To grzech tak mówić - Modzelewski Marek - ebook + książka

To grzech tak mówić ebook

Modzelewski Marek

4,4

Opis

„TRZEBA UMIEĆ SIĘ Z SIEBIE ŚMIAĆ” – POLAKÓW PORTRET WŁASNY, ŚMIESZNO-STRASZNY.

Trzy dramaty Marka Modzelewskiego: InteligenciWstyd Kto chce być Żydem? czyta się jak wciągającą prozę. Autor, niebywale wyczulony na polskie absurdy i hipokryzje, sprawia, że w jego utworach stajemy nadzy jak przed lustrem.

Wady, które zwykle skrzętnie zamiatamy pod dywan, w dramatach Modzelewskiego wybrzmiewają szczególnie głośno. Obrywa się po równo wszystkim: aspirującym inteligentom, postępowym feministkom, elicie intelektualnej oraz parweniuszom. Przez pryzmat tych niebanalnych postaci możemy zobaczyć własne kołtuństwo i obłudę. I – być może – zasłużyć na katharsis.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 163

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (23 oceny)
13
6
4
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Dzazik

Nie oderwiesz się od lektury

Na tę książkę trafiłem całkiem przypadkiem - czytając wywiad z autorem w kwietniowym numerze Pani 04/22"To są rewelacyjnie napisane sztuki
00

Popularność




Izie

INTELIGENCI

Prapremiera: Teatr Śląski w Katowicach, 8 lutego 2019 roku,

reżyseria – Robert Talarczyk

.

OSOBY

ANNA – atrakcyjna, szczupła, zgrabna, jednym słowem: intrygująca.

SZCZEPAN – jej mąż, starszy od niej o kilka lat, nie przywiązuje wielkiej wagi do wyglądu.

ŁUKASZ – ich syn, 16 lat, na pierwszy rzut oka miły, ładny chłopak.

BOŻENA – siostra Anny. Bardzo się od niej różni: korpulentna, ubrana w niedrogą sukienkę lub garsonkę.

AKT I

Salon w mieszkaniu Anny i Szczepana. Urządzenie i wystrój świadczą o tym, że mieszkają tu ludzie wykształceni – inteligencja. Wszędzie dużo książek, gazet. Przy stole przed laptopem siedzi Szczepan. Ma na sobie białą rozpiętą koszulę – jest w trakcie ubierania się. Czyta z ekranu swój artykuł. Z boku, w głębi mieszkania, otwarte drzwi do łazienki. Przed lustrem boso stoi Anna w sukience. Szykuje się do wyjścia, robi makijaż.

SZCZEPAN (czyta)

„Drodzy moi Robacy! Pora zrozumieć, że ludzie w istocie nie dzielą się na prawicę i lewicę, socjalistów i liberałów, wierzących i ateistów. Ludzie dzielą się na tych, którzy rozumieją, co znaczy wolność jednostki, dla których pojęcie to stanowi wartość absolutną, najważniejszą i fundamentalną, którzy rozumieją, że wolność jednostki oznacza zawsze wolność wyboru, oraz na tych, którzy sądzą, że są depozytariuszami jedynej słusznej prawdy. Dla których misją jest objawienie tej prawdy innym. A jeśliby inni jej nie przyjęli, narzucenie owej prawdy siłą. Z tego punktu widzenia gorliwi komuniści nie różnią się specjalnie od gorliwych katolików, a pierwszy sekretarz partii z równym powodzeniem wcieliłby się w rolę biskupa, gdyby tylko w innej tradycji wychowali go rodzice...”.

ANNA (przerywa mu, wciąż robiąc makijaż)

Za dużo słów.

SZCZEPAN (zaskoczony)

Proszę?

ANNA

Skrót.

SZCZEPAN (niezadowolony)

A to „robacy” może być?

ANNA (bez przekonania)

Tak. Trochę wydumane, ale tak.

SZCZEPAN

Czyli wszystko źle.

ANNA

Nie.

SZCZEPAN

Jak już tak mówisz...

ANNA

„W istocie”, „owej prawdy”. Tak się nie pisze dzisiaj.

SZCZEPAN

Dzisiaj się pisze „pozdro”, wiem.

ANNA (cały czas robiąc makijaż)

Forma. Wszystko musi być w punkt. „Pora zrozumieć, że ludzie nie dzielą się na prawicę i lewicę”. Bez „w istocie”.

SZCZEPAN

Dlaczego? „W istocie” to jest taki... wytrych.

ANNA

Chciałbyś się ze mną bzykać „w istocie” czy wystarczyłoby tak po prostu?

Szczepan zastanawia się, co odpowiedzieć.

ANNA

Tak samo „owej prawdy”. Przeczytaj to.

SZCZEPAN (czyta)

„A jeśliby inni jej nie przyjęli...”.

ANNA

Wcześniej.

SZCZEPAN

„Dla których misją jest objawienie tej prawdy innym. A jeśliby inni jej nie przyjęli...”.

ANNA (wchodzi mu w słowo)

„...narzucenie jej siłą”. Tyle.

SZCZEPAN

Ale to „robacy” dobre, nie?

ANNA

Mówiłam: tak.

SZCZEPAN

Puszczą to?

ANNA

Nie wiem.

SZCZEPAN

Za odważne może?

ANNA

A „najważniejsza” to to samo co „fundamentalna”, prawda? Po co dwa razy?

SZCZEPAN

Okej. A to?

Klika, przesuwając tekst na ekranie. Myszka przez chwilę nie reaguje.

SZCZEPAN (zły)

Ten laptop to szajs już... Uważaj! (czyta) „Gdy patrzę w wasze oczy, w których odbija się prostactwo, przekazywane z pokolenia w pokolenie na mazowieckiej wsi...”.

ANNA

Uuu...

SZCZEPAN

Co?

ANNA

Tego nie puszczą.

SZCZEPAN

To liberalna gazeta.

ANNA

Larry Flynt jest redaktorem naczelnym?

SZCZEPAN

To rodzaj prowokacji. Dobrze, można to złagodzić.

ANNA

Jak? (żartem) W jednym zdaniu obrażasz suwerena i mazowiecką wieś.

SZCZEPAN

Wymyśl coś. Jesteś redaktorką.

ANNA

Napisz „gminność”.

SZCZEPAN (zdziwiony)

Gminność?

ANNA

Albo „przaśność”.

SZCZEPAN

Tak się pisze teraz?

ANNA

Która godzina?

SZCZEPAN

Jedenasta dochodzi.

ANNA

Dzwoniłeś do Łukasza?

SZCZEPAN

Przaśność to nie to samo co prostactwo.

ANNA

To synonimy.

SZCZEPAN

Przaśność potrafi być sympatyczna.

ANNA

Czyżby?

SZCZEPAN

Twoja siostra na przykład.

ANNA

Moja siostra jest głupia, to jeszcze co innego. (wychodzi z łazienki) On przegina, naprawdę.

SZCZEPAN

Przaśność to nie to samo.

ANNA

Miał być o dziewiątej. Oni zaraz przyjadą.

SZCZEPAN

Wiadomo było, że nie zdąży.

ANNA

Tak?

SZCZEPAN

Jak się idzie w sobotę na imprezę do kumpla i zostaje na noc... Przaśność...

ANNA

Mówił, że będzie rano.

Szczepan tylko się uśmiecha.

ANNA

Dał słowo.

SZCZEPAN

Ty jesteś zwolenniczką bezstresowego wychowania.

ANNA

To nie jest kwestia stresu, Szczepan, tylko odpowiedzialności za to, co się mówi.

SZCZEPAN (patrząc na ekran laptopa)

I pisze.

ANNA

Dokładnie.

SZCZEPAN

Czyli co, bez sensu wszystko.

ANNA

Potem to przeczytam.

SZCZEPAN

Wieczorem muszę wysłać.

ANNA

To wieczorem.

Sięga po telefon. Wybiera numer. Dzwoni.

SZCZEPAN

Napiszę „gminność i przaśność”, okej?

ANNA (po chwili)

Wyłączony oczywiście.

Odkłada telefon.

SZCZEPAN

Nie pójdzie najwyżej.

ANNA

Nie szantażuj mnie.

SZCZEPAN

Nie mówię o tekście.

ANNA

Aha. Dobra, to nie pójdzie.

Wraca do łazienki.

SZCZEPAN

To w końcu nie jest jego uroczystość.

ANNA

Myślałam, że to jest uroczystość rodzinna. Tak wszyscy o tym mówią przynajmniej.

SZCZEPAN

Co cię ugryzło? Normalnie byś nie robiła problemu.

Zamyka laptop. Wstaje, zapina koszulę.

ANNA

Nie robię problemu. To tobie na tym zależy.

SZCZEPAN

Ani mi zależy, ani nie.

ANNA

Dobra, to nie idziemy. Dla mnie nawet lepiej.

Szczepan bierze wiszący na oparciu krzesła krawat i zakłada go.

SZCZEPAN (po chwili)

Obrażalska.

Anna nie reaguje.

SZCZEPAN

To nie pierwszy raz, kiedy Łukasz tak wraca. Albo nie wraca. Przypominasz szesnastolatkowi przed wyjściem na imprezę, żeby w razie czego nie zapomniał skorzystać z prezerwatywy, upewniasz się, czy umie ją obsługiwać, najchętniej sama byś mu pokazała...

ANNA

Zwariowałeś!

SZCZEPAN

Ostrzegasz, żeby nie przesadzał z marihuaną, a potem się dziwisz, że nie ma go w domu o dziewiątej rano.

ANNA

To zupełnie nie o to chodzi.

SZCZEPAN

A o co? (po chwili) Wyżywasz się na mnie, tak? Bo to był mój pomysł.

Anna nie odpowiada.

SZCZEPAN (uśmiecha się)

Nie bój się, nikt ci na siłę nie włoży Ciała Chrystusa do ust.

ANNA

Mam nadzieję.

SZCZEPAN

Staniesz na dworze. Jest ciepło. Twoja siostra cię zastąpi. Przyjmie komunię za siebie i za ciebie.

ANNA

Wiem. I za ciebie przede wszystkim.

SZCZEPAN

Powinniśmy jej podziękować. Gdyby nie ona...

ANNA

To jej podziękuj.

SZCZEPAN

...musielibyśmy uczęszczać z Maksem na nauki.

ANNA

Tobyś uczęszczał.

SZCZEPAN

A w poniedziałek zaczyna się biały tydzień.

ANNA

Na czarny protest jej nie mogłam namówić.

SZCZEPAN

Ja ją lubię. Nie wiem dlaczego, ale ją lubię.

ANNA

Wiesz.

SZCZEPAN

Już przestań. (poluźnia krawat) Muszę zakładać krawat?

ANNA

Dlaczego my to robimy, Szczepan?

Szczepan tylko wzdycha, jakby chciał powiedzieć: „Kochanie, proszę!”.

ANNA

Przypomnij mi!

SZCZEPAN

Bo uznaliśmy, że tak będzie lepiej dla Maksa. Już to przerabialiśmy.

ANNA

Ty uznałeś.

SZCZEPAN

A ty się zgodziłaś.

ANNA

Gdybym miała na względzie wyłącznie dobro Maksa, posłałabym go na bar micwę, a nie do Pierwszej Komunii.

SZCZEPAN (uśmiecha się)

Nie mam nic przeciwko. Może w przyszłym roku.

ANNA

Za pięć lat, jeśli już.

SZCZEPAN

Każde otwarte drzwi to otwarta szansa. Taka jest moja dewiza.

ANNA

Nie ma powodu otwierać wszystkich drzwi po kolei.

SZCZEPAN

Ani żadnych demonstracyjnie zamykać.

ANNA

Co to za teksty są?

SZCZEPAN

Zobacz, twoja matka jest szczęśliwa. Wszystko ci wybaczyła.

ANNA

Wolała zabrać Maksa na noc do Bożeny, niż spać u nas.

SZCZEPAN

A proponowałaś jej?

ANNA (zmienia temat)

Jak się dowiedziała, że przyjęcie będzie w wegańskiej knajpie, to prawie dostała zawału.

SZCZEPAN (staje w drzwiach łazienki)

Tu ją trochę rozumiem.

ANNA

Naprawdę?

SZCZEPAN

Żartuję. Wyluzuj. (podchodzi do niej) Ciało Chrystusa.

Wysuwa język i przybliża go do twarzy Anny.

ANNA

Weź, przestań! Bo się rozmnożę. (poprawia się) Rozmażę.

Śmieją się. Szczepan wraca do pokoju.

SZCZEPAN

To tylko godzina.

ANNA

Żadne z nas nie wierzy w Boga, Szczepan.

SZCZEPAN

I co z tego? Pierwsza Komunia to jest... (szuka słowa) rodzaj tradycji. Jak Wigilia.

ANNA

Noż kurwa...

SZCZEPAN

Tak! W pewnym sensie tak! Dlaczego się nie buntujesz przeciwko Wigilii?

ANNA

To nie to samo!

SZCZEPAN

Wiesz dlaczego? Powiem ci! (uśmiecha się) Bo dostajesz prezenty.

ANNA

Tu też chodzi o prezenty.

SZCZEPAN

Czyli mam rację.

ANNA

Wigilia jest ponadreligijna.

SZCZEPAN

Aha!

ANNA

To jest symbol. Część popkultury. Opowieść wigilijna. Kevin sam w domu. Nie ma filmu „Kevin sam w kościele przyjmuje Pierwszą Komunię”.

SZCZEPAN

Bo nie u nas kręcili. (po chwili) Potraktuj to, jakbyś szła do Maksa na przedstawienie szkolne. Maks będzie recytował wierszyk. Serio, nie mówił ci?

ANNA

O księdzu pedofilu?

Szczepan się śmieje.

ANNA

Co się głupio śmiejesz?

SZCZEPAN

Wszystkie dzieci w klasie Maksa idą do komunii.

ANNA

Nieprawda! Karolina nie idzie.

SZCZEPAN

Okej. Karolina nie idzie. I wszyscy na nią patrzą jak na dziwadło.

ANNA

Bez przesady!

SZCZEPAN

Tak.

ANNA

To nie te czasy. Nawet na Łukasza tak nie patrzyli.

SZCZEPAN

Ale było mu przykro.

Anna robi minę, jakby chciała powiedzieć: „Co ty gadasz?”.

SZCZEPAN

I tej dziewczynce też jest.

ANNA

To ta, co kiedyś rozcięła Maksowi książką łuk brwiowy?

SZCZEPAN

„Karolina sama w domu nie dostanie prezentu”.

ANNA

I bardzo jej tak dobrze!

Uśmiechają się.

SZCZEPAN (po chwili)

Co nie zmienia istoty rzeczy. Pierwsza Komunia to jest przeżycie pokoleniowe dziewięciolatków. Nie odbieraj tego naszemu synowi.

ANNA

Przeżycie pokoleniowe to będą mieli, jak pójdą na koncert Stonesów.

SZCZEPAN

Jak dożyją. Stonesi.

Anna tylko macha ręką.

SZCZEPAN

W czym mu to przeszkodzi, powiedz.

ANNA

A w czym pomoże?

SZCZEPAN

Nie wiem. Może kiedyś będzie chciał zostać papieżem.

ANNA

Po moim trupie.

SZCZEPAN

Sam chciał pójść. Ja go nie namawiałem.

ANNA

A wiesz czemu?

SZCZEPAN

No?

ANNA

Rozmawiałeś z nim?

SZCZEPAN

Mhm.

ANNA

Akurat!

SZCZEPAN

Przysięgam!

ANNA

I co ci powiedział?

Szczepan zastanawia się, co odpowiedzieć.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Projekt okładkiKarolina Żelazińska
IlustracjeAdela Podgórska
Zdjęcie autoraBeata Jastrzębska
Redaktor prowadzącaMonika Koch
RedakcjaAnna Rydzewska
KorektaTeresa Zielińska
Copyright © by Marek Modzelewski, 2022 Copyright © Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2022
ISBN 978-83-8032-728-3
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Kosiarzy 37/53 02-953 Warszawa
Konwersja: eLitera s.c.