Szczelinami - Wit Szostak - ebook + książka

Szczelinami ebook

Wit Szostak

4,5

14 osób interesuje się tą książką

Opis

Wit Szostak Szczelinami

założenie jest czysto powieściowe:

spisać życie – autoportret poetki

lecz zrobić to z założenia

za pomocą form niepowieściowych

krótkich i pełnych przemilczeń

a potem czytelnika zaprosić

do niezwykłej gry w sklejanie

życia narratorki z okruchów

jej najintymniejszych doświadczeń:

dojrzewania, miłości i rozstań

rozczarowań i macierzyństwa

trudnych relacji rodzinnych

długiego cienia przeszłości

losu kobiety w świecie

rządzonym przez mężczyzn

zmysłowa i cielesna

niedopowiedziana i bezkompromisowa

nieoczywista i prawdziwa

ta książka jest jak kobieta

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 105

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (12 ocen)
7
4
1
0
0
Sortuj według:
jkozbiel

Dobrze spędzony czas

Ciekawy eksperyment. Wymagało, owszem, otwartości pisanie z punktu widzenia kobiety, ale i pozwalało schronić się za maską. Nieco stereotypową. Ale przecież nie mogło być inaczej.
00
agablaszczyk

Nie oderwiesz się od lektury

Wspaniała! To nie powinno się udać, a jednak wyszło genialnie. Życie głównej bohaterki opowiedziane przez jej wiersze. Intymna, szczera opowieść o relacji kobiety z ciałem, z córką i matką , o miłościach i rozstaniach i o ciszy, która spowijała jej rodzinę. Wspaniale jest to, że można do niej powracać wiele razy i za każdym razem odkrywać coś nowego i interpretować ją trochę inaczej.
00
Grudza

Nie oderwiesz się od lektury

Poruszająca głęboko jak to Sztu
00

Popularność




Wit Szostak Szczelinami ISBN: 978-83-66178-73-1 Wydawca: Powergraph ul. Cegłowska 16/2 01-803 Warszawa tel. 22 834 18 25 e-mail: [email protected] Copyright © 2022 by Wit Szostak Copyright © 2022 by Powergraph Copyright © 2022 for the cover and endpapers by Patrycja Podkościelny Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Redakcja: Wojciech Bonowicz Korekta: Maria Aleksandrow Skład i łamanie: Powergraph Okładka i wyklejka: Patrycja Podkościelny Projekt graficzny i opracowanie: Rafał Kosik Wyłączna dystrybucja: Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. 22 733 50 31/32 e-mail: [email protected] www.dressler.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

Tramwajami

(1997)

II

początek jest trudny

zwłaszcza gdy już wiemy

że pierwsze nie jest pierwsze

pierwsze słowo dziecka wybrzmiewa

w świecie w którym żyją już inne słowa

pierwszy raz jest kolejnym spotkaniem

wydzielin choć raczej chciałabym

żeby wcześniej nikt ich nie wymieniał

pierwsze nie jest pierwsze

i dlatego tak trudno zacząć

dlatego profesorowie radzą

by pisać wstępy na końcu

gdy zna się już zakończenie

III

co łączy zapach mego nieumytego ciała

z sąsiadem który zginął pod kołami tramwaju

(a przecież zawsze tak starannie zamykał drzwi)

i teraz widzę nogi krew tłum i jeszcze inne

wspomnienie pod konsulatem skandujemy

dziś-nie-biją a potem biegniemy

i wracamy pustym wagonem

ty kładziesz mi dłoń na piersi

a ja cię odsuwam bo jestem

spocona jak teraz i wszystko

to wraca przesącza się

szczelinami

IV

jeśli wtedy nawet pocałunki były

komunistyczne to jak po latach ocenią

nasze pieszczoty

zlustrują nas i unieważnią

i okaże się że miłość w czasach

transformacji nie była miłością

seks nie był seksem

a wódka wódką

i kiedy Balcerowicz

naprawdę będzie musiał odejść

to odejdą wraz z nim nasze dotyki

bo były rynkowe i walczyły z inflacją

V

w tramwaju podobno mówili

że o czym nie można mówić

o tym należy milczeć

a ja od lat nie nazywam

jej cipką już wyrosłam

z tego słowa lecz nie chcę

też nazywać jej cipą

(to słowo ją dotyka

do żywego i boli

jest obce i nie jest o niej)

czasem używam: tam

i to jest mi najbliższe

choć tam znaczy przecież daleko

a ona jest w zasięgu

dłoni i wolę to niż

dotykać ją słowami

VII

na pustej plaży wystawiam

na słońce i cudze spojrzenia

ciało (choć raczej pogrążam

się w piasku i lekturze)

a obok w grajdole nagi

polityk z pierwszych stron gazet

w którego ustach uda

kobiet i biodra zawsze

ociekają patosem

(poza tym widziałam na plaży

kilka ładnych muszelek

ale piosenka o nich wymaga

ode mnie tonacji której

jeszcze nie słyszę)

