Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
"Pisząc o mych badaniach nad posługiwaniem się przez człowieka przestrzenią - przestrzenią, która odgradza się od innych, która zapełnia wokół siebie w domu i w pracy - pragnąłbym dopomóc czytelnikowi w samoidentyfikacji, w pogłębieniu doświadczenia i w przezwyciężaniu alienacji. Jako antropolog nawykłem cofać się do początków i szukać takich substruktur biologicznych, z których wyrasta dany aspekt ludzkiego zachowania. W podejściu tym szczególny nacisk kładzie się na fakt, iż człowiek - jak wszelkie zwierzę - przede wszystkim, zawsze i ostatecznie jest więźniem swego biologicznego organizmu". (fragment przedmowy Autora)
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Oświęcimiu
Powiatowa Biblioteka Publiczna w Łowiczu
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 295
Rok wydania: 1976
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
mryty wymiar
Skutki obu tych presji można zilustrować tym, co s
Walden Thoreau został wydany przeszło sto lat temu
Doskonałym przykładem różnic w świecie per-cepcyj
Tinbergen N., The Curious Behavior of the Stickle
Edward T. Hall, urodzony w r. 1914 w Webster Groves, w stanie Missouri, jest antropologiem, który prowadząc swe prace badawcze objechał prawie cały świat. Uczył i wykładał na uniwersytecie w Denver oraz w Washington School of Psychiatry i Illinois Institute of Technology. Zajmuje stanowisko profesora antropologii w Northwestern University.
Główną sferą jego zainteresowań są problemy związane ze sposobami i formami komunikowania się ludzi, czym zajmuje się w znanej książce The Silent Language (1959), oraz „proksemika”, czyli postrzeganie przez człowieka przestrzeni społecznej i indywidualnej, pojętej jako wytwór kultury. Te właśnie zagadnienia omawia w wydanej w r. 1966 drugiej swej książce Ukryty wymiar, którą prezentujemy czytelnikom.
iblioteka myśli współczesnej
'.dwa rd T, HALL
rzełożyla
'vresa Holówha
łowem wstępnym opatrzył
■Jeksander Wallis
XŃSTWOWY INSTYTUT WYDAWNICZY
ARSZAWA 1976
Tytuł oryginału
THE HIDDEN -DIMENSION
Konsultant
ZUZANNA STROMENGER
Okładkę i kartę tytułową projektował MACIEJ URBANIEC
Copyright 1966 by Edward T. Hall
SŁOWO WSTĘPNE
W ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy wzmożone zainteresowanie nauk społecznych i przyrodniczych przestrzennymi zachowaniami człowieka. Problematyka, która przez długi czas była domeną socjologii miasta i ekologii społecznej, znalazła się w polu zainteresowania antropologów i biologów, geografów i ekonomistów, a także przedstawicieli nauk stosowanych — lekarzy i psychiatrów, urbanistów i projektantów form przemysłowych. Jednocześnie zwielokrotnił się zasięg tych zainteresowań. Obejmują one małe skale przestrzenne — zachowania w mieszkaniu, szkole czy szpitalu, skale średnie — dzielnicy i miasta, a także skale wielkie — aglomeracji, regionu i kraju. Zjawisko to ma różne źródła. Związane jest z kryzysem miejskich metropolii, z dalszym przebiegiem procesów urbanizacyjnych, które obejmują zarówno kraje nisko, jak wysoko zurbanizowane; z budową „od jednego rzutu” całych dzielnic i miast; z trudnościami planowania przestrzennego; z degradacją środowisk ludzkich; z konfrontacją kultur, jaka zachodzi w skali całego globu. Badanie zjawisk przestrzennych wiąże się nie tyle z odkryciem, co z szerszym uznaniem, że przestrzenne ukształtowanie ’ ludzkiego środowiska ma poważny wpływ na zdrowie, rozwój osobowości, na stosunki społeczne w małych grupach, na wydajność pracy. Przestrzeń i zachowania przestrzenne stały się przedmiotem badań licznych placówek typu akademickiego i mnożących się ośrodków badań stosowanych.
Praca Edwarda T. Halla należy do opisanego nurtu poszukiwań. Jest ona godna uwagi z trzech względów. Przede wszystkim przynosi bogatą i wielostronną wiedzę o najnowszych osiągnięciach badawczych w zakresie przestrzennych zachowań zwierząt oraz w zakresie zachowań ludzi w małych przestrzeniach. Jest ciekawa, jako próba stworzenia nowej dyscypliny naukowej, nazwanej przez autora proksemiką. Wreszcie jest warta zastanowienia, jako praca charakterystyczna dla wziętych obecnie poszukiwań interdyscyplinarnych. Studia Halla wyrosły zarówno z zainteresowań poznawczych, jak z pobudek moralnych. Ich nicią przewodnią jest chęć wykazania, w jakim stopniu i w jaki sposób sprawy związane z „ukrytym wymiarem” uczestniczą w trudnościach i konfliktach codziennego życia. Stosując liczne przykłady i analizy Hall pokazuje, jak kameralna przestrzeń wokół nas staje się źródłem psychicznego dobrobytu lub psychicznych cierpień. Wyjaśnia, jak odmienne traktowanie przestrzeni przez reprezentantów poszczególnych kultur staje się źródłem wzajemnych antagonizmów. Opisuje zależności, jakie łączą zachowania człowieka w małych przestrzeniach z wielkimi procesami naszej doby — kryzysem miast, eksplozją demograficzną, konfliktami grup etnicznych i rasowych.
y Omawiana praca ma niezwykle rozległy zakres. Dzięki temu jest ona i atrakcyjną, i pożyteczną lekturą. Stanowi to również źródło jej pewnych słabości.
Pod względem rozmaitości wykorzystanych źródeł jest to najbardziej wszechstronna praca o zachowaniach przestrzennych, jaka się dotąd ukazała. Autor odwołuje się do badań językoznawców, antropologów i biologów, socjologów, psychologów i etologów, do przemyśleń historyków sztuki, literatury i cywilizacji, do eksperymentów zoologów i ornitologów, do spostrzeżeń hodowców, malarzy, pisarzy i architektów. Referuje wyniki badań nad małpami i jeleniami, doświadczenia przeprowadzone nad szczurami, myszami i karaluchami, zapoznaje nas z zachowaniami ryb i ptaków. Jednocześnie dąży do przebadania i wyzyskania najrozmaitszych źródeł wiedzy o przestrzennych zachowaniach człowieka. Poza badaniami specjalistów z wyliczonych wyżej dziedzin korzysta z takich źródeł jak literatura czy malarstwo z różnych epok i kręgów kulturowych. Mamy więc do czynienia z ambitną próbą wykorzystania zarówno rozmaitych dyscyplin społecznych, jak przyrodniczych. Przedstawiając wyniki kilkudziesięciu naukowych opracowań, wybranych — jak możemy się domyślać — spośród setek przejrzanych tytułów, Hall umożliwił nam poznanie sporego obszaru wiedzy, do której samodzielne dotarcie wymaga paroletnich wysiłków. Nie muszę podkreślać, że zainteresowani tą wiedzą specjaliści — mam na myśli zwłaszcza architektów, projektantów form przemysłowych, psychologów i socjologów — na tak rozległe uzupełniające studia z reguły nie mają czasu.
Publikacja Halla nie jest jednak popularnonaukową pracą sprawozdawczą. Zebrany przez niego rozległy materiał służy naczelnemu celowi, jakim jest tropienie życiodajnych więzi łączących jednostkę ludzką z przestrzenią i analizowanie sytuacji, w których ,wdę-zi te ulegają deformacji. Hall stara się zarówno wyjaśnić opisane zjawiska, jak formułować wnioski, któ^y re staną się podstawą racjonalnego kształtowania ludzkich przestrzeni. Jego uwagi i konkluzje nasuwają przy tym wiele inspirujących pytań.
Formułowane przez Halla prawidłowości w większości swej mają według niego charakter uniwersalny. To znaczy, mają się odnosić do wszystkich istot ludzkich. Wynika to z przekonania, że analizowane zachowania człowieka w małych przestrzeniach są przesądzone przez jego biologiczną naturę. Natomiast zachowania, które ludzi różnią, wywodzą się z bardzo ogólnych różnic kulturowych — narodowych lub nawet kontynentalnych. Wszystkie zawarte w omawianej pracy prawidłowości sformułowane zostały na drodze uogólnienia materiałów empirycznych. Natomiast nie wynikają one ani też nie wiążą się z żadną koncepcją wyższego rzędu. Hall nie proponuje nam ani biologicznej, ani kulturowej teorii, która by potrafiła powiązać i scalić ustalane przez niego liczne prawidłowości. Trudno zgłaszać o to pretensję. Spójne i płodne teorie są zwykle uwieńczeniem długiego łańcucha poszukiwań. Teorie zdolne do wyjaśniania zjawisk należących do różnych dyscyplin stanowią szczególnie skomplikowany problem. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z następstw obecnej sytuacji. Otrzymujemy bowiem wiedzę składającą się z zestawionych obok siebie cząstkowych twierdzeń, które funkcjonują od siebie niezależnie i między którymi nie ma przejść. Przy każdym nowym problemie czy zjawisku pojawiają się w omawianej pracy nowe pojęcia. Zapewne — bez nowych pojęć i terminów nie ma postępu w nauce. Nie znacży to jednak, że każde nowe pojęcie jest niezbędne i usprawiedliwione. Hall najwyraźniej dzieli z innymi badaczami zamiłowanie do mnożenia nowych terminów i co za tym idzie — do nowych klasyfikacji. Dzięki temu co kilka czy kilkanaście stron czytelnik ma do czynienia z nową aparaturą pojęciową. Kolejno poznajemy takie, odnoszone do zachowań człowieka ggjgęia, jak terytorialność, [krytyczna przestrzeń i krytyczna sytuacja, infrakultu-i ra, pre kul tura i mikrokultura; przestrzeń trwała, pół-| trwała i przestrzeń nieformalna;--przestrzeń dospołecz-^na i przestrzeń odspołeczna; bagno behawioralne, przestrzeń wzrokowa, słuchowa, węchowa, termiczna i dotykowa; dystans intymny, indywidualny, społeczny i publiczny (każdy z dodatkowym podziałem na bliższy i dalszy); osobowości sytuacyjne. W przypadku terminów, jakie wiążą się z referowanymi przez autora badaniami o zachowaniach ptaków, ssaków i płazów — ich różnorodność jest zrozumiała. Kiedy jednak zaczynają się sypać pojęcia związane z przestrzennymi zachowaniami homo sapiens, a każda następna para czy grupa pojęć nie ma związku z pojęciami poprzednimi — budzi się niepokój. Dyscyplina naukowa — a taką jest w założeniu proksemika — nie może się składać z zespołu autonomicznych i nie związanych ze sobą pojęć i twierdzeń. W dodatku pojęć i twierdzeń, z których jedne wywodzą się z obserwacji zachowań kulturowych, drugie z analiz o charakterze fizjologicznym, trzecie — z analogii ze światem zwierzęcym. Sytuacja ta wynika po prostu z obecnego, wczesnego etapu badań. Podejmując swe studia autor przyjął parę ogólnych przesłanek dotyczących biologicznej natury człowieka i komunikacyjnej istoty kultury. Dokonał omówienia rozległego materiału empirycznego i zaproponował wiele szczegółowych wniosków. Nie dysponował natomiast teorią, która mogłaby wyjaśnić oraz zintegrować poszczególne opisane przez nią ludzkie zachowania. Teoretyczny trud uogólnienia i scalenia nagromadzonej wiedzy jest więc sprawą przyszłości. Tymczasem dysponujemy wiedzą rozproszoną. Jest to stan, przez który przechodzi w swym rozwoju niejedna dyscyplina. Brak ogólnej teorii pociąga za sobą kłopoty przy weryfikacji ustaleń szczegółowych. Sądzę, że warto podjąć dyskusję z kilkoma poglądami autora dla pokazania, że również na obecnym poziomie ogólności rozważań wiele spraw ma charakter otwarty i może być rozmaicie interpretowane.
Cały rozdział poświęca autor analizom (nazwanej tak przez siebie) przestrzeni wzrokowej, węchowej, termicznej, słuchowej i dotykowej, w której żyje człowiek. Trudno kwestionować to, że poszczególne zmysły dostarczają nam różnej wiedzy o otaczającej nas przestrzeni. Różnej m. in. pod względem ścisłości i szczegółowości, pod względem geometrycznego zasięgu oraz ilości informacji. Hall wyciąga stąd wniosek, że człowiek żyje jednocześnie w różnych przestrzeniach. To znaczy, że posiada kilka odmiennych- wyobrażeń o tej samej otaczającej go przestrzeni, przy czym każde wyobrażenie opiera się na innym zmyśle. Wniosek ten nie przekonuje innie. Mózg człowieka posiada daleko idące możliwości integracyjne, dzięki czemu zdolny jest do wytworzenia jednego spójnego obrazu otaczającej go przestrzeni mimo otrzymywania przez zmysły jakościowo różnych i nie zawsze ze sobą zgodnych informacji. Prawdopodobnie człowiek żyje przede wszystkim w przestrzeni wizualnej, a pozostałe zmysły pełnią rolę uzupełniającą. W każdym razie mówienie o wspomnianych pięciu typach przestrzeni opiera się raczej na konstrukcji autora niż na emiprycznie zweryfikowanych faktach. Precyzja, z jaką ludzki organizm potrafi poruszać się i działać w przestrzeni, przemawia, jak sądzę, za tym, że posiada on jednoznaczne i ścisłe jej wyobrażenie.
Drugi przykład dotyczy przestrzeni dospołecznej i przestrzeni odspołecznej. Jedna ma sprzyjać społecznym kontaktom, druga ma im przeciwdziałać. Za tymi pojęciami kryją się zjawiska, dla których proponuję inną interpretację. Lepiej jest mówić o przestrzeni dobrze lub źle dostosowanej do własnej funkcji. Ta sama bowiem przestrzeń przy jednych funkcjach będzie sprzyjać społecznym kontaktom, przy funkcjach innych — będzie je utrudniać. Najlepiej zaprojektowane mieszkanie z chwilą zamiany na lokal biurowy może znakomicie utrudniać społeczne kontakty. Dobrze zaprojektowany plac sprzyja kameralnym kontaktom społecznym, plac zaś nazbyt duży je utrudnia. Nadaje się za to lepiej do innych społecznych celów. Żadna przestrzeń nie jest immanentnie dospołeczna lub od-społeczna. Podany przez Halla przykład gwiaździstego układu urbanistycznego — gdy ulice promieniście wychodzą z jednego placu — jako układu dospołecznego, a kratownicy — gdy ulice przecinają się pod kątem prostym — jako układu odspołecznego jest nieporozumieniem. Intensywność kontaktów społecznych w otwartej przestrzeni zależy od bardzo wielu czynników — liczby i charakteru placów, skwerów i ulic, wyposażenia ich w sklepy, kawiarnie i restauracje, nasilenia hałasów, zagrożenia ruchem kołowym itd. Hall określa i klasyfikuje omawianymi dwoma pojęciami nie tyle przestrzeń społeczną, w której ludzie źyją i kontaktują się, co wyabstrahowaną przestrzeń geometryczną.
Trzeci przykład dotyczy odkrytych przez autora „osobowości sytuacyjnych”. „Najprostszą formą — pi-sze Hall — osobowości sytuacyjnej jest osobowość związana z reakcjami na układy intymne, indywidualne, społeczne i publiczne.” (s. 168) W odczuciu psychologa i socjologa chodzi tu najwyraźniej o różne role społeczne, w jakich występuje jednostka pod wpływem odmiennych kontekstów sytuacyjnych. Pojęcie roli społecznej (np. roli kochanka, ojca, pracownika, mówcy, sportowca etc.) istnieje w nauce od kilkudziesięciu lat i sądzę, że może być z powodzeniem stosowane do sytuacji przestrzennych. Tak więc „osobowość sytuacyjna” byłaby synonimem „roli społecz-nep.
/ Jednym z założeń Halla jest uznawany dzisiaj pogląd, że jednostka ludzka nie może bezkarnie lekceważyć swej przynależności do świata^przyrody: fakrTó' formułuje—Hall „człowiek [...] jest więźniem swego biologicznego organizmu” (s. 20)? Warto^zwrócić uwagę na~rózne~~odnriany ^następstwa tego stanowiska. Gdy Hall twierdzi, że badania nad zwierzętami pomagają w zrozumieniu przestrzennych zachowań ludzi, to jest to stanowisko do przyjęcia. Zgodnie z tą dyrektywą opisane eksperymenty i obserwacje z życia zwierząt możemy konfrontować z odpowiednimi sytuacjami i zachowaniami człowieka. Jest to pociągające i płodne zarówmo w kategoriach psychologicznych, jak i światopoglądowych. Natomiast kategoryczne stwierdzenie Halla, iż „Ograniczając badania do tego, jak zwierzęta zachowują się w przestrzeni, możemy dowiedzieć się wielu rzeczy, które stosują się również do ludzi” (s. 34), uważam za fałszywe. Jego następstwem jest np. przeniesienie pojęcia terytorialności (ukutego dla ptaków) i pojęcia bagna behawioralnego (stosowanego do szczurów) na społeczeństwo ludzkie. Jest to daleko idące uproszczenie. Relacje bowiem człowieka ze środowiskiem są znacznie bardziej złożone niż u zwierząt z racji o wiele bardziej rozbudowanej i skomplikowanej społecznej struktury homo sapiens, jak też z powodu intelektualnych, moralnych i estetycznych, wartości, jakimi kieruje się człowiek w swym stosunku do otoczenia. W przypadku tery-torialności — każdy człowiek posiada określony i różny stosunek do takich obszarów, jak mieszkanie, ulica, własne miasto, region i kraj. Inaczej zachowuje się w przestrzeni prywatnej i publicznej, świeckiej i sakralnej. Jego postawy nie są wrodzone, jak u zwierząt, lecz stanowią funkcję jego społecznej przynależności — do rodziny, zakładu pracy, wspólnoty miejskiej czy narodowej, jak również jego tradycji i kultury. Twierdzenie: „w naturze [...] zwierząt, nie wyłączając ludzi, tkwi pewien typ zachowania zwanego terytorialnością” (s. 184) — może być punktem wyjścia do’ pogłębionych badań, nie może być jednak przyjmowane, jako wyjaśnienie sprawy. Pojęcie bagna behawioralnego oznacza — w przypadku szczurów —• kompletną dezorganizację, a nawet patologię większości zachowań w wyniku nazbyt szczupłych i nie ustabilizowanych warunków przestrzennych. Eksperyment ze szczurami Calhouna jest wyjątkowo ciekawy i daje wiele do myślenia również o społecznościach ludzkich. Natomiast przenoszenie wspomnianego pojęcia na slumsy i getta, to znaczy na przestrzenie społecznie zdegradowane — jest pochopne. Slumsy i getta, mimo że są obszarami wzmożonej patologii społecznej, biedy i nędzy — posiadają zarówno własne społeczne struktury (opisane po raz pierwszy przez ekologów z Chicago), jak i własne, nieraz bujne życie społeczne. Termin „bagno behawioralne” może być tu traktowany najwyżej jako malownicza metafora o dużym ładunku emocjonalnym.
Sądzę, że badania Halla znacznie by się wzbogaciły, gdyby autor zwrócił większą uwagę na socjologiczne aspekty omawianych zjawisk. Zajmuje się on postrzeganiem przestrzeni przez jednostkę i jej zachowaniem w tej przestrzeni, co wiąże; się ściśle ze społecznym uwikłaniem jednostki. W grę wchodzi symbolika przestrzeni oraz związane z nią moralne nakazy i religijne zakazy-/Także społeczne reguły przestrzennych zachowań, Które wynikają np. z roli gościa i gospodarza, lekarza i pacjenta, ojca i syna, osoby świeckiej i duchownej- Chociaż Hall odwołuje się również do badań socjologicznych, to jednak więcej wniosków o zachowaniu homo sapiens wyciąga z badań nad zwierzętami niż nad grupami społecznymi. Nie posądzam przy tym autora o lekceważenie socjologicznego punktu widzenia. Wydaje się raczej, że jego własne fachowe przygotowanie ułatwiło mu lepsze rozumienie jednych źródeł i utrudniło wniknięcie w inne.
/ Wydaje mi się, że wiele przykładów i spostrzeżeń Halla można wyjaśnić i powiązać przy pomocy teoretycznej koncepcji „przestrzeni jako wartości”, której „wstępny, nie wykończony zarys pozostawił po sobie Florian Znaniecki. W studium datującym się z r. 1938 pod tytułem Socjologiczne podstawy ekologii ludzkiej 1 (nie tłumaczone na angielski) przedstawił on kulturowe pojmowanie przestrzeni, odmienne od geometrycznego pojmowania przestrzeni, jakim posługują się fizycy. W życiu społecznym — twierdził Znaniecki — mamy do czynienia z wartościowaniem przestrzeni przez jednostki i zbiorowości ludzkie, przy czym wartościowanie to ma bezpośredni wpływ na przestrzenne zachowania społeczeństwa. Przykładami takich przestrzeni „...są np. miejsca zajęte lub puste, wnętrza przestrzenne lub ciasne i w przeciwieństwie do nich .«zewnętrza», siedziby, okolice,, ośrodki, granice, tereny wymierzone, przestworza niewymierne, «strony» (przód, tył, prawa, lewa, góra, dół), «strony świata», dalekości, bliskości, perspektywy, drogi, bezdroża etc.” * Nie tu miejsce na prezentowanie poglądów Znaniec-
1 Patrz „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny”, hr 1, Poznań r. 1938.
* Tamże, s. 91. Omówienie tego studium Znanieckiego znajduje się w publikacji Florian Znaniecki i jego rola w socjologii,' UAM — Poznań 1975.
kiego. Obcięliśmy jednak zwrócić uwagę na pewne możliwości kontynuowania rozważań Halla w kategoriach teoretycznych, a także na korespondowanie ze sobą prac powstałych w różnych naukowych kręgach i okresach.
W rozdziale XI i XII zachowania człowieka w mikroskali są analizowane na przykładzie kultur poszczególnych krajów, a nawet kontynentów. Autor porównuje zachowania Amerykanów i Arabów, Europejczyków i Japończyków, Francuzów, Anglików i Niemców. Jest to próba zastosowania do analizy ustaleń z pierwszej części książki. Szczególnie pouczające są analizy konfliktów osobistych i przestrzennych, jakie powstają w bezpośrednich kontaktach między przedstawicielami odmiennych kultur, nawet między Anglikami i Amerykanami. Część ta jest również bogata w pyszne fakty i zaskakujące obserwacje. Obfituje też w ciekawe wnioski. Czasami jednak naiwne, zwłaszcza gdy autor opiera swe rozważania na obiegowych stereotypach. Przykładem część uwag o przestrzennych obyczajach Anglików i Niemców. Gdy czytamy, źe: „Anglik może nigdy nie mieć stałego «pokoju dla siebie» i na ogół nie spodziewa się go ani nie rości sobie do niego praw. Nawet członkowie Parlamentu nie mają kancelarii i często urzędują na tarasie wychodzącym na Tamizę” (s. 199), natomiast „Dla Niemca lekkie meble są przekleństwem, nie tylko dlatego źe tandetnie wyglądają, lecz również dlatego że ludzie mogą nimi poruszać i tym samym burzyć porządek rzeczy włącznie z naruszaniem «sfery prywatnej»” (s. 197) — czujemy, źe autor przeholował. Tam gdzie upatruje on cechy narodowe, jesteśmy skłonni widzieć kulturowe konwencje. Wydaje się również, źe nie są one bynajmniej powszechne wśród ogółu Niemców czy Anglików, lecz różnicują się zgodnie z przynależnością jednostek do poszczególnych klas i warstw, do ludności wiejskiej lub miejskiej. W poszukiwaniu odmienności potrafi się też Hall zagalopować. „W Stanach Zjednoczonych — czytamy — używa się przestrzeni do klasyfikowania ludzi i działalności, podczas gdy w Anglii to, kim się jest, określa system społeczny.” (s. 197) Jak ustalili ekologowie ze szkoły chicagoskiej, przestrzenna budowa amerykańskiego miasta dość dokładnie odpowiada istniejącej w tym społeczeństwie społecznej stratyfikacji. Miejsce zamieszkania jest zatem precyzyjnym wskaźnikiem pozycji, jaką Amerykanin zajmuje w systemie społecznym.
Skąd takie potknięcia i dysproporcje naukowej ścisłości między poszczególnymi rozdziałami? Sądzę, że jest to cena, jaką Hall płaci za ambicję indywidualnego podjęcia wielodyscyplinarnych rozważań. Ujawniły się przy tym dwa zjawiska, które można obserwować w dyskusjach między przedstawicielami różnych dyscyplin prowadzonych na jakiś wspólny temat. Badacze, którzy świadomi skomplikowania zjawisk we własnej specjalności, w jej ramach przejawiają ostrożność w zakresie generalizacji, z chwilą przejścia do rozważań z innych zakresów, znacznie im słabiej znanych — okazują o wiele większą odwagę w przesądzaniu problemów i ferowaniu wniosków. Mają przy tym skłonność do odkrywania rzeczy, które dla nich są rzeczywiście nowe, natomiast specjalistom z danej dziedziny są dawno i dobrze znane. Nieraz spotykamy niedocenianie specyficznych problemów nie znanej sobie dyscypliny. W rozdziale VII Hall opisuje badania nad malarstwem, które podjęto dla ustalenia, jak artyści postrzegali i przedstawiali świat, zwłaszcza z punktu widzenia stosowanej przez nich perspektywy. Badania objęły różne okresy i kręgi kulturowe, a prowadzone były przez dwóch antropologów i teoretyka kultury bez uciekania się do pomocy historyka sztuki. Tymczasem zagadnienia perspektywy są od dziesięcioleci przez historyków sztuki bardzo dokładnie badane. Toteż można mieć obawy, że wnioski, do jakich doszła wspomniana trójka, zwłaszcza w odniesieniu do perspektywy w malarstwie średniowiecznym, mogą się spotkać z poważnymi zastrzeżeniami innych fachowców. Drugim przykładem są uwagi Halla o czasie liniowym i współbieżnym. Na temat czasu istnieje olbrzymia literatura filozoficzna, psychologiczna i literaturoznawcza. Autor opiera się jedynie na dwóch pracach z tego zakresu. Zdaję sobie sprawę, że gdyby chciał wyczerpać tylko część literatury — nie miałby czasu na inne zagadnienia, a omawiana książka w ogóle by nie powstała. Jest to dramatyczny problem, z jakim mają do czynienia naukowcy, którzy starają się przekroczyć wyspecjalizowane ramy jednego obszaru badań.
Dwudziestowieczny rozwój nauki cechuje zarówno powstawanie licznych specjalizacji w ramach dyscyplin tradycyjnych, pojawianie się nauk pogranicznych np. fizykochemii, biochemii, astrofizyki, lingwistyki matematycznej; kształtowanie się dyscyplin zupełnie nowych, jak elektronika, cybernetyka, bionika. Lista nowych dyscyplin, chociaż spora, jest znacznie skromniejsza od listy nazw dla nowych nauk, które pragną wylansować poszczególni autorzy. Propozycja Halla stworzenia nowej dyscypliny mieści się zatem w nurcie rozwoju współczesnej nauki. Co więcej, nie jest on jedyny wśród badaczy, którzy pragną stworzyć nową naukę o zachowaniach przestrzennych człowieka. W jednym z opracowań Amerykańskiego Towarzystwa Geografów z r. 1969 zebranych zostało dwadzieścia tego rodzaju terminologicznych propozycji. Mamy wśród nich „środowiskową psychologię” i „środowiskową fizjologię”, „behawioralną geografię” i „psychogeografię”, „ekologię psychologiczną” i kilkanaście innych. Każda z tych propozycji ma przy tym nieco inny znaczeniowy zakres. Trzeba przyznać, że termin „proksemika” jest pod względem językowym najbardziej udany. Rzecz jednak nie tylko w nazwie. Jeżeli nową dyscyplinę mamy sądzić na podstawie omawianej pracj Halla, to nie przesądzając wcale jej przyszłości, musimy stwierdzić, że w chwili obecnej ona jeszcze nie istnieje. Nie ma własnej teorii ani własnych metod. Opiera się wyłącznie na wynikach różnych dyscyplin społecznych i przyrodniczych. Formułowane przez Halla uogólnienia można równie dobrze traktować jako prawidłowości z zakresu psychologii, kultury czy biologii jak i przypisywać je proksemice. Jeżeli termin ten ma sens, to na razie wyłącznie jako nazwa wybranego obszaru badań, który jest wspólny co najmniej dla kilku, jeżeli nie kilkunastu różnych dyscyplin. Rozwój współczesnej nauki zna takie przypadki. Mówi się przecież o naukach behawioralnych, o naukach o znakach czy o naukach językoznawczych. Na amerykańskich uniwersytetach można spotkać wydział nauk o życiu (life sciences) i nauk o przestrzeni (space sciences), które dotyczą Kosmosu. Niewykluczone, że jesteśmy świadkami powstawania grupy nauk o zachowaniach przestrzennych człowieka. Jeżeli tak, to będą one zapewne obejmować zachowania w różnych skalach. Zarówno w małych — jak pokój czy sklep, w średnich — jak dzielnica mieszkaniowa — oraz w skalach wielkich — jak region czy kraj. Będą również łączyć wysiłki biologów i psychologów, socjologów i antropologów, geografów i demografów. Być może proksemika stanie się trwałą nazwą dla badań nad zachowaniami w mikroskali. Tymczasem jednak nie mamy podstaw, by traktować ją jako dyscyplinę samodzielną.
Tak obszerne potraktowanie dyskusyjnych stron omawianej publikacji wynika z przekonania, że dotyczą one zjawisk we współczesnych badaniach powszechniejszych. Brak teorii integrującej przy obfitości danych empirycznych, poszukiwania interdyscyplinarne, moda na nowe pojęcia, chęć stworzenia nowej dyscypliny badawczej — to kłopoty i ambicje niejednego autora.
Mimo podniesionych zastrzeżeń książka Halla jest mi sympatyczna. Sympatyczna dzięki swym intencjom, dzięki radości autora, gdy trafia na rozwiązanie kolejnego problemu, dzięki dążeniom do wyzyskania różnorakich źródeł. Sympatyczna również dzięki prostocie wykładu i daleko idącej selekcji materiału, do którego dotarł. Wreszcie — mimo zdań i fragmentów wzbudzających sprzeciw — jest to książka pożyteczna. Ukryty wymiar stanowi świadomą próbę znalezienia jednego z podstawowych układów odniesienia jednostki ludzkiej — układu przestrzennego. Sądzę, że Hall potrafił wnieść do tej problematyki nowe treści i podsycić stare spory.
listopad 1975 Aleksander Wallis
PRZEDMOWA AUTORA
Zasadniczo są dwa typy książek zajmujących dziś poważnego czytelnika: jedne, nastawione na treść, przeznaczone do przekazania pewnej szczegółowej porcji wiedzy, i drugie, traktujące o strukturze, sposobie, w jaki fakty i rzeczy są zorganizowane. Jest rzeczą wątpliwą, czy autor świadom jest tego, jaki z owych typów książek pisze, choć byłoby wskazane, aby zdawał sobie sprawę z tej różnicy. To samo odnosi się i do czytelnika, którego satysfakcja zależy w znacznym stopniu^od spełnienia nie wypowiedzianych oczekiwań/W dzisiejszym świecie, gdy wszyscy zalewani jesteśmy rozmaitymi danymi z różnych źródeł, nietrudno zrozumieć, dlaczego ludzie mają często wrażenie, że tracą kontakt z nowościami nawet w swej własnej dziedzinie. Wzrasta też, jak się sądzi, poczucie utraty więzi ze światem jako całością. Utrata tej więzi wywołuje wzmożone zapotrzebowanie na jakiś zorganizowany układ odniesienia, który umożliwiłby zintegrowanie masy szybko zmieniających się informacji, z jaką musimy się borykać. Ukryty wy-miar jest próbą zaspokojenia tej właśnie potrzeby.
Książki tego rodzaju, niezależnie od ram wyznaczonych przez gałęzie nauki, nie są ograniczone do żadnego szczególnego audytorium czy dziedziny. Ów brak ukierunkowania na pewną konkretną dyscyplinę może sprawić zawód tym spośród czytelników, którzy spodziewają się gotowych odpowiedzi i pragnęliby zastać wszystko poklasyfiko-wane wedle tematyki i profesji.
Jako antropolog nawykłem cofać się do początków i szukać takich substruktur biologicznych, z których wyrasta dany aspekt ludzkiego zachowania. W podejściu tym szc'egolny nacisk kładzie się na fakt, iż człowiek — jak wszelkie zwierzę — przede wszystkim, zawsze i ostatecznie jest więźniem swego biologicznego organizmu. Przepaść oddzielająca nas od reszty świata zwierzęcego nie jest zresztą tak ogromna, jak mniema większość ludzi. Im więcej dowiadujemy się o zwierzętach i zawiłych mechanizmach adaptacyjnych wytworzonych przez ewolucję, tym istotniejsze stają się owe badania dla rozwiązania niektórych co bardziej kłopotliwych problemów ludzkich.
Obie moje książki, The Silent Language i obecna, dotyczą struktury doświadczenia ukształtowanego przez kulturę, to znaczy tych wszystkich powszechnych, sięgających głęboko, a nie wyrażanych doświadczeń, w których partycypują i które bezwiednie komunikują sobie członkowie danej kultury; które formują tło, w jakim ocenia się wszelkie wydarzenia.
Wiedza o wymiarze kulturowym jako rozległym kompleksie komunikowania się na wielu płaszczyznach nie byłaby rzeczywiście niezbędna, gdyby nie dwa zjawiska: nasz rosnący związek z ludźmi wszystkich stron świata oraz znreszanie się subkultur we własnym kraju, w miarę tego jak mieszkańcy tłumnie opuszczają regiony rolnicze na rzecz wielkich miast.
Staje się coraz bardziej widoczne, że starcia pomiędzy systemami kulturowymi nie ograniczają się do relacji międzynarodowych. Tego rodzaju zderzenia przybierają u nas coraz bardziej znaczące proporcje i zaostrzają się wraz z zatłoczeniem miast. Wbrew bowiem rozpowszechnionemu poglądowi owe liczne, zróżnicowane grupy składające się na nasze społeczeństwo okazały się nadspodziewanie wytrwałe w podtrzymywaniu swojej odrębności. Grupy te pozornie tylko mogą wyglądać jednakowo i sprawiać wrażenie jednakowych, lecz pod warstwą najbardziej zewnętrzną kry ją się nie wyrażane, nie sformułowane różnice w kształtowaniu czasu, przestrzeni, tworzyw i zależności. Są to te właśnie sprawy, które choć nadają wagę naszemu życiu — powodują często, wówczas gdy oddziałują na siebie ludzie z różnych kultur, wypaczenie zamiarów niezależnie od dobrych intencji.
Pisząc o mych badaniach nad posługiwaniem się przez człowieka przestrzenią — przestrzenią, którą odgradza się od innych, którą zapełnia wokół siebie w domu i w pracy — chciałbym zwrócić uwagę na sprawy przyjmowane jako oczywiste; pragnąłbym dopomóc czytelnikowi w samoidenty-fikacji, w pogłębianiu doświadczenia i w przezwyciężaniu alienacji. Słowem, zrobić mały krok na drodze ku samoświadomości po to, by umożliwić ludziom poznanie na nowo samych siebie.
Żadna książka nie osiąga momentu, kiedy nada-je się dó opublikowania, bez aktywnej współpracy i uczestnictwa masy osób, z których każda jest niezbędna, i choć na okładce pojawia się tylko nazwisko autora, zdaje on sobie sprawę z tego, że końcowy rezultat jest wynikiem wspólnych wysiłków zespołu. W zespole tego rodzaju są zwykle tacy, których role były ściśle określone, bez pomocy których rękopis nigdy nie zostałby złożony u wydawcy. Chciałbym wyrazić wdzięczność za wkład tych właśnie osób.
Natura porozumiewania się jest tego rodzaju, że w jej pierwotnych, nie sprecyzowanych stadiach każda wypowiedź zawarta jest częściowo na papierze, gdy reszta, a często fragment najistotniejszy, pozostaje w głowie autora. Nie jest ón jednak tego świadom, gdyż czytając własny rękopis automatycznie dodaje doń brakujące partie. Dlatego też autor potrzebuje przede wszystkim kogoś, kto zasiądzie z nim i cierpliwie zniesie jego poirytowane, a nawet wrogie reakcje na wytknięty mu brak jasnych rozróżnień pomiędzy tym, co napisał, a tym, co wie. Według mnie pisanie nie jest czymś, co można robić od przypadku do przypadku. Gdy piszę, wszystko inne zatrzymuje się, a to oznacza, że inni muszą wówczas wziąć na siebie ciężki trud! Stąd też wdzięczność winien jestem przede wszystkim mojej żonie, Mildred Reed Hall, która była mi również partnerem w pracy i która towarzyszyła mi w badaniach pod tak wieloma względami. że niejednokrotnie trudno byłoby odgraniczyć jej udział od mojego.
Poparcia dla mych badań udzielały szczodrze dotacje z National Institute of Mental Health. Wenner-Gren Foundation for Anthropological Research i Human Ecology Fund zapewniały niezbędną pomoc i wsparcie, jeśli chodzi o podróże w teren, a także zaopatrzenie i fundusze na pokrycie dużych wydatków związanych z przygotowywaniem rękopisu.
Szczególne podziękowanie należy się tej jedynej w swoim rodzaju instytucji, jaką jest Washington School of Psychiatry, jej Radzie Zarządzającej, wykładowcom i personelowi. Jako stypendysta i wieloletni wykładowca wyniosłem ogromne korzyści ze współpracy z tym twórczym zespołem. Washington School finansowała me badania i roztoczyła wokół mej pracy przychylny, stymulujący 'klimat.
W napisaniu niniejszej książki dopomogli mi redaktorzy: Roma Mc Nickle z Boulder, Colorado, Richard Wislow i Andrea Balchan z Doubleday, wreszcie żona moja, Mildred Reed Hall. Bez ich wysiłków nie zdołałbym wydać tego tomu. Cenną i lojalną, pomoc okazały mi również Gudrun Huden i Judith Yonkers, które wykonały nadto wykresy.
Zaciągnąłem osobliwy dług intelektualny u mego przyjaciela, Buckminstera Fullera. Choć szczegóły naszych prac różnią się, był on nieprzerwanym źródłem intuicji i wzorem wszechstronnego myślenia, które wydaje mi się w pewnych punktach kongenialne.
Pragnąłbym też wymienić trzech przyjaciół i współpracowników, z których każdy wniósł swój niepowtarzalny wkład do mych rozważań i służył zarówno cennym moralnym wsparciem, jak intuicją i podnietą do pracy; a mianowicie: Muchtara Ani, Warrena Brodey i Franka Rice. Chcę wreszcie wymienić i podziękować za zezwolenia na cytaty następującym wydawnictwom: Atheneum za The Making of the President 1960 Theodore’a H. Whi-te’a, Harcourt, Brace & World za Flight to Arras i Nocny lot Antoine’a de St-Exupery’ego, Harper & Row za Wizytę Kapitana Stormfielda w niebie Marka Twaina, Holt, Rinehart & Winston Inc. za The Painter's Eye Maurice’a Grossera, Houghton Mifflin za The Perception of the Visual World Jamesa J. Gibsona, Alfred A. Knopf Inc. za Proces Kafki i Krainę śniegu Yasunari Kawa-baty, UNESCO Series of Contemporary Works (Japanese Series), „Language” za The Status of Linguistics as a Science Edwarda Sapira, Massachusetts Institute of Technology za Science and Linguistics Benjamina Lee Whorfa, The Technology Press oraz John Wiley & Sons za Language, Thought and Reality Benjamina Lee Whorfa, the University of Toronto Press za Eskimo Edmunda Carpentera, „The Yale Review”; Yale University Press za The Hare and the Haruspex: a Cautionary Tale Fdwarda S. Deeveya.
Część materiałów z rozdziału X zamieszczona była wcześniej w moim artykule, zatytułowanym: Silent Assumptions in Social Communication, opublikowanym w sprawozdaniach Association for Research in Nervous and Mental Disease. Serdecznie dziękuję za pozwolenie na wykorzystanie tych materiałów.
KULTURA JAKO KOMUNIKOWANIE SIĘ
Głównym tematem tej książki jest przestrzeń społeczna i indywidualna oraz postrzeganie jej przez człowieka. Dla określenia tego rodzaju powiązanych ze sobą obserwacji i teorii, dotyczących posługiwania się przestrzenią jako szczególnym wytworem kultury, wprowadziłem termin „prokse-mika”.
Rozwijane poniżej pojęcia nie pochodzą ode mnie. Ponad pięćdziesiąt trzy lata temu Franz Boas przedstawił zarysy poglądu, którego jestem zwolennikiem, że komunikowanie się stanowi rdzeń kultury^i właściwie^amegóTżycia. W następnych dwudziestu latach Boas i dwu innych antropologów, Edward Sapir i Leonard Bloomfield, wszyscy mówiący językami indoeuropejski-mi, natknęli się na radykalnie różne języki amerykańskich Indian i Eskimosów. Konfliktowość tych dwu odmiennych systemów językowych wywołała istny przewrót w pojmowaniu istoty języka. Akademicy europejscy traktowali bowiem dotąd swe języki ojczyste jako modele wszelkich języków. Boas i jego uczniowie odkryli ostatecznie, że każda rodzina języków rządzi się swoistymi prawami, stanowi zamknięty system, którego reguły winny być wydobywane i opisywane przez lingwistów. Niezbędne jest przy tym, by językoznawca świadomie unikał pułapki polegającej na
projektowaniu ukrytych reguł języka własnego na język badany.
W latach trzydziestych naszego wieku, Beniamin Lee Whorf, etatowy chemik i inżynier, a z zamiłowań lingwista, zaczął interesować się teorią Sapira. Z prac Whorfa, opartych na jego badaniach Indian Hopi i Shawnee, wynikały rewolucyjne wnioski, jeśli chodzi o relację pomiędzy językiem a myśleniem i postrzeganiem. Język — twierdził — jest czymś więcej niż tylko środkiem wyrażania myśli. W gruncie rzeczy stanowi on główny czynnik kształtujący myślenie. Co więcej, nawet postrzeganie przez nas otaczającego świata jest — by użyć współczesnego porównania — niczym komputer zaprogramowane przez język, którym mówimy. Jak komputer, umysł człowieka może rejestrować i porządkować rzeczywistość tylko w zgodzie z programem. A ponieważ dwa języki często różnie programują tę samą klasę zdarzeń, nie można rozważać żadnego przeświadczenia czy systemu filozoficznego w oderwaniu od języka.
Doniosłość myśli Whorfa uwidoczniła się dopiero niedawno, i to zaledwie dla garstki ludzi. Prace jego, choć niełatwe do zrozumienia, powodują niepokój, gdy je uważnie prześledzić. Podcinają u korzeni doktrynę „wolnej woli”, sugerując, iż ludzie są niewolnikami języka, którym mówią, tak długo, jak długo traktują język jako coś oczywistego.
Tezą zarówno tej książki, jak i The Silent Language jest to, że przedstawione przez Whorfa i jego szkołę zasady dotyczące języka stosują się w równym stopniu do reszty ludzkiego zachowania, do całej kultury. Przez długie lata sądzono, że doświadczenie jest czymś jednoczącym wszystkich ludzi, że zawsze można niejako wyminąć język i kulturę i zwrócić się ku doświadczeniu po to, by osiągnąć porozumienie z inną jednostką. Ten milcząco przyjęty (choć często wyrażany ezplicite) pogląd o związku między człowiekiem a doświadczeniem opiera się na założeniu, że wówczas gdy dwie osoby są podmiotami tego samego „doświadczenia”, to w istocie dwa układy nerwowe zasilane są przez te same dane, dwa mózgi podobnie je rejestrują.
Badania proksemiczne każą poważnie wątpić w to założenie, zwłaszcza w tych wypadkach, gdzie mamy do czynienia z różnymi kulturami. W rozdziałach X i XI opisuję, jak ludzie z odmiennych kręgów kulturowych nie tylko mówią odrębnymi językami, lecz również — co prawdopodobnie ważniejsze — p rzęby w a j ą w od-rębnych rzeczywistościach zmysło-wy ch. Selektywrre—przesiewanie danyeły zmysłowych przepuszcza jedne rzeczy i odcedza inne do tego stopnia, że dane doznanie postrzegane poprzez jeden zespół kulturowo ukształtowanych filtrów może być zupełnie różne od tegoż doznania postrzeganego poprzez inny zespół fil-trów. Ow^proces^frltrowaniiTTzy tez'przes'ewania znajduje wyraz w tworzonym przez człowieka środowisku architektonicznym i wielkomiejskim. Po tym jak przekształcamy nasze środowisko przyrodnicze, poznać można, jak różny użytek czynimy z naszych zmysłów. Doświadczenia nie da się więc traktować jako pewnego stabilnego punktu odniesienia z tego względu, że przebiega ono w scenerii, która może być ukształtowana przez człowieka.
Związana z tym rola zmysłów przedstawiona jest w rozdziałach IV—VII. Rozważania te zamieściłem głównie po to, by czytelnik mógł zorientować się w pewnych podstawowych danych dotyczących aparatu, jakim posługujemy się budując swój świat postrzeżeń. Tego typu opis zmysłów jest analogiczny do opisu aparatu wokalnego jako podstawy procesów mowy.
Zbadanie tego, jak różne społeczności posługują się zmysłami w procesie interakcji ze swym żywym i z nieożywionym środowiskiem, wydobywa na jaw całkiem namacalne odmienności zachodzące np. pomiędzy Amerykanami a Arabami. Można w ten sposób wykryć znaczące zróżnicowania w tym, na co się zwraca uwagę, i w tym, co się z jej pola usuwa.
Badania moje z ostatnich pięciu lat dowodzą, że Amerykanie i Arabowie żyją w zupełnie różnych światach postrzeżemowych i posługują się^rozny-mi zmysłami" nawet tam, gdzie chodzi o ustalanie dystansu utrzymywanego w trakcie konwersacji. Jak zobaczymy później, Arabowie częściej niż Amerykanie posługują się powonieniem i dotykiem. Interpretują dane zmysłowe inaczej i w inny sposób wiążą je ze sobą. Najwidoczniej nawet postrzeganie własnego ciała w relacji do ego jest u Arabów całkiem odmienne niż u nas. Amerykanki, które poślubiły Arabów w naszym kraju i zdołały poznać jedynie wyuczoną, amerykańską stronę ich osobowości, często spostrzegają, że mężowie ich przejawiają zupełnie inną osobowość po powrocie do kraju rodzinnego, gdzie z powrotem pogrążają się w sposób komunikowania się właściwy Arabom i stają się więźniami arabskiego typu percepcji. W każdymsensie tego słowa zmieniają się wówczas w innych ludzi. Mimo że systemy kulturowe mogą modelować zachowanie w różnych kierunkach, są głęboko zakorzenione w biologii i fizjologii. Człowiek to twór z zadziwiającą i niezwykłą przeszłością. Od innych zwierząt oddzielił się wypracowując to, co nazywam ekstensjami (przedłużeniami, odnogami) organizmu. Wciąż rozwijając owe ekstensje zdołał udoskonalić i wyspecjalizować rozmaite swoje funkcje. Komputer jest ekstensją pewnego fragmentu mózgu, telefon — głosu, a koło powiększa zasięg ludzkich rąk i nóg. Język rozszerza doświadczenia w czasie i w przestrzeni, a pismo z kolei rozszerza język. Owe ekstensje wykształciliśmy w sobie do tego stopnia, że często zapominamy o tym, iż w naszym człowieczeństwie głęboko tkwi natura zwierzęca. Antropolog Weston La Barre twierdzi, że gatunek nasz przeniósł ewolucję ze swego ciała na swoje ekstensje, przez co wydatnie przyśpieszył procesy ewolucyjne.
Jakiekolwiek więc próby obserwowania, rejestrowania i analizowania systemów proksemicz-nych, stanowiących fragmenty współczesnej kultury, muszą brać pod uwagę te systemy behawioralne, na których się owe systemy opierają i które przejawiają się u wcześniejszych gatunków.
Rozdziały II i III winny być pomocne w stworzeniu zarówno podstawy, jak perspektywy, którą należy posługiwać się rozważając bardziej złożone ludzkie warianty przestrzennego zachowania się zwierząt. Na wiele pomysłów i interpretacji zawartych w niniejszej książce wpłynęły olbrzymie postępy dokonane w ostatnich latach przez etolo-gów, specjalistów badających zachowania zwierzęce i związki organizmów z ich środowiskiem.
W świetle ustaleń etologii rozpatrywanie człowieka jako organizmu, który rozwinął i wyspecjalizował swe ekstensje do tego stopnia, że przejęły one i szybko zastąpiły naturę, mo*e być na dłuższą metę użyteczne. Innymi słowy, człowLek_stwo-rzył nowy wymiar — wymiar kulturowy, którego fragmeńtem~jest^proksemika. Zależność człowieka i wymiaru kulturowego jest jedną z tych zależności, w których zarówno człowiek, jak Jego środowisko, uczestniczą—we^wzajemnym formowaniu siebie. Sytuacja człowieka jest dziś sytuacją twór-cy świata, w którym żyje, a który etolodzy nazywają biotopem. Kreując ów świat decyduje w istocie o tym,_ jakim typem organizmu stanie się w przyszłości. Myśl ta" przejmuje—trwogą--gdy weźmie się pod uwagę, jak mało wiemy o człowieku. Oznacza ona również, że w gruncie rzeczy miasta nasze wytwarzają różne typy ludzi w Tch "slumsach, szpfFaTach dla umysłowo chorych, więzieniach i przedmieściach. Te subtelne zależności powodują, zeproblem przebudowy miast i zintegrowania mniejszości przez kulturę dominującą jest bardziej skomplikowany, niż przewidywano. Podobnie brak pełnego zrozumienia przez nas więzi pomiędzy społeczeństwem a jego biotopem utrudnia proces technologicznego rozwoju krajów zwanych zacofanymi.
Co się dzieje wtedy, gdy stykają się ze sobą i oddziałują na siebie ludzie z różnych kultur?
W The Silent Language sugerowałem, że komunikowanie się zachodzi jednocześnie na różnych poziomach świadomości, przebiegających od świadomości pełnej do kompletnej nieświadomości. Teraz wyda je mi się konieczne pewne rozszerzenie tego poglądu. Gdy ludzie porozumiewają się ze sobą, jest to coś więcej niż tylko przerzucanie w obie strony piłki konwersacji. Zarówno moje badania, jak badania innych dowodzą, że istnieje zbiór czujnie regulowanych, uwarunkowanych kulturowo serwomechanizmów, dzięki którym życie nasze trzyma się prostego kursu, podobnie jak samolot dzięki automatycznemu pilotowi. Jesteśmy wszyscy wyczuleni na subtelne nawet zmiany wczasowaniu się ludzie/wówczas gdy reagują oni na to, co ~robimy ~czy mówimy? W większości sytuacji skłonni jesteśmy,, najpierw nieświadomie, a później świadomie unikać wzmagania czegoś, co nazwałem „zwiastującym” czy też „zapowiadającym” etapem porozumiewania się, od zaledwie dostrzegalnych oznak irytacji do otwartej wrogości. W^świec-ie. zwierzęcym -doehodzi do zajadłej walki, jeżeli owa faza zwiastująca wywoła spięcie lub zostanie pominięta. VWśród ludzi wiele kłopotów w międzynarodowo-międzykulturowej sferze życia wywodzi się z nieumiejętności właściwego odczytania etapu zapowiedzi. W wypadkach tego rodzaju, gdy zaczynamy orientować się w tym, co się dzieje, jesteśmy już zaangażowani tak dalece, że nie umiemy się wycofać.
Książka niniejsza zawiera wiele przykładów nieporozumień wywodzących się przede wszystkim z tego,'ze’zacina ze stron nie jest świadoma fak-tu,iż żyje w odrębnym świecie postrzeżeniowym. "Każda-strona—i-nlei pretlije~~liadto wszystko to, co mówi inna, w kontekście określonego zachowania i w określonej scenerii; w wyniku tego brak jest w ogóle etapu przyjacielskich rokowań bądź staje-się on kwestią przypadku. I'
Etolodzy, jak np. Konrad Lorenz, twierdzą, że agresja jest niezbędnym składnikiem życia; życie takie, jakie znamy, byłoby bez niej najprawdopodobniej niemożliwe. W normalnych warunkach agresja gwarantuje zachowanie należytych odstępów w rozmieszczeniu osobników, chroni gatunek przed taką liczebnością, jaka prowadzi do zniszczenia środowiska i wraz z nim samego gatunku. Gdy gęstość w miarę rozwoju popu-lacji staje się zbyt wielka, wzmaga się" też moztt-wość wzajemnegp• oddziaływania, co prówad^do coraz więlcszego stresu. W miarę narastania '5śv^ chologicznego i emocjonalnego stresu .zwierząt w ciele zaczynają zachodzić drobne, lecz doniosłe przemiany chemiczne. I dopóki nie dojdzie do stanu określonego jako „załamanie się” populacji, następuje stopniowy spadek urodzin z jednoczesnym zwiększeniem liczby zgonów^ Tego rodzaju cykle rozwoju i załamywania się populacji są, jak się obecnie sądzi, typowe dla ciepłokrwk-stych kręgowców, a być może i dla wszystkich istot żywych. Jak to wykazali John Christian i V. C. Wynne-Edwards, zapasy żywności odgrywają w owych cyklach, wbrew popularnemu mnlemaniu^rolę tylko pośrednią, .....-
I Człowiek rozwijając kulturę oswoił siebie samego i w trakcie tego procesu wytworzył całą nową serię światów, z których jeden różni się od drugiego. Każdy z owych światów ma swe własne „wejście” sensoryczne, stąd to, co dla ludzi w jednej kulturze oznacza tłok, nie musi go oznaczać dla ludzi w innej. Podobnie ten sam czyn, który wyzwala agresję i powoduje w efekcie stres u jednych, może okazać się neutralny dla innych. Jest jednak oczywiste, że i amerykańscy Murzyni, i ludzie z kręgu kultury hiszpańskiej, masowo migrujący do naszych miast, podlegają poważnemu stresowi. Nie tylko dostali się w nie dopasowane do siebie otoczenie, lecz zmuszono ich nadto do przekroczenia granic swej własnej tolerancji na stres. Stany Zjednoczone stoją w obliczu faktu, że dwa twórcze i wrażliwe narody ulegają procesowi destrukcji i mogą, jak Samson, wstrząsnąć konstrukcją, w której wszyscy żyjemy. Trzeba więc wpoić architektom, projektantom urbanistycznym i bu downiczym przekonanie, że jeśli kraj nasz ma uniknąć katastrofy, musimy zacząć traktować człowieka jako interlokutora swego środowiska, i że środowisko tworzone przez jednakich architektów, projektantów i budowniczych nie odpowiada pro-ksemicznym potrzebom ludzi.
Tym, którzy wytwarzają dochód i płacą utrzymujące rząd podatki, chcę powiedzieć, że koszty przebudowania naszych miast, jakiekolwiek by były, są konieczne, jeśli Ameryka ma przetrwać. I co najistotniejsze, przebudowanie naszych miast musi być oparte na badaniach wiodących do zrozumienia ludzkich potrzeb i na wiedzy o istnieniu licznych światów postrzeżeniowych, w których ży-ją rozmaite grupy zamieszkujące nasze metropolie.
Pisząc tę książkę chciałem przekazać czytelnikowi pewne zasadnicze przesłanie o naturze człowieka i o jego związkach ze środowiskiem. Brzmi ono następująco:
Jest sprawą wielkiej wagi, byśmy zrewidowali
i poszerzyli nasz pogląd na sytuację człowieka, byśmy stali się bardziej wszechstronni i realistyczni nie tylko wobec innych, lecz również wobec samych siebie. Trzeba, żebyśmy nauczyli się odczytywać nieme komunikaty równie łatwo jak drukowane i mówione. Jedynie w ten sposób możemy porozumieć się z innymi, czy to wewnątrz, czy to na zewnątrz naszych granic państwowych, tak jak tego od nas coraz bardziej wymagają okoliczności. _______
II
REGULOWANIE DYSTANSU U ZWIERZĄT
Porównawcze badania nad zwierzętami pozwalają pokazać, w jaki sposób wymagania przestrzenne człowieka podlegają wpływom jego środowiska. Natomiast u zwierząt, w odróżnieniu od ludzi, zaobserwować możemy kierunek, tempo i zasięg zmian zachowania towarzyszących zmianom przestrzeni. Przede wszystkim posługując się zwierzętami możemy znacznie przyśpieszyć czas, gdyż pokolenia zwierzęce trwają względnie krótko. W ciągu czterdziestu lat uczony może obserwować czterysta czterdzieści generacji myszy, podczas gdy w tym samym czasie zdołałby zobaczyć tylko dwie generacje własnego gatunku. I oczywiście potrafi w większym stopniu odizolować się od zwierzęcego losu.
Zwierzęta w dodatku nie racjonalizują swego zachowania i w związku z tym nie zawsze wiadomo, dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej. W stanie naturalnym reagują w sposób zdumiewająco konsekwentny, tak że zaobserwować można zachowanie powtarzające się i zasadniczo identyczne. Ograniczając badania do tego, jak zwierzęta zachowują się w przestrzeni, możemy dowiedzieć się wielu rzeczy, które stosują się również do ludzi.
_Tery±orialnpść; podstawowe pojęcie w badaniach nad zwierzętami, określa się zwykle jako zachowanie polegające na tym,... że osobnik rości sobie Oprawo do pewnego obszaru i broni go przed reprezentantami swego własnego gatunku. Jest to termin współczesny, wprowadzony po raz pierwszy przez angielskiego ornitologa H. E. Howarda w pracy Territory in Bird Life, napisanej w roku 1920. Howard przedstawił to pojęcie dość szczegółowo, choć niektóre fakty uznane przezeń za przejawy terytorialności odnotowane były już przez naturalistów w XVII wieku.
Badania nad terytorialnością skłaniają^do. rewi-■~2rjr-wtehrmaszych7^trwaIóhyćhrAvyobrażeń o życiu zarówno ludzi, jak zwierząt. Powiedzenie „wolny jak ptak” jest zawoalowaną formą poglądu człowieka na jego własną naturę. Zwierzęta wydają mu się wolne, świat stoi przed nimi otworem, gdy on sam uwięziony jest w społeczeństwie. Badania terytorialności dowodzą, że bliższe prawdy jest coś wręcz przeciwnego; że zwierzęta bywają często uwięzione w swym własnym terytorium. Wątpliwe, czy Freud, wiedząc to, co wiemy dziś o związkach zwierząt z przestrzenią, wiązałby stworzoną przez człowieka cywilizację z przechwyceniem energii, przekierunkowanej na nowe tory przez uwarunkowane kulturowo hamulce.
