Socjobiologiczna koncepcja ludzkiej natury - Rafał Sikora - ebook

Socjobiologiczna koncepcja ludzkiej natury ebook

Rafał Sikora

0,0

Opis

    W celu zrealizowania sokratejskiego przykazania: Poznaj samego siebie należy odpowiedzieć na pytanie o naturę ludzką. Co to bowiem znaczy: poznaj samego siebie? Oznacza to: poznaj swoją naturę. Rzecz jasna, należy rozeznać, jaki wpływ na człowieka ma kultura, a jaki geny. Czy jednak trzeba uciekać się do nauk biologicznych, aby wyjaśnić naturę ludzką? Czy nie wystarczy przyjrzeć się kulturze, w której ludzkie życie jest zanurzone i która, jak twierdzą niektórzy, całkowicie zerwała związek z tym, co biologiczne?
    Jak pisał Comte: „Trzeba uciekać się do praw rządzących naturą ludzką, których całokształt, utrzymujący się stale w ciągu społecznej ewolucji, dostarcza środków sprawdzenia dla analizy socjologicznej. Skoro zjawisko społeczne ujęte totalnie jest po prostu tylko rozwojem ludzkości, w którym nie powstają żadne nowe zdolności, to wszystkie odkryte przez obserwacje przyrody dyspozycje powinny się odnaleźć chociaż w zarodku we wzorze, który biologia ułożyła zawczasu dla socjologii, w celu ograniczenia jej mimowolnych pomyłek”. Kluczowe wydaje się tu rozstrzygnięcie kwestii, czy kultura, rozumiana jako całokształt duchowego i materialnego dorobku ludzkości, ma związek z biologią człowieka. Czy też należy uznać, że obraz człowieka jako jednego z wielu gatunków zwierząt, gatunku o łacińskiej nazwie Homo sapiens (którą przecież sam sobie nadał), nie ukazuje pełni natury ludzkiej? Czy należy go uzupełnić, czy może zastąpić obrazem człowieka jako istoty wyzwolonej z wrodzonych skłonności oraz genetycznie zadanych predyspozycji?
    Aby podać pełny obraz ludzkiej natury, należy skorzystać z wiedzy o człowieku, jakiej dostarczają różne dziedziny nauki. Celem niniejszej książki jest ukazanie spojrzenia socjobiologicznego na to zagadnienie, obejmującego określenie relacji między ewolucją genetyczną a kulturą, przedstawienie biologicznych uwarunkowań społecznych zachowań człowieka i możliwych tego praktycznych konsekwencji.

Książka jest poprawioną wersją rozprawy doktorskiej autora. Rozprawa była napisana pod opieką naukową prof. dr hab. Zdzisławy Piątek z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i obroniona w 2009 roku na Wydziale Filozoficznym UJ.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 241

Rok wydania: 2011

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Rafał Sikora
Socjobiologiczna koncepcja ludzkiej natury
* darmowy fragment *
© Copyright by Rafał Sikora 2011Projekt okładki: Magdalena Sikora
ISBN 978-83-7564-302-2
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl

Od autora

Niniejsza publikacja zawiera treść mojej rozprawy doktorskiej zatytułowanej „Socjobiologiczna koncepcja natury ludzkiej na przykładzie poglądów Edwarda Osborna Wilsona”, napisanej pod kierunkiem prof. dr hab. Zdzisławy Piątek. Niewielkie zmiany w obecnej wersji polegają głównie na nadaniu rozprawie bardziej eseistycznego charakteru.

Chciałbym gorąco podziękować profesor Zdzisławie Piątek z Uniwersytetu Jagiellońskiego za wiele lat cierpliwej opieki naukowej i nieustanne sprowadzanie na równą drogę filozoficzną z wybojów nieprzemyślanych spekulacji; za niezliczone bezcenne uwagi, dzięki którym zdołałem nadać pożądany kształt rozprawie doktorskiej. Jeśli są w tej pracy jakiekolwiek niedoskonałości, wynikają wyłącznie z mojego zamiłowania do lakoniczności i poetyckich metafor.

Wszystko, co najlepsze, zawdzięczam przede wszystkim swoim Rodzicom. Nie wymyślono dotąd odpowiednio wielkich słów do wyrażania wielkich uczuć, dlatego napiszę prosto: są dla mnie zawsze wzorem i oparciem.

Rozdział 1Wprowadzenie

1.1 Główny cel książki

W celu zrealizowania sokratejskiego przykazania: Poznaj samegosiebie należy odpowiedzieć na pytanie o naturę ludzką. Co to bowiem znaczy: poznaj samego siebie? Oznacza to: poznaj swoją naturę. Rzecz jasna, należy rozeznać, jaki wpływ na człowieka ma kultura, a jaki geny. Czy jednak trzeba uciekać się do nauk biologicznych, aby wyjaśnić naturę ludzką? Czy nie wystarczy przyjrzeć się kulturze, w której ludzkie życie jest zanurzone i która, jak twierdzą niektórzy, całkowicie zerwała związek z tym, co biologiczne?

Jak pisał Comte: „Trzeba uciekać się do praw rządzących naturą ludzką, których całokształt, utrzymujący się stale w ciągu społecznej ewolucji, dostarcza środków sprawdzenia dla analizy socjologicznej. Skoro zjawisko społeczne ujęte totalnie jest po prostu tylko rozwojem ludzkości, w którym nie powstają żadne nowe zdolności, to wszystkie odkryte przez obserwacje przyrody dyspozycje powinny się odnaleźć chociaż w zarodku we wzorze, który biologia ułożyła zawczasu dla socjologii, w celu ograniczenia jej mimowolnych pomyłek”1. Kluczowe wydaje się tu rozstrzygnięcie kwestii, czy kultura, rozumiana jako całokształt duchowego i materialnego dorobku ludzkości, ma związek z biologią człowieka. Czy też należy uznać, że obraz człowieka jako jednego z wielu gatunków zwierząt, gatunku o łacińskiej nazwie Homo sapiens (którą przecież sam sobie nadał), nie ukazuje pełni natury ludzkiej? Czy należy go uzupełnić, czy może zastąpić obrazem człowieka jako istoty wyzwolonej z wrodzonych skłonności oraz genetycznie zadanych predyspozycji?

Powinienem przede wszystkim określić, jak rozumiem tytułową naturę ludzką. Słowo „natura” ma bowiem kilka znaczeń, a ja chciałbym uniknąć pułapki wieloznaczności. Przez naturę ludzką rozumiem główne rysy charakterystyczne człowieka. Charakterystyczne, czyli opisujące, co to takiego ów „człowiek”. Czy mają to być cechy wyłącznie ludzkie, niespotykane u innych organizmów żywych? Niekoniecznie. Człowieka jako gatunek charakteryzuje np. podział na dwie płcie (bakterie nie mają płci, grzyby mogą mieć więcej niż dwie) – ale nie jest to cecha specyficznie ludzka. Trudno jednak wyobrazić sobie charakteryzowanie człowieka bez uwzględniania tej cechy – zatem pewne cechy charakterystyczne dla człowieka dają się odnaleźć u innych gatunków. Ludzkiej natury nie określa zestaw cech właściwych wyłącznie człowiekowi. Można się zastanowić, czy w ogóle da się przedstawić obraz ludzkiej natury złożony wyłącznie z takich unikalnych cech – może naturę ludzką charakteryzuje unikalność zestawienia cech, a nie unikalność ich samych? Tak jak katedra od piekarni nie różni się tym, że zbudowano ją ze specjalnych, „katedralnych” cegieł – w odróżnieniu do innych, „piekarnianych” cegieł użytych do budowy piekarni. Cegły są takie same, lecz różne są sposoby ich połączenia, konfiguracja. Podobnie budowa organizmów żywych – okazało się, że jesteśmy zbudowani z tych samych materiałów co inne organizmy żywe; również genetyczny przepis na człowieka zawiera te same litery-geny co przepisy na zwierzęta i rośliny – różnią się jedynie treścią. Należy się zatem przygotować na to, że ludzkiej natury nie scharakteryzuje zestaw unikalnych, niepowtarzalnych cech – lecz że te same pojedyncze cechy znajdziemy gdzie indziej (choć możemy oczekiwać, że ich złożenie w człowieku będzie niepowtarzalne).