VIII

w tramwaju podobno mówili

że o czym nie można mówić

o tym należy milczeć

i już nie dotykając

cip i cipek można

dopytać w tramwaju dla żartu

czy o tym o czym można mówić

naprawdę mówić warto

IX

rodzice nie mieli dla mnie czasu

i były chwile gdy czułam się niechciana

ale o tym napiszę dopiero za dziesięć lat

bo wtedy mi uwierzą a teraz będą się śmiać

bo wtedy sama przestanę w to wierzyć

i będę się śmiać ostatnia

XI

w tramwaju podobno mówili

że dzieciństwo jest najważniejsze

a dalsze życie to tylko

egzegeza symboli i znaków

tylko co można wywieść z banału

dzieciństwa na zwykłym osiedlu

gdzie znaki nie miały znaczenia

może do swego dzieciństwa

trzeba się brzydko zestarzeć

wciąż tkwię na tym osiedlu choć prędzej

umrę niż tutaj umrę lecz

opuściłam już chyba dzieciństwo

(nic się za tym nie kryje prócz win

tanich i pitych w nadmiarze)

bo z okien tramwaju dostrzegam

ludzi grzebiących w śmietnikach

oraz bezdomnych na ławkach

i wiem że takich obrazów

nie było w moim dzieciństwie

to nie jest moja uważność

ani dojrzałość spojrzenia

tylko coś się zmieniło

zamiast egzegezy mam egzemę

która nic nie znaczy tylko

swędzi i boli

XII

boję się wszystkich

mówiących w imieniu

nie o mnie jest Lech Wałęsa

nie o mnie jest Mazowiecki i Tymiński

i wszystkie inne opowieści styropianu

które mówią mi jak rozumieć świat

nie ma o mnie żadnej partii

ani związku zawodowego

czasem o mnie są tramwaje

ze spoconymi ludźmi i rzadziej

książki o ludziach z dylematami

czasem o mnie są twoje palce

ale też dużo rzadziej niż sądzisz

XIII

dawniej śmierć przemawiała przez mleko

kiedy od ściętego oddzielała się serwatka

wiadomo było że przyszła w każdym razie

tak było w przypadku pani Marii

z trzeciego piętra za windą na lewo

po trzech dniach ją znaleźli a teraz już

nie roznoszą mleka o świcie i czasem

ludzie leżą tygodniami a życie

toczy się dalej

w sąsiedztwie

w innej pieśni pani Maria mogła mieć

swoje żale i dumy może winy i wrzody

może kogoś ratowała a może wydawała

ale to nie ta pieśń ta jest o ściętym mleku

po prostu ją wynieśli

XIV

nazwałabym to raczej

przeczuciem niż przeświadczeniem

ale nie chcę być pielęgniarką szczegółów

(choć czasem sprawiam wrażenie)

do twarzy mi bardziej w fartuchu

salowej która wynosi brudy

nie żywiąc nadziei na dobre

słowo

XV

tymczasem w tramwajach dużo

się słyszy o Europie i czy do niej

należymy (w cieniu ukrywa się inne

pytanie: co nam się od Europy należy)

samo pytanie więcej mówi o nas

niż jakakolwiek odpowiedź

XVI

pamiętam wierszyki ze szkoły

(wspomniał wojny dni)

więc młodość też zapamiętam

niestety

gdyż potem nie starcza miejsca

na inne ważne sprawy

(co widzę po swoim ojcu)

na które mam jednak nadzieję

więc obok tych głupich piosenek

przechowam jak pokochałeś

letnie spacery w deszczu

koniecznie bez parasola

zwłaszcza gdy nie zakładam

stanika i dla jasności:

nie mam o to pretensji

ani że skrzętnie ukrywasz

swoje prawdziwe motywy

martwi mnie raczej że z całej

naszej tak zwanej miłości

(to chyba twoje słowa)

zostaną mi mokre cycki

XVII

ktoś przypomniał sobie że żyję

i napisał długi list (jak miło)

