Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Z Trzech sztuk Johna Ashbery’ego nic nie wynika. Najtrudniejsi do przełknięcia są „Herosi” (1950) ze względu na bulwersujące zmiany scenicznego nastroju i rejestrów języka (w skali mniej więcej od Ubu Króla do Króla Edypa), a także niemożliwe „zgrupowania” postaci: kiedy „światło ścieka z kolumn i cokołów starożytnej Grecji”, w salonie Achillesa z gramofonu leci muzyka, Chór tańczy z Tezeuszem, Kirke z Achillesem, Hebe z Patroklosem, Ulisses zaś podpiera ścianę, popijając. Natomiast „Kompromis” (1955) to już ewidentnie quasi-western (z udziałem m.in. Kanadyjskiej Policji Konnej oraz całego plemienia Indian Tobi: – Chór!); i wreszcie „Filozof” (1959) – ot, szarada, typowa zagadka kryminalna, porzucona jednak in medias res bez rozwiązania. Swoje trzy „dramaty liryczne”, jak zwą je krytycy, autor napisał głównie ku rozrywce dobrze mu znanej, harvardzkiej i nowojorskiej młodzieży poetyckiej, jednak nie trzeba szczególnie wnikliwego wglądu, aby dostrzec w nich początki fatalnego zauroczenia światem kultury popularnej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 130
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
OSOBY:
ACHILLES
KIRKE
ULISSES
HEBE
PATROKLOS
CHÓR
ASTYANAKS
TEZEUSZ
STRAŻNIK
ANDROMACHA
HEKTOR
Miejsce: willa nad morzem.
Scena: salon z bliżej nieokreślonej epoki. Tezeusz i Patroklos siedzą sobie swobodnie w strojach jakby greckich.
TEZEUSZ
...wykorzystałem fakt, że był zbudowany jak labirynt. Kiedy postępuje się w taki sposób, nawet w przypadku zwykłego zadania z algebry, wszystko od razu staje się proste. Bo spokojnie można sobie stworzyć obraz samego siebie przy takiej czy innej robocie. Lecz jeżeli nie podchodzi się do każdej rzeczy pod właściwym dla niej kątem, to nie można sobie stworzyć takiego obrazu, a w rezultacie człowiek czuje się prześladowany i samotny. Bez wyobraźni nic łatwo nie idzie.
PATROKLOS
Jak wspaniale mówisz o tych wszystkich rzeczach.
TEZEUSZ
(Wydaje się zmieszany.)
Nie... to nie tak. A właśnie – czy mógłbym się czegoś napić?
PATROKLOS
(uśmiechając się)
Ależ oczywiście. (Dzwoni.) Wybacz moją opieszałość... Ale mów dalej, proszę. Nawet nie potrafię ci powiedzieć, jakie to interesujące dla kogoś, kto najlepsze lata swojego życia przesiedział w tej wielkiej, starej, głupiej budzie.
TEZEUSZ
Zapewne musi ci doskwierać nuda, Patroklosie.
PATROKLOS
Nuda! Codziennie muszę się zrywać skoro świt, bo ten brutal nie pozwoli, żeby śniadanie podano o innej porze. Potem przez resztę dnia zostaję sam, obijam się po stajniach lub chodzę na spacery – czy może raczej na spacer, bo jest tylko jeden.
TEZEUSZ
Wyobrażałem sobie Achillesa jako miłego kompana.
PATROKLOS
Och, właściwie widuję go tylko na koktajlach. Czasami po kolacji chodzimy popływać. Faktycznie jest całkiem miły. Lecz brakuje mi rozmów na tematy intelektualne. Książki i prasa dochodzą tu z miesięcznym opóźnieniem.
TEZEUSZ
Czy Achilles dużo czyta?
PATROKLOS
Och, mniejsza z nim. Opowiedz jeszcze coś o minotaurze.
TEZEUSZ
Jeszcze nikomu o nim nie mówiłem.
PATROKLOS
O... Ale daję słowo, że nikt się nie dowie.
TEZEUSZ
Kochany jesteś. Cóż, jak już chyba mówiłem, minotaur grał najmniejszą rolę w tej całej intrydze. Zawsze byłem zdania, że świat roi się od fałszerstw, ale w swojej naiwności sądziłem, że to, czy jest on interesujący, czy nie, zależy od stopnia, w jakim udaje się pokryć ich nierzetelność. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że największa ze wszystkich atrap nie zrobi nic, aby mnie przekonać o realności swojego istnienia... nawet najmniejszego gestu! Po prostu tam tkwił – głupi, prymitywny element teatralnej maszynerii.
