W piekle fitnessu - Hanna L. - ebook
NOWOŚĆ

W piekle fitnessu ebook

Hanna L.

0,0

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Fitness miał być drogą do zdrowia. Stał się walką o przetrwanie.

W piekle fitnessu to szczera, osobista historia o tym, jak pogoń za „fit ideałem” doprowadziła autorkę do zaburzeń odżywiania, depresji i pobytu w szpitalu. To opowieść o mechanizmach, które wciągają niepostrzeżenie, o presji porównań i cienkiej granicy między dbaniem o siebie a autodestrukcją.
Jeśli Twoje ciało kiedykolwiek stało się projektem do poprawy, ta książka jest dla Ciebie.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 206

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Moja hi­sto­ria o tym,jak śro­do­wi­sko spor­to­we może nisz­czyć ży­cie

Wstępdla­cze­go po­wsta­ła ta książ­ka

Je­śli się­gną­łeś po tę książ­kę, ozna­cza to, że tak jak ja nie do koń­ca wie­rzysz w pięk­ny, bro­ka­to­wy i szczę­śli­wy ob­ra­zek, czy­li to, jak przed­sta­wia­na jest sze­ro­ko po­ję­ta bran­ża fit. Oso­bi­ście nie znam oso­by, któ­ra by­ła­by w stu pro­cen­tach za­do­wo­lo­na ze swo­je­go wy­glą­du, więk­szość lu­dzi w swo­im ży­ciu była przy­naj­mniej raz na ja­kiejś die­cie, za­zwy­czaj w celu zre­du­ko­wa­nia masy cia­ła. Nie na­le­ży jed­nak ba­ga­te­li­zo­wać osób, któ­re sto­ją po dru­giej stro­nie i ro­bią wszyst­ko, aby przy­brać na wa­dze. Bez wzglę­du na to, jaki był lub jest Twój cel, otar­łeś się o bran­żę fit­ness: spe­cjal­ne die­ty, su­ple­men­ty, pla­ny tre­nin­go­we, klu­by spor­to­we, tre­nin­gi on­li­ne, fora dys­ku­syj­ne, fil­my in­struk­ta­żo­we i wie­le, wie­le wię­cej. Za każ­dym ra­zem sły­szysz, że wy­star­czy tyl­ko od­po­wied­nia mo­ty­wa­cja, kon­se­kwen­cja i po­dą­ża­nie zgod­nie z pla­nem, a suk­ces bę­dzie gwa­ran­to­wa­ny, a je­śli po­no­sisz po­raż­kę, to naj­praw­do­po­dob­niej oszu­ku­jesz, je­steś le­ni­wy i nie da­jesz z sie­bie mak­si­mum za­an­ga­żo­wa­nia. Po­twier­dza­ją to dzie­siąt­ki pre­zen­to­wa­nych spek­ta­ku­lar­nych me­ta­mor­foz, ide­al­ne cia­ła, szczę­śli­wi lu­dzie, któ­rzy od­mie­ni­li swo­je ży­cie. I na­praw­dę wiem, że nie bra­ku­je Ci chę­ci, siły, wy­trwa­ło­ści i za­an­ga­żo­wa­nia, a mimo to ja­koś nie idzie albo dro­ga nie wznie­ca tak cu­dow­nie ener­gii wi­tal­nej, jak po­win­na to ro­bić we­dług osób, któ­re krze­wią te wszyst­kie pięk­ne mo­ty­wu­ją­ce tek­sty.

W ra­por­cie opu­bli­ko­wa­nym przez Na­ro­do­wy Fun­dusz Zdro­wia w maju 2024 mo­że­my prze­czy­tać, że w 2020 roku we­dług World Obe­si­ty Atlas na świe­cie było 2,6 mld osób z nad­wa­gą lub oty­ło­ścią, w tym aż 0,99 mld osób było oty­łych. Dla po­rów­na­nia – w Pol­sce w 2019 roku we­dług da­nych Głów­ne­go Urzę­du Sta­ty­stycz­ne­go 56,6% osób po­wy­żej pięt­na­ste­go roku ży­cia mia­ło nad­wa­gę lub oty­łość (z oty­ło­ścią było 18,5% osób). Sza­cu­je się że w 2025 roku w Pol­sce z oty­ło­ścią bo­ry­kać się bę­dzie 25,9% ko­biet i 30,3% męż­czyzn w wie­ku 20 lat lub wię­cej. Pro­gno­za Lob­ste­in i in. (2023)1 mówi, że w roku 2035 po­nad 35% do­ro­słych męż­czyzn (w wie­ku dwa­dzie­ścia lat lub wię­cej) i po­nad 25% do­ro­słych ko­biet w Pol­sce bę­dzie oty­łych2.

Od razu chcę spro­sto­wać, że w tej książ­ce nie znaj­dziesz cu­dow­nej die­ty, ko­lej­ne­go spo­so­bu na od­chu­dza­nie czy zbu­do­wa­nie atle­tycz­nej syl­wet­ki, nie będę Cię prze­ko­ny­wać, że ja­kaś me­to­da jest bar­dziej sku­tecz­na od in­nej – ge­ne­ral­nie nie mam za­mia­ru Ci nic sprze­dać ani do ni­cze­go Cię prze­ko­nać… Chcę tro­chę otwo­rzyć Ci oczy, prze­strzec Cię i być może uchro­nić od ne­ga­tyw­ne­go wpły­wu prze­my­słu fit­ness, o któ­rym się nie mówi.

