Szafran, mastyks i figa. Greckimi drogami - Tomasz Piotr Kozłowski - ebook

Szafran, mastyks i figa. Greckimi drogami ebook

Tomasz Piotr Kozłowski

0,0
69,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Czule, czarująco i tajemniczo o kolebce Europy

Plaże na Krecie, nurkowanie na Zakintos, zachody słońca na Santorini – to znają wszyscy. Omiń tłumy turystów i daj się porwać fascynującej Grecji, innej niż ta z przewodników.

Szafran, mastyks i figato pełne pasji zmysłowe opowieści o zielonych wzgórzach i błękitnych zatokach, o winnicach, życiodajnych owocach i groźnych truciznach. Odwiedź z nami pachnące łąki, ateńskie targowiska, przyjrzyj się zbierającym żywicę Eubejczykom, wsłuchaj w gąsienice jedwabników żerujące w Tracji i weź udział w zbiorze oliwek w starym kreteńskim gaju. Zanurz się w świat antycznych mitów, zrozum bogate dziedzictwo regionu i poczuj smak śródziemnomorskiej kuchni.

Uzupełnieniem książki są przepiękne fotografie autora.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tomasz Piotr Kozłowski Szafran, mastyks i figa. Greckimi drogami ISBN: 978-83-68599-25-1 Wydawca: Powergraph ul. Cegłowska 16/2 01-803 Warszawa tel. 22 834 18 25 e-mail: [email protected] Copyright © 2026 by Tomasz Piotr Kozłowski Copyright © 2026 by Powergraph Copyright © 2026 for the cover by Jan Kosik Copyright © 2026 for illustrations by Jan Kosik Copyright ©2026 for book composition by Jan Kosik Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. PROJEKT GRAFICZNY: Jan Kosik REDAKTOR PROWADZĄCY: Kasia Sienkiewicz-Kosik REDAKCJA: dr hab. Irena Argiro Tsermegas, prof. ucz., Jakub Kuza, Julia Kosik KOREKTA: Maria AleksandrowWyłączna dystrybucja: Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. 22 733 50 31/32 e-mail: [email protected] www.dressler.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

KWIATEK Z AKROPOLU. ZAMIAST WSTĘPU

KWIATEK Z AKROPOLU. ZAMIAST WSTĘPU

KWIATEK Z AKROPOLU

ZAMIAST WSTĘPU

Dro­dzy Czy­tel­nicy,

Gre­cja to kraj mozai­kowy, roz­pięty na pogra­ni­czu wielu świa­tów i tra­dy­cji, na styku płyt tek­to­nicz­nych, kon­ty­nen­tów, stref kli­ma­tycz­nych i roślin­nych. Prze­strzeń miesz­cząca w sobie roz­le­głe wybrzeża, setki wysp, lecz rów­nież mno­gość tere­nów gór­skich. Mozai­ko­wość ta wpływa na wszystko: na nie­zwy­kle zróż­ni­co­waną histo­rię i kul­turę tego świata oraz na jego wysoką bio­róż­no­rod­ność. Obco­wa­nie z Gre­cją i jej przy­rodą to od wie­ków marze­nie wielu podróż­ni­ków, przy­rod­ni­ków i bada­czy.

Książka, którą trzy­ma­cie w rękach, jest wyni­kiem prze­szło sześć­dzie­się­ciu pię­ciu wyjaz­dów pod­czas dwu­dzie­stu ośmiu lat podróży do Hel­lady: prze­żyć, fascy­na­cji, roz­mów, obser­wa­cji i lek­tur, w tym wielu ksią­żek wyszu­ka­nych w grec­kich księ­gar­niach i w domach przy­ja­ciół.

Czuję się wzru­szony tym, że mogę podzie­lić się z Wami frag­men­tem mojego świata. Sple­cio­nego z naturą, zie­lo­nego i ukwie­co­nego. Śród­ziem­no­mor­skiego i bał­kań­skiego jed­no­cze­śnie.

Sym­bo­liczny począ­tek nastą­pił kilka lat przed pierw­szą wyprawą, gdy podró­żu­jąca po świe­cie sąsiadka z puław­skiego bloku, pani Ali­cja, przy­wio­zła mi… zasu­szony kwia­tek z Akro­polu. Wie­działa, że małemu przy­rod­ni­kowi (przy­szłemu bio­lo­gowi) sprawi to dużą radość. Pre­zent ten oży­wił cie­ka­wość nie­zna­nej jesz­cze flory. Trzy­ma­łem go w pudełku, niczym magiczny tali­zman, w szu­fla­dzie peł­nej nie­zwy­kłych arte­fak­tów, zna­le­zio­nych w natu­rze. Pobu­dzał myśli i marze­nia o nowych, nie­zna­nych jesz­cze świa­tach.

Autor z rzad­kimi ende­micz­nymi tuli­pa­nami Krety z gatunku Tulipa doer­fleri

Pierw­sza egej­ska podróż nastą­piła w lipcu 1997 r., gdy jako nasto­la­tek po raz pierw­szy posta­wi­łem stopę w Gre­cji, na Kre­cie. Zapo­cząt­ko­wało to silną, głę­boką pasję, która zro­dziła się wła­ści­wie na pocze­ka­niu i popro­wa­dziła mnie w wielu kie­run­kach: kra­jo­znaw­czych, przy­rod­ni­czych i etno­bo­ta­nicz­nych, histo­rycz­nych i arche­olo­gicz­nych, etno­gra­ficz­nych, muzycz­nych itd. W świat poznaw­czej obfi­to­ści.

Nic lep­szego nie mogło się zda­rzyć w życiu nasto­latka, który wła­śnie wtedy instynk­tow­nie poszu­ki­wał swo­jej drogi. Gościnna, pełna otwar­tych, ser­decz­nych i pomoc­nych ludzi Gre­cja natych­miast podała przy­ja­zną dłoń. Kto­kol­wiek zechce odczy­ty­wać napo­tkane tam znaki i wypo­wie­dziane słowa, zro­zu­mie, że owo przy­ja­zne zapro­sze­nie doty­czy nie tylko zwie­dza­nia i pospiesz­nego kon­su­mo­wa­nia napo­tkanej codzien­no­ści. To zapro­sze­nie do przy­na­leż­no­ści. Do odda­nia kawałka swo­jego serca miej­scom i ludziom, które i któ­rzy szczo­drze odwdzię­czą się wie­lo­wy­mia­ro­wym cie­płem, nie­wy­mu­szoną ser­decz­no­ścią, doświad­cze­niem i zachętą do współ­uczest­ni­cze­nia.

Przez te lata kraj setek por­tów stał się przy­sta­nią i dla mnie. Dru­gim domem, z któ­rego wyru­sza­łem i wyru­szam w różne strony pozna­nia, wie­dzy i doświad­cze­nia.