Tak więc pytanie o naturę ludzką nie zawiera implikacji, by podana odpowiedź koniecznie ukazywała człowieka w aurze niezwykłości i niepowtarzalności – choć tego nie wyklucza. Takie rozumienie natury ludzkiej implikuje traktowanie jej jako pewnej „istoty” bycia człowiekiem. Staram się też uniknąć koncentrowania się na jednej cesze i bagatelizowania bogactwa wiedzy o człowieku, choć nie odżegnuję się od próby odpowiedzi na pytanie o jakiś unikalny aspekt jego natury. Uważam, że ludzką naturę konstytuuje zestaw cech, a nie jedna właściwość – wybór jednej tylko cechy jest perspektywą kuszącą, choć zbytnio upraszczającą wizerunek człowieka.

Skąd jednak miałbym czerpać pewność, że zaprezentowany zestaw cech jest wyczerpujący? Otóż tej pewności nie mam, gdyż ludzka wiedza nie jest skończona. Nie wiem, czego dowiemy się w przyszłości (mogę jedynie zgadywać) – lecz mogę się spodziewać, że wiedza będzie nieustannie poszerzana i zapewne za sto lat będzie można udzielić znacznie precyzyjniejszej odpowiedzi na pytanie o zestaw cech charakteryzujących człowieka, niż to można uczynić dzisiaj. Co nie oznacza, by należało się powstrzymać od prób udzielenia odpowiedzi na to pytanie – nawet niepełna odpowiedź przybliża nas do zrozumienia własnej natury bardziej niż brak odpowiedzi.

Aby podać pełny obraz ludzkiej natury, należy skorzystać z wiedzy o człowieku, jakiej dostarczają różne dziedziny nauki. Dokładnie to przyświecało Wilsonowi, kiedy postulował utworzenie socjobiologii – dyscypliny mającej za zadanie wyjaśniać biologiczne podstawy i konsekwencje zachowań społecznych (nie tylko ludzkich). Mnie interesuje jednakże ukazanie socjobiologicznego spojrzenia na naturę ludzką. Będzie to wymagało przede wszystkim określenia relacji między ewolucją genetyczną a kulturą, przedstawienia biologicznych uwarunkowań społecznych zachowań człowieka i możliwych tego praktycznych konsekwencji.

Obraz natury ludzkiej, który staram się wyekstrahować z socjobiologii, prowadzi do określonych wniosków. Można je co prawda przełożyć na konkretne działania zmierzające do rozwiązania niektórych problemów, z jakimi stykamy się na co dzień – jednakże nie oznacza konieczności stosowania tych czy innych rozwiązań. Wspomniane problemy dotyczą między innymi następujących kwestii:

– czy człowiek jest samolubnym indywidualistą?

– czy można usprawiedliwiać nierówność i dyskryminację, jako konieczne „skutki uboczne” ludzkiej natury?

– czy należy dążyć do usankcjonowania wrodzonych skłonności normami etycznymi?

– czy można usprawiedliwić status quo współczesnych systemów politycznych i społecznych, z wszystkimi ich wadami?

– czy tylko ludzie mogą tworzyć kulturę?

– czy współczesne osiągnięcia nauk przyrodniczych odzierają człowieka z duchowości i zagrażają cennym dla ludzi wartościom?

Mam jednocześnie nadzieję, iż obraz natury ludzkiej, jaki wyłoni się po połączeniu w całość puzzli wszystkich rozdziałów niniejszej książki, pozwoli na uniknięcie pułapek związanych z fragmentaryczną znajomością socjobiologii i czysto ideologicznymi uprzedzeniami. Pozwoliłoby to prowadzić dalszą dyskusję przy użyciu merytorycznej argumentacji i w odniesieniu do tego, jak rzeczywiście socjobiologia postrzega człowieka, unikając nierzetelnych interpretacji socjobiologicznej koncepcji natury ludzkiej, opartych na nieporozumieniu.

Skąd moja troska o dokładne rozumienie socjobiologii? „Dyskusje z socjobiologią i o socjobiologii odbywały się w niezwykle gorącej atmosferze. Wykłady Wilsona były pikietowane, a on sam obrzucany puszkami po piwie i coca-coli. W lutym 1978, na dorocznym zjeździe American Association for the Advancement of Science, kiedy na sympozjum poświęconym socjobiologii zapowiedziano wystąpienie Wilsona, grupa złożona z piętnastu młodych ludzi wdarła się na podium dzierżąc plakat obwołujący Wilsona »faszystowskim i rasistowskim uczonym roku«, a jeden z nich wylał mu na głowę dzbanek wody”2. Być może podłożem tak skrajnych reakcji jest nieuświadomione założenie, że człowiek wyzwolił się całkowicie od bagażu ewolucyjnego i podąża ku przyszłości niezależny i nie związany żadnym „dziedzictwem” swych przodków – a być może obawa przed utratą takich przekonań. Coraz dokładniejsze badania nauk biologicznych owocują jednak wynikami, które zdecydowanie przypominają człowiekowi o przynależności do świata zwierząt. Ewolucja trwa i podlegamy nadal jej prawom, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Rzecz jasna nie oznacza to bagatelizowania kultury, dorobku cywilizacyjnego, wpływu ludzkości na kształt i jakość środowiska, w którym żyje. Oznacza to jednak, iż ludzkość nie jest bezkarna i – czy się jej to podoba czy nie – nadal podlega prawom biologii i ponosi konsekwencje swych działań. Podleganie prawom biologii nie jest rzecz jasna rozumiane infantylnie, jako zezwolenie na gwałt i przemoc uzasadniane bezrozumnym „niech przeżyje najsilniejszy” – bowiem takiego prawa w biologii nie ma. Prawa, o których mowa, to nic innego jak pewne prawidłowości dające się zauważyć w procesie zróżnicowanej przeżywalności organizmów w ewolucyjnej skali czasu. Ich dokładne zrozumienie wymaga współdziałania wielu dyscyplin naukowych. Ludzie poznali zaledwie fragmenty praw i związków, które leżą u źródła powstania życia i różnicowania się organizmów żywych. Jest to jednak zdecydowanie więcej niż nic i odrzucanie tej wiedzy przy objaśnianiu natury ludzkiej, jest najzwyklejszym uporem przy tkwieniu w błędzie. Nie wiemy tego, czy kiedykolwiek zagadka ludzkiej natury zostanie definitywnie rozwiązana – jednakże możemy być pewni, że odrzucając wiedzę biologiczną znacznie zmniejszamy swoje szanse na znalezienie jej rozwiązania.

Ponadto na gruncie socjobiologii otrzymujemy wyjaśnienie „jak jest”, a nie „jak powinno być”. Gdybyśmy jednak mimo tego podjęli próbę wyprowadzenia z socjobiologicznej koncepcji natury ludzkiej wskazówek dotyczących sposobów świadomego wpływania na kształt norm obowiązujących w ludzkiej społeczności, nie musi to prowadzić do „zdziczenia ludzkich obyczajów”. Wyrywanie z kontekstu wypowiedzi socjobiologów może niekiedy tworzyć wrażenie, jakoby socjobiologia była niebezpieczna dla idei szeroko pojętego humanizmu i stanowiła zagrożenie dla tradycyjnych ludzkich wartości – dlatego tak ważny jest pełny obraz ludzkiej natury, jaki wyłania się z socjobiologii i pełny kontekst.

1.2 Dlaczego socjobiologia?

Zajmując się socjobiologią nie sposób uciec od następujących pytań, które obecne są w antropologicznej myśli filozoficznej: czy człowiek jest tylko zwierzęciem, czy też wykroczył poza przyrodnicze granice zwierzęcego świata? Czy ludzkie zachowanie podlega genetycznie uwarunkowanym wzorom, dziedzicznym normom – czy zależy wyłącznie od wychowania i zdobywanych w życiu doświadczeń? Czy ludzki umysł działa według wspólnych wszystkim ludziom standardów ugruntowanych genetycznie, odziedziczonych po przodkach, czy jest tabula rasa, czystą tablicą gotową do zapisania dowolnymi treściami? Czy mamy do wyboru tylko skrajne stanowiska – albo geny, albo kultura – czy też istnieje możliwość wypracowania stanowiska pośredniego?

