Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
ISBN 83-08-01931-5
Książka dostępna w zasobach:
Fundacja Krajowy Depozyt Biblioteczny
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 20
Rok wydania: 1988
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Harasimowicz
ubrana i^lko wtawi/ połonin
Projekt obwoluty Beata Barszczewska-Wojda
JERZY HARASYMOWICZ Ubrana tylko w trawy połon
JERZY HARASYMOWICZ Ubrana tylko w trawy połonin
Wydawnictwo Literackie
c Copyright by Jerzy Harasymowicz, Kraków 1988
Projekt okładki,
układ typograficzny i redakcja techniczna Beata Barszczewska-Wojda
Redaktor
Krzysztof Lisowski Printed in Poland
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1988 Wyd. I. Nakład 11 000 +1 80 egz.
Ark. wyd. 2,3 Ark. druk. 5 Papier offset, kl. III, 82 * 104 cm, 70 g Oddano do składania 12 XI 1987 Podpisano do druku w marcu 1988 Zam. 3942/87 M-11-4
Skład: Drukarnia Wydawnicza im. W. L. Anczyca w Krakowie Druk i oprawa: Bielskie Zakłady Gr,ifir /nc Bielsko-Biała, ul. Grunwaldzka zam. 1030/88
ISBN 83-08-01931-5
Ubrana tylko w trawy połonin
Ubrana tylko w trawy połonin nie zjawiłaś się w mym życiu
Były inne które znikły ze mną w lesie bukowym ze śpiewem
Na złote włosy ubrały liściasty wieniec
Jednak żadna
nie umiała fruwać w powietrzu i tak naprawdę
bały się pogańskiej ciemności lasu Były i wracały
do nudnych obrządków chleba codziennego do cerowania rzeczywistości może zawsze były stare mimo swych osiemnastu wiosen
Ubrana tylko w trawy połonin jeżeli jesteś — śpiesz się
Na mojej twarzy powoli zapada zmierzch
Jeszcze trochę i zajdę za góry jak księżyc
świecąc starym światłem poezji
Kilka kresek
Mój świat
kilka kresek szafirowych
Rozsypuje się codziennie sto razy I sto razy na powrót powstaje
Rozpędzony zapada w wiklinę I sto razy w niebo się wzbija
Żyje z natury świetlistej łaski Mój świat budują wazki
Wieczór
Gasną luźne obrazy lutowane upałem Coraz większy las
kładziony ciemnym pędzlem zmierzchu Fioletowe kielichy kołysze górski orlik
Rozpaliłem nad Osławą ogienek zebrałem zniewagi na stertę — zasyczało znikło Nieważne było wszystko
W popiele gra konik polny
Świat ciemnieje tylko świecące palce sztuki
przeszukują góry
Niebo
Niebo to wiosenna dębina i niewinne
na biało ubrane zawilce
Byłem tam kilka razy Może jeszcze zajdę
Kiedy porośnie wszystko trawa wspomni nas
nieustanne kwitnienie słów
Zjawią się jak fatamorgana Bieszczady
Będę nadal z wami ubrany w błękitne skrzydła gór Niczego więcej nie pragnę
* * *
Nad Osławą parzą upałem śnieżne krzewy parzydła
Zabiegana para pliszek
Daleki grzmot rzuca się w Osławię jak sum grzmi szafir
— lato
Przeleciał motyl czarny z upału
W olszynie fruwają w mroku świecące dni
W błękit uleciała ręka jak jaskółka
— piszę —
Tysiące robotników
Marysi
Położyła się na niebie połonina wół fiolet zmierzchu ubrały postacie gór
Tysiące robotników buduje cerkiew tysiące robotników '
niesie nieba kopuły srebrne niesie błękitne lasy niesie świecące trawy
