To już nie działa. Uwolnij się od sposobów postępowania, które dawniej pomagały, a dziś ci szkodzą - Richard Brouillette - ebook

To już nie działa. Uwolnij się od sposobów postępowania, które dawniej pomagały, a dziś ci szkodzą ebook

Richard Brouillette

0,0
59,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Poradnik oparty na terapii schematów

W obliczu przeciwności wszyscy korzystamy z głęboko zakorzenionych, nawykowych sposobów radzenia sobie. Uruchamiają się one automatycznie, wpływając na to, jak reagujemy i nawiązujemy relacje z innymi ludźmi. W dzieciństwie pomagały nam przetrwać trudne sytuacje, dawały poczucie kontroli i bezpieczeństwa – jednak w dorosłym życiu działają przeciwko nam. Niniejszy poradnik, oparty na zasadach terapii schematów, pomoże ci temu zaradzić. Autor wyjaśnia, jak rozpoznać szkodliwe nawyki, a także zrozumieć, z jakich doświadczeń one się wywodzą oraz jak wpływają nasze myśli, emocje, odczucia i zachowanie. Pokaże ci, jak zastąpić je zdrowymi strategiami, które sprzyjają rozwojowi oraz pozwalają zadbać o swoje potrzeby emocjonalne, w tym o potrzebę bliskości, bezpieczeństwa, akceptacji, autonomii czy kompetencji. W książce znajdziesz nie tylko klarowne wyjaśnienia poszczególnych zagadnień, ale także sugestywne przykłady, praktyczne ćwiczenia i narzędzia, dzięki którym wypracujesz nowe, wspierające podejście do trudnych emocji, myśli i sytuacji. Twoja przeszłość nie musi decydować o twojej przyszłości. To książka o realnej zmianie, która pomoże ci wyjść z impasu i wreszcie żyć w zgodzie ze sobą.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 224

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dedykacja

Mojej żonie Cathy.

„Jeżeli miłość żywi się pokar­mem

Muzyki – graj­cie, aż poczuję prze­syt!”

Przedmowa

Ludzie zwy­kle przy­cho­dzą do psy­cho­te­ra­peuty z powodu cier­pie­nia, które wynika z poczu­cia wła­snej ułom­no­ści, wadli­wo­ści, osa­mot­nie­nia, izo­la­cji czy jakie­goś braku, czemu zazwy­czaj towa­rzy­szy nie­sku­teczny wzo­rzec utrud­nia­jący życie – jakieś zacho­wa­nie lub uczu­cie, jakaś myśl, które trudno zmie­nić. „Po pro­stu nie mogę prze­stać tak robić i nie wiem dla­czego” to powszech­nie zgła­szana skarga.

Nie­za­leż­nie od tego, czy cho­dzi o syn­drom oszu­sta, czy o nie­umie­jęt­ność dzie­le­nia się uczu­ciami z innymi ludźmi, sta­wa­nia we wła­snej obro­nie lub radze­nia sobie z wybu­chami zło­ści, fak­tem jest, że w codzien­nym życiu każdy z nas mie­rzy się z pew­nymi wyzwa­niami, jak rów­nież z dłu­go­trwa­łymi wzor­cami, które wiążą się z jego histo­rią życia. Owe nie­kwe­stio­no­wane „prawdy” doty­czące tego, kim jeste­śmy i jak działa świat, mogą spra­wić, że utkniemy na dro­dze do zmiany i sami będziemy wcho­dzić sobie w paradę.

Dłu­go­trwa­łych sty­lów radze­nia sobie – pomoc­nych, gdy jeste­śmy mali i bez­radni – nie­ła­two się oduczyć po wej­ściu w doro­słość. Co gor­sza, z cza­sem zaczy­nają one przy­no­sić skutki prze­ciwne do zamie­rzo­nych i mogą pod­trzy­my­wać wła­śnie te kon­se­kwen­cje, któ­rych pra­gnę­li­by­śmy unik­nąć. Innymi słowy, to nasze spo­soby radze­nia sobie jako takie stają się pro­ble­mem, wywo­łu­jąc aż za dobrze nam znane przy­kre kon­se­kwen­cje. Tera­peuta uru­cha­mia pro­ces, w ramach któ­rego klienci uczą się obser­wo­wać oko­licz­no­ści uru­cha­miające reak­cje beha­wio­ralne ukryte w pamięci uta­jo­nej, po czym wyobra­żają sobie na nowo (za pośred­nic­twem odpo­wied­nich stra­te­gii) korek­tywne doświad­cze­nie emo­cjo­nalne, czyli prze­ży­cie pozwa­la­jące zatrosz­czyć się o wcze­sne nie­za­spo­ko­jone potrzeby emo­cjo­nalne. To wyma­ga­jące przed­się­wzię­cie – obejść sto­so­wane latami stra­te­gie radze­nia sobie i zdy­stan­so­wać się od głę­boko zako­rze­nio­nych prze­ko­nań. Kiedy to już się uda, kolejne zada­nie polega na roz­wi­nię­ciu zdro­wych wzor­ców życia w świe­cie i sku­tecz­nego budo­wa­nia rela­cji z ludźmi.

W 1993 roku Jef­frey Young i Janet Klo­sko wydali książkę pt. Pro­gram zmiany spo­sobu życia. Uwal­nia­nie się z puła­pek psy­cho­lo­gicz­nych – porad­nik, w któ­rym przy­bli­żyli model tera­pii sche­ma­tów Younga szer­szemu gronu odbior­ców. Wpro­wa­dzili w niej ter­min „pułapka życiowa” na okre­śle­nie dłu­go­trwa­łych, znie­kształ­co­nych emo­cjo­nal­nych prze­ko­nań, które uru­cha­miają się w kon­kret­nych oko­licz­no­ściach przy­po­mi­na­ją­cych sytu­acje z prze­szło­ści, pogłę­bia­jąc bruzdy wyżło­bione przez ból i cier­pie­nie.

Jako spe­cja­listka w zakre­sie tera­pii sche­ma­tów, a także zało­ży­cielka i dyrek­torka ośrodka Cogni­tive The­rapy Cen­ter of New Jer­sey oraz insty­tu­tów tera­pii sche­ma­tów w New Jer­sey, Nowym Jorku i Waszyng­to­nie obser­wuję od kilku dekad, jak tera­pia ta przy­nosi ulgę oso­bom z nie­przy­sto­so­waw­czymi stra­te­giami radze­nia sobie, czyli wpa­da­ją­cymi w pułapki życiowe. Spe­cja­li­zuję się w pracy z klien­tami wyka­zu­ją­cymi pro­blemy nar­cy­styczne oraz z oso­bami, które muszą sobie radzić z obec­nymi w ich życiu nar­cy­zami. Dzięki temu mam ten przy­wi­lej, że mogę obser­wo­wać odwagę klien­tów, któ­rzy podej­mują pracę pro­wa­dzącą do satys­fak­cjo­nu­ją­cych doświad­czeń trans­for­ma­cyj­nych ku zdrow­szemu, lep­szemu życiu.

Dla­tego cie­szę się, że książka Pro­gram zmiany spo­sobu życia tak zain­spi­ro­wała mojego kolegę Richarda Bro­uil­lette’a, iż posta­no­wił napi­sać wła­sny porad­nik uwzględ­nia­jący aktu­alny stan wie­dzy w dzie­dzi­nie tera­pii sche­ma­tów. Pozna­łam Richarda, gdy przy­je­chał do mnie do New Jer­sey na szko­le­nie, a w jego książce roz­po­znaję to samo cie­pło, humor i prak­tyczny ton, jakie wtedy wniósł w nasze zaję­cia. Moja praca jako tre­nerki polega po czę­ści na wspie­ra­niu tera­peu­tów w dostra­ja­niu się do klien­tów, tak aby w kon­tak­cie z nimi byli „praw­dziwi”. Pamię­tam, że wła­śnie ta idea zain­spi­ro­wała Richarda w spo­sób szcze­gólny. Jawi się on jako autor o rzadko spo­ty­ka­nej, ogrom­nej auten­tycz­no­ści, nawią­zu­jący solidną więź z czy­tel­ni­kami. Jeśli jest to twój pierw­szy kon­takt z tera­pią sche­ma­tów, to wiedz, że tra­fi­łaś/tra­fi­łeś na świetne źró­dło. Książka ta sta­nowi cenny wkład w lite­ra­turę przed­miotu i pomoże zarówno oso­bie samo­dziel­nie pra­cu­ją­cej nad sobą, jak i tera­peu­cie pra­gną­cemu poznać to nie­sa­mo­wite podej­ście.

Tera­pia sche­ma­tów jako kom­plek­sowe podej­ście tera­peu­tyczne obej­muje zestaw kon­cep­cji, kwe­stio­na­riu­szy, ter­mi­nów i tech­nik, które – razem wzięte – mogą nieco przy­tło­czyć nowi­cju­szy. W niniej­szej książce Richard umie­jęt­nie prze­kłada pod­sta­wowe kon­cep­cje rozu­mie­nia sie­bie, roz­mowy ze sobą, trwa­łej zmiany zacho­wa­nia i współ­czu­cia dla sie­bie na przy­stępne, przy­ja­zne dla użyt­kow­nika narzę­dzia gotowe do zasto­so­wa­nia w prak­tyce.

Ten porad­nik pomoże ci zro­zu­mieć pod­sta­wowe poję­cia tera­pii sche­ma­tów, a także stra­te­gie zmiany i to, jak owa tera­pia działa w kon­tek­ście samo­dziel­nej pracy nad sobą. Dowiesz się z niego, jak powią­zać trudne, bole­sne doświad­cze­nia z wcze­snego dzie­ciń­stwa z przy­krymi uczu­ciami takimi jak poczu­cie nie­ade­kwat­no­ści, wstyd, złość, kry­ty­cyzm czy poczu­cie opusz­cze­nia, jak emo­cjo­nalne prze­ko­na­nia pro­wa­dzą do ukształ­to­wa­nia się kon­kret­nych reak­cji nasta­wio­nych na prze­trwa­nie, takich jak odłą­cze­nie, nad­mierna kom­pen­sa­cja, ule­głość, oraz w jaki spo­sób te wzorce wywo­łują fru­stra­cję w obec­nym życiu. Tera­peuta sche­ma­tów roz­po­zna w wymie­nio­nych poję­ciach kate­go­rie sche­ma­tów i try­bów, Richard zaś mądrze pomaga zro­zu­mieć te prze­ko­na­nia i zacho­wa­nia powią­zane z naszą histo­rią.

