Uwolnijcie nas stąd! O duszach czyśćcowych z Marią Simmą rozmawia Nicky Eltz - Maria Simma, Nicky Eltz - ebook

17 osób właśnie czyta

Opis

Maria Simma (1915-2004) to prosta wieśniaczka z Austrii, która miała łaskę kontaktu z duszami czyśćcowymi. Trzykrotnie usiłowała wstąpić do klasztoru, ale ze względu na stan zdrowia za każdym razem spotykała się z odmową. Od 1940 r. zaczęła mieć widzenia dusz czyśćcowych. Widzeniom tym towarzyszyły dotkliwe cierpienia fizyczne.

Teolodzy i psychiatrzy wielokrotnie badali Marię Simmę i nie dopatrzyli się śladów oszustwa czy choroby psychicznej.

W rozmowie z dziennikarzem Nickiem Eltzem opisuje ona swoje życie, doświadczenia i przekazuje przesłanie, które usłyszała od dusz w Czyśćcu ciepiących.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 301

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Książka jest tłumaczeniem obszernych fragmentów pozycji Get Us Out of Here!

Przekład:

Magdalena Panz-Sochacka

© Copyright for the Polish translation by Magdalena Panz-Sochacka

© Copyright for this edition by Wydawnictwo M, Kraków 2015

ISBN 978-83-8043-091-4

Wydawnictwo M

31-002 Kraków, ul. Kanonicza 11

tel. 12-431-25-50; fax 12-431-25-75

e-mail:biuro@mwydawnictwo.pl

https://wydawnictwom.pl/

Dział handlowy:

tel. 12-431-25-78; fax 12-431-25-75

e-mail:handel@mwydawnictwo.pl

Księgarnia wysyłkowa:

tel. 12-259-00-03; 721-521-521

e-mail:bok@klubpdp.pl

www.klubpdp.pl

Dedykacja

Książka dedykowana z miłością

dla WSZYSTKICH,

którzy jeszcze nie doświadczyli

Bożej Miłości

Miłość sięga również do tych,

którzy umarli w tej miłości,

albowiem miłość jest życiem duszy,

tak jak dusza jest życiem ciała.

Św. Tomasz z Akwinu

Nasi zmarli są wśród niewidzialnych,

a nie wśród nieobecnych.

Papież Jan XXIII

Czym jest życie w porównaniu do tego dnia,

który nie będzie miał końca dla wybranych,

albo w porównaniu z tą nocą, która dla

potępionych nigdy nie zajaśnieje świtem?

Siostra M.G. od Czyśćca, † luty 1871

WSTĘP

Maria Simma jest nietuzinkową kobietą obdarzoną szczególnymi darami. Ani na moment nie utraciła determinacji ani nie zachwiała się w wierze pomimo przeciwności towarzyszących jej całe życie. Jej samotny zasiew zrodził plon, który można pojąć tylko przez zasłonę oddzielającą nas od wieczności. Jej doświadczenia okazały się wielkim darem. Maria nie szukała ich specjalnie, natomiast w przypadku większości z nas na tej drodze formacja wymaga szczególnego wsłuchiwania się, poszukiwania i pukania, dzięki czemu się rozwijamy. To są zasady, które pozostawił nam Pan Jezus w Ewangelii według świętego Mateusza (7,7).

W życiu większości z nas modlitwa, o ile jest praktykowana, sprowadza się do kilku pospiesznie wypowiedzianych słów, po których zaczyna się codzienna bieganina. Tymczasem jeśli specjalnie usiądziemy bez ruchu, posłuchamy napływających myśli, poświęcając im uwagę, popatrzymy na przesuwające się obrazy, wówczas wejdziemy w całość rzeczywistego świata. Zaczniemy dzień w sposób wielce uprzywilejowany, gdyż dowiemy się, jakie zadania przewidział dla nas nasz kochający kierownik. Bóg jest stwórcą, a jakże pełna miłości jest jego księga wskazówek! Gdy tak zgłębiamy ją pełni ufności, dostrzegamy, że istnieje cały bogaty świat wieczności, który żyje wokół nas.

Maria została obdarzona świadomością rozpaczliwej potrzeby, w której znajdują się wszystkie tułające się cierpiące dusze, lamentujące nad niedokończonymi na ziemi sprawami, utraconymi szansami oraz grzechami popełnionymi tutaj na ziemi. Nie dotarły one jeszcze do Nieba i przez to dręczą, nawiedzają, przekraczają granice doczesności, nękają i powodują choroby wśród żyjących — wszystko w imię najczęściej próżnego wysiłku, by zmusić nas do modlitwy i ofiary w ich intencji. Medycyna oraz różne terapie mogą wyeliminować symptomy, złagodzić cierpienie, ale u źródła wielu naszych problemów jest ten właśnie rodzaj uwikłania — międzypokoleniowego bądź innego. A ponieważ ten zupełnie odmienny stosunek do choroby został potwierdzony — nie tylko przez pokój, który zawitał dzięki radom Marii, ale przez wielu świeckich i kościelnych doradców — obnaża on rzeczywistość ziemskiego świata medycznego jako takiego, który walcząc z ogniem, posługuje się tylko barierą przeciwpożarową. Tymczasem tutaj nie ma mowy o żadnym ryzyku, krzywdzie ani niekończącej się stercie rachunków do uregulowania za leczenie: jeśli wdrożymy w życie to, o czym mówi ta książka, pójdziemy w ślady Marii. Będziemy chodzić do spowiedzi, na Mszę Świętą, na adorację. Tam możemy stać się pełnomocnikami tułających się dusz poprzez przyjęcie daru przebaczenia oraz wypływającego z niego uzdrowienia, w ten sposób przyspieszając ich proces rekonwalescencji.

W przypadku dusz zapomnianych dzieci ten proces jest szybki, natomiast u dusz dorosłych jest wolniejszy i może wymagać powtórzeń, jako że dorosłe osoby potrzebują doskonalszego oczyszczenia oraz zadośćuczynienia za winy. W tej sprawie powinniśmy zwrócić się do aniołów, którzy czekają na nasze polecenia, aby orędowały również za tymi duszami. Tak jak i nasze spowiedzi są najbardziej uzdrawiające wtedy, gdy są wypowiadane na głos, tak jest również w przypadku, gdy spiszemy na kartce grzechy naszych przodków, aby zobiektywizować rodzinny problem. W ten sposób my, cierpiący na tego rodzaju „syndrom opętania”, możemy się odciąć od tych, którzy wywierają na nas presję. Kto dokładnie może przeprowadzić te poszukiwania, jakie są zasady postępowania, czas i miejsce? W tej kwestii nasz Pan nie zostawił żadnych instrukcji. Wszystko, co powiedział, to: „Czyńcie tak na moją pamiątkę”. Słowem kluczem jest pamiątka — odnowienie, powtórne zgromadzenie się, a więc ponowne „ułożenie siebie”.