No wła­śnie, jak za­pew­ne już za­uwa­ży­łeś, na­pi­sa­łam tę książ­kę ano­ni­mo­wo, nie bez po­wo­du. Po pierw­sze wszyst­ko, co zo­sta­ło w niej opi­sa­ne, jest moim oso­bi­stym do­świad­cze­niem, czę­sto trud­nym i gorz­kim. Dzię­ki temu, że moje naj­bliż­sze oto­cze­nie nie bę­dzie wie­dzia­ło, że to ja je­stem au­tor­ką tej książ­ki, mogę otwar­cie, sze­ro­ko i szcze­rze opi­sać swo­je do­świad­cze­nia i prze­my­śle­nia, któ­re to­wa­rzy­szą mi od lat. Po­ru­szam tu­taj te­ma­ty tabu, kon­tro­wer­syj­ne i za­re­zer­wo­wa­ne je­dy­nie dla lu­dzi ist­nie­ją­cych w tym świe­cie od lat. Nie je­stem oso­bą, któ­ra za­wo­do­wo funk­cjo­nu­je w tej bran­ży, je­stem zwy­kłą bab­ką, któ­ra pra­cu­je na eta­cie w kor­po­ra­cji, sta­ra się żyć zdro­wo i ak­tyw­nie, kie­dyś mia­ła wiel­kie pla­ny i ma­rze­nia zwią­za­ne z fit­nes­sem. Otar­łam się o za­wo­dow­stwo wie­le lat temu, ale do tego wró­cę w ko­lej­nych roz­dzia­łach książ­ki. Z kul­tu­ry­sty­ką i fit­nes­sem ama­tor­sko je­stem zwią­za­na od osiem­na­stu lat, roz­wi­jam się ra­zem z tą bran­żą, po­zna­łam oso­bi­ście przez te lata wie­le „wiel­kich” na­zwisk tego świa­ta, ale co waż­niej­sze – tak­że set­ki ano­ni­mo­wych osób po­dą­ża­ją­cych za swo­imi spor­to­wo-syl­wet­ko­wy­mi ce­la­mi. Po­zna­łam wie­le hi­sto­rii bez­po­śred­nio od tych osób, lecz mu­szę roz­wiać na­dzie­ję na od­kry­cie se­kre­tów zna­nych po­sta­ci fit świa­ta, nic ta­kie­go się tu­taj nie wy­da­rzy. Chcę Ci opo­wie­dzieć o ciem­nej stro­nie tego spor­tu, zwró­cić uwa­gę na za­gro­że­nia, wy­tłu­ma­czyć, dla­cze­go nie idzie tak ła­two, jak się wy­da­je, że po­win­no, że spor­tow­cy są tyl­ko ludź­mi, za któ­rych suk­ce­sem lub po­raż­ką sto­ją czę­sto oso­bi­ste dra­ma­ty, masa pro­ble­mów i trud­nych mo­men­tów. W do­bie me­diów spo­łecz­no­ścio­wych i ro­sną­cej licz­by in­flu­en­ce­rów do­sta­je­my co­raz wię­cej ob­raz­ków po­ka­zu­ją­cych, jaki ten świat jest cu­dow­ny, a lu­dzie z fit bran­ży – speł­nie­ni i szczę­śli­wi. Je­śli prze­śle­dzisz te tre­ści wy­star­cza­ją­co uważ­nie, może cza­sa­mi wy­chwy­cisz, że ktoś wspo­mi­na mię­dzy wier­sza­mi, że miał de­pre­sję, cier­piał na za­bu­rze­nia od­ży­wia­nia, ze­psuł re­la­cję z bli­ski­mi, do­świad­czył cięż­kiej kon­tu­zji, bo­ry­kał się z pro­ble­ma­mi za­bu­rzo­ne­go funk­cjo­no­wa­nia ukła­du tra­wien­ne­go… Tyl­ko że to są po­je­dyn­cze wzmian­ki, za któ­ry­mi od razu idzie in­for­ma­cja „po­ko­na­łem to”, „zmie­ni­łem po­dej­ście”, „sko­rzy­sta­łem z po­mo­cy” i w za­sa­dzie już jest su­per i po spra­wie, cóż… to po pro­stu nie­praw­da, bo to nie są pro­ble­my, któ­re ot tak z dnia na dzień moż­na po­ko­nać – i o tym też chcę Ci opo­wie­dzieć.

Hi­sto­rie tu opi­sa­ne są mo­imi oso­bi­sty­mi do­świad­cze­nia­mi, uwa­gi i opi­nie mają cha­rak­ter su­biek­tyw­ny, więc nie trak­tuj ich jako praw­dy ob­ja­wio­nej, jest to moje dzi­siej­sze spoj­rze­nie na opi­sy­wa­ny te­mat i ab­so­lut­nie nie mu­sisz się z nim zga­dzać. Wie­le lat temu moja per­cep­cja była inna i w obro­nie swo­jej pa­sji by­ła­bym go­to­wa za­bić, jak­bym na­le­ża­ła do sek­ty z cał­ko­wi­cie wy­pra­nym mó­zgiem, ale ro­zu­miem każ­de­go, kto ak­tu­al­nie jest wła­śnie na tym eta­pie… To kie­dyś mi­nie i je­śli te­raz od­rzu­cisz wszyst­ko, co prze­czy­tasz, być może za kil­ka lat przy­po­mnisz so­bie o mnie i wró­cisz do tej książ­ki z in­nym spoj­rze­niem, po­dej­ściem i wła­snym ba­ga­żem do­świad­czeń. Pra­gnę je­dy­nie od­sło­nić ku­li­sy bran­ży fit­ness i po­ka­zać Ci, co dzie­je się na back­sta­ge’u – a nie za­wsze to, co tam ma miej­sce, jest atrak­cyj­ne i za­chę­ca­ją­ce, tak więc jesz­cze raz cie­szę się, że tu je­steś, mam na­dzie­ję, że po lek­tu­rze bę­dziesz bar­dziej świa­do­mie i z przy­mru­że­niem oka pa­trzył i słu­chał tego, co fit bran­ża pró­bu­je Ci sprze­dać.

1https://www.worl­do­be­si­ty.org/re­so­ur­ces/re­so­ur­ce-li­bra­ry/world-obe­si­ty-atlas-2023?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com

2 Ra­port NFZ o zdro­wiu – Oty­łość i jej kon­se­kwen­cje. War­sza­wa, maj 2024, Alek­san­der Paw­le­wicz,

https://ez­dro­wie.gov.pl/por­tal/home/ba­da­nia-i-dane/zdro­we-dane/ra­por­ty/oty­losc?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com

1.Od We­nus z Wil­len­dor­fudo fit­ne­sia­ry – ewo­lu­cja kul­tu cia­ła na prze­strze­ni lat

„Ide­al­na” syl­wet­ka jest dzi­siaj obiek­tem po­żą­da­nia obu płci. Pa­no­wie po­strze­ga­ni jako atrak­cyj­ni fi­zycz­nie po­win­ni mieć – we­dług prze­ka­zów po­pkul­tu­ry – wy­spor­to­wa­ne, spraw­ne cia­ło, z wy­raź­nie wi­docz­ny­mi, ale nie­prze­ro­śnię­ty­mi mię­śnia­mi. W przy­pad­ku męż­czyzn ka­non pięk­na od za­ra­nia dzie­jów nie­wie­le się zmie­nił, moż­na było ob­ser­wo­wać pew­ne mody zwią­za­ne z ubio­rem, ma­ki­ja­żem, a na­wet no­sze­niem pe­ruk przez pa­nów, na­to­miast w od­nie­sie­niu do cia­ła męż­czyź­ni, ogól­nie rzecz uj­mu­jąc, po­win­ni wy­glą­dać na sil­nych, spraw­nych i zdro­wych.

