Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
33 osoby interesują się tą książką
W CIENIU PŁONĄCEJ WARSZAWY NIOSŁY NADZIEJĘ I SZANSĘ NA ŻYCIE
Kiedy 1 sierpnia 1944 roku Wanda Sarnecka wychodziła z domu, powiedziała matce, że idzie na randkę z chłopakiem. W rzeczywistości szła na wojnę. Jak tysiące innych młodych dziewcząt zostawiała za sobą rodzinę, młodość i marzenia, by zostać sanitariuszką w ogarniętej chaosem Warszawie. Rzucone w brutalną rzeczywistość wojny, bez doświadczenia i odpowiedniego sprzętu, uczyły się pomagać powstańcom.
Leczyły, walczyły, kochały. Były aniołami w samym środku piekła. Na ulicach i w piwnicach bombardowanych domów tamowały krew, ocierały łzy i wydzierały śmierci każdy oddech rannych. To one tuliły umierających i słuchały ich ostatnich słów.
Sylwia Winnik – mistrzyni reportażu historycznego pisanego sercem – w poruszający sposób oddaje głos kobietom, którym odebrano młodość, ale nie człowieczeństwo. W morzu nienawiści i zniszczenia potrafiły ocalić to, co najcenniejsze: empatię i miłość. Sanitariuszki to wstrząsające świadectwo odpowiedzialności za drugiego człowieka.
PRAWDZIWE HISTORIE KOBIET, KTÓRE KAŻDEGO DNIA RYZYKOWAŁY ŻYCIE, BY RATOWAĆ INNYCH.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 147
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
SYLWIAWINNIK
Sanitariuszki
Miłość i śmierć w Powstaniu Warszawskim
Żeby wszystkie kule na świecie
trafiły we mnie,
toby już nie mogły trafić w nikogo.
I żebym umarła tyle razy,
ile jest ludzi na świecie,
żeby oni nie musieli już umierać,
nawet Niemcy.
I żeby ludzie wcale nie wiedzieli,
że ja umarłam za nich,
żeby nie było im smutno.
Anna Świrszczyńska
Przysięgam być wierną Ojczyźnie naszej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży Jej honoru, o wyzwolenie z niewoli wroga walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary z mego życia1.
Warszawa, lato 1944 roku. Miasto od pięciu lat żyje w stanie zagrożenia, a mimo to jego mieszkańcy nadal potrafią wierzyć, że można odzyskać głos, przestrzeń i godność. 1 sierpnia ta wiara zamienia się w czyn. Powstanie Warszawskie nie jest tylko decyzją militarną – jest aktem psychologicznym, desperackim sprzeciwem wobec bezsilności. Ten obywatelski zryw jest oceniany jako błąd przede wszystkim w analizach wojskowych, politycznych i strategicznych, uwzględniających surowe dane, lecz pomijających wartości, których nie da się ująć w tabelach. Dla wielu uczestników Powstanie nie było jednak wynikiem chłodnej kalkulacji strategicznej, ale odpowiedzią na doświadczenie okupacji, próbą odzyskania podmiotowości i sprawczości w sytuacji, w której bierne przyglądanie się poczynaniom Niemców było psychicznie nie do zniesienia. Powstanie było błędem militarnym, lecz Warszawiakom od lat poddawanym brutalnej przemocy i żyjącym w poczuciu zagrożenia z pewnością nie wydawało się irracjonalnym posunięciem.
W samym centrum powstańczego zrywu znajdują się kobiety, które – choć nie walczyły z bronią w ręku – każdego dnia zmagały się z niebezpieczeństwem i musiały reagować w warunkach bezpośredniego zagrożenia. Sanitariuszki.
W czasie Powstania Warszawskiego funkcjonowało ponad sto dwadzieścia szpitali polowych, które zostały zorganizowane w różnych częściach miasta, nierzadko w pomieszczeniach zupełnie przypadkowych i nieprzystosowanych, takich jak restauracje, kamienice, piwnice czy prywatne domy. Wśród nich znajdowały się między innymi placówki w restauracji „Pod Krzywą Latarnią” przy ulicy Podwale 25 oraz w kamienicy „Czarny Łabędź” przy ulicy Podwale 462. Oprócz tego otwarto dwieście punktów opatrunkowych i jednostek polowych.
Przygotowania do Powstania obejmowały gromadzenie sprzętu medycznego i materiałów opatrunkowych, ale zapasy te wystarczyły zaledwie na trzy dni walk (a przecież Powstanie trwało sześćdziesiąt trzy dni)3. W miarę przedłużania się działań zbrojnych topniały zapasy leków i środków opatrunkowych, a uzupełnianie ich było utrudnione przez brak dostaw i niszczenie zaplecza medycznego w wyniku działań wojennych4. Warunki w szpitalach polowych określane są w źródłach jako krytyczne, wręcz ekstremalne5. Fetor potu i ropy. Ciemność. Brak higieny. Operacje chirurgiczne wykonywano nierzadko bez znieczulenia i w lichym świetle świec czy lamp naftowych6. Brakowało też fachowej pomocy lekarzy i pielęgniarek.
W wielu przypadkach ranni leżeli bezpośrednio na podłodze, w pomieszczeniach, które nie były przystosowane do leczenia i opieki medycznej. Z powodu ostrzału, bombardowań i operacji wojskowych szpitale zwykle działały w warunkach bezpośredniego zagrożenia. Placówki były często celowo atakowane i niszczone, co dodatkowo utrudniało opiekę nad rannymi.
W relacjach sanitariuszek ze Zgrupowania „Chrobry II” powraca obraz prowizorycznych szpitali, w których brakowało leków, wody i podstawowego sprzętu. Brutalna selekcja medyczna była codziennością, a decyzje podejmowane w kilka sekund miały nieodwracalne konsekwencje.
Medycy. Tak nazywano wszystkich, którzy w czasie Powstania udzielali pomocy rannym i chorym, nawet jeśli nie mieli odpowiedniego wykształcenia. Szacuje się, że w Powstaniu Warszawskim brało udział 1210 lekarzy wszystkich specjalności oraz około 6800 pielęgniarek i sanitariuszek. Najbardziej potrzebni byli jednak chirurdzy i instrumentariuszki. Pomimo wyjątkowo trudnych warunków powstańczy personel medyczny dokładał wszelkich starań, aby ratować potrzebujących. Jak podaje profesor doktor Jerzy Szulc w opracowaniu Szpitale powstańcze południowej części Żoliborza, w ciągu dwóch miesięcy działalności zespół operacyjny Szpitala nr 100 przeprowadził 780 zabiegów chirurgicznych. Śmiertelność pacjentów była przy tym względnie niska – ponad połowa osób z ranami postrzałowymi w obrębie jamy brzusznej przeżyła i odnotowano stosunkowo małą liczbę powikłań, jeśli wziąć pod uwagę warunki, w jakich operacje się odbywały7.
Wanda Sarnecka, wychodząc z domu, mówi mamie, że idzie na randkę, choć ta podejrzewa, że córka tak naprawdę uczestniczy w działaniach powstańczych. Wanda w trakcie walk niesie pomoc rannym. Jej chłopiec ginie trzeciego dnia Powstania.
Któregoś dnia na rękach Wandy umiera młoda kobieta, łączniczka. Została ranna, gdy przebiegała przez ulicę. Jest w ciąży, więc to podwójna tragedia.
– Zaopiekuj się moim Wojtkiem – błaga resztką sił.
Wojtek to jej mąż, dowódca w oddziale Wandy. Spotka się z Wandą po latach we Włoszech. Los połączy ich na zawsze i Wanda będzie mogła spełnić ostatnią prośbę bohaterskiej łączniczki – zostanie drugą żoną Wojtka. Do końca życia oboje będą wracać do powstańczych wspomnień, które przekażą także swoim dzieciom. Jedna z takich chwil szczególnie zapadła Wandzie w pamięć:
– Powiedz mamusi, że w twoich rękach konałem – poprosił ją pewien chłopiec.
Później Wandzie będzie się to śnić w koszmarach. Matki nigdy nie znajdzie. „Co ja powiem? Jak ja powiem mamusi, jak nawet nie wiem, jak on się nazywa?” – wspominała później swoje wojenne rozterki8.
Nie chciała być sanitariuszką w szpitalu, została więc liniową. Rannych czasem prowadziła kanałami, niekiedy dźwigała z innymi sanitariuszkami na noszach. Nie uważała się za bohaterkę. Wiedziała, że czy będzie uczestniczyć w powstaniu, czy nie – może zginąć. „Człowiek chciał żyć i chciał spełnić swój obowiązek” – tłumaczy po latach9. Działanie było wówczas formą oporu wobec dehumanizacji. Przypomnieniem, że nawet w powstańczych okolicznościach można pozostać człowiekiem.
Służba sanitarna w Powstaniu Warszawskim była jednym z najlepiej zorganizowanych, a zarazem najbardziej przeciążonych elementów struktur Armii Krajowej. Sanitariuszki i sanitariusze działali w ekstremalnych warunkach: bez wystarczającego przeszkolenia medycznego, często ucząc się procedur w biegu, pod ostrzałem, wśród ruin. Ich praca nie kończyła się na opatrywaniu ran. Byli powiernikami ostatnich słów, świadkami śmierci, nośnikami nadziei.
Ta książka powstaje z potrzeby uważnego wysłuchania bohaterskich powstańczych kobiet. Różnią je wiek, pochodzenie, wykształcenie, motywacje. Łączy jedno: gotowość do działania mimo skrajnie niebezpiecznych warunków.
Reportaż ten nie jest próbą tworzenia legendy. Jest próbą zrozumienia. Z perspektywy faktów, relacji świadków i analizy psychologicznej przyglądam się temu, jak w warunkach wojny rodzi się zdolność do empatii, a także bohaterstwa bez patosu. Bo decyzje sanitariuszek z Powstania Warszawskiego do dziś pozostają jednym z najbardziej poruszających świadectw ludzkiej odpowiedzialności za drugiego człowieka i gotowości do największych poświęceń w imię jego dobra.
Czasami zwracam tu uwagę na kwestie być może oczywiste. Wierzę jednak, że najprostsze prawdy przypominają, którą drogą warto iść, nawet jeśli nie jest to droga wygodna ani przynosząca korzyści.
Najwięcej kobiet w czasie Powstania pełniło służbę sanitarną w szpitalach, patrolach sanitarnych, przy kompaniach (…). Wynosiły rannych z ulic, z zawalających się domów, spod ostrzału, z ewakuowanych dzielnic10.
Chociaż sanitariuszki odegrały w Powstaniu ogromnie ważną rolę, w literaturze przedmiotu do roku 1988 pisze się o nich niewiele, tylko w przypisach lub całkowicie się je pomija, nawet w opracowaniach i artykułach o historii medycyny i placówkach leczniczych. Tymczasem tajne oddziały sanitarne organizowano od samego początku II wojny światowej, niejako w następstwie tworzenia oddziałów konspiracyjnych do walki z okupantem. Pierwsze grupy sanitarne, pod nazwą „służba samarytańska”, formowała Komenda Pogotowia Harcerek z myślą o potrzebach objętej wojną ojczyzny. Największą grupę stanowiły dziewczęta w wieku od czternastu do siedemnastu lat. Powstawały również grupy nieharcerskie, raczej spontanicznie. Należały do oddziałów bojowych i tworzono je, aby nieść pierwszą pomoc osobom, które zostały ranne w czasie akcji konspiracyjnych.
