Siedliska - Kristina Kočan - ebook

Siedliska ebook

Kristina Kočan

4,0

Opis

Tom poetycki o poszukiwaniu miejsca osiedlenia. „Siedliska”, „Spotkaliska”, „Myślowiska” – trzy części książki wyznaczają drogę od doświadczenia fizycznego, przez relacyjność, ku temu, co myślowe i duchowe. Idiom Kristiny Kočan jest skondensowany i wymagający. Każde słowo ma tu ciężar, a składnia pracuje na granicy sensu. Przesunięcia, zgęstnienia i przerzutnie nie są ozdobą, lecz sposobem myślenia, dzięki czemu wiersz staje się przestrzenią napięcia. Ludzie, zwierzęta i rośliny na równych prawach współuczestniczą w świecie. Obserwujemy ich nieustanny ruch: migracje, przemieszczenia, próby zamieszkiwania. W przekładzie Agnieszki Będkowskiej-Kopczyk Siedliska zachowują brzmieniową intensywność – jako książka, która nie opisuje domu, lecz sprawdza, czy w języku można go na chwilę ustanowić.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 17

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
TvaF03-CLr

Dobrze spędzony czas

ładne zapętlenia
00



SPOTKALISKA

.

w zaciszu

pocałunków

osiedlamy się

we wszechświecie

.

ostatnie wołanie

przedwczesnym rankiem pośród cieni

płoszą się drzewa sroki o błękitnym

upierzeniu wszystkie moje

wiersze miłosne

są dla tego który nie czyta

czai się tocząc bryłę

na usypisku w ostatnim

wołaniu łani w dziobie

pustułki drgającej

nade mną gdy on jest

przede mną wzlatuje

w lesie kilka par

sójek ja widzę

stada brązowych ptaków

na jego rzęsy

opadają chmury

we mnie języki

mówią tyko jedno

pewnym krokiem po

jesiennym wrzosowisku

.

chrust

buty skrzypią w śniegu

oddala się od nas

rozgrzana chata ogień

akurat powoli gaśnie

nasycenie westchnień

tarcie wilgotnych ciał

w niemym popołudniu

w ciemności miga skradająca się

zwierzyna w chruście

splot śladów palców

płomieni które słowa

rozpalają na ciepłych językach

jeszcze zimowe pąki

połknięte w pośpiechu

przez pocałunki

w drodze przed siebie

.

poroże

gdy dziś w nocy

odejdziesz w chłodzie

mieszkanie będzie

pachnieć nadmiarem

papierosów bo uwielbiamy

nadmiernie palić i 

tobą

wyjedziesz na oblodzoną

drogę zastawi ci

jeleń którego uderzyło

auto przed tobą

zatrzymasz się zadzwonisz

do mnie dokładnie

mi opiszesz krew

cieknie mu z pyska

bucha para jak dym

charczy z głębokich

płuc na porożu

pozostałości po ocieraniu się

o sosny i porosty

jak jeszcze przed godziną po

moim przejedziesz

ręką po

jego drżeniu mój

zapach go przeniknie

nie będę wiedziała

co odpowiedzieć cicho

zapadnę się

z powrotem w nasz zapach

który zostanie

bez względu na przeciąg

bez względu na długość

minut otwartych

okien łzy

dla potężnego jelenia

dla ciebie który nie odratowałeś

.

słuchaczka ptaków

pierwszy raz w domu gdzie ich

nie widzę tylko słyszę

siwe wrony srokę wróbla

trzepot nietoperzy rzeczne

mewy rybitwę synogarlice

ziębę głośny przelot łabędzi

w środku nocy aż po świt

zamilknie

w krokach kochanka

zadusi lekki śnieg

przez otwarte okno

chłód oplata

na wpół odkryte ciało

paruje z niego w trelach

w jego kieszeni

białe pióro

.

powojnik

jak kwiat maku

osypuje się w jednej chwili

mnie odstawiłeś wcześniej

wbiłeś w moje mięso

wszystkie swoje dziesięć

palców zbierałeś

płatki śniegu które nie

zmieniły się w śnieg

napełniałeś nimi

nagie kieszenie wokół

mojego serca

owinąłeś się powojniku

nie bębni po dachach

rosi

wiosenny deszcz

.

zrąb