Służbowe stosunki - Lena M. Bielska - ebook + audiobook
BESTSELLER

Służbowe stosunki ebook i audiobook

Lena M. Bielska

4,1

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Gorący romans biurowy autorki serii mafijnej „Bellomo”!
Julia Chmielewska sprawuje wysokie stanowisko w jednej z katowickich hurtowni. Jest szczęśliwa, ponieważ wykonuje pracę, którą kocha. Jej świat kręci się wokół życia zawodowego, ukochanego psa i Oliwii – przyjaciółki z czasów studiów. Jednak ten spokój zostaje gwałtownie zburzony.
W hurtowni rozpoczyna pracę Alek Wysocki: mężczyzna, z którym Julia kiedyś była związana. Kobieta dostaje zadanie, aby wprowadzić go w działalność firmy, co tylko dodatkowo ją frustruje. Jakby tego było mało, musi dzielić z nim swój gabinet. Ich nierozwiązane sprawy z przeszłości jedynie podsycają napięcie.
Arek – właściciel firmy i wujek Alka – widząc, że utarczki słowne między tą dwójką są na tle emocjonalnym, wysyła ich w delegację…                                                                                                                                                                                                                                                                           Opis pochodzi od wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 319

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 10 min

Lektor: Lena M. Bielska
Oceny
4,1 (641 ocen)
337
148
76
57
23
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
saandra
(edytowany)

Z braku laku…

Oj nie.. jakby pisana była przez nastolatkę..
221
madlenna1

Nie polecam

Ulegla I pan to juz byli w Greyu. Rozczarowala mnie ... No chyba ze ktoś lubi czytać o robieniu loda wtedy sie nie zawiedzie
210
EwelaKar

Z braku laku…

Słaba, infantylna i męcząca. Bohaterowie zachowują się jakby dalej byli nastolatkami. Już w połowie książki miałam ich serdecznie dość 😬
170
Lupusekm1

Z braku laku…

pornosy mają więcej fabuły szkoda, czekałam na premierę..
130
Matahari

Z braku laku…

Słabiutko, nie dałam rady skończyć…
80

Popularność




Copyright © 2022

Lena M. Bielska

Wydawnictwo NieZwykłe

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja:

Sandra Pętecka

Korekta:

Joanna Błakita

Edyta Giersz

Redakcja techniczna:

Paulina Romanek

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8320-302-7

Rozdział pierwszy

Julia

Jak dobrze wreszcie wrócić do pracy, pomyślałam, wchodząc do firmy. Stukot moich szpilek rozniósł się echem po pustym biurze. Nic dziwnego, że nikogo nie zastałam w środku, skoro była szósta rano. Tylko ja byłam taką wariatką, która przyjeżdża skoro świt do roboty.

Uruchomiłam komputer i od razu włączyłam program do obsługi poczty. Dopóki Arek nie zmienił mi hasła do konta, byłam w stanie odpisywać na e-maile. Dwa dni zajęło mi przekonanie Niny, mojej asystentki, by podała mi nowe loginy i hasła. Obiecałam, że będę tylko sprawdzać nowe wiadomości, więc miałam teraz do nadrobienia korespondencję z ponad tygodnia.

Ale najpierw kofeina.

Stałam przy ekspresie i, wciągając zapach mielonych ziaren, przyglądałam się meblom kuchennym. Wyglądały, jakby ktoś próbował się na nich wyżyć – widać było każde pociągnięcie pędzla. Naprawdę Arek kazał je przemalować? Co mu przeszkadzało w brązowym kolorze, że zamienił go na szary?

Westchnęłam i pokręciłam głową, zabierając kubek wypełniony niemal po brzegi kawą. Coś musiało się stać, że zrobił remont, ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Musiałam zająć się pracą.

***

– Jezu, Julka, mogłaś sobie darować przychodzenie tak wcześnie!

Zamrugałam szybko i wlepiłam zaskoczone spojrzenie w Arka. Stał oparty o framugę drzwi ze skrzyżowanymi ramionami na piersi i patrzył na mnie z naganą. Jak zwykle miał na sobie ciemne, materiałowe spodnie i białą koszulę. Marynarkę trzymał w dłoni. Czyli na dworze robiło się już ciepło.

– Nie marudź. – Uśmiechnęłam się słodko i sięgnęłam po kubek, żeby się napić, ale okazał się pusty. Nawet nie wiedziałam, kiedy go opróżniłam. – Chcesz kawy? – zapytałam, zerkając na zegarek. Za piętnaście ósma. Mieliśmy zaledwie kilkanaście minut na szybką przerwę i ploteczki.

Arek był gorszy od kobiet. Może miał te swoje pięćdziesiąt lat, ale po pierwsze, wyglądał na mniej, a po drugie, nie zachowywał się na swój wiek. Był raczej typem wiecznego śmieszka. Alicja, jego żona, mówiła o nim dokładnie to samo.

– Pytasz, a wiesz. – Wycofał się na korytarz, gdy się do niego zbliżyłam, po czym ruszyliśmy w stronę kuchni. – Jeśli myślisz, że nie wiem, że zdobyłaś nowe hasło do poczty, to się grubo mylisz.

– Oczywiście, że wiem, że ty wiesz. – Parsknęłam śmiechem, stawiając jego kubek ze Star Warsów pod dyszę w ekspresie. Nacisnęłam przycisk, a po chwili z dozownika wypłynęło spienione mleko. – Jak możesz pić kawę z tym ohydztwem? – Naprawdę tego nie rozumiałam. 

– To mleko, a krzywisz się, jakby śmierdziało szlamem. 

– Bo śmierdzi – mruknęłam, odsuwając się od blatu na bezpieczną odległość, aby możliwie jak najmniej czuć ten nieprzyjemny zapach. Oparłam się o ścianę i otaksowałam wzrokiem naszą małą kuchnię. Zmrużyłam oczy, bo…

Właśnie! Meble!

– Naprawdę? Nie mogłeś kupić nowych mebli, tylko kazałeś przemalować stare? Masz najnowsze bmw i dom na obrzeżach Kato, któremu bliżej do zamku niż normalnej chałupy, a szkoda ci na…

– To Ala, nie ja, więc nie patrz tak na mnie. – Upił łyk tej swojej ohydnej kawy, na co się wyraźnie skrzywiłam, jednak on tego nie skomentował. – Odnalazła w sobie zamiłowanie do odnawiania wnętrz.

Uniosłam brew i przechyliłam głowę. Przecież Alicja nie miała duszy artystki, to ścisłowiec. Nagłe i zaskakujące pomysły wpadały jej do głowy tylko wtedy, kiedy coś było nie tak.

Pokłócili się. Bóg raczy wiedzieć z jakiego powodu.

– O co tym razem poszło?

Westchnął i potarł palcami czoło. Następnie odwiesił marynarkę na krzesło, które – a jakżeby inaczej – także zostało przemalowane na szaro, po czym wlepił we mnie uważne spojrzenie.

– O pierdołę. Jak zwykle. 

– A tak konkretnie? 

– Tak konkretnie to przerysowałem jej auto.

Starałam się zachować poważny wyraz twarzy, naprawdę, ale nie byłam w stanie. W końcu wybuchłam głośnym śmiechem, odstawiając szybko kubek z kawą na blat, żeby się nie oblać. Jeszcze tego mi brakowało, żebym na późniejsze spotkanie z ważnym kontrahentem, była zmuszona iść w poplamionej koszuli.

– Znowu?! – wydusiłam w końcu, dalej chichocząc pod nosem. 

– Nie moja wina, że zaparkowała krzywo w garażu. 

– Aha. – Pokiwałam ze zrozumieniem głową, gryząc się w język.

Prawdę powiedziawszy to Arek miał problemy z parkowaniem, ale nie zamierzałam go dobijać. Może i świetnie jeździł, ale poprawne ustawienie samochodu pomiędzy liniami graniczyło z cudem. Raz byłam świadkiem, gdy parkował auto pod firmą i byłam przerażona, jak opornie mu to szło. Kiedyś wrócił ze spotkania, akurat gdy paliliśmy papierosy przed wejściem. Na naszych oczach przestawił zderzakiem donicę. Przez dwa miesiące nie daliśmy mu o tym zapomnieć. W końcu miał dość i postawił blokady na naszych miejscach parkingowych pod firmą. Mogliśmy je odzyskać, dopiero po przysięgnięciu, że przestaniemy komentować jego parkowanie. Nie był zły, jednak najwyraźniej kolejne nasze docinki zaczynały go już nudzić.

Tylko ja się wyłamałam i jako jedyna dalej sobie żartowałam, ale to dlatego, że jeździłam służbówką, a Arek obawiał się, że mogłabym zostawić auto na środku skrzyżowania przed firmą. Zdecydowanie byłam w stanie to zrobić, byleby tylko postawić na swoim.

Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, akurat gdy do kuchni weszła Izka, która obrzuciła nas uważnym spojrzeniem, mrużąc oczy.

– Co wam tak śmieszno? – mówiąc to, objęła mnie i mocno przytuliła. – Boże, jak ja się za tobą stęskniłam! Myślałam, że oszaleję z tą ilością testosteronu w biurze.

Parsknęłam śmiechem i oddałam uścisk, uśmiechając się szeroko.

– Ty byś sobie z nimi nie dała rady? Błagam.

Wzruszyła ramionami, jakby nie miała pojęcia, o czym mówię.

Tyle że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co miałam na myśli. Większość facetów – czyli jednocześnie większość pracujących w firmie osób – wolało trzymać się od Izki na dystans. Bywały dni, kiedy chyłkiem schodzili jej z drogi. Czasami wystarczało jedno jej spojrzenie i nagle wszyscy zachowywali się tak, jakby ich nie było.

– Ósma zero jeden – mruknął Arek, udając irytację. 

Przewróciła oczami, unosząc wysoko podbródek. 

– W piątek wyszłam o szesnastej trzynaście, co daje mi dzisiaj trzynaście minut na spóźnienie się do pracy, prezesie. 

Arek otworzył usta, ale do kuchni weszli akurat Mirek i Jarek, reszta handlowców. Uśmiechnęli się szeroko, a chwilę później już mnie ściskali i zasypywali gradem pytań, na co Arek wymamrotał coś pod nosem i wyszedł, zostawiając nas samych.

– Słyszałaś? Będziemy mieć nowego handlowca! – krzyknęła nagle Izka. – W twoim wieku! – Poruszyła brwiami.

Zmarszczyłam czoło, bo Arek nic nie wspominał o chęci zatrudnienia kogoś nowego. Raczej powinien mi o tym powiedzieć, skoro dotyczyło to mojego działu. 

– Kogo?

– Alek jakiś tam, nie pamiętam nazwiska – odparła z ożywieniem. – To jego siostrzeniec czy ktoś tam z rodziny. Niedawno stracił robotę po likwidacji jednej z hurtowni spożywczych.

Uniosłam brew i zamrugałam szybko. 

Okej… Fakt, że ten nowy był kimś z rodziny Arka, dał mi jasny obraz sytuacji, dlaczego nie zostałam o tym wcześniej poinformowana. Mimo wszystko nie spodobało mi się, że nie wiedziałam wcześniej o nowym pracowniku. Nie zamierzałam jednak eskalować niezadowolenia do poziomu kłótni. To Arek był prezesem i właścicielem firmy. Miał prawo zatrudniać kogo chciał, a ja mogłam jedynie napomknąć, że fajnie byłoby mieć coś do powiedzenia w tej sprawie. Szczególnie że lubiłam swój zespół i dobrze się nam współpracowało, a nowa osoba była wielką niewiadomą. 

Postanowiłam jednak na razie to olać i skupić się na pracy. Zagoniłam handlowców do roboty i umówiłam się z nimi na dziewiątą, żeby porozmawiać o przyszłych planach sprzedażowych. Nawet jeśli osiągnęliśmy odpowiedni pułap zysków, co udało mi się sprawdzić, jeszcze zanim Arek przyszedł do pracy, nie mogliśmy osiąść na laurach. Później miałam jeszcze jedno spotkanie do ogarnięcia.

Przyjemnie było wrócić do pracy.

Rozdział drugi

Alek

Skrzywiłem się i wyrzuciłem niedopalonego papierosa do popielniczki przed wejściem do firmy. Przeszklone drzwi rozsunęły się, gdy się do nich zbliżyłem. Byłem śpiący, nie skupiałem się nawet na tym, że gdy ostatnim razem byłem w tej firmie, dobre piętnaście lat temu, to elewacja miała szary kolor, a nie grafitowy jak teraz. A może jednak się na tym skupiałem, skoro to zapamiętałem? Wszystko było lepsze od ciągłego myślenia o utracie poprzedniej roboty.

Byłem wściekły, bo zacząłem pracować w hurtowni od razu po studiach magisterskich i po latach harówy udało mi się w końcu dostać stołek dyrektora sprzedaży. Już nie chodziło nawet o fakt, że otrzymywałem dwa razy większą wypłatę, a o to, że nareszcie osiągnąłem coś więcej. A teraz moją jedyną opcją była praca zwykłego handlowca w firmie wujka.

Kurwa, miałem trzydzieści sześć lat, a czułem się tak, jakbym nic w życiu nie osiągnął. Nawet kobiety nie potrafiłem przy sobie zatrzymać na dłużej. Mój jedyny związek, który trwał dłużej niż miesiąc, posypał się przez moje kretyńskie zachowanie.

Pokręciłem szybko głową, żeby wyrzucić z niej idiotyczne myśli i wdrapałem się po schodach na drugie piętro, zgodnie ze wskazówkami wujka. Zmarszczyłem brwi. Przez chwilę zastanawiałem się, czy mam do niego mówić per wujku, czy może per panie prezesie.

– Dzień dobry – rzuciłem, wchodząc do pierwszego z mijanych po drodze pomieszczeń.

– Dzień dobry… – Drobna blondynka wychyliła się zza otwartej pancernej szafy i zlustrowała mnie szybko wzrokiem. Na nosie miała okulary, a w dłoniach trzy wypełnione po brzegi segregatory. – Alek, tak? – Zamrugała szybko i odłożyła wszystko, po czym wyciągnęła do mnie rękę. – Nina, asystentka dyrektorki handlowej, miło mi przywitać cię w naszych skromnych progach.

– Mnie również jest miło. – Uścisnąłem jej dłoń, uśmiechając się delikatnie.

– Chodź, przedstawię cię reszcie, a potem zaprowadzę do twojego tymczasowego biurka. – Wyszła na korytarz, więc podążyłem za nią.

Wyglądała na młodszą ode mnie, a do tego ubrana była w przetarte dżinsy i zwykły T-shirt. Fakt, że bez żadnego skrępowania zaczęła mówić do mnie po imieniu, pokazał mi, że widocznie tak tutaj właśnie było. Może to i lepiej? W poprzedniej robocie funkcjonował zakaz jakiegokolwiek spoufalania się, więc atmosfera była sztywna.

– Izka?! – zawołała Nina.

– Co?! – Wysoka, ale nieco przy kości brunetka wyszła z jednego z pomieszczeń, marszcząc brwi. Twarz jej się rozluźniła, gdy na mnie spojrzała. – Ach, ty musisz być Alek! – Podeszła do mnie żwawym krokiem i natychmiast przyciągnęła do uścisku.

Zaskoczyła mnie swoim zachowaniem, przez co dość nieporadnie poklepałem ją po plecach. Po chwili się odsunęła, a następnie zacisnęła palce na moich ramionach i zmrużyła oczy. Wbiła we mnie skupione spojrzenie. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że ona też nie ma na sobie żadnej garsonki, tylko kwiecistą spódnicę i koszulkę na ramiączkach.

– Za cholerę nie jesteś podobny do Arka.

– To chyba dobrze… – wymamrotałem. – To w końcu tylko brat mojej matki.

Przewróciła oczami, mamrocząc pod nosem coś o tym, że znalazł się kolejny mądrala. Nie zdążyłem nawet nic powiedzieć, bo z ostatnich drzwi, tych na samym końcu korytarza, wyszedł wreszcie wujek.

Od razu poczułem się jak klaun. Przyszedłem w pierwszy dzień pracy ubrany w garnitur, mimo że na dworze było niemal trzydzieści stopni, a on sam miał na sobie tylko materiałowe spodnie i białą koszulę bez krawatu. Do tego podwinął rękawy do łokci.

– W końcu jesteś. – Uścisnął mi dłoń. – Chodź, oprowadzę cię, a potem przedstawię dyrektorce handlowej i reszcie. Są teraz na spotkaniu, ale powinni zaraz skończyć.

– Czemu nie powiedziałeś, że nie muszę ubierać się jak pajac? – zapytałem, jak tylko oddaliliśmy się od szczebioczących między sobą kobiet. Czułem ich wzrok na plecach.

Machnął dłonią, kompletnie olewając moje pytanie.

– Tutaj mamy kuchnię. – Przepuścił mnie w drzwiach.

Meble wyglądały, jakby ktoś próbował na nich odreagować złość. Niektórym mogły się podobać nierówne pociągnięcia pędzla, ale nie mnie. Jestem jednym z tych ludzi, którzy lubią mieć porządek wokół siebie. Już wiedziałem, że nie będę chciał przebywać w tym miejscu, nawet jeśli na blacie nie zauważyłem ani jednego okruszka. Te nierówności na frontach szafek mnie irytowały.

– W lodówce zawsze jest jedzenie, więc możesz przynosić tylko pieczywo. Raz w tygodniu gotujemy obiady, zazwyczaj w środy, bo wtedy jest luźniejszy dzień.

Pokiwałem głową na znak zrozumienia, a potem skupiłem się na kolejnych informacjach, które mi przekazywał. W budynku, oprócz działu handlowego, znajdował się jeszcze dział księgowości i marketingu. Parter należał głównie do sprzątaczek i kierowców.

– Mirek, Izka i Jarek pracują jako specjaliści do spraw handlu. Każdy z nich obsługuje swoich klientów. Ty będziesz musiał zdobyć własnych, ale w tym pomoże ci Julka.

– Julka? – Zmarszczyłem brwi. Nie bardzo wiedziałem, o kogo chodziło.

– Dyrektorka handlowa – wyjaśnił i machnął dłonią w stronę drzwi, obok których się zatrzymaliśmy.

Jeden rzut oka na tabliczkę wystarczył, żeby uszło ze mnie całe powietrze.

Julia Chmielewska.

Przed oczami stanęła mi postać szczupłej blondynki w okularach, z którą spotykałem się na studiach. Tej samej, która mnie zostawiła, a ja dopiero po latach zrozumiałem dlaczego. Pokręciłem szybko głową, żeby wyrzucić z siebie idiotyczne myśli.

Przecież na świecie żyją tysiące Julek Chmielewskich. Nie było opcji, żeby to była ta sama Julka.

– Wszystko w porządku? Zbladłeś.

Z roztargnieniem pokiwałem głową, gdy dotknął mojego ramienia. Posłałem mu jeszcze dodatkowo uśmiech, żeby go uspokoić. Nie byłem pewien, czy mi uwierzył, ale nie kontynuował przesłuchania, za co byłem wdzięczny.

– Plan jest taki, że Julka cię we wszystko wprowadzi. To ona zwykle zajmuje się pozyskiwaniem nowych klientów i dostawców. Zazwyczaj we dwójkę jeździliśmy na delegacje, ale skoro i tak musisz się wdrożyć, to nie widzę przeszkód, żebyś to ty z nią pracował. – Uśmiechnął się. – Alicja się niezmiernie ucieszy, że będzie miała mnie częściej w domu.

– Nie wątpię. – Chrząknąłem. – Czyli… Gdzie mam swoje biurko?

Skinął głową w stronę drzwi, przed którymi się zatrzymaliśmy.

– Wstawiliśmy drugie biurko, gdy Julka pojechała na spotkanie… – Zamilkł, bo rozdzwonił mu się telefon. Wyciągnął go z kieszeni i westchnął. – Przepraszam cię na chwilę. Muszę to odebrać. – Odszedł ode mnie, przyciskając telefon do ucha, po czym zamknął się w swoim gabinecie.

Nie spodobał mi się śmiech, który wydała z siebie Izka. Stała niedaleko i chichotała teraz pod nosem, na co posłałem jej pełne niezrozumienia spojrzenie.

– Jeśli Julka się wścieknie, to się nie przejmuj. Wystarczy, że kupisz jej bukiet lilii.

Kamień spadł mi z serca. Moja Julka… Tamta Julka miała uczulenie na lilie, więc wszystko wskazywało na nieprzyjemną zbieżność imienia i nazwiska. Odetchnąłem z ulgą i skinąłem Izie głową.

– Czyli… Dyrektorka nie wie, że będę tu pracować?

– Och, wie. – Machnęła dłonią i się wyszczerzyła. – Dowiedziała się dzisiaj.

– Świetnie. – Skrzywiłem się nieznacznie. Zaczęło mi się robić gorąco w tym pieprzonym garniturze.

– Och, na litość boską, ściągnij w końcu tę cholerną marynarkę, bo się przegrzejesz!

Zwykle nie słuchałem innych, ale pomysł Izy był dobry. Zsunąłem marynarkę i przewiesiłem ją przez ramię, zerkając w stronę tabliczki. Po plecach po raz kolejny przebiegł mi nieprzyjemny dreszcz.

– Możesz wejść do środka, jeśli chcesz – powiedziała wesoło i podeszła do drzwi, po czym nacisnęła klamkę. – Twoje biurko jest w rogu, to puste i czyste – oznajmiła, po czym zostawiła mnie samego i wróciła do pomieszczenia, z którego wcześniej wyszła.

Przez chwilę się wahałem, ale w końcu wszedłem do biura i rozejrzałem się po wnętrzu. Panele imitowały parkiet, a ściany pokrywała szara tapeta. Po przeciwnych stronach pomieszczenia znajdowały się dwa mahoniowe, i wyglądające na ciężkie, biurka. Przy czym moje było puste, nie licząc monitora, a biurko należące do dyrektorki… Cóż, na blacie leżały stosy papierów i karteczek.

Normalnie moim pierwszym odruchem byłoby, aby to wszystko uprzątnąć, ale się powstrzymałem. Nie powinienem grzebać w cudzych papierach, a już na pewno nie pierwszego dnia pracy.

Przeszedłem wzdłuż ściany, przy której stał regał z książkami, czasopismami i segregatorami. Pierwsze dwa w większości tyczyły się branży spożywczej, zdrowej żywności oraz technik sprzedaży. Zauważyłem kilka pozycji, z których korzystałem przy pisaniu pracy dyplomowej. Segregatory były głównie opisane miesiącami i latami. Korciło mnie, żeby zajrzeć do któregoś z nich, ale udało mi się zacisnąć świerzbiące dłonie w pięści, zanim w ogóle czegokolwiek dotknąłem.

Postanowiłem, że najlepiej będzie usiąść za biurkiem i zalogować się do systemu. Nie miałem nawet pojęcia, jakiego programu używają. Włączając komputer, zauważyłem na blacie kartkę z loginem i hasłem.

Jak tylko uruchomiłem program do odbierana e-maili, dostałem powiadomienie o nowej wiadomości.

Od: [email protected]

Do: [email protected]

Temat: Pierwszy dzień w pracy

W załączniku znajdziesz wszystkie informacje na temat firmy, chociaż jestem przekonany, że większość już wiesz. Jeśli będziesz mieć problem z systemem ERP, zgłoś się do Niny, wszystko Ci wyjaśni. Przez cały okres próbny będziesz ściśle współpracować z Julią. Nauczy cię wszystkiego, co powinieneś wiedzieć o naszych klientach i dostawcach. W razie jakichkolwiek pytań, zgłaszaj się najpierw do niej.

Z poważaniem,

Arkadiusz Król

Prezes

BioHurt Sp. z o.o.

Od razu otworzyłem pierwszy plik i zacząłem czytać podstawowe informacje o firmie. Spółka istniała od niecałych dwudziestu dwóch lat na rynku i była największym dystrybutorem zdrowej żywności na Śląsku. Współpracowała z wieloma hurtowniami i eksportowała towary za granicę, głównie do Wielkiej Brytanii. Nie zaskoczyło mnie to, te same informacje znajdowały się na stronie internetowej firmy. W zarządzie była Alicja i wujek… Arek? Kurwa, dalej nie wiedziałem, jak się do niego zwracać. Musiałem z nim o tym pogadać, bo przecież nie mogłem przy ewentualnych klientach mówić do niego per…

Podniosłem głowę, słysząc hałas na korytarzu. Stukot szpilek rozniósł się echem po biurze, a chwilę później dołączył do niego odgłos ciężkich kroków.

– Mówiłem ci, że szybciej będzie autostradą, ale nie, ty zawsze wiesz wszystko najlepiej!

– Przestań marudzić, Jarek.

Włoski zjeżyły mi się na karku, mózg zaś zwolnił obroty i chyba przestał pracować, gdy do biura wpadła z impetem kobieta. W pierwszej chwili mnie nie zauważyła, mamrotała do siebie pod nosem jakieś przekleństwa, odpinając górne guziki jasnobeżowej, obcisłej koszuli. Ołówkowa spódnica kończąca się nad kolanami opinała się na jej krągłych biodrach, a szpilki stukały głośno o panele. Czarne jak węgiel włosy miała spięte w niechlujny kucyk.

Odetchnąłem z ulgą, to na pewno nie Julka z moich studiów.

– Kurwa jego… – Odwróciła się w moją stronę. – Aaa! – pisnęła i podskoczyła, potykając się o własne nogi. Upadłaby, gdyby nie przytrzymała się brzegu biurka. – Kim jesteś i co tu robisz?!

Natychmiast wstałem i ruszyłem wolno w jej stronę. Świdrowała mnie wzrokiem. Dałbym sobie rękę uciąć, że z oddali słyszałem śmiech Izy.

– Alek Wysocki, nowy…

Sapnęła i wyprostowała się, spoglądając na mnie szeroko otwartymi oczami. Wymamrotała coś pod nosem i szybko uścisnęła mi dłoń, jakby ją dopiero zauważyła. Wzdrygnąłem się, czując dziwne mrowienie w palcach.

– Julia Chmielewska – przedstawiła się i szybko puściła moją rękę, jakby ją oparzyła. – Wyjaśnij mi, co tu robisz i dlaczego, do licha, w moim biurze stoi drugie biurko. – Skrzyżowała ramiona na piersi i wlepiła we mnie rozzłoszczone spojrzenie.

Nozdrza jej się rozszerzyły, a na policzkach wykwitł rumieniec.

– Wujek, to znaczy Arek, prezes…

– Tak, wiem, zatrudnił cię, gdy byłam na urlopie. – Jej głos był oschły. Natychmiast poczułem irytację, ale nie dałem tego po sobie poznać. – Co wcale nie wyjaśnia, dlaczego siedzisz w moim biurze, gdy mnie w nim nie ma. Wszyscy wiedzą, że mają tu nie wchodzić.

Zmarszczyłem brwi i spojrzałem w stronę drzwi, zza których teraz już wyraźnie słyszałem śmiech Izy. Dyrektorka chyba też to usłyszała, bo prychnęła głośno.

– Zamorduję ją kiedyś. – Dałbym sobie rękę uciąć, że właśnie to wymamrotała pod nosem. – Nie będziesz siedzieć ze mną w jednym…

– Tak myślałem, że cię słyszałem. – Arek wszedł niespodziewanie do środka, przerywając Julii w połowie zdania.

Posłała mu wzburzone spojrzenie, opierając ramiona na biodrach.

– Czyli poznałaś mojego siostrzeńca – powiedział wesołym tonem, kompletnie niezrażony jej wściekłą miną.

Ja pierdolę, nie sądziłem, że praca w BioHurcie będzie jak żywcem wyjęta z kabaretu.

Rozdział trzeci

Julia

– Czyli poznałaś mojego siostrzeńca – powiedział wesoło Arek.

To się nie działo naprawdę. To był tylko zły sen, z którego miałam zaraz się obudzić. To na pewno wszystko przez zjedzoną przed snem nutellę. Zapadłam w cukrową śpiączkę, wcale nie przebywałam w jednym pomieszczeniu z Alkiem – człowiekiem, który umawiał się ze mną lata temu, a potem mnie wykorzystał, łamiąc przy okazji serce. To nie mogła być prawda.

Ale była. Dopiero gdy się przedstawił, zauważyłam podobieństwo.

– Owszem, poznałam – odezwałam się, siląc się na spokojny ton, mimo że do bycia spokojną było mi daleko. – Co jednak nie oznacza, że rozumiem, dlaczego siedzi przy dostawionym biurku w moim biurze.

– Będziesz odpowiedzialna za nauczenie Alka wszystkiego, co wiesz.

Nie dość, że miałam omamy wzrokowe, to doszły do tego jeszcze słuchowe.

– Słucham? – wykrztusiłam z siebie i spojrzałam na Arka bez zrozumienia, jakby wyrosła mu druga głowa.

– Chyba potrzebujesz kolejnej kawy – rzucił Arek ze śmiechem. – Zrobię tę twoją czarną siekierę i ci ją przyniosę, a jak się obudzisz, daj mi znać. – Wyszedł z biura, zamykając za sobą cicho drzwi.

Zamrugałam szybko, wpatrując się w przestrzeń. Może i potrzebowałam kawy, ale najlepiej takiej z prądem. Zazgrzytałam zębami i odepchnęłam się od biurka, żeby usiąść w fotelu. Włączyłam komputer, próbując jednocześnie przeanalizować na szybko sytuację, w której się niespodziewanie znalazłam.

Alek Wysocki znajdował się w moim biurze. Był moim podwładnym. Miałam spędzić z nim najbliższe trzy miesiące, wdrażając go w działania firmy.

Wszechświat mnie nienawidził. Zdecydowanie. Co ja takiego złego zrobiłam, że zostałam tak okrutnie ukarana?! Och, na litość boską! A do tego chyba mnie nie rozpoznał. Gorzej poczuć się już nie mogłam. Człowiek, dla którego byłam gotowa zrobić wszystko, nawet mnie nie rozpoznał!

– Zrób mi zestawienie sprzedaży z ostatniego półrocza – powiedziałam chłodno, nawet na niego nie patrząc. Musiałam zarzucić go robotą, żeby się do mnie nie odzywał, dopóki się nie uspokoję i nie wymyślę co dalej. – Z podziałem na miesiące i z uwzględnieniem marży, ilości sprzedanych produktów oraz wartości sprzedaży w złotówkach. Z podziałem na kategorie towarów.

W biurze zapadła cisza przerywana tylko moim przyspieszonym oddechem. Alek nie ruszył się z miejsca, przez co podniosłam na niego wzrok. Nic się nie zmienił. Nic a nic. Dalej miał brązowe włosy, a do tego ani jednego siwego, podczas gdy ja miałam ich już kilka pasm. Uparcie wlepiał we mnie zielone oczy, jakby analizował moje słowa albo próbował sobie przypomnieć, skąd mnie zna. Miałam ochotę roześmiać się głośno i ironicznie, ale się przed tym powstrzymałam.

Skoro mnie nie skojarzył, równie dobrze mógł żyć w nieświadomości przez najbliższy czas. A najlepiej to na zawsze.

– Pokazał ci już ktoś, jak robić zestawienia?

– Wiem, jak je zrobić – odezwał się wreszcie tym swoim zachrypniętym głosem, od którego zawsze dostawałam ciarek. I tym razem nie było inaczej.

Zwinęłam dłoń w pięść, odpychając od siebie wspomnienia. Nie mogłam, przebywając z nim w tym samym pokoju, rozmyślać o tym, co było kiedyś.

– No to rób. – Machnęłam dłonią w stronę jego biurka i skupiłam wzrok na ekranie swojego monitora, akurat w chwili, w której do pomieszczenia wrócił Arek.

Postawił mi na biurku kawę, uśmiechnął się, a potem klepnął Alka w ramię i ponownie zostawił nas samych.

– Chciałbym najpierw oczyścić atmosferę – odezwał się Alek, podchodząc bliżej.

Stanął na tyle blisko, że wyczułam od niego pieprzne perfumy. Nie zmienił ich. Od ponad trzynastu lat używał tych samych. Byłam przekonana, że będzie mnie to doprowadzać do szału.

– Oczyścić atmosferę? – Uniosłam brew i odchyliłam się w fotelu, spoglądając na niego uważnie.

– Tak. – Pokiwał głową. – Nie lubię pracować w napięciu, a przez to, że zastałaś mnie w swoim biurze, widzę, że jesteś zdenerwowana. Przepraszam za wtargnięcie do środka bez pozwolenia, ale Iza...

– Domyśliłam się, że to nie był twój pomysł – przerwałam mu, bo naprawdę nie miałam ochoty słuchać jego głosu. Nagle zapragnęłam cofnąć czas o dwa tygodnie i wrócić na urlop, co nigdy, ale to nigdy mi się nie zdarzyło. – Atmosfera oczyszczona, wracaj do roboty.

Otworzył usta, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w końcu je zamknął i skinął mi głową. Odwrócił się na pięcie i usiadł za biurkiem, na co odetchnęłam z ulgą. Dzieliły nas jakieś dwa metry przestrzeni, co było niezbyt satysfakcjonujące, ale i tak lepsze, niż jakby stał obok mnie. Szkoda tylko, że dalej czułam jego perfumy. Na szczęście na dworze było ciepło, więc szybko otworzyłam okno i odetchnęłam świeżym powietrzem.

Okej, Julka, skup się. Alek cię nie rozpoznał, więc równie dobrze możesz udawać, że przeszłość nie istnieje.

***

Godzinę później byłam już świadoma, że olewanie go wcale nie będzie takie łatwe. Denerwowało mnie nawet najmniejsze stuknięcie klawisza. Zestawienia dalej nie zrobił. Zaczęłam się zastanawiać, czy on w ogóle ogarnął, czego od niego chciałam. Nie zamierzałam jednak o to pytać. Prawda była taka, że kazałam je zrobić tylko po to, żeby mieć chociaż na chwilę spokój.

Wyciągnęłam telefon, gdy usłyszałam powiadomienie o nowym SMS-ie. Uśmiechnęłam się od razu, widząc imię Oliwii.

Oliwia: Jak tam pierwszy dzień pracy po urlopie?

Wystukałam szybko wiadomość, przygryzając wnętrze policzka.

Julka: Było znośnie, dopóki nie zostałam uświadomiona, że Arek zatrudnił nowego handlowca. Alka Wysockiego.

Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Ekran się podświetlił, a po biurze rozniósł się głos wokalisty Thousand Foot Krutch. Natychmiast odebrałam telefon, po czym wstałam i skierowałam się do wyjścia. Po drodze zgarnęłam papierosy z szuflady. Zdecydowanie musiałam zapalić.

– Tego Alka?! – wydarła się Oliwia, zanim w ogóle zdążyłam opuścić pomieszczenie.

– Poczekaj chwilę, muszę wyjść z biura – mruknęłam i szybko się ewakuowałam. Zostawiłam uchylone drzwi i wyszłam na klatkę schodową. – Tak, tego Alka – odpowiedziałam, wsuwając między usta papierosa. Odpaliłam go, jak tylko znalazłam się przed budynkiem.

– Pierdolisz!

– Nie, nie pierdolę. – Zaciągnęłam się dymem, przechodząc do cienia na przeciwną stronę parkingu. Miałam nadzieję, że nikotyna ukoi nerwy.

– I co teraz? Przeprosił cię albo...

– Nie rozpoznał mnie, Oliwka. – Parsknęłam śmiechem. – Ja rozumiem, że mogę wyglądać inaczej bez okularów i w ciemnych włosach, ale przecież nie zmieniłam się aż tak bardzo, do cholery!

– No… Trochę się jednak zmieniłaś. Pamiętasz, jak Kacper cię nie rozpoznał? Myślał, że jesteś jakąś naciągaczką i próbował…

– Tak, wiem, pamiętam.

Miała rację. Kacper, jej brat, zobaczył mnie kiedyś w spódnicy ołówkowej i białej koszuli przed drzwiami ich domu. Myślał, że jestem akwizytorką i zaczął mnie straszyć policją. Ocknął się i zamrugał, dopiero gdy się zaśmiałam.

– Powiesz mu?

– Ale co?

– No, kim jesteś. Powiesz mu, żeby się kajał? – W jej głosie rozbrzmiały zaciekawienie i niecierpliwość.

– Nie – odpowiedziałam. – Niech żyje w słodkiej nieświadomości. Tak będzie dla mnie najlepiej.

– Nie zastanawiasz się czasem, czemu zrobił to, co zrobił?

Westchnęłam ciężko i potarłam palcami czoło. Niemal natychmiast syknęłam i zamrugałam, krzywiąc się, bo dym wleciał mi przy tym do oka. Nie byłam przyzwyczajona, żeby pilnować ruchów dłoni podczas palenia. Rzadko sięgałam po papierosy, głównie w pracy, gdy coś mnie wyprowadziło z równowagi. Przeczuwałam, że obecność Alka spowoduje u mnie powrót do okropnego nałogu.

– Nie, już nie – odpowiedziałam i wyrzuciłam niedopałek. – Wtedy się zastanawiałam, co jest ze mną nie tak, ale w końcu dotarło do mnie, że to on miał problem ze sobą.

Oliwka mruknęła kilka przekleństw, a potem usłyszałam trzask rozbijanego szkła.

– Kurwa, muszę kończyć. Właśnie zbiłam ulubiony kubek Kacpra. Jakbym się nie odezwała w ciągu godziny, wzywaj policję i pogotowie. – Rozłączyła się szybko.

Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam z powrotem do biura. Jeśli rozwaliła kubek z Nowego Jorku, była już martwa albo co najmniej bez ręki. Po plecach przebiegły mi dreszcze, gdy wyobraziłam sobie wściekły wyraz twarzy Kacpra. Raz widziałam go wkurwionego, gdy dowiedział się, że narzeczona go zdradziła. Nigdy więcej nie chciałabym tego widzieć. Wyglądał wtedy jak Hulk.

Zanim wróciłam do swojego gabinetu, weszłam do pokoju Izki i zamknęłam za sobą drzwi. Wlepiłam w nią zirytowane spojrzenie, krzyżując ramiona na piersi.

Uniosła wzrok znad dokumentów i uśmiechnęła się niewinnie.

– Coś się stało? – zapytała rozbawionym tonem.

– Dlaczego wpuściłaś go do mojego biura?

Zaśmiała się i przewróciła oczami.

– Izka, to nie jest śmieszne!

– Trochę jest. – Wyszczerzyła się i machnęła ręką. – Daj spokój, Julka, przecież nic się nie stało.

Zgrzytnęłam zębami i zmrużyłam oczy, grożąc jej palcem.

– Jeśli jeszcze raz zrobisz coś, żeby mnie wkurzyć, wykorzystując do tego nowego, to inaczej sobie porozmawiamy.

Zaśmiała się głośno, opadając na oparcie fotela. Wlepiła we mnie rozbawione spojrzenie i strzeliła palcami.

– Ciekawe, co tym razem wymyślisz – rzuciła ze śmiechem.

– Dosypię ci vegety do jedzenia. – Wyszczerzyłam się, gdy zbladła, po czym czmychnęłam szybko z jej biura i ruszyłam do siebie. Izka miała fioła na punkcie zdrowej i ekologicznej żywności. Vegeta była dla niej jak trucizna.

Zanim weszłam do środka, przystanęłam, marszcząc brwi. Alek rozmawiał z kimś przez telefon.

– Kurwa, nie wiem, o co jej chodzi. Kazała mi zrobić jakieś zjebane zestawienie, które system może wypluć w pięć minut. Nie wiem, jaki ma do mnie problem, ale polubić, to my się raczej nie polubimy.

Przewróciłam oczami i pchnęłam drzwi, posyłając zirytowane spojrzenie Alkowi. Zamrugał z zaskoczenia i szybko się rozłączył. Zapewne się teraz głowił, czy usłyszałam jego rozmowę. W pierwszej chwili chciałam udawać, że nie byłam jej świadoma, ale szybko zmieniłam zdanie.

– Skoro system jest w stanie wypluć zestawienie w ciągu pięciu minut, to dlaczego jeszcze mi go nie dałeś? – Zerknęłam na niego, siadając w fotelu.

Z zaskoczeniem stwierdziłam, że się uśmiechał.

– Ależ wysłałem. Masz je na skrzynce pocztowej.

Zmrużyłam oczy i poruszyłam myszką, żeby wyłączyć wygaszanie ekranu. Weszłam do programu pocztowego i warknęłam w duchu. Albo nie zauważyłam wcześniej powiadomienia, albo poczta znowu przychodziła z opóźnieniem. Alek faktycznie przesłał mi zestawienie.

Nic jednak nie powiedziałam, tylko otworzyłam plik i zaczęłam go przeglądać. Czułam na sobie wzrok Alka, ale ani myślałam na niego patrzeć. Nie tylko zrobił zestawienie, ale dodał również wykresy i krótkie, ale treściwe analizy do poszczególnych miesięcy.

Kurwa, nie miałam się nawet do czego doczepić.

– Zrób takie samo zestawienie z poprzednich pięciu lat. – Zamknęłam plik. – Każde półrocze w innym pliku.

– Jaki w tym sens? – zapytał ze słyszalną irytacją.

Posłałam mu chłodne spojrzenie, zaciskając mocniej palce na myszce.

– Taki, że chcę przeanalizować poziom sprzedaży i na jej podstawie zaplanować dalsze kroki.

Gdyby nie był Alkiem, zachowywałabym się zupełnie inaczej, ale przez niego mi odbijało.

– Nie potrzebujesz zestawień sprzedaży z pięciu lat wstecz, jeśli chcesz ustalić plan na kolejne miesiące. Powinnaś skupić się na sprawdzeniu rynku i najnowszych trendach.

Przymknęłam powieki i zacisnęłam mocno szczęki. Z każdym jego słowem moja wściekłość coraz bardziej rosła. Miał rację, oczywiście, że miał, ale ja od zawsze działałam po swojemu i nie skupiałam się tylko na trendach panujących na rynku. Przecież to logiczne, że skoro sprzedaż wędlin A z jednej firmy spadła, a z drugiej wzrosła, to powinniśmy wykonać nowe działania marketingowe, żeby zachęcić klientów do kupna. Naprawdę nie miałam ochoty mu tego tłumaczyć.

– Zrób zestawienia – poleciłam, siląc się na spokojny ton, po czym skupiłam się na nieprzeczytanych e-mailach.

Uśmiechnęłam się pod nosem, dostrzegając informację od głównej księgowej o nadchodzącej imprezie z okazji dwudziestolecia firmy. W zeszłym roku nie udało się jej zorganizować, więc została przełożona na ten. Odpisałam, żeby wpisała mnie na listę chętnych.

– Opatrzyć zestawienia wykresami i opisami?

Przymknęłam powieki i wypuściłam nosem powietrze. Przez chwilę zapomniałam, że tu był.

– Poproszę – odpowiedziałam, próbując udowodnić sobie, że obecność Alka mnie nie rusza.

Niecałe dwie godziny później miałam wszystkie zestawienia na skrzynce pocztowej. Zaznaczyłam wiadomość etykietą, żeby nie zapomnieć następnego dnia przejrzeć wszystkich informacji i wróciłam do e-maila od Elizy – dyrektorki sprzedaży jednego z zakładów mięsnych. Prosiła o spotkanie degustacyjne, gdyż chcieli wprowadzić nowe produkty do oferty. Przy okazji nadmieniła, że będą się starali o certyfikację produktów bezglutenowych.

Od: [email protected]

Do: [email protected]

Temat: RE: Spotkanie degustacyjne – propozycja

Hej!

Świetny pomysł ze zdobyciem certyfikatu!

Co do spotkania – daj znać, kiedy Wam pasuje. Możecie do nas przyjechać albo porozmawiam z Arkiem i my do Was przyjedziemy, to już obojętne. Przy okazji możemy pójść na kolację, dawno nie byliśmy.

Ściskam!

Z poważaniem,

Julia Chmielewska

Dyrektorka Handlowa

BioHurt Sp. z o.o.

Z Elizą współpracowałam już czwarty rok. Ich firma, Zakłady Mięsne Żyła, mieściła się w Chojnicach, więc wyjazd wiązał się z noclegiem. Zawsze spotykaliśmy się we czwórkę – ja, Arek, Elizka i jej ojciec, prezes firmy, Marek Żyła. Senior miał skończone sześćdziesiąt lat, a Elizka była jego jedynym dzieckiem. Po tym jak dwa lata wcześniej zmarła jego żona, firma trochę podupadła. Mogliśmy to wszystko olać, bo przecież w biznesie nie ma miejsca na przyjaźnie, ale… Nie chcieliśmy odwracać głowy, gdy nie działo się u nich za dobrze. Na szczęście wyszli na prostą z naszą małą pomocą.

Może świat biznesu był bezlitosny, ale cieszyłam się, że Arek dbał o innych. Był z tych, którzy nie odwracali się plecami do wołających o pomoc. Między innymi dlatego tak dobrze mi się z nim pracowało. Nie był nastawionym na zysk dupkiem.

Za to Alek, wręcz przeciwnie, był po prostu dupkiem nad dupkami.