Skandale Starego Testamentu - ks. Wiktor Szponar - ebook

Skandale Starego Testamentu ebook

ks. Wiktor Szponar

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Nie da się zrozumieć Ewangelii bez Starego Testamentu. Czytając Ewangelię bez zakorzenienia w Starym Przymierzu, bardzo wiele się traci. Stary Testament wydaje się jednak trudny, zagmatwany i zupełnie niedzisiejszy. W dodatku święta księga opowiada historie, których bohaterowie często powinni się wstydzić .

Grzech pierworodny Abraham i Izaak: Zabij własne dziecko Jakub i walka z Bogiem Juda i Tamar - sakralna kurtyzana zakłada dynastię Józef Egipski - znienawidzony pupil Debora, Gedeon i Samson Rut i Naomi - siła kobiet Dawid - król wybaczenia i skruchy Salomon - król mądrości, bogactwa, świątyni i upadku Achab vs Eliasz oraz pojedynek kapłanów Jehu - tajny asasyn Boga Niewola babilońska i jej ukryty sens Gdzie jest Arka Przymierza?

Niektóre księgi Pisma Świętego pełne są intryg, przemocy, sojuszy, zdrad i niestety większość z nas się na tym zatrzymuje. Czytając niektóre księgi, można pobrudzić się tryskającą krwią któregoś z mordowanych królów, zgorszyć się brutalnością Słowa Bożego i nic z niego nie zrozumieć. Gorszymy się Bogiem Starego Przymierza, zamiast się nim zachwycić.

Zapominamy, że historie biblijne były pierwotnie zaadresowane do Izraelczyków mniej więcej 3 tysiące lat temu, a nie Polaków w XXI wieku. I to ich miały przekonać do istnienia jedynego Boga i przestrzegania przykazań. Zapraszam Cię do niesamowitej podróży po Starym Testamencie, w zakamarki Biblii, do których wielu boi się zaglądać. Po przeczytaniu tej książki, wcześniej dziwne, niezrozumiałe, a wręcz skandaliczne i oderwane od kontekstu historie, staną się jasne i zmienią Twój sposób patrzenia na Ewangelię. KS. WIKTOR SZPONAR

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 520

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Projekt okładki i stron tytułowych

Fahrenheit 451

 

Ilustracja na frontowej okładce

Philip Hermogenes Calderon, Ruth i Naomi, Walker Art Gallery

 

Projekt graficzny książki, skład wersji do druku, łamanie, fotoedycja, postprodukcja ilustracji

TEKST Projekt

 

Redakcja i korekta

Małgorzata Ablewska, Karolina Kuć, Mariola Niedbał

 

Dyrektor wydawniczy

Maciej Marchewicz

 

ISBN 9788380794566

 

Copyright © by Wiktor Szponar

Copyright © for Fronda PL, Sp. z o.o., Warszawa 2026

 

Jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI, SI) jest wyraźnie zabronione z wyłączeniem praw autora, współautora oraz wydawcy. Wydawca korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

 

Wydawca

Fronda PL, Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

tel. 22 836 54 44, 22 877 37 35

faks 22 877 37 34

e-mail: [email protected]

 

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Epubeum

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wstęp

Rozdział 1. Stworzenie świata

Rozdział 2. Stworzenie człowieka

Rozdział 3. Odpowiedzialność

Rozdział 4. Ja bym nie zerwał owocu

Rozdział 5. Grzech pierworodny – ja tego nie rozumiem…

Rozdział 6. Debata z ateistą

Przypisy

Punkty orientacyjne

Spis treści

Cover

Title Page

Copyright Page

Wstęp

Próbowałem, ale się nie da. Nie da się zrozumieć Ewangelii bez Starego Testamentu. Czytając Ewangelię bez zakorzenienia w Starym Przymierzu, bardzo dużo się traci, nie rozumie, a nawet przeinacza. Stary Testament jest jednak trudny, zagmatwany i wydaje się nieaktualny. To, co chyba najbardziej wpłynęło na moją duchowość, gdy czytałem Stary Testament od deski do deski, to obraz Boga, jego relacji z człowiekiem oraz rozumienie Tajemnicy Wcielenia. A to przecież kluczowe pojęcia, których nie sposób zrozumieć bez znajomości tej części Biblii.

Biblia pełna jest skandali: obyczajowych, politycznych, moralnych, ale i teologicznych. Największym z nich jest Wcielenie się Boga. Nieśmiertelny Bóg stał się śmiertelnym człowiekiem, żeby dać się zabić śmiertelnemu człowiekowi, by dać mu nieśmiertelność. Kardynał Ryś nazwał to „skandalem miłosierdzia”. Żeby zrozumieć ten największy skandal w dziejach ludzkości, trzeba poznać wcześniejsze, dlatego zapraszam Czytelnika do podróży przez największe skandale Starego Testamentu. Niektóre księgi Pisma Świętego pełne są intryg, przemocy, sojuszy, zdrad i… niestety większość z nas się na tym zatrzymuje. Czytając niektóre księgi, można pobrudzić się tryskającą krwią któregoś z mordowanych królów, zgorszyć się brutalnością Słowa Bożego i nic z niego nie zrozumieć. Gorszymy się Bogiem Starego Przymierza, zamiast się nim zachwycić.

Zanim zacząłem studiować Biblię, znałem wiele jej fragmentów, ale nie potrafiłem ich umieścić w historii zbawienia. Nie znałem ich kontekstu, przez co nie potrafiłem ich właściwie zinterpretować. W konsekwencji choć wiedziałem o różnych wydarzeniach biblijnych, to zatrzymywałem się tylko na powierzchownej interpretacji, przez co traciły one na swojej niesamowitej głębi. Dlatego postanowiłem przeczytać Pismo Święte od deski do deski kilkukrotnie i zrobić z niego notatki, którymi później dzieliłem się z różnymi grupami duszpasterskimi i uczniami w szkole. I tak powstała ta książka, w której staram się w łatwy i przyjemny sposób, ale równocześnie szczegółowy, opisać pierwszą część historyczną Starego Testamentu.

Mam nadzieję, że nasza przygoda na zawsze odmieni Twój obraz Boga, który objawiał się ludzkości jeszcze przed Tajemnicą Wcielenia. I to Objawienie cały czas jest ważne i aktualne.

Rozdział 1. Stworzenie świata

Pięć epokowych odkryć ostatnich 200 lat miało ostatecznie udowodnić fałszerstwo Biblii: odkrycie szkieletu dinozaura pochodzącego sprzed 170 milionów lat oraz szkieletu człowieka sprzed 29 tysięcy lat dokonane przez anglikańskiego pastora Williama Bucklanda1, ewolucjonizmu przez angielskiego biologa Karola Darwina, genetyki przez czeskiego zakonnika Grzegorza Mendla oraz Wielkiego Wybuchu przez belgijskiego księdza Georgesa Lemaître’a. Człowiek nie pochodzi od Boga, tylko ma wspólnego przodka z małpą, zmiany ewolucyjne i powstawanie kolejnych gatunków są możliwe dzięki genom, a świat powstawał nie przez sześć dni prawie 6000 tysięcy lat temu, tylko 14 miliardów lat temu, i nie za pomocą Słowa Bożego, ale przez Wielki Wybuch. Angielski biolog, anglikański pastor oraz dwóch katolickich księży odkryli i udowodnili, że Bóg nie jest Stwórcą, a Biblia kłamie. Cóż za ironia losu! Ale czy to możliwe?

Proszę, odłóż teraz tę książkę i samodzielnie przeczytaj pierwsze trzy rozdziały Księgi Rodzaju. Jak skończysz, wróć tutaj.

 

Pierwszy rozdział to opis stworzenia świata. Żeby go dobrze zrozumieć, trzeba prawidłowo rozpoznać, jaki to jest rodzaj literacki. Prawie wszyscy moi uczniowie, kiedy ich o to pytam, mówią, że jest to epika. I trudno im się dziwić, bo zwykle ten tekst jest graficznie ułożony tak jak proza. Niestety, a raczej na szczęście się mylą. Czytając opis stworzenia świata zawarty na początku Księgi Rodzaju, nie ma jakiejkolwiek wątpliwości co do tego, że mamy do czynienia z tekstem lirycznym2. Są w nim zastosowane wszystkie środki stylistyczne charakterystyczne dla poezji hebrajskiej. Do tych środków nie zaliczają się co prawda rym i rytm3, które kojarzymy z poezją, ale wszystkie pozostałe wyznaczniki liryki zostały w tym utworze wykorzystane. Wszyscy w starożytności wiedzieli, że to jest poezja.

Później niestety Kościół (ale także Synagoga i wspólnoty protestanckie) – to jest też prawda – może trochę namieszał i zaczął nauczać, że trzeba ten fragment rozumieć jak kronikę, a nie jak utwór liryczny, co – dobrze dziś wiemy – jest błędem. Oczywiście Kościół nigdy doktrynalnie w ten sposób się nie wypowiedział, natomiast w praktyce księża tak nauczali, przez co później pojawił się problem, czy ewolucjonizm albo Wielki Wybuch udowadniają, że to nie Bóg stworzył świat i człowieka. Do dziś mój tata opowiada, że kiedy jako dziecko zapytał księdza, czy to prawda, że pochodzimy od małpy, ksiądz miał mu bezczelnie odpowiedzieć: „Może ty pochodzisz od małpy, ale ja od Pana Boga”.

W XV wieku Michał Anioł maluje najsłynniejszy fresk w dziejach świata na suficie Kaplicy Sykstyńskiej, tej samej, w której od wieków odbywa się konklawe. Tym freskiem jest Stworzenie Adama, w którym ukrył metaforyczną interpretację początku Księgi Rodzaju – wtedy powszechnie nieakceptowalną. Choć gdy czytamy starożytnych komentatorów stworzenia świata, oczywiste staje się, że oni patrzą na ten tekst, tak jak należy na niego patrzeć, a więc jako na tekst liryczny. Widzą tutaj metafory, symbolikę, ciekawe gry słów, sprytnie ukryte podteksty, strofy i refren oraz paralelizmy4, które były bardzo charakterystycznym hebrajskim środkiem stylistycznym. Widzą rzucającą się w oczy strukturę tekstu: zwrotka – refren – zwrotka – refren. Każda zwrotka opisuje jeden dzień stworzenia, a po niej jest powtarzający się refren: „Bóg stworzył, widział, że to było dobre, i błogosławił”. W każdej zwrotce mamy odpowiadające sobie paralelizmy, a więc elementy analogiczne.

Żeby lepiej to zobrazować, podczas lekcji religii zakreślam na różne kolory strofy i refren, a także dodatkowo fragmenty tekstu w jednej zwrotce i jej odpowiedniki w kolejnych strofach, czyli paralelizmy (patrz schemat).

DLACZEGO opisu stworzenia świata nie należy interpretować historycznie, a poetycko?

 

Struktura tekstu (strofy, refren i paralelizmy):

 

1.Wtedy Bóg rzekł:„Niechaj stanie się światłość...”

„I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy”

2.A potem Bóg rzekł:„Niechaj powstanie sklepienie...”

„I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi”

3.A potem Bóg rzekł:„Niechaj (...) stanie się powierzchnia sucha”

„A Bóg widział, że było to dobre”

„I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci”

 

 

4. A potem Bóg rzekł:„Niech powstaną ciała niebieskie...”

„A Bóg widział, że było to dobre”

„I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty”

5. A potem Bóg rzekł:„Niechaj się zaroją wody od istot żywych...”

„A Bóg widział, że było to dobre”

„I tak upłynął wieczór i poranek – dzień piąty”

6. A wreszcie Bóg rzekł:„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz i podobieństwo...”

 

 

 

OPISU STWORZENIA ŚWIATA NIE MOŻNA ROZUMIEĆ DOSŁOWNIE, BO NIE JEST KRONIKĄ, TYLKO POEZJĄ

 

ARGUMENTY

1. Jest hymnem, a więc zastosowano w nim środki stylistyczne jak metafora, których nie można rozumieć dosłownie.

2. Zwierzę rozmawia z ludźmi i jest od nich sprytniejsze.

3. Symbolika i częsta gra słów (Pierwsi rodzice odkrywają, że są nadzy [hebr. arom], ponieważ oszukał ich przebiegły [hebr. arum] wąż. Wąż chciał być przebiegły [arum], a został przez Boga wyklęty [hebr. arar].

4. Sprzeczności logiczne:

a) są dwa opisy stworzenia, które wzajemnie się wykluczają;

b) przed stworzeniem świata Duch Boży unosił się nad wodami (a wody powstały dopiero drugiego dnia) [Tiamat];

c) Dzień pierwszego dnia stworzenia nie oznacza 24 godzin, ponieważ dzień i noc, czyli słońce, powstaje dopiero czwartego dnia!;

d) światło i ciemność oddzielone są pierwszego dnia, ale słońce powstaje czwartego. Światło pochodzi od słońca, skąd więc światłość przez pierwsze trzy dni???

5. Adam – człowiek/Ziemianin (glina), Ewa – życie. Znaczenie imion.

6. Dwoje rodziców i trzech synów, a więc kazirodztwo? Nie, bo Kain po zabiciu Abla boi się innych ludzi i Bóg daje mu znamię, które go chroni. Czyli byli inni ludzie? Kolejna logiczna sprzeczność.

7. Kain ma żonę, która rodzi syna Henocha.

8. Bóg odpoczywał?

9. Żebro: symbol równości.

10. „Banah” – budowanie świątyni.

11. „Bezmiar wód” – Tiamat.

12. Wielki Wybuch, ewolucja, dinozaury, genetyka udowodniły kłamstwo Biblii???

Młodzież doskonale to widzi. Nie ma wątpliwości, że opis stworzenia świata jest tekstem lirycznym. Nie jest to kwestia wiary, tylko wiedzy językowej. Dokładnie rzecz ujmując, opis stworzenia świata jest hymnem, a więc formą liryczną o patetycznym nastroju, której tematyka dotyczy rzeczy najwyższej wagi. Nie możemy więc jej traktować dosłownie, jak kroniki, bo jej nie zrozumiemy, a utracimy jej prawdziwe znaczenie, w tym trzy kompletnie nowatorskie i skandaliczne koncepcje świata, Boga i człowieka.

Przyjrzyjmy się uważnie pierwszemu zdaniu Biblii, a właściwie jego ukrytym znaczeniom:

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”.

O pierwszym słowie Biblii, czyli hebrajskim „Bereszit”, co tłumaczymy „Na początku”, trzeba wiedzieć trzy rzeczy. Po pierwsze, od tego słowa pochodzi nazwa całej księgi. Po hebrajsku Bereszit, po grecku Genesis, czyli początek (stąd polskie słowo „geneza”), po łacinie Liber (Księga) Genesis, po angielsku The Genesis, po włosku Libro dei Generi, po francusku Livre des Genres, a po polsku… Księga Rodzaju. Jak to możliwe? Staropolskie słowo „rodzaj” oznaczało „pochodzenie”, „urodzenie”, „ród”, „plemię”. Pierwotne znaczenie słowa „rodzaj” zachowało się w słowie „rodzenie”, „u-rodzenie”, „u-rodziny”, „rodz-ina”. Niemniej przez kilkaset lat zmieniło znaczenie, ale nazwa Księgi Rodzaju tak się zakorzeniła w kulturze, że nie sposób było jej zmienić.

Po drugie, słowo Bereszit wprowadza pierwszą z trzech wielkich, zupełnie nowatorskich koncepcji pojmowania świata, Boga i człowieka. To słowo w starożytności jest skandaliczne, gdyż powszechnie uważano – aż do XX wieku – że nie było początku, a świat istniał od zawsze i co najwyżej dochodziło do cyklicznych zmian. Nawet Einstein przez wiele lat uważał, że nie było początku, a świat i materia istniały od zawsze. Ten pogląd dopiero zmienił po zapoznaniu się z odkryciem belgijskiego księdza, z którym utrzymywał przyjacielskie relacje. Tym księdzem był Georges Lemaître, a odkryciem Wielki Wybuch. Znamienne jest, że „Na początku” czekało na swoje potwierdzenie jakieś trzy tysiące lat5. Ksiądz Georges Lemaître na marginesach manuskryptu zawierającego przełomowe odkrycie Wielkiego Wybuchu miał zapisać konkretne fragmenty Pisma Świętego.

Trzecia informacja o pierwszym słowie Biblii jest chyba najbardziej wstrząsająca. Litery hebrajskie mają trzy znaczenia. Po pierwsze, są literą budującą słowo, po drugie, są cyfrą6, a po trzecie, mają swoje znaczenie wynikające z piktogramu, od którego pochodzą. Każda litera hebrajska ma swój obrazkowy odpowiednik w tzw. paleohebrajskim i tak samo sprawa się ma z wyrazem Bereszit. Litery hebrajskie bazują na piktogramach, które mają swoje znaczenie. Odszyfrujmy ukrytą wiadomość w słowie Bereszit. Litera bet, od której wszystko się zaczyna, symbolizuje „dom” albo „namiot”, litera resz to „głowa”, „osoba”, „najwyższy kapłan”, bet w połączeniu z resz oznacza „syna”. Trzecie litera to alef, symbol siły i Boga (jest niema). Pierwsze trzy litery oznaczają więc „Syna Bożego”. Czwarta litera to szin, czyli „zniszczenie” lub „zgładzenie”, jod to „ręka” lub „praca”, a ostatnia litera to taw, czyli litera w kształcie krzyża oznaczająca „przymierze”. Połączmy to w całość: „Syn Boży zostanie zabity z rękami na krzyżu (ustanawiając Przymierze)”. Kiedy po raz pierwszy to zobaczyłem, myślałem, że spadnę z krzesła. Warto spojrzeć na to pierwsze słowo Biblii i zestawić je z pierwszymi słowami Ewangelii św. Jana: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”.

Jak zapewne pamiętasz, Duch Boży przed stworzeniem świata unosi się nad wodami, ale czy pamiętasz, że te wody powstaną dopiero drugiego dnia! Co za absurdalna niespójność. Gdyby miał to być zapis kronikarski, to mamy dość ośmieszającą wpadkę, której autor nie zauważył. Ale nic bardziej mylnego. Autor natchniony Księgi Rodzaju robi językowy majstersztyk i w tym określeniu ukrywa dodatkowe znaczenie. Mamy tutaj bardzo ważny poetycki podtekst widoczny wyłącznie w tekście hebrajskim dla osoby znającej kulturę starożytnego Bliskiego Wschodu. Hebrajskie określenie „bezmiar wód” (hebr. tehom7) jest językowym odpowiednikiem imienia Tiamat mezopotamskiej bogini kosmosu i morza. Bóg unosi się nad Tiamat, jest więc od niej ważniejszy. To oczywisty pstryczek w pogańskie bóstwo. W naszej kulturze i kręgu cywilizacyjnym bardzo łatwe do przeoczenia, ale dla Hebrajczyka, którego sąsiedzi oddawali cześć Tiamat, podtekst dość łatwy do wyłapania. Zwłaszcza że mity o Tiamat, która była boginią matką i personifikacją wód mórz i oceanu i jej walki z Madrukiem, dotyczyły właśnie stworzenia świata w mezopotamskiej mitologii i były powszechnie znane.

Warto także przyjrzeć się innym hebrajskim ciekawostkom, które umkną w tłumaczeniu na język polski. Autorzy Hymnu o stworzeniu upodobali sobie rzadko spotykany środek stylistyczny, jakim jest gra słów. Polega ona na zestawieniu dwóch podobnie brzmiących słów, czasami w celach ironicznych. Pierwsi rodzice odkrywają, że są nadzy (hebr. arom8), ponieważ oszukał ich przebiegły (hebr. arum9) wąż. Wąż chciał być przebiegły (arum), a został przez Boga wyklęty (hebr. arar10). Taka fonetyczna zabawa słowem raczej nie przystoi kronice historycznej.

Gra słów czasami nadaje głębszy sens. H’adam11, czyli ziemianin, staje się isz12, czyli mężczyzną, dopiero kiedy pojawia się isza13, czyli kobieta. Tę grę słów w niektórych językach łatwo oddać (ang. man/woman, fr. male/famele). W języku polskim „mąż” i „mężyna” nigdy się jednak nie przyjęły14. Takie zabawy słowne są typowe dla tekstów lirycznych, a nie na przykład dla kroniki.

Gdyby to jeszcze kogoś nie przekonało, to spieszę z kolejnymi argumentami. W Księdze Rodzaju mamy obok siebie dwa różniące się opisy stworzenia świata i człowieka. Gdybyśmy chcieli je rozumieć dosłownie, to nie można ich ze sobą pogodzić. Przecież, gdyby autor natchniony miał intencję, byśmy opis stworzenia świata rozumieli dosłownie, to nie umieściłby obok siebie dwóch różnych wersji!

Ponadto mamy inne, wręcz śmieszne sprzeczności: jak już wspomniałem, przed stworzeniem świata Duch Boży unosił się nad wodami, ale wody powstały dopiero drugiego dnia (sic!), ale jak można mówić o pierwszych trzech dniach, skoro dzień i noc powstają dopiero czwartego dnia? Mamy dwoje rodziców i trzech synów, a więc kazirodztwo? Kain po zabiciu Abla boi się, że zostanie w odwecie skazany na śmierć przez innych ludzi, nie swoich rodziców. Wówczas Bóg daje mu znamię15, które ma go chronić przed samosądem, ale skąd u licha tam się wzięli inni ludzie? Poza tym Kain ma żonę, która rodzi mu syna Henocha. Gdzie u licha Kain znalazł żonę? I czy rzeczywiście Pan Bóg musiał siódmego dnia odpoczywać (hebr. szabat)?

Jeśli będziemy rozumieć ten tekst dosłownie, nie tylko dojdziemy do tych absurdów, nie tylko będziemy musieli odrzucić współczesną naukę z ewolucją, genetyką, dinozaurami i teorią Wielkiego Wybuchu na czele, ale przede wszystkim nie zrozumiemy, o co w tym tekście tak naprawdę chodzi!

Wcześniej opisałem zupełnie nową koncepcję świata, który ma początek. Koncepcję tę zdaje się potwierdzać teoria Wielkiego Wybuchu. W Hymnie o stworzeniu mamy jednak dużo ważniejsze dwie nowatorskie koncepcje Boga i człowieka, których świat jeszcze nie znał, a współcześnie o nich zapomina. Koncepcje, które przez tysiąclecia kształtowały nie tylko naszą religię, ale całą cywilizację. Porównaj Boga Stworzyciela, który jest wszechmocny i potrafi stworzyć cały świat słowem, który istnieje przed stworzeniem świata i czasu i który jest „Uosobioną Miłością”, do bogów, których znasz z różnych mitologii. Zeus, Artemida, Hera, Set, Ozyrys, Baal, Dagon i wielu innych to bogowie, którzy ze sobą romansują, zazdroszczą, zdradzają, toczą wojny, zabijają się nawzajem. Bóg, którego poznajemy na kartach Księgi Rodzaju, jest zupełnie inny, i taki obraz Boga był nieznany wcześniejszym cywilizacjom. I ten Bóg stwarza człowieka z miłości na „swój obraz i podobieństwo”, czyniąc go „niewiele mniejszym od aniołów”, ale tak naprawdę od samego Boga.

Przyjrzyjmy się najpierw określeniu hebrajskiemu „obraz i podobieństwo”. W języku hebrajskim nie ma stopniowania ani wzmocnień (np. bardzo wysoki). Stopniowanie przymiotników osiąga się przez powtarzanie, np. „święty, święty, święty” oznacza „najświętszy”. Wzmocnienie rzeczowników osiąga się przez powtórzenie synonimów, np. egipskie ciemności opisane są jako „mrok i ciemność”, co znaczy, że było całkowicie ciemno. „Obraz i podobieństwo” oznacza, że byli ogromnie do siebie podobni. We współczesnym hebrajskim słowo „podobieństwo” oznacza „fotografię”. Bóg więc robi sobie „selfie”. Człowiek jest zdjęciem Boga. Tak, Ty jesteś fotografią Boga! Dlatego kochaj samego siebie! W Psalmie 8 jest napisane, że „Bóg stworzył człowieka niewiele mniejszym od Jahwe” (nie od aniołów, tłumacze ocenzurowali ten tekst).

Ten tekst jest więc wielką manifestacją godności każdego człowieka! Jest to zupełnie nowa koncepcja człowieczeństwa16, która polega na tym, że Bóg stwarza człowieka z miłości, na swój obraz i podobieństwo. Bóg „musiał” stworzyć człowieka niewiele mniejszym od siebie, bo „musiał” stworzyć godnego odbiorcę swojej miłości. Nie mógł tej miłości zatrzymać dla siebie właśnie dlatego, że jest Miłością. Cała rodzina ludzka ma wspólne drzewo genealogiczne, co oznacza, że ludzie różnych narodów są sobie równi. Bóg jest zakochany w człowieku do granic swoich możliwości, a musiał stworzyć człowieka, by mieć odpowiedniego odbiorcę swojej miłości. Idąc dalej, jeśli każdy człowiek jest „na obraz i podobieństwo Boga”, oznacza to niesamowitą godność każdego człowieka. Każdy człowiek jest więc równy, bez względu na kolor skóry, światopogląd, płeć czy pochodzenie (chłopi i szlachta, król i niewolnik, wszyscy są na obraz i podobieństwo Boga). Cała rodzina ludzka pochodzi z jednego drzewa genealogicznego – od wspólnych rodziców. Posługiwanie się jednym językiem przed zburzeniem wieży Babel wskazuje, że obecni ludzie posługujący się różnymi językami są sobie równi, bo mają wspólne pochodzenie.

Przecież w latach 20. XX wieku w niemieckim Wrocławiu funkcjonowało ludzkie zoo, w Belgii w zoo można było oglądać ludzi jeszcze w latach 50., a w najstarszej demokracji świata, czyli w Stanach Zjednoczonych, jeszcze w latach 60. Afroamerykanie nie mogli studiować na uczelniach i musieli jeździć pociągiem w osobnych wagonach. Nie wspomnę już o antypolonizmie i antysemityzmie z II wojny światowej, koncepcji nadczłowieka i eugenice, która do dziś święci triumfy. A wystarczyło dobrze zinterpretować i przestrzegać zasad wypływających z Hymnu o stworzeniu człowieka.

Biblia w Księdze Rodzaju idzie jeszcze dalej, bo nie chodzi nawet o Adama i Ewę albo Sema17 z części przedhistorycznej Biblii, ale w części historycznej większość narodów, z którymi Izraelici toczą wojny, jest umieszczona w drzewie genealogicznym Abrahama18.

Warto także zauważyć, że zabicie człowieka, który jest obrazem Boga, jest pozbawieniem świata części Bożej obecności.

Hymn o stworzeniu świata przekazuje, że to Bóg stworzył świat i człowieka. I to jest prawda! Natomiast o tym, w jaki sposób Bóg stworzył świat i człowieka, mówią już nauki przyrodnicze!!! Prawdą jest to, że człowiek powstał na obraz i podobieństwo Boga, i równocześnie może być prawdą, że człowiek ma wspólnego przodka z małpą, a Wielki Wybuch mógł być metodą, z której Bóg skorzystał, tworząc świat z niczego (ex nihilo). Podobnie z ewolucjonizmem. Tym jednak już nie zajmuje się nauczanie Kościoła.

Czas na wielką syntezę:

Wszechpotężny Bóg, który jest poza czasem19, zaplanował świat jako dobry.

Bóg stworzył świat i człowieka z miłości.

Bóg ze swej natury jest Miłością, dlatego pragnie kochać, stworzył więc człowieka na swój obraz i podobieństwo.

Bóg „musiał” emanować na kogoś swoją miłością, więc stworzył kogoś godnego, by odebrał i odpowiedział na tę miłość20.

Żeby odbiorca Bożej miłości był w stanie ją przyjąć, musiał mieć wolną wolę i być stworzony na obraz i podobieństwo Boga, „niewiele mniejszym od Jahwe (aniołów)” (Boża miłość jest zbyt wielka, by przyjęły ją piękne rośliny, zwierzęta czy góry i morza).

Żeby Adam i Ewa mieli wolną wolę, w Edenie musiało być drzewo poznania dobra i zła. Musiała istnieć hipotetyczna możliwość wyboru zła.

Wniosek: Z naszej natury, z racji tego, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, wynika nasze pierwotne powołanie, czyli świętość. Dlatego nie wystarczy nie krzywdzić ludzi i nie czynić zła albo być tylko dobrym człowiekiem. My mamy łaskę od Boga, żeby być świętymi!

Z tego wynika niemal cała teologia, dlatego będziemy do tych tez wielokrotnie wracać i je rozbudowywać.

Z całego serca i ze wszystkich sił pragnę to podkreślić i wyryć sobie i Wam w sercu – po pierwsze: w życiu nie wystarczy nie zabijać i nie kraść. Jeśli nie zabijasz i nie kradniesz, to jesteś na poziomie zero. Po drugie: jeśli jesteś dobrym człowiekiem, to jesteś powyżej poziomu zero, ale ty dostałeś łaskę od Boga, żeby być świętym, a nie tylko dobrym. I to z tej łaski będziesz rozliczony na Sądzie Ostatecznym.

Człowiek nie jest kolejnym gatunkiem zwierzęcia, który by przetrwać „walkę gatunków” na drodze ewolucji, wykształcił lepiej mózg, tak jak żyrafa długą szyję, żółw skorupę, wąż jad, a ptaki skrzydła. Człowiek rzeczywiście powstał na obraz i podobieństwo Boga, jest Jego fotografią – to święta prawda, ale jest jeszcze druga część: człowiek nie jest Bogiem. Niestety od zawsze chciał być jak Bóg (grzech pierworodny), ale to przynosi dramatyczne konsekwencje (eutanazja, kara śmierci, inżynieria genetyczna, eugenika przy in vitro, selekcja zarodków).

Co jeszcze wynika z faktu, że powstaliśmy na obraz i podobieństwo Pana Boga? Że potrafimy kochać bezinteresownie. Miłość z definicji jest bezinteresowna. Kocha się kogoś, a nie za coś. Tak potrafią tylko Bóg i człowiek. Dlaczego ktoś bezinteresownie poświęca się dla innych wbrew instynktowi przetrwania i zachowania własnych genów? Tego biologia nie jest w stanie wytłumaczyć. Dlaczego człowiek potrafi oddać życie za obcego, jak św. o. Maksymilian Maria Kolbe w Oświęcimiu? Dlaczego człowiek potrafi bezinteresownie poświęcać swój czas i wysiłek dla osoby, która jest mu obca i złośliwa, na przykład robiąc zniedołężniałej i złośliwej sąsiadce zakupy? Jak w ogóle wytłumaczyć wielką miłość między ludźmi po 50 latach małżeństwa, kiedy fenyloetyloamina21 skończyła się 49 lat temu? Staruszkowie trzymający się za ręce to jest dowód na istnienie Boga. Najbardziej romantyczna scena, którą widziałem w życiu, miała miejsce w hospicjum, kiedy wiekowy małżonek z wielkim trudem chciał osobiście zmienić pampersa swojej żonie, choć byłem gotowy do pomocy. On to jednak zrobił osobiście, z wielką czułością i wrażliwością. To właśnie jest miłość. Ta scena z hospicjum mi przypomina, co to znaczy, że człowiek powstał na obraz i podobieństwo Boga.

Jest jeszcze jedna konsekwencja tego, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Wielokrotnie jestem pytany o to, dlaczego na świecie jest zło. Ten temat będzie często wracał, ale odpowiedź na to pytanie jest dość prosta i udzielił jej św. Augustyn: człowiek ma wolną wolę, a więc wybór między dobrem a złem. Gdyby nie miał wolnej woli, nie byłby człowiekiem na obraz i podobieństwo Boga, tylko kolejnym zwierzęciem. Tylko człowiek dzięki wolnej woli może przyjąć Bożą miłość i na nią odpowiedzieć, dlatego w Edenie było drzewo poznania dobra i zła. Jeśli człowiek wybiera zło, to winny jest człowiek, a nie Bóg. Gdzie jest Bóg, kiedy człowiek cierpi? Benedykt XVI odpowie, że na krzyżu.

Dużo trudniejsze jest jednak pytanie o zło niezawinione: trzęsienia ziemi, tajfuny, choroby i wiele innych. Jaki jest sens zła? Niezawinionego cierpienia? Zło samo w sobie nie ma sensu, cierpienie samo w sobie nie ma sensu. Wielu się na tym zatrzyma i powie: to jest koronny dowód na nieistnienie Boga. Ale człowiek właśnie dlatego, że jest na obraz i podobieństwo Boga, może wtórnie cierpieniu i złu nadać sens, którego ono samo w sobie nie ma. I nie wiem, czy to nie jest najważniejsza konsekwencja tego, że jesteśmy na obraz i podobieństwo Boga. Przecież śmierć Jezusa na krzyżu sama w sobie nie ma sensu. Zabijanie niewinnego człowieka, a tym bardziej Boga, nie ma sensu, ale Jezus wtórnie temu cierpieniu i śmierci nadał sens: zbawił świat.

Rozdział 2. Stworzenie człowieka

Po poznaniu podstawowych informacji o stworzeniu świata możemy zanurzyć się w fascynujące meandry teologii stworzenia człowieka. Tekst o stworzeniu człowieka pochodzi z Hymnu o stworzeniu, mamy więc do czynienia z nafaszerowanym symboliką i podtekstami tekstem poetyckim. Odkryjmy kilka jego nieoczywistych znaczeń.

Po pierwsze, jak już wspomniałem, Adam to po hebrajsku h’adam, czyli ziemianin, człowiek. Tak właśnie jest nazywany aż do momentu pojawienia się Ewy. Zatrzymajmy się na tym ziemianinie. Niedawno słuchałem wspaniałej konferencji siostry Anny Marii Pudełko. Kilka jej poetyckich interpretacji poruszyło moje serce, dlatego chciałbym się nimi podzielić. Jak wiemy, Adam, czyli z hebrajskiego „ziemianin”, został ulepiony z gliny, czyli z ziemi. Ale dlaczego? Przecież cały świat powstał dzięki słowu („Bóg rzekł i stała się…”), a człowiek powstał nie przez słowo, ale z gliny. Dlatego że garncarz na lepionym naczyniu zostawia swój podpis, to znaczy linie papilarne. Bóg się pod nami podpisuje. Słynne „tchnienie” Boga, które dało życie ulepionej postaci – siostra Pudełko porównuje to do resuscytacji metodą usta-usta. Wniosek wyciąga następujący: to tchnienie powietrza, tchnienie życia przypomina pocałunek, który Bóg składa na człowieku. Człowiek powstaje przez Boży pocałunek, czyli z miłości.

Pierwszy raz Adam, czyli ziemianin, nazwany jest mężczyzną, czyli isz, w momencie, kiedy z jego żebra powstaje Ewa. Czyli zanim pojawiła się Ewa, nie było mężczyzny, nie było isz. Dopiero kiedy powstaje isza, czyli kobieta, mamy isz – mężczyznę. Wcześniej jest h’adam, czyli człowiek, ziemianin, ulepiony z gliny, z ziemi. A więc stworzenie kobiety z żebra Adama jest też w pewnym sensie stworzeniem męskości, mężczyzny. Mówimy tu o komplementarności tych dwóch płci. To taka jedna ciekawostka.

Kolejnym aspektem, na którym chciałbym się tutaj skupić, jest fakt, że kiedy Pan Bóg „buduje” z Adamowego żebra Ewę, pojawia się czasownik banah22. Czasownik ten występuje w kontekście budowania miast, arki Noego, ale także w kontekście budowy ołtarza przez Abrahama oraz Świątyni Jerozolimskiej przez Salomona. Męskie ciało Adama jest tylko „ulepione”, a kobiece ciało Ewy jest zbudowane jak miasto, arka ratująca życie albo jak ołtarz lub świątynia. To nam przypomina coś bardzo ważnego, drogie Panie i drodzy Panowie. Że ciało kobiety to jest świętość. Bo kiedy Pan Bóg tworzy ciało kobiety, to buduje ją tak, jak się buduje świątynię. Trudno mocniej wyrazić, jak bardzo święte jest ciało kobiety. Ciało, w którym powstaje nowe życie. Ewa – z hebrajskiego oznacza „dająca życie”. Mamy więc wybudowaną przez Boga świątynię, która będzie dawać życie. Ten fragment ukazuje świętość ludzkiego ciała, ale przede wszystkim świętość ciała kobiety przyrównanej do świątyni. Tak jak w Starym Przymierzu w świątyni przechowywana będzie Arka Przymierza, a w Nowym – Najświętszy Sakrament, czyli żywe Ciało Boga, tak w kobiecym ciele będzie chronione święte, ludzkie życie.

Mam wrażenie, że my dzisiaj bardzo mocno o tym zapominamy. Wystarczy obejrzeć kilka filmików na TikToku czy przejrzeć Insta. No gdzie jest ta świątynia? Kobiecość to wielka wartość, którą my – współczesna cywilizacja, cywilizacja śmierci – zatracamy. A o tym jest w Księdze Rodzaju, w starożytnym tekście. Jesteśmy strasznie zacofani! I to nawet można powiedzieć, że przedpotopowi ☺.

Drugi aspekt, na który bardzo bym chciał zwrócić uwagę, bo wydaje mi się, że my dzisiaj też mamy z tym problem, to pytanie: dlaczego Ewa została stworzona z żebra Adama? To nam się wydaje dziwne. Pamiętajmy, że Hymn o stworzeniu to jest utwór poetycki, a więc to żebro ma jakieś symboliczne znaczenie. Co to znaczy, że Ewa jest zrobiona z żebra Adama?

Żebro w starożytności było symbolem równości. Czyli kobieta jest równa mężczyźnie. Proszę zobaczyć, że dla nas w XXI wieku ta równość jest oczywista, natomiast w starożytności, kilkaset lat przed narodzeniem Pana Jezusa, to była zupełna rewolucja. Dość pomyśleć, jakie prawa mają dziś kobiety na Bliskim Wschodzie. Hymn o stworzeniu człowieka mówi o równości kobiety i mężczyzny. Tak mówi święty tekst. To jest różnie realizowane, również w judaizmie, ale tekst jest jasny. Dla Żyda, który wie, że żebro jest symbolem równości, to przesłanie jest oczywiste. I proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Że to żebro jest z okolic serca. Ewa powstaje z miłości. Żebra osłaniają serce.

Co mówią rabini? Midrasz żydowski zauważa, że Ewa nie powstaje ze stopy Adama. Dlaczego? Żeby Adam jej nie deptał. Ale też nie powstaje z głowy Adama, żeby Ewa nie rządziła Adamem. Myślę, że my dzisiaj w małżeństwach mamy bardzo często z tym problem. Że Ewa chciałaby być z głowy i rządzić mężczyzną albo że Adam chciałby, żeby była ze stopy, bo chciałby ją deptać. Problemem jest jedna i druga postawa i obie stoją wbrew Słowu Bożemu. Ewa nie ma rządzić Adamem, bo nie jest z głowy, i nie może być przez niego deptana, i jej ciało jest święte, bo jest zbudowane jak świątynia.

Jeszcze raz wrócę do myśli niezastąpionej siostry Anny Marii Pudełko, która podkreśla, dość prowokacyjnie, pewien niuans. Mężczyzna czuł się samotny, choć miał piękny ogród i Boga na wyciągnięcie ręki. Kimże jest więc kobieta, która miała uzupełnić brak, którego nie zapewnił sam Bóg? To jest właśnie godność kobiety! Żeby wszystkie panie o tym pamiętały!

Kobieta nie ma pytać siebie i innych, czy jest piękna, ale: co jest w niej pięknego. A co jest? To, że powstała na obraz i podobieństwo Boga. Świadoma swojego prawdziwego piękna kobieta nie założy spódnicy krótszej od moich bokserek. Tylko kobieta nieznająca swojej prawdziwej wartości sprzeda swoje ciało, zakładając bluzkę z dekoltem do pępka.

Kobiecość nie ogranicza się do nóg, cery, włosów czy biustu. Kobiecość to wielki skarb, który my mężczyźni musimy na nowo odkryć. Odsłonięte ciało zasłania nam prawdziwą kobiecość, a każdy mężczyzna w głębi serca jest spragniony prawdziwej kobiecości, a nie wulgarnej jej namiastki.

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: mężczyznę i kobietę”. Równość płci autor natchniony podkreśla wprost, ale ukrywa to też w dwóch symbolach: żebro Adama oraz czasownik banah. Przykład ten jest kolejnym argumentem za tym, że nie możemy traktować Hymnu o stworzeniu człowieka dosłownie, jak kroniki historycznej.

Rozdział 3. Odpowiedzialność

Mam nadzieję, że to nie jest herezja, ale myślę, że po grzechu pierworodnym Adam i Ewa mieli jeszcze szanse zostać w raju. Ich największym problemem nie było wejście w dialog z szatanem (bo to tak naprawdę był chronologicznie pierwszy grzech) ani zdradzenie Boga, ani nawet pycha, by stać się jak On. Ich największym problemem był… brak odpowiedzialności za grzech. Bo kto według Adama był winny? Bóg, który stworzył Ewę.

Najpierw przyjrzyjmy się dialogowi Ewy z szatanem. Ile tam padło kłamstw! Po pierwsze, Ewa mówi, że nie mogą jeść owocu z drzewa poznania dobra i zła, które jest w środku ogrodu, a to nieprawda! W środku ogrodu jest drzewo życia, którego owoce dawały nieśmiertelność23. Znamienne jest, że dla Ewy i jej mentalności w centrum stanęło drzewo z zakazanym owocem, a nie drzewo życia. Po drugie, Ewa mówi, że nie mogą nawet dotykać owoców tego drzewa, a to też nieprawda. Dopiero kiedy szatan zostaje dwukrotnie okłamany przez Ewę, sam zaczyna kłamać: „Na pewno nie umrzecie. Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy, i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. Stare jak świat i to dosłownie: ciężki grzech zawsze musi być otulony w płaszczyk cnotliwości: „zgrzeszymy, żeby umieć lepiej rozpoznawać dobro od zła”. Nic mnie tak nie wkurza, jak ludzie, którzy by zagłuszyć sumienie, przerabiają teologię i moralność do własnych potrzeb. To jest zazwyczaj początek subiektywizacji prawdy.

Tak naprawdę Ewa przed grzechem pierworodnym zgrzeszyła już trzy razy: weszła w dialog z pokusą i dwa razy celowo minęła się z prawdą. Tak naprawdę pierwszym grzechem Ewy było wejście w dialog z pokusą, a potem już się samo potoczyło. To doprowadziło do grzechu pierworodnego. Po nim Ewa z Adamem odkryli, że są nadzy (hebr. erom), choć chcieli być mądrzy (hebr. arum). Ta hebrajska gra słów jest pewną złośliwością ze strony autora natchnionego pod adresem pierwszych rodziców.

Po zerwaniu zakazanego owocu mamy niesamowity fragment o tym, co się dzieje z Adamem i Ewą. Co robi Pan Bóg? Szuka człowieka po grzechu. A co robią Adam i Ewa? Kiedy Pan Bóg znajduje Adama, ten mówi: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem”. Adam zrzuca winę na Ewę oraz na samego Boga! A Ewa przynajmniej zrzuca winę na węża, a nie na Boga i męża: „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”. W pewnym sensie obydwoje mówią prawdę. Tam nikt nie konfabuluje. Bronią się, mówiąc prawdę. Przecież Ewa skusiła Adama, wszyscy to wiemy, a Ewę skusił wąż. A gdyby nie Bóg, nie byłoby Ewy, więc nikt by nie skusił Adama. Brzmi logicznie? Tak samo jak większość naszych kłótni i przerabianej teologii na potrzeby zagłuszenia sumienia.

Wiesz, na czym tutaj polega problem? Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. Adam, mężczyzna, powinien wziąć na siebie odpowiedzialność. Jest głową tej pary. Jeszcze nie rodziny, ale tak, on jest głową. Nie bierze odpowiedzialności za kobietę, nie bierze odpowiedzialności nawet za siebie samego. To jest problem, że facet nie jest gotowy ponieść konsekwencji swoich czynów. Jak dzisiaj bardzo ten problem wybrzmiewa! Kobieta też nie potrafi wziąć odpowiedzialności. Zrzuca winę na węża.

Ciekawe, co by Pan Bóg zrobił, jak potoczyłyby się losy ludzkości, czy ludzie zostaliby wygnani z raju, gdyby po grzechu pierworodnym wzięli odpowiedzialność za ten grzech? Mam wątpliwości, czy Bóg na pewno podtrzymałby decyzję o wyrzuceniu ich z raju. Bo decyzja ta pojawia się dopiero po tym, jak oni nie wzięli za ten grzech odpowiedzialności. To jest pytanie, na które ja nie znam odpowiedzi, ale może stałoby się tak, że gdyby wzięli odpowiedzialność za swój grzech, pozostaliby dalej w raju. Mam nadzieję, że nie mówię herezji, ale mam intuicję teologiczną, że człowiek nie zostałby wypędzony z raju, gdyby wziął odpowiedzialność za swój grzech.

Zobaczcie, do czego oni zmierzają. Między wierszami Adam mówi, że gdyby nie było Ewy, on by nie zgrzeszył. Winna jest Ewa. A kto stworzył Ewę? Pan Bóg. Gdyby nie było Boga, nie byłoby Ewy i nie byłoby problemu. Nie byłoby grzechu pierworodnego. Adam zrzuca winę nie tylko na Ewę, ale pośrednio także na Boga. Po co ją stworzyłeś, Boże? Gdyby nie Ty, nie byłoby grzechu. Ale Adamie, nie byłoby ciebie i nas. Co za paradoks zrzucania na kogoś odpowiedzialności.

I my to powtarzamy. Popełniłeś jakiś grzech, jasne, masz grzech. Można przeżyć całe życie, nie biorąc odpowiedzialności za swoje grzechy. Możesz być nastolatkiem i mówić: „Faktycznie zgrzeszyłem, ale przecież ja mam tak ciężko, mam rodziców, którzy mnie prześladują, jestem w trudnym wieku, burza hormonalna, rodzice mnie nie rozumieją i w ogóle jest mnóstwo rzeczy związanych z dojrzewaniem; pryszcze, niska samoocena. Zgrzeszyłem, ale to wszystko nie moja wina. I jeszcze ktoś tam w domu mi dokucza”. I te wszystkie wytłumaczenia są prawdziwe. Później jest matura, bardzo duży stres. Zgrzeszysz, ale przecież to bardzo stresujący moment. Później są studia. Bardzo ciężkie studia, pieniędzy za bardzo nie ma. Masz świetne wytłumaczenie. Później zakładasz rodzinę i jest biednie, dzieci Cię w nocy budzą, w pracy mało zarabiasz; bo kto dużo zarabia po roku pracy? Doskonała wymówka. Nie bierzesz odpowiedzialności, tylko: zgrzeszyłem, ale mam ciężko w pracy. I jeszcze ten szef!

Potem zaczynasz zarabiać troszkę więcej, ale zaczynasz też się starzeć. Świetna wymówka. No tak, zgrzeszyłem, ale przecież ja mam swój wiek, swoją odpowiedzialność. Może kiedyś się tłumaczyłem tym, że mało zarabiałem, teraz zarabiam dużo, ale ja mam bardzo odpowiedzialną pracę. To takie stresujące! Dlatego grzeszę. Doskonała wymówka. I jeszcze ci podwładni…

A później dzieci też mają większe problemy. Nie tylko sikają do pampersa i płaczą. Doskonała wymówka dla Ciebie. Później zaczynasz przekwitać, kobieta ma menopauzę, a mężczyzna andropauzę, tudzież kryzys wieku średniego. Doskonała wymówka. A później już zarabiasz bardzo dużo, jesteś dyrektorem albo jakimś kierownikiem, więc jeszcze większa odpowiedzialność. Są już pieniądze, dzieci już się pożeniły. Ale ten Twój zięć to po prostu jest do bani. Kolejna wymówka, doskonała.

Później idziesz na emeryturę. Wydaje się, że wszystko jest poukładane. Dobre zarobki, nauczyciel Cię już nie prześladuje, rodzice już nie żyją, więc nie jest tak, że Cię nie rozumieją, nie masz już odpowiedzialności, bo jesteś na emeryturze. Emerytura jest całkiem niezła. A może jest za słaba, więc to też kolejna wymówka. Ale zaczynasz chorować. I faktycznie zaczynasz chorować. Zdrowie nie to, siła nie ta, już Cię kolana bolą – i jesteś bardzo rozdrażniony. „To prawda, wybucham, wrzeszczę i wyzywam, ale nigdy taki nie byłem. Teraz taki jestem, bo mnie kolana tak bolą, bo ja mam reumatyzm”.

Robisz to od pięćdziesięciu lat, tylko za każdym razem jest kolejna wymówka. Nie bierzesz odpowiedzialności za grzech!

Problem pojawił się wtedy, kiedy nie wziąłeś odpowiedzialności za grzech, jak byłeś nastolatkiem i znalazłeś wymówkę. Gdy byłeś na studiach i miałeś wymówkę. Jak miałeś małe dziecko i miałeś wymówkę. Jak mało zarabiałeś w pracy i miałeś wymówkę. Potem zarabiałeś dużo, ale miałeś dużą odpowiedzialność, więc stres, i miałeś wymówkę. Później byłeś w okresie kryzysu wieku średniego i miałeś wymówkę. Teraz jesteś emerytem i też masz wymówkę, bo przecież chorujesz.

Gdybyś choć raz na którymś etapie swojego życia wziął odpowiedzialność za grzech, pokonałbyś go. Ale nie wziąłeś odpowiedzialności za grzech. I tak możesz przeżyć osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt lat i mówisz dokładnie to samo, tylko zmieniasz argumenty, powody. I zawsze zrzucasz winę na kogoś.

Niedawno widziałem dość mądrą rolkę w mediach społecznościowych o odpowiedzialności w małżeństwie. Obok siebie mieszkały dwa małżeństwa. Jedno cały czas się ze sobą kłóciło, a drugie żyło w idealnej zgodzie. Po kolejnej karkołomnej awanturze żona wysłała męża na zwiady, żeby podejrzał, jak to sąsiedzi robią, że się nie kłócą. Mąż zakradł się na podwórko i przez okno ich podglądał. W pewnym momencie zadzwonił telefon i mąż szybko do niego podbiegł, niestety niechcący strącił ulubiony wazon małżonki, który się roztrzaskał. Kiedy przybiegła żona, mąż zaczął ją przepraszać. Ona mu na to odpowiedziała, że to jej wina, bo ustawiła ten wazon w niestosownym miejscu, przez co mąż mógłby się skaleczyć. I zaczęła go przepraszać. Na to mąż mówi, żeby go nie przepraszała, bo to tylko jego wina, bo mógł przecież bardziej uważać. I tak oboje się przepraszali, biorąc winę na siebie. Podglądacz wrócił do swojej małżonki i zreferował jej swoje obserwacje: „U nich w małżeństwie oboje są winni, a u nas oboje mamy rację”.

I co Pan Bóg robi z tym wszystkim? Najpierw szuka Adama i Ewy, żeby dać im ostatnią szansę na wzięcie odpowiedzialności, a kiedy to się nie udaje, Bóg robi coś absolutnie wstrząsającego. Wypowiada do szatana słowa, które przeszły do historii jako Protoewangelia. Bóg w najbardziej dramatycznym momencie swojego życia, w niezwykle tajemniczych słowach zapowiada przyjście Jezusa jako Zbawiciela świata: „[Bóg rzekł do węża:] Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. To „potomstwo” albo ktoś z potomstwa Adama i Ewy ma zmiażdżyć głowę szatanowi. My dzisiaj oczywiście domyślamy się, o kogo chodzi.

Rozdział 4. Ja bym nie zerwał owocu

Wydaje mi się, że my od dziecka patrzymy na Adama i Ewę z wyższością. Przecież sami nie zerwalibyśmy zakazanego owocu24. Akurat! To oczywiście nonsens, ponieważ każdy z nas grzeszy. Z tego powodu ucieka nam fakt, że Adam i Ewa powinni być dla nas przede wszystkim wielkim autorytetem i wzorem do naśladowania. Proszę zobaczyć: Adam z Ewą przeżywają wielki dramat, są wypędzeni z raju, a ich syn Kain zabija ich drugiego syna Abla. Czyli dzieci Adama i Ewy się mordują. Jaki to musi być dramat dla rodziców, gdy jeden syn zabija drugiego. Nie wiem, ile rozerwanych małżeństw przeżyło podobny dramat jak Adam i Ewa, ale zostali razem i się dalej kochali. O tym też czytamy w Księdze Rodzaju. Po wygnaniu i po morderstwie Adam i Ewa dalej się kochają. Mają trzeciego syna: Seta, którego Biblia przedstawia jako wspaniałego człowieka. Księga Rodzaju mówi więc o nierozerwalności małżeństwa.

A później mamy radykalną zmianę, bo w Księdze Kapłańskiej Mojżesz pozwala na rozwody „ze względu na zatwardziałość ludzkich serc25”, ale nie taki był Boży plan. W Ewangelii natomiast słyszymy, że przychodzą faryzeusze i pytają, jak z tymi rozwodami, bo już słyszeli te radykalne poglądy Jezusa, że nie ma rozwodów, że Jezus ich zakazuje, choć Mojżesz przecież na nie pozwolił. Co Jezus robi? Jezus mówi: „Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela”26. Znamy to z sakramentu małżeństwa. Bo sakrament małżeństwa, ta przysięga, którą się składa, jest konsekracją miłości. Miłość między mężczyzną i kobietą już nie jest miłością tylko międzyludzką, ale jest czymś, co Bóg konsekrował. „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”, mówi Pan Jezus.

To chyba nas troszkę zaskakuje, że w Księdze Rodzaju mamy stan idealny, następnie przechodzimy przez to, że jednak są rozwody, i później Pan Jezus znów ich zabrania, więc wracamy jakby do punktu wyjścia. Ale przez Stary Testament te rozwody są, o czym doskonale wiemy. Jezus wraca do korzeni, do stanu idealnego, do Księgi Rodzaju. Natomiast pozwolenie na rozwody to był stan przejściowy. Tutaj bardzo wyraźnie widać pedagogię Pana Boga. Kiedy ludzkość nie była w stanie żyć bez rozwodów, to Pan Bóg na nie tymczasowo pozwolił, żeby nie nakładać ciężarów, których ludzie nie byli w stanie unieść. Ale przez całe setki lat, przez całą historię zbawienia, po kolejnych prorokach, których Bóg wysyłał, kilkaset lat Pan Bóg wychowuje ludzkość. Pan Bóg jako pedagog ją prowadzi. I naturalne jest, że w pewnym momencie jakieś konkretne efekty tej Bożej pedagogiki powinny zaistnieć. Po kilkuset latach wychowywania ludzkości Pan Bóg mówi: okej, kiedyś jeszcze mogliście się rozwodzić, ale mija kilkaset lat i już powinniście dojrzeć. Macie Syna Bożego tu na ziemi i będziecie Go mieć już do końca świata, bo kapłani będą Go sprowadzać na każdej Mszy świętej. Już przyszedł czas na kolejny etap w rozwoju ludzkości, a więc nie ma rozwodów. Bo to jest sakrament.

Bóg łączy. A więc wracamy do stanu idealnego z Księgi Rodzaju.

Gdyby prześledzić inne kwestie moralne, to jest analogicznie. Bardzo podobnie jest z karą śmierci. Kiedy Kain zabija Abla, to co robi Pan Bóg? Pan Bóg chroni Kaina, żeby ten nie został skazany na śmierć przez innych ludzi. Nie przez Adama i Ewę, ale przez innych ludzi. Daje mu znamię, które ma go chronić przed karą śmierci. Ale później kara śmierci faktycznie pojawia się w Księdze Kapłańskiej. W Ewangelii Jezus przerywa wykonywanie wyroku śmierci na cudzołożnicy. Przerywa, więc pewnie jest przeciwnikiem kary śmierci, wbrew temu, co jest za czasów Mojżesza. Zresztą później sam niesłusznie zostanie skazany na śmierć.

Można w ten sposób prześledzić jeszcze inne rzeczy. A więc widzimy pewien progres. Ludzkość się ma rozwijać. To, co kiedyś małe dziecko mogło, dużemu dziecku już nie wypada. Na początku możesz robić w pampersa, ale później to tak chyba średnio, prawda? Na początku możesz płakać, jak się uderzysz w rękę, i to jest akceptowalne, ale jeśli zaczynasz ryczeć, kiedy jesteś już nastolatkiem, to coś jest z Tobą nie tak. Bo dojrzewamy. I podobnie Pan Bóg wychowuje ludzkość i ludzkość dojrzewa. I Pan Bóg mówi: już nie ma kary śmierci, już nie ma rozwodów. Już dojrzeliście jako ludzkość do tego, co było w raju.

My teraz współcześnie z powrotem chcemy wrócić do Starego Testamentu. Trochę się zaczęliśmy cofać w rozwoju jako ludzkość. Chcemy wrócić do czasów sprzed Ewangelii, do czasów Starego Testamentu. Chcemy wrócić do kary śmierci, chcemy wrócić do rozwodów i tak dalej. Dlaczego? Bo się cofamy w rozwoju. Nie jest tak, że we wszystkim idziemy do przodu. Gdyby tak było, bylibyśmy szczęśliwsi od naszych dziadków, którzy przeżyli II wojnę światową, a tak nie jest.

Pan Bóg zachęca nas, nakazuje powrót do idealnego stanu, w którym świat został stworzony. Robił to 2 tysiące lat temu i to generalnie działało. Przez 2 tysiące lat nie było powszechnego problemu z rozwodami. Dopiero od kilkudziesięciu lat mamy ten kłopot. Dziś w Polsce na 100 małżeństw 35 kończy się rozwodami. Przyczyn oczywiście jest wiele, niemniej od kilkudziesięciu lat cofamy się do Starego Testamentu. To jest coś naprawdę rewolucyjnego.

Przesłanie Hymnu o stworzeniu świata i człowieka jest tak ważne, że jeszcze wielokrotnie będziemy wracać do poruszonych tu wątków. O wielu problemach teologicznych nie sposób mówić, nie wychodząc właśnie od tego fragmentu.

Rozdział 5. Grzech pierworodny – ja tego nie rozumiem…

Osobiście mam spore problemy z choćby częściowym zrozumieniem tego, czym jest grzech pierworodny. Dlaczego mam grzech, którego nie popełniłem? Co więcej, dlaczego mam grzech, którego nikt nie popełnił, bo przecież nie było jednej Ewy, która dosłownie zerwała zakazany owoc27 z drzewa i przez pychę odwróciła się od Boga? Ciekawe, że jeden z najbardziej znanych dogmatów jest równocześnie tak skomplikowany i niezrozumiały. Tak naprawdę nie wiemy, jaki grzech popełnił pierwszy człowiek gdzieś tam najprawdopodobniej w Afryce. To wszystko jest tak niejasne i pogmatwane!

Uczestniczyłem w wielogodzinnych wykładach dogmatycznych na temat grzechu pierworodnego, ale niewiele one wniosły do mojej wiedzy i do mojego życia. Wiem tylko tyle, co wszyscy: każdy ma grzech pierworodny i żeby go zmazać (dziwne słowo), trzeba przyjąć chrzest. Wiem również, że grzechów się nie dziedziczy, że nie ma czegoś takiego jak grzech pokoleniowy, że nie działają przekleństwa typu: „bądź przeklęty za swój grzech do siódmego pokolenia!”. I my chyba czujemy efekty tego grzechu pierworodnego: z natury jesteśmy leniwi i mściwi, choć przecież jesteśmy na obraz i podobieństwo Boga. Chrzest co prawda zmazuje winę grzechu, a nie konsekwencje… ale zaraz, nie mamy przecież winy grzechu pierworodnego.

Jest we mnie, jako w teologu i księdzu, wewnętrzna zgoda, że nie zrozumiem wszystkiego w teologii, co da się pojąć. Są oczywiście też tematy, których nie da się zgłębić, bo przecież nie jesteśmy w stanie zrozumieć Boga. Przyznaję więc przed sobą samym i przed Tobą, drogi Czytelniku, że są tezy teologiczne, a nawet dogmaty, których nie rozumiem pomimo najszczerszych chęci. Co więcej, nie wstydzę się tego, że jako teologa i księdza mnie to intelektualnie przerasta. Przecież tak jest w każdej innej dyscyplinie naukowej. Czy każdy fizyk rozumie teorię strun albo względności, czy każdy medyk ogarnia wszystkie mechanizmy, które działają w ludzkim organizmie? Czy każdy matematyk pojmuje wszystkie teorie i potrafi rozwiązać każde zadanie? Więc ja jako ksiądz i teolog daję sobie też to ludzkie prawo do nierozumienia wszystkiego z mojej dyscypliny naukowej. Kiedy powiedziałem o tym jednej z klas, które uczę, uczniowie stwierdzili, że na długiej przerwie przygotują na szkolnym boisku stos dla heretyka…

Żarty żartami, ale ja naprawdę próbuję na różne sposoby zrozumieć ten temat i nie potrafię. Ostatnio tej karkołomnej próby podjął się absolutnie rewelacyjny wykładowca z Katowic, ks. prof. Grzegorz Strzelczyk, podczas wykładu na studiach licencjackich28, które właśnie kończę. Analogia, którą nam zaprezentował, bardzo mi się spodobała, więc pozwolę ją tu przytoczyć.

Grzech pierworodny rozumiem jako „zranienie natury ludzkiej”, które dziedziczymy od rodziców, ale nie dziedziczymy winy za grzech pierworodny. Chrzest więc nie odpuszcza nam winy grzechu pierworodnego, bo jej nie mamy. Na czym więc polega łaska chrztu świętego poza włączeniem do Kościoła i odpuszczeniem grzechów uczynkowych29, jeśli takie ktoś ma?

Ksiądz Strzelczyk przedstawił porównanie, które mnie przekonało, choć jak każde porównanie ma swoje minusy. Mój wykładowca grzech pierworodny i chrzest porównał z rowerem elektrycznym. Sytuacja przed grzechem pierworodnym: Pan Bóg dał człowiekowi dodatkową łaskę, czyli silniczek elektryczny. Grzech pierworodny odbiera tę łaskę, czyli silniczek, który pomaga jadącemu na rowerze. Bez silniczka, o własnych siłach, pedałuje się ciężko, ale można tak żyć. Chrzest to przywrócenie utraconej łaski, czyli tego elektrycznego silniczka. Proste.

Kiedyś na kazanie dla dzieci pierwszokomunijnych wziąłem piękny, drewniany model trójżaglowca. Analogia jest dość podobna. Duch Święty to wiatr. Możesz płynąć przez życie ze zwiniętymi żaglami, wyłącznie za pomocą wioseł, czyli siłą własnych mięśni. Da się tak żyć i dopłynąć do portu? Da się. Ale czy nie lepiej rozwinąć żagle? Najpierw rozwijasz pierwszy żagiel, czyli chrzest, potem drugi, czyli komunię świętą, a na koniec trzeci, czyli bierzmowanie. Można płynąć z jednym albo dwoma żaglami? Można. Ale czy nie lepiej płynąć pod pełnymi żaglami, niż całe życie wiosłować?

O problemie rozumienia grzechu pierworodnego niech najlepiej świadczy fakt, że papież Pius XII w 1950 roku w słynnej i ważnej encyklice Humani Generis, traktującej o pochodzeniu człowieka i będącej odpowiedzią na udowodnioną już wówczas teorię ewolucji, popełnia rażący błąd, odrzucając poligenizm. Oczywiście papież jako papież nie ma żadnej nadzwyczajnej wiedzy i umiejętności poznawczych na tematy biologiczne i jeśli się o nich wypowiada, to wartość tej wypowiedzi gatunkowo nie jest większa niż jego wypowiedzi na temat sympatii piłkarskich. Sama encyklika została zapamiętana jako bardzo nowoczesna i przyjmująca ewolucjonizm jako możliwą drogę powstania człowieka. Jest też ostatnią encykliką, w której papież zabrał głos w sprawie nieteologicznej. I jak na złość najprawdopodobniej się pomylił. A pomylił się przez częściowo błędne rozumienie grzechu pierworodnego30. A skoro Pius XII mógł się mylić, to i we mnie nie ma ciśnienia. Pozostanę przy rowerze elektrycznym. Proszę się nie gorszyć.

Rozdział 6. Debata z ateistą

Jakiś rok temu zostałem zaproszony do wzięcia udziału w debacie z ateistą, panem Januszem Omylińskim, na temat tego, czy Bóg istnieje. Debata odbyła się na kanale YouTube „Coś ciekawego”, prowadzonym przez Marca Arendta. Do dziś cieszy się zaskakująco dużą popularnością wśród internautów. Rozmowa z panem Januszem Omylińskim była dla mnie bardzo pouczająca i inspirująca. Podczas dyskusji zadałem pytanie, które okrasiłem dość przydługawym wywodem:

„Czy uwierzyłbyś, że na drodze przypadkowych zjawisk przyrodniczych powstałby Twój komputer? Jeśli nie, to czy uwierzyłbyś, że Twoje ciało, którego naukowcy do dzisiaj nie są w stanie zrekonstruować31, bo jest dużo bardziej skomplikowane, powstało przez zbieg okoliczności?”.

Można podać bardziej prawdopodobny przykład:

„Wyobraź sobie, że rozebrałeś swój komputer na części pierwsze i wrzuciłeś do kartonu. Czy jest możliwe, że gdybyś zaczął tym kartonem trząść, jego części złożyłyby się w całość i wyjąłbyś działający komputer? Jeśli uważasz to za nieprawdopodobne, to pomyśl o świecie i ludzkim organizmie, który tylko przez przypadek miał powstać z helu i wodoru”.

Fizycy, chemicy, biolodzy i astronomowie podają wręcz tysiące parametrów, które są perfekcyjnie dostrojone w taki sposób, aby na Ziemi powstało życie. Na innych planetach nie ma nawet roślin, bakterii, robaków, a na Ziemi jest człowiek. To szalona dysproporcja! Gdyby któryś z tych tysięcy parametrów był o 1/1000 proc. inny, na naszej planecie nie byłoby możliwości, by powstało życie. Ziemia przypominałaby wszystkie inne znane nam planety. Naukowcy mówią o tzw. precyzyjnym dostrojeniu.

Znów zróbmy sobie eksperyment myślowy: jadę na wakacje do Honolulu, a tam w pokoju hotelowym przez przypadek jest kolekcja moich ulubionych filmów, książek i gier planszowych, zasłony są w moim ulubionym kolorze, a na PS jest Hogwarts Legacy (proszę się nie gorszyć, uwielbiam Harry’ego Pottera, dorastałem z nim i wyszedłem na ludzi). Nad łóżkiem powieszono mój ulubiony obraz Matki Boskiej Arabskiej32, przy czajniku jest moja ulubiona herbata33, a obok biało-zielony kubek Lechii Gdańsk z jedną fioletową czekoladką z bombonierki Merci. Jak byście mnie nazwali, gdybym leżał w łóżku, popijał earl greya, grał w Hogwarts Legacy i pomyślał, że to zbieg okoliczności, że właściciel hotelu tak dobrze zna moje potrzeby i upodobania? Pytanie: gdzie jest granica naiwności?

Jest taki mem:

„Aby być ateistą, musiałbym uwierzyć, że:

1. Nic doprowadziło do czegoś.

2. Coś bez życia stworzyło życie.

3. Przypadek stworzył precyzję i piękno.

4. Chaos doprowadził do porządku.

Nie, ja po prostu nie mam tak dużej wiary, aby zostać ateistą”.

Załóżmy, że świat i człowiek jednak powstał z przypadku, bo przecież nasza galaktyka jest tylko ziarnkiem piasku w ciągle rozszerzającym się kosmosie. To czy jest prawdopodobne, że przez zbieg okoliczności ten świat jest taki piękny?

Osobiście dochodzę do wniosku, że to, że świat i życie są przypadkowe, jest niemal nieprawdopodobne, ale jednak możliwe, ale to, jaki jest świat piękny, jest niemożliwe bez udziału Stwórcy. Nie wierzę, że piękno zachodu słońca albo Tatr jesienią są zbiegiem okoliczności. Nawet jeśli coś zaczyna działać przez przypadek, to nie przez przypadek jest olśniewająco piękne! Dla mnie to nie tylko ślad Pana Boga, ale jego krzyk, jego manifestacja istnienia.

Podczas debaty kontrargument pana Janusza Omylińskiego na prawdopodobieństwo powstania życia na Ziemi i perfekcyjne dostrojenie był taki: „Zróbmy eksperyment myślowy z monetą: jeśli Bóg istnieje, niech ileś razy z rzędu wypadnie orzeł. Kiedy rzucasz monetą i sto razy z rzędu wypadnie Ci orzeł, uznasz to za dowód na istnienie Boga, ale nie bierzesz pod uwagę, że milion ludzi rzucało monetą i po prostu Tobie się udało, bo komuś na milion musiało się udać”.

Uważam to za bardzo ciekawy i trafny kontrargument. Miliard ludzi weszło do innych pokoi hotelowych i nikt nie trafił na swoje preferencje, więc ktoś w końcu musiał. Niemniej wydaje mi się, że gdybyśmy podczas tej debaty rzucili monetą trzy razy i wypadłby orzeł, każdy z nas uznałby to za przypadek, gdyby wypadł dziesięć razy. Przy setce bylibyśmy pewnie mocno zdumieni, przy dwusetce nie mielibyśmy wystarczająco dużo wiary, by wierzyć w przypadek, a przy pięćsetce zaczęlibyśmy się modlić. Życie bakterii na Ziemi powstałoby przy milionowym orzełku.

Przypisy

1 William Buckland opisuje pierwszy szkielet dinozaura nazwany megalozaurem oraz pierwszy szkielet człowieka sprzed ok. 29 tysięcy lat nazwany „Czerwoną Damą z Paviland”.

2 My dlatego nie widzimy tu poezji, ponieważ bazujemy na przekładzie Pisma Świętego, a nie na oryginale, więc nie mamy pełnego obrazu całości (np. rytmu, melodii języka) i musimy zaufać wyrobieniu językowemu tłumaczy, dla których często ważniejsza jest wierność przekładu niż jego piękno (choć zdarzają się również przekłady Pisma Świętego tzw. kongenialne).

3 Choć sam tekst nie ma rymu i rytmu, to już niektóre określenia tak. „Bezład i pustkowie” to po hebrajsku tohu wa-wohu, rytmiczne, symetryczne i rymujące się określenie, w którym niektórzy komentatorzy widzą sugestię, że była jakaś symetria w świecie przed Stworzeniem. To mi się wydaje naciągane, niemniej tohu wa-wohu ładnie brzmi, ma rym i rytm. To oczywisty zabieg poetycki.

4 paralelizm (gr. zestawienie, równoległy) – tożsamość lub podobieństwo znaczeniowe lub kompozycyjne kilku analogicznych segmentów utworu literackiego, np. zdań, wersów, strof, wątków.

5 Pamiętajmy jednak, żeby Biblii nie traktować jako podręcznika do astrofizyki.

6 Cyfry rzymskie, a tym bardziej arabskie, jeszcze nie istniały.

7 tᵊhôm – głębokość, głębiny, otchłań, głębia, grób (H8414: תְּהוֹם).

8 ʿārôm – nagi, goły (H6174: עָרוֹם).

9 ʿārûm – przebiegły, podstępny, chytry, zmyślny, rozsądny, roztropny (H6175: עָרוּם).

10 ‚ārar – przeklinać, być przeklętym, być pod klątwą (H779: אָרַר).

11 ‚āḏām – człowiek, rodzaj ludzki, istota ludzka. Rzeczownik rodzaju męskiego (H120: אָדָם).

12 ‚îš – mężczyzna, mąż, człowiek, ludzkość, ktokolwiek, każdy (H376: אִישׁ).

13 ‚iššâ – kobieta, żona, samica zwierząt (H801: אִשָּׁה).

14 Takie tłumaczenie zaproponował ks. Jakub Wujek.

15 Biblia nie wyjaśnia, czym jest to znamię i jak ma chronić Kaina przed samosądem innych ludzi. Wiemy tylko, że Kain się ożeni i będzie miał syna Henocha. Znamię to w pewnym momencie historii zinterpretowano bez żadnych powodów jako zmiana koloru skóry na czarny, co miało biblijnie wytłumaczyć niewolnictwo czarnoskórych Afrykańczyków jako karę za bratobójstwo. Przypomnijmy, że tajemnicze znamię miało chronić Kaina i jego rodzinę przed samosądem.

16 Później będzie ją rozwijał personalizm.

17 Sem był synem Noego. Od Sema pochodzą ludy semickie (Żydzi, Arabowie, Aramejczycy). Na przykład synem Sema był Aram, czyli ojciec Aramejczyków (ich językiem będzie mówił Jezus). Drugim synem Noego był Cham (wyśmiewał ojca, gdy leżał nagi). Synem Chama był Kanaan, ojciec Kananejczyków.

18 Od Izmaela pochodzą Izmaelici, czyli Arabowie, od Midiana Madianici, od Ezawa Edomici, od Moaba Moabici, od Ben Ammona Ammonici. Pochodzenie pozostałych narodów objaśnione jest w części przedhistorycznej.

19 We wszystkich znanych religiach pogańskich opis stworzenia ma oczywiście pewne podobieństwa do hymnu z Księgi Rodzaju, ale jest pewna fundamentalna różnica. U Egipcjan, w Babilonii, Asyrii, Grecji, Rzymie na początku był chaos, z którego wyłaniają się bogowie, a Księga Rodzaju podaje, że Bóg był „przed wiekami”. Trudno posądzać ówczesnych starożytnych, by doszli do tak abstrakcyjnej myśli samodzielnie: Bóg jest poza czasem, od zawsze, a właściwie przed zawsze.

20 Dodatkowa uwaga: moim zdaniem to właśnie tłumaczy fakt, dlaczego Bóg choć jest jeden, ma Trzy Osoby. Miłość wymaga relacji. Gdy myślę o relacjach w Trójcy Świętej, czuję, że tam jest jedna wielka nieustająca eksplozja Miłości. W tej Miłości będącej Jednym Bogiem – jedną naturą (substancją) rodzą się (pochodzą) Trzy Osoby. Chyba jednak łatwiej wyobrazić sobie Trójosobowego niż Jednoosobowego Boga, który jest Miłością.

21 Związki działające na układ nagrody w mózgu, ich wydzielanie charakterystyczne jest dla stanu zakochania. Działają na mózg od roku do 4 lat.

22Bānâ – budować, odbudować, ustanawiać (H1129: בָּנָה).

23 Drzewo życia z raju, którego owoce dają nieśmiertelność, jest zapowiedzią drzewa krzyża, „na którym zawisło zbawienie świata”, a więc na którym człowiek na nowo otrzymał dar życia wiecznego w niebie. Natomiast na drzewie poznania dobra i zła szatan pokonał człowieka, ale na drzewie krzyża Bóg-człowiek pokonał szatana.

24 Ciekawostka: po łacinie zło i jabłko to malum (różnica w akcencie). Nikt jednak nie wie, jaki to był owoc.

25 Mt, 19,8.

26 Mt 19,6.

27 Ciekawostka: w łacińskim tłumaczeniu Biblii św. Hieronim użył słowa malum. Słowo malum ma dwa znaczenia: z długim akcentem na literę „a” oznacza „zło”, a z krótkim akcentem – „jabłko”. Jest to jedyny powód, dlaczego „zakazany owoc” na drzewie poznania dobra i zła utożsamiono z jabłkiem. W oryginalnym tekście hebrajskim nie ma takiej sugestii.

28 Studia teologiczne są jednolite magisterskie. Licencjat to stopień pomiędzy magisterium a doktoratem.

29 Grzechy uczynkowe są odpuszczone osobom dorosłym, które przyjmują chrzest. Dlatego po chrzcie neokatechumeni nie idą do spowiedzi, tylko od razu mogą przyjąć komunię. Nie muszą iść do spowiedzi, bo grzechy odpuścił im chrzest. Z tego powodu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy Kościół kierowany Duchem Świętym nie wykształcił współczesnej formy spowiedzi, niektórzy zwlekali z chrztem do późnej starości, bo chcieli umrzeć bez grzechów. Ta praktyka już wówczas była uznawana za błędną.

30 Czego jednak nie ma w samej encyklice.

31 Nie jesteśmy w stanie wytworzyć sztucznej krwi, dlatego oddajemy krew, a co tu dopiero mówić o innych organach (transplantacja). Pomyśl o ludzkim mózgu. 60 lat temu wylądowaliśmy na Księżycu, wykorzystując komputer o mniejszej możliwości obliczeniowej niż zwykły współczesny kalkulator, a nie jesteśmy w stanie wyprodukować krwi.

32 Mało znany obraz przechowywany w muzeum diecezjalnym w Płocku. Jest kapitalny!

33 Earl grey, gdyby ktoś pytał.