaleń z adwokatami coś poszło nie po twojej myśli?

Zaśmiała się cicho i ponuro, było to żałosne echo jej nieposkromionego zwykle śmiechu, i oparła się o mosiężną poręcz.

– Tu nikt nie wygrywa, Sebastianie. Czy nie tak zawsze mawiałeś o sprawach rozwodowych?

I tu go miała.

Oparł rękę obok głowy Marianny. Tak, niemal przyparł ją do ściany, ale zostało tylko jedno piętro, by poznać jej odpowiedź.

– Czego chcesz?

W końcu Marianna podniosła wzrok, a jej zamglone spojrzenie raziło go jak niespodziewany cios. W jej oczach dojrzał coś, czego się nie spodziewał, zważywszy, że od pół roku ze sobą nie sypiali. Zobaczył to, czemu podczas ich związku nigdy nie umiał się oprzeć. Oczy Marianny płonęły… pożądaniem.

Jej małżeństwo zaczęło się i zakończyło na tylnym siedzeniu samochodu.

Marianna poślubiła Sebastiana Landisa w wieku lat osiemnastu. Wówczas nie dotarli nawet do hotelu, bo hormony wzięły górę. Po prostu zjechali na pobocze. Teraz, po ostatnim wspólnym spotkaniu z prawnikami hormony i emocje znów ją niemile zaskoczyły.

A wszystko z powodu ulotnego momentu żalu w jego oczach, kiedy w umowie zapisali, że dzielą się psami. Ten dowód bezbronności u jej stoickiego aż do przesady męża wytrącił ją z równowagi.

A zaraz potem ją podniecił.

Starała się jak najszybciej opuścić sąd, nim zrobi coś głupiego, na przykład rzuci się na Sebastiana. Nie miała szczęścia. Wysiedli z windy i pobiegli w deszczu do jego samochodu. Sebastian wcisnął gaz do dechy i po niedługiej chwili zatrzymał się na opustoszałym parkingu przy najbliższej bocznej drodze.

Marianna, która rozpaczliwie pragnęła wypełnić pustkę trawiącą jej ciało i serce, zarzuciła ramiona na szyję Sebastiana, a on położył ją na rozkładanym siedzeniu. Byli na zalesionym odludziu, a dodatkowo prywatność zapewniały im zaciemnione szyby. Z drzew zwisały długie poskręcane pędy mchu hiszpańskiego, wyglądały jak pokryte sadzą welony, równocześnie piękne i smutne.

Krople deszczu stukały w dach samochodu w rytmie, w jakim płynęła krew w żyłach Marianny. Ich wargi się połączyły. Marianna wierciła się i kręciła, aż umościli się na tylnym siedzeniu bmw, bardziej przestronnego niż mustang kabriolet, którym Sebastian jeździł jako młody chłopak.

Tym razem nie ograniczał ich także strach przed niechcianą ciążą.

Sebastian zdjął krawat i założył go na szyję Marianny, przyciągnął ją do siebie. Wdychała znajomy korzenny zapach wody po goleniu Armaniego, przypominając sobie, jak często wypełniał zaparowaną po porannym prysznicu łazienkę. Ten ostatni raz, po miesiącach pozbawionych bliskości Sebastiana, pragnęła wziąć od niego, ile tylko się da. Łapczywymi wargami i językiem, a także niecierpliwymi dłońmi, które dotykały jego ramion, pleców i pośladków.

– Marianno, jeśli chcesz przestać, powiedz teraz. – Na czoło Sebastiana opadł mokry kosmyk brązowych włosów.

– Nic nie mów, proszę – odparła. Kiedy zaczną mówić, skończy się kłótnią. O to, że Sebastian bez końca przesiaduje w kancelarii. O jej usposobienie i zachowanie, równie ekstrawaganckie i wyraziste jak wnętrza, które projektowała.

O to, że poza fizycznym przyciąganiem i dziećmi, które stracili, nic ich nie łączy.

Kiedy rozległ się grzmot, Sebastian ujął jej twarz w dłonie. Jego jaskrawoniebieskie oczy lśniły tak mocno, jakby chciały dorównać błyskawicom przecinającym niebo.

– Chcę usłyszeć, że pragniesz mnie równie mocno, jak ja ciebie. – Panował nad sobą z najwyższym wysiłkiem. – Żałujemy już zbyt wielu rzeczy, nie warto dokładać kolejnych.

– Wiem tylko, że ten dzień łamie mi serce. Muszę to zrobić, potrzebuję tego. – Nie przeszło jej przez usta, że to Sebastiana potrzebuje. Tak często go potrzebowała, choćby w samotne wieczory na tarasie, kiedy za towarzystwo miała tylko szum fal, dobre wino i słone łzy. – Możemy już przestać gadać?

Sebastian nie odrywał wzroku od twarzy Marianny, kciukiem muskał jej pierś.

– Możemy, ale muszę ci powiedzieć, że jesteś cholernie seksowna.

Gdy opuścił głowę i wtulił twarz w zagłębienie jej szyi, zamknęła oczy. Świetnie ją znał, wiedział, co zrobić, żeby się pod nim wiła nieprzytomna z pożądania.

– I jak mnie podniecają twoje buty na obcasie. Żółte! Na Boga, kto nosi żółte buty? – Wsunął dłoń pod jej spódnicę, przesunął wzdłuż uda aż do gumki fig.

Odchyliła głowę, z trudem panując nad głosem.

– Ja. Są cytrynowe.

– Są seksowne.

Gdyby tylko świetny seks i równie satysfakcjonujące konto w banku wystarczyły, bez problemu dotrwaliby razem do złotych godów. Ta myśl mogła stłumić przyjemność, jaką Mariannie dawały sprawne palce Sebastiana, szybciej niż oblanie ich lodowatą wodą.

