Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Opowieść o Kalifornii w czasach gorączki złota – miejscu pełnym ludzi marzących o bogactwie, ale też przemocy, chaosu i bezwzględnej walki o przetrwanie.
Bohaterką jest Mary Monteray, młoda kobieta, która przybywa do Kalifornii i zamieszkuje wśród pionierów. Podczas jednej z wypraw do lasu zostaje zaatakowana przez groźnego niedźwiedzia grizzly. Ratuje ją Henry Rows, prosty, odważny leśny strzelec i poszukiwacz złota. Ciężko ranny po walce z niedźwiedziem, zostaje otoczony przez Mary opieką.
Romantyczna i przygodowa nowela o miłości, poświęceniu i przemianie człowieka, która obrazuje też, jak gorączka złota tworzy brutalny, bezprawny świat.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 49
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026, MG
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw.
ISBN 978-83-8241-444-8
Projekt okładki: Anna Slotorsz
Zasoby wykorzystane na okładce: adobe stock (©BELAL, ©Flat_Enot) oraz domena publiczna (via The New York Public Library). Elementy na okładce zostały zmodyfikowane przy użyciu AI.
Opracowanie redakcyjne: Wydawnictwo MR
Korekta: Dorota Ring
Skład: Jacek Antoniuk
[email protected]@wydawnictwomg.pl
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Kto dziś przejeżdża przez miasto Sacramento, nie w kierunku San Francisco, ale na południe ku rzece Makosme, ujrzy jeszcze dom, w którym mieszkał Sutter, pierwszy odkrywca złota w Kalifornii.
Dom dziś już stoi za miastem i jest ruiną; dachu na nim nie ma, mury, lepione z szarej gliny, a barwne przez ogień, przez kule meksykańskie i szczerbione indiańskimi tomahawkami, zrysowały się, porozpadały i częściowo zmieniły w bezładne kupy gruzu; ale mieszkańcy miasta ogrodzili je drucianym płotem i strzegą, jak oka w głowie, tych ostatków „kalifornijskiej kołyski”.
Gdyby bowiem nie ten dom, nie istniałoby Sacramento, nie istniałoby czterechkroćstotysięczne San Francisco, kolej nie łączyłaby dwóch oceanów i Kalifornia nie byłaby tym, czym dziś jest, to jest krainą szumiącą łanami zbóż, gajami pomarańcz, winnic, drzew migdałowych i pieprzowych, ale najprawdopodobniej głuchą i bezludną pustynią.
Sutter, odkrywca złota, tak stworzył Kalifornię, jak później Strzelecki Australię.
Dziwne czasem przeznaczenia wiążą się z zamiarami ludzkimi. Sutter był człowiekiem ogromnej energii, ale raczej idealistą niż człowiekiem praktycznym.
Przybywszy z kilkoma towarzyszami do Kalifornii, założył tartak. Dlaczego i po co? Trudno powiedzieć.
Tartak może przynosić znakomite zyski w krainach zaludnionych, gdzie się budują domy, okręty i tym podobne. Ale w pustyni, jaką naówczas była Kalifornia, co robić z deskami? A jednak tartak stanął. Dwa razy palili go Indianie i za każdym razem odbudowywano go na nowo. W czasie drugiego napadu Sutter, oblężony w owym wspomnianym domu, mało nie zginął ze wszystkimi towarzyszami.
Ale napad szczęśliwie odparto, dwa tygodnie zaś później tartak szumiał i klekotał jak dawniej.
Może szum jego kół przypominał Sutterowi wodospady ojczystej Szwajcarii. Aż pewnego razu, gdy koła milczały, jeden z towarzyszy Suttera dostrzegł pod nimi, w przezroczystej wodzie, grube, połyskujące żółtawo ziarna. Było to złoto.
Jakim sposobem wieść o nim przebiegła w mgnieniu oka pustynię, rozległą na cztery tysiące mil angielskich i doszła do Nowego Jorku, trudno powiedzieć: dość, że losy Kalifornii były od tej chwili rozstrzygnięte.
Kupcy w Nowym Jorku, Bostonie, Filadelfii i Baltimore porzucali swe kramy, urzędnicy urzędy, plantatorzy południa swe plantacje, rozbójnicy na Missisipi swe porohy, skwaterowie swe stada, strzelcy swe puszcze – i wszystko, co żyło, dążyło do Kalifornii kopać złoto i szukać go w rzekach, rzeczkach, strumieniach, wzgórzach, wąwozach.
Dziś śluzy tylko, długie na kilka mil czasem i spowite w bluszcze, powoje, liany, kapiące uwiciem i festonami zieloności, przypominają, że Kalifornia jest krajem złotodajnym. Ale kopalnie zmieniły się w przedsiębiorstwa akcyjne i praca rąk zastąpiona maszynami; wówczas zaś widziałeś setki ludzi, pracujących osobiście z rydlem w ręku i taczkami. Rozkopywano całe wzgórza, zmieniano koryta strumieni, pracowano dzień i noc, pod palącym słońcem, bez dachów nad głową, wśród huku strzałów rewolwerowych.