Zajmując się socjobiologią nie sposób uciec od tezy, iż biologiczne podłoże natury człowieka ma wpływ na kształt tworzonej przez niego kultury, od tezy: „Mimo, że geny ustąpiły ze swej nadrzędności, pozostawiły sobie pewien wpływ przynajmniej na właściwości behawioralne będące podłożem odmienności kultur”3. Jeśli jednak kultura, jaką tworzymy, ma związek z naszą biologią, to na czym on polega? Socjobiologia udziela interesującej odpowiedzi na to pytanie. Dlaczego jednak w ogóle słuchać tej odpowiedzi? Dlaczego zastanawiać się nad nią? Dlatego, iż socjobiologia rozwija się i wciąż dostarcza nowych, niezwykle istotnych dla zrozumienia natury ludzkiej wskazówek. Dlaczego więc miałaby być traktowana jako godna politowania przez filozofów? Uważam, że to, co socjobiologia ma do zaoferowania poszukiwaczom odpowiedzi na pytanie o naturę człowieka, jest na tyle interesujące, że warto nieco na ten temat pofilozofować. „Nie wierzę, by nadszedł czas, aby napisać finis socjobiologii człowieka”4.

Socjobiologia zajmuje się zatem systematycznym badaniem biologicznych podstaw zachowania społecznego, ukazując również jego biologiczne konsekwencje. Wymaga ona respektowania wiedzy biologicznej w snuciu refleksji o społeczeństwie. Nie epatuje przy tym niezrozumiałym żargonem, lecz w prostym języku wyraża spostrzeżenia dotyczące ludzkiej natury, oparte na przyjęciu teorii ewolucji i próbie bezstronnego spojrzenia na człowieka jak na jeden z wielu gatunków zwierzęcego świata. Nie oznacza to jednak odnoszenia ludzkich stosunków społecznych do modeli zwierzęcych. Byłoby to zdecydowane „poetyckie” nadużycie. Z biologicznego punktu widzenia można powiedzieć: „Zwierzęta nie są po to, by nam dostarczać modeli zachowań, ale by przetrwać i wydać na świat potomstwo”5. Jednakże kompletnie niezrozumiałe jest ignorowanie faktu, że jesteśmy zwierzętami i genetycznie ugruntowany zestaw określonych cech i predyspozycji, jaki zapewnił przetrwanie naszemu gatunkowi, rzutuje na różnorodne przejawy naszej aktywności. Czy kultura rzeczywiście uwalnia od wpływu genów? Czy mamy do czynienia wyłącznie z alternatywą: genetyczna determinacja lub całkowite wyzwolenie spod „dyktatury genów”? Czy nie poszukujemy przypadkiem wymówki, aby zlekceważyć biologię i zasklepić się w utopijnej wizji „człowieka – pana przyrody”? Socjobiologia dostarcza wiele materiału do przemyśleń, kiedy zechcemy poszukać odpowiedzi na powyższe pytania. Daje ona gwarancję, iż wyjaśnienia biologiczne ludzkich zachowań nie zostaną odrzucone a priori, lecz skonfrontowane z kulturowymi w celu udzielenia jak najobszerniejszego wyjaśnienia zagadki ludzkiej natury.

Na gruncie socjobiologii nie sposób odrzucać teorii ewolucji. Jeśli odrzucimy tę teorię, to niestety razem z socjobiologią. Znajomość pojęcia ewolucji jest kluczowa do zrozumienia tego, co mają do powiedzenia socjobiologowie. Socjobiologowie próbują bowiem rozszerzyć pojęcie ewolucji tak, aby obejmowało nie tylko cechy anatomiczne organizmów, ale również zachowanie. Tak jak ewoluowały skrzydła i płetwy, tak też ewoluowało zachowanie. Wyjaśnia się zagadki ludzkiego zachowania funkcjonalnie, traktując owo zachowanie jako manifestację ewolucyjnie wyselekcjonowanych schematów zachowań6.

Socjobiologia zajmuje się ogólnie biologicznymi podstawami zachowań społecznych wszystkich gatunków zwierząt, ale ja się koncentruję na człowieku. Socjobiologia traktuje człowieka jako istotę społeczną, poszukując źródeł zachowań społecznych w ludzkiej biologii. Nie jest to myśl nowa, ale po raz pierwszy tak wyraźnie wyeksplikowana i poszerzona o próbę ukazania konsekwencji przyjęcia takiego stanowiska. Wynika to stąd, że dociekanie biologicznych uwarunkowań relacji międzyludzkich stało się łatwiejsze dzięki wynikom badań prowadzonych w ramach nauk biologicznych.

W naukach humanistycznych i przyrodniczych funkcjonowała nieformalna umowa, że osobno należy dyskutować o biologii zwierząt, a osobno o biologii człowieka. Humanistyczne podejście do natury ludzkiej wymagało, aby człowieka potraktować jako istotę wyzwoloną od biologicznych ograniczeń, zaś biologicznym ograniczeniem jest wszystko to, o czym decydują geny, co uwarunkowane przez geny – wszystko to, co w człowieku „zwierzęce”.

Wilson złamał to tabu, w swej „Socjobiologii” traktując człowieka jako kolejny gatunek na liście zwierząt społecznych i rozważania dotyczące biologicznych podstaw zachowań społecznych człowieka zamieścił tuż po podobnych rozważaniach dotyczących szympansów. Co prawda człowiek otrzymał w tej pracy osobny rozdział, a szympans musiał podzielić się rozdziałem z pozostałymi naczelnymi, jednakże udanie została oddana przynależność człowieka do świata zwierząt – człowiek został potraktowany „łącznie” z pozostałymi gatunkami. Obrazowo mówiąc, owo „łącznie” stało się źródłem rzeki niechęci, którą Wilson musiał przepłynąć po opublikowaniu jego książki. Niechęci o tyle niezrozumiałej, że przecież Wilson nie propagował żadnej arbitralnej ideologii ani nie agitował na rzecz jakiejkolwiek partii politycznej – zaproponował jedynie wyjaśnienie ludzkich zachowań społecznych w oparciu o współczesną wiedzę z dziedziny biologii.

Socjobiologia nie jest bynajmniej dziedziną, w której wszystko już powiedziano. Socjobiologia czeka choćby na wyjaśnienie działania ludzkiego mózgu na poziomie neuronalnym. Wilson jest zachwycony bliską (określa ją na ok. 100 lat) perspektywą owego szczytowego osiągnięcia nauk neurologicznych, które umożliwi w jego mniemaniu wykonanie milowego kroku również w naukach socjologicznych.

Czy socjobiologia jednakże w ogóle jest nauką – czy wyjaśnienia zastępuje mitami? Czyli przede wszystkim: czy jest falsyfikowalna? Otóż jest – należałoby poddać rewizji socjobiologiczne twierdzenia, gdyby ktokolwiek wykazał następujące rzeczy (ich lista zdecydowanie mogłaby być dłuższa):

– teoria ewolucji jest błędna – zostałby wówczas skruszony sam fundament socjobiologii;

– zaburzenia funkcjonowania mózgu nie mają wpływu na zachowanie się i charakter człowieka, albo wykazać niezależność umysłu od mózgu – zostałby wówczas podważony pogląd o biologicznym charakterze ludzkiej natury;

– nie istnieją żadne prawidłowości w rozwoju osobniczym, niezależne od kultury, w jakiej osobnik wyrósł – zostałby wówczas zakwestionowany udział genów w kształtowaniu wzorów zachowań wspólnych przedstawicielom Homo sapiens.

Przedstawiając socjobiologiczną koncepcję natury ludzkiej oprę się głównie na pracach Wilsona oraz Dawkinsa. Są oni sztandarowymi przedstawicielami socjobiologii i ich poglądy są dla tej dziedziny reprezentatywne. W prezentacji głównych aspektów socjobiologicznej koncepcji natury ludzkiej zacznę od przypomnienia pojęcia teorii ewolucji i podstawowych problemów z jego właściwym zrozumieniem. Ważna będzie odpowiedź na pytanie: czy geny mają wpływ na kulturę? Jeśli tak, to jaki? Czy pośrednikiem między genami a kulturą jest umysł ludzki? Odpowiedzią na te pytania będzie przedstawienie socjobiologicznej koncepcji koewolucji genowo-kulturowej. Przedstawienie to będzie oparte głównie na pracy „Promethean Fire. Reflections on the Origin of Mind” autorstwa Wilsona oraz Lumsdena. Koncepcja koewolucji genowo-kulturowej jest integralną częścią socjobiologicznej koncepcji natury ludzkiej.

Zamierzam się również przyjrzeć krytycznie wybranym zarzutom przeciwników socjobiologii i postaram się możliwie obiektywnie rozstrzygnąć ich zasadność. Na zakończenie spróbuję ukazać, jakie konsekwencje dla nauk humanistycznych niesie z sobą przedstawiona w niniejszej książce socjobiologiczna koncepcja ludzkiej natury.

W zamierzeniu nie jest to książka historyczna ani krytyczno-porównawcza; ma być ona aktualnym głosem w bieżącej dyskusji na temat natury ludzkiej, porządkującym socjobiologiczne dokonania i wyjaśniającym nieporozumienia. Co rozumiem przez owo uporządkowanie i wyjaśnianie? Zgromadzenie w jednym miejscu poglądów dotąd rozrzuconych po wielu publikacjach, dotyczących socjobiologicznej koncepcji natury ludzkiej, przedstawienie zarzutów do tej koncepcji i polemikę. Niniejsza książka nie ma zastąpić lektury wymienionych w bibliografii pozycji, lecz przyczynić się do lepszego zrozumienia socjobiologicznego spojrzenia na naturę ludzką i wyjaśnienia narosłych wokół niego nieporozumień. W jakim zaś sensie ma to być bieżący głos w dyskusji o naturze ludzkiej?

Podjęty przeze mnie temat wpisuje się w filozoficzną dyskusję dotyczącą poznania natury ludzkiej, jak też odnosi się do dążenia nauk przyrodniczych w kierunku jej wyjaśnienia. Jeśli dyskusja na temat natury ludzkiej ma przynieść lepsze jej zrozumienie, konieczne jest sprecyzowanie stanowisk i rzetelna argumentacja. Ukazanie konsekwencji przyjęcia socjobiologicznego punktu widzenia i wpływu biologii na społeczne nauki umożliwi całościowe podejście do socjobiologicznej koncepcji natury ludzkiej, ułatwi rzetelną dyskusję opartą na merytorycznej argumentacji, eliminując nieporozumienia oraz nadinterpretacje, których w dyspucie na temat biologicznych uwarunkowań społecznych aspektów człowieczeństwa pojawiło się wiele. Stąd też konieczność wyjaśnienia nieporozumień – nie tylko zdefiniowania kluczowych pojęć, ale przede wszystkim uwypuklenia najistotniejszych zarzutów skierowanych ku socjobiologii i krytycznego rozpatrzenia ich trafności czy zasadności.

Potraktowanie socjobiologicznej koncepcji natury ludzkiej jako bazy pozwala na chłodno, bez zbędnych emocji (jako że nie jest obciążona ideologicznymi założeniami), spojrzeć na problemy i dylematy zupełnie nowe, które powstają w miarę rozwoju nauki, przed którymi człowiek nie był dotąd postawiony (np. możliwość ingerowania bezpośrednio w kod genetyczny czy klonowania organizmów żywych).

Często biologiczne podejście do człowieka i wskazywanie na genetyczne uwarunkowania ludzkiej natury (zwłaszcza ludzkich zachowań społecznych) jest błędnie utożsamiane ze zgodą i usprawiedliwieniem dla wszelkich okrucieństw i niesprawiedliwości popełnianych przez człowieka. Być może wynika to z braku podstawowej wiedzy z dziedziny biologii, być może z pielęgnowanych tu i ówdzie w naukach humanistycznych uprzedzeń do nauk ścisłych, a być może ze spotykanym niekiedy (również w literaturze filozoficznej) utożsamieniem przyrody z przemocą i gwałtem. Chciałbym pokazać, że uznanie przyrodniczej wiedzy o człowieku, dopuszczenie jej do świadomości, nie skutkuje upadkiem moralnym i totalnym zanikiem przyzwoitości; nie oznacza również wyrzeczenia się rozumu i zdrowego rozsądku. Rzekłbym, iż jest wręcz przeciwnie. Świadomość biologicznych podstaw człowieczeństwa może stanowić zabezpieczenie przed popadaniem w nierealistyczne utopie, skutkujące realizacją najgorszych ludzkich obaw. Nie dostarczy nam ta świadomość ani gotowego kodeksu moralnego, ani rozgrzeszenia z niecnych uczynków. Może stać się źródłem cennej porcji argumentów w rozwiązywaniu konfliktów, ale nie zastąpi dotychczasowych źródeł. Nie wymusi na nas żadnych konkretnych działań, ale dostarczy nowych kryteriów oceny tych, które podejmujemy.

Przedstawiciele socjobiologii z reguły unikali jak ognia jakichkolwiek prób wyciągania praktycznych wniosków z głoszonej przez siebie teorii. Z oczywistych względów: podjęli się oni wyjaśnienia biologicznych mechanizmów rządzących społecznym życiem człowieka. Wyjaśnienia – a więc byli jak najdalsi od wartościowania takich czy innych zachowań lub poglądów. Tłumaczyli „jak jest”, a nie „jak powinno być”. Mnie również w niniejszej książce nie o chodzi o podanie gotowego kodeksu postępowania, lecz wskazanie na fakty przez nas nieuświadamiane, lub też zwyczajnie pomijane.

1.3 Uwagi na temat wyboru literatury

Socjobiologiczne podejście do człowieka, czyli poszukiwanie biologicznych uwarunkowań ludzkiego zachowania społecznego, wywołało spory ferment w zachodnich środowiskach akademickich, zwłaszcza w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ferment i zamieszanie spowodowane było nie samym poszukiwaniem takich uwarunkowań, ale raczej sposobem, w jaki to zostało uczynione. Zaliczenie człowieka, bez zbędnego krygowania się, w poczet zwierzęcych gatunków społecznych – co Wilson uczynił w swej „Socjobiologii” – był sporym szokiem dla wszystkich, którzy w antropologii filozoficznej i socjologii próbowali ignorować fakt, że człowiek jest zwierzęciem. Tumult ucichł, ale nie dlatego, że socjobiologia się przeżyła. Ponad dwie dekady to wystarczająco dużo czasu, by oswoić się z oczywistymi twierdzeniami prezentowanymi przez socjobiologów. Ponadto w tym czasie badacze dostarczyli nowych dowodów na to, że człowiek nie wyzwolił się w kulturze od swego biologicznego dziedzictwa, jak marzyło się to niektórym myślicielom.

Z niniejszej książki będzie można rzecz jasna zapoznać się z charakterystyką socjobiologiczną człowieka – niemalże w telegraficznym skrócie, biorąc pod uwagę bogactwo poświęconej temu literatury. Choć bywa tak, że istotnych fragmentów trzeba szukać w różnych rozdziałach poszczególnych pozycji, zaś sama praca Wilsona „O naturze ludzkiej” tematu bynajmniej nie wyczerpuje. W przypadku tego autora, dla ogarnięcia podstawowej myśli dotyczącej natury ludzkiej należałoby się moim zdaniem najpierw zapoznać z trzema co najmniej pozycjami: „Socjobiologia: nowa synteza”, „Promethean Fire” i „Konsiliencja”. Dopiero wówczas jego pomysł na zaprzęgnięcie nauk biologicznych do opisu zachowań społecznych człowieka jawi się w szerszym aspekcie i ukazuje się właściwy kierunek pracy intelektualnej Wilsona – co samo stanowić by mogło temat osobnej książki. Z kolei w przypadku Dawkinsa wystarczyłoby, jak sądzę, zapoznać się z dwiema pozycjami, aby odczytać zarys jego podejścia do natury ludzkiej: „Samolubny gen” oraz „Fenotyp rozszerzony”. Oczywiście listę można wydłużać, dodając kolejnych autorów i kolejne pozycje. Myślę, że taką kontynuacją może być lista zamieszczona w bibliografii, choć daleko jej do pretendowania do miana listy wyczerpującej bądź najlepszej z możliwych. Uważam jednak, iż zestaw lektur, jaki wybrałem, daje wystarczające pojęcie o socjobiologii i problemach zarówno wewnątrz tej dziedziny, jak i wokół niej.

1.4 Kluczowe pojęcia

Natura. Pojęcie natury, jak już pisałem, jest wieloznaczne – na co dzień używane jest choćby w następujących znaczeniach: natura jako przyroda; natura jako stan pierwotny, niezmieniony przez człowieka; natura jako przyrodnicze podłoże zjawisk; natura jako cechy wrodzone; i wreszcie natura jako cechy charakterystyczne (czegoś). Zwłaszcza dwa znaczenia mogłyby okazać się mylące: natura jako główne cechy charakterystyczne czegoś i natura jako właściwości wrodzone. Używam w tej książce słowa „natura” w pierwszym znaczeniu – cechy charakterystyczne. Kiedy mam na myśli cechy wrodzone, piszę po prostu o cechach wrodzonych. Kolejne nieporozumienie mogłoby wynikać z tego, iż „natura” jest również synonimem słowa „przyroda”. Zatem i w tym przypadku konsekwentnie piszę o „przyrodzie”, rezerwując dla terminu „natura” zadeklarowane przeze mnie znaczenie.

Jeszcze raz podkreślę, iż celem uniknięcia nieporozumień i dwuznaczności, które mogłyby zostać spowodowane wieloznacznością pojęcia „natury”, staram się używać go tylko w jednym znaczeniu: natura jako główne rysy charakterystyczne. Jednakże niekiedy nie mam możliwości zastosowania się do tej zapowiedzi, nie popadając jednocześnie w sztuczność: trudno zastępować czymkolwiek chociażby termin „dobór naturalny”. W miejscach, gdzie nie uniknąłem użycia pojęcia „natura” w innym niż zapowiadane znaczeniu, dodatkowe wyjaśnienie lub wyraźny kontekst powinny zapobiec nieporozumieniom.

Chciałbym uniknąć jeszcze jednego – ukazania człowieka w opozycji do świata przyrody. Aby określić ludzką naturę, należy – moim zdaniem – uwzględniać całą dostępną wiedzę na temat człowieka, nie kończąc dociekań w sferze kultury, lecz poszerzając je o obszar nauk przyrodniczych. Pogląd, w którym człowieka traktuje się jako istotę wyzwoloną od biologicznych ograniczeń, określiłbym jako klasyczne, humanistyczne podejście do natury ludzkiej. Z jednej strony reprezentuje je Kartezjusz, który silnie akcentuje dualizm człowieka, rozumianego jako połączenie ciała-mechanizmu i duszy, siedliska myśli i świadomości. Już sam Kartezjusz miał problem ze wskazaniem, w jaki sposób obie sfery człowieka miałyby się łączyć i wskazywał na szyszynkę (gruczoł dokrewny leżący na powierzchni grzbietowej międzymózgowia) jako łącznika. Z drugiej strony, Kant postrzega ów dualizm raczej w kontekście etyki obowiązku, która zakłada przezwyciężenie wszelkich popędów i skłonności autonomiczną wolą, niemającą biologicznego podłoża. Jednocześnie silnie akcentuje poszanowanie prawa jako pobudki woli do działania, nadając nawet nacisk na postępowanie wbrew skłonnościom. Już ta niezwykle uproszczona charakterystyka pokazuje stale obecną tendencję przeciwstawiania tego, co człowieka wiąże ze światem przyrody, własnościom i działaniom mającym człowieka stawiać poza tym światem.

Biologiczne ograniczenia to nic innego, jak nasze gatunkowe dziedzictwo, przekazane nam w genach przez przodków. To, co w człowieku „zwierzęce”, odziedziczone po przodkach – to wszystko jest tym, o czym decydują geny. Genów sobie nie wybieramy – otrzymujemy je od rodziców, którzy dostali je od swoich rodziców itd. Tak więc jeśli piszę o tym, że w człowieku jest coś zwierzęcego, kiedy piszę o ludzkiej biologii – mam na myśli to, co uwarunkowane genetycznie. Bicia serca nie musimy się uczyć – bije ono „samo”. Wiersza na Dzień Matki musimy się nauczyć – „sam” się nie nauczy. Gdzie leży granica między tym, co uwarunkowane genetycznie, a tym, co wyuczalne? Na to pytanie nie jestem w stanie konkretnie odpowiedzieć zwłaszcza dlatego, że ta granica jest nieostra – za sprawą nowych odkryć w dziedzinie genetyki dowiadujemy się, że to, co wydawało się przynależeć do jednej z tych dwóch sfer, jest miejscem, gdzie one obie się nakładają. Być może współcześnie, gdy genom człowieka będzie coraz dokładniej poznany i opisywany, uda się doprecyzować zakres wpływów genów i kultury. Należy jedynie pożegnać pogląd uznający wzajemne wykluczanie się obu sfer wpływów.

W swej książce „Fenotyp rozszerzony” Dawkins zamieszcza „Słowniczek terminów naukowych” – w ten sposób rozprawiając się z ewentualnym zarzutem o brak zdefiniowania kluczowych pojęć (choć przede wszystkim w trosce o to, by zostać właściwie zrozumianym). Wydaje mi się, iż nie muszę tutaj powtarzać tego zabiegu, albowiem w zasadzie wystarczy otworzyć jakikolwiek mający dobre recenzje słownik czy encyklopedię, by zapoznać się z definicją poszczególnych terminów. Zwłaszcza że w niniejszej książce nie nadaję słowom nowych znaczeń i unikam jak ognia wprowadzania neologizmów. W razie wątpliwości, sam szukam w odpowiednich słownikach i stosuję się podczas używania ewentualnie trudnych pojęć do ich słownikowej definicji. Jednakże kilka kwestii chciałbym krótko omówić, jako że pozostawienie pewnych pojęć bez komentarza mogłoby zrodzić niepotrzebne nieporozumienia.

Przede wszystkim należy krótko scharakteryzować socjobiologię. Socjobiologia stara się wyjaśnić społeczne zachowania zwierząt (w tym człowieka) w oparciu o teorię ewolucji. Swoje twierdzenia opiera na badaniach biologicznych, stara się nie wykraczać poza teren naukowo potwierdzonych faktów. Można więc powiedzieć, że jest dziedziną o tyle wiarygodną, o ile wiarygodne są nauki biologiczne i o ile poprawne jest rozumowanie samych socjobiologów. Na gruncie socjobiologii nie da się znaleźć postulatów dotyczących porządku społecznego, jaki powinien obowiązywać wśród ludzi – gdyż takich postulatów tam nie ma. Socjobiologia stara się stwierdzić faktyczny stan rzeczy, co może pomóc wyjaśnić naturę człowieka. Nie koncentruje się na sankcjonowaniu bądź podważaniu jakichkolwiek ideologii czy urządzeń społecznych, chociaż Wilson podważał ideologię marksizmu twierdząc, że jest czymś na podobieństwo socjobiologii bez biologii.

Socjobiologia podważa jednak przekonanie, że rozwój społeczny człowieka całkowicie wyłamał się spod biologicznych praw i odbywa się wyłącznie w procesie ewolucji kulturowej. Głosi, że jeśli człowiek powstał ze swych zwierzęcych przodków pod działaniem doboru naturalnego, to także podstawowe cechy jego organizacji społecznej mogą być wyjaśnione przez tę teorię.

Czy socjobiologia jest kolejnym zbiorem złudzeń na temat natury człowieka? Opiera się ona na osiągnięciach nauk biologicznych, więc można powiedzieć, że raczej eliminuje złudzenia – o tyle, o ile eliminują je również owe nauki. Czy można ją zaś potępiać za to, że odbrązawia wyidealizowany wizerunek człowieka, poprzez ukazywanie wrodzonych skłonności tam, gdzie do tej pory nie dostrzegano wpływu ludzkiej biologii (np. postępowanie altruistyczne)? Poetycko można powiedzieć, że wydobywa ona człowieka z półmroku przesądów i stawia w dziennym świetle wniosków płynących z badań naukowych. Człowiek nie jest owadem społecznym, jego zachowanie nie jest bez reszty zaprogramowane genetycznie – jest bowiem istotą rozumną. Należałoby zatem oczekiwać, iż wiedza o własnej naturze nie przerazi go, jakakolwiek by owa natura nie była. Jeżeli człowiek pozna własną naturę, to być może nauczy się pełniej nad sobą panować, być może nauczy się ją zmieniać; jeśli zaś wycofa się na bezpieczną pozycję oderwanego od rzeczywistości marzyciela, odrzuci szansę zrozumienia siebie i innych ludzi.

Co to znaczy, że ludzkie zachowanie jest w pewnej mierze zdeterminowane genetycznie? Wilson i Lumsden w pracy „Promethean Fire. Reflections on the Origin of Mind” przedstawiają trzy modele zależności między biologicznym poziomem ewolucji a poziomem kulturowym. W myślowym eksperymencie przedstawiają hipotetyczne gatunki inteligentnych istot pozaziemskich, które stworzyły odrębne cywilizacje: eidylonów i xenidrinów7. Eidylonowie są istotami, których myśli i zachowanie są całkowicie zdeterminowane genetycznie – aż po konkretne słowa, których używają, by formułować zdania. Eidylonowie uczą co prawda swą młodzież eidylońskiej kultury, rozwijają wiedzę i doskonalą umiejętności, lecz przy pomocy pojęć i terminologii odziedziczonych genetycznie i niezmiennych. Tych samych, które przekażą potomstwu, przez określone zestawy genów. Tak więc są oni zdolni nauczyć się jedynie tego, co jest genetycznie „przynależne” ich gatunkowi (podobnie jak pasówka białobrewa – ptak z rodziny trznadlowatych – musi usłyszeć pieśń swojego gatunku, aby się jej nauczyć, ale pozostaje nieczuła na pieśni innych gatunków). Xenidrynowie z kolei są całkowitym przeciwieństwem eidylonów – są istotami, których umyły są naprawdę niezapisanymi kartami. Wszystkie kulturowe możliwości są dla nich jednakowo otwarte. Mogą zostać nauczeni dowolnego języka, kodeksu etycznego itp., ponieważ genetycznie określona jest tylko budowa ich ciał, lecz nie ich zachowanie. Ich umysły są całkowicie „produktami” środowiska w jakim żyją – kształtują się pod wpływem aktualnych wydarzeń, języka i obyczaju. Gdybyśmy obserwowali eidylonów i xenidrinów przez krótki okres czasu, moglibyśmy dostrzec podobieństwa w zewnętrznych przejawach ich zachowania. Lecz dokładna obserwacja przebiegu rozwoju ich dzieci odkryłaby przed nami radykalne różnice w sposobie, w jaki działają ich umysły. Lumsden i Wilson uważają, iż pomiędzy tymi skrajnościami znajduje się trzeci gatunek – człowiek. Ludzie muszą reagować na niespodziewane zmiany w środowisku i działać w nieprzewidywalnych okolicznościach. Decyzje, jakie podejmują, są zindywidualizowane, oparte na osobistym doświadczeniu i niekiedy błędne. W tym specyficznym sensie można powiedzieć, że ludzie mają wolną wolę i ludzkie zachowanie nie jest zdeterminowane przez geny. Jednakże, choć indywidualny ludzki umysł musi być zdolny do dokonywania wyborów w sytuacjach problemowych, to jednocześnie jest biologicznie zaprogramowany tak, aby mieć skłonność do preferowania określonych decyzji kosztem innych.

Każdemu z trzech przedstawionych gatunków odpowiada inny model przekazywania kultury przez członków ich społeczeństw. Istnieje wiele wzorców kultury i pojawia się kwestia wyboru któregoś z nich. Pierwszy model: przekaz czysto genetyczny (model eidyloński). Charakterystyczną cechą jest to, że choć istnieją różne opcje wyboru i jednostki mogą być ich świadome, to tylko jedna opcja będzie preferowana – uczenie się będzie ściśle ukierunkowane. Drugi model: przekaz czysto kulturowy (model xenidryński). Cechą charakterystyczną jest to, że różne opcje wyboru są równie pociągające, zaś sam wybór dokonywany przez jednostkę jest całkowicie zależny od kultury, a nie od biologicznych predyspozycji – gdyż takie predyspozycje nie istnieją. Trzeci model: przekaz genetyczno-kulturowy (model ludzki). Spośród wielu opcji wyboru preferowane będą niektóre z nich, z uwagi na biologiczne właściwości organów zmysłów i mózgu.

Wilson wyjaśnia, iż podstawowe cechy ludzkiego społecznego zachowania przypominają zachowanie innych ssaków – zwłaszcza naczelnych. W pracy „O naturze ludzkiej” pisze on: „Jeżeli naturę ludzką rozpatrywać na szerokim tle wszystkich pozostałych gatunków istot żywych, okazuje się, że nie wszystkie jej cechy stanowią jej wyłączną własność. Pojawiły się dodatkowe dowody świadczące, że bardziej stereotypowe formy zachowania się człowieka są zachowaniem się ssaczym, charakteryzującym zwłaszcza rząd naczelnych, zgodnie z tym, co można było przewidywać na podstawie ogólnej teorii ewolucji. Szympansy są nam na tyle bliskie, jeśli idzie tak o szczegóły ich życia społecznego jak i o cechy umysłowe, aby uznać je za niemal-ludzi pod pewnymi względami, w odniesieniu do których samo czynienie porównań uchodziło niegdyś za rzecz niewłaściwą. Powyższe fakty zgodne są z hipotezą, że zachowanie się społeczne człowieka ma podstawy genetyczne, to jest, używając bardziej precyzyjnego sformułowania, że zachowanie się człowieka jest organizowane przez geny, z których pewne posiadamy wspólnie z blisko spokrewnionymi nam gatunkami, inne zaś są właściwe tylko naszemu gatunkowi. Te same fakty świadczą przeciwko konkurencyjnej hipotezie, która w ciągu pokoleń dominowała w naukach społecznych, a która głosiła, że rodzaj ludzki uwolnił się od wpływu swoich genów do tego stopnia, że zaczął podlegać wyłącznie wpływom kultury”8.

Co oznacza określenie: cecha zdeterminowana genetycznie? Jest to cecha, której odmienność od innych cech (co najmniej w części), wynika z obecności jednego lub kilku określonych genów.

Czym jest gen? Na czym polega traktowanie genu jako podstawowej jednostki podlegającej doborowi? Co oznacza określenie „samolubny”, użyte do określenia genu? W objaśnieniu tych kwestii pomoże Dawkins, który definiuje za G.C. Williamsem słowo „gen”. Gen to „dowolna część materiału chromosomalnego, która może trwać przez wystarczająco wiele pokoleń, aby stać się jednostką doboru naturalnego”9. Gen jest, według Dawkinsa, podstawową jednostką doboru naturalnego. Co to z kolei oznacza?

Dawkins uważa, iż w „bulionie pierwotnym”, który około trzech – czterech miliardów lat temu wypełniał morza, pewnego razu całkiem przypadkowo powstała cząsteczka o szczególnych własnościach, którą nazywa replikatorem. Replikator odznacza się tym spośród innych cząsteczek, że może tworzyć własne kopie. Gdy replikatory stały się liczne, budulec używany przez nie do tworzenia kopii stał się surowcem rzadkim i cennym. Zaczęły więc o niego konkurować. Niektóre replikatory mogły odkryć, w jaki sposób doprowadzić do rozkładu chemicznego cząsteczek-rywali, by odzyskanego w ten sposób budulca użyć do tworzenia własnych kopii. Inne replikatory mogły odkryć, jak się chronić – na przykład budując wokół siebie białkową powłokę. W ten sposób – pisze Dawkins w pracy „Samolubny gen” – mogła powstać pierwsza komórka. Nazywa on owe powłoki ochronne maszynami przetrwania. Uważa, że stopniowo maszyny przetrwania stawały się coraz większe i bardziej rozbudowane. Obecnie owe replikatory to geny, a ich maszyny przetrwania – to wszystkie zwierzęta, rośliny, bakterie i wirusy (a także my – ludzie). „Wszyscy jesteśmy maszynami przetrwania służącymi temu samemu rodzajowi replikatora – cząsteczkom zwanym DNA – ale w świecie jest tak wiele różnych sposobów na życie, że i replikatory zbudowały niezmierne bogactwo maszyn, by z nich korzystać. Małpa jest maszyną, która ochrania swoje geny przebywając w gałęziach drzew, ryba – w wodzie; a pewien robaczek – w niemieckich podstawkach pod kufle z piwem”10. Przed cząsteczkami DNA stoją dwa ważne zadania: po pierwsze replikacja – czyli tworzenie własnych kopii; po drugie – sterowanie pośrednio budowaniem ciał. Wpływ genów na ciało jest jednokierunkowy – cechy nabyte nie są dziedziczone. Nie ma jednak mowy o jakimkolwiek świadomym działaniu owych replikatorów – zachodzą po prostu te same procesy, które działały u początków powstania życia. Jedynie metaforyczny język może sugerować planowe działanie – w rzeczywistości jednak metafory mają służyć jedynie lepszemu zrozumieniu tego, jak działają mechanizmy ewolucji.

Jak rozumieć pojęcie doboru naturalnego? Darwin określał dobór naturalny jako przeżycie najstosowniejszego. Aby ten proces mógł zachodzić, w środowisku muszą dokonywać się zmiany (rozumiane bardzo szeroko – od zmian klimatu aż po indywidualne różnice między organizmami tego samego gatunku). Darwin pisał: „Czyż można […] uważać za nieprawdopodobne, że w wielu następujących po sobie pokoleniach powstaną jakieś zmiany w pewien sposób korzystne dla każdej istoty organicznej w wielkiej i skomplikowanej walce o życie? Jeżeli zaś tak się dzieje, to czyż możemy wątpić (biorąc pod uwagę, że rodzi się daleko więcej osobników, niż się ich może utrzymać przy życiu), że osobniki mające jakąkolwiek, chociażby drobną przewagę nad innymi będą miały największe widoki przetrwania i pozostawienia potomstwa? Z drugiej strony możemy być pewni, że wszelka zmiana, chociażby w najmniejszym stopniu szkodliwa, musi ulec koniecznie zagładzie. Otóż to utrzymywanie się korzystnych dla osobnika różnic i odmian oraz zagładę szkodliwych nazwałem »doborem naturalnym« lub »przeżyciem najstosowniejszego«”11. Darwin nic nie mówi o genach ani o roli DNA w dziedziczeniu, gdyż termin „gen” wprowadził duński botanik Wilhelm Johannsen dopiero w 1909 roku, 27 lat po śmierci Darwina, ale nawet wtedy nie zdawano sobie jeszcze w pełni sprawy z działania DNA. Jego rolę jako nośnika informacji genetycznej potwierdzili dopiero w 1952 roku Alfred Day Hershey i Martha Chase. Tym samym stało się możliwe dokładniejsze określenie doboru naturalnego, który Wilson przedstawia następująco: „Różnice w liczbie potomstwa przekazywanego następnemu pokoleniu przez różne typy genetyczne należące do tej samej populacji”12. Jak jednak rozumieć stwierdzenie, że to gen (a nie osobnik) jest podstawową jednostką podlegającą doborowi naturalnemu? Oznacza to, że mechanizm doboru działa na poziomie genów. Istnieją różne wersje określonego genu (zwane allelami), zajmujące to samo miejsce na chromosomie – i to właśnie ich „przeżycie” w zmieniającym się środowisku stanowi trzon procesu ewolucji. Organizmy mogą rodzić się i umierać, ale gdyby nie zachodziło różnicowanie na poziomie genetycznym, to nie zachodziłby proces doboru. Wilson określa to w następujący sposób: „Dobór naturalny można opisać jako różnicowanie wzrostu częstości występowania różnych alleli w populacji. Nie ma znaczenia, czy populacja jako całość zwiększa, zmniejsza, czy nie zmienia swej liczebności. Dopóki częstość występowania jednego allelu wzrasta w porównaniu z innym, dopóty populacja ewoluuje”13. Podkreślanie roli genów w procesie doboru naturalnego nie stanowi wstępu do ogłoszenia determinizmu genetycznego. Precyzyjnie wyjaśnia to Dawkins: „Selekcjonizm, czyli dobór genów, który wynika z teorii ewolucji, mylony jest z determinizmem genetycznym, który jest pojęciem z zakresu rozwoju osobniczego. Ludzie tacy jak ja bez ustanku mówią o genach warunkujących to lub warunkujących tamto. […] A to właśnie […] sprawia, że jesteśmy uznawani za genetycznych deterministów. Dlaczego więc my – funkcjonalni etolodzy – mówimy tak wiele o genach? Dlatego, że jesteśmy zainteresowani działaniem doboru naturalnego, a dobór naturalny polega na zróżnicowanej przeżywalności genów”14.

W wyjaśnieniach dotyczących działania doboru naturalnego pojawia się często angielski termin fitness, który oznacza „wartość przystosowawczą”. Jest ona miarą sukcesu reprodukcyjnego, czyli jest wypadkową długości życia i liczby potomstwa, określaną poprzez stosunek wkładu materiału genetycznego odrębnych organizmów do puli genowej następnego pokolenia. Jednakże fitness osobnika nie jest równoznaczna z jego skutecznością reprodukcyjną, gdyż uwzględnia ona liczbę alleli przekazanych do puli genowej następnego pokolenia nie tylko poprzez rozród tego konkretnego osobnika, ale także jego krewnych, nosicieli tych samych alleli. Innymi słowy fitness to „miara konkurencyjności reprodukcyjnej danego genotypu w stosunku do innych, wyrażona stosunkiem współczynników reprodukcji netto osobników posiadających dany genotyp do tegoż współczynnika osobników z genotypem warunkującym największą liczbę przeżywającego potomstwa; może przybierać wartości od 0 (genotyp osobnika nie reprodukującego się) do 1 (genotyp osobnika o maksymalnej w populacji reprodukcji)”15.

Przy opisie zachowań altruistycznych pojawia się pojęcie doboru krewniaczego. „Dobór krewniaczy: przewaga pewnych genów nad innymi w populacji, będąca rezultatem działania jednego lub kilku osobników na rzecz przetrwania i reprodukcji własnych krewnych, z którymi, z racji wspólnego pochodzenia, osobnicy ci najprawdopodobniej posiadają wspólne geny. Dobór krewniaczy jest sposobem, w jaki altruistyczne zachowanie się może ewoluować jako cecha biologiczna. Chociaż w określeniu »krewni« zawiera się potomstwo, terminu »dobór krewniaczy« zwykle używa się tylko, jeśli dotyczy innych krewnych, przynajmniej braci, sióstr, czy rodziców”16.

Szerokim zagadnieniem, nierozstrzygniętym i będącym aktualnym problemem badawczym, jest określenie relacji umysł – mózg. Dla materialistycznie nastawionego badacza umysł to będzie po prostu mózg w działaniu. W tej książce przyjmuję owo wyjaśnienie, jednakże jestem świadomy, że nie zamyka ono tematu i pozostaje kwestią otwartą, na ile wszelkie przejawy aktywności umysłowej dadzą się określić po prostu jako „działający mózg”.

Pozostałe pojęcia, co do których mogłyby się pojawić wątpliwości, będę starał się wyjaśniać na bieżąco.

1.5 Poziomy uogólnienia w prowadzonych rozważaniach

Należy również pamiętać, że socjobiolodzy swobodnie przemieszczają się w rozważaniach dotyczących natury ludzkiej na trzech poziomach uogólnienia: grupowym, indywidualnym (czy też osobniczym), genowym. Nie do końca sprowadza się to do przyjęcia za podstawową jednostkę doboru odpowiednio: grupy, indywidualnego organizmu, genu. Wilson i Dawkins są tu zgodni, że podstawową jednostką doboru jest gen. Proponuję nie utożsamiać kwestii określenia podstawowej jednostki doboru z poziomem uogólnienia, na jakim prowadzone są rozważania. Oczywiście, argumentacja z poziomu osobnika będzie niejako wymagała roboczego potraktowania osobnika jako podstawowej jednostki doboru, lecz należy pamiętać, iż będzie to tylko swoisty eksperyment myślowy, pozwalający klarownie wyjaśnić pewne zagadnienia zbyt zawiłe z innego poziomu uogólnienia, zaś nie oznacza to bynajmniej niekonsekwencji. Przypomina to raczej różne sposoby patrzenia na kostkę Neckera. O tej iluzji wzrokowej pisał również Dawkins w pracy „Fenotyp rozszerzony”. Wszyscy znamy tę iluzję: sześcian narysowany w perspektywie w taki sposób, że linie są jednakowej grubości. W wyobraźni możemy zmieniać orientację sześcianu, gdyż od nas tylko zależy, jak spojrzymy na przecinające się linie – które z nich uznamy za „schowane”. Podobnie można określić owe poziomy uogólnienia, po których poruszają się socjobiolodzy: grupowy, indywidualny, genowy. Który z tych poziomów jest właściwy? Tak postawione pytanie prowokuje błędną odpowiedź.

Żaden z poziomów nie jest bardziej właściwy niż inny; każdy jest istotny dla wyjaśnienia pewnych cech lub zjawisk i dopiero połączenie w całość obrazu natury ludzkiej widzianego z każdej z tych perspektyw pozwala na uniknięcie pomyłek i wyjaśnienie nieporozumień. Dla człowieka najbardziej oczywista wydaje się perspektywa indywidualnego organizmu i argumentacja z tego poziomu jest najłatwiej rozumiana. Wynika to z oczywistego faktu, iż tak właśnie postrzegamy świat – z „własnej” perspektywy, perspektywy „siebie” jako odrębnego człowieka żyjącego wśród innych odrębnych istnień ludzkich, wchodzącego z nimi w interakcje i oceniającego świat zgodnie z uznanymi przez siebie normami. Jest to podejście obarczone wieloma założeniami, związanymi właśnie z koncepcją ludzkiej natury, jaką uznajemy (czyli np. przyjęciem istnienia wolnej woli, dualizmu bądź jedności duszy i ciała itp.). Stąd być może płynie część trudności związanych ze zrozumieniem stanowiska socjobiologów, które często podważa przyjęte przez nas założenia dotyczące własnej natury. Z oczywistych też względów trudno niekiedy zrozumieć argumentację prowadzoną z poziomu grupy czy też genu – ulegamy bowiem pokusie ekstrapolacji z poziomu indywidualnego organizmu i antropomorfizujemy geny bądź nadajemy grupie cechy bytu jednostkowego, traktując ją jak nadorganizm. Socjobiolodzy zdają sobie sprawę z tych pułapek, jednakże w niczym nie zmniejsza to ryzyka nieporozumień. W socjobiologii używa się języka prostego, rzec by można codziennego, tak więc łatwo można zapomnieć, z jakiego poziomu prowadzona jest argumentacja; łatwo zapomnieć, że jeśli socjobiolog mówi o „egoistycznych” genach, to nie ma na myśli jednocześnie tego, że egoistycznie postępuje organizm i grupa, w której ów organizm żyje. Czasami to zachowanie, które z perspektywy genu jest egoistyczne, z perspektywy organizmu wygląda na altruizm. Oto jeden z przykładów zachowania, które w zależności od poziomu uogólnienia będzie zupełnie inaczej ocenione. „Obserwowano, jak w obronie stada przed drapieżnikami takimi jak lampart dorosłe samce pawiana ryzykowały swoje życie. Jest wielce prawdopodobne, że statystycznie rzecz biorąc, każdego z dorosłych samców wiąże z innymi członkami stada całkiem spora liczba wspólnych genów. Tak więc gen, który »powiada« swemu ciału: »Jeśli jesteś dorosłym samcem, broń stada przed lampartami«, może stać się liczniejszy w puli genów”17. Jeśli poprzestaniemy na obserwacji, że dorosłe osobniki rzuciły się na lamparta, ryzykując życie w obronie stada, zamiast ratować się ucieczką, w konsekwencji określimy takie zachowanie jako altruistyczne. Jeśli natomiast poprzestaniemy na obserwacji, że geny tak warunkują zachowanie organizmu, by maksymalizować liczbę swych kopii w puli genowej, dojdziemy do wniosku, że taki mechanizm jest „egoistyczny” – w cudzysłowie, ponieważ nie można przecież genom przypisywać świadomych działań. Obie interpretacje będą poprawne z właściwego im punktu widzenia – analogia z kostką Neckera jest jednakże o tyle niedoskonała, że do wyczerpującego opisu przedstawionej w przykładzie sytuacji konieczne jest uwzględnienie obydwu punktów widzenia.

Przypisy

1Comte A. „Metoda pozytywna w szesnastu wykładach”, tłum. W.Wojciechowska, PWN 1961, s. 204

2Szacka B., we wstępie do książki „Człowiek, zwierzę społeczne”, red. B.Szacka, J. Szacki, Czytelnik Warszawa 1991, s. 25

3Wilson E.O. „Socjobiologia”, tłum. M. Siemiński, Wyd. Zysk i S-ka,Poznań 2000, s. 294; pogrubienie w cytowanym tekście – R. Sikora

4„I do not believe that the time has come to write finis to humansociobiology”. Cytat z: Ruse M. „Sociobiology: sense or nonsense?”, D. ReidelPublishing Company, Dordrecht 1980, s. 155

5Dawkins R. „Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda”, tłum.M. Betley, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007, s. 193

6Nie tylko socjobiologia bada ewolucję zachowań. Bada ją także etologia.

7Lumsden Ch.J., Wilson E.O. „Promethean Fire. Reflections on the Originof Mind”, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts 1983, s. 53-57

8Wilson E.O. „O naturze ludzkiej”, tłum. B. Szacka, Wyd. Zysk i S-ka,Poznań 1998, s. 43

9Dawkins R. „Samolubny gen”, tłum. M. Skoneczny, Wyd. Prószyńskii S-ka, Warszawa 1996, s. 52

10ibid., s. 42

11Darwin K., „O powstawaniu gatunków”, tłum. S. Dickstein, J. Nusbaum,Warszawa 2006, s. 80-81

12Wilson E.O. „Socjobiologia”, tłum. M. Siemiński, Wyd. Zysk i S-ka,Poznań 2000, s. 348

13ibid., s. 53

14Dawkins R. „Fenotyp rozszerzony”, tłum. J. Gliwicz, Prószyński i S-ka,Warszawa 2003, s. 36

15Cytowane z: http://aneksy.pwn.pl/biologia/1469477_1.html (15.03.2008)

16Wilson E.O. „O naturze ludzkiej”, tłum. B. Szacka, Wyd. Zysk i S-ka,Poznań 1998, s. 222

17Dawkins R. „Samolubny gen”, tłum. M. Skoneczny, Wyd. Prószyńskii S-ka, Warszawa 1996, s. 148

Spis treści - fragment

Strona tytułowa

Od autora

Rozdział 1 Wprowadzenie

1.1 Główny cel książki

1.2 Dlaczego socjobiologia?

1.3 Uwagi na temat wyboru literatury

1.4 Kluczowe pojęcia

1.5 Poziomy uogólnienia w prowadzonych rozważaniach

Przypisy