Naj­bar­dziej inno­wa­cyjne aspekty książki są jed­no­cze­śnie aspek­tami naj­bar­dziej prak­tycz­nymi. W każ­dym roz­dziale autor powią­zał kon­cep­cje zaczerp­nięte z tera­pii sche­ma­tów z ćwi­cze­niami, które pozwa­lają wyko­rzy­stać w prak­tyce – czy to do lep­szego pozna­nia wła­snych pod­sta­wo­wych potrzeb, sche­ma­tów i try­bów, czy też do ćwi­cze­nia nawią­zy­wa­nia kon­taktu ze swoją Zdrową Tro­skliwą Czę­ścią oraz wzmac­nia­nia tej ostat­niej. Richard pro­po­nuje tech­niki zaczerp­nięte z kanonu tera­pii sche­ma­tów, w tym pro­wa­dze­nie dzien­nika sche­ma­tów, korzy­sta­nie z kart przy­po­mi­na­ją­cych, ćwi­cze­nia wyobra­że­niowe i pracę z krze­słami. W prze­my­ślany, umie­jętny spo­sób zaadap­to­wał je dla osób, które pra­cują nad sobą samo­dziel­nie. Zwłasz­cza mapa „teatru try­bów” przy­daje się jako zapa­da­jąca w pamięć wizu­ali­za­cja róż­nych czę­ści wła­snej osoby.

Tera­peuta sche­ma­tów zawsze pamięta o potrze­bie przy­wra­ca­nia pro­cesu na tory, które pomogą klien­towi doko­nać real­nej, trwa­łej zmiany w życiu – tę samą deter­mi­na­cję znaj­dziesz w niniej­szej książce. Codzienne urzą­dze­nia, choćby tele­fon komór­kowy, pomogą ci trzy­mać się obra­nego kursu i sku­piać na wła­snych celach w pro­ce­sie zdro­wie­nia. Głów­nym ele­men­tem tera­pii sche­ma­tów jest współ­czu­cie dla sie­bie i tro­ska o sie­bie, jako ele­ment owego pro­cesu. W ostat­nim roz­dziale Richard z wyczu­ciem wyko­rzy­stuje tech­niki uważ­no­ści, aby pomóc w prak­ty­ko­wa­niu rado­ści i tro­ski, co pozwala pie­lę­gno­wać moty­wa­cję.

Jeśli zma­gasz się z nie­sku­tecz­nymi, utrwa­lo­nymi wzor­cami, a szu­kasz sku­tecz­nych narzę­dzi pozwa­la­ją­cych doko­nać real­nej zmiany, to wiedz, że tera­pia sche­ma­tów je ofe­ruje. Z tą książką Richard lojal­nie i twór­czo pomoże ci wypra­co­wać zdrowe, przy­sto­so­waw­cze umie­jęt­no­ści radze­nia sobie, które przy­niosą roz­wój i zmianę, w zna­czący, satys­fak­cjo­nu­jący i trwały spo­sób.

Wendy Behary

Wprowadzenie. Jak nakłonić siebie do zmiany

Wpro­wa­dze­nie

Jak nakło­nić sie­bie do zmiany

„Co jest ze mną nie tak, do cho­lery?!” – jestem prze­ko­nany, że i tobie zda­rza się mówić takie zaska­ku­jąco nega­tywne rze­czy. Być może poniż­sze „kla­syki” także brzmią zna­jomo:

„Dla­czego cią­gle tak się lenię? Jestem do niczego!”

„Nie powi­nie­nem mówić tego, co myślę; mam szczę­ście, że ktoś w ogóle chce ze mną być”.

„Mój part­ner ni­gdy nie poświęca mi tyle uwagi, ile potrze­buję, ale nie ma sensu o tym wspo­mi­nać; po pro­stu jest, jak jest”.

Kiedy mówisz sobie takie rze­czy, pew­nie w danej chwili tak wła­śnie czu­jesz i myślisz. Jeśli jed­nak zdo­łasz się na chwilę zatrzy­mać i zro­bić krok w tył, być może zdasz sobie sprawę, że wcale nie jest z tobą tak źle, jak wyni­ka­łoby to z owych komen­ta­rzy. Tego rodzaju podłe myśli bywają wyra­zem sta­nów umy­słu, z któ­rymi osta­tecz­nie nawet w pełni się nie zga­dzasz. Może wcale nie lubisz nazy­wać sie­bie leniem, zmu­szać się do tłu­mie­nia swo­ich potrzeb lub trwa­nia w pracy, która ci się nie podoba, czy ata­ko­wać sie­bie po to, by pora­dzić sobie z doświad­cza­nymi trud­no­ściami: „No tak, aku­rat mia­łam/mia­łem wtedy kiep­ski humor”.

Gdyby ludzie sły­szeli wypo­wie­dziane na głos słowa, które kie­ru­jemy do sie­bie we wła­snym wnę­trzu, byliby w szoku, prawda?

Czę­sto wyka­zu­jemy nasta­wie­nie, które z zało­że­nia powinno nam poma­gać, ale tylko pogar­sza sprawę. Zatem jeśli zma­gasz się z auto­sa­bo­ta­żem i masz poczu­cie, że blo­ku­jesz wła­sny roz­wój, to może twoje odru­chowe stra­te­gie radze­nia sobie tak naprawdę wcale nie przy­no­szą pożą­da­nych przez cie­bie rezul­ta­tów. Pomyśl, że każdy z nas ma wyjąt­kowe nasta­wie­nie, które sil­nie do niego prze­ma­wia i staje na dro­dze reali­za­cji zamie­rzo­nych celów. Cza­sem zauwa­żamy jakieś nie­przy­jemne uczu­cie, kiedy indziej sły­szymy nega­tywne myśli, które idą z nim w parze, ale tak czy ina­czej owo nasta­wie­nie po pro­stu utrud­nia nam życie.

I doty­czy to każ­dego z nas. To zabawne, że my, ludzie, zakła­damy, iż kie­ru­jemy wła­snym życiem za sprawą wol­nej woli, a zara­zem czę­sto postę­pu­jemy nie do końca zgod­nie ze swo­imi posta­no­wie­niami czy wła­snym inte­re­sem. Może się wyda­wać, że trwamy w sta­nie sprzecz­no­ści czy wręcz wojny z samymi sobą: jedna strona wal­czy, by iść w pew­nym kie­runku, a druga oko­puje się i sta­wia opór. Pomyśl tylko o upra­wia­niu sportu, nauce czy zro­bie­niu dowol­nej innej trud­nej rze­czy. Nastę­puje awa­ria komu­ni­ka­cji z sobą samą/samym i pro­blem nara­sta, aż w końcu w zło­ści mówimy do sie­bie rze­czy jak te wymie­nione powy­żej. Sprawa zawsze spro­wa­dza się do tego, co mówimy do samych sie­bie, w jaki spo­sób te komu­ni­katy popy­chają nas w nie­wła­ści­wym kie­runku i że nawet tego nie zauwa­żamy do czasu, aż jest za późno. Cza­sem sami dla sie­bie jeste­śmy nar­ra­to­rem, na któ­rym nie można pole­gać.

Jak to wygląda w twoim codzien­nym życiu? Może tak mocno dokrę­casz sobie śrubę suro­wymi wyma­ga­niami, że przez cały czas odczu­wasz złość i urazę. Może uni­kasz kon­flik­tów i bie­rzesz na sie­bie zbyt wiele obo­wiąz­ków zamiast upo­mnieć się o swoje prawa. Może spę­dzasz wie­czory i week­endy w cał­ko­wi­tym odłą­cze­niu od sie­bie, przez co w ponie­dział­kowy pora­nek źle się czu­jesz. Może wie­rzysz, że brak ci kom­pe­ten­cji i tylko cudem udaje ci się to jakoś tuszo­wać. A może masz poczu­cie, że auto­ry­tety zawsze trak­tują cię nie­spra­wie­dli­wie, więc je ata­ku­jesz, przez co paku­jesz się w kło­poty. Może uwa­żasz, że nie ma sensu się sta­rać, zatem przesz naprzód zupeł­nie bez moty­wa­cji. Może kom­plet­nie nie masz poję­cia, czego naprawdę chcesz, więc twoje życie wydaje się puste. Może myślisz, że tak naprawdę ludzie cię nie lubią, dla­tego ich uni­kasz. A może uwa­żasz, że musisz się sta­rać bar­dziej niż wszy­scy, w prze­ciw­nym razie bowiem spo­tka cię odrzu­ce­nie.

Jeśli tego rodzaju doświad­cze­nia nie są ci obce, pokażę ci, w jaki spo­sób naj­praw­do­po­dob­niej sama/sam wcho­dzisz sobie w drogę przez trudne i bole­sne rze­czy, które sobie mówisz. Pro­szę cię o roz­wa­że­nie moż­li­wo­ści, że jeśli odpo­wied­nio zmie­nisz swoje postrze­ga­nie głosu w two­jej gło­wie, wresz­cie łatwiej wpro­wa­dzisz pozy­tywną zmianę. Wiedz, że możesz zacząć odpo­wia­dać temu wewnętrz­nemu gło­sowi.

Klu­czem do prze­zwy­cię­że­nia tego typu prze­szkód jest zro­zu­mie­nie, że pewna część two­jej osoby rze­czy­wi­ście uważa stra­te­gię wcho­dze­nia sobie w drogę za sku­teczną. Innymi słowy, dys­po­nu­jesz zesta­wem reak­cji radze­nia sobie z oso­bi­stymi wyzwa­niami, które naprawdę wydają się poma­gać, ale wcale nie poma­gają. A wła­ści­wie pogar­szają sprawę. I dzieje się tak zapewne od dawna, mia­no­wi­cie od cza­sów dzie­ciń­stwa.

Pomogę ci usły­szeć, kiedy odzywa się ta część cie­bie, która nie ma racji, i prze­ko­nać ją do zmiany. Ina­czej można to ująć nastę­pu­jąco: twoje umie­jęt­no­ści radze­nia sobie szwan­kują, więc musisz prze­ko­nać czę­ści sie­bie odpo­wie­dzialne za radze­nie sobie, by zaczęły dzia­łać w spo­sób dla cie­bie pomocny – a doko­nasz tego, mówiąc do nich.

Jeżeli głos w two­jej gło­wie mówi: „Dla­czego cią­gle tak się lenię? Jestem do niczego!”, ozna­cza to sta­no­wiący pro­blem mecha­nizm radze­nia sobie czy też sche­mat, który powta­rza ci: „Żeby coś się zmie­niło, muszę być dla sie­bie surowy”. Jeśli myślisz sobie: „Nie powin­nam mówić tego, co myślę – nie chcę, żeby ten zwią­zek się roz­padł”, to zma­gasz się ze sche­matem wyra­ża­ją­cym się w prze­ko­na­niu: „Moje potrzeby to dla innych zbyt wiele, a jeżeli będę się nimi dzie­lić, odstra­szę tych, któ­rych kocham”. Myśl: „Wiem, że zawsze wycho­dzę z biura jako ostatni, ale jeśli nie będę pra­co­wać cię­żej niż inni, to mnie zwol­nią” odzwier­cie­dla sche­mat, czyli prze­ko­na­nie: „Muszę pra­co­wać cię­żej niż pozo­stali, bo w prze­ciw­nym razie spo­tka mnie coś złego”. Z kolei myśl: „Mój part­ner ni­gdy nie poświęca mi tyle uwagi, ile potrze­buję, ale nie ma sensu mu o tym mówić” – która powstrzy­muje cię przed komu­ni­ko­wa­niem się w spo­sób mogący dopro­wa­dzić do zaspo­ko­je­nia two­ich potrzeb – odzwier­cie­dla sche­mat, czyli prze­ko­na­nie: „Ludzie zawsze mnie zawo­dzą i ja muszę się przed tym chro­nić, więc nie nara­żam się na sytu­acje, w któ­rych spo­tka mnie roz­cza­ro­wa­nie”. I tak dalej. Przy­kłady te poka­zują, że nega­tywne myśli spra­wiają wra­że­nie pomoc­nych, dla­tego wciąż się do nich odwo­łu­jemy.

W dzie­ciń­stwie nauczy­li­śmy się chro­nić samych sie­bie w spo­sób, który w doro­słym życiu staje się prze­szkodą, ale i tak kur­czowo się go trzy­mamy. Oto kon­se­kwen­cje: zbyt­nia suro­wość wobec sie­bie spra­wia, że jeste­śmy nie­szczę­śliwi i brak nam moty­wa­cji. Nie­mó­wie­nie innym ludziom o wła­snych potrze­bach utrud­nia im nawią­za­nie z nami rela­cji. Prze­ko­na­nie, że musimy pra­co­wać cię­żej od innych, wypa­cza nasze spoj­rze­nie na świat oraz pro­wa­dzi do wypa­le­nia i nie­sku­tecz­nych dzia­łań. A uni­ka­nie odsła­nia­nia przed innymi czu­łych punk­tów ska­zuje nas na wieczne roz­cza­ro­wa­nie.

Terapia schematów – teoretyczna podstawa tej książki

W tej książce pro­ble­ma­tyczne głosy wewnętrzne słu­żące radze­niu sobie nazy­wam sche­ma­tami. Zgłę­biam w niej spo­soby radze­nia sobie z gru­pami sche­ma­tów, czyli tryby, jak rów­nież to, jak pod­trzy­mują one pro­blemy i jak zna­leźć lep­sze metody radze­nia sobie.

Z tego porad­nika dowiesz się, w jaki spo­sób twoje sche­maty i stra­te­gie radze­nia sobie zostały ukształ­to­wane przez doświad­cze­nia z dzie­ciń­stwa. Możesz mieć poczu­cie, że nad­mier­nie kry­tyczny głos wewnętrzny dobrze ci służy, ponie­waż jako dziecko uwa­ża­łaś/uwa­ża­łeś, że musisz spro­stać wyso­kim stan­dar­dom i się pil­no­wać. Może w two­jej gło­wie roz­brzmiewa głos nad­mier­nie ugo­dowy i pojed­naw­czy, który pod­po­wiada, że lepiej ustą­pić innym i zro­bić to, czego chcą, ponie­waż w dzie­ciń­stwie taka stra­te­gia poma­gała ci radzić sobie z domi­nu­ją­cym rodzi­cem. A jeśli twój wewnętrzny głos pod­po­wiada, że masz się cie­szyć z tego, co jest, i nie wal­czyć o wię­cej, to mogłaś/mogłaś doświad­czyć w dzie­ciń­stwie emo­cjo­nal­nego zanie­dba­nia i nauczyć się, że lepiej uni­kać sytu­acji, gdy twoja nadzieja na uzy­ska­nie upra­gnio­nej uwagi po raz kolejny zosta­nie zawie­dziona.

Bez względu na to, jakie doświad­cze­nia skło­niły cię do się­gnię­cia po tę książkę, pokażę ci wyjąt­kowe podej­ście do kon­fliktu wewnętrz­nego. Polega ono na tym, że trak­tu­jemy słu­żący radze­niu sobie głos wewnętrzny poważ­nie – uzna­jemy jego rolę w prze­szło­ści i to, że obec­nie nas ogra­ni­cza – a następ­nie uczymy się odpo­wia­dać mu z dzi­siej­szej pozy­cji osoby doro­słej, spraw­czej i zdol­nej samo­dziel­nie sobie radzić.

Kon­cep­cję uzdra­wia­ją­cej roz­mowy z samą/samym sobą roz­pa­truję w tej książce przez pry­zmat szkoły psy­cho­te­ra­pii zwa­nej tera­pią sche­ma­tów, stwo­rzo­nej przez psy­cho­loga Jef­freya Younga. Wedle tego podej­ścia ludzką psy­chikę two­rzą sche­maty, czyli wzbu­dzone uczu­cia i łączące się z nimi pod­sta­wowe prze­ko­na­nia, oraz tryby, czyli wzorce zacho­wa­nia kształ­to­wane przez nasze sche­maty.

Każdy z nas ma indy­wi­du­alną mapę sche­ma­tów i try­bów, która czyni go tym, kim jest. Mapa ta bazuje tro­chę na tem­pe­ra­men­cie, na naszych doświad­cze­niach zwią­za­nych z potrze­bami emo­cjo­nal­nymi w dzie­ciń­stwie oraz na mie­szance tro­ski i zanie­dba­nia dozna­nej w okre­sie, kiedy dora­sta­li­śmy. Sche­maty i tryby zapew­niają model uła­twia­jący zro­zu­mie­nie, które czę­ści nas mówią, a które są bole­śnie cicho, skąd one się wzięły, jak roz­ma­wiają ze sobą nawza­jem oraz jak możemy się odnieść do tego, co one mówią, czego chcą i co poka­zują, żeby zaist­niała zmiana. Ale powoli – czy widzisz, że dodaję nowe ele­menty do mie­szanki? Kiedy zaczniesz sto­so­wać podej­ście pro­po­no­wane przez tera­pię sche­ma­tów, będzie to dla cie­bie doświad­cze­niem wyma­ga­ją­cym, żywym, zadzi­wia­jąco wni­kli­wym i głę­boko satys­fak­cjo­nu­ją­cym. Szcze­rze mówiąc, cza­sem może też być dobrą zabawą. Kiedy moi klienci rozu­mieją już pracę z gło­sami róż­nych czę­ści swo­jej osoby, doświad­czają nowego poczu­cia sku­tecz­no­ści i wol­no­ści.

Na początku lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku Jef­frey Young, twórca tera­pii sche­ma­tów, wydał wspól­nie z Janet Klo­sko książkę pt. Pro­gram zmiany spo­sobu życia. Uwal­nia­nie się z puła­pek psy­cho­lo­gicz­nych (2012) – pierw­szy porad­nik z zakresu tera­pii sche­ma­tów. Auto­rzy poka­zali w nim, jak zro­zu­mieć wła­sną histo­rię i sie­bie, bazu­jąc na pro­stej, pod­sta­wo­wej zasa­dzie: braki w zaspo­ko­je­niu naszych potrzeb w dzie­ciń­stwie wiele mówią o tym, jak radzimy sobie jako doro­śli i jak sami sobie wcho­dzimy w drogę. Tą książką sta­ram się oddać hołd dziełu Younga i Klo­sko, roz­sze­rza­jąc je zara­zem i uwzględ­nia­jąc dodat­kowe narzę­dzia tera­pii sche­ma­tów, takie jak tryby, oraz dodat­kowe ćwi­cze­nia doświad­cze­niowe. Nie­zmienny nato­miast pozo­staje duch wiary w to, że czy­tel­niczki i czy­tel­nicy, uzbro­jeni w poży­teczne umie­jęt­no­ści, są w sta­nie poko­nać długą drogę pro­wa­dzącą do prze­zwy­cię­że­nia wła­snych blo­kad.

My, ludzie, roz­wi­jamy swoje umie­jęt­no­ści radze­nia sobie w dzie­ciń­stwie jako spo­sób postę­po­wa­nia z nie­za­spo­ko­jo­nymi potrze­bami emo­cjo­nal­nymi i natu­ralną zależ­no­ścią od innych. Dzieci pole­gają na opie­ku­nach, jeśli cho­dzi o poczu­cie dobra i zła, sumie­nie, poczu­cie winy, wstyd, ale także poczu­cie wła­snej war­to­ści, współ­czu­cie dla sie­bie i dla innych, potwier­dze­nie waż­no­ści wła­snych uczuć i doświad­czeń (czyli ich upra­wo­moc­nia­nie) oraz ugrun­to­wane prze­ko­na­nie, że w ich świe­cie ist­nieje miłość. Gra toczy się o dużą stawkę.

Doro­śli obecni w życiu dziecka peł­nią funk­cję swego rodzaju zewnętrz­nego dysku twar­dego, który pomaga zarzą­dzać dzie­cięcą oso­bo­wo­ścią i ją budo­wać. Jeśli dziecko traci tę zewnętrzną pomoc lub jest źle trak­to­wane, wypra­co­wuje wzorce radze­nia sobie, które czę­sto są wypa­czone. Owe wzorce mani­fe­stują się jako nad­mierne pole­ga­nie na sobie albo na innych i utrzy­mują się w doro­słym życiu. Może na przy­kład masz skłon­ność do nad­mier­nej kom­pen­sa­cji i pozu­jesz na osobę nie­za­leżną od innych, która niczego od nikogo nie potrze­buje oraz pra­cuje cię­żej od pozo­sta­łych; może uwa­żasz, że pole­ga­nie na innych świad­czy o sła­bo­ści lub głu­po­cie; może uni­kasz pro­sze­nia ich o coś – trzy­ma­jąc się swo­jej listy zadań do wyko­na­nia, zapewne odłą­cza­jąc się od emo­cji, a nawet kom­plet­nie odci­na­jąc się w samot­no­ści od świata poprzez kom­pul­sywne oglą­da­nie tele­wi­zji czy znie­czu­la­nie się za pomocą jedze­nia albo sub­stan­cji odu­rza­ją­cych. Możesz osta­tecz­nie się pod­da­wać – bez­kry­tycz­nie przyj­mo­wać to, co ludzie o tobie mówią, lub czuć się w obo­wiązku zado­wa­lać ich, żeby jakoś się doga­dy­wać. Z tego względu powstrzy­mu­jesz się od wyra­ża­nia wła­snych uczuć lub potrzeb i sta­rasz się wpa­so­wać w wizję świata innych ludzi (Young i Klo­sko, 2012, s. 48–55).

W doro­słym życiu czę­sto staje się jasne, że nie­które z tych sta­rych stra­te­gii radze­nia sobie nie są już potrzebne, ponie­waż prze­sta­li­śmy być cał­ko­wi­cie zależni od rodzi­ców i możemy sami się o sie­bie zatrosz­czyć. Widzimy, że one nie są już uży­teczne, gdyż od nas jako doro­słych ocze­kuje się samo­dziel­no­ści i zadba­nia o sie­bie. A jed­nak na­dal trzy­mamy się owych kło­po­tli­wych stra­te­gii radze­nia sobie. Dla­czego?

Odpo­wiedź kryje się w zro­zu­mie­niu, że nasze pod­sta­wowe emo­cje, takie jak strach, radość, weso­łość, poczu­cie opusz­cze­nia, smu­tek, poczu­cie winy i miłość, bez­po­śred­nio się wiążą z doświad­cze­niami z dzie­ciń­stwa. Można powie­dzieć, że sta­no­wią bez­po­śred­nie neu­ro­lo­giczne połą­cze­nie z czę­ściami mózgu powią­za­nymi z dzie­ciń­stwem. Stra­te­gie radze­nia sobie, które wypra­co­wa­li­śmy i któ­rych wciąż się trzy­mamy, także powstały w okre­sie dzie­ciń­stwa. Dla­tego gdy myślimy o zre­zy­gno­wa­niu z nich, tak naprawdę mówimy o zmia­nie rela­cji z wła­snymi pod­sta­wo­wymi emo­cjami, co jest prze­ra­ża­jące i spra­wia, że się przed tym wzdra­gamy. Aby w pełni zro­zu­mieć, skąd bie­rze się ten strach, potrze­bu­jemy wczuć się w stan, powiedzmy, pię­cio­let­niego dziecka, które czuje się bez­bronne i bez­radne. Każdy z nas nosi w sobie pię­cio­latkę lub pię­cio­latka z wła­snej prze­szło­ści.

Docieranie do wrażliwości

Zatrzy­majmy się na chwilę i wyko­najmy ćwi­cze­nie wyobra­że­niowe (Behary, 2019).

Tego rodzaju ćwi­cze­nia to narzę­dzie, z któ­rego będziemy wie­lo­krot­nie korzy­stać w tej książce. Zaczniemy od pro­stego odwo­ła­nia się do wyobraźni, aby przy­wo­łać pewien obraz i zoba­czyć, jakie przy­nie­sie emo­cje. Zaj­mie to tylko minutę lub dwie. Prze­czy­taj poniż­sze instruk­cje i spró­buj je wyko­nać. Jeśli doj­dziesz do wnio­sku, że poniż­szy sce­na­riusz uru­cha­mia w tobie zbyt inten­sywne emo­cje, pomiń to ćwi­cze­nie.

Zamknij oczy i skup się na posta­wie swo­jego ciała. Wypro­stuj plecy, stopy postaw pła­sko i pew­nie na pod­ło­dze. Raz lub dwa ode­tchnij głę­boko. Oczyść umysł i odnajdź spo­kój. Następ­nie wyobraź sobie, że spa­ce­ru­jesz po swo­jej oko­licy i po dru­giej stro­nie ulicy widzisz pię­cio­let­nie dziecko, cał­kiem samo. Wyobraź je sobie jak naj­wy­raź­niej. Jest dla cie­bie jasne, że dziecko się zgu­biło. Nie wie, gdzie ma iść, nie ma przy nim nikogo, kto by mu pomógł. Dziecko dostrzega cie­bie i nawią­zu­je­cie kon­takt wzro­kowy. A teraz zatrzy­maj ten kadr w wyobraźni i pod­trzy­maj w sobie emo­cje, któ­rych doświad­czasz. Zapewne odczu­wasz współ­czu­cie dla dziecka, może chęć pomocy (inne reak­cje także są w porządku!). W tej chwili jed­nak skup się na tym, co czuje dziecko. Przez co ono teraz najpew­niej prze­cho­dzi?

Kiedy będziesz gotowa/gotów, pozwól, by ten obraz w twoim umy­śle się roz­mył. Niech twój umysł wróci do spo­koj­nego, cichego miej­sca wol­nego od obra­zów. Raz lub dwa ode­tchnij głę­boko i kiedy poczu­jesz goto­wość, otwórz oczy.

Co czuło dziecko? Jak to było wczu­wać się w jego poło­że­nie? Jak sądzisz, jakie emo­cje i reak­cje były jego udzia­łem? Zapewne ono odczu­wało wiele trud­nych emo­cji, prawda? Panikę, strach, poczu­cie opusz­cze­nia, poczu­cie bez­rad­no­ści, prze­ra­ża­jącą podat­ność na zra­nie­nie, roz­pacz. Było cał­ko­wi­cie bez­bronne.

A teraz pomyśl, jak ty możesz się poczuć, kiedy zarzu­cisz wszyst­kie dotych­cza­sowe stra­te­gie radze­nia sobie. Twoim udzia­łem może wtedy być wiele uczuć podob­nych do tych, które w two­jej wyobraźni prze­ży­wało dziecko: poczu­cie bez­bron­no­ści, opusz­cze­nia, podat­no­ści na zra­nie­nie, osa­mot­nie­nia. To wła­śnie możesz czuć na myśl o rezy­gna­cji ze swo­ich stra­te­gii radze­nia sobie. Nie jest to zbyt przy­jemne, prawda?

Wizja zarzu­ce­nia naj­głę­biej zako­rze­nio­nych stra­te­gii radze­nia sobie – bez względu na to, jak dużą wiarę pokła­damy w doro­słych sie­bie – budzi strach. A rezy­gna­cja z nich nie jest czymś, czego doko­nuje się z dnia na dzień. Potrze­bu­jemy udo­wod­nić swo­jemu wewnętrz­nemu dziecku, że to się uda, że ono może zaufać doro­słemu Ja, które się nim zaopie­kuje. Do tego trzeba czasu i prak­tyki.

(Jeśli wciąż masz w gło­wie obraz z ćwi­cze­nia, wróć tam teraz i pomóż dziecku zna­leźć drogę do domu).

W jaki sposób ta książka pomoże ci dokonać głębokiej i trwałej zmiany

W ramach pracy nad tym, co mówisz do sie­bie i jak możesz na to odpo­wie­dzieć, pomogę ci pogłę­bić rozu­mie­nie tego, czym może być roz­mowa z samą/samym sobą. Pod­czas sesji cza­sem pytam swo­ich klien­tów na przy­kład: „Gdyby pań­ska złość mogła mówić, co by powie­działa?”. Wewnętrzna roz­mowa ze sobą może się uru­cho­mić pod wpły­wem emo­cji, odczuć pły­ną­cych z ciała, nie­ocze­ki­wa­nych zacho­wań i myśli. Z tą książką zwięk­szysz swoją bie­głość w rozu­mie­niu tych roz­ma­itych „dia­lek­tów” i prze­kła­da­niu ich z powro­tem na samo­świa­do­mość oraz sku­teczną roz­mowę ze sobą słu­żącą nawią­za­niu kon­taktu z naj­głęb­szymi czę­ściami two­jej osoby – poprzez twoje wewnętrzne dziecko.

Tera­pia sche­ma­tów pomaga zna­leźć spo­soby życia sprzy­ja­jące kon­tak­towi z wewnętrz­nym dziec­kiem i wszyst­kimi pozo­sta­łymi czę­ściami naszej osoby, aby czuć się bez­piecz­nie. W tym celu będziemy pra­co­wać jed­no­cze­śnie w czte­rech obsza­rach ludz­kiego doświad­cze­nia, jakim są ciało, umysł, emo­cje i zacho­wa­nie. Prze­ko­nasz się, że klu­czem do głę­bo­kiej, trwa­łej zmiany jest praca w każ­dym z tych obsza­rów, a te cztery ele­menty naszego doświad­cze­nia wza­jem­nie na sie­bie wpły­wają i się uzu­peł­niają. To taniec – czy też dia­log – ciała, myśli, uczuć i zacho­wa­nia prze­pla­ta­ją­cych się ze sobą i bazu­ją­cych na sobie wza­jem­nie, który wygląda mniej wię­cej tak:

Ciało

mówi ci, co wyzwala w tobie silną reak­cję emo­cjo­nalną, choć

umysł

może być wtedy odłą­czony.

Kiedy w 

ciele

uru­chomi się silna reak­cja emo­cjo­nalna,

myśli

i nasta­wie­nie pomogą ci się uspo­koić.

Sygnały pły­nące z ciała

oraz

myśli

pomogą ci zmie­nić

zacho­wa­nie

.

Zmiana zacho­wa­nia

popra­wia samo­ocenę, dzięki czemu lepiej

czu­jesz się

ze sobą i lepiej o sobie

myślisz

.

Im lepiej się ze sobą

czu­jesz

oraz im lepiej o sobie

myślisz

, tym wię­cej możesz zmie­nić – i cykl się powta­rza.

Przyj­rzymy się bli­żej poszcze­gól­nym obsza­rom doświad­cze­nia. Zapo­znaw­szy się z ich opi­sem, zasta­nów się, w jaki wyjąt­kowy spo­sób każdy z nich wpływa na twoje poczu­cie Ja. W kolej­nym pod­roz­dziale dowiesz się wię­cej na temat narzę­dzi pro­po­no­wa­nych przez tera­pię sche­ma­tów do pracy w każ­dym obsza­rze doświad­cze­nia.

Doświad­cze­nie ciała. Czu­jesz, że bra­kuje ci ener­gii lub moty­wa­cji? A może odczu­wasz nad­mierne zmę­cze­nie i znu­że­nie? Masz pro­blemy ze snem? Czu­jesz cza­sami ucisk w klatce pier­sio­wej? Zda­rza ci się spi­nać, dener­wo­wać, wpa­dać w panikę? Wszystko to mogą być oznaki wyni­ka­ją­cego ze sche­ma­tów lęku, który obja­wia się w twoim ciele.

W codzien­nym doświad­cze­niu, które nie doty­czy wprost obja­wów, tera­pia sche­ma­tów pomaga dostroić się do doznań pły­ną­cych z ciała, gdy poja­wiają się myśli lub uczu­cia zwią­zane z tema­tami mogą­cymi uru­cho­mić sche­maty. Na przy­kład co czu­jesz w ciele na myśl o kon­flik­cie, któ­rego wola­ła­byś/wolał­byś unik­nąć? Bar­dzo czę­sto jest to ucisk w klatce pier­sio­wej.

Doświad­cze­nie poznaw­cze. Jeśli cho­dzi o objawy, to czy mie­wasz nega­tywne, nie­po­ko­jące myśli, które stają się obse­syjne, stale powra­cają i trudno je powstrzy­mać? Czy mie­wasz myśli surowo oce­nia­jące innych ludzi lub nazbyt samo­kry­tyczne? Czy zauwa­żasz u sie­bie nega­tywne prze­ko­na­nia na temat rela­cji, na przy­kład doty­czące tego, czy ludzie cię lubią albo czy można im ufać? Te myśli i prze­ko­na­nia wyni­kają z two­ich sche­ma­tów. Napę­dzają twoje objawy i ogra­ni­czają zdol­ność do dzia­ła­nia. Śle­dze­nie myśli i prze­ko­nań oraz ich wpływu na cie­bie, czyli typowa stra­te­gia poznaw­czo-beha­wio­ralna, pomoże ci nauczyć się je zmie­niać.

Doświad­cze­nie emo­cjo­nalne. Czy zale­wają cię fale smutku, któ­rych przy­czyny nie znasz? Czy trudno ci odpu­ścić żal? Czy zda­rza ci się odczu­wać silną złość i nie wie­dzieć dla­czego? A może wła­śnie nie odczu­wasz żad­nych emo­cji i czu­jesz odrę­twie­nie? Czy bycie tylko ze sobą jest dla cie­bie pro­ble­mem, ponie­waż trudno ci się cie­szyć wła­snym towa­rzy­stwem? Emo­cje czę­sto wska­zują drogę do wspo­mnień z cza­sów, które cię ukształ­to­wały, ale ule­gły zapo­mnie­niu.

Doświad­cze­nie beha­wio­ralne. Czy odkła­dasz różne rze­czy na póź­niej, przez co zamy­kasz sobie drogę do suk­cesu? Czy uni­kasz tego, co powin­naś/powi­nie­neś zro­bić? Czy czę­sto anga­żu­jesz się w zacho­wa­nia otę­pia­jące lub odłą­cza­jące emo­cje, takie jak kom­pul­sywne oglą­da­nie tele­wi­zji? Czy twoim zda­niem nad­uży­wasz sub­stan­cji psy­cho­ak­tyw­nych lub jedze­nia albo nad­mier­nie sku­piasz się na die­cie i ćwi­cze­niach fizycz­nych, aby odwró­cić od cze­goś uwagę? Czy się izo­lu­jesz? Prze­ko­nasz się, że zacho­wa­nia pro­ble­mowe czę­sto są zna­kami, które poma­gają roz­po­znać, co naprawdę ci doku­cza, i dowiesz się, jak wpro­wa­dzić nowe zacho­wa­nia, które zmie­nią twoje myśli i uczu­cia.

Dzięki takiemu cało­ścio­wemu, czte­ro­wy­mia­ro­wemu podej­ściu nauczysz się, jak pro­wa­dzić dia­log mię­dzy wszyst­kimi czte­rema wymia­rami swo­jego doświad­cze­nia. W ten spo­sób zmiana wpro­wa­dzona w jed­nym wymia­rze wpły­nie na zmianę w pozo­sta­łych trzech.

Narzędzia, które poznasz z tą książką

Ta książka sta­nowi twój oso­bi­sty zestaw narzę­dzi tera­pii sche­ma­tów. Dzięki niej poznasz poję­cia, które pozwolą ci zro­zu­mieć sie­bie, tech­niki poma­ga­jące zgłę­bić wła­sne myśli i uczu­cia, nowe spo­soby komu­ni­ko­wa­nia się z samą/samym sobą i solidne umie­jęt­no­ści umoż­li­wia­jące zmianę zacho­wa­nia, a także doce­nisz na nowo współ­czu­cie, radość i życz­li­wość.

Narzę­dzia, które poznasz, bazują na cało­ścio­wym czte­ro­wy­mia­ro­wym podej­ściu. Należą do nich:

ćwi­cze­nia pisemne i pro­wa­dze­nie dzien­nika;

ćwi­cze­nia typu „auto­por­tret” z wyko­rzy­sta­niem zdjęć;

ćwi­cze­nia wyobra­że­niowe;

dia­logi pomię­dzy try­bami;

dzien­nik obra­zów trybu i karty przy­po­mi­na­jące;

ter­mi­narz i powia­do­mie­nia;

medy­ta­cja uważ­no­ści.

For­mu­la­rze z ćwi­cze­niami możesz pobrać ze strony: https://www.gwp.pl/strony/dodatki.html. Na potrzeby pracy z tą książką przy­go­tuj sobie dzien­nik lub notes. Zapi­ski zebrane w jed­nym miej­scu pozwolą ci obser­wo­wać wyko­ny­waną pracę, gdyż każdy roz­dział tej książki bazuje na poprzed­nich. Warto wybrać dzien­nik odpo­wied­nio duży, by wystar­czył na kilka mie­sięcy codzien­nego pisa­nia. Nie­któ­rym oso­bom w pod­trzy­ma­niu moty­wa­cji pomaga dzien­nik miły dla oka, w jakiś spo­sób szcze­gólny. Inne osoby to krę­puje, więc uży­wają zwy­kłego notat­nika. Wybierz to, co odpo­wiada tobie.

Z wyko­rzy­sta­niem wymie­nio­nych wyżej narzę­dzi nauczę cię, jak pro­wa­dzić dia­log mię­dzy wszyst­kimi czte­rema wymia­rami doświad­cze­nia. Dzięki temu zmiana wpro­wa­dzona w jed­nym wymia­rze wpły­nie na zmianę w pozo­sta­łych trzech. Wiedz jed­nak, że sku­pie­nie się na zmia­nie tylko w jed­nym wymia­rze, na przy­kład doświad­cze­nia poznaw­czego, skut­kuje tym, że pozo­stałe trzy wymiary zaczy­nają prze­ciw­dzia­łać postę­pom w obsza­rze myśli. To czę­sto pod­ko­puje wysiłki na rzecz zmiany, więc trzeba je wciąż pona­wiać i stają się one wyczer­pu­jące. Zatem, choć mamy narzę­dzia szcze­gól­nie sku­teczne w kon­kret­nym obsza­rze doświad­cze­nia, to jed­nak dopiero sto­so­wa­nie ich wspól­nie z innymi narzę­dziami pozwala osią­gnąć efek­tywną zmianę i roz­wój we wszyst­kich czte­rech wymia­rach. Zanim przej­dziemy do sedna, chciał­bym zazna­czyć, że w tej książce wykła­dam wszyst­kie narzę­dzia na stół – i jest ich dużo. Pra­cuj z tymi, z któ­rymi możesz, we wła­snym tem­pie, a dosko­nale sobie pora­dzisz.

Nie jesteś sama, nie jesteś sam

Tera­pia sche­ma­tów jako pro­ces polega na ucze­niu się dopusz­cza­nia do sie­bie róż­nych czę­ści współ­two­rzą­cych całość two­jej osoby: two­jego dzie­cię­cego Ja i nasto­let­niego Ja z róż­nych okre­sów życia, roz­ma­itych postaw i uczuć, które skła­dają się na zło­żoną/zło­żo­nego cie­bie w teraź­niej­szo­ści, a także two­ich pra­gnień i wizji tego, kim chcesz się stać w przy­szło­ści. Kiedy twoje przy­szłe Ja skoń­czy pracę z tą książką, mam nadzieję, że będziesz mieć szczere współ­czu­cie dla wszyst­kich czę­ści i obra­zów sie­bie oraz trosz­czyć się o nie wszyst­kie. Jeśli tak się sta­nie, już ni­gdy nie poczu­jesz się osa­mot­niona/osa­mot­niony.

Jed­nym z pod­sta­wo­wych przy­mio­tów tera­peuty sche­ma­tów jest szczere, otwarte, auten­tyczne podej­ście do klien­tów, jak rów­nież wystrze­ga­nie się „mówie­nia jak tera­peuta”, czyli komen­ta­rzy w stylu „Wygląda na to, że panu smutno”, które wytwa­rzają dystans i brzmią nazbyt neu­tral­nie. Pod­czas lek­tury tej książki dosta­niesz auten­tycznego mnie jako jej autora i two­jego prze­wod­nika po tym pro­ce­sie.

Wiem, że się­gnę­łaś/się­gną­łeś po ten porad­nik z powodu bar­dzo real­nych i poważ­nych trud­no­ści, z któ­rymi chcesz się upo­rać. Zdaję sobie sprawę z tego, że pro­szę o wiele, gdy ocze­kuję, iż będziesz trzy­mać się usta­lo­nego w książce porządku i wyko­ny­wać zebrane w niej ćwi­cze­nia. Rozu­miem, że jeśli to zro­bisz, będzie to znak, iż powie­rzasz mi swój czas i ufasz w pomyślne zakoń­cze­nie tego pro­gramu. Nie zapo­mnę o tym, gdy będziemy wspól­nie prze­cho­dzić przez kolejne roz­działy.

Tak, wspól­nie. Kiedy to piszę, a ty czy­tasz te słowa, chcę, byś miała/miał poczu­cie, że jesteś wła­śnie tą osobą, dla któ­rej napi­sa­łem ten porad­nik. Wyobraź sobie, że książka, którą trzy­masz w ręku, jest jedy­nym ist­nie­ją­cym egzem­pla­rzem napi­sa­nym przeze mnie z myślą o tobie, ponie­waż taki wła­śnie zamiar mi towa­rzy­szył. Za każ­dym razem, gdy tera­peuta roz­po­czyna pracę z nowym klien­tem, potrze­buje mieć nasta­wie­nie począt­ku­ją­cego i podejść do klienta ze zro­zu­mie­niem, że ten jest osobą jedyną w swoim rodzaju, mającą wła­ściwe sobie pro­blemy i nie­po­wta­rzalne mocne strony, a tera­pia jest pierw­szym kro­kiem pew­nej przy­gody. Zapla­no­wa­łem tę książkę w taki spo­sób, by pomóc ci doświad­czyć two­jej wyjąt­ko­wo­ści, two­ich moc­nych stron, kre­atyw­no­ści i trud­no­ści w auten­tyczny spo­sób. W trak­cie lek­tury pamię­taj, że jestem tu cały czas z tobą, kibi­cuję ci, poma­gam wziąć odpo­wie­dzial­ność, ofe­ruję współ­czu­cie i wspar­cie. Bo naprawdę tak jest.

A zatem do dzieła!

Rozdział 1. Kłopotliwe strategie radzenia sobie i poczucie własnej wartości jako rozwiązanie

Roz­dział 1

Kło­po­tliwe stra­te­gie radze­nia sobie i poczu­cie wła­snej war­to­ści jako roz­wią­za­nie

Twoim pierw­szym doświad­cze­niem zwią­za­nym z trud­no­ściami w obsza­rze zacho­wa­nia lub myśli czy uczuć mogło być poczu­cie utknię­cia w miej­scu, zablo­ko­wa­nia – poczu­cie, że bez względu na to, jak bar­dzo sta­rasz się zmie­nić, te same pro­blemy wciąż powra­cają. Jak­byś krę­ciła/krę­cił się w kółko. Jest to tak fru­stru­jące, że pro­wa­dzi do poczu­cia bez­rad­no­ści bądź do uni­ka­nia, odłą­cza­nia się, zgorzk­nie­nia, cyni­zmu i jesz­cze gor­szych rze­czy. Dla­tego też zaczniemy ten roz­dział od trzech histo­rii osób, które utknęły w mar­twym punk­cie. Spoj­rze­nie na ich sytu­ację z per­spek­tywy obser­wa­tora pomoże ci ina­czej spoj­rzeć na wła­sne poło­że­nie. Na przy­kła­dzie tych trzech histo­rii wpro­wa­dzę też kon­cep­cje zwią­zane ze sche­ma­tami.

Poznaj Edwarda, Julię i Ze

Pro­blem Edwarda pole­gał na tym, że męż­czy­zna za dużo pra­co­wał. Spę­dzał dłu­gie godziny przy biurku, a gdy wresz­cie pozwa­lał sobie zakoń­czyć pracę na dany dzień, trudno mu było się odprę­żyć, gdyż zawsze miał poczu­cie winy, że nie zro­bił wię­cej lub że cze­goś nie zro­bił lepiej. Wie­czo­rami Edward zatra­cał się w sur­fo­wa­niu po inter­ne­cie lub oglą­da­niu tele­wi­zji – to były jego ulu­bione spo­soby na ode­rwa­nie się od zmar­twień. Nie szło mu rand­ko­wa­nie, ponie­waż raz za razem odwie­dzał pro­fil online wybra­nej osoby i zasta­na­wiał się, czy nawią­zać z nią kon­takt, czy nie, jak to zro­bić i tak dalej. Zamar­twia­nie się tym unie­moż­li­wiało mu pod­ję­cie dzia­ła­nia i wysła­nie wia­do­mo­ści. Zarówno w przy­padku pracy, jak i rand­ko­wa­nia Edward uwa­żał, że musi się lepiej przy­go­to­wać i wtedy mu się uda. Cza­sami pró­bo­wał się odprę­żyć, nie mar­twić, dzia­łać spon­ta­nicz­nie. Wów­czas jed­nak jego nie­po­kój się nasi­lał, więc męż­czy­zna wra­cał do obse­syj­nego prze­wi­dy­wa­nia pro­ble­mów i przy­go­to­wy­wa­nia się na nie. Im moc­niej był sfru­stro­wany, tym bar­dziej się wyco­fy­wał i wyłą­czał wie­czo­rami. Zaczął się wsty­dzić tego, że nie robi postę­pów, nie szu­kał wspar­cia u przy­ja­ciół ani u rodziny i począł się izo­lo­wać.

Zna­jo­mym i przy­ja­cio­łom Julia jawiła się jako bar­dzo życz­liwa i kom­pe­tentna, choć nieco sztywna i nie­przy­stępna. Potra­fiła jed­nak być cza­ru­jąca. Sama zda­wała sobie sprawę, że nie­kiedy przy­biera postawę obronną, ale trudno jej było ufać ludziom. Pod­czas roz­mów ze zna­jo­mymi i współ­pra­cow­ni­kami zazwy­czaj odczu­wała pewien dys­kom­fort, myślała o tym, jak zakoń­czyć roz­mowę i się odda­lić. Pod­czas poga­wę­dek była bar­dzo powścią­gliwa, nie chciała dzie­lić się zbyt wie­loma infor­ma­cjami o sobie. Wyobra­żała sobie, że ludzie ją oce­nią, odrzucą, a nawet wyśmieją albo że będą się nad nią uża­lać. Uwa­żała, że jeśli za bar­dzo się przed nimi odkryje, oni zoba­czą, iż naprawdę jest „nie­ogar­nięta” i „żało­sna”. Dla­tego dwo­iła się i tro­iła, aby mieć dobre życie, pod­trzy­my­wać przy­jaź­nie, odno­sić suk­cesy zawo­dowe. Zara­zem dużo się izo­lo­wała, cza­sami piła w samot­no­ści. Powta­rzała sobie, że aby z tego wyjść, musi spę­dzać wię­cej czasu z ludźmi i się do nich zbli­żyć. Ale im moc­niej się sta­rała, tym bar­dziej wyczer­py­wały ją próby ukry­wa­nia swo­jego praw­dzi­wego Ja.

Ze1 aktyw­nie dzia­łało w lokal­nej spo­łecz­no­ści oraz mocno się anga­żo­wało w kwe­stie spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej, opiekę nad oso­bami uci­ska­nymi i obronę ich praw. W dzie­ciń­stwie doświad­czało drę­cze­nia, więc nauczyło się, że lepiej nie ufać ludziom, bo tak jest bez­piecz­niej. Ze czę­sto miało poczu­cie, że nosi we wnę­trzu emo­cjo­nalną ranę, dla­tego musi ostroż­nie trak­to­wać sie­bie, uni­kać ryzyka i się izo­lo­wać. Cho­ciaż było osobą sza­no­waną, zwy­kle czuło, że musi pły­nąć z prą­dem, dawać ludziom to, czego chcą, i ni­gdy nie mówić gło­śno o wła­snych potrze­bach. Budziło to w nim urazę, złość i poczu­cie zanie­dba­nia, które to uczu­cia Ze zazwy­czaj wyra­żało gło­śno w ramach akty­wi­zmu w imie­niu innych ludzi zamiast w życiu oso­bi­stym. Aby sobie pomóc, sta­rało się być osobą bar­dziej samo­wy­star­czalną, sil­niej­szą, bar­dziej nie­za­leżną. Dobrze mu to szło, co jed­nak nie wyeli­mi­no­wało poczu­cia osa­mot­nie­nia i podat­no­ści na zra­nie­nie.

Być może – podob­nie jak Edward, Julia i Ze – ty także wiesz, że chcesz się zmie­nić. Ale skąd wiesz, co masz zmie­nić? Innymi słowy: na czym polega pro­blem i jak wygląda roz­wią­za­nie?

W każ­dym z powyż­szych przy­kła­dów osób bory­ka­ją­cych się z róż­nymi pro­ble­mami możemy roz­po­znać zacho­wa­nia, które ewi­dent­nie wyma­gają zmiany, takie jak pra­co­wa­nie zbyt dużo, trzy­ma­nie ludzi na dystans, izo­lo­wa­nie się i nie­ufa­nie ludziom. Takie wzorce zacho­wa­nia nie­za­prze­czal­nie przy­czy­niają się do fru­stra­cji, osa­mot­nie­nia i poczu­cia nie­szczę­ścia każ­dej z tych osób. Każda z nich może się sku­pić na pró­bie zmiany danego zacho­wa­nia – na przy­kład pra­co­wać mniej czy zbli­żać się do ludzi – ale będzie musiała przy tym sta­wić czoła sil­nym uczu­ciom naka­zu­ją­cym jego kon­ty­nu­owa­nie. „Musisz pra­co­wać cię­żej, musisz się wyka­zać, jeśli chcesz być bez­pieczny na tym świe­cie!”, „Wspa­niale byłoby się zbli­żyć do ludzi, ale oni cię zra­nią, więc nie wolno im ufać!” – takie głę­boko zako­rze­nione pod­sta­wowe prze­ko­na­nia popy­chają do nega­tyw­nych zacho­wań, które opi­sane osoby pró­bują zmie­nić.

Ludzie czę­sto odczu­wają napię­cie, gdy pró­bują zmie­nić jakieś zacho­wa­nie, ponie­waż sku­piają się na samym zacho­wa­niu, a pomi­jają pod­sta­wowe prze­ko­na­nia, które popy­chają ich do zacho­wy­wa­nia się w dany spo­sób. W efek­cie pro­ces zmiany staje się nie­wia­ry­god­nie męczący, gdyż poprzez zmianę zacho­wa­nia osoba usi­łuje zmu­sić się do postę­po­wa­nia wbrew wła­snym prze­ko­na­niom na temat rze­czy­wi­sto­ści. Przy­po­mina to zgrzy­ta­jące zębatki w źle wyre­gu­lo­wa­nym mecha­ni­zmie. Wyobraź sobie, że nie umiesz pły­wać, ale codzien­nie sta­jesz na brzegu głę­bo­kiego basenu i mówisz sobie: „Muszę tylko wsko­czyć do wody i potem już popłynę bez pro­blemu”. Tym­cza­sem mózg i ciało sygna­li­zują nie­bez­pie­czeń­stwo, a ty nie możesz igno­ro­wać tych sygna­łów. Czy wyczu­wasz już, jak trudna może być zmiana zacho­wa­nia, jeśli nie zaj­miesz się rów­nież sto­ją­cym za nim pod­sta­wo­wym prze­ko­na­niem?

No dobrze, jak na razie nie­źle nam idzie. Kiedy już wiemy, jakie zacho­wa­nie chcemy zmie­nić i jakie prze­ko­na­nie leży u jego pod­staw, pozo­staje nam spraw­dzić, w jakim stop­niu to prze­ko­na­nie odpo­wiada rze­czy­wi­sto­ści, a następ­nie je zmie­nić, żeby łatwiej było zmie­nić rów­nież zacho­wa­nie, tak? Niby tak.

Czy ktoś, kto żywi głę­boko zako­rze­nione prze­ko­na­nie na temat rela­cji mię­dzy­ludz­kich lub natury świata, da się łatwo prze­ko­nać, że jest w błę­dzie? Oto mała pod­po­wiedź z mojej strony: nie! To jest naprawdę trudne. Ludzie czę­sto przez całe życie trzy­mają się swo­ich mocno ugrun­to­wa­nych prze­ko­nań, z któ­rymi weszli w doro­słość. Nie da się tego łatwo zmie­nić poprzez argu­men­ta­cję czy testo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści.

Przy­po­mnij sobie histo­rie Edwarda, Julii i Ze. Każda z tych osób żywi wła­sne głę­boko zako­rze­nione prze­ko­na­nia na temat tego, jak prze­trwać w świe­cie. Edward uważa, że musi pra­co­wać cię­żej od innych. Julia wie­rzy, że jest w jakiś spo­sób wadliwa i musi się chro­nić przed osą­dami innych ludzi. Ze doświad­czało w dzie­ciń­stwie drę­cze­nia i ma za sobą bar­dzo realne doświad­cze­nia potwier­dza­jące, że ludzie krzyw­dzą, gdy zanadto się do nich zbli­żymy. Wszy­scy troje w dzie­ciń­stwie zebrali doświad­cze­nia, które wcze­śnie ugrun­to­wały ich stra­te­gie prze­trwa­nia. Dla­tego może być bar­dzo trudno prze­ko­nać ich, że żywione przez nich prze­ko­na­nia doty­czące bez­pie­czeń­stwa i prze­trwa­nia w świe­cie są błędne.

Tera­pia sche­ma­tów ofe­ruje roz­wią­za­nie tego dyle­matu. Pozwala dotrzeć do tkwią­cych w dzie­ciń­stwie źró­deł głę­boko zako­rze­nio­nych prze­ko­nań, aby odpo­wie­dzieć na pyta­nia: „Jak wyglą­dają moje prze­ko­na­nia?” i „Skąd się one wzięły?”. Pod­suwa też pełną współ­czu­cia odpo­wiedź: prze­ko­na­nia te pocho­dzą z two­ich doświad­czeń z dzie­ciń­stwa, od two­jego dzie­cię­cego Ja. To zro­zu­miałe, że wtedy tak się czu­łaś/czu­łeś i nauczy­łaś/nauczy­łeś się radzić sobie w taki wła­śnie spo­sób. Ale te czasy już minęły i teraz życie może wyglą­dać ina­czej.

Osta­tecz­nie wszystko spro­wa­dza się do dwóch spraw: współ­czu­cia dla dzie­cię­cego Ja i nawią­za­nia z nim dia­logu. W kon­tek­ście kło­po­tli­wych stra­te­gii radze­nia sobie ozna­cza to zro­zu­mie­nie powo­dów, dla któ­rych wypra­co­wa­nie tych stra­te­gii w ogóle było konieczne, i obję­cie ich współ­czu­ciem, a następ­nie pod­ję­cie dia­logu z tą czę­ścią sie­bie, która na­dal czuje się podatna na zra­nie­nie, aby dostrzec prawdę o swo­jej obec­nej sytu­acji. Póź­niej możesz zde­cy­do­wać, co chcesz zro­bić jako doro­sły czło­wiek, by żyć w spo­sób, który uwa­żasz za war­to­ściowy, zamiast dzia­łać pod dyk­tando sta­rego, dzie­cię­cego lęku czy też skost­nia­łego instynktu.

Współczucie dla wewnętrznego dziecka i dialog z nim

Z per­spek­tywy tera­pii sche­ma­tów źró­dłem naszych umie­jęt­no­ści radze­nia sobie oraz pod­sta­wo­wych prze­ko­nań są doświad­cze­nia z dzie­ciń­stwa, a zwłasz­cza to, jak radzi­li­śmy sobie jako dzieci z nie­za­spo­ko­jo­nymi pod­sta­wo­wymi potrze­bami emo­cjo­nal­nymi.

Dla­czego owe doświad­cze­nia na­dal wywie­rają wpływ na nas i na nasze zacho­wa­nie? Z punktu widze­nia neu­rop­sy­cho­lo­gii łączy nas stała rela­cja z traumą pole­ga­jącą na nie­za­spo­ko­je­niu naszych potrzeb emo­cjo­nal­nych. Odczu­wany w związku z tym ból staje się dla nas swo­istą lek­cją. Odci­ska on ślad w naszym mózgu i przy­po­mina nam, że musimy się zacho­wy­wać w okre­ślony spo­sób, aby unik­nąć ponow­nego skrzyw­dze­nia. Zatem suma trud­nych doświad­czeń z dzie­ciń­stwa towa­rzy­szy nam w teraź­niej­szo­ści, a my na­dal korzy­stamy z tych samych umie­jęt­no­ści radze­nia sobie, które wypra­co­wa­li­śmy wtedy.

To wewnętrzna dzie­cięca część naszej osoby. Każdy z nas ją ma. Jest ona z nami od chwili naro­dzin i prze­cho­wuje emo­cje, prze­ko­na­nia, wspo­mnie­nia powstałe w okre­sie, zanim jesz­cze nasza pod­świa­do­mość była zdolna prze­two­rzyć to, co się działo. Kiedy mówimy o wewnętrz­nym dziecku, mówimy o wyobra­że­niu naszego dzie­cię­cego Ja, które pomaga nam bar­dziej świa­do­mie dotrzeć do wcze­snych nie­za­spo­ko­jo­nych potrzeb.

Two­rze­nie w wyobraźni obrazu wewnętrz­nego dziecka sta­nowi prak­tyczną i sku­teczną tech­nikę, która pozwala nam zro­zu­mieć wła­sne potrzeby, ponie­waż odno­simy się do obrazu osoby. Wyobra­ża­jąc sobie wła­sne wewnętrzne dziecko, jed­no­cze­śnie przy­po­mi­namy sobie, że nasze potrzeby emo­cjo­nalne z tam­tego okresu życia są pro­ste i bazują na opiece ze strony innych ludzi – są to potrzeby dzie­cięce w dosłow­nym zna­cze­niu tego słowa. Dzieci nie mają auto­no­mii ani samo­dziel­no­ści wła­ści­wej doro­słym, zatem muszą w pełni pole­gać na opie­ku­nach – pozo­stają od nich cał­ko­wi­cie zależne.

Dla­tego też współ­czu­cie i dia­log są konieczne dla oso­bi­stej trans­for­ma­cji. Oka­zu­jąc sobie współ­czu­cie, wcho­dzimy w dia­log z wewnętrz­nym dziec­kiem, które potrze­buje wie­dzieć, że trosz­czy się o nie ktoś, kto ma auto­ry­tet i wła­dzę. Owa dyna­mika doro­sły–dziecko sta­nowi istotę spo­sobu, w jaki tera­pia sche­ma­tów pomaga prze­zwy­cię­żyć kło­po­tliwe umie­jęt­no­ści radze­nia sobie.

Jakie trudne uczu­cia przy­po­mi­nasz sobie z wła­snego dzie­ciń­stwa? Zapewne wskażą one na pewne twoje nie­za­spo­ko­jone potrzeby z tam­tego okresu i na poczu­cie, że „musisz sobie radzić samo­dziel­nie”, skoro nie było żad­nego doro­słego chęt­nego lub zdol­nego do pomocy. Samo­dzielne radze­nie sobie w dzie­ciń­stwie ozna­czało próby dawa­nia sobie rady w doro­słym świe­cie i życia według doro­słych reguł bez względu na to, czy one w ogóle były spra­wie­dliwe. Ozna­czało próby radze­nia sobie bez jakie­go­kol­wiek uzna­nia czy wspar­cia ze strony rodzica. Tera­pia sche­ma­tów pozwala nam naresz­cie dostrzec, przez co prze­szło wewnętrzne dziecko, upra­wo­moc­nić je i oka­zać współ­czu­cie wobec tego, jak sobie pora­dziło. Następ­nie mówimy mu: „Zobacz, jesteś już doro­słym i możesz usta­lać nowe reguły!”.

Czy w dzie­ciń­stwie nocami towa­rzy­szyły ci strach i poczu­cie osa­mot­nie­nia (sche­mat Opusz­cze­nia)? Być może wtedy zna­la­złaś/zna­la­złeś spo­sób, aby znieść te uczu­cia, ponie­waż nie mia­łaś/mia­łeś innego wyboru, ale teraz, jako osoba doro­sła, nie­kiedy czu­jesz głę­bo­kie osa­mot­nie­nie i strach, choć wła­ści­wie nie wiesz dla­czego.

A może mia­łaś/mia­łeś poczu­cie, że musisz wszystko osią­gnąć samo­dziel­nie, bo ina­czej będzie ci wstyd (sche­mat Nad­mier­nych Wyma­gań)? Być może musia­łaś/musia­łeś spro­stać wielu prze­ra­sta­ją­cym cię zada­niom bez wspar­cia czy wska­zó­wek ze strony doro­słych, aby prze­żyć dzień. Zatem stawka była bar­dzo wysoka, ponie­waż wyda­wało się, że w razie popeł­nie­nia błędu nikt cię nie ura­tuje. W rezul­ta­cie usi­ło­wa­łaś/usi­ło­wa­łeś robić rze­czy, na które dziecko nie jest gotowe lub któ­rym nie jest w sta­nie podo­łać, bo jest po pro­stu za młode. Może obec­nie, jako osoba doro­sła, pod­czas pracy na­dal czu­jesz, że gra toczy się o bar­dzo wysoką stawkę, więc prze­sad­nie się sta­rasz.

Czy jako dziecko mia­łaś/mia­łeś poczu­cie, że niczego nie jesteś w sta­nie zro­bić „jak należy” (sche­mat Porażki)? Może twoi opie­ku­no­wie nie pamię­tali, że dzieci muszą się dopiero nauczyć róż­nych rze­czy i że w zależ­no­ści wieku nie są gotowe do pew­nych zadań na pozio­mie neu­ro­lo­gicz­nym. Dla­tego też mieli wobec cie­bie wygó­ro­wane wyma­ga­nia, co mogło zro­dzić w tobie prze­ko­na­nie, że do niczego się nie nada­jesz. A takie prze­ko­na­nie może się utrzy­mać aż do wieku doro­słego.

A może mia­łaś/mia­łeś poczu­cie, że musisz opie­ko­wać się rodzi­cami lub rodzeń­stwem i sta­wiać ich potrzeby na pierw­szym miej­scu (sche­mat Samo­po­świę­ce­nia)? Dzieci czę­sto są obsa­dzane w roli opie­ku­nów sio­stry, brata, a nawet rodzica, co jest bar­dzo nie­spra­wie­dliwe. W takiej sytu­acji ich uwaga zostaje odcią­gnięta od lek­cji czer­pa­nych z dora­sta­nia, w tym z zabawy, nauki i prze­ży­wa­nia emo­cji bez obcią­że­nia. Zamiast tego dziecko musi wziąć na sie­bie tro­skę o dobro­stan innych osób i czuje się winne, że w ogóle ma jakieś potrzeby. Poczu­cie winy z powodu posia­da­nia wła­snych potrzeb może utrzy­mać się do doro­sło­ści wła­śnie jako sche­mat.

Sche­maty rodzą się z trud­nego poczu­cia bez­rad­no­ści dziecka, gdy doro­śli zawo­dzą. Ból sche­matu pozo­staje z nami na pozio­mie układu ner­wo­wego do doro­sło­ści, a my na­dal cze­kamy, aż doro­sły wkro­czy do akcji i się nami zaj­mie, i wciąż pró­bu­jemy sobie radzić bez wła­ści­wych narzę­dzi. Jako doro­śli możemy jed­nak zapew­nić sobie opiekę, jakiej przez lata nam bra­ko­wało, zapew­nia­jąc sobie współ­czu­cie i dia­log. Jako doro­śli mamy moc w pełni zadbać o wła­sne nie­za­spo­ko­jone potrzeby.

Chciał­bym pod­kre­ślić, że nie twier­dzę, iż każdy czło­wiek prze­żył w dzie­ciń­stwie traumę. Ale każdy ma pewne sche­maty. Niczyje potrzeby emo­cjo­nalne w okre­sie dzie­ciń­stwa i dora­sta­nia nie są zaspo­ka­jane w stu pro­cen­tach przez cały czas, a sche­maty kształ­tują się w obsza­rach potrzeb, któ­rymi nie zajęto się wcale lub nie zajęto się w pełni. Tak kształ­tuje się indy­wi­du­alna oso­bo­wość i to pomaga nam roz­wi­nąć cha­rak­ter, jak rów­nież stać się tym, kim jeste­śmy, z naszymi talen­tami oraz moc­nymi i sła­bymi stro­nami.

Tera­peuci sche­ma­tów nie postrze­gają sche­ma­tów jedy­nie jako pro­ble­mów do wyeli­mi­no­wa­nia, ale oddają im spra­wie­dli­wość jako naj­lep­szym roz­wią­za­niom, jakie każdy z nas mógł sobie wypra­co­wać w dzie­ciń­stwie. Sche­maty dopro­wa­dziły cię do miej­sca, w któ­rym się znaj­du­jesz obec­nie, i poma­gały ci prze­trwać. Ważne jest rów­nież zaak­cep­to­wa­nie tego, że twoje umie­jęt­no­ści radze­nia sobie mogły się stać tak „sku­teczne”, iż już nie pamię­tasz, jak to jest mieć potrzeby emo­cjo­nalne lub uzy­skać ich zaspo­ko­je­nie. Gdy tak się dzieje, staje się to twoją nową normą, co pro­wa­dzi do zablo­ko­wa­nia, braku speł­nie­nia, emo­cjo­nalnego odłą­cze­nia, pro­ble­mów w rela­cjach z ludźmi, osa­mot­nie­nia, zło­ści, a nawet lęku, depre­sji i innych pro­ble­mów zdro­wia psy­chicz­nego. Rzecz w tym, że naprawdę nie chcemy się wyzby­wać nawy­ko­wych umie­jęt­no­ści radze­nia sobie, ponie­waż bez nich czu­jemy się nadzy i podatni na zra­nie­nie, więc tkwimy w błęd­nym kole.

Co oznacza niezaspokojenie potrzeb emocjonalnych

Rodzice Edwarda to ludzie suk­cesu: jego matka pia­sto­wała wyso­kie sta­no­wi­ska w ochro­nie zdro­wia, a ojciec był radcą praw­nym w kor­po­ra­cji. Oboje byli pochło­nięci wła­sną karierą, a synem zaj­mo­wały się nia­nie i opie­kunki, aż urósł na tyle, by po szkole móc spę­dzać dłu­gie godziny sam. Jako Afro­ame­ry­ka­nin Edward wcze­śnie nauczył się od rodzi­ców, że jeśli chce osią­gnąć suk­ces, musi być we wszyst­kim naj­lep­szy, aby prze­zwy­cię­żyć insty­tu­cjo­nalny rasizm. Rodzice wie­rzyli, że oka­zują synowi miłość, sta­wia­jąc mu wyso­kie wyma­ga­nia bez zbyt­niej czu­ło­ści. Owo połą­cze­nie dużych ocze­ki­wań i emo­cjo­nal­nego chłodu dopro­wa­dziło Edwarda do wnio­sku, że zasłu­guje na miłość tylko wtedy, gdy dobrze się spi­suje. Rasizm, z któ­rym nie­uchron­nie się zetknął, jedy­nie wzmoc­nił prze­ko­na­nia wpo­jone przez rodzi­ców.

Ponie­waż dora­stał pod opieką takich rodzi­ców, Edward sku­piał się przede wszyst­kim na osią­gnię­ciach. Rodzice w zro­zu­miały spo­sób trosz­czyli się o syna, pil­nu­jąc, by potra­fił dać sobie radę w bez­względ­nym, nie­spra­wie­dli­wym świe­cie, jaki na niego cze­kał. W takim podej­ściu z pew­no­ścią można dopa­trzeć się miło­ści. Nie­przy­pad­kowo doro­słe życie Edwarda i jego suk­cesy zawo­dowe są hoł­dem dla podej­ścia rodzi­ców. Zara­zem widzimy w owym życiu dowód na to, czego męż­czyź­nie zabra­kło jako dziecku. W dzie­ciń­stwie Edward doświad­czył nie­wiele czu­ło­ści, zachęty i wspar­cia czy prze­ba­cze­nia. Jedną z jego pod­sta­wo­wych potrzeb emo­cjo­nal­nych była pew­ność, że jeśli popełni błąd lub nie dość szybko opa­nuje nową umie­jęt­ność, to nic się nie sta­nie i będzie na­dal kochany. Tym­cza­sem on ni­gdy nie był tego pewien, dla­tego ni­gdy nie roz­wi­nął poczu­cia wła­snej war­to­ści, które byłoby nie­za­leżne od osią­ga­nych wyni­ków.

W przy­padku Edwarda naj­waż­niej­sze pyta­nie brzmi: jak odłą­czyć miłość od trans­ak­cyj­nej idei osią­gnięć?

Julia w okre­sie dora­sta­nia naj­wię­cej uwagi otrzy­my­wała ze strony matki, ponie­waż ojciec pozo­sta­wał emo­cjo­nal­nie odłą­czony oraz był tak pochło­nięty pracą i swoim hobby, że prze­waż­nie był nie­obecny. Jej matka nie­stety wyzna­wała prze­ko­na­nie, że naj­lep­szą formą miło­ści, przy­go­to­wu­jącą dziecko na świat, jest suro­wość. Jeśli Julia popeł­niała błędy lub trzeba ją było nauczyć, jak coś zro­bić, matka krzy­czała albo uży­wała poiry­to­wa­nego, znie­cier­pli­wio­nego tonu. Dla­tego też Julia nabrała prze­ko­na­nia, że coś z nią musi być nie tak. Powinna wię­cej wie­dzieć lub lepiej sobie radzić z róż­nymi rze­czami? Dla­czego nie była lep­sza, zdol­niej­sza?

Nie­stety Julia prze­nio­sła silne prze­ko­na­nie o wła­snej bez­war­to­ścio­wo­ści z dzie­ciń­stwa w doro­słość. Ponie­waż ojciec był emo­cjo­nal­nie nie­obecny, a matka uży­wała poiry­to­wa­nego, a nie­kiedy wręcz pogar­dli­wego tonu, stale odbie­rała ten sam komu­ni­kat, że coś z nią jest nie tak. „Jak mogłam popeł­nić te błędy? Dla­czego mama nie ma dla mnie cier­pli­wo­ści? Dla­czego tata ze mną nie roz­ma­wia? Musia­łam coś źle zro­bić albo po pro­stu jestem do niczego”.

Oczy­wi­ście nie było żad­nych gwa­ran­cji, że Julia zosta­łaby empa­tycz­nie wysłu­chana przez rodzi­ców, gdyby kie­dy­kol­wiek wyra­ziła któ­reś z tych odczuć. Dla­tego roz­wi­nął się u niej silny instynkt ukry­wa­nia owej rze­komo wadli­wej czę­ści sie­bie, aby się chro­nić.

Jako dziecko Julia potrze­bo­wała wie­dzieć, że jest akcep­to­wana i kochana bez względu na to, jak dobrze sobie radzi (w reali­stycz­nych gra­ni­cach). Zamiast tego stale odbie­rany przez nią komu­ni­kat, że zro­biła coś źle – że w jakiś spo­sób jest zła – pozo­sta­wił nie­za­spo­ko­joną potrzebę bez­wa­run­ko­wej miło­ści. Jako doro­sła Julia balan­so­wała mię­dzy ukry­tym wewnętrz­nym prze­ko­na­niem, że jest wadliwa i do niczego, a zewnętrz­nym życiem osoby wysoce kom­pe­tent­nej z sil­nie izo­lu­ją­cym har­tem ducha znie­chę­ca­ją­cym do dzie­le­nia się tymi czę­ściami sie­bie, które wedle jej obaw byłyby postrze­gane jako sła­bo­ści.

Ze było naj­młod­szym z czworga rodzeń­stwa. Jego rodzice byli nie­ela­styczni i kon­ser­wa­tywni, jeśli cho­dzi o emo­cje i pochwały, a tro­skę o dzieci oka­zy­wali przede wszyst­kim poprzez wyso­kie wyma­ga­nia co do ocen w szkole. Poza silną kon­cen­tra­cją na osią­gnię­ciach szkol­nych w dużej mie­rze pozo­sta­wiali dzieci samym sobie. Ze mogło liczyć na pewne wspar­cie i uwagę star­szej sio­stry, ale ze strony reszty rodzeń­stwa czę­sto spo­ty­kało się z zanie­dby­wa­niem i złym trak­to­wa­niem. Było prze­ko­nane, że naj­lep­sze podej­ście do życia polega na trzy­ma­niu się na ubo­czu, aby unik­nąć złego trak­to­wa­nia. Poza tym nabrało prze­ko­na­nia, że jego samo­ocena będzie bez­piecz­niej­sza, jeśli nie będzie ścią­gało na sie­bie uwagi. Przez to trudno mu było się nauczyć, jak sta­wać w swo­jej obro­nie, gdy mie­rzyło się z kon­flik­tem i ludźmi naru­sza­ją­cymi jego gra­nice – co prze­cież jest nie­unik­nione od czasu do czasu. Wszystko to nara­ziło Ze na drę­cze­nie, co dodat­kowo wzmoc­niło prze­ko­na­nie „jeśli zbli­żasz się do ludzi, oni cię krzyw­dzą”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ze jest osobą doro­słą, w sto­sunku do któ­rej autor używa zaim­ków „they/them”. Aby oddać język neu­tralny płciowo, w prze­kła­dzie będę w odnie­sie­niu do Ze uży­wała rodzaju nija­kiego (przyp. tłum.). [wróć]