Z wielkim oddaniem i w dziele miłości Autor tej książki wykonał pracę dla dobra całej ludzkości, oddając nam w ręce rozmowy z Marią Simmą. Dialog ten otwiera przed nami nieskończone możliwości, by nieść uzdrowienie — i za to składamy cześć i dziękujemy naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi.

Dr Kenneth McAll (†)

Konsultant Psychiatryczny

Duszpasterstwo Uzdrowienia Międzypokoleniowego

Brook Lyndhurst

Hampshire, England

10 lipca 1993

1. NIEDZIELA W AUSTRII

1

NIEDZIELA W AUSTRII

Kierując się na zachód przez tunel Arlberg, po krótkim czasie wjeżdżam na kolejną autostradę w kierunku Feldkirch w najbardziej wysuniętej na zachód austriackiej prowincji Vorarlberg. Gdyby mój cel podróży znajdował się jeszcze dalej, wkrótce przekraczałbym granicę szwajcarską lub Księstwa Liechtensteinu. Ja jednak, natrafiwszy na oznaczenie zjazdu kierującego mnie w stronę doliny Grosseswalser, zjeżdżam z autostrady tuż za Bludenz i kieruję się na północ po wiejskich drogach.

Wkrótce samochód wspina się już po stromej i wąskiej serpentynie wzdłuż północno-zachodniej strony wspaniałej doliny alpejskiej. Droga wije się wokół świerków, ogrodzona od góry barierkami antylawinowymi. Przy każdym większym zakręcie lub podjeździe zamknięte skrzynki ze „splittem”, mieszanką piasku i soli, również przypominają mi o ostrych zimach, którym muszą stawiać czoła rolnicy na tej wysokości. Ponieważ jest wczesna wiosna, śnieg już stopniał, ale widać jeszcze ślady niedawnej erozji wywołanej przez masy wody, które spłynęły z tych gór w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Każda wioska, przez którą przejeżdżam, ma w swoim centrum kościół, ozdobiony wysoką wieżą o prostych bokach lub przysadzistą wieżą o kolorze rdzawej cebuli. Po obu stronach doliny widać cynamonowe krowy, niektóre z nich z dużymi dzwonkami, przytulone do stoku i przeżuwające młodą trawę. Pnę się coraz wyżej, coraz głębiej w góry. (Mieszkańcy miast opowiadają czasem, że ludzie stąd pochodzący nie są w stanie zmienić miejsca zamieszkania i przeprowadzić się do płaskiej doliny, ponieważ mają jedną nogę o wiele dłuższą od drugiej.) Wzdłuż krawędzi ostatnie białe i fioletowe krokusy wyglądają na przywiędnięte po przebiciu się przez zeszłoroczną ściółkę. W oddali widać gładkie, zielone od porostów łąki ukoronowane szczytami z piaskowca lub granitu, których ocienione zbocza jeszcze pokryte są śniegiem. Pnę się jeszcze wyżej, doceniając dobrze zaprojektowane przez austriackich inżynierów drogi.

Dzieci z plecakami ze skóry wołowej, wyglądające na spokrewnione ze sobą — wszystkie o twarzach rumianych niczym jabłuszka — wracają do domu ze szkoły w małych grupkach. Jeszcze wyżej jest położona następna wioska. Drogowskaz informuje: Sonntag.

Sonntag, czyli Niedziela, oto nazwa austriackiej wioski. Tutaj wykonuję karkołomny skręt w lewo w stronę kościoła. Ten ostatni odcinek drogi jest tak stromy, że wymaga użycia jedynki i chociaż nie ma żadnego znaku informującego o pierwszeństwie, domyślam się, że spotkanie z jakimkolwiek innym pojazdem byłoby nie lada przygodą. Droga wije się wokół muru cmentarnego i jeszcze wyżej, jakby we wgłębieniu zbocza, usytuowany jest wygodny dom typu letniskowego. To dom Marii Simmy.

Zadzwoniwszy do drzwi wejściowych, wkrótce słyszę chropowaty, ale ciepły i przyjazny głos wołający „Ja, kommen Sie nur ’rauf” („Tak, proszę wejść na górę”). Wspinam się po stromych schodkach do werandy, która jest położona naprzeciw szczytu wieży kościelnej.

Maria jest niska i przysadzista. Nosi przylegającą do głowy kolorową chustę, a za okularami krystaliczna jasność i głębia jej niebieskich oczu zdradza natychmiast, że te oczy wiele już widziały w trakcie osiemdziesięciu trzech lat jej życia. Na drzwiach wejściowych wisi duży rzeźbiony napis z rymowaną informacją: „Wer bei mir Kritik und Korrektur betreiben will betrete meine Wohnung nicht, denn jeder hat in seinem Leben, auf sich selber acht zu geben” „(Ktokolwiek pragnie coś tu skrytykować lub poprawiać, niech nie wchodzi do mojego domu, albowiem w tym życiu każdy musi dbać o własne sprawy”). Wchodząc od strony nasłonecznionego balkonu, Maria prowadzi mnie przez wąski i zastawiony sprzętami korytarzyk do jej pokoju w tylnej części domu. Tam oferuje mi skrzypiący fotel i sama zasiada z lekkim westchnieniem.

Gdziekolwiek popatrzę, są tam obrazy lub rzeźby przedstawiające Maryję Dziewicę, świętego Michała i świętego Józefa, i jest przynajmniej jeden krzyż w każdym zakątku.

W czasie gdy gawędzimy o wspaniałej pogodzie i licznych doniczkach znajdujących się na werandzie, w których Maria hoduje kwiaty i przyprawy na sprzedaż, ja ustawiam dyktafon. W powietrzu unosi się domowy zapach kuchni i kur, których gdakanie słyszałem od strony piwnicy, gdy wyszedłem z samochodu. Gdy dyktafon jest już gotowy, dokładam wszelkich starań, by wyjaśnić Marii, że mam zamiar nagrywać naszą rozmowę, i pokazuję jej mały mikrofon, który zawiesiłem między nami. Pytam się jej, czy wyraża na to zgodę.

