67,99 zł
Jak oswoić świat, w którym zbrodnia jest elementem codzienności?
Czy w państwie totalitarnym można żyć zwyczajnie i być szczęśliwym?
Tillmann Bendikowski zagląda pod powierzchnię nazistowskiej propagandy i rekonstruuje codzienność mieszkańców III Rzeszy: rytuały, pozornie błahe wybory i niewinne praktyki, które przyczyniają się do rozwoju dyktatury. Kult zdrowia i ciała, wezwania do wspólnoty, szkolne programy, organizacje młodzieżowe, obowiązki społeczne i osobiste ambicje – wszystko to splata się z przemocą i systemową zbrodnią.
Autor pokazuje, jak dyktatura organizuje życie codzienne i jak głęboko wnika w sferę prywatną: od wychowania dzieci, przez relacje międzyludzkie, po marzenia. Normalność nie znika – zostaje przejęta, uformowana i podporządkowana ideologii.
To książka o tym, jak zwyczajne życie staje się narzędziem zbrodni. I o tym, jak łatwo można się w takiej normalności urządzić.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 566
Data ważności licencji: 4/24/2030
Tytuł oryginalny: Hitlerwetter. Das ganz normale Leben in der Diktatur: Die Deutschen und das Dritte Reich 1938/39
Copyright © 2022 by C. Bertelsmann Verlag, a division of Penguin Random House Verlagsgruppe GmbH, München, Germany
Redaktorka inicjująca: Natalia Hońca
Redaktorka prowadząca: Urszula Ilnicka-Gębarowska
Koordynatorka procesu wydawniczego: Agata Błasiak
Opieka promocyjna: Agnieszka Madeja
Opracowanie językowe: CHAT BLANC Anna Poinc-Chrabąszcz
Projekt okładki: Ula Pągowska
Fotoedycja: Katarzyna Kiebała
Indeks: Grażyna Rompel
Żaden fragment niniejszej książki nie może być wykorzystywany ani powielany w jakiejkolwiek formie w celu szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji. Niniejsze dzieło jest wyłączone z eksploracji tekstów i danych (art. 4 ust. 3 dyrektywy (UE) 2019/790).
Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
Copyright © for the translation by SIW Znak sp. z o.o.
ISBN 978-83-8427-562-7
Znak Horyzont
www.znakhoryzont.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.plWięcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.plSpołeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: [email protected]
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Czy ludzie pod rządami dyktatora naprawdę mogą beztrosko leżeć na plaży? Spacerować zakochani ulicami, chodzić do kawiarni lub kina? Czy mogą tak po prostu tańczyć, śmiać się i cieszyć, grać w piłkę nożną i jeździć na urlop, zakładać rodzinę i planować przyszłość? Takie obrazki na pierwszy rzut oka nie pasują do naszej wizji Trzeciej Rzeszy. Przecież tych dwanaście lat stanowi najmroczniejszy rozdział historii Niemiec, naznaczony niewyobrażalnymi zbrodniami. Czy w tym czasie mogło istnieć coś takiego jak „normalne” życie, z dala od morderstw i zabójstw, życie z codziennymi radościami, troskami i nadziejami?
Na to pytanie próbuję odpowiedzieć w niniejszej książce, przyglądając się codzienności w narodowosocjalistycznych Niemczech – w reakcji na osobliwie podzieloną pamięć o dyktaturze, która do dziś kształtuje obraz historii u większości Niemców. Z jednej strony istnieją coraz obszerniejsze badania naukowe dotyczące okresu między rokiem 1933 a 1945, które wydobyły na światło dzienne imponującą wiedzę o strukturach władzy i wydarzeniach. Z drugiej strony istniała i nadal istnieje długa tradycja narracji rodzinnych, w których dominuje indywidualna pamięć pokolenia rodziców i dziadków. Wspomnienia i wiedza stały i stoją tu wobec siebie w relacji konkurencyjnej: o ile „album historii rodzinnej” wypełniony jest przede wszystkim tematami wojny i bohaterstwa, osobistego cierpienia, wyrzeczeń i gotowości do poświęceń, o tyle w „leksykonie wiedzy” pojawiają się rozdziały poświęcone zbrodniom, wykluczeniu i zagładzie. Ów „leksykon” oferuje poznawczy dostęp do okresu narodowego socjalizmu, a „album” – dostęp emocjonalny2.
Książka o codziennym życiu w dyktaturze może się przyczynić do przezwyciężenia tego podziału pamięci. Łączy ona bowiem wiedzę o strukturach dyktatury z doświadczeniami ludzi w owych strukturach funkcjonujących – codzienność i zbrodnie występują tu na równych prawach. W ten sposób może się udać przybliżyć lata 1933–1945 kolejnym pokoleniom i sprawić, by łatwiej się je rozumiało, a tym samym wyjaśnić, dlaczego tak wielu ludzi w tym kraju sympatyzowało z władzą narodowosocjalistyczną i przez tak wiele lat wspierało Trzecią Rzeszę, a inni tego nie robili. Tak bowiem do dziś brzmi kluczowe pytanie w rozliczeniu z tą epoką: dlaczego ta dyktatura mogła funkcjonować?
Tym samym niniejsza książka ma również wyraźnie aktualny motyw. Od lat nasilają się ataki na osiągnięcia cywilizacyjne naszej wolnościowej demokracji. Parlamentarzyści i urzędnicy są zniesławiani, państwo bywa wystawiane na pogardę, a jego wymagania wobec obywatelek i obywateli często są podważane, populiści otrzymują zaś przerażająco wiele aplauzu za swój atak na prawo i wolność. Czy uznanie dla życia w demokracji jest jeszcze wystarczająco silne? Czy Niemcy już zapomnieli, jak to jest żyć bez demokracji? Pamięć o dyktaturze Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec wcale tu nie pomaga, gdyż od dawna postawa wobec historii Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), trywializowana mianem „ostalgii”, umożliwia głoszenie w przestrzeni publicznej, że „nie wszystko było wtedy złe”. Może to być zrozumiałe jako pocieszająca idealizacja własnej biografii, lecz w społecznym procesie uczenia się w obliczu katastrof niemieckich dyktatur takie stwierdzenie się nie sprawdza. Czy może istnieć dobre życie w dyktaturze? Dorastające pokolenia mają prawo oczekiwać jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie – a historiografia ponosi tu część odpowiedzialności politycznej.
Niniejsza książka pokazuje, jak wygląda życie bez demokracji, podejmując narracyjną podróż w głąb dyktatury narodowosocjalistycznej. Analizowany jest w niej jeden rok w Trzeciej Rzeszy, a mianowicie okres między grudniem 1938 roku a listopadem 1939 roku. Faza ta wyznacza – czego ludzie wówczas nie mogli jeszcze wiedzieć – również środek panowania narodowosocjalistycznego w sensie chronologicznym: w 1939 roku trwa ono już sześć lat i ma przed sobą kolejnych sześć. O ile pierwsze sześciolecie upływało pod znakiem stabilizacji dyktatury, o tyle drugie, wraz z początkiem II wojny światowej, miało zaprowadzić do upadku, masowej zagłady i totalnej klęski.
W wybranym tu dwunastomiesięcznym okresie wzięto pod lupę dwanaście tematów, z których każdy jest powiązany z konkretną datą. Na przykład w pierwszym rozdziale, poświęconym świętom Bożego Narodzenia 1938 roku, jest mowa o pragnieniu „pokoju na ziemi”, natomiast o „lęku i grozie” autor wspomina w związku z dniem 30 stycznia 1939 roku, kiedy to Adolf Hitler zapowiada w Reichstagu „zagładę rasy żydowskiej w Europie”. Inne rozdziały opisują, jak zmieniła się codzienna praca, jak bardzo pogardzano intelektualistami, jakie oferty religijne i duchowe niosła epoka albo dlaczego Niemców nakłaniano do dbania o zdrowie i na przykład do rezygnacji z papierosów i alkoholu. Przyjrzymy się także urlopom z epoki – wielu ludzi wyjeżdżało na wypoczynek i również pod tym względem ufało oficjalnej obietnicy „dobrego czasu” – pokazuje to przykład 21 lipca 1939 roku, kiedy to tysiące ludzi przybyły do Hamburga na ogólnoniemiecki zjazd „Siła przez radość”. Że jednak nie ma dobrej przyszłości, stało się jasne najpóźniej 1 września 1939 roku, kiedy znów wybucha wojna – Niemcy mieli jeszcze świeżo w pamięci wojnę sprzed ćwierćwiecza…
Warunki codziennego życia w ciągu tych dwunastu miesięcy są wyznaczane przez dyktaturę i jej struktury. To partia i państwo decydują o tym, czego uczy się w szkołach, nakłaniają młodzież do chodzenia z własnej woli na „patrole” i donoszenia na politycznych odmieńców, wpływają na zbieranie przez Niemców makulatury i starannie mytych kości, oficjalnie zalecają hodowlę królików angora i zapisywanie się świeżo upieczonych małżonek do specjalnie tworzonych „szkół oblubienic” na kursy macierzyństwa. I ludzie urządzają się w tych ramach. Badania historyczne już dawno wykazały, że dominującym odczuciem Niemców w tym okresie bynajmniej nie był strach przed osobistymi prześladowaniami. W równie niewielkim stopniu kierowała nimi potrzeba podporządkowania się dyktaturze, którą by odrzucali. Przeciwnie – większość Niemców była w dużej mierze lub w pełni zadowolona z polityki i wnosiła swój wkład w funkcjonowanie systemu3.
Takie posłuszeństwo nie wymagało ani permanentnej kontroli, ani manipulacji ze strony propagandy narodowosocjalistycznej. Zwłaszcza w analizowanym tu okresie zarówno w ostatnich miesiącach pokoju, jak i jeszcze w pierwszych miesiącach wojny światowej dyktatura mogła w dużym stopniu liczyć na współpracę obywateli. Zdecydowana większość Niemców popierała Adolfa Hitlera, dzięki czemu stawał się jeszcze potężniejszy. Ma to znaczenie polityczne, ponieważ dyktator także potrzebuje poparcia i bez posłusznego narodu ostatecznie staje się bezsilny. „Jeśli podporządkowuję się prawom danego kraju – wyjaśniała filozofka Hannah Arendt w odniesieniu do epoki narodowego socjalizmu – w rzeczywistości wspieram jego konstytucję”. Kto zatem chciałby odmówić dyktaturze posłuszeństwa, nie może uczestniczyć w życiu publicznym i musi unikać wszelkich „miejsc odpowiedzialności”, w których pod pozorem zasady posłuszeństwa wymaga się wsparcia systemu politycznego4.
Dziś aż nazbyt dobrze wiemy, jak niewielu Niemcom udało się rozpoznać owe „miejsca odpowiedzialności” w codziennym życiu i w akcie obywatelskiego nieposłuszeństwa trzymać się od nich z daleka. Większość Niemców w czasie dyktatury organizowała jakoś swoją codzienność, unikała możliwych niekorzystnych sytuacji dla siebie i swoich rodzin, a jednocześnie – w miarę możliwości – korzystała z oferowanych profitów. W praktyce dla większości z nich życie po 1933 roku z początku toczyło się dalej, choć pod innymi znakami politycznymi. Pojawiły się nowe organizacje i nowe obowiązki, zaistniało mnóstwo wielkich i małych „Führerów”, a na ulicach ludzie pozdrawiali się słowami „Heil Hitler”. A jednak nadal kursowały tramwaje i wakacyjne pociągi, dzieci chodziły do szkoły, ojcowie do pracy, matki zajmowały się domem i organizacją życia rodzinnego. Pod rządami narodowych socjalistów zmieniło się wiele – lecz przez długi czas zdecydowana większość elementów życia Niemców pozostała taka sama. Czym było to „normalne życie”, w którym do codzienności już od dawna należało również to, co zbrodnicze? W którym bezprawie i samowola, mord i zabójstwo stały się „normalne”? Czy – również nawiązując do Hannah Arendt – można mówić o osobliwej „banalności zła” w codziennym życiu, która przyczyniła się do funkcjonowania Trzeciej Rzeszy?
To właśnie pozorna „normalność” czyni epokę narodowosocjalistyczną dla nas, urodzonych później, tak niepokojąco znajomą. Być może to życie nie jest aż tak obce, jak wydaje nam się na pierwszy rzut oka – i jak chcielibyśmy wierzyć. Dlatego też narracyjna podróż w czasie rozpoczyna się świadomie od święta, które i dziś jest nam dobrze znane: Bożego Narodzenia. W grudniu 1938 roku kraj jest zasypany śniegiem, biją dzwony, palą się świece, dzieci wpatrują się w prezenty szeroko otwartymi oczami…
Stara, piękna kolęda Frieden auf Erden und den Menschen ein Wohlgefallen [Pokój na ziemi ludziom dobrej woli] oczarowuje nas i pozwala nam dostrzec, jakie to szczęście, że bezpiecznie żyjemy w niemieckiej ojczyźnie pod przywództwem, którego zazdrości nam świat.
Artykuł wstępny „Dortmunder Zeitung” z 24 grudnia 1938 roku1
Pokój na ziemi
Boże Narodzenie 1938 roku: święto w trwożliwej nadziei
Niemcy są piękne: w całym kraju tuż przed świętami zaczynają się obfite opady śniegu – a więc upragnione białe Boże Narodzenie jednak nadejdzie. Już od kilku dni panuje mróz, dzięki czemu biały puch nie topnieje i stwarza idealne warunki do wszelkiego rodzaju zimowych rozrywek. W pasmach gór średnich bardzo szybko tworzy się pokrywa śnieżna przekraczająca dwadzieścia centymetrów grubości. Dzieci biegną na sanki, a wielu dorosłych w miarę możliwości korzysta z okazji do długich spacerów. Zwłaszcza wokół rzek roztaczają się niezwykłe zimowe widoki: na Dunaju i Renie unoszą się kry, a na wolno płynącej Mozeli w niektórych miejscach lód już się zatrzymał i wszystko zamarzło. „Pokrywy lodowe przypominają zaorane pole – czytamy w jednym z artykułów prasowych – i tworzą wspaniały zimowy krajobraz”2.
W okolicach Honnef pod Bonn dzieci cieszą się z zamarzniętej odnogi Renu, która zaprasza do jazdy na łyżwach. Czy ta przyjemność potrwa dłużej? Jeśli mróz się utrzyma – jak brzmi życzliwa rada lokalnej gazety – „Dzieciątko Jezus będzie wiedziało, co przynieść: łyżwy, sanki, ciepłe rękawice i szale”3. Jednak większość dzieci korzysta z okazji do zabawy jeszcze przed otrzymaniem prezentów: urządzają bitwy na śnieżki i lepią bałwany. W niektórych miastach, ku radości najmłodszych, władze nie nadążają z odśnieżaniem. Z utrzymujących się mrozów cieszą się zresztą także browary w całym kraju: wysyłają one swoich pracowników do „pozyskiwania lodu”, podczas którego z odpowiednich stawów i jezior wyłamuje się duże kry i transportuje ciężarówkami do zakładowych chłodni. Piwo musi być przecież zimne, a dzięki tym „zbiorom” tuż pod własnymi drzwiami przede wszystkim małe i średnie zakłady ograniczają wydatki na sztuczny lód, który w przeciwnym razie musiałyby kupować4.
Jednak ujemne temperatury i obfite opady śniegu prowadzą w wielu regionach nie tylko do wstrzymania żeglugi, lecz także do zakłóceń w ruchu kolejowym. Dla pracowników Niemieckich Kolei Rzeszy oznacza to cofnięcie już dawno zatwierdzonych urlopów świątecznych, ponieważ każdy dostępny mężczyzna zostaje wezwany do pracy. Kolej planuje – przynajmniej na większych stacjach – ustawić przy wszystkich zwrotnicach po jednym pracowniku, który będzie ją stale oczyszczał ze śniegu i lodu5. Sytuacja pogodowa powoduje także wzrost liczby wypadków drogowych, gdyż pojazdy raz po raz wpadają w poślizg na oblodzonych jezdniach. Zawieszone zostają również połączenia promowe z większością Wysp Wschodniofryzyjskich. Zmuszona sytuacją Lufthansa przeprowadza spektakularną, szeroko komentowaną w całym kraju akcję, w ramach której dwa samoloty lądują na prowizorycznych pasach na plaży wyspy Juist, aby na czas przed świętami Bożego Narodzenia sprowadzić matki i dzieci z powrotem na stały ląd6.
Niemcy są piękne? W obliczu tej zimowej idylli bez wątpienia myśli tak wielu mieszkańców kraju. Jednak to wrażenie jest złudne. W ciągu ostatnich sześciu lat, odkąd rząd Hitlera sprawuje władzę, państwo uległo głębokiej przemianie. Wraz z mianowaniem Adolfa Hitlera kanclerzem Rzeszy 30 stycznia 1933 roku rozpoczęła się przebudowa systemu politycznego, która usunęła w Niemczech wszelkie pozostałości demokracji: zniesiono trójpodział władzy i wolne wybory, rozbito partie opozycyjne oraz wolne związki zawodowe, a od śmierci byłego prezydenta Rzeszy Paula von Hindenburga, która nastąpiła ponad cztery lata wcześniej, Hitler sprawuje władzę jako niekwestionowany Führer Niemiec. Ów osobliwy tytuł dyktator przyniósł ze swojej partii – dotąd nigdy nie był powiązany z żadnym urzędem państwowym.
W ostatnich latach NSDAP i jej organizacje trwale zakorzeniły się w codziennym życiu Niemców. Dzieci należą do Jungvolk lub Jungmädelbund, młodzież do męskiej Hitlerjugend (HJ) i Bund Deutscher Mädel (BDM), organizacje zawodowe działają teraz pod narodowosocjalistycznymi auspicjami, a policja i wymiar sprawiedliwości niemal całkowicie przeistoczyły się w uległe narzędzia dyktatury. Rozpoczął się często przywoływany „nowy czas”, który wielu Niemców – używając języka propagandy – wita jako „narodowe odrodzenie” swojego kraju. Klęska 1918 roku, polityczne walki okresu Republiki Weimarskiej oraz wielka bieda gospodarcza są bowiem wciąż żywo obecne w ich pamięci. Ale czy teraz, w tym „nowym czasie”, rzeczywiście żyje im się lepiej?
Do codzienności tej epoki należy również fakt, że od 1933 roku wielu sąsiadów, współpracowników czy przyjaciół dosłownie „zniknęło”. Zwłaszcza w ostatnich latach Niemcy opuściły setki tysięcy ludzi: liczni socjaldemokraci i komuniści, którzy już w Republice Weimarskiej byli najzacieklejszymi przeciwnikami ruchu narodowosocjalistycznego, a także – przede wszystkim – Niemcy wyznania mojżeszowego, narażeni na fanatyczny, rasistowski antysemityzm. Ci z nich, którzy pozostali w kraju, muszą doświadczać stopniowej utraty praw obywatelskich i żyć w obawie przed zbiorowym mordem i zabójstwem. Jeszcze w poprzednim miesiącu przemoc eskalowała w niewyobrażalny sposób, a bezbronność tych ludzi w Niemczech została dramatycznie ukazana całemu światu. Kierownictwo narodowosocjalistyczne 9 listopada 1938 roku sprowokowało wymierzony w ludność żydowską pogrom na niespotykaną dotąd skalę. W całym kraju setki tysięcy Niemców – początkowo przede wszystkim grupy partii – stosowały w godzinach wieczornych i nocnych brutalną przemoc. Szacuje się, że podczas napaści lub w ich następstwie zginęło blisko tysiąc trzysta Żydów, a około dwudziestu siedmiu tysięcy deportowano do obozów koncentracyjnych7. Na niemieckich ulicach rozciągał się obraz zniszczenia: tysiące sklepów i domów mieszkalnych zostało zdemolowanych, a w następujących po tym grabieżach uczestniczyli już nie tylko zorganizowani sprawcy przemocy, lecz także liczni – bynajmniej nie tak uczciwi – współobywatele, którzy skorzystali z dogodnej okazji do wzbogacenia się. Od czasu tych pogromów setki spalonych synagog i domów modlitwy żydowskiej stoją pośrodku miast i wsi w kraju niczym ponure znaki ostrzegawcze. Życie Żydów w Niemczech narażone jest na otwarty terror. Niemiecka większość społeczeństwa tylko w niewielkim stopniu bierze czynny udział w tych napaściach, lecz w znacznie większym stopniu biernie się im przygląda lub odwraca wzrok. Jedynie nieliczni faktycznie przychodzą z pomocą swoim współobywatelom.
Ci, którym udało się opuścić kraj jeszcze przed listopadowym pogromem – w 1938 roku było to ponad czterdzieści tysięcy Żydów8 – na razie mogą czuć się bezpiecznie we Francji lub w Anglii, Szwajcarii, Polsce czy Stanach Zjednoczonych Ameryki i wykorzystać zbliżające się święta Bożego Narodzenia, by powrócić myślami do dawnej ojczyzny albo do pozostawionych tam towarzyszy drogi i krewnych. Kto natomiast utknął na miejscu i podlega niemieckim prześladowaniom, być może spędza święta w więzieniu lub w jednym z licznych nowo powstałych obozów. Wśród osadzonych znajdują się między innymi liczni świadkowie Jehowy, Sinti i Romowie, homoseksualiści, duchowni oraz ci, którzy publicznie skrytykowali system. Socjaldemokraci, którym udało się uciec za granicę i teraz z Paryża obserwują wydarzenia w Niemczech, wykorzystując do tego swoje struktury emigracyjne, z uzasadnionym niepokojem w Boże Narodzenie 1938 roku myślą o pozostających w kraju towarzyszach. To właśnie dla nich, ich żon i dzieci zwolennicy socjaldemokracji, którzy spotykają się w swych kręgach w Berlinie, potajemnie zbierają z okazji świąt pieniądze na wsparcie9. SPD na emigracji wie, że w wielu niemieckich rodzinach właśnie w tych z założenia refleksyjnych dniach panują żałoba i smutek:
Która rodzina w blasku świec w wigilijny wieczór nie myśli o jakimś krewnym, dobrym przyjacielu lub bliskim znajomym siedzącym w samotności celi w politycznym więzieniu albo w areszcie, którego przyczyn nie sposób nawet rozpoznać, lub z powodów religijnych czy rasowych usycha z tęsknoty i cierpi w obozie koncentracyjnym?10
Boże Narodzenie w obozie koncentracyjnym – to od 1933 roku również część niemieckiej rzeczywistości. Już bezpośrednio po objęciu władzy przez narodowych socjalistów w 1933 roku bojówki partyjne przetrzymywały i maltretowały ludzi w tak zwanych lokalach szturmowych SA, w piwnicach i na podwórzach. Szybko zaczęły powstawać pierwsze obozy koncentracyjne, niekiedy w nieczynnych fabrykach, salach gimnastycznych lub schroniskach młodzieżowych, w opuszczonych więzieniach, na zamkach i w pałacach11. Do 1938 roku pod zwierzchnictwem budzącej grozę SS zorganizowano już duże obozy koncentracyjne – przede wszystkim w Dachau, które po 1933 roku wcześnie stało się „modelem” dla tego typu obozów, w 1936 roku w Sachsenhausen pod Berlinem, w 1937 roku w Buchenwaldzie koło Weimaru, w 1938 roku we Flossenbürgu w Górnym Palatynacie oraz w Mauthausen koło Linzu12.
Po listopadowym pogromie 1938 roku liczba osadzonych w tych obozach wzrasta na krótko do ponad pięćdziesięciu tysięcy. Zwłaszcza nowo przywiezieni więźniowie żydowscy są traktowani przez strażników ze szczególnym okrucieństwem. Mimo to znaczna część z nich zostaje do końca roku zwolniona pod warunkiem natychmiastowego opuszczenia kraju13. Inni deportowani pozostają w obozach jednak nawet w Boże Narodzenie 1938 roku. Należy do nich Rudolf Larsch, który po przejęciu władzy przez rząd Hitlera był prześladowany jako członek Komunistycznej Partii Niemiec, podobnie jak jego żona Käthe, zmarła wskutek ciężkich obrażeń ciała doznanych podczas przesłuchań prowadzonych przez gestapo. Wdowiec nie może się zająć czworgiem dzieci, ponieważ sam jest przetrzymywany w obozie koncentracyjnym Buchenwald. Na Boże Narodzenie pozostaje mu tylko wysłać jednemu z synów kilka zdań na zadrukowanym formularzu listowym z pozdrowieniami i prośbą o opiekę nad rodzeństwem:
Miej, proszę, także oko na swoje rodzeństwo i pamiętaj, że wasz ojciec, choć daleko, zawsze myśli o Was z miłością. Niech święta przyniosą Wam radość, a dobre życzenia Waszego ojca niech Wam towarzyszą14.
Papier listowy obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie w demonstracyjny sposób ukazuje całkowite pozbawienie więźniów praw: „Dzień zwolnienia – głosi odpowiedni nadruk – nie może być obecnie podany”. Oraz: „Odwiedziny w obozie są zabronione, wszelkie zapytania w tej sprawie są zasadniczo bezcelowe”15.
Tak więc Boże Narodzenie 1938 roku Niemcy przeżywają jako święto pełne podziałów. Podczas gdy jedni spędzają te dni w więzieniach i obozach albo żyją w strachu przed grożącymi im prześladowaniami, zdecydowana większość pozostałych może obchodzić święta w dużej mierze w poczuciu bezpieczeństwa i całkiem szczęśliwie w kręgu najbliższych. Ludzie ci urządzili się w realiach dyktatury, mają stałą pracę i regularne dochody, korzystają być może z przywilejów albo jako mali i wielcy naziści są wręcz zadowoleni z tego, jak ich kraj się rozwinął w ostatnich latach. Dla nich w tych ośnieżonych grudniowych dniach rzeczywiście na pierwszym planie stoi Boże Narodzenie. W całym kraju piecze się i gotuje, trzeba zaprosić i ugościć krewnych, zdobyć prezenty dla bliskich. Bezpośrednio przed świętami centra miast są – jak we Wrocławiu – „pełne ludzi robiących ostatnie bożonarodzeniowe zakupy”16. Kto jednak jest dobrze przygotowany i ma w tych dniach trochę czasu, może sam lub z rodziną pójść także do kina. Na czas świąt wchodzi na ekrany nowy film z Heinzem Rühmannem – Nanu, Sie kennen Korff noch nicht! [Jak to, nie znają państwo Korffa?]. Popularny aktor występuje w nim w jednej ze swoich wielkich ról. „Co trzy minuty przeżywa nową przygodę – reklamują film bońskie kina – wpada w straszliwe tarapaty, ale wygrywa wyścig, a wraz z nim nasze serca”17.
Reklama sklepów pracuje tymczasem na najwyższych obrotach. W gazetach codziennych jeszcze krótko przed świętami można znaleźć liczne rekomendacje zakupowe – płyt gramofonowych lub harmonijek ustnych18, papeterii listowej („piękny i praktyczny prezent bożonarodzeniowy”) albo porządnej butelki likieru ziołowego19. A „Völkischer Beobachter”, centralny organ NSDAP, życzy sobie dla towarzyszy „na bożonarodzeniowy stół książki ruchu”: przede wszystkim bestsellera nazistowskiej literatury, zabarwionej autobiograficznie bojowej publikacji Hitlera Moja walka, przemówień i artykułów Hermanna Göringa, który jako feldmarszałek i pełnomocnik do spraw Planu Czteroletniego uchodzi za drugiego najpotężniejszego człowieka w państwie, a także zebranych artykułów wstępnych ministra propagandy Josepha Goebbelsa. Młodzieży polecane są między innymi czytanka Kampf um Deutschland oraz obszerna księga HJ Jungen – eure Welt 20.
Zakup odbiornika radiowego na święta jest również jak najbardziej zgodny z intencjami państwa i partii. Dzięki takiemu urządzeniu – często nazywanemu „Volksempfänger” [odbiornik ludu] – kraj zostaje „włączony w wielki nurt życia narodu żywiej niż dotąd i może bezpośrednio uczestniczyć w kulturalnych i politycznych wydarzeniach naszych czasów”. Dlatego zalecenie brzmi: „Teraz, gdy dokonywane są ostatnie zakupy świąteczne, pomyślcie także o radiu”21. Rzeczywiście, do 1939 roku w niemieckich gospodarstwach domowych znajduje się już ponad jedenaście milionów odbiorników radiowych, co oznacza wielokrotnie większą liczbę słuchaczy – z tego idealnego narzędzia propagandy szczególnie chętnie korzysta odpowiedzialny za nie minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels22. Cena „małego niemieckiego odbiornika”, który w tych dniach jest wyraźnie reklamowany jako urządzenie „o przekonującej jakości”, wynosi w grudniu 1938 roku trzydzieści pięć marek Rzeszy23. Prezent to drogi, a jednak dla większości dostępny – suma ta odpowiada mniej więcej tygodniowemu wynagrodzeniu brutto robotnika przemysłowego24. Dla porównania: kilogram marchwi kosztuje na rynku nieco ponad dziesięć fenigów, kilogram pomarańczy – o ile akurat są dostępne – około pięćdziesięciu fenigów25.
Tak więc handel detaliczny odnotowuje w okresie Bożego Narodzenia dobre wyniki. Jednymi z gospodarczych beneficjentów właśnie w tym roku są producenci tradycyjnych akwizgrańskich pierników Printen. Cieszą się oni dziesięciokrotnym wzrostem obrotów, ponieważ korzystają z ogromnych robót przy tak zwanym Wale Zachodnim wzdłuż granicy. Przy budowie tej liczącej setki kilometrów linii umocnień na zachodniej granicy Niemiec zatrudnia się tysiące robotników, którzy najwyraźniej polubili ten tradycyjny wypiek. Ku radości producentów przed świętami Bożego Narodzenia zabierają go „teraz masowo do swych rodzinnych stron”26 – i, miejmy nadzieję, także bliskich w domu.
Ludzie obdarowują się więc na święta rzeczami stosownymi – a niekiedy również niestosownymi, ale wszyscy są zgodni, że takie niespodzianki i okazywanie uwagi nie są przeznaczone wyłącznie dla dzieci. Poza kwestią prezentów Niemcy coraz bardziej różnią się jednak w ocenie charakteru tych świąt Bożego Narodzenia. W minionych latach tradycyjne chrześcijańskie święto, podczas którego wierni obchodzą wcielenie Boga w postaci narodzin Jezusa Chrystusa, a tym samym przyjście Zbawiciela, miało bowiem silną konkurencję. Narodowosocjalistyczne Niemcy przeciwstawiają chrześcijańskiej, rodzinnej Wigilii wariant ludowo-rasowy, który państwo i partia chcą wykorzystać dla własnej polityki i propagandy. Uważnym obserwatorem tej zmiany jest romanista Victor Klemperer, który już przed laty stracił posadę profesora w Dreźnie, ponieważ mimo przejścia na protestantyzm wciąż uchodzi w Niemczech za „Żyda”. Pięćdziesięciosiedmioletni Klemperer notuje w swoim dzienniku, że według jego obserwacji w 1938 roku po raz pierwszy w okresie dyktatury narodowosocjalistycznej „bożonarodzeniowa refleksja w prasie została całkowicie zdechrystianizowana”. Teraz – jak pisze – chodzi niemieckiej duszy przede wszystkim o „ponowne narodziny światła” i „zmartwychwstanie Rzeszy Niemieckiej”, a nie o Jezusa napiętnowanego jako Żyda ani o momenty chrześcijańsko-religijne27.
Klemperer ma rację. Boże Narodzenie nie jest już tym, czym było w poprzednich latach. Coraz mniej w centrum uwagi znajduje się dawna biblijna opowieść, a coraz bardziej rzekome „germańskie” dziedzictwo „przodków” – cokolwiek ludzie mieliby przez to rozumieć. W każdym razie to właśnie przodkowie oraz ich przedchrześcijańskie rytuały i wyobrażenia religijne są teraz wynoszone do rangi wzoru. Przykładem jest uroczystość bożonarodzeniowa, na której w tych dniach gromadzą się cywilni pracownicy jednostki artylerii przeciwlotniczej w koszarach w Dortmundzie. Między wspólnym śpiewem (O Tannenbaum [O choinko]), kawą, ciastem i wyraźnie humorystycznym występem świętego mikołaja zakładowy mąż zaufania wygłasza oficjalne przemówienie, w którym wyjaśnia aktualne znaczenie „najpiękniejszego święta w całym roku” pod znakiem swastyki:
Boże Narodzenie jest świętem, które narodziło się w niemieckiej przestrzeni życiowej. Po mrocznych tygodniach nasi przodkowie tęsknili za jaśniejszymi dniami i krótszymi nocami, a gdy łowy przyniosły szczęście, na święto pieczono całego dzika lub jelenia. Gwiaździste sklepienie nieba przemawia do nas w świętą noc, a my odnajdujemy drogę powrotną do świętych obyczajów naszych przodków, których nie pozwolimy ani się wyprzeć, ani zniekształcić. Choinka również odpowiada starogermańskiemu zwyczajowi, a ozdoby na niej – jabłka i orzechy – są symbolami płodności nowego roku28.
Za tą patetyczną retoryką odnoszącą się do przodków polujących na zwierzynę i piekących dziki kryje się polityczny zamiar, by w możliwie największym stopniu uczynić Boże Narodzenie świętem czysto narodowosocjalistycznym. Bez Jezusa, bez pasterzy na polach i bez słowa o „Dobrej Nowinie”. Bo Boże Narodzenie – jak twierdzi oficjalne czasopismo narodowosocjalistycznego związku nauczycieli – „nigdy nie miało swego źródła w owym betlejemskim żłobie”, lecz jako święto ludów „nordyckich” powstało „wyłącznie pod firmamentem północnego nieba”29. W tym duchu także choinka w oficjalnym języku coraz częściej staje się „drzewkiem światła”, a wśród mężczyzn SS szczególną popularnością cieszy się pieśń o „poświęceniu drzewka światła”, w której wysławiane są „święta ziemia”, „wolny ród” oraz rzekomo jaśniejący z północy „blask zwycięstwa”30.
Ta reinterpretacja tradycyjnego chrześcijańskiego święta rodzinnego nie jest jednak bynajmniej wyłącznie sprawą NSDAP i kilku ideologów. Niemały udział mają w niej również etnolodzy – a więc uczeni oraz ci, którzy się za nich uważają. Postawili sobie oni za cel zwalczanie rzekomo „obcego rasowo” obyczaju, czyli tradycji, które za sprawą chrześcijaństwa przeniknęły do „niemieckiej” kultury. Poszukiwanie tego, co „germańskie”, w Bożym Narodzeniu trwa już od dziesięcioleci, lecz pod auspicjami państwa narodowosocjalistycznego przedstawiciele owego „germańskiego” dziedzictwa czują się teraz w swej antychrześcijańskiej agitacji u celu światopoglądowych marzeń31. W praktyce oznacza to w odniesieniu do Bożego Narodzenia 1938 roku między innymi, że dzieci powinny przygotowywać możliwie „germańskie” wypieki – tak zwane chleby figuralne z „mitycznymi postaciami dwunastu świętych nocy”, na przykład z Jeźdźcem na siwym koniu lub Panią Zimą, choć – jak wiadomo – nie mają one bynajmniej pochodzenia „germańskiego”. „Piernikowy dzik” – głosi dalej jedna z porad piekarniczych – „przypomina świąteczną pieczeń w noc wigilijną, a westfalskie «Wowölfe» już samą nazwą nawiązują do Wotana”32.
Pierwotne Boże Narodzenie ma według wyobrażeń NSDAP w przyszłości nosić nazwę Niemieckie Boże Narodzenie i obejmować trzy odrębne święta: obchody przesilenia zimowego w nocy z 21 na 22 grudnia; Ludowe Boże Narodzenie – możliwie 23 grudnia; oraz Narodowosocjalistyczną Uroczystość Bożonarodzeniową w dniach poprzedzających święta. Zwłaszcza obchody przesilenia mają służyć reinterpretacji Bożego Narodzenia jako „święta ludów nordyckich” oraz ożywieniu kultu słońca i ognia. W ludowej ideologii słońce daje „siłę do życia”, a tego dnia wyznawcy wiary mieniącej się „germańską” obchodzą tak zwany Jul. W tym czasie przede wszystkim umundurowane oddziały SS i SA gromadzą się na wolnym powietrzu wokół wielkiego ognia i jednocześnie oddają hołd kierownictwu narodowosocjalistycznemu. Aby wywołać poczucie wspólnoty Niemców w ten wieczór 21 grudnia 1938 roku, przypomina się, że właśnie w tych godzinach w najróżniejszych miejscach kraju jednocześnie rozpalane są takie ogniska. Podczas uroczystości nie śpiewa się oczywiście pieśni adwentowych ani kolęd, lecz pieśni bojowe ruchu narodowosocjalistycznego, takie jak Flamme empor, Horst-Wessel-Lied czy Deutschlandlied – rzecz jasna wszystkie trzy zwrotki.
Najwyraźniej jednak niewielu Niemców daje się w tym celu, krótko przed Wigilią, wywabić z ciepłych mieszkań w chłodny grudniowy wieczór. W każdym razie publiczne zainteresowanie tym świętem jest ograniczone. Ze wschodniofryzyjskiego Jever donosi się na przykład, że owszem, członkowie organizacji partyjnych stawili się na obchody przesilenia zimowego, lecz „tylko nieliczna ludność cywilna odważyła się wyjść z domów”. Lokalna gazeta usprawiedliwia to surową zimową pogodą, ale dla większości rodzin uroczystości tego rodzaju najwyraźniej nie wpisują się w przedświąteczny nastrój33. Dla partii nie stanowi to jednak większego problemu. Zdaniem kierownictwa propagandy Rzeszy najsilniejsze oddziaływanie mają bowiem właśnie takie obchody przesilenia, „które gromadzą wokół ognia niezbyt liczne grono ludzi” – jak twierdzi się niemal usprawiedliwiającym tonem. Wystarczy, jeśli spotkają się pojedyncze wspólnoty towarzyszy, znające się z „codziennej walki i służby”; niejedna uroczystość będzie być może właśnie dlatego szczególnie godna, że nie jest wydarzeniem masowym. Z tego względu obchodów nie powinno się – jak czasem proponowano – przenosić na najbliższy weekend w celu przyciągnięcia większej liczby uczestników34.
Na możliwie szeroki udział nastawiony jest natomiast drugi element Niemieckiego Bożego Narodzenia, tak zwane Ludowe Boże Narodzenie. Jest ono swego rodzaju pokazem osiągnięć narodowosocjalistycznej polityki, ponieważ to właśnie tutaj społeczne świadczenia dyktatury mają się stać dla wielu namacalne. I to dlatego – a nie z powodu narodzin chrześcijańskiego Zbawiciela – rozdawane są prezenty. Ludowe Boże Narodzenie określane jest jako święto wspólnoty, podczas którego jedni z radością przyjmują pomoc materialną, a inni obdarowują swych towarzyszy z pogodnym sercem i z wewnętrznego poczucia obowiązku. Otoczeni „miłością i wiernością wielu milionów” powinni się czuć zwłaszcza ci Niemcy, którzy przed 1933 rokiem żyli w tak ciężkiej biedzie, że „odebrano im wszelką radość Bożego Narodzenia”35. W Boże Narodzenie 1938 roku wszyscy mają zobaczyć, że Niemcy zmieniły się na lepsze. NSDAP nie życzy sobie zatem w ramach owego Ludowego Bożego Narodzenia „uroczystości ciężkiej i poważnej”, lecz radosnego święta. Narodowosocjalistyczna Ludowa Opieka Społeczna (Nationalsozialistische Volkswohlfahrt, NSV), oficjalna i wszechobecna organizacja dobroczynna NSDAP, dba o to, by prezenty otrzymywały przede wszystkim dzieci oraz by całości towarzyszyła odpowiednia oprawa z muzyką, wspólnym śpiewem i – w miarę możliwości – krótkim przedstawieniem teatralnym36.
Jednak również przy okazji tego Ludowego Bożego Narodzenia staje się jasne, że partii do 1938 roku nie udało się jeszcze całkowicie zastąpić chrześcijańskich fundamentów świąt swoją interpretacją. Zwłaszcza w odniesieniu do pieśni i inscenizacji teatralnych organizatorzy takich Ludowych Bożych Narodzeń są zatem upominani przez ministerstwo propagandy, by uroczystość nie poruszała się „po światopoglądowych torach kościelnych imprez stowarzyszeniowych”. Nie wolno więc prezentować na scenie stajenki betlejemskiej z Maryją i Józefem ani – rzecz jasna – zastępów aniołów. Zamiast tego zaleca się solidne przedstawienie baśniowe, choć i w tym przypadku, zdaniem partii, należy zachować jak największą ostrożność przy doborze repertuaru:
Szereg wydawnictw wyznaniowych wypuściło bowiem ostatnio inscenizacje baśniowe, w których na zakończenie Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna i Pechowa Maria urządzają żenująco głupie sceny bratania się z zawsze w porę nadchodzącymi aniołami i świętymi mikołajami (w stroju biskupa!)37.
Tego jeszcze brakowało, by na końcu tej narodowosocjalistycznej wigilii pojawił się biskup i niejako udzielił całemu przedsięwzięciu chrześcijańskiego błogosławieństwa. W przeciwieństwie do organizatorów i ministerstwa propagandy Rzeszy wielu dzieciom jest jednak ostatecznie wszystko jedno, czy zobaczą anioły, baśń o dzielnym krawczyku czy Króla Drozdobrodego – także tutaj w centrum zainteresowania znajdzie się zapewne prezent. Również dorośli zaproszeni na te uroczystości mogą dobrze wykorzystać konkretną pomoc materialną. Istnieją wprawdzie Niemcy, których stać na pewne luksusy i którzy mogą obdarować bliskich czymś szczególnym, choć zazwyczaj nie jest to jeszcze odbiornik radiowy, lecz wielu innych cieszy się przede wszystkim z dodatkowej odzieży lub żywności. Potrzebujących nie brakuje także niemal sześć lat po rozpoczęciu rządów NSDAP. W samym tylko okręgu Westfalia Południowa w te święta Bożego Narodzenia Narodowosocjalistyczna Ludowa Opieka Społeczna obejmuje pomocą trzysta tysięcy osób. W bliskich tej organizacji lokalnych strukturach Zimowej Pomocy Narodu Niemieckiego pakowane są tysiące paczek z podstawowymi artykułami żywnościowymi, takimi jak mąka i cukier, a także z konserwami warzywnymi i mięsnymi, margaryną, masłem oraz świątecznymi wypiekami. Same tylko te dary mają według oficjalnych danych wartość przekraczającą milion marek Rzeszy. A do tego dochodzą jeszcze odzież, obuwie oraz dary rzeczowe, takie jak zabawki dla dzieci38. 23 grudnia 1938 roku podczas łącznie dwustu uroczystości w samym Berlinie na tego rodzaju „ludowe” wigilie zaproszonych zostaje sto dwadzieścia tysięcy dzieci. Propaganda z dumą wylicza, że od 1933 roku w ramach Ludowych Bożych Narodzeń rozdano 5,7 miliona paczek świątecznych, ponad cztery miliony zabawek dla dzieci oraz trzysta pięćdziesiąt tysięcy książek. Ponadto rozdzielono ogromne ilości bonów na węgiel, a także cygara, papierosy i wino39.
To, co partia wychwala jako znak solidarności, można jednak interpretować również jako niezamierzony dowód niedostatecznego zaopatrzenia. W swoim tajnym raporcie za 1938 rok Służba Bezpieczeństwa SS dokumentuje „utrzymujące się trudności zaopatrzeniowe” w handlu żywnością, tekstyliami i wyrobami metalowymi. Brakuje podstawowych produktów bawełnianych, zapotrzebowanie na odzież roboczą może być zaspokojone zaledwie w niecałych osiemdziesięciu procentach, a w przypadku bielizny pościelowej w mniej niż siedemdziesięciu procentach. „Częściowo katastrofalna” jest sytuacja w handlu wyrobami metalowymi, szczególnie dotkliwy niedobór panuje zwłaszcza w zakresie drutu i śrub. Ponadto tej zimy występują duże problemy z zaopatrzeniem w węgiel – a to przede wszystkim z powodu braku odpowiednich środków transportu. Z tego względu „duża liczba handlujących węglem detalistów zmuszona jest czasowo zamknąć swoje przedsiębiorstwa”40. Krótko mówiąc, Ludowe Boże Narodzenie w 1938 roku stanowi dobrą okazję do uzupełnienia osobistych braków zaopatrzeniowych za pomocą praktycznych prezentów.
Trzeci element Niemieckiego Bożego Narodzenia tworzą liczne „narodowosocjalistyczne uroczystości bożonarodzeniowe”. Za ich pomocą partia chce z jednej strony zaspokoić powszechną potrzebę spotkań towarzyskich, z drugiej zaś zamanifestować swoje roszczenie do decydującego kształtowania życia wspólnotowego w Niemczech. Pomysłów nie brakuje, lecz zdaniem partii wydarzenia te są wciąż dalece niedostatecznie zorganizowane. Zwłaszcza Ministerstwu Propagandy w Berlinie absolutnie nie podoba się sposób, w jaki Niemcy dotychczas urządzają swoje narodowosocjalistyczne obchody Bożego Narodzenia. Współpracownicy ministra propagandy Rzeszy Josepha Goebbelsa uzyskali więc szczegółowy wgląd w liczne takie uroczystości – „w wiele dobrych i w jeszcze więcej złych”, jak stwierdzono następnie w ministerstwie. Na podstawie tych doświadczeń uznano, że konieczne jest pilne wprowadzenie wyraźniejszych wytycznych odnośnie do organizowania takich spotkań w sposób godny i wpisujący się w oczekiwania partii, tak aby wymagana „narodowosocjalistyczna postawa zasadnicza” była rzeczywiście widoczna. Należy zatem nie tylko dobrać odpowiednich mówców, właściwe teksty i pieśni, lecz także z pedantyczną dokładnością zadbać o przygotowania techniczne. Najpierw trzeba zapewnić odpowiednią dekorację sali, przede wszystkim dużą flagę ze swastyką na ścianie frontowej, po lewej i prawej stronie podium dwie choinki z płonącymi świecami bożonarodzeniowymi – „ze względów bezpieczeństwa przeciwpożarowego instalacja elektryczna” – a na podium dodatkowo sześć woskowych („nie stearynowych”) świec o długości około dwudziestu centymetrów. Na osobnym podeście należy umieścić płytką misę o średnicy od jednego do dwóch metrów, w której podczas uroczystości ma zostać rozpalony ogień. Należy ponadto zwrócić uwagę, aby dobra narodowosocjalistyczna uroczystość bożonarodzeniowa nigdy nie trwała dłużej niż godzinę i by w żadnym wypadku nie służyła rozrywce. Ma ona być raczej „przeżyciem i apelem do uczuć i emocji”41. Śmiech przewidziany jest na inną okazję.
Tak więc w takich właśnie ramach w 1938 roku ludzie zbierają się na bożonarodzeniowych uroczystościach partyjnych – wspólnie z załogą zakładu pracy, w koszarach albo po prostu w kręgu dawnych i nowych bojowników tej dyktatury. I tak na przykład członkowie SA w północnoniemieckim Cloppenburgu zasiadają przy stołach nakrytych białymi obrusami, cieszą się z drobnych upominków i obficie napełnionych półmisków z ciastem wnoszonych przez dziewczęta z BDM. Przygrywa im kapela, a dowódca drużyny SA rozbawia wszystkich swoimi najwyraźniej samodzielnie ułożonymi przyśpiewkami. „Roześmiane twarze, radosny nastrój – donosi lokalna gazeta – wszystkim bardzo wszystko smakowało”42. Roześmiane twarze? Czy minister propagandy Rzeszy w dalekim Berlinie uznałby tę uroczystość za nazbyt „rozrywkową”? Zapewne tak.
Na żadnych bożonarodzeniowych uroczystościach partii i jej organizacji nie powinno się oczywiście śpiewać kościelnych kolęd. Zamiast tak znajomych melodii jak Cicha noc mają rozbrzmiewać nowe pieśni, od kilku lat rozpowszechniane i odnoszące już niemały sukces43. Należy do nich przede wszystkim Hohe Nacht der klaren Sterne [Niezwykła noc jasnych gwiazd], napisana w 1936 roku przez Hansa Baumanna, któremu państwo narodowosocjalistyczne zawdzięcza także popularną pieśń Es zittern die morschen Knochen [Drżą zbutwiałe kości]. Od lat w całym kraju zwłaszcza członkowie Hitlerjugend z entuzjazmem wyśpiewują zawarte w niej roszczenie do nowej epoki – „bo dziś należą do nas Niemcy, a jutro cały świat”.
W grudniu 1938 roku Hohe Nacht der klaren Sterne jest już jednym z najpopularniejszych utworów. Pieśń ta jest propagowana we wszystkich partyjnych publikacjach na Boże Narodzenie i w niezliczonych wytycznych dotyczących urządzania uroczystości bożonarodzeniowych w Hitlerjugend, w narodowosocjalistycznym związku nauczycieli, w SA i SS. „Święta noc” z pierwotnego kontekstu chrześcijańskiego staje się tu „niezwykłą nocą”, zamiast o chrześcijańskiej Matce Bożej mowa jest o (niemieckich) „matkach”, które – rzecz jasna – nie wydają na świat jedynego Syna Bożego, lecz mają rodzić możliwie wiele dzieci, aby „ziemia mogła się odnowić”. W ludowej retoryce chodzi o „odnowę” i „odrodzenie” Niemiec w postaci państwa narodowosocjalistycznego. I tak w tym sensie śpiewa się gorliwie następującą pieśń44:
Niezwykła noc jasnych gwiazd,
Co jak mosty tkwią daleko, hen,
Idą po nich w daleki świat
Serca nasze niestrudzone.
Niezwykła noc wielkich ogni,
Co na górach kładzie swój blask,
dziś ziemia ma się odrodzić
jak dziecko, co przyszło na świat.
Matki, to dla was owe płomienie,
wszystkie gwiazdy blask wam ślą;
Matki, w serc waszych drżeniu
serce świata bije wciąż.
Pieśń ta jest – zwłaszcza wśród młodzieży – nieodzownym elementem okresu bożonarodzeniowego. Pokazuje to relacja dziewczęcia z BDM, które w 1938 roku wraz z innymi Jungmädel bierze udział w uroczystości bożonarodzeniowej dla kobiet świeżo po porodzie w hamburskim szpitalu. Są nie tylko choinki, kwiaty i drobne upominki, lecz także „właściwe” pieśni:
Ustawiłyśmy się w jednym z pomieszczeń tak, aby było nas najlepiej słychać, śpiewałyśmy i opowiadałyśmy o święcie matek i rodziny, o święcie światła i radości… Zanim opuściłyśmy budynek, ustawiłyśmy się jeszcze raz na korytarzu i zaśpiewałyśmy pieśń, która pasowała tu chyba jak żadna inna: Hohe Nacht der klaren Sterne 45.
Dygnitarze państwa i partii również urządzają w tych dniach narodowosocjalistyczne uroczystości bożonarodzeniowe – a oficjalna propaganda jest oczywiście na miejscu, by dokumentować rzekomą więź nazistowskich przywódców ze społeczeństwem. Zwłaszcza gdy nadają temu tak ludowy ton jak Hermann Göring. Ów czterdziestopięcioletni wielofunkcyjny dygnitarz, który już w 1923 roku stanął u boku Hitlera podczas nieudanego puczu w Monachium, od początku rządów narodowosocjalistycznych wyrósł na najważniejszego człowieka po dyktatorze. Uchodzi za bezwzględnego i brutalnego w prześladowaniu przeciwników i krytyków, a jako pełnomocnik do spraw Planu Czteroletniego doprowadza do radykalnego podporządkowania niemieckiej gospodarki przyszłej wojnie. Fakt, że kilka miesięcy wcześniej Hitler mianował go ponadto feldmarszałkiem, a więc najwyższym rangą oficerem w kraju, bez wątpienia schlebia Göringowi. Jego próżność i zamiłowanie do przepychu są powszechnie znane w całych Niemczech. Otyły mężczyzna, od lat uzależniony od morfiny, z pasją nosi mundury z możliwie licznymi odznaczeniami i – jak wiadomo – wiedzie życie na wysokim poziomie. Jego luksusowa rezydencja „Carinhall” w brandenburskiej Schorfheide jest już legendarna.
Göring chętnie bywa także rubaszny i lubi żartować. Tak jest i na jego uroczystości bożonarodzeniowej, na którą w 1938 roku zaprasza ponad czterysta dzieci z rodzin robotników pracujących w lesie i w tartaku z okolic Schorfheide oraz z ubogich berlińskich rodzin robotniczych. Może tu po raz kolejny odegrać rolę dobrego „wujka Hermanna” – jak lubią nazywać go gazety – który uszczęśliwia dzieci. Wraz z żoną Emmy ten brutalny nazistowski przywódca wysyła gościom barwnie zadrukowane kartki, aby – „po konsultacji z Knechtem Ruprechtem” – zaprosić dziewczynki i chłopców na bożonarodzeniowe rozdawanie prezentów. Po obfitym poczęstunku, złożonym z ciasta i kusząco pachnącej czekolady, oraz bożonarodzeniowej muzyce występuje doskonale znany – przynajmniej dorosłym – aktor filmowy Albert Florath jako święty mikołaj, po czym wreszcie rozpoczyna się także „szturm na stoły z podarkami”46. Wcześniej jednak Göring kieruje do dzieci kilka bożonarodzeniowych słów. Rzecz jasna nie chodzi w nich o Dzieciątko Jezus, lecz o szczęście życia w tych Niemczech, w tej epoce i w tym porządku politycznym:
Część z was jest już, moje drogie dzieci, w takim wieku, by rozumieć, co się wokół was dzieje. Później, jako dorośli, będziecie wspominać właśnie to Boże Narodzenie 1938 roku – które mogliśmy świętować w pokoju, choć niewolnym od napięć, w szczęśliwej świadomości, że mamy silną ojczyznę47.
W rzeczy samej nie jest to przemówienie dostosowane do dzieci i wielu małych gości ledwie będzie w stanie pojąć sens tych słów, zwłaszcza że skierowało całą swą uwagę raczej na ciasto i zbliżające się rozdawanie prezentów niż na „silną ojczyznę”. Jednak obecni dorośli z pewnością zgodzą się z „wujkiem Hermannem”, że pod względem narodowym jest to rzeczywiście szczególne Boże Narodzenie. Wszak w poprzednich miesiącach Niemcy znacznie poszerzyły swoje granice – albo, jak ujął to Hermann Göring:
W tym roku otrzymaliśmy od Führera wspaniały prezent: Niemcy tej samej krwi co my nie muszą już spoglądać na nas z tęsknotą – i oni mogą obchodzić niemieckie Boże Narodzenie jako wolni ludzie. Niemcy stały się potężnym mocarstwem48.
Można uważać Göringa za niepoprawnego samochwałę, lecz w swym przechwalaniu się mocarstwem ma w dużej mierze rację. W marcu 1938 roku Adolf Hitler rozkazał Wehrmachtowi wkroczyć do Austrii, wykorzystując trwający od dawna kryzys wewnętrzny w tym sąsiednim państwie. Większość Austriaków nie odrzuciła niemieckich żołnierzy jako okupantów, lecz wręcz biła im brawo, a urodzony w Austrii Hitler świętował dumnie i w sposób szczególnie nośny medialnie „wejście mojej ojczyzny do Rzeszy Niemieckiej”. Od tej pory mówiono o „aneksji” tak zwanej Ostmarki, a w społeczeństwie niemieckim Hitler zyskiwał za ten „sukces” polityki zagranicznej szerokie poparcie. Jeszcze ono wzrosło wskutek znacznie bardziej ryzykownego manewru w polityce zagranicznej, a mianowicie rozbicia Czechosłowacji. Na mocy porozumienia szefów rządów Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Niemiec czechosłowacki rząd musiał odstąpić przygraniczne Sudety – 1 października 1938 roku wkroczyły tam wojska niemieckie. W tych tygodniach nadejście wojny w Europie było wręcz namacalne, lecz ustępstwa pozostałych państw europejskich jej zapobiegły. Rząd Rzeszy przedstawia to oczywiście inaczej: demonstracyjnie świętuje swoje sukcesy, wychwala Adolfa Hitlera jako strażnika pokoju, a zarazem bohatera narodowego, który przywróci Niemcom wielkość i znaczenie w świecie.
Tymczasem to Hitler od lat raz po raz jawnie grozi wojną, jeśli żądania Niemiec w polityce zagranicznej nie zostaną spełnione przez pozostałe europejskie mocarstwa. Niemcy uniknęły wojny o włos nie tylko w 1938 roku, lecz już w 1936 roku. To właśnie wtedy Hitler, działając nawet wbrew zastrzeżeniom dowództwa wojskowego, wprowadził niemieckich żołnierzy do Nadrenii, która po wojnie została zdemilitaryzowana, aby zaspokoić potrzeby bezpieczeństwa Francji i zapobiec niemieckiej napaści. Fakt, że naruszenie traktatów wersalskiego i lokarneńskich z 1925 roku spotkało się ze strony innych państw jedynie z protestami, wzmocnił w Niemczech pozycję wewnętrzną rządu Hitlera. Ludzie zaczęli wierzyć, że żądania Niemiec dotyczące odzyskania terytoriów utraconych po wojnie są nie tylko uzasadnione, lecz także możliwe do zrealizowania. Wkroczenie do Nadrenii rozbudziło w szerokich kręgach społeczeństwa apetyt na więcej, a duma z „Rzeszy Wielkoniemieckiej” stała się powszechna i popularna. Dlatego też – jak czytamy w bożonarodzeniowym wydaniu „Dortmunder Zeitung” w 1938 roku – w tych dniach „niejedna modlitwa dziękczynna” winna być „poświęcona Führerowi”:
Fakt, że 80 milionów Niemców może teraz w pokoju przeżywać Boże Narodzenie, zawdzięczamy naszemu niestrudzonemu Führerowi oraz naszemu silnemu Wehrmachtowi – dziełu Führera. Niemcy nie są już igraszką w światowej polityce, nie – one znów budzą lęk. A to najlepsza gwarancja pokoju, za co także w te spokojne bożonarodzeniowe dni chcemy podziękować Führerowi49.
Adolf Hitler, któremu tu należy dziękować, również urządza w tych dniach uroczystość bożonarodzeniową – oczywiście zgodnie z linią oficjalnej propagandy. Na 22 grudnia 1938 roku w Berlinie nie zaprosił jednak – jak Hermann Göring – dzieci ubogich rodzin robotników, lecz wybraną grupę tych robotników, którzy wznoszą dla niego nową Kancelarię Rzeszy przy Wilhelmstrasse. Ogromny budynek z monumentalnymi wnętrzami ma stać się centrum władzy. Hitler, który uważa się za utalentowanego architekta, od chwili powierzenia zlecenia swemu ulubionemu architektowi Albertowi Speerowi niemal dwa lata wcześniej zawsze śledził postęp prac z największym zainteresowaniem. Jego podziękowania dla robotników budowlanych podczas tej uroczystości bożonarodzeniowej mogą być więc jak najbardziej szczere. Dlatego oprócz obowiązkowych słów gospodarza, podziękowań za udział we wznoszeniu tego symbolicznego gmachu i najlepszych życzeń na radosne święta każdy otrzymuje dziś fotografię Hitlera z jego podpisem oraz – co znacznie praktyczniejsze – paczkę żywnościową z bardzo hojnie dobranymi artykułami50.
Konkretne podarunki pojawiają się także nazajutrz, 24 grudnia 1938 roku, kiedy Hitler w porze południowej spotyka się w monachijskim Löwenbräukeller ze „starymi bojownikami” z wczesnego okresu ruchu narodowosocjalistycznego. Blisko tysiąc trzystu mężczyzn bez wątpienia odczuwa dumę z tego, że dziś przemawia do nich dyktator, lecz zapewne są też ciekawi, czy wygrali coś w loterii fantowej zorganizowanej z tej okazji po raz pierwszy. Panuje radosna atmosfera, gdy jeszcze przed przybyciem Hitlera ogłasza się zwycięzców losowania. Pewien monachijski scharführer SA cieszy się z nagrody głównej – fabrycznie nowego samochodu z zakładów Volkswagena. Inni nazistowscy bojownicy otrzymują w nagrodę odbiorniki radiowe, dopłaty do zakupu motocykli, wyjazdy Kraft durch Freude lub żywność51.
Po przybyciu Adolf Hitler chwali się przed dawnymi towarzyszami swoimi rzekomo dziejowymi zasługami wobec „towarzyszy w wyzwolonej Ostmarce i w Sudetach, którzy teraz po raz pierwszy po latach niedostatku i ucisku mogą obchodzić święta Bożego Narodzenia w Rzeszy Wielkoniemieckiej”52. Choć jest dopiero wczesne popołudnie, „starzy bojownicy” mają na stołach przystrojonych jodłową zielenią już po kilka wielkich kufli piwa. Hitler, jako przeciwnik alkoholu, także w tym gronie nie wypija oczywiście ani kropli. Prawdziwe picie z pewnością zaczyna się dopiero po opuszczeniu przez niego uroczystości53. Bożonarodzeniowy toast ruchu!
Hitler jest bez wątpienia zadowolony. W polityce zagranicznej może uznać 1938 rok za sukces, a regularna nagonka na Żydów, ze swoim dotychczasowym apogeum w listopadowych pogromach, bardzo odpowiada temu fanatycznemu antysemicie. To on trzyma w ręku wszystkie sznurki w sprawie prześladowań Żydów i jest instancją rozstrzygającą, od której w tej kwestii wszystko zależy54 – a ze względu na szeroko rozpowszechniony antysemityzm może być pewien poparcia Niemców dla tego postępowania. Ten czterdziestodziewięcioletni mężczyzna jest niekwestionowanym Führerem i kanclerzem Rzeszy „Wielkich Niemiec”, których istnienia w tej postaci, gdy obejmował władzę prawie sześć lat temu, niemal nikt nie uważał za możliwe. Rodziny, z którą mógłby świętować to Boże Narodzenie, Adolf Hitler jednak nie ma. Dlatego po spotkaniu w Löwenbräukeller spędza wieczór 24 grudnia zapewne znów w samotności w swoim mieszkaniu przy monachijskim Prinzregentenplatz.
Podczas gdy jednych należy możliwie jak najszerzej włączyć w podniosły nastrój Bożego Narodzenia 1938 roku, inni pozostają konsekwentnie z niego wykluczeni. Przede wszystkim Niemcy wyznania mojżeszowego odczuwają ten dzień w tym roku jako szczególnie przygnębiający. Od listopadowych rozruchów i mordów minęło zaledwie kilka tygodni, lęk przed kolejnymi atakami jest namacalny. Doświadczenie całkowitej bezbronności w chwilach rozpędzonej przemocy po raz kolejny odmieniło życie tych ludzi. Od ponad pięciu lat Żydzi są już wykluczani, pozbawiani praw i prześladowani. Nie wolno im wykonywać pracy – bez względu na to, czy są urzędnikami, uczonymi czy drobnymi kupcami – a na podstawie tak zwanej ustawy o obywatelstwie Rzeszy odebrano im prawa przysługujące wszystkim pozostałym, nieżydowskim Niemcom.
Do narastającego bezprawia dochodzą upokorzenia i prześladowania wszelkiego rodzaju w codziennym życiu. Kto uchodzi za Żyda, od 5 października 1938 roku musi mieć w paszporcie wbity stempel z literą „J”55 i w gruncie rzeczy toczy już wojnę obronną na życie i śmierć. Dostrzega to także przywódczyni BDM Melita Maschmann: „Jesteśmy w stanie wojny”. Taka perspektywa odpowiada polityce minionych lat, w której Żydów otwarcie piętnowano jako „wrogów” Rzeszy Niemieckiej56. Młody emigrant Ulrich Alexander Boschwitz, który na paryskim uchodźstwie pisze powieść Podróżny, ma podobne spostrzeżenia. 9 listopada 1938 roku jego bohater mówi:
To mnie wypowiedziano wojnę, mnie osobiście. Dokładnie tak. Właśnie mnie definitywnie i całkiem realnie wypowiedziano wojnę i teraz jestem sam – na terytorium nieprzyjaciela57.
Dla żydowskich wiernych w Niemczech 24 grudnia 1938 roku jest ostatnim dniem ośmiodniowego święta Chanuka, upamiętniającego ponowne poświęcenie Świątyni Jerozolimskiej w 164 roku przed naszą erą. We Wrocławiu, gdzie podczas listopadowego pogromu podpalono główną synagogę, a większość pozostałych żydowskich domów modlitwy zdemolowano, historyk Willy Cohn spotyka się z innymi wiernymi na modlitwie. W swoim dzienniku notuje:
Pobożni chrześcijanie życzą dziś: „Pokoju na ziemi”, ale jakże daleko ludzkości do tego. Codziennie czyta się w gazetach o wykonywaniu wyroków śmierci w Niemczech.
Pokój na ziemi! Ilu Żydów zmarło w Buchenwaldzie albo na skutek pobytu tam. Pokój na ziemi!58
Inni więźniowie mają szczęście spędzać chrześcijańskie święta Bożego Narodzenia znów w domu. Należy do nich Ludwig Feuchtwanger z Monachium, brat Liona Feuchtwangera, który po listopadowym pogromie został wywieziony do obozu w Dachau. 20 grudnia 1938 roku wraca do rodziny mieszkającej w stolicy Bawarii przy Grillparzerstrasse, tuż obok Prinzregentenplatz. Jednym z jego sąsiadów jest – paradoksalnie – sam Adolf Hitler, który dziesięć lat wcześniej wynajął tam mieszkanie. Żydowska rodzina musiała więc w ostatnich latach znosić postępujące i upokarzające pozbawianie praw niemieckich Żydów w stałej bliskości prywatnego miejsca zamieszkania dyktatora. Aż do tej chwili. Syn Feuchtwangera, czternastoletni wówczas Edgar, wspomina, jak kilka dni po powrocie z Dachau jego ojciec nie był już w stanie wytrzymać tej przestrzennej bliskości z Hitlerem ani prześladowań w kraju i podjął decyzję o emigracji rodziny:
Wyjedziemy, synu – powiedział któregoś wieczoru w blasku siedmioramiennego świecznika, który został zapalony tylko ten jeden raz. – Zobaczysz, opuścimy to piekło, a wtedy nie będziemy już mieszkać na oczach tego parszywca. – Jeszcze nigdy nie słyszałem takich słów z jego ust. To był wieczór wigilijny59.
Boże Narodzenie 1938 roku to nie są „normalne” święta, w dodatku w tym okresie Niemcy są podzielone. Bez względu na to, czy ludzie obchodzą Niemieckie Ludowe Boże Narodzenie, czy tradycyjne chrześcijańskie święta, w obu przypadkach wykluczeni są głównie niemieccy Żydzi, a także osoby inaczej myślące i prześladowane. Jednocześnie wszyscy Niemcy boją się wojny. Odczuwają ulgę, że dotąd nie padł ani jeden strzał. Jednak w tę ulgę, na skutek wydarzeń ostatnich miesięcy, wkradła się poważna doza sceptycyzmu. Propaganda głosi, że to właśnie Adolf Hitler i jego rząd uratowali pokój. „A najgorsze – notuje w swym dzienniku zrozpaczony pięćdziesięciotrzyletni Friedrich Kellner – że naród to papuguje”. Kellner, który pracuje jako inspektor sądowy w heskim sądzie rejonowym, konsekwentnie odmawiał wstąpienia do NSDAP i prywatnie jest wstrząśnięty wiernością, jaką Niemcy okazują posłuszeństwo nowej władzy60. „Przeciw głupocie – zapisuje gorzko – sami bogowie walczą na próżno”61.
Bożonarodzeniowym „hitem” nie jest więc w gruncie rzeczy ani pasjonująca książka, ani modny krawat, ani też kunsztowny łańcuszek dla małżonki. Kto kocha swoich bliskich, powinien raczej zainwestować w ich prywatną obronę. Nie bez powodu właśnie w tych dniach w gazetach codziennych pojawia się następujące pilne ostrzeżenie: „Zakup ludowej maski przeciwgazowej jest obowiązkiem narodowym”62. Maska przeciwgazowa pod choinką to obraz upiorny, ale pasujący do okresu czekania na wojnę. W raporcie zakazanej SPD, która na emigracji obserwuje wydarzenia w Niemczech, czytamy:
Naród niemiecki żyje w oczekiwaniu wojny. To nie tak, że ludzie wierzą, iż ta wojna wybuchnie jutro lub pojutrze. Ale nie potrafią sobie wyobrazić, by całość mogła zakończyć się inaczej niż wojną63.
Rzeczywiście, wszyscy doskonale widzą przygotowania do wojny, choćby w fabrykach. To przecież oczywiste, że ten reżim chce wojny. Pod koniec 1938 roku w nielegalnym piśmie związkowym czytamy: „Pięć lat nieprzerwanego zbrojenia, tworzenie z niczego silnej zmechanizowanej armii lądowej, sił powietrznych najpotężniejszych w Europie pod względem liczby samolotów oraz budowa godnej uwagi floty” – zdaniem autorów niemiecka klasa robotnicza powinna widzieć to wszystko jak na dłoni. Konkluzja jest taka, że narodowy socjalizm ostatecznie doprowadzi Niemcy do wojny. Nawet jeśli w 1938 roku została ona na chwilę odwleczona, rząd wykorzysta tę przerwę na oddech jedynie po to, „by lepiej przygotować się do konfrontacji militarnej”64.
W istocie oznaki wojny są widoczne przede wszystkim w postaci starań o obronę przeciwlotniczą dla wszystkich. I właśnie na święta Bożego Narodzenia w niemieckich miastach zapowiadane są nowe i zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia obrony przeciwlotniczej. Dotychczas jednak – jak czytamy 24 grudnia 1938 roku w „Oberkasseler Zeitung” – doświadczenie wykazało, że trwające tylko jeden dzień ćwiczenia zaciemnienia nie mają większej wartości. Dlatego od 17 do 19 stycznia w całym okręgu Kolonii ma zostać przećwiczony stan najwyższego zagrożenia, aby ludność nauczyła się „urządzać sobie życie tak, jak w warunkach wojny da się to znieść przez dłuższy czas”65. Propaganda przygotowuje ludzi do wspólnoty niedoli, której członkowie wcześniej czy później będą zdani w schronie wyłącznie na siebie. Aby przetrwać w takim miejscu w każdej „biedzie i niebezpieczeństwie”, odrobina przytulności może okazać się pomocna. W pewnym ilustrowanym czasopiśmie przytacza się radę funkcjonariuszki obrony przeciwlotniczej na temat tego, że warto urządzić kącik z zabawkami, by zająć najmłodszych, „bo dzieci łatwo się niepokoją…”66.
„General-Anzeiger” z Bonn przekazuje pewną – zapewne fikcyjną – historię z kamienicy, w której lokatorzy od dawna żyją w niezgodzie. Raz jedna rodzina miała nie umyć klatki schodowej, innym razem komuś przeszkadzają stojące w piwnicy przedmioty – krótko mówiąc, zwyczajna wojenka w domu wielorodzinnym. Tyle że czasy nie są zwyczajne. Ponieważ przez kłótnie nie udaje się zorganizować ani wspólnej domowej obrony przeciwlotniczej, ani domowej straży pożarnej, właściwy rejonowy grupenführer zjawia się osobiście i przypomina wszystkim o powadze sytuacji:
Towarzysze – powiedział – jeśli pewnego dnia zaczną spadać na nas bomby, nie będzie żadnych waśni ani sporów. Wtedy wszyscy będziemy musieli stanąć do walki o własne życie i o życie innych. Wtedy naprawdę będzie obowiązywała zasada: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!”. Wyobraźcie sobie, co będzie w razie prawdziwego zagrożenia, jeśli wtedy będziecie tak mało zgodni jak teraz67.
„Jeśli pewnego dnia zaczną spadać na nas bomby” – na przełomie 1938 roku i 1939 roku jest to realna perspektywa w wielu niemieckich miastach. Liczne ćwiczenia mają przygotować ludność na sytuację kryzysową, tak by na dźwięk syren natychmiast schodziła do istniejących schronów, a przynajmniej do prowizorycznie przystosowanych piwnic. Wychodząc z mieszkania, należy jeszcze otworzyć okna i je unieruchomić, ponieważ w trakcie nalotu szyby łatwiej pękają pod wpływem podmuchu powietrza. Podczas wielkich ćwiczeń w Dortmundzie na początku maja 1939 roku prezydent policji wielkodusznie rezygnuje jednak z przestrzegania tego przepisu. Jest jeszcze dość zimno, więc tym razem okna mogą pozostać zamknięte, choć widać dobrą wolę mieszkańców: „Na jednym z okien należy umieścić tabliczkę z napisem: «Okna otwarte»”68.
Mimo wszystkich przygotowań wojennych wielu Niemców jest zadowolonych. „Żyjemy w wielkiej, ba, chyba największej dotąd epoce naszego narodu” – obwieszcza na przełomie 1938 roku i 1939 roku krajowy przywódca chłopów w Nadrenii, Kuno von Eltz-Rübenach – w epoce, „której nasi potomkowie będą nam kiedyś zazdrościć”69. Istotnie rozprzestrzenia się swoiste „wielkoniemieckie” poczucie dumy z przynależności do narodu, który pod względem terytorialnym jeszcze nigdy nie był tak wielki jak w ostatnich miesiącach. „Wielkie Niemcy” rodzą osobliwą postawę, w której każdy Niemiec może poczuć się choć trochę zwycięzcą. Minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels ujmuje to w swoim radiowym przemówieniu na koniec roku w typowy dla siebie sposób:
Ten naród znów uradował się życiem. Nigdy jeszcze nie przeżył tak szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia jak przed tygodniem i nigdy nie patrzył na nadchodzący rok tak odważnie i z taką ufnością jak na rok 193970.
Zdaniem narodowosocjalistycznej propagandy kończący się 1938 rok ma dzięki wydarzeniom w polityce zagranicznej „kiedyś zostać zaliczony do najdonioślejszych w całej historii Niemiec”. Tak twierdzi Wilhelm Weiss, redaktor naczelny „Völkischer Beobachter”. Cała narodowa historia minionych stuleci dopiero teraz miała osiągnąć swój właściwy cel, a mianowicie – poprzez „ponowne zjednoczenie” z Niemcami sudeckimi i Austriakami – połączyć wszystkich Niemców w jednej Rzeszy. Pod względem wojskowym tę nową Rzeszę gwarantuje wzmocniona armia Wehrmachtu z czołgami i samolotami, lecz „siła politycznych Wielkich Niemiec tkwi w ich jedności i zwartości”71.
Ten apel jest czymś więcej niż formułą propagandową. Wpisuje się w tradycję schematu myślowego, który od dobrych siedemdziesięciu lat przenika niemiecką politykę i trwale zakorzenił się w kulturze politycznej Niemiec: wewnętrzna jedność, jednomyślne trwanie wszystkich Niemców ramię w ramię, ma dopiero umożliwić jedność państwa narodowego. W odwrotnej perspektywie oznacza to również, że w przeszłości polityczna, a także religijna niezgoda Niemców zawsze miała uniemożliwiać jedność narodową – i ten aspekt jest centralny nie tylko w narodowosocjalistycznym spojrzeniu na historię. Jednocześnie wyobrażenie to karmi pychę, że Niemcy naprawdę wewnętrznie zjednoczone byłyby w polityce zagranicznej nie tylko potężne, lecz wręcz niezwyciężone. Od zwycięstwa nad Francją w wojnie 1870 roku i 1871 roku pogląd ten tak bardzo zamącił ludziom w głowach, że w chwili wybuchu wojny światowej w 1914 roku cesarz Wilhelm II mógł całkiem serio wołać do Niemców: „Jeszcze nigdy Niemcy nie zostały pokonane, gdy były zjednoczone”. Ów historyczny nonsens bardzo przydał się wojennej propagandzie. Wbrew zdrowemu rozsądkowi wielu ludziom walka z wieloma przeciwnikami – a być może nawet z całym światem wrogów – wydawała się możliwa do wygrania72.
Klęska 1918 roku w gruncie rzeczy doprowadziła tę wizję do absurdu, lecz popularna daleko poza kręgami mieszczańskimi „legenda o ciosie w plecy” mimo wszystko zapewniła jej dalsze życie. Ponieważ w Niemczech panowała wewnętrzna niezgoda, a siły polityczne we własnym kraju miały doprowadzić do upadku „ugodzonych w plecy”, ale w gruncie rzeczy niezwyciężonych żołnierzy, Rzesza Niemiecka przegrała tę wojnę. Dlatego od tej pory żądanie narodowej jedności wysuwano jeszcze natarczywiej – tylko ona, jak powtarzano także po 1918 roku, miała pomóc Niemcom odzyskać moc i siłę. Już za kilka miesięcy sam Hitler będzie twierdził w tym duchu, że w chwili objęcia władzy w 1933 roku jego rząd zastał Niemcy „rozbite na państewka” i odtąd systematycznie organizował i ukierunkowywał kraj „na wspólnotę”73.
Równocześnie żądanie „jedności i zwartości”, jak formułuje je także „Völkischer Beobachter”, zawsze uwalnia wewnątrz potężną agresję. Wszyscy krytycy i odstępcy stają tym samym pod zarzutem podważania sprawy narodowej, bo rzekomo osłabiają wspólnotę. Domniemani „wrogowie Rzeszy”, atakowani w Niemczech od utworzenia Rzeszy w 1870 roku i 1871 roku, również w 1938 roku nadal uchodzą za wrogów rzekomo narodowej sprawy: socjaldemokraci i komuniści, oczerniani jako „zdrajcy ojczyzny”, katoliccy zwolennicy ultramontanizmu, rzekomo bardziej posłuszni papieżowi w Rzymie niż rządowi w Berlinie, przedstawiciele mniejszości narodowych, których w miarę możliwości należy skłonić do opuszczenia kraju, a teraz przede wszystkim Żydzi. Im głośniej w Niemczech przywołuje się „jedność” – co pokazuje już doświadczenie historyczne – tym bardziej domniemani „wrogowie Rzeszy” muszą się obawiać pozostałych Niemców.
Owa jedność Niemców powinna znajdować swój wyraz w tak często wspominanej „wspólnocie narodowej”. To wieloznaczne pojęcie swoją popularność i polityczną siłę czerpie przede wszystkim z obietnicy stworzenia w kraju nowego ładu społecznego, który ma przezwyciężyć tradycyjne nierówności. Minister propagandy Joseph Goebbels widzi „robotników i mieszczan, chłopów, studentów i żołnierzy” w jednej wielkiej wspólnocie, „w której nie pyta się już, czy ktoś jest mieszczaninem czy proletariuszem, czy jest katolikiem czy protestantem”, lecz liczy się wyłącznie wyznanie przynależności do własnego narodu74. System wkłada ogromny wysiłek w symboliczne uznanie klasy robotniczej – dawne różnice stanowe wobec mieszczaństwa mają rzekomo zanikać. Równość ta jest odczuwana tylko „mniej lub bardziej”, jak później nazwie to historyk Norbert Frei, ponieważ nierówności społeczne mimo wszystko trwają, a od lat dochodzą do nich jeszcze nowe. Ta „wspólnota narodowa” dzieli teraz Niemców wyraźniej niż kiedykolwiek na tych, którzy „należą”, oraz tych, którzy odtąd są wykluczeni ze wspólnoty towarzyszy75.
Dotyczy to również Bożego Narodzenia 1938 roku. Większość Niemców może cieszyć się świętami, śpiewa stare pieśni o owej świętej nocy i o pokoju na ziemi – albo Hohe Nacht der klaren Sterne – raduje się „wielkimi” Niemcami i jest dumna, że Adolf Hitler prowadzi ich kraj. A do tego w okresie przed świętami spadł śnieg, który przyniósł zimowe radości nie tylko dzieciom. Wielu ludziom w tych dniach dobrze się powodzi, być może z zadowoleniem spoglądają na udany pod względem gospodarczym lub rodzinnym rok 1938 i dlatego podzielają entuzjazm propagandy. Być może to jednak tylko osobliwa atmosfera między jedzeniem ciasteczek a otwieraniem prezentów, do tego radość i – miejmy nadzieję – szczęśliwe dzieci sprawiają, że niektórzy choć na te świąteczne dni potrafią zapomnieć, iż te Niemcy wcale nie są piękne – nawet jeśli śnieg okrył je w malowniczy sposób.
Dla mieszkanki Bonn, Marie Kahle, która podczas listopadowego pogromu pomogła zaprzyjaźnionej rodzinie żydowskiej i od tamtej pory jest szykanowana przez organy bezpieczeństwa, Boże Narodzenie w tym roku jest „dość smutnym dniem”. Z powodu prześladowań ostatnich tygodni rodzina sądzi, że to „nasze ostatnie Boże Narodzenie”76. Niemcy od dawna są krajem, w którym poczucie lęku i grozy stało się normą – krajem, w którym ludzi się „zabiera”, w którym można podpalać domy modlitwy i plądrować sklepy. Nie każdego Niemca dotyka to w tym samym stopniu i nie każdy równie silnie odczuwa tę ciągłą możliwość stosowania przemocy i jej doświadczania. Ale każdy w Niemczech wie: jeśli nie on sam, to przynajmniej inni powinni się bać. Pokój na ziemi? Nie w Niemczech.
Wstęp. Dobre życie?
1 S. Haffner, Historia pewnego Niemca. Wspomnienia 1914-1933, przeł. D. Guzik, Kraków 2007, s. 155.
2 Por. H. Welzer i in., Opa war kein Nazi. Nationalsozialismus und Holocaust im Familiengedächtnis, Frankfurt am Main 2002, s. 9–11.
3 J. Echternkamp, Das Dritte Reich. Diktatur, Volksgemeinschaft, Krieg, Berlin/Boston 2018, s. 154.
4 Tamże.
I. Pokój na ziemi
1Weihnachten in Frieden!, „Dortmunder Zeitung”, 24 grudnia 1938, s. 1.
2Doch noch weiße Weihnachten. Überall Schneefälle – Teilweise Eisstand auf der Mosel, „Mittelrheinische Landeszeitung”, 23 grudnia 1938, s. 5.
3Winterfreuden auf dem toten Rheinarm bei Honnef, „Mittelrheinische Landeszeitung”, 23 grudnia 1938, s. 5.
4Die Eisgewinnung hat begonnen, „Mittelrheinische Landeszeitung”, 23 grudnia 1938, s. 5.
5Reichsbahn und Winter im Kampf, „Dortmunder Zeitung”, 24 grudnia 1938, s. 14.
6Flugzeuge retteten aus Eisnot. Notdienste der Lufthansa – Wackere Rettungstat ostfriesischer Seeleute, „Mittelrheinische Landeszeitung”, 23 grudnia 1938, s. 7.
7 J. Echternkamp, Das Dritte Reich, Diktatur, Volksgemeinschaft, Krieg, Berlin/Boston 2018, s. 74.
8 Tamże, s. 71.
9Deutschland-Berichte der Sozialdemokratischen Partei Deutschlands, R. 5, nr 12 (12 stycznia 1939), s. A2.
10 Tamże, s. A3.
11 W. Distel, Einleitung, dz. cyt., s. 9.
12 A. Königseder, Entwicklung des KZ-Systems w: W. Benz, B. Distel (red.), Der Ort des Terrors, t. I, München 2005, s. 30–33.
13 Tamże, s. 33 i n.
14 List Rudolfa Larscha do syna Hansa, 11 grudnia 1938, EzG; https://jugend1918-1945.de/portal/ARCHIV/thema.aspx?bereich=archiv&root=8872&id=i8i9&redir=#prettyPhoto, dostęp: 22 stycznia 2020.
15 Tamże.
16 N. Cohn, Kein Recht – nirgends. Tagebuch vom Untergang des jüdischen Breslau 1933–1945, Koln 1998, s. 179 (22 grudnia 1938).
17 Por. odpowiednie ogłoszenie w „Mittelrheinische Landeszeitung”, 23 grudnia 1938, s. 10.
18 Por. „General-Anzeiger für Bonn und Umgebung”, 23 grudnia 1938, s. 9.
19 Por. „Der Patriot”, 23 grudnia 1938 (1. wyd.), s. 4.
20 Por. „Völkischer Beobachter” (wyd. wiedeńskie), 23 grudnia 1938, s. 4.
21Rundfunkgerät als Weihnachtsgeschenk, „Der Patriot”, 23 grudnia 1938 (2. wyd.), s. 5.
22 T. Urban, Die Konsensfabrik, Göttingen 2007, s. 189.
23 Tamże.
24 R. Hachtmann, Lebenshaltungskosten und Reallöhne während des „Dritten Reiches”, „Vierteljahresschrift für Sozial- und Wirtschaftsgeschichte”1988, nr 1 (75), s. 46.
25 Por. Amtl. Bonner Marktbericht vom 23. Dezember, „General-Anzeiger”, s. 4.
26Aachener Printen auf dem Weihnachtszug. Umsatz nahezu verzehnfacht, „Dortmunder Zeitung”, 23 grudnia 1938 (wyd. poranne), s. 8.
27 V. Klemperer, Ich will Zeugnis ablegen bis zum letzten. Tagebücher 1933–1941, Berlin 1995, s. 448 i n. (25 grudnia 1938).
28Die Betriebsgemeinschaft der I./Flak 4 feierte ein fröhliches Weihnachtsfest, „Dortmunder Zeitung”, 23 grudnia 1938 (wyd. poranne), s. 6.
29 Cyt. za: C. Deutschbein, N. Korsten, Heilige Nacht? Das Weihnachtsfest im Dienste der NS-Propaganda, Cloppenburg 2007, s. 42.
30 Por. A. Hoffmann, Der Jahresring. Alte und neue Weisen im dreistimmigen Chorsatz für die singende Gemeinschaft, Berlin 1939, s. 84 i n.
31 E. Gajek, Nationalsozialistische Weihnacht. Winter- und Weihnachtsrituale im „Dritten Reich”, Frankfurt am Main 2005, s. 190, 204 i n.
32 Tamże, s. 200 i n.
33 C. Deutschbein, N. Korsten, Heilige Nacht?, dz. cyt., s. 48.
34Deutsche Weihnacht, s. 4 i n.
35Fest des deutschen Herzens, „Der Patriot”, 23 grudnia 1938 (1. wyd.), s. 1.
36Deutsche Weihnacht. Beispielvorschläge der Reichspropagandaleitung…, München 1937, s. 2 i n.
37 Tamże, s. 4.
38Winterhilfswerk bereitet Weihnachtsfreude. 300000 Hilfsbedürftige – 80000 Kinder werden beschert, „Dortmunder Zeitung”, 23 grudnia 1938 (wyd. poranne), s. 8.
39Fest des deutschen Herzens, „Der Patriot”, 23 grudnia 1938 (1. wyd.), s. 1.
40Jahreslagebericht 1938 des Sicherheitshauptamtes, w: H. Boberach (red.), Meldungen aus dem Reich 1938–1945, t. 2, Herrsching 1984, s. 167.
41Deutsche Weihnacht…, dz. cyt., s. 8 i n.
42 Por. relacje w „Münsterländische Tageszeitung”, 21 grudnia 1938; cyt. za: C. Deutschbein, N. Korsten, Heilige Nacht?…, dz. cyt., s. 46.
43 E. Gajek, Hohe Nacht der klaren Sterneund andere ›Stille Nacht‹ der Nationalsozialisten, w: R. Faber, Säkularisierung und Resakralisierung. Zur Geschichte des Kirchenlieds und seiner Aufführung, Würzburg 1997, s. 155.
44 Tamże, s. 148 i n.
45 Cyt. za: I. Benzing-Vogt, Vom Kind in der Krippe zum Kind in der Wiege. Das Weihnachtslied der NS-Zeit, „Neue Musikzeitung” 1997/1998, R. 46, nr 12, s. 49 i n.
46Glückliche Kinder bei „Onkel Hermanm”, „Dortmunder Zeitung”, 24 grudnia 1938, s. 2.
47 Tamże.
48 Tamże.
49Weihnachten in Frieden. Einigkeit und Opfersinn in Deutschland/Haß und Zwietracht in andern Ländern, „Dortmunder Zeitung”, 24 grudnia 1938, (wyd. świąteczne), s. 1.
50Ein Fest der Kameradschaft. Die Bauarbeiter der Reichskanzlei feierten mit dem Führer Weihnachten, „Dortmunder Zeitung”, 23 grudnia 1938 (wyd. poranne), s. 2.
51Weihnachten mit dem Führer, „General-Anzeiger für Bonn und Umgebung”, 27 grudnia 1938, s. 8.
52Weihnacht mit dem Führer, Völkischer Beobachter” (wyd. wiedeńskie), 25 grudnia 1938, s. 4.
53 Por. fotografia w „Völkischer Beobachter” (wyd. wiedeńskie), 27 grudnia 1938, s. 1.
54 V. Ullrich, Hitler. Narodziny zła 1889–1939, przeł. M. Antkowiak, Warszawa 2015, s. 884–885.
55 I. Kershaw, Hitler 1936–1945, Stuttgart 2000, s. 115.
56 A. Lüdtke, Macht der Emotionen – Gefühle als Produktivkraft: Bemerkungen zu einer schwierigen Geschichte, w: Á. von Klimó, M. Rolf (red.), Rausch und Diktatur. Inszenierung, Mobilisierung und Kontrolle in totalitären Systemen, Frankfurt am Main 2006, s. 50–51.
57 U.A. Boschwitz, Der Reisende, Stuttgart 2018, s. 35.
58 H. Cohn, Kein Recht – nirgends. Tagebuch vom Untergang des jüdischen Breslau 1933–1945, Koln 1998, s. 179.
59 E. Feuchtwanger, B. Scali, Als Hitler unser Nachbar war. Erinnerungen an meine Kindheit im Nationalsozialismus, München 2014, s. 203.
60 J. Roth, Chronist der Verblendung. Joseph Goebbels und sein Tagebuch, München 1998, s. 7–8.
61 F. Kellner, Dziennik sprzeciwu. Tajne zapiski obywatela III Rzeszy 1939–1942, przeł. A. Kopacki, Warszawa 2015, s. 16 (1 października 1939).
62 Por. „Mittelrheinische Landeszeitung”, 23 grudnia 1938, s. 9.
63Deutschland-Berichte der Sozialdemokratischen Partei Deutschlands, R. 6, nr 2 (10 marca 1939), s. A1.
64Erhöhte Bereitschaft, „Die Schiffahrt. Organ des Gesamtverbandes der Seeleute, Hafenarbeiter und Binnenschiffer Deutschlands” 1938, nr 9 (19), s. 1–3.
6517.–19. Januar: Große Luftschutzübung im Regierungsbezirk Köln, „Oberkasseler Zeitung”, 24 grudnia 1938 (1. wyd.), s. 2.
66Behaglichkeit im Luftschutzkeller, „Das Blaue Heft. Die Wochenschrift der vielen praktischen Anregungen”, 21 października 1939, s. 2.
67Wir sind aufeinander angewiesen, „General-Anzeiger für Bonn und Umgebung. Bonner Nachrichten”, 2 stycznia 1939, s. 4.
68Polizei-Verordnung betr. Luftschutzvollübung am 6. März 1939 in Dortmund, „Dortmunder Zeitung”, 1 marca 1939, s. 5.
69Aus Millionen Höfen bauten wir den großen Hof Deutschlands. Auch im neuen Jahre volle Einsatzbereitschaft der Landwirte – Neujahrsaufruf des Landesbauernführers