Nie mam też wąt­pli­wo­ści, że to Hel­lada dopo­mo­gła mi w decy­zjach doty­czą­cych stu­diów, które dostar­czyły cen­nej wie­dzy i bazy na przy­szłość: bio­lo­giczno-bio­tech­no­lo­gicz­nych na Wydziale Bio­lo­gii Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego i pody­plo­mo­wych, etno­mu­zy­ko­lo­gicz­nych, w Insty­tu­cie Muzy­ko­lo­gii, tej samej uczelni.

W Epi­rze, Grec­kimi Dro­gami

Świat przy­rody pozna­wa­łem z peł­nej żaru wewnętrz­nej potrzeby od wcze­snego dzie­ciń­stwa. Natury nie musia­łem więc „odkry­wać” – od początku była obiek­tem zachwytu i wzru­sze­nia, miej­scem bar­dzo bli­skim, z któ­rym odczu­wa­łem i odczu­wam głę­boką łącz­ność. Z bie­giem lat zro­zu­mia­łem, że rów­nież moim ducho­wym domem. Pierw­sze przy­gody z doświad­cza­niem świata przy­rody i zagłę­bia­niem się w nim nastę­po­wały w miej­scach, w któ­rych wycho­wy­wa­łem się, dora­sta­łem i gdzie spę­dza­łem wiele czasu ze wzglę­dów rodzin­nych: w oko­li­cach Puław, Kazi­mie­rza Dol­nego, Janowca oraz na pół­noc­nym Mazow­szu, pomię­dzy Prza­sny­szem a Cie­cha­no­wem. To tam wyku­wała się moja wraż­li­wość na świat oży­wiony, w całej jego olbrzy­miej róż­no­rod­no­ści. Wraż­li­wość, która od tej pierw­szej podróży do Gre­cji odna­la­zła nową, nie­zwy­kle zasobną pożywkę.

Korzystne poło­że­nie oraz warunki kli­ma­tyczne stwo­rzyły z tere­nów współ­cze­snej Gre­cji jedną z klu­czo­wych kole­bek cywi­li­za­cji i kul­tur. Od zara­nia dzie­jów po XXI w. czer­pały i czer­pią one z ota­cza­ją­cej je przy­rody nie­zli­czone pożytki i źró­dło utrzy­ma­nia. Natura pozo­staje pra­matką ludz­kiej egzy­sten­cji, dziś czę­sto zbyt lek­ce­wa­żoną i nie­do­ce­nianą. Miesz­ka­niec szybko roz­ra­sta­ją­cych się miast złud­nie uwie­rzył, że oprze wła­sne prze­trwa­nie na roz­woju tech­no­lo­gii i infra­struk­tury, zapo­mi­na­jąc o swoim nie­roz­łącz­nym związku z przy­rodą i jej zaso­bami. Pro­ces ten sil­nie zazna­czył się rów­nież w powo­jen­nej histo­rii Gre­cji, która na prze­strzeni kilku dekad ode­szła od spo­łe­czeń­stwa wiej­skiego, sta­wia­jąc na przy­szłość w zabe­to­no­wa­nych gąsz­czach roz­ra­sta­ją­cych się miast, w tym aglo­me­ra­cji ateń­skiej, sku­pia­ją­cej nie­mal połowę lud­no­ści kraju.

W niniej­szej książce pra­gnę uka­zać mozai­ko­wość i wie­lo­wąt­ko­wość Hel­lady, czę­sto postrze­ga­nej u nas przez bar­dzo uprosz­czone, nie­kiedy nie­spra­wie­dliwe kli­sze. Róż­no­rodne cele i prze­sła­nia reali­zuję poprzez opo­wie­ści o rośli­nach – nie­jako nar­ra­to­rach opo­wia­da­nych histo­rii. Drzewa, krzewy czy byliny stają się także ich tłem, a w wielu momen­tach wycho­dzą na pierw­szy plan. Sta­no­wią zarówno pra­źró­dło, punkt zwrotny i wspólny mia­now­nik, jak i kie­rują ku pyta­niom o przy­szłość. Publi­ka­cja ta ma być też próbą zobra­zo­wa­nia, jak wiele – na pozio­mie prak­tycz­nym, sym­bo­licz­nym, kul­tu­ro­wym – zawdzię­czamy rośli­nom wszy­scy my oraz, wprost, miesz­kańcy tego pięk­nego kraju.

Pry­zmat, w któ­rym chciał­bym odbi­jać obli­cze Gre­cji, jest na kar­tach tej książki tylko cza­sami tury­styczny. Czę­ściej zaś histo­ryczny, etno­bo­ta­niczny, etno­gra­ficzny czy mito­lo­giczny. Pró­buję dostar­czyć kon­tek­stu i odpo­wie­dzi na odwiecz­nie nur­tu­jące czło­wieka pyta­nie – dla­czego? Dla­czego to, co widzimy dziś jako malow­ni­czy kadr z tury­stycz­nego fol­deru, wła­śnie takie jest? Co go ukształ­to­wało? Jakie rośliny za nim stoją? Które z nich odpo­wia­dają za nie­zwy­kłe pro­spe­rity (trwa­jące czę­sto wieki) całych mikro­świa­tów, a nie­kiedy świa­tów bar­dzo roz­le­głych?

Z innej strony chciał­bym wyraź­nie pod­kre­ślić kru­chość prze­strzeni, pośród któ­rych funk­cjo­nu­jemy, w tym wypadku kra­iny śród­ziem­no­mor­skiej. Obar­czo­nej współ­cze­śnie mało prze­wi­dy­wal­nym wpły­wem zmian kli­ma­tycz­nych oraz gwał­tow­nymi prze­mia­nami stylu życia czło­wieka. Na naszych oczach trwa szyb­kie prze­obra­że­nie tego świata, potę­go­wane przez klę­ski żywio­łowe, czę­sto napę­dzane destruk­cyj­nym dzia­ła­niem naszej cywi­li­za­cji. Pra­gnę spa­ra­fra­zo­wać znaną sen­ten­cję ks. prof. Jana Twar­dow­skiego „Spieszmy się kochać Gre­cję/ Śród­ziem­no­mo­rze, tak szybko odcho­dzi!”. Zmie­nia się, nik­nie w wielu ze swo­ich odsłon. Coraz szyb­ciej, nie oglą­da­jąc się na nas, bez­rad­nych marzy­cieli na śród­ziem­no­mor­skich bez­dro­żach. Lecz czy tylko tam­tej­szych? Rozej­rzyjmy się wokół.

Unie­śmier­tel­ni­łem także okru­chy wła­snych podróż­ni­czych doświad­czeń zarówno z miejsc zna­nych, jak i tych, dokąd dociera nie­wielu. Chwile, które na zawsze pozo­staną w mojej pamięci i które pra­gnę wyjąć z dro­go­cen­nej szka­tułki wspo­mnień, by poda­ro­wać je Czy­tel­ni­kom.

Książka ta powstała z miło­ści. Do kraju i jego ludzi oraz do jego przy­rody. Z zachwytu, ale i z tro­ski, czu­ło­ści, z coraz głęb­szego nie­po­koju o to, jaki świat prze­ka­żemy kolej­nym poko­le­niom. Ma być rów­nież zachętą do pozna­wa­nia dalej, głę­biej tej Gre­cji, która czę­sto pozo­staje wciąż mało opi­sana. Kraju o wielu sekre­tach, sprzecz­no­ściach i nie­oczy­wi­sto­ściach, tylko pozor­nie zna­nego. Do zada­wa­nia sobie tego war­to­ścio­wego pyta­nia: dla­czego?

Tomasz Piotr Kozłow­ski

Nazwy, imiona i nazwi­ska grec­kie zapi­sano w trans­kryp­cji fone­tycz­nej z alfa­betu grec­kiego. W nie­któ­rych przy­pad­kach, głów­nie w nazwach marek, zacho­wano funk­cjo­nu­jące obie­gowo trans­kryp­cje, zgodne z grecką orto­gra­fią, np. Loumi­dis zamiast Lumi­dis, jak się wyma­wia. Zacho­wano usta­lone nazwy pol­skie dla miejsc w Gre­cji, np. Ateny, Chios, Janina, Kreta, Les­bos, Zakin­tos itd.

PODZIĘKOWANIA

Przez dekady grec­kiej pasji nie byłem sam – otrzy­ma­łem ogrom wspar­cia od bli­skich, przy­ja­ciół i zna­jo­mych, tak w Pol­sce, jak i w Gre­cji. Chciał­bym w tym miej­scu podzię­ko­wać wielu oso­bom, które – na różne spo­soby – wspie­rały mnie w jej powsta­wa­niu, wspo­mo­gły wie­dzą i wska­zy­wa­niem kie­run­ków, a także tym, któ­rzy poma­gali w wypra­wach po Hel­la­dzie. Z głębi serca chciał­bym w pierw­szej kolej­no­ści zło­żyć podzię­ko­wa­nia Rodzi­com, Jadwi­dze i Danie­lowi Kozłow­skim, któ­rzy od samego początku, wszel­kimi środ­kami, wspie­rali roz­kwit mojego grec­kiego uczu­cia oraz podróże.

Szcze­gólne podzię­ko­wa­nia płyną rów­nież do nastę­pu­ją­cych osób (kolej­ność alfa­be­tyczna)/ Ένα μεγάλο ευχαριστώ σε όλους όσοι με βοήθησαν με διάφορους τρόπους και με στήριξανστην έρευνα, στις συζητήσεις και στα ταξίδια μου, συμβάλλοντας καθοριστικά στη δημιουργία αυτού του βιβλίου.

Z Pol­ski – Lidia Ara­ment, Marek Chu­dzik, Anna Czer­wiń­ska-Argy­ri­dis, Bożena Głod­kow­ska, Kathe­rina Gojny, Ali­cja Kor­dos, prof. dr hab. Prze­my­sław Kor­dos, Janina Kozłow­ska (+), Beata Kucz­bor­ska, dr Tomasz Lidz­bar­ski, Rafał Maty­siak, prof. dr hab. Anna Nacher, Kaja Nowa­kow­ska, Joanna Ozdar­ska, Hanna Pana­gio­to­po­ulou, Mał­go­rzata Rusz­kow­ska, prof. dr hab. Krzysz­tof Spa­lik, Ewa Stę­pień-Kaczyń­ska, Jan i Mariola Stry­jew­scy, Marek Sty­czyń­ski, Ewa T. Szy­ler, Joanna Tobol­ska, dr Urszula Tokar­ska, prof. dr hab. Irena Argiro Tser­me­gas, Wło­dzi­mierz Wypych, Νίκος Αργυρίδης, Λευτέρης Τσιρμιράκης (+)

Z Gre­cji/ από την Ελλάδα – Bar­bara Bito­unis, Iza­bela Brzo­ska, Bar­bara Kata­rzyna Dalecka-Kon­stan­ti­ni­dis, Elż­bieta Kal­ler­gis, Marie-Paule Komi­nis-Fla­ment (+), Elż­bieta Mał­go­rzata Kourel­las, Elż­bieta Kret, Jan van Lent, prof. dr hab. Krzysz­tof Nowicki, Paweł Pola­now­ski, Kata­rzyna Pytel, Ewa Skan­dali, Kostas Skan­dalis (+), Nata­lia Skan­dali, Wan­ge­lis Skan­dalis (+), Julie Smit, Kata­rzyna Sreb­nicka, Beata Tomas, Κωνσταντίνος Αναγνωστόπουλος, Σωτήρης Βαγιάνος, Μάρκος Βάλβης, Αντώνης Βενετάκης, Μιχάλης Βιτωράκης, Ειρήνη Γεωργακάκη, Νικόλαος Γιάκος, καθ. Σπύρος Γκέλης, ´Ελενα Γκώγκου, Απόστολος Διανέλλος, Μαρία Δουκίδου, Βασίλης Ευαγγέλου, Ζωή Θεοδοσάκη, δρ. Σεβαστή Ζερβού, Μαρία Καραογλάνη, Πέτρος Καραπέτης, Κώστας Καρατζάς, Στέργιος Κασσάρος, Γιώργος Κατσούπης, Ιωάννης Κιουρτσόγλου, Νικόλαος Κομίνης, Θοδωρής Κοτονιάς, Γιώργος Κουρέλλας, Δήμος Κουρτέσης, Αντώνης Κυριακόπουλος, Μανώλης Κωνσταντινίδης, Βέρα Κωφοπούλου, Νίκος Λαγώνικος, Ελένη Λόγκου, Θάνος Μάμας, Μαριάννα Μαράντη, Δομνίκη Μαυρίδου, καθ. Γιάννης Μπαζός, Μαριάνθη Μπαΐρα, Σέβη Μπατζάκη, Σταυρούλα Μπιτούνη, Γιάννης Μπιτούνης, Πανωραία Μπούμπα, Γιώργης Ξυλούρης, Ουρανία Ξυλούρη, Γιώργος Παγούδης, Φοίβος Παπαϊωάννου, Νάνα Παυλακέλλη, Γιάννης Παυλής, Στέλιος Πελασγός, Προκόπης Σινάνης, Ηρώ Τζήμα, Απόστολος Τζιαμπίρης (+), Χριστίνα Τιφλίδου, Γιώργος Τόττας, Σοφία Τσάμη, Γιώργος Τσιακίρης, Χριστίνα Χατζηδάκη, δρ. Χρήστος Χατζηλίας, Αργύρης Χατζημαλλής, Μανώλης Χουρδάκης

Dzię­kuję ser­decz­nie Wydaw­nic­twu Power­graph za wiarę w ten pomysł, za cenne uwagi i nie­oce­nioną pomoc, aby wie­lo­let­nie marze­nie o powsta­niu tej książki mogło się urze­czy­wist­nić. Szcze­gól­nie dzię­kuję Kata­rzy­nie Sien­kie­wicz-Kosik, Julii Kosik i Jaku­bowi Kuzie.

