Trzy sztuki - John Ashbery - ebook
NOWOŚĆ

Trzy sztuki ebook

Ashbery John

0,0

Opis

Z Trzech sztuk Johna Ashbery’ego nic nie wynika. Najtrudniejsi do przełknięcia są „Herosi” (1950) ze względu na bulwersujące zmiany scenicznego nastroju i rejestrów języka (w skali mniej więcej od Ubu Króla do Króla Edypa), a także niemożliwe „zgrupowania” postaci: kiedy „światło ścieka z kolumn i cokołów starożytnej Grecji”, w salonie Achillesa z gramofonu leci muzyka, Chór tańczy z Tezeuszem, Kirke z Achillesem, Hebe z Patroklosem, Ulisses zaś podpiera ścianę, popijając. Natomiast „Kompromis” (1955) to już ewidentnie quasi-western (z udziałem m.in. Kanadyjskiej Policji Konnej oraz całego plemienia Indian Tobi: – Chór!); i wreszcie „Filozof” (1959) – ot, szarada, typowa zagadka kryminalna, porzucona jednak in medias res bez rozwiązania. Swoje trzy „dramaty liryczne”, jak zwą je krytycy, autor napisał głównie ku rozrywce dobrze mu znanej, harvardzkiej i nowojorskiej młodzieży poetyckiej, jednak nie trzeba szczególnie wnikliwego wglądu, aby dostrzec w nich początki fatalnego zauroczenia światem kultury popularnej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 130

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



HEROSI

.

OSOBY:

ACHILLES

KIRKE

ULISSES

HEBE

PATROKLOS

CHÓR

ASTYANAKS

TEZEUSZ

STRAŻNIK

ANDROMACHA

HEKTOR

.

Miejsce: willa nad morzem.

Scena: salon z bliżej nieokreślonej epoki. Tezeusz i Patroklos siedzą sobie swobodnie w strojach jakby greckich.

TEZEUSZ

...wykorzystałem fakt, że był zbudowany jak labirynt. Kiedy postępuje się w taki sposób, nawet w przypadku zwykłego zadania z algebry, wszystko od razu staje się proste. Bo spokojnie można sobie stworzyć obraz samego siebie przy takiej czy innej robocie. Lecz jeżeli nie podchodzi się do każdej rzeczy pod właściwym dla niej kątem, to nie można sobie stworzyć takiego obrazu, a w rezultacie człowiek czuje się prześladowany i samotny. Bez wyobraźni nic łatwo nie idzie.

PATROKLOS

Jak wspaniale mówisz o tych wszystkich rzeczach.

TEZEUSZ

(Wydaje się zmieszany.)

Nie... to nie tak. A właśnie – czy mógłbym się czegoś napić?

PATROKLOS

(uśmiechając się)

Ależ oczywiście. (Dzwoni.) Wybacz moją opieszałość... Ale mów dalej, proszę. Nawet nie potrafię ci powiedzieć, jakie to interesujące dla kogoś, kto najlepsze lata swojego życia przesiedział w tej wielkiej, starej, głupiej budzie.

TEZEUSZ

Zapewne musi ci doskwierać nuda, Patroklosie.

PATROKLOS

Nuda! Codziennie muszę się zrywać skoro świt, bo ten brutal nie pozwoli, żeby śniadanie podano o innej porze. Potem przez resztę dnia zostaję sam, obijam się po stajniach lub chodzę na spacery – czy może raczej na spacer, bo jest tylko jeden.

TEZEUSZ

Wyobrażałem sobie Achillesa jako miłego kompana.

PATROKLOS

Och, właściwie widuję go tylko na koktajlach. Czasami po kolacji chodzimy popływać. Faktycznie jest całkiem miły. Lecz brakuje mi rozmów na tematy intelektualne. Książki i prasa dochodzą tu z miesięcznym opóźnieniem.

TEZEUSZ

Czy Achilles dużo czyta?

PATROKLOS

Och, mniejsza z nim. Opowiedz jeszcze coś o minotaurze.

TEZEUSZ

Jeszcze nikomu o nim nie mówiłem.

PATROKLOS

O... Ale daję słowo, że nikt się nie dowie.

TEZEUSZ

Kochany jesteś. Cóż, jak już chyba mówiłem, minotaur grał najmniejszą rolę w tej całej intrydze. Zawsze byłem zdania, że świat roi się od fałszerstw, ale w swojej naiwności sądziłem, że to, czy jest on interesujący, czy nie, zależy od stopnia, w jakim udaje się pokryć ich nierzetelność. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że największa ze wszystkich atrap nie zrobi nic, aby mnie przekonać o realności swojego istnienia... nawet najmniejszego gestu! Po prostu tam tkwił – głupi, prymitywny element teatralnej maszynerii.

PATROKLOS

Niewiarygodne! Lecz może taki właśnie był zamysł Dedala.

TEZEUSZ

Co?

PATROKLOS

Żeby w ten sposób uśpić twoją czujność.

TEZEUSZ

Ale w jakim celu? Nie pozostawało nic innego, jak wymierzyć celnego kopniaka i wrócić do domu.

PATROKLOS

No a co ze wszystkimi dziewicami, które ponoć pożarł?

TEZEUSZ

Już po nich.

Wchodzi Hebe.

HEBE

Tak, proszę pana.

PATROKLOS

Dwa koktajle proszę. Och, i zechciej powiadomić Achillesa, że przybył nasz gość.

HEBE

Achilles jest na polowaniu, proszę pana.

PATROKLOS

(od pewnego czasu zapatrzony w Tezeusza)

O... Można się było tego po nim spodziewać!

TEZEUSZ

Słuchaj, Patroklosie, naprawdę chciałbyś wiedzieć, jak to się odbyło?

PATROKLOS

Bardzo!

TEZEUSZ

W porządku. Musisz to sobie wyobrazić. Hebe, ty staniesz tutaj i będziesz Ariadną. Musisz trzymać koniec tego kłębka włóczki i pod żadnym pozorem nie wolno ci go upuścić. Patroklosie, ty wejdź na podest i udawaj potwora. Oto sceneria: drzwi do labiryntu są jak wejście do wielkiego gabinetu śmiechu w opuszczonym lunaparku. Budowla została zbita ze starych desek i ciągnie się aż po widnokrąg. Jedna jej część pnie się po zboczu wzgórza jak fantastyczna winnica, inna pogrąża się powoli w oddalonym o jakąś milę słonym bagnie. Pogoda jest przytłaczająca. Za mną i Ariadną słychać plusk morza – cichy, lecz straszny.

PATROKLOS

(z rosnącym podnieceniem)

Wszystko tak cudownie potrafisz ubrać w słowa!

TEZEUSZ

Teraz jesteśmy w środku. Niekończące się perspektywy. Stare plakaty złażące ze ścian, zapach moczu, westchnienia wiatru w szparach między deskami. Pięć schodków w dół, zakręt – i pięć schodków w górę. Ten głupi patent jest jednym z ulubionych szelmostw Dedala. Niekiedy przez szczeliny między deskami wdziera się piach. Często napotyka się duże dziury w dachu, tak że zwiedzający, jeśli tylko ma ochotę, może wyjść na górę i zapoznać się z planem całej budowli. Krótko mówiąc, jest się w niepewnym położeniu osoby wierzącej, że dada wciąż żyje. (Patroklos i Hebe zdradzają oznaki wielkiego podniecenia.) Teraz następuje najdziwniejsza rzecz. Ktoś jest w labiryncie od ładnych kilku dni i zaczyna zdawać sobie sprawę, że zmienił się już dobrych kilka razy. Zresztą nie tylko on, ale cała jego idea labiryntu tudzież sam labirynt. Ogromnie trudno to wyjaśnić, a jest to najnikczemniejsza ze sztuczek Dedala. W zasadzie labirynt wygląda tak samo jak zawsze – jest raczej tak, jakby był oglądany oczyma innej osoby.

HEBE

(lekkomyślnie)

Rozumiem!

Ściemnia się. Od pewnego czasu Tezeusz kluczył między meblami w kierunku Patroklosa.

TEZEUSZ

Z jakąż zgrozą i fascynacją manewrowałem w tym ostatnim drewnianym przesmyku! Jakież ciemności! Wszędzie dokoła huczy wodospad. Wciąż mam go w głowie. Ale byłem taki szczęśliwy – szczęśliwy, Patroklosie! Bo oto nareszcie widziałem siebie tak, jak tylko ja mogłem siebie widzieć – nie tak, jak mógłby mnie widzieć ktoś na ulicy: pełnego obcości i, co za tym idzie, poezji. Wcześniej może i wyglądałbym pięknie w oczach jakiegoś przechodnia. Teraz jednak wydałem się sobie dziesięć razy piękniejszy, bo zrozumiałem, że nie znaczę nic, poza niejasną kwestią stosunku poszczególnych części mojego ciała do czasu i przestrzeni, w których akurat zdarzyło im się znaleźć.

