54,90 zł
Angelika Kuźniak powraca. Mistrzyni portretu biograficznego kreśli intymną opowieść o kobiecie, która przekroczyła granice swojej epoki.
Nowoczesna, niezależna, bezkompromisowa. Pionierka, która weszła tam, gdzie kobietom odmawiano wstępu. Charyzmatyczna i kontrowersyjna, pełna sprzeczności, z uporem przekonywała do siebie świat nauki zdominowany przez mężczyzn. Tytanka pracy, eksperymentatorka, kobieta o nieprzeciętnym umyśle. A jednocześnie żona, matka, cierpiąca wdowa, czuła kochanka.
Świat widział blask jej odkryć, ona coraz mocniej odczuwała ich ciemną stronę: utratę wzroku, zatrutą krew, ciało powoli pochłaniane przez promieniowanie. Angelika Kuźniak, z czułością i literacką precyzją, odsłania nowe fakty i przemilczane historie, tworząc intymny portret kobiety, która zmieniła świat i zapłaciła za to własnym życiem.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 536
Opieka redakcyjna: KATARZYNA KRZYŻAN-PEREK
Konsultacja merytoryczna: Prof. dr hab. TOMASZ POSPIESZNY
Zespół redakcyjno-korektorski: WOJCIECH ADAMSKI, BARBARA GÓRSKA, EWA KOCHANOWICZ, ANNA RUDNICKA, ANDRZEJ STAŃCZYK, ANETA TKACZYK
Fotoedycja: ALDONA BARTA
Opracowanie graficzne: OLGIERD CHMIELEWSKI, MAREK PAWŁOWSKI
Projekt okładki: OLGIERD CHMIELEWSKI
Fotografia wykorzystana na okładce: Maria Skłodowska-Curie, 1911 r., Library of Congress, George Grantham Bain Collection
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Angelika Kuźniak © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-07888-4
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).
Kobiety zawsze są silne. Nieprzypadkowo we wszystkich językach, które nadają rodzaj rzeczownikom, siła jest rodzaju żeńskiego. La force. La forza. Die Kraft.
SÁNDOR MÁRAI, Dziennikitłum. T. Worowska
Niech każdy z nas, jak jedwabnik, tka swój kokon i nie żąda objaśnień, po co i na co. Jeżeli robota nasza będzie dobra, to powiemy sobie, żeśmy się nie gorzej od jedwabników zachowali. Reszta zaś nie od nas zależy.
MARIA SKŁODOWSKA-CURIEz listu do siostrzenicy Hanny Szalay
Datę ekshumacji Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie wyznaczono na piątek 14 kwietnia 1995 roku1.
We wtorek, trzy dni przed, szef domu pogrzebowego Henri de Borniol, odpowiedzialny za jej przeprowadzenie, skontaktował się z Jeanem-Lukiem Pasquierem, ówczesnym dyrektorem Urzędu Ochrony przed Promieniowaniem Jonizującym. Bał się o bezpieczeństwo swoich pracowników. Istniało ryzyko, że szczątki Marii i Piotra są silnie radioaktywne. Chciał otworzyć grób teraz. Pasquier odradzał. I uspokajał: niedawno zmierzono promieniowanie w otoczeniu cmentarza, wprawdzie wyniki zmieniały się w pobliżu grobu, ale wartości nie były wyższe niż w jakiejkolwiek paryskiej piwnicy. Mimo wszystko Pasquier zalecał noszenie podczas ekshumacji masek ochronnych.
Wspólnie ustalili, że prace przygotowawcze ograniczą się do usunięcia ziemi z nagrobka dzień przed ekshumacją.
Piątek, 14 kwietnia. Cmentarz w Sceaux.
8:05
Czterej pracownicy domu pogrzebowego ostrożnie uchylają płytę nagrobną. Pomiar na głębokości półtora metra wskazuje, że poziom napromieniowania nie jest wysoki. Maski ochronne okazują się zbyteczne.
8:12
Kamienne płyty, które dodatkowo przykrywały trumny Marii i Piotra, są już na powierzchni. Kolejny pomiar promieniowania w odkrytym grobowcu. Nie ma niebezpieczeństwa. Niewielki wzrost wartości jest zjawiskiem normalnym, tym bardziej że punkty pomiaru znajdują się teraz na głębokości metra siedemdziesięciu centymetrów poniżej poziomu gruntu. Nie można jeszcze stwierdzić, czy szczątki są radioaktywne.
8:25
Widać brązową drewnianą trumnę. Leży na głębokości trzech metrów. Na tabliczce z miedzi – niewyraźny napis: „Marie Curie”.
8:30
Do grobowca wchodzi pracownik domu pogrzebowego. Deska po desce rozbiera brązową drewnianą trumnę. To konieczne – jest tak zbutwiała, że nie wytrzymałaby w całości wyciągania z grobu. Szybko się okazuje, że trumna przykrywa kolejną – tym razem z ołowiu. Ponowny pomiar napromieniowania potwierdza wcześniejsze, nieszkodliwe wartości.
8:35
Rozpoczyna się wyciąganie trumny. Jest ciężka, waży ponad sto kilogramów, potrzebne są do tego cztery osoby.
Dziesięć minut później trumna jest na powierzchni. Stoi teraz na środku alei kasztanowców, na folii z różowego winylu. Ołowiana obudowa jest nienaruszona (ma dwa i pół milimetra grubości). W pionowej przedniej oraz tylnej ścianie trumny znajdują się cztery otwory, każdy o średnicy około pięciu milimetrów. Umocowano w nich haki, dzięki którym trumnę w 1934 roku bezpiecznie spuszczono do grobu. Przez otwory widać kolejną, trzecią już trumnę. Jest biała, z drewna. Nowy pomiar, tym razem w przestrzeni między dwiema trumnami. Stężenie radonu (gaz powstający w wyniku rozpadu radu) nie jest wysokie.
8:55
Pracownicy zakładu pogrzebowego za pomocą dłuta oraz młota podważają górne krawędzie ołowianej trumny. Unoszą także wieko białej trumny drewnianej.
Oto, co zobaczyli sześćdziesiąt jeden lat po pogrzebie:
Wielkość ciała (według danych w paszporcie Maria miała sto sześćdziesiąt trzy centymetry wzrostu) jest zachowana. Ramiona Marii wyciągnięte są wzdłuż ciała. Ma bose stopy. Białe ubranie, w którym ją pochowano, prawdopodobnie przykleiło się do skóry. Skóra jest brązowa, oczy i powieki zaniknęły. Ma otwarte usta. Nadal można rozpoznać rysy jej twarzy. Zachowały się też włosy. Są siwe, jedynie na szczycie czaszki, po prawej stronie, na powierzchni około siedmiu–ośmiu centymetrów kwadratowych, widać plamę koloru miedzi, najpewniej ślad po werniksie użytym do impregnacji drewna. W trumnie znaleziono również poczerniałe łodygi – pozostałość po różach, które córki Irena i Ewa położyły na ciele Marii przed zamknięciem trumny. Na ich końcach były jeszcze resztki płatków.
Pomiar radioaktywności, wykonany „w kontakcie z ciałem” za pomocą sond alfa i beta, wykazał niewielkie skażenie na stopach, biodrach i czaszce.
Z czaszki oraz miednicy pobrano próbki. Późniejsza analiza laboratoryjna potwierdziła wstępne wyniki: na kościach znaleziono jedynie śladowe ilości radu.
Kwadrans po dziewiątej szczątki Marii delikatnie przeniesiono do nowej, mniejszej trumny, dostosowanej do niszy w Panteonie, tam ma być przewieziona. Przed zamknięciem wieka każdy z obecnych spojrzał na Skłodowską-Curie po raz ostatni. „Poza protokołem, ale z emocjami”2 – pisze Pasquier.
Szczegół: na dłoniach Marii nadal widoczne były blizny, które powstały podczas pracy z radem.
Ponad półtora tysiąca lat. Tyle musi jeszcze minąć, aby dokumenty z archiwum Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie zmniejszyły swoją radioaktywność o połowę. Większość z nich znajduje się w Paryżu, w Muzeum Curie oraz w Bibliotece Narodowej Francji (BnF). Niektóre, dla bezpieczeństwa, przechowuje się w specjalnych ołowianych pojemnikach. Znaczną część już zdigitalizowano, jest dostępna na stronie biblioteki cyfrowej Gallica3.
Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku niektóre notatki laboratoryjne Marii Skłodowskiej-Curie (kilkadziesiąt stron) kupił – zgodnie z prawem – amerykański wydawca. Zapłacił czterysta pięćdziesiąt tysięcy franków (wtedy prawie siedemdziesiąt tysięcy euro). Zamierzał sprzedać je kartka po kartce z certyfikatem autentyczności. Notatki odzyskano. Pierre Pellerin, francuski lekarz, specjalista w dziedzinie ochrony radiologicznej, założyciel i dyrektor Centralnej Służby Ochrony przed Promieniowaniem Jonizującym, wykonał wtedy badania, między innymi autoradiografię. Ekspertyzy trwały od 26 grudnia 1984 do 6 stycznia roku następnego. Okazało się, że radioaktywne są nie tylko odciski palców Marii znalezione na kartkach, ale również atrament, którego używała.
Strony z zeszytów laboratoryjnych Marii Skłodowskiej-Curie i Piotra Curie dotyczące odkrycia polonu i radu, znane jako Notatniki Odkryć z polonem i radem, lata 1897–1900.Piotr Curie (ulubione zdjęcie Marii), ok. 1906.Paryż. Rok 2011 i później.
Pracownik archiwum podaje mi kartkę. Muszę podpisać oświadczenie, że wiem, iż dokumenty, które zaraz otrzymam, mogą być szkodliwe dla mojego zdrowia. Jeszcze kilkanaście lat temu musiałabym zapewne nałożyć ochronne ubranie. Dziś wystarczą okulary oraz białe bawełniane rękawiczki.
Zeszyt w kratkę, w beżowej oprawie z płótna, ma pożółkłe kartki oraz format dwadzieścia dwa i pół centymetra na siedemnaście i pół. We fragmentach po raz pierwszy publikowała go w biografii matki w 1937 roku Ewa Curie. Jednak dopiero w styczniu 1990 rodzina udostępniła dziennik naukowcom. Ktoś go kiedyś nazwał „żałobnym”. I tak zostało.
Siedemdziesiąt trzy strony. Zapisanych – dwadzieścia osiem. Stronę dwudziestą drugą ktoś przedarł na pół. Zresztą wiele jest kartek w tym zeszycie, z których odcięto początek lub koniec.
Maria prowadziła ten dziennik nieregularnie. Daty nie są więc aż tak ważne, ale dla porządku: pierwszy wpis – 30 kwietnia 1906, jedenaście dni po śmierci Piotra. Ostatni – niecały rok później.
Pismo Marii jest lekko pochylone. Wyraźne. Z czasem zmienia się tylko trochę. Widać, że uczyła się kaligrafii. Dba o każdy szczegół, rzadko coś skreśla.
Fragment zapisków Marii po śmierci Piotra w tak zwanym dzienniku żałobnym, przechowywanym w Bibliotece Narodowej Francji.W 1911 roku, kiedy Maria kandydowała do Francuskiej Akademii Nauk, jej pismu, na zlecenie prasy, przyjrzała się sławna we Francji chiromantka i jasnowidzka Madame Fraya (Valentine Dencausse). Przygotowała dokładną charakterystykę: „Umysł rozważny, ostrożny, zdolność do entuzjazmu, wytrwałość w wysiłkach. Aktywność mózgu regularna i metodyczna, przemyślane, dojrzałe decyzje, wyrażane niemal zawsze w sposób definitywny. Wielka wrażliwość nieprzejawiająca się w wylewności uczuć. Skłonność do zamykania się w sobie, w życiu wewnętrznym niedostępnym dla familiarności. Więcej opanowania niż spontaniczności, skromność – nie tylko dla pozorów, bardzo mało kokieterii. Brak zainteresowania sprawami praktycznymi, ale wielka chęć uwolnienia własnej osobowości, umocnienia jej; wydobycia na światło dzienne. Zamiłowanie do skupienia i samotności. Sumiennie skrupulatna. Charakter lojalny i pewny, w którym nerwowość jest bez przerwy poskramiana silną wolą zwalczania każdej słabości”4.
Dziennik żałobny Maria pisze po francusku. W dużej części jest to monolog. Zwraca się w nim do Piotra, swojego męża.
To, co stało się w czwartek 19 kwietnia 1906 roku, znamy z relacji prasowych i zeznań świadków. Są też wspomnienia Marii.
Tego dnia Piotr krzątał się po domu w pośpiechu. Zbierał dokumenty do teczki, chaotycznie, nerwowo. Zawsze był lekko roztargniony. Zaplanował kilka spotkań na mieście. Przedtem chciał popracować w laboratorium. W korytarzu zatrzymała go Emma, gosposia i opiekunka dzieci, żądała podwyżki. Zbył ją. Nie teraz, nie ma czasu. Uważał, że Emma niezbyt dobrze troszczy się o dom, a to wymagało dłuższej rozmowy.
Zbiegł po schodach. Już przy drzwiach spytał Marię, czy przyjdzie do laboratorium. Odpowiedziała mu krótko, bez czułości (długo będzie to sobie wypominać), że nie wie, niech nie zawraca jej głowy, córki marudzą, nimi się teraz zajmuje.
Piotr wziął parasol, kapelusz. I wyszedł.
Miał przed sobą jeszcze jakieś sześć i pół godziny życia.
Pracę w laboratorium skończył krótko przed dziesiątą. Maria nie przyszła, pojechała ze starszą córką, Ireną, na cały dzień do przyjaciół, którzy mieszkali w Fontenay-aux-Roses, niewielkiej miejscowości blisko Paryża. Młodsza córka, Ewa, została w domu z ojcem Piotra.
O dwunastej Piotr idzie na lunch z profesorami Wydziału Nauk Ścisłych do L’Hôtel des sociétés savantes przy rue Danton. Są wśród nich między innymi fizyk Paul Langevin i Jean Perrin, kierownik laboratorium chemii fizycznej na Sorbonie. Oraz Józef Wierusz-Kowalski, polski fizyk z Fryburga, uczeń Wilhelma Röntgena; to on prawie dwanaście lat wcześniej poznał Piotra z Marią. Naukowcy mieli do omówienia kilka spraw. Niedawno założyli Związek Profesorów Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego. Kiedy wybrano Piotra na prezesa tego stowarzyszenia, śmiał się. Pomysł nazywał „diabolicznym, wymyślonym dla zniszczenia pokoju na świecie”5.
Piotr lubił te zebrania. Siedział zazwyczaj odprężony, lekko się kołysząc, i – pozornie – ledwo słuchając, bębnił palcami po białym obrusie.
Profesorowie domagali się zmian w szkolnictwie. Piotrowi zależało, aby w liceach więcej było przedmiotów ścisłych. I choć oboje z Marią lubili literaturę (Curie powtarzał: „Nie mam wstrętu do nudnych książek”6), to w szkole nauki humanistyczne uznawali za mniej istotne. Oprócz tego Curie chciał, żeby awans na uczelni wynikał z wiedzy, a nie ze stażu pracy. I aby decyzję o nim podejmowała rada wydziału, bo teraz robił to dziekan. Dodatkowo należało opracować przepisy bezpieczeństwa, gdyż w laboratoriach zdarzało się coraz więcej wypadków.
Około pierwszej wstają od stołu. Wieczorem wszyscy mają spotkać się raz jeszcze, tym razem na kolacji u państwa Curie.
Do drukarni Henry’ego Gauthiera-Villarsa, wydawcy czasopisma naukowego „Comptes rendus”, gdzie chce przejrzeć korektę swojego artykułu, Piotr Curie dociera po kilkunastu minutach. Drzwi są zamknięte na głucho, drukarze w całym kraju rozpoczęli strajk.
Teraz może wrócić do laboratorium. Chociaż nie, nie od razu. Jeszcze ma coś do sprawdzenia w bibliotece Instytutu7.
Skrzyżowanie Pont-Neuf, quai de Conti i rue Dauphine jak zwykle zatłoczone. Wozy dostawcze, karetki, dorożki, rowerzyści. Ulice są tak wąskie, że pojazdy, mijając się, kołami ocierają o krawężnik. Piesi też nie mają lekko, dwie osoby na chodniku z trudem przeciskają się obok siebie.
Mocno zacina deszcz. Jest czternasta trzydzieści, mniej więcej.
Piotr idzie skulony. Stawia stopy do środka, lekko uginając kolana. Utyka, wilgoć nasila ból nóg i kręgosłupa, który nie ustaje od dawna. Nie pomaga nawet przepisana przez lekarza strychnina. O szkodliwości radu jeszcze się wtedy niewiele mówi. Nikt – także on sam – nie wie, że napromieniowanie spowodowało u niego częściowy rozpad kości. Jedną ręką trzyma poły marynarki, w drugiej – parasol; z pewnością ograniczał mu widoczność.
Od strony nabrzeża wjeżdża na skrzyżowanie pięciometrowy wóz. Załadowany materiałem na mundury waży kilka ton. Ciągną go dwa młode perszerony. Woźnica wymija dorożkę. Z prawej widzi tramwaj, chce się zatrzymać, ale motorniczy daje mu znak, żeby przejechał pierwszy. W tej właśnie chwili Piotr próbuje przejść na drugą stronę ulicy, przed dorożką, która nadjeżdża z naprzeciwka. Woźnica ściąga lejce, konie stają dęba. Piotr próbuje chwycić się uprzęży. Koń ociera się o jego ramię. Piotr traci równowagę. Upada. Prawe tylne koło wozu miażdży mu czaszkę.
Ludzie cisną się, żeby popatrzeć. Skupione, przejęte twarze. Jedni chcą zlinczować woźnicę. Inni stają w jego obronie, widzieli przecież – mężczyzna sam rzucił się pod zaprzęg. Omal nie dochodzi do bójki.
Karetka nie może przedrzeć się przez korki. Dorożkarz, którego zatrzymują świadkowie wypadku, odmawia przewiezienia Piotra do szpitala. „Trudno zmywa się krew z pluszowych siedzeń” – tłumaczy. Niosą więc Piotra do apteki, kilkadziesiąt metrów dalej. Farmaceuta już w progu rozkłada ręce. Koniec. Serce nie pracuje. Nic nie da się zrobić. Wtedy kładą brudne od błota i krwi ciało na chodniku przy ścianie. Jakaś kobieta krzyczy, że trzeba zakryć Piotrowi twarz. Podaje jego kapelusz. Rana jest jednak zbyt rozległa. Ktoś przynosi ze sklepu papier do pakowania i rozkłada na ciele jak całun.
Wizytówka Piotra Curie.Czekają na policję i nosze.
Na komisariacie w Dzielnicy Monnaie, przy rue des Grands-Augustins, lekarz potwierdza zgon. Już wiedzą, kto zginął, znaleźli w kieszeni Piotra jego bilety wizytowe.
Policjanci przesłuchują świadków. Nie ma wątpliwości: woźnica, trzydziestoletni Louis Manin8, który wcześniej pracował jako mleczarz, a teraz siedzi na ławce w komisariacie i płacze, jest niewinny. Stwierdzono, że do wypadku doszło „na skutek złej pogody, kiepskiej widoczności oraz nieuwagi poszkodowanego”9. W tym czasie lekarz obmywa z błota twarz Piotra i liczy fragmenty czaszki. Jest ich szesnaście.
Policja zawiadamia o wypadku dziekana Wydziału Nauk Ścisłych Sorbony, przyjaciela Piotra – Paula Appella. Proszą, by ktoś przyszedł na komisariat i zidentyfikował zwłoki. Chwilę później laborant Pierre Clerc na widok rany, którą obandażowuje lekarz, wybucha płaczem.
Do drzwi domu przy boulevard Kellermann numer 108 zapukali Jean Perrin i Paul Appell. Otworzył im starszy pan, doktor Eugène Curie, który od śmierci żony mieszkał z Marią, synem oraz dwiema wnuczkami.
Patrzą na niego w milczeniu. Domyśla się. Mówi: „Mój syn nie żyje”10.
Pióro, portfel, wizytownik, podają mu rzeczy, które znaleziono przy Piotrze. Zegarek ze srebra, nie stłukło się nawet szkło. Klucze.
Idą do salonu, tam w szczegółach opowiadają o wypadku. Kiedy kończą, Eugène Curie krzyczy z rozpaczą: „I nad czym się znowu tak zamyślił!?”11.
„Marzyciel”, tak o Piotrze mówiła Maria. Kilka lat wcześniej on sam zanotował na kartce: „Abym ja – w słabości mojej – mógł nie pozwolić myśli bujać na prawo i na lewo za każdym podmuchem – trzeba, żeby cały świat koło mnie stał nieruchomy albo żeby ta myśl rozpędzona jak bąk w szalonym biegu stała się obojętną na sprawy zewnętrzne”12.
Eugène Curie wysyła telegram do Marii. Niczego nie tłumaczy, prosi tylko, by natychmiast wróciła do Paryża.
Około osiemnastej Maria z Ireną są już w domu. Wóz, koło, czaszka – docierają do niej tylko pojedyncze słowa. Cicho, bardzo cicho, pyta: „Piotr nie żyje? Nie żyje? Zupełnie nie żyje?”13.
Czy chce, by przeprowadzono sekcję zwłok?
Nie.
Czy chce, by ciało męża sprowadzono do domu?
Tak.
Z dziennika żałobnego: „Mówią mi: «On nie żyje». Czy można pojąć podobne słowa? Piotr nie żyje, ten sam, którego widziałam, jak w dobrej formie wychodził dziś rano z domu, ten sam, którego miałam nadzieję trzymać w ramionach wieczorem. A teraz zobaczę Go martwego i to już koniec, na zawsze. Bez przerwy powtarzam Twoje imię: «Piotrze, Piotrze, Piotrze, mój Piotrze». To mi go, niestety, nie przywróci. Odszedł na zawsze, pozostawiając po sobie pustkę i rozpacz”14.
Maria siedzi w ogrodzie na ławce, opiera łokcie o kolana. Od czasu do czasu chowa twarz w dłoniach. Zrobiło się ciemno od chmur. I deszcz ciągle pada. Zresztą następne dni też będą pełne wilgoci i chłodu.
„Bezwładna, na wszystko głucha” – czeka. Dwie, może trzy „śmiertelnie długie godziny”. Straszne, ponure. „Dno wszystkich innych godzin”.
Maria wysyła telegram do rodziny: „Piotr zginął w wypadku”. Idzie też do Perrinów, którzy mieszkają po sąsiedzku. Prosi, by zaopiekowali się Ireną, ma dopiero dziewięć lat. „Nie spytała mnie o żaden szczegół i na początku bała się rozmawiać o ojcu – zapisuje Maria w dzienniku żałobnym. – Patrzyła dużymi, niespokojnymi oczami na czarne ubrania, jakie mi przyniesiono”. Maria tłumaczy starszej córce, że tato zranił się w głowę i nie mógł wrócić do domu. Ewa zostaje przy matce. Półtoraroczna dziewczynka, nieświadoma niczego, z piskiem biega dookoła stołu. W wazonie wciąż stoi bukiet kwiatów, który Piotr przywiózł przed kilkoma dniami ze wsi. Biało-czarny kot Didi plącze się pod nogami.
Karetka przywozi ciało Piotra na boulevard Kellermann późnym wieczorem. Jeszcze na noszach Maria całuje jego twarz, „tak mało zmienioną”. Sanitariusze układają ciało w pokoju na parterze. Ktoś mówi, że będą Piotra rozbierać, więc Maria powinna wyjść. Posłuchała. I będzie miała o to żal do siebie. „...doprawdy nie rozumiem, jak mogłam być tak szalona. To ja powinnam zdjąć z Ciebie Twoje biedne, zakrwawione rzeczy, nikt inny nie powinien tego robić, nikt inny nie powinien Cię dotykać. Jak to możliwe, że nie pojęłam tego od razu. Później oprzytomniałam i coraz trudniej było mi oderwać się od Ciebie, siedziałam wciąż w Twoim pokoju, pieściłam i całowałam Twoją twarz”.
Ciało Piotra jest wtedy „jeszcze miękkie, niemal ciepłe”. Czuć metaliczny zapach krwi.
Z dziennika żałobnego: „Piotrze, mój Piotrze, leżysz tu spokojnie z obandażowaną głową, jak nieszczęśliwy ranny, który śpiąc, odpoczywa. Masz twarz łagodną i pogodną, to wciąż ty jesteś, zatopiony w marzeniu, z którego nie możesz się wyrwać. Usta twe, które nazywałam niegdyś łakomymi, blade są i bezbarwne. Bródkę masz posiwiałą. Ledwie widać Twoje włosy, ponieważ tam zaczyna się rana i ponad czołem po prawej stronie można dostrzec pękniętą kość. Och, jakże bardzo musiało Cię boleć, jak krwawiłeś, Twoje ubranie jest przesiąknięte krwią. Jakież straszne uderzenie otrzymała Twoja biedna głowa, którą tak często trzymałam w dłoniach i pieściłam. Ucałowałam jeszcze Twoje powieki. Jakże często przymykałeś je po to, bym je całowała, zwracając do mnie głowę znajomym gestem. Ten gest będzie się coraz bardziej zacierał w mojej pamięci [...]. Jakże przeklinam ten mój brak wzrokowej pamięci, który sprawia, że nie jestem w stanie odtworzyć tego, co znikło. Wkrótce będę już tylko mogła pomagać sobie Twoimi portretami”.
Maria przynosi świece. Zaczyna się czuwanie przy zmarłym.
Jacques, brat Piotra starszy o trzy i pół roku, przyjeżdża z Montpellier następnego ranka („Brat męża stał się i dla mnie bratem i na zawsze nim pozostał”15). Zbliża się do łóżka, na którym leży Piotr: „On posiadał wszystkie zalety, nie było nikogo, kto mógłby się z nim równać”16 – mówi.
Razem z Marią do nocy na głos czytają listy Piotra, wiersze, które przepisał z cudzych tomików – do dziś zachowały się w archiwum. Oraz jego młodzieńczy dziennik, a raczej kilka luźnych kartek z notkami. Na jednej z nich zapisał fragment wiersza Victora Hugo: „Odurzyć grzechotkami umysł, rwący się do pracy”17. W innym miejscu podsumowuje swój dzień: „Oto minął dzień i nic nie zrobiłem. Dlaczego?”18.
Informacje o śmierci Piotra Curie pojawiają się w gazetach na całym świecie już następnego dnia. Często na pierwszej stronie. Choć dużo więcej pisze się o trzęsieniu ziemi i pożarach w San Francisco oraz w północnej Kalifornii. Wstrząsy trwały sześćdziesiąt pięć sekund, około trzystu tysięcy ludzi straciło dach nad głową. Wielu – życie.
Gazety drukują nie tylko portrety Piotra. Są zdjęcia wozu, który go potrącił. Krzyżykiem zaznaczono koło, które zmiażdżyło mu czaszkę. Jest też rysunek (théâtre de l’accident), ktoś dokładnie nakreślił ruch na skrzyżowaniu w tamtej chwili. W tytułach i tekstach najczęściej powtarzają się dwa słowa: tragique oraz écrasé („tragiczny” i „zmiażdżony”).
„Zmiażdżony” – takiego określenia użyła też Maria w pierwszych słowach dziennika żałobnego. Na stronie drugiej w nawiasie zapisała: „Piotr Curie nie żyje, zmiażdżony na ulicy 19 kwietnia”.
W innym notesie dodaje: „Straciłam mojego Piotra ukochanego, a wraz z nim całą nadzieję na przyszłość”.
„La Vie de Paris” 1906: Piotr Curie „ocierał się o śmierć w swym niezwykłym laboratorium [...], gdzie przeprowadzano najbardziej niebezpieczne eksperymenty, w końcu jednak zmarł jak «zwykły człowiek», poślizgnął się i wpadł pod załadowany wóz”19.
„The New York Times” umieścił notatkę zatytułowaną: Prof. Curie zabity na paryskiej ulicy20.
Śmierć Piotra odnotowują też gazety w Polsce. Na przykład krakowski „Czas” z 26 kwietnia: „W ostatnim miesiącu tyle matek, ludzi straciło życie wskutek szeregu żywiołowych katastrof, iż sądzić by można, że wobec tylu wieści hiobowych jedna więcej ofiara nie wywrze silniejszego wrażenia. A jednak! Smutny los wybitnego męża nauki, który w tak banalny, przypadkowy sposób postradał życie na ulicy Paryża, wzrusza każdego, komu nieobojętne postępy wiedzy”21.
Wspominają Piotra Curie, długo jeszcze będą wspominać, znajomi i przyjaciele.
Dziennikarz Émile Gautier: „Piotr Curie był Paryżaninem, Paryżaninem z krwi i kości, umiał chodzić po mieście i uważać na ulicy. Niestety! Często zdarzało mu się myśleć o innych sprawach – o czymś mniej banalnym [...]. Nikt nie był bardziej oderwany od rzeczywistości, od przyziemnego życia niż ten duży chłopiec z brodą, który wyglądał bardziej na starszego studenta, rzeźbiarza, kogoś z paryskiej bohemy, nihilistę niż na profesora i członka Instytutu. Był zawsze «daleko», [...] goniąc za jakimś transcendentnym problemem”22.
Wycinek prasowy z „La Matin” informujący o wypadku, w którym zginął Piotr. W lewym rogu krzyżykiem zaznaczono koło wozu, które zmiażdżyło mu czaszkę.Fizyk Paul Langevin, dawny uczeń Piotra: „Siły fizyczne – raz jeszcze potwierdziły swą przewagę nad najpiękniejszymi swymi tworami – nad ludzką dobrocią i inteligencją [...]. Miał on pewność ruchu i wyjaśnień, nader łatwy sposób bycia, o lekkim odcieniu nieśmiałości. Z radością powracaliśmy do laboratorium, czuliśmy, że i on przy nas pracuje, w swym dużym jasnym pokoju, dokąd baliśmy się często wchodzić i pytać o radę, dokąd nas czasem sam wołał dla jakichś wyjątkowo subtelnych doświadczeń. Stojąc przy tablicy, lubił rozmawiać z nami, budząc w nas głębsze myśli, planować prace, które kształtowały nasze zamiłowanie do wiedzy. Jego ciekawość, żywa i zaraźliwa, pewność jego wskazówek sprawiły, że znakomicie rozwijał nasze umysły, [...] jak natchniony prorok dał przykład tego, co w dobroci i pięknie moralnym w jasnym i prostym umyśle może osiągnąć niezłomna odwaga i ścisłość myśli, która odrzuca to, czego nie pojmuje, i każe żyć w zgodzie ze swoim marzeniem”23.
„Wszyscy, którzy go znali, wiedzą, [...] jaki delikatny wdzięk posiadały jego łagodna skromność, naiwna prostota i finezja umysłu – wspominał matematyk i fizyk Henri Poincaré. – [...] A jednak ta łagodność ukrywała niezłomną duszę. Nigdy nie wchodził w kompromis ze szlachetnymi zasadami, którymi go wykarmiono, z moralnym ideałem, który nauczono go kochać – ideałem zupełniej szczerości, za wysokim, być może, dla świata, w którym żyjemy. Dał [...] olśniewający przykład, jak wzniosłe poczucie obowiązku może powstać z czystego i prostego umiłowania prawdy. Obojętne jest, jakiego wyznaje się boga; nie bóg, ale wiara dokonuje cudów”24.
Charles Chéneveau, uczeń Piotra: „Jego dobroć ogarniała także podwładnych, którzy go uwielbiali. Nie widziałem łez bardziej szczerych i rozpaczliwych jak te, które na wieść o jego nagłym zgonie płynęły z oczu personelu w laboratorium”25.
Ernest Rutherford, angielski fizyk, w liście do Marii: „Chociaż miałem przyjemność widzieć się z prof. Curie tylko przez kilka godzin, nasze kontakty naukowe były jednak tak bliskie, że czuję, jakbym utracił przyjaciela. [...] Sądzę, że jedynie ci, którzy od początku pracowali nad radioaktywnością, mogą doceniać ogrom pracy wykonanej przez Niego mimo tak wielu trudności”26.
Jean Perrin dodawał wzruszony, że wielu nazywało Piotra mistrzem, on mógł go nazwać przyjacielem.
„Wydaje mi się, że straciłem brata – pisze w liście do Marii fizyk Gabriel Lippmann. – Nie wiedziałem jeszcze, jakimi bliskimi więzami byłem związany z Pani mężem. Dziś to wiem. Cierpię również za Panią”27.
Przychodzą kondolencje. Piszą ośrodki akademickie z Pragi, Rosji, Włoch, ze Stanów Zjednoczonych, z Austro-Węgier. Jest list ze Lwowa od Koła Literacko-Artystycznego: „Nie wątpimy ani chwilę, że Wielmożna Pani, w bezustannej pracy znalazłszy ukojenie serdecznego bólu, dalej szerzyć będzie na Zachodzie sławę polskiego imienia. My tu w kraju równie gorąco cieszyć się będziemy każdym Jej nowym powodzeniem, jak gorącym jest nasze dzisiejsze współczucie”28.
I z Krakowa z Akademii Umiejętności: „Strata Pani jest zarazem nieodżałowaną stratą nauki, a w szczególności naszej Akademii, która się chlubiła tak znakomitym członkiem. [...] pozwalamy sobie przesłać wyraz czci dla Zmarłego i głębokiego poważania”29.
Kilka słów przesyła też król Szwecji Oskar III: „Madame, właśnie dowiedziałem się o bolesnej stracie, której tak nieoczekiwanie Pani doświadczyła – o stracie, którą dzieli z Tobą cała ludzkość [...]. Człowiek umiera i znika, ale naukowiec pozostaje nieśmiertelny, a jego prace wskażą lepiej niż najpiękniejszy marmurowy pomnik miejsce, które zajął na Parnasie. Cała ludzkość z wdzięcznością uwieczni imię Piotra Curie. Z czułością. Oscar”.
Swój bilet wizytowy przesyła rzeźbiarz Auguste Rodin. Prosi o przyjęcie „najszczerszych kondolencji”.
Jest wpół do trzeciej. Od śmierci Piotra Maria często budzi się w nocy, prawie zawsze o tej samej porze. Z zapaloną lampą naftową w dłoni krąży godzinami po domu. Nasłuchuje kroków. Na podwórku cisza i w całym mieszkaniu, mrocznym i pustym.
Cierpi, ale nigdy o tym cierpieniu nie mówi. Na zewnątrz żadnych słabości, żadnej rozpaczy. No może raz jeden, później, dwa miesiące po pogrzebie: kiedy zamawia nowy nagrobek i widzi, jak trumnę ze szczątkami Piotra kamieniarze przenoszą do tymczasowego grobowca. „Był tak blisko mnie i tak bardzo chciałam Go zobaczyć. Jakże mi żal, że ta skrzynia, w której zamknięte jest to, co miałam najdroższego na świecie, znów zostanie zamurowana pod ziemią” – pisze w dzienniku żałobnym.
Maria z rodzeństwem. Od lewej: Zosia, Helena, Maria, Józef i Bronisława Skłodowscy, 1872.Nie oczekuje współczucia. Wprost przeciwnie, odtrąca je. Emocje – pod kontrolą. Nawet imienia męża od dnia wypadku nie wymawia głośno, łatwo rozdrapać rany. A kiedy wypowie je ktoś inny, Maria ma nadzieję, że nie zauważy, jak właśnie wtedy zaczynają drżeć jej ręce.
Jako dwudziestolatka napisała do przyjaciółki: „Kto tak żywo wszystko odczuwa jak ja, a zmienić tego nieszczęsnego usposobienia nie jest w stanie, powinien się z nim kryć przynajmniej”30.
Przeszła już wiele. Gdy miała osiem lat, tyfus zabił jej starszą siostrę Zosię, później na gruźlicę zmarła matka, Bronisława.
Mieszkali wtedy w „obrzydliwej dzielnicy” Warszawy – jak wspominała druga siostra Marii, Helena31 – przy ulicy Nowolipki. Pełnej kurzu, hałasu, warsztatów szewskich, krawieckich oraz czynszowych kamienic. Pod numerem jedenastym32 mieściło się II Męskie Gimnazjum Rządowe. Władysław Skłodowski, ojciec Marii, był w nim podinspektorem oraz nauczycielem matematyki i fizyki. Dostał duże służbowe mieszkanie. Ale kiedy w 1873 roku zwolniono go za tajne nauczanie polskiej historii, Skłodowscy musieli poszukać innego lokum. Nie zmienili dzielnicy. Ich nowe, czteropokojowe mieszkanie znajdowało się przy zbiegu ulic Karmelickiej i Nowolipek.
Bronisława chorowała, odkąd Maria skończyła cztery lata, jej stan pogarszał się dość szybko. W tamtym czasie suchoty leczyło się kumysem ze sfermentowanego mleka klaczy oraz pobytami w sanatoriach. Kuracje w Polsce, za granicą (słońce w Nicei to przecież najlepsze lekarstwo na kawerny w płucach), nawet święta poza domem, długo się to ciągnęło. I dużo kosztowało. Żeby załatać dziury w domowym budżecie, Władysław Skłodowski otworzył niewielką pensję i niektóre pokoje wynajmował uczniom gimnazjum. Od tamtej chwili Maria z siostrami musiały spać w jadalni na „śliskiej ceratowej kanapie, z której ciągle zsuwało się prześcieradło”33. Musiały też wstawać o świcie, żeby gimnazjaliści mogli zjeść śniadanie. Przy stole siadało ze dwadzieścia osób.
Dziewiętnastoletnia Maria (stoi) i jej dwudziestojednoletnia siostra Bronisława, 1886.Maria zapamiętała matkę, jak w czerni – wiele kobiet nosiło się tak na znak żałoby po upadku powstania styczniowego w 1864 roku – pochylona nad stołem, trzymając jedną nogę wspartą na stołku z powodu artretyzmu, nocami szyła dla swoich dzieci buty. Pamiętała, że matka jadała z osobnych naczyń, tylko dla siebie przeznaczonymi sztućcami. I że nigdy – odkąd zachorowała – nie pocałowała swoich dzieci. Maria czasem kładła głowę na jej kolanach, a ta powoli, delikatnie gładziła włosy córki. To wszystko, więcej czułości nie było.
Zosia tyfusem zaraziła się od jednego z gimnazjalistów. Bronisława była tak wyniszczona chorobą, że nie poszła na pogrzeb córki. „Siłą nieomal powstrzymywano ją od bytności na pogrzebie”34 – wspominał brat Marii, Józef. Z okna drugiego piętra kamienicy patrzyła, jak odprowadzają trumnę na Powązki35. Był marzec 1876 roku.
Dwa lata i dwa miesiące później Józef (lat piętnaście), Bronia (trzynaście), Helena (dwanaście), Mania (prawie jedenaście), nazywana też Anciupencio, stają przy łóżku matki. Bronisława Skłodowska błogosławi dzieci znakiem krzyża. Umiera nazajutrz, 9 maja 1878 roku, w wieku czterdziestu dwóch lat. Tamtego dnia Maria siedziała w kącie pokoju i „gorzko zalewała się łzami, nie dając się pocieszyć”36 – wspominała po latach siostra Helena Skłodowska-Szalay.
Teraz, w 1906 roku, po śmierci Piotra, Maria zachowuje się tak, jakby jej organizm wytwarzał ciała obronne. Przy pierwszym sygnale, że zbliża się coś smutnego, zamyka się. Jak to możliwe, pytają niektórzy, że jest jak „nieożywiony posąg, automat”?37
„To już nie było tylko przygnębienie i melancholia ostatnich lat, ale zimny spokój, który był wręcz przerażający”38 – wspominała siostra Bronia.
Maria powtarza, że wszystko, co się zdarzy, trzeba przyjąć z godnością. Bo człowiek w cierpieniu nie staje się lepszy.
Datę pogrzebu Piotra Curie (21 kwietnia 1906 roku), miejsce (cmentarz w Sceaux) i godzinę (wpół do trzeciej po południu)39 utrzymywano w tajemnicy do ostatniej chwili. „Śpieszono się, by uniknąć oficjalnego (państwowego) pogrzebu”40. Maria własnoręcznie wypisała powiadomienia i wysłała do wybranych osób.
Kiedy pracownicy zakładu pogrzebowego przenoszą ciało Piotra z łóżka do trumny, to ona przytrzymuje mu głowę. („Mój Piotrze [...]. Prawda, że nie chciałbyś, by robił to kto inny?”41). Do trumny wkłada kwiaty, jego ulubione barwinki, i swoje zdjęcie. To, które wysłała mu w liście z Warszawy, gdy nie byli jeszcze małżeństwem. Piotr nazywał tę fotografię „portrecikiem małej grzecznej studentki”42. Bo tak trochę na tym zdjęciu Maria wygląda: stoi na balkonie, na drugim piętrze kamienicy przy rue d’Allemagne w Paryżu, w której mieszkają siostra Bronia i jej mąż, lekarz ftyzjatra Kazimierz Dłuski. Ma na sobie bufiastą bluzkę w pionowe paski z czarnym kołnierzykiem i ciemną spódnicę. Był 1892 rok, Maria niedawno zaczęła studia na Sorbonie.
Maria Skłodowska na balkonie mieszkania Broni i Kazimierza Dłuskich przy rue d’Allemagne w Paryżu (ulubione zdjęcie Piotra, który nazywał tę fotografię „portrecikiem małej grzecznej studentki”, włożone do trumny Piotra), 1892.Z dziennika żałobnego: „To ta fotografia powinna towarzyszyć Ci w grobie, ponieważ jest to wizerunek tej, którą wybrałeś, tej, która miała szczęście podobać Ci się na tyle, że nie zawahałeś się zaproponować jej, by dzieliła z Tobą życie, mimo że widziałeś ją zaledwie kilka razy. Wielokrotnie mi powtarzałeś, że to właśnie wtedy, ten jedyny raz w życiu, działałeś bez najmniejszego wahania, ponieważ byłeś całkowicie przekonany, że postępujesz właściwie. Mój Piotrze, wierzę, że się nie pomyliłeś. Byliśmy stworzeni, by razem spędzić życie. Nasz związek był nam pisany. Tyle tylko, że powinien trwać znacznie dłużej”.
Karawan przed domem Curie, boulevard Kellermann 108. Oczekiwanie na wyprowadzenie zwłok Piotra, 21 kwietnia 1906.Maria całuje Piotra po raz ostatni. Nie pozwala okryć trumny „okropną czarną szmatą”. Kładzie na wieku kwiaty i siada obok. Zostanie tak na wiele godzin. Milczy. A kiedy już coś mówi – i tak zaraz urywa zdanie.
Na godzinę przed pogrzebem schodzą się profesorowie Sorbony i Kolegium Francuskiego. Studenci Piotra z Portugalii wybłagali u władz francuskich przedłużenie pobytu, by mogli wziąć udział w ceremonii. Minister oświaty Aristide Briand składa podpis w księdze kondolencyjnej, którą na prośbę przyjaciół Piotra wyłożono na stoliku w ogrodzie.
Z dziennika żałobnego: „Niemal nie ruszam się z miejsca aż do chwili, kiedy wynoszą trumnę. Chcę powiedzieć tu, co wtedy czułam. Siedziałam sama obok Twojej trumny, złożyłam na niej głowę, przycisnęłam czoło. I w tej ogromnej rozpaczy zaczęłam do Ciebie przemawiać. Powiedziałam Ci, że Cię kocham i że zawsze Cię kochałam całym sercem. Powiedziałam Ci, że Ty o tym wiedziałeś [...], że złożyłam Ci ostateczną ofiarę z całego mojego życia i przyrzekłam Ci, że nigdy nie oddam nikomu miejsca, jakie Ty zajmowałeś w moim życiu, i że spróbuję żyć w taki sposób, w jaki Ty byś sobie życzył. I wydawało mi się, że z tego chłodnego kontaktu pomiędzy moim czołem a trumną spłynęło na mnie coś na kształt spokoju i nadziei, że odnajdę jeszcze w sobie odwagę do życia. Czy była to tylko iluzja, czy też nagromadzenie płynącej od Ciebie energii, przepełniającej zamkniętą trumnę i działającej w taki sposób, jakby to był akt miłosierdzia z Twojej strony?”.
Na amatorskim zdjęciu zrobionym z oddali widać karawan. Konie przyozdobiono kirem. Przy bramie przed domem przy boulevard Kellermann zebrała się grupa ubranych odświętnie mężczyzn. Fraki, cylindry. Gęstnieje tłum gapiów. Ludzie stoją wzdłuż ulicy. Zwykli przechodnie. Dzieci, ktoś z rowerem. Kobieta, chyba z koszem pełnym zakupów (nie widać wyraźnie, fotografia jest w tym miejscu poruszona), sobota to przecież dzień targowy.
Wszyscy czekają na wyprowadzenie zwłok.
Cmentarz w Sceaux jest jak wiejski cmentarzyk. Leży na wzgórzu, wśród drzew. Mniej więcej pośrodku, niedaleko murów, w cieniu kasztanowców, w prawej bocznej alei stoi grobowiec rodziny Curie. Piotr zostanie pochowany przy matce.
Za trumną idą Maria („w kapeluszu i podwójnym welonie z krepy”43), ojciec Piotra i brat, Jacques Curie. Dzieci nie ma. Irena nadal u Perrinów, Ewa z opiekunką w domu. Siostra Bronia i brat Józef dotrą kilka dni po pogrzebie. Druga siostra Marii, Helena jest chora, została w Warszawie.
Pogrzeb jest świecki. Kondukt prowadzi mistrz ceremonii.
Na cmentarz dociera prasa.
„Przez moment [Maria Skłodowska-Curie] stała nieruchomo – pisze dziennikarz «Le Journal» – wpatrując się cały czas tym samym twardym i pustym wzrokiem. Lecz gdy w pewnej chwili położono koło grobu jakiś wieniec, nagłym ruchem chwyciła go i zaczęła odrywać jeden po drugim kwiaty, rzucając na trumnę. Robiła to powoli, spokojnie, sprawiała wrażenie, że zapomniała zupełnie o zgromadzonych, którzy głęboko wzruszeni, zamarli w kompletnej ciszy, niezmąconej najmniejszym szelestem”44.
Dużo ludzi, wieńców, szarf.
Maria upuszcza na ziemię kwiaty, a raczej to, co z nich zostało, i staje obok ojca Piotra. Przed nimi przesuwa się „okropny sznur ludzi”45, każdy chce złożyć kondolencje. Pracownicy zakładu pogrzebowego zamurowują grobowiec. Dopiero wtedy Maria odchodzi. Od teraz mówi o sobie „Madame veuve Curie” („Pani wdowa Curie”).
Z dziennika żałobnego: „Piotr śni swój ostatni sen pod ziemią. To koniec wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego. Prawda, że dobrze zrobiłam, Piotrze, nie godząc się na hałaśliwą ceremonię pogrzebową? Wiem, jak bardzo nienawidziłeś wszelkich uroczystości. Wolałeś – jestem tego pewna – odejść po cichu, bez niepotrzebnych peanów, bez przemówień. Zawsze lubiłeś spokój”.
Niedziela, dzień po pogrzebie. Maria wie, że musi powiedzieć Irenie o śmierci ojca, zanim zrobią to inni. Dziewczynka jest w ogrodzie z dziećmi Perrinów. Nie reaguje na to, co mówi matka. „Popatrz – szepcze – jak ciepło”, wysuwa w stronę słońca rękę, dłonią do góry, gestem, jakim sprawdza się, czy pada deszcz.
W poniedziałek nad ranem Marię obudził płacz. To Irena w półśnie szukała matki. „Mé, nie umarłaś, prawda?”46 – pyta.
Stół stoi, gdzie stał. Na stole kartka leży tak, jak ją położył. Kilka krzeseł z mocnym oparciem. Lampa. Waga, którą Piotr skonstruował z bratem. Wymagało to wielkiej zręczności, ale – jak mówiła Maria – Piotr miał „natchnione ręce”47. Tablica. Na niej liczby, wzory, jakaś uwaga, którą skreślił pismem nerwowym, na ukos. Widać, że błędy – był dyslektykiem – wymazywał palcem. Notes, obok pióro, niedopita herbata. Jakby za chwilę miał zasiąść do pracy.
Piotr powtarzał: „Cokolwiek by się stać miało – choćby przyszło pozostać jak ciało bez duszy – trzeba by, mimo wszystko, pracować dalej!”48.
Pierwszy raz od śmierci Piotra, a minęły prawie cztery dni, Maria staje w drzwiach ich pracowni.
Z dziennika żałobnego: „Drogi Piotrze, którego nigdy już tu nie zobaczę. Chcę porozmawiać z Tobą w ciszy tego laboratorium, gdzie nigdy nie myślałam, że będę musiała żyć bez ciebie”.
Żyć?
„...jeść, pisać, spać, odpoczywać, kochać – przechodzić obok najcenniejszych darów życia z odpornością. Trzeba, aby mimo to wszystkie myśli, którym się człowiek poświęcił – choć sprzeczne z naturą ludzką – zachowały przewagę i niewzruszony swój bieg w biednej głowie... Trzeba z życia – zrobić marzenie, a marzenia – rzeczywistością”49 – pisał Piotr lata wcześniej.
Na razie Marii wydaje się to niemożliwe. Sama myśl o tym „wywołuje obrzydzenie”50.
Z dziennika żałobnego, osiemnaście dni po śmierci Piotra: „myśl o Tobie nie opuściła mnie ani na moment, poza czasem, kiedy śpię. Na jawie ani na chwilę nie mogę przestać myśleć o Tobie, coraz większą trudność sprawia mi myślenie o czymkolwiek innym, a w efekcie coraz trudniej mi się pracuje. Wczoraj po raz pierwszy od tego strasznego dnia Irena powiedziała jakieś śmieszne słowo i roześmiałam się, ale zaraz poczułam wyrzuty sumienia, że się śmieję. Pamiętasz, jak wyrzucałeś sobie, że zaśmiałeś się kilka dni po śmierci Twojej Matki? Powiedziałeś do mnie smutnym głosem: «Kochana, misiaczek się roześmiał», a ja Cię pocieszałam, jak tylko umiałam najlepiej. Siedzieliśmy na łóżku, w naszej sypialni, przy ulicy Glacière. Mój Piotrze, myślę o Tobie bez przerwy i bez końca, pęka mi od tego głowa i rozum się miesza. Nie mogę pojąć, że przyjdzie mi teraz żyć, nie widząc Ciebie, nie uśmiechając się do słodkiego towarzysza życia, do mojego tak czułego i tak oddanego przyjaciela. Pamiętasz, jak opiekowałeś się mną, gdy się źle czułam po porodach. [...] Mój Piotrze, kochałam Cię i nie wiem, jak żyć bez Ciebie. Od dwóch dni drzewa mają liście i ogród wygląda pięknie. [...] Myślałam o tym, że Tobie też wydałyby się piękne i że zawołałbyś mnie, żeby mi pokazać kwitnące barwinki i narcyzy. Wczoraj byłam na cmentarzu. Nie mogłam zrozumieć słów «Piotr Curie» wyrytych w kamieniu. Bolało mnie słońce i piękno przyrody. Zakryłam twarz welonem, żeby na wszystko patrzeć poprzez krepę. Pomyślałam też, że jest Ci tu, na tym małym cmentarzyku w Sceaux, spokojniej niż gdziekolwiek indziej. [...] Piotrze, jakże ściska się serce na wspomnienie Twojego drogiego wizerunku. Wydaje mi się, że rozmiar mojego cierpienia powinien wystarczyć, by rozerwać to serce i zakończyć życie, z którego odszedłeś”.
Drzwi od pokoju Maria zamyka na klucz. Rozgarnia ubrania w szafie, z głębi wyciąga paczkę owiniętą w szary wodoodporny papier. Kuca przed kominkiem, właśnie rozpaliła ogień. Jej siostra Bronia siada na podłodze obok, pomaga Marii rozwinąć pakunek. Trzymają teraz w rękach prześcieradło, a w nim sztywne od błota, zakrzepłej krwi i resztek mózgu ubranie Piotra. Maria głaszcze to wszystko, jak głaszcze się człowieka. Tnie powoli marynarkę i kawałek po kawałku wrzuca do ognia. „Nie mogłabym znieść, żeby ktoś obcy tego dotknął. A teraz powiedz mi, jak ja będę żyła? Czuję, że muszę, ale jak to zrobić? Jak!?” – krzyczy.
Jest wieczór. Wciąż maj 1906 roku.
Z dziennika żałobnego, 11 maja, rano: „Piotrze, wstałam po nocy dość dobrze przespanej, stosunkowo spokojnej. To było zaledwie kwadrans temu – a teraz oto znowu chciałabym wyć jak dzikie zwierzę”.
Kilka dni później: „Piotrze, ja nie mogę, ja nie chcę tego wszystkiego znieść. Dalsze życie jest niemożliwe. [...] W głębi duszy czuję, że to wszystko rzeczywiście się stało i zachowuję się jak ktoś, kto próbuje oszukiwać samego siebie, z marnym zresztą skutkiem. [...] Po ulicy chodzę jak zahipnotyzowana, nie dbając o nic. Nie zabiję się, nawet nie pragnę popełnić samobójstwa. Czyż jednak wśród tych wszystkich pojazdów nie znajdzie się taki, który sprawi, że podzielę los mojego ukochanego?”.
Rząd proponuje Marii oraz córkom stałą rentę. Skłodowska-Curie odmawia: „Jestem dość młoda, by zapracować na siebie i dzieci”51. Ma trzydzieści osiem lat.
Przyjaciele Piotra: „Może zbierzemy pieniądze dla pani i dzieci?”.
Odpowiada ostro: „Odrażające”.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
1 J.O. Lubenau, J.-L. Pasquier, The Radioactive Remains of Pierre and Marie Curie, „The Invisible Light. The Journal of the British Society for the History of Radiology” 2013, nr 37, s. 12–26. ↩
2 Tamże. ↩
3 Bezpłatna cyfrowa biblioteka BnF. ↩
4 F. Giroud, Maria Skłodowska-Curie, tłum. J. Pałęcka, Warszawa 1987, s. 44–45. ↩
5 Piotr Curie do Georges’a Gouy’ego, 14 IV 1906, Paryż, BnF (tu i dalej – jeśli nie zaznaczono inaczej – tłum. własne). ↩
6 M. Skłodowska-Curie, Piotr Curie. Wyjątki ze wspomnień Marji Skłodowskiej-Curie o jej mężu, tłum. H. Szyllerowa, Warszawa 1925, s. 21. ↩
7 Instytut – Instytut Francji obejmujący pięć towarzystw naukowych: Akademię Francuską, Akademię Inskrypcji i Literatury Pięknej, Akademię Nauk, Akademię Sztuk Pięknych, Akademię Nauk Moralnych i Politycznych. ↩
8 W niektórych relacjach pojawia się nazwisko Matin. ↩
9La mort de M. Curie, „Le Temps”, 21 IV 1906. ↩
10 E. Curie, Maria Curie, tłum. H. Szyllerowa, Warszawa 2013, s. 252. ↩
11 Tamże. ↩
12 M. Skłodowska-Curie, Piotr Curie..., s. 19. ↩
13 F. Giroud, Maria Skłodowska-Curie, s. 135. ↩
14 Wszystkie cytaty z dziennika żałobnego w tłumaczeniu S. Zagórskiego. https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,294235.html (dostęp: 15 IX 2023). Oryginał w BnF. ↩
15 M. Skłodowska-Curie, Piotr Curie..., s. 55. ↩
16 Taż, Autobiografia i wspomnienia o Piotrze Curie, tłum. H. Szyllerowa, Warszawa 2004, s. 142. ↩
17 Taż, Piotr Curie..., s. 19. ↩
18 Tamże. ↩
19 J. Bernard, La Vie de Paris 1906, Paris 1907, s. 170–171. ↩
20 „The New York Times”, 20 IV 1906. ↩
21 „Czas”, 26 IV 1906. ↩
22 E. Gautier, „Écho du Nord” (Lille), 23 V 1906. ↩
23 M. Skłodowska-Curie, Autobiografia i wspomnienia o Piotrze Curie, s. 148. ↩
24 Tamże. ↩
25 Taż, Piotr Curie..., s. 100. ↩
26 Ernest Rutherford do Marii Skłodowskiej-Curie, 26 V 1906, Paryż, BnF. ↩
27 K. Blanc, za: T. Pospieszny, Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce, Warszawa 2024, s. 219. ↩
28Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie 1881–1934, oprac. K. Kabzińska i in., Warszawa 1994, s. 43–44. ↩
29 Tamże, s. 44. ↩
30 Maria Skłodowska do Kazimiery Przyborowskiej, 25 X 1888, Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie. 1881–1934, s. 17. ↩
31 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień o Marii Skłodowskiej-Curie, Warszawa 1958, s. 10. ↩
32 Dokładnie 11/15. ↩
33 E. Curie, Maria Curie, s. 27. ↩
34Wspomnienia dra Józefa Skłodowskiego..., s. 165, w: T. Pospieszny, E. Wajs-Baryła, P. Chrząstkowski, Aby ocalić od zapomnienia. Pamiętniki Władysława, Józefa i Marii Skłodowskich, Warszawa 2023. ↩
35 Grób rodziny Skłodowskich znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, kwatera 164, rząd 3. ↩
36 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień o Marii Skłodowskiej-Curie, s. 12. ↩
37 Musée Curie, Fonds Privé Ève Curie, FP-EC/Bla10, Documents biographiques fournis par Bronia Dłuska et Helena Szalay, za: T. Pospieszny, Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce, s. 222. ↩
38 Tamże. ↩
39 W prasie francuskiej pojawia się również 12.30. ↩
40 Musée Curie, Fonds Privé Ève Curie, FP-EC/Bla10, Documents biographiques fournis par Bronia Dłuska et Helena Szalay, za: T. Pospieszny, Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce, s. 22. ↩
41 Z dziennika żałobnego. ↩
42 Tamże. ↩
43 Musée Curie, Fonds Privé Ève Curie, FP-EC/Bla4, Notes préparatoires et thématiques prises par Ève Curie, za: T. Pospieszny, Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce, s. 220. ↩
44 E. Curie, Madame Curie, New York 1938, s. 350. ↩
45 Z dziennika żałobnego. ↩
46 Tamże. ↩
47 Tamże. ↩
48 M. Skłodowska-Curie, Autobiografia i Piotr Curie, s. 155. ↩
49 Fragmenty dziennika Marii Skłodowskiej-Curie, BnF, za: M. Skłodowska-Curie, Piotr Curie, s. 19. ↩
50 Z dziennika żałobnego. ↩
51 E. Curie, Maria Curie, s. 258. ↩