W gościn­nym oliw­nym gaju na Les­bos

MASTYKS Z CHIOS. OD GUMY DO ŻUCIA DO KOLUMBA I CARAVAGGIA

MASTYKS Z CHIOS

μαστίχA [mastícha]

OD GUMY DO ŻUCIA DO KOLUMBA I CARAVAGGIA

Bał­tyk ma swój wytworny bursz­tyn, Bli­ski Wschód i Afryka – wonną mirrę, a Śród­ziem­no­mo­rze? O tak! Jedna z tutej­szych żywic roz­pa­lała ludz­kie emo­cje od antyku aż po czasy osmań­skie. Wsz­czy­nano o nią wojny. Dla niej budo­wano zamki i wieże obronne. Za jej prze­myt można było zna­leźć się w lochu, a nawet stra­cić życie. Żywica nie­mal uni­wer­salna. Leczyła, pie­lę­gno­wała, dostar­czała roz­rywki, odprę­że­nia, a nawet mate­riału na pie­czę­cie czy skład­nika wosku do pisa­nia ikon. Wiele z jej cen­nych zasto­so­wań wyko­rzy­stu­jemy także w naszych cza­sach. Grecka masti­cha. Mastyks, pro­dukt pista­cji mastyk­so­wej. Od sta­ro­żyt­no­ści skarb wschod­nio­egej­skiej wyspy Chios; miej­sca pre­ten­du­ją­cego do miana ojczy­zny Homera, pach­ną­cego cytru­sami, wio­sną kwit­ną­cego czer­wie­nią dzi­kich tuli­pa­nów, lecz przede wszyst­kim dum­nego z żywicz­nego bogac­twa.

Chios chęt­nie dzie­liła się mastyk­sem z wiel­kim świa­tem. Grecka żywica wędro­wała szla­kami han­dlo­wymi w odle­głe zakątki Europy (także nad Bał­tyk!) i Azji. Jako trudno dostępny sym­bol luk­susu pod­bi­jała pałace wiel­mo­żów. Dziś łatwo dosta­niemy ją w grec­kich skle­pach. Bez trudu znaj­dziemy dla niej miej­sce i zasto­so­wa­nie w domach. Na naszych oczach odro­dziła się legenda tego pro­duktu.

Wybierzmy się do zabyt­ko­wych wio­sek mastyk­so­wych tej wyspy, zwa­nych Masti­cho­cho­ria, aby lepiej poznać ten zasty­ga­jący w słońcu rary­tas. Jego histo­rię i współ­cze­sność. To na tej wyspie zetkniemy się z miło­ścią Czło­wieka do Drzewa, z jed­nej strony kale­czo­nego ludzką ręką, z dru­giej – bło­go­sła­wio­nego, oto­czo­nego czcią i nie­mal świę­tego; pie­czo­ło­wi­cie chro­nio­nego, ale też coraz bar­dziej zagro­żo­nego. To jedno z tych uni­ka­to­wych miejsc nad Morzem Śród­ziem­nym, które bez swo­jej dobro­czyn­nej rośliny nie zaist­nia­łoby tak sze­roko na kar­tach histo­rii czy far­ma­cji. Pista­cja i jej żywica, histo­ria i kul­tura. Współ­tr­wa­nie i współ­za­leż­ność. Oto jedno z praw­dzi­wych, nama­cal­nych drzew życia.

Gruby mastyks po oczysz­cze­niu

W MASTYKSOWYM GAJU

Połu­dniowa część Chios. Od połu­dnia, od strony morza wieje jesz­cze notias, wiatr cie­pły, momen­tami pory­wi­sty. Zawie­sza w powie­trzu deli­katną mgiełkę pyłu przy­wia­nego tu znad Sahary. Zza zakrętu wyła­niają się pierw­sze zgru­po­wa­nia nie­wiel­kich, kil­ku­me­tro­wych drzew. Jedy­nych na jało­wych i nie­mal pół­pu­styn­nych zbo­czach tej oko­licy. Powy­gi­nane pnie i gęstwa ciem­no­zie­lo­nych liści przy­cią­gają wzrok. Zatrzy­muję się i wcho­dzę na skraj gaju. Wzru­szony, foto­gra­fuję zastaną tu prze­strzeń. Kątem oka dostrze­gam prze­jeż­dża­jący drogą nie­co­dzienny trój­ko­łowy pojazd. Jeden z typo­wych, jak się okaże, wehi­ku­łów tutej­szych rol­ni­ków. Męż­czy­zna pozdra­wia mnie zza kie­row­nicy i znika za pagór­kiem. Nie­wy­mu­szona ser­decz­ność, gościn­ność i przy­zwo­le­nie na zachwyt gościa tym, co tutej­sze.

Gaj mastyk­sowy na Chios

Na grec­kiej pro­win­cji wciąż nie potrzeba wiele, aby zostać przy­ję­tym. Zaak­cep­to­wa­nym i przy­na­leż­nym. Bro­nią się tu jesz­cze prze­trwal­niki daw­niej­szej wiej­skiej gościn­no­ści, filok­se­nii; nie­zmę­czo­nej tłu­mem tury­stów i cie­ka­wej przy­by­sza z innego świata. Czuję, że mogę wejść dalej, mię­dzy drzewa. Przy­glą­dam się pniom. Ich kora jest na wiele spo­so­bów pona­ci­nana, a widoczne „rany” zaskle­pia żywica. Jest już po mastyk­so­wych żni­wach, lecz nie wszę­dzie wybiera się całość sub­stan­cji, napły­wa­ją­cej w szramy na korze. Roz­tarty w pal­cach mastyks roz­ta­cza woń wyjąt­kowo przy­jemną i nie­po­dobną do cze­go­kol­wiek.

Jestem na miej­scu. Prze­kro­czy­łem trudno dostrze­galną z pozoru gra­nicę, która oddziela odrębne od sie­bie światy tej bar­dzo róż­no­rod­nej wyspy. Ciem­nie­ją­cej sosno­wymi górami na pół­nocy1 i roz­świe­tla­ją­cej się jasno­ścią wysu­szo­nego połu­dnia. Przede mną Masti­cho­cho­ria.

Kwit­nąca pista­cja mastyk­sowa

Pista­cja kle­ista to pol­ska nazwa naukowa wiecz­nie zie­lo­nego drzewa, rosną­cego w całym Śród­ziem­no­mo­rzu (na Chios od około 6 000 000 lat), a jej przy­miot­nik zdra­dza żywiczne wła­ści­wo­ści rośliny. Inna nazwa to len­ty­szek, pocho­dząca od łaciń­skiej Pista­cia len­ti­scus. Grecka, ogólna nazwa to schi­nos. Drzewa z Chios należą do ende­micz­nej2, spo­ty­ka­nej wyłącz­nie tutaj odmiany mastyk­so­wej (w bota­nice okre­śla­nej jako var. chia). Dla Gre­ków to masti­cho­den­dro, drzewo mastyk­sowe. I to ono wydziela szla­chetną żywicę o uni­ka­to­wych wła­ści­wo­ściach.

