Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Przez dekady kierunek integracji europejskiej wydawał się wyznaczony przez precyzyjny, neoliberalny dogmatyzm: wspólny rynek, zacieranie granic i budowa technokratycznej potęgi. Dziś jednak ten metaforyczny kompas sprawia wrażenie nie tylko rozregulowanego, ale wręcz utraconego. W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy o braku demokratycznej legitymacji Brukseli, czy uleganie lobbingowi korporacyjnego, ale jednocześnie usłyszeć można o postępie w zakresie praw pracowniczych, obronności czy ochrony klimatu.
Książka Artura Troosta to wnikliwa analiza skomplikowanej relacji między europejską lewicą a Unią Europejską. Autor szczegółowo opisuje ewolucję postaw progresywnych ugrupowań, przechodząc od historycznego udziału w budowie wspólnoty, przez obecne rozczarowanie jej neoliberalnym kursem, aż po wizje przyszłych reform. Publikacja służy jako przewodnik po różnych wizjach integracji, od umiarkowanych programów naprawczych po radykalne koncepcje Republiki Europejskiej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 111
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
NIEBAWEM W SERII „PŁOMIENIE”
Paweł Jędral, Co poprzedza masakrę?
[biopolityka w wojnie w Gazie]
Weronika Grzebalska, Na rozdrożu
[o obronności]
Justyna Drath, Szkoła przetrwania
[o edukacji]
Dominka Lasota, Odwagi!
[o zaangażowaniu młodych]
Już od prawie dwóch dekad nieustannie mówi się o kryzysie Unii Europejskiej, kryzysie strefy euro, kryzysie całej koncepcji zjednoczenia kontynentu… W międzyczasie doszło do brexitu, a partie eurosceptyczne w wielu krajach zyskały na znaczeniu. Rzadziej niż niegdyś podnoszą one hasła wzywające swoje kraje do całkowitego opuszczenia Unii, więc mogłoby się wydawać, że najgorsze Bruksela ma już za sobą, ale nacjonalizm będący na fali wznoszącej nie wróży nic dobrego dalszej integracji europejskiej. Tym bardziej, że proeuropeizm swojego kryzysu ideowego wciąż nie przezwyciężył – o ile przez dekady unijny mainstream polityczny zdawał się mieć jasno wyznaczony kierunek, czyli dalsze zacieśnianie współpracy w ramach Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) i później UE, o tyle obecnie jest to mniej oczywiste. Stąd też tytuł książki. Co prawda nie ja go wymyśliłem, ale uważam, że trafnie wskazuje na poczucie zagubienia obecne wśród współczesnych europejskich progresywistów. Wynika ono częściowo z głębokich różnic w stosunku do Unii oraz odmienności przedstawianych przez nich koncepcji potencjalnej reformy Wspólnoty Europejskiej. Nawet tradycyjnie proeuropejska centrolewica (podobnie jak jej koalicjanci na poziomie UE) miewa wątpliwości – może obecny poziom integracji europejskiej jest wystarczający, a może w niektórych aspektach zacieśnianie więzi zaszło wręcz za daleko i należy wykonać krok do tyłu? Czasem (raczej ze strony radykałów) usłyszymy nawet, że cały projekt unijny poniósł klęskę i nadaje się tylko do kosza.
Polska przez długi czas wydawała się wolna od tego typu nastrojów, sondaże konsekwentnie sugerowały rekordowe w skali europejskiej poparcie dla UE, sięgające ponad 90 proc. ankietowanych. Pojawiały się co prawda postacie w rodzaju Janusza Korwin-Mikkego, który do znudzenia powtarzał, że Unia Europejska powinna zostać zniszczona, jednak miały one niewielki wpływ na polityczny mainstream i szerszą opinię publiczną. Do czasu. Coraz więcej polityków głównego nurtu powiela narrację skrajnej prawicy, sprzeciwia się zacieśnianiu współpracy europejskiej, a latem 2025 r. Ruch Obrony Granic dobitnie pokazał, co wielu Polaków myśli o UE – groźna Bruksela pracuje na szkodę Polski, chociażby poprzez rzekomy nielegalny masowy przerzut migrantów na nasze terytorium, ale też narzucanie Zielonego Ładu, który ma pogrążyć naszą gospodarkę. W tym momencie jasne jest, że nie ominą nas dyskusje na temat kształtu dalszej integracji europejskiej, a poparcie dla UE nie będzie już opcją domyślną. Może to i lepiej?