Je­śli zaś cho­dzi o pa­nie – tu ka­no­ny ide­al­ne­go cia­ła zmie­nia­ją się jak w ka­lej­do­sko­pie. Dziś mo­że­my wy­od­ręb­nić kil­ka „mo­de­lo­wych” syl­we­tek, któ­re wpi­su­ją się w trend ide­al­ne­go cia­ła XXI wie­ku. Za­czy­na­jąc od syl­we­tek, któ­ry­mi szczy­cą się mo­del­ki, czy­li dłu­gie, smu­kłe, ra­czej wą­tłe cia­ła, po­przez tro­chę bar­dziej ko­bie­ce cia­ła mo­de­lek w sty­lu Vic­to­ria’s Se­cret, któ­re oczy­wi­ście są szczu­płe, ale mają krą­głe, jędr­ne pier­si i wy­mo­de­lo­wa­ne po­ślad­ki. Ko­lej­nym wzor­cem jest prze­skok do ka­no­nu fit cia­ła, w któ­rym ko­bie­ty mają sil­ne, szczu­płe, wy­spor­to­wa­ne syl­wet­ki, z de­li­kat­nie za­ry­so­wa­ny­mi mię­śnia­mi ra­mion, obo­wiąz­ko­wo wi­docz­ny­mi mię­śnia­mi brzu­cha, jędr­ną, od­sta­ją­cą pupą i szczu­pły­mi, nie­zbyt roz­bu­do­wa­ny­mi uda­mi. Z dru­giej jed­nak stro­ny mamy bar­dzo moc­ny trend odej­ścia od kul­tu „ide­al­ne­go cia­ła” i roz­wój syl­we­tek w ko­bie­cym ty­pie, o zgro­zo, na­zy­wa­nych „plus size”. Miał to być sprze­ciw wo­bec wy­śru­bo­wa­ne­go ka­no­nu pięk­na XXI wie­ku, kul­tu cia­ła i gło­dze­nia się. Idea była może i do­bra, ale w mo­jej oce­nie po­szła nie do koń­ca w tę stro­nę, w któ­rą po­win­na, mo­del­ka­mi plus size są bo­wiem okre­śla­ne dziew­czy­ny w roz­mia­rze czter­dzie­ści i wię­cej. Czy czter­dzie­ści to plus? Se­rio? Na­wet je­śli wi­dzi­my mo­del­ki o bar­dziej buj­nych kształ­tach, to cią­gle mają one wy­raź­nie za­ry­so­wa­ną ta­lię, ślicz­ne bu­zie, zero cel­lu­li­tu i roz­stę­pów. Z dru­giej jed­nak stro­ny ten trend bywa wy­mów­ką dla bez­re­flek­syj­ne­go ty­cia i igno­ro­wa­nia za­ło­żeń ra­cjo­nal­nej die­ty. Oty­łość jest śmier­tel­ną cho­ro­bą i na­le­ży o tym pa­mię­tać bez wzglę­du na wagę, jaką przy­wią­zu­je­my do wła­snej masy cia­ła i jego kon­dy­cji. Zo­sta­ła wpi­sa­na do Mię­dzy­na­ro­do­wej Kla­sy­fi­ka­cji Cho­rób pod ko­dem E66. Mimo że pró­bu­je­my jako spo­łe­czeń­stwo być po­praw­ni i kre­ować zdro­we wzor­ce fi­zycz­no­ści ludz­kie­go cia­ła, to za­kła­mu­je­my rze­czy­wi­stość po­przez re­tusz, ope­ra­cje i ko­rek­cję. Fil­try zdjęć i fil­mów są już tak po­wszech­ne, że mo­że­my je usta­wić na sta­łe pod­czas od­by­wa­nia wi­de­opo­łą­czeń czy ro­bie­nia zwy­kłe­go sel­fie.

Bez­re­flek­syj­ne po­dą­ża­nie ko­biet za co­raz to no­wy­mi wzor­ca­mi „pięk­na” w zde­rze­niu z cią­głym sa­mo­roz­wo­jem i świa­do­mo­ścią by­cia czymś wię­cej niż cia­ło w koń­cu za­owo­co­wa­ło po­wsta­niem ru­chu body po­si­ti­ve. Wy­ra­stał on po­wo­li przez kil­ka de­kad jako sprze­ciw wo­bec dys­kry­mi­na­cji i kry­ty­ka nie­re­ali­stycz­nych stan­dar­dów pięk­na. Wy­da­wać by się mo­gło, że jest to sto­sun­ko­wo nowa ini­cja­ty­wa, ale jej po­cząt­ki mają swo­je ko­rze­nie w la­tach sześć­dzie­sią­tych. Za za­lą­żek jego po­wsta­nia uzna­je się ruch Fat Ac­cep­tan­ce, któ­ry na­ro­dził się w USA, a do­kład­nie w 1967 roku w No­wym Jor­ku, kie­dy to od­był się pu­blicz­ny pro­test prze­ciw­ko dys­kry­mi­na­cji lu­dzi z oty­ło­ścią i nad­wa­gą. Już rok póź­niej po­wsta­ła ofi­cjal­na or­ga­ni­za­cja – NA­AFA (Na­tio­nal As­so­cia­tion to Ad­van­ce Fat Ac­cep­tan­ce) – wal­czą­ca o ich pra­wa3. Do­pie­ro trzy de­ka­dy póź­niej na­ro­dzi­ła się fi­lo­zo­fia i ruch Body Po­si­ti­ve, jaki zna­my dzi­siaj. W 1996 roku Con­nie Sob­czak i Eli­za­beth Scott za­ło­ży­ły The Body Po­si­ti­ve Or­ga­ni­za­tion4, któ­rej ce­lem było wspie­ra­nie lu­dzi w bu­do­wa­niu zdro­wej re­la­cji z cia­łem, nie­za­leż­nie od jego wy­glą­du, oraz prze­ciw­dzia­ła­nie za­bu­rze­niom od­ży­wia­nia. War­to wspo­mnieć, że w tym po­dej­ściu nie pa­trzy­my na cia­ło je­dy­nie przez pry­zmat jego nad­mier­nej ob­ję­to­ści, lecz tak­że jej prze­ci­wień­stwa w po­sta­ci chu­do­ści, cho­ro­by i nie­do­sko­na­ło­ści skór­nych, wy­raź­nych blizn czy uszko­dzeń, de­for­ma­cji, a tak­że ce­lo­wo­ści w jego zmia­nie – np. pier­cing czy ta­tu­aże. Ge­ne­ral­nie cia­ło mia­ło być po­strze­ga­ne je­dy­nie jako po­wło­ka po­zwa­la­ją­ca jed­no­st­ce żyć i się tym ży­ciem cie­szyć. Tak jak więk­szość tego typu ru­chów od­dol­nych – z za­ło­że­nia do­brych – na prze­strze­ni cza­su ewo­lu­ował, był pod­da­wa­ny prze­mo­de­lo­wa­niom i ule­gał ko­mer­cja­li­za­cji. Wraz z roz­wo­jem me­diów spo­łecz­no­ścio­wych za­czął być wy­ko­rzy­sty­wa­ny nie­ko­niecz­nie je­dy­nie w celu sze­rze­nia sa­mo­ak­cep­ta­cji wśród lu­dzi, a sta­wał się na­rzę­dziem do mo­ne­ty­za­cji, ale tak­że for­mą wy­mów­ki dla nie­bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści za po­gar­sza­ją­cy się stan zdro­wia i prze­rzu­ca­nie jej na oce­nia­ją­ce spo­łe­czeń­stwo. Współ­cze­śnie roz­wi­ja się jego od­no­ga, któ­ra prze­kształ­ca body po­si­ti­ve w ruch body neu­tra­li­ty, mó­wią­cy, że nie mu­sisz ko­chać swo­je­go cia­ła – wy­star­czy, że je sza­nu­jesz.

No do­brze, dziś te­mat cia­ła i po­dą­ża­nie za swo­im ide­al­nym wzor­cem jest w za­sa­dzie po­wszech­nym zja­wi­skiem. Spójrz­my za­tem: czy jest to nowa moda, czy jed­nak nie je­ste­śmy zbyt ory­gi­nal­ni w uprzed­mia­ta­wia­niu ludz­kie­go cia­ła i po­strze­ga­niu go w spo­sób inny, niż po­win­no być po­strze­ga­ne. Cia­ło wszak słu­ży nam do po­ru­sza­nia się i roz­mna­ża­nia w celu pod­trzy­ma­nia ludz­kie­go ga­tun­ku przy ży­ciu, i czy­sto teo­re­tycz­nie po­win­no być oce­nia­nie pod ką­tem funk­cjo­nal­no­ści, a nie wy­glą­du i es­te­ty­ki.