Prze­ciętne drzewko zaczyna ją pro­du­ko­wać około pią­tego roku życia, a wydzie­la­nie spada po sie­dem­dzie­się­ciu latach. Po około wieku drzewo zamiera. Osob­niki męskie pro­du­kują wię­cej masti­chy i jest ona lep­szej jako­ści. To one domi­nują w upra­wie. Sadzący pista­cje mastyk­sowe ni­gdy nie wie­dzą dokład­nie, jak płodne będzie drzewo. Nie­które okazy dostar­czają rocz­nie nawet do 2 kg mastyksu, inne led­wie 10 g; śred­nia to 150–180 g z jed­nego okazu. Nie­ko­rzystne warunki, np. zbyt duży upał, ogra­ni­czają wydzie­la­nie. Spo­śród upra­wia­nych na wyspie pię­ciu odmian drzewa, „czarna pista­cja” (maw­ro­schi­nos), o szcze­gól­nie ciem­nych liściach, dostar­cza żywicę naj­wyż­szej jako­ści. To pro­dukt o wyjąt­ko­wej przej­rzy­sto­ści, wydzie­lany zwy­kle obfi­cie, choć nie­rów­no­mier­nie w trak­cie życia drzewa.

Dzi­kie pista­cje kle­iste, te „nie­ma­styk­sowe”, rosnące w całej śród­ziem­no­mor­skiej czę­ści Gre­cji, były przez ludzi użyt­ko­wane od wie­ków. Z owo­ców roślin tło­czono schi­no­lado, olej sto­so­wany w kuchni, do oświe­tla­nia wnętrz, a nawet lecz­ni­czo, np. w scho­rze­niach reu­ma­tycz­nych. Owoce pokrew­nego gatunku, pista­cji ter­pen­ty­no­wej (Pista­cia tere­bin­thus), czę­stej w zaro­ślach makii, są na Chios chęt­nie spo­ży­wane na świeżo. Zwane są tsi­kuda. Doj­rze­wają we wrze­śniu.

DRZEWO JEDNEJ WYSPY

A dla­czego tylko połu­dniowa Chios? Po pierw­sze, decy­duje o tym spe­cy­ficzny mikro­kli­mat tej czę­ści wyspy, bar­dzo cie­pły i suchy (więk­szość desz­czu zatrzy­mują góry na pół­nocy). Gęsta sieć kana­łów żywicz­nych w rośli­nie to jedno z przy­sto­so­wań do tych skraj­nych warun­ków. Pomaga jej w maga­zy­no­wa­niu wody, a w przy­padku uszko­dze­nia pędów – w szyb­kim zakle­je­niu żywicą powsta­łej rany, dzięki czemu utrata cen­nej sub­stan­cji jest mniej­sza. To rów­nież ochrona przed pato­ge­nami. Pista­cje mastyk­sowe wykształ­cają ponadto nie­zwy­kle dłu­gie (nawet do 20 m), lecz płytko osa­dzone korze­nie. Lubią dobrze prze­wie­trzoną glebę. Tutej­sze warunki są dla nich ide­alne.

Połu­dniowa Chios z gajami mastyk­so­wymi i oliw­nymi

Po dru­gie, to sku­tek trwa­ją­cej od tysiąc­leci rela­cji drzewa i czło­wieka, który selek­cjo­no­wał egzem­pla­rze wydzie­la­jące naj­wię­cej cen­nej lep­kiej sub­stan­cji. Istotne jest rów­nież doświad­cze­nie rol­ni­ków, nagro­ma­dzona przez wieki uni­ka­towa wie­dza prak­tyczna, prze­ka­zy­wana z poko­le­nia na poko­le­nie. Jak obcho­dzić się z rodzą­cym skarb drze­wem, jak je pie­lę­gno­wać. Jak ostroż­nie naci­nać pnie i konary, aby nie zra­nić ich zbyt mocno i nie nara­zić na infek­cje.

Grudki mastyk­sowe w sprze­daży

Wresz­cie, to umie­jęt­ność wypro­mo­wa­nia atrak­cyj­nego pro­duktu, w czym Chioci, miesz­kańcy Chios, dosko­na­lili się już w koń­co­wym okre­sie sta­ro­żyt­no­ści. Obser­wo­wali wielki han­dlowy suk­ces mirry, ale i innych zna­nych wów­czas żywic pista­cjo­wych, zwłasz­cza egip­skiej (podobno niż­szej jako­ści od tej z Chios). Sami stwo­rzyli wcze­śniej jedną z bar­dziej eks­klu­zyw­nych marek sta­ro­żyt­nej Gre­cji i Rzymu: wino z Chios, zwane ariu­sios oinos. Jego sława trwała przez pięć wie­ków. Eks­tre­mal­nie dro­gie, uwiel­biane przez samego Juliu­sza Cezara. Było pierw­szym tak sław­nym pro­duk­tem wyspy, lecz nie ostat­nim. Smy­kałki do han­dlu i mar­ke­tingu mogło Chio­tom pozaz­dro­ścić wiele innych wysp i grec­kich polis. Doświad­cze­nie w sprze­daży wina, a także tutej­szego mar­muru i glinki boga­tej w kaolin, tzw. ziemi chioc­kiej, prze­kuli w obrót nowym pro­duk­tem, także eli­tar­nym, wytwa­rza­nym w nie­wiel­kich ilo­ściach. Chios bar­dzo wcze­śnie posta­wiła na han­del, lecz – w prze­ci­wień­stwie do wielu innych państw-miast – nie zakła­dała kolo­nii na innych wybrze­żach. Zamiast nich miesz­kańcy wyspy budo­wali sieć han­dlową w klu­czo­wych mia­stach regio­nów, od wybrzeży Morza Czar­nego po pół­nocną Afrykę. I począw­szy od cza­sów hel­le­ni­stycz­nych, od IV–II w. p.n.e., aktyw­nie pro­mo­wali tam swoją żywicę.

Wszyst­kie te oko­licz­no­ści razem zło­żyły się na trwa­jący do dziś feno­men chioc­kiego mastyksu.