PATROKLOS
Niewiarygodne! Lecz może taki właśnie był zamysł Dedala.
TEZEUSZ
Co?
PATROKLOS
Żeby w ten sposób uśpić twoją czujność.
TEZEUSZ
Ale w jakim celu? Nie pozostawało nic innego, jak wymierzyć celnego kopniaka i wrócić do domu.
PATROKLOS
No a co ze wszystkimi dziewicami, które ponoć pożarł?
TEZEUSZ
Już po nich.
Wchodzi Hebe.
HEBE
Tak, proszę pana.
PATROKLOS
Dwa koktajle proszę. Och, i zechciej powiadomić Achillesa, że przybył nasz gość.
HEBE
Achilles jest na polowaniu, proszę pana.
PATROKLOS
(od pewnego czasu zapatrzony w Tezeusza)
O... Można się było tego po nim spodziewać!
TEZEUSZ
Słuchaj, Patroklosie, naprawdę chciałbyś wiedzieć, jak to się odbyło?
PATROKLOS
Bardzo!
TEZEUSZ
W porządku. Musisz to sobie wyobrazić. Hebe, ty staniesz tutaj i będziesz Ariadną. Musisz trzymać koniec tego kłębka włóczki i pod żadnym pozorem nie wolno ci go upuścić. Patroklosie, ty wejdź na podest i udawaj potwora. Oto sceneria: drzwi do labiryntu są jak wejście do wielkiego gabinetu śmiechu w opuszczonym lunaparku. Budowla została zbita ze starych desek i ciągnie się aż po widnokrąg. Jedna jej część pnie się po zboczu wzgórza jak fantastyczna winnica, inna pogrąża się powoli w oddalonym o jakąś milę słonym bagnie. Pogoda jest przytłaczająca. Za mną i Ariadną słychać plusk morza – cichy, lecz straszny.
PATROKLOS
(z rosnącym podnieceniem)
Wszystko tak cudownie potrafisz ubrać w słowa!
TEZEUSZ
Teraz jesteśmy w środku. Niekończące się perspektywy. Stare plakaty złażące ze ścian, zapach moczu, westchnienia wiatru w szparach między deskami. Pięć schodków w dół, zakręt – i pięć schodków w górę. Ten głupi patent jest jednym z ulubionych szelmostw Dedala. Niekiedy przez szczeliny między deskami wdziera się piach. Często napotyka się duże dziury w dachu, tak że zwiedzający, jeśli tylko ma ochotę, może wyjść na górę i zapoznać się z planem całej budowli. Krótko mówiąc, jest się w niepewnym położeniu osoby wierzącej, że dada wciąż żyje. (Patroklos i Hebe zdradzają oznaki wielkiego podniecenia.) Teraz następuje najdziwniejsza rzecz. Ktoś jest w labiryncie od ładnych kilku dni i zaczyna zdawać sobie sprawę, że zmienił się już dobrych kilka razy. Zresztą nie tylko on, ale cała jego idea labiryntu tudzież sam labirynt. Ogromnie trudno to wyjaśnić, a jest to najnikczemniejsza ze sztuczek Dedala. W zasadzie labirynt wygląda tak samo jak zawsze – jest raczej tak, jakby był oglądany oczyma innej osoby.
HEBE
(lekkomyślnie)
Rozumiem!
Ściemnia się. Od pewnego czasu Tezeusz kluczył między meblami w kierunku Patroklosa.
TEZEUSZ
Z jakąż zgrozą i fascynacją manewrowałem w tym ostatnim drewnianym przesmyku! Jakież ciemności! Wszędzie dokoła huczy wodospad. Wciąż mam go w głowie. Ale byłem taki szczęśliwy – szczęśliwy, Patroklosie! Bo oto nareszcie widziałem siebie tak, jak tylko ja mogłem siebie widzieć – nie tak, jak mógłby mnie widzieć ktoś na ulicy: pełnego obcości i, co za tym idzie, poezji. Wcześniej może i wyglądałbym pięknie w oczach jakiegoś przechodnia. Teraz jednak wydałem się sobie dziesięć razy piękniejszy, bo zrozumiałem, że nie znaczę nic, poza niejasną kwestią stosunku poszczególnych części mojego ciała do czasu i przestrzeni, w których akurat zdarzyło im się znaleźć.
PATROKLOS
(z bezgraniczną miłością)
Mów dalej!
TEZEUSZ
Uświadomiłem sobie, że posiadam oto jedyną broń, którą można pokonać minotaura – dystans prawdziwego estety. Dobywając miecza z taką pewnością, z jaką można by na przykład rzucić kartę na stół, kopniakiem wywaliłem drzwi do jego komórki. W środku nie było nic oprócz wielkiej kolubryny z drewna i pomalowanego płótna.
PATROKLOS
(histerycznie)
Ale co z dziewicami?! Mówiłeś, że już po nich!
Tezeusz podbiega do Patroklosa, chwyta go w pół i unosi nad głową. Patroklos szlocha. Hebe mdleje, ale natychmiast dochodzi do siebie.
TEZEUSZ
O szczęśliwości!
Zapala się światło. Achilles, Kirke i Chór wchodzą środkowymi drzwiami. Achilles jest taki, jakim go znamy. Kirke wygląda jak Theda Bara i mówi z nieznacznym cudzoziemskim akcentem. Chór, w granatowej sukni, jest korpulentną kobietą w średnim wieku.
ACHILLES I KIRKE
No, no!
Patroklos zbliża się do nich.
PATROKLOS
(zmieszany)
Gdzie się podziewałeś, Achillesie? Tezeusz jest tu już od paru godzin i pysznie się bawimy, słuchając opowieści o jego przeżyciach w labiryncie. Kirke, czy państwo się znają?
KIRKE
Owszem.
ACHILLES
Tezeuszu – jak miło. Czuj się jak u siebie w domu. Czemu się tak wiercisz, Patroklosie? Zdaje się, że chciałbyś za coś przeprosić.
PATROKLOS
Och, odczep się. Zawsze usiłujesz wpędzić mnie w kompleksy już na samym początku.
ACHILLES
Nie, to nie tak – ale wiem, że jeśli masz coś na sumieniu, to prędzej czy później będę musiał o tym usłyszeć.
PATROKLOS
Ech, koń by się uśmiał.
Wychodzi.
ACHILLES
Wybaczcie mu. Czasem coś go napada. (przebiegle) Przypuszczam, Tezeuszu, że z zazdrością słuchał opowieści o twoich wyczynach.
TEZEUSZ
Pochlebiasz mi. Właśnie zdawałem Patroklosowi i Hebe małą relację z przebiegu tamtych wydarzeń, cios za ciosem. (Achilles patrzy na Hebe spode łba; Hebe wychodzi.) Obawiam się, że trochę nas poniosło.
ACHILLES
(lodowato)
Możesz w tym domu robić, co ci się żywnie podoba, Tezeuszu. Ale bardzo was proszę, przestańmy wreszcie tak stać. Nie mielibyście ochoty w coś zagrać? Żaden ze mnie gospodarz.
KIRKE
Przepraszam, jeśli łaska, ale czy nie oczekujecie jeszcze jednego gościa?
ACHILLES
Jasny gwint, rzeczywiście! To mi przypomina, że muszę szepnąć słówko Patroklowi.
Wychodzi wraz z Chórem.
TEZEUSZ
No to co u ciebie, Medeo?
KIRKE
Nazywam się Kirke! (Tezeusz tymczasem zdążył zarumienić się ze wstydu.) Nic nie szkodzi. Dobrze wiem, co czary potrafią zrobić z twarzą kobiety.
TEZEUSZ
Najmocniej przepraszam. Jesteś przepiękną kobietą.
KIRKE
Och, że też musimy rozmawiać w taki sposób! Czemu żadne z nas nie mówi tego, co myśli? Gdyby któryś z was, mężczyzn, miał odwagę powiedzieć: „Kirke, jesteś wstrętnym, starym pudłem!”. Wtedy – mając już wszystkie obelgi z głowy – moglibyśmy coś osiągnąć. A tak to tyle mamy wspólnego z ludźmi, co te głupawe posągi z Partenonu.
TEZEUSZ
Wybacz, Kirke, ale tu bym się z tobą nie zgodził. Moim zdaniem te posągi są piękne. Co więcej, myślę, że w ten sam sposób ludzie również są piękni.
KIRKE
Nie chwytam.
TEZEUSZ
Pozwól, że opowiem ci o czymś, co mi się przydarzyło po drodze. Mój pociąg zatrzymał się na stacji tuż obok innego pociągu. Przez szybę mogłem przyglądać się parze siedzącej w tym drugim pociągu, mężczyźnie i kobiecie, którzy prowadzili rozmowę. Obserwowałem ich przez piętnaście minut. Nie miałem pojęcia, kim dla siebie byli. Nie mogłem mieć pojęcia, o czym rozmawiali. Mogli wyznawać sobie miłość, planować morderstwo lub kłócić się o teściów. Ale choć nie mogłem niczego usłyszeć, samo przyglądanie się ich rozmowie sprawiło, że czuję, jakbym znał tych ludzi lepiej niż kogokolwiek na całym świecie.
KIRKE
Dziwny z ciebie człowiek.
TEZEUSZ
W twoich ustach to pewnie jest komplement.
KIRKE
Pocałuj mnie.
TEZEUSZ
Doprawdy –
KIRKE
Nie to nie. Nie wiem, dlaczego mężczyźni tak się mnie boją.
TEZEUSZ
(z gniewem)
Och, jak możesz. Widzę, że w ogóle nie słuchałaś. Sama nie wierzysz w to, co przed chwilą mówiłaś. Najlepiej będzie, jeśli przez resztę weekendu ograniczymy nasze rozmowy do minimum.
Wychodzi.
KIRKE
Oczywiście! Wszystkim się wydaje, że można mnie przechytrzyć po prostu dlatego, że jestem czarownicą! (Pada na otomanę, popłakując.) Zabiłabym faceta! Ale co potem? Wszyscy powiedzieliby, że można się było po mnie tego spodziewać! (Szlocha.) Mam tylko jedno wyjście. Na szczęście przywiozłam tę przepaskę, która sprawi, że każdy, kto ją zobaczy, zakocha się we mnie na zabój. (Wkłada przepaskę.) Proszę bardzo. Miłość wszystko zwycięży, jak mówi poeta.
Wchodzi Achilles, za nim Patroklos, Tezeusz, Chór i Ulisses. Ulisses jest bardzo nieśmiały, w ubraniu z tweedu.
ACHILLES
Kirke! Spójrz, kogo tu mamy.
Ulisses zbliża się i całuje Kirke w rękę.
ULISSES
W siódmym niebie, z pewnością.
KIRKE
Mój skarbie. Już prawie cię zapomniałam, Ulissesie.
Ulisses się rumieni.
ACHILLES
Nawiasem mówiąc, moi państwo, oto Chór.
Chór się kłania. Reszta się odkłania.
CHÓR
Poproszono mnie, aby sprawdzić, jak wygląda sprawa i co trzeba zrobić.
TEZEUSZ
Co?
CHÓR
Tak jest, czuję się trochę jak człowiek ze Scotland Yardu.
ACHILLES
(pospiesznie)
Więc na co macie państwo ochotę? Pójdziemy się przekąpać przed podwieczorkiem?
Wchodzi Astyanaks, chłopiec mniej więcej dziesięcioletni.
ASTYANAKS
Podwieczorek podano w ogrodzie, panowie i panie.
Wychodzą, rozmawiając, z wyjątkiem Kirke i Ulissesa, którzy zostają.
ULISSES
Takie to dziwne – to nasze spotkanie po latach. Tyle rozmów poszło w zapomnienie, twarze zamazał czas.
KIRKE
Co jeszcze zostało do powiedzenia?
ULISSES
To najdziwniejszy czas. Kiedy nie ma już nic. Gdy schodzą się dwie starożytne osobistości. Znane każdemu pod słońcem, zniekształcone przez ludową tandetę – ekskrementy wieków. Dwie gigantyczne kupy śmieci brnące przez zmierzch świata. I w przeciwieństwie do gór nawet nie mamy czasu do namysłu.
KIRKE
Przestań. Całe życie przede mną.
ULISSES
Tak ci się tylko wydaje.
KIRKE
Nie bądź takim pesymistą, skarbie. Zgoda, jesteśmy sławni, ale to nie znaczy, że nie mamy naszego prywatnego życia.
ULISSES
Wiemy o sobie tylko tyle, że przebywamy akurat w tym pokoju.
KIRKE
Jest wiosna. Czas łączenia się w pary.
ULISSES
Być może. Lecz może nie dla nas.
Wychodzą błędnym krokiem, każde innymi drzwiami. Wchodzi Chór, jakby ich szukając.
CHÓR
Wielu znam ludzi we wszystkich możliwych układach, lecz nic dobrego nigdy z tego nie wynikło.
Mija dzień, co widać po tym, że światła przygasają na chwilę i ponownie się zapalają. Chór stoi w tym samym miejscu.
Jak dotąd ta sztuka była łatwa. Od tej chwili trudniej ją będzie zrozumieć. Tak to czasem bywa.
Cicha muzyka. Kirke z Achillesem oraz Tezeusz z Patroklosem wchodzą przez drzwi po przeciwległych stronach sceny. Powoli idą przez scenę i wychodzą.
Zaprawdę delikatna, dusząca mgiełka tryska z czystego i kapryśnego umysłu autora. Zamęt i rozpacz idą w ślad za precyzyjną wymową wiosny. Tym sposobem, kiedy padnie ostatnia kwestia sztuki, wasza pamięć uniesie pochodnię ku tej zeschłej, poskręcanej masie. Wówczas nie będzie wam się już wydawać, jakby to wszystko w ogóle się nie stało, ale jakby poszczególne partie dalej grały w waszej głowie, dając o sobie znać, kiedy tylko przystąpicie do wykonania najprostszej czynności. (Ulisses pojawia się w środkowych drzwiach.) Zbliż się, Ulissesie. Co cię tu sprowadza?
ULISSES
Niczego nie pragnę.
CHÓR
Co, nawet Kirke, z ziemi zrodzonej nieziemskiej bogini?
ULISSES
Widziałem zbyt wiele miejsc. Zbyt wiele dzieci zna moje dzieje.
Chór zdradza oznaki nudy. Podchodzi do okna.
Ai, żal, który spadnie na dom Achillesa. Głupcem był, który Tezeusza, smoków zabójcę, w dom swój zaprosił. Cień pada na bohatera w chwili, gdy właśnie ma popełnić bohaterski czyn.
Tak czy owak, tylko bohater może oszacować czyn, dzięki swoim przewagom. A zatem to publiczność musi być w błędzie. Lecz jeśli wszyscy są zgodni...!
Achillesie, nie mogłeś tego przewidzieć? Ty, taki bohater, jak żaden z nas?
Czemu pozwoliłeś, by zasiał niezgodę między Patroklem a tobą, pomiędzy Kirke a mną? Gdzie by się nie znalazł, będzie dla innych jako te posągi na fasadzie budynku.
Och! Achilles! Tezeusz! Figury walki cierpienia powrotu. A pod spodem starożytna szarada.
To ten śródziemnomorski ckliwy błękit wyciska łzy ze starej, zmiętej twarzy. Och, nie ma znaczenia, kim jesteśmy!
Lecz jest coś, o czym Tezeusz nie wie. (Chór wzdycha i odwraca się, by spojrzeć na Ulissesa.) Każdy człowiek musi być żywy bądź martwy.
CHÓR
Choć mogło się wydawać, że nie słucham, to w istocie dotarło do mnie każde twoje słowo, Ulissesie. Obiecuję jednak, że nikt się o niczym nie dowie.
Chór i Ulisses wymieniają uścisk dłoni.
ULISSES
Związani jesteśmy teraz przysięgą na wieczność.
Chór wychodzi. Ulisses podchodzi do tego samego okna, przy którym stał Chór, i wygląda na zewnątrz. Nadchodzą Achilles i Patroklos, nie zauważając obecności Ulissesa.
PATROKLOS
A to lisek!
ACHILLES
Przestań krytykować Tezeusza, Patroklosie. Wiesz, jak wielki miał na ciebie wpływ.
PATROKLOS
Płakałem, kiedy uniósł mnie nad głową, bo myślałem, że uśmierci mnie jak minotaura.
ACHILLES
Kłamiesz. Już wcześniej musiał ci powiedzieć, że minotaur nie był żywym stworzeniem.
PATROKLOS
Owszem. Ale sam wiesz, że podobno pożarł pewną liczbę młodzieńców i dziewic. Tezeusz powiedział, że wszyscy zginęli.
ACHILLES
Czy ich szczątki spoczywały w pobliżu minotaura?
PATROKLOS
O tym nie wspominał.
ACHILLES
To wszystko da się logicznie wytłumaczyć.
PATROKLOS
(zamyślony)
Albo minotaur był żywy, albo te dziewice nie były martwe.
ACHILLES
Mniejsza o Tezeusza. Słuchaj, Patroklosie. Znasz tę starą historię z Kirke i Ulissesem?
PATROKLOS
Tę z Odysei? Znam.
ACHILLES
Skądinąd wiem, że Kirke nie zapomniała o uczuciu, które do niego żywiła. Znowu chce zarzucić na niego haczyk. A to się może źle skończyć. Osoba o jej konstrukcji psychicznej mogłaby bez najmniejszego powodu zmienić nas wszystkich w świnie.
PATROKLOS
Myślę, że to byłoby pyszne.
ACHILLES
Nie błaznuj. Wiesz przecież, jakie brewerie wyprawiają ludzie już po krótkim pobycie w tym domu.
PATROKLOS
Ależ tu w ogóle nie ma atmosfery!
ACHILLES
Przypomnij Ulissesowi o jego powinnościach wobec Penelopy. Spraw, żeby się stąd wyniósł. Jeśli to będzie konieczne, spreparuj telegram.
PATROKLOS
Sam się tym zajmij. Tyle mnie to obchodzi, co zeszłoroczny śnieg.
Wychodzi. Achilles odwraca się i spostrzega Ulissesa.
ACHILLES
Rety! Nie miałem pojęcia, że tu jesteś!
ULISSES
W porządku, Achillesie. Nie interesuje mnie Kirke. Wątpię, aby próbowała jakichś sztuczek.
ACHILLES
Chyba rzeczywiście wielki ze mnie tchórz. Chętnie bym się jej pozbył. Ale nie chciałbym jej urazić.
ULISSES
Musisz grać rolę gospodarza. Spróbuj zorganizować nam czas, żeby każdy miał jakieś zajęcie.
ACHILLES
To jest jakiś pomysł. Możemy w coś pograć. Po kolacji moglibyśmy potańczyć. Można by zrobić wycieczkę. Tezeusz, Patroklos i Kirke poszliby ścieżką wokół jeziora, a my ruszylibyśmy tajnym szlakiem, którego jeszcze nikomu nie pokazywałem. Niebywałe!
Tezeusz prowadzi Kirke pod rękę. Ulisses i Achilles chowają się za parawanem.
KIRKE
Światło ścieka z kolumn i cokołów starożytnej Grecji.
TEZEUSZ
O wędrowny obłoku.
KIRKE
Jest wiosna. Pora gnicia. Delikatny opar unosi się z sadzawek i cystern, ze ścieków i gnoju, żeby najpierw zrosić, a potem zasnuć mgłą lazurowe okulary serca.
TEZEUSZ
O mała szelmutko.
KIRKE
Pora gnicia i łączenia się w pary. Tak, już wkrótce nie będzie miejsca na myśli, które towarzyszą nam w chwili obecnej.
TEZEUSZ
Tak. O Kirke, słyszę huk wodospadu.
KIRKE
Jest tak gorąco, że nie da się oddychać w tej cuchnącej zagrodzie. Czy można coś na to poradzić?
TEZEUSZ
Moglibyśmy zdjąć ubrania.
Kirke zaczyna się rozbierać.
KIRKE
O boleści. Nadmierne zbliżenie i nasze myśli mieszają się ze sobą jak błoto pod stopami. A potem coś się wydarza. A potem znowu coś się wydarza, tak że zapominamy o tym, co się zdarzyło najpierw, i w ogóle jesteśmy już gdzie indziej.
TEZEUSZ
Tak, ciągle się zmieniamy, nawet kiedy najlepiej zdajemy sobie z tego sprawę. Zaczynam podejrzewać, że nie ma to najmniejszego znaczenia.
KIRKE
Jak już mówiłam, ktoś zawsze wychodzi nam naprzeciw, choć wydaje się, że to my nadkładamy drogi. Nawet gdy na to spojrzeć z ogromnego dystansu, nie można wyciągnąć żadnych wniosków, bo zaraz ktoś nadciąga, żeby nam przerwać, i swoim szeptem udaremnia dociągnięcie sprawy do końca.
TEZEUSZ
To szkorbut. Pozwól, że się tym zajmę.
KIRKE