PATROKLOS

(z bezgraniczną miłością)

Mów dalej!

TEZEUSZ

Uświadomiłem sobie, że posiadam oto jedyną broń, którą można pokonać minotaura – dystans prawdziwego estety. Dobywając miecza z taką pewnością, z jaką można by na przykład rzucić kartę na stół, kopniakiem wywaliłem drzwi do jego komórki. W środku nie było nic oprócz wielkiej kolubryny z drewna i pomalowanego płótna.

PATROKLOS

(histerycznie)

Ale co z dziewicami?! Mówiłeś, że już po nich!

Tezeusz podbiega do Patroklosa, chwyta go w pół i unosi nad głową. Patroklos szlocha. Hebe mdleje, ale natychmiast dochodzi do siebie.

TEZEUSZ

O szczęśliwości!

Zapala się światło. Achilles, Kirke i Chór wchodzą środkowymi drzwiami. Achilles jest taki, jakim go znamy. Kirke wygląda jak Theda Bara i mówi z nieznacznym cudzoziemskim akcentem. Chór, w granatowej sukni, jest korpulentną kobietą w średnim wieku.

ACHILLES I KIRKE

No, no!

Patroklos zbliża się do nich.

PATROKLOS

(zmieszany)

Gdzie się podziewałeś, Achillesie? Tezeusz jest tu już od paru godzin i pysznie się bawimy, słuchając opowieści o jego przeżyciach w labiryncie. Kirke, czy państwo się znają?

KIRKE

Owszem.

ACHILLES

Tezeuszu – jak miło. Czuj się jak u siebie w domu. Czemu się tak wiercisz, Patroklosie? Zdaje się, że chciałbyś za coś przeprosić.

PATROKLOS

Och, odczep się. Zawsze usiłujesz wpędzić mnie w kompleksy już na samym początku.

ACHILLES

Nie, to nie tak – ale wiem, że jeśli masz coś na sumieniu, to prędzej czy później będę musiał o tym usłyszeć.

PATROKLOS

Ech, koń by się uśmiał.

Wychodzi.

ACHILLES

Wybaczcie mu. Czasem coś go napada. (przebiegle) Przypuszczam, Tezeuszu, że z zazdrością słuchał opowieści o twoich wyczynach.

TEZEUSZ

Pochlebiasz mi. Właśnie zdawałem Patroklosowi i Hebe małą relację z przebiegu tamtych wydarzeń, cios za ciosem. (Achilles patrzy na Hebe spode łba; Hebe wychodzi.) Obawiam się, że trochę nas poniosło.

ACHILLES

(lodowato)

Możesz w tym domu robić, co ci się żywnie podoba, Tezeuszu. Ale bardzo was proszę, przestańmy wreszcie tak stać. Nie mielibyście ochoty w coś zagrać? Żaden ze mnie gospodarz.

KIRKE

Przepraszam, jeśli łaska, ale czy nie oczekujecie jeszcze jednego gościa?

ACHILLES

Jasny gwint, rzeczywiście! To mi przypomina, że muszę szepnąć słówko Patroklowi.

Wychodzi wraz z Chórem.

TEZEUSZ

No to co u ciebie, Medeo?

KIRKE

Nazywam się Kirke! (Tezeusz tymczasem zdążył zarumienić się ze wstydu.) Nic nie szkodzi. Dobrze wiem, co czary potrafią zrobić z twarzą kobiety.

TEZEUSZ

Najmocniej przepraszam. Jesteś przepiękną kobietą.

KIRKE

Och, że też musimy rozmawiać w taki sposób! Czemu żadne z nas nie mówi tego, co myśli? Gdyby któryś z was, mężczyzn, miał odwagę powiedzieć: „Kirke, jesteś wstrętnym, starym pudłem!”. Wtedy – mając już wszystkie obelgi z głowy – moglibyśmy coś osiągnąć. A tak to tyle mamy wspólnego z ludźmi, co te głupawe posągi z Partenonu.

TEZEUSZ

Wybacz, Kirke, ale tu bym się z tobą nie zgodził. Moim zdaniem te posągi są piękne. Co więcej, myślę, że w ten sam sposób ludzie również są piękni.

KIRKE

Nie chwytam.

TEZEUSZ

Pozwól, że opowiem ci o czymś, co mi się przydarzyło po drodze. Mój pociąg zatrzymał się na stacji tuż obok innego pociągu. Przez szybę mogłem przyglądać się parze siedzącej w tym drugim pociągu, mężczyźnie i kobiecie, którzy prowadzili rozmowę. Obserwowałem ich przez piętnaście minut. Nie miałem pojęcia, kim dla siebie byli. Nie mogłem mieć pojęcia, o czym rozmawiali. Mogli wyznawać sobie miłość, planować morderstwo lub kłócić się o teściów. Ale choć nie mogłem niczego usłyszeć, samo przyglądanie się ich rozmowie sprawiło, że czuję, jakbym znał tych ludzi lepiej niż kogokolwiek na całym świecie.

KIRKE

Dziwny z ciebie człowiek.

TEZEUSZ

W twoich ustach to pewnie jest komplement.

KIRKE

Pocałuj mnie.

TEZEUSZ

Doprawdy –

KIRKE

Nie to nie. Nie wiem, dlaczego mężczyźni tak się mnie boją.

TEZEUSZ

(z gniewem)

Och, jak możesz. Widzę, że w ogóle nie słuchałaś. Sama nie wierzysz w to, co przed chwilą mówiłaś. Najlepiej będzie, jeśli przez resztę weekendu ograniczymy nasze rozmowy do minimum.

Wychodzi.

KIRKE

Oczywiście! Wszystkim się wydaje, że można mnie przechytrzyć po prostu dlatego, że jestem czarownicą! (Pada na otomanę, popłakując.) Zabiłabym faceta! Ale co potem? Wszyscy powiedzieliby, że można się było po mnie tego spodziewać! (Szlocha.) Mam tylko jedno wyjście. Na szczęście przywiozłam tę przepaskę, która sprawi, że każdy, kto ją zobaczy, zakocha się we mnie na zabój. (Wkłada przepaskę.) Proszę bardzo. Miłość wszystko zwycięży, jak mówi poeta.

Wchodzi Achilles, za nim Patroklos, Tezeusz, Chór i Ulisses. Ulisses jest bardzo nieśmiały, w ubraniu z tweedu.

ACHILLES

Kirke! Spójrz, kogo tu mamy.

Ulisses zbliża się i całuje Kirke w rękę.

ULISSES

W siódmym niebie, z pewnością.

KIRKE

Mój skarbie. Już prawie cię zapomniałam, Ulissesie.

Ulisses się rumieni.

ACHILLES

Nawiasem mówiąc, moi państwo, oto Chór.

Chór się kłania. Reszta się odkłania.

CHÓR

Poproszono mnie, aby sprawdzić, jak wygląda sprawa i co trzeba zrobić.

TEZEUSZ

Co?

CHÓR

Tak jest, czuję się trochę jak człowiek ze Scotland Yardu.

ACHILLES

(pospiesznie)

Więc na co macie państwo ochotę? Pójdziemy się przekąpać przed podwieczorkiem?

Wchodzi Astyanaks, chłopiec mniej więcej dziesięcioletni.

ASTYANAKS

Podwieczorek podano w ogrodzie, panowie i panie.

Wychodzą, rozmawiając, z wyjątkiem Kirke i Ulissesa, którzy zostają.

ULISSES

Takie to dziwne – to nasze spotkanie po latach. Tyle rozmów poszło w zapomnienie, twarze zamazał czas.

KIRKE

Co jeszcze zostało do powiedzenia?

ULISSES

To najdziwniejszy czas. Kiedy nie ma już nic. Gdy schodzą się dwie starożytne osobistości. Znane każdemu pod słońcem, zniekształcone przez ludową tandetę – ekskrementy wieków. Dwie gigantyczne kupy śmieci brnące przez zmierzch świata. I w przeciwieństwie do gór nawet nie mamy czasu do namysłu.

KIRKE

Przestań. Całe życie przede mną.

ULISSES

Tak ci się tylko wydaje.

KIRKE

Nie bądź takim pesymistą, skarbie. Zgoda, jesteśmy sławni, ale to nie znaczy, że nie mamy naszego prywatnego życia.

ULISSES

Wiemy o sobie tylko tyle, że przebywamy akurat w tym pokoju.

KIRKE

Jest wiosna. Czas łączenia się w pary.

ULISSES

Być może. Lecz może nie dla nas.

Wychodzą błędnym krokiem, każde innymi drzwiami. Wchodzi Chór, jakby ich szukając.

CHÓR

Wielu znam ludzi we wszystkich możliwych układach, lecz nic dobrego nigdy z tego nie wynikło.

Mija dzień, co widać po tym, że światła przygasają na chwilę i ponownie się zapalają. Chór stoi w tym samym miejscu.

Jak dotąd ta sztuka była łatwa. Od tej chwili trudniej ją będzie zrozumieć. Tak to czasem bywa.

Cicha muzyka. Kirke z Achillesem oraz Tezeusz z Patroklosem wchodzą przez drzwi po przeciwległych stronach sceny. Powoli idą przez scenę i wychodzą.

Zaprawdę delikatna, dusząca mgiełka tryska z czystego i kapryśnego umysłu autora. Zamęt i rozpacz idą w ślad za precyzyjną wymową wiosny. Tym sposobem, kiedy padnie ostatnia kwestia sztuki, wasza pamięć uniesie pochodnię ku tej zeschłej, poskręcanej masie. Wówczas nie będzie wam się już wydawać, jakby to wszystko w ogóle się nie stało, ale jakby poszczególne partie dalej grały w waszej głowie, dając o sobie znać, kiedy tylko przystąpicie do wykonania najprostszej czynności. (Ulisses pojawia się w środkowych drzwiach.) Zbliż się, Ulissesie. Co cię tu sprowadza?

ULISSES

Niczego nie pragnę.

CHÓR

Co, nawet Kirke, z ziemi zrodzonej nieziemskiej bogini?

ULISSES

Widziałem zbyt wiele miejsc. Zbyt wiele dzieci zna moje dzieje.

Chór zdradza oznaki nudy. Podchodzi do okna.

Ai, żal, który spadnie na dom Achillesa. Głupcem był, który Tezeusza, smoków zabójcę, w dom swój zaprosił. Cień pada na bohatera w chwili, gdy właśnie ma popełnić bohaterski czyn.

Tak czy owak, tylko bohater może oszacować czyn, dzięki swoim przewagom. A zatem to publiczność musi być w błędzie. Lecz jeśli wszyscy są zgodni...!

Achillesie, nie mogłeś tego przewidzieć? Ty, taki bohater, jak żaden z nas?

Czemu pozwoliłeś, by zasiał niezgodę między Patroklem a tobą, pomiędzy Kirke a mną? Gdzie by się nie znalazł, będzie dla innych jako te posągi na fasadzie budynku.

Och! Achilles! Tezeusz! Figury walki cierpienia powrotu. A pod spodem starożytna szarada.

To ten śródziemnomorski ckliwy błękit wyciska łzy ze starej, zmiętej twarzy. Och, nie ma znaczenia, kim jesteśmy!

Lecz jest coś, o czym Tezeusz nie wie. (Chór wzdycha i odwraca się, by spojrzeć na Ulissesa.) Każdy człowiek musi być żywy bądź martwy.

CHÓR

Choć mogło się wydawać, że nie słucham, to w istocie dotarło do mnie każde twoje słowo, Ulissesie. Obiecuję jednak, że nikt się o niczym nie dowie.

Chór i Ulisses wymieniają uścisk dłoni.

ULISSES

Związani jesteśmy teraz przysięgą na wieczność.

Chór wychodzi. Ulisses podchodzi do tego samego okna, przy którym stał Chór, i wygląda na zewnątrz. Nadchodzą Achilles i Patroklos, nie zauważając obecności Ulissesa.

PATROKLOS

A to lisek!

ACHILLES

Przestań krytykować Tezeusza, Patroklosie. Wiesz, jak wielki miał na ciebie wpływ.

PATROKLOS

Płakałem, kiedy uniósł mnie nad głową, bo myślałem, że uśmierci mnie jak minotaura.

ACHILLES

Kłamiesz. Już wcześniej musiał ci powiedzieć, że minotaur nie był żywym stworzeniem.

PATROKLOS

Owszem. Ale sam wiesz, że podobno pożarł pewną liczbę młodzieńców i dziewic. Tezeusz powiedział, że wszyscy zginęli.

ACHILLES

Czy ich szczątki spoczywały w pobliżu minotaura?

PATROKLOS

O tym nie wspominał.

ACHILLES

To wszystko da się logicznie wytłumaczyć.

PATROKLOS

(zamyślony)

Albo minotaur był żywy, albo te dziewice nie były martwe.

ACHILLES

Mniejsza o Tezeusza. Słuchaj, Patroklosie. Znasz tę starą historię z Kirke i Ulissesem?

PATROKLOS

Tę z Odysei? Znam.

ACHILLES

Skądinąd wiem, że Kirke nie zapomniała o uczuciu, które do niego żywiła. Znowu chce zarzucić na niego haczyk. A to się może źle skończyć. Osoba o jej konstrukcji psychicznej mogłaby bez najmniejszego powodu zmienić nas wszystkich w świnie.

PATROKLOS

Myślę, że to byłoby pyszne.

ACHILLES

Nie błaznuj. Wiesz przecież, jakie brewerie wyprawiają ludzie już po krótkim pobycie w tym domu.

PATROKLOS

Ależ tu w ogóle nie ma atmosfery!

ACHILLES

Przypomnij Ulissesowi o jego powinnościach wobec Penelopy. Spraw, żeby się stąd wyniósł. Jeśli to będzie konieczne, spreparuj telegram.

PATROKLOS

Sam się tym zajmij. Tyle mnie to obchodzi, co zeszłoroczny śnieg.

Wychodzi. Achilles odwraca się i spostrzega Ulissesa.

ACHILLES

Rety! Nie miałem pojęcia, że tu jesteś!

ULISSES

W porządku, Achillesie. Nie interesuje mnie Kirke. Wątpię, aby próbowała jakichś sztuczek.

ACHILLES

Chyba rzeczywiście wielki ze mnie tchórz. Chętnie bym się jej pozbył. Ale nie chciałbym jej urazić.

ULISSES

Musisz grać rolę gospodarza. Spróbuj zorganizować nam czas, żeby każdy miał jakieś zajęcie.

ACHILLES

To jest jakiś pomysł. Możemy w coś pograć. Po kolacji moglibyśmy potańczyć. Można by zrobić wycieczkę. Tezeusz, Patroklos i Kirke poszliby ścieżką wokół jeziora, a my ruszylibyśmy tajnym szlakiem, którego jeszcze nikomu nie pokazywałem. Niebywałe!

Tezeusz prowadzi Kirke pod rękę. Ulisses i Achilles chowają się za parawanem.

KIRKE

Światło ścieka z kolumn i cokołów starożytnej Grecji.

TEZEUSZ

O wędrowny obłoku.

KIRKE

Jest wiosna. Pora gnicia. Delikatny opar unosi się z sadzawek i cystern, ze ścieków i gnoju, żeby najpierw zrosić, a potem zasnuć mgłą lazurowe okulary serca.

TEZEUSZ

O mała szelmutko.

KIRKE

Pora gnicia i łączenia się w pary. Tak, już wkrótce nie będzie miejsca na myśli, które towarzyszą nam w chwili obecnej.

TEZEUSZ

Tak. O Kirke, słyszę huk wodospadu.

KIRKE

Jest tak gorąco, że nie da się oddychać w tej cuchnącej zagrodzie. Czy można coś na to poradzić?

TEZEUSZ

Moglibyśmy zdjąć ubrania.

Kirke zaczyna się rozbierać.

KIRKE

O boleści. Nadmierne zbliżenie i nasze myśli mieszają się ze sobą jak błoto pod stopami. A potem coś się wydarza. A potem znowu coś się wydarza, tak że zapominamy o tym, co się zdarzyło najpierw, i w ogóle jesteśmy już gdzie indziej.

TEZEUSZ

Tak, ciągle się zmieniamy, nawet kiedy najlepiej zdajemy sobie z tego sprawę. Zaczynam podejrzewać, że nie ma to najmniejszego znaczenia.

KIRKE

Jak już mówiłam, ktoś zawsze wychodzi nam naprzeciw, choć wydaje się, że to my nadkładamy drogi. Nawet gdy na to spojrzeć z ogromnego dystansu, nie można wyciągnąć żadnych wniosków, bo zaraz ktoś nadciąga, żeby nam przerwać, i swoim szeptem udaremnia dociągnięcie sprawy do końca.

TEZEUSZ

To szkorbut. Pozwól, że się tym zajmę.

KIRKE