Za­czy­na­jąc od cza­sów bar­dzo prze­szłych: w pre­hi­sto­rii atle­tycz­na i wy­spor­to­wa­na syl­wet­ka u ko­biet nie mia­ła ra­cji bytu, była wręcz nie­po­żą­da­na. Naj­star­szy uwiecz­nio­ny wi­ze­ru­nek ko­bie­ce­go cia­ła, któ­ry prze­trwał do dziś, to po­stać We­nus z Wil­len­dor­fu. Po­wsta­nie fi­gur­ki jest da­to­wa­ne na oko­ło dwa­dzie­ścia sie­dem ty­się­cy lat wstecz. Rzeź­ba ob­ra­zu­je ko­bie­ce cia­ło tam­tych cza­sów, któ­re mia­ło bar­dzo sze­ro­kie uda, wy­dat­ne i ob­wi­słe pier­si oraz brzuch, krót­kie nogi i sze­ro­kie bio­dra. Po­stać uwiecz­nio­na w ka­mie­niu sym­bo­li­zo­wa­ła ko­bie­tę jako mat­kę, buj­ne cia­ło było wy­znacz­ni­kiem jej płod­no­ści – było w sta­nie wy­dać licz­ne po­tom­stwo. W tym przy­pad­ku hołd od­da­ny jest funk­cji i roli, ja­kie to cia­ło speł­nia­ło i od­gry­wa­ło. Cie­ka­we jest jed­nak to, że już wte­dy czło­wiek miał po­trze­bę uwiecz­nia­nia tego, co sta­no­wi­ło dla nie­go war­tość i uka­zy­wa­ło to, co ak­tu­al­nie było po­strze­ga­ne jako pięk­ne lub war­to­ścio­we. Z tego wzglę­du mamy moż­li­wość po­dzi­wia­nia rzeźb i ma­lo­wi­deł z naj­od­le­glej­szych cza­sów oraz po­zna­wa­nia ścież­ki, jaką po­dą­ża­ła na­sza kul­tu­ra w swo­jej ewo­lu­cji. Aż strach po­my­śleć, ja­kie wnio­ski o na­szej kul­tu­rze wy­snu­ją ba­da­cze, ana­li­zu­jąc zdję­cia syl­we­tek i prze­ro­bio­nych twa­rzy, któ­re obec­nie po­dzi­wia­my i udo­stęp­nia­my w sie­ci.

Mimo że od­le­głe, za to bar­dzo do­brze utrwa­lo­ne w sztu­ce są wzor­ce kul­tu­ry an­tycz­nej – czy­li sta­ro­żyt­nej Gre­cji i Rzy­mu.

Kul­tu­ra grec­ka bar­dzo moc­no łą­czy­ła pięk­no fi­zycz­ne z du­cho­wo­ścią, mo­ral­no­ścią czy ogól­nie po­ję­tym do­brem. Lu­dzie wpi­su­ją­cy się w ów­cze­sny ka­non pięk­na byli tak­że uzna­wa­ni za do­brych, mą­drych i po­ży­tecz­nych. Idea zrów­ny­wa­nia atrak­cyj­no­ści fi­zycz­nej z jed­no­cze­snym po­strze­ga­niem ta­kich lu­dzi jako „lep­szych” prze­trwa­ła (nie­ste­ty) z nami do dziś. Nie­rzad­ko do peł­nie­nia służ­by pu­blicz­nej, w re­kru­ta­cji czy wy­bo­rze part­ne­ra pod­świa­do­mie kie­ru­je­my się atrak­cyj­nym wy­glą­dem, są­dząc, że w ład­nej po­wło­ce kry­je się bo­gac­two do­brych cech.

Pięk­ne cia­ło an­ty­ku to ta­kie, któ­re było har­mo­nij­ne, wręcz ma­te­ma­tycz­nie pro­por­cjo­nal­ne. Co cie­ka­we, to nie ko­bie­ce cia­ła były wte­dy obiek­tem du­że­go za­in­te­re­so­wa­nia. W tam­tych cza­sach to na męż­czy­znach była sku­pia­na cała uwa­ga i kult fi­zycz­ne­go pięk­na. Wśród ran­kin­gów naj­po­pu­lar­niej­szych i naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nych rzeźb tam­te­go okre­su próż­no szu­kać wie­lu ko­bie­cych syl­we­tek. Naj­le­piej zna­ne są po­sta­ci We­nus z Milo oraz Nike z Sa­mo­tra­ki. Ta pierw­sza jest wi­ze­run­kiem bo­gi­ni, sym­bo­lu mi­ło­ści i pięk­na. Wy­stę­pu­je jako rzeź­ba, ale tak­że zo­sta­ła uwiecz­nio­na w for­mie ob­ra­zu. Przy­glą­da­jąc się jej do­kład­nie pod ką­tem fi­zycz­no­ści, wi­dzi­my wy­raź­ną róż­ni­cę mię­dzy pierw­szym wi­ze­run­kiem We­nus z Wil­len­dor­fu. Grec­ka bo­gi­ni ma zde­cy­do­wa­nie szczu­plej­sze cia­ło z lek­ko za­ry­so­wa­ny­mi mię­śnia­mi brzu­cha, drob­ne, jędr­ne pier­si oraz bio­dra sy­me­trycz­ne wzglę­dem sze­ro­ko­ści bar­ków. Ide­al­nie wpi­su­je się w wi­ze­ru­nek pięk­ne­go, har­mo­nij­nie zbu­do­wa­ne­go cia­ła. Nike rów­nież jest bo­gi­nią, uwiecz­nio­ną przez nie­zna­ne­go ar­ty­stę, sym­bo­li­zu­je zwy­cię­stwo opa­ko­wa­ne w ko­bie­ce, uskrzy­dlo­ne cia­ło. Po­stać uwiecz­nio­na w brą­zie jest okry­ta de­li­kat­ną zwiew­ną sza­tą, pod któ­rą wi­dać jed­nak za­rys ko­bie­ce­go cia­ła, do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ją­ce­go bu­do­wą i pro­por­cja­mi cia­ło bo­gi­ni We­nus. Jak wia­do­mo, w tam­tych cza­sach nie­ła­two było sko­pio­wać cu­dzą pra­cę, ar­ty­ści two­rzy­li, opie­ra­jąc się na wła­snych kon­cep­cjach i wi­zjach pięk­na. Pa­trząc na tren­dy pa­nu­ją­ce w sztu­ce, mo­że­my być pew­ni, że to, w jaki spo­sób uwiecz­nia­li ludz­kie po­sta­ci, do­sko­na­le od­zwier­cie­dla­ło, ja­ki­mi prze­słan­ka­mi lu­dzie kie­ro­wa­li się w oce­nie atrak­cyj­no­ści in­nych. Jed­nak­że mimo kil­ku wy­jąt­ków ko­bie­ce syl­wet­ki nie były obiek­tem zbyt du­że­go za­in­te­re­so­wa­nia w sta­ro­żyt­nej Gre­cji. W tam­tym okre­sie to męż­czyź­ni, dla od­mia­ny, mu­sie­li spro­stać wy­gó­ro­wa­nym stan­dar­dom fi­zycz­nej do­sko­na­ło­ści, to oni byli po­strze­ga­ni jako „płeć pięk­na”, a ko­bie­ty czę­sto czu­ły się za­wsty­dzo­ne, że swo­ją uro­dą nie do­rów­nu­ją męż­czy­znom. Być może z tego wzglę­du ich syl­wet­ki zwy­kle były przy­kry­te, mimo że na­gość była po­wszech­na, a pa­no­wie bez skrę­po­wa­nia po­ka­zy­wa­li się i po­zo­wa­li bez ubrań.

Wra­ca­jąc do wy­stę­pu­ją­cych zde­cy­do­wa­nie po­wszech­niej rzeźb męż­czyzn – tak­że wi­dzi­my pe­wien wzo­rzec. Gre­cja i jej mi­to­lo­gia to kult bo­sko­ści, w tym sa­mym nur­cie utrzy­ma­na jest sztu­ka tam­te­go okre­su. Rzeź­by przed­sta­wia­ją bo­gów w ludz­kich, pięk­nych cia­łach, ich syl­wet­ki są sil­ne, umię­śnio­ne, za­zwy­czaj na­gie, nie­rzad­ko po­sia­da­ją atry­bu­ty mę­stwa, ta­kie jak mie­cze, tar­cze czy zbro­je. W tym przy­pad­ku nie było tabu, cia­ło jako twór ide­al­ny było stwo­rzo­ne do po­dzi­wia­nia i na­śla­do­wa­nia. Ich ide­al­ne pro­por­cje były przed­mio­tem po­dzi­wu, a do­kład­ność, z jaką zo­sta­ły wy­ko­na­ne, po­zwa­la­ła na do­strze­że­nie na­wet naj­mniej­sze­go, per­fek­cyj­ne­go de­ta­lu. To wła­śnie ta­ki­mi ce­cha­mi kie­ro­wa­li się twór­cy, gdy ty­sią­ce lat temu po­szu­ki­wa­li tego, co uzna­wa­li za pięk­ne.

Wy­raź­ne od­bi­cie ka­no­nu pięk­na na­stą­pi­ło w okre­sie ba­ro­ku. W tym cza­sie za ide­ał ko­bie­ce­go pięk­na ucho­dzi­ły pa­nie o krą­głych kształ­tach, moż­na rzec, że wręcz oty­łe. Naj­le­piej przed­sta­wiał to Ru­bens w swo­ich pra­cach, a okre­śle­nie „ru­ben­sow­skie kształ­ty” po dziś dzień wska­zu­je na nie­co peł­niej­sze ko­bie­ce cia­ło. Ko­bie­ty w okre­sie ba­ro­ku były ucie­le­śnie­niem zmy­sło­wo­ści, przed­sta­wia­no je jako bez­pru­de­ryj­ne, fry­wol­ne, czę­sto w lu­bież­nych po­zach, choć nie za­wsze nago. Ina­czej niż w sztu­ce an­tycz­nej, tu­taj na­stą­pi­ło cał­ko­wi­te ode­rwa­nie od głę­bi du­cho­wej. Moż­na by stwier­dzić, że były to pierw­sze kro­ki spo­łe­czeń­stwa w stro­nę sek­su­ali­za­cji jed­nost­ki. Ba­rok – wraz ze swo­imi ka­no­na­mi – w Pol­sce i na świe­cie trwał oko­ło stu pięć­dzie­się­ciu lat, co nie jest zbyt spek­ta­ku­lar­nie dłu­gim okre­sem w po­rów­na­niu do wszyst­kich lat, w któ­rych za pięk­ne uwa­ża­ne było to, co smu­kłe, gib­kie i jędr­ne.

W za­sa­dzie od roz­po­czę­cia epo­ki oświe­ce­nia, po­przez ro­man­tyzm i ko­lej­ne epo­ki, nie na­stą­pił wy­raź­ny po­wrót do ciał „peł­niej­szych”. Na prze­strze­ni lat ko­bie­ty były co­raz szczu­plej­sze, zmie­nia­ła się moda, a wraz z nią stro­je, któ­re wkła­da­ły pa­nie. Do pew­ne­go mo­men­tu dam­skie ubra­nia stwa­rza­ły moż­li­wość za­kry­wa­nia man­ka­men­tów i uwy­pu­kla­nia ak­tu­al­nie po­żą­da­nych cech. Gor­se­ty ide­al­nie wy­smu­kla­ły ta­lię, jed­no­cze­śnie pod­kre­śla­jąc biust i bio­dra. Sze­ro­kie spód­ni­ce ukry­wa­ły peł­ne uda, a głę­bo­kie de­kol­ty pre­zen­to­wa­ły peł­ne biu­sty. Praw­dzi­wa re­wo­lu­cja w świe­cie mody mia­ła jed­nak miej­sce do­pie­ro na po­cząt­ku XX wie­ku. Na prze­ło­mie lat dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych Mar­le­ne Die­trich (ame­ry­kań­sko-nie­miec­ka ak­tor­ka i pio­sen­kar­ka) po­rzu­ci­ła wszel­kie pa­nu­ją­ce mo­do­we za­sa­dy i za­czę­ła no­sić ubra­nia za­re­zer­wo­wa­ne dla męż­czyzn, czy­li spodnie i gar­ni­tu­ry. To w tym okre­sie po­wsta­ła pierw­sza spód­nicz­ka mini (do­kład­nie lata sześć­dzie­sią­te XX wie­ku; w 1965 roku pro­jek­tant­ka mody, Mary Qu­ant, wpro­wa­dzi­ła do sprze­da­ży krót­kie spód­ni­ce, czy­li ta­kie, któ­re od­sła­nia­ły ko­la­na i uda). Chwi­lę wcze­śniej, bo w la­tach czter­dzie­stych, po­ja­wi­ły się pierw­sze dwu­czę­ścio­we stro­je ką­pie­lo­we dla ko­biet, były one jed­nak bar­dzo skrom­ne i za­kry­wa­ły dużą część cia­ła. Bi­ki­ni, ja­kie zna­my dziś, zo­sta­ło za­pre­zen­to­wa­ne pierw­szy raz w Pa­ry­żu przez pro­jek­tan­ta Lo­uisa Re­ar­da do­pie­ro w 1946 roku.

Wraz z roz­wo­jem bran­ży mo­do­wej miał miej­sce roz­wój bran­ży mo­de­lin­go­wej i po­wsta­nie iko­nicz­nych po­sta­ci. Rów­no­cze­śnie swój roz­kwit miał świat fil­mu, ak­tor­ki po­ka­zy­wa­ne na wiel­kich ekra­nach sta­wa­ły się wzo­rem do na­śla­do­wa­nia dla ko­biet na ca­łym świe­cie.

Je­śli mó­wi­my o ka­no­ni­czych po­sta­ciach i syl­wet­kach tam­te­go okre­su, samo ci­śnie się na usta na­zwi­sko Ma­ri­lyn Mon­roe, do dziś przez wie­le ko­biet i męż­czyzn po­strze­ga­nej jako ab­so­lut­ny ide­ał ko­bie­ce­go pięk­na. Jako pierw­sza w hi­sto­rii po­ja­wi­ła się na okład­ce „Play­boya”. Ce­cho­wa­ła ją szczu­pła, ale ko­bie­ca fi­gu­ra, peł­ne pier­si i bio­dra oraz wą­ska ta­lia. Pre­zen­to­wa­ła ty­po­wą bu­do­wę klep­sy­dry – har­mo­nij­ny kształt cia­ła ba­zu­ją­cy na sy­me­trii, któ­re­go kult się­ga, jak pa­mię­ta­my, cza­sów an­tycz­nych. Przez wie­lu po­żą­da­na ze wzglę­du na wa­lo­ry cie­le­sne, nie­do­ce­nia­na za swo­je umie­jęt­no­ści i cha­rak­ter. Dziś dzię­ki wie­lu pu­bli­ka­cjom i re­la­cjom zna­my hi­sto­rię ży­cia Ma­ri­lyn; pa­trząc z ze­wnątrz, moż­na by są­dzić, że była ko­bie­tą speł­nio­ną, po­sia­da­ją­ca wszyst­ko, cze­go moż­na by było pra­gnąć: uro­dę, pie­nią­dze, sła­wę i uwiel­bie­nie męż­czyzn. Jak wie­my, była głę­bo­ko nie­szczę­śli­wa, wciąż po­szu­ki­wa­ła sen­su swo­je­go ist­nie­nia, zo­sta­ła wie­lo­krot­nie wy­ko­rzy­sta­na i oszu­ka­na. Nie­ma­łą rolę w tej sy­tu­acji ode­gra­ło to, jak jej wi­ze­ru­nek zo­stał wy­kre­owa­ny i „sprze­da­ny”, w któ­rymś mo­men­cie prze­sta­ła być po­strze­ga­na jako czło­wiek, a zo­sta­ła uprzed­mio­to­wio­na. Nie­ste­ty…

W ko­lej­nych dzie­się­cio­le­ciach, kie­dy po­pkul­tu­ra roz­wi­ja­ła się co­raz szyb­ciej, a roz­po­wszech­nia­nie wi­ze­run­ku sta­ło się ła­twe, po­wsta­wa­ły ko­lej­ne „wiel­kie” na­zwi­ska świa­ta mody i kina. W la­tach sześć­dzie­sią­tych naj­bar­dziej zna­ny­mi po­sta­cia­mi i re­pre­zen­tant­ka­mi ów­cze­sne­go ka­no­nu pięk­na były Au­drey Hep­burn i Twig­gy. Obie wy­jąt­ko­wo szczu­płe, wręcz ete­rycz­ne w po­rów­na­niu do wspo­mnia­nej wcze­śniej Ma­ri­lyn Mon­roe. W oso­bie Twig­gy upa­tru­je się za­po­cząt­ko­wa­nia mody na mo­del­ki w ty­pie „wie­sza­ka”, któ­ry w ko­lej­nych la­tach ewo­lu­ował do ka­no­nu uro­dy, tzw. he­ro­in chic, tak po­pu­lar­ne­go w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych za spra­wą mo­del­ki Kate Moss. Cha­rak­te­ry­stycz­ne ce­chy wy­glą­du zgod­ne z tym ka­no­nem to przede wszyst­kim bla­da skó­ra, pod­krą­żo­ne oczy i wła­śnie nie­zdro­wa chu­dość. Nie chcę za­głę­biać się w ciem­ną stro­nę mo­de­lin­gu, po­nie­waż nie o tym jest ta książ­ka. Pu­bli­ka­cji na te­mat mody, ży­cia mo­de­lek, bla­sków i cie­ni tego świa­ta po­wsta­ło tyle, że je­śli kto­kol­wiek chciał­by przy­bli­żyć so­bie brud­ne hi­sto­rie tej bran­ży, to na pew­no bez więk­szych pro­ble­mów znaj­dzie od­po­wied­nie źró­dło. Na­to­miast nie mo­głam choć­by nie wspo­mnieć o wpły­wie mo­de­lek i pro­jek­tan­tów na obec­ne ka­no­ny ko­bie­ce­go pięk­na, po­nie­waż nie­za­prze­czal­nie jest to pięt­no, któ­re­go nie uda nam się od­rzu­cić.

Gdzieś po­mię­dzy ko­bie­cą syl­wet­ką re­pre­zen­to­wa­ną przez Ma­ri­lyn Mon­roe a wy­chu­dzo­ny­mi mo­del­ka­mi w sty­lu Kate Moss ko­bie­ty za­czę­ły po­szu­ki­wać dla sie­bie zdro­we­go środ­ka i tak w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych co­raz bar­dziej po­pu­lar­na za­czę­ła się sta­wać do­brze nam zna­na fit syl­wet­ka. Po­cząt­ki fit­nes­su na­le­ży łą­czyć z wy­my­śle­niem i roz­po­wszech­nie­niem pod­sta­wo­wej for­my gim­na­sty­ki re­kre­acyj­nej, jaką był ae­ro­bik. To, cze­go mo­że­cie nie wie­dzieć, to to, że nie ko­bie­ta byłą pre­kur­so­rem tej for­my ak­tyw­no­ści, za wy­na­laz­cę ae­ro­bi­ku uzna­wa­ny jest Ken­neth Co­oper, któ­ry w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych był le­ka­rzem w Na­ro­do­wej Agen­cji Ae­ro­nau­ty­ki USA (NASA). Opra­co­wa­ny przez nie­go pro­gram wy­szedł z la­bo­ra­to­rium do ama­to­rów za po­śred­nic­twem wy­da­nej przez nie­go w 1968 roku książ­ki Ae­ro­bic oraz Ae­ro­bic for Wo­men i zy­skał ogrom­ną po­pu­lar­ność wśród Ame­ry­ka­nów, któ­rzy chcie­li pro­wa­dzić zdro­wy styl ży­cia i uzy­skać wy­ma­rzo­ną wy­spor­to­wa­ną syl­wet­kę. Żona Co­ope­ra, Mil­lie, wzbo­ga­ci­ła pro­gram o kro­ki ta­necz­ne, po­nie­waż jako in­struk­tor­ka tań­ca chcia­ła do­dać do pla­nu tre­nin­go­we­go nutę za­ba­wy, aby był przy­jem­ną, zdro­wą for­mą roz­ryw­ki. Pierw­szy pro­gram in­struk­ta­żo­wy Mil­lie wy­emi­to­wa­ła w TV w 1969 roku, dzię­ki cze­mu tra­fił do szer­szej gru­py od­bior­ców. Jed­nak to nie na­zwi­sko twór­ców jest po­wszech­nie zna­ne w fit­nes­so­wej bran­ży, dali oni je­dy­nie po­czą­tek roz­wo­jo­wi bran­ży fit­ness, któ­rej glo­bal­na war­tość w 2022 zo­sta­ła osza­co­wa­na na 91,22 mld USD rocz­nie5. Nie wia­do­mo, czy nowy nurt spor­to­wy zo­stał­by tak do­brze przy­ję­ty i na sta­łe za­go­ścił w ży­ciu wie­lu lu­dzi na ca­łym świe­cie, gdy­by nie Jane Fon­da – ak­tor­ka i „mat­ka” fit­nes­su. Swo­ją przy­go­dę z tym spor­tem roz­po­czę­ła w kon­se­kwen­cji wy­pad­ku – na pla­nie fil­mu Chiń­ski syn­drom zła­ma­ła nogę, a ae­ro­bik miał być je­dy­nie for­mą re­kon­wa­le­scen­cji i utrzy­ma­nia for­my. Za­ję­cia, na któ­re uczęsz­cza­ła, sta­ły się jej wiel­ką pa­sją i w kon­se­kwen­cji po­sta­no­wi­ła zro­bić z tego biz­nes. Ak­tor­ka wy­da­ła wie­le ka­set z ćwi­cze­nia­mi, otwo­rzy­ła klu­by fit­ness, w któ­rych ko­bie­ty (ale nie tyl­ko), za­in­spi­ro­wa­ne zgrab­ną, szczu­płą syl­wet­ką gwiaz­dy, chęt­nie wy­le­wa­ły z sie­bie siód­me poty w rytm ener­ge­tycz­nej mu­zy­ki. Nowy trend wspie­ra­ny zna­nym na­zwi­skiem z USA przy­niósł Fon­dzie do­cho­dy rzę­du kil­ku­dzie­się­ciu mi­lio­nów do­la­rów oraz po­pu­lar­ność na ca­łym świe­cie.

Wra­ca­jąc do na­sze­go kra­ju – dziś bez za­jąk­nię­cia wska­za­li­by­śmy na Ewę Cho­da­kow­ską jako tę, któ­ra „obu­dzi­ła” Po­lki i ru­szy­ła je z ka­nap, jed­nak to nie ona pierw­sza wznie­ci­ła fi­nes­so­wy ruch w Pol­sce. Po­czą­tek wiel­kiej fit re­wo­lu­cji da­tu­je­my na po­czą­tek lat osiem­dzie­sią­tych, a do­kład­nie rok 1983, kie­dy ab­sol­went­ka war­szaw­skiej AWF i spe­cja­li­stycz­ne­go kur­su ae­ro­bi­ku w Pa­ry­żu, Han­na Fi­du­sie­wicz, za­ło­ży­ła pierw­szy pol­ski, miesz­czą­cy się w War­sza­wie, klub fit­ness o na­zwie „Pod Skocz­nią”. Ko­lej­nym kro­kiem było wy­da­nie ksią­żek in­struk­ta­żo­wych oraz pro­gra­mów te­le­wi­zyj­nych, m.in. po­pu­lar­nej w tam­tym cza­sie Aka­de­mii zdro­wia.

Wspo­mnia­na przed chwi­lą Ewa Cho­da­kow­ska, dziś na­zy­wa­na „tre­ner­ką wszyst­kich Po­lek”, sztur­mem pod­bi­ła pol­ski ry­nek fit­ness, kie­dy w 2012 roku wraz z ma­ga­zy­nem „Sha­pe” wy­da­ła swo­ją pierw­szą pły­tę DVD z au­tor­skim pro­gra­mem tre­nin­go­wym. We­dług in­for­ma­cji po­da­nych w Wi­ki­pe­dii do 2024 roku ma ich już na kon­cie trzy­dzie­ści.

Ewa swo­ją syl­wet­ką od­bie­ga­ła od wi­ze­run­ku za­gło­dzo­nej chu­dej mo­del­ki, pre­zen­to­wa­ła (i da­lej pre­zen­tu­je) smu­kłe, zwin­ne i sil­ne cia­ło. Mi­ni­mal­na ilość tkan­ki tłusz­czo­wej, wi­docz­ne mię­śnie brzu­cha, za­ry­so­wa­ne mię­śnie ud, zgrab­ne ra­mio­na, a to wszyst­ko okra­szo­ne do­brym hu­mo­rem, uśmie­chem i peł­nią ener­gii. Nic dziw­ne­go, że ko­bie­ty ma­so­wo za­pra­gnę­ły dla sie­bie ta­kie­go wła­śnie cia­ła i kon­dy­cji, ma­so­wo za­czę­ły ćwi­czyć w do­mach oraz ru­szy­ły do do­stęp­nych już klu­bów fit­ness. To tam czę­sto pierw­szy raz mia­ły kon­takt z ty­po­wym tre­nin­giem opo­ro­wym (si­ło­wym), spe­cja­li­stycz­nym sprzę­tem i bar­dziej pro­fe­sjo­nal­nym po­dej­ściem do pra­cy nad siłą i mu­sku­la­tu­rą.

W od­róż­nie­niu od cią­gle zmie­nia­ją­cych się tren­dów do­ty­czą­cych ko­bie­ce­go wy­glą­du wśród męż­czyzn trend jest ra­czej sta­ły i umiesz­czo­ny w ra­mach sil­ne­go i spraw­ne­go cia­ła. Pa­no­wie jako po­tom­ko­wie wo­jow­ni­ków – obroń­ców ro­dzi­ny, jed­no­stek dba­ją­cych o byt – swo­ją fi­zjo­no­mią po­win­ni na pierw­szy rzut oka de­mon­stro­wać go­to­wość do za­spo­ko­je­nia tych wła­śnie po­trzeb. I tak we wspo­mnia­nej już wcze­śniej sta­ro­żyt­nej Gre­cji męż­czyź­ni byli tymi pięk­niej­szy­mi – o sil­nych, umię­śnio­nych cia­łach, poza wy­glą­dem od­zna­cza­li się tak­że siłą i spraw­no­ścią, co moż­na było po­dzi­wiać w trak­cie igrzysk czy walk gla­dia­to­rów. W śre­dnio­wie­czu na­stą­pi­ło de­li­kat­ne odej­ście od ma­syw­nej syl­wet­ki wo­jow­ni­ka do smu­kłej fi­gu­ry ko­ja­rzo­nej z wi­ze­run­kiem Chry­stu­sa i in­nych bi­blij­nych po­sta­ci, co jed­nak nie trwa­ło dłu­żej niż jed­na epo­ka i w re­ne­san­sie na­stą­pił po­wrót do pier­wot­nych ide­ałów oraz kon­cep­cji sil­ne­go sam­ca alfa. Co cie­ka­we, w przy­pad­ku mę­skich wzor­ców pięk­na cia­ło ma dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie, po­nie­waż o mę­stwie jed­nost­ki nie de­cy­du­je sam wy­gląd, a bar­dziej ca­ło­kształt za­rad­no­ści pod ką­tem eko­no­micz­nym, po­zy­cji spo­łecz­nej i ogól­nie poj­mo­wa­nej wła­dzy. Pod ko­niec XIX wie­ku męż­czy­zna z oka­za­łym brzu­chem był uwa­ża­ny za nie­zwy­kle po­cią­ga­ją­ce­go. Wy­ni­ka­ło to oczy­wi­ście z moc­no za­ry­so­wa­nych róż­nic kla­so­wych, gdzie ro­bot­ni­cy byli w do­brej for­mie, a to ich za­rząd­cy, a więc ma­jęt­ni wło­da­rze, mo­gli po­zwo­lić so­bie na do­bro­byt i uczest­nic­two w ucztach6. Zna­mien­ne jest, że mało atrak­cyj­na, nie­zbyt za­dba­na ko­bie­ta po­sia­da­ją­ca nie­sa­mo­wi­te kom­pe­ten­cje i wie­dzę ni­g­dy nie bę­dzie tak po­wa­ża­na jak męż­czy­zna o po­dob­nych umie­jęt­no­ściach i cał­ko­wi­tym bra­ku atu­tów wi­zu­al­nych7. W kul­tu­rze Za­cho­du ist­nie­je wy­raź­na róż­ni­ca mię­dzy pre­sją na­kła­da­ną na ko­bie­ty i męż­czyzn w od­nie­sie­niu do utrzy­ma­nia od­po­wied­niej masy cia­ła i in­we­sty­cji cza­su oraz środ­ków w wy­gląd. Jed­nak­że i ta­kie po­dej­ście w do­bie wzra­sta­ją­cej kon­ku­ren­cyj­no­ści ze stro­ny in­nych męż­czyzn, jak rów­nież co­raz le­piej wy­kształ­co­nych ko­biet, ule­ga zmia­nie. Lyn­ne Lu­cia­no w książ­ce Lo­oking Good pi­sze, że do dru­giej woj­ny świa­to­wej atrak­cyj­ność męż­czyzn de­fi­nio­wa­na była głów­nie przez ich dzia­ła­nia i osią­gnię­cia, ale już w de­ka­dach po­wo­jen­nych ta sy­tu­acja ule­gła zmia­nie8. Jest to uwa­run­ko­wa­ne zmia­na­mi na ryn­ku pra­cy i wspo­mnia­ną już wcze­śniej kon­ku­ren­cyj­no­ścią – za­czę­ło się po­ja­wiać za­in­te­re­so­wa­nie cia­łem męż­czy­zny, a pa­no­wie po­czu­li, czym jest pre­sja spo­łecz­na zwią­za­na z na­rzu­co­ny­mi ocze­ki­wa­nia­mi pod ką­tem wy­glą­du. We­dług Lu­cia­no, do­pó­ki męż­czyź­ni kon­tro­lo­wa­li w peł­ni sfe­rę eko­no­micz­ną, ich wy­gląd miał dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie, jed­nak w do­bie wal­ki o suk­ces za­wo­do­wy, a tak­że o part­ner­kę, stał się jed­nym z bar­dzo istot­nych czyn­ni­ków. Pa­nie bo­wiem, któ­rych po­zy­cja w świe­cie za­czę­ła się moc­no zmie­niać i nie była już tak uza­leż­nio­na od męż­czyzn, co­raz śmie­lej sta­wia­ły swo­je wa­run­ki i ocze­ki­wa­nia wo­bec pa­nów, co dla wie­lu sta­no­wi­ło ist­ny szok kul­tu­ro­wy i wy­mu­si­ło cał­kiem nowe po­dej­ście do po­strze­ga­nia sa­me­go sie­bie.

[…]

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.

3 Ker­by Lynn, The Hi­sto­ry of Body Po­si­ti­vi­ty, From Its New York Ori­gins to In­sta­gram To­day,

https://www.aol.com/li­fe­sty­le/hi­sto­ry-body-po­si­ti­vi­ty-york-ori­gins-102152310.html?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com&guc­co­un­ter=1&gu­ce­_re­fer­rer=aH­R0cH­M6Ly­9j­b3Bpb­G90L­m1pY­3Jvc29md­C5j­b20v&gu­ce­_re­fer­re­r_sig=AQA­AAJ­DU­IkR­D5TiK­dW­KR95wH­FXM­D0VvW­P092yz­ZnU­SV6qpI­chvFJ­f_e­eIgTP­Bil­Ny­ON­pvjy­UL-NdSRe­3g1Me­XrY­a4B­Pa­H3lQQDAM­BxX8xc7dC-oQ7w­GqFDjILpT­dxvi­h9Ve­my­GO­JQmXto­Aqa­Fh­r_R­de­NqJD-bccXy­_Kd­GN­zh­W8Vr­pjlv (do­stęp 24.01.2026).

4 The Body Po­si­ti­ve, Our Hi­sto­ry, https://the­bo­dy­po­si­ti­ve.org/our-hi­sto­ry/?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com (do­stęp 24.01.2026).

5 Dane z ra­por­tu De­lo­it­te opra­co­wa­ne­go przez The Glo­bal He­alth & Fit­ness Al­lian­ce (GHFA) we współ­pra­cy z IHSA, 2022 r. Eco­no­mic He­alth and So­cie­tal Wel­l­be­ing: Qu­an­ti­fy­ing the Im­pact of the Glo­bal He­alth and Fit­ness Sec­tor, stresz­cze­nie ra­por­tu do­stęp­ne jest: https://www.at­trac­tion­sma­na­ge­ment.com/at­trac­tions-news/New-re­port-from-GHFA-IHR­SA-and-De­lo­it­te-expo­ses-cost-of-in­ac­ti­vi­ty-to-GDP-and-he­al­th­ca­re-sys­tem/349681?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com.

6 Ma­te­usz Sku­cha, Mę­sko­ści No­wo­cze­sne? Wiek XIX, https://fi­le­s01.core.ac.uk/do­wn­lo­ad/pdf/158968245.pdf?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com (do­stęp 24.01.2026); Da­vid J. Hut­son, Plump or Cor­pu­lent? Lean or Gaunt? Hi­sto­ri­cal Ca­te­go­ries of Bo­di­ly He­alth in Ni­ne­te­enth-Cen­tu­ry Tho­ughe,

https://www.cam­brid­ge.org/core/jo­ur­nals/so­cial-scien­ce-hi­sto­ry/ar­tic­le/plump-or-cor­pu­lent-lean-or-gaunt-hi­sto­ri­cal-ca­te­go­ries-of-bo­di­ly-he­alth-in-ni­ne­te­en­th­cen­tu­ry-tho­ught/A82E­7D­B8DD­D1B­BA­F279B­D56C37769172?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com.

7 Na­uka w Pol­sce (ser­wis PAP), dr Ju­li­ta Czer­nec­ka (UŁ), Ko­bie­ty sil­niej oce­nia­ne przez pry­zmat wy­glą­du w róż­nych sfe­rach ży­cia, https://na­ukaw­pol­sce.pl/ak­tu­al­no­sci/news%2C28153%2C­so­cjo­log-ko­bie­ty-sil­niej-oce­nia­ne-przez-pry­zmat-wy­gla­du-w-roz­nych-sfe­rach.; Emi­lia Pa­przyc­ka, Do­mi­ni­ka Or­lik, Czy wy­gląd ma zna­cze­nie? Ka­pi­tał sek­su­al­ny a suk­ces re­kru­ta­cyj­ny,

https://dspa­ce.uni.lodz.pl/bit­stre­am/han­dle/11089/18891/1-005_021-Pa­przyc­ka%2C%20Or­lik.pdf?utm_so­ur­ce=co­pi­lot.com (do­stęp 24.01.2026).

8 Lyn­ne Lu­cia­no, Lo­oking Good, Far­rar, Strauss & Gi­ro­ux-3PL 2020.https://na­ukaw­pol­sce.pl/ak­tu­al­no­sci/news%2C28153%2C­so­cjo­log-ko­bie­ty-sil­niej-oce­nia­ne-przez-pry­zmat-wy­gla­du-w-roz­nych-sfe­rach

W pie­kle fit­nes­su

isbn: 978-83-8423-560-7

© Han­na L. i Wy­daw­nic­two No­vae Res 2026

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ko­pio­wa­nie, re­pro­duk­cja lub od­czytja­kie­go­kol­wiek frag­men­tu tej książ­ki w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zuwy­ma­ga pi­sem­nej zgo­dy Wy­daw­nic­twa No­vae Res.

re­dak­cja: Mag­da­le­na Bia­łek

ko­rek­ta: Pau­li­na Gór­ska, Anna Miot­ke

okład­ka: Agniesz­ka Wrycz-Szy­bow­ska

kon­wer­sja e-bo­oka: Ga­briel Wy­glę­dacz – Stu­dio Aka­pit

Wy­daw­nic­two No­vae Res na­le­ży do gru­py wy­daw­ni­czej Za­czy­ta­ni.

Gru­pa Za­czy­ta­ni sp. z o.o.

ul. Świę­to­jań­ska 9/4, 81-368 Gdy­nia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: se­kre­ta­riat@gru­pa­za­czy­ta­ni.pl

https://no­va­eres.pl

Pu­bli­ka­cja do­stęp­na jest na stro­nie za­czy­ta­ni.pl.