— O tak, zgadzam się. Ale w czasie naszej rozmowy będę miała zajęte ręce. Czy pan się zgadza?

Pochyla się i wyciąga dwa otwarte pudła spod stołu, umieszczając je przed sobą. Wygląda na to, że w środku są pióra.

— Oczywiście, ale proszę mi powiedzieć, co Pani z tym robi?

— To są kacze pióra i ja wyciągam z nich puch. Wie pan, kiedy mam już wystarczająco dużo, sprzedaję ten puch fabryce poduszek w dolinie. Tutejsi rolnicy przynoszą mi drób. Ja zajmuję się ubojem oraz patroszeniem i w zamian rolnicy pozwalają mi zatrzymać wnętrzności i pióra. Gotuję i jem wnętrzności, a pierze sprzedaję. To jest dobra praca na czas, gdy rozmawiam z ludźmi — niezależnie od tego, jak długo trwa rozmowa — a na podstawie tego, co pan mi powiedział, ta rozmowa może zająć dłuższą chwilę.

— Tak, rzeczywiście. Mam wiele pytań. Będziemy rozmawiać dopóty, dopóki jedno z nas się nie zmęczy. Czy Pani się na to zgadza?

— Oczywiście.

— Przede wszystkim chciałbym podziękować Pani za ofiarowany czas. Jestem pewien, że na przestrzeni lat już wielu ludzi przychodziło, by przeprowadzać wywiad.

— Tak, to prawda. Ale ja chętnie to robię, ponieważ wiem, że wielu ludzi zbliżyło się do Boga przez to, co im mówię. Tak więc proszę zaczynać. Odpowiem na wszystko najlepiej, jak tylko potrafię.

2. POCHODZENIE MARII

2

POCHODZENIE MARII[1]

Czy mogłaby mi Pani trochę powiedzieć na temat swojego dzieciństwa i młodości?

Trzy razy chciałam wstąpić do klasztoru. Już jako dziecko oświadczyłam mamie, że nie wyjdę za mąż. Odpowiedziała na to: „Poczekaj, aż będziesz miała dwadzieścia lat. Wtedy cię zapytam. „Nie, mamo, tak nie będzie — odpowiedziałam — to już postanowione. Albo pójdę do zakonu, albo zdobędę pracę gdzieś indziej na świecie, by pomagać innym”.

To moja mama była osobą, która zawsze bardzo dbała o dusze czyśćcowe, a ja dużo dla nich robiłam jeszcze w wieku szkolnym. Później najzwyczajniej w świecie zdecydowałam, że zrobię dla nich wszystko. W związku z tym gdy skończyłam szkołę, pomyślałam: „Dobrze, wstąpię do zakonu. Może tego chce ode mnie Bóg”.

[1] Niniejszy wywiad jest owocem rozmów z Marią. Tych rozmów w ciągu pięciu lat było ponad trzydzieści ‒ przyp. autora.

Tak więc w wieku siedemnastu lat wstąpiłam do Zgromadzenia Serca Pana Jezusa w Hall w Tyrolu. Już po pierwszych sześciu miesiącach powiedziano mi tam: „Musimy cię natychmiast odesłać, jesteś za słaba dla nas”. Widzi pan, w wieku ośmiu lat przeszłam zapalenie opłucnej i płuc i przez to byłam nieco opóźniona w rozwoju fizycznym. Po roku musiałam stamtąd odejść, ale przynajmniej matka przełożona powiedziała mi: „Jestem pewna, że masz powołanie do zakonu, ale poczekaj dwa albo trzy lata, aż się wzmocnisz, i wtedy wstąp do jakiegoś łatwiejszego zakonu, może nawet klauzurowego”. Od tego momentu mówiłam sobie: „Zakon klauzurowy albo żaden. Nie, nie będę czekała, chcę wstąpić natychmiast”.

Drugie zgromadzenie znajdowało się w Thalbach obok Bregenz i były to dominikanki. Już po ośmiu dniach powiedziano mi tam: „Jesteś dla nas o wiele za słaba, musisz ponownie opuścić zakon”. Potem usłyszałam o siostrach misjonarkach. „Tak, pragnę właśnie misji. To dlatego te dwa pierwsze zgromadzenia nie były dla mnie”. Tak więc zapisałam się do sióstr franciszkanek w Gossau, w Szwajcarii. „Tak, może Pani do nas wstąpić”. Ale oczywiście musiałam im tam powiedzieć, że byłam uprzednio w dwóch zgromadzeniach i oba mnie odesłały. Z tego powodu przeznaczali mnie tam do najcięższych prac. Inne postulantki mnie pytały: „Czemu robisz to sama? My nie dałybyśmy rady”. „Zobaczycie same, Pan mi pomoże. Co mi tam, zrobię wszystko, co tylko mi każą”. Wtem jednego dnia powiedziano mi: „Dziś możesz tu zostać i wykonać jakąś lekką pracę”. Pomyślałam sobie: „Albo muszę stąd odejść, albo uznali, że jednak podołam zadaniu”. Kiedy przełożona postulatu zeszła do mnie po schodach, popatrzyła na mnie z taką litością, że od razu wiedziałam. „Ojej, muszę wracać do domu”. Podchodzi do mnie i mówi: „Muszę ci coś oznajmić”. „Tak, wiem, znowu zostaję odesłana”. „Skąd to wiesz?”. „Zorientowałam się, tylko patrząc na siostrę”. „Tak, jesteś dla nas za słaba”. Wtedy zadecydowałam: „Jeśli nie mogę nawet tutaj pozostać, to już nie wstąpię do żadnego innego zakonu. Czyli to nie jest wolą Bożą, bym wstąpiła do zakonu”. Muszę przyznać, że od tej chwili moja dusza bardzo cierpiała. Byłam niecierpliwa, oznajmiłam Bogu: „Hola, Panie Boże, to będzie Twoja wina, jeśli nie spełnię Twojej woli”. Nie wiedziałam wtedy, że nie naszą rzeczą jest żądać od Niego cudów. Byłam jeszcze młoda. Myślałam, że Bóg próbował mi pokazać, czego ode mnie chce, ale ja tego nie dostrzegałam. Cały czas oczekiwałam, że znajdę napisany przez Niego list gdzieś pod kopką siana.

Powiedziała Pani, że mama bardzo dbała o dusze czyśćcowe. Kim są dusze czyśćcowe i co ma Pani na myśli, mówiąc, że mama bardzo o nie dbała?

Dusze czyśćcowe są duszami zmarłych, którzy jeszcze nie dotarli do Nieba, duszami, które są jeszcze w Czyśćcu. W innych zakątkach świata nazywają je „świętymi” lub „wybranymi” i te terminy są bardziej poprawne z punktu widzenia Biblii niż „dusze czyśćcowe”. Niemniej jednak określenie „biedne”[2] jest również poprawne, ponieważ zależą one od nas w stu procentach, a ubodzy są rzeczywiście zależni od innych.

Wracając do pana pytania, moja matka modliła się dużo w ich intencji, ofiarowała im wiele uczynków miłości i zawsze miała dla nich szczególne miejsce w swoim sercu. Zawsze mówiła nam, dzieciom, że jeśli kiedykolwiek potrzebowalibyśmy jakieś pomocy, to powinniśmy powierzyć tę sprawę duszom czyśćcowym, gdyż są one najwdzięczniejszymi pomocnikami. Moja matka była również bardzo związana z ojcem Vianneyem, proboszczem z Ars, i często do Ars pielgrzymowała. Dziś jestem prawie pewna, że moja mama musiała również doświadczać obecności dusz w jakiś sposób, ale trzymała to w tajemnicy przed dziećmi.

Gdy moje doświadczenia zaczęły się w 1940 roku, szybko się zorientowałam, że tego właśnie chciał ode mnie Bóg. Pierwsza dusza przyszła do mnie, gdy miałam dwadzieścia pięć lat. Zanim to nastąpiło, Pan pozwolił mi nieco poczekać.

[2] W języku angielskim poor souls ‒ biedne dusze ‒ przyp. tłum.

Mówi Pani, że odwiedziła panią dusza zmarłego. Czy chodzi o to, że fizycznie weszła do pokoju, by się z Panią rozmówić?

Tak, i obecnie też to tak wygląda. Od 1940 roku, gdy te doświadczenia się zaczęły, do roku 1953 tylko dwie lub trzy przychodziły do mnie w ciągu roku, w większości przypadków w listopadzie. Wtedy pracowałam w domu lub z dziećmi jako służąca w gospodarstwie w Niemczech, a potem znowu tutaj w sąsiedniej wsi. Potem w ciągu Roku Maryjnego 1954 dusze odwiedzały mnie co wieczór. Jeśli chodzi o moje zdrowie, muszę przyznać, że — Bogu dzięki — poprawiło się za sprawą tej pracy. Czasami, gdy dzieje się dużo, muszę sobie trochę pracę ograniczać, ale ogólnie jestem zdrowa. I jakże często jestem wdzięczna, że Bóg nie pozwolił mi wstąpić do zakonu! On zawsze daje nam to, co potrzebne, by pełnić Jego wolę.

Już od wielu lat jeżdżę i głoszę wykłady. Pewna Niemka organizuje te spotkania i również mnie na nie zawozi. Dzwoni i pyta: „Czy możesz pojechać do tego czy tamtego miasta w taki a taki dzień?”. Kiedy pierwszy raz byłam zaproszona na tego rodzaju wykład, wzięłam na siebie za dużo zobowiązań i nie mogłam w końcu jechać, gdyż ktoś tutaj miał do mnie przyjść. Większość moich wykładów jest dobrze przyjmowana, ale muszę swoje wycierpieć od nowoczesnych księży. Starsi wierzący i większość starszych księży wierzy we wszystko, co mówię.

A dlaczego myśli Pani, że te doświadczenia są akurat Pani udziałem?

Nie jestem tak naprawdę w stanie poznać odpowiedzi na to pytanie. Jak już mówiłam, zawsze chciałam ofiarować moje życie Bogu i przez to modlitwa stała się dla mnie bardzo ważna. Ponadto dużo się modliłam i ofiarowałam inne uczynki duszom czyśćcowym. Potem również złożyłam śluby Matce Boskiej, aby stać się duszą szczególnie cierpiącą za dusze czyśćcowe. To może być związane z tymi doświadczeniami. Tak, na pewno ma to jakiś związek.

Ile klas Pani skończyła i w jakiej dokładnie szkole?

Skończyłam publiczną podstawówkę. W tamtych latach tylko podstawówka była obowiązkowa w świetle prawa, a nasza rodzina była uboga.

Czyli w jakim wieku była Pani ostatnio w budynku szkolnym?

Zaraz... miałam jedenaście lat. Nie, dwanaście. Tak, teraz jestem pewna, miałam dwanaście lat, gdy skończyłam szkołę na dobre.

Ile dzieci było w rodzinie?

Byłam drugim z ośmiorga dzieci. Moja rodzina z pewnością nie mogła sobie pozwolić na żadną szkołę powyżej podstawówki. Pamiętam, że obiady i kolacje najczęściej składały się tylko z zupy i chleba.

Pytam Panią o wykształcenie, ponieważ sądzę, że warto zorientować się, skąd pochodzą Pani odpowiedzi. Czy pochodzą od dusz czyśćcowych, czyli z zaświatów, czy może są to opinie, które wyrobiła sobie Pani w czasie lat szkolnych, poprzez doświadczenie bądź może przejęła od osób z otoczenia. Czy powie mi Pani jasno, skąd pochodzą owe odpowiedzi?

Tak, oczywiście, rozumiem pana pytanie. Całe moje życie toczy się wokół moich szczególnych doświadczeń, ale pana pytanie jest uzasadnione. Jeśli powiem: „dusze czyśćcowe powiedziały”, to właśnie tak jest. Jeśli nie zrobię tego rodzaju wstępu, to wtedy można założyć, że to moja prywatna opinia. Liczę jednak na pana pomoc w sytuacjach, gdy nie jest pan absolutnie pewien, czy to jedno czy drugie. Czasem mogę przeoczyć ten wstęp, ponieważ obecnie spotykam się z duszami średnio trzy razy w tygodniu i to są, można powiedzieć, moje najbardziej regularne spotkania. Nieczęsto zdarza się osoba żyjąca, z którą tak często spotykałabym się w ciągu tygodnia, może z wyjątkiem kilku sąsiadów stąd i z kościoła oraz mojego kapłana. Żyję tutaj samotnie i większość moich gości przybywających z nazwiskami, pytaniami lub intencjami wymagającymi modlitwy lub innej pomocy przyjeżdża z daleka.