Marianna szarpnęła za guziki koszuli z monogramem, rozchyliła ją i dotknęła ciepłej skóry Sebastiana. Czując napinające się pod jej palcami mięśnie, zapomniała o świecie, który czekał na nich za granicami tego leśnego zakątka. Całowała i pieściła Sebastiana, a on wplótł palce w jej włosy, aż spięte w luźny kok opadły na plecy.

Nieoczekiwanie zaskoczył ich dzwonek telefonu. Niemiła niespodzianka. Marianna aż się wzdrygnęła. Sebastian odpiął telefon od paska i zniecierpliwiony rzucił na podłogę.

W samą porę.

Marianna zacisnęła dłonie na jego ramionach, wbiła w nie paznokcie, desperacko pragnąc być bliżej Sebastiana. Chwyciła go za włosy i trzymała jego głowę przy swojej głowie, twarz przy twarzy, po miesiącach dystansu do bólu spragniona bliskości.

Zsunął jej z ramion żakiet i przez satynową bluzkę ujął piersi. Wodził palcem wokół nabrzmiałego sutka, podniecając ją do szaleństwa. Gdy się pochylił i zastąpił palce wargami, otarła się biodrami o jego biodra.

– Dość. – Przez satynowy stanik czuła gorącą wilgoć jego warg. – Jeszcze.

Dzięki Bogu rozumiał jej sprzeczne żądania, które były utrapieniem ich małżeństwa. Znów się uniósł, ciągnąc ją za sobą, i usiadł na środku siedzenia. Przyklękła, przyciskając stopy do przednich foteli, aż szpilki od Gucciego zaczęły się zsuwać.

Sebastian złapał je w ostatniej chwili i wsunął jej mocno na stopy.

– Zostaw – rzekł. – Nie wiem dlaczego, ale nagle polubiłem cytrynowy kolor.

Tymczasem Marianna zmagała się z klamrą jego paska tuż nad widoczną wypukłością członka. W końcu z satysfakcją chwyciła go w dłonie. Sebastian, który nigdy nie pozostawał w tyle, po raz kolejny wsunął rękę pod podwiniętą spódnicę Marianny i pociągnął w dół cienki pasek stringów. Odetchnęła, bo jej wyjątkowo wyczulone zmysły doznały chwilowego ukojenia. I właśnie wtedy Sebastian… zerwał z niej stringi.

Rzucił na bok skrawek żółtego jedwabiu, który włożyła, by poczuć się bardziej kobieco. Potem znieruchomiała tuż nad nim, a on pchnął, wszedł w nią gwałtownie, bez wahania. Po dziewięciu latach wspólnego życia wiedział, czego jej potrzeba.

Chwyciła go za nadgarstki, położyła sobie jego dłonie na piersiach, podczas gdy atakował ją z siłą burzy, która szalała na zewnątrz. Kołysała biodrami i ocierała się o niego, by jak najintensywniej przeżyć ich ostatnie spotkanie.

Ostatni seks i wspomnienie, którym będzie się później zadręczała, popijając wino na plaży.

Gdyby w innych kwestiach potrafili się tak dobrze porozumieć jak w seksie! Zresztą nawet ta fizyczna więź z powodu zbliżającego się wielkimi krokami rozstania stała się z czasem wymuszona i pełna napięcia, smutna, bo nic innego już ich nie łączyło.

Ich ciała, pokryte potem, nabrały lekko słonawego smaku. Marianna czuła rosnącą rozkosz, która niemal boleśnie domagała się ostatecznego spełnienia. Sebastian zacisnął palce na jej włosach. Znała ten jego grymas, zaciśnięte wargi, gdy na nią czekał, powstrzymując orgazm. Kiedy jej coraz szybszy oddech połączył się z jego oddechem, Sebastian eksplodował.

Fale rozkoszy były jak słodko-gorzkie pożegnanie. Wzbierały i cofały się, aż Marianna opadła bez sił na Sebastiana, który wciąż ją obejmował.

W samochodzie słychać było tylko ich ciężkie przyspieszone oddechy i szum deszczu. Marianna wiedziała, że nie zostało nic do powiedzenia. To już koniec. Za parę tygodni czekało ich ostatnie spotkanie w sądzie.

Nie musieli nawet rozmawiać o tym, że uprawiali seks bez zabezpieczeń. Dziewięć lat temu Marianna poroniła i stała się bezpłodna. Mimo to podejmowali próby zostania rodzicami, lecz bez powodzenia.

Potem nagle na moment wróciła nadzieja. Sebastian zgodził się na adopcję dziecka i przez całe cztery cudowne miesiące Marianna była matką. Maleńka Sophie na zawsze pozostanie w jej pamięci i w sercu. Odłożyli na bok małżeńskie problemy i oddali się rodzicielstwu.

Niestety rodzona matka Sophie nieoczekiwanie dla wszystkich zmieniła zdanie.

Leżąc po raz ostatni z głową na piersi Sebastiana, Marianna była bliska łez. Z żalu nad sobą, za Sebastianem, za ich córką. Jednak czasami cierpiący człowiek już nie znajduje łez.

Kiedy pół roku wcześniej zabrano im Sophie, Marianna miała złamane serce. Sebastian pogrążył się w pracy. Ich małżeństwo ostatecznie się rozpadło.

Tytuł oryginału: His Expectant Ex

Pierwsze wydanie: Silhouette Desire, 2008

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

Korekta: Małgorzata Narewska

© 2008 by Catherine Mann

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2496-3

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.