Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Tom poetycki o poszukiwaniu miejsca osiedlenia. „Siedliska”, „Spotkaliska”, „Myślowiska” – trzy części książki wyznaczają drogę od doświadczenia fizycznego, przez relacyjność, ku temu, co myślowe i duchowe. Idiom Kristiny Kočan jest skondensowany i wymagający. Każde słowo ma tu ciężar, a składnia pracuje na granicy sensu. Przesunięcia, zgęstnienia i przerzutnie nie są ozdobą, lecz sposobem myślenia, dzięki czemu wiersz staje się przestrzenią napięcia. Ludzie, zwierzęta i rośliny na równych prawach współuczestniczą w świecie. Obserwujemy ich nieustanny ruch: migracje, przemieszczenia, próby zamieszkiwania. W przekładzie Agnieszki Będkowskiej-Kopczyk Siedliska zachowują brzmieniową intensywność – jako książka, która nie opisuje domu, lecz sprawdza, czy w języku można go na chwilę ustanowić.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 17
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
w zaciszu
pocałunków
osiedlamy się
we wszechświecie
ostatnie wołanie
przedwczesnym rankiem pośród cieni
płoszą się drzewa sroki o błękitnym
upierzeniu wszystkie moje
wiersze miłosne
są dla tego który nie czyta
czai się tocząc bryłę
na usypisku w ostatnim
wołaniu łani w dziobie
pustułki drgającej
nade mną gdy on jest
przede mną wzlatuje
w lesie kilka par
sójek ja widzę
stada brązowych ptaków
na jego rzęsy
opadają chmury
we mnie języki
mówią tyko jedno
pewnym krokiem po
jesiennym wrzosowisku
chrust
buty skrzypią w śniegu
oddala się od nas
rozgrzana chata ogień
akurat powoli gaśnie
nasycenie westchnień
tarcie wilgotnych ciał
w niemym popołudniu
w ciemności miga skradająca się
zwierzyna w chruście
splot śladów palców
płomieni które słowa
rozpalają na ciepłych językach
jeszcze zimowe pąki
połknięte w pośpiechu
przez pocałunki
w drodze przed siebie
poroże
gdy dziś w nocy
odejdziesz w chłodzie
mieszkanie będzie
pachnieć nadmiarem
papierosów bo uwielbiamy
nadmiernie palić i
tobą
wyjedziesz na oblodzoną
drogę zastawi ci
jeleń którego uderzyło
auto przed tobą
zatrzymasz się zadzwonisz
do mnie dokładnie
mi opiszesz krew
cieknie mu z pyska
bucha para jak dym
charczy z głębokich
płuc na porożu
pozostałości po ocieraniu się
o sosny i porosty
jak jeszcze przed godziną po
moim przejedziesz
ręką po
jego drżeniu mój
zapach go przeniknie
nie będę wiedziała
co odpowiedzieć cicho
zapadnę się
z powrotem w nasz zapach
który zostanie
bez względu na przeciąg
bez względu na długość
minut otwartych
okien łzy
dla potężnego jelenia
dla ciebie który nie odratowałeś
słuchaczka ptaków
pierwszy raz w domu gdzie ich
nie widzę tylko słyszę
siwe wrony srokę wróbla
trzepot nietoperzy rzeczne
mewy rybitwę synogarlice
ziębę głośny przelot łabędzi
w środku nocy aż po świt
zamilknie
w krokach kochanka
zadusi lekki śnieg
przez otwarte okno
chłód oplata
na wpół odkryte ciało
paruje z niego w trelach
w jego kieszeni
białe pióro
powojnik
jak kwiat maku
osypuje się w jednej chwili
mnie odstawiłeś wcześniej
wbiłeś w moje mięso
wszystkie swoje dziesięć
palców zbierałeś
płatki śniegu które nie
zmieniły się w śnieg
napełniałeś nimi
nagie kieszenie wokół
mojego serca
owinąłeś się powojniku
nie bębni po dachach
rosi
wiosenny deszcz
zrąb