W końcu mowa o organizacji w gruncie rzeczy neoliberalnej, dbającej bardziej o interesy wielkiego biznesu niż pracowników i nie zawsze tak progresywnej, jak się często uważa. Taka krytyka jest raczej rzadka w Polsce, co tym bardziej świadczy o potrzebie zastanowienia się, czym UE właściwie jest i co w tym projekcie jest warte obrony, a co niekoniecznie. Gdyby losowym respondentom przedstawić szereg kluczowych polityk unijnych, to bardzo rzadko trafiałby się ktoś w pełni popierający projekty UE lub całkowicie je odrzucający. Nie inaczej byłoby w przypadku lewicowych uczestników ankiety. Które elementy w ich przypadku przeważają – pozytywne czy negatywne? Co w pierwszej kolejności powinno zostać zmienione?
Oczywiście nie ma tu jednej odpowiedzi, tak samo jak nie ma jednej lewicy. Stare porzekadło mówi, że „gdzie Polaków dwóch, tam zdania trzy”, ale pewnie jeszcze lepiej odnosi się to do lewicowców – chociaż może i nie, bo doliczylibyśmy się co najmniej czterech czy pięciu opinii… Odkładając jednak żarty na bok, w mojej książce stawiam sobie za cel zebranie i przybliżenie tej zróżnicowanej argumentacji lewicy w odniesieniu do UE. Sprawdzę, które punkty sporne doprowadziły do takiego zwichrowania kompasu. Część z przytoczonych opinii wyda się zapewne oczywista, natomiast inne mogą zaskoczyć lub nawet wydać się absurdalne, jeśli oceniać je z punktu widzenia polskiego czytelnika.
Na Unię Europejską spojrzę bowiem głównie z perspektywy lewicy z krajów tak zwanej „starej Europy”, czyli przede wszystkim zachodniej, ale też północnej i południowej, co ma dwojakie uzasadnienie. Z jednej strony taka decyzja wynika z moich osobistych zainteresowań. Na łamach „Krytyki Politycznej” piszę najczęściej o Francji i Włoszech, czasem o innych państwach UE, więc naturalne było dla mnie, że otrzymawszy szansę przygotowania książki, rozwinę i podsumuję wiele z wątków poruszanych regularnie w moich artykułach. Do pewnego stopnia odpowiada to również zagadnieniom, które badam naukowo, ponieważ jako doktorant na Uniwersytecie Warszawskim zajmuję się historią najnowszą Europy Zachodniej.
Drugim (i ważniejszym) argumentem na rzecz takiego wyboru jest natomiast dłuższe unijne doświadczenie lewicy z państw wchodzących jeszcze w skład EWG czy nawet Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (EWWiS). Przykładowo partie z Francji czy Niemiec nierzadko mają za sobą ponad półwiecze wspierania lub krytykowania integracji europejskiej. Włoskie nie ustępują im stażem, a duńskie i hiszpańskie działają w ramach EWG/UE od lat siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych. Ich refleksja obejmuje więc tematy, które w Polsce dopiero zaczną zyskiwać na znaczeniu. Dotychczas do źródeł konsensusu wokół Unii na naszym krajowym podwórku należał np. fakt, że byliśmy największym odbiorcą unijnych funduszy. To jednak nie będzie trwać wiecznie i kolejne budżety UE prawdopodobnie nie przyniosą aż tak dużych korzyści. Wstąpienie do Unii było też postrzegane w Polsce, ale również w wielu innych krajach regionu, jako dołączenie do Zachodu, awans cywilizacyjny i znalezienie się w światowej pierwszej lidze. Po ponad dwudziestu latach ten zachwyt zdążył ustąpić pola bardziej zniuansowanym opiniom, w różnym stopniu krytycznym wobec modelu promowanego przez Brukselę.
Oczywiście Unia Europejska to bardzo szeroki temat, nawet przy zawężeniu do perspektywy lewicowej. Nie roszczę więc sobie pretensji do jego wyczerpania – prezentowaną książkę należy traktować jako wprowadzenie i zarysowanie najważniejszych dylematów związanych z podejściem do Unii. Postaram się rzetelnie przedstawić argumenty za integracją europejską i przeciw niej w obecnym kształcie, a na koniec zreferuję projekty przekształcenia lub zastąpienia Unii Europejskiej. Być może ostatnie rozdziały będą najbardziej atrakcyjne, jako że krytykować łatwo, ale zaprezentowanie koherentnej alternatywy wymaga już większego wysiłku. A swoje propozycje w tym zakresie ma zarówno lewica proeuropejska, jak i eurosceptyczna, różniąc się naturalnie zakresem proponowanych zmian. Jednym wystarczy drobna korekta kursu, innych zadowoli wyłącznie pogrzebanie istniejących struktur i zastąpienie ich nowymi, lepszymi. Ponownie, nie mam zamiaru ewangelizować czytelników, czyli nakłaniać do przyjęcia konkretnej wizji, nawet jeśli będę pozwalał sobie czasem na prywatę i wyrażanie własnych opinii. Myślę, że w każdym z projektów można znaleźć coś interesującego – starałem się więc nie odrzucać apriorycznie żadnego z nich.
Na wstępie powinienem zatrzymać się jeszcze na chwilę przy kilkukrotnie wspomnianych pojęciach „euroentuzjazm”/„proeuropejskość” oraz „eurosceptycyzm”, ponieważ bywają one różnie definiowane. Zgodnie z najczęściej przyjmowaną terminologią pierwszych dwóch używa się w kontekście ugrupowań lub osób popierających aktualnie istniejącą UE, mimo że można przecież opowiadać się za ogólną ideą integracji europejskiej, a jednocześnie być przeciwnikiem jej interpretacji w wydaniu brukselskich elit. Taka postawa w większości państw UE jest dominująca wśród ugrupowań na lewo od centrolewicy głównego nurtu. Określanie jej mianem eurosceptycznej, praktykowane bardzo często przez media i komentatorów politycznych, bywa więc mylące. Wrzuca ją do jednego worka np. z nacjonalistycznymi wrogami jakiejkolwiek integracji europejskiej. Odrobinę niuansu wprowadza tu rozróżnienie na „miękki” oraz „twardy” eurosceptycyzm, ale wciąż nie oddaje to sprawiedliwości wielu partiom, które prezentują raczej „altereuropeizm” (na wzór alterglobalizmu). Spośród ugrupowań mniej lub bardziej popularnych w ostatniej dekadzie wymienić tu można Podemos, Francję Niepokorną czy Syrizę. Na ogół te ugrupowania nie mówią „mniej Europy”, lecz „inna Europa”. W tym duchu wypowiadała się też Mary Lou McDonald, rozpoczynając eurowyborczą kampanię Sinn Féin w 2024 r. – irlandzka polityczka stwierdziła, że jej partia jest „eurokrytyczna”, a nie eurosceptyczna. Do celów Sinn Féin oraz sojuszniczych ugrupowań należy transformacja UE, nie jej demontaż. Dla brukselskich technokratów może to być jedynie kosmetyczna różnica, ale w moim odczuciu wyklucza ona partie w rodzaju Sinn Féin z grona eurosceptyków, nawet jeśli czasem zbliżają się one retorycznie do tych ostatnich.
Pozostając przy kwestiach semantycznych, nadmienię również, że pojawiające się w książce sformułowania typu „lewica radykalna” czy „skrajna” nie mają w moim zamyśle wydźwięku pejoratywnego. Tak określam ugrupowania znacząco odbiegające politycznie od europejskiego mainstreamu, ale nie uważam radykalizmu za coś z natury złego. Kiedyś za radykalne uznawano chociażby poparcie powszechnego prawa głosu czy równouprawnienia kobiet, więc uprzedzam czytelnika, że również w kwestiach związanych z Unią Europejską skrajność może, ale nie musi być czymś negatywnym. Być może najlepiej pokaże to wycieczka do nie tak dalekiej przeszłości, bowiem nie tylko umiarkowana lewica miała wpływ na integrację europejską – różnej maści radykałowie także odegrali swoją rolę.
Zanim przejdę do współczesnych dylematów związanych z Unią Europejską, pokrótce omówię wkład poprzednich generacji lewicy w doprowadzenie do istniejącego stanu rzeczy. Ten historyczny przerywnik ma proste zadanie: pokazać, w jakim stopniu poszczególne odłamy lewicy były zaangażowane w projekt unijny. Ma to znaczenie dla ich współczesnych postaw, ponieważ na ogół dostrzeżemy na tym polu ciągłość. Partie niegdyś żywo zainteresowane budową Unii Europejskiej będą bronić swojego dzieła, jakkolwiek nieidealne by ono nie było, podczas gdy wśród przeciwników znajdziemy głównie spadkobierców dawnych eurosceptyków oraz nowe twory polityczne, łączące różne tradycje.
Odpowiedzialność za integrację kontynentu jest siłą rzeczy rozproszona i różni aktorzy polityczni wywarli na nią swój wpływ – chociaż z zasady przyznają się głównie do jej bardziej pozytywnych owoców. W końcu sukces ma wielu ojców… Jeśli chodzi o lewicę, to dostrzeżemy różny stopień zaangażowania w ostatecznie zrealizowany projekt integracji europejskiej. Było to przede wszystkim dzieło zachodnioeuropejskiego centrum politycznego w okresie powojennym, a więc chadecji ze strony prawicy i socjaldemokracji z lewicy. Korzenie zaangażowania tej ostatniej w jedność kontynentu sięgają czasów jeszcze dawniejszych. Ogólna idea integracji europejskiej była ważna dla różnej maści lewicowych teoretyków i polityków praktycznie od momentu, gdy można zacząć mówić o lewicy jako takiej. W czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej niektórzy rysowali wizję pokojowej współpracy bratnich republik, a później kontynuowali to na różne sposoby demokratyczni radykałowie XIX wieku, od Giuseppe Mazziniego z jego republikańską federacją, poprzez apelującego o Stany Zjednoczone Europy Wiktora Hugo aż po powtarzającego to hasło (w nieco innej interpretacji) Michaiła Bakunina.
Nie zamierzam zagłębiać się bardziej w rozważania historyczne, więc poprzestanę na stwierdzeniu, że zjednoczona (w taki lub inny sposób) Europa widniała na horyzoncie lewicowych wyobrażeń przyszłości, na długo zanim pojawiły się pierwsze poważne próby wcielenia w życie tych marzeń. Nastąpiło to już po gehennie dwóch wojen światowych, nazywanych czasem drugą wojną trzydziestoletnią przez badaczy widzących w nich klamry zamykające okres intensywnej transformacji polityczno-społecznej państw szeroko pojętego Zachodu1. Do finalnych efektów należała Europa podzielona na dwa rywalizujące bloki, ale zarazem przeświadczona o konieczności ponadnarodowej integracji.