że broczy i cierpi zdradzona

i że wiele chorób ją toczy

i jak zawsze potrzebuje pomocy

i wystarczy mój udział w akcie

wyborczym i oddanie głosu

dawanie i branie mam we krwi

i lubię nawet swe akty

sprzeciwu gdyż właśnie

troszczę się o głos własny

i wpuszczam sobie w żyły

dawki cudzych wierszy

i czekam aż się rozejdą

po kościach i narządach

więc głos o który mnie proszą

uważam za bardzo nieważny

i stawiam na nim krzyżyk

i znów pozwolę zginąć

mojej biednej ojczyźnie

(choć list nazywa ją dumnie

macierzą dla niepoznaki)

XVIII

w tramwaju podobno mówili

że podmiot wreszcie umarł

śmiercią nieprzypadkową

(w Krakowie był huczny pogrzeb)

tymczasem bardziej mnie martwi

że z Prokocimia jest wszędzie

strasznie daleko (w przystankach

i w przenośni) i gdyby nie

okresowy bilet to byłoby ze mną

krucho choć i tak czuję się niczym

poddana w drodze z odległej kolonii

do stolicy imperium w stanie

rozkładu

i tak co rano

XIX

dawniej pustki były na półkach

(pamiętam i wcale nie tęsknię)

ale pustka nie znosi próżni

i gdy półki się zapełniły

pustki ruszyły w tułaczkę

i zamieszkały w portfelach

(wtedy nam powiedzieli

że mamy budżety domowe

i każdy się troszczy o siebie)

a potem jak czary-mary

niektórym budżety spuchły

(choć na ulicach straszyły

widma starych portfeli)

i pustki zostały bez domu

więc wlazły w nasze otwory

i odtąd je penetrują

i tak chodzimy z pustkami

w napełnionych żołądkach

a one rosną i jeszcze

wypróżnią nas na amen

XX

lubię grę wstępną z językiem

bez żadnych zobowiązań

to jak strojenie głosu

w zwiewne letnie sukienki

które się łatwo zrzuca

do następnego wersu

dla samej przyjemności

lub rozdziera na strzępy

odpowiedzialność za słowo

nie leży w mojej naturze

czasem zalega w niej wina

i tę zrzucić jest trudniej

XXI

w tramwaju podobno mówili

że rówieśnikami kobiet

w naszym wieku są jeszcze

niedojrzali chłopcy

może jesteś mężczyzną kiedy

interpretujesz Prousta

licząc że nie znam książki

Błońskiego lecz kiedy uprawiasz

wspinaczkę po moich błonach

śluzowych to już nie

XXII

szukam słów które obiecują

dużo więcej niż mogą mi dać

nieciągłość nieścisłość nieszczelność

niedociągnięcie niedomaganie

a zwłaszcza: niedokonanie

żeby przebiegle wykraść im

dużo więcej niż obiecują

a poza tym nie do końca wiem

o czyje nogi i o czyją krew

chodziło mi w piosence

o zapachu potu

XXIII

słowo pisane nie tylko utraciło

zamorskie dominia lecz także

toczy przegrane wojny domowe

i chyba najlepiej wyszli na tym

ci poeci którzy chwycili za gitarę

udrażniając stary kanał rodny

poeci trzymający się pisma

są zbyt zaangażowani

własnym popuszczaniem słów

by dostrzec że najgorzej mają

poeci z saksofonami

XXIV

nie ma sensu debiutować

byle czym mówią mi dorośli

i ja się z nimi zgadzam

(choć chowam zdania odrębne

w innych kwestiach jak choćby

wiązania nadziei z seksem)

a nawet mówię mocniej

że nie ma sensu w ogóle

debiutować bo to

karta wstępu do klubu

walki o ciągłe uznanie

udział w grze w której nie ma

zwycięzców (choć jeden pan twierdzi

w wywiadach że właśnie wygrał

a ja mu nawet współczuję)

sama zadebiutowałam z byle kim

(może stąd wzięłam te nogi i krew)

ale potem umyłam się i wyprałam

z wyrzutów więc dobrze rozumiem

że może stać mnie tylko

na byle co i cokolwiek bądź

ale przecież nie w tym chyba rzecz

by szlifować i błyszczeć bo to trochę

oszukiwanie innych i samej siebie

że możliwa jest ścisłość i dokonanie

w świecie nieścisłości i niedokonania

więc mimo tych dwuznacznych obaw

jestem gotowa do wzięcia

udziału

XXV

wszyscy mądrzy stąd uciekają

a osiedla zmienią się w slumsy

(taki wybrał sposób by powiedzieć

że się przeprowadza bo rodzice

kupili dom pod miastem

profesorski synek) nie wiem

czy moi rodzice są głupi ale matka

urzędniczka na stanowisku bez ekspozycji

na korupcyjne pokusy i ojciec były nauczyciel

spłacający żuka z którego sprzedaje kible na placach

raczej dożyją w tym bloku do śmierci

więc chłopiec nie jest już moim chłopcem

choć podobało mi się w nim to i owo

XXVI

tymczasem wbrew rządzącym słowami

(pluralizm konsensus prywatyzacja)

ciche przewodnictwo przejmują liposomy

system TAED i handel obwoźny

one nas drążą i przepowiadają

przyszłość i nasze dzieci będą z nich

ulepione i dumne

sama szukam innych piosenek i poruszają

mnie żółw tułów włócznia zwłoki bardziej

więc tropię ich tajemne powinowactwa

XXVIII

ta knajpa jeszcze długo pozostała nasza

on przyprowadzał tam kolejne dziewczyny

(zgoda, mówimy o dwóch laskach)

usadzał je w naszej wnęce

i wędrował dłońmi jak po mnie

i tu niespodzianka: zza baru

wszystko widać jak na dłoni

ja przychodziłam codziennie

stałam i lałam piwo

(ojcu znów biznes nie wyszedł

a konkretnie handel obwoźny)

ale kiedy szedł po kolejkę

wąchając opuszki palców

akurat czyściłam kible

a potem pojawił się nowy kierownik

miał tupecik i breloczek z papieżem

przejął dystrybucję napiwków

i gorąco odradzał mi golfy

więc odeszłam i ja

i już nic nas nie łączy

XXIX

i jeśli nie szlifierstwo

(wierszyki klejnociki

są jednak jednorazowe)

to może jakieś inne

ginące rękodzieło

(zanikające zawody

mają zwodniczą dwuznaczność)

na przykład powtórne wchodzenie

do tej samej rzeki

i mącenie ciemnej toni

palcami

XXX

agresja jest o słabości

gniew jest o bezradności

wrzask o bezsilności

a chłopcy o wnikaniu w szczeliny

między tkaniną a skórą

wszystko jest opowieścią

o czymś innym zapominającą

co sobą opowiada

ja jestem o tobie

ty jesteś o niej

my jesteśmy o nich

a oni o tym czego nie ma

serwatka jest o śmierci

podobnie jak nogi i krew

choć mleko i krew mogą też

być o życiu i często są

XXXI

rzadko mam doświadczenie

wspólnej mowy słyszę raczej

dokoła ludzi mówiących

w obcych językach

jak ten chłopiec co chciał ze mną

czytać encykliki i nie wiedziałam

czy się wzruszyć czy raczej zawstydzić

ale na szczęście wystarczyło

że zsunęłam ramiączko i miałam

na sukience cały jego

veritatis splendor

XXXII

smucą mnie wielkie idee

gdyż noszą złe garnitury

i taszczą zbyt wielkie brzuchy

by mogły się wyżej unieść

(niezależnie od tego

co powiada się o nich w tramwajach)

więc nie rozumiem zdziwienia

że zamiast latać siedzą

na kanapach i dzielą

się na coraz mniejsze

kanapki koła i kółka

poselskie i jeszcze mniejsze

aż znikną (to wzruszające

że każdy pan chce założyć

własną partię i zostać

jej samotnym przywódcą)

XXXIII

smucą mnie wielkie idee

kiedy zapalił się do nocy

pod kocem na dachu bloku

nie wiedząc o tym że jest

bardzo kolejnym chłopcem

a ja miałam niejedne dachy i koce

więc prowadziłam go po schodach

a potem za rękę bo był nie tyle

niewinny ile niezgrabny

było szybko i ostatecznie

wspominam to miło

XXXIV

spóźnia mi się debiut

oznajmiła z lękiem poetka

(zarazem koleżanka na raty

ale to inna opowieść)

a do mnie właśnie przyszedł

prasowy więc bicie dzwonów

XXXV

podglądam życie tramwaju

po ludziach zostają na siedzeniach

widma których trzeba się

domyślać z cieni

fryzjerka z odrostami (widziałam)

i paskudną egzemą (słyszałam)

urzędnik (najpewniej) z gazetą

lektorka martwego języka

z nadwagą rozwiedziony barman

starszy pan o uśmiechu anioła

(nie wykluczam że wyrywał paznokcie)

i mała matka małego dziecka

zagubiona w jego płaczu

epizody rozrywane przez przystanki

czasem myślę że poza tramwajem

nic lepszego z życia nie mamy

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki