Saga utraconego dziedzictwa - Celina Mioduszewska - ebook
NOWOŚĆ

Saga utraconego dziedzictwa ebook

Mioduszewska Celina

0,0

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Nie wszystko, co dostajemy po przodkach, jest darem

Pod koniec XIX wieku w mazowieckim Radlewie nazwisko i herb znaczą więcej niż wielkość majątku. Błażej Radlewski wierzy, że honor rodu Ostoja obroni jego rodzinę przed losem, który od pokoleń zbiera swoje żniwo. Narodziny przeplatają się tu z pogrzebami, a marzenia o dostatku okazują się kruche jak jałowa ziemia, z której trudno wyżywić bliskich.

Nadzieja pojawia się dopiero wtedy, gdy syn Błażeja, Aleksander, wyjeżdża do amerykańskiego Pittsburgha, by ratować ojcowską schedę. Po latach wraca z pieniędzmi i marzeniem o nowym początku. Nikt jeszcze nie przeczuwa, że rodzinę czeka próba cięższa niż codzienna walka o przetrwanie. Nadchodzi wojna, która na zawsze odmieni losy Radlewskich.

„Saga utraconego dziedzictwa” to poruszająca saga o dumie, miłości i ludziach próbujących ocalić swój ród w świecie, który nieustannie odbiera im poczucie bezpieczeństwa.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 279

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Celina Mioduszewska

Saga utraconego dziedzictwa

Największym spadkiem, jaki możesz przekazać dzieciom i wnukom, jest coś więcej niż materialne posiadłości.

To dziedzictwo charakteru i wiary[1].

Część I

Radlewo & Pittsburgh

Dywagacje Księcia Mocy

Jestem Księciem Mocy i patrzę z góry na drobnoszlachecką wieś. Zaglądam na podwórza i do chat. Przyczajam się w opłotkach, by podpatrzeć z bliska pracę ludzi, podsłuchać sąsiedzkich rozmów. Człowieka oceniam bowiem nie tylko na podstawie czynów i zaprzątających głowę myśli, ale też wypowiadanych słów. Słowo jest ważne.

Wieś o nazwie Radlewo, od radła wziętej, od pokoleń zamieszkuje dwudziestu czterech gospodarzy. Tyle też chat znajduje się łącznie po dwóch stronach wąskiej drogi wiodącej z jednej wsi kościelnej do drugiej. Zaścianek ten, oddalony od głównych traktów komunikacyjnych, w przeciwieństwie do tych rozlokowanych wzdłuż Gościńca Suraskiego, tkwił jak mysz pod miotłą, też nie narażając się nikomu, toteż spokój tu mieszkał.

Taką dogodność pod każdym względem potomni pozyskali dzięki przodkom. Dziedzice wsi Radlewo, jeszcze w średniowiecznych czasach, ufundowali kościół w Gruszy. Ich hojność owocuje nagrodą.

Czasem jestem zmuszony stanąć w szranki z Księciem Zła i przyznaję, zdarza mi się przegrać. A Śmierć? To zupełnie coś innego. Z nią nawet nie próbuję polemizować. Jej bezwzględność sięga zenitu, a wszelkie utarczki skutkują większym zasięgiem jej działania. W szale nerwowej gorączki siecze kosą, nie bacząc na nic.

Wielkimi krokami zbliża się zmierzch dziewiętnastego wieku. Dobiega kresu stulecie zniewolenia narodu. Wieś ta jednak, choć nie brała czynnego udziału w zbrojnych czynach, doświadcza wszystkiego, co wynika z gospodarczej polityki władającego mocarstwa.

Błażej, jako jedyny z dzieci zrodzonych z Ludwika Radlewskiego i Marianny z domu Szewskiej, które to nazwisko różniło ją od wszystkich innych panien w okolicy, bo Radlewskich wokół była cała masa, dożył sędziwego wieku.

Ten znaczący w okolicy ród herbu Ostoja stanowiły cztery linie, a każda z nich miała swój przydomek. Bardziej znaczący i użyteczny niż nazwisko. Pierwszy od strony wsi kościelnej, zwanej osobliwie Grusza, mieszkał Radlewski z przydomkiem Pompik, na drugim krańcu zaś, od strony wsi Goła Wola, stało domostwo Tuczaka. Środek wsi, po dwóch stronach stawu, zajmowali od stuleci Radlewscy z przydomkami Glinka i Waleriańczyk.

Błażej należał do ostatniej z wymienionych linii. I w odróżnieniu od znanych w okolicy jako Tuczak, Pompik i Glinka, jego rodu nie określano dziedziczonym mianem, tylko po prostu dla wszystkich był Błażejem. Szczycił się tym, że był herbowym, co eksponował zawieszoną nad wejściem do chałupy blaszaną tabliczką z wyrytym napisem: Radlewski, herbu Ostoja, 1864. Cyfry oznaczały rok budowy Błażejowego domu. Początki tego herbu od samego króla się wywodziły, czym jego właściciel chełpił się szczególnie. To, co się na tarczy znajdowało, niejednokrotnie objaśniał tym, którzy po raz pierwszy w chacie jego się pojawiali. Były to dwa niepełne księżyce barkami do siebie obrócone, a między nimi miecz otłuczony, z rękojeścią zwróconą do góry, a końcem na dół. Elementem zwieńczającym całość było pięć strusich piór. Każdy ze znaków Błażej interpretował po swojemu, akcentując pozytywne aspekty. Półksiężyce dawały nadzieję na odrodzenie po latach upadku, ale też na płodność kolejnych pokoleń. Miecz stanowił znak gotowości zamieszkujących dom do walki, jeśli ojczyzna będzie tego potrzebowała, pióra strusie niosły zaś za sobą poczucie dumy, honoru i szlachetności. Wszystko razem wzięte szeregowało Błażeja z Radlewa w pozycji znacznie wyższej niż ta, którą zajmowali mieszkańcy okolicznych wsi.

Chłop ten, figurujący w urzędzie i aktach kościelnych jako właściciel cząstkowy, ożenił się w osiemdziesiątym drugim ze wspomnianą Marianną, córką wyrobników, sprowadził ją do swego, jakże zacnego jego zdaniem domu i razem zaczęli wieść małżeński żywot.

W rok po ślubie na świat przyszła ich pierworodna córka. Rodzice nadali jej imię Franciszka. Dziecko, przeżywszy zaledwie kilka miesięcy, zmarło. Marianna w tym czasie nosiła już pod sercem kolejne i gdy je w ogromnych boleściach powiła, ku matczynej i ojcowskiej uciesze, postanowiła nadać temu dziecku również imię Franciszka. Dziewczynka była oczkiem w głowie rodziców.

Po dwóch latach Marianna po raz trzeci została matką. Tym razem był to chłopiec. Aleksander. Niestety, tak jak rzecz się miała w przypadku pierwszego dziecka, chłopiec, nie dożywszy roku, umiera. Franciszka ponownie przez jakiś czas jest jedynaczką. Krótko, bo na świat przychodzi brat. Imię nadaje mu starsza siostra. Tęsknota za zmarłym bratem Olesiem jest tak wielka, że co rusz głaszcze z czułością główkę maleństwa, które nazywa imieniem Oleś.

Gdy Franciszka ma lat pięć, a drugi Oleś dwa, w chacie Błażeja pojawia się kolejna córka. Wanda.

W wieku siedmiu lat, w dzień Matki Boskiej Zielnej, Śmierć zabiera Franciszkę. Swój ból rodzice uśmierzają wzajemną miłością, skutkiem czego jest poczęcie nowego życia. W tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym drugim roku na świat przychodzi syn Wacław, a za dwa lata jego siostra, której rodzice nadają imię Marta.

Niestety, Śmierć po raz kolejny puka do drzwi chałupy Błażeja. Zabiera mu najpierw ośmioletniego Wacka i jeszcze w tym samym roku siedmioletnią Wandę.

Wydawało się, że Śmierć prowadzi z Błażejem jakąś szczególną grę. I wcale nie chodziło tu o jakiś zakład, jak to miało miejsce w przypadku losów Hioba. Śmierć miała swój, tylko sobie znany plan.

W ostateczności przy życiu pozostaje tylko dziewięcioletni Aleksander i dwuletnia Marta.

Błażej i Marianna chuchają i dmuchają na zimne, byleby tylko uchować przed Śmiercią te dzieci.

Sąsiedzi radzą Błażejowi, by w ramach błagalnej prośby postawił krzyż, jak to uczynił wielokrotnie osierocony ojciec z pobliskiego miasta. Jednakże Błażej chyba rozgniewał się na samego Boga, bo zarzekł się, że tego nie uczyni. Postanowienia dotrzymał. Może gdyby Marianna zabiegała o to, postąpiłby inaczej, ale ona pod wpływem przykrych doświadczeń macierzyństwa zobojętniała na wszystko. Modlitwa też nie dawała jej ukojenia. Funkcjonowała jak wyssana z soków roślina, która nie ma siły czerpać z ziemi mikroelementów wspomagających życie. Zdawało się, że na jej ludzkim szkielecie nie ma już ciała. Kości większe, mniejsze, po chrząstki obleka zwiotczała skóra. Z pięknej niegdyś i kształtnej dziewki, o piersiach jędrnych jak wypieczone bochny chleba, przeobraziła się w spód zbrązowiałej pieczarki. Zobojętniała na swój wygląd. Nie potrafiła już też płakać. Być może wyczerpała należne człowiekowi pokłady łez? Do roli gospodyni w domu dorastała Marta. Wiecznie krzątała się przy matce, była też jej Aniołem Stróżem.

Błażej też stracił życiowy entuzjazm. Pracę w polu i obejściu od jakiegoś czasu traktował jak zło konieczne. Tym, co utrzymywało go przy życiu, był Aleksander. Powoli, choć niezdarnie, wyręczał czasem ojca nawet w orce, latem chwytał za kosę i szedł żniwować. Syn widział, że ojciec jakby wycofywał się z roli gospodarza. I taka sytuacja utrzymywała się przez najbliższe lata.

W miarę upływu czasu Olka zaczyna drażnić ów marazm i ostatecznie ubóstwo. Chałupa, dzieło rąk dziadka Ludwika, zaczyna się walić. Niedożywiona krowa zdycha. A płot? Ten już w niczym nie przypomina ogrodzenia.

Wie, że musi coś zrobić, by zaradzić rodzinnej nędzy. Żal mu jest Marty, która zasługuje od losu na więcej niż jej w dzieciństwie i w wieku dorastania zaoferował. Olek, mając to wszystko na uwadze, coś postanawia. Myśl kiełkująca w jego głowie zaczyna wychodzić na powierzchnię.

Ale w końcu przyszedł przełom.

Dywagacje Księcia Mocy

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] Billy Graham, Nearing Home: Life, Faith, and Finishing Well, Nashville 2011.

Nakładem Wydawnictwa Novae Res ukazały się również:

Saga utraconego dziedzictwa

ISBN: 978-83-8423-658-1

© Celina Mioduszewska i Wydawnictwo Novae Res 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Monika Turała

KOREKTA: Paulina Górska

OKŁADKA: Paulina Radomska-Skierkowska

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Autorka otrzymała stypendium z Funduszu Popierania Twórczości Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek