Tajniki ognia. Szkoła Astromagów. Tom 3 - Anna Włodarkiewicz - ebook + książka
NOWOŚĆ

Tajniki ognia. Szkoła Astromagów. Tom 3 ebook

Włodarkiewicz Anna

0,0

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Daj się porwać magicznej przygodzie!

Na szczycie Góry Astromagów działa niezwykła szkoła, a w niej uczą się dzieci wybrane przez los – każde z nich ma na dłoni tajemniczy symbol świadczący o magicznych zdolnościach. Szkoła Astromagów to miejsce, w którym nauka magii przeplata się z obserwacją gwiazd, a każdy dzień przynosi coś nieoczekiwanego!

Uczniowie spod znaku Barana na specjalnych zajęciach starają się zgłębić magię czar-ognia. Wśród nich jest Irys, która zdaje sobie sprawę, że nie panuje nad ognistym żywiołem. Gdy wszystkie króliki mistrza Sola zmieniają się w kicaki, w szkole robi się niezłe zamieszanie. Jakby tego było mało, mistrz Eneko powołuje Szkolną Straż – organizację mającą na celu skrupulatne notowanie każdego nierozważnego kroku Baranów. Czy Irys zdoła oswoić swoją moc, nim podpadnie Szkolnej Straży? I czym są zagadkowe tajniki, o których zdają się wiedzieć wszyscy poza nią?

„Tajniki ognia” to emocjonująca i obfitująca w fantastyczne postaci opowieść o dzieciach stających przed wielkimi tajemnicami Szkoły Astromagów. Książka idealna dla fanów magii, szkolnych przygód i światów, w których każde dziecko może być wyjątkowe.

„Szkoła Astromagów” to bestsellerowa seria dla dzieci autorstwa Anny Włodarkiewicz(„Gaja z Gajówki”), z ilustracjami Aleksandry Zapotocznej. Opowiada o grupie uczniów niezwykłej szkoły, gdzie codzienność wyznaczają tajemnice, nauka magii i obserwacja gwiazd. Każdy tom to nowa przygoda, zagadki do rozwiązania i wyzwania uczące współpracy, odwagi i zaufania do własnych umiejętności. To seria pobudzająca wyobraźnię i wciągająca od pierwszych stron! „Szkoła Astromagów” zaprasza czytelników do świata, gdzie magia splata się z przyjaźnią i odkrywaniem siebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 85

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redaktorka prowadząca: Urszula Pitura

Wydawczyni: Natalia Galuchowska

Redakcja: Katarzyna Rogowska

Korekta: Anna Burger

Projekt okładki: Agata Łuksza

Copyright © 2026 for text by Anna Włodarkiewicz

Copyright © 2026 for illustrations by Aleksandra Zapotoczna

Copyright © 2026 for the Polish edition by Świetlik, an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8417-612-2

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek

Gdy pierwszy raz je spotkałem, słońce kryło się za najwyższym z Mglistych Wzgórz. Wpierw spośród traw wyjrzały dwa spore osobniki. Zdziwiłem się niepomiernie, albowiem na mój widok nie czmychnęły na boki, tylko wyciągnęły te swoje wszędobylskie królicze noski i poczęły zawzięcie węszyć.

ze Wspomnień z Odłegłych Krain, t. III, spisanych ręką mistrza Sola

∙ 1 ∙

Ostrożność przede wszystkim

Na małym placyku za szklarnią trwała w najlepsze wyjątkowa lekcja, w której uczestniczyła grupka uczniów w różnym wieku. Łączyło ich jedno – wszyscy byli zodiakalnymi Baranami i około dwóch tygodni temu, w wyniku niespodziewanych zdarzeń w Wieży Astromagów, zostali obdarzeni mocą czar-ognia. Najmłodsza w gronie Irys, oparta o kamienną cembrowinę studni, właśnie starała się przenieść swój magiczny płomyk z jednej świeczki na drugą. Krzywiła się, pomrukiwała, a nawet wysuwała koniuszek języka. Na próżno. Ogieniek uparcie tkwił na knocie i tylko chwiał się na wszystkie strony muskany wiosennym wiatrem.

Między uczniami, z twarzą wystawioną do słońca, spacerował mistrz Szo. To właśnie on po burzliwym powrocie magii zodiakalnej zorganizował ćwiczenia z oswajania czar-ognia. Jako mistrz magicznej równowagi zdawał się do tego idealnym kandydatem.

– Całkiem dobrze wam idzie – pochwalił teraz grupę. Jego głos brzmiał kojąco jak szelest liści.

– Akurat – mruknęła Irys, nie podnosząc głowy. – Mój czar-ogień to straszny uparciuch i za nic w świecie nie mogę go zmusić, żeby…

Właśnie wtedy płomyczek podfrunął i… został zdmuchnięty przez wiatr, który wpadł śmielej na placyk.

Irys jęknęła z żalem.

– Ej, serio, czy tylko ja uważam, że ćwiczenie magii ognia na wietrze nie ma sensu? – spytała głośno.

Siedzący obok mistrz Mudżi roześmiał się i rzekł:

– Cóż, jeśli o mnie chodzi, chętnie zaprosiłbym was do naszego saloniku. Moglibyśmy przy okazji raczyć się herbatką i pogryzać biszkopty, które upiekła Dora. Niestety, zostałem przegłosowany na radzie.

– Moi mili… – Mistrz Szo rozłożył szeroko ręce i rozejrzał się wokół. – Zrozumcie wreszcie, że to dla was idealne miejsce. Na uboczu, koło studni. Dobrze wiecie, że mieliśmy ostatnio zbyt wiele przypadkowych podpaleń.

Irys znała mistrza Szo chyba najlepiej spośród Wielkich Astromagów, bo od początku roku nauczał pierwszaki podstaw astromagii. To były spokojne, przyjemne zajęcia, podczas których słuchali wykładów o równowadze, medytowali, a Irys… drzemała w najlepsze.

Również na lekcjach oswajania czar-ognia mistrz Szo zwykł sięgać po swoje ulubione formułki.

– Ostrożność przede wszystkim – powiedział i poprawił druciane okulary na długim, wąskim nosie. – Ostrożność, rozwaga, skupienie…

Nagle z ust mistrzyni Zerki wydostał się ognisty bluzg, który w jednej chwili stopił stojącą przed nią świeczkę. Nauczycielka gimnastyki wrzasnęła zaskoczona.

Większość uczniów zareagowała śmiechem, a wśród nich Irys, choć jednocześnie poczuła także delikatne ukłucie zazdrości. Już podczas pierwszej lekcji okazało się, że część Baranów potrafi o wiele lepiej panować nad mocą niż pozostali, a niektórzy mieli wręcz wyjątkowe zdolności – ziali ogniem lub potrafili na zawołanie zmieniać kolory płomyków. Na ostatnich zajęciach mistrzowi Mudżiemu niespodziewanie stanęła w ogniu cała głowa, co wywołało wielki popłoch wśród zgromadzonych. Na szczęście był to zimny płomień, który nie spowodował żadnych obrażeń.

– Co to ja mówiłem? – Mistrz Szo podrapał się po nosie. – Ach tak, że na razie będę prowadził z wami lekcje na zewnątrz. Zresztą jestem więcej niż pewien, że potężny czar-ogień nie powinien lękać się wiatru. Ćwiczenie w trudnych warunkach wzmocni waszą magię, ot co.

– Moją też? – mruknęła Irys. – Nawet proste ćwiczenia nie bardzo mi wychodzą, a tak się staram i staram, i staram…

– Jesteś wielce niecierpliwa, moja droga – stwierdził mistrz Mudżi, który właśnie ze swadą żonglował płomykami. – Magia rozwija się bez pośpiechu. Trzeba znaleźć w sobie spokój, tak jak radzi mistrz Szo.

Irys wyczarowała kolejny płomyk na świecy. Jeśli będzie uważna i cierpliwa, wtedy może…

– Z pewnością niedługo nie tylko oswoisz czar-ogień, lecz także odkryjesz swój magiczny tajnik – ciągnął mistrz Mudżi. – Uczyliście się już o tajnikach na lekcjach z podstaw astromagii?

Magiczny tajnik? To zabrzmiało interesująco. Irys spojrzała uważnie na astromaga, a jej płomyk momentalnie zgasł.

– To będzie w drugim semestrze, na razie ćwiczymy równowagę – odparł mistrz Szo, który właśnie przechodził obok. – I z łaski swojej, przestańcie gadać. Nie widzicie, że reszta już robi coś nowego?

Mistrz Mudżi zachichotał.

– Och, cudownie! Czuję się, jakbym znów miał osiem lat i chodził do szkoły!

– Powtórzę zatem polecenie dla tych, którzy zawędrowali myślami do odległych gwiazd – powiedział łagodnie mistrz Szo. – Rozpalcie świece i sprawcie, by wasze płomyki rozwinęły się jak pąki kwiatów na wiosnę.

Irys raz jeszcze przywołała czar-ogień i tym razem skupiła na nim całą uwagę. No dobrze, może nie całą, bo na kolanie usiadła jej biedronka. Była taka ładna, och, a teraz rozłożyła skrzydełka i pofrunęła ku drzewom starego sadu. Irys potrząsnęła głową.

– Płomyk, płomyk, myślę tylko o płomyku – wymamrotała.

Wyciągnęła ręce w stronę świeczki i poczuła ciepło. Jak to się działo, że niektóre czar-ognie były zimne, a inne gorące? Ten wręcz parzył!

– No rośnij, mój ognisty maluszku, rośnij duży i okrąglutki – szeptała. – Och, jak ja cię lubię. Jak się cieszę, że nie muszę już cię ukrywać.

Płomyk ciut napęczniał, a potem się wydłużył, i to jak bardzo! Irys otwarła oczy ze zdumienia.

– No, no, całkiem nieźle – szepnął tuż obok niej mistrz Mudżi.

Coś przeleciało jej koło ucha. Czyżby znowu biedronka? Irys poruszyła się niespokojnie, a wtedy jej uwaga prysła jak bańka mydlana i sam płomyk też prysł, a właściwie buchnął z trzaskiem i tyle go widzieli.

Irys wrzasnęła, gdy poczuła parzące ukłucia na dłoniach.

– No dobrze, na dziś koniec – stwierdził mistrz Szo. – Odnieście świeczki na miejsce, a ci, którzy się ubrudzili, niech dokładnie wyszorują się przed powrotem do szkoły. Tak, Irys, do ciebie mówię. Nie chcemy straszyć reszty uczniów. Ani astromagów.

– O nie, najgorzej – jęknęła Irys, gdy zobaczyła, że nie tylko osmaliła sobie ręce, lecz także przypaliła mankiety mundurka. – Iwonna znów będzie marudzić. Już mi je wymieniała trzy razy.

Mistrz Mudżi zwinął dłonie w trąbkę i zawołał:

– A co z pracą domową? Tyle lat nie dostałem pracy domowej! Poprooooszę!

Głosy pozostałych uczniów złączyły się w zgodnym proteście, więc mistrz Szo zamachał rękami, by ich uciszyć.

– W ramach pracy domowej proszę tylko, abyście ćwiczyli swoje moce. Ale uwaga! Wyłącznie poza szkołą. Przypominam również, że we wszystkich salach i na korytarzach rozmieszczono skrzynie z piaskiem, który sprawdza się idealnie w nagłych ognistych wypadkach. Jakie mamy hasło?

– Zamiast panikować, posyp piaskiem! – krzyknął wysoki astromag, który uczył w starszych klasach.

Wkrótce wszyscy pospieszyli do swoich spraw i tylko Irys została, żeby się doprowadzić do porządku. Zamoczyła chusteczkę w wiadrze pełnym wody, potarła czarne smugi na dłoniach i spostrzegła, że ma kilka oparzeń. W zetknięciu z chusteczką boleśnie zapiekły.

– Czy ze mną jest coś nie tak? – wymruczała. – Może jestem magiczną niezdarą?

– Gdyby mnie zapytano o zdanie, powiedziałabym, że po prostu masz problemy z koncentracją – stwierdziła Aria, która nagle wyrosła tuż obok jak spod ziemi.

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

∙ 12 ∙

Cześć, kicusiu!

Irys obiegła całą szkołę, ale nie znalazła uczniów ze swojej klasy. Poszczęściło jej się dopiero na polanie piknikowej. Una, Gabi i Nika stały wokół niewielkiego stosu drewna i próbowały rozniecić ognisko. Na próżno. Wilgotne szczapki za nic nie chciały się palić. Dziewczyny powitały nadejście Irys piskami radości.

– Zamawiam jeden sprytny magiczny płomyczek! – zawołała Una. – Płacę w piankach chmurkolinkach! Patrz, jaka paka! Dostałam od rodziców!

Wkrótce siedziały już we cztery wokół ogniska i wdychały słodką, karmelową woń. Irys zwierzyła się z tego, co spotkało ją od rana, i dostała to, czego potrzebowała – okrzyki niedowierzania, a potem całe mnóstwo wsparcia.

– Na przyszłość pamiętaj, że przecież jesteśmy twoimi koleżankami. Możesz nam wszystko powiedzieć, a my wtedy ciach, trach. – Una wykonała kilka zręcznych ciosów w powietrzu. – No wiesz, zadziałamy jak trzeba przeciwko szkolnym dręczycielom.

– Och, a ja myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami, a nie tylko koleżankami – zasmuciła się Gabi.

Irys uścisnęła ją z taką mocą, że Gabi aż jęknęła.

– No jasne, że jesteśmy przyjaciółkami – zapewniła ją. – Wszystkie, co do jednej! Choć, no fakt, nie wiem, co na to Aria, bo z nią trudno dojść do ładu. No i jest jeszcze Siri, nasza pełna sekretów osóbka, która śpi z otwartymi oczami.

– O wilczku mowa – szepnęła Nika. – Patrzcie, tam jest.

Rzeczywiście, tajemnicza Siri siedziała sama pod szkolnym murem zapatrzona w dal.

– Hej, ho, chcesz się przyłączyć? Mamy pianki! – wykrzyknęła do niej ochoczo Irys.

Siri jednak pokręciła tylko głową i odwróciła się w drugą stronę.

– Ona chyba woli być sama – stwierdziła Gabi z żalem. – A szkoda, przecież jesteśmy takie fajne.

– Mistrz Szo ma rację – powiedziała Irys. – Ludzie są różni tak jak ich magia. I to mi się podoba. Gdyby wszyscy byli tacy sami, byłoby strasznie nudziarsko.

– Szkoda tylko, że niektórzy zachowują się wrednie jak Mona – rzekła Una.

– Och, albo Iker – dodała Gabi. – On jest często niemiły. Zwłaszcza dla Niki.

Wesołe oczy Niki przygasły na moment.

– Ooo, patrzcie, Aria do nas biegnie! – zauważyła Irys. – Ma tę swoją minę. Szykujcie się na nowinki. Oby to było coś dobrego!

– Mam… dwie… informacje – wydyszała Aria, gdy dobiegła do ogniska. – Och, a wy się znowu objadacie słodyczami? Nie chcę nawet wiedzieć, w jakim stanie są wasze zęby. Nie, Irys, nie pokazuj mi ich. Ha! Masz ubytek w dolnej czwórce. A nie mówiłam? Powinnaś pójść do dentysty.

Irys wzruszyła ramionami. Właśnie uniknęła Sądu Astromagów, wydalenia ze Szkoły, przymusowego wygaszania magii i kto wie, jakich jeszcze okropieństw. Wzmianka o dentyście nie mogła popsuć jej dobrego nastroju. Z zadowoleniem ugryzła mocno spieczoną piankę i mruknęła:

– No dalej, wyrzuć to z siebie.

Arii nie trzeba było dwa razy powtarzać.

– Po pierwsze, zawiadamiam, że do Szkolnej Straży dołączyła mistrzyni Frela! Astromagowie mieli właśnie szybkie zebranie w saloniku, a ja akurat przechodziłam…

– Akurat przechodziłaś? – Una parsknęła śmiechem. – Nie sądzę.

– Ej, ale nie dziwicie się, że mistrzyni Frela dołączyła do Straży mistrza Eneki? – spytała Nika.

– Najbardziej to zdziwił się sam mistrz Eneko – ciągnęła z zadowoleniem Aria. – A mistrzyni Frela nie zamierza się z nim bratać ani popierać go w poglądach. Co to, to nie. Chce prowadzić Szkolną Straż razem z nim dla dobra wszystkich. Powiedziała, że przede wszystkim muszą spisać regulamin, żeby strażnicy wiedzieli, co mogą, a czego nie. A jeśli nie będą go przestrzegać, zostaną ukarani. Osobiście uważam, że to świetne rozwiązanie!

– Czyli już nie będą nas dręczyć… – zaczęła wolno Irys.

– …tylko dbać o bezpieczeństwo – dokończyła za nią Aria.

– Do takiej straży to i ja mogłabym się zapisać – stwierdziła Una. – Oczywiście, jeśli to nie wpłynie źle na moje treningi.

– Dobra, fajno, dawaj drugą nowinkę! – zawołała Irys.

– Wiem, gdzie jest mistrz Ezer! – doniosła z dumą Aria. – Węszyłam, węszyłam i wywęszyłam. – Uśmiechnęła się szeroko.

– Uuu – zawyła Irys. – Jest w lochach? One jednak istnieją?!

– W Wieży nie ma lochów, sprawdziłam na planach – burknęła Aria. – Mistrz Ezer jest trzymany w Domu Spoczynku. W wielkiej tajemnicy, dodam. Mistrz Eneko regularnie go odwiedza i ja też zamierzam się tam wybrać, gdy będę miała chwilę, ale na razie nie mam. Mistrzyni Nadia dała mi znać, że do biblioteki wreszcie wróciły książki z mojej listy.

– Pójdę tam z tobą! – wyrwała się prędko Irys. – To znaczy do Domu Spoczynku, a nie do biblioteki, żeby była jasność!

Nagle coś kosmatego wskoczyło jej na głowę. Wrzasnęła i zacisnęła powieki, a wówczas kosmate coś ześlizgnęło się na jej kolana. Była przekonana, że zaraz usłyszy znajomy syk i poczuje na twarzy ostre pazury Kota, ale nic takiego się nie wydarzyło.

– Na twoim miejscu otworzyłabym oczy, Irys – poradziła jej Nika.

Tak właśnie zrobiła i zamiast bestii ujrzała… rozkosznego króliczka, który wpatrywał się w nią wielgachnymi ślepiami.

Okrzyki zachwytu przyjaciółek potwierdziły jej wizję.

– Cześć, kicusiu – szepnęła i zamrugała gwałtownie powiekami. – Nie wierzę. Przyszedłeś do mnie, żeby… żeby…

Wzięła go ostrożnie na ręce, a wtedy on przysunął pyszczek do jej twarzy i poniuchał, a potem liznął ją po policzku.

– Tak, zgadzam się, będę twoją funfelką – szepnęła. – Och, zaraz się rozpłaczę ze wzruszenia. Jak Kosmo na widok mistrzyni Tralli.

– Jest niewiele większy od Fufa i słodki jak pianka chmurkolinka – oceniła Gabi. – Ale żeby nie było, ja zdania nie zmieniam, nie spieszy mi się do kumplowania z tymi futrzakami o długich jęzorach. Bez urazy, zwierzaczku.

Kicak spojrzał na nią, wysunął rzeczony jęzorek i po chwili ciamkał już z zadowoleniem idealnie przypieczoną piankę.

– Ej, ej, ej, to było moje! – oburzyła się Gabi.

Irys, Una i Nika wybuchnęły chóralnym śmiechem, natomiast Aria wygłosiła krótki wykład o tym, czym powinny, a czym nie powinny się żywić króliki.

– Och, jak mi dobrze – wymruczała Irys, przytulona do króliczego futerka. – Czekaj, czekaj, jak ja mam cię nazywać, koleżko? Może Tęczuś. Albo Jęzorek? Nie, nie pasuje. Dobra, coś wymyślę! A w ogóle to ty jesteś chłopcem czy dziewczynką? Och, ale się będzie działo!

– I z tym mogę się zgodzić – oznajmiła Aria. – Bo jak wam dobrze wiadomo, za parę dni słońce wchodzi w znak Byka.

Irys uniosła głowę znad łebka swojego nowego przyjaciela. Przez te ostatnie zdarzenia zupełnie o tym nie myślała. Spojrzała na Nikę, która zarumieniła się lekko, a na jej twarzy pojawiło się dziwne napięcie.

– Nie wszyscy wierzą w to, że Byki dostaną moc – ciągnęła z powagą Aria – ale gdyby mnie zapytano o zdanie, powiedziałabym, że dostaną. A po nich Bliźnięta, Raki, Lwy i tak dalej. Nie patrzcie tak na mnie. Ja to sobie dokładnie przemyślałam i rozpisałam w dzienniku.

– Hej, ale obiecajmy sobie na mały paluszek, że cokolwiek się wydarzy, będziemy się wspierać! – zawołała Irys. – Przyjaciółki z jednego pokoju, hej, ho!