Druhna Maria Kann na polecenie Komendy Chorągwi Warszawskiej Organizacji Harcerek w listopadzie 1939 roku założyła Harcerski Sanitariat Warszawy. W czasie kilku kolejnych miesięcy organizacja się rozrosła, nawiazując współpracę z innymi służbami sanitarnymi kobiet tworzonymi przez grupy społeczne i polityczne11. Związek Walki Zbrojnej w 1941 roku stał się inicjatorem przekształcenia Harcerskiego Sanitariatu Warszawy w Sanitariat Podziemnej Warszawy, ale harcerki zaangażowane w rozwój organizacji nadal pełniły kierownicze funkcje. Ze względu na rozrastające się struktury organizacji w Komendzie Pogotowia Harcerek utworzono Dział Sanitarny, który był odpowiedzialny za szkolenie harcerek oraz nowych osób pochodzących z formacji nieharcerskich i innych12. W 1942 roku została powołana Wojskowa Służba Kobiet (WSK), a następnie włączono do niej Sanitariat Podziemnej Warszawy. Organizacja ta miała dwa cele: zabezpieczanie medyczne konspiracji i wszechstronne przygotowanie jej do Powstania13. Ostatecznie struktura ta została scalona z Armią Krajową.
Jak wspominała Irena Kodrycz, pierwszy kontakt z nieznaną osobą, która chciała zasilić szeregi Wojskowej Służby Kobiet, odbywał się według ściśle określonych reguł konspiracyjnych. Osoba przyjmująca otrzymywała wcześniej adres oraz hasło, które należało podać na miejscu. Dopiero poprawny odzew potwierdzał, że rozmówca jest właściwą osobą. Przykładem takiej wymiany było hasło: „Mam do sprzedania pończochy, czy pani kupi?”, oraz odzew: „Nie, dziękuję, chyba że białe dziecinne”.
Podczas tego pierwszego kontaktu kandydatkę wprowadzano w podstawowe reguły działalności podziemnej, omawiano z nią zakres przyszłych obowiązków oraz ustalano termin kolejnego spotkania. Drugie zebranie odbywało się już w obecności świadka i miało na celu formalne odebranie przysięgi14. Osoba przyjęta otrzymywała pseudonim15.
Sanitariuszkom nie przyznawano stopni wojskowych, podobnie jak pozostałym kobietom w szeregach WSK AK. Przygotowanie do pracy sanitariuszki w konspiracji przybierało różne formy. Harcerki uzyskiwały wiedzę medyczną, zdobywając sprawności w swoich drużynach. Stopnie, które zyskiwały, były przydzielane zgodnie z zasadami sprzed 1939 roku, jednak od dziewcząt z najniższym stopniem, czyli od „ochotniczek”, nie egzekwowano fachowych informacji. Im wyższe stopnie: przewodniczki16, samarytanki17, starszej ochotniczki18, tym większa wiedza była wymagana. Sprawdzano umiejętność udzielania pierwszej pomocy, znajomość podstaw anatomii człowieka, jego fizjologii, obchodzenia się z rannymi. Młodsze dziewczynki mogły zdobyć sprawności: „opiekunki chorych” czy „ratowniczki”, starsze dziewczynki zyskiwały tytuł „pielęgniarki”, a dziewczęta z drużyn wiejskich „higienistki społecznej” czy „miłośniczki zdrowia”19. Dziewczynom, które musiały zdobyć wiedzę, a nie należały do wspomnianych drużyn harcerskich, organizowano nauczanie na różnych poziomach pod przykrywką kształcenia sióstr pogotowia sanitarnego PCK.
W Instrukcji kształcenia sanitariuszek w sprawozdaniu referentki sanitarnej Komendy Pogotowia Harcerek można przeczytać, że kurs teoretyczny prowadzony przez pielęgniarki lub lekarzy obejmował trzydzieści sześć godzin. Zebrania odbywały się w szpitalikach lub mieszkaniach prywatnych. Objaśniano nie tylko sprawy opieki nad chorymi i rannymi, ale też wdrażano dziewczęta w zasady opatrywania ciężkich urazów oraz poparzeń, ćwiczono bezpieczne przenoszenie rannych. Omawiano typy gazów bojowych, a także ich wpływ na ludzi. Sanitariuszki były również poddawane podstawowemu przeszkoleniu wojskowemu – uczyły się obsługi broni czy rozróżniania stopni wojskowych20. Równie duży nacisk kładziono na etyczną stronę służby, zwłaszcza kwestie odpowiedzialności za drugiego człowieka, jego zdrowie, a nawet życie. Część kobiet szkolono na sanitariuszki patroli oddziałów bojowych, w związku z czym uczono je orientacji w terenie, tamowania krwotoków, działania i opatrywania na polu walki. Na koniec każdą przyszłą sanitariuszkę czekała dwutygodniowa praktyka w szpitalu. Wybierano te placówki, w których pracowało najwięcej personelu medycznego związanego z podziemiem21. Kurs kończył się egzaminem. Do końca 1943 roku wszystkie harcerki przeszły szkolenia sanitarne. Niemieccy żołnierze byli przekonani, że nauka ta ma służyć przygotowaniu dziewcząt do zabezpieczenia medycznego niemieckich punktów obrony przeciwlotniczej.
Zespoły medyczne gromadziły leki, opatrunki czy narzędzia z myślą o przyszłych akcjach. W latach 1941–1942 głównymi dostawcami tych materiałów były apteki, przede wszystkim Centralna Apteka Więzień. Na Cmentarzu Powązkowskim kupowano leki od paserów. We wspomnieniach Ireny Kodrycz-Sroczyńskiej można przeczytać, że po odbiór materiałów opatrunkowych musiała się zgłosić na ulicę Wierzbową do Pałacu Brühla, a był to obiekt zajmowany przez Niemców.
Zgodnie z postanowieniami instrukcji zatytułowanej Kobieca polowa służba sanitarna sanitariuszki miały własne torby sanitarne, które same musiały zorganizować i wyposażyć, między innymi w dziesięć opatrunków indywidualnych zwykłych, dwa opatrunki indywidualne typu B, chustki trójkątne, dziesięć bandaży szerokich, dziesięć wąskich, paczkę ligniny, gazę, buteleczkę jodyny lub anogenu, Rivanol, łubki, rolkę plastra, nożyczki, waciki, agrafki, kubek, świecę, zapałki, papier, ołówek i kilka innych rzeczy22. Patrolowa musiała jednak mieć jeszcze lepiej wyposażoną apteczkę, w której miało się znaleźć więcej specjalistycznych leków oraz strzykawka. Sanitariuszki czy pielęgniarki zdobywały je we własnym zakresie, najczęściej wynosząc je ze szpitali, a do tego niezbędne były spryt i odwaga. Zapasy gromadzone z myślą o Powstaniu przechowywano w prywatnych mieszkaniach, skrytkach albo punktach służby zdrowia, co wiązało się z jeszcze większym ryzykiem. Magazyn zorganizowany przez profesora doktora Edwarda Lotha i magistra Stanisława Stefana Rajskiego w Szkole Inwalidów został odkryty przez Niemców. Niemniej wiele magazynów przetrwało do samego Powstania, jak ten przy ulicy Miodowej23.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Okładka
Strona tytułowa
Wstęp
Początek
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
© Wydawnictwo WAM, 2026
Opieka redakcyjna: Artur Wiśniewski
Redakcja: Anna Poinc-Chrabąszcz
Korekta: Magdalena Jakubowska, Elżbieta Krok
Projekt okładki: Magda Kuc
Opracowanie graficzne i skład: Lucyna Sterczewska
ISBN 978-83-277-4903-1
MANDO
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
mando.pl
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA
tel. 12 629 32 70
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