Czyli mogę założyć, że z powodu podstawowego wykształcenia i skromnego, prostego oraz dość odosobnionego życia to wszystko, co Pani opowiada, jest w większości oparte na tym, co te odwiedzające dusze Pani powiedziały?

Tak, zgadza się. Może pan.

3. CZYŚCIEC

3

CZYŚCIEC

Teraz proszę mi powiedzieć, czym dokładnie jest Czyściec?

Czyściec jest miejscem i stanem doświadczanym przez każdą duszę potrzebującą odbyć pokutę i dokonać zadośćuczynienia za grzechy popełnione w czasie jej ziemskiego życia, zanim będzie mogła ona dołączyć do Jezusa w Niebie. Mało się uczy na ten temat i z tego powodu więcej ludzi zaczyna się nim interesować we własnym zakresie, bez żadnego duchowego kierownictwa, i w ten sposób zainteresowani łatwo wpadają w praktyki okultystyczne. Zazwyczaj mówi się, że Czyściec jest tylko stanem. To jest tylko po części prawdą, jako że jest to również rzeczywiste miejsce. To również czas oczekiwania, gdy dusze pragną Boga. To pragnienie Boga jest ich największym cierpieniem. Wszystkie dusze czyśćcowe doświadczają tego pragnienia niezależnie od poziomu, na którym się znajdują.

Istnieją trzy główne poziomy Czyśćca. Ja doświadczam spotkań z duszami, które potrzebują stosunkowo niewiele, by zostać uwolnione i iść do Nieba. Tak uważam z dwóch powodów.

Pierwszy powód: Kiedyś zostałam wezwana do pewnego domu przez jego właściciela. Stracił on niedługo przedtem żonę i w tym domu działy się dziwne rzeczy w nocy. W związku z tym ustaliliśmy, że przyjadę i spędzę w tym domu noc, aby się przekonać, czy jestem w stanie mu pomóc. Niedługo po moim przybyciu usłyszałam głośny łomot i tupanie w korytarzu. Wtedy — tak jak zawsze — zapytałam: „Co mogę dla ciebie zrobić?”. Ale hałasy tylko przybierały na sile i nagle pojawiło się wielkie zwierzę, jakiego nigdy przedtem nie widziałam. Tuż za nim pojawił się wielki wąż, który szybko pożarł to pierwsze zwierzę. Następnie scena zniknęła. Musiałam się w jakiś sposób przestraszyć, gdyż po wszystkim byłam spocona. Potem opisałam to wszystko pewnemu mężczyźnie, który ma ogromną wiedzę na temat takich zdarzeń, i to on zidentyfikował to pierwsze zwierzę. Był to hipopotam, który symbolizuje zatwardziałość serca. To nie znaczy, że ta kobieta jest w Czyśćcu jako hipopotam, ale dzięki figurze hipopotama mogłam zrozumieć lepiej, na czym polegał jej przypadek. Po długiej rozmowie z wdowcem stało się jasne, że jego żona pielęgnowała wielką animozję do innej kobiety na przestrzeni trzydziestu lat, chociaż ta druga pragnęła, by zapanowała między nimi zgoda. Ta odmowa przebaczenia przyczyniła się do jej znalezienia się na najgłębszym poziomie Czyśćca, z którego ja jeszcze nie byłam w stanie jej wydostać.

Drugi powód, w związku z którym jestem przekonana, że zazwyczaj doświadczam dusz z najwyższych poziomów Czyśćca, to pamiętnik napisany przez niemiecką księżniczkę w latach dwudziestych. Przez kilka lat księżniczka ta doświadczała dusz na głębszych poziomach i wiele z tych opisów jest potwornych i bardziej bolesnych od tego, co ja widziałam.

Czy gdy dusze czyśćcowe cierpią, przeżywają w jakikolwiek sposób radość i nadzieję?

Tak. Nigdy żadna dusza nie chce powrócić tu, na ziemię, ponieważ ich doświadczenie Boga jest o wiele jaśniejsze niż to, które my mamy tutaj. Nigdy nie chcą powrócić do ciemności, w której my żyjemy.

Czyli Bóg umieszcza dusze w Czyśćcu, aby je oczyścić z grzechów, które nie zostały odpokutowane i zadośćuczynione?

Nie, o tym zazwyczaj uczy się niepoprawnie, a tego rodzaju fałszywe nauki mogą łatwo ludzi odstręczyć. Bóg nigdzie dusz NIE UMIESZCZA! Dusze osądzają się same i potem przyporządkowują się same na odpowiedni poziom. To ONE SAME chcą się oczyścić, zanim dołączą do Boga. Zrozumienie tej właśnie prawdy na temat miłości Boga do nas jest bardzo ważne.

Czyli to my dostrzegamy, że nie jesteśmy jeszcze czyści i przez to potrzebujemy oczyszczenia w Czyśćcu?

Tak, zgadza się.

Czy dusze tam przebywające kiedykolwiek buntują się przeciwko temu stanowi? Czy są cierpliwe, czy niektóre nie chcą tego stanu, w którym się znajdują?

Nie, one są cierpliwe i chcą cierpieć, wiedząc, że przez to pokutują i czynią zadość za wszystko, co złe. Stają się czyste, aby przybyć przed oblicze Boga w lśniącym stanie. Im więcej pokuty i zadośćuczynienia, tym czystsze się stają.

Czy cierpienia czyśćcowe są większe od tych, które znosimy tu, na ziemi?

Ogólnie są one większe, a czasami o wiele większe, szczególnie na dole trzeciego poziomu. Te dusze cierpią duchowo bardziej niż my.

Gdy zapytałam raz duszę mężczyzny o jego cierpienie, powiedział mi, że to szczególny rodzaj cierpienia. Przykładowo ojciec, który za życia był zbyt leniwy, by pracować na swoją rodzinę, i z jego powodu ona cierpiała, musiał dużo pracować w Czyśćcu. To jego cierpienie czyśćcowe jest o wiele większe niż cierpienie jego ciała, które znosiłby, pracując jak należy tu, na ziemi. Ale nasze cierpienie tutaj, choć mniej dotkliwe, jest warte o wiele więcej w zmazywaniu naszych grzechów niż to w Czyśćcu.

Jeśli Czyściec jest również miejscem, to czy dusze czyśćcowe spędzają ten czas oczyszczenia w określonych miejscach na ziemi?

Tak, wydaje się, że gromadzą się najliczniej wokół ołtarza lub w okolicach miejsca śmierci. Pewna znana mi kobieta z Liechtensteinu widziała je tylko wokół ołtarza i gdy już ich tam nie było, to wiedziała, że trafiły do Nieba.

Dusze nie przychodzą do mnie lub do nas z Czyśćca, ale przychodzą do nas z Czyśćcem. To jest wiele różnych miejsc, nie jedno, i wiele różnych stanów, a nie tylko jeden.

Jeśli Czyściec to wiele miejsc lub wielka przestrzeń, to czy Niebo i Piekło są również miejscami?

Tak, mój kierownik duchowy poprosił mnie, bym spytała o to, i odpowiedź brzmiała następująco: „To, co tak wielu teologów dziś naucza, jest błędne, gdyż głoszą oni, że Niebo, Czyściec i Piekło są tylko stanami. To również miejsca”.

Jaka jest rozpiętość czasowa tego okresu, w którym dusze tam przebywają, zanim nie dostaną się do Nieba?

O, to bardzo szerokie pojęcie. Niektóre są tam zaledwie pół godziny, a inne cały czas aż do ostatniego dnia. Przeciętnie, według dusz, jest to okres czterdziestu lat.

Czyli będzie dzień ostatni?

Tak.

Czy dusza czyśćcowa może widzieć inne dusze w pobliżu i porozumiewać się z nimi?

One są zawsze świadome obecności innych i wiedzą, że nie były same — np. gdy wiele dusz współpracowało przy jakimś uczynku. Niemniej bardzo rzadko porozumiewają się ze sobą.

Pani Mario, a czy potrafią czytać?

Tak, potrafią. Czytają w sposób duchowy. Wiem o tym, gdyż kiedy przychodzą do mnie, nie muszę odczytywać nazwisk lub pytań, które dla nich mam, one po prostu unoszą je z zapisanej strony.

Ile wiedzą na temat swoich rodzin?

Powiedziałabym, że prawie wszystko. Widzą nas cały czas. Słyszą każde słowo, które wypowiadamy na ich temat, i wiedzą, czego doświadczamy. Ale nie znają naszych myśli.

Widzą swoje własne pogrzeby i wiedzą, kto tam jest i kto się za nich modli, a kto przyszedł tylko po to, by inni widzieli.

Czy dusze tam przebywające wiedzą, co będzie się działo na świecie?

Tak, wiedzą o niektórych rzeczach, ale nie wszystko. Powiedziały mi, że jest jakieś wielkie wydarzenie mające niedługo nastąpić, tuż-tuż. Przez wiele lat mówiły, że jest „tuż za drzwiami”, ale od maja 1993 roku używały zwrotu „w progu”. Chodzi o nawrócenie ludzkości. A na mniejszą skalę mówiły mi o pewnych sprawach z niewielkim wyprzedzeniem. W lecie 1954 roku powiedziały mi o powodziach, które tak bardzo dały się we znaki w tej okolicy. Kiedyś też po zejściu lawiny dusze powiedziały mi, że są jeszcze żywi zakopani w śniegu, więc zespół ratowniczy kontynuował poszukiwania chwilę dłużej, niż nakazywała rutyna. W końcu zlokalizowano i uratowano ludzi dwa dni po tym, gdy poprosiłam, by zespół kontynuował poszukiwania.

Mówi się, że czas już nie istnieje po tym życiu, ale Pani z kolei mówi, że Czyściec jest czasem pragnienia Boga. Proszę to wytłumaczyć.

To prawda, że po tym życiu czas przestaje istnieć, ale kiedy mówi się nam, że dusza musi przecierpieć określony okres, to przekłada się to dla nas na jednostki czasu. Dusze mogą powiedzieć, że muszą jeszcze dłużej cierpieć, jeszcze nie mogą być uwolnione albo że ich cierpienie już się skróciło. Kiedy dusze mówią o czasie albo liczbie Mszy Świętych, to symbolizuje to intensywność i wielość przeżywanego przez nich cierpienia.

Dusze żałują złych uczynków popełnionych tu, na ziemi. Czy również żałują rzeczy, których w ogóle nie uczyniły w czasie ziemskiego życia?

Tak, zdecydowanie. Żałują straconych okazji do czynienia dobra dla Boga i bliźnich i mają możność ujrzenia, jakie dobre owoce mogły się narodzić z tych uczynków. Gdy umieramy, tracimy okazję, by robić dobre uczynki. Dusze w Czyśćcu już nie mogą gromadzić zasług jak my tutaj.

Jest powiedziane również, że aniołowie nam zazdroszczą, gdyż możemy dobrze czynić dla Boga; podczas gdy oni też nie mogą już spełniać dobrych uczynków dla Niego i w ten sposób gromadzić dalszych zasług (śmiech).

Co się dzieje, gdy ludzie świadomi istnienia Czyśćca i tak śmiało grzeszą, myśląc, że to doświadczenie nie będzie takie znowu straszne?

Będą tego bardzo gorzko żałować! O wiele bardziej niż ci, którzy popełniają cały czas ten sam grzech, nie wiedząc w ogóle o istnieniu Czyśćca.

Jakie jest najistotniejsze przesłanie płynące z Pani doświadczeń?

Bóg pozwolił na to, aby przez moją posługę inni mogli jasno zrozumieć, że nasze życie tutaj służy WYŁĄCZNIE temu, aby zasłużyć na wejście do Nieba. Nasz cel tutaj to bycie dobrym dla innych i dotarcie do Boga przez tę postawę, zarówno tu i teraz, jak i ostatecznie w wieczności. Gdy to pojmiemy, każdy zacznie coraz doskonałej doceniać wartość swojego życia, a ponadto lepiej dostrzeżemy absurdalność postępowania wielu ludzi, którzy marnują swoje życie. Przez zrozumienie naszego celu dostrzeżemy ogrom Bożej miłości i chwalebne piękno, którym życie może się stać, jeśli tylko będziemy współpracowali z Bogiem. Tak więc te sprawy, które dane mi było ujrzeć, powinny i mogą dać ludziom jasną i definitywną orientację w trudach życia, jeśli tylko chcą oni uczestniczyć w Boskiej niebieskiej woli i pięknie, które z Boga pochodzi.

Tak w skrócie, czego się Pani nauczyła dzięki tym niezwykłym doświadczeniom?

Nauczyłam się kochać Boga z całej mojej mocy.

4. DOŚWIADCZENIA SIMMY

4

DOŚWIADCZENIA SIMMY

Jak to było, gdy dusza czyśćcowa przyszła do Pani pierwszy raz?

Za pierwszym razem obudziłam się, gdyż ktoś chodził tam i z powrotem po moim pokoju. Nigdy nie byłam szczególnie bojaźliwa, z wyjątkiem sytuacji gdy ktoś bezpośrednio mi zagrażał. Pomyślałam: „Któż to?”. To był ktoś zupełnie obcy, niecierpliwie chodzący tam i z powrotem od strony nóg mojego łóżka. Krzyknęłam: „Hola, ktoś ty?”. Żadnej odpowiedzi. Wtedy wyskoczyłam z łóżka, podbiegłam do niego i próbowałam go pochwycić, wołając: „Teraz proszę już sobie iść. Nic tu po tobie!”. A tam pustka! Wtedy pomyślałam: „Nie śniłam przecież. Widziałam go i słyszałam”. Gdy tylko znalazłam się ponownie w łóżku, on znów się pojawił i znów chodził tam i z powrotem. Ja znów zawołałam: „Powiedz mi, kim jesteś, i zabieraj się stąd!”. On nadal chodził, jakby mnie nie usłyszał. Przez chwilę popatrzyłam na niego, myśląc: „Dopóki nie podchodzi do mnie...”. Potem wstałam ponownie i na palcach podeszłam w jego stronę, myśląc: „Teraz przekonam się, czy dam radę go pochwycić”. I znowu pustka!

Wtedy już nie wiedziałam, co o tym myśleć. Byłam zdezorientowana. Czy pozostawałam przy zdrowych zmysłach? Potem znów się położyłam, ale nie mogłam zasnąć, po prostu nie było jak! Następnego dnia niezwłocznie udałam się do mojego kapłana i opowiedziałam mu o zdarzeniu. „Nie wiem, co mi się przydarzyło tej nocy. Czyżbym oszalała?”. Na to on odpowiedział: „Dlaczego niby miałabyś oszaleć? Jeśli miałoby się to jeszcze powtórzyć, nie pytaj: «Kim jesteś?», ale raczej «Czego ode mnie potrzebujesz?». To mogła być dusza czyśćcowa”. Odpowiedziałam: „Jeśli on do mnie jeszcze przyjdzie, to musi to być jakiś krewny”. „Nie — odpowiedział mój kapłan. — Wcale tak nie musi być, tym bardziej że zawsze się dużo za dusze modliłaś”.

Następnej nocy on ponownie się pojawił! Tym razem rzeczywiście zapytałam: „Czego ode mnie potrzebujesz?”. Przystanął, obrócił się i popatrzył na mnie, mówiąc: „Proszę o trzy Msze odprawione w mojej intencji; potem będę już zbawiony”. I natychmiast zniknął. Wtedy wiedziałam już, że była to dusza czyśćcowa. Znowu powiedziałam o tym mojemu kapłanowi, a on odrzekł: „Dobrze, jeśli to się jeszcze powtórzy, to proszę mi o tym powiedzieć”.

Czy kiedykolwiek odczuwała Pani lęk?

Nie, wcale. Nawet długo przedtem nie. Także jako uczennica nigdy się nie bałam. Mama zwykła mówić: „Jesteś niezwykłym dzieckiem. Inne często się boją”. Gdy mama mówiła, że ktoś był na zewnątrz, a było ciemno, ja oświadczałam: „Dajcie latarkę, pójdę sprawdzić kto to”.

Wydaje się teraz, że jest Pani dość dobrze znana w gronie modlących się wiernych, ale we wcześniejszych latach żyła Pani w wielkim odosobnieniu. Jak to się stało, że ludzie zaczęli uważać Pani ponadnaturalne doświadczenia za prawdziwe przeżycia?

Przede wszystkim dzięki informacjom, które się po pewnym czasie sprawdziły. Ponadto na podstawie podawanych przeze mnie informacji, które były znane tylko członkom danej rodziny. Jednym słowem — przez zgodność faktów.

Proszę wybaczyć niedyskretne pytanie, ale czy była Pani poddana testom lekarskim lub psychologicznym?

Tak. Wiele lat temu pewien profesor teologii poprosił o to, więc poddałam się testom, w wyniku których powstało sześć stron profesjonalnej literatury, udostępnionej i opracowanej przez doktora psychologii z Innsbrucku. Kopie tej pracy znalazły się w archiwach wydawcy niedługiej książki dotyczącej moich doświadczeń, która ukazała się około dwudziestu pięciu lat temu. Została napisana przez mojego długoletniego przyjaciela i kierownika duchowego, brata Alfonsa Matta, i jest tam opisane to, co przeżyłam.

Czy Kościół uznał oficjalnie szczególne doświadczenia, które są Pani udziałem?

Jestem posłuszna mojemu kapłanowi i moim biskupom, którzy oświadczyli, że dopóki wszystko jest teologicznie poprawne — tak jak dotąd — to mogę kontynuować mój apostolat.

Początkowo biskup Wechner miał pewne zastrzeżenia do tego, że dostarczałam odpowiedzi osobom trzecim. Wezwał mnie na spotkanie i zapytał, skąd biorę te odpowiedzi, więc wyjaśniłam mu wszystko zgodnie z tym, czego sama się dowiedziałam u początku moich doświadczeń.

W istocie, bardzo szybko postanowiłam zapytać jedną duszę, skąd pochodzą przekazywane przez nią informacje. Myślałam, że wracała ona do Czyśćca, odnajdywała inną duszę i pytała jej, czego potrzebuje, by zostać zbawioną. Jednak dusza odpowiedziała coś innego: „Nie, informacje, które ci dostarczamy, pochodzą od Matki Miłosierdzia i są przekazywane za Jej pozwoleniem”. Gdy biskup usłyszał o tym, powiedział: „W takim razie nie mogę się wypowiedzieć i się nie wypowiem przeciwko temu”.

Kogo ma Pani na myśli, mówiąc o Matce Miłosierdzia?

Ach, Matka Miłosierdzia to jeden z wielu przydomków Maryi Dziewicy, matki Jezusa i zarazem matki nas wszystkich.

Matki nas wszystkich?

Tak! Powinna ona być matczynym wzorem i przewodnikiem dla każdego z nas. Jako Jezusowa matka jest również naszą matką.

Ilu biskupom podlegała Pani na przestrzeni lat i czy wszyscy podobnie Panią wspierali? Jak się nazywali?

Jak dotąd było trzech biskupów. Nazywali się Tschann, Wechner i Küng. Biskup Tschann wspierał mnie po cichu i oświadczył wprost, że wie, iż brat Matt nie jest szalony, i w związku z tym wszystko musi być w najlepszym porządku. Biskup Wechner aktywnie mnie wspierał i jestem bardzo wdzięczna Bogu, że tak było. Natomiast mój obecny biskup, Klaus Küng, dotychczas nie wypowiedział się w tej sprawie.

Na początku te wszystkie zdarzenia musiały być dla Pani wielką zagadką. Kto pomógł Pani najbardziej w tych wczesnych latach?

Z pewnością najbardziej pomógł mi mój drogi przyjaciel, brat Alfons Matt. Był kapłanem w Sonntag między rokiem 1938 a 1978. Na jego pogrzebie, na którym było obecnych czterdziestu kapłanów i tysiąc wiernych, biskup Wechner z Feldkirch powiedział następujące słowa: „Najpiękniejszą rzeczą, którą można powiedzieć o kapłanie, jest to, że był kapłanem z Bożego serca. Takim na wskroś dobrym i świętym kapłanem był nasz brat Alfons Matt. Niech spoczywa w pokoju!”. Bardzo wątpię, czy byłabym w stanie pełnić wolę Bożą tak, jak to próbowałam czynić bez jego umiłowania i wsparcia dla mojego apostolatu dla dusz czyśćcowych w tych wczesnych latach.

Czy od początku spodziewała się Pani, że te doświadczenia będą trwały tak długo, jak trwają?

Nie, niezupełnie. Niemniej po jakimś czasie zrozumiałam, że brat Matt spodziewał się, że będą one trwały.

Czy cieszy się Pani, że te doświadczenia są Pani udziałem, czy jest to niekiedy trudne i bolesne doświadczenie?

Nie uważam, by było to trudne, ponieważ nie tylko pomagam duszom czyśćcowym, ale pomagam również żywym w powrocie do wiary lub w odnalezieniu wiary — a to przynosi mi wiele radości.

Gdy widzi Pani dusze czyśćcowe, to jak one wyglądają?

Przybywają dokładnie w takiej formie, jaką miały tutaj, na ziemi, i mogę to sama potwierdzić, ponieważ przyszło też wielu takich, których dobrze znałam za życia. Tak, nawet w tych samych ubraniach — ubraniach roboczych. To dlatego, że nasze obowiązki tutaj są najważniejsze. Dusze zawsze pojawiają się w ubraniach roboczych, nie w szlafroku albo w niedzielnym odzieniu. Nasza codzienna praca to nasza misja.

W jakim są wieku, gdy się Pani ukazują? Oto, co mam na myśli: jeśli umrze dwudziestolatek i potem, powiedzmy, dziesięć lat później ukazuje się Pani, to czy wygląda na około trzydzieści lat czy nadal na dwadzieścia?

Nadal wygląda na dwadzieścia. Dusze zawsze wyglądają na wiek, w którym zmarły.

Jaka jest dokładnie różnica między Pani doświadczeniem i doświadczeniem spirytystów lub tak zwanych mediów?

Jeśli czytelnicy mieliby uwierzyć w tylko jedną rzecz, którą tutaj powiem, to chciałabym, by to było właśnie to: Różnica jest bardzo prosta i klarowna i MUSIMY jej przestrzegać Z CAŁĄ POWAGĄ. Spirytystom się tylko WYDAJE, że przywołują dusze zmarłych, a jeśli pojawia się jakakolwiek reakcja na ich wołanie, to ZAWSZE i bez wyjątku odpowiedź pochodzi od SZATANA i jego świty. Spirytyści i media czynią coś skrajnie niebezpiecznego dla siebie oraz ludzi, którzy przychodzą do nich po radę. Żyją w jednym wielkim steku kłamstw. Nam NIE WOLNO wzywać zmarłych. To jest SUROWO ZABRONIONE! W moim przypadku NIGDY ich nie wzywałam, nie wzywam i nigdy nie wezwę. Jezus dał przyzwolenie na doświadczenia przeze mnie przeżywane przez swoją Matkę.

Niemniej Szatan, rzecz jasna, jest w stanie naśladować wszystko, co tylko możliwe, i podszywa się pod to, co pochodzi od Boga. Małpuje Boga i wszystko, co Bóg czyni. Jest w stanie naśladować głosy dusz, ich wygląd, ale w takiej sytuacji jakakolwiek reakcja z ich strony ZAWSZE pochodzi od Złego. Proszę nie zapominać, że Szatan może nawet uzdrawiać, ale te uzdrowienia nie trwają długo.

Gdy Pani kogoś spotyka, jak Pani określa, czy jest to dusza czyśćcowa czy osoba obecnie żyjąca tu, na ziemi?

Gdy dusza czyśćcowa przybywa w nocy, rozpoznaję ją natychmiast po jej świetle. Takie dusze są tak jasne jak człowiek w ciągu dnia. Nie promieniują tym światłem, więc wszystko wokół nich pozostaje w ciemności, ale same są świetliste. Stąd, oczywiście, natychmiast rozpoznaję w nich dusze czyśćcowe.

Czy one odwiedzają Panią również w ciągu dnia?

Tak, ale kiedy przybywają w ciągu dnia, to wtedy mogę określić, czy to była dusza czyśćcowa, czy nie, dopiero w momencie gdy ona zniknie. Przed tym nie mam takiej pewności. Tak czy owak, jeśli chciałabym takiej duszy dotknąć, poczułabym pod palcami pustkę.

Czy jakaś dusza czyśćcowa już odwiedziła Panią w ciągu dnia i jeśli tak, jak Pani odgadła, że to dusza?

Dusze nie pukają w drzwi, jak zrobił to pan, i rzecz jasna nie witają się uściskiem dłoni. Te dwie przesłanki pozwoliłyby mi odgadnąć, że była to dusza czyśćcowa.

Czy jakaś dusza była u Pani ostatnio w ciągu dnia?

Tak, nawet ostatnio stało się coś nietypowego w tym względzie. Siedziałam tutaj, pisząc, i gdy podniosłam głowę, spostrzegłam, że dusza siedzi na tamtym krześle. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego i muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to zdarzenie.

Ile dusz czyśćcowych odwiedziło Panią w nocy, a ile przybyło w ciągu dnia?