ŻYWICA WIERZEŃ. ŁZY ŚWIĘTEGO IZYDORA

Zor­ga­ni­zo­wane uprawy pista­cji w celu pozy­ski­wa­nia surowca roz­po­częły się na wyspie około IV w. p.n.e. Spo­śród kilku pista­cjo­wych żywic, wyse­lek­cjo­no­wa­nych w sta­ro­żyt­no­ści, w naszych cza­sach znamy i użyt­ku­jemy tylko tę z Chios. Tutej­sze drzewa mastyk­sowe nie­zwy­kle trudno przyj­mują się w innych miej­scach: liczne wysiłki sąsied­nich wysp speł­zły na niczym. Miesz­kańcy wyspy mają też bar­dziej mistyczne wytłu­ma­cze­nie tego feno­menu. Oto jeden z pierw­szych chrze­ści­jan i rzym­ski woj­skowy, Izy­dor – ogło­szony póź­niej świę­tym – który bez­dro­żami Chios ucieka przed prze­śla­dow­cami (w Rzy­mie pano­wał wów­czas anty­chrze­ści­jań­ski cesarz Decjusz), zmę­czył się i przy­siadł pod drze­wem. Tu jed­nak wro­go­wie dopa­dli go i w okrutny spo­sób zamor­do­wali. Katu­jąc Izy­dora, zra­nili też roślinę. A ta zapła­kała nad nie­szczę­śni­kiem swo­imi żywicz­nymi łzami. Do dziś łez­ko­wate grudki mastyksu to rów­nież „łzy świę­tego Izy­dora” (co zresztą znacz­nie poma­gało przez wieki w pro­mo­cji żywicy). On sam jest tu uwa­żany za opie­kuna tych drzew. 14 maja każ­dego roku wyspia­rze urzą­dzają mu huczne święto3.

Mastyk­sowe pnie z zasty­głą żywicą

SŁAWA MASTYKSU. WĘDRÓWKA PRZEZ WIEKI (I)

Jed­nym z pierw­szych, któ­rzy roz­re­kla­mo­wali chiocką żywicę, był wybitny uczony antyku, Grek miesz­ka­jący w Rzy­mie, Peda­nius Dio­sku­ry­des. Jeden z ojców medy­cyny, far­ma­ko­lo­gii i bota­niki. Zale­cił masti­chę do żucia nie tylko w celach lecz­ni­czych, lecz rów­nież dla odświe­że­nia odde­chu. Stała się pierw­szym sta­ro­żyt­nym pro­to­ty­pem gumy do żucia. Do peanów na cześć tutej­szej żywicy dołą­czył Galen, inny ze słyn­nych rzym­skich leka­rzy (także rodem z Hel­lady), któ­rego nauki były wciąż dro­bia­zgowo stu­dio­wane jesz­cze w cza­sach rene­sansu. Zale­cał ją przy nie­pra­wi­dło­wo­ściach funk­cjo­no­wa­nia układu pokar­mo­wego. Po Dio­sku­ry­de­sie czy Gale­nie (a zapewne także Hipo­kra­te­sie) mastyk­sem zachwy­cali się kolejni uczeni. Pro­mo­wała go też sławna szkoła medyczna w Alek­san­drii. Miesz­kańcy Śród­ziem­no­mo­rza coraz chęt­niej zabie­gali o spe­cy­fik z Chios. Zale­cano go na scho­rze­nia żołądka i jamy ust­nej, na infek­cje i ogólne wzmoc­nie­nie. Na pro­blemy skórne, ale i do pie­lę­gna­cji ciała (np. krem z oliwy z oli­wek i mastyksu!). Żywicę z grec­kiej wyspy doda­wano do won­nych mie­sza­nek i kadzi­deł, do olej­ków i bal­sa­mów. Rzy­mia­nom wyraź­nie przy­pa­dła do gustu. Zaczęli ją żuć i to nie tylko ze wzglę­dów lecz­ni­czych czy higie­nicz­nych, lecz rów­nież dla przy­jem­no­ści. Eks­cen­tryczny cesarz Helio­ga­bal jako pierw­szy roz­sma­ko­wał się w winie zmie­sza­nym z olej­kiem mastyk­so­wym. Mastyks z Chios prze­szedł wyraź­nie do sfery roz­rywki. Stał się modny, a jego sława tylko rosła! Już w naszej erze, w VII w. sławny lekarz bizan­tyj­ski, Paweł z Eginy, zale­cał go na wiele dole­gli­wo­ści, a jed­nym z cie­kaw­szych zasto­so­wań była pasta do zębów z dodat­kiem żywicy! W mastyk­sie roz­ko­chało się zarówno Bizan­cjum, jak i wyro­słe póź­niej na jego gru­zach Impe­rium Osmań­skie. Znaczne ilo­ści impor­to­wał też świat arab­ski. A od XVI w. chiocka żywica zaczęła z powo­dze­niem pod­bi­jać far­ma­ko­pee (kodeksy apteczne) zachod­niej Europy.

Likier mastyk­sowy

MASTYKS: GWIAZDA MEDYCYNY

Współ­cze­sna nauka wyeks­tra­ho­wała z masti­chy prze­szło pięć­dzie­siąt sub­stan­cji czyn­nych (nie­które z nich do tej pory nie­znane!) i potwier­dza wiele z jej dobroczyn­nych wła­ści­wo­ści, roz­po­zna­nych przez czło­wieka już w antyku i w okre­sie Bizan­cjum. Wyni­kają one, jak się oce­nia, z syner­gi­stycz­nego dzia­ła­nia wszyst­kich skład­ni­ków żywicy, nie zaś z jed­nego kon­kret­nego. Jed­nym z naj­waż­niej­szych współ­cze­snych suk­ce­sów tego pro­duktu jest dowie­dze­nie jego sku­tecz­no­ści w zwal­cza­niu bak­te­rii Heli­co­bac­ter pylori, wywo­łu­ją­cej m.in. wrzody żołądka i dwu­nast­nicy, a w kon­se­kwen­cji także raka żołądka. Ogło­szono to w 1998 r. na łamach jed­nego z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych cza­so­pism nauko­wych – „New England Jour­nal of Medi­cine”. Bada­cze z uni­wer­sy­te­tów Gre­cji, Włoch czy Wiel­kiej Bry­ta­nii wyka­zali też prze­ciw­bak­te­ryjne dzia­ła­nie olejku mastyk­so­wego4 wobec cho­ro­bo­twór­czych grzy­bów Can­dida albi­cans, szcze­pów bak­te­rii gron­kowca czy Esche­ri­chia coli, a także bak­te­rii wywo­łu­ją­cych odkła­da­nie się płytki nazęb­nej oraz scho­rze­nia dzią­seł. Potwier­dzono też anty­bak­te­ryjne dzia­ła­nie opa­trun­ków z olej­kiem mastyk­so­wym, poda­wa­nych na rany. W roku 2014 Euro­pej­ska Agen­cja Leków zare­je­stro­wała mastyks jako roślinny pro­dukt lecz­ni­czy w łagod­nych scho­rze­niach gastro­en­te­ro­lo­gicz­nych oraz der­ma­to­lo­gicz­nych u doro­słych. Ze względu na swoje obie­cu­jące wła­ści­wo­ści prze­ciw­u­tle­nia­jące wobec cho­le­ste­rolu LDL (tzw. zły cho­le­ste­rol), mastyks może zna­leźć zasto­so­wa­nie we wspar­ciu pro­fi­lak­tyki miaż­dżycy. W 2011 r. poja­wiły się pierw­sze donie­sie­nia o moż­li­wym dzia­ła­niu prze­ciw­no­wo­two­ro­wym. Zebrane dane są wciąż wycin­kowe i konieczne są dal­sze, sze­rzej zakro­jone bada­nia. Grecy z Chios mają nadzieję na kolejne prze­ło­mowe odkry­cia, które jesz­cze bar­dziej roz­sła­wią ich pro­dukt na świe­cie.

MESTA. W WIOSCE MASTYKSOWEJ. ARCHANIOŁ I GORGONA

Dojeż­dżam do osady Mesta, jed­nej z naj­więk­szych z grupy wsi Masti­cho­cho­ria. Kie­dyś było ich dwa­dzie­ścia jeden, póź­niej do mastyk­so­wej tra­dy­cji dołą­czyły jesz­cze trzy, w któ­rych warunki natu­ralne rów­nież pozwa­lały na uprawę pista­cji.

Wio­ski mastyk­sowe mają w sobie coś ze śre­dnio­wiecz­nych osad Ita­lii i nie jest to przy­pa­dek. Wiele z nich zacho­wało w dobrym sta­nie swoją histo­ryczną tkankę. Świet­nie widać to w wio­sce Mesta. Labi­rynt wąskich uli­czek, kamienne domy o gru­bych murach i nie­wiel­kich oknach. Tune­lowe przej­ścia pod łączą­cymi się ze sobą budyn­kami, ślepe zaułki. Obok izb miesz­kal­nych prze­twa­rzano więk­szość pro­duk­cji rol­nej każ­dej z wio­sek. Nie­gdyś w cen­tral­nym punk­cie osady stała wysoka wieża, z któ­rej obser­wo­wano oko­licę, w tym baszty sygna­li­za­cyjne na murach zewnętrz­nych oraz morze. Sygnał o nie­bez­pie­czeń­stwie docie­rał wcze­śnie i w sko­or­dy­no­wany spo­sób. Zamy­kano wtedy solidne żela­zne bramy, wio­dące do wnę­trza osie­dla, w nor­mal­nych warun­kach zatrza­ski­wane tylko na noc.

Mesta – w wąskich ulicz­kach wio­ski mastyk­so­wej

Całość zabu­dowy to relikt archi­tek­tury póź­nego śre­dnio­wie­cza, przy­sto­so­wa­nej do obrony i zmy­le­nia wroga, który zde­cy­do­wałby się tu zapu­ścić. Roz­wią­za­nia te miały dodat­kowy wymiar prak­tyczny: w plą­ta­ni­nie uli­czek ginął wiatr, a grube mury zapew­niały izo­la­cję zimą oraz chłód latem. Wadę tak gęstej zabu­dowy osie­dli widać było w okre­sach sze­rze­nia się plag, dzie­siąt­ku­ją­cych tutej­szą lud­ność. Dziś to zaułki miłe do spa­ceru, lecz wydają mi się dość klau­stro­fo­biczne do zamiesz­ki­wa­nia.

Ściany gru­bych murów odbi­jają echem roz­mowę dwóch star­szych pań odzia­nych w czerń, z cha­rak­te­ry­stycz­nymi chust­kami na gło­wach. Mijam wonny, kwit­nący jaśmin i zmie­rzam do cen­trum osady.

Dziś góruje nad nim monu­men­talny Kościół Świę­tych Archa­nio­łów Michała i Gabriela, jedna z więk­szych świą­tyń w całej Gre­cji. W poło­wie XIX w. zastą­pił dawną wieżę obronną. Wnę­trze olśniewa boga­tymi zdo­bie­niami oraz potęż­nym, bia­łym iko­no­sta­sem, powle­ka­nym war­stewką por­ce­lany. Jeden z dwóch archa­nio­łów – czczo­nych tu i w całej Gre­cji – Michał, powszech­nie zwany Tak­siar­chi­sem, zaj­muje bar­dzo ważne miej­sce w wie­rze­niach pra­wo­sław­nych Gre­ków. Uwa­żają, że to on pro­wa­dzi dusze do Raju. Wierni widzą w nim opie­kuna, pocie­szy­ciela i obrońcę. Wojow­nika z mie­czem w dłoni, prze­ciw­sta­wia­ją­cego się złu, wal­czą­cego o dobro i pomyśl­ność czło­wieka oraz jego spo­łecz­no­ści. Archa­nio­łowi stale przy­pi­sy­wane są kolejne cuda, o czym goto­wych jest opo­wia­dać wielu Gre­ków. Wize­runki Tak­siar­chisa łatwo spo­tkać także poza prze­strze­niami sakral­nymi. Na usta­wio­nych w domach bądź w skle­pach pod­ręcz­nych iko­nach, za szy­bami auto­bu­sów, na budach cię­ża­ró­wek. Waleczny archa­nioł, przy­wódca zastę­pów nie­biań­skich anio­łów, został od 1954 r. ofi­cjal­nym patro­nem sił powietrz­nych kraju. Jego święto, 8 listo­pada, cele­bro­wane jest w jed­nost­kach tych wojsk w całej Gre­cji.

Iko­no­stas z kościoła Świę­tych Archa­nio­łów Michała i Gabriela we wsi Mesta

W kościele wsi Mesta do ikony archa­nioła pod­cho­dzą co chwila wierni i z naboż­no­ścią ją całują. Obok oglą­dam liczne wota pozo­sta­wiane świę­temu opie­ku­nowi. Podzi­wiam ozdobne wnę­trze, gdy nagle pod­cho­dzi do mnie zacie­ka­wiony star­szy męż­czy­zna. Nosi dość czę­ste imię Apo­sto­los (Apo­stoł) i, jak mówi, od czter­dzie­stu lat mieszka w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Regu­lar­nie powraca na rodzinną wyspę. Prosi, bym za nim poszedł. Wyraź­nie poru­szony, czyta mi kolejne poka­zy­wane przez sie­bie ikony. Oto uni­ka­towa ikona ze sław­nej nie­gdyś szkoły kre­teń­skiej, z mor­ską Gor­goną na dole świę­tego, chrze­ści­jań­skiego obrazu. Repre­zen­tuje ona świat sta­ro­żytny i jego sym­bo­likę. Jakże cie­kawe to i har­mo­nijne zespo­le­nie współ­cze­snego grec­kiego sacrum ze świa­tem wie­rzeń sprzed tysiąc­leci. Nie­chybny znak łącz­no­ści grec­kich świa­tów ducho­wych. Inną oglą­daną ikonę poda­ro­wała wyspie Chios caryca Kata­rzyna. Kolejny obraz ma być nie­zwy­kle stary, jesz­cze sprzed wiel­kiej schi­zmy wschod­niej (1054 r.), wyzna­cza­ją­cej począ­tek podziału Kościoła chrze­ści­jań­skiego na zachodni (rzym­sko­ka­to­licki) i wschodni (pra­wo­sławny).

Mydło mastyk­sowe

Słu­cham też o samym patro­nie świą­tyni. Pan Apo­sto­los spo­tkał tu nie­dawno zapła­kaną Tur­czynkę (archa­nioła Michała wymie­nia też Koran), któ­rej Tak­siar­chis miał obja­wić postać matki, zmar­łej led­wie parę tygo­dni wcze­śniej. Męż­czy­zna opo­wiada z prze­ję­ciem i zaan­ga­żo­wa­niem, jest jed­nym z tysięcy Gre­ków, któ­rzy – choć wiodą życie w odle­głych świa­tach – regu­lar­nie powra­cają do małych ojczyzn. Ofia­ro­wują daro­wi­zny na rzecz swo­ich miej­sco­wo­ści, uczest­ni­czą w ich życiu, tak jak mogą. Od paru dekad znacz­nie pomaga inter­net. Zwie­dza­nie kościoła trwa pra­wie godzinę. Na koniec pan Apo­sto­los zaska­kuje mnie i pro­wa­dzi pod ikonę Tak­siar­chisa. W geście bło­go­sła­wień­stwa nazna­cza moje czoło oliwą. Żegna się ze mną bar­dzo ser­decz­nie, pro­sząc, bym poczy­tał wię­cej o nie­zwy­kłej histo­rii wsi mastyk­so­wych. Bije od niego duma z dzie­dzic­twa tych stron.

Wycho­dzę z kościoła na ską­pane w słońcu uliczki. Mesta to miej­sco­wość, która do dziś w znacz­nym stop­niu żyje z pro­duk­cji mastyksu. Spo­glą­dam na wyło­żone w skle­pach pro­dukty. Żywica do żucia w postaci przy­po­mi­na­ją­cej perełki i jako guma zwana ELMĄ, mastyks w proszku, masti­cho­pi­tes – cien­kie placki z żywicą. Cia­steczka i precle. Mastyk­sowy likier i any­żówka uzo (poza Chios pro­du­ko­wana bez żywicz­nego dodatku). Mydła z olej­kiem mastyk­so­wym, kremy na dzień i na noc. Kawa aro­ma­ty­zo­wana żywicą. Sze­roka gama pro­duk­tów, wytwa­rza­nych na połu­dniu Chios pod okiem dzia­ła­ją­cego tu Sto­wa­rzy­sze­nia Pro­du­cen­tów Mastyksu, które kon­tro­luje pro­duk­cję lokal­nego prze­my­słu prze­twór­czego. Dzięki niemu wyspie Chios udało się, co rzad­kie, wypro­mo­wać zuni­fi­ko­waną markę swo­ich pro­duk­tów. Pod jed­nym szyl­dem. W jed­no­ści siła.

Obraz Cara­vag­gia Głowa Meduzy

SŁAWA MASTYKSU. WĘDRÓWKA PRZEZ WIEKI (II)

Wio­ski mastyk­sowe w postaci, w któ­rej ist­nieją do dziś, ukształ­to­wały się na prze­strzeni XIV–XVI w. przede wszyst­kim za sprawą Genu­eń­czy­ków, któ­rzy prze­jęli wła­dzę na wyspie. Było to wyda­rze­nie prze­ło­mowe spo­łecz­nie i gospo­dar­czo.

Popu­lar­ność mastyksu stale rosła w kolej­nych stu­le­ciach naszej ery. Zaczęto doda­wać go m.in. do teriaku, lecz­ni­czej i nie­zwy­kle docho­do­wej mik­stury, uwa­ża­nej przez wieki za pana­ceum na wiele cho­rób. Flo­renccy Medy­ce­usze pró­bo­wali wyko­rzy­sty­wać żywicę z Chios nawet w walce z dżumą. Wyka­łaczki z drewna mastyk­so­wego poma­gały wybie­lać zęby. Uży­wano ich na sze­roką skalę już w sta­ro­żyt­nym Rzy­mie, póź­niej w Bizan­cjum, wresz­cie w śre­dnio­wiecz­nej zachod­niej Euro­pie. W mię­dzy­cza­sie mastyks sto­so­wali w prak­tyce już bar­dzo liczni leka­rze, wpły­wa­jący na medy­cynę swo­ich ziem i epok. Od per­skiego Awi­cenny po bizan­tyj­skiego Miko­łaja Myrep­susa, szcze­gól­nie chęt­nie czy­ta­nego w szko­łach medycz­nych Fran­cji. Pro­dukt z grec­kiej wyspy odkryto też w recep­tach śre­dnio­wiecz­nych Hisz­pa­nów czy Niem­ców.

Poza medy­cyną sto­so­wany był coraz chęt­niej w pro­duk­cji mydeł i kre­mów, w jedwab­nic­twie (mastyks roz­ja­śniał kolory tka­niny), a nawet w malar­stwie. Grecka żywica doda­wała far­bie poły­sku i została odkryta w nie­któ­rych dzie­łach Cara­vag­gia (np. obraz Głowa Meduzy) czy Rubensa. A także w iko­nach świata pra­wo­sław­nego. Do dziś w malar­stwie uży­wany jest wer­niks mastyk­sowy, poma­ga­jący m.in. w otrzy­ma­niu powłoki zabez­pie­cza­ją­cej, nada­ją­cej połysk powierzchni obra­zów oraz świe­tli­sto­ści i głębi ich bar­wom. Jest cenio­nym dodat­kiem żywicz­nym w malar­stwie olej­nym. Z cza­sem mastyks miał też wcho­dzić w skład lakie­rów lut­ni­czych, uży­wanych w pra­cow­niach Cre­mony, mia­sta Anto­nia Stra­di­va­riusa. Od dawna żywica z Chios była rów­nież skład­ni­kiem róż­nego rodzaju kitów i mas uszczel­nia­ją­cych. Ze względu na jej lep­kość, nazwa prze­szła na inne sub­stan­cje kle­jące. Nie­przy­pad­kowo kit to w nie­któ­rych języ­kach wciąż mastic, mastice itp.

GENUA. ORGANIZACJA I EKSPLOATACJA. WSIE MASTYKSOWE I KOLUMB

Znaczna część tych żywicz­nych lasów została uni­ce­stwiona przez wielki pożar, który wybuchł latem 2025 r., krótko po stwo­rze­niu tego roz­działu. Pozo­sta­wiam to ory­gi­nalne zda­nie na dowód, jak jest kru­chy i jak szybko się zmie­nia śród­ziem­no­mor­ski świat. [wróć]

Ende­mit to gatu­nek / podgatu­nek / rodzaj / inny tak­son, wystę­pu­jący na ści­śle zde­fi­nio­wa­nym obsza­rze. Ende­mity danego kraju nie są spo­ty­kane ni­gdzie poza nim, dzięki czemu są uni­ka­towe dla lokal­nej bio­róż­no­rod­no­ści. [wróć]

Nie­które źró­dła wska­zują też lako­nicz­nie na rolę drzew mastyk­so­wych w daw­nym kul­cie Arte­midy. To pośród nich miały się poja­wiać nimfy bogini. [wróć]

Ole­jek ete­ryczny otrzy­my­wany na dro­dze desty­la­cji żywicy. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Wykaz ilustracji

1. Michalis Vitorakis
2. Kostas Karatzas
Przepraszamy, we fragmencie książki nie jest dostępny pełen indeks