Ukryte przyczyny depresji, stanów lękowych i wypalenia - Klaus Bernhardt - ebook

Ukryte przyczyny depresji, stanów lękowych i wypalenia ebook

Klaus Bernhardt

0,0

Opis

Czujesz się przytłoczony, dopada cię niepokój, stany lękowe i brak motywacji? Depresja i wypalenie to nie wyrok – często wynikają z ukrytych czynników, które można wyeliminować. Autor, naturopata i ekspert w zakresie rozwoju osobistego, ujawnia prawdziwe przyczyny depresji, pokazuje skuteczne sposoby na stres i podaje praktyczne narzędzia, by poprawić zdrowie psychiczne. Dowiesz się, jak dieta dla mózgu, zmiana nawyków i praca nad sobą mogą zmniejszyć zaburzenia emocjonalne i choroby związane z psychiką. Odkryjesz, jak odzyskać energię, radość i równowagę oraz zapobiec nawrotom kryzysów. Książka daje nadzieję, motywuje do działania i pokazuje, że droga do pełni sił jest w zasięgu ręki. To praktyczny przewodnik dla każdego, kto chce zrozumieć siebie i odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 279

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



REDAKCJA: Magdalena Kuźmiuk

SKŁAD: Krzysztof Remiszewski

PROJEKT OKŁADKI: Krzysztof Remiszewski

TŁUMACZENIE: Anna Maria Wilczyńska

Wydanie I

Białystok 2026

ISBN 978-83-8429-093-4

Tytuł oryginału:Depression und Burnout loswerden: Wie seelische Tiefs wirklich entstehen, und was Sie dagegen tun können

Depression und Burnout loswerden

by Klaus Bernhardt

© 2019 by Ariston Verlag,

a division of Penguin Random House Verlagsgruppe GmbH, München, Germany

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Vital, Białystok 2025

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy żadna część tej książki nie może być powielana w jakimkolwiek procesie mechanicznym, fotograficznym lub elektronicznym ani w formie nagrania fonograficznego. Nie może też być przechowywana w systemie wyszukiwania, przesyłana lub w inny sposób kopiowana do użytku publicznego lub prywatnego – w inny sposób niż „dozwolony użytek” obejmujący krótkie cytaty zawarte w artykułach i recenzjach.

Książka ta zawiera porady i informacje odnoszące się do opieki zdrowotnej. Nie powinny one jednak zastępować porady lekarza ani dietetyka. Jeśli podejrzewasz u siebie problemy zdrowotne lub wiesz o nich, powinieneś skonsultować się z lekarzem, zanim rozpoczniesz jakikolwiek program poprawy zdrowia czy leczenia. Dołożono wszelkich starań, aby informacje zaprezentowane w tej książce były rzetelne i aktualne podczas daty jej publikacji. Wydawca ani autor nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki dla zdrowia, mogące wystąpić w wyniku stosowania zaprezentowanych w książce metod.

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku.

facebook.com/wydawnictwovital

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – vitalni24.pl – detal

strona wydawnictwa: wydawnictwovital.pl

Więcej informacji znajdziesz na portalu superodzywianie.pl

Fragment

Wstęp

Rozdział 1. Fakty i mity na temat depresji i wypalenia

1.1 Psychiczne przyczyny wypalenia i depresji są zupełnie różne

1.2 Depresja – sprawdzamy fakty

1.3 Wypalenie – sprawdzamy fakty

Rozdział 2. Dziesięć najczęstszych przyczyn depresji

2.1 Przyczyna pierwsza: Negatywne myślenie i defensywny pesymizm

2.2 Przyczyna druga: Brak aktywności fizycznej prowadzi do obniżenia poziomu neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego (BDNF) i zwiększenia stężenia kynureniny

2.3 Przyczyna trzecia: Częste działania niepożądane występujące przy stosowaniu popularnych leków

2.4 Przyczyna czwarta: Niezdiagnozowane nietolerancje pokarmowe

2.5 Przyczyna piąta: Niedobór minerałów, pierwiastków śladowych i witamin

2.6 Przyczyna szósta: Przewlekłe stany zapalne

2.7 Przyczyna siódma: Zmiana zachowań społecznych spowodowana mediami społecznościowymi i telefonami komórkowymi

2.8 Przyczyna ósma: Nierozpoznane lub nieprawidłowo leczone zaburzenia lękowe

2.9 Przyczyna dziewiąta: Zaburzenia snu i nieprawidłowe nawyki związane ze snem

2.10 Przyczyna dziesiąta: Traumatyczne doświadczenia i wyparta żałoba

Rozdział 3. Moc fałszywych przekonań

3.1 Rozpoznawanie i zmiana ograniczających przekonań poprzez terapię

3.2 Co możemy zrobić, jeśli nie możemy skorzystać natychmiast z terapii?

Rozdział 4. Dziesięć najczęstszych przyczyn wypalenia zawodowego

4.1 Przyczyna pierwsza: Nierozpoznani złodzieje energii i czasu

4.2 Przyczyna druga: Pułapka fachowca-przedsiębiorcy

4.3 Przyczyna trzecia: Perfekcjonizm i samowyzysk

4.4 Przyczyna czwarta: Zastępcze przyjemności i nierozpoznane wąskie gardła

4.5 Przyczyna piąta: Syndrom ratownika

4.6 Przyczyna szósta: Ciągłe porównywanie się do innych

4.7 Przyczyna siódma: Praca i podstawowe potrzeby psychiczne nie pasują do siebie

4.8 Przyczyna ósma: Zaburzenia metabolizmu komórkowego spowodowane problemami odcinka szyjnego kręgosłupa

4.9 Przyczyna dziewiąta: Narkotyki: kokaina, MDMA, amfetamina i marihuana

4.10 Przyczyna dziesiąta: Nadużywanie alkoholu

Rozdział 5 . Nowy start dla mózgu…: jak małe błędy mogą spowodować awarię systemu i jak przeprowadzić prawdziwy restart

5.1 Ingerowanie w dzieło Boże

5.2 To, co najważniejsze w walce z depresją i wypaleniem zawodowym

5.3 Twoja osobista lista zadań do delegowania

5.4 Błąd polegający na chęci „dotarcia” do jakiegoś miejsca

5.5 Pomoce dodatkowe

Rozdział 6. Pięć niezwykłych metod…, dzięki którym można szybko przezwyciężyć depresję

6.1 Sztuczka z językiem obcym

6.2 Pudełko pierwszej pomocy

6.3 Siła reframingu

6.4 Używaj swojego mózgu jak wyszukiwarki Google

6.5 Wyjście z pułapki uogólnień

Posłowie

Bibliografia

Przypisy

Polecamy

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Wstęp

Osoby cierpiące na depresję czy wypalenie często doświadczają poczucia samotności, bezsilności i wewnętrznej pustki. Głęboki, pozornie nieuzasadniony smutek, połączony z poczuciem, że nie jest się już w stanie sprostać niczemu ani niczyim oczekiwaniom, potrafi wyniszczyć człowieka od środka. Jednakże to ogromne psychiczne cierpienie spotyka nie tylko osoby dotknięte chorobą. Odczuwają je również ich partnerzy, rodzice, dzieci, przyjaciele i koledzy z pracy. Dotychczas mogli oni bowiem jedynie bezradnie patrzeć na to, jak ich ukochana i ważna dla nich osoba coraz bardziej się zmienia, traci całą radość z życia i zamyka się w sobie. Dlatego ta książka jest skierowana nie tylko do osób zmagających się chorobą, ale także do wszystkich, którzy chcą pomóc ukochanej osobie wrócić do życia. Nawet jeśli w tej chwili nie wydaje się to możliwe, to wiedz, że możesz zrobić więcej, niż myślisz!

A jeśli sam od dłuższego czasu zmagasz się z depresją, to możliwe, że podejmowałeś już wiele prób walki, jednak bez widocznej poprawy. W najgorszym wypadku powiedziano ci, że jeśli raz zachorujesz na depresję, to będzie ona stale powracać. Mogę cię jednak zapewnić, że to nieprawda. Jako młody człowiek także cierpiałem na ciężką postać depresji, a dodatkowo wieku 41 lat musiałem walczyć z pełnoobjawowym syndromem wypalenia. Jednak już wtedy podejrzewałem, że wiele terapii proponowanych mi wówczas przez bardzo oddanych lekarzy, nie było, przynajmniej dla mnie, właściwych. Za każdym razem intuicyjnie szukałem i odnajdywałem własną drogę wyjścia z psychicznego dołka, prowadzącą ku lżejszemu, lepszemu życiu. Dziś, jako terapeuta z wieloletnim doświadczeniem, wiem dobrze, że do leczenia zarówno depresji, jak i zespołu wypalenia, używa się nieodpowiednich metod w niewłaściwych obszarach. Zamiast badać i leczyć prawdziwe przyczyny, coraz częściej zwalcza się jedynie symptomy, a to niestety nie stanowi drogi do pełnego wyzdrowienia.

Istnieje jednak wiele osób, którym udało się znaleźć własny sposób na pokonanie depresji i wypalenia. W tej książce przedstawię konkretne przykłady pokazujące jak można tego dokonać. Czasami wystarczy zmiana leku lub rezygnacja z danej grupy produktów spożywczych, aby depresja ustąpiła w ciągu kilku tygodni. Często jednak za kryzysem psychicznym nie stoi jeden, główny powód, lecz cała seria drobnych czynników, które wzajemnie się potęgują. Każdy z nich oceniany osobno, wydaje się być niegroźny, dlatego podczas terapii są często pomijane. Jednak występując jednocześnie, mogą sprawić, że nawet silni i z natury pogodni ludzie w ciągu zaledwie kilku tygodni stają się cieniami siebie samych. Proste testy i liczne analizy konkretnych przypadków opisane w tej książce, pozwolą ci ocenić, czy takie wieloczynnikowe przyczyny mogą występować również u ciebie i pokażą, jak najlepiej z nimi postępować.

Najważniejszym zadaniem tej książki jest pomoc czytelnikowi w samodzielnym radzeniu sobie z problemem. Jestem jednak w pełni świadomy tego, że dla osób dotkniętych depresją nawet najmniejsze kroki mogą stanowić ogromny wysiłek. Dlatego moim celem było sformułowanie możliwie jasnych i prostych sposobów działania, które pozwolą szybko odczuć wyraźne złagodzenie objawów depresji. To, czy uda ci się tego dokonać samodzielnie, czy też początkowo będziesz potrzebować wsparcia bliskich, zależy oczywiście w dużej mierze od tego, jak długo już tkwisz w psychicznym kryzysie. Tak czy inaczej, wiedza zawarta w tej książce może pomóc ci wreszcie odnaleźć prawdziwe przyczyny depresji i wypalenia oraz nauczyć się odpowiednio z nimi postępować. Najczęściej nie są to duże, a raczej liczne małe kroki w drodze do życia pełnego radości i beztroski. I właśnie tego życzę ci z całego serca.

Klaus Bernhardt

Rozdział 1Fakty i mity na temat depresji i wypalenia

Depresja nie jest przyczyną smutku i rozpaczy. To tylko nazwa, hasło, pod którym zebraliśmy grupę pacjentów z podobnymi objawami, aby móc wszystkich leczyć tymi samymi lekami. Masz depresję, więc weź antydepresanty! Przypadek odhaczony. Następny, proszę.

dr Mark Hyman

Słowa amerykańskiego lekarza i autora bestsellerów, doktora Marka Hymana, trafnie opisują to, dlaczego jedna z najczęściej stosowanych metod leczenia depresji często nie przynosi oczekiwanego efektu. I jakby tego było mało, ta sama grupa leków przepisywana jest pacjentom, u których zdiagnozowano: wypalenie, zaburzenia lękowe, zaburzenia odżywiania i snu, przewlekłe bóle, wypadnięcie dysku, stresowe nietrzymanie moczu, przedwczesny wytrysk, a także wiele innych problemów psychicznych i fizycznych.

Jednak jak bardzo fascynująca by nie była myśl o tym, że poprzez manipulację kilku neuroprzekaźników w mózgu moglibyśmy wyleczyć dziesiątki chorób jednocześnie, to jest ona równie nierealna, ponieważ rzadko która z wymienionych chorób ma tylko jedną jedyną przyczynę. W rzeczywistości mamy do czynienia z psychicznymi i fizycznymi reakcjami na różnorodne niedobory oraz sytuacje stresowe. Oprócz psychoterapii i zmiany obciążających czynników w życiu codziennym, istnieje jeszcze wiele innych możliwości, które również mogą okazać się ważne i pomocne. Dlatego też jedni korzystają ze specjalnych technik mentalnych, aby wydostać się z błędnego koła ruminacji, podczas gdy innym wystarczy jedynie nieco więcej aktywności fizycznej i światła słonecznego, by znów odzyskać równowagę. Do tego możemy spotkać wielu ludzi, którzy na leki i konkretną żywność reagują odwrotnie do zamierzonego efektu. Już sam niedobór lub nadmiar niektórych mikroelementów może doprowadzić do wystąpienia objawów depresji, lęków i wypalenia. To samo dotyczy nierozpoznanych stanów zapalnych w organizmie oraz zaburzonego metabolizmu komórkowego spowodowanego urazem odcinka szyjnego kręgosłupa.

Kto zatem chce leczyć tak wiele różnych przyczyn jedynie za pomocą kilku tabletek, ten często nie tylko ignoruje prawdziwe źródła choroby, ale wręcz prowokuje pojawienie się kolejnych, niekiedy poważnych problemów.

Nieważne czy mówimy tu o antydepresantach, beta-blokerach, środkach uspokajających, tabletkach na nudności i wymioty czy innych lekach – zbyt często leczymy jedynie objawy, podczas gdy prawdziwe przyczyny pozostają nierozpoznane. Takie działanie można porównać do sytuacji, w której podczas pożaru mieszkania próbowałbyś wyłączyć jedynie irytujący sygnał czujnika dymu, podczas gdy samo mieszkanie nadal trawiłby ogień. Tylko ten, kto potrafi odróżnić same objawy (jak czujnik dymu) od prawdziwych przyczyn depresji czy wypalenia (pożar w mieszkaniu) może zapobiec powrotom problemów psychicznych.

Dlatego dobrze jest czasem przyjąć tę czy inną dobrą radę z pewną dozą dystansu. W końcu znamy takie przypadki w historii medycyny, kiedy to rzekomo sprawdzone metody z czasem okazały się błędne, a nawet szkodliwe. Problem pojawia się już na etapie rozróżnienia między wypaleniem a depresją.

Eksperci też nie zawsze są co do tego zgodni, kiedy mamy do czynienia z jednym, a kiedy z drugim przypadkiem. Typowymi objawami wypalenia są między innymi: uczucie przygnębienia, brak zainteresowań, koncentracji i motywacji do podejmowania działań.

A przecież takie same objawy odczuwają osoby cierpiące na depresję. Czy zatem wypalenie jest jedynie „bardziej modnym” określeniem depresji, jak twierdzą niektórzy? W żadnym wypadku! Dlatego stanowczo odradzam traktowania ich na równi.

1.1Psychiczne przyczyny wypalenia i depresji są zupełnie różne

W moim gabinecie spotykam przede wszystkim dwa typy ludzi: u jednych depresja rozwija się mniej więcej bezpośrednio, podczas gdy drudzy najpierw cierpią na objawy wypalenia, które następnie przeradza się w depresję. Ta drobna, ale ważna różnica, wydaje się wielu lekarzom nie mieć większego znaczenia, ponieważ zasadniczo w obu tych przypadkach przepisuje się pacjentom te same leki. Dla mnie jednak właśnie ta różnica jest jednym z kluczowych elementów na drodze do szybkiego wyzdrowienia. Zwłaszcza wtedy, gdy przyczyny kryzysu emocjonalnego są w głównej mierze natury psychicznej i mam tu na myśli pewien sposób myślenia – pacjentów z wypaleniem należałoby leczyć zupełnie inaczej niż osoby z depresją. Do tego należy pamiętać, że wiele osób z depresją początkowo nie zdaje sobie sprawy, że wcześniej miały już objawy wypalenia. To często ujawnia się dopiero podczas terapii, kiedy zadaję im ukierunkowane pytania, do których później jeszcze szczegółowo się odniosę.

Defensywny pesymista czy perfekcjonista?

Osoba chorująca na depresję (niebędącą skutkiem ubocznym leków) zwykle myśli zupełnie inaczej niż ktoś, kto najpierw doświadcza syndromu wypalenia. Pierwsza z tych osób zazwyczaj przejawia skłonność do defensywnego pesymizmu, podczas gdy osoby z drugiej grupy częściej przyjmują postawę perfekcjonistyczną. Jeśli dostrzegasz u siebie cechy obu postaw, za pomocą krótkiego testu będziesz mógł sprawdzić, która z nich jest u ciebie dominująca. Nawet jeśli cechy defensywnego pesymizmu i perfekcjonizmu są u ciebie równie silnie reprezentowane, nie ma w tym nic niepokojącego. Wręcz przeciwnie – w takiej sytuacji podwójnie skorzystasz z wiedzy zawartej w tej książce, ponieważ opisane tu techniki walki z depresją i wypaleniem będą dla ciebie szczególnie trafne i pomocne.

Jak możesz sprawdzić, która z postaw jest u ciebie dominująca? Odpowiedz krótko na podane poniżej pytania „TAK” lub „NIE”:

• Czy masz za sobą jedno lub więcej traumatycznych doświadczeń, które wciąż nie dają ci spokoju?

• Czy ze względu na wychowanie i dotychczasowe doświadczenia życiowe masz skłonność do bycia przesadnie ostrożnym i krytycznym?

• Czy zachowujesz „zdrową” nieufność wobec państwa, władz, lekarzy, mediów, korporacji lub niektórych warstw społecznych?

• Czy pozostajesz w nieustannym trybie czuwania i spodziewasz się „kolejnego” rozczarowania?

Jeżeli na przynajmniej trzy z podanych pytań odpowiedziałeś „TAK”, twoją dominującą postawą jest defensywny pesymizm. I nic w tym złego. Twoje dotychczasowe przeżycia ukształtowały cię w ten sposób i nie można się dziwić, że trudno ci czasem optymistycznie patrzeć w przyszłość.

Ale uwaga: o ile twój defensywny pesymizm ma swoje uzasadnienie na pewnym etapie twojego życia, to im dłużej będziesz prezentować taką postawę, tym wyższą cenę przyjdzie ci za to zapłacić.

Bo nawet jeśli teraz trudno ci to sobie wyobrazić: długotrwałe negatywne nastawienie może doprowadzić do zmian strukturalnych w mózgu – i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ponieważ nasz mózg, ze względu na swoją neuroplastyczność (ten temat rozwinę w dalszej części publikacji), będzie coraz efektywniejszy w wyszukiwaniu negatywów. Niedługo potem zaniknie twoja zdolność do radzenia sobie z pozytywnymi doświadczeniami. Fakt zmian biologicznych, które zachodzą wówczas w mózgu, został potwierdzony już wieloma badaniami1. Jednak bez obaw – istnieją bowiem proste techniki, które pozwalają odwrócić takie negatywne zmiany, i o nich opowiem nieco później.

„Nie jestem wcale aż TAKIM PESYMISTĄ!”

To zdanie najczęściej słyszę z ust pacjentów, którzy w sposób bardzo wyraźny wykazują postawę defensywnego pesymisty. A w ślad za nim dodają: „Proszę spytać moich bliskich. Prawie nigdy nie narzekam!”. W wielu przypadkach jest to prawda, ponieważ istnieje ogromna przepaść między tym, co pesymiści mówią, a tym, co na dany temat w rzeczywistości myślą. Gdy zapytamy ich o to, jak się czują, zazwyczaj usłyszymy: Wszystko w porządku! Jednak to jest ich rola, którą odgrywają przed otoczeniem, ponieważ osoby te myślą podświadomie raczej:

„Jestem wyczerpany i wszystko mnie przerasta. Już samo pytanie o to, jak się czuję, jest dla mnie stresujące”.

To dlatego wygodniej jest im odpowiedzieć w sposób, który nie pociągnie za sobą kolejnych pytań. A czy istnieje lepsza odpowiedź niż: Wszystko w porządku, Wszystko gra!czyJest ok? Jak zatem inni mogą zareagować w danej sytuacji, by wesprzeć takie osoby, jeśli tak naprawdę nie wiedzą, jak one się czują? Zamiast tego próbują, w najlepszej wierze, tak długo jak to możliwe „jakoś funkcjonować”. Sytuacja staje się szczególnie trudna, gdy oprócz ukrywania prawdziwych uczuć, dochodzą jeszcze myśli takie jak:

„I tak mi nie pomożesz, więc po co mam cię jeszcze tym obciążać?”

albo:

„Gdyby naprawdę mnie kochał, to już dawno zauważyłby to, jak źle się czuję”.

A jeśli oprócz uczucia przytłoczenia pojawia się również osamotnienie, rozwój depresji u takiej osoby jest w zasadzie kwestią czasu. Na całe szczęście nie musi do tego dojść, ponieważ takie myśli oparte są na „fałszywych przekonaniach”.

O tym, co kryje się pod tym pojęciem i jak możemy im przeciwdziałać, dowiesz się z rozdziału 3.

Osoby ze skłonnością do wypalenia, myślą inaczej

Osoby mające skłonność do wypalenia są zazwyczaj perfekcjonistami. Oznacza to, że ich sposób myślenia w wielu aspektach różni się od myślenia defensywnych pesymistów. O tym, czy ty również zaliczasz się do tego kręgu osób, możesz dowiedzieć się, odpowiadając na cztery podane poniżej pytania. Jednak wynik poniższego testu będzie wiarygodny tylko wtedy, gdy obecnie nie cierpisz na depresję. W przeciwnym razie spróbuj najpierw przypomnieć sobie, jak myślałeś, zanim depresja odebrała ci całą energię do życia, a następnie odpowiedz na pytania:

• Czy czujesz, że dobro twojej rodziny zależy w znaczącej części od ciebie?

• Czy pomagasz przyjaciołom i znajomym nawet wtedy, gdy nie masz zbyt dużo czasu?

• Czy jesteś raczej „człowiekiem czynu”, z wewnętrzną potrzebą działania, czy raczej często masz uczucie, że zrobiłeś już wystarczająco dużo?

• Czy „dobrze” oznacza dla ciebie „niewystarczająco dobrze” i chcesz przez to przynajmniej w jednym obszarze swojego życia osiągnąć „perfekcję”?

Jeżeli na przynajmniej trzy z podanych pytań odpowiedziałeś twierdząco, to oznacza, że masz tendencję do perfekcjonizmu. Ważne: jeżeli w obu zestawach pytań na dwa lub więcej z nich odpowiedziałeś twierdząco, doradzam przeczytać uważnie całą książkę, nie zaś jedynie wybrane rozdziały. To właśnie ty możesz odnaleźć w każdym rozdziale wskazówki prowadzące do większej radości życia i wewnętrznego spokoju.

W przypadku perfekcjonistów depresja odgrywa szczególnie ważną funkcję

Perfekcjoniści często nawet podczas urlopu są do dyspozycji szefa, swoich klientów, współpracowników, ale również krewnych i znajomych. Taka forma bycia „niezawodnym” jest dla nich czymś zupełnie normalnym. Przy tym przez bardzo długi czas nie dostrzegają tego, że jedna osoba zawsze stoi na ostatnim miejscu – i ta osobą, są oni sami. Perfekcjoniści nieustannie mają wrażenie, że mają zbyt mało czasu. Zawsze znajdzie się coś, co już dawno temu powinno być zrobione. Jednak refleksja o tym, jak bardzo sami się tym obciążają przychodzi często dopiero wtedy, gdy jest już za późno. A coraz częściej pojawia się w ich głowie myśl:

„Mam za dużo na głowie. Dłużej tego nie zniosę”.

Im częściej pojawiają się takie właśnie myśli, tym bardziej spada u nich zdolność do koncentracji i wydajność. To oczywiste, że w chwilę potem pojawiają się również niepotrzebne błędy, które wywierają na perfekcjonistach jeszcze większą presję, i w ten sposób tworzy się błędne koło złożone z przeciążenia i wyrzutów sumienia, które coraz bardziej popycha osoby dotknięte tym problemem w kierunku wypalenia. Gdy ostatecznie dochodzi do wypalenia, wówczas odgrywa ono zupełnie inną rolę niż w przypadku defensywnych pesymistów. Tak, dobrze usłyszałeś. Depresja będąca następstwem wypalenia odgrywa niezmiernie ważne zadanie – jest ona PRZYCISKIEM BEZPIECZEŃSTWA. Osoby cierpiące same z siebie nigdy nie przestałyby się przeciążać, dlatego psychika musi narzucić im przymusową przerwę, nawet jeśli nie jest ona niczym przyjemnym.

Podobnie jak w przypadku nowoczesnych samochodów, które mają wbudowany mechanizm, chroniący je przed uszkodzeniami silnika. Gdy tylko komputer pokładowy wykryje poważną usterkę, automatycznie ogranicza maksymalną prędkość pojazdu do 80 km/h. W praktyce oznacza to, że bez względu na to, jak mocno będziemy naciskać pedał gazu, samochód po prostu nie będzie w stanie jechać szybciej. Dopiero po wizycie w warsztacie samochodowym i usunięciu usterki, samochód z powrotem będzie w stanie osiągnąć maksymalną wydajność.

Zapytałem ponad stu pacjentów ze zdiagnozowaną depresją czy leczyli się w klinice medycyny psychosomatycznej i jeśli tak, jak szybko, i na jak długo, pomógł im pobyt w takiej placówce. Wyniki tej ankiety są jednoznaczne: osoby, które wcześniej cierpiały na zespół wypalenia, podczas pobytu w klinice znacznie lepiej reagowały na leczenie, niż osoby, które bezpośrednio zachorowały na depresję.

Z tego można wysnuć następujący wniosek: osobom z syndromem wypalenia (oprócz innego myślenia) brakowało „jedynie” umiejętności odpowiedniego zadbania o siebie. Jeżeli natomiast zmusi się je do naładowania swoich „baterii”, to dość szybko można zauważyć pozytywne efekty terapii. Gdy zaś takie osoby wrócą do pełni sił, mają dwie możliwości: albo wyciągają wnioski z tego doświadczenia i zaczynają lepiej dbać o siebie, albo wykorzystują nową energię, by z nową energią wrócić do dawnych schematów działania. Jeśli dany cykl powtarza się według schematu: wypalenie prowadzące do depresji, odzyskiwanie sił w trakcie jej trwania i ponowne wypalenie prowadzące do kolejnego epizodu depresji – wówczas mówimy o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Takie osoby określano wcześniej jako „maniakalno-depresyjne” z powodu ich huśtawek nastrojów między dwoma skrajnymi stanami. W przypadku, gdy wahania nastroju są nieco mniej nasilone, wówczas zaburzenie to określa się je terminem cyklotymii.

Elitarne grono

Osoby cierpiące na chorobę afektywną dwubiegunową należą do wyjątkowej grupy, ponieważ podczas epizodu maniakalnego bywają wyjątkowo produktywne. Dlatego wśród osób dotkniętych tym problemem nie brakuje wielkich osobistości, takich jak Winston Churchill, Hermann Hesse, Leonardo da Vinci, Mark Twain, Napoleon Bonaparte, Abraham Lincoln czy aktor Robin Williams, który w wieku 63 lat odebrał sobie życie.

Niestety, samobójstwo, jako ostateczne wyjście z sytuacji przeciążenia psychicznego, nie jest rzadkością, a ta książka nie byłaby kompletna, gdybym krótko nie omówił tego tematu. W zasadzie istnieją dwa powody, dla których ludzie decydują się odebrać sobie życie: albo nie widzą już innego wyjścia z sytuacji lub nie znają innych możliwości postępowania, albo podjęli takie działanie pod wpływem określonych substancji.

Pierwszy powód był główną przyczyną, dla której zdecydowałem się napisać tę książkę, ponieważ niezależnie od tego, czy cierpisz na depresję czy wypalenie, musisz wiedzieć o tym, że istnieje o wiele więcej dróg wyjścia z tej sytuacji i możliwości działania, niż może ci się wydawać w chwili obecnej. A im dłużej i intensywniej będziesz pracować z tą książką, tym więcej ich poznasz.

Chciałbym uchronić cię również przed drugą możliwością, wyjaśniając to w możliwie najprostszy sposób: skutkiem ubocznym zażywania wielu leków jest depresja i zwiększone ryzyko próby samobójczej. Szczególnie „polipragmazja”, czyli forma terapii, w której pacjent przyjmuje jednocześnie pięć lub więcej preparatów, przez wielu lekarzy oceniana jest jako poważny problem. Jednak uwaga! W ŻADNYM PRZYPADKU nie należy zbyt pochopnie odstawiać żadnych leków. Wypróbuj najpierw inne metody opisane w tej książce i w przypadku gdyby jednak okazało się to konieczne, zwróć się do swojego zaufanego lekarza. Tylko on może ci z całą pewnością doradzić, która terapia zastępcza będzie w twoim przypadku skuteczna, oraz które leki będziesz mógł stopniowo odstawiać, aby zapobiec tym samym niepotrzebnym komplikacjom.

Kluczowa jest WŁAŚCIWA forma terapii

Typowi defensywni pesymiści, w przeciwieństwie do typowych perfekcjonistów, potrzebują dłuższej terapii, aby wrócić na nowo do normalnego życia. W ich przypadku istnieje też wyższe ryzyko ponownego wystąpienia epizodów depresyjnych. Badania nad mózgiem wykazują, że jest to zupełnie uzasadnione, ponieważ w przypadku takiej osoby, długotrwałe negatywne myślenie zasadniczo zmienia strukturę mózgu. Nie może on już bowiem myśleć pozytywnie w sposób automatyczny, ponieważ takie zachowanie przez długi czas nie było ćwiczone i nie zostało neuronalnie utrwalone. Trwały sukces terapii możliwy będzie tylko w przypadku, gdy taka osoba krok po kroku nauczy się i konsekwentnie będzie utrwalać nowy sposób myślenia.

I dokładnie to jest najsłabszym punktem wszystkich konwencjonalnych terapii, ponieważ takie osoby, dużo bardziej niż terapeuty, potrzebowałyby trenera motywacyjnego – najlepiej takiego, który towarzyszyłby im codziennie. Na początek w drobnych sprawach, a z czasem w coraz większych, aż do momentu, gdy ich wytrenowany przez depresję mózg zmieni się na tyle, że wszystkie symptomy choroby ustąpią. Sześciotygodniowa terapia stacjonarna czy dwugodzinne sesje z terapeutą raz w tygodniu tylko w nielicznych przypadkach byłyby w stanie dać taki efekt.

Wyciąganie ludzi z kryzysu psychicznego krok po kroku to ogromna praca, a tę wykonują w większej mierze nie terapeuci, a członkowie rodziny i przyjaciele. I to im należy się moje największe uznanie. Dlatego jako za jedno z najważniejszych zadań stawiam sobie ostrzeżenie tych, którzy pomagają innym, przed konsekwencjami ich ogromnego poświęcenia – ryzykiem wypalenia i możliwością popadnięcia w depresję.

Po pierwsze chciałbym im unaocznić w możliwie zwięzły i jasny sposób, jak powstaje kryzys psychiczny i jakie metody są obecnie dostępne, aby pomóc osobom nim dotkniętym, znowu stanąć na nogi. Po drugie chciałbym ich zachęcić do tego, aby profilaktycznie stosowali techniki zawarte w niniejszej publikacji jako ochronę przed depresją i wypaleniem.

Jeszcze jedna ważna wskazówka, zanim zaczniesz

Proszę unikaj uogólnień i pochopnych wniosków. Nie każda osoba zmagająca się z wypaleniem, ostatecznie zachoruje na depresję, podobnie jak nie każdy, kto doświadczył obu przypadłości, cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową. Udało mi się jedynie zaobserwować, że osoby zmagające się z chorobą afektywną dwubiegunową, właściwie zawsze cierpiały również z powodu wypalenia. Do tego w przypadku osób, które „ni stąd, ni zowąd” zachorowały na depresję, zauważano, że istotną rolę odgrywały czynniki fizyczne. To między innymi skutki uboczne leków lub zachodzące między nimi interakcje, choroby tarczycy czy reakcja alergiczna na konkretną substancję. To nie znaczy jednak, że automatycznie zachorujesz na depresję tylko dlatego, że przyjmujesz wiele różnych leków lub gdy masz problemy z tarczycą.

W kolejnych rozdziałach dowiesz się, jak wpływają na siebie nawzajem poszczególne czynniki, a także o tym, że oprócz leków psychotropowych istnieje jeszcze wiele innych możliwości, dzięki którym raz na zawsze można pokonać wypalenie i depresję.

Rozdział 4Dziesięć najczęstszych przyczyn wypalenia zawodowego

Z jej doświadczenia wynika, że pierwsze trzy punkty dotyczyły głównie kobiet pracujących na wysokich stanowiskach, takich jak prawniczki, lekarki, przedsiębiorczynie, właścicielki butików oraz kobiety na stanowiskach kierowniczych średniego szczebla. Klientki te stanowią jednak tylko około 25 procent jej stałej klienteli i wiele z nich pracuje pod ogromną presją czasu, co nie zawsze ułatwia pracę.

Następnie poprosiłem ją, aby wyobraziła sobie, jak by to było, gdyby absolutnie wszystko było możliwe. Jak wyglądałaby wtedy jej codzienna praca? Po chwili wahania podała mi siedem przykładów:

• Większość klientek to ulubione klientki.

• Przychodzą zrelaksowane i bez presji czasu.

• Są gotowe zapłacić znacznie więcej.

• Są bardzo zadowolone i wracają regularnie.

• Polecają salon innym klientkom.

• Ona sama nie zajmuje się już stylizacją paznokci.

• Wybór dobrych pracownic jest tak duży, że klientki są obsługiwane przez swoją ulubioną kosmetyczkę, najczęściej jak to możliwe.

Jednak podczas gdy pacjentka nadal uważała to wszystko za czystą utopię, ja miałem już ogólny pomysł, jak faktycznie osiągnąć wszystkie te punkty. Sztuczka polegała na tym, że moja klientka nie powinna pracować więcej, ale mniej i to INACZEJ. Korzystając z metody coachingu biznesowego zwanej „strategią błękitnego oceanu”, wyjaśniłem jej najpierw trzy podstawowe punkty, na bazie których zamierzaliśmy odmienić jej codzienną pracę.

1.Zamiast walczyć z innymi o istniejący rynek, należały stworzyć nowy rynek.

2.Zamiast pokonywać konkurencję, należały ją omijać.

3.Zamiast optymalizować istniejący popyt, trzeba stworzyć zupełnie nowe zapotrzebowanie.

To zrozumiałe, że młoda kobieta była początkowo bardzo sceptyczna. W końcu do tej pory dawała z siebie wszystko, aby zbudować stabilną firmę, która zapewni jej dobre życie. Jednak, w jaki sposób pomysły, które zazwyczaj wykorzystują tylko duże koncerny, miały pomóc małemu salonowi stylizacji paznokci? Była więc jeszcze bardziej zaskoczona, gdy w ciągu kolejnych sześciu miesięcy dosłownie wszystkie jej marzenia się spełniły. W tym czasie liczba jej pracowników wzrosła z dwóch do pięciu. Ona sama nie zajmowała się już paznokciami swoich klientek, a jej tygodniowy czas pracy skrócił się z 50 do mniej niż 30 godzin. Ale to nie wszystko: nie wydając ani grosza na dodatkową reklamę lub większy lokal, jej miesięczny zysk wzrósł prawie dwukrotnie. Jak to możliwe? Cała sztuczka polegała na zidentyfikowaniu „prawdziwych” potrzeb swoich klientek i opracowaniu odpowiedniej oferty. Wszystkie jej ulubione klientki pracowały na wysokich stanowiskach i zarabiały od 80 do 300 euro za godzinę. Niestety, godziny otwarcia salonów paznokci pokrywały się w dużej mierze z godzinami pracy tych kobiet. W efekcie każda chwila poświęcona na pielęgnację wyglądu wiązała się dla nich z dużymi kosztami i to nie z powodu wysokich cen salonu, lecz przez znaczne straty w dochodach podczas pobytu na zabiegach pielęgnacyjnych.

Zaczęliśmy więc tworzyć nową ofertę w oparciu o rzeczywiste potrzeby „ulubionej klientki”, elegancko omijając konkurencję i nawet otwierając zupełnie nowy rynek. I nie potrzebowaliśmy do tego niczego więcej niż nowe, dość nietypowe dla salonu piękności godziny otwarcia.

Zamiast od 10:00 do 18:00, salon był teraz otwarty od 9:00 do 24:00. Początkowo tylko dwa, później trzy, a obecnie nawet pięć dni w tygodniu. Sama ta zmiana zmniejszyła koszty wynajmu niemal o połowę. Dzięki nowym godzinom otwarcia czas użytkowania lokalu wydłużył się z 40 do 75 godzin w tygodniu.

Kolejną zaletą dłuższych godzin otwarcia było to, że udało jej się ponownie zatrudnić dwie byłe pracownice, które odeszły z powodu ciąży i opieki nad dziećmi. Do tej pory mogły one pracować tylko wtedy, gdy ich mężowie kończyli pracę i przejmowali opiekę nad dziećmi. Ponieważ żaden inny salon stylizacji paznokci w okolicy nie wpadł na pomysł, aby zaoferować takie godziny otwarcia, w krótkim czasie moja pacjentka zyskała również wiele nowych „ulubionych klientek”. Za luksus, jakim jest możliwość zrobienia paznokci przed lub po pracy bez presji czasu, coraz więcej kobiet było gotowych zapłacić nawet dłuższym dojazdem.

Doskonale pamiętam, jak zaskoczona była moja pacjentka tym, że jej klientki nie tylko z wdzięcznością przyjęły nową ofertę, ale były nawet gotowe zapłacić znacznie wyższą cenę za zabiegi pielęgnacyjne oferowane w nowych godzinach otwarcia salonu. Dzięki zwiększeniu dochodów i obniżeniu kosztów, właścicielka salonu mogła w kolejnym kroku pozwolić sobie odpowiednio podwyższyć wynagrodzenia swoich pracownic. Atrakcyjne wynagrodzenie oraz możliwość elastycznych godzin pracy z kolei doprowadziło do tego, że kolejna wysoko wykwalifikowana pracownica dołączyła do jej zespołu. Wykonuje ona prawie wszystkie zadania dyrektora zarządzającego, a to znacznie skróciło tygodniowy czas pracy właścicielki salonu, a także całkowicie wyeliminowało u niej syndrom wypalenia zawodowego.

Jak widzisz, powyższe przekonania były, przynajmniej w tym przypadku, oparte wyłącznie na błędnym rozumowaniu, które można było skorygować za pomocą odpowiedniej strategii.

W moim przypadku to nie takie proste

Gdy podczas naszych seminariów dotyczących syndromu wypalenia zawodowego przedstawiam ten przykład, w odpowiedzi często słyszę zarzut: „Wszystko pięknie, ale w moim przypadku nie da się tego tak łatwo rozwiązać”. Nawet jeśli trudno ci to sobie wyobrazić ze względu na swoją trudną sytuację, do tej pory udało nam się dla każdego znaleźć co najmniej jedno lub dwa rozwiązania, które szybko przyczyniły się do znacznego zmniejszenia objawów wypalenia zawodowego. W końcu wspomniana powyżej „strategia błękitnego oceanu” to tylko jedno z wielu narzędzi biznesowych, które są obecnie dostępne. Proszę pamiętaj także, że wszystkie te wspaniałe narzędzia powstały właśnie dlatego, że w biznesie jest jeszcze wiele do zrobienia. Jeśli więc wypalenie zawodowe ma podłoże zawodowe, mam dla ciebie dobrą wiadomość. To bardzo możliwe, że nie potrzebujesz terapii w klasycznym tego słowa znaczeniu, a wystarczy jedynie zmiana spojrzenia na dotychczasową codzienność w pracy, aby pozbyć się problemów psychicznych.

Problem najlepiej rozwiązać tam, gdzie powstał

Razem z żoną jesteśmy przekonani, że skuteczną pomoc w przypadku wypalenia zawodowego można zapewnić przede wszystkim wtedy, gdy oprócz aspektów psychicznych uwzględnione zostaną również wszystkie inne okoliczności związane z danym zawodem. Zgodnie z logiką, że problem najlepiej rozwiązywać tam, gdzie powstał, może to oznaczać, że czasami potrzebna jest również ocena szkoleniowca biznesowego, specjalisty ds. marketingu lub menedżera ds. zasobów ludzkich.

Z tego powodu w 2018 roku założyliśmy Instytut Nowoczesnej Psychoterapii. Naszym zamysłem było stworzenie miejsca, w którym wszystkie te dyscypliny będą wykorzystywane w sposób interdyscyplinarny, aby pomagać osobom z problemami psychicznymi szybciej i bardziej kompleksowo, niż byłoby to możliwe w przypadku jednej specjalizacji.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym nowym podejściu w psychoterapii lub jesteś zainteresowany naszymi aktualnymi seminariami, które oferujemy zarówno dla osób dotkniętych problemem, jak i terapeutów, odwiedź naszą stronę internetową www.Institut-moderne-Psychotherapie.de.

Niezależnie od tego, czy jesteś zatroskanym rodzicem, wolontariuszem w organizacji niosącej pomoc, czy niezależnym przedsiębiorcą, zawsze wtedy, gdy ludzie niestrudzenie pracują nad poprawą warunków życia dla siebie lub innych, droga do perfekcjonizmu jest już bardzo krótka. Ale co jest złego w tym, że ludzie stawiają sobie wysokie wymagania? Czy to nie perfekcjoniści są motorem naszego społeczeństwa?

Każdy, kto tak myśli, myli perfekcjonizm z obsesją. Ludzie, którzy osiągnęli niesamowite rzeczy w kulturze, nauce i medycynie, nie są przede wszystkim perfekcjonistami, ale raczej mają obsesję na punkcie osiągnięcia wyznaczonego celu. Dlatego w przeciwieństwie do perfekcjonistów nie boją się szybko i często popełniać błędów, ponieważ właśnie z nich wynika rozwój i postęp. Nowe etapy ewolucji nie pojawiają się ot tak. Powstają dzięki temu, że popełniamy błędy i wyciągamy z nich wnioski. Ten cykl nie ma końca, a zatem nie ma tu też mowy o perfekcjonizmie. Dopóki Ziemia się kręci, słowa słynnego przedsiębiorcy i wynalazcy Thomasa Alvy Edisona pozostają nadal aktualne:

Jeśli nie odnosisz wystarczających sukcesów, zwiększ tempo popełniania błędów.

Perfekcjonizm to samookaleczenie

Dążenie człowieka do perfekcjonizmu jest sprzecznością samą w sobie. Słowa „człowiek” i „perfekcja” całkowicie się bowiem wykluczają. Cechą charakterystyczną człowieka jest rozwój, żywotność, różnorodność i zdolność do zmian. Perfekcjonizm jest jednak DOKŁADNYM przeciwieństwem tego wszystkiego. Jeśli coś jest idealne, nie mogę nic dodać ani odjąć, nie niszcząc tego stanu. Ponadto perfekcjonizm nigdy nie istnieje samodzielnie, ale tylko w kontekście swojego otoczenia. Na przykład delfin jest idealnie przystosowany do życia w wodzie, a z drugiej strony zupełnie nieprzystosowany do życia na pustyni.

Zrozum, że WSZYSTKO podlega ciągłej zmianie, a jedyną stałą rzeczą we wszechświecie jest zmiana. Nawet jeśli coś jest idealne, może to trwać tylko przez krótką chwilę, ponieważ perfekcjonizm zależy od otoczenia, a to właśnie ono nieustannie się zmienia. Co więc naprawdę kryje się za stwierdzeniem, że ktoś ma skłonności perfekcjonistyczne? Prawdopodobnie są to takie myśli:

„Dla mojej rodziny i pracy daję z siebie wszystko. Dbam o to, żeby wszystko działało jak należy. Nawet jeśli oznacza to, że jestem jedyną osobą, która nie ma wolnego czasu. Dla dobra innych jestem gotów podporządkować własne potrzeby”.

Dążenie do perfekcjonizmu prowadzi więc nieuchronnie do samowyzysku. W literaturze popularnej poświęconej wypaleniu zawodowemu często można przeczytać, że to przede wszystkim brak uznania dla takiego poświęcenia powoduje najpierw wypalenie, a później depresję. Gdyby jednak tak było, to czy wystarczające uznanie nie powinno być z zasady ochroną przed wypaleniem zawodowym? Co dziwne, cierpią na to również osoby, które są dosłownie zasypywane wyrazami uznania. Sportowcy wyczynowi, znani aktorzy i mistrzowie kuchni zmagają się z wypaleniem zawodowym równie często jak pracownicy, którzy nie otrzymują podziękowania za swoją pracę, czy osoby prowadzące własną działalność, które żyją w ciągłym stresie. Co zatem naprawdę pomaga w walce z wypaleniem zawodowym?

Najlepszym lekarstwem na wypalenie zawodowe jest radykalna miłość do siebie

Jednym z moich największych wzorów do naśladowania w zakresie szybkiej, skutecznej i pełnej humoru terapii jest moja żona. Podczas sesji często używa ona pojęcia „radykalnej miłości do siebie”. Kto raz zrozumiał, że nic nie ładuje naszych baterii szybciej niż pełne miłości traktowanie samego siebie, szybko przestaje zabiegać o uznanie z zewnątrz. Tylko ten, kto traktuje siebie jak swoją najlepszą przyjaciółkę lub najlepszego przyjaciela, możne ponownie odzyskać spokój i siłę, aby z lekkością być wsparciem dla innych. Najpiękniejszym efektem ubocznym jest pozytywna zmiana w sposobie postrzegania nas przez innych. Spróbujcie! Kto kocha siebie bezwarunkowo, w krótkim czasie zyskuje więcej uznania od otoczenia niż przez cały czas, kiedy poświęcał się wyłącznie innym. Nie oznacza to oczywiście, że należy teraz egoistycznie dbać tylko o siebie i źle traktować innych.

Radykalna miłość do siebie zaczyna się od przypomnienia sobie, co to znaczy być naprawdę zakochanym. A całą gamę uczuć, które wypełniają człowieka, gdy kocha bezwarunkowo, można następnie przenieść na siebie. Nie wierzysz, że to możliwe? Być może pomoże ci w tym mały eksperyment, który przekona cię, że jest inaczej. Najlepiej, jeśli do tego celu wykorzystasz jakieś zdarzenie ze swojej przeszłości. Jeśli jednak nie masz takiego doświadczenia, po prostu skorzystaj z opowieści, którą usłyszałeś od znajomych.

Eksperyment myślowy

Czy kiedykolwiek byłeś świeżo zakochany i wkrótce potem poszedłeś na imprezę bez swojej nowej miłości? Jeśli tak, to najprawdopodobniej tego wieczoru niezwykle często ktoś z tobą próbował flirtować lub przynajmniej udało ci się przeprowadzić wiele interesujących rozmów. Bo gdy jesteśmy zakochani, mamy w sobie coś magnetycznego.

Równie często można zaobserwować coś zupełnie przeciwnego. Osoba samotna i smutna, która idzie na imprezę, aby oderwać myśli od problemów, rzadko doświadczy takiego traktowania. Zamiast gorących flirtów i inspirujących rozmów, trafimy do grupy gości, których życie w danej chwili również nie jest usłane różami. Tutaj również działa pewien rodzaj magnetyzmu, ale niestety wcale nie jest przyjemny.

A w rzeczywistości nie jest wcale tak trudno zmienić swój „magnetyzm”, tak aby przyciągać miłość i uznanie. Tę cudowną aurę zyskujesz nie tylko wtedy, gdy ktoś cię kocha, ale także wtedy, gdy praktykujesz miłość do siebie. Nieprzypadkowo użyłem słowa „praktykujesz”. Kto nigdy nie ćwiczył miłości do siebie, musi najpierw krok po kroku zbliżać się do tej wspaniałej umiejętności. Masz jednak przewagę na starcie, ponieważ osoby cierpiące na wypalenie zawodowe zazwyczaj są bardzo dobre w okazywaniu miłości innym. Innymi słowy, kompetencje już masz, tylko musisz jeszcze zmienić kierunek.

W naszym eksperymencie myślowym możesz teraz dokładnie przemyśleć, co zrobiłaby osoba, która jest w tobie bezgranicznie zakochana, aby zaplanować dla ciebie niezapomniany dzień. Być może zaprosiłaby cię najpierw do twojej ulubionej restauracji, a potem wynajęła piękny kabriolet i zorganizowała wspaniały piknik na łonie natury. Na podróż z pewnością przygotowałby listę utworów, abyście mogli posłuchać wszystkich piosenek, które oboje szczególnie lubicie. A potem zrób to wszystko – dla siebie. Zastanów się również, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś był już w związku z partnerem lub partnerką, dla którego lub której jesteś najważniejszy i najwspanialszy na świecie. W Ameryce istnieje piękne powiedzenie opisujące tę formę „mentalizacji”: „Fake it until you make it”. W wolnym tłumaczeniu oznacza to: „Udawaj, że osiągnąłeś już swój cel, aż stanie się to prawdą”.

Konkretnie oznaczałoby to na przykład, że kupujesz piękny bukiet kwiatów do swojego mieszkania i wyobrażasz sobie, że to twoja ukochana osoba postawiła go dla ciebie na stole. Albo umieszczasz specjalny przysmak w lodówce i dołącz do niego małą karteczkę z napisem: „Aby nieco osłodzić ci czas oczekiwania na nasze kolejne spotkanie”. To oczywiste, że dla miłości swojego życia, zadbałbyś o swój wygląd, ponieważ każdy z nas lubi być obiektem pożądania. Prawdopodobnie nawet użyłbyś szczególnie zmysłowych perfum, aby twój partner nie miał najmniejszych wątpliwości, że kochasz go tak samo, jak on ciebie.

Razem z moją żoną przekonaliśmy już wielu naszych pacjentów i klientów, aby przynajmniej spróbowali tej radykalnej formy miłości do siebie. Im dłużej komuś udawało się wytrwać w tej strategii „Udawaj, aż osiągniesz sukces”, tym częściej otoczenie reagowało na zmianę w jego wyglądzie i zachowaniu. Szczególnie imponującym przypadkiem była klientka mojej żony, która przez prawie trzynaście lat była samotna, mimo że bardzo pragnęła być w związku. Była to kobieta w wieku czterdziestu pięciu lat, szalenie atrakcyjna, jednak tej odnoszącej sukcesy bizneswoman nie udało się jak do tej pory znaleźć życiowego partnera. Zmieniło się to jednak diametralnie, gdy przez trzy tygodnie ćwiczyła radykalną miłość do siebie. W trzecim tygodniu treningu uwagę na nią zwrócił nie jeden, lecz aż dwóch niezwykle intrygujących mężczyzn, którzy okazywali jej wyraźne zainteresowanie. Z jednym z nich jest już od trzech lat w szczęśliwym i harmonijnym związku małżeńskim.

Co zrobić, gdy oczekuje się od nas perfekcjonizmu?

W gabinecie często spotykam ludzi, którzy twierdzą, że sami nie są perfekcjonistami, ale tego wymaga od nich przełożony. Osoby, które od dłuższego czasu przedkładają dobro pracodawcy nad dobro własne lub swojej rodziny, powinny zadać sobie następujące pytanie: „Kto zmusza mnie do dalszej pracy dla tego pracodawcy? Czy naprawdę tak trudno jest znaleźć lepszą pracę, czy może jestem tylko ofiarą własnych przekonań?”. W rzeczywistości to właśnie takie błędne lub ograniczające myśli najczęściej uniemożliwiają pozytywną zmianę:

• Jestem za stary.

• Nie mam odpowiednich kwalifikacji.

• Gdzie indziej nie zarobię tyle samo.

• Nowa droga do pracy byłaby dla mnie zbyt długa.

• Gdzie indziej nie będzie lepiej.

Wszystkie te przekonania są bardzo powszechne i zbyt rzadko poddaje się je krytycznej analizie. Skąd jednak możesz wiedzieć, czy to wszystko jest prawdą, skoro nigdy tak naprawdę nie aplikowałeś na inne stanowisko?

Szefowie również wpadają w pułapkę perfekcjonizmu

To, że jesteś swoim szefem, niestety nie uchroni cię, przed wpadnięcie w pułapkę perfekcjonizmu. Perfekcjonizm często objawia się potrzebą kontrolowania wszystkiego. Na przykład właściciele mniejszych firm często skrupulatnie wymagają, aby wszystkie decyzje były przez nich zatwierdzane. W zależności od liczby zatrudnionych może to często oznaczać, że połowę dnia pracy spędzają na zatwierdzaniu wydatków, odpowiadaniu na pytania pracowników i wydawaniu jasnych poleceń, kto ma, co i kiedy zrobić. Jednak produktywność przedsiębiorców wygląda zupełnie inaczej.

Przedsiębiorca i autor bestsellerów Timothy Ferriss w swojej książce Czterogodzinny tydzień pracy62 przedstawia ciekawe narzędzie, które pozwala ograniczyć do minimum perfekcjonizm w firmie. Ponieważ irytowało go, że jego doradcy klienta zwracali się do niego z każdym drobiazgiem, bez wahania ustalił budżet w wysokości 100 dolarów, w ramach którego pracownicy mogli samodzielnie podejmować decyzje. Każda decyzja, w przypadku której potencjalna strata w razie podjęcia błędnej decyzji nie przekraczała wspomnianego budżetu, mogła i powinna być podejmowana samodzielnie przez doradców. Rezultat był absolutnie zdumiewający. Po krótkim okresie dostosowania się do nowych wytycznych, pracownicy nie tylko nauczyli się działać w sposób znacznie bardziej odpowiedzialny. Znacznie skrócił się również czas, w którym Timothy Ferriss musiał przerywać swoją pracę, aby odpowiadać na pytania pracowników. Od tej chwili wiele drobnych decyzji w firmie można było teraz podejmować i wdrażać znacznie szybciej, wzrosła produktywność, a tym samym również osiągany zysk.

To, czy budżet, w ramach którego twoi pracownicy będą w przyszłości mogli sami rozporządzać, będzie wynosił 20 czy 200 euro, zależy oczywiście od ciebie i w dużym stopniu od branży, w której działa twoja firma. Dla autora książki Czterogodzinny tydzień pracy ta niewielka zmiana była pod każdym względem prawdziwą wygraną.

To, czy czujemy się dobrze w swojej skórze, zależy w decydującym stopniu od czegoś, co nazywam „wąskim gardłem”. Tak jak roślinie, która ma za mało światła, niewiele pomoże częstsze podlewanie, tak w przypadku ludzi, naszym największym niedostatkiem – i to w wyjątkowym stopniu – jest poczucie dobrostanu. Jeśli na przykład ktoś ma zbyt mało czasu wolnego, to stosunkowo niewiele pomoże mu zaoferowanie wyższej pensji. Dodatkowe pieniądze prawdopodobnie wydałby tylko na kolejne „zastępcze przyjemności”, podczas gdy nadal brakowałoby mu wolnego czasu.

Jednak rozpoznanie prawdziwej przeszkody nie zawsze jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Niektórym brakuje miłości lub uznania, innym pieniędzy lub czasu, a jeszcze inni potrzebują więcej dyscypliny, aby zdrowo się odżywiać lub regularnie uprawiać sport. Niedobór hormonów, witamin, minerałów lub białka BDNF również powoduje szereg problemów. Czasami cierpimy bardziej fizycznie, czasami bardziej psychicznie, ale zazwyczaj oba te aspekty idą w parze.

W naturze człowieka leży to, że najpierw szukamy rozwiązania naszych problemów tam, gdzie jest to najłatwiejsze. Stary skecz Olivera Hardy’ego i Stana Laurela, który jako dzieci nazywaliśmy po prostu „Dick i Doof”, opowiada o tym, jak Olli obserwuje Stana szukającego czegoś pod latarnią. Olli dowiaduje się, że Stan zgubił kluczyki do samochodu i pomaga mu w poszukiwaniach. Po dłuższym bezskutecznym przeszukiwaniu ziemi wokół latarni Olli pyta Stana, czy jest pewien, że zgubił kluczyki do samochodu właśnie w tym miejscu. Ten odpowiada: „Nie, zgubiłem je w parku. Ale tutaj, przy latarni, jest jaśniej i lepiej widać”.

Na pewno nigdy nie zdarzyło ci się coś tak „nierozsądnego”. A może jednak? W swojej praktyce zawodowej nieustannie obserwuję, jak ludzie szukają szczęścia w większym bezpieczeństwie, pieniądzach lub czasie wolnym, podczas gdy w rzeczywistości problem leży zupełnie gdzie indziej. Na przykład osoba, która każdego wieczoru wraca do domu wyczerpana pracą, może stosunkowo szybko dojść do wniosku, że rozwiązaniem jej problemu jest więcej czasu wolnego. Ale co, jeśli problem leży raczej w obszarze uznania i satysfakcji? O ileż bardziej energiczny byłby wieczorem, gdyby otrzymał więcej uznania od swojego szefa lub współpracowników? A co by się stało, gdyby postanowił poszukać innej pracy, która sprawiałaby mu znacznie więcej radości? Czy to możliwe, że pomimo takiej samej liczby godzin pracy miałby w czasie wolnym wystarczająco dużo energii, aby prowadzić harmonijne życie rodzinne lub spotykać się z przyjaciółmi?

Czasami zmierzenie się z własnymi ograniczeniami jest bolesne, ponieważ rozwiązanie problemu często wymaga więcej wysiłku, niż byśmy sobie tego życzyli. Zdarza się tak, że ludzie mają – jak sądzą – wszystko: wspaniałą rodzinę, pewną pracę, wiernych przyjaciół i wystarczająco dużo czasu wolnego, a mimo to skarżą się na wypalenie zawodowe, popadają w depresję lub cierpią na zaburzenia lękowe.

Często osoby dotknięte tym problemem od dawna podświadomie wiedzą, że nadszedł czas na zmianę, ale umysł uparcie odmawia uznania problemu jako takiego i podjęcia odpowiednich działań.

Czasami, gdy presja staje się zbyt duża, ludzie porzucają nawet cały swój plan na życie. Terminem specjalistycznym określającym takie zjawisko jest kryzys wieku średniego. Wielu osobom można byłoby zaoszczędzić tej pochopnej reakcji i często nieprzyjemnych konsekwencji, gdyby tylko w porę rozpoznały swoje prawdziwe ograniczenia i podjęły odpowiednie działania.

Aby uchronić cię przed tym problemem, przedstawię technikę, dzięki której wielu moich pacjentów zdołało wykryć swoje prawdziwe ograniczenia. Najpierw jednak chciałbym cię nieco bardziej uwrażliwić na ten temat, posługując się przykładem z mojego gabinetu. W końcu może się okazać, że od razu trzeba będzie sięgnąć do sedna sprawy, a wtedy warto wiedzieć, że inni także dali radę przejść tę niełatwą drogę.

W 2017 roku świetnie prosperujący przedsiębiorca zwrócił się do mnie o poradę, ponieważ jego żona niedawno poinformowała go, że chce rozwodu.

Powiedział: „Nie rozumiem tego! Moja żona ma wszystko, czego może zapragnąć. Mamy dwoje wspaniałych dzieci i mieszkamy w cudownym domu. Pomoc domowa, ogrodnik i sprzątaczka przychodzą regularnie i dbają o porządek. Mamy więcej niż wystarczająco pieniędzy, więc moja żona nie musi pracować i może robić w wolnym czasie, co tylko zechce. Nieważne, czy cały dzień spędza na zakupach, leży przy basenie, czy uprawia sport, mi to nie przeszkadza. W zeszłym tygodniu wróciła do domu z nową parą butów za 600 euro, a w jej garderobie stoi już z pewnością 80 par”.

Jego wyliczenia trwały jeszcze przez dłuższą chwilę i było oczywiste, że rozpieszczał swoją żonę wszelkimi możliwymi luksusami. Przy tak wielu dowodach miłości z jego strony uważał, że problem leży wyłącznie po stronie żony. Po prostu nie da się jej zadowolić. Nie rozumie nawet, że ma dużo obowiązków służbowych.

Kiedy w końcu zapytałem go, ile czasu w tygodniu spędza ze swoją żoną, umilknął i przyznał, że jego żona od dłuższego czasu narzeka, że nie ma dla niej czasu. Ale on po prostu musi dużo pracować, bo przecież trzeba jakoś zarobić na cały ten luksus.

Podobnie jak wielu innych mężczyzn, był tak bardzo uwięziony w swoich schematach myślowych, że nie dostrzegał prawdziwych potrzeb swojej żony. Nie brakowało jej kolejnych luksusów ani zamienników przyjemności, ale po prostu więcej czasu ze swoim mężem. Poradziłem mu, aby jak najszybciej wybrał się z nią w dłuższą podróż. Zamiast dalej pracować w nadgodzinach, aby móc kupić jeszcze więcej rzeczy, których i tak mieli pod dostatkiem, najwyższy czas było zająć się tym, czego naprawdę brakowało w tym związku. A mógł to zrobić, spędzając czas wyłącznie z żoną, nie myśląc przy tym cały czas o pracy. Posłuchał mojej rady i rzeczywiście wkrótce nie było już tematu rozwodu. Ponadto ten przedsiębiorca nauczył się, że jego żona znacznie bardziej ceni sobie uwagę w postaci wspólnie spędzonego czasu niż wszystkie luksusowe dobra, na które dotychczas tak ciężko pracował.

Z pewnością dostrzegłbyś tę przeszkodę równie szybko jak ja. Zazwyczaj jesteśmy bowiem mądrzejsi i bardziej kreatywni, gdy udzielamy dobrych rad innym, niż gdy sprawa dotyczy nas samych. Dlatego teraz możesz sprawdzić, czy jesteś świadomy swoich prawdziwych przeszkód, czy też nadal pracujesz nad „niewłaściwymi problemami”. Wszystko, czego potrzebujesz to kartka, długopis, nożyczki i około 30 minut twojego czasu.

Test wartości i celów

Technika, która pomoże ci natychmiast zidentyfikować prawdziwe przeszkody, opiera się na ćwiczeniu coachingowym zwanym „testem wartości i celów”. Weź kartkę i przetnij ją wzdłuż na dwa równe paski. Na pierwszym pasku, bez zastanawiania się, zapisz dziesięć najważniejszych wartości w swoim życiu, jedną pod drugą. Następnie weź drugi pasek i zapisz w ten sam sposób dziesięć najważniejszych celów.

Nawiasem mówiąc, niektóre pojęcia mogą być zarówno wartościami, jak i celami. Na przykład lojalność jest dla wielu ludzi wysoką wartością, ale może również stanowić cel, jeśli pragniesz lojalnego otoczenia, a obecnie otaczają cię osoby niegodne zaufania. To samo dotyczy wolności, bezpieczeństwa czy miłości. Wartości opisują przede wszystkim twój kompas moralny oraz wszystkie cechy, które są dla ciebie niezbędne w życiu, podczas gdy cele dotyczą tego, co chciałbyś osiągnąć. Mogą to być rzeczy materialne, ale równie dobrze uczucia, nauczenie się nowej umiejętności czy cechy charakteru człowieka, z twojego otoczenia, który jest tobie szczególnie bliski.

Najważniejsze, to wykonać to ćwiczenie właśnie teraz i poczekać z dalszą lekturą tej książki do momentu, aż na obu skrawkach papieru pojawi się dziesięć wartości i celów. Nie zastanawiaj się nad tym zbyt długo – nie ma tu złej odpowiedzi. Dużo bardziej chodzi w tym ćwiczeniu o to, aby dowiedzieć się, co teraz cię „porusza”.

Gotów? Zatem najpierw poprzecinaj pasek z wartościami tak, aby każda z nich znajdowała się na osobnym kawałku papieru. A teraz ułóż jedną pod drugą, układając najważniejszą na samej górze a najmniej istotną na dole kolumny. Jeśli trudno jest ci ustalić kolejność, umieść po dwie wartości obok siebie i porównaj je ze sobą. Zadaj sobie następujące pytanie: „Gdybym musiał wybrać jedną z tych wartości, która byłaby dla mnie ważniejsza?”. Dobrobyt czy związek pełen miłości? Załóżmy, że wybierasz związek, wtedy ta kartka pozostaje na swoim miejscu, a ty porównujesz ją z następną wartością. Karteczka, która pozostanie przed tobą, jest twoją najważniejszą wartością i trafia na samą górę listy. Powtórz tę czynność z pozostałymi dziewięcioma karteczkami, aż ustalisz miejsca od drugiego do dziesiątego.

A teraz powtórz tę samą czynność z celami i umieść je po prawej stronie wartości. Gdy ukończysz zadanie, twój najważniejszy cel powinien znajdować się tuż obok najważniejszej wartości, a najmniej ważny cel, obok najmniej ważnej wartości.

To, co teraz masz przed sobą, jest niczym innym jak twoją gotowy plan motywacyjny. Ponieważ zarówno wartości, jak i cele, KTÓRE ŚWIADOMIE WYZNACZYŁEŚ, determinują kierunek twojego życia. Co ciekawe, niektórzy ludzie „zapominają” podczas tego testu o bardzo istotnych wartościach lub celach. Na przykład regularnie zdarza mi się, że wykonuję to ćwiczenie z pacjentami, a oni po prostu zapominają wpisać hasło „zdrowie” w tabeli wartości lub celów, i to pomimo tego, że zgłaszają się do mnie z problemami psychicznymi. Jeśli podczas czytania poniższych zdań zauważysz, że również zapomniałeś o jednej ważnej wartości lub celu, możesz oczywiście uzupełnić listę. Pamiętaj jednak, że do tej pory nie brałeś tej wartości lub tego celu tak naprawdę „pod uwagę”. Poniżej prezentuję przykładowe kolumny w tabeli celów i wartości:

Wartości

1. Uznanie zawodowe.

2. Wysoki standard życia.

3. Bezpieczeństwo finansowe.

4. Wolność.

5. Niezależność.

6. Miłość.

7. Prawdziwa przyjaźń.

8. Wierność.

9. Tolerancja.

10. Harmonia.

Cele

1. Zdrowie.

2. Spokój wewnętrzny.

3. Udana relacja.

4. Własne dzieci.

5. Dobrobyt.

6. Małżeństwo.

7. Więcej czasu wolnego.

8. Domek z ogrodem.

9. Praca z domu.

10. Więcej urozmaicenia.

Czy po przeczytaniu tej listy spontanicznie przyszło ci do głowy, co może być nie tak? Czy zauważyłeś, że w niektórych punktach pojawia się konflikt między wartościami a celami? Wśród wartości na pierwszym miejscu znajdują się uznanie zawodowe, wysoki standard życia i bezpieczeństwo finansowe. Natomiast wśród celów dominują zdrowie, spokój wewnętrzny i dobre relacje. Jednak każdy, kto za wszelką cenę chce odnieść sukces w pracy i szybko się dorobić, nigdy nie osiągnie swojego celu, jakim jest spokój wewnętrzny. Bardziej prawdopodobnym jest to, że zarówno jego zdrowie, jak i relacje ucierpią z powodu pracy po godzinach i ciągłego stresu.

Oczywiście mógłbyś powiedzieć: „Kiedy już będę miał wystarczająco dużo pieniędzy, będę miał też wystarczająco dużo czasu na inne rzeczy”. Ale uwierz mi, to nie działa w ten sposób. Zamiast oszczędzać każdy grosz, aby po roku lub dwóch pracować mniej w dłuższej perspektywie, niemal automatycznie wzrasta standard życia i kupuje się coraz więcej rzeczy, które w rzeczywistości nie są potrzebne. Jest to zupełnie normalne, ponieważ potrzebujemy jakiejś formy nagrody, gdy wciąż pracujemy więcej, niż jest to dla nas dobre.

Co zrobić, gdy pojawił się konflikt między wartościami a celami?

Gdy tylko twoje wartości i cele zaczynają się wzajemnie wykluczać, nie czujesz się już dobrze w swojej skórze. Poszczególne elementy twojego planu motywacyjnego nie współgrają. W naszym przykładzie wolność i niezależność są nadal dość wysoko oceniane, ale po drugiej stronie mamy pragnienie małżeństwa, dzieci i domku z ogrodem. Ten oczywisty konflikt można rozwiązać tylko wtedy, gdy jasno sformułujemy swoje wartości i cele, przyjmiemy je i, w razie potrzeby, zmienimy ich priorytet. Ponadto często pomocne jest nieznaczne przeformułowanie lub skonkretyzowanie niektórych pojęć. Na przykład cel „udany związek” można określić tak, że świadomie szuka się partnera, dla którego wolność i niezależność są również bardzo ważnymi wartościami, ale który jednocześnie pragnie mieć dzieci. Ktoś, kto już po pierwszej randce „przywiązuje się zbyt szybko emocjonalnie”, zdecydowanie nie będzie dobrym wyborem dla naszego projektu „spokojnego planowania rodziny”.

Gdy dostosujesz listę wartości i celów tak, aby były ze sobą zgodne, zauważysz, że wiele rzeczy w twoim życiu stanie się znacznie łatwiejsze. Pamiętaj jednak, że lista ta nie jest ostateczna. Co kilka miesięcy należy ją porównać z aktualną sytuacją życiową i w razie potrzeby wprowadzić korekty. Decyzja o ustaleniu jasnej hierarchii wartości i celów oraz świadome życie zgodnie z nią jest jak posiadanie wbudowanego kompasu, który w każdej sekundzie wskazuje, czy jesteś na właściwej drodze. Dzięki temu łatwiej będzie ci rozpoznać, czy oferta awansu, potencjalny partner lub planowany zakup są rzeczywiście tak korzystne, jak się wydają.

Jak sama nazwa wskazuje, na syndrom ratownika cierpią szczególnie często osoby wykonujące zawody niosące pomoc. Należą do nich na przykład nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, policjanci, nauczycielki przedszkola, opiekunowie osób starszych, psychologowie, ale także nadopiekuńczy rodzice. Im bardziej bezwarunkowo i poświęcająco osoby dotknięte tym syndromem troszczą się o innych, tym bardziej bezradne wydają się być, gdy chodzi o ich własne sprawy. Zjawisko „bezradnych ratowników” zostało po raz pierwszy opisane w 1977 roku przez psychoanalityka Wolfganga Schmidbauera i od tego czasu znane jest pod nazwą „syndrom ratownika”.

Według powszechnie przyjętej opinii osoby z tym syndromem nie są w stanie wyrażać własnych potrzeb i kompensują ten deficyt, pomagając innym w nadmiernym stopniu. Przyjmuje się, że to brak miłości do siebie ostatecznie skłania osoby dotknięte tym schorzeniem do wyboru zawodu pomocowego. Bynajmniej nie z miłości do bliźnich, ale przede wszystkim z uwagi na potrzebę bycia kochanym za swoje czyny lub przynajmniej otrzymania uznania i wdzięczności. W pojedynczych przypadkach może to być prawda, natomiast ja uważam, że to twierdzenie nie wyjaśnia, skąd bierze się tak duża liczba osób dotkniętych tym problemem. Ponadto definicja ta dyskryminuje wiele osób, które angażują się całym sercem i są oddane swojej pracy, a w rzeczywistości za syndromem ratownika stoi zupełnie inny powód, a mianowicie po prostu brak czasu.

Osoby, które codziennie ratują ludzkie życie, ścigając się z czasem, realizują napięty plan nauczania w zbyt licznych klasach lub opiekują tak dużą liczbą pacjentów, że nie są w stanie poświęcić każdemu z nich wystarczająco dużo czasu, mają ogromny problem. Ciągły brak czasu nieuchronnie prowadzi do tego, że nie mogą już pomagać swoim „podopiecznym” z cierpliwością i oddaniem, jakie chcieliby im ofiarować. Zamiast wspierać ludzi w ponownym przejęciu odpowiedzialności za swoje zdrowie, edukację lub warunki życia, coraz częściej starają się jedynie „minimalizować szkody”. Ciągły dysonans między wiedzą o tym, jak właściwie „powinien” wyglądać zawód opiekuna, a tym, co z powodu ograniczonego czasu tak naprawdę udaje się wykonać, sprawia, że „bezradni ratownicy” najpierw się wypalają, a później nawet popadają w depresję.

Sytuację pogarsza fakt, że wiele osób ma całkowicie nieuzasadnione wyrzuty sumienia, ponieważ nie są w stanie osiągnąć szczytnych celów, z którymi kiedyś rozpoczynały pracę w zawodzie. Dlatego często zdarza się, że osoby dotknięte tym problemem nieświadomie „karzą” się, nie szukając pomocy, której tak naprawdę pilnie potrzebują, aby ich stan psychiczny powrócił do normy.

„Błąd” tkwi w systemie

Znacznie częściej powodem, dla którego u ludzi rozwija się syndrom ratownika, nie jest brak miłości do siebie, a po prostu porażka polityczna. Pomimo tego, że problemy w sektorze zdrowia i edukacji znane są od dawna, nic się z tym nie robi. Wręcz przeciwnie, jeśli chodzi o budżet na edukację, Niemcy plasują się w ogonie stawki krajów europejskich63. Nie tylko Dania i Szwecja, ale także Estonia, Łotwa i Litwa przeznaczają znacznie większy procent swojego PKB na edukację, niż Niemcy. Nic więc dziwnego, że coraz mniej osób chce rozpocząć pracę w jakże ważnym zawodzie nauczyciela.

W służbie zdrowia sytuacja ma się jeszcze gorzej. Podczas gdy coraz więcej szpitali boryka się z brakami kadrowymi, kasy chorych osiągają coraz wyższe zyski. Rezerwy finansowe zgromadzone w tym sektorze osiągnęły w 2018 roku rekordową wartość 28 mld euro64. Niemniej jednak praktycznie żadne z tych środków nie są wykorzystywane do rozwiązania powszechnego problemu, jakim jest braku personelu pielęgniarskiego.

Nie czekaj dłużej, aż coś się zmieni. Lepiej sam podejmij działania i zadbaj o to, aby twoja wymarzona praca znów sprawiała ci radość. Możesz na przykład założyć własną działalność, samodzielnie lub z kilkoma współpracownikami. Przyznaję, że wymogi dotyczące uzyskania rejestracji w kasie chorych są dość skomplikowane w zależności od kraju związkowego, ale warto. Alternatywnie można również zaoferować wyłącznie usługi opieki prywatnej.

Pomyśl, jak inaczej czułbyś się, gdybyś ty sam mógł decydować, ile czasu spędzasz z osobami wymagającymi opieki? Gdyby twoje zarobki byłyby znacznie wyższe i nikt inny nie zarabiałby na twojej pracy, w końcu miałbyś okazję pracować nieco mniej. A dodatkowy czas, który udałoby ci się przez to pozyskać, mógłbyś wykorzystać na naładowanie własnych baterii.

Zdecydowanie lepiej jest naprawdę pomóc połowie potrzebujących, niż dotrzeć do dwa razy większej liczby osób, oferując im tylko podstawową pomoc i nie mając czasu na szczerą rozmowę. Widzisz więc, że miłość do innych nie musi wykluczać miłości do siebie, o ile jesteś gotów wykonywać swoją pracę w sposób bardziej samodzielny i odpowiedzialny.

Á propos miłości do siebie – jeśli czujesz, że twój syndrom ratownika wynika z braku miłości do siebie, radziłbym umieścić tę ważną wartość na samym szczycie listy wartości i celów. Jeśli potrzebujesz pomocy, poszukaj dobrego coacha, który na kilku sesjach będzie cię wspierał w tym realizacji zadaniu.

Zobaczysz, że nawet jeśli tylko przez kilka miesięcy postawisz siebie na pierwszym miejscu, po tym czasie będziesz mógł ponownie z większą energią i pasją realizować swoje powołanie. A tym, którym „zdrowy egoizm” na początku może sprawiać trudności, pomoże być może następująca analogia:

Tylko regularnie ładowane baterie mogą dostarczać energię. Jeśli ich nie naładujemy lub robimy to zbyt rzadko, szybko stają się bezużyteczne i stanowią jedynie obciążenie dla środowiska.

Nie pozwól, aby sprawy zaszły tak daleko. Świat potrzebuje ludzi takich jak ty, którzy chętnie i z pełnym przekonaniem pomagają innym. Zrób więc przysługę sobie i swojemu otoczeniu i zadbaj o siebie. Tylko w ten sposób obie strony będą mogły odnieść trwałe korzyści.

Niektórzy ludzie sprawiają wrażenie, jak gdyby osiągnęli już w życiu wszystko. Mają piękny dom, wspaniałą rodzinę, odnoszą sukcesy w pracy i zarabiają wystarczająco dużo pieniędzy, aby pozwolić sobie na cokolwiek zapragną. Jednak, co zaskakujące, to właśnie ta grupa osób szczególnie często cierpi na wypalenie zawodowe i depresję, tylko że zazwyczaj nikt tego nie zauważa. Jeśli już porównujesz się z takimi ludźmi, to wiedz, że nigdy nie znasz całej prawdy. Smutek i ból są obecne również w ich życiu, z tą różnicą, że rzadko obnoszą się z tym publicznie.

Idealne życie innych

Jakiś czas temu dziennikarz zadał mi dość prowokacyjne pytanie: „Jakie działania mogłyby doprowadzić mnie do poważnego wypalenia zawodowego?”. Roześmiałem się i odpowiedziałem, że to zdecydowanie nie jest dobry plan. Ale on nie odpuszczał. Dlatego odpowiedziałem na jego osobliwe pytanie następująco: „Jest na to wiele sposobów. Bardzo skuteczna byłaby na przykład kombinacja bardzo niezadowalającej pracy i ciągłego porównywania się z innymi”. Duński filozof Saren A. Kierkegaard ujął to już ponad pół wieku temu, pisząc:

Porównywanie jest końcem szczęścia i początkiem niezadowolenia.

Bardziej zielony ogród sąsiada, szybszy awans kolegi, lepsza sylwetka siostry, większy sukces konkurencji. Jeśli postrzegamy świat w trybie porównawczym, frustracja jest niemalże pewna, ponieważ skupiamy się głównie na brakach, na tym, czego jeszcze nie osiągnęliśmy, na porażkach i stratach. Takie myślenie oparte na porównaniach sprawia, że bez końca kręcimy się w kołowrotku negatywnych myśli. To powoduje zazdrość, strach i z czasem podkopuje naszą pewność siebie.

Obsesja na punkcie tego, że inni są na pewno lepsi, szczęśliwsi i oczywiście bardziej skuteczni, podsyca własne niezadowolenie i powoduje niepokój i nerwowość. Poprzeczka, którą wewnętrznie sobie stawiamy jest coraz wyższa, a lista rzeczy do zrobienia jest coraz dłuższa. Sprawy, które trzeba jeszcze załatwić, piętrzą się tak długo, aż nie jesteśmy w stanie sprostać wynikającej z tego presji psychicznej i fizycznej.

Całość podsycają media społecznościowe, które codziennie dostarczają nam nowy „materiał porównawczy”. Nic więc dziwnego, że wspólne badanie przeprowadzone przez uniwersytety w Berlinie i Darmstadt potwierdza, że Facebook wywołuje zazdrość65. Media społecznościowe nie tylko sprzyjają porównywaniu się, ale także konsumpcji, zgodnie z mottem:

„Kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz, za pieniądze, których nie masz, aby zaimponować ludziom, których nie znasz”.

Według badań nad szczęściem konsumpcja materialna nie prowadzi jednak do szczęścia, a jedynie do debetu na koncie. To z kolei może uruchomić niebezpieczne błędne koło:

Niezadowolenie i frustracja często prowadzą do poszukiwania zastępczej przyjemności przez konsumpcję → większa konsumpcja z kolei generuje presję finansową → a presja finansowa zmusza do jeszcze większej, często niezadowalającej pracy → a nadmiar pracy znowu powoduje frustrację i niezadowolenie → i w ten sposób błędne koło się zamyka.

Kto ciągle porównuje się z innymi, nie docenia swojej wyjątkowości. A przecież każdy z nas jest wyjątkowy. Trzeba przyznać, że zawsze znajdzie się ktoś, kto w jakiejś dziedzinie jest lepszy od ciebie, co nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę 7,5 miliarda „konkurentów”. Ale pamiętaj także o tym, że zawsze znajdzie się ktoś gorszy, wolniejszy, mniej atrakcyjny lub mniej wykształcony. Pytanie brzmi więc: na czym chcesz się skupić? Amerykański trener motywacyjny Dale Carnegie, o którym wspomniałem już w rozdziale 2, trafnie ujął to w następujący sposób:

Szczęście nie zależy od tego, kim jesteś lub co masz, ale od tego, jak myślisz.

To, o czym myślisz, o czym decydujesz i za co odpowiadasz, zależy wyłącznie od ciebie. To ty decydujesz, czy chcesz patrzeć tylko na wspaniałe życie innych ludzi i tym samym degradować siebie się do roli ofiary i widza, czy też wolisz spędzać czas na bardziej sensownych rzeczach, takich jak na przykład te, ujęte w następujących pytaniach:

• Za co mogę być już dzisiaj wdzięczny?

• Czego chciałbym jeszcze bardziej doświadczać?

• Z czego dokładnie w tej chwili mogę być choć trochę dumny?

4.3Przyczyna trzecia: Perfekcjonizm i samowyzysk

4.4Przyczyna czwarta: Zastępcze przyjemności i nierozpoznane wąskie gardła

4.5Przyczyna piąta: Syndrom ratownika

4.6Przyczyna szósta: Ciągłe porównywanie się do innych