Proces zjednoczeniowy w wykonaniu zachodniej części kontynentu leży u korzeni współczesnej UE i od początku czynnie uczestniczyli w nim socjaldemokraci. Na różnych etapach współrządzili oni we wszystkich państwach założycielskich EWWiS oraz EWG, a wśród sygnatariuszy traktatów rzymskich znaleźli się politycy centrolewicy. W następnych latach wielu z nich miało pełnić ważne funkcje w ramach powstających struktur paneuropejskich – przykładowo w okresie przekształcania się EWG w UE szefem Komisji Europejskiej przez dwie kadencje (pełna dekada od 1985 do 1995 r.) był francuski socjalista Jacques Delors, nazywany czasem ojcem wspólnego rynku i/lub traktatu z Maastricht, który powołał do życia Unię Europejską pod tą nazwą. Mniej więcej w tym samym okresie Francją rządził jego kolega (i swego czasu wewnątrzpartyjny rywal) François Mitterrand, również żarliwy zwolennik integracji europejskiej – na tyle wielki, że w jej imię poświęcił część swojego lewicowego programu krajowego. Na początku lat osiemdziesiątych jako świeżo upieczony prezydent Mitterrand rozpoczął szeroko zakrojoną kampanię nacjonalizacji (w ręce państwa trafiło trzynaście z dwudziestu największych firm we Francji, w tym praktycznie cały sektor finansowy), która jednak zderzyła się z szeregiem przeciwności. Znalazły się wśród nich czynniki wynikające ze zobowiązań europejskich, takie jak konieczność prowadzenia polityki monetarnej zgodnej z oczekiwaniami EWG czy niemożność stosowania ceł protekcyjnych. Chociaż część Partii Socjalistycznej pod wodzą m.in. Jeana-Pierre’a Chevènementa naciskała na prezydenta, aby wybrał „keynesizm w jednym kraju”, ten w krytycznym momencie uznał integrację europejską za priorytet i zrewidował swoją politykę ekonomiczną zamiast ryzykować rozbiciem EWG. Mitterrand po latach bronił tej decyzji, stwierdzając, że „cokolwiek się stanie, zjednoczona Europa musi powstać – nie ma alternatywy”.
Podobne sentymenty wyrażało swego czasu wielu innych socjaldemokratycznych i centrolewicowych polityków. Włoski socjalista Pietro Nenni wskazywał na integrację europejską jako obowiązek, zarówno od strony moralnej, jak i pragmatycznej. Lider SPD i kanclerz RFN Helmut Schmidt nazywał Unię Europejską jedynym w swym rodzaju historycznym osiągnięciem. Oczywiście wszystkie tego typu wypowiedzi mogą być krytykowane, zwłaszcza z perspektywy czasu. Bardziej radykalna lewica wytknęłaby, że „brak alternatywy” i stawianie integracji europejskiej ponad innymi wartościami prowadziły często do poświęcania progresywnej polityki gospodarczej i społecznej. Nie znaczy to, że różnoracy radykałowie byli całkowicie przeciwni ideom stojącymi za rozwojem EWG czy później UE.
Wypada bowiem poświęcić trochę uwagi socjalistom i komunistom, którzy mieli mniej oczywisty, ale istotny wpływ na powstawanie Unii. Jako pierwszy na myśl może przychodzić Altiero Spinelli, który był jednym z autorów słynnego manifestu z Ventotene. Napisany w 1941 r. podczas pobytu w faszystowskim więzieniu dokument postulował zastąpienie państw narodowych przez organizację paneuropejską o charakterze postępowym i socjalistycznym. Był to jednak wówczas pogląd sprzeczny z programem Włoskiej Partii Komunistycznej (Partito Comunista Italiano, PCI), z której Spinelli został zresztą kilka lat wcześniej wyrzucony pod zarzutem trockizmu. Jego propozycje początkowo nie zyskały akceptacji dawnych towarzyszy – komuniści w integracji europejskiej w wydaniu zachodniej części kontynentu nie widzieli żadnych zalet i traktowali powstanie EWWiS oraz EWG jako efekt spisku, który miał zapewnić wielkim monopolistom kolejne narzędzia do podporządkowania sobie klasy robotniczej. Europejskie instytucje miały umacniać władzę kapitału i osłabiać nadzór społeczeństwa nad rządzącymi. Niektóre z ówczesnych zarzutów odnajdziemy również w wypowiedziach współczesnych eurosceptyków, którzy podobnie jak kiedyś komuniści sporo mówią o utracie suwerenności narodowej i oddalonych od ludu biurokratach. Bardziej oryginalne z perspektywy czasu wydają się postulaty PCI dotyczące alternatywnej integracji europejskiej, która miała połączyć kontynent od Lizbony po Władywostok, stawiane w kontrze do „imperialistycznego” przedsięwzięcia zachodnich elit. Na takie zjednoczenie Europy nie było jednak realnych szans, więc deklaratywna proeuropejskość zachodnich komunistów służyła głównie uzasadnieniu eurosceptycyzmu wobec faktycznie zacieśniającej się współpracy państw kapitalistycznych.
Z czasem dostrzeżono jednak, że integracja gospodarcza zachodniej Europy nie musi być czymś złym. PCI zaczęła ją interpretować jako proces naturalny i nieunikniony, wynikający z obiektywnego rozwoju sił wytwórczych. Włoscy komuniści jako jedni z pierwszych przestali krytykować samą integrację, skupiając się na kontestacji jej ówczesnej formy, która sprzyjała bogatym „monopolistom”. Receptą miały być więc nie jałowe próby zatrzymania lub cofnięcia integracji, lecz wspólna walka komunistów (i ich sojuszników) z całej Europy na rzecz reformy EWG i jej transformacji w projekt socjalistyczny.
Do wynikającej z tego założenia koncepcji eurokomunizmu powrócę w jednym z dalszych rozdziałów, ale na razie zaznaczę, że przez jakiś czas integracja europejska postępowała przynajmniej częściowo w myśl PCI oraz podobnie interpretujących rzeczywistość partii marksistowskich. Głównym postulatem eurokomunistów w tym okresie było bowiem pogłębienie integracji europejskiej przy jednoczesnej demokratyzacji EWG i stworzeniu mechanizmów ochrony praw socjalnych i robotniczych na poziomie międzynarodowym. Miałoby temu służyć między innymi zwiększenie znaczenia Parlamentu Europejskiego przez nadanie mu statusu głównego ośrodka decyzyjnego, dotychczas przysługującego spotkaniom międzyrządowym. To w gestii silnego europarlamentu znalazłoby się czuwanie nad unifikacją gospodarczą i polityczną, do której dążyli eurokomuniści. Pierwsze bezpośrednie wybory europejskie w 1979 r. były częściowym spełnieniem podnoszonych przez PCI postulatów demokratyzacji Wspólnoty Europejskiej. Stanowiły więc poważną próbę dla idei eurokomunizmu, zgodnie z którą obdarzenie obywateli realnym wpływem na politykę EWG miało umożliwić przeforsowanie prospołecznych reform i skierowanie międzynarodowej organizacji w stronę socjalizmu.
Krytycy strategii włoskich komunistów wskazują na fakt, że chociaż ich lewicowa frakcja w europarlamencie uczestniczyła w pracach nad przekształceniem EWG w UE, to integracja przyjęła ostatecznie neoliberalną formę, a nowe instytucje unijne okazały się sprzyjać rozwiązaniom wolnorynkowym i prywatyzacji majątku publicznego. To doprowadza nas już do współczesności, w której ze względu na to rozczarowanie radykalna lewica jest na ogół mniej proeuropejska niż niegdyś PCI. Jednocześnie cały obóz progresywny ma powody do niepokoju, niezależnie od zadowolenia – lub jego braku – z dotychczasowej integracji europejskiej.
Dalsza część w wersji pełnej
1 Arno J. Mayer, The Persistence of the Old Regime. Europe to the Great War, Pantheon Books, New York 1981.
Artur Troost
Utracony kompas [o europejskiej lewicy]
Warszawa 2026
Copyright © by Artur Toost, 2026
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-68823-11-0
Redakcja: Anna Wojczyńska
Korekta: Daria Jabłońska
Opieka redakcyjna: Patryk Walaszkowski
Projekt graficzny serii: Marcin Hernas | tessera.org.pl
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
ul. Jasna 10, lok. 3
00-013 Warszawa
krytykapolityczna.pl/wydawnictwo
Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w kawiarni Łoskot x Prześniona (ul. Jasna 10, Warszawa), księgarni internetowej KP (krytykapolityczna.pl/wydawnictwo) oraz w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.
Okładka
Karta tytułowa
Spis treści
Wprowadzenie
Lewica a budowa UE
Przypisy
Karta redakcyjna
Okładka
Strona tytułowa
Spis treści
Meritum publikacji
Strona redakcyjna
![Utracony kompas [o europejskiej lewicy] - Artus Troost - ebook](https://files.legimi.com/images/f1de0a156e174707bb6a45852d026f7e/w200_